Dodaj do ulubionych

ośrodek zamknięty i co dalej?

02.04.09, 12:14
w grudniu opuściłem ośrodek zamknięty. 2 miesiące terapii
pogłębionej. 8 tygodni tłuczenia do łba ze mam problem. Uwierzyłem.
Wszystko szło jak po maśle. Szaleńczy pęd do zdrowia. Ja juz NIGDY,
to był OSTATNI raz itd. Zalecenia terapeutów: kontynuowanie terapii,
kontakt z ośrodkiem, konsultacje z psychologiem,wielebnym , grupy
wsparcia, zerwanie kontaktu z patologicznym środowiskiem,
przewrócenie własnego świata do góry nogami. Wszystko pięknie ładnie.
Mówiłem głośno- dobra dobra a myślałem- o co cho? na cholerę mi to
wszystko? jestem czysty , silny, dam sobie rade sam. I dawałem.
Pierwszy miesiąc i pól następnego bo potem zaczęły sie schody. Szybko
zapomniałem jak objawia sie głód, na co trzeba uważać, czego unikać i
jak to wszystko hula. Zaczęło sie niewinnie od łykania tabletek na
uspokojenie w dawce grubo przekraczającej zalecenia lekarza. Potem
alkohol, no bo przecież nikt mi nie wciśnie kitu ze mam problemy z
piciem wiec moge, a jak moge dzisiaj to jutro i pojutrze tez. W
ośrodku uczyli jak odmawiać ale zapomniałem i... nie odmówiłem gdy mi
na ulicy koles zaproponował wspólne jaranie. Ojejku to tylko trawa,
nic sie nie stanie. Zresztą jak juz sie rzuciło to jedna fifke można
sobie zapalić. ( nie skończyło sie na jednej) Później juz bylo z
gorki. Picie , jaranie, amfetamina, doły. Chce wrócić do ośrodka, ale
drugi raz nie popelnie juz tego samego bledu. Bede korzystał z każdej
mozliwej pomocy i wsparcia bo juz wiem ze sam nie dam rady.
Edytor zaawansowany
  • 02.04.09, 14:58
    Lata trwania w nałogach zapewne nie wyzbędzie sie w przedsiagu 2
    miesięcy wg...mnie stanowczo za krótko trwają takie terapie 2
    miesiace to same oddrucie powinno trawac.
    Po 6 tygodniach zamkniętego leczenia maż alkoholik wrócil z Czarnego
    Boru pijany nie wierze w żadne takie leczenie jak samemu nie
    powie sie STOP.
    życze Ci siły w przetrwaniu.
  • 02.04.09, 15:32
    Podnieś się i z poobijanymi kolanami idż dalej.Najważniejsze że
    chcesz .Pomalutku, droga jest dłłłługa i kręta. Szacki ja wierzę w
    Ciebie!W niedzielę przyjeżdza na krótki urlop mój syn
    alkocholik.Cieszę się ale nie wiem co mam mu mówić iczy namawiać go
    na leczenie, czy wogóle nie rozmawiać o jego piciu.Trzymaj się!
    Pozdrawiam
  • 02.04.09, 15:34
    oj, alkoholik napisałam z błędem -sorry
  • 02.04.09, 16:29
    Myślę ze warto porozmawiać. Ty czegoś sie dowiesz, uspokoisz
    sumienie ( nic nie mów wiem ze Cie gryzie), syn będzie miał szanse
    sie wygadać, usprawiedliwić. Moi bliscy gó... wiedzą tak naprawdę o
    moich problemach. Matka potrafi mi dac w prezencie butelkę wina. Brat poprosić o kupno fifki. wesoło.
  • 03.04.09, 08:25
    Widzisz Mikołaju ja doświadczona życiem kobieta uczę się od
    Ciebie.Masz rację mam ogromne poczucie winy, walczę ztym.W tamtuch
    czasach starałam się i chciałam jak najlepiej.Każdy rodzic
    popełnia błędy. Jestem wyedukowana na temat choroby syna, nie
    obwiniam Go za to.Będę starała się delikatnie z nim
    porozmawiać.Problem w tym ,że On tylko słucha i nie chce
    się ;otworzyć:Ale cieszę się ,że przyjeżdza- nie był już 2lata.Ja
    jeżdziłam do nich a ostatnio byliśmy u niego wszyscy tj; mąż i
    starszy syn.Cieszę się Mikołaju, że Ty zrozumiałeś istotę
    problemu.Pozdrawiam serdeczniei trzymam przysłowiowe kciuki!
  • 02.04.09, 16:02
    Hela jak najbardziej przyznaje Ci racje. 8 tygodni to jest NIC. To
    kropla w morzu potrzeb. Niestety tylko tyle NFZ jest w stanie zapłacić w ciągu roku za jednego uzależnionego w prywatnym ośrodku odwykowym. Ceny terapii jak dla mnie sa zaporowe, chociaż przyznam ze
    gdybym dysponował taka kwota nie wahałabym sie ani chwili bo warto. Naprawdę warto. Wierze w leczenie, w terapie, wierze ze sie da ale
    tylko wtedy gdy ktos nie popełnia moich błędów. Samo CHCIEC nie
    wystarczy, co z tego ze ja chce byc czysty jak ide na imprezę gdzie
    wszyscy w około sa naćpani? Druga sprawa - sa ośrodki długoterminowe
    - wierz mi nie chciałabyś tam trafic. Najgorsze jest ze jadac do ośrodka z jednym problem ktory rujnuje Ci życie nie zdajesz sobie
    sprawy ze pod tym siedzą inne, drzemią i tylko czekają zeby uderzyć.
    Przestajesz pic i budzi sie erotomania, hazard albo jeszcze cos
    innego i juz masz 2 problemy. Jeden zabliźniony drugi kipiący ropa
    wiec rozdrapujesz stare rany sięgając po kieliszek. jasny gwint. Ze mną bylo podobnie. Nie przypuszczałem ze spia we mnie bestie tak
    straszne ze na sam dźwięk ich imienia robie sie zielony. W ośrodku dowiedziałem sie o sobie takich rzeczy ze glos staje na głowie acha i
    wiem juz co to jest HALT ;)
  • 02.04.09, 15:32
    Szacki więc już wiesz trochę wiecej niż w grudniu, rzecz w tym,
    żebyś zrozumiał, że wychodzenie z narkotyków to nie jest droga po
    maśle. Ja mogę Ci tylko napisać, że są to trudny, które się opłacają
    i z czasem sie poprostu normalnie żyje :-)

    nie daj się MIKOLAJU :-)
    --
    "Są dwie rzeczy nieskończone - wszechświat i ludzka głupota, co do
    wszechświata nie jestem pewnien" - Albert Einstein
  • 02.04.09, 16:51
    tak to już z tymi nałogami jest - albo całkowita abstynencja, albo
    powrót do ich najgorszej wersji, a nawet, jak zauważyłem, wchodzi
    się jeszcze głębiej

    trzymam kciuki szacki za Twoje kolejne postanowienie, kolejne i
    dojrzalsze, życzę Ci abyś zdążył jeszcze w tym wcieleniu

    --
    czyń dobro, dawaj światu najlepsze co posiadasz,
    odnoś sukcesy, kochaj, pomagaj i buduj
    mimo wszystko
  • 03.04.09, 19:09
    tenjaras napisał:

    > tak to już z tymi nałogami jest - albo całkowita abstynencja, albo
    > powrót do ich najgorszej wersji, a nawet, jak zauważyłem, wchodzi
    > się jeszcze głębiej

    "Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach
    bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi:
    <<Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem>>; a przyszedłszy zastaje go
    niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z
    sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i
    mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy,
    niż był poprzedni." (Mt.12,43-45)

    szacki napisał:

    > Bede korzystał z każdej
    > mozliwej pomocy i wsparcia bo juz wiem ze sam nie dam rady.

    Kiedy na ludzki rozum nie było już ratunku dla mojego syna,
    zwróciłam się do Chrystusa.
    Bóg z mojej słabości uczynił siłę.

    "Z łaski Twojej, Panie, uczyniłeś mnie niezdobytą górą,
    a gdy ukryłeś swe oblicze, ogarnęła mnie trwoga.
    Wołam do Ciebie, Panie,
    błagam Boga mego o miłosierdzie:
    <<Jaki będzie pożytek z krwi mojej,
    z mojego zejścia do grobu?
    Czyż proch Cię będzie wysławiał
    albo rozgłaszał Twą wierność?
    Wysłuchaj, Panie, zmiłuj się nade mną;
    bądź, Panie, dla mnie wspomożycielem!>>
    Biadania moje zmieniłeś mi w taniec;
    rozwiązałeś mój wór pokutny i przepasałeś mnie radością,
    by moje serce nie milknąc psalm Tobie śpiewało.
    Boże mój, Panie, będę Cię wysławiał na wieki." (Ps.30,8-13)

    --
    Narkomania
  • 03.04.09, 16:03
    terapia to tylko narzedzie które ułatwia wyjscie z nałogu, niczego
    nie gwarantuje. Ważna jest wewnętrzna motywacja, trzeba bardzo
    chcieć. Wzbogaciłeś swoje życie o nowe doświadczenie- dosyć bolesne
    niestety. Życzę powodzenie i determinacji.
  • 11.04.09, 15:10
    ja opuściłem ośrodek wczoraj. Zresztą był to już mój drugi odwyk, po pierwszym
    zapiłem. Teraz mam nadzieję się pilnować i właśnie wypełniać zalecenia, AA i te
    wszystkie pierdoły, które jak mi się wydawało to bajki. Ale próbowałem sam
    przestać i to w moim przypadku nie działa, spróbuję teraz książkowo - terapia
    głębinowa i te sprawy. Zobaczymy.
  • 17.04.09, 16:24
    Dwa m-ce terapii to za mało,z tego co wiem to jak dobrze rok przepracujesz w
    ośrodku ,a pózniej jeszcze pobyt w hostelu to masz duże szanse na normalne
    zycie.W to bagno to szybko się wchodzi ale nie tak szybko wraca do normalnego
    życia.Ważne że szukasz ratunku i chcesz podjąć leczenie wracając do ośrodka.Nie
    zmarnuj następnej szansy jak będziesz w ośrodku.Trzymam kciuki że Ci się
    uda!Pozdrawiam:)
  • 17.04.09, 17:28
    Kinga - ja byłem w takim ośrodku rocznym z hostelem - rok , nawet dwa
    lata tam nie dałyby mi tyle co dwa miesiące w miejscu w którym naprawdę bylem traktowany jak człowiek, ( załaczam tekst - demo)

    W ośrodku przeszukali wszystkie moje rzeczy. Kazali się rozebrać do
    naga. Dali mi męska piżamę w paski 50 numerów za dużą i wprowadzili
    na odział. Zauważyłam ze tylko ja mam na sobie takie wariackie
    ciuchy. Zaprowadzili mnie do Sali z której nie mogłam sama wyłazić
    nawet do kibla. W pokoju były cztery lóżka wszystkie wolne ,
    umywalka, 2 okna wychodzące na korytarz i jedno na podwórko.
    Siedziałam wiec sama i czułam się jak małpa w zoo bo każdy kto
    przechodził korytarzem mógł sobie elegancko popatrzeć jak jem: np.
    drugie danie łyżką bo widelców nam nie dawali. Wiadomo ze świrami
    nigdy nic nie wiadomo. Minęło parę godzin, chwile się zdrzemnęłam a
    potem normalnie zaczęłam dostawać szajby z nudów, nie miałam nic do
    czytania ani na czym oka zawiesić. Na drzwiach wisiał regulamin, z
    którego wynikało ze będą mnie trzymać w tej klatce minimum dwa
    tygodnie. Wesoło nie ma co. Potem zrobiło się jeszcze weselej bo
    dokwaterowali mi koleżanki. Jedna z lóżka obok twierdziła ze jej
    matka jest szefem mafii gdańskiej i ze planuje dać nogę z ośrodka nad
    Bałtyk i czy bym się z nią nie kopsnęła. Powiedziałam ze jasne,
    bardzo chętnie i nawet się zgłosiłam do kopania podkopu w nocy.
    Perspektywa spędzenia wakacji nad morzem w towarzystwie
    schizofreniczki? Malina! ;-) Druga z dziewczyn uparła się ze mi
    wytłumaczy znaczenie słowa „abstynencja”. Nie dala się przekonać ze
    znam znaczenie tego terminu. Na drugi dzień stało się dla mnie zbyt
    jasne ze trafiłam do psychiatryka o zaostrzonym rygorze. Myślałam ze
    zaszło jakieś jedno wielkie nieporozumienie, wyszłam z Sali ( łamiąc
    regulamin) i poszłam prosto do kanciapy terapeutów. Wszyscy się na
    mnie dziwnie patrzyli, (zorientowałam się ze to ta wariacka piżama
    wzbudza małą sensacje,) Kolo- terapeuta jak tylko mnie zobaczył
    zaczął krzyczeć ze mam natychmiast wracać na sale i ze nie wolni mi
    wychodzić. Nie zdążyłam jeszcze dobrze nabrać powietrza w płuca a on
    już mnie wypychał z powrotem. Wiec mu zaczęłam tłumaczyć nieskładnie
    o co chodzi. A on „ tak, tak ,tak” ( jak to do wariata) i dalej swoje
    że mam wracać. Zawołał jakąś dziewczynę która mnie odtransportowała
    bezpiecznie do klatki. Stwierdziłam ze nie ma co panikować ze wkrótce
    się wszystko wyjaśni. Kilka godzin później wpadła terapeutka do nas
    zaalarmowana przez jakiegoś wstrętnego kabla z korytarza
    podglądającego przez okno który doniósł ze siedzę na podłodze. ( z
    tych nudów to bym się nawet pohuśtała na lampie)Babka kazała mi
    natychmiast wstać i powiedziała ze siedzenie na ziemi jest surowo
    zabronione. Wstałam i mowie jej ze ja tu przyjechałam na terapie a
    nie siedzieć zamknięta w 4 ścianach i ze jak to ma tak wyglądać to ze
    ja dziękuję i żeby mnie natychmiast wypuścili. Babka zaczęła
    powtarzać to ich sakramentalne „ tak, tak ,tak” i powiedziała żebym
    się jeszcze zastanowiła i sobie poszła. Zaczęłam się poważnie
    zastanawiać czy ja nie podpisywałam jakiś papierów pozwalających im
    mnie tu trzymać do usranej śmierci. Zabrali mi komórkę, a z telefonu
    ośrodkowego jak mówił regulamin najwcześniej mogłabym skorzystać po …
    3 tygodniach pobytu. Byłam osrana po pachy ze strachu. Postanowiłam
    to sprawdzić. Na trzeci dzień rano poszłam ponownie do kanciapy
    oznajmiając ze ja się już zastanowiłam i ze chce się wypisać z tego
    przytułku dla psychików. Starałam się mówić jak najnormalniejsza
    osoba pod słońcem, studentka 5 roku, dziewczyna z dobrego domu,
    normalnie mało nie wyszłam z siebie tak się starałam. Wskórałam tylko
    tyle ze pozwolili mi wyjść z Sali i łazić po ośrodku no i co
    najważniejsze oddali mi moje ciuchy. Sukces!!! Kazali mi za to
    uczestniczyć w zajęciach społeczności ośrodka. Już w czasie pierwszej
    sesji wylądowałam w izolatce. ( własne poglądy i bunt nie były dobrze
    widziane) Miotałam się po klitce 3 na 2 i kombinowałam jak się tu
    wydostać z tego domu wariatów. Doskonała okazja trafiła się już 5
    dnia. Otwarte drzwi balkonowe i nikogo w pobliżu. Kilka godzin
    później siedziałam sobie wygodnie w pociągu (...)
  • 19.04.09, 09:08
    O rety szacki!gdzie Ty to byleś!!!!ja znam ośrodki gdzie ludzi
    traktują normalnie po ludzku,sluszałes o ośrodkach Karan?(z nimi
    miałam styczność)albo jest wiele innych..nie będę Ci
    wymieniać..ważne że chcesz się leczyć,naprawdę warto,nigdy nie jest
    za pózno na normalne życie!napeno Ci się uda:!Trzymam kciuki:)
  • 19.04.09, 20:36
    Mój przyjaciel był narkomanem i alkoholikiem.
    Kiedy odwiedziłem go na działkach kilka miesięcy temu ,zdałem sobie
    sprawę z tego, że się wycofuje.Nic mi nie mówił, ale ja to odczułem.
    Miał dosyć życia, w swoim zatrutym ciele.
    Kiedyś, kiedy jeszcze Był, w formie powiedział do mnie-"Wiesz,tylko
    miłość może mnie uratować"-nie znalazł jej.
    Pamiętam naszą ostatnią rozmowę-"Ty z tego wyjdziesz,ja już nie".
    Oni wsyscy stanowili część mojego życia-dlatego nienawidzę pogardy.
    To właśnie dlatego pisałem o miłości, ale Wy znacie się na tym
    lepiej.
  • 19.04.09, 20:55
    i typowe.
    Dlaczego nie okzałeś mu tej miłosci i nie sprowadziles pomocy?
    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 20.04.09, 20:16
    Została sprowadzona karetka na teren działek-odmówił.
    Napisałem wczoraj-"Miał dosyć przebywania, w swym zatrutym ciele"
    Problem polega na tym, że wielu ludziom, miłość kojarzy się
    wyłącznie z babą i łóżkiem.
    Jedno jest pewne!-Ciało, w którym mieszka dusza,powinno być czyste.
    Inaczej staje się ciężkie i upada.
  • 20.04.09, 20:21
    pierzchnia napisał:

    > Została sprowadzona karetka na teren działek-odmówił.
    > Napisałem wczoraj-"Miał dosyć przebywania, w swym zatrutym ciele"
    > Problem polega na tym, że wielu ludziom, miłość kojarzy się
    > wyłącznie z babą i łóżkiem.
    > Jedno jest pewne!-Ciało, w którym mieszka dusza,powinno być czyste.
    > Inaczej staje się ciężkie i upada.>

    A ja mysle, ze dusza uczy się i rozwija za pośrednictwem zmysłów ciała.
    Im szersze horyzonty tym lepiej.
    Nie wszustko musi byc " cacy" :-)

    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)

  • 20.04.09, 20:48
    Nie muszę siadac tyłkiem na ognisku by wiedzieć, że ogień parzy!-Bez
    obrazy.
  • 21.04.09, 21:24
    pierzchnia napisał:

    > Nie muszę siadac tyłkiem na ognisku by wiedzieć, że ogień parzy!-Bez obrazy.>

    Nie musisz,
    ale kiedys musiałes sie oparzyc - niekoniecznie tyłkiem,
    żeby sie tego nauczyć.


    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 21.04.09, 23:40
    To powtarzanie epizodów wynika z odmienności.
  • 22.04.09, 19:09
    pierzchnia napisał:

    > To powtarzanie epizodów wynika z odmienności.>

    Odmienności czego?

    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)

  • 22.04.09, 22:42
    Nie czego a kogo-nas.
  • 25.04.09, 16:19
    pierzchnia napisał:

    > Nie czego a kogo-nas.>

    Od kogo?


    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 22.04.09, 11:12
    ale nie obrażaj się o to że ktoś ma inne zdanie niż Ty.
    --
    .................
    myśli własne (ale ciasne): rushmoore.blox.pl/html
  • 28.04.09, 02:35
    W sobotę postanowiliśmy z moim Lubym, że potrzebuje pomocy i
    pojechaliśmy do ośrodka pomocy uzależnionym. Teraz trwa miesiąc
    separacji od bliskich. Dowiedziałam się, że piwinno się zostać w
    takim ośrodku minimum rok. Trochę mnie to przeraża, bo nie dość, że
    stracił jeden rok na uzależnienie (od marihuany), to teraz straci
    drugi na leczenie, a że był na I roku studiów dziennych, to nie ma
    prawy do dziekanki i będzie musiał zaczynać wszystko od nowa..
    Szukam jakichś sugestii, czy ktoś ma doświadczenia w leczeniu się z
    uzależnienia od trawy w ośrodku? Proszę mi powiedzieć COKOLWIEK,
    bardzo teraz potrzebuję wsparcia, słow "na zachętę"...
  • 28.04.09, 11:39
    Utwórz nowy wątek-ciężko znaleźć Twój post.
  • 28.04.09, 13:55
    mam tę sama sytuacje.. dokładnie identyczną!
    nie zgodze sie z Panią która napisała ze takie leczenie jest za krótkie.Leczenie
    podstawowe polega na odtruciu, zachowaniu abstynencji i chłoniecia wiedzy o
    swojej chorobie.Reszta zalezy od Ciebie, co z tym zrobisz.Napewno terapia na tym
    nie powinna sie zakonczyc.Bo przestac pic to jest pikuś w porownaniu z
    pozniejsza zmiana zachowan, mysli, wszystkiego.
    jak chcesz poklikac to pisz: 10978019 gg
    pzdr
    Wiolka
  • 28.04.09, 15:21
    w ośrodku w którym sie leczyłem były osoby uzależnione stricte od
    marihuany. Ludzie nie doceniają zielonego, nazywają go miękkim narkotykiem, nie traktują serio. A w poczciwej mery jest tyle chemii
    ze nie powstydziłaby sie jej nawet amfetamina która ze swoja trutką
    na szczury , proszkiem do prania i przemielonym przemysłem
    farmaceutycznym jest prawdziwą chemiczną królowa. ;)
  • 30.04.09, 12:11
    mój mąż jest narkomanem... szukam pomocy..
    gdzie byłeś w ośrodku?
  • 04.05.09, 12:21
    Bliska mi osoba przebywa teraz w ośrodku w miejscowości Kazuń-
    Bielany, przy Łomiankach. Powiem szczerze, że kadra jest bardzo
    dobra, a pensjonariusze otwarci i mili.
    wtd_osrodek.republika.pl/ - na stronie jest numer telefonu do
    ośrodka, możesz zadzwonić i dowiedzieć się wszystkiego od terapeutów.
  • 04.05.09, 17:55
    ile trwa terapia i czy pobyt jest refundowany czy jest to ośrodek
    prywatny?
  • 04.05.09, 19:32
    Z tego, co wiem, to przy przyjęciu płaci się 350 zł na renowacje
    Ośrodka, ale pobyt jest bezpłatny. Nie ma chyba ustalonego czasu
    terapii, wszystko zalezy od pacjenta. Są bardzo fajni terapeuci,
    którzy udzielają szczegółowych informacji o postępach w leczeniu.
    Poznałam też kilku pensjonariuszy i wydają się być bardzo otwarci,
    mocno zmotywowani na wyleczenie.
    Generalnie myślę, że decyzja o leczeniu w zamkniętym ośrodku jest
    bardzo poważna i zazwyczaj ostateczna, dlatego warto, żeby to
    miejsce było odpowiednio wybrane. W niektórych ośrodkach panują
    bardzo surowe zasady, co sprawia, że ludzie mogą się czuć w nich jak
    w więzieniu. Ten ośrodek jest o tyle fajny, że terapeuci są otwarci
    na propozycje Społeczności, organizowane są jakieś spływy kajakowe,
    są boiska..
    Powiem Ci szczerze, że Cię rozumiem - jest mi cholernie ciężko z
    poczuciem, że mój Ukochany przebywa w takim ośrodku, ale uważam, że
    skoro ktoś podejmuje decyzję o leczeniu i nie pogrąża się w nałogu,
    to powinien mieć swoją szansę.
    Powodzenia!
  • 05.05.09, 11:04
    wielkie dzięki za informacje. U nas chyba jest trochę inna sytuacja,
    gdyż mój mąż ma nawrót choroby. Parę lat temu przebywał w ośrodku,
    gdzie terapia trwała 9 czy 10 miesięcy. Nie wiem jak sytuacja
    wygląda u Was, ale to pierwsza Jego próba leczenia?
    Z tego co piszesz to fajnie wygląda pobyt tam, ważne, aby był
    skuteczny.
    Ja jestem na drodze uświadomienia mu, że leczenie jest konieczne...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.