Dodaj do ulubionych

Ablacja serca - moje przeżycia ( 26-09-2011r)

27.09.11, 15:59
Witam serdecznie Wszystkich, którzy jak ja przed Ablacją naczytali się wielu mitów na temat tego zabiegu.
Chcę powiedzieć ze każda ablacja jest jedyna w swoim rodzaju i nie powtarzalna.U jednych trwa i przebiega krótko a u drugich dłużej a u jeszcze innych są powikłania. ( słowa Kardiologa, który ją wykonywał)
Ale od początku....
Przez miesiac przeszukiwałem internet by dowiedzieć się jak to jest z tym zabiegiem i im więcej czytałem tym MNIEJ wiedziałem :)
Nadszedł dzień stawienia się do szpitala ( 25-09-2011). Z wielkimi obawami i ogromną nerwicą wewnątrz ( papieros za papierosem) stawiłem się na dyżurkę. Po przybyciu na oddział na początku pobranie krwi ( 4 fiolki) , kto ma grupe krwi biorą mniej. Załozenie welfromu ( nie pozwalać na zakładanie na przegubach ręki.... bo nie wygodnie). Potem EKG no i cały czas na czczo. W dniu 26-09-11r. wezwali mnie na następne EKG no i na zabieg.
W sali Elektrofizjologicznej położono mnie na stole, podłączono EKG oraz sprzet do mierzenia ciśnienia i rozebrano do naga, po czym przykryli po szyje zielonym prześcieradłem. Następnie znieczulenie miejscowe w pachwine i juz nie czułem jak wkłuwali sie w tętnice. Włożyli mi dwie elektrody stymulacyjne oraz jedną ablacyjna ( groźnie wygladają ale jedynie co czuć to jak coś w głębi brzucha wędruje do serca - uczucie przepychania - trudno opisać) skala bólu 1-10 to 1. Następnie stymulują serce w celu lokalizowania ogniska arytmii (ta część zabiegu jest nie przyjemna bo serce przyspieszają nawet do 300 uderzeń /min) po zlokalizowaniu przyczyny arytmi wkładają elektrode ablacyjną ( taka dosć gróba i długa) nie boli tylko takie dziwne uczucie przepychania. Ustawiają ją i rozpoczynają przepalanie. Ta procedura trochę boli ( mnie piekło w klatce jak przy zawale ale tylko 5 sek.) Każdy czuje coś innego w tym czasie inni mają bóle klatki, serca a inni pieczenie, warto powiedzieć o dolegliwościach lekarzowi w czasie zabiegu to podadzą znieczulenie ( ja nie chciałem). Potem przez 30-35 min leży sie z tym wszystkim w sobie i co chwilę wywołują częstoskurcze jak przy wysiłku, jeśli jest ok rozłączają i koniec zabiegu. Ja miałem to szczęście ze miałem jeden punkt arytmii i szybko się poddała wypalaniu. Po zatamowaniu wstępnym krwawienia zakładają wałek i mocno ściskają owijając plastrem wokól ciała ( biodra) i wyworzą do sali. Przyszedł czas na najgorszy moment zabiegu..... leżenie 4 godziny nie ruchomo - horror. Po 4 godz pielęgniarka zdejmuje zacisk i można na trochę się poobracać na łużku i dalej leżymy 2 godz. Po tym czasie mozna POWOLI wstać ale na krótko i nie przeciążać nogi!!!! grozi krwotokiem lub tętniakiem. Na drugi dzień można śmiało chodzić coraz więcej. Jeśli nie ma zmian zewnętrznych ( krwiak, tętniak) rany goją się to po UKG, EKG i badaniu kontrolnym wypisują do domu. Zalecają by przez tydzień oszczędzać nogi nakłutej.
Ogólna skala bólu 1-10 to 2-3. Po ablacji miejsca nakłuc prawie nic nie boli.
W moim przypadku wszystko poszło książkowo i ARYTMIA USTĄPIŁA NA ZAWSZE!!!!! JESTEM WYLECZONY CAŁKOWICIE!!!!!!
Ale tak jak mówiłem na początku, każdy ma inny rodzaj arytmii i w innych miejscach , ja miałem w lewym przedsionku dość płytko i tylko jedno ognisko. Kto jak ma , dowie się dokładnie dopiero przy zabiegu a nie na UKG.
DACIE RADE I NIE OBAWIAJCIE SIĘ - TRZYMAM KCIUKI ZA WAS.
Pozdrawiam
Krzysiek Sowa ze Szczecina
Edytor zaawansowany
  • 04.10.11, 16:40
    Dziś robiłem próbne EKG, na chwilę obecną wszystko jest OK!!! za tydzień znów EKG.
    Jeśli ktoś chce pogadać podaje tel. 502-329-875 lub expol1@op.pl
  • 20.10.11, 15:22
    Wczoraj 19-10-2011 ponowne EKG, wykres w normie nie stwierdzono częstoskurczów.
  • 05.11.11, 10:51
    Wczoraj następne kontrolne EKG, wszystko bez zmian i arytmii nie stwierdza się :)
  • 30.11.11, 14:34
    Dziś ponowne EKG - wyszło dużo lepsze niż te ostatnie, lekarz twierdzi że WPW nie powinno powrócić z takim ładnym zapisem :)
  • 10.02.14, 12:15
    Witam wszystkich.
    Już sporo czasu minęło od ablacji i muszę powiedzieć że nadal jest wszystko ok, nie mam już częstoskurczów i czuję się dobrze.
    Bardzo się cieszę że wiele osób pisze lub dzwoni do mnie przed jak i po swoich zabiegach.
    Często słyszę miłe słowa że fajnie jest ze ktoś opisał swoje przeżycia z zabiegu, za te słowa serdecznie dziękuję.
    Jest mi naprawdę miło że mogę pomóc i na pewno nikomu tej pomocy nie odmówię nigdy.
    Jeśli macie jakieś pytania lub tylko chcecie pogadać lub wymienić się własnymi przeżyciami to piszcie lub dzwoncie nadal.
    Trzymam kciuki za tych którzy są przed ablacją - powodzenia.

    Krzysiek 502329875
  • 21.02.14, 11:45
    Cześć, ja jestem po ablacji. U mnie wystąpiły powikłania, nastąpił blok przedsionkowo komorowy II stopnia przy ablacji. A miało być tak pięknie, tym bardziej że przy badaniu elektrofizjologicznym okazało się że mam niegroźne częstoskurcze węzłowo zatokowe. Jeśli ktoś ma pytania to chętnie odpowiem.
  • 01.06.14, 18:36
    Witam wszystkich,

    Ja swoją ablację miałam 1,5 miesiąca temu i na ta chwilę czuję się dobrze.
    Pragnę podziękować Krzysztofowi, który zapoczątkował tu ten wątek i służył telefoniczną poradą, gdyż możliwość porozmawiania z kimś przed takim zabiegiem jest niewątpliwie bezcenna, przynajmniej dla mnie taka była:)
    U mnie częstoskurcz pojawiał się sporadycznie tj. raz na 2, 3 miesiącem aj ego rodzaj to WPW, utajony, z dodatkową drogą przewodzenia.
    Procedura przyjęcia do szpitala wyglądała jak w opisie powyżej, czyli na czczo, badania i ok. 3 h po wejściu do szpitala zostałam zawieziona na salę zabiegową.
    Po rozmowie z lekarzem okazało się, iż w moim przypadku (na podstawie ekg z zapisanym częstoskurczem) istnieje możliwość wykonania krioablacji, która jest mniej inwazyjna niż ablacja prądem, wiąże się natomiast z mniejszą skutecznością (to mnie już trochę uspokoiło, bo nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam tak podenerwowana jak przed tym zabiegiem), co prawda badanie zweryfikowało te przypuszczenia i jednak miałam ablację prądem;)
    Na sali należało się rozebrać, podłączono mi elektrody monitorujące pracę serca (takie jakie zakłada się do ekg i holtera), po czym dostałam zastrzyk znieczulający w udo i i lekarz przystąpił do dzieła. Podczas wprowadzania elektrod czułam je kilka razy w różnych miejscach własnego ciała, np w okolicy pleców, w okolicy biodra, ale nie był to ból, a jedynie uczucie, że coś przemieszcza się wewnątrz, zupełnie nie doskwierające mi w jakiś sposób i do wytrzymania. Wprowadzanie elektrod do serca nie trwało długo, może jakieś 5 minut, po czym rozpoczęto stymulację. Wyobrażałam ją sobie gorzej, bo puls jest "przyspieszany" od 80 do 200 uderzeń na minutę i to tak w kółko, ale nie było tak źle, w zasadzie jest to mało wyczuwalne dla pacjenta, dla tych, którzy mieli do czynienia z częstoskurczem, stymulacja jest o wiele mniej odczuwalna od niego. Czasami czuć takie zatrzepotanie w klatce i tyle. Częstoskurcz został zlokalizowany w mig i na moje nieszczęście okazało się, że ognisko znajduje się w prawej części serca, elektrody natomiast znajdowały się w tej drugiej. Najpierw lekarze powzięli pomysł, aby przejść na drugą stronę serca transseptalnie przez niewielki otwór między komorami, który występuję u 30% pacjentów, oczywiście jak się okazało u mnie nie występował, więc na całe szczęście dla mnie leżącej na stole i przysłuchującej się całej wymianie zdań zrezygnowali z kolejnej opcji - przebicia się do drugiej komory, i zdecydowano się na drugie wkłócie się tym razem w tętnicę - aortę, a stamtąd już prostą drogą dotarcie prosto do celu. Miałam chyba 3-4 sesje przypalania, z tym, że pierwsze były krótkie, kilkusekundowe i w ogóle ich nie odczułam, natomiast najdłuższa była ostatnia, trwała chyba ok minuty i po pewnym czasie zaczęłam odczuwać ból w całej klatce piersiowej, ale jak tylko o tym wspomniałam od razu zaaplikowano mi środek przeciwbólowy i nic więcej nie czułam. Tak więc całość zabiegu na prawdę nie była bolesna, mogę śmiało stwierdzić, że wizyta u dentysty jest bardziej bolesna. Po zawiezieniu na salę musiałam leżeć nieruchomo przez ok 20 h, ale dlatego tak długo, że u mnie lekarze musieli podać środek na rozrzedzenie krwi (nie mogli znaleźć żył) w trakcie zabiegu i przez to później na jakieś 6 h musieli pozostawić w ranie cewniki, aby nie doszło do krwotoku, ale spokojnie standardowo z wałkiem leży się po zabiegu ok 10 h, może krócej.
    Po "odleżeniu" 2 dni i wykonaniu badań zostałam wypisana.
    Po powrocie do domu pojawiły się jednak u mnie pewne dziwne objawy. Pierwszego dnia w domu nastąpił skok ciśnienia do 160/85 (kiedy zawsze mam ciśnienie w normie), lekarze powiedzieli, że tak się może dziać po ablacji, z kolei po kilku dniach zaczęłam odczuwać mrowienie w palcach, co jak lekarz stwierdził nie powinno stanowić bezpośredniej konsekwencji ablacji. Na szczęście po kilku tygodniach mrowienie to ustąpiło, więc mogło wynikać np z przestawienia się z mojego aktywnego dotychczas trybu życia na tryb "łóżkowy" po zabiegu. Bilans ablacji - 80% strachu, 2% - bólu, 18% - dziwnych, niepokojących dla mnie (delikatnego panikarza) objawów:) Na tą chwilę nic mi nie dolega, czasami odczuwam krótkie "zatrzepotanie" serca, ale lekarze powiedzieli, że tak się może dziać po ablacji nawet do pół roku. Żadnych objawów częstoskurczu jak dotąd nie zauważyłam.
    Jeśli macie jakieś pytania co do zabiegu możecie śmiało dzwonić, mój nr tel. 604-875-058.

    Ewelina
  • 15.03.15, 13:49
    Witam serducho80 - bardzo mi przykro że u ciebie wystapiły powikłania. Mam nadzieje ze lekarze uporają się z tym i wszystko skończy się dobrze.
    Jeśli nie sprawiło by ci problemu opisanie swojej sytuacji, byłbym bardzo wdzięczny. Ten post od samego początku ma służyć innym i nie ważne czy będą tu zawarte pozytywne doświadczenia czy negatywne, ale wazne że pojawia się tu prawdziwe doznania i opinie każdego człowieka który to przeszedł.
  • 06.01.12, 22:31
    expol1 napisał:

    >> W moim przypadku wszystko poszło książkowo i ARYTMIA USTĄPIŁA NA ZAWSZE!!!!! JE
    > STEM WYLECZONY CAŁKOWICIE!!!!!!
    > Ale tak jak mówiłem na początku, każdy ma inny rodzaj arytmii i w innych miejsc
    > ach , ja miałem w lewym przedsionku dość płytko i tylko jedno ognisko. Kto jak
    > ma , dowie się dokładnie dopiero przy zabiegu a nie na UKG.
    > DACIE RADE I NIE OBAWIAJCIE SIĘ - TRZYMAM KCIUKI ZA WAS.
    > Pozdrawiam
    > Krzysiek Sowa ze Szczecina



    Cieszę się bardzo , że czujesz się już całkowicie wyleczony...Wybacz, ale rozśmieszyły mnie twoje słowa, o całkowitym wyleczeniu, o ustąpieniu arytmii na zawsze. Nigdy nie masz całkowitej pewności. Nigdy!!!
    nie chcę studzić twojej radości. Masz do niej pełne prawo, ale odczekaj przynajmniej kilka miesięcy. Ja jestem po ablacji (VIII 2010). Kilka miesięcy spokoju, a teraz już trzeci epizod miogotania przedsionków. Chyba, a raczej na pewno czeka mnie kolejny zabieg.Ale czy ostatni...?
    Pozdrawiam i życzę ci nadal takiego optymizmu ( sobie zresztą też...)
  • 24.12.14, 12:37
    U mnie nadal wszystko ok, żadnych problemów z sercem. Odczekałem chyba wystarczajaco. :)
    Mam nadzieje że i u Ciebie jest ok .
  • 09.02.12, 12:32
    Witam. Po moim bracie pozostał mi lek flekainid. Jeżeli ktoś potrzebuje proszę o kontakt elberet.am@op.pl
  • 13.02.12, 12:32
    Witam wszystkich czy ktoś wie ile trzeba czekać na zabieg ablacja??Ja mam w marcu konsultacje kardiologiczna w szpitalu klinicznym w Łodzi na ul. Sterlinga.Mam rodzaj arytmii częstoskurcz węzłowy i będe musiala mieć ten zabieg ale ciekawi mnie długośc oczekiwania na ten zabieg.Pozdrawiam wszystkich i czekam na odpowiedz
  • 13.09.12, 20:02
    Witam mam 25 lat i właśnie wrócilam ze szpitala i okazało się ze występuje u mnie równiez napadowy czestoskurcz nakomorowy(trwa to juz 4 lata) i mam rowniez miec przeprowadzona ablacje,,,nie wiem czy mam brac tabletki czy tez odrazu poddac sie zabiegowi kazdy lekarz mowi co innego ,,boje sie strasznie ale mecza mnie strasznie te ataki i nigdy nie wiem kiedy mam sie ich spodziewac,,,jest to bardzo uciezliwe,,jeśli ktoś jeszcze cos wiecej wie na ten temat,,prosze o odpowiedz:))))
  • 10.04.13, 12:43
    Byłam w podobnej sytuacji. Chodziłam do różnych lekarzy i kazdy twierdził co innego. W końcu z pomocą rodziny znalazłam klinikę Med pro, która była niedaleko mnie. Tam dopiero powiedzieli mi co powinnam zrobic, na miejscu konsultowało mnie kilku lekarzy i wszyscy wyjaśniali swoje racje w sposób, ktory mogłam zrozumieć. Niestety ciężko jest na co dzień trafić na takich medyków...
  • 24.12.14, 12:49
    Witam ponownie.
    Od zabiegu już sporo mineło ponad 3 lata. Czuje się ok, nic dziwnego nie występuje.
    Chciałem podziękować wszystkim, którzy dzwonią i pytają lub opowiadają swoje przezycia.
    Odbieram wiele tel. za które dziękuje.
    Zapraszam do kontaktu 502329875
  • 15.03.15, 13:54
    Witam wszystkich.
    Mineło już sporo czasu od opublikowania ostatniego postu. Nadal nic się nie dzieje i serce pracuje miarowo. Dziękuje wszystkim za telefony i pytania odnośnie ablacji i jednoczesnie zapraszam do śmiałego dzwonienia, życzę wszystkim zdrówka i trzymam za was kciuki. TEL na początku postu:))
  • 17.05.15, 14:30
    Podbijam posta, gdyż w dalszym ciągu nr.telefonu jest aktualny. Mozna dzwonić śmiało, chętnie podziele się swoimi doznaniami i pomogę podtrzymując na duchu :)
  • 15.07.15, 12:10
    502329875
  • 12.11.15, 13:41
    Witam ponownie. Jeśli chodzi o stan mojego serca po tak odległym czasie od ablacji to na dzień dzisiejszy jest OK :)
    Zwracam się z prosbą do osób które dzwonią do mnie a ja ich wspieram w tych trudnych chwilach o to by po swoim zabiegu opisywali własne odczucia i przeżycia, dzięki czemu wspólnie ulżymy tym, którzy są przed ablacją.
    Krzysiek 502329875
  • 01.03.16, 09:02
    tel aktualny 502329875 dzwońcie jeśli macie pytania lub stresujecie się jak ja kiedyś :)
  • 05.07.16, 02:04
    Ja ze swoją arytmia borykalam się przez kilka lat. Bagatelizowalam to aż w końcu w czasie infekcji górnych dróg oddechowych wszystko się nasililo. Nie obeszło się bez pogotowia. Było to męczące i nie moglam sobie już poradzić z tym. Znalazłam skuteczny sposób na zwalczanie jej( wstrzymywanie głębokiego oddechu i powolne wypuszczanie) jednak nie działało. Zostałam skierowana na zabieg. Za dwa tygodnie byłam już w szpitalu w celu wyleczenia się z tego cholerstwa. Jednak rano dostałam okresu a jest to przeciwwskazanie do wykonania zabiegu. Była to wielka niewiadomą czy dojdzie to wszystko do skutku. Jednak podano mi odpowiednie leki i za kilka godzin lezalam już w sali zabiegowej. Przy znieczuleniu miejscowym miałam 3 naklucia dwa w pachwinach dolnych i jedno obojczykowe. Sam zabieg był bezbolesny. Podane mi też środki uspokajające więc przez cały czas trwania zabiegu miałam świetny humor. Źle wspominam wywoływanie arytmii. Dla mnie było to bardzo nieprzyjemne. Uczucie klucia i sciskania. Intensywniejsze niz moje poprzednie naturalne arytmie. Pojawiły się również łzy. Na ból jestem wytrzymała ale to uczucie było okropnie męczące i dość długo je wykonywali jak i przetrzymywali. Stwierdzono też pewnego rodzaju guzy na sercu wywołane niedoborem potasu i magnezu (kawa, papierosy, stres robią swoje) źle wpominam też 6 godzin leżenia na plecach. A moja potrzeba oddania moczu była na tyle silna, że musiałam odwiedzić toaletę. Jest też opcja z basenem lub cewnikiem dużo bardziej zalecana. Po 6 godzinach przewieziono mnie na salę i zalecono odpoczynek. Po kilku dniach byłam już w domu. Dziś mija 4 miesiąc od zabiegu. Arytmia nadal się pojawia. Muszę odwiedzić kardiologa jednak na dzień dzisiejszy nie mam takiej możliwości. Jestem zagranicą. Przed zabiegiem brałam concor cor. Leki te były świetne. Nigdy nie czułam takiego spokoju w sercu. A może właśnie tak wygląda jego normalna praca? Dziś znów mam infekcje i czuje, że ma to zły wpływ na moje serce. Za 3 tygodnie idę do lekarza. Chciałabym, żeby obeszło się bez powtarzania zabiegu. Mam 22 lata i mój młody organizm na pewno sobie z tym poradzi.
  • 21.10.16, 12:42
    Witaj.
    Dziękuję za opisanie swoich przeżyć. Być może w twoim serduszku pojawiła się nowa droga przewodzenia, która wywołuje arytmię ( nie raz się tak zdarza) ale to moze być fałszywy trop. Piszesz że po zabiegu jesteś 4 miesiące - pamiętam jak mój kardiolog wspominał o możliwości pojawiania się krótkotrwałych arytmii, które wywołane są gojeniem serca - mówiąc w zrozumiały sposób. Ja też do 6 miesięcy miałem takie krótkie kłucia, bicia itp, ustąpiły po jakiś 6-7 miesiacach od zabiegu.
    Masz rację aby z tym objawem iść do lekarza, który potwierdzi bądź zaprzeczy - ale to będzie profesjonalna i pewna diagnoza.
    Życzę Ci aby to było spowodowane gojeniem serca a nie nowym punktem przewodzenia i żeby szybko przeszło :)

    Co do mnie.
    Od ablacji mineło już 5 lat, wiele osób dzwoni i pyta za co serdecznie dziękuję.
    W moim przypadku nic się nie zmieniło, od zabiegu skończyły się arytmie, które męczyły mnie cały czas, a najważniejsze że już nie mam tych duszności - to one najbardziej dały mi się we znaki.
    Nadal każdy moze zadzwonić i pogadać, nie martwcie się NIE PRZESZKADZACIE :) cieszę się że moje wyznania komuś się przydają i poprawiają wam nastrój przed zabiegiem.
    Pamiętajcie o jednym : jeśli nadchodzi czas stresu przed zabiegiem i denerwujecie się wmawiajcie sobie w myśli jedną kwestię:
    "oddzielam grubą krechą tamto życie z arytmią z tymi wszystkimi stresami a po zabiegu zaczynam nowe szczęsliwsze i zdrowsze życie"
    to wam na bank pomoże nastawić się na zabieg :)
    Trzymam za was kciuki :)
  • 02.01.17, 21:20
    Witam,14.01.2017 idę na zabieg ablacji,mam nadzieję,że wszystko pójdzie ok,chociaż bardzo się boję.Przyzwyczaiłam się do tego mojego nierównego bicia serca ,ale lekarz na ostatniej wizycie trochę nastraszył mnie ,więc zdecydowałam się na zabieg.Dzięki za wpis,troszkę podniosłeś mnie na duchu :) Pozdrawiam
  • 04.01.17, 15:54
    Nica71 - na pewno pójdzie wszystko ok, wszak to tylko zabieg. W chwilach doła myśl o tym co jest obecnie z sercem a jak wyglądać będzie Twoje zycie bez tych dolegliwości - to na pewno odpowiednio cię nastawi :)
    Dzwoni do mnie bardzo dużo osób i staram się pomóc wszystkim podtrzymując na duchu. Po zabiegu jakiś odsetek też dzwoni i mówi że nie było się czego bać.
    Jeśli i ty potrzebujesz wsparcia to śmiało dzwoń 502329875.
    Cieszę się że mój opis w jakimś stopniu podniósł cię na duchu i TRZYMAM KCIUKI :) będzie dobrze zobaczysz sam :)
  • 10.01.17, 14:25
    Dzięki :) na sobotę mam termin,ale jestem przeziębiona i nie wiem czy nie przesuną mi zabiegu,oglądałam program jak wykonywali zabieg krioablacji( ja mam ablację,to chyba nie to samo:) i miałam mieszane uczucia.Pierwsze to chciałabym być w znieczuleniu ogólnym,a nie miejscowym,nigdy nie miałam znieczulenia w kręgosłup i panicznie sie boję,po drugie boję się bólu jaki mogę odczuwać w trakcie zabiegu-podobno jak przy zawale boli,a po trzecie lekarz wymienił dwa powikłania przy zabiegu-udar i przebicie serca,ha,ha,więc wolę być uspana,nie wiem tylko czy można wybrać sobie sposób znieczulenia.Jak chodzi o moje dotychczasowe problemy to czytając wpisy różnych osób stwierdzam,że ja jestem zdrowa! zastanawiam się o co lekarz robi taki szum,u mnie tylko w ekg wychodzi ,że coś tam jest nie tak,a może żyjąc z tą wadą ponad 30 lat już się przyzwyczaiłam i mogę mieć problem jak moje serducho zacznie normalnie bić,hi,hi.Nigdy jak do tej pory nie wylądowałam w szpitalu i to najbardziej dziwi moich lekarzy (diagnoza i zlecenie do ablacji mam od 3 lekarzy ).Zapisałam Twój nr.tel.jak będę świrować to zadzwonię.Pozdrawiam :)
  • 12.01.17, 09:29
    Nica 71 - do soboty jeszcze trochę czasu zostało, zatem wykuruj się, polecam rutinoscorbin 2xpo 2 tab. wieczorkiem miód z mlekiem ciepłym i do wyrka - szybko powinnaś stanąć na nogi :) Jeśli chodzi o znieczulenie to nikt w kręgosłup nie bedzie cię kuł:)) znieczulenie dają miejscowo przeważnie w pachwinę czyli w miejsce wkłucia:) w znieczuleniu ogólnym robią w Francji ( opowiadała taka Pani mi) ale ogólnie zawsze lepsze jest miejscowe zneczulenie a to dla tego że jest kontakt z pacjentem i zawsze moze powiedzieć czy coś boli, kłuje itp.
    to bardziej bezpieczna metoda znieczulenia. Co do powikłań czy jakiś mini odsetek błedów - poczytaj ulotkę zwykłego APPAP, ASPIRYN itp tam zobaczysz dopiero powikłania :) spokojnie to zwykły zabieg, na bank zrobią co mają zrobić i po problemie bedzie.
    Co do wady do której się przyzwyczaiłaś - arytmia to bomba z opóźnionym zapłonem, w każdej chwili moze zatrzymać serce od tak sobie, a przywrócenie akcji graniczy z cudem. Zatem jak widzisz lepiej się poddać zabiegowi bo masz dla kogo zyć:)) Ciesze się ze zapisałaś mój nr. nie musisz swirować aby zadzwonić haha mozesz w każdej chwili dzwonić lub podeślij sms ja zadzwonie :)) podtrzymywałem na duchu mnustwo osób od tego czasu i właśnie nastawienie jest wiekszą połową sukcesu, zatem dzwoń kiedy chcesz, bo widzę ze już sie stresujesz jak diabli hahaha. Wmawiaj sobie w myśli te stwierdzenie a się uspokoisz:
    " pomyśl o swoich dolegliwościach i wmawiaj sobie że już za chwilę będziesz zdrowa i zaczniesz nowe lepsze życie" Trzymam kciuki za ciebie i będzie dobrze :) mówi to facet co boi się pobierania krwi a przeszedł ten zabieg :)))
  • 19.01.17, 16:44
    No i witam po zabiegu :) ufff,wcale nie było tak łatwo,chyba jestem mało odporna na ból.U mnie wyglądało to mniej więcej tak:rano przyjęcie,ekg,wkłucie,zabieg- godz.14 wychodzę z sali,kładę się na łóżko,podpinają co mają podpiąć,malują pachwinę i lewe ramię czymś zółto-brązowym?? lekarz wbija się w pachwinę prawą -troszku boli,jak dochodzi to coś do serca to boli coraz bardziej,okazuje się,że nic z tego,drugie wkłucie w pachwinę i ból jakby mnie paraliżowało w pośladek i wędruje w górę kręgosłupa po prawej stronie ,lekarz uspakaja,że jest ok wywołuje bicie serca dochodzi do 360,coś tam mówią,robią ,lekarz zleca podać adrenalinę -znowu wywołują bicie-320,słyszę ok,czuję ból -jakby ktoś ściskał mocno moje serce,trwa to chwilę,a potem następny ból,jakby coś położono wzdłuż klatki piersiowej,większy ból po prawej stronie co trochę mnie dziwi (ten ból ustąpił dopiero ok północy ,skala 2) podają mi coś w kroplówce,potem zastrzyk i obserwują przez pół godziny.Lekarz uciska moja nogę przez ok 10-15 min i zakłada bandaż czy coś tam :)Byłam strasznie zmęczona tym zabiegiem i bólem,lekarz grzebał w moim sercu ok godziny i chyba dlatego tak mnie to tak wykończyło,godz.16 wracam na salę i słyszę,że dopiero ok 22 ściągną ten bandaż i jak będzie ok,to podniosą zagłówek na chwilę,żebym mogła coś zjeść i tak też się stało :) wstać mogłam dopiero o 5 rano tylko do toalety.Dzisiaj jestem 5 dzień po zabiegu,chyba przez to ,że nic nie robię to jestem słaba ,mam lekkie zawroty i nadzieję,że w następnym tygodniu zacznę normalnie funkcjonować.Pozdrawiam :)
  • 24.01.17, 12:41
    Jak pamietam słowa mojego lekarza to on mówił " każda ablacja jest inna" bardzo dziekuję ze opisałaś swój przypadek. Jak byś mogła napisz jaki to szpital i gdzie.
    Najważniejsze że już po ablacji, życzę ci szybkiego powrotu do sił i szybkiego wyjścia ze szpitala.
    Odznaka za odwagę :)
  • 24.01.17, 16:24
    Ja jestem z małopolski ,zabieg miałam w Rzeszowie w Asklepios,gdyby ktoś z tego rejonu chciał się coś dowiedzieć to chętnie pomogę.Jestem już w domu -na drugi dzień po zabiegu wyszłam,dziś byłam u okulisty,bo miałam epizody podwójnego widzenia,ale okulista stwierdził,że to wszystko związane jest z zabiegiem i może zdarzać się nawet do pół roku, jeżeli ktoś odczuwał takie coś po ablacji to myślę,że nie warto panikować :) Pozdrawiam serdecznie i w razie pytań jestem do dyspozycji .Krzysiek,dzięki za wsparcie i za to ,że umieściłeś ten wątek i mimo upływu lat nadal uczestniczysz w naszych ablacjach :)
  • 09.02.17, 11:58
    Witam ja mam umówiony zabieg na 28 lutego Czytając wasze wpisy to zaczynam się denerwować bo racze jestem mało odporna na ból Im mniej wiedziałam to mniej się bałam Na razie wypieram informacje staram się nie myśleć
  • 02.03.17, 15:02
    Witam.
    Mam 32 lata i już po szkole podstawowej zaczęły się moje problemy z sercem.Kołatania i dość słabe samopoczucie towarzyszyły mi coraz częściej i coraz dłuzej.Lekarze najpierw mówili że to dojrzewanie a później że to stres i sama sobie napędzam te dolegliwości. Pomyślałam że tak chyba musi już być skoro każdy lekarz tak mówi i Ci co mają podobną sytuację w rodzinie (powiedzmy....yyyyy....nerwową) to też tak pewnie z sercem mają...no i żyłam sobie tak dalej ciągle żle się czując. Coraz gorzej było z tym moim sercem co spowodowało że znowu zaczęłam odwiedzać lekarzy i znowu słyszałam to samo bo ani ekg ani echo nic nie wykazywało coś tam zauważył kardiolog 6 lat temu na holterze ale w granicach normy... Już predzej czułam że definitywnie dzieje się coś z moim zdrowiem i niemoc w szukaniu pomocy i diagnozy (nerwy) od lekarzy spowodowały ze wpadłam w depresję i później nerwice lękową...no ale...przecież to nerwy.. Po kilku latach w miarę ogarnęłam swoją psychikę bo z tego nie idzie się wyleczyć.. serce szalało coraz bardziej,kilka wizyt na pogotowiu z powodu osłabnięć i skoków ciśnienia nadal nic nie wykazywało aż dokładnie rok temu mój kardiolog z ekg wyczytał że mam bigeminie. Te napady miałam kilkanascie bądz kilkadziesiąt razy na dobę a tylko ten jeden raz wtedy zostały uchwycone przez ekg. Już wtedy wspomniał o ablacji. dostałam leki i miało mi to pomóc, ale jednak nie było zbyt dużej poprawy. Po 2 miesiącach okazało się ze jestem w ciąży i leki zmienił mi na inne. W połowie ciąży moje zawroty głowy się nasiliły i to bardzo,słyszałam wtedy od lekarza ze to urok mojej ciąży więc o sercu szalejącym coraz bardziej nawet nie wspominałam,bo to przecież "urok ciąży". Ryzyko poronienia a później wczesnego porodu...ech...dzień przed wigilią przestałam czuć ruchy dziecka i 27 grudnia ciąża została przerwana cięciem cesarskim z powodu postępującej niewydolności łożyska. Synek urodził się zdrowy ale z niską masą urodzeniową. Przed cesarka informowałam że mam bigeminie serca ale nie wiedziałam że to co głównie zatruwa moje samopoczucie i życie to arytmia..parametry tak mi się pogorszyły że na sali zawrzało od tamtego momentu zaczęto się mną interesować. Liczne badania,konsultacje itp. Nie miałam czasu aby się dzieckiem nacieszyć. Szef oddziału wewnetrznego po wywiadzie powiedział tylko że jeśli zawroty głowy i te mocne bicie serca mnie zaatakują to mam odłożyć dziecko!!! i wezwac pogotowie ale kiedy?? jek ja to miałam co chwilę? Nie powiedział mi że to arytmia,myślałam że czuję tę moją bigeminie..karmiłam piersią to i z lekami zaszaleć nie mogli. Wybrałam się po wszystkim do mojego kardiologa z plikiem papierów ze szpitala. Z holtera wyczytał że mam "brzydką arytmie" ale to holter dwukanałowy więc muszę powtórzyć na więcej kanałow. 23 lutego w czwartek miałam zdjęty holter i miałam zadzwonic w nastepny wtorek o wynik..lekarz nazajutrz zadzwonil do mnie sam, ze mam w pon przyjechać po skierowanie do kliniki do Poznania.Powiedział ze akcji częstoskurczowych mam prawie 50 000 a to jest bardzo dużo. We wtorek rano miałam jechać do kliniki ale dostałam tel od lekarza że mam poczekać jeszcze bo załatwił mi konsultacje u specjalisty od ablacji ,przesłał mu moje wyniki i czekam na tel.. jest czwartek a ja od zmysłow odchodzę.Nie boję się zabiegu ale tego że sprawa jest naprawdę poważna, zdaję sobie coraz bardziej sprawę z tego ile lat mam arytmię,ile lat nikt mi nie pomógł a najbardziej tego że mam tak malutkie dziecko i w każdej chwili może mi się coś stać przez te cholerstwo... Czekam, jestem kłębkiem nerwów no ale staram się je jakoś okiełznać. Mam tylko nadzieję że zabieg będe miała szybko i wierze!!!! że dzięki niemu zacznę poprostu żyć..bez tych wszystkich dolegliwości, będe musiała się tego nauczyć bo nie znam innego życia (z dobrym samopoczuciem) ;-) Jeśli ablacja ma mi pomóc to ja się na to pisze!!!! Bo bez niej to tylko może być tylko gorzej albo jeszcze gorzej ;-) Sorry że się tak rozpisałam,może trochę nie na temat ale jak zaczęłam to przestać nie mogłam ;-) Jeśli dojdzie do zabiegu to na pewno napiszę co tam.. Pozdrawiam Wszystkich Arytmików
  • 30.09.17, 11:11
    Hej! I jak tam Twoje serduszko? Ja mam od dłuższego czasu kołatanie serca, ale niestety w formie ekstremalnej - do 170/min. W czwartek rozpoczynam po raz kolejny diagnostykę, ale problem polega na tym, że u mnie badania nic nie wykazują, usg - prolaps mitralny, ale to jest ostatnio postrzegane jako anomalia anatomiczna, a nie choroba. Niemniej już raz lekarz wspominał o zabiegu ablacji. Napisz, proszę, czy już jesteś po i jak było. Pozdrawiam! Inicjatora tematu także :)
  • 23.03.17, 17:31
    Witam jestem po Ablacji miałem ja 20-03-2017r.tak jak napisałeś też chciałem się dowiedzieć jak najwięcej Ale potem jakoś mi przeszło i powiedziałem sobie co będzie to ma być narazie jest wszystko ok i mam nadzieję że już tak zostanie jestem zadowolony i szczęśliwy pozdrawiam
  • 30.09.17, 11:13
    A czy przed zabiegiem podawane są jakieś leki uspokajające? Bo ja jestem hipernerwusem... :P

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.