Dodaj do ulubionych

Wyglada na to ze moj maz to alkoholik

03.06.09, 01:01
...od zawsze uważałam, ze pije zbyt wiele. Jesteśmy małżeństwem 6 lat. Młóce ten temat od dawna i nic to nie daje. Parę miesięcy temu obiecał mi iść do poradni, (on nie uważna się za alkoholika) nie poszedł dalej.
W tej chwili mamy wymuszony układ, ze może pic tylko trzy razy w tygodniu. Ale muszę go rozliczać, bo inaczej to olewa, a poza tym chciałby by np piwo do obiadu nie było liczone!
Bez sensu, czuje ze nie mam na to wpływu. Zastanawiam się co zrobić.
Sytuacja nie jest bardzo zła, nie pije codziennie, ale ostatnio ma zerowa tolerancje na alkohol.
Np byliśmy na imprezie gdzie wypił mniej niz 5 piw i do wieczora dnia następnego czuć było alkohol w wydychanym powietrzu, a na pewno nie pil w międzyczasie.
Nie będę już prosiła, by poszedł do poradni. Myślę by po prostu chce się wyprowadzić. Nie mamy dzieci, ja mam własne pieniądze.
To wydaje mi się być ogromnym krokiem, nie wiem czy jednak prosić o leczenie czy już po prostu olać i zacząć działać.
Ogólnie wydaje mi się, że powinien iść na terapię, ponieważ zachowuje się jak duże dziecko. Ma 35 lat, nie pracuje od kilku miesięcy, stać nas w tej chwili na tą przerwę, ale dziwi mnie to, że nie chciałby już iść zacząć coś robić. Jeździ całymi dniami samochodem i spotyka się z kumplami co mają po 25 lat.
Przedtem pracował, ale wieczorem piwkował, teraz pije mniej, ale zachowuję się jak 20stolatek.
Jestem od niego młodsza, chciałabym już mieć dzieci i stabilizację.
Potrzebuję pomocy, by sobie to w głowie poukładać, by zaplanować co robić.
Czy zna ktoś specjalistę w Krakowie albo okolicach dla żon alkoholików– naprawdę nie wiem jak się teraz zachować, a mam już takiego życia dość.
Przepraszam, że tak chaotycznie, właśnie przyprowadzili go koledzy, nie był w stanie ustać na nogach.
Dziekuje
Edytor zaawansowany
  • 03.06.09, 08:44
    Po prostu odejdź , lub spróbuj postawić sprawę na ostrzu noża,
    terapia ? nie wiem czy jest mu potrzebna, zapewne wstrząs tak !
    Może bardziej ci przeszkadza jego bytowanie z koleszkami zamiast z tobą, co cię
    w pewien sposób upokarza, układ sam nic nie pomoże,
    musi sam chcieć, na siłę nikt jeszcze nikogo nie uszczęśliwił .


    --
    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !
  • 03.06.09, 12:24
    Jestem matką alkoholika.Synowa pozwala mu na picie, bo jak twierdzi
    nie wyobraża sobie życia bez niego.ja jako matka alkoholika mówię-
    nic nie zrobisz.On sam musi chciec a Ty musisz być konsekwentna w
    słowach i czynach i wtedy możesz mu pomódz.To jest choroba i tylko
    od niego zależy czy chce żyć czy nie.Bez stanowcza ,może to do
    niego trafi.Pozdrawiam
  • 01.02.10, 15:56
    Witajcie!Dawno nie pisaam ale czytalam.Mój syn zrobił kroczek i
    zawieżlismy go z mezem do ośrodka na terapie.Sam chciał, chyba miał
    tego dosyć.Iskiereczka mi się zapalila ale jestem śwdoma że to
    bardzo malutki kroczek ale jednak do przodu. Cały czas Go
    wspieralam, byłam z nim i nie potepiałam. Zobaczymy.Pozdrawiam
    wszystkich
  • 01.02.10, 16:40
    jasiulek61 napisała:
    > ... Mój syn zrobił kroczek i zawieżlismy go z mezem do ośrodka na
    terapie.Sam chciał, chyba miał tego dosyć.Iskiereczka mi się
    zapalila...
    _____________________________________________.
    Jak to fajnie przeczytac takie slowa...!
    Najwazniejsze w tym wszystkim jest to, ze on sam chcial...!
    Taka gotowosc rokuje szanse na wyzdrowienie...! ;-)
    Pozdrawiam: A...
  • 09.06.09, 14:38
    Ja tez bymm go zostawila. Ale daj mu szanse. Koledzy albo Ty. I
    decyzja od zaraz. Nastepny wypad z kolegami- wyprowadz sie
  • 03.06.09, 14:06
    Ty nie "czyżby" jestes niestety.
    nieźle wkręcona jestes w jego chore zachowania.
    tu masz stronę al-anonu
    na czarnym pasku kliknij spis grup dalej znajdziesz w regionie Galicja
    www.al-anon.org.pl/
  • 03.06.09, 14:26
    przeczytałem jeszcze raz, gdzies między wierzszami wyczytałem ze to Ty grasz
    głowna role w tym związku, a on ucieka po prostu.
    alkohol to tez ucieczka.
    wszelkie próby "układów" co do dni picia i ilości o kant d... rozbic możesz.
    alkoholik zawsze będzie się staral oszukiwac bo w jego mniemaniu to on jest
    ważniejszy. jak mu pozwolisz na cztery browary to wypije osiem i okrasi setką, i
    pomysli: durna pipa, wyliczac mi tu będzie. i dumny będzie ze Cię oszukał
  • 03.06.09, 15:54
    Dzięki za zainteresowanie.
    Tak mi się też wydaję, że to ja gram pierwsze skrzypce. Nie podoba mi się to, ale tak konkretnie, to nie wiem jak się zachowywać inaczej. Może jakąś ksiązkę znajdę, bo ok mogę się zmienić, ale nie wiem na co.
    Nie wydaje mi się, by mnie oszukiwał, jeszcze nie. Ale ewidentnie widzę, że takie wyliczanie dni, nic mi nie daję, bo czuję się jak przedszkolanka, a nie żona. To jest dla mnie upokarzające. Pewnie dla niego też.
    Ok, więc idę w przyszłą środę na to spotkanie. Boję się, nie lubię przemawiać publicznie - a chyba trzeba? Może mogę sobie na pierwszym spotkaniu, posłuchać tylko, by się oswoić?
    No ale co w międzyczasie, jeśli przestanę wnikać i nalegać, by jednak pił nie często, to być może będzie pił więcej, a mnie szlag trafi. Nienawidzę spać z nim śmierdzącym piwem, jeśli mu to powiem, to się obraża.
    Pewnie będę musiała sobie pójść spać do drugiego pokoju, bo inaczej nie wytrzymam ze złości i strzele mu wykład.
    To mam po prostu czekać, aż on zorientuje się, że jest alkoholikiem? I zapragnie sam się leczyć? Bo on tak nie uważa i tak na moje oko, bez mojego marudzenia będzie pił kilka piw dziennie.

    Na wakacjach jest najgorzej, bo ja mam ochotę mieć wakacje, a nie wieczne wkurzenie, bo on od rana do nocy przy drinkach lub piwie i ciągle śmierdzi i wbrew temu co on sam uważa, zmienia to jego zachowanie. A dla niego to wakacje, a ja jestem okrutna, bo nie chce by pił - przecież każdy na wakacjach pije.

    To już lepiej sobie poradzę wyprowadzając się. Tylko, że tęsknić za nim będę.
    Nie wytrzymam bez okazywania złości, wściekłości widząc go pijanego, a na tych stronach wyczytałam, że kazania, pogadanki formalnościowe nic nie dają.
    Po wczorajszym występie olałam, nie robiłam wymówek, po prostu mu opowiedziałam co robił. Pokazałam nawet, bo tak pijanego jeszcze go nigdy wcześniej nie widziałam, nie potrafił się utrzymać na nogach, więc zrobiłam nagranie.
    No ale to jest kolejny przykład na to, że coś jest z jego organizmem nie tak, bo nie pił przed wyjściem, pił tyle co inny (tak wynika z relacji tych innych...), oni byli w stanie go odstawić do domu, a mój mąż odpadł totalnie.
    Więc obyło się bez wypominania, on jakiś taki przybity, pewnie kac.
  • 03.06.09, 15:40
    >byliśmy na imprezie gdzie wypił mniej niz 5 piw i do wieczora dnia następnego czuć było alkohol w wydychanym powietrzu, a na pewno nie pil w międzyczasie.

    O święta naiwności!
    --
    i37.tinypic.com/oggv9i.jpg
  • 03.06.09, 16:06
    Możliwie, że kłamie, możliwe, że robi to w ukryciu, bo z alkoholem go nie widziałam. Jak narazie mam wrażenie, że co do ilości mogę ufać, jeśli zapytam. Ale mam na uwadze to, że może jednak już nie...

    Bardziej mi chodzi o to, że boję się, że chory jest na coś, bo mam wrażenie, że kiedy jesteśmy gdzieś razem, to pomimo, że ja pije znacznie mniej, to on jest znacznie bardziej pijany. A jest wysoki, ze dwa razy cięższy nić ja.
  • 03.06.09, 16:09

    > kiedy jesteśmy gdzieś razem, to pomimo, że ja pije znacznie mniej, to on jest
    > znacznie bardziej pijany. A jest wysoki, ze dwa razy cięższy nić ja.

    Ech źle to napisałam, generalnie ma bardzo słabą głowe.
  • 03.06.09, 16:18
    bedzie gorzej,
    nie czekaj do srody, wal do poradni.
    jak on nie chce to Ty sie dowiedzjak żyć z alkoholikiem.
    zdajesz s9obie sprawę że jego choroba zajmuje coraz wiekszą przestrzeń Twojego
    zycia. Ty też jesteś chora. to sie nazywa współuzależnienie.tu masz parę adresów:

    Kraków
    10. NZOZ "CZWÓRKA" Poradnia Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia Od
    Alkoholu "ALKO-MED"
    Os. Młodości 9
    31-915 Kraków
    tel.: 012 686 68 12
    email: alkomed@kv.pl
    11. Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką Oddział Detoksykacji i Leczenia
    Uzależnień
    Wrocławska 1-3
    30-901 Kraków
    tel.: 012 630 81 95
    12. NZOZ "ERGOMED" Poradnia Leczenia Uzależnień i Współuzależnienia
    Bonarka 18
    30-415 Kraków
    tel.: 012 2662195 W.107
    email: medycyna@pracy.krakow.pl
    13. Poradnia Terapii Uzależnień i Współuzależnień
    Radzikowskiego 29
    31-315 Kraków
    tel.: 012 626 02 33
    14. Areszt Śledczy Całodobowy Oddział Terapii Uzależnienia Od Alkoholu
    Czarnieckiego 3
    30-536 Kraków
    tel.: 012 423 60 00
    15. Nowohuckie Centrum Psychoterapii i Terapii Uzależnień "Pema"
    Os.Kolorowe 21
    31-941 Kraków
    tel.: 012 644 45 55
    email: poradniapema@poczta.onet.pl
    16. NZOZ Dobrej Nadziei Poradnia Leczenia Uzależnienia Od Alkoholu
    iWspółuzależnienia
    Batorego 5
    31-135 Kraków
    tel.: 012 633 35 31
    email: dobra_nadzieja@op.pl
    17. NZOZ Centrum Medycyny Profilaktycznej Poradnia Uzależnień
    Komorowskiego 12
    30-106 Kraków
    tel.: 012 421 05 04 w.319,347,393
    email: sekretariat@cmp.leczenie.com
    18. NZOZ "PRO VITA" Przychodnia Terapii Uzależnienia Od Alkoholu i
    Współuzależnienia
    Estery 6
    31-056 Kraków
    tel.: 012 421 95 67
    email: provita.nzoz@wp.pl
    19. ZOZ MSWiA Poradnia Zdrowia Psychicznego
    Pl. Inwalidów 3
    30-033 Kraków
    tel.: 012 615 16 02
    20. NZOZ Krakowskie Centrum Terapii Uzależnień
    Wielicka 73
    30-552 Kraków
    tel.: 012 425 57 47
    email: poradnia@kctu.pl
    21. Wojewódzki Ośrodek Terapii Uzależnień i Współuzależnienia
    Babińskiego 29
    30-393 Kraków
    tel.: 012 652 44 99
    012 652 45 18
    012 652 42 70
    012 652 43 78
    email: WOTUW@BABINSKI.PL

  • 15.06.09, 14:08
    Alkoholicy mają o wiele słabsze glowy, niż osoby pijące od czasu do
    czasu.
    Wieloletni alkoholicy wypiją jedno piwo i mają "bańkę" na cały
    dzień, albo i jeszcze dłużej (ale to już mowa o tych panach spod
    sklepów). na tym polega proces rozkładania alkoholu przez organizm.

    --
    musi być dobrze!
  • 03.06.09, 16:13
    Alkoholicy to najlepsi manipulanci, kłamczuchy, nerwusy itp.Nie
    bądż naiwna.Alkoholik musi się dopić.Ja jak dowiedziałam
    się ,mójsyn ,moja duma jest alkoholikiem myślałam ,że oszaleję!
    Teraz podchodzę inaczej tzn- na pewne sprawy nie mamy wpłwu i każy
    dorosły człowiek decyduję o sobie.Utrzymuję z nim kontakt ,
    wspieram i tyle mogę.Myślę też o sobie.To jest Twój mąż a to moje
    dziecko.Bąz stanowcza i idż na ALANON.Mi pomaga i wielu innym.
  • 03.06.09, 18:02
    "czyzbyzonaalkoholika napisała:

    > Np byliśmy na imprezie gdzie wypił mniej niz 5 piw i do wieczora dnia następneg
    > o czuć było alkohol w wydychanym powietrzu, a na pewno nie pil w międzyczasie."

    A ja jestem niemal pewien, że pił w międzyczasie. Sam tak piłem, że przez lata
    ode mnie śmierdziało, a wszyscy byli przekonani że nie piłem - no bo jak i kiedy.
    Ogólnie cienko to widzę, długa droga przed Wami , a szczególnie Twoim mężem.


    --
    .................
    myśli własne (ale ciasne): rushmoore.blox.pl/html
  • 03.06.09, 18:53
    Myślę, że może tak być, że kłamie. Po prostu obiektywnie rzecz biorac mial okazje.

    I to tylko pokazuje, jak nie skuteczne jest wchodzenie w umowy.

    Nie wiem co jest skuteczne. Ide na to spotkanie, mam okropna treme, lepiej bym sie czula rozmawiajac z kims twarza w twarz.

    Narazie nie widze, co wiecej moge zrobic. Teraz mam egzaminy i na tym poki co sie skupie.
  • 03.06.09, 18:32
    mamy układ ,że może pić 3 razy w tygodniu - hahaahahahaha polałem sie
    dalej nie czytalem bo musialem sie isc przebrac -
  • 03.06.09, 19:50
    No to dalsza lekture proponuje w toalecie na klozecie:)
  • 03.06.09, 21:49
    pamiętam, przypomniało mnie się.
    tup tup tup do kibelka a tam w spłuczce ukryta butelka.
    - no naprawdę nie piłem, znowu mi nie wierzysz
  • 04.06.09, 12:42
    Autor Ksiądz Józef L. Kellerman
    Dyrektor Rady ds. Alkoholizmu w Charlotte (Północna Karolina)

    Ksiądz Kellerman przedstawił ten materiał po raz pierwszy na Drugim Rocznym
    Spotkaniu Grup Al-Anon w Connecticut, w Milford, 5 października 1968 roku.
    Jego teorie zostały przyjęte z takim entuzjazmem, że postanowiono je opublikować
    celem szerszego rozpowszechnienia. Główne Biuro Służb Rodzinnych Al-Anon
    uzyskało pozwolenie od księdza J. Kelermana na wydrukowanie i rozpowszechnienie
    tego materiału. Materiał dotyczy każdego, kto pośrednio lub bezpośrednio
    związany jest z życiem osoby cierpiącej na chorobę zwaną alkoholizm.
    W fikcyjnej sztuce ukazano, w jaki sposób ludzie w życiu alkoholika przedłużają
    jego chorobę i przeszkadzają w jej uleczeniu. Ponadto metody postępowania, jakie
    powinni zastosować wobec alkoholika bliscy mu ludzie, jeśli faktycznie pragną
    jego uzdrowienia.
    Publikacja niniejsza proponuje Al-Anon jako jeden z sposobów dawania sobie rady
    w sytuacjach stworzonych przez alkoholizm.

    Alkoholizm jest tragedią w trzech aktach. W tragedii bierze udział co najmniej
    czworo ludzi: pijący , jego rodzina, przyjaciele, koledzy w pracy, a nawet jego
    doradcy. Wszyscy oni przyczyniają się do obrotów tego zaczarowanego koła
    alkoholizmu. Choroba ta rzadko pojawia się u osoby całkowicie odseparowanej od
    ludzi. Rzadko również trwa w całkowitym odosobnieniu. Jeden człowiek pije i
    upija się - inni reagują na jego picie i zachowywanie się. Pijący reaguje z
    kolei na ich reakcje i znowu pije. W ten właśnie sposób zaczyna się obracać
    zaczarowane koło oskarżeń i zaprzeczeń - staczająca się w dół spirala alkoholizmu.

    Aby zrozumieć alkoholizm - musimy spojrzeć nie tylko na samego alkoholika, ale
    na całkowity obraz jego choroby tak - jakbyśmy byli widzami odgrywanej na scenie
    sztuki. Musimy dostrzec dokładnie role wszystkich aktorów tego dramatu.
    Alkoholik – jako gwiazda całej sztuki – występuje na początku pierwszego aktu.
    Gra on główną rolę, a inni reagują tylko na to, co on robi na scenie. Więc oto
    nasz gwiazdor – zazwyczaj mężczyzna w wieku 30 – 50 lat przeważnie zdolny,
    inteligentny i pracowity. Często jednak jego ambicje przekraczają jego
    możliwości. Widzimy, że jest to bardzo wrażliwy, samotny i nerwowy człowiek.
    Jest on również niedojrzały w sposób, który go czyni bardzo zależnym od innych
    ludzi. Prawdopodobnie zachowuje się sposób bardzo „niezależny’’, aby tej
    niedojrzałości całkowicie zaprzeczyć. Właśnie z tego zaprzeczania powstał tytuł
    naszej sztuki: Zaczarowane Koło Zaprzeczeń. Aby alkoholik mógł grać swą rolę z
    powodzeniem, potrzebuje pomocy innych. Dlatego musimy obserwować bardzo
    dokładnie, w jaki sposób każdy z aktorów spełnia swą rolę w tym dramacie.

    Prolog
    Alkoholik odkrył, że picie poprawia mu nastrój, pozwala czuć się lepiej. Wydaje
    to mu się błogosławieństwem, a nie przekleństwem. Lekarstwem, a nie trucizną. Na
    kilka godzin znikają kłopoty i lęki, napięte nerwy doznają odprężenia i
    wszystkie problemy są rozwiązane.


    Akt 1.
    Alkoholik wkracza na scenę twierdząc, że nikt nie ma prawa mówić mu, co on
    powinien robić, że tylko on sam może rozkazywać innym. Rodzinie bardzo to
    utrudnia jakąkolwiek rozmowę z nim na temat jego picia i rezultatów picia. Nawet
    gdy pijaństwo stwarza naprawdę poważne problemy – alkoholik nie chce na ten
    temat rozmawiać. Każda dyskusja jest czymś w rodzaju podwójnego monologu: nikt
    nie słyszy tego, co mówi druga strona. Obie strony mówią co innego, a robią co
    innego.. Dlatego, aby alkoholika zrozumieć konieczne jest dokładne poznanie tej
    gry. Obserwowanie samego alkoholika, czytanie naukowych opisów jego choroby,
    albo wysłuchiwanie narzekań jego rodziny, to tylko mała cząstka dramatu.
    Najważniejszym słowem w alkoholizmie jest „zaprzeczanie’’, gdyż ludzie
    niezmiennie robią to, czego postanawiają nigdy więcej nie robić, albo
    zaprzeczają temu, co zrobili.

    Na początku pierwszego aktu alkoholik potrzebuje kieliszka – więc pije. Pije
    często i wiele, a nie rzadko i w małych ilościach. Może pić otwarcie, ale
    prawdopodobnie z ilością wypitych kieliszków kryje się, pijąc poza plecami
    reszty aktorów tego przedstawienia. Tu właśnie jest pierwsza część zaprzeczania:
    ukrywanie ilości wypitego alkoholu. Dowodzi to, że pijący zdaje sobie sprawę z
    tego, że pije zbyt wiele, pije częściej i więcej niż inni, a przede wszystkim -
    że picie znaczy dla niego o wiele więcej niż dla innych ludzi. Fakt, że pije za
    wiele i zbyt często, nie jest zależny od jego woli. I tu dostrzegamy pierwszą
    oznakę alkoholizmu. Ciągłe zaprzeczanie przez chowanie butelki i picie w
    samotności wskazuje jasno, jak bardzo jego poczucie jest zależne od alkoholu. Po
    dwóch lub trzech kieliszkach nie może już być mowy o powstrzymaniu picia. Po
    paru następnych kieliszkach zauważymy ogromną zmianę w pijącym. Staje się on
    pełen zadowolenia i absolutnej niezależności. Znajduje się na samym szczycie
    świata i może się zachowywać jak prawdziwy „bożek’’. Teraz on ma tylko rację,
    każdy inny jest w błędzie, szczególnie jeżeli spróbuje przeciwstawić się jego
    piciu. Nie wszyscy alkoholicy zachowują się w identyczny sposób kiedy są pijani,
    ale wszyscy zachowują się nienormalnie i bezsensownie, są nieodpowiedzialni za
    swoje czyny. Ignorują przepisy towarzyskie, czasem posuwają się do łamania prawa
    Przykładem jest tu prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym, co u
    niealkoholika uznane zostałoby za czyn całkowicie niepoczytalny.
    Jeżeli picie trwa wystarczająco długo - alkoholik stwarza krytyczne sytuacje,
    wpada w kłopoty i najrozmaitsze powikłania. Mogą mieć one różne scenariusze, ale
    ogólny ich zarys jest zwykle taki sam. Alkoholik jest zależny, a zachowuje się
    niezależnie i picie utwierdza go w tym przekonaniu.
    Jednak rezultaty pijaństwa uzależniają go coraz bardziej od innych. Kiedy
    stworzony przez niego samego kryzys chwyta go w pułapkę – czeka aby coś się
    stało, udaje że ten kryzys nie istnieje, ucieka od konsekwencji lub wzywa pomocy
    innych. Alkohol, który dał mu początek zadowolenia i niezależności, zdziera z
    niego maskę i pozwala nam zobaczyć, jakim jest bezradnym i bezbronnym dzieckiem.

    Akt 2.
    W drugim akcie alkoholik nie robi nic innego, jak tylko oczekuje pomocy innych.
    Pozostali trzej aktorzy tej sztuki odgrywają swoje role i alkoholik z nich
    korzysta. Sam nie robi nic, albo niewiele. Wszystko robione jest za niego.

    Wybawca
    Pierwszą osobą, który pojawia się na scenie, jest wybawca, dobroczyńca- który
    dzięki swoim słabościom czuje się zobowiązany do „ratowania przed nieszczęściem
    swego przyjaciela alkoholika. Pragnie wydobyć go z każdej trudnej sytuacji i
    ulżyć ciągłemu napięciu nerwowemu, Jakie w rezultacie tych trudności następuje.
    W rzeczywistości Wybawca prawdopodobnie zaspokaja swoje potrzeby, a nie
    prawdziwe potrzeby alkoholika. Choć może to robić w całkowitej nieświadomości.
    Wybawcą może być mężczyzna spoza kręgu najbliższej rodziny. Taką rolę może także
    odgrywać kobieta. Rola ta podejmowana jest także przez doradców zawodowych:
    księży, lekarzy, adwokatów lub pracowników społecznych. Wielu z nich posiada
    zbyt mało (a często wcale nie posiada) istotnej wiedzy o alkoholizmie, wiedzy w
    tego rodzaju doradztwie wręcz niezbędnej. Wskutek braku zrozumienia, jaki
    wykazują, traktują sytuację w taki sam sposób jak robią to nieprofesjonaliści.
    Działalność Wybawców odbiera alkoholikowi możność uczenia się na własnych
    błędach i brania odpowiedzialności za swoje postępowanie. Alkoholika upewnia to
    w mniemaniu, że zawsze znajdzie się jakiś Wybawca, który wyratuje go z tej
    opresji, mimo że Wybawcy zawsze twierdzą, że tego więcej już nie uczynią.
    Ponieważ pomagali zawsze, alkoholik wierzy, że będą pomagać także w przyszłości.
    Tego rodzaju „akcja ratunkowa’’ staje się koniecznością w taki sam sposób, jak i
    picie alkoholika.

    Ofiara
    Następny aktor, który wst
  • 04.06.09, 12:49


    Ofiara
    Następny aktor, który wstępuje na scenę – to Ofiara. Często jest to pracodawca,
    przełożony czy wspólnik, a także kolega z miejsca pracy. Ofiara jest osobą
    odpowiedzialną za wykonanie pracy w czasie nieobecności alkoholika spowodowanej
    piciem. Dane statystyczne w
  • 04.06.09, 12:52
    Ofiara
    Następny aktor, który wstępuje na scenę – to Ofiara. Często jest to pracodawca,
    przełożony czy wspólnik, a także kolega z miejsca pracy. Ofiara jest osobą
    odpowiedzialną za wykonanie pracy w czasie nieobecności alkoholika spowodowanej
    piciem. Dane statystyczne wykazują, że straty czasu zaczynają się w okresie 10 –
    15 lat od momentu, kiedy alkoholik zaczął w danym przedsiębiorstwie pracować i
    jego zwierzchnik stał się jego przyjacielem. Chęć ochraniania alkoholika jest
    odruchem całkowicie zrozumiałym. Uważa się zawsze, że wydarzy się to po raz
    ostatni. Alkoholik staje się całkowicie zależny od takiej pomocy uzyskiwanej od
    Ofiary. Bez niej nie mógłby dalej pić. Albo musiałby przestać pić, albo
    straciłby pracę.

    Prowokator
    Trzecim aktorem w tym akcie jest osoba najważniejsza w tej sztuce: żona, mąż,
    rodzice. Osoba, z którą alkoholik żyje. Zwykle jest żona lub matka. Jest ona
    weteranką w odgrywaniu tej roli, bo zna ją o wiele dłużej niż inni. Ona właśnie
    jest Prowokatorem.
    Wyprowadzana ciągle z równowagi, cierpiąca z powodu pijackich wybryków – stara
    się utrzymać rodzinę razem pomimo kłopotów, jakie stwarza alkoholik. Jednak jej
    ciągłe rozczarowania, jej nieustający lęk stają się źródłem ciągłej prowokacji.
    Prowokator stara się kontrolować, wprowadzać ciągłe zmiany, które uważa za
    konieczne, poświęca się, dostosowuje, nigdy nie daje za wygraną, ale i nigdy nie
    zapomina. Alkoholik przekonany o tym, że jego wybryki powinny być zawsze
    zrozumiane – nie może pojąć, że Prowokator może go w czymkolwiek zawieść.
    Sam zachowuje się z całkowitą niezależnością, robi co chce i dyktuje żonie,
    matce, jak powinny postępować. Spodziewa ich się w domu kiedykolwiek wróci, o
    ile na noc w ogóle wraca. Tego aktora, czyli Prowokatora, można również nazwać
    „Dostosowującym się’’ , ponieważ stara się ciągle dostosowywać do coraz to
    nowych, kłopotliwych sytuacji wynikających z picia. A tymczasem alkoholik wini
    tę osobę za wszystkie, tak domowe, jak i małżeńskie kłopoty. Pomimo że osoba
    dostosowująca się stara się jak może, aby mu dogodzić i przekonać go o tym, że
    nie ma racji.
    Jest żoną ,gospodynią, często musi pracować na utrzymanie domu. Żyjąc z mężem
    cierpiącym na alkoholizm stara się także być pielęgniarką, lekarzem, doradcą.
    Oczywiście, nie jest ona w stanie wypełniać wszystkich tych ról bez wyrządzenia
    krzywdy samej sobie oraz mężowi. Zwykle jest tak wytrącona z równowagi, że nie
    potrafi rozmawiać z mężem bez pogłębiania jego poczucia winy, goryczy, żalu i
    wrogości. Stawia to atmosferę prawie że niemożliwą do wytrzymania przez
    alkoholika. Jednakże zwyczaje naszego społeczeństwa ćwiczą i przysposabiają żonę
    do takiej właśnie roli. Jeśli nie będzie ona postępowała według tej akceptowanej
    społecznie roli – zostanie samotna, poza kręgiem rodziny i społeczeństwa,
    zostanie uznana za osobę nie mającą pojęcia o tym, w jaki sposób dobra żona
    powinna się zachowywać. A przecież cokolwiek alkoholik robi – kończy w domu.
    Jest to miejsce, do którego powraca, kiedy nie pozostaje mu już nic innego.
    Drugi akt jest teraz w pełni przygotowany. Alkoholik zostaje ,,wyratowany” ze
    swojej bezradności, przyjęty na nowo do pracy i na łono rodziny. I powtarza się
    to wiele razy. Daje mu to uczucie, że jest jednak odpowiedzialnym człowiekiem i
    utwierdza go w przekonaniu, że rozwiązanie jego problemów i wywołanych piciem
    kłopotów jest obowiązkiem otoczenia. Ponieważ jednak wszystko było robione za
    niego, a nie przez niego samego – stał się on jeszcze bardziej zależny. Problemy
    stworzone przez picie zostały rozwiązane przez innych. Cały bałagan uprzątnięty,
    wszystkie przykre rezultaty picia spadły na innych. Pozwala to alkoholikowi na
    dalsze pijaństwo.
    W pierwszym akcie alkoholik zagłuszał swoje cierpienie piciem; w drugim akcie
    rezultaty picia zostały wygładzone przez innych. Przekonuje to alkoholika, że ma
    pewne prawo zachowywać się w taki właśnie, nieodpowiedzialny sposób, bezkarnie.

    Akt III
    Akt trzeci rozpoczyna się w podobny sposób, jak akt drugi, ale akt 1 i 2
    stworzył pewne, trwałe uwarunkowania.
    Potrzeba zaprzeczania zależności jest teraz u alkoholika o wiele silniejsza i
    musi być wyrażana w bardziej zdecydowany sposób. Alkoholik zaprzecza, że ma
    jakikolwiek problem z piciem. Absolutnie wypiera się tego, że ktokolwiek i
    kiedykolwiek mu pomagał. Przeczy, że może utracić pracę i uważa że w pracy jest
    niezastąpionym. Nade wszystko zaprzecza, że jego zachowanie przyczyniło się do
    jakichkolwiek kłopotów w rodzinie. Wręcz odwrotnie. Wini on swą rodzinę, a
    szczególnie żonę za wywoływanie kłótni, za narzekania i kłopoty. Często
    twierdzi, że jego żona jest nienormalna i potrzebuje pomocy psychiatrycznej.
    Wraz z postępem choroby oraz wywołanej nią sytuacji – alkoholik często oskarża
    żonę o zdradę małżeńską, o afery z innymi mężczyznami, choć nie ma najmniejszych
    powodów do tego rodzaju podejrzeń. Niektórzy alkoholicy uzyskują takie same
    rezultaty przez zachowanie kamiennego milczenia, odmawianie jakichkolwiek rozmów
    na temat picia.
    Żona nigdy nie zapomina zachowania męża. Mąż nie zawsze pamięta co robił w
    pijanym stanie, ale nigdy nie zapomni co żona ,mówiła na ten temat.
    Prawdziwym problemem jest to, że alkoholik zdaje sobie sprawę z rzeczywistości,
    której tak mocno zaprzecza. Zdaje sobie sprawę ze swej słabości i pijaństwa.
    Jego poczucie winy staje się nie do zniesienia. Nie jest w stanie znieść
    najmniejszego krytycyzmu ani rad innych ludzi. Świadomość własnej bezradności i
    niepowodzenia stała się najbardziej zawstydzająca i bolesna na końcu pierwszego
    aktu, w okresie gdy alkoholik myśli i postępuje jakby był „bożkiem’’ własnego
    świata.
    Z czasem rodzina przyzwyczaja się do pewnego sposobu życia. Alkoholik może
    twierdzić, że nie będzie już pił. Reszta osób twierdzi w sztuce, że w
    przyszłości nie będzie mu pomagała. Wybawca zapewnia, że nie będzie już
    alkoholika ratował. Ofiara - że nie będzie już poświęcała swego czasu pracy z
    powodu picia alkoholika. Prowokator – matka albo żona – powtarza alkoholikowi,
    że życie z nim w takich warunkach jest nie do zniesienia. To co jest mówione,
    przeczy całkowicie temu co, każdy robi. Wybawca i Prowokator twierdzili to samo
    w przeszłości i nigdy nie dotrzymali słowa.
    W rezultacie poczucie winy alkoholika wzmaga się ciągle. Wszystko razem
    wyolbrzymia u alkoholika świadomość ciągłego niepowodzenia, samotności i
    napięcia nerwowego. Jeżeli te tortury psychiczne staną się niemożliwe do
    wytrzymania, a w dodatku kiedy nastąpi całkowita zmiana zachowania się innych
    aktorów sztuki – alkoholikowi głównemu bohaterowi pozostaje jeden skuteczny
    sposób ucieczki od uczucia ciągłej winy i rozczarowania : zmiana swojego
    postępowania w celu uzyskania na powrót poczucia własnej godności.
    Jeżeli jednak akt drugi jest odegrany w zwykły sposób (opisany poprzednio) – nie
    ulega wątpliwości, że alkoholik w trzecim akcie będzie pił w dalszym ciągu. Jest
    to dla niego jedyny sposób na uwolnienie się od cierpienia, pozbycia się
    wszystkich kłopotów, oraz odzyskania poczucia, że ,,wszystko jest w porządku”.
    Świadomość natychmiastowej ulgi, jaka przynosi picie, wymazuje z pamięci dalsze
    rezultaty picia. Alkoholik zawsze ma nadzieję, że jednak tym razem będzie on w
    stanie kontrolować swoje picie, a jednocześnie dozna wytęsknionej ulgi. Tak więc
    to, co alkoholikowi wydaję się koniecznością, powtarza się raz jeszcze i znowu
    zaczyna on pić. Kiedy przełknie pierwszy kieliszek – sztuka się nie kończy.
    Kurtyna zapada po zakończeniu pierwszego aktu oraz aktu drugiego, ale w trzecim
    akcie, sytuacja powraca do aktu pierwszego bez zapadnięcia kurtyny.
    Powstaje coś na kształt filmu ciągle powtarzającego te same ujęcia bez
    zakończenia jakimś epizodem. Jeżeli widzowie pozostaną wystarczająco długo i dwa
    pierwsze akty minęły w sposób poprzednio opisany – reszta odbędzi
  • 04.06.09, 12:56
    Z czasem aktorzy stają się starsi, ale w dialogach i akcji tej sztuki nastąpią
    tylko minimalne zmiany. Jeżeli dwa pierwsze akty zostaną odegrane w opisany
    powyżej sposób – trzeci akt rozwinie się tak samo. Akt drugi staje się jedynym
    aktem, w którym może być zapoczątkowane ozdrowienie spowodowane postępowaniem
    oraz decyzjami osób będących w kontakcie z alkoholikiem.
    W drugim akcie alkoholik jest przekonany, że wszystkie jego problemy rozwiążą
    inni, którzy z powodu własnych słabości lub przekonań nie będą mogli oprzeć się
    chęci udzielenia mu pomocy. Ale jest to jedyny akt, w którym istnieje możliwość
    przerwania tej beznadziejnej toczącej się w dół spirali alkoholizmu. A także
    możliwość zatrzymania ZACZAROWANEGO KOŁA WIECZNYCH ZAPRZECZEŃ.
    Spróbujmy zobaczyć, co się stanie gdy bliscy alkoholikowi ludzie postanawiają
    całkowicie zmienić sposób swego zachowania w zaistniałej sytuacji.

    Kuracja rozpoczyna się w akcie drugim
    Planowana kuracja musi zacząć się w drugim akcie i jest zależna od osób, które
    biorą w nim udział. Muszą więc one nauczyć się, jak ludzie wpływają nawzajem na
    siebie w takiej właśnie chorobie oraz zrozumieć rzeczy najtrudniejsze – jak
    zmienić dotychczasowe role.
    Aby dobrze nauczyć się tych ról – muszą oni zwrócić się do tych, którzy dobrze
    znają tę sztukę i rozumieją objawy choroby alkoholowej.
    Jeżeli akt drugi zostanie napisany w nowy sposób – można mieć nadzieję, że
    alkoholik zostanie uleczony. J
    est on bowiem uwięziony w swoim cierpieniu i klucz, który może go z tego
    więzienia uwolnić, posiadają inni. Nie możemy wymagać, aby jedyną alternatywą
    dla rozwiązania jego problemów stało się odstawienie picia. Musimy odemknąć
    drzwi, dać mu szansę wyjścia na zewnątrz. Jeśli ratujemy alkoholika z każdego
    kryzysu, jeśli jego zwierzchnik w dalszym ciągu pozwala robić z siebie Ofiarę, a
    żona działa jako Prowokator – nie ma najmniejszej szansy, by alkoholik
    kiedykolwiek wyzdrowiał. Jest on całkowicie bezradny, nie może sobie sam
    odemknąć drzwi. Uzdrowić mogą go tylko aktorzy w tej sztuce, jeśli nauczą się
    przerwać jego zależność od nich, odmawiając mu pomocy.
    Alkoholik nie jest w stanie sam utrzymać w ciągłym ruchu tego Zaczarowanego Koła
    Zaprzeczeń. Pomagają mu w tym inni. Aktorzy ciągle pytają alkoholika, dlaczego
    nie zaprzestaje pić. A przecież właśnie oni przez swoje zachowanie pomagają mu,
    aby szukał ciągłej ucieczki w picie. Nie jest prawdą, że nie można pomóc
    alkoholikowi, póki on sam o pomoc nie poprosi. Prawdą jest, że alkoholik tak
    długo nie ma najmniejszej szansy na wyzdrowienie, jak długo inni usuwają
    wszystkie bolesne rezultaty picia i postępowania wynikającego z picia.
    Osobom z drugiego aktu trudno jest się zmienić. O wiele łatwiejsze jest
    przekonanie, że już nic nie pomoże alkoholikowi. Wybawcy i Ofiary muszą postarać
    się o dokładne informacje w celu zrozumienia tej choroby, jeśli pragną zmienić
    swoje role, a tym samym pomóc sobie i alkoholikowi. Żona albo matka muszą brać
    udział w czynnym programie, który będzie im doradzał, a jednocześnie leczył.
    Jest to tylko wówczas możliwe, jeśli pragną one istotnej zmiany w swoi życiu.
    Starając się zrozumieć rolę tych trzech wspierających aktorów dramatu – musimy
    pamiętać, że tych ról nie nauczyli oni w jednym dniu. Grają je tak, jak ich
    nauczono, i uważają, że tak właśnie grać je powinni. Wyobrażają sobie, że
    alkoholikowi pomagają, a nie przedłużają jego chorobę. I właśnie w tym tkwi
    dramat alkoholizmu, cały mechanizm tworzenia postaw i działań uniemożliwiających
    alkoholikowi jego wyzdrowienie.

    Wybawcy
    Wybawca wierzy, że nie wolno mu doprowadzić do tego, aby alkoholik cierpiał z
    powodu picia, jeśli w stosunkowo łatwy sposób może temu zapobiec. Osoba taka
    uważa, że ratowanie alkoholika z jego kłopotów spowodowanych piciem jest
    równoznaczne z ratowaniem tonącego – po prostu pomoc musi mu być udzielona! Ta
    misja jest przez alkoholika odczytywana tak, jak naprawdę myśli o nim wybawca :
    Ty sam nie jesteś w stanie dać sobie rady bez mojej pomocy.
    W ten sposób Wybawca wyraża brak zaufania w możliwość alkoholika radzenia sobie
    samodzielnie ze swymi problemami, a taki brak zaufania jest sam w sobie formą
    oskarżenia i wyroku.
    A ta sytuacja utrzymuje Zaczarowane Koło Zaprzeczeń w ciągłych obrotach.

    Żona jest sama
    Przyczyną wymagającą udzielenia pomocy żonie alkoholika przy podjęciu przez nią
    planu kuracji jest opinia publiczna. Jeśli żona zmieni swą rolę i zacznie
    zachowywać się w zupełnie nowy sposób – odkryje, że została całkowicie
    osamotniona. Przyjaciele, krewni, znajomi będą ją traktować jak aktora, który
    porzuca sztukę, kiedy nie ma kto obsadzić jego roli. Najbardziej drastycznie
    uwidacznia się to w momencie, gdy żona dobrowolnie lub z konieczności opuści męża.
    Niektóre żony potrafią zmienić swoje role dzięki rozmowie z doradcą, który ma
    minimum wiedzy o alkoholizmie. Inne zmieniają swą postawę dzięki udziale w
    grupach terapeutycznych prowadzonych przez psychologów w poradniach odwykowych
    lub w zakładzie leczenia odwykowego. Jeszcze inne odzyskują równowagę duchową
    zrozumienie swej roli dzięki braniu udziału w mityngach grup rodzinnych Al-Anon.
    Niezmiernie ważne dla żony jest poznanie w grupie Al-Anon przyjaciół, którzy już
    wcześniej podjęli próbę zmiany swojej roli i odnieśli sukces. Krewni i
    przyjaciele będą jej ciągle mówili, jak zła jest ta nowa rola i dlatego kontakt
    z ludźmi, którzy w grupie rozumieją jej problem i dają jej normalne wsparcie,
    jest bardzo ważny.
    Największym błędem popełnianym przez kobiety, które cierpią z powodu pijaństwa
    męża i szukają dróg wyjścia, jest szukanie wyraźnych wskazówek, jak postępować,
    by natychmiast powstrzymać swego męża od picia. Nie zdają sobie one sprawy, że
    nauczenie się npwej roli w małżeństwie z alkoholikiem zabierze im wiele czasu.
    Zanim spowodowane piciem męża emocje ulegną wyciszeniu i będzie ona mogła
    nauczyć się postępować w nowy sposób, przez długi okres będzie musiała
    regularnie uczestniczyć w mityngach Al-Alnon i spotkaniach grup terapeutycznych.
    Czasem inni uczestnicy naszej sztuki nie zechcą nauczyć się postępować w nowych
    rolach i żona będzie musiała pozostać z pomocną grupą, zanim jej nastawienie po
    dwóch, trzech latach pozwoli nareszcie wziąć alkoholikowi w swe ręce
    odpowiedzialność za swe losy.

    Żona powinna przede wszystkim szukać pomocy dla samej siebie, aby wyleczyć się z
    własnego lęku, depresji, goryczy i innych niszczycielskich emocji, jakie
    wywołało u niej małżeństwo z alkoholikiem. W miarę zmieniania się emocji żony z
    reguły dochodzi także do zmiany sposobu picia alkoholika i często doprowadza to
    do uleczenia choroby męża. Tylko niewielu mężczyzn potrafi znieść taką
    drastyczną zmianę dokonującą się w żonach bez równie drastycznej zmiany w ich
    życiu. Ale tak korzystna zmiana nie może być gwarantowana natychmiast.
    Wiele żon szuka więc jakiejkolwiek pomocy, ale dostrzegając, że problemy
    małżeńskie nie zostają natychmiast wygładzone – zaniedbują program.
    Aby uniknąć skrzywdzenia dzieci, żona musi szukać pomocy poza kręgiem rodziny i
    przyjaciół. Kiedy odgrywa rolę prowokatora – dzieci często znajdują się w
    rozterce czują zagrożenie uczuciowe zarówno ze strony chorego ojca, jak i ze
    strony chorej matki. Jeżeli i ona w odpowiednim czasie szuka i znajduje pomoc –
    może zapobiec wielu nieszczęściom spadającym na jej dzieci w wyniku jej własnych
    reakcji na zachowywanie się męża. Jeśli wytrwa na swej drodze – obroni swe
    dzieci przed wielu nieszczęściami i pomoże mężowi w odkryciu drogi do jego
    wyzdrowienia.
    A więc realną szansą uzdrowienia nie jest szukanie pomocy dla męża w
    rozwiązywaniu jego kłopotów spowodowanych piciem, ale w poszukiwaniu tej pomocy
    dla samej siebie i stałe korzystanie z niej przez długi okres.

    Kwestia moralna
    W całym tym procesie bardzo istotne są zasady moralne.
    Nikt nie ma prawa odgrywania roli Pana Boga i wymagania, by ktokolwiek
  • 04.06.09, 12:58
    Kwestia moralna
    W całym tym procesie bardzo istotne są zasady moralne.
    Nikt nie ma prawa odgrywania roli Pana Boga i wymagania, by ktokolwiek
    zaprzestał picia. Także i alkoholik występuje w czasie picia jak „bożek’’ –
    dyktuje każdemu co ma robić, kiedy sam nie liczy się z nikim i robi co chce. W
    postawie takiej utwierdza go wspierający zespół aktorów.
    Żona ma moralne prawo odmówić posłuszeństwa mężowi, który zachowuje się jakby
    był Panem Bogiem, wymagającym, by każde jego życzenie było spełnione. W praktyce
    mężowi nie można wiele przetłumaczyć, gdyż odmawia on słuchania argumentów żony.
    Jedynym sposobem zakomunikowania tego co się myśli, jest uwolnienie się spod
    jego kontroli i dyktatury. Ta niezależność może być praktykowana w milczeniu,
    nie ma potrzeby wygłaszać jej słownie.
    Tak, prawdziwym sygnałem żony jest nie to co mówi, ale to co robi. Musi więc ona
    nauczyć się przekazywania swych sygnałów przez postępowanie w nowy sposób. W tej
    długotrwałej kuracji emocjonalnej mogą żonie przeszkadzać dwie rzeczy: mąż
    zaskoczony zmianą postępowania żony może reagować wyrazami niezadowolenia,
    pogróżkami a nawet brutalnością; po drugie – obowiązki domowe, szczególnie jeśli
    są małe dzieci – mogą przeszkadzać żonie w systematycznym udziale w mityngach Al
    - Anon, spotkaniach terapeutycznych, wizytach u lekarzy.
    Niewiele mężów alkoholików zgodzi się na zaopiekowanie się wieczorem dziećmi,
    kiedy żona pójdzie na mityng. Szczególnie, kiedy mąż pije - nie powinno się go
    obarczać taką odpowiedzialnością.
    Jeśli jednak żona lub inny członek rodziny szczerze pragnie wziąć udział w
    cotygodniowym programie specjalnej kuracji: terapii, grupie Al-Anon, czy też
    innej pomocy profesjonalnej i jest gotowa przez okres kilku miesięcy
    uczestniczyć w tej terapii- nastąpią zazwyczaj zmiany nie tylko w jej własnym
    życiu, ale także w życiu alkoholika.
    Żona nie może podjąć się takiej zmiany, zanim nie zostanie przeświadczona, że
    jest to najwłaściwsza decyzja, zgodna z zasadami moralnymi. Dlatego musi ona
    poznać prawdziwą naturę alkoholizmu. Musi mieć także odwagę przeciwstawienia się
    opozycji męża. Nie można się spodziewać od żony, aby była ona działać ponad
    własne możliwości emocjonalne lub finansowe. Jeżeli jednak wytrwa w swym
    postanowieniu – uzyska szansę rozwiązania problemów, które początkowo wydały się
    jej za zbyt trudne do rozwiązania.
    Nie ma łatwego sposobu zatrzymywania Zaczarowanego Koła Zaprzeczeń, ponieważ
    jest to bardziej bolesne niż utrzymanie tego koła w zwykłych obrotach.
    Członek rodziny widzi Zaczarowane Koło w którym alkoholik się obraca, ale często
    nie dostrzega, że sam jest w tym, który pomaga alkoholikowi to koło obracać.
    Największą przeszkodą w tym zatrzymaniu tego powtarzającego się cyklu jest lęk,
    iż alkoholik pozostanie bezradny, bez pomocy. To co rodzina uważa za pomocne – w
    rzeczywistości jest właśnie tym, co pozwala mu pić w dalszym ciągu, co pozwala
    mu na ciągłe korzystanie z cudownego leku na wszystkie kłopoty.

    Rozpoczęcie Kuracji.
    Jeżeli alkoholik woła o pomoc – powinno to zostać użyte jako okazja do
    wprowadzenia alkoholika i jego rodziny w planowany program kuracji.
    Profesjonalista, który ma do czynienia z alkoholikiem lub jego rodziną powinien
    znać mechanizmy radzenia sobie przez alkoholika w wychodzeniu z choroby.
    Istnieje w tym celu literatura, którą można otrzymać w lokalnych grupach AA lub
    Al-Anon. Wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się problemami alkoholizmu prowadzą
    też krótkotrwałe spotkania dla profesjonalistów z intensywnymi wykładami.
    Lekarz, który w swojej praktyce spotyka się z alkoholikami ma szansę uzyskać
    niezbędną wiedzę w tych ośrodkach. Jeżeli żona przypuszcza, że mąż ma problem z
    piciem, albo że pije zbyt wiele i zbyt często – powinna niezwłocznie zwrócić się
    o pomoc i radę, ażeby obrać plan kuracji najbardziej odpowiadający jej
    potrzebom. Niezależnie jaki rodzaj pomocy wybierze – nie powinna ona rezygnować
    z tej pomocy po kilku spotkaniach z profesjonalistami lub z grupą Al-Anon. Stały
    kontakt jest konieczny, chociaż wiele żon odkrywa, iż udział w spotkaniach
    zabiera im zbyt wiele czasu i nie daje natychmiastowych sukcesów.
    Panująca w naszym społeczeństwie tolerancja dla alkoholu i nietolerancja dla
    podejmującego leczenie alkoholika stwarza dla żony szukającej pomocy jeszcze
    jedną ważną przeszkodę: musi ona szukać pomocy dla samej siebie, o ile nie chce,
    by choroba alkoholizmu zrujnowała ją całkowicie, a wraz z nią reszty rodziny, by
    zniszczyła jej małżeństwo.

    Pomoc Przez Al-Anon

    Najbardziej skutecznym i najbardziej rozpowszechnionym w świecie źródłem pomocy
    dla rodziny alkoholika jest dziś Al-Anon, podobnie jak dla samego alkoholika AA.
    Obie te wspólnoty samopomocowe istnieją we wszystkich miastach Polski.
    Informacji o Al-Anon udzielają także ośrodki leczenia alkoholików i poradnie
    odwykowe. Niektóre poradnie odwykowe prowadzą też grup terapeutyczne dla rodzin
    alkoholików pod kierownictwem wytrawnych psychologów. Można tam uzyskać mądre i
    pomocne wskazówki dla siebie.
    Powtórzmy raz jeszcze: Żona powinna szukać źródła pomocy dla samej siebie i jest
    to jedyny sposób na przerwanie Zaczarowanego Koła Zaprzeczeń. Kiedy żona
    znajdzie źródło pomocy – musi z niego stale korzystać i budować sposób własnej
    kuracji, o ile to możliwe – w ramach istniejącej już grupy. Podjęcie takiego
    programu kuracji może spowodować wiele cierpień, krytycznych sytuacji i
    powikłań, ale po upływie odpowiedniego czasu będzie to o wiele mniej bolesne,
    aniżeli ciągłe pomaganie alkoholikowi w jego nałogu picia przez wspieranie go w
    utrzymaniu na ciągłych obrotach Zaczarowanego Koła Zaprzeczeń.

    Wskazówki dla rodziny
    1. Postaraj się o literaturę na temat alkoholizmu, aby poznać mechanizmy choroby.
    2. Odszukaj w najbliższym sąsiedztwie placówki poradnictwa przeciwalkoholowego,
    aby wiedzieć jaka pomoc może być dostępna dla alkoholika.
    3. Uczęszczając regularnie na mityngi Al-Anon, korzystaj także z pomocy
    profesjonalistów. Jeżeli w tej miejscowości nie ma grupy Al-Anon – korzystaj z
    otwartych mityngów AA
    4. Musisz uświadomić sobie, że rodzina może spowodować rozpoczęcie programu
    kuracji alkoholowej, ale może też spowodować rozwój choroby. Niezbędnym
    warunkiem pozytywnej kuracji alkoholika jest zmiana tradycyjnych ról w tym
    dramacie całej rodziny.

    www.alko.fora.pl/w...rzeczen,67.html
  • 04.06.09, 16:45
    Dzieki, przeczytalam. Zamowilam sobie też chyba z tone ksiazek o wspoluzaleznieniu. Generalnie to wyglada na to, ze to ja powinnam isc na terapie, a nie (tylko) moj maz tak jak to wczesniej widzialam;)

    Moze mi na tym spotkaniu doradza, jak sie zachowac na weselu, na ktore niedlugo idziemy.

    Tak ogolnie to czytajac to mysle sobie, ze w porownaniu z dziewczynami o jakich czytalam, jestem w relatywnie dobrej sytuacji, bezdzietna i niezalezna finansowo.
  • 04.06.09, 20:05
    czyzbyzonaalkoholika napisała:

    <Tak ogolnie to czytajac to mysle sobie, ze w porownaniu z dziewczynami o jakich czytalam, jestem w relatywnie dobrej sytuacji, bezdzietna i niezalezna finansowo.?

    Co nie znaczy, ze Twoja terapia bedzie przebiegac inaczej.
    Co do wesela -trudna decyzja- z kosciola lub urzędu - do domu,
    a nie na impreze. Nie licz na to, że bedziesz wstanie kontrolować męża.
    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 04.06.09, 21:45
    oj Zahir, dobre rady łatwo dawać.
    Co do wesela -trudna decyzja- z kosciola lub urzędu - do domu,
    przeciez to horror i kłotnia w domu, a on będzie mial kolejny pretekst do
    uwalenia sie.
    myslę ze i tak pójdą ale najlepsza by dla czyżby była postawa- totalnie olewam
    co robi mój chłop.
    zero zakazów i pilnowania kieliszka,
    baw się dobrze Czyżby
  • 05.06.09, 00:59
    myslę ze i tak pójdą ale najlepsza by dla czyżby była postawa- totalnie olewam
    > co robi mój chłop.
    > zero zakazów i pilnowania kieliszka,
    > baw się dobrze Czyżby
    -- Coś w tym jest - warto spróbować !


    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !
  • 05.06.09, 13:06
    Chęć zaprzestania picia pojawiła się u mnie kilka lat temu.
    Dałem radę knajpom,wspólnym biesiadom na zielonej trawce- nie
    potrafiłem się jednak uwolnić, od pewnych układów uczuciowych,które
    blokowały mnie przed wolnością.
    Dlatego wszedłem na forum.
    Nie piję od miesiąca i wiem jedno-dla mnie ratunkiem było poczucie
    wspólnoty z innymi-z Wami.
    Pozdrawiam!
  • 05.06.09, 21:34
    Masz racje Yuraathor.
    Dobre rady łatwo dawać i jakie to przyjemne prawda?
    Napisałam spontanicznie i wtedy wydawala mi sie najlepsza,
    a tak naprawdę pisałam ją z punktu widzenia alkoholika,
    ktory chce uniknąc zagrożenia.

    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 05.06.09, 21:57
    tak świadomy alkoholik to sobie na wesele pójdzie albo i nie, jak się boi to nie
    pójdzie, a jak np.zaufał i nie ma problemów z 3 krokiem to sobie idzie i wraca
    trzeźwy.
  • 05.06.09, 22:13
    Świadom zagrożeń jakie czyhają na nas na tego typu spotkaniach rodzinnych staram
    się przygotować i muszę być pewien że dam radę,
    zależy to tez od towarzystwa jakie tam będzie i czy wiedzą,
    jeśli rodzina wie zapewne będzie łatwiej .

    --
    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !
  • 05.06.09, 23:22
    Nie rozumiem tej ciagłej samokontroli,która zaczyna przybierać
    postać, nerwicy natręctw.
    Postanowienie życia,w trzeźwości powinno,moim zdaniem,wpisać się na
    tyle głęboko,by wszelkie rozterki nie miały miejsca.
  • 06.06.09, 15:52
    pierzchnia napisał:

    > Nie rozumiem tej ciagłej samokontroli,która zaczyna przybierać
    > postać, nerwicy natręctw.
    > Postanowienie życia,w trzeźwości powinno,moim zdaniem,wpisać się na
    > tyle głęboko,by wszelkie rozterki nie miały miejsca.>

    Zapominasz o mechanizmie choroby
    i nawrotach, ktore wystepuja wbrew Twojej woli.


    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 07.06.09, 11:36
    Wbrew woli.
    Czyli nawroty pochodzą z obszaru,do którego człowiek nie ma dostępu.
    Tą chęć napicia się,określiłem kiedyś jako tęsknotę.
    W czym leży przyczyna?
    Tęsknimy za stanem transcendencji, czy ciało domaga się brakujacego
    składnika?
  • 07.06.09, 12:49
    pierzchnia napisał:

    > Wbrew woli.
    > Czyli nawroty pochodzą z obszaru,do którego człowiek nie ma dostępu.
    > Tą chęć napicia się,określiłem kiedyś jako tęsknotę.
    > W czym leży przyczyna?
    > Tęsknimy za stanem transcendencji, czy ciało domaga się brakujacego składnika?>

    Nie brakującego, tylko zwiększonej produkcji
    wydzielanych przez mózg pod wpływem
    uzalezniaczy-endorfin - nzywanych "hormonami szczęscia".
    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 07.06.09, 13:18
    Czyli nawrót można okreslić jako stan zmniejszonej ilości endorfin,w
    oraganiźmie.
    Skąd wiadomo,że dane obniżenie nastroju wypływa z przebytych ciągów,
    skoro przeciętny człowiek również miewa "złe dni"?
  • 07.06.09, 17:21
    A ja przelknelam wstyd i sie skontaktowalam ze specjalista od uzaleznien (nomen omen z mojej bliskiej rodziny). I mam adresy i rozne takie srodkow specjalistycznych - dla meza. Dla mnie zalecenie by isc do al-anon albo do specjalisty terapeuty od wspoluzaleznien. Nic nowego sie nie dowiedzialam, niz to co jest na stronach o wspoluzaleznieniu, nie brac odpowiedzialnosci, nie kontrolowac.
    Na wesele pojde, bede sie bawic dobrze, jak zacznie robic cyrk (bo on jest strasznie wypadkowy po alkoholu) to pojde. Ale rodzinka, mnie pewnie zje, wyrodna zona, zostawia biednego nawalonego meza. Trudno, widuje ich raz na rok, to przynajmniej beda mieli o czym rozmawiac az do nastepnego razu.

    Ale wlasnie o tym chcialam napisac, ze ostatnio do mnie dotarlo, ze wszelkie sygnaly na temat picia mojego meza, trafiaja do mnie a nie do niego. Moja mama, znowu od niego czuc, jego ojciec (na marginesie tez alkoholik), ty patrz co on ze soba na ta wycieczke bierze. Kolezanka, na imprezie tez do mnie, ze pierwszy do polewania. Nikt do niego. Wczesniej tego nie zauwazalam, ale serio to jest prawda, co wyczytalam, ze to zone czesto obarcza sie odpowiedzialnoscia za to czy maz pije.
    I jak teraz nad tym glowkuje, bardziej mi sie wydaje prawdopodobne, ze moj maz serio nie wierzy, w to ze jest alkoholikiem, on nigdy komentarzy na temat swojego stanu nie slyszy. A wsrod jego kolegow, takie picie to norma. Ich zony, wręcz z nimi chodza na piwko, tylko ja sie jedna taka trafilam, co mam pretensje....

  • 07.06.09, 17:59
    Gratuluje i trzymam kciuki!

    U Twojego męza działa mechanizm iluzji i zaprzeczeń:
    www.plop.com.pl/?ext=mechanizmy
    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 07.06.09, 17:57
    pierzchnia napisał:

    > Czyli nawrót można okreslić jako stan zmniejszonej ilości endorfin,w
    > oraganiźmie.
    > Skąd wiadomo,że dane obniżenie nastroju wypływa z przebytych ciągów, skoro przeciętny człowiek również miewa "złe dni"?>

    Mówimy o alkoholiku i jego charakterystycznym samopoczuciu
    wynikającym z mechanizmu nawrotu.
    www.tenjaras.webpark.pl/symptomy.html
    U przecietnego człowieka to nie wystepuje.

    Porównywania sie z przecietnym człowiekiem
    to manipulacja wynikająca z mechanizmów obronnych
    uzaleznionego umysłu przed zmianami w zyciu.


    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 08.06.09, 12:29
    Przy takim założeniu,alkoholikowi można wmówić wszystko.
    Nawet teraz,kiedy piszę,wmawia mi się działanie uzależnionego umysłu.
    To rodzaj ubezwłasnowolnienia.
    Nawet kiedy nie piję to mam "dupościsk"-czyli jestem niepełny.
    Może właśnie dlatego ,wyjątkowo przypadła mnie do serca ,wypowiedź
    Letka z wątku Hepiku...
  • 08.06.09, 18:23
    to Twoje prawo do interpretacji tego co czytasz.
    To Twoje zycie.

    --
    Rzeczy dla których warto żyć
    nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
  • 09.06.09, 12:18
    Interpretacje mnie nie interesują.
    Zarzut, o ich uprawianie, można zadać każdemu.
    Natomiast,w poznawaniu mechanizmów, nie ma nic złego.
  • 09.06.09, 19:12
    Dobrze , ze jestes niezależna finansowo i bezdzietna.
    Gdybym był na Twoim miejscu , odszedłbym i zajął się swoim życiem i
    swoim szcześciem. Szkoda życia na uzeranie sie z alkoholikiem .
    szanse na to ze wyjdzie z nałogu są niewielkie i moze to trwac
    latami.
    Pozdrawiam
  • 10.06.09, 00:39
    Szanse są duże, a może jej szczęście to on , egoizm najprostszym
    -- rozwiązaniem :(


    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !
  • 10.06.09, 07:42
    maras2011 napisał:

    > Szanse są duże, a może jej szczęście to on , egoizm najprostszym


    A świstak siedzi i zawija je w sreberka.
    Proste rozwiazania są czesto bardzo skuteczne. Być moze takie
    odejscie byłoby wstrzasem dla małzonka i poczatkiem jego tzreźwego
    życia. Dla autorki postu najwazniejsza osobą w życiu jest ona sama i
    jej szczescie jest najważniejsze.
  • 27.06.09, 23:28
    hej. Myślę, że czas uciekać. Ja żoną nie byłam ale schemat generalnie ten sam.
    Zapracowana, patrząca w przyszłość i starająca się za naszą dwójkę, a on choć 9
    lat starszy z dobrym fachem w ręce, to olewający wszystko dbający tylko o
    imprezy. Też nie widział w swoim chlaniu problemu, nie wiedział o co to całe
    gadanie i czemu chlanie do nieprzytomności raz w tygodniu to coś złego. Dbaj o
    siebie, odejdź. Bo sama oszalejesz, a on będzie się nadal upijał i nie zauważy
    co się z Tobą dzieje.
  • 17.02.10, 13:05
    www.alkohol-terapia.pl
  • 01.12.16, 09:42
    Polecam odwiedzic najblizszy Mityng AA, one sa bezplatne i do niczego nie zobowiazujace...!
    Tam dziela sie swym doswiadczeniem zyciowym sami eksperci - trzezwi alkoholicy...!
    aa24.pl/pl
    A...

    --
    --
    spirytum contra spiritus
  • 23.12.16, 03:33
    august odpowiadasz na wątek sprzed 6 lat???

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.