gdyby sie taki kochanek kiedys znalazl.... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • "Sen Katarzyny II"

    Na smyczy trzymam filozofow Europy.

    Podparlam armia marmurowe Piotra stropy.

    Mam psy, sokoly, konie, kocham low szalenie

    A wokol same zajace i jelenie.

    Palace stawiam, glowy scinam

    Kiedy mi przyjdzie na to chec.

    Mam biografow, portrecistow

    I jeszcze jedno pragne miec.

    Stoj Katarzyno .Korone carow

    Sen taki jak ten moze Ci z glowy zdjac.

    Kobieta jestem ponad miare swoich czasow.

    Nie bawia mnie umizgi bladych lowelasow.

    Ich miekkich palcow dotyk budzi obrzydzenie. Juz wole lowic zajace i jelenie.

    Ze wstydu potem ten i ow rzekl o mnie: "Niewyzyta niemra"

    I pod batogiem nago biegl po sniegu dookola Kremla.

    Kochanka trzeba mi takiego jak imperium.

    Co by mnie bral tak jak ja daje cala pelnia.

    Co by i wladcy i poddanca byl wcieleniem i mi zastapil zajace i jelenie.

    Co by rozumial tak jak ja ten glupi dwor rozdanych rol.

    I posrod pochylonych glow dawal mi rozkosz albo bol.

     

    Stoj Katarzyno. Korone carow

    Sen taki jak ten moze Ci z glowy zdjac.

    Gdyby sie taki kochanek kiedys znalazl

    "Wiem, sama wiem - kazalabym go sciac".




  • Wspomnienie

    Słońce już gasło, niebo zdawało się zniżać,
    Ścieśniać, i coraz bardziej ku ziemi przybliżać.
    Aż na przeciw księżyca, gwiazda jedna, druga
    Błysnęła, już ich tysiąc, już milijon mruga.
    Tadeusz zadumany ledwie zrobił kroków parę
    Gdy mu coś drogę zaszło, spojrzał, widzi marę:
    Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
    Suknię materyjalną, różową, jedwabną:
    Od której odbijał się drżący blask miesięczny,
    I przystąpiwszy, cicho szepnęła: „Niewdzięczny,
    Szukałeś wzroku mego, teraz go unikasz,
    Niewdzięczny...
    Szukałeś rozmów ze mną, dziś uszy zamykasz.”
    „Ale uważ no sama, wszak nas widzą, śledzą,
    Czyż można tak otwarcie, cóż ludzie powiedzą,
    Wszak to nieprzyzwoicie, to dalbóg, jest grzechem...”
    „Jesteś mężczyzną, znajdziesz kochankę godniejszą,
    Znajdziesz bogatszą, piękniejszą...
    Tylko dla mej pociechy, niech wiem przed rozstaniem,
    Że Twoja skłonność była prawdziwym kochaniem...”
    „Czym kochał? Krótkie z sobą spędziliśmy chwile,
    I choć one mnie przeszły tak słodko, tak mile,
    Zostać dłużej nie mogę, to postanowienie,
    I choćbym chciał tu zostać, już go nie odmienię”.
    „Ale niech słowo „kocham” jeszcze raz usłyszę,
    Niech je w sercu wyryję i w myśli zapiszę.”

    :-)
    --
    "Kobieta powinna wyglądać tak mądrze by jej glupota stanowiła
    miłą niespodziankę"
  • złych myśli tyle chodzi po głowie
    telefon milczy już nie zadzwonisz
    oddalasz się dlaczego to robisz

    czy ból mój nic nie znaczy dla ciebie
    ja czuję też czy ty o tym nie wiesz
    już dosyć mam czekania i wspomnień

    lalalalala ;-)))))))

    zycie jest jak piosenka.

    --
    "W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym"
  • Gość: ;;; IP: *.chello.pl 14.10.02, 10:49
    Marina Cwietajewa, Z cyklu „Przewody”
    4

    To nie czarnoksięstwo! W białej księdze
    Dońskich dali wyostrzyłam słuch!
    Gdziekolwiek byłbyś – ciebie dopędzę,
    Wyboleję – i przywrócę znów.

    Bo z mej wyniosłości jak z cedru korony
    Świat cały ogarniam: płynie kra,
    Łuny grasują: ... Morskie łona
    Wywrócę – i przywrócę z dna!

    Przejdź mnie w boleści! Jestem wszędzie:
    Ja – zorza i ruda, i chleb, i próg,
    Jestem – i będę – i zdobędę
    Wargi – jak duszę zdobędzie Bóg:

    Przez oddech przeniknę – przez tchnienie niknące,
    Przez archanielskich sądów gniew
    Przedrę się! – Całe usta o kolce
    Rozkrwawię i przywrócę dech!

    Poddaj się! Nie bajeczka to wcale!
    -
    Poddaj się ! – strzała, zatoczywszy krąg...
    -
    Poddaj się! – Jeszcze się nikt nie ocalił
    Przed ścigającym bez rąk:

    Przez oddech... (Usta stygnące,
    Oczy zamglone, pierś zdygotana...)
    Jak Samuela – jasnowidząca
    Wymajaczę – i powrócę sama:

    Bowiem inna jest z tobą, a w Sądny
    Dzień nie prawujmy się...
    Drżę i trwam.
    Jestem – i będę – i zdobędę
    Duszę – gdy usta zdobędzie warg

    Ukoicielka
  • Gość: beatusek IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 14.10.02, 14:57
    troche zaskoczyla mnie ta reakcja, sadzilam, ze tekst tej piosenki bedzie
    stanowil zaczepke feministyczna. Okazalo sie, ze wywolal romantyczne
    uniesienia.
    jak to sie czlowiek cale zycie uczy:))))
  • ech, beatusku, my chłopy z naszej czatowej chałupy już dość ciężko doświadczeni
    przez ideologiczne maczugi i zbyt doswiadczeni w przenikaniu na wskroś
    kobiecych słów jesteśmy, więc daremne zaczepki, próżne podchody, bezsilne
    uszczypnięcia.
    Ja tez wole pijać gorzką czekoladę w cukierni Nostalgia.

    Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
    Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
    Podkute szafirowym dookoła sińcem.
    Był klomb i rój motyli i błękit przezroczy.
    I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.

    A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
    I czemu - przypomniałem te oczy, przyziemnie
    Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
    Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.

    Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
    Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
    I czemu z szafirową zawczasu żałobą
    Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
    Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?

    I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
    Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
    I zostawiać samopas kędyś - na uboczu?
    Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
    I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
    Podkutych dookoła szafirowym sińcem?
  • Mam wszystko, czego może chcieć uczciwy człowiek -
    Światopogląd, wykształcenie, młodość, zdrowie,
    Rodzinę, która kocha mnie, dwie, trzy kobiety,
    Gitarę, psa i oficerskie epolety!
    To wszystko miało cel i otom jest u celu.
    Na straży pól bezkresnych strażnik (jeden z wielu).
    Przy lampie leżę, drzwi zamknięte, płomień drga,
    A ja przez szpadę uczę skakać swego psa!

    Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze,
    Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas.
    Skacz jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz!
    Encore, encore jeszcze raz!

    Za oknem posterunku nic nie dzieje się,
    Czego bym umiał dopilnować, albo nie.
    Dali tu stertę starych futer i człowieka,
    Ażeby był i niewiadomo na co czekał!
    Więc przypuszczenia snuję, liczę sęki w ścianach,
    Czasem przekłuję końcem szpady karakana,
    W oku mam błysk! (Od knota co się w lampie żarzy)
    Czerwony odcisk na podpartej ręką twarzy!

    Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze,
    Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas.
    Skacz jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz!
    Encore, encore jeszcze raz!

    Tak, jest gdzieś świat, obce języki, lecz nie tu.
    Tu z ust dobywam głos, by rzucić rozkaz psu!
    Są konstelacje gwiazd i nieprzebyte drogi,
    Ja krokiem izbę mierzę, gdy zdrętwieją nogi!
    I wtedy szczeka pies na ostróg moich brzęk,
    Ze ściany rezonuje mu gitary dźwięk...
    Ze wspomnień pieśni, które znam, tka wątek wróżb,
    Jak gdybym swoje życie przeżył już...

    Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze,
    Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas.
    Skacz jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz!
    Encore, encore jeszcze raz!

    Więc jem i śpię, pies śledzi wszystkie moje ruchy.
    Gdy piję, powiem czasem coś, on wtedy słucha.
    I widzę w oknie, zamiast zimy, lampę, psa
    I oficera, który pije tak jak ja!

    Nic nie ma za tą ścianą z wielkich, ciemnych belek,
    Nad stropem nazbyt niskim, by skorzystać z szelek!
    Nic we mnie, prócz do świata żalu dziecięcego,
    Tu nikt nie widzi, więc się wstydzić nie ma czego!
    Oczami za mną nie wód, nasienie sobacze!
    Gdy piję w towarzystwie alkoholowych zmor!
    I nie liż mnie po rękach, gdy biję cię - i płaczę!
    Jeszcze raz! Jeszcze raz! Encore!

    :-(((((((((((((
  • Gość: agni_me_i_JK IP: *.u.mcnet.pl 15.10.02, 12:54
    ojej...... to może taki Kaczmarski .....

    Princessa Donia, krwi błękitnej jak sam błekit
    Co na kopułach cerkwi tłem dla złotych gwiazd,
    Od dziecka miała cały świat w zasięgu ręki
    I preceptorów zagranicznych też w sam raz.
    Jej tatuś jeżdził w tajnych misjach do Paryża
    Skąd rękawiczek i pachnideł słał jej w bród,
    Czym swej wierności Matce Rosji nie ubliżał,
    Bo wzorem Lwa Tołstoja kochał prosty lud.
    Paryski atłas cudnie lśnił na smukłych dłoniach
    Gdy malowała akwarelą sielskie błonia
    Princessa Donia

    Parobek Ditko ( pochodzenie podejrzane –
    Przynajmniej twierdził tak prowincjonalny pop)
    Wyganiał gęsi na pastwisko w boży ranek
    I raczej nie mył się, bo prosty zeń chłop.
    Nie umiał pisać, ani czytać bo i po co,
    Nie przeszkadzało to nikomu ani mu
    I tylko gniotąc paznokciami pluskwy nocą
    Z pamięci to i owo nucić zwykł do snu.
    Tak podśpiewywał, gonił pluskwy, pachniał brzydko,
    Zagapiał w chmury się i gęsi gonił witką
    Parobek Ditko

    Jak się spotkali _ cham i kwiat arystokracji –
    To jedna z tych nie wyjaśnionych nigdy spraw.
    Zapewne książę bawił znów na delegacji,
    A córka z pędzlem w dłoni kwitła pośród traw.
    Ditko się zbliżył, żeby zajrzeć jej w obrazek
    (najpierw poczuła, nim dostrzegła na tle pól)
    I zgrabnym noskiem powściągnęła swą odrazę –
    Wszak tatuś mówił, żeby kochać ziemi sól.
    Nieszczęsny speszył się bo myślał niezbyt szybko,
    Więc jej zaśpiewał tak jak umiał z lekko chrypka
    Parobek Ditko: „ Kazała meni maty
    Z chłopcami pohulaty
    Pohulaj sobie Doniu
    Ja tobi ne boroniu.
    A ja sobi hulaju
    Jak rybka po Dunaju
    Jak rybka z okunacamy
    Ja moloda z chłopcamy”.


    Nad skutkiem pieśni niech zaszumią traw grzywacze,
    Wśród których błyska już bez rękawiczki – dłoń.
    Dość, że się długo niosła z wiatremw dal przeznaczeń
    Paryskich perfum i rubachy Ditka woń.
    Nie potępiajcie zbyt pochopnie płochej Doni,
    To z obcych nauk wszak wynikło całe zło!
    Z zachodnich mędrków żaden jej nie uświadomił,
    Że imię Ditko znaczy Diabeł – tylko to!
    Nie żałowała tej niewiedzy - ot, ironia!
    Wdychając Ditki woń siarczystą jak amoniak
    Princessa Donia....

    Gdy wyszła na jaw mezaliansu konsekwencja
    A Ditko zniknął – w końcu to diabelski fach –
    Wziął do Paryża córkę Jego Ekselencja
    Gdzie pozostawił ją z jej grzechem i we łzach.
    Rozkwitła wkrótce nad Sekwana jak piwonia,
    Śpiewając w kabaretach, popijając koniak
    Princessa Donia....
    „ Kazała meni maty....”


    Aż minął czas błękitnokrwistych darmozjadów
    I stepem pomknął rączo całkiem inny śpiew,
    W zawiei dziejów tatuś Doni znikł bez śladu,
    Bo przysszli tacy, co czerwoną mieli krew.
    Przyszli położyć krew przesądom i podziałom,
    Paryskim woniom, akwarelom, itd....
    Snadż się musiało właśnie stać to, co się stało,
    A co się stało, to już kazdy dobrze wie.
    Z ukrytą w pasie z nabojami rękawiczką
    Szedł przeciw cerkwiom, mezaliansom i zabytkom
    Komisarz Ditko.


    Zmieniały rzeki bieg i stepy pustynniały,
    Stóp milionowe ślady zasypywał pył,
    Stawało hańbą się, co było żródłem chwały
    I ci na czele – odpadali nagle w tył.
    A w „Moulin Rouge” śpiewała wciąż Princessa Donia
    Żeby miał za co ssać ostrygi Ditka syn;
    W samotne noce rozmyślała z twarzą w dłoniach
    Co też z jej diabłem zrobić mógł Czerwony Młyn....
    I nagle zjawił się – jak nagle kiedyś zniknął
    Sterany bies – ze srebną na policzku nitką
    I z nią zaśpiewał – tak jak umiał – z lekką chrypką
    Emigrant Ditko .......
    „Kazała meni maty.....”

  • Nie ogryźli kości, nie dopili wina
    Resztek jedzenia szuka pies pod stołem
    Na dębowym blacie obrana cytryna
    I suche pestki czereśni dookoła
    Odeszli z damami o zatłuszczonych wargach
    Do łożnic szerokich za ciężkie zasłony
    Gdzie biały pudel kraj krynoliny targa
    Przez panią w rumieńcach za fotel rzuconej

    A w stolicy koronacja się zaczyna
    I król światowy pokazuje szyk
    Ale z obecnych nie wie jeszcze nikt
    Że na tortach dał napis "Wiwat Katarzyna"

    Ksiąg nie doczytali, nie skończyli pisać
    Drukując hymny gorące epistoły
    Jakby miały spoić pękniete ścian rysy
    Gryzące pochwały, pochwalne gryzmoły
    Odeszli do zajęć sennych długotrwałych
    Nad biurka za małe dla królewskich zaleceń
    Gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały
    A świece świeciły, by nic nie oświecić

    A w stolicy Sejm kończy obrady
    Na rękach niesiony uśmiecha się król
    Ambasadorowie nie zmieniają ról
    Wiedząc jak blisko od sławy do zdrady

    Nie skończyli ostrzyć kos na sztorc stawianych
    Nie ruszyli zamków i sal pałacowych
    Nie powywieszali wszystkich zdrajców stanu
    W ziemię pól bitewnych powgniatane głowy
    Odeszli w sukmanach kurtach i opończach
    Po staremu się męczyć nad nie swoja rolą
    Ktoś powiedział - wiedziałem, że to się tak skończy
    Na żer wyszły obce wojskowe patrole

    A król bez królestwa chodził na spacery
    Nie ze swojej kasy utrzymując dwór
    I nie wiedział jeszcze niepotrzebny chór
    Jakie kiedy i za co zalśnią mu ordery

    Akt abdykacji:

    "Imperatorowa i państwa ościenne
    Przywrócą spokojność obywatelom naszym
    Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy
    Z pretensji do tronu i polskiej korony
    Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja
    Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia
    Pieczołowitśc nasza na nic się nie przyda
    Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia"

    Nie ogryźli kości
    Nie dopili wina
    Resztek jedzenia szuka pies pod stołem

    :-)))
  • z tą pozą na Lermontowa to by Ci było jednak najbardziej do twarzy - dobrze leży
  • Mam tylko kilka próśb nim przekroczysz próg
    Nie przynoś ładnych słów
    Bo jeśli tak ma być, to wolę żebyś nie przychodził tu
    Czuj, że w takich słowach anioły śpią,
    Lecz ciągle nie ma w nich mnie ...
    Niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi
    Wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian
    Nic nie powiem, domyśl się czemu mi z tobą źle
    W łóżku pomięty płaszcz, w popielniczce kurz
    Przed drzwiami leży głaz
    Bo jeśli tak ma być - wolę, nigdzie nie wychodź już
    Żaden wróg nigdy więcej nie powie mi
    Co warto znosić dla chwil...

    --
    "Szczęście może nadejść przypadkowo, ale o mądrość musimy sie postarać sami"
  • Mam tylko kilka próśb nim przekroczysz próg
    Nie przynoś ładnych słów
    Bo jeśli tak ma być, to wolę żebyś nie przychodził tu
    Czuj, że w takich słowach anioły śpią,
    Lecz ciągle nie ma w nich mnie ...
    Niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi
    Wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian
    Nic nie powiem, domyśl się czemu mi z tobą źle
    W łóżku pomięty płaszcz, w popielniczce kurz
    Przed drzwiami leży głaz
    Bo jeśli tak ma być - wolę, nigdzie nie wychodź już
    Żaden wróg nigdy więcej nie powie mi
    Co warto znosić dla chwil...

    --
    "Szczęście może nadejść przypadkowo, ale o mądrość musimy sie postarać sami"
  • Dłoń zanurzasz we śnie,
    W zagrobowym cieniu.
    Nie znajdujesz mnie -
    Wołasz po imieniu.

    A ja leżę - tu!
    Gdzie ma być nas dwoje.
    Brak mi tylko tchu...
    Oto - ciało moje.
  • a popisać i pogadać zawsze sobie można
  • idź do lwa albo kaja!!!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.