Dodaj do ulubionych

Prawodawcy i tłumacze

31.10.06, 17:20
Baumanem Zygim się nie zajmujemy, ale tytuł dobry. Czy ktoś zna jakieś
fajniejsze (od podanych poniżej) przypadki wypaczenia i barbaryzacji znaczeń
dzieł muzyki nurtu głównego :)?

40 Symfonia (g – moll, Molto Allegro) Mozarta – pisana pod wpływem śmierci
jego sześciomiesięcznej córki Teresy i krytycznej sytuacji materialnej
kompozytora. Uznawana za jedno z mroczniejszych dzieł Austriaka. Gwiazdy
PRL-owej sceny (jakaś Sośnicka czy inna stwora) przetłumaczyły plebejuszom owe
dzieło tekstem: „Była raz, była raz taka miłość...”. Romance song dla
gawiedzi. Przyjęło się...

V Symfonia Ludwiga (c – moll op.67, Allegro Con Brio). Wiadomo – dramatyczny
motyw „losu” (upierdliwego, bo powraca w różnych mistrzowskich wariacjach
kilka razy), walka z przeznaczeniem etc. Jak to zobrazowano głodnym wstrząsów
estetycznych? Kapitan Hook - w jakiejś durnej reklamie pędzi do wychodka w
przerwie na planie zdjęciowym. Udaje mu się. Wtem dzwonek, pora wracać. Jedną
ręką trzyma jednak drzwi, druga... zakończona jest hakiem. Chwyta owym
przyrządem toilet paper i wbija sobie go w du**. Wszystko to podczas crescendo
finału tejże części... Commoners rechoczą bezmyślnie przed TV.

„Lot Walkirii” z opery „Walkiria” - Rysia Wu afkoz. Piękne, dziewicze córy
Odyna, o włosach niczym łany zboża (i takie tam) widzimy jako dostojne
śmigłowce US Army w „Czasie Apokalipsy” F. F. Coppoli. Łopot skrzydeł ichnich
koni zastąpił łopot łopat. Wzniosłości tegoż momentu i waleczność dzielnych
napalmowych wojaków z pewnością zapewniła im miejsce u stołu Asów. Widownia z
rozdziawionymi japami (niczym na średniowiecznym jarmarku z teatrzykiem
kukiełkowym dla niepiśmiennych) podziwia dopasowanie obrazu do dźwięku.

--
"I know The Man Who Waits. Satan Is His Name"
Manowar "Bridge Of Death"
Edytor zaawansowany
  • turms.niesmiertelny 31.10.06, 18:47
    sir_elmin napisał:

    > „Lot Walkirii” z opery „Walkiria” - Rysia Wu afkoz. Pi
    > ękne, dziewicze córy
    > Odyna, o włosach niczym łany zboża (i takie tam) widzimy jako dostojne
    > śmigłowce US Army w „Czasie Apokalipsy” F. F. Coppoli. Łopot skrzyd
    > eł ichnich
    > koni zastąpił łopot łopat. Wzniosłości tegoż momentu i waleczność dzielnych
    > napalmowych wojaków z pewnością zapewniła im miejsce u stołu Asów. Widownia z
    > rozdziawionymi japami (niczym na średniowiecznym jarmarku z teatrzykiem
    > kukiełkowym dla niepiśmiennych) podziwia dopasowanie obrazu do dźwięku.
    >
    > --
    > "I know The Man Who Waits. Satan Is His Name"
    > Manowar "Bridge Of Death"

    Pomijając nadrealność (ganja?) textu powyżej, wolę, jeśli chodzi o osiem sióstr
    Brunhildy, "cwał walkirii", a nie lot, ani pieśń.
    :)
  • zosl 31.10.06, 19:20
    Jejku..Koneserzy!! Czy jako przykład (dla mnie )pozytywny, zastosuję duet
    Kisielewski -Tomaszewski?.Dyc chodzi o to , aby muzyka z wyszej pólki trafiała
    pod strzechy.
    Ser.... a stjący jak słup Tewi Mleczarz,w wykonaniu Szynalskiego to nie
    urąganie oryginałówi?
  • sir_elmin 31.10.06, 19:24
    Tak zosl, kuleżanko - dobry przykład :).
  • sir_elmin 31.10.06, 19:23
    Cwał, lot - różnie tłumaczono (może tak Jachimecki nie google). A o pieśni nic
    nie napisałem tylko, że z opery (może w googlach nie ma) - kobold number one
    counted.
  • sir_elmin 31.10.06, 19:33
    To jeszcze mała podpowiedź:

    „Greensleeves” - ludowa melodia Wyspiarzy. Przetłumaczona dla reszty na
    "wspólny" przy pomocy Enyi, Blackmoore'a, Scorpions, Loreeny i pewnie masę
    innych "tłumaczy – fenomenów" (pewnie jakieś "Gregoriany" o to też zahaczyły) na
    popową/rockową balladkę. Ot do tańca – bujańca. Z hołubcami i pogo obowiązkowo.

    Sonata (b – moll op.35, Marche Funėbre. Lento) Fryderyka Chopina. "Keeping up
    appearances" i Emmet grający owa sławną część w stanie skrajnego załamania
    nerwowego na widok Pani Bucket. To, choć prostackie, śmieszy. Ale kontekst
    zaburzony, bo tamże i radość jest z obcowania z aniołkami różnistymi. Niech
    będzie. Zwyklaki kojarzą tylko jeden taki marsz na całe życie.

    --
    "Circles and rings, dragons and kings weaving a charm and a spell"
    Black Sabbath "Neon Knights"
  • zosl 31.10.06, 22:45
    ser.. a objaśnij mi swoj zamysł..W czym pułapka sie zasadza , "prawodawcy i
    tłumacze"?.Dla mnie bardziej ,oryginał i przeróbka.
  • zosl 31.10.06, 22:47
    ..Panią Bucket.. uwielbiam!!
  • sir_elmin 31.10.06, 23:01
    Bucket rulez - wiadomo :).
    Tyuł ze średnio mądrej książki Zygmunta Baumana o postmodernizmie (inny
    kontekst). Prawodawcy - to kompozytorzy prezentujący jakąś ideę, zamiar.
    Tłumacze - to Ci, którzy coś z tym robią wbrew ich zamysłom. Coś jak "Mona Lisa"
    u A. Warhola np. Takie przewartościowanie dzieła i wysyłaniu jako papka dla
    hmm... "umysłów nieprzygotowanych" :).
  • zosl 01.11.06, 06:51
    Dzięki serku..:))Mądryś ......
  • lubie.pomponiki 01.11.06, 08:51
    sir_elmin napisał:
    > Widownia z rozdziawionymi japami (niczym na średniowiecznym jarmarku z
    teatrzykiem kukiełkowym dla niepiśmiennych) podziwia dopasowanie obrazu do dźwięku.


    nie otwieraj japy zbyt szeroko, bo ci mucha wpadnie.
  • eirinn 01.11.06, 11:01
    "Greensleeves" można jeszcze zrozumieć - toć to melodia ludowa, więc jako taka
    może chyba podlegać różnym interpretacjom i wykonaniom, choć zbytnie
    uwspółcześnienie, jak u Blackmore'a, raczej jej nie służy faktycznie. Ja tam
    mam swoje ulubione wykonanie - tylko we wspomnieniach niestety - które
    przypadkiem usłyszałam na dziedzińcu katedry w Salisbury: harfa plus głos
    chłopięcy. Plus promienie słońca, które wpadały przez arkady do podcieni.
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 01.11.06, 13:55
    To się nazywa szczęście w obcowaniu z Królową Sztuk w miejscu, czasie i
    tworzywie odpowiednim ;). Co do "Greensleeves" to najlepsza interpretacja jest
    Pana M (I think so;) ).
  • eirinn 01.11.06, 14:00
    A owszem, sir, też lubię ową interpretację, choć nie w każdym wykonaniu -
    słyszałam gitarowe, początek obiecujący, ino potem jakieś dziwne improwizacje
    popowe się zaczęły...
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 08.11.06, 19:16
    Dwa nietradycjonalne wykonania, które są niezwykłe i zupełnie nie zacierają
    treści estetycznej tej pięknej melodii:

    Stratovarius:
    świetna stylizacja, bardzo sugestywne preludium. Świetne. Pomimo trochę dziwnie
    zsynchronizowanych gitar prowadzących motyw przewodni. Jedyna strawna, dobrze
    zrobiona rockowa wersja.

    Wolfgang Amadeusz Mozart:
    (Piano Trio) to kolejny przykład na to, ze klasycyzmu muzycznego nie było, a
    jeden Haydn epoki nie czyni :). Doskonały przykład emotywizmu i niebanalne
    wykorzystanie potencjału melodycznego tego utworu w mistrzowskiej partyturze.
    Dla mnie najlepsza wersja nietradycyjna.



    --
    "Teacher caught me masturbating underneath the desk
    she looked at me and winked her eye said "see you after class""
    VENOM "Teachers Pet"
  • eirinn 08.11.06, 19:21
    No proszę - czyli "Greensleeves" może znaleźć odbiorców u wielbicieli
    praktycznie każdego rodzaju muzyki. To się nazywa melodia prawdziwie
    uniwersalna :)
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 08.11.06, 23:36
    Ano, to bardzo podobna sytuacja jak z wykorzystaniem kanonu Johanna Pachelbela
    (Kanon und Gigue in D-Dur für drei Violinen und Basso Continuo). Facet uchwycił
    w kilku akordach matematyczne piękno. Tłumaczyli go między innymi:

    Z metalowszych -
    Manowar "Courage"
    Rhapsody "Emerald Sword"
    Therion "Eye Of Shiva"
    Hammerfall "Heed The Call"
    Apocalyptic Riters "Metal Will Never Dies"

    Z rockowych -
    Oasis "Don't Look Back In Anger"
    Green Day "Baskest Case"
    Steppenwolf "Girl I Knew"
    Aerosmith "Crying"
    Kiss "God Gave R'N'R" (to oczywiście cover kogoś tam;) )

    I sofciarze -
    Pet Shop Boys, Beatles, Britney Spears (even!:) ) i innego cała masa tałatajstwa :).
  • eirinn 09.11.06, 19:13
    "Don't Look Back In Anger" Oasis to dla mnie czysta Beatlemania... chyba będę
    musiała przy najbliższej okazji wsłuchać się w to od nowa...
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 09.11.06, 23:33
    Nie no - odradzam Yngwiego Malmsteena - takiego dziadowskiego tłumaczenia Kanonu
    to bym się po Britney Spears spodziewał.
  • laperla 10.11.06, 01:28
    ehm, czytajac caly ten watek dochodze do wniosku, ze dziela najlepiej
    przyjmowac w oryginale ;)

    --
    i can't listen to that much wagner, ya know? i start to get the urge to conquer
    poland.
    [w. allen in: manhattan murder mistery]
  • jarl_elmin 10.11.06, 13:53
    Lub/albo w mistrzowskich partyturach. "Greensleeves" Mozarta, "Kanon Pachelbela"
    Bacha np.

    Co do Allena w sygnaturce perlistej: to dobry przykład na wypaczenie recepcji
    Wagnera. Taki jego wizerunek pokutuje potocznie. A Ryszard W. przeca ulotki
    wspierające powstanie listopadowe roznosił. Duchowo wsparł powstańców Uwerturą
    "Polonia" (gniot, bo gniot, ale liczą się intencje). Totalitarni to dopiero
    Tłumaczami są - rażą na całe epoki :). Potem uczy sie dzieci, że Nietzsche to
    faszysta, a Wagner to muzyka Nazi Rzeszy. O, Orff czy inny Heidegger to co
    innego :).

    --
    "Chodzi bowiem w istocie o coś więcej: o wykazanie, że każda aktywność
    artystyczna, odkrywająca i przymnażająca wartości, przy całej swej autonomii,
    jest zarazem częścią organiczną wielkiego kompleksu kultury danej epoki, i że
    prawdziwe wyjaśnienie musi ów kompleks uwzględnić."
    Bohdan Pociej "Bach - Muzyka i Wielkość"
  • laperla 10.11.06, 16:51
    alez drogi elminie,

    nie pusz sie tak prosze, bo jeszcze sie katedra - z ktorej to tak wdziecznie
    politicalcorrectnessujesz - pod toba zapadnie i bedzie malutenki huk ;)

    trudno mi jakos uwierzyc, ze jestes na tyle pozbawiony poczucia humoru, iz nie
    dostrzegasz ironii muzyczono-ideologicznej w stwierdzeniu allena (z ktorym
    notabene ku memu zdziwieniu sie nie spoufalasz, ale fakt łódzik allenik nie
    brzmialoby ani cool ani trendy). mysle tez, ze allenowi nalezy sie wiekszy
    kredyt zaufania odnosnie jego inteligencji, wiedzy, whatever.

    no i wdzieczna bylabym, gdybys zaprzestal imputowac mi co tez naprawde chcialam
    powiedziec. uzylam pojecia recepcji bowiem swiadomie, czyniac w tym calym
    temacie krok dalej.
    percepcja tematyzowana byla tu juz dosc czesto nieprawdaz? :)

    co zas sie tyczy wagnera, to nie zaprzeczysz, ze historia
    zinstytucjonalizowania bayreuther festspielhaus oraz kregu ludzi w nim
    dzialajacego politycznie jest dosc kontrowersyjna. ale sluchajac muzyki wagnera
    nie zastanawiam sie nad tym, czy ow byl antysemita czy nie, czy byl ubostwiany
    przez hitlera i opiewany w mein kampf czy nie, albowiem boponiewaz mam zwyczaj
    Odzdzielania dziela od autora.


    pozdrawiam as usual

    --
    jak dobrze, ze sa jeszcze sygnaturki, do ktorych mozna sie upierdliwie
    przyssac ;)
  • sir_elmin 10.11.06, 17:31
    Woody - Doody, lol.

    Jesteś przezabawna w wyczuwaniu momentów "przysysania" się mojej skromnej osoby
    do Twojej :). Prosze o dalsze zabawianie zdgaduj - zgadulą :).
    Jak już to chooky. Cool, trendy i edgy są już dawno passe.

    Oddzielanie autora od dzieła? Toć to jakieś średniowieczne brednie z
    kompozytorami - Anonimami. Taa... niezłe podejście, muzealne rzekłbym. Bardzo
    się ubawiłem. Echh... Bywalcy Poczęstunkowych Wernisaży (vel "liźnięcie każdej
    muzy po kolei - żadnej dogłębnie").

    --
    "[...] żeby starsi ludzie mogli przjeść. Nawet teraz dochodzi do mnie skargi,
    postulaty, apelujo starsze ludzie w podeszłym wieku, że młodzież zaczepia"
    Krzysztof Konowicz (pisownia oryginalna)
  • laperla 10.11.06, 17:45
    elminie,

    wiedzialam, ze powinnam byla sprecyzowac: otoz oddzielam w ten sposob, ze nie
    identyfikuje dziela z autorem. mam swiadomosc kontextu i tego, ze dzielo nie
    egzystuje samodzielnie. ale nie mowie, ze wagner jako osoba to to samo co
    muzyka wagnerowska. to tyle.

    do reszty sie nie odniose, bo nie mam zwyczaju dyskutowac w takim tonie, milej
    zabawy jeszcze.

    z mej strony eot

    perla

    --
    swiat niewidzialny istnieje, bez dwoch zdan. kwestia tylko, jak daleko to jest
    od srodmieścia i do ktorej otwarte? [woody allen]
  • jarl_elmin 10.11.06, 18:43
    googlaj:

    - biografia intelektualna
    - Geertz "dzieło I życie"

  • hania37 10.11.06, 18:00
    laperla napisała:

    > alez drogi elminie,
    >
    > nie pusz sie tak prosze, bo jeszcze sie katedra - z ktorej to tak wdziecznie
    > politicalcorrectnessujesz - pod toba zapadnie i bedzie malutenki huk ;)

    Perło kochana,toż ona już dawno się zapadła.Tyle,że elmin tak się
    samozachwycił, że jakoś mu to umknęło.






  • jarl_elmin 10.11.06, 18:36
    Nah.

    Katedra stoi, nawet jest Instytutem i ma się dobrze :). Czyżby żal (peasantly
    indeed) się ozwał, że się owe Szacowne Instytucje nie zawalają? rotfl

    Do tego political coretness - haha. Potoczność już nawet nie skrzeczy...
    Jasnowidze i Psychoanalitycy się ten wątek powinien nazywać :). Specjalnie dla
    perły:

    pl.wikipedia.org/wiki/Poprawno%C5%9B%C4%87_polityczna
    Kobolds (two more) counted (as usual)

    --
    "Hey were called Katusyhas, but we called them Stalin's Organs
    200 MM devastating fire" GWAR "Stalin's Organs"
  • sir_elmin 05.01.07, 16:38
    Yanni - żenujący pop star z wiąsikiem a la Małysz (no ok, gęstszym). Koleś było
    odpowiednikiem naszego Możdżera/Rubika (i innego tego typu chłamu) mniej więcej.
    Kanon w jego wykonaniu powala od pierwszego d. Jazzującą szmirą Master Yanni nie
    potrafi ukryć tego, że nie potrafi wyciągnąć konsekwencji przyczynowych i nie
    dysonuje kompozycji jak należy. Co robi tenże Wielki Musician? Gra szybkie
    staccato naśladując instrument ludowej proweniencji swojego kraju.

    Z Malmsteenem do jednego worka i w czeluści wrzut.

    --
    Hvis lyset tar oss
  • el_morfeusz 01.11.06, 12:38
    Nie znam się na muzyce ale wyczytałem, że do reklamy jednego ze środków
    czyszczących wykorzystano jedną z najsłynniejszych habaner świata: taniec
    z „Carmen” Bizeta. Dla mnie ten casus nie tyle jest profanacją dzieła
    muzycznego, co pytaniem o granice inspiracji czy też nadużywanie uznanych
    wartości do realizacji własnych celów... I to ostatnie też bym napiętnował:)
    Z drugiej strony nie wyobrażam sobie filmu Kubricka „Odyseja kosmiczna 2001”
    bez muzyki Straussa... – czy to już podlega sentencji: de gustibus non est
    disputandum?;)

    ----
    Pozdrawiam. Morfi z widowni (rozdziawiona gęba i słuchawki od walkmana w
    uszach :)

  • sir_elmin 01.11.06, 14:08
    el_morfeusz napisał:
    > nadużywanie uznanych wartości do realizacji własnych celów

    Własnie o to mi chodzi - o przewartościowanie i zacieranie znaczeń :). Reklama
    (przez Ciebie wspomniana) pojawiła się w mej głowie niczym diabełek z pudełka.
    Dobry przykład. Myślę, że Bizet, pisząc libretto, nie widział wiejskiej dziewoi
    (w reklamie uwspółcześnionej) śpiewającej czymś w rodzaju altu, tańczącej coś w
    rodzaju tanga pewnie etc. Dobre :)).

    Kubrick i Ryszard Strauss - "Tako rzecze Zarathustra" (Poemat dzwiękowy na dużą
    orkiestrę op. 30) nie nawiązuje do jakiegoś konkretnego dzieła Nietzschego
    (wbrew pozorom). Jest po prostu przejawem kompozytorskiej fascynacji
    zagadnieniem ludzkiej genezy, rodzaju ludzkiego jako takiego - plus hołd
    Nietzschemu oczywiście. Tak mawiał Ryszard. Ergo: Kubrik wykorzystał raczej
    zamiar i zrobił to dobrze. Zły przykład ;)).
  • laperla 11.11.06, 00:31
    el_morfeusz napisał:

    > Nie znam się na muzyce ale wyczytałem, że do reklamy jednego ze środków
    > czyszczących wykorzystano jedną z najsłynniejszych habaner świata: taniec
    > z „Carmen” Bizeta. Dla mnie ten casus nie tyle jest profanacją dzie
    > ła
    > muzycznego, co pytaniem o granice inspiracji czy też nadużywanie uznanych
    > wartości do realizacji własnych celów... I to ostatnie też bym napiętnował:)
    > Z drugiej strony nie wyobrażam sobie filmu Kubricka „Odyseja kosmiczna 20
    > 01”
    > bez muzyki Straussa... – czy to już podlega sentencji: de gustibus non es
    > t
    > disputandum?;)

    morfeuszu,

    zdaje sie, ze etyka w biznesie reklamy juz dawno stala sie pojeciem
    bezwartosciowym, a moze nigdy nim nie byla... :) koncerny przescigaja sie
    przeciez w uplasowaniu swego produktu w ciekawym swietle za wszelka cene. nie
    powstrzymuja ich autorytety ani ewentualnosc trafienia do sadu. sztaby ludzi i
    ogromne sumy poswiecane sa temu, jak najciekawiej zaprezentowac produkt w
    najnowszej hollywoodzkiej szmirze. i niewazne jest, ze ryzykuja tym oskarzenie,
    bo taki proceder jest nielegalny. zyski jakie osiagna z reklamy auta w jamesie
    bondzie sa o wiele wieksze anizeli mozliwe koszta, jakie poniesliby zostajac
    oskarzonymi. tak wiec ciekawa jestem jak wygladala "bitwa koncernow" o dobre
    miejsce reklamowe w takim filmie jak np. the devil wears prada :)

    pozdrawiam

    perl


    --
    swiat niewidzialny istnieje, bez dwoch zdan. kwestia tylko, jak daleko to jest
    od srodmieścia i do ktorej otwarte? [woody allen]
  • agni_me 01.11.06, 14:40
    Co za niepretensjonalny i niewymuszony wątek! Prawdziwe forumowe self-fellatio.
    Nie lepiej poćwiczyć giętkość kręgosłupa, skoro pisanie wychodzi ci tak sobie?

    Muzyka Mozarta nie zawiera wątków autobiograficznych, a jej ogromna część była
    pisana na zamówienie albo z myślą o tym, żeby te zamówienia dostać. Pieniędzy
    brakowało Mozartowi zawsze. Mroczność 40 symfonii jest pozorna, co świetnie,
    już kilkadziesiąt lat temu, pokazał Toscanini w nagraniach z NBC Symphony
    Orchestra, a w latach siedemdziesiątych de Rios, Rioch, albo jakoś tak, nie
    chce mi się grzebać w googlach, w każdym razie jakiś Latynos, który zdobył
    listy przebojów Mozartem. Tą drogą trafiło przebojowe Molto Allegro do Polski.
    W końcu Mozart był dostarczycielem lekkich tanecznych kawałków na zamówienie
    różnej klienteli. To co cię tak bulwersuje, hę?

    Los w V symfonii jest tylko głupawą interpretacją staruszka Schindlera, której
    trzymają się nauczyciele muzyki z gimnazjów, równie dobrze może być odgłosami
    męczącej biegunki - zależy od słuchacza, jego wyobraźni - pięcionutowe motto
    może być pukaniem do drzwi kibelka. No rusz trochę skostniałą wyobraźnią. Ja
    oczywiście rozumiem, że nie robisz kupy i sikasz pachnącą wodą różaną, ale to
    nie jest norma.

    I tak dalej, i tak dalej. Neofici są okropnie nudni w tej nadętej pozie
    uczestnictwa w wielkiej tajemnicy słuchania Najświętszej i Niepokalanej
    Prawdziwej Muzyki. Naprawdę pora chyba wstać, otrzepać kolana i oglądać mniej
    reklam telewizyjnych. Od razu się poprawi.

    --
    Jestem po filologii, wprawdzie nie polskiej, ale nieco mam rozeznanie w kwestii
    książek (alepe zgłaszając swą kandydaturę na AS-a forum Książki)
  • sir_elmin 01.11.06, 14:52
    hehehe... Wszyjaciel

    kobold number three counted

  • agni_me 01.11.06, 15:03
    Znakomity argument. Znikam, maj dir, bo jeszcze mnie ochlapiesz.
    --
    Jestem po filologii, wprawdzie nie polskiej, ale nieco mam rozeznanie w kwestii
    książek (alepe zgłaszając swą kandydaturę na AS-a forum Książki)
  • baltazar13 02.11.06, 16:08
    Ooo, ciotce agni się odbiło :)))
  • sir_elmin 01.11.06, 14:58
    Next two:

    Sonata fortepianowa (nr 14, cis – moll op.27 nr 2) Beethovena i Preludium Des -
    Dur (op. 28 nr 15) mistrza Chopina. Pierwsze zmasakrował jakiś nadgorliwy poeta
    (za Platonem – zbędni owi/owe Panowie/Panie), drugie wydawca. Co otrzymuje
    zasłuchany niesłyszący? "Sonatę Księżycową" (lol) oraz "Preludium Deszczowe"
    (rotfl). Piękne z pożytecznym – i jakie estetycznie poprawne wytłumaczenie
    zamiarów kompozytorskich. Zatem w nocy słuchamy Ludwiga i oglądamy pełnię Luny,
    a w deszczowe polskie dni włączamy sobie Preludium. I wszystko jasne. Mózg
    wyłączony.

    Scherzo (h-moll op.20), w którym Chopin zmyślnie umieszcza melodię kolendy
    "Lulajże Jezuniu". Tym razem za tłumaczenie wziął się człowiek ze "sfer" dla
    ludzi o "wysmakowanym podniebieniu estetycznym" (paw). Nazwał on ów piękny utwór
    znamiennym tytułem "Diabelski Bankiet"... Angielski muzykolog dla angielskich
    odbiorców (nazwisko pominę litościwie) – ci z "podniebieniami" też dają radę
    (wiadomo - odbiorcy).

    --
    " There will come a golden dawn
    At ends of nights for all yee on whom
    Upon the northstar always shines "
    BATHORY "Hammerheart"
  • she_5 01.11.06, 16:53
    Błagam, elmin - jak już puszczasz pawia, to przynajmniej pisz 'kolęda' :(
    --
    Does she or doesn't she? Yes, she does!
  • turms.niesmiertelny 01.11.06, 23:41
    noso szi, kolędy nie da się przekleić
    :)
  • oldpiernik 02.11.06, 07:24
    Czując się dyżurnym plebejuszem tego foruma, zapytam naiwnie:
    a co mnie obchodzi czy cis, czy klon?
    Jak mi gra, to mi gra, a jak nie gra, to wyłączam.
    Rzeczone poszukiwania inspiracji w dziełach uznanych, (z braku odpowiedniego
    wykształcenia nie wiem, kto, komu, kiedy i co uznał), widzą mi się, jako
    zwyczajne przekuwanie miecza szeroko pojętej sztuki, na szeroki lemiesz
    wyorywania zysku. Czyli nic nowego.
    Co do "Odysei kosmicznej 2001", dyskwalifikacja tego przykładu to czysty
    manifest sobiepańskiego poczucia wyższości. Równie dobrze mógł był (uznany
    twórca) zapiąć tam "Bogurodzicę", gdyby znał, albo mantrę o korupcji... Byle
    głośno i z wyraźnym podbiciem kotłów.
    Bo to dudnieć miało, a nie skłaniać do rozmyślań. ;P

    OLDPARWENIUSZ :0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 02.11.06, 09:56
    Drogi Oldzie. Odwieczne przekuwanie miecza na lemiesz - zgadza się :). Ja sobie
    jeno patrzę na zabawne pół produkty jakie z tego wychodzą.

    Muzyka z "Odysei" spełnia doskonale ilustracyjną rolę i nie wyłamuje się
    zasadniczo ze swojego pierwotnego znaczenia i ram nadanych przez kompozytora.
    Dlatego ją zdyskwalifikowałem, bo jej znaczenie nie ucierpiało - to raczej udana
    synteza obraz/dźwięk etc.

    oldpiernik napisał:
    > Bo to dudnieć miało, a nie skłaniać do rozmyślań. ;P

    Nietzsche tyż dudniał jak sobie Boga np. przewartościowywał... tubami
    wagnerowskimi ;).

  • oldpiernik 02.11.06, 13:13
    Hmmm...
    Niestety, film doczekał się kontynuacji, w której ukryć się nie da, że "zdrowo
    rypło". Czyli z mojego punktu widzenia zakończenie 2001 miało zadudnieć. ;0)
    Podobnie, jak miało dudnieć w apokaliptycznej wizji, wspomnianej gdzies wyżej,
    wojny. No i dudni, nie ujmując niczego etosowi walkirii. Heh.

    Na marginesie tego wątku nasuwa mi się całkiem niezabawna refleksja.
    Zamiar Stworzyciela i człowiecza na temat wariacja...

    OLDTRANSCRYPTOR
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 02.11.06, 15:45
    Co do Walkirii, to faktycznie dudni. Sprytne :). Przy czym jakoś nie przystaje
    mi Córa Odyna do Bella czy innego Sikorsky'ego :). Jakoś nie ta poetyka wojny,
    inne środki etc. Ale ok - wycofuję "Czas Apokalipsy". Faktycznie kwestia gustów
    się robi.

    Co do Stworzyciela i wariacji - jak w nazwie: ktoś prawo daje (np. temat do
    dyskusji na forum;) ), ktoś inny korzysta z niego w co najmniej dziwny sposób
    :). Czyżby Marks miał rację "jeżdżąc okrakiem" na Platonie? Who knows?

    --
    "Demon Lords. Shall not fell me from the saddle.
    Tiw and Mars mark this night, we blow the victory horn. Blow on."
    Manilla Road "Hour Of The Dragon"
  • oldpiernik 03.11.06, 08:15
    Gusta, gusty, guściki...
    Niech będzie, że nadążam. ;0)

    Poetyka wojny, nawet najpiękniej ilustrowana dźwiękowo, jest mirażem.
    Cóż poetyckiego w ludziach niosących innym ludziom śmierć?
    Że niby bardziej estetycznie?
    No tak, nie o to...

    Wracając do pierwotnego wątku, reklamy profanują nie tylko muzyczne ołtarze.
    Młode cywilizacje profanują prastare świątynie.
    Plebejusze profanują szlachetną czystość krwi.
    Coś odchodzi, coś przychodzi.
    Banały.
    Coś ginie, by coś rozkwitło.
    Dzięki temu, między innymi, klasyczna ramka durowo-molowych arcydzieł straciła
    swój usztywniający wpływ, co zaowocowało powrotem melodyki w innych skalach.
    Erudyci znajdą przykłady.
    Ja sobie posłucham czegoś niezobwiązująco.

    OLDRUMLA
    ;0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 03.11.06, 09:54
    Mówiąc "poetyka wojny" miałem na myśli zwykłą estetyzację właśnie. Podobnież
    "poetyka śmierci" etc. Z punktu widzenia estetyki to tylko kategorie - etyka czy
    aksjotyczny wymiar to trochu cuś innego i ważniejszego jakby ;).

    Melodyka wróciła w pierwotnych skalach, ale i stworzono nowe "języki" muzyczne -
    zupełnie nie przyswajalne dla obytego ze wspomnianą przez Ciebie ramką dur -
    moll. Zawsze to jakieś wyjście.

    To, że de- i inwaluacja znaczeń ma miejsce, to oczywiste i naturalne. A
    poprzyglądać się można, si? :). Niezobowiązujaco takoż :).

    --
    "Watching disciples of the satanic rule
    Pentagram of blood holds the jackal's truth"
    Slayer "The Antichrist"
  • oldpiernik 03.11.06, 12:49
    Nieoczekiwany konsensus. (Zapożyczenie z tv.)
    ;0)

    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 02.11.06, 10:54
    Last one or two:

    „Jupiter” G. Holsta (z cyklu „Planety” op.32). Black metalowy zespół Bathory
    robi z tego piosenkę o wypływającym na niedzielne harce wikingu - „Hammerheart”.
    W celach towarzysko – kulturalnych, rzecz jasna ;). Dzieło Holsta to muzyka
    ilustracyjna, a więc programowa. Ale żeby wiking... Hmm...

    „Smerfy” i wrzask podstarzałego czarnoksiężnika Gargamela („Jak ja nie
    cierpię...”) zagłuszany jest (albo na odwrót) ponurymi dźwiękami „Morze i Statek
    Sindbada” Rimski - Korsakowa („Szeherezada” op.35, część I). Potem dziwić się,
    że dzieciak dorasta, jakimś cudem trafia do filharmonii i wybucha śmiechem, bo
    „Smerfy” słyszy ;).
  • suspreena 02.11.06, 20:10
    Z jednej strony ciężko się nie zgodzić z twierdzeniem, że masowa konsumpcja
    degraduje pewne dzieła - ale czy chodzi na pewno o "nurt główny"? Żyjemy w
    epoce, kiedy naród polski przypomina sobie Chopina z okazji zgarnięcia prawie
    wszystkich nagród przez Blechacza - więc może nurt podziemny? ;)
    Sam wątek bardzo ciekawy, chociaż Baumana wspominam z niechęcią za jego
    uogólnienia, jeszcze trochę a by się zbliżył do socjobiologii (to tylko moje
    przekonanie). Dlatego tę barbaryzację określiłabym dewaluacją, i już mi to brzmi
    bardziej swojsko od postmodernistycznego "dyskursu".
    Za to napiszę trochę przekornie - chociaż w większości zgadzam się z autorem
    wątku i zalewa mnie krew, gdy widzę, jak łączy się infantylne obrazy z podniosłą
    muzyką (jest to jeden z powodów, dla których nie mam telewizora), to z
    rozrzewnieniem wspominam bajki o kocie i myszy (Tom i Jerry). W tych starszych
    nie było dialogów, dominowała muzyka, np. w trakcie występu Tom gra wspólnie ze
    swym antagonistą (a czasami nim - dosłownie) Liszta Węgierską Rapsodię (nie
    wiem, jakie opus, mądrzejsi mnie uzupełnią). Do dzisiaj pamiętam i bajkę, i
    dzieło: wtedy to była po prostu "ładna" piosenka (gó..arzem będąc, nie znałam
    Ingardena i nie wiedziałam nic o przeżyciu estetycznym). Jakoś to dla mnie nie
    jest barbaryzacją...
    Na zakończenie mała uwaga dla tych, którzy wśród tylu informacji i materiału do
    przemyśleń potrafili wychwycić tylko "kolendę": wstydźcie się, doprawdy - jak to
    świadczy o Waszej inteligencji? Muzyczne cytaty dowodzą, że Sir woli muzykę
    bardziej wartościową niż bożonarodzeniowe zawodzenia (Black Sabbath, Manowar,
    Bathory - mniam!). Tym samym była to zapewne świadoma pułapka zastawiona na
    tych, którzy nie potrafili napisać nic sensownego: macie, niech będzie, że Sir
    walnął błąd ortograficzny, będziecie mieli o czym napisać... To było oczywiste.
  • she_5 02.11.06, 20:30
    suspreena napisał:

    > Na zakończenie mała uwaga dla tych, którzy wśród tylu informacji i materiału do
    > przemyśleń potrafili wychwycić tylko "kolendę": wstydźcie się, doprawdy - jak t
    > o świadczy o Waszej inteligencji?

    1. liczba mnoga niczym nieuzasadniona
    2. myślę, że o MOJEJ inteligencji nie świadczy to (to, że ZWRÓCIŁAM UWAGĘ na
    'kolendę' - stwierdzenie, że 'POTRAFIŁAM WYCHWYCIĆ TYLKO' jest nadinterpretacją)
    NIJAK
    3. susprene pozdrawiam, tak :)

    --
    Does she or doesn't she? Yes, she does!
  • sir_elmin 02.11.06, 20:34
    KolENdy Manowar („Hail Satan, Praise Lucifer” z Bridge Of Death ) :).

    Co do Toma & Jerrego – chodzi oczywiście o F. Liszta - Węgierską Rapsodię nr. 2
    d – moll. Była też wykorzystywana w produkcjach Disneya np. Miło nie miło, ale
    dewaluacja nastąpiła – ta przynajmniej nie razi jakoś znacznie :).

    Tak, moja "barbaryzacja" to duch baumanowski i za to przepraszam najserdeczniej.
    Poza tym Conana z Cimmerii obrażam... :).
  • aqoosia 02.11.06, 20:21
    Chciałam przekazac serdeczne pozdrowienia od Leny z Anglii dla wszystkich jej
    znajomych z czatu- oczywiscie :)) Elmin jest pierwszy na liscie...

    Ze wzgledu na ograniczony dostep do netu, Lenka mało sie odzywa,ale ma sie
    dobrze -nie daje sie "fajfoklokom" :))

    Natomiast ja mało bywam na czacie- dlatego pozwoliłam sobie zakłocic dyskusje
    na forum przekazujac wiesci.
    Mam nadzieje,ze gospodarz watku mi wybaczy...

    Pozdrawiam wszystkich- szczególnie najlepszy roczniki :)))))))))
    Aqoosia
  • sir_elmin 02.11.06, 20:37
    Aqoosiu kopę lat :). Od pozdrawiam serdecznie Lenę i Ciebie Aqoo :))). Niech się
    "fajfoklokom" nie daje :). Najlepsze roczniki są... noooo... najlepsze, w rzeczy
    samej :).
  • sirius_et_paper 03.11.06, 12:52
    To jednak po-wazny watek, w audioarcheologi nie mam zamiaru
    dlubac, jednak cos mi w duszy zagralo jak bylo o tych ciezkich walkiriach
    z napalmem, jakze na miejscu to bylo, nie powiem, wow, Wow, dreszcze
    czuje stanowczo, Kubrick, zapewne poczulbym gdybym ogladal, to nie
    slychane i troche mi wstyd lecz zapisze w swoim wirtualnym kalendarzu
    "Rzeczy i filmow do uwislyszenia" Poskladac cos tak by nie bylo mezaliansu
    oczno-usznego to sie nie kazdemu udaje, coz, MTV robi to od lat z mniej
    lub wiekszym powodzeniem.
  • oldpiernik 03.11.06, 13:00
    Zupełnie mimym chodem przyszło mi do głowy pytanie:
    Na ile wybór ilustracji dźwiękowej powodowany jest względami komercyjnymi, a na
    ile "wizją artystyczną"?
    Może rzeczone walkirie były tańsze?
    Brrr...
    ;0)


    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 03.11.06, 13:13
    Może zwyczajnie łatwiej jest wziąć coś wymyślonego wcześniej oraz patetycznego i
    zrobić mały recycling. Potem odpady różne ciekawe wychodzą? :).

    W Hollywood "wizja" i "komercja" to jakby nieostre pojęcia i nieco synonimiczne
    w sumie.

    A tańsze to orleańskie chiba :)?
  • sirius_et_paper 03.11.06, 13:25
    oldpiernik napisał:

    > Zupełnie mimym chodem przyszło mi do głowy pytanie:
    > Na ile wybór ilustracji dźwiękowej powodowany jest względami komercyjnymi, a na
    >
    > ile "wizją artystyczną"?
    > Może rzeczone walkirie były tańsze?
    > Brrr...
    > ;0)
    >

    Dobre pytanie, nie wiem, a Mechaniczna pomarancza ? Sciezka z tego filmu
    jest nasaczona beethovenem, nieludzka przemoc polaczona powiedzmy z
    wagnerem to bardzo mocny koktajl musze przyznac, cos w tym jest.
  • sir_elmin 03.11.06, 18:43
    Jest? Sądzę, że niewiele. Nie lepiej po prostu zatrudniać kolejne tabuny
    kompozytorów filmowych? Napiszą znacznie lepiej przystającą do obrazu muzykę.
    Przy tym nie narażają się na śmieszność wyciągając zabytki z ich znaczeniowych i
    historycznych kontekstów. Jasne, że łączenie czegoś z czymś jest w modzie (w
    końcu doba eklektyzmu), ale czy tworzy to nowe jakości? Wolę jednak słyszeć w
    „Batmanie” muzę Elfmana niż Sibeliusa. Bo ta partytura JEST w filmie i nie
    funkcjonowała poza nim. Łatwo sobie wyobrazić jak będzie wyglądał odpowiednik
    "Pikniku Pod Wiszącą Skałą" z muzyką Cannibal Corpse w jakimś nowym medium w
    przyszłości ;).

    --
    "Have a RagNaRok N Roll romance. Go on and find somebody and get them really bloody"
    GWAR "Rangarok"
  • el_morfeusz 04.11.06, 19:28
    Muzyka filmowa to już coś co nie jest mi obce - przynajmniej emocjonalnie. Są
    filmy w których ścieżka dźwiękowa wywarła na mnie większe wrażenie niż sam
    obraz. Tak było w przypadku muzyki Petera Gabriela w filmie “The Last
    Temptation Of Christ” w reż. Martina Scorsese. Osobiście uważam również, że
    sukces filmów Petera Greenawaya to w dużej mierze zasługa Michaela Nymana.
    Zastanawiam się jednak czy w przypadku soundtracków (parafrazując dialog
    z „Rejsu”) nie jest tak, że: ta muzyka podoba mi się przez reminiscencję a nie
    sama w sobie...
    Co do profanacji, to myślę, że w obu przypadkach kontrowersje wokół obrazów
    skutecznie zabezpieczyły muzykę przed popem... hyhyhy
  • arik1 04.11.06, 23:24
    agos nie ma sprawy wybaczam
  • sir_elmin 03.11.06, 13:15
    Coby nie było, że tylko sztuka przez duże "Ku" - taki wyjątek:
    Swego czasu PRLowy „Ruch” wypuścił masowo pocztówki bożonarodzeniowe z (uwaga):
    kolendą... Black Sabbath „Changes” :). Piosnka Ozzy'ego o utracie ukochanej
    kobiety – z kiczowatą wiolą i (napisaną po pijanemu przez Iommiego) partią
    klawiszy. Tłumaczenie wykorzystujące zdolności językowe przeciętnego Polaka :).

    Oto kawałek owej kolendy:

    I feel unhappy, I feel so sad,
    I lost the best friend that I ever had,
    She was my woman, I loved her so,
    But it's too late now, I've let her go

    Amen(t) - lol
  • suspreena 04.11.06, 11:39
    Yeah! Jeśli już w ogóle słuchać tych nieszczęsnych "kolend", to tylko w takiej
    wersji! ;) A co sir powiesz o barbaryzacji (nie obrażając Conana Barbarzyńcy vel
    Bibliotekarza) muzyki metalowej - np. Alice Cooper "Poison" przerobione na
    nędzne techno - pop - dance "cóś"? Pozdrowienia i uważaj na koboldy - w dużych
    ilościach atakują!
  • sir_elmin 04.11.06, 20:33
    Przykład Black Sabbath to jest właśnie wypaczenie (barbaryzacja;) ) muzyki
    metalowej. Pocztówki miały zapewne jakieś kiczowate osiołki, pasterzy i wiadomo
    co jeszcze, a to już dla mnie (w takich przypadkach) za wiele :).

    Co do Coopera w wersji techno (przykładów cała masa: Van Halen - Apollo 440,
    "Smoke On The Water" - Vanessa May etc.). Można mówić o interpretacji muzycznej,
    lub o coverze - wszytko ok. Tylko techno i inna koopa to już "music recycling",
    a nie muzyka sama ;). Co innego jak Andres Segovia bierze do ręki gitarę i gra
    Paganiniego (czyli różnica: gitara - skrzypce), a co innego jak DJ Jemioł wciska
    przycisk i scratchuje do wtóru całych jingli zgranych z Coopera. To pozamuzyczne
    odpady. Proponuję coś bardziej ars musica :).
  • sir_elmin 04.11.06, 20:35

    A propos nieprzystawalności partytury do instrumentacji i muzycznego recyclingu:

    Vanessa May i jej kiczowata wersja „Toccata und fuge” d – moll (BWV 565) Bacha.
    Pominąwszy całą popową otoczkę, muzyka fatalnie zrobiona. Wyszczególniono jakieś
    najbardziej „hitowe” i co łatwiejsze fragmenty, coby uszko niewprawnych się
    zbytnio nie „zasapało” - wyrugowano np. całość kolejno prowadzonego motywu w
    różnych głosach. Daje to efekt rwany i nieorganiczny – zaprzeczenie fugi
    zupełne. Taki remizowy dance macabre. Dodać do tego tandetną aranżację, postać
    wielkiej inaczej skrzypaczki i kasa pięknie wpływa.
  • hania37 04.11.06, 21:59
    Sir,generalnie masz rację.Wyrobione muzycznie ucho odpada ,zęby cierpną itd.
    Tyle,że znam co najmniej dwie osoby,które dzięki takiej (nie da się ukryć)
    profanacji i spartaczonej aranżacji odkryły,że da się słuchać Bacha, czy
    Mozarta,a teraz słuchają Rachmaninowa.Nie można z piedestału potępiać w czambuł
    wszystkiego (ach,ten smaczek górowania nad ciemnym plebsem).
  • eirinn 04.11.06, 23:27
    Właśnie obejrzałam po raz kolejny (prawie całą) Odyseję kosmiczną 2001 i
    stwierdziłam, że tak jak za pierwszym razem całe mnóstwo lat temu (niektórych z
    Was nie było jeszcze na świecie ;) ) największe wrażenie wywarło na mnie
    połączenie walca Straussa ('Fale Dunaju' czy coś podobnego - ucho mam
    niewprawne, więc proszę o wybaczenie...) z majestatycznym widokiem przestrzeni
    kosmicznej, wolno wirującymi statkami... coś pięknego...
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • laperla 05.11.06, 13:54
    alez haniu, no cos ty :) niektorzy wlasnie wola potepiac, epatowac kurczowo
    wiedza czy tez spoufalac sie z panem baumanem, tak jak gdyby bawili sie z nim w
    piaskownicy.
    sa tez tacy niestety, ktorzy kochaja zrzedzic, marudzic i wtracac sie
    niepotrzebnie jak np. ja ;) wiec moze lepiej znikam, bo na horyzoncie juz mi
    jakies labedzie wagnerowskie majaczyc zaczynaja...

    --
    www.hirshhorn.si.edu/sugimoto/buddha/photo1.htm
  • sir_elmin 05.11.06, 16:16
    laperla napisała:
    >epatowac kurczowo wiedza

    Hmm... niezłe :). Lepsze niż spazmatyczne wydalanie w przykurczu nawet.

    Co do trafiania do Bacha przez May - gratuluję samozaparcia w obieraniu drogi na
    około. Ja bym pewnie w jakieś błocko prędzej trafił niż do J. S. B. :). Wolę
    prościej i bezpośrednio :).

    Dziekuję za doskonałe przykłady - lepszych się nie spodziewałem.
    Howgh

    --
    "Cutting off the body's head drinking from its severed necks as I rip the corpse
    in half. Human sh*t for nurishment"
    Cannibal Corpse "Under The Rotted Flesh"
  • suspreena 06.11.06, 19:19
    Niby racja, ale to wina naszej edukacji. Do dziś nie zapomnę, jak na lekcjach
    plastyki kazano nam namalować ilustrację do muzyki - ufff. Do tego nawiedzone
    wielbicielki maestro, obojętnie którego, byleby miał utwory nie do zniesienia (z
    innej beczki - niegdyś spacerowała wśród reszty studentów pannica z
    Wittgensteinem z miną "to moja lektura do poduszki") - wtedy trzeba podniecać
    się czymś najbardziej kiepskim i obmierzłym - tak mi na długie lata zohydzono
    Chopina. Znałam go tylko od strony tych niby najbardziej "polskich" mazurków i
    polonezów; szkoła nie była miejscem, gdzie dało się usłyszeć coś innego, wg mnie
    bardziej interesującego chociażby pod najgłupszym względem - warsztatu.
  • eirinn 06.11.06, 19:36
    Zgadzam się jak najbardziej - i jako "ofiara" zohydzania sztuk wszelakich przez
    panie od "plastyki" i "muzyki" (niespełnione artystki zawyczaj), i jako
    wychowawca pokoleń dręczonych przez wybitnie sadystycznego profesora
    od "wychowania" muzycznego. Daję słowo - tak im zbrzydził Chopina, Mozarta,
    Bacha i innych, że z własnej woli ani do filharmonii nie pójdą, ani nie kupią
    sobie płyty, bo do końca życia będą kojarzyć tę muzykę z wyzwiskami i
    prymitywnym terrorem.
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • suspreena 06.11.06, 19:48
    Z sadyzmem się nie zetknęłam, ale głupota jest niestety baaaardzo często
    spotykana... Do tego prymitywizm - rzetelne podstawy powinna dać już szkoła
    podstawowa, ale tam w infantylny sposób uczy się nowych piosenek, a nie np. nut.
  • sir_elmin 06.11.06, 21:37
    Ano. Co jak co, ale chyba właśnie muzyka jest najbardziej odstręczająco
    wykładana w szkołach podstawowych. Nie dajcie Bogowie korepetyora "czyniącego na
    swój obraz" uczni yego. Z drugiej strony nie ma sensu zwalać wszystkiego na
    oświatę.
    Większość dawnych słowian nie chciała przyjąć chrztu, co nie oznacza, że
    jesteśmy narodem niekatolickim. Trochę ognia, miecza i ogólnej wyżynki w imię
    Chrystusa nikomu nie zaszkodziło :). Może trza by się nieco pomęczyć (starać się
    zobiektywizować do przykrych doświadczeń), by cieszyć się pięknem muzyki ?
    W każdym razie uważam, że złe nauczanie, nie czyni jeszcze głuchym. Jest
    jeszcze dla nas nadzieja ;)).
  • eirinn 06.11.06, 21:45
    Głuchym może nie czyni, ale może uczynić obojętnym. Rzecz jasna, taki młody
    człowiek może któregoś dnia spotkać na swojej drodze osobę, dzięki której
    się "nawróci" (pokojowo, żeby nie było, a nie ogniem i mieczem ;) ), więc
    owszem, nadzieja jest :).
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 06.11.06, 21:55
    Tak sobie pomyślałem, na marginesie tego wątku, o "nowych tłumaczach" w oświacie
    :). Czy Giertych dopuści programowo bełkot piłsudczyków i dmochowszczyznę ?
    Wiecie, wątki w postaci "Chopin był prorokiem zwiastującym Józefa Marszałka" np.
    :). Blechacz zostanie premierem. Mazury będą grywane na każdym apelu. Z programu
    wypadnie Gesualdo da Venosa, Paganini i socrealizm muzyczny etc. A wy
    narzekacie... echh :)).
  • sir_elmin 05.11.06, 16:17
    Przykładzik na to, że Prawodawca też potrafi:

    „8’37” K. Pendereckiego. Majstersztyk polskiego sonoryzmu. Miał być jednym z
    manifestów młodego Krzysia. Kilka dni przed premierą nasz bohater dowiedział
    się, że w okolicy premiery tegoż utworu wypada rocznica zrzucenia bomby atomowej
    na Hiroszimę. Żeby medialne poprawniej i zasobniej w kasę premiera mogła wypaść,
    Krzyś zmienia tytuł na "Tren pamięci ofiar Hiroszimy". Fan „Warszawskiej
    Jesieni” nie zwraca już uwagi (tzn. nie tylko) na misterne, nieprogramowe
    klastery, a na jęki zabijanych i ogólny chaos po wybuchowy. „Love Me Pender” -
    jak napisał jeden młody muzykolog z Warszawy ;).
  • czajnik40 05.11.06, 20:05
    no !
    :)
  • cosmita 07.11.06, 05:33
    To nie ja bylem ewaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

    Oops, I did it again
  • jarl_elmin 09.11.06, 16:26
    kosmiczny napisał:
    > Oops, I did it again

    Nom. Zrobiła. Przerobiła "Satisfaction" Roling Stonesów na wersję jęcząco -
    pościelową. Nawet riff Richardsa jej spece od muzyki dla maluczkich wywalili.
    Może jakiś niepiękny był, ale bez przesady. Riff i Richards znaczy :).

    --
    "She brings this gift of witchcraft. I wear the cat-skin-gloves."
    ManowaR "Each Dawn I Die"
  • lubie.pomponiki 07.11.06, 20:55
    sir_elmin napisał opowieść z magla.
  • eirinn 07.11.06, 21:04
    Said the presser woman...
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 07.11.06, 21:50
    ...or drum-like female: "pom - pom - pom" (andante) ;).

    This kobold was counted /sigh/ ;).

    --
    "It's only a model"
    MP
  • baltazar13 10.11.06, 19:23
    Ooo ,pompon zażył leki :)))
  • be.like.bru 10.11.06, 21:12
    krucjata trwa, coraz piękniejsza makatka oczywistości ibanału sięsnuje
    dobry trop, ten kononowiczkrzystof
    smaczny commoners, wsamrazdla
    (trzykropki,średnik,nawiasiki)

    ----------------------------------------------
    Ah durne palanty wpisujace sie tu w ten watek powinniscie mi byc wdzieczni ze
    dalem wam temat do gadania na czacie i pisania na forum.
    (lew_)
  • sir_elmin 10.11.06, 22:32
    Kampust dowiera. Abdankuję nowomówce (fuu - ale syf).

    --
    "ależebymlecznopierśnobiała?"
    (sommer na czacie)
  • be.like.bru 10.11.06, 23:33
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=178&w=51303299&a=51328570
    ;)

    ---------------------------
    Ah durne palanty wpisujace sie tu w ten watek powinniscie mi byc wdzieczni ze
    dalem wam temat do gadania na czacie i pisania na forum.
    (lew_)

  • be.like.bru 10.11.06, 23:36
  • jarl_elmin 11.11.06, 21:30
    "Litania do Szatana"
    Baudelaire Charles

    Ty nad wszystkie anioły mądry i wspaniały,
    Boże przez los zdradzony, pozbawiony chwały,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski
    Niepokonany nigdy i zawsze zwycięski,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Głuchych mroków podziemia wszechwiedzący królu,
    Lekarzu dobrotliwy ludzkich trwóg i bólu,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Któryś rzucił w pierś nawet najlichszych nędzarzy
    Skrę miłości, co Raju pragnieniem się żarzy,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który Śmierć zapłodniwszy, swą oblubienicę,
    Zrodziłeś z nią Nadzieję, szaloną wietrznicę,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który w oku skazańca zapalasz błysk dumy,
    Że patrzysz z szubienicy wzgardą w ludzkiej tłumy,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który znasz najtajniejsze ziemskich głębin cienie,
    Gdzie zazdrosny Bóg drogie pochował kamienie,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który wzrokiem swym jasnym przejrzałeś metale
    Od wieków śpiące w głuchym, mrocznym arsenale,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który chronisz od śmierci i zgubnego strachu
    Lunatyków błądzących po krawędziach dachu,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który starym pijaka kościom niepożytą
    Giętkość dajesz, gdy wpadnie pod końskie kopyto,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Któryś człeka słabego, by mu ulżyć męki,
    Nauczył proch wyrabiać i dał broń do ręki,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Któryś piętno wycisnął, co hańbą naznacza,
    Na czole bezwstydnego chciwca i bogacza,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Który sprawiasz, że kobiet upadłych wzrok pała
    Uwielbieniem łachmanów i chorego ciała,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Pochodnio myślicieli, kosturze wygnańców,
    Spowiedniku wisielców i biednych skazańców,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Ojcze przybranych dzieci, których Boga Ojca
    Gniew i mściwość wygnały z rajskiego Ogrojca,
    O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

    Modlitwa
    Chwała tobie, Szatanie, cześć na wysokościach
    Nieba, gdzie królowałeś, chwała w głębokościach
    Piekła, gdzie zwyciężony, trwasz w dumnym milczeniu!
    Uczyń, niechaj ma dusza spocznie z Tobą w cieniu
    Drzewa Wiedzy, gdy swoje konary rozwinie,
    Jak sklepienie kościoła, który nie przeminie!

    Taki mały wyjątek: literatura --> muzyka.
    Ów tekst doczekał się doskonałego tumaczenia/interpretacji w latach 80tych.
    Chodzi oczywiście o Diamandę Gallas (pierwsza płyta: "The Litanies Of Satan",
    1982). Cudowne (tutaj pojęcie względne akurat) recytatywy i dograne harmonie
    wokalne tworzą niezwykłą deformację, godną najlepszych sonorystów. Wszystko jest
    oczywiście programowe. Pełne dramatycznych podkreślników i elektronicznych
    efektów. Pewnie tak Charles B. widziałby deklamację owej litanii :).
  • de_molka 11.11.06, 22:08
    jarl_elmin napisał:

    > "Litania do Szatana"
    > Baudelaire Charles
    >

    Les Litanies de Satan
    Litanie do Szatana
    tłumaczenie Stanisław Korab-Brzozowski
  • lubie.pomponiki 12.11.06, 14:44
    שטן
  • sir_elmin 12.11.06, 15:10
    סופר שטן

    z rogami i ogonkiem

    --
    "In Nomine Dei Nostri Satanas Luciferi Excelsi"
    Kat "Diabelski Dom II"
  • poziomeczka2 12.11.06, 17:11
    Rosemary's Baby to zdecydowanie nieudany film Polańskiego
  • prosty_gargulec 12.11.06, 20:11
    a ty znowu, pozioma, niezadowolony
    (co za rowerowy nick)
  • suspreena 12.11.06, 19:44
    Tak na poboczu: dlaczego ludzie tak się lubią płaszczyć? Nawet Szatan dostaje
    litanie i modlitwy - a może wolałby rozmówcę patrzącego się mu w oczy, co z
    pozycji klęczącej wydaje się trudne? Kłania się Monty Python i "Święty Graal",
    kiedy zirytowany bóg wścieka się na zasłanianie twarzy... Taka mała dygresja...
  • sir_elmin 12.11.06, 21:41
    Some people say my love cannot be true
    Please believe me my love and I'll show you
    I will give you those things you thought unreal
    The sun the moon the stars all bear my seal

    Follow me now and you will not regret
    Leaving the life you led before we met
    You are the first to have this love of mine
    Forever with me 'till the end of time

    Your love for me has just got to be real
    Before you know the way I'm going to feel
    I'm going to feel

    Now I have you with me under my power
    Our love grows stronger now with every hour
    Look into my eyes you'll see who I am
    My name is Lucifer please take my hand

    Follow me now and you will not regret
    Leaving the life you led before we met
    You are the first to have this love of mine
    Forever with me 'till the end of time

    Now I have you with me under my power
    Our love grows stronger now with every hour
    Look into my eyes you'll see who I am
    My name is Lucifer please take my hand

    B.S. "N.I.B."
  • sir_elmin 12.11.06, 21:44
    Bez dwóch ostatnich zwrotek, rzecz jasna.

    Shemhamforash
  • oldpiernik 13.11.06, 07:55
    wyjątek od wycia
    otóż
    "Jej portret"
    linia melodyczna bez zmian
    tekst
    "Na dużym, żółtym liściu, w czasie dżdżu
    siedziała żaba..."

    no i dziura w pamięci
    zna ktoś całość tej profanacji?
    będę wdzięczny za przytoczenie
    choćby w tym wątku

    OLDWYJHĄTKOWY ;0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • jarl_elmin 13.11.06, 11:48
    Na dużym żółtym liściu w czasie dżdżu
    Siedziała żabka czemu właśnie tu
    I nikt nie wiedział, żaby chyba też
    I nie wiedziała żując perz
    Kontemplowała deszcz przeziewając perz

    A nieopodal żaby kucnął jeż
    Dla towarzystwa żaby żuł coś też
    W jeżynach żaba rzekła mu:
    "Ja Cię żetę mój żużu
    Naprawdę żetę chcę Cię teraz tu".

    I żabka wzięła go w ramiona
    Kochanka żaba, żaba żona
    I z długich rzęs kapały szczęścia łzy
    Jak hełm tuli się do żołnierza
    I tłumiąc łzy śpiewała mu "Only Ty"

    Czy w szczęściu nie przeszkadza różna płeć
    Zażenowany jeż chciał żabie rzec
    Nie zdążył, bo żaba go znów żetę
    I pieścił dłonie moim snem

    I szepce mu "mój mały książę
    Jeżeli kiedyś zajdę w ciążę
    Potomstwo mieć to w zyciu najważniejsza rzecz
    Urodzę Tobie jeżo - żabki
    Tak trochę z ojca, trochę z matki
    Połowę ja, połowę Ty, pół na pół"

    Jak w życiu bywa, żabę kocha jeż
    I pomyslał ile szczęścia mógłbyś też
    Przy żabie znalazł gdybyś jeżem był
    WIęc proszę Cię z całych sił
    Mój drogi jeżu kochaj żabkę swą

    Powiem tak: to chyba jakiś badziew ogniskowo - remizowy a la "Oczy czarne" czy
    "Biały Miś". Czyli jakiś Anonim (jeśli chodzi o tekst;) ). Podobnie jak w
    przypadku utworu "Jej portret" Meca, można się zachwycić pięknem linii
    melodycznej "Oczów..." (ryczanej przez czysty sopran przy wtórze ork. symf.). W
    interpretacji ludowej działa to to raczej jak odruch wymiotny :).

    Pozdrawiam :).

    --
    "[...] you don't know what it's like, you don't have a clue if you did you'd
    find yourselves doing the same thing too.
    Breaking the law, breaking the law."
    Judas Priest "Breaking The Law"
  • zosl 13.11.06, 13:48
    i Rosiewicz śpiewający ów tekst.MOżna było ze śmiechu się skęcić.(Młynarski)
  • sir_elmin 13.11.06, 15:41
    Jeśli ten chory tekst (ten o deszczyku - znaczy) powstał z myślą o parodii
    oryginału Kofty, to wszystko w porządku :). To nie profanacja.
    Określona konwencja gatunkowa tedy. Ironia i cynizm są bardzo zdrowymi cechami
    homo sapiens sapiens ;).
    Przykład: „Trzy wiedźmy” Terry’ego Pratchetta – parodia fantasy xięgi znanej
    wszem, czyli „Makbeta” Trzęsącego Włócznią ;).

    Oburzać się? Nieee, musiałbym mieć inny nick ;)).
    --
    "Prosektorium... Oszalały pracowniku. Podnieca Cię ludzki rozkład. [...]
    Rozrywasz głowy, zżerasz mózgi. Obłakanie."
    Necrophil "Prosektorium"
  • eirinn 13.11.06, 17:41
    Skoro już o parodiach/profanacjach/coverach - pamięta ktoś jeszcze "Marsz
    pogrzebowy" w grobowym iście wykonaniu Macieja Zembatego? "Na trumnę kapią
    krople dżdżu / kołyszą lekko mnie do snu / ubodzy krewni niosą mnie na swych
    ramionach / a za trumną idzie żona..." . I cóż ja biedna poradzę, że gdy słyszę
    go w podniosłych chwilach, ogarnia mnie nerwowy chichot...?
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • oldpiernik 13.11.06, 21:08
    To, to, to...
    :0)
    Co jest, a co nie jest profanacją, zależy od oceniającwego.
    Relatywizm?
    Może poczucie humoru odmienne?
    Cholera wie...
    Dzięki.

    Zembaty był moim idolem lat temu...
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 13.11.06, 21:47
    Sto! :).

    Oldzie - żaden relatywizm. Jest przecież różnica między parodią/satyrą pod
    adresem utworu, a instrumentalnym jego traktowaniem (czyli profanacja i
    akontekstowość). To pierwsze często robione jest z sympatii, nienawiści etc. Ma
    z wymiar artystyczny jednak. Drugie z jakichś bliżej nie określonych mrzonek
    (np. "Szeherezada" Rimski - Korsakowa u Almodovar ["Kobiety na skraju załamania
    nerwowego"] - ni przypiął, ni przyłatał) lub po prostu dla kasy, bo przecież
    łatwiej coś przetworzyć/wstawić (vide wspomniane wcześniej "Poison" Alicji
    Cooper w wersji techno - dance).

    Zresztą, trza by było sięgnąć po jakieś aktualne definicje "profanum" i
    "parodii", a się mi nie chce i zostanę przy durkheimowskim ;). Hardkor normanie :).
  • oldpiernik 17.11.06, 10:10
    "Ironia i cynizm są..."

    Autoironia i pragmatyzm takoż są...

    Skoro wiadomo, że "wszystko już było", a do tego "nic nowego pod słońcem", po
    co się wysilać, bierzemy gotowce i klasówka z życia zerżnięta celująco.
    "Cel uświęca środki."

    OLDCYNIKIRONISTA ;0)
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • jarl_elmin 17.11.06, 19:10
    To może od razu damy sobie spokój z estetyczną refleksją i ubarwianiem otoczenia ?

    "Go Go
    Go Pierwotniaki Go" :))
    (na nutę Chucka Berry)

    BTW: Tyn nowy Ognisty Lisek pięknie błędy poprawia - hiehie

    no to kolenda ;)
  • oldpiernik 18.11.06, 10:06
    Refleksja wymaga wysiłku.
    Do ubarwienia wystarczy się urżnąć.

    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • suspreena 21.11.06, 18:41
    Dotyczy satyry: czy ktoś pamięta, jak został sparodiowany Ozzy Osbourn? W "South
    Park" podczas koncertu wokalista odgryza głowę jakiemuś zwierzątku, w komedii
    "Mały Nicky" w ten sam sposób rozprawia się z jednym z diabląt w postaci
    nietoperza... Sympatyczne:)
  • sir_elmin 21.11.06, 21:26
    Tak - satyra :) Tutaj kontekst jest nie tylko zachowany, ale i przeniesiony z
    dbałością o najdrobniejsze szczegóły :)). Co prawda Ozzman się tłumaczył, że
    myślał, iż to nietoperz sztuczny, gdy sobie go do gęby wkładał, ale ok ;). Na
    obu obrazach robi to świadomie i z premedytacją :). Zwłaszcza w :Little Nicky" :).

    --
    "Your momma told you that you're not supposed to talk to strangers
    Look in the mirror tell me do you think your life's in danger here, yeah"
    Ozzy Osbourne "No More Tears"
  • suspreena 22.11.06, 18:01
    Stary Satan ;)
  • sir_elmin 22.11.06, 21:57
    Raczej: old, crazy, heavy metal, motherf**ker :). Hołd dla starego pierdziela :).

    Btw: Ronnie James Dio i tak lepszy (dobrze, że tego Adso nie widzi ;)) ) :).

    --
    "It's just another crucifixion. One more cross to bear"
    Black Sabbath "Sins Of The Father" ["Dehumanizer"]
  • sir_elmin 23.11.06, 23:17
    Manowar i dwa utwory „William's Tale” oraz „Sting Of The Bumblebee”
    (odpowiednio: uwertura „Willhelm Tell” G. Pucciniego i „Lot Trzmiela” Rimski –
    Korsakowa). Przeniesienie utworów orkiestrowych na gitarę basową (w drugim
    przypadku dochodzi sekcja rytmiczna i gitara). Przeniesienie pierwotnego
    tworzywa dźwiękowego na instrumenty podejrzanej proweniencji owocuje niesmakiem
    wśród melomanów :). Celem basisty, Joey'a De Maio było udowodnienie krytykom, że
    grać potrafi różniste rzeczy na swoim 4-, 6- i 8 – mio strunowym basie. Udało
    się to bardzo znacznie dobrze, ale transgresja znaczeniowa także wyszła
    niekiepska. Chociaż, z drugiej strony... wolę brzęczenie przesterowanego,
    basowego trzmiela piccolo od pitolenia romantycznych smyczków ;).

    --
    „Patrz na mnie, kiedy gadam w ekstazie, do jasnej cholery!”
    Piper „Neverwinter Nights/Shadows Of Undrentide”
  • suspreena 24.11.06, 19:04
    De Maio lubi się popisywać. Wyszło w porządku, dźwięki bardzo selektywne przy
    ogromnej szybkości, ale nic poza tym.
    Kolejny przykład barbaryzacji: w "Dniu Świra" jako podkład muzyczny do wątku
    erotycznego leci jakaś sonata (autor wątku podpowie znowu, co to było takiego?).
    Szokujące zderzenie, ale podejrzewam, że Koterski celowo zestawił muzykę z takim
    właśnie obrazem.
    P.S. Oczywiście, że Dio rządzi :) Skąd taka moc w tak wątłym ciele?:) Też bym
    chciała tak na stare lata...
  • sir_elmin 24.11.06, 20:11
    Sonata fortepianowa (nr 14, cis – moll op.27 nr 2) Beethovena. O niej już pisałem.
    Koterski - wiadomo, że to miała być skrajność ;). Wszak w sche*sse video z lat
    80 - tych pełno było tego typu wstawek ;). A może to hołd dla tych wiekopomnych
    dzieł srebrnego ekranu ? :)).
  • suspreena 25.11.06, 19:04
    Dziękuję za podpowiedź muzyczną. Mam trochę inny przykład: Poledouris i jego
    własne skopiowanie wielu tematów z Conana Barbarzyńcy na drugą część. Szkoda, że
    nie chciało mu się stworzyć czegoś nowego. Podobną sytuację odnajduję w
    niektórych grach komputerowych, gdzie uznany tytuł (Baldur's Gate, Icewind Dale,
    Gothic, Thief) pojawia się po pewnej przerwie z cyfrą II (lub dalszą) w tytule.
    Często kontynuacja jest równie dobra jak część pierwsza, ale utwory, mimo że
    niezłe, powtarzają motywy z "jedynki". Brak im czasu czy budżet się skończył?
  • suspreena 10.01.07, 19:57
    Agnieszka Holland, ekranizacja powieści "Tajemniczy ogród" - o ile dobrze
    pamiętam, kucharka zagniatając ciasto śpiewa Greensleevs. Powodzenia w
    sprawdzaniu, czy rzeczywiście tak było.
  • sir_elmin 16.01.07, 13:55
    No było, było. Tylko nie widze tutaj zbytniej transgresji znaczeniowej.
    "Greensleeves" to wczesnorenesansowa (jeśli nie średniowieczna) melodia ludowa.
    Nie dziwi zatem, że ryczy to jakaś kuchareczka :). Jedynym zgrzytem (ale to na
    siłę czepianie się jest) jest fakt, że jest wyje ten utwór z tekstem, który jest
    przypisywany Henryczkowi VIII. Stanowi wzorzec tekstów o miłości dworskiej, a
    kuchareczka se mogła jeno pomarzyć zazwyczaj. No chyba, że żyłaby teraz i miała
    dostęp do czata np. :)).

    Oto tekst (wersja renesansowa):

    Alas my loue, ye do me wrong,
    to cast me off discurteously:
    And I haue loued you so long
    Delighting in your companie.

    Chorus:

    Greensleeues was all my ioy,
    Greensleeues was my delight:
    Greensleeues was my heart of gold,
    And who but Ladie Greensleeues.

    I haue been readie at your hand,
    to grant what euer you would craue.
    I haue both waged life and land,
    your loue and good will for to haue.

    (Chorus)

    I bought three kerchers to thy head,
    that were wrought fine and gallantly:
    I kept thee both boord and bed,
    Which cost my purse wel fauouredly.

    (Chorus)

    I bought thee peticotes of the best,
    the cloth so fine as might be:
    I gaue thee iewels for thy chest,
    and all this cost I spent on thee.

    (Chorus)

    Thy smock of silk, both faire and white,
    with gold embrodered gorgeously:
    Thy peticote of Sendall right:
    and thus I bought thee gladly.

    (Chorus)

    Thy smock of gold so crimson red,
    with pearles bedecked sumptuously:
    The like no other lasses had,
    and yet thou wouldst not loue me,

    (Chorus)

    Thy purse and eke thy gay guilt kniues,
    thy pincase gallant to the eie:
    No better wore the Burgesse wiues,
    and yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    Thy crimson stockings all of silk,
    with golde all wrought aboue the knee,
    Thy pumps as white as was the milk,
    and yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    Thy gown was of the grossie green,
    thy sleeues of Satten hanging by:
    Which made thee be our haruest Queen,
    and yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    Thy garters fringed with the golde,
    And siluer aglets hanging by,
    Which made thee blithe for to beholde,
    And yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    My gayest gelding I thee gaue,
    To ride where euer liked thee,
    No Ladie euer was so braue,
    And yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    My men were clothed all in green,
    And they did euer wait on thee:
    Al this was gallant to be seen,
    and yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    They set thee vp, they took thee downe,
    they serued thee with humilitie,
    Thy foote might not once touch the ground,
    and yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    For euerie morning when thou rose,
    I sent thee dainties orderly:
    To cheare thy stomack from all woes,
    and yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    Thou couldst desire no earthly thing.
    But stil thou hadst it readily:
    Thy musicke still to play and sing,
    And yet thou wouldst not loue me.

    (Chorus)

    And who did pay for all this geare,
    that thou didst spend when pleased thee?
    Euen I that am reiected here,
    and thou disdainst to loue me.

    (Chorus)

    Wel, I wil pray to God on hie,
    that thou my constancie maist see:
    And that yet once before I die,
    thou wilt vouchsafe to loue me.

    (Chorus)

    Greensleeues now farewel adue,
    God I pray to prosper thee:
    For I am stil thy louer true,
    come once againe and loue me.

    Chorus:

    Greensleeues was all my joy,
    Greensleeues was my delight:
    Greensleeues was my heart of gold,
    And who but Ladie Greensleeues.
    --
    Hvis lyset tar oss
  • sir_elmin 16.01.07, 13:57
    Wow, ile tych "jest" się mi nabazgrało :)).

    --
    Hvis lyset tar oss
  • sir_elmin 27.11.06, 17:38
    Akurat w produkcjach "Black Isle" muza jest oryginalna. co najwyżej odwołuje się
    do dorobku muzycznego klasyków / kina. W "Baldur's Gate I/II" mamy ścisłe
    nawiązania do Poledourisa, ale materiał muzycznego witalizmu potraktowano w nich
    twórczo: są nowe tematy, nowa wyrazistość, inna rola chórów. "Icewind Dale II"
    to już lekki recycling. Z kolei cała muzyka Jeremy'ego Soula, to w koło jeden
    temat, jak u Kilara zresztą. Metoda wytnij/wklej i obracanie jednym akordem
    działa, działa :). Ten sposób komponowania widoczny jest w produkcjach 3DO -
    serie: "Might & Magic" oraz "Heroes Of Might & Magic". Kilka cudownych tematów
    jest, szkoda, że wciąż mało twórczo przetwarzanych - takie przelewanie z
    próżnego w próżne.

    Co do "Thiefa" to tam raczej ambient jest, więc ciężko mówić o jakichś
    nadużyciach i przetwarzaniu tematów. Dodam, że podoba mi się idea
    wykorzystywania "tematów - archetypów" w grach np. "Dies Irae" w "Vampire The
    Masquerade: The Redemption", "Greensleeves" w "Stronghold" i "Lords Of The
    Realms II" etc, etc.

    --
    "Aye, aye captain!"
    Elfi kapitan w "Warcraft"
  • sir_elmin 05.01.07, 17:16
    Hymn glam rockerów miałem nieprzyjemność usłyszeć ostatnio w wykonaniu Zgono i
    U2. Ja rozumiem, że "Moulin Rouge" ma mielić (mleć? :) ) wszystko i na różne
    sposoby jak leci, ale bez przesady... Zresztą na tym soundtracku jest wersja
    Ozzyego i K. Minogue i jakoś zęby od niej nie bolą (no i Kiss obok Whitney
    Houston takoż). Za to Zgono... uuu, niefajnie.

    Ja wiem, że metroseksualne, pościelowe wokale są w modzie, że znaczki dolarów
    tym panom w oczkach zawsze stały (i chyba niewiele więcej), ale wystarczy
    dotrwać w ogromnej agonii do refrenu. Od razu rzuca się w oczy znaczny wpływ i
    fascynacja "rock'n'rollowców" z U2 dorobkiem Britney Spears i stękowo - jękową
    manierą Beyouncé. Nieśmiertelny riff grany przez ichniego guitarmena wygląda
    jakby był w jakimś ustronnym, wykafelkowanym i sterylnym miejscu czyniony - przy
    ostrej niemocy dotarcia do finału :). Pauzy nie budują tutaj ostrości motywu,
    przester jest "nachorusowany" i tandetny. Wszystko jest rozmyte, bez wyrazu -
    just pop. Just Five... eee... U2.

    --
    Hvis lyset tar oss
  • eirinn 05.01.07, 19:11
    Cóż... poniekąd wbrew sobie samej, muszę się z Tobą zgodzić, Sir... ;). Nie
    wyszedł im ten kawałek, oj zupełnie nie wyszedł...
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 05.01.07, 23:34
    Ano, nic a nic nie wyszedł :). Powiedziałbym, że każdy miewa chwile słabości,
    nawet Ja, ale jeśli owa słabość nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę
    genialności... Eee, nie piszę dalej. Jeszcze smukły sztylet w plecach poczuję -
    się mi nie opłaca w ogóle :)).

    No ok, "Unchained Melody" daje radę (to profilaktyczne uspokojenie burzy
    sztyletów ;) ).

    --
    Hvis lyset tar oss
  • eirinn 05.01.07, 23:54
    Nooo, za "Unchained Melody" to się Waści dzban uisge należy, nie zaś sztylet w
    plecy :).
    --
    "Laughter is the evidence of freedom" Bono, October 1997
  • sir_elmin 10.02.07, 01:40
    Tłumacz: Rubik Piotruś "Kompozytor". Może ktoś mi wytłumaczyć skąd wziął się
    jego fenomen? Od strony formalnej jego gnioty są muzycznym recyclingiem,
    pozbawionym nawet rzetelnego warsztatu kompozytorskiego jak u Pendereckiego. Jak
    u Kilara - obracanie jednym, dwoma akordami na krzyż. Płaskością formalną
    dorównuje muzyce filmowej z Hollywood i (jak wymieniony poprzednio "composer")
    stara się nobilitować gniotami "filharmonijnymi". Dodam do tego jego niemożebnie
    złożone, kunsztownie zaprojektowane (o złożonych, nowoczesnych środkach
    technicznych) i przemyślane muzyczki dla Edyty Górniak... "Supcio" po prostu :).
    I ten prostacki sentymentalizm. Dur - moll wiecznie żywy, jak "rymy
    częstochowskie, ale boskie"... Ja rozumiem, że plebs bywający w różnych
    samogrających miejscach może bezkrytycznie czynić consumption i się z tego
    cieszyć, ale czy w takim razie nie lepiej posłuchać Danny'ego Elfmana czy
    Poledourisa - przynajmniej szczere, z dobrym warsztatem i wyrazowością, robione
    po prostu dla kasy bez ubierania w szaty "narodowego kompozytorstwa" etc?

    Poza tym facet wygląda jak Owen Wilson - a takim z zasady się nie ufa ;). I
    gdzie te Rubinsteiny jeszczy się zapytuję?

    --
    "Thy musicke still to play and sing,
    And yet thou wouldst not loue me".
    "Greensleeves"
  • oldpiernik 10.02.07, 07:55

    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • sir_elmin 10.02.07, 14:37
    No, straszno i mroczno - te "Polish Folk Oldies" wymiatają ;). Ten prześwietny
    muzyk ma taki song w swoim (kradzionym) repertuarze: "Lake Ontario"... Ciekawe
    czy ma to jakikolwiek związek z bonkiem?

    ;)

    --
    "Thy musicke still to play and sing,
    And yet thou wouldst not loue me".
    "Greensleeves"
  • sir_elmin 18.04.07, 13:40
    Mucha nie siada :). Kolesi zarżnąć, quasidziewice pierwej teges i potem to samo.
    All Hail & Stay Heavy :):

    tinyurl.com/yvh2pw
    --
    "Five hundred doors and forty more, so I deem stand in Valhall;
    Eight hundred champions go out at each door
    When they fare to fight with the Wolf."
  • sir_elmin 18.04.07, 13:48
    tinyurl.com/2alc9m
    tinyurl.com/26x65p
    --
    "Five hundred doors and forty more, so I deem stand in Valhall;
    Eight hundred champions go out at each door
    When they fare to fight with the Wolf." Edda (old)
  • sir_elmin 18.04.07, 16:32
    Doskonały (ale jedyny tak udany) przykład dekonstrukcjonizmu formalno -
    znaczeniowego. Niezwykłe epatowanie erotyzmem (basista) i wrodzonym, pierwotnym
    magnetyzmem (wokalistka) członków grupy wzmaga wrażenie przełomowości i
    powstawania nowych jakości wartościowościopodobnych w estetyce ponowoczesnej.
    Zupełne novum w historiografii muzyki naszego kontynentu. Brak zaawansowanej
    chromatyki i figuracji tłumaczyć można jako przejaw agresywnego buntu przeciw
    zastałemu językowi muzyki Zachodu (od X w. do II moderny). Skrajny rewizjonizm
    ontologii muzyki. Miejmy nadzieję, że konstruktywny. Obok Rubika, Krzysztofa
    Krawczyka i Pendereckiego - absolutny "must have" w XXI wieku w fonotece każdego
    szanującego się melo(n)mana.

    tinyurl.com/2dwgbu
    --
    "Oops! Explosion" Britney Spears

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.