Dodaj do ulubionych

żyjmy , choć trochę:)

12.10.12, 06:55
W sensie życia na forum. Jeśli i tutaj nie będzie sygnału, że pamiętamy, to i forum zaniknie.(( wtedy.....możemy zapomnieć o sobie (((
Edytor zaawansowany
  • ramon1 12.10.12, 07:35
    Zosiu, masz racje:) pozdrawiam....
  • kubajek 12.10.12, 09:30
    Zoslu, o Tobie nie da się zapomnieć ;*)
  • lady.godiva 25.10.12, 22:24
    Ja żyję jakby co
  • rat_123 26.10.12, 21:17
    lady.godiva napisała:

    > Ja żyję jakby co
  • she_5 27.10.12, 00:03
    rat_123 napisał:

    > Zujesz? Ale co to za zycie?

    Co to za zucie?

    -----
    Does she or doesn't she?
  • lady.godiva 27.10.12, 14:11
    Akurat nic nie żuję.
    --
    www.facebook.com/straconyczas
  • rat_123 29.10.12, 02:05
    ubolewam, ze mi zart nie wypalil
  • urszulka_ma 02.07.13, 21:50
    zaczyna się wakacyjne życie
    zatem, słonecznie pozdrawiam... Wszystkich:)


    ps.
    Monia, nadzieje mam na wspólne moczenie nóg w fontannie... (sierpień?)
  • czarna9610 03.07.13, 22:13
    Urszulko udanego urlopu :) Pozdrawiam wszystkich tych na urlopach i tych czekających na urlop:)
  • urszulka_ma 04.07.13, 19:47

    wzajemnie czystego nieba:)
  • okno_naproti 05.07.13, 03:28
    Szczęśliwi ci, którzy mogą pozwolić sobie na urlop....;)



    --
    Zase jak maják tvý okno svítí
    naproti svítí to tvý
    sedíš za bílou průhlednou sítí
    město už dávno spí...
  • urszulka_ma 05.07.13, 22:46
    a czy to musi być bardzo kosztowny urlop, coś w rodzaju Casablanki czy Majorki?

    a może tylko, ciekawa łąka, pełna lipcowych kwiatów,..
    a może tylko,…
    aromatyczna kawa na parapecie okna


    W XXI wieku naszej ery w krainie elektrycznych impulsów żyła sobie kobieta o
    imieniu szulka...
    Posiadała ona tajemniczą skrzyneczkę przy której zasiadała na swoim wygodnym foteliku.
    Z tą skrzyneczką, szulka czuje się jak prawdziwa czarodziejka, bowiem ta zadziwiająca,
    maleńka skrzynka, posiada wielką moc czarodziejskiego okna.
    Czasami szulka otwierała oczy zdumiona - co też nowego zobaczy w oknie skrzynki, i co będzie mogła nowego w nim wyczarować.
    Ostatnio szulka ma więcej wolnego czasu, wstaje więc rano, wsuwała swoje wygodne, ciepłe
    bambosze na stopy i wędruje do kuchni. Czekając na wodę gotowaną, siada sobie przy swoim sosnowym stole i myśli patrząc za okno - dzień się zaczął - ciekawe co miłego mi przyniesie
    Czajnik gwiżdżący jak gwizdek lokomotywy przypomina o mijającym czasie, trzeba już zalać kawę.
    Zapach rozchodzi się po całym domku (kawa to ulubiony napój szulki).
    Kiedy popija kawę poranną przymyka zawsze oczy (wspominając sny, które w jej głowie bajki opowiadały całą noc). Czasem wspomnienia są piękne a czasem koszmarne..
    Szulka towarzyska istota jest, dlatego co rano, chwyta kubek z kawą i wędruje do swojej magicznej skrzyneczki, włącza guzik, jeden i…
    Już..!!!..otwiera się świat elektronicznych obrazów, literek, znaków, kropek.....
    okien
    Szulka wchodzi w świat czarów.
    Siada na okiennym parapecie
    … i woła:
    Witam,
    wszystkim dużo promieni urlopowego słońca życzę…:)

  • okno_naproti 06.07.13, 03:50
    Całkowicie źle mnie zrozumiałaś: w moich słowach nie było NICZEGO o kwestii finansowej, za to sens odnosił się do pracoholizmu. Nie będę tego bliżej wyjaśniał, ale jestem kimś, kto (od lat) nie może pozwolić sobie na luz urlopu (czyli: czas wolny), za to dzięki komu wypoczywają i wypoczywać będą inni. Dodam, iż wyłącznie egzotycznie, i wyłącznie wielokrotnie. Zatem, wracając do tematu Twego postu: zdecydowanie stać. Odpukać, oby zawsze.

    Zresztą, nie ma to znaczenia, jakie mam podejście, choć zasada „nie ważne gdzie, byle wypocząć” pewnie ma swój urok. Nie dla mnie, ale to inna sprawa. Po prostu wyjaśniłem, że źle zrozumiałaś moje słowa; co jest jasne, zupełnie nie chodziło o finanse, ale o pracoholizm blokujący możliwość urlopowego luzu. Ty masz możliwość „wyrwania się”, czego – szczerze – gratuluję!



    --
    Zase jak maják tvý okno svítí
    naproti svítí to tvý
    sedíš za bílou průhlednou sítí
    město už dávno spí...
  • 3dasy 10.07.13, 01:31
    Po tym co napisales okno_naproti ....ja tylko wspolczuje.
    Cos nie tak w Twoim zyciu,ze od lat nie mozesz wygospodarowac wolnego tygodnia czy 2-ch .
    ..........cyt:za to dzieki komu wypoczywaja i wypoczywac beda inni.Dodam,iz wylacznie egzotycznie i wylacznie wielokrotnie....hohoho!
    Czyzby filnatrop swojego rodzaju? czy Matka Teresa z Calcuty......
    Okno_naproti,prowadzisz bardzo niezdrowy tryb zycia.....tak nie mozna.
    Zyby byc w 100% wydajnym w pracy..musisz zachowac compensate.
    Zaczynam sie obawiac o Ciebie..... ,naprawde.
    Ty o egzotycznych krajach ..tylko tam..
    A mnie sie marzy kurna chata...... powrot na Ojczyzny lono.......
    do tych pagorkow lesnych,do tych lak zielonych,szeroko nad blekitnym Niemnem/w orginale/
    rozciagnionych...../moja rzeczka to sliczny gorski potok...../
    Do tych pol malowanych zbozem rozmaitem..wyzlacanych przenica,posrebrzanych zytem...
    Gdzie bursztynowy swierzop,gryka jak snieg biala,gdzie panienskim rumiencem dziecielina pala.... A wszystko przepasane jakby wstega,miedza zielona,na niej z rzadka ciche grusze siedza.
    Wsrod takich pol przed laty ,nad brzegiekm ruczaju,na pagorku niewielkim,we brzozowym gaju......stal dwor szlachecki z drzewa lecz podmorowany,swiecily sie z daleka pobielane sciany...eh..lezka w oku sie kreci:(.
    Moj dwor szlachecki to "chatka na kurzej lapce"......reszta ..wszytko sie zgadza.
    Okno_naproti...18 lat zylam w tym bajecznym swiecie....dzisiaj dziekuje Bogu, ze dal mi oportunity doswiadczyc takiego zycia> Dzisiaj po latach bywania w egozytycznych krajach....moim jedynym miejscem gdzie szukam pocieszenia jak mnie zyciowa handra dopada to wlasnie ta moja malutka wioska. Kilka lat temu bedac w Polsce zaprosilam na wycieczke po kotlinie klodzkiej mojego czatowego znajomego.Jego los rzucil az do Tasmanii.Tak sie zlozylo, ze w tym samym czasie bylismy w Polsce i obydwoje we Wroclawiu. Wypozyczylam samochod i pojechalismy sciezkami mojej mlodosci.Nigdy nie zapomne kiedy On patrzac na chowajace sie za gora zachodzace slonce powiedzial: jak gdzies jest niebo ta ja w nim jestem.... ja sie rozplakalam,bo zaraz potem wracalismy juz do Wroclawia i znowu musialam pozegnac sie z tym co tak bardzo kocham.Eh,znowu nastalgia mnie dopadla.:(
    Ja osoboscie zwiedzilam duza czesc swiata.Oprocz Azjii i Afryki reszte mam zaliczona z detalami..Tam wybiore sie w najblizszej przyszlosci:)
    W/g mnie podkreslanie, ze jak wakacje to koniecznie egzotyczne kraje,
    zakrawa na zawansowany snobizm.w tych egzotycznych krajach,za kulisami slicznej egoztycznej roslinnosci kryje sie bieda,straszna bieda.Ja zawsze sytaram sie zobaczyc jak zyja tubylcy,porozmawiac z nimi. Poznac miejsca gdzie nie bywaja turysci,bo tam gdzie bywaja jest slicznie i kolorowo...5 ulic dalej nedza z okien wyglada i to jest ta prawdziwa egzotyka.
    Dlatego nigdy nie wracam w te same miejsca.
    Jedyne miejsce gdzie zawsze wracam z najwieksza przyjemnoscia to moja malutka wioska....moze dlatego ze nijak sie nie ma z miejscem egzotycznym,raczej surowe,strome skaly.....ale ten zapach lak ukwieconych,zapach jodel na stokach,kwitnocych wrzosow...
    moze dlatego ze porownuje piekne z egzotycznym przypomnial mi sie idiom,nasz polski:
    Cudze chwalicie, swego nie znacie..sami nie wiecie co posiadacie! A posiadamy tak wiele!
    Pozdrawaiam
  • urszulka_ma 11.07.13, 23:47
    3dasy napisała:
    > A mnie sie marzy kurna chata...... powrot na Ojczyzny lono.......

    właśnie wróciłam z okolic gdzie można jeszcze zobaczyć kurną chatę
    nie wiem dlaczego kojarzy się taką chatę z "miejscem z marzeń"
    nazwa kurnej chaty pochodziła od tego, iż nie było w niej komina
    kiedyś od komina należało płacić podatek, dlatego górale wymyślili sobie chaty bez kominów..
    bardzo w takiej chacie się kurzyło(dymiło)
    zapraszam do kurnej chaty Kawuloka


  • urszulka_ma 11.07.13, 23:22
    okno_naproti napisał:

    >Ty masz możliwość „wyrwania się”, czego – szczerze – gratuluję!
    >

    dziękuję:)
    Właśnie wróciłam z jednego miejsca
    (muszę torbę przepakować, bo w poniedziałek jadę w drugie:)
    są to zwyczajne miejsca, w których można odpocząć...
    Każdy z nas ma swoje własne sposoby na tzw. ładownie baterii
    Wybory należą do nas i zależą od nas
    Kraje egzotyczne są ciekawe, owszem, (trochę pozwiedzałam już)
    ale najbardziej odpowiada mnie jednak nasza kuchnia
    a nie np. egipskie "rozpaprane" papki, zawiesiny czy sosy
    gdyby nie było tam kukurydzianych bułeczek i dobrego pieczywka, chyba bym z głodu padła...



  • okno_naproti 14.07.13, 02:02
    1. Chyba zostałem źle zrozumiany: sensem moich słów było zaakcentowanie braku możliwości wyrwania się na luźny odpoczynek (czego Ci, kolejny raz, gratuluję), nie zaś opowiadanie się za tym, iż „wyłącznie egzotyka ma sens”. Tak – oczywiście – nie jest. Zresztą, celowo nie chcę precyzować tego, co uznaję za egzotykę; po prostu załóżmy, że to co postrzegacie w kategoriach „egzotyki” niekoniecznie jest dla mnie właśnie takim obszarem. Ale, nie będę rozwijał tego wątku.

    2. To, co pisałaś o „kurnych chatach” – ma się m. in. do sposobu naliczania podatków, aczkolwiek „podymne” to tylko jeden z wariantów, zresztą stosunkowo późno wprowadzone (XVII wiek). Pierwszym powszechnym podatkiem tego rodzaju było przecież tzw. poradlne.

    3. Pita Ci smakuje, to miło. Aczkolwiek, jest to (akurat) dodatek niekoniecznie egipski. Co to jest „polska kuchnia” A.D. 2013? Kilkaset lat temu, mogła konkurować z francuską, a obecnie…? Tłuste nic. Szkoda. To, co zwiesz „rozpapranymi papkami” ma swój urok, i powie Ci to każda osoba dobrze znająca Bliski Wschód, nie tylko ja. Te „zawiesiny i sosy” w niczym nie ustępują temu, co nazywasz sensem europejskiej kuchni. Za to – często – są znacznie ciekawsze. Oczywiście, mówię to jako osoba rozróżniająca to, co serwujemy turystom, od prawdziwej „esencji” bliskowschodniej kuchni. Trochę mnie to bawi, podobnie jak sprzedawcy „prawdziwej wełny” albo „oryginalnych oscypków” w Zakopanem. Wtedy jest to ich problem. Zdecydowanie.


    Pozdrawiam,

    --
    Zase jak maják tvý okno svítí
    naproti svítí to tvý
    sedíš za bílou průhlednou sítí
    město už dávno spí...
  • urszulka_ma 15.07.13, 00:58
    czytając Twoje wpisy, tak myślę sobie
    …wiele z nich zaczynasz od:

    [...]Chyba zostałem źle zrozumiany: sensem moich słów było[...]


    Ciebie to nie zastanawia, dlaczego tak się dzieje?

    a i ciekawych wątków nie chcesz rozwijać, szkoda…

    jeszcze chwile o jedzeniu, jeśli pozwolisz…
    jestem wzrokowcem i pierwsze wrażenie - to oczywiście widok potrawy nie jej smak
    i być może masz racje, że te sosy i zawiesiny są smaczne i jak to nazywasz ciekawe
    ale ja ich nigdy nie próbowałam i raczej nie spróbuję…
    właśnie z powodu jak dla mnie zbyt papkowatego, maziowatego wyglądu
    przepraszam, że tak piszę, ale tak po prostu to widzę…
    moja Anna była cierpliwa dla mnie i gdy cała rodzina jadała jakieś kluski, poklajstrowany ryż czy papki to dla mnie był szykowany osobny posiłek
    dopiero od niedawna jadam gotowe makarony, wczesnej jadałam tylko makaron wykonany własnoręcznie…
    z polskich "typowych turystycznych atrakcji" również nie jadam wszystkiego… np. flaków nie ruszę
    ale pajdę chleba z tłustym smalcem i ogórka kiszonego choćbym chora miała być, to muszę:)
  • okno_naproti 15.07.13, 03:25
    Możesz myśleć nie tylko sobie, ale (również) innym/dla innych/pro publico. Lubię klarowne sytuacje, zaś forma wypowiedzi na forum wymusza skróty myślowe. Ponieważ zawsze przewiduję kilka ruchów, wolę wyjaśniać sens, by nie było niedomówień. To byłoby za proste, nieekonomiczne intelektualnie: traciłbym czas na korygowanie toku myślowego interlokutora, dopiero później realizując swój przekaz. Moja postawa to czystej wody utylitaryzm Fichtego.

    To, co proponujesz… frapujące, lecz ostawiam takie egzegezy osobom równie wnikliwym, co i Ty. Najwyraźniej, nie zaliczam się do nich, skoro nie analizuję tego w taki sposób. Będę musiał poradzić sobie z tym. Jakoś;)



    P.S. Z czystej ciekawości: to, co napisałaś w tym poście było – jakimkolwiek – rozwinięciem wskazanego przeze mnie (pkt. 3) wątku? Poza tym, że negujesz coś, czego „nie spróbowałaś, i nie spróbujesz”? To, co pisałem o tych potrawach odnosiło się do sztuki kulinarnej, zatem czegoś, na temat czego (raczej) nie porozumiemy się. To kwestia czysto retoryczna; tym bardziej, iż jeśli uważasz, że pomijam ciekawe wątki, to nic nie stoi na przeszkodzie, byś nie katowała się dialogowaniem ze mną.
    P.S. 2 Coraz częściej dochodzę do wniosku, iż zdecydowanie lepiej jest czytać Państwa .



    --
    Zase jak maják tvý okno svítí
    naproti svítí to tvý
    sedíš za bílou průhlednou sítí
    město už dávno spí...
  • 3dasy 16.07.13, 13:18
    Witam
    Milo sie Was czyta ale kazdego musze inaczej pojmowac:)
    Urszulke duzo latwiej,bardziej "przyziemnie" wyraza swoje mysli.
    Okno_naproti kamufluje swoje ,uzywajac jezyka dla wtajemniczonych:))))
    Okno-to o czym Ty trzeba zrozumiec w calosc...analizujac kazde zdanie ,o slowach nawet nie wspomne to juz wyczyn naprawde tylko dla wtajemnicznonych:)))) Co do Twoich skrotow myslowych...zrobiles duze postepy:)))..juz nie elaboraty....wreszcie traktujesz nas z "miloscia" pod tym wzgledem :)
    No ale wracajac do tematow.....ustosunkuje sie do calosci za jednym"zamachem":)))
    Kurna chata....dozo sie o niej dowiedzialam od Was... szczegolow o podatkach naprawde nie znalam.Nigdy nie zaglebialam sie az tak gleboko w historie kurnej chaty.Nie mialam takiej potrzeby.Moj dom to nie ta kurna chata w doslownym znaczeniu tego slowa.Uzylam tego slowa w przenosni i tylko.
    Wiemy wszyscy , ze dolny slask to przedwojenne tereny niemieckie, gdzie raczej nie spotyka sie kurnych chat ani domow pod strzecha.Te spotykalam najczesciej w centralnej przedwojennej Polsce....do dzisiaj sa skanseny gdzie te chaty pod strzecha sa slicznie zachowane,i sie bardzo z tego ciesze.
    Moj domek to solidny, chociaz nieduzy dom, zbudowany z kamienia granitowego,otynkowany a dach pokryty falowana blacha cynkowa. Komin mial i owszem , wysoki murowany z cegly szamotowej. W nim na wysokosci strychu byly drzwiczki a w srodku komina wbudowane drewniane poprzeczki, na ktorych byly zawieszane kielbasy do wedzenia.Pamietam smak,/ bo tego smaku nie da sie zapomniec/, kielbas i szynek robionych przez mojego Ojca i wedzonych z calym namaszczeniem:) w tym wlasnie kominie. Okres ten byl swietem w domu.:)))zawsze przed swietami Bozego Narodzenia.Moj domek nazwalam kurna chata, bo ten domek jest tak moj jak te kurne chaty nasze.Nasze polskie..a wszystko co polskie jest bliskie naszemu sercu....tak mysle, bo ja tak odbieram wlasnie polskosc.
    Co do kuchni polskiej..tutaj musze sie zgodzic z Okno_naproti.
    Po latach poza... zgadzam sie, ze nasze potrawy sa tluste i ciezkie.Mieso duszone w zawiesistych sosach,bigosy..tluste kielbasy.....w polskiej kuchni stanowczo za malo jest warzyw...jak juz to surowka "smietnik"czyli wszystkie warzywa wymieszane razem polane przyprawiona smietana, albo kapusta zasmazana......mizeria. Co do mizerii to powiem Wam ciekawostke:))) sklamala bym gdybym powiedziala, ze ja nie robie mizerii..robie bo naprawde lubie mizerie...no ale ..ktoregos dnia na obiad wlasnie mizerie zrobilam jako surowke i moj syn zaczal analizowac nazwe "mizeria"....doszedl do wniosku , ze nazwa mizeria pochodzi od mizernego jedzenia:))))bo to tylko ogorek,przyprawy i olej w moim wydaniu mizerii:))).Szkoda, ze w polskiej kuchni ciagle jeszcze brak urozmaicenia w spozywaniu warzyw a mozliwosci jest mnostwo a i smakowo mozna byc usatysfakcjonowanym.No ale....calosc wynika z przyzwyczajen i swiadomosci.U Polakow ciagle jeszcze..., ze jak nie ma miesa na obiad to glodni od stolu wstajemy. Tak bylo za mnie..i dalej to zauwazam bedac w Polsce.
    Wierze, ze to sie wkrotce zmieni bo zauwazam nawet w prasie, duza propagacje przepisow z warzyw,duzo czytam tematow o zdrowym odzywianiu...
    Co do kuchni miedzynarodowych...faktem jest, ze trudno oceniac samakowo potrawe patrzac na nia.....ja lubie probowac smaki tubylcow,co nie znaczy, ze wszystko mi smakuje ale zawsze pytam co jem:bo a nuz porcje weza w sosie wlasnym bym zjadla nieswiadomie:) I pewnie by mi smakowal ,gorzej byloby gdybym po zjedzeniu dowiedziala sie co jadlam.Nie znam kompletnej reakcjii ale przyjemna dla otoczenia napewno by nie byla.Wszystko zjem tylko nie weza..programow o wezach nawet w tv nie moge ogldac. I prosze nie pytac skad ta awersja.....
    Urszulko....pomimo lekkiej krytyki polskiej kichni przeze mnie....o pajde swierzego chleba ze smalczykiem i skwarkami poprosze....nawet gdyby mi miala zaszkodzic "na chwile":)))
    W mojej kuchni na codzien dosc zdrowo i dietetycznie natomiast swieta.....typowo polskie:szynki,balerony...bigos obowiazkowo itd...:) Jakos nie widze na swoim wigilijnym stole szynki opiekanej z ananasem,czy indyka na obiad bozonarodzeniowy.
    No ale,respektuje tutejsze tradycje kulinarne ,co nie znaczy, ze musze je akceptowac w 100% czy calkowicie wyrzec sie naszej mniej zdrowej kuchni polskiej.....balansuje pomiedzy dosc umiejetnie z korzyscia dla zdrowia oczywiscie.
    No i tyle w tym temacie:)
    Pozdrawiam


  • okno_naproti 18.07.13, 04:06
    Dziękuję za sympatyczne słowa pod swym adresem, miło - w miarę czasu - czasami dialogować. Z tą "poniemieckością" Dolnego Śląska to - uwierz - zawsze znalazłby się jakiś natchniony polonofob, który wykazywałby "azaliż" Piastów Śląskich. No, ale nie brniemy w paranoje. A już zupełnie poważnie - gont jest typowy dla południa, nie centralnej Polski. Skanseny ze strzechą? Południowy-wschód, na przykład. Najkrócej mówiąc, charakter krycia dachu był zależy geograficznie (vide: wspomniany gont), lecz - też - nie zawsze, i nie w każdej sytuacji (vide: krycia "ogólnokrajowe", spotykane we wszystkich regionach; choć też były w tej materii pewne tendencje, spójrz chociażby na różne 'cegłowania').

    Nie będę rozwijał wykładu, by nie poczuć się jak moja koleżanka, która - napakowana wszelaką (naprawdę) mocno specjalistyczną wiedzą - doszła kiedyś w rozmowie (zupełnie na trzeźwo, co warto podkreślić wśród naukowców) do przekonania, że musi być z nią coś "nie teges", skoro wchodząc do pewnego domu, niejako "z rozpędu" zaczęła zastanawiać się nad malowaniem i datowaniem inkrustacji skrzyni, umiejscowionej w odrzwiach. Zatem, bez rozbijania się o fale nonkonformistycznego zidiocenia, nie wchodzę dalej w temat. Wniosek taki, że krycia bywały identyczne przez stulecia, uzależnione geograficznie, jak również tożsame wyłącznie dla pewnego regionu. Et[a] wsio.

    Poza tym, jak już pisałem, nie jestem najlepszym rozmówcą nt. polskiej kultury. Polskości nie odbieram w żaden sposób, ale rozumiem Twoje odczucia. Tu przydałby się przydał jakiś fachowiec, dysponujący znacznie większą wiedzą na temat Polski, niż posiadam. Ale, staram się - w miarę - dorównać;) Nie oceniam też architektonicznej urody Twego domu (bo nie znam go), zapytam zatem tylko: myślałaś nad zmianą pokrycia dachowego? Falista blacha nie jest ósmym cudem świata, ani na trzeźwo, ani w żadnym innym stanie. Zatem, skąd taki wybór? Wędzarnicze pomieszczenie to świetne rozwiązanie, co wie każdy gotujący smakosz. Pytanie, czy masz czas, aby faktycznie wykorzystać jego zalety? Nie wiem, na ile sprawnie gotujesz, więc to pytanie - na poły - retoryczne.

    A kuchnia.... hmm.... obecnie, w Polsce nie ma "rodzimej" kuchni. Smutne, ale prawdziwe. Ta, o której pisałem, skończyła się 300 lat temu. To, co jest nie ma niczego wspólnego z przeszłością; a jak już istnieje, to albo tłuste, albo nijakie. Zresztą (rekapitulując) polska kuchnia zawsze była "bogata"; może nieco trywialna smakiem, za to bogactwem składników, tłuszczu, okrasy i innych ingrediencji - pełna. Nie da się już sensownie gotować w taki sposób, aczkolwiek jakiś czas temu ktoś dziwił się mocno, że robię dość specyficzny "polski" tort nie z (przeliczając) 6 kostek masła; choć i 18 żółtek w serowcu nie zaskoczy. Bez komentarza. Ważne też, że kuchnia (każda) wymaga czasu, kto to zna, ten wie o czym mówię. Nie chodzi tyleż o same gotowanie (mające swój czas), lecz składniki, potem zaś "macerowanie". Przecież, nawet byle bejcę do mięsa muszę odstawić, więc co dopiero mówić o czymś realnie złożonym? Za to zazdroszczę, jak chce Ci się/masz czas na robienie własnych wyrobów.

    Ach, jeszcze traki drobiazg: zasmażana kapusta nie jest polskim wymysłem, zaś to mizerii możesz zawsze spróbować octu balsamicznego (jasnego, oczywiście!). Robisz pewnie ogórki + kwas (cytryna, ocet, etc.)? Cóż, spróbuj inaczej;) Zaś- etymologicznie i lingwistycznie - Twój syn ma rację. Zresztą, masz świadomość, iż pizza to potrawa (onegdaj) wyłącznie biedoty? Poza tym: gdybyśmy mieli poważnie mówić na temat przygotowywania jedzenia, to (uwierz) rzadko kiedy coś robi się "na już". Zarówno w polskiej kuchni, jak i bliskowschodniej - o której wspominaliśmy: lata temu baraninę robiłem trzy dni, przy czym (z uwagi na naturalne uwarunkowania kraju) mogłem korzystać z naturalnego procesu pt. "słonce + kamień". W Polsce nie byłoby to możliwe, aczkolwiek - jak już mnie ktoś namówi, a mnie się zechce - bigos robię 3-5 dni, bo tyle to naprawdę trwa. Świętej pamięci znajomy, jak robił polski rosół (z różnych rodzajów), to gotował go trzy dni... kwestia niesamowitego doświadczenia.

    Zatem, można...? Można. A smak? Cóż, nie mnie to oceniać. Zresztą, dla mnie "barszcz czerwony" albo "żur" to zawsze postawienie zakwasu z buraków, albo mąki. Zatem, dobre kilka dni. Tak to robię, jak już ktoś mnie na to namówi, że - jak pisał Wyspiański - "zechce mi się chcieć". Ale, jak pisałem: rzadko coś "na już", zaś efekt - po przygotowaniach - powinien być wspaniały (zakładając, że człowiek wie, co robi);)

    Wąż w sosie własnym... byłaś w Chinach? Znajomy mieszka tam sporo lat, mając dość naturalne pojęcie o miejscowej kuchni. Nie wchodzę w temat, ale "wąż w sosie własnym" nie jest tym, co byś - od razu - zwróciła na talerz. Uwierz. Jedno zastrzeżenie: nie mówię o "kuchni dla turystów", bo z tym jest tak samo, jak z "naturalnymi oscypkami". Ani na Bliskim Wschodzie (który, z naturalnych względów...), ani w Polsce. Dla mnie żenada, bo - tak się składa - że wiem o czym mówię. Ktoś inny zaś zachłyśnie się. Czy to źle? Skąd, po prostu patrzymy z różnych perspektyw: on laika, ja zaś... niekoniecznie;)




    --
    Zase jak maják tvý okno svítí
    naproti svítí to tvý
    sedíš za bílou průhlednou sítí
    město už dávno spí...
  • urszulka_ma 18.07.13, 02:17
    nie katuje sie, lubie z Toba konwersowac, przepraszam, ale nie mam mozliwosci porzadnie pisac, mam tu taki sprzet bez ogonkow, oczywiscie polskich.

  • okno_naproti 18.07.13, 04:07
    The next time or not. What's the difference? No problem;)


    Jak widzisz, można i bez polskich znaków diakrytycznych.



    --
    Zase jak maják tvý okno svítí
    naproti svítí to tvý
    sedíš za bílou průhlednou sítí
    město už dávno spí...
  • urszulka_ma 19.07.13, 01:10

    barwa różowa na mnie nie wygląda najlepiej
    dlatego zapewne intuicyjnie jej nie lubię
    ale na budzący się w różach świt mogę patrzeć ...

    (chciałam napisać, że godzinami, ale przecież świt nie trwa wiele godzin:))
    widziełeś świt nad morzem, naszym morzem?
    jest przepiękny, a te róże cudne

    pianie
    jasne, że można bez ogonków ale to jednak jest błąd ortograficzny
    zastanawiające, że nie razi nas on, tak samo jak byk z ó /u czy ż/rz
    i jeszcze,...jesteśmy na polskim forum, wypada zatem pisać w języku polskim?
    (no dobrze, przyznaję, ja nie znam angielskiego)
  • 3dasy 19.07.13, 04:34
    Urszulko...ja Cie prosze.....
    wiecej respektu dla siebie......ja z pelnym respektem do tego o czym Ty
    doceniam Twoja wrazliwa dusze.... ciesze sie,ze zauwazasz to co piekne w porownaniu...........
    do meritum sprawy ustosunkuje sie w chwili wolnej....
    nadchodzacy weekend mam bardzo zajety...ale moze znajde chwile dla Nas:)
    Pozdrawiam..
    zycze pogody ducha niezaleznie od okolicznosci
    3dasy:)
  • urszulka_ma 20.07.13, 14:05
    siedzę i się zastanawiam o czym Ty do mnie...
    życzysz mi więcej respektu do siebie
    dlaczego uważasz, że go nie mam?

    ps.
    pogoda piękna, siedzę na polskiej wsi i łapię chwile wiejskiego spokoju
    czerwone maki kołysane przez wiatr falują jak motyle nad zbożem,
    błękit nieba odbijający się w tafli pobliskiego jeziora...
    opodal na łące spacerują bociany, a w tle wiejski dworek zapomniany...
    zapewniam Cię 3dasy, że pogodę mam i na twarzy i w moim otoczeniu
    pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka