Dodaj do ulubionych

Dla Ewy - Wisłocka

IP: 213.134.143.* 23.02.03, 01:22
Kategorycznie zaprzeczam jakobym miała tu intencję coś budować, albo burzyć,
albo galanterię między potwory rzucać (że niby kto mię tak kocha, jak po
tysiąc razy czułymi poprzysiągł wyrazy, niech mi teraz rękawiczkę poda), albo
kisiel gotować z wisienek czy innych fioletów.
Tylko to Ewy "naj" mi się (nie misie) kojarzy zawsze w sposób nieodparty z
jedną miniaturą średniowieczną. I to nieodparcie właśnie każe mi - Państwo
pozwolą - zacytować Noblistkę. Może ten wątek - mimo wszystko - kogoś
zainteresuje... A jeśli ktoś byłby ciekawy skąd się wzięła Wisłocka, ciąg
dalszy w następnym numerze.



Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.

Do zamku o siedmiu wieżach,
z których każda najwyższa.

Na przedzie xiążę
najpochlebniej niebrzuchaty,
przy xiążęciu xiężna pani
cudnie młoda, młodziusieńka.

Za nimi kilka dworek
jak malowanie zaiste
i paź najpacholętszy,
a na ramieniu pazia
coś nad wyraz małpiego
z przenajśmieszniejszym pyszczkiem
i ogonkiem.

Zaraz potem trzej rycerze,
a każdy się dwoi i troi,
i jak który z miną gęstą,
prędko inny z miną tęgą,
a jak pod nim rumak gniady
to najgniadszy moiściewy,
a wszystkie kopytkami jakoby muskając
stokrotki najprzydrożniejsze.

Kto zasię smutny, strudzony,
z dziurą na łokciu i z zezem,
tego najwyraźniej brak.

Najżadniejszej też kwestii
mieszczańskiej czy kmiecej
pod najlazurowszym niebem.

Szubieniczki nawet tyciej
dla najsokolszego oka
i nic nie rzuca wątpliwości.

Tak sobie przemile jadą
w tym realizmie najfeudalniejszym.

Onże wszelako dbał o równowagę:
piekło dla nich szykował na drugim obrazku.
Och, to się rozumiało
arcysamo przez się.
Obserwuj wątek
    • Gość: ewka Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.chelmnet.pl 23.02.03, 12:35
      Jen, moja najzupelnie. Hahahahaha. Tja. Najtjaaaa. I najwzruszylam sie nawet.
      (przy okazji - perly mam najprawdziwe, sznurek caly, pobabciny, najlubie).
      ewka_z_najem
      P.S. Nonie, wyzwanie dla Ciebie z najkoniewem, i Ireo z najdrabina... (musze tu
      wielokropek w postaci trzech kropek, ani jednej wiecej)
    • Gość: agni_me Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.03, 13:12
      Gość portalu: jenny napisał(a):

      jeśli ktoś byłby ciekawy skąd się wzięła Wisłocka, ciąg
      > dalszy w następnym numerze.

      Jennyyyyyy,

      niby to nie dla mnie, a dla Ewki, ale lubię Szymborę Wisłocką i kilka jej
      pozycji ... wierszowych. Błagam !!! kiedy następny numerek? ;-)))))))))))

      agni_me_w_niecierpliwym_oczekiwaniu

      ps. starzeje sie Jenny, po sobotniej dobrze wymrożonej wódce mówić nie mogę, a
      i żeby dowcip załapać trzeba mi dwa razy post przeczytać :-)


    • Gość: jenny Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: 213.134.143.* 23.02.03, 21:18
      Ewuniu, myślę, że naszch (przepraszam za tę - niechcący - poufałość) Panów,
      stać na wiele więcej niż najdrabiny i najklacze, wszak gdyby Szwedzi Nobla
      przyznawali w kategorii "subtelny dowcip sytuacyjny", świat wciąż miałby
      problem w wymawianiem nazwisk polskich laureatów :) A perły, heh perły...
      dobrze, że nie można ich nabyć na osiedlowym bazarku.

      Agni, wiem (wiem!), że dobrze mi życzysz, masz zatem dwa wyjścia (sugerowane to
      drugie):
      1. lodówka pełna zmrożonej, "najlepszy przyjaciel" w gotowości przy łóżku i
      może kiedyś znów w malignie będę się zadnimi łapami zapierać, że Nobla dostała
      Wisłocka
      2. tej rozczochranej pani już podziękujemy i spuśćmy zasłonę miłosierdzia

      Krieku, czy ja, kiedyś, będę mogła na tej werandzie, z Wami? Tylko posłuchać :)

      jen_bez_numerka(u)
      • kriek Re: Dla Ewy - Wisłocka 24.02.03, 06:50
        jenny, chcesz sluchac?! jakby cie wcale nie bylo, tak z boczku, nieznacznie i
        bezcielesnie? Pozostawiajac przeleknione zycie? (wybacz, ze cytat z nie-
        noblisty)
        wybacz, choc umiem docenic najrozniejsze przedziwne i arcywymyslne kobiece
        stroje, to akurat nie gustuje w czapkach-niewidkach. Prosze sie nie lenic, kosz
        w garsc i idziemy zbierac jablka! :-))
        • Gość: jenny Re: jabłek zbieranie? IP: *.pwn.com.pl 24.02.03, 16:37
          Jak widać na załączonym (poniżej) obrazku, lepiej chyba jednak słuchać, a to co
          w duszy gra ujawniać w sposób bardziej kameralny, bo zawsze znajdzie się ktoś,
          kto dla samej przyjemności pokazania światu, że "me - Tarzan, you - woman, me -
          boss", spróbuje łapskiem zabłoconym złapać za obcas i choć to niby nie boli,
          ale butów nowych szkoda :)

          A wracając do jabłek, to najbardziej lubię koksy, te malutkie, pomarszczone i
          taaaakie słodkie. Niestety, podobnie jak perły, nie do nabycia w hipermarkecie,
          trzeba je sobie samemu wyhodować. A potem je można jeść siedząc na gałęzi w
          sadzie i dyndając nogami. Wtedy najcudniej słuchać opowieści...

          jen

          PS. Tym razem jestem całkiem politycznie poprawna, urwałam się z zebrania
          zarządu, żeby potem nie było, że kobieta nocą przepisuje.



          • Gość: ewka Re: jabłek zbieranie? IP: *.chelmnet.pl 24.02.03, 18:52
            Gość portalu: jenny napisał(a):

            >
            > A wracając do jabłek, to najbardziej lubię koksy, te malutkie, pomarszczone i
            > taaaakie słodkie. Niestety, podobnie jak perły, nie do nabycia w
            hipermarkecie,
            >
            > trzeba je sobie samemu wyhodować. A potem je można jeść siedząc na gałęzi w
            > sadzie i dyndając nogami. Wtedy najcudniej słuchać opowieści...

            Jen, one, te jablka, to kosztele chyba (ale upierac sie nie bede), i tez je
            najlubie, i jeszcze podyndalabym z Toba/Wami, nie tam zeby zaraz zupelnie
            bezglosnie... hahahaaha
            ewka_z_nogami_w_powietrzu (i glowa w chmurach?! to juz koniec!)

            • Gość: jenny Re: nogami dyndanie? IP: 213.134.143.* 24.02.03, 21:23
              Gość portalu: ewka napisał(a):

              > Jen, one, te jablka, to kosztele chyba (ale upierac sie nie bede), i tez je
              > najlubie, i jeszcze podyndalabym z Toba/Wami, nie tam zeby zaraz zupelnie
              > bezglosnie... hahahaaha
              > ewka_z_nogami_w_powietrzu (i glowa w chmurach?! to juz koniec!)
              >

              Ewuniu, u nas w Galicyją to one się jako żywo koksy nazywały, ale może to
              regionalizm?

              A zatem uwaga:
              1. Siedzimy na drzewie, oczywiście na grandzie u sąsiada
              2. dyndami nogami
              3. wszyscy mamy dziurę na łokciu i obdarte kolano
              4. chrupiemy koksy/kosztele/inne gatunki (właściwe podkreślić)
              5. herszt bandy opowiada
              6. reszta bandy chwilowo zasłuchana (zachrupana)


              Heh, do lata nam trza, mili...
              • Gość: ewka Re: nogami dyndanie? IP: *.chelmnet.pl 24.02.03, 23:12
                Gość portalu: jenny napisał(a):

                > Ewuniu, u nas w Galicyją to one się jako żywo koksy nazywały, ale może to
                > regionalizm?
                >
                > A zatem uwaga:
                > 1. Siedzimy na drzewie, oczywiście na grandzie u sąsiada
                > 2. dyndami nogami
                > 3. wszyscy mamy dziurę na łokciu i obdarte kolano
                > 4. chrupiemy koksy/kosztele/inne gatunki (właściwe podkreślić)
                > 5. herszt bandy opowiada
                > 6. reszta bandy chwilowo zasłuchana (zachrupana)
                >
                >
                > Heh, do lata nam trza, mili...

                jak zwal tak zwal, te jablka (krakow - jablka; warszawa - japka).
                a punkty brzmia niczym -hahahahaahahaha- tylko pora roku jak gdyby inna (bo
                wiecie, ze ... jest inaczej).
                ewka_z_czekaniem_tesknym
                • Gość: jenny Re: nogami dyndanie? IP: 213.134.143.* 24.02.03, 23:38

                  > jak zwal tak zwal, te jablka (krakow - jablka; warszawa - japka).
                  > a punkty brzmia niczym -hahahahaahahaha- tylko pora roku jak gdyby inna (bo
                  > wiecie, ze ... jest inaczej).
                  > ewka_z_czekaniem_tesknym

                  a tam są jabłonie? no tam gdzie jest inaczej??

                  jen_z_otwartą_japką_tfu_japkiem
                  • Gość: ewka Re: nogami dyndanie? IP: *.nsm.pl 25.02.03, 09:29
                    Gość portalu: jenny napisał(a):

                    > a tam są jabłonie? no tam gdzie jest inaczej??
                    >
                    > jen_z_otwartą_japką_tfu_japkiem

                    łoJenny, no przeciez tam, gdzie jest inaczej, inaczej byc nie moze, zeby nie
                    bylo! No jakze! Hahahaaha
                    ewka_co_wie_ze_inaczej_tez_jablka
    • Gość: KRIS Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: 213.216.82.* 24.02.03, 07:52
      hmmm, środek nocy a kobieta pisze poezję na chat (przepisuje), hmm to chyba
      smutny widok (VIDOQUE-fajny film polecam :)))) ).
      Obyś od tej pory już nie musiała spędzać nocy na pisaniu poezji na chat :)) ,
      może ten post Tobie w tym pomoże :)))))

      Ze szczerymi życzeniami - ten co życie stronami dynamicznej prozy
      zapisuje :)))
      • Gość: ewka Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.chelmnet.pl 24.02.03, 11:20
        Gość portalu: KRIS napisał(a):

        > hmmm, środek nocy a kobieta pisze poezję na chat (przepisuje), hmm to chyba
        > smutny widok (VIDOQUE-fajny film polecam :)))) ).
        > Obyś od tej pory już nie musiała spędzać nocy na pisaniu poezji na chat :)) ,
        > może ten post Tobie w tym pomoże :)))))
        >
        > Ze szczerymi życzeniami - ten co życie stronami dynamicznej prozy
        > zapisuje :)))

        łomatko! najłomatko! afrofos naszej uczelni stoi kiosk ruchu.
        ewka_z_opuszczonymi_rekami
      • migotka_jedyna Re: Dla Ewy - Wisłocka 24.02.03, 14:21
        Oj,
        Przecież poezja - to szczegolnie nocą! Najlepiej smakuje!
        (A zresztą kto tam jenny wie, komu ona wtedy tę poezję cytowała
        najnajmilejszemu?
        migo_poezji_a_i_nocy_stęskniona
        P.S. To do jenny - Twój wątek z wielorakiego i bogatego menu forumowego wzrok
        mój przyciągnął nie dla imienia Wisłocka, ale dla imienia jenny, pozdrawiam.
        m.
        • Gość: jenny Re: a Migo to kiedy? IP: *.pwn.com.pl 24.02.03, 16:45
          migotka_jedyna napisała:

          > Oj,
          > Przecież poezja - to szczegolnie nocą! Najlepiej smakuje!
          > (A zresztą kto tam jenny wie, komu ona wtedy tę poezję cytowała
          > najnajmilejszemu?
          > migo_poezji_a_i_nocy_stęskniona
          > P.S. To do jenny - Twój wątek z wielorakiego i bogatego menu forumowego wzrok
          > mój przyciągnął nie dla imienia Wisłocka, ale dla imienia jenny, pozdrawiam.
          > m.


          Migotko ma Jedyna,
          A może Tobie jakaś nocna poezja w duszy gra? Bo ja bym tak chętnie Cię
          posłuchała, tak Cię mało ostatnimi czasy... Ładnie to tak? Do roboty maj dijer,
          żebym tu kijem zaganiać nie musiała :)

          jen
      • Gość: agni_me Dla KRISS'a - agni_me IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.03, 22:09
        Gość portalu: KRIS napisał(a):

        > hmmm, środek nocy a kobieta pisze poezję na chat (przepisuje), hmm to chyba
        > smutny widok (VIDOQUE-fajny film polecam :)))) ).
        > Obyś od tej pory już nie musiała spędzać nocy na pisaniu poezji na chat :)) ,
        > może ten post Tobie w tym pomoże :)))))
        >
        > Ze szczerymi życzeniami - ten co życie stronami dynamicznej prozy
        > zapisuje :)))

        a wiesz kriss, zawsze mi się wydawało, że widok kobiety czytającej poezję nie
        ma w sobie nic ze smutku, za to wiecznie zadowolona z siebie buźka "giganta
        życia" jest jednym z rozpaczliwszych widoków. Polecam ci chwile refleksji nad
        smutnymi widokami, poezje możesz sobie darować, ją trzeba CZUĆ.
        Obyś od tej pory już nie musiał dopisywać się do postów adresowanych do
        przyjaciół i bratnich dusz :-)))

        ze szczerymi życzeniami - ta co życie bierze takim jakim jest
        • Gość: KRIS Re: Dla AGNI - rykoszetem IP: 213.216.82.* 25.02.03, 08:54
          och Pani Wszechwiedzy i "Wszechuczuć" studnio, tylko nie stawiaj mnie w kącie
          za karę i nie lej linijką po rękach gdyż pozostaję przy swoim - kobieta
          czytająca wieczorami poezję to smutny widok :))))) a jeszcze smutniejszy ,
          gdy ten tomik ma za kompana butelkę alkoholu.
          A propo - widziałem wczoraj przez przypadek fragment czarnej komedii, gdy
          kobieta chcąc stworzyć pozory udanego .....życia opowiada koleżance "...... no
          i nawet za książki się wzięłam. - A co czytasz ?. - Aaaa encyklopedię, jestem
          już na literce "a" ....." ........... :)))))))))

          Nooo i zaraz mi Pani Dyr. obetnie premię :(((((((((
          • Gość: ewka Re: Dla AGNI - rykoszetem IP: *.nsm.pl 25.02.03, 09:22
            Gość portalu: KRIS napisał(a):

            > och Pani Wszechwiedzy i "Wszechuczuć" studnio, tylko nie stawiaj mnie w kącie
            > za karę i nie lej linijką po rękach gdyż pozostaję przy swoim - kobieta
            > czytająca wieczorami poezję to smutny widok :))))) a jeszcze smutniejszy ,
            > gdy ten tomik ma za kompana butelkę alkoholu.
            > A propo - widziałem wczoraj przez przypadek fragment czarnej komedii, gdy
            > kobieta chcąc stworzyć pozory udanego .....życia opowiada koleżance "......
            no
            > i nawet za książki się wzięłam. - A co czytasz ?. - Aaaa encyklopedię, jestem
            > już na literce "a" ....." ........... :)))))))))
            >
            > Nooo i zaraz mi Pani Dyr. obetnie premię :(((((((((

            poniewaz Pani Dyrektor zajeta (moze nawet dzieleniem premii), pozwolisz, ze
            zastapie Ja w odpowiedzi.
            Rozumiem, ze film byl z polki amerykanskiej z jasnym przeslaniem: zajmij sie
            kobieta mezczyzno! Ale ani to TA kobieta ani to TEN mezczyzna. Zatem. (zwaz, ze
            wielokropka po "zatem" niet, wiec sam rozumiesz). P.S. A za taka "zbrodnie" nie
            ma "kary" w postaci kata czy linijka po lapach. Bo i po co? (Nonie, rzuc no tu
            stosownie degustibusem).
            ewka_w_zastepstwie_ale_i_swoja
        • Gość: KRIS Re: Dla AGNI - rykoszetem IP: 213.216.82.* 25.02.03, 08:54
          och Pani Wszechwiedzy i "Wszechuczuć" studnio, tylko nie stawiaj mnie w kącie
          za karę i nie lej linijką po rękach gdyż pozostaję przy swoim - kobieta
          czytająca wieczorami poezję to smutny widok :))))) a jeszcze smutniejszy ,
          gdy ten tomik ma za kompana butelkę alkoholu.
          A propo - widziałem wczoraj przez przypadek fragment czarnej komedii, gdy
          kobieta chcąc stworzyć pozory udanego .....życia opowiada koleżance "...... no
          i nawet za książki się wzięłam. - A co czytasz ?. - Aaaa encyklopedię, jestem
          już na literce "a" ....." ........... :)))))))))

          Nooo i zaraz mi Pani Dyr. obetnie premię :(((((((((
          • Gość: agni_me dla Krisa wraz z bonusem IP: *.u.mcnet.pl 25.02.03, 10:26
            Heh inwokacja piękna, nie powiem, zwłaszcza studnia podobała mi się bardzo.
            Wolno Ci się smucić widokiem czytającej poezję kobiety, bowiem każdy ma smutek
            na jaki zasłużył. Mnie do czarnej rozpaczy doprowadza facet oglądający
            wieczorem "telewizor". Chwała bogom różnym, jest to widok mi obcy i dość
            egzotyczny, ale i tak smuci samo wyobrażenie, tak jak mile podnieca wyobrażenie
            mężczyzny czytającego książkę.
            A swoją droga ta groźna pani dyrektor obcinająca premie to jakaś fantazja?
            Skąd ta wizja? bo chyba nie z tych kilku zdań nakreślonych wczorajszym
            wieczorem. Nie wydaje mi się, żeby było tam coś o pani dyrektor.
            No i żeby dopełnić miary okropnie smutnych widoków, jako bonus otrzymasz
            wyobrażenie kobiety zagrzebanej w pościeli, zagrypionej, z laptopem na kolanach
            i chusteczką przy nosie, śmiejącej się do(z?)postu niejakiego Krissa.
            To dopiero rozdzierająco smutny widok.

            Pozdrawiam serdecznie z życzeniami szerokiego uśmiechu, który tak Ci pasuje

            agni_me_z_grypą
            • Gość: KRIS Re: dla Agni wraz z morałem IP: 213.216.82.* 26.02.03, 07:55
              fakt , facet oglądajacy telewizor to smutny widok, dlatego ja oglądam
              telewizję :)))))) . Ale nie wiem czy jest się z czego smiać , ze jakiś facet
              z powodu bezrobocia nie płaci za "sztrom" i nie może oglądać programu wieć z
              przyzwyczajenia patrzy tylko na telewizor :))))) ładnie, ładnie agni ,
              cieszysz się z czyjegoś nieszczęścia :(((

              A kontynuując, jesli miałbym mieć do wyboru :
              1) patrzyć na kobietę w łózku obok - czytającą poezję, niezadbaną , itd.
              2) oglądać w tv emocjonujący mecz lub film erotyczny
              to ciekawe co wybierze mężczyzna ??????????? :))))))), no fakt
              jest jeszcze trzecie wyjście :)) "może zostać nagle wezwany do pracy w
              niermiernie pilnej sprawie" :))))))))))))))



              agni , zapominasz dopisywać swój ulubiony tekts o tym co jest łątwe, a ja już
              nie wiem co jest :))



              • agni_me Krisowi z brakującym mu cytatem :-) 26.02.03, 11:17
                Kris, specjalnie dla Ciebie.

                Antoine de Saint-Exupéry
                Ziemia, planeta ludzi

                Polecam w przerwach na reklame.

                Tylko nie wiem, czy życzyć Ci być potrafił być tak nieskomplikowany jak
                piszesz, czy cieszyć się, że jesteś inny.

                agni_me_obudziły_dziś_wróble
                --
                Mam jedną nieodpartą potrzebę: uważać, że wszystko jest proste. Proste jest
                urodzić się. Proste jest dojrzewać. I proste jest umrzeć z pragnienia (...)
    • Gość: 5510:))) Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.atol.com.pl 24.02.03, 19:30
      Umrzeć z miłości



      Choć raz
      warto umrzeć z miłości.
      Chociaż raz.
      A to choćby po to,
      żeby się później chwalić znajomym,
      że to bywa.
      Że to jest.
      ... Umrzeć.
      Leżeć na cmentarzu czyjejś szuflady
      obok innych nieboszczyków listów
      i nieboszczek pamiątek
      i cierpieć ...
      Cierpieć tak bosko
      i z takim patosem,
      jakby się było Toscą
      lub Witosem.
      ... I nie mieć już żadnych spraw
      i do nikogo złości.
      I tylko błagać Boga, by choć raz,
      choć jeszcze jeden raz
      umrzeć z miłości



      A Osiecka
    • Gość: k2 Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.atol.com.pl 24.02.03, 19:33
      Na ciepłej niebieskiej łące


      Na ciepłej niebieskiej łące
      pasa się dwa zające
      pasą się białe baranki
      w kwitnące złotem poranki.
      - Niebieskie łąki bez granic
      nie służą nikomu na nic
      są dla tych białych zajęcy
      są dla tych białych baranków
      i dla skrzydlatych tysięcy
      myśli radosnych kochanków. -


      Pawlikowska Jasnorzewska
    • Gość: agni_me Dla Jenny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.03, 22:15
      ech jakie miłe te jabłka (z całą pewnością koksy, ewka niech wcina kosztele)i
      podrapane ręce i dyndające nogi i jeszcze wy ... najmilsi. Jak się odgrypie to
      napiszę o jabłkach i o orzechu, co czeka i o palcach brązowych od lupin.
      pozdrawiam najserdeczniej
      agni_me_i_straszna_tesknota_za_wiosną
      • lampka_nie_winna to ja... 24.02.03, 22:45
        maliny, jagody i inne mazidla zapakuje? Dobrze? Dopelnia obrazu dziur na
        lokciach, dyndajacych nog i glow w nie_biesiech.
        p_l_

        w sumie to chcialam o czeremchach (czeremsze?), ale to jakies takie nie_koksowe
        • Gość: agni_me Re: to ja... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.03, 23:46
          lampka_nie_winna napisała:

          > maliny, jagody i inne mazidla zapakuje? Dobrze? Dopelnia obrazu dziur na
          > lokciach, dyndajacych nog i glow w nie_biesiech.
          > p_l_
          >
          > w sumie to chcialam o czeremchach (czeremsze?), ale to jakies takie
          nie_koksowe

          pakuj lampeczko , pakuj. A czeremcha bardzo koksowa i jeszcze jaśmin i bez i
          maciejka wieczorem też koksowa i glowy poczochrane i bluzka w blocie i trawa
          pachnąca i jezioro . Hej przecież tam w () jest całkiem inaczej :-)
          do zobaczenia tam, albo gdziekolwiek, ale do zobaczenia


        • Gość: jen Re: dla Lampię - miejsce na gałęzi IP: 213.134.143.* 24.02.03, 23:49
          lampka_nie_winna napisała:

          > maliny, jagody i inne mazidla zapakuje? Dobrze? Dopelnia obrazu dziur na
          > lokciach, dyndajacych nog i glow w nie_biesiech.
          > p_l_
          >
          > w sumie to chcialam o czeremchach (czeremsze?), ale to jakies takie
          nie_koksowe

          Pakuj Lampię, zawijaj w sreberka i migusiem tu do sadu. Będziem koksy z
          powidłami smakować. Łapami!

          To kiedy ta wiosna? Kiedy to lato?

          jen
        • Gość: ewka Re: to ja... IP: *.chelmnet.pl 25.02.03, 10:32
          lampka_nie_winna napisała:

          > maliny, jagody i inne mazidla zapakuje? Dobrze? Dopelnia obrazu dziur na
          > lokciach, dyndajacych nog i glow w nie_biesiech.
          > p_l_
          >
          > w sumie to chcialam o czeremchach (czeremsze?), ale to jakies takie
          nie_koksowe

          Lampko, cokolwiek jakkolwiek byle! (byle nie wiek) No byle jak najszybciej
          (najszybko znaczy) to inaczej, tez.
          ewka_drzac
      • Gość: k2 Re: sie porobilo! IP: *.atol.com.pl 25.02.03, 17:09
        Wiosna o pierwszej szesnaście



        Spójrz – powiedziała – jest wiosna

        A wiosna do czegoś zobowiązuje

        Wypada się zakochać

        Deszcz uderza

        O maski uśpionych samochodów



        Wiosna to tylko kwestia umowna

        Mój mózg pulsuje

        Dusza oddycha

        Myślę sercem

        Powinnam przespać tę porę

        Niebawem zamarzną bociany

        Spójrz – powiedziała – jest wiosna

        We mnie

        Zaczyna się

        Zima

      • Gość: k2 Re: sie porobilo! IP: *.atol.com.pl 25.02.03, 17:16
        Chłopiec, który podglądał świat



        Jakie to smutne!

        W domu nie ma wystawy

        Z drewnianymi zabawkami

        Są tylko brudne fotele

        I niedzielne sukienki

        Nie ma tysiąca neonów

        Tylko obrazek na ścianie

        Do którego trzeba się

        Modlić

        (Właśnie, dlaczego?)



        I wyszedł chłopiec na ulicę

        Bez wiedzy mamy i taty

        Nie muszą o tym wiedzieć

        Każdy

        Nawet siedmioletni mężczyzna

        Musi poznać świat

        Sam

        Choćby rąbek świata –

        Ten za rogiem ulicy

        Tam, gdzie w słoneczne dni

        Chodzi z mamą

        Na lody

        Gdzie wieczorami w mokrej

        Szybie wystawy ulicznej

        Odbijają się

        Buty

        Parasole

        Światła

        Twarze

        Płaszcze ludzkie

      • Gość: 5510 Re: sie porobilo! IP: *.atol.com.pl 25.02.03, 17:17
        Przemiany

        Więc
        Po raz kolejny
        Wszystko przemija
        Tak, jak
        Pory roku
        Nastroje
        Stany ducha
        Ludzie przy kawiarnianych
        Stolikach
        Wypowiadane „kocham”
        O różnych godzinach
        Różnym osobom
        Przechodnie o
        Siódmej piętnaście
        Na Nowym Świecie
        Zostają tylko
        Ślady
        Przypadkowo uwiecznione
        W palącym
        Asfalcie
        Odciski na metalowych ramach
        I kilka włosów
        Na płaszczu noszonym
        Zeszłej zimy

    • kanarek2 Glośne czytanie dla zagrypionej Jenny ... 26.02.03, 12:03
      (... i Ewki i Agni. Prosze się dobrze przykryć:-))

      Pewnego razu, bardzo dawno temu, mniej więcej w zeszły
      piątek,
      mieszkał sobie Kubuś Puchatek zupelnie sam w lesie, pod
      nazwiskiem
      pana Woreczko.

      - A co to znaczy pod nazwiskiem? - zapytal Krzyś.
      - To znaczy, że na drzwiach na tabliczce mial wypisane
      złotymi literami
      nazwisko, a mieszkał pod nim.
      - Kubuś Puchatek nie wiedział dobrze, jak to jest -
      powiedzial Krzyś.
      - Ale teraz już wiem - odezwal się mrukliwy głos.
      - Więc sluchaj dalej - powiedzialem. - Ot6ż pewnego dnia
      Puchatek
      wyszedł na spacer, aż zaszedl na polankę w środku lasu, a
      posrodku tej
      polanki rosł wielki dąb i z samego tego wierzchołka
      dochodzilo glośne
      bzykanie.

      Kubus Puchatek usiadl sobie pod tym debem, podparł glowę na
      lapkach i zacząl rozmyslać.

      Z początku powiedzial do siebie samego: - To bzykanie cos
      oznacza.
      Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli
      słyszę bzykanie,
      to znaczy, że ktos bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki j
      a znam, to
      ten, że się jest pszczołą.

      Potem znów pomyślał dłuższą chwilę i powiedział: A jedyny
      powód, żeby
      byc pszczolą, to ten, zeby robic miód.

      Po czym wstal i powiedzial: - A jedyny powód robienia
      miodu to ten,
      żebym j a go jadł. - I zaczął włazić na drzewo.
      Właził, wlazil coraz wyżej, coraz wyzej, coraz wyżej, a
      gdy wreszcie
      wlazł na górę, prawie do połowy drzewa, taką sobie
      pioseneczkę-
      -mruczaneczkę Miś zaspiewal:

      Dziwny jest niedzwiedzi ród,
      Ze tak bardzo lubi miód,
      Bzyk-bzyk-bzyk, ram-pam-pam,
      Co to znaczy? Nie wiem sam.
        • Gość: ewka o jozefie IP: *.chelmnet.pl 02.03.03, 11:37
          Gość portalu: ewka napisał(a):

          > no nasz! zupelnie nasz!
          > ewka_co_sie_tak_lubi_zachwycac_kiedy_nasz/a (ze zna jozefa)

          musze cytatem, bo musze:
          ..." - A zatem bede przychodzil. Pewnie nie bedzie sie pani ode mnie mogla
          opedzic. Bede zaszczycony, jesli i pani zajrzy do mnie od czasu do czasu.
          Pani jest mloda, a ja stary, ale w srodku to jestemy mniej wiecej w tym samym
          wieku. Obydwoje jestesmy z tych, co znaja Jozefa, jak powiedzialaby kornelia
          bryant.
          - Z tych , co znaja Jozefa? - zdziwila sie Ania.
          - Tak. Kornelia dzieli wszystkich ludzi na dwa rodzaje: tych, co znaja Jozefa i
          tych, co go nie znaja. Jesli ktos moze ci spojrzec prosto w oczy i podobnie
          patrzy na swiat, i smieje sie z tych samych dowcipow, to jest z tych, co znaja
          Jozefa.
          _ Ach, rozumiem - wykrzyknela Ania. - Ja to nazywalam i nadal czasem dla zartu
          nazywam "pokrewnymi duszami"."
          ewka_z_cytatem_z_ani
            • Gość: ewka Re: o jozefie IP: *.chelmnet.pl 02.03.03, 12:57
              Gość portalu: jenny napisał(a):

              >
              > jen_co_nie_zawsze_zna_Józefa

              ŁoJenny, ale nie łżemy tak okrutnie! Agnibezpoetycka, teraz Tybezjozefa.
              Łomatko, ale sie porobilo. hahahaahahahahahahahahahahahahahahaha.
              ewka_bez_niczego (i bez kombinacji, ze o Nietzchego-Nieckiego chodzi, z jego
              kultem sily i indywidualnosci rzecz jasna)
                • Gość: agni_me Re: łomatko, ale wstyd IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.03, 21:25
                  jenn :-))

                  żaden wstyd, przyjedz do mnie, wleziemy na strych i w pudłach pełnych książek
                  poszukamy tej właściwej, okładka dawniej w zielonym płótnie teraz mocno
                  poszarzała i strony żółte :-)) ech komu innemu wstydziłabym się pokazać, co
                  niektóre zebrane tam tomy, ale wiem, że tobie "nawet dzikie konie nie wyrwą tej
                  tajemnicy", moja ty najpokrewniejsza z pokrewnych dusz ;-))))

                  agni_me_i_wciąż_po_remoncie_nierozpakowane_książki_z_kompletem_ani_włącznie
                • Gość: ewka Re: łomatko, ale wstyd IP: *.chelmnet.pl 03.03.03, 01:31
                  Gość portalu: jenny napisał(a):

                  > Ewuniu, ale ja NAPRAWDĘ (jakkolwiek by to głupio i beznadziejnie zabrzmiało)
                  > chciałam się upewnić skąd ten cytat... Ale żeby już się bardziej nie pogrążać
                  > to poszukam :)
                  > jen
                  >
                  wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazuja na to, ze pograzylam sie ja, a Nie
                  Ty. A taka "cytacka" (od cytatu, nie od cytania) bylam, bo natchnal mnie Jeden
                  Taki Nasz czas temu jakis, i za Jego sprawa wertowalam gwaltownie anie, by
                  znalezc jozefa przywolanie.
                  ewka_zawstydzona
      • Gość: jenny_the_pooh Re: przyjdziesz do mnie kiedy będę w kąpieli...? IP: 213.134.143.* 26.02.03, 19:19
        Pięknie dziękuję. To i ja coś opowiem, skoro nam się tak tu przytulnie zrobiło.

        Będąc młodą studentką, której nieco sprzykrzyło się wysiadywanie w murach alma
        matris i zapragnęła od kurzu rękopisów odetchnąć, miałam okazję przez czas
        jakiś pracować w charakterze recepcjonistki w hotelu w Genewie. W skład obsługi
        tegoż hoteliku, który - nomen omen - nazywał się Les Quatre Nations,
        wchodzili: właścicielka - Włoszka, kucharz - Marokańczyk, barmanka - Szwajcarka
        (która nawiasem mówiąc była transseksualistką, ale to całkiem inna historia),
        no i ja w recepcji. A że położony był blisko dworca, różniastych gości
        miewaliśmy (po raz pierwszy w życiu i zapewne ostatni widziałam wtedy
        Prawdziwego Lesothańczyka). I oto, dnia pewnego, zjawia się szpakowaty,
        sympatyczny pan w średnim wieku, Anglik. Pan wyglądał na zmęczonego i dość
        kaleczył francuski, więc miłosiernie powiedziałam mu, że możemy po angielsku
        rozmawiać, za co obdarzył mnie przecudnym i zupełnie nie-angielskim uśmiechem.
        Co mnie do tego stopnia ośmieliło, że kiedy zobaczyłam w jego paszporcie
        nazwisko Milne, wykrzyknęłam radośnie, że jak to miło, że nazywa się tak samo
        jak (sic!) Kubuś Puchatek. Pan uśmiechnął się znowu i powiedział: "pochodzisz z
        Polski, prawda?" Zaczęłam się jakoś tak jąkać, bo po pierwsze praca na czarno i
        jak do tej pory całkiem nieźle wychodziło mi udawanie (nawet przed policją), no
        a po drugie - skądże na Boga mógł wiedzieć? W odpowiedzi na znaki zapytania w
        moich oczach (bo słowa składnego wydusić nie mogłam) wyjaśnił mi, że dużo
        podróżuje i że tylko w Polsce ludzie kojarzyli jego nazwisko właśnie z
        Kubusiem. Okazało się, że owszem, jest krewnym Autora (nie pomnę już, albo
        synem, albo bratankiem Christophera Robina). Pomieszkał u nas kilka dni,
        gawędziliśmy kilka razy na temat pogody, a w tydzień po jego wyjeździe dostałam
        pocztówkę z ilustracją Ernesta Shepharda i ze słowami:

        "Venisne ad me balneo utentem videndum?"

        ... bez podpisu.
        Do dziś żałuję, że nie spisałam sobie adresu z jego paszportu.
        jen

        PS. Grypa na szczęście przestraszyła się mikstury, którą jej wczoraj zapodałam
        i gorączka jest już tylko niemiłym wspomnieniem :)
    • Gość: agni_me Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.u.mcnet.pl 26.02.03, 13:58
      Wiecie, a dziś rano obudziły mnie wróble :-) Urządziły sobie pole bitwy w
      żywopłocie tuż przy oknie, a darły się wręcz nieprzytomnie. Takie wróble to
      doprawdy dziwny wynalazek, zajęte sobą pozornie, ale jak mój kot, który sobie
      przypomniał, że do marca jeszcze dni kilka i warto pokazać się w domu, począł
      im się przyglądać uważnie, one mało dyskretnie, ale skutecznie wleciały w
      bardzo gęste gałęzie -i uwierzcie, albo nie - poczęły kpić sobie z niego
      bezlitośnie. Kot nie jest desperatem, oblizał się tylko, wskoczył na parapet i
      ponaglającym miauknięciem domagał się wpuszczenia do domu.
      Ech co to był za ranek :-)
      Zresztą Paiha mówi, że TO już niedługo i jej też się śnią czereśnie.
      Pozdrawiam prawie wiosennie i nawet jak ma śnieg jeszcze padać, to niech pada,
      bo ja zaczynam wierzyć, że ta zima w końcu minie :-))

      agni_me_obudziły_dziś_wróble

      ps. Igora też obudziły wróble, zaspany okropecznie przytuptał do mojego łóżka i
      razem patrzyliśmy na wróble i na kota. Taki syn w wieku lat ośmiu to zupełnie
      cudowna sprawa, mówię wam :-))))
      • Gość: kriek Re: Dla Ewy - Wisłocka IP: *.astercity.net 26.02.03, 15:14
        mam nadzieje, agni, ze kto jak kto, ale TY nie zostawilas kota na parapecie :-)

        Mnie z kolei wczoraj forpoczta wiosny wziela z zaskoczenia glosem dwoch
        synogarlic mieszkajacych przez ciepla czesc roku na pobliskiej morwie (chociaz
        trzezwo-realistyczna pani mych snow kpi sobie, ze to sa calkiem nie-biblijne
        sierpowki). To charakterystyczne stlumione huuu-huuu jednoznacznie i bezczelnie
        oznacza rychle rozmnazanie. Zaraz sie zacznie porobstwo :)))

        A trzyletni synowie budza sie tylko na odglos syren strazackich, niestety.
          • Gość: ewka musze! - do Margit i She IP: *.chelmnet.pl 27.02.03, 12:23
            MArgit i She, co sie podpisuja:
            hipek_całkiem_niepoetyczny i
            she_co_juz_nic_nie_napisze_na_forum_bo_nie_umie

            nie kombinujemy!, nie marudzimy!, nie skladamy samokrytyki !, nie utyskujemy!
            nie mowimy, ze nie umiemy! (bo umiemy! tylko pogledzic lubimy utyskujaco)!
            (patrzymy na moje usta) - Klawiatury w dlon i dzielimy sie mysla, czuciem,
            slowem i uczynkiem -
            - ku radosci, zadumie, i blysku w oku WSZYSTKICH!
            ewka_z_ustami





          • urszulka_ma Re: musze, no!!! 28.02.03, 08:45
            Gość portalu: madame.leokadia napisał(a):

            > A czemu mnie nikt nie nauczyl tak pieknie pisac, jak agni i kriek, czemu, no
            > czemu :((((?
            > A moze tego w zadnych szkolach nie ucza...? Moze trzeba sie z tym urodzic..?
            >
            > she_co_juz_nic_nie_napisze_na_forum_bo_nie_umie

            She!!!!!...no co TY!!!
            "Nie słowa, lecz moc serca czyni nas wymownymi"
            a w Tobie tej mocy tyle:)))
          • Gość: agni_me musisz, she musisz :-))) IP: *.u.mcnet.pl 28.02.03, 12:21
            ech she:-)
            Krieka kochają słowa, są mu posłuszne, stają się pod jego palcami tworem
            smacznym, aż dziw czasem, jak z niewielu potrafi uwarzyć delicje prawdziwe.
            Ewkę czyta się z pewnością - tak, to ona na pewno - jej słowa są dokładnie jej:
            rozgadane, dobre, mądre, pełne serca, zwariowane, młode, często roześmiane.
            Lampka z jej przecudownym barokowym stylem, która słowom sens nadaje nowy.
            Umka, za której pisaniem tęsknie, bo piękne, proste i dobre. Smok_telesfor
            kpiarz wielki, co myśleć każe: żartował czy nie?. Loop, co w miejsce jednego,
            dwadzieścia zdań zawiłych stawia. Mave, którego wielokropki wcale, a wcale nie
            denerwują. Rybka, co sercem swoim pisze. Jenn, która śliczny wątek stworzyć
            potrafi z siebie samej. Non kameleoni, ireo, cwi, zielka (jak mi budda miły),
            fał, itd.
            STYL, za słowami widać osoby. Nie trzeba wykrzyknikników, pytajników,
            wielkokropków, czy ich braku, wystarczają słowa.
            Przecież tak właśnie piszesz, she ... piszesz sobą. Po co ci słowa ewki,
            krieka, moje? Masz swoje, najlepsze. Pisz dużo, bo dobrze Cie czytać.

            agni
      • nonstop Re: Dla Ewy - Wisłocka 27.02.03, 15:26
        Och...
        Koty, wróble i gołębie.
        Spójrzmy więc i z perspektywy psa.
        Gdy zbliża się wiosna ogarniają mnie ambiwalentne uczucia. Nie dlatego, żebym
        psem był.
        Ale zimą, gdy wszystko przykrywa mróz i śnieg biedny Kacper nie cierpi na
        alergie, które przydarzają mu się wiosną i latem.
        Tuż obok mamy wielką łąkę, pełną traw i krzewów, a nawet, w co trudno uwierzyć,
        co dzień można tam sarny, zające i lisy zobaczyć.
        Po drugiej stronie jest rezerwat „Żurawiniec”, jak sama nazwa wskazuje, pełen
        błota i doprowadzającego do szału kumkania żab. )))
        Więc sam nie wiem, czy piękniejsza zima, z Kacprem tarzającym się w śniegu i
        turlającym ze mną bałwana, czy też wiosna i lato z Kacprem z nosem przy ziemi,
        pufającym na świeżo odkryte ślady szaraków, goniącym ropuchy, ale później
        strasznie drapiącym się i liżącym swoje łapy.
        Eeee, to chyba jakoś strasznie sentymentalnie zabrzmiało...

        --
        dum spiro, spero
          • lampka_nie_winna znalazlam znaki:) 28.02.03, 11:27
            nie znaki zapytania a o_znaki wiosny. Dodam, ze znalazlam znaki na niebie i
            ziemi, nie pomijajac tych w sercu, ale i tak wiemy, ze tam latem jest calkiem
            inaczej... Dzien wolny, odprezone spojrzenie na swiat i poczatek Fasnacht
            (Karnawal, czyli w tubylczym jezyku rzucenie rekawicy Pani Zimie) spowodowaly,
            ze na te planete swiecaca spojrzalam nie okiem istoty zlaknionej witaminy D
            (moze to byla B, nie wiem), ale dotarlo do mnie, ze to oznaka wiosny juz, ta na
            niebie. Zachcialo mnie sie szukac znakow bardziej bliskich, nie tylko
            odczuwalnych na licu, ale rowniez namacalnych, pachnacych i kolorowych. Jako ze
            piatek dzis, a w piatki rozniasci badylarze i sprzedawcy smakolykow stragany
            swe nad jeziorem rozstawiaja, udalam sie na toze targowisko. W ramach
            oczywiscie dalszego poszukiwania znakow. O! O? Fiu fiu, kolorowo sie zrobilo i
            ptaki spiewaja w galeziach pobliskich drzew. Ale, ale - pomyslalam - toz to
            wiosna Made in Holland w wiekszosci przypadkow! Stwierdzilam, ze trzeba sie
            udac do pobliskiego parku (ptaki mi to podpowiedzialy). I mowie Wam: WIOSNA
            PRZYSZLA! Jeszcze blada jest, jeszcze zezwala kaczkom i labedziom po lodzie
            cienkim jeziornym chodzic, ale jest i grzeje sie w sloncu. Ten duet jest jednak
            piekny, nie ma to jak Made by Nature.

            p_l_
            P.S. Coby sobie Ochrony Przyrody na kark nie sciagnac, zadowolilam sie bukietem
            Narcyzow z krainy Tulipanow :).
            • urszulka_ma Re: znalazlam znaki:) 28.02.03, 11:45
              Wstałam dziś rano...patrzę...oczom nie wierze.. słońce w moim
              pokoju....promyczki swoje roztacza...złociste...pięknie..
              ..oczy otwieram zaspane..nie to nie słońce..
              ..ale też pięknie..!!
              ..w wazonie na mym stole..
              ..zakwitła gałązka forsycji..
              Wiosna tak...już idzie!!!
            • Gość: jenny Re: znalazlam sen IP: 213.134.143.* 28.02.03, 14:13
              Miałam sen...
              Szłam pustą, szeroką ulicą i nagle z naprzeciwka nadciąga równym marszem armia
              kropek. Kropki maszerują równymi szeregami, są identyczne, każda śliczna, z
              nastroszoną blond grzywką i w klapeczkach. Armia kropek aż po horyzont. Tup,
              tup, tup, tup. Śpiewają pieśń: jesteśmy piękne i mądre kropki, nikt nam nie
              dorówna, podbijemy cały świat.
              Stałam na drodze kropek do całego świata, więc krzyczały: zejdź nam pięknym i
              mądrym kropkom z drogi albo przyłącz się i śpiewaj z nami naszą pieśń.
              Nie zeszłam...

              jen

              PS. Na szczęście to tylko sen wywołany gorączką. Ale co będzie jeśli armia
              ślicznych i mądrych kropek opanuje cały świat?
              • urszulka_ma Re: znalazlam sen 28.02.03, 14:54
                Gość portalu: jenny napisał(a):
                "Na szczęście to tylko sen wywołany gorączką. Ale co będzie jeśli armia
                ślicznych i mądrych kropek opanuje cały świat?"

                Poranek kropkowanej szulki.....

                W XXI wieku naszej ery w krainie elektrycznych impulsów żyła sobie kobieta ..o
                imieniu. Szulka... Miała czarodziejską skrzyneczkę przy której lubiła bardzo
                siadać. .na swoim wygodnym foteliku. Ze skrzyneczką .. szulka czuła się jak
                prawdziwa czarodziejka...Ta zadziwiająca.. maleńka skrzynka posiadała bowiem
                taką wielką moc.. .czasami szulka otwierała oczy zdumiona....co też nowego tu
                znajdzie...i co będzie mogła nowego ze skrzyneczką wyczarować.......
                Ostatnio szulka miała dużo wolnego czasu...leniwa się jakaś zrobiła...(do pracy
                chodzić jej się nie chciało)...wstawała więc rano...wsuwała swoje
                wygodne ..ciepłe bambosze...na stopy i wędrowała do kuchni...tam...czekając na
                wodę ...gotowaną...siadała sobie przy swoim sosnowym stole...i
                myślała...patrząc za okno...dzień się zaczął.."ciekawe co miłego mi
                przyniesie"..
                ..Czajnik gwiżdżący...jak..gwizdek lokomotywy...przypominał że czas już zalać
                kawę...i zapach rozchodził się...po całym domku szulki..(kawa to jej ulubiony
                napój).
                Kiedy..popija kawę poranną...przymyka zawsze oczy (wspominając sny...które w
                jej głowie..bajki opowiadały całą noc)..czasem....wspomnienia piękne..a..
                czasem koszmarne...które szybko chciała...zapomnieć...
                Szulka..towarzyska istota jest...dlatego co rano..chwyta kubek ze swoją
                kawą...i wędruje do swojej skrzyneczki magicznej..włącza guziczek...jeden i
                drugi...i już..!!!..otwiera ..się
                świat...elektrycznych...obrazów...literek..znaków....kropek.....

                ..Szulka wchodzi w świat czarów.!...tup...tup...tup.............
                Witam wszystkich:))))))dużo promyczków słonka życzę:)))))))miłego dnia:)))))))))
              • Gość: agni_me znalazłam liczydło dni IP: *.u.mcnet.pl 28.02.03, 15:30
                jenn,
                prześnij sen, kropki są impregnowane i kropka z nimi, i garść krasnoludków na
                nie. A wątek i tak jeden z najmilejszych ostatnio, mimo, że mało się zrobiło o
                soku z gruszek i o tym, że w lato to całkiem inaczej wygląda, a zresztą wiesz,
                że znowu mamy do czego dni liczyć :-)
                agni
                • Gość: jenny Re: znalazłam marcepan IP: 213.134.143.* 01.03.03, 02:05
                  Tjaa w lato to CAŁKIEM zupełnie inaczej wszystko będzie wyglądać.
                  A na razie, na to zimne przedwiośnie, proponuję marcepan. Marcepan jak sama
                  nazwa wskazuje, służy do przeżycia marca. Marcepan kupujemy w małym sklepiku na
                  rogu, gdzie Pani Jadzia zamawia dla nas zawsze w marcu mały zapasik. I kiedy
                  widzi, że my jacyś nie teges, wyciąga go spod lady. Marcepan trzymamy na
                  półeczce i patrzymy na niego dość długo zanim zdecydujemy się odkroić mały
                  kawałeczek. A potem leżymy sobie na sofie i już wiemy, że wiosna BĘDZIE.
                  Zanim jaskółki, zanim chabazie spęczniałe, zanim ziemia zacznie pachnieć, to
                  dla mnie pierwszy rytuał wiosny.
          • nonstop Re: Dla Nona - znak zapytania 28.02.03, 11:40
            Gość portalu: jenny napisał(a):

            > Nonie, nawet jeśli sentymentalnie to przecież sentiment oznacza czucie. Czy
            to
            > źle - czuć? Czy nie wypada?

            Hmm, wiesz jenny, agni i kriek poezją tu zwierzaki opisywali :-)))
            a ja jestem nieromantyczna m sz ś, wiadomo!
            Miało zatem być bardziej realnie, a wyszło sentymentalnie.
            :-)))
            • Gość: ewka Re: Dla Nona - znak zapytania IP: *.chelmnet.pl 28.02.03, 12:01
              nonstop napisał:

              > a ja jestem nieromantyczna m sz ś, wiadomo!
              > Miało zatem być bardziej realnie, a wyszło sentymentalnie.
              > :-)))

              dawno temu ewka napisała:
              Re: Listy prezentow dla wspolczatownikow ciag dal
              ewka5 22-10-2002 22:03 odpowiedz na list
              Nonikowi - przekonania, ze swiatly przedmiot pozadania nie tylko w cytacie sie
              skrywa, ze czuj-czuc rownie wazne albo bardziej bywa...
              no i podziałało! Ha!
              ewka_co_dziala


              • ireo a wcale że nie wszystko dla nona 28.02.03, 13:01
                nie wiadomo dlaczego wątek z prezentami
                chociaż dawno po świętach i reniferami
                też nikt dawno nie jeździ ale mimo to
                coś z tymi podarkami trzeba zrobić bo
                już z trzaskiem wory nimi przeciążone pękły
                więc ireo zamieści ewce wierszyk piękny
                i niech nad tym nie myślą za bardzo kobietki
                bo w poniższym cytacie chodzi o skarpetki
                [heh]:


                "Zabiję ciebie
                zabiję ciebie
                moją czułością
                moim pragnieniem
                szaleństwem moim

                skarpetkami do cerowania
                pomysłami do podziwiania
                dziećmi do rodzenia

                jak cięciwy nerwy napinam
                padasz trafiona
                mój zegarek
                eksploduje ci pod nogami
                ciągnę za rękę chodź
                ręka złamana
                zatrzaskuję drzwi
                cztery ściany smutku

                zabiję ciebie
                sobą
                chciwym i obojętnym
                to czas
                stuka na twoją zgubę
                to ja
                oplątuję cię czasem
                to czas to ja
                pożeramy ciebie
                łakomymi ustami

                zabije
                zgniotę piersi
                rozciągnę brzuch
                oczy odbarwię
                tkliwy puszek z policzków zdmuchnę
                piękna moja
                oszpecę ciebie miłością
                jak ospą

                zabiję
                życie czas ja
                twój powszedni morderca

                kochana"
                    • Gość: ewka stoi na stacji loko(ireo)motywa IP: *.chelmnet.pl 28.02.03, 15:38
                      ireo napisał:

                      > [sama się naprasza po prostu :-]
                      > 117,30 (I kl. IC), ale z powrotem trzeba jeszcze jakoś wleźć do wagonu o
                      > własnych siłach, a przedtem zrobić parę kroków po peronie.
                      >
                      > oto link dla wstępnego (zalecana sucha zaprawa) przećwiczenia w domu:
                      > <a
                      href="http://www.kolej.pl/~mczapkie/maszyna/"target="_blank">www.kolej.pl/~m
                      > czapkie/maszyna/</a>


                      "Co w uaktualnieniach:

                      poprawione niektore błędy przy przechodzeniu do innej kabiny (ale nadal nie
                      można łączyć/rozłączać)" - i co my teraz zrobimy??? Ireo! No!
                      Samodzielnie zrobic po peronie? Brzmi smetnawo (sf - i nie tam, zeby zaraz
                      sciencie fiction).
                      ewka_wciaz_zwawym_krokiem_na_palcach
            • Gość: agni_me Re: Dla Nona - znak zapytania IP: *.u.mcnet.pl 28.02.03, 12:42
              nonstop napisał:

              > Hmm, wiesz jenny, agni i kriek poezją tu zwierzaki opisywali :-)))
              > a ja jestem nieromantyczna m sz ś, wiadomo!
              > Miało zatem być bardziej realnie, a wyszło sentymentalnie.
              > :-)))

              non ???? poezją??? w tym , że wróble budzą i kot na parapecie, nie ma poezji
              wiele. To radość poranka mocna , grzejąca od środka, co czarne chmury przepędza
              i jeszcze daje nadzieje. Podzielić sie tym chciałam, mało poetycko, a
              przyjaźnie, bo i paiha rano mnie odwiedziła z zaskoczenia, literkami, nie
              ciałem, ale jakże miło, i Igor w łóżku i kawa dobra i grypa precz i ten wątek
              taki NASZ :-)
              sentymentalny Panie N , pozdrawiam
              agni_me_co_w_niej_poezji_za_grosz
                      • ireo Re: Dla Ireo - uśmiech 28.02.03, 14:25
                        Gość portalu: agni_me napisał(a):

                        > runiu, to nie są teksty piosenek. Pogodz się z tym , proszę, że to dla Ciebie
                        > za trudne :-)
                        > pozdrawiam
                        > agni
                        > ps. Ciebie też tu zresztą brakowało :-)))))

                        w takim razie nic, tylko tekst piosenki trzeba zamieścić (żeby przy okazji
                        zaspokoić runka [mimo, że tekst muńka - zwykle pisałem własne, ale tym razem
                        sytuacja zmusza mnie do cytatu] :-)

                        pozytywnego coś pozytywnego coś
                        bardzo chciałbym dać dziś tobie
                        pozytywnego coś pozytywnego coś
                        to nie jest łatwe to nie jest proste
                        bo jaa-a nie lubię latać nisko
                        uwierz mi uwierz mi chcę być blisko
                        telefonicznie telepatycznie
                        wiem czego pragniesz wiem czego chcesz
                        u jee-e chcę ci powiedzieć
                        aj low ju aj low ju aj low ju aj low ju
                        u jee-e nie jestem mądry
                        aj low ju aj low ju aj low ju

                        ireo pragnie jakoś wynagrodzić agni_me_z_katarem_i_wszystkim_innym
                        niedogodności chorowania i jednocześnie przeprasza za użytą w tekście
                        transkrypcję fonetyczną, a uśmiech oczywiście odwzajemnia :-D
                            • nonstop Re: Dla runka - odpowiedz 01.03.03, 10:25
                              albo też:
                              "byłem rio, byłem w bajo
                              miałem bilet na hawajo
                              byłem na wsi, byłem w mieście
                              byłem nawet w budapeszcie
                              wszystko..."
                              :-)))
                              lub:

                              "Marcin Świetlicki- Rio, poniedziałek"

                              Mrowi deszcz
                              z zewnątrz, wewnątrz
                              -pomiędzy nami- mokra popielniczka
                              i kawa za ostatnie, i tak pożyczone
                              pieniądze.

                              Ty-biała, a ja- czarny, ze zmęczenia piątkiem,
                              sobotą i niedzielą. Nie klei się nic.
                              Ten przypadkowy świadek nie doczeka pointy,
                              wypije kawę, pójdzie. Pozostawi nas
                              samych sobie, bezradnych.

                              Przyłapałaś więc trupa
                              na istnieniu, co dalej? Nie pójdziemy przecież
                              do łóżka. Nie wypada aż tak
                              mocnych akcentów kłaść na koniec, mrowi
                              deszcz, dopij swoją kawę,

                              odprowadzę cię trochę.


                              --
                              dum spiro, spero
                      • runek Re: Dla Ireo - uśmiech 28.02.03, 14:45
                        ja też kiedyś napiszę wiersz i zbieleje ci wtedy oko
                        (zakładam,że jedno masz - a ściślej będziesz miała w momencie czytania
                        tego wiersza ,w stanie umożliwiającym zbielenie)
                    • Gość: jenny Re: Dla Runka - krasnoludki IP: 213.134.143.* 28.02.03, 14:20
                      Runku, jesteś niezrównany jeśli chodzi o didaskalia :)

                      Jeśli pozwolisz w zamian wierszyk, specjalnie dla Ciebie:

                      Krasnoludki rosną w lesie
                      mają specyficzny zapach i białe brody
                      występują pojedynczo
                      gdyby się udało złapać ich garść ususzyć i powiesić nad drzewami
                      może mielibyśmy spokój

                      jen
                      • Gość: _________ Re: Dla Runka - krasnoludki IP: *.atol.com.pl 28.02.03, 15:02
                        ALCHEMIA SŁOWA

                        Z dala od trzody, ptaków, wieśniaków urody,
                        Cóż to piłem na klęczkach, z wrzosami przy twarzy,
                        Dokoła mając świeżej leszczyny ustronie,
                        W południa zielonym i ciepłym oparze?

                        Cóż z młodziutkiej Oazy chłonąć mogłem wody,
                        - Nieme wiązy, darń nagą, niebo w chmur zasłonie! -
                        Pić w żółtych tykwach, z dala od błogiej zagrody?
                        Złoty likwor, z którego pot bije na skroni.

                        Zdawałem się gospody podejrzanym godłem.
                        - Nawałnica pognała przez niebo. Z wieczora
                        Nikły w dziewiczych piaskach leśne wody chłodne,
                        Boży wiatr sople lodu ciskał na bajora;

                        Płakałem, widząc złoto - ale pić nie mogłem.




                        Artur Rimbaud
                        • Gość: _________ Re: Dla agni ......... IP: *.atol.com.pl 28.02.03, 15:17
                          "Kredens"

                          Jest to szeroki kredens rzeźbiony. Dąb ciemny,
                          Jak starodawni ludzie, tak wygląda miło,
                          Kredens ten jest otwarty - i zapach przyjemny
                          Płynie z głębi, jak wino, co się ongi piło.

                          Są w nim różne różności: starzyzna i graty,
                          Szmatki, zżółkła bielizna, wszystko pomieszane,
                          Są tam stęchłe koronki i niewieście szaty,
                          I barwne szale babki, w ptaki malowane.

                          Medaliony, portrety i pasemka cięte
                          Włosów siwych lub jasnych, i kwiaty zaschnięte,
                          Z których, z wonią owoców, aromaty płyną.

                          O kredensie sprzed laty! Chciałbyś baje swoje
                          Długo gadać! I tylko skrzypisz, starowino,
                          Gdy otwiera kto z wolna twe czarne podwoje.


                          Artur Rimbaud
                          • paiha Nocne slowem poglaskanie 28.02.03, 18:10
                            lagodne musniecie, wydawaloby sie - niezauwazalne, a zyje i z kazda minuta
                            we mnie rosnie. Z nastaniem switu rownikowa zielonosc przypomina, nosze ja
                            dzien caly, odurzona jej zapachem, by wieczorem zamienic na inna. Czy jestem
                            niewdzieczna naturze?

                            Paiha, ktora do snow czeresniowych dolacza wolanie o stopy znoszone:)
                            • Gość: ewka Paiho IP: *.chelmnet.pl 01.03.03, 13:09
                              paiha napisała:

                              > Paiha, ktora do snow czeresniowych dolacza wolanie o stopy znoszone:)

                              Wiosna nadciąga proszę pani/panstwa, choć zimnica jeszcze okrutna (jak dla
                              mnie), ale pąki jakoweś (w Dolinie Radosci) da się zauważyć na krzewach i
                              drzewach, wiec serce zakwita i pcha do poszukiwań radosnych radości, do przeżyć
                              i wzruszeń, do myśli pozbawionych smutku. A życie skrzeczy niczym zgorzkniała
                              starucha, która zbiera kości do kupy każdego ranka, by podnieść się z łóżka i
                              wyruszyć na zbieranie chrustu niezbędnego do rozniecenia ognia. Do przetrwania.
                              I może tam, w drodze do lasu, ujrzy co ciekawego, co będzie w stanie ucieszyć
                              jej przymrużone wielością zdarzeń takich i siakich, i zmęczenia oko. Dałby
                              Bóg...
                              ewka_w_drodze_do_lasu

    • Gość: ewka o kropko! IP: *.nsm.pl 28.02.03, 18:23
      mianownik (kto?co?).........................kropka
      dopelniacz (kogo?czego? nie ma).............kropki
      celownik (komu?czemu? sie przygladam).......kropce
      biernik (kogo?co? widze)....................kropke
      narzednik (z kim?z czym? ide)...............kropka
      miejscownik (o kim?o czym? opowiadam).......kropce
      wolacz (o!).................................kropko! daj zyc!
      ewka_z_krokami_ku_kropkom
      • melancho Zaczytany 01.03.03, 12:55
        Czytałem długo już. Od chwili, gdy mokre
        od deszczu popołudnie leżało na oknie.
        Już nie słyszałem jak wichura wiała:
        książka ciężka się stała.
        Patrzałem w karty jak wyraz twarzy,
        co pociemniały od długiego zadumania.
        Czas się zatrzymał wokół mojego zaczytania.
        I nagle światło na kartkach się jarzy
        i wieczór się z zamętu słów wyłania,
        zachód... na wszystkich kartkach, które lśnią.
        Jeszczem nie podniósł oczu, a już długie wiersze
        nagle się rwą i już się toczą słowa,
        które wypadły z wątków dokąd chcą...
        Wiem:nad ogrodów gąszczem, gdzie się chowa
        blask, teraz niebo jest dalsze i szersze;
        słońce powinno by zalśnić od nowa.-
        Jak okiem sięgnąć, nocy letniej przestrzeń:
        W niewielkich grupah rzeczy rozproszenie,
        po długich drogach idą ludzie cienie,
        i tak daleko, jakby w tym znaczenie
        większe się kryło, nikły ruch trwa jeszcze.
        I teraz, gdy znad książki oczy wzniosę,
        nic mnie nie zdziwi, wszystko niezmierzone.
        Tam z zewnątrz jest, co tu we wnętrzu niosę,
        bez granic wszystko w jaką spojrzę stronę:
        tylko się z wszystkim zwiąże całym losem,
        by się wzrok mój do rzeczy przystosował.
        niech wciągnie go prostota ich surowa,-
        Ziemia za własny horyzont wyrasta,
        zdaje się całe niebo obejmować:
        i jak ostatni dom jest pierwsza gwiazda.

        Rainer Maria Rilke

        ********************************************


        To jest jeden z najlepszych wątków jakie mi było dane czytać.Pozdrawiam
        serdecznie :-)
    • Gość: ewka a ja z ogorkiem zielonym gruntowym IP: *.chelmnet.pl 01.03.03, 12:44
      Żeby dopelnic opowiesci tchnace nadchodzeniem wiosny, wrzucam w ten „worek
      dobrego” zeszloroczne dumanie nad gryzionym zielonym ogorkiem gruntowym, który
      tak lubie (ogorek i ten pierwszy gryz).
      Bardzo lubilam babciny ogrod. Wszystkiego w nim było mnostwo. Ogorki,
      marchewka, pietruszka, szczypiorek chudzienki i gruby, strzelajacy, ktorysmy z
      Dziadkiem zajadali bez niczego, czosnek, salata, kapusta, pomidory jak
      winogrona malenkie i malinowki slodkie, rzodkiewki, ziemniaki, porzeczki biale,
      czerwone i moje najulubiensze czarne, agrest zielony i drugi slodki, rozowawy
      jakis, maliny, jablka (papierowki, kosztele i zapomnialam jakie), gruszki,
      sliwki, poziomki, truskawki, najblizsze memu sercu wisnie w dojrzalym wisniowym
      kolorze i obrastajace tarasik winogrona male czarne, z których Babcia czynila w
      gasiorze wielkim cudenko sprawiajace ucieche gosciom. Także orzechy laskowe. A
      pod leszczyna była waska sciezka wykarczowana wśród pokrzyw ogromnych i
      palacych. Wpadlam w nie kiedys (spadajac z leszczyny). Straszne przezycie, ale
      Babcia orzekla, ze dobrze mi to zrobi na reumatyzm – ze niby nie będę go miala
      w zwiazku z tym blogoslawionym dotykiem przekletych pokrzyw! Na razie nie mam,
      wiec może... Hahaha. Czasem babcia sadzila fasolke. A! I był koperek jeszcze,
      który tez bardzo lubilam podjadac. I ziola jakies, których nazw nie moglam
      zapamietac, a które Babcia nad wyraz pielegnowala (nie nazwy tylko ziola).
      Kwiatow było także mnostwo, z sensem w obrazy posadzonych – ladnie. Malownicze
      było to babcine krolestwo. W ogrodzie stala wanienka (cynkowa chyba), w ktorej
      zbierala się deszczowka, by sluzyc Babci do mycia wlosow! Czasem pakowalam się
      do niej cala, a woda była tak przyjemnie cieplo-zimna, kojaca. Mój Boze, jakie
      to rzeczy uruchomil w pamieci jeden miazdzony zebami zielony gruntowy ogorek...
      Miastowa bylam od zawsze, wiec norma była wycieczka do sklepu po te cuda, co to
      się w ziemi rodza. A kiedy przyjezdzalam do Dziadkow wkraczalam w inny swiat,
      zupelnie bajkowy. Kiedy mialam ochote zjesc na sniadanie twarozek (oczywiście
      robiony przez Babcie, nie kupiony w sklepie bron Boze!) z rzodkiewka i
      szczypiorkiem, to po prostu szlam do ogrodu, wydzieralam ziemi co trzeba i już!
      Kiedy pojawiala się ochota na mizerie bieglam do kacika ogorkowego i, dotykajac
      zamszowatych lisci, lapalam za lodyzki lekko klujace, do których przytwierdzony
      był zielony pychotek czasem smiesznie wykrecony w lodeczke. I zawsze podjadalam
      takiego dziwaka, bez mycia. Ze bez mycia, to się Babci nie podobalo, ale
      przeciez nie zawsze mnie na tym zlapala. Z babcinym ogrodem graniczyl ogrod
      pana H. – srogiego lysego postawnego mezczyzny, sasiada, ktoregosmy się
      (dzieciaki) bali. Mowil takim groznym glosem, poruszal się jak niedzwiedz i na
      dzien dobry odpowiadal grzmotem z samego dna brzucha. Caly jego ogrod usiany
      był ulami z pszczolami, których tez balismy się jak ognia, ale jednak ciekawosc
      niektórych z nas tam gnala. Dzieki nieposkromionemu zaciekawieniu udalo się
      dojrzec w panu H. nie groznego niedzwiedzia a cieplego starszego pana, który
      mowi do pszczol... Niesamowite było obserwowanie jak bardzo się zmienial.
      Ubrany w ten dziwny stroj, na twarzy przerazajaca maska, spod ktorej wydobywal
      się wcale niegrozny glos... Pan H. nie zyje już lata cale, a jest jednak. W
      mojej pamieci. Hm. Mój Dziadek był malomownym czlowiekiem, ja wiecznie
      nakrecona katarynka, a kiedy dumna i blada szlam z Nim na ryby uprzednio
      wziawszy udzial w wykopywaniu (brr!) robakow (do dzis nie wierze, ze to
      robilam, teraz chyba predzej padlabym trupem) nie odzywalam się ani jednym
      slowem. W wybranym przez Dziadka miejscu rozkladalismy takie smieszne krzeselka
      dla wedkarzy (metalowy stelaz obciagniety pasiastym brezentowym plotnem),
      nabijalismy (ja tez!!!) robaki na haczyk i zarzucalismy wedke albo wedki
      (czasem była jedna, czasem dwie i wtedy wolno mi było jedna hm...zarzucic i
      trzymac!). Siadalismy, jak dwoje starych wedkarzy, na krzeselkach i
      wpatrywalismy się w ogromnym skupieniu w splawik. To było cale misterium. I nie
      gadalam?! Sama w to nie wierze, ale tak było.
      A zaczelo się od zwyklego ogorka zielonego gruntowego...
      Każdy ma jakis swój ogorek.
      ewka_z_ogorka_gryzieniem_i_nadzieja_na_nadejscie_ciepla

      • Gość: jenny Re: jejku jej IP: 213.134.143.* 01.03.03, 13:51
        No i powiedzcie Mili, jak ma człowiek zabrać się za wiosenne porządki, skoro
        wokół tyle pokus? Z fotela, spod pledu łapę wystawiają "Kochane Zwierzątka...",
        co choć tak wyczytane, że pamięć następne linijki podpowiada, a jednak wracać
        do siebie każą nieustannie. A tu, na tym zero-jedynkowym ekranie tyle wzruszeń,
        co wspomnienia przywołują z lat szczenięcych...

        Byłam już wtedy "duża", co objawiało się tym, że podczas wakacji pozwolono nam
        z przyjaciółką mą Bogusią spać w namiocie. Wakacje spędzaliśmy w Borach
        Tucholskich, w wiosce Teolog (swoją drogą, to Nobel dla tego, kto cztery -
        wówczas - domy na krzyż Teologiem nazwał). Rytuałem naszym codziennym był
        wyjazd na rowerach na pobliską plantację truskawek na podwieczorek dla całej
        hordy. Matki, zaopatrzywszy nas w łubianki i wysmarowaszy nosy kremem, żegnały
        nas nieodmiennym: tylko wróćcie dziś, dziewczynki. Jechałyśmy tam z poczuciem
        dorosłości i misji, nie żeby się przy okazji nie napchać po uszy ciepłymi od
        słońca, soczystymi olbrzymami, ale jednak z mocnym postanowieniem, że tak, że
        tym razem to już na pewno podwieczorek dziś będzie. I co z tego? W drodze
        powrotnej zupełnie zapominałyśmy o zadaniu aprowizacyjnym i w głowie
        pozostawała nam tylko paląca konieczność zatrzymania się gdzieś w cieniu i
        skosztowania, czy aby na pewno truskawki wystarczająco dojrzałe, no i której z
        nas w końcu udało się uzbierać więcej. Nie muszę chyba mówić dalej... matki
        witały nas z powrotem wieczorną porą, kiwając z politowaniem głowami nad dwiema
        łubiankami znowu pełnymi zielonych ogonków.
        Smaku i zapachu tych owoców żaden poeta nie opisze...

        Ściskam Was w łapę
        jen

        PS. Mężu, dziś na obiad będą ogonki :)
    • jaala Re: Dla Ewy - Wisłocka 02.03.03, 16:06
      Jesteście wspaniali ...
      Miło mi Was słuchać ...

      Ździebełko ciepełka
      W codziennych piekiełkach
      W wyblakłym na szaro obłędzie
      Różowa perełka, ździebełko ciepełka
      Znów wiem, że jakoś to będzie

      Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
      I biedne się czuje, niczyje
      Ciepełka ździebełko
      Ździebełko ciepełka
      Wystarczy i wszystko przemija

      Ździebełko ciepełka
      Diamencik ze szkiełka
      Czułości kropelka na listku
      Ciepełka ździebełko
      Tkliwości światełko
      W tych oczach wystarczy za wszystko
      -----
      Motto Ali :)
    • feministka0.75 Re: Dla Ewy - Wisłocka 02.03.03, 17:15
      Plastikowe mausie za oknem
      porwadza za raczki plstikowe dziewczynki
      do plastikowych sklepow, gdzie plastikowe sprzedawczynie
      z plastikowym usmiechem sprzedaja
      plastikowe jedzonko.

      Zbuntowani, plastikowi mlodzi
      w plastikowych ubraniach
      lykaja plastikowa papke z TV
      i wydaje sie im, ze sa oryginalni.

      Milo zobaczyc, ze jest ktos na swiecie
      kto lubi czasem usiasc i poczytac
      - nie tylko obrazki...

      Pozdrawia
      Fem3/4 z Magen-cos tam
    • kanarek2 ku pamięci 02.03.03, 20:32
      Gosposie Ludowe w saunie
      chciały by dreszczyk je brał, nie
      mówiąc o ochocie
      by siąść przy Bigocie.
      Kanarek do dziś jest w traumie.
      ;-))
      • Gość: ewka Re: ku pamięci IP: *.chelmnet.pl 02.03.03, 23:09
        kanarek2 napisała:

        > Gosposie Ludowe w saunie
        > chciały by dreszczyk je brał, nie
        > mówiąc o ochocie
        > by siąść przy Bigocie.
        > Kanarek do dziś jest w traumie.
        > ;-))

        Kanarku nasz ulubiony
        trauma do dzisiaj przywalony
        my -GieeL- gospodynie
        ludowe ledwie
        co za dnia
        sprawy prowadza przednie
        zas w nocy, panie
        ptasi nasz piewco
        .................
        zmieniamy lico
        w ladaco nieco
        badz nam w tym druhem
        bratem, ko(ch)-m-panem
        z nami w tej saunie
        doprawiaj stan-ten
        swoja radoscia
        swoja mmmmm-loscia
        swoja kanarko
        najkanarkowatoscia
        ewka_w_imieniu_gieelek
          • kanarek2 Jak patrzeć? 03.03.03, 17:06
            >
            > Kanarku Mily, czy tego goraca bylo za duzo czy za malo?:)
            > [zastanawia sie Paiha na marginesie recznika przycupnawszy:)]

            Za dużo? za mało? hm, a jak patrzeć? [medytuje kanarek na przedwiosniu;-))]


            „- nieruchoma głębia zielni, wystarczy jednak przechylić głowę czy poruszyć
            ręką i ożywa, a złapane w szkle promienie słońca migoczą w oku, jak jasne
            refleksy płynące po dnie jeziora, czy błyski światła w lesie brzozowym, bo
            wieje wiatr...”

            Paiha dopija resztkę piwa, i odstawia butelkę.
            • paiha Jak patrzeć? 03.03.03, 23:22

              Spod polprzymknietych powiek najlepiej, Kanarku, co by oczu nie porazilo, do
              dobrego przyzwyczajaj sie powoli,powoli...wiosna potrafi czasem blysnac,
              porazic, czasem jednak zjawia sie po cichutku i nagle okazuje sie, ze w
              kwietnej lace od dawna brodzimy...:)

              A magnolie, dlaczego jeszcze nie pojawily sie chociaz w slowach, prosze,
              zjawcie sie, krolowe ulotnego piekna:)
              Paiha

    • Gość: agni_me a moze założyć podkolanówki? IP: *.u.mcnet.pl 03.03.03, 13:53
      Wiosna nadchodzi, teraz już wiem to, nie tylko czuję.
      Po pierwsze primo mam ochotę całkiem niezwykłą na fryzjera, po drugie primo
      wyglądam zupełnie jak na przednówku, po trzecie primo jak nie przyjdzie to
      całkiem zwariuje, a to być nie może.
      Wiecie czekam na nią jak na ... ech też macie łaskotki w brzuchu jak myślicie,
      że nadejdzie?
      Tak naprawdę wiosnę w tym roku ogłosiły nie wróble, ale jenn. :-) Siedziałyśmy
      nieprzytomnie długo, gadając i gadając i jenn powiedziała: spiąca jestem , o
      patrz już widno. To był ranek i nagle poczulam, że to coś miłego, zmiana jakaś,
      bo przecież rano, jak wstawałam do pracy jeszcze ciemnawo było.
      Potem te wróble, o których pisałam, a teraz już kołaczą mi się w głowie tylko
      paprocie, co to pojawiają sie w ciągu jednej majowej nocy i gniazda w
      żywopłocie, nie obcinanym przez to miesiącami, bo jakże tak ptakom obrzydzać
      życie rodzinne, i jaśmin, co pachnie tak, że zwariować można i kawa, której się
      można napić w ogrodzie, wychodząc przez szeroko otwarte drzwi i ....
      i Łazienki i fontanna w parku przy Rozbrat i Profesorska, co się zamienia w
      uliczkę z bajki, tych i jest tak wiele!!! słońca mi trzeba bardzo i takiej
      śmiesznej wiosennej nadziei, że będzie dobrze, bo dobrze byc musi.
      Pamiętacie jak można było pierwszy raz włożyć podkolanówki zamiast tych rajstop
      przeklętych ???
      Dla mnie właśnie wtedy, w dzieciństwie, zaczynała sie wiosna, od podkolanówek i
      od zabawy "w domki" na kaflach. :-)))
      Brało się całe manele: koce, lalki, lalkowe łóżeczka, lalkowe talerzyki i
      garnki, lalkowe ubranka i w pozostawianych przez budujących Polskę
      Ludową "kaflach" (bloki takie betonowe, porzucane bezładnie i pokruszone -
      wyjaśnienie dla "niekaflowych") tworzyło się rozsądne i miłe M ileśtam.
      Pamiętam, że potrafiłyśmy się bawić tak tygodniami, nienawidząc deszczu
      szczerze, bo on uniemożliwiał zabawę.
      Nie wiem, czy moje współtowarzyszki zabaw też tak czekają na wiosnę jak ja.
      Patrzę na nas i czasem sie smutno uśmiecham. Miejsce lalek zajęły dzieci,
      mężowie tak jak w zabawach albo w pracy, albo w "ameryce", mamy te
      swoje "biura" i zastanawiam się coraz częściej .... czy tak właśnie miało być?

      agni_me_jeszcze_nie_całkiem _wiosenna
      • Gość: ewka hmm IP: *.nsm.pl 03.03.03, 15:05
        Czas temu jakis widzialam dokument – nie od poczatku, cholera, bo przez telefon
        gadalam. Rzecz była o dziewczynie (Jej matka jest Rosjanka) z porazeniem
        mozgowym, na wozku inwalidzkim. Kiedys ledwo poruszala jedna noga i reka, twarz
        wykrzywiala w grymasy przerozne podczas mowienia, czy raczej prob mowienia. Od
        zawsze sluchala muzyki, roznej. Kiedys powiedziala matce, ze chcialaby tanczyc!
        Znalazly się w miejscu, w którym (chyba w Krakowie) ludzie na wozkach cwicza,
        trenuja taniec. I zaczelo się. Do tej dziewczyny przychodzil od zawsze
        masazysta, który z kazdym tygodniem widzial u niej poprawe stanu miesni. I
        zatanczyla w mistrzostwach Polski i innych, biorac zreszta pierwsze miejsca!
        Poprawil się stan jej rak do tego stopnia, ze może pisac na komputerze! Także
        rysuje i pisze wiersze! I jest tak niesamowita w swoim pragnieniu milosci,
        wolnosci, radosci, także erotyzmie, emocjach wszelkich... Rowniez w ich
        wyrazaniu. To bardzo bystra dziewczyna. Matka mowi na nia Olesia. Jakie to
        było... wlasciwie nie wiem. Nie wiem jak to okreslic, bo kazde slowo wydaje mi
        się za male, za nikle, za ograne. Gdybym powiedziala, ze wzruszajace, to glupio
        by to brzmialo (choc bylam wzruszona). Bo byloby tak, jakbym zabrala jej prawo
        do tego wszystkiego, co jest udzialem ludzi zdrowych, ludzi w tzw. normie.
        Olesia była w tym filmie postacia wiodaca, ale dla mnie, tuz obok albo nawet
        rownolegle, rownie wazna postacia była jej matka. Ladna kobieta, mowiaca z
        akcentem, ale dosc poprawnie. Nie wiem, czy realizatorce o to chodzilo, czy tak
        ten film budowala, ale dla mnie tak było, tak wyszlo. Matka była gruntem,
        ziemia, gleba, na ktorej wyrosla Olesia. Taka Olesia. Jesliby Olesce stawiac
        pomnik, to cokolem bylaby jej matka.
        Tak mi jakos wspomnienie tego dokumentu wrocilo po Agniowym
        posluchaniu „podkolanowek” i tego, „czy tak wlasnie mialo być?” No nie mialo.
        Cholera! Nie mialo. Wiec? Kiedy ta wiosna?????????
        ewka_w_oczekiwaniu
        • maggy Re: hmm 03.03.03, 17:42
          wewku,
          no nie miało, nie miało, ale jakoś tak przyszło, zastało się i zostało. Może to
          smutne, może i nie, w każdym razie wiosna już bez podkolanówek, bez huśtania
          się na gałęziach leszczyny i bez pańskiej skórki-mordoklejki, która kiedyś
          wielkanocnie oklejała zęby. Taki czas.
          hipek_co_go_wiosna_nie_cieszy
    • Gość: jenny Dla... IP: 213.134.143.* 04.03.03, 00:40
      Z okazji pewnej smutnej, ale pięknej rocznicy, przypomniał mi się wiersz. Tak
      niewiele bowiem i zarazem tak wiele trzeba, żeby poczuć...

      Słońce, słońce w ramionach
      czy twego ciała kryształ pełen
      owoców białych gdzie zdrój zielony tryska
      i oczy miekkie w mroku
      tak pół mnie, a pół Bogu

      Twych kroków korowody
      w urojonych alejkach twe oblicza
      twe usta u źródeł
      to syte to znów głodne
      i twój śmiech i płakanie
      nie przeminie, zostanie

      Uniosę je, przeniosę
      jak ramionami głosem
      w świat daleki, wysoko
      w obcowanie obłokom
      tak pół mnie
      a pół... Tobie


      Dawno, dawno temu widziałam miłość co przeżyła śmierć.
    • abc_abc Re: Dla Ewy - Wisłocka 04.03.03, 01:52
      Stojac nad urwiskiem skalnym w uniesieniu i ekstazie,
      Zobaczylam zdrowego chlopaka trzymajacego juz bazie.

      To chyba wiosna sie juz zbliza, czas rzucic sie w milosc,
      Gdy tak kobiece marzenia nabieraja juz swoja cierpliwosc.

      Wczesna wiosna, zwykle mamy wiele sil i mocy,
      Ale, coz nam z tego jak brak chlopa do pomocy.

      Trzeba bedzie sie pocieszyc paczkami na drzewie,
      Moze kiedys przyjdzie wiosna, tez w meskiej cholewie.

      Pozdr.abc_nie_wiem_czy_do_czerwca_sie odmrozimy ? :-)


    • kanarek2 Magnolie, Paiho? ;-) 04.03.03, 19:10
      Magnolie w Warszawie to magnolie przy Placu Trzech Krzyży (patrz, to już za
      dwa miesiące!). Akurat tam widok bywa cudny dla oka podwójnie, bo kwitnące
      magnolie zwiastują Pierwsze Komunie. Późnym popołudniem uczesane do
      granic, spowite tiulami i kwieciem małe magnolie spieszą do kościoła, a że
      trefienie zabrało sporo czasu, więc teraz trudno zachować godność gdy mama
      holuje między autami. I te chłopaki w garniturach ;-)
      • paiha Magnolie, Kanarku?:) 08.03.03, 22:38

        To dla mnie czas oczekiwania, wyczekiwania, ba, nawet podstepow:) Kazdego
        wiosennego poranka z chwila,kiedy pierwszy rozpocznie sie tancem wrobli na
        parapecie zaokiennym, sledze ich niecne poczynania:) Na mojej ulicy, na
        sasiedniej takze, o na tej obok rowniez:) jest drzew magnoliowych mnostwo.
        [Kiedys moj pies pokaze je Twojemu psu:)] Kiedy spogladam na nie schowane przed
        zimowym chlodem wydaja sie takie dalekie od bieli albo rozowosci, ktora
        niedlugo zaskocza. Ktoregos dnia spogladam w gore przekonana, ze wzrok moj
        zatrzyma sie na ich blyszczacych pakach, a tymczasem oko w mgnieniu chwili
        iskrzy jasnoscia pierwszych platkow. I zaczyna sie magnolii La Carnaval!!!
        Czerwien, biel, roz, zlamane kolory i ich zdecydowane siostry! A ja,coz ja:),
        moge tylko patrzec, wzrok sycic i nie zwracac uwagi na klaksony samochodow i
        przepraszac kierowcow, ktorym, przyznaje szczerze, zwyczajnie wlaze pod kola:)I
        ten blogostan trwa, wydawaloby sie dlugo i ze zawsze juz kiedy spojrze w niebo
        moje oczy stana sie magnoliowe, tymczasem ktoregos dnia, tak samo nagle jak sie
        zjawily, tak samo nagle magnolie odchodza, i zamiast w niebo patrze na ziemie,
        biala, czerwona, pastelowa...Kazdego roku obiecuje sobie, ze nie bedzie mnie ow
        widok smucil...Obiecanki cacanki:)
        Z pozdrowieniami
        Paiha
        • kanarek2 no wiesz! 09.03.03, 20:03
          > tymczasem ktoregos dnia, tak samo nagle jak sie zjawily, tak samo nagle
          > magnolie odchodza...

          Paiho, do kroćset, więc zwiędłaś mi magnolie zanim zakwitły??
          Już moja sunia powie Twojemu psu co o tym myśli!

          k.
          ps. jak ja Cię jednak rozumiem;-)

    • Gość: jenny w poszukiwaniu IP: 213.134.143.* 13.03.03, 23:29
      Mili, jadę w zimę, a jak wrócę to proszę, żeby tu była już wiosna, forsycje,
      pąki, wiśnie japońskie w ogrodzie botanicznym i wszystkie inne wiosenne bajery.
      Miałam dziś w nocy sen, jechałam Alejami i padał śnieg, takie grube płaty. I
      naraz zobaczyłam, że ten śnieg to wcale nie śnieg, tylko płatki opadające z
      kwitnących drzew. I słońce zaświeciło w takim mokrym, przejrzystym, pachnącym
      powietrzu. To musi być jakiś znak, no musi.
      Ściskam Was w łapę
      dziwnie_rozpalona_jen
      • Gość: ewka Jen, czekam-y IP: *.chelmnet.pl 14.03.03, 08:56
        Gość portalu: jenny napisał(a):

        >
        > Miałam dziś w nocy sen, jechałam Alejami i padał śnieg, takie grube płaty. I
        > naraz zobaczyłam, że ten śnieg to wcale nie śnieg, tylko płatki opadające z
        > kwitnących drzew. I słońce zaświeciło w takim mokrym, przejrzystym, pachnącym
        > powietrzu. To musi być jakiś znak, no musi.

        obys byla prorokiem Jen. Wracaj szybko, a zime tam zostaw.
        ewka_co_na_te_wiosne_jak_na_zbawienie
        P.S. I cos jeszcze - dom oznacza moznosc okazania swej slabosci bez uczucia
        wstydu, mozliwosc odrobiny samochwalstwa bez obawy o niezrozumienie, szanse nie!
        osmieszenia w przypadku popelnienia bledu (nie pamietam czyje to, ale ladne, i
        prawdziwe), zatem wracaj GieeL, czekamy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka