Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE?

    09.09.05, 00:53
    Edytor zaawansowany
    • Gość: docg IP: 212.160.147.* 09.09.05, 07:48
    • Gość: KuFeL IP: *.idea.pl 09.09.05, 14:48
      IMHO proste... bo duzi importerzy maja male koszta ale duze marze, a mali maja
      duze koszta i male marze... ale dzieki malym i ich pasji do wina to wlasnie u
      nich mozna znalezc dobre wino w bardzo przyzwoitej cenie

      bo jesli dzis widzialem Carlo Rossi w Carrefourze za 15 PLN a normalnie kosztuje
      20 to ktos tu duuuuzo zarabia...i nie jest to hipermarket...

      KuFeL
    • Gość: docg IP: *.icpnet.pl 09.09.05, 21:46
      durniu o czym ty piszesz? o carlo rossi?
    • Gość: Śledczy Wodnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.05, 14:10
      Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE?
      Autor: Gość: docg IP: *.icpnet.pl
      Data: 09.09.05, 21:46 + dodaj do ulubionych wątków

      durniu o czym ty piszesz? o carlo rossi?

      >>> I po co się podszywasz pod Deo, pajacu? Pacynkarstwo jest żałosne. ICP we
      Wrocku nie działa... więc jesteś, niestety, z Konina lub z Poznania. Żałosne.
    • winersch 10.09.05, 15:13
      Brawo. Nie znam sie na komputerach ale znam Deo
    • Gość: star IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.09.05, 19:07
      winersch napisał:

      > Brawo. Nie znam sie na komputerach ale znam Deo
      to chyba lepiej;-)
      pzdr
      star
    • docg 10.09.05, 20:13

    • holita 11.09.05, 00:32
      Gość portalu: KuFeL napisał(a):

      > IMHO proste... bo duzi importerzy maja male koszta ale duze marze, a mali maja
      > duze koszta i male marze...

      A to ciekawa teoria. Nie berdzo rozumiem jak niby duzy importer ma miec male
      koszta a maly importer duze koszta...
      Wedlug mojej wiedzy jest tak, ze duza firma ma DUZE koszta (biuro, liczny
      personel, wlasny magazyn, duze i czeste transporty, spore inwestycje w
      marketing i reklame, etc.) - wiec i marza zazwyczaj bywa duza, a mala firma ma
      MALE koszta (czesto wlasciciel jest jednoczesnie PRowcem, handlowcem i
      marketingowcem; owszem: koszt transportu malych partii towaru ma wiekszy, a
      znizki u producenta mniejsze, ale to wcale jeszcze nie oznacza, ze ma duze
      koszta w porownaniu z wieksza firma) - wiec i marze moga byc nizsze.
      Ja tam sie nie znam specjalnie na ekonomii, ale chetnie sie dowiem w jaki
      sposob moja firma (sredniej wielkosci) ma miec mniejsze koszta niz mali
      importerzy, np. Atlantika. Obiecuje publicznie, ze jesli poznam ten tajny
      sposob, Bodega natychmiast obnizy marze!

      Na wysokie marze przy niskich kosztach moze sobie pozwolic albo ktos, komu nie
      zalezy na budowaniu marki "na lata", albo monopolista na danym rynku. W
      przypadku polskich importerow wina nie ma mowy a ni o jednym, ani o drugim
      wariancie.

      Rozumiem, ze trzeba wspierac malych importerow, podziwiac ich zapal i doceniac
      prace (ja podziwiam i doceniam), ale to jeszcze nie powod, by dyskredytowac
      tych duzych, piszac ekonomiczne bzdury. Wszystkim "domoroslym doradcom" radze
      zawsze: skoro macie takie proste recepty na prowadzenie winnego biznesu, to
      smialo! Polscy klienci czekaja na Was i na Wasze uczciwe, niskie ceny!
      (a Wy macie szanse zarobic KOKOSY i jezdzic mercedesami)

      Ufff, sorry, troche sie zdenerwowalam, ale naprawde nie rozumiem czemu ten
      watek powraca co jakis czas w tej samej formie jak bumerang. W Polsce nie jest
      latwo zarobic pieniadze na winie - a wypowiadaja sie o tym najczesciej osoby,
      ktore nigdy w tym biznesie "nie siedzialy". To irytujace. Jesli nie znam sie
      np. na siatkowce, to nie powinnam sie wyglupiac, dajac "zlote rady" trenerowi
      Lozano na temat ustawienia druzyny, prawda?

      Pozdrawiam
      --
      Holita "sin H"
      Hay ayeres y mañanas, pero no hay hoyes...
    • docg 11.09.05, 21:03
      holita napisała:

      > Wedlug mojej wiedzy jest tak, ze duza firma ma DUZE koszta (biuro, liczny
      > personel, wlasny magazyn, duze i czeste transporty, spore inwestycje w
      > marketing i reklame, etc.) - wiec i marza zazwyczaj bywa duza, a mala firma
      ma
      > MALE koszta (czesto wlasciciel jest jednoczesnie PRowcem, handlowcem i
      > marketingowcem;

      -- jestem zupełnym laikiem w sprawach handlu więc może zapytam o rzecz
      oczywistą: po co importerowi ta armia PR-owców, marketingowców i handlowców +
      wielkie nakłady na marketing i reklamę? Tym bardziej dziwne, że wina nie można
      reklamować, a nawet jakby było można, to na świecie raczej robi to producent.
      Może cała rzecz jest w strukturze dużych firm i wydajności pracy? Może się
      okaże, że do prowadzenia firmy wystarczy 1-2 osoby sprawnie posługujące się
      telefonem i komputerem?
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • Gość: Pulawski IP: *.acn.waw.pl 12.09.05, 01:06
      PR i marketing legalnie w Polsce można tworzyć poprzez stronę internetową,
      sklep internetowy, systemy lojalnościowe, drukując katalogu, cenniki, opisy
      win, pisząc i wysyłając newslettery, zapraszania na degustacje bezpłatne,
      sponsorowania impres, dając potencjalnym klientom darmowych butelek do
      testowania itd
      To że klient za to nie płaci nie oznacza że te działania są bez kosztów

      Skaal
    • holita 12.09.05, 02:25
      docg napisał:

      > Może cała rzecz jest w strukturze dużych firm i wydajności pracy? Może się
      > okaże, że do prowadzenia firmy wystarczy 1-2 osoby sprawnie posługujące się
      > telefonem i komputerem?

      Well, zycze duzo szczescia firmie, ktora bedzie sprzedawala restauracjom,
      sklepom specjalistycznym i indywidualnym klientom wina "zza biurka".
      Zapytaj JAKIEGOKOLWIEK handlowca z branzy do ilu restauracji i sklepow
      specjalistycznych moglby wejsc ze swoja oferta w ten sposob. Zareczam Ci, ze
      odpowie: do zadnej / zadnego. Osobisty kontakt jest tu w wiekszosci przypadkow
      niezbedny. I niezbedny jest handlowiec, bo wiekszosc klientow kupuje wlasnie
      jego, a nie produkt.

      A co do marketingu, to nie chodzi tylko o reklame. Koszty marketingowe to np.
      degustacje, korkociagi dla kelnerow w restauracjach, kieliszki, karty win
      (myslisz, ze placa za nie restauratorzy?...), lodowki na wino, promocyjne
      standy na stoliki i tysiace roznych rzeczy - to wszystko importer daje GRATIS
      restauratorowi (daje zazwyczaj duzo wiecej, ale nie bede tu nikogo uswiadamiac
      w jajiej rzeczywistosci zyje). Do tego dochodza koszty katalogow, promocji,
      akcji reklamowych (np. reklamy w Magazynie Wino albo rozsylania ulotek poczta),
      tworzenia i utrzymywania strony internetowej i wiele innych rzeczy.

      Handlowiec to najczesciej nie tylko pensja i prowizje, ale rowniez komorka,
      samochod, paliwo i zwrot kosztow noclegow (bo podrozy moze byc sporo).

      Poza tym wszystkim jest jeszcze ksiegowosc, magazyn, biuro, koszty celne, etc.
      Z czegos trzeba to placic, nawet, jesli ma sie tylko 2 super-wydajnych
      pracownikow i 2 super-szybkie komputery.

      Wracajac do restauracji, to duza naiwnoscia jest sadzic, ze mozna wejsc gdzies
      z oferta tylko dlatego, ze ma sie tanie i dobre wina albo uznane marki. NIKOGO
      to tak naprawde nie obchodzi. Wazne jest "ILE MI DACIE" i "JAKIE BEDE MIAL Z
      TEGO KORZYSCI". Wazne sa osobiste kontakty. Jakosc wina jest na szarym koncu
      hierarchii waznosci, a i sama cena nie zawsze gra istotna role. Wydawalo mi
      sie, ze to oczywiste...

      Aha, i jeszcze jedno: w przypadku restauracji dolicz sobie jeszcze
      koszt "taniego kredytu", ktorego firmy udzielaja restauratorom. Terminy
      platnosci 30-dniowe oznaczaja w praktyce platnosc po 60 dniach (a i to
      dobrze!). Dolicz koszt prowizji firm windykacyjnych, ktore kazdy duzy importer
      zatrudnia, bo kazdy ma utopione MNOSTWO kasy u nieplacacych klientow.

      I na sam koniec: z tego co mi wiadomo, zakupy wina przez internet stanowia w
      Polsce bardzo niewielki procent. W dodatku wiekszosc takich transakcji opiera
      sie jedynie na zamowieniu przez internet, a oplata nastepuje najczesciej za
      pobraniem przy dostawie towaru. Polacy ciagle jeszcze boja sie podawac numer
      karty kredytowej (no i wciaz wiele osob NIE MA karty kredytowej). Zanim bedzie
      mozna prowadzic duza winiarska firme w 2 osoby uplynie sporo czasu...

      --
      Holita "sin H"
      Hay ayeres y mañanas, pero no hay hoyes...
    • docg 12.09.05, 08:57
      to, co piszesz, jest dla mnie - laika - zdumiewające i niewiarygodne: importer
      musi walczyć o to, żeby jego wina znalazły się w sklepach i restauracjach?
      Wydawało mi się, że to raczej sklep powinien starać się o jak najszerszą
      ofertę... nie wiedziałem, że to jest takie skomplikowane. W tej sytuacji dziwię
      się, że te ceny nie są jeszcze wyższe ;-)
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • Gość: winersch IP: *.chello.pl 12.09.05, 10:16
      Jak wiesz jestem w tej branzy z przerwami dośc długo i mogę powiedzieć, ze
      tylko na początku lat dziewięcdziesiatych sklepy i restauratorzy poszukiwali
      sami rzeczy ciekawych. Obecnie to dokladnie jak mówi Holita. "A co ja z tego
      będę miał, że sprzedaję twoje wina". Na moją odpowiedź że przecież ma marżę,
      tylko smiech, bo marżę ma od każdego ale inni daja jeszcze coś itp. Nielicznym
      zależy na dobrym tanim winie. Wiekszości na inych profitach. Jeśli słysze
      odpowiedź: Od Pana nie weźmiemy bo mamy wylaczność z X to oznacza dla mnie że
      taka osoba chce mieć swięty spokój i być moze dodatkową kasę. Dla mnie taka
      odpowiedź dyskwalifikuje osobe odpowiedzialną za karte win w restauracji. Ale
      tylko dla mnie bo dla własciciela to sprawny menedzer, ktoy pozyskał za darmo:
      lodówke, boazerię itp. A klienci. A kogo to obchodzi?

      pozdrawiam Wrocław

      PS to we Wrocławiu w kilku resturacjach usłyszałem pytanie: Ile pieniędzy da mi
      Pan na wykończenie wnętrza, bo firmy X i Y wspólnie kładą boazerię, kupuja
      kieliszki, drukują kartę dają lodówki. Wiem ze ma Pan swietne wina, kilka z
      pewnoscią mogłoby się u nas znaleźć ale ile Pan zaplaci?
    • docg 12.09.05, 11:46
      ... kupując w Polsce wino finansuję lodówki i kieliszki właścicielom
      restauracji???
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • Gość: paero123 IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 12.09.05, 13:03
      I boazerię tez! Ale zauważ, ze wzamian masz przywilej pojscia jak tylko często-
      gęsto Ci się zechce do współfinansowanej przez Ciebie restauracji i jaki
      bedziesz estetycznie, k... (przepraszam), ukontentowany, siedzac we
      wspolfinansowanym przez siebie wnetrzu, zamawiając ze wspolfinansowanej przez
      Ciebie karty win wino, ktore przyniosa Ci ze wspolfinansowanej przez Ciebie
      lodowki, otworza wspolfinansowanym przez Ciebie otwieraczem, naleja do
      wspolfinansowanego przez Ciebie kieliszka. I zaplacisz jeszcze sluszna cenę za
      te wino, aby moc podwojnie dołozyć się w celu zapewne podwójnych wrażeń eno ten-
      tego :-) Warto!

      I jeszcze cos: prawdopodobnie wspolfinansujesz BMWuchy, złote łańcuchy i
      wypasione komórki, adidasy, stroje sportowe oraz sprzęt do uprawiania sportu,
      tudzież skórzane kurtki i maszynki do golenia głów pewnym panom, ktorzy dbaja o
      dobry stan tych restauracyjnych boazerii i lodowek oraz o Twoje bezpieczeństwo
      w rzeczonym lokalu :-))))
    • Gość: marzena IP: *.devs.futuro.pl 12.09.05, 15:26
      Jestem nowa na tym forum i na branży winiarskiej się nie znam, ale zupełnie nie
      rozumiem dlaczego restauratorom nie zależy na tym, żeby mieć dobrą kartę win.
      Czasami szlag mnie trafia jak idę do knajpy i widzę, że w karcie są wina tylko
      jednego producenta. Teraz już wiem dlaczego. Boazeria, kafelki, lodówki...

      Pytanie "A co ja z tego będe miał" słyszę dosyć często w mojej branży -
      poligraficznej. Tu jednak jest inaczej - wydawca robi swój produkt, a do wyboru
      ma wiele drukarni, ale księgarz inaczej - raczej chce mieć książki wielu
      wydawców i nie pyta co będzie z tego miał, bo chce mieć szerszą ofertę. Myślę,
      że retaurator powinien mysleć tak jak ten księgarz. Wytłumaczcie mi dlaczego
      myśli inaczej?
    • Gość: MdCC IP: *.citibank.com 12.09.05, 16:05
      odpowiedz mam wrazenie jest niestety prosta:

      jak ksiegarz nie bedzie mial kilkudziesieciu roznych romansow, kilkudziesieciu
      roznych kryminalow itp itd to klient sobie pojdzie..

      a poziom znajomosci win wciaz jest taki, ze jak restauracja ma cos w pozycji :
      wino francuskie, wloskie hiszpanskie i nowy swiat - to juz zupelnie wystarcza.

      MdCC
    • Gość: paero123 IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 12.09.05, 16:18
      A ile osob chodzi do knajpy ze wzgledu na wino? I nie mowie tu o forumowiczach
      tudziez innych milosnikach wina ale o zwyczajnych ludziach. Widocznie jest to
      na tyle maly odsetek, ze nie warto dbac o karte win jako takich, wystarczy byc
      moze biale z rozroznieniem na sb i chard oraz czerwone jako cs, bordeaux,
      chianti o jakiejs przyzwoitej jakosci. I dlatego importerzy musza wlazic w d...
      restauratorowi bo dla wiekszosci jego klientow wino to ewentualnie biale i
      czerwone lub na wytrawne i slodkie :-(. To juz wiem, skad w niektorych knajpach
      Schotty zamiast Krosna :-)
      A ilu ludzi w barze kupuje 'piwo' a nie konkretnie takie to a takie? Moze ta
      sama analogia choc piwo to bardziej produkt masowy niz wino...
    • paero123 12.09.05, 16:54
      holita napisała:

      > I na sam koniec: z tego co mi wiadomo, zakupy wina przez internet stanowia w
      > Polsce bardzo niewielki procent. W dodatku wiekszosc takich transakcji opiera
      > sie jedynie na zamowieniu przez internet, a oplata nastepuje najczesciej za
      > pobraniem przy dostawie towaru. Polacy ciagle jeszcze boja sie podawac numer
      > karty kredytowej (no i wciaz wiele osob NIE MA karty kredytowej). Zanim
      bedzie
      > mozna prowadzic duza winiarska firme w 2 osoby uplynie sporo czasu...

      Mówimy o polskich sklepach internetowych sprzedajacych wino? A dlaczego w
      wiekszosci z nich ceny są takie same jak na półkach w ich czy innych sklepach?
      Przeciez ideą "biznesu przez Internet" powinny byc korzystne ceny wynikajace
      przecież z 'bezosobowej' i niskokosztowej obslugi...
    • giorgio_primo 14.09.05, 12:26
      paero123 napisał:

      > holita napisała:
      >
      > > I na sam koniec: z tego co mi wiadomo, zakupy wina przez internet stanowi
      > a w
      > > Polsce bardzo niewielki procent. W dodatku wiekszosc takich transakcji op
      > iera
      > > sie jedynie na zamowieniu przez internet, a oplata nastepuje najczesciej
      > za
      > > pobraniem przy dostawie towaru. Polacy ciagle jeszcze boja sie podawac nu
      > mer
      > > karty kredytowej (no i wciaz wiele osob NIE MA karty kredytowej). Zanim
      > bedzie
      > > mozna prowadzic duza winiarska firme w 2 osoby uplynie sporo czasu...
      >
      > Mówimy o polskich sklepach internetowych sprzedajacych wino? A dlaczego w
      > wiekszosci z nich ceny są takie same jak na półkach w ich czy innych
      sklepach?
      > Przeciez ideą "biznesu przez Internet" powinny byc korzystne ceny wynikajace
      > przecież z 'bezosobowej' i niskokosztowej obslugi...

      Tak i nie. ;-)

      Dziwię się, że znowu wałkujemy temat przerabiany wielokrotnie na tym forum. No
      ale co tam - niech będzie raz jeszcze.

      Jeśli chodzi o sklep internetowy, to nie jest on tańszy od sklepu "normalnego".
      Twierdzę że jest droższy jeśli chodzi o koszty (oczywiście
      lokalizacja "normalnego" może powodować koszty astronomiczne, ale to już wybór
      sklepikarza). W warunkach dużego popytu na wino (a jak wiemy tak w Polsce nie
      jest!) przewaga sklepu wirtualnego polega na niemal nieograniczonym
      rozszerzeniu obszaru sprzedaży bez wzrostu kosztów stałych.

      Problemem jednak jest to, że przy niskiej świadomości konsumenta w Polsce
      klientem takiego sklepu wirtualnego zostaje niewiele więcej osób niż uczestnicy
      tego forum (potrafiący często dokonać świadomego wtboru bez udziału "realnego"
      sprzedawcy) plus grupa stałych klientów którą buduje się przez wiele, wiele
      lat. W wypadku całej pozostałej rzeszy konsumentów wina, taki sklep niczym się
      nie różni od stoiska samoobsługowego w Auchan czy innym Geant lub Tesco a zakup
      w nim jest nieporównywalnie trudniejszy i wywołujący nierzadko stres oraz
      niepokój o jakość usługi (niestety często uzasadniony z powodu marketingowego
      bełkotu pojawiającego się na stronach sklepów wirtualnych).


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • docg 14.09.05, 12:51
      giorgio_primo napisał:
      > Jeśli chodzi o sklep internetowy, to nie jest on tańszy od
      > sklepu "normalnego".
      > Twierdzę że jest droższy jeśli chodzi o koszty (oczywiście
      > lokalizacja "normalnego" może powodować koszty astronomiczne, ale to już
      > wybór sklepikarza).

      -- pewnie masz sprawę przemyślaną i wiesz co piszesz, ale trochę to dla mnie
      dziwne, że sklep internetowy jest droższy. Pomijając lokalizację, w sklepie
      internetowym nie potrzebujesz szczególnego wystroju wnętrza i wykwalifikowanej
      obsługi, pewnie prostsze są też formalności związane z założeniem i
      prowadzeniem sklepu.
      Dla mnie główny problem przy zakupach w sklepach wysyłkowych jest taki, że nie
      ma sensu kupować tam 1 - 2 butelek, bo koszty wysyłki czynią takie
      przedsięwzięcie nieopłacalnym, a nie zawsze mam ochotę kupić 12 butelek, albo
      wydać ponad 500 zł żeby mieć transport gratis (z takimi warunkami się
      spotkałem). Czy te ograniczenia miałeś na myśli?
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • giorgio_primo 14.09.05, 13:08
      docg napisał:

      > giorgio_primo napisał:
      > > Jeśli chodzi o sklep internetowy, to nie jest on tańszy od
      > > sklepu "normalnego".
      > > Twierdzę że jest droższy jeśli chodzi o koszty (oczywiście
      > > lokalizacja "normalnego" może powodować koszty astronomiczne, ale to już
      > > wybór sklepikarza).
      >
      > -- pewnie masz sprawę przemyślaną i wiesz co piszesz, ale trochę to dla
      mnie
      >
      > dziwne, że sklep internetowy jest droższy. Pomijając lokalizację, w sklepie
      > internetowym nie potrzebujesz szczególnego wystroju wnętrza i
      wykwalifikowanej
      > obsługi, pewnie prostsze są też formalności związane z założeniem i
      > prowadzeniem sklepu.

      Niebardzo... pozwolisz, że kiedyś przy winie wyjaśnię w czym problem. ;-)

      > Dla mnie główny problem przy zakupach w sklepach wysyłkowych jest taki, że
      nie
      > ma sensu kupować tam 1 - 2 butelek, bo koszty wysyłki czynią takie
      > przedsięwzięcie nieopłacalnym, a nie zawsze mam ochotę kupić 12 butelek, albo
      > wydać ponad 500 zł żeby mieć transport gratis (z takimi warunkami się
      > spotkałem). Czy te ograniczenia miałeś na myśli?

      Te, ale niestety nie tylko te.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • docg 14.09.05, 15:00
      bo rzeczywiście: takie "trendy" firmy jak Atlantika, Austrovin, Mielżyński maja
      niby strony internetowe, ale albo tylko z adresem i telefonem, albo z jakimiś
      pierdołami, i wyraźnie na sprzedaży wysyłkowej im nie zależy (a wystarczyłaby
      tylko oferta z cenami i adres emailowy na który można wysyłać zamówienia)
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • Gość: paero123 IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 14.09.05, 17:01
      Moze zamiast tego wolą dołożyć się do 'wypasionej' strony www jakiegos
      restauratora ;-)))?
    • paero123 14.09.05, 14:18
      Giorgio, mistrzu jak już :-)

      Chodziło mi przede wszystkim o to, dlaczego istniejace sklepy specjalistyczne
      posiadajace również internetowy kanal dystrybucji (np. La Bodega, Winoteka
      Nico, Dominius) maja identyczne ceny na polkach i w ofercie internetowej.

      giorgio_primo napisał:
      > Problemem jednak jest to, że przy niskiej świadomości konsumenta w Polsce
      > klientem takiego sklepu wirtualnego zostaje niewiele więcej osób niż
      uczestnicy tego forum (potrafiący często dokonać świadomego wtboru bez
      udziału "realnego" sprzedawcy) plus grupa stałych klientów którą buduje się
      przez wiele, wiele lat.

      No i skoro to sa ludzie nie potrzebujacy osobistej konsultacji sprzedawcy itp
      uslug to dlaczego nie moga przez internet kupowac taniej? Np. w banku nie place
      za przelewy internetowe, dokonywane samodzielnie, natomiast w oddziale taki
      przelew juz cos kosztuje bo obsluga itp.

      > W wypadku całej pozostałej rzeszy konsumentów wina, taki sklep niczym się
      > nie różni od stoiska samoobsługowego w Auchan czy innym Geant lub Tesco a
      zakup w nim jest nieporównywalnie trudniejszy i wywołujący nierzadko stres oraz
      > niepokój o jakość usługi (niestety często uzasadniony z powodu marketingowego
      > bełkotu pojawiającego się na stronach sklepów wirtualnych).

      OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
      importerzy/sklepy go uruchamiaja? Gdyby ceny byly nizsze to czy nie chetniej
      klienci by jednak ryzykowali i kupowali przez Internet? A od czego jest google
      aby sprawdzic dane wino? Poza tym wystaczy wprowadzic statystyki 'Najczesciej
      kupowane wina' 'Wina pasujace do...' itp. wyszukiwarki na stronie i klopot z
      glowy. A tak to mam cene jak w sklepie + koszt dostawy + ew.ryzyko podanie nr
      karty kredytowej i taki zakup z gory staje sie nieatrakcyjny, nie tylko
      cenowo...
    • winoman 14.09.05, 14:44
      > OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
      > importerzy/sklepy go uruchamiaja?

      W znanych mi przypadkach (niektórzy tzw. mali importerzy) wytłumaczenie jest
      proste. Importerzy Ci większość swych win sprzedają poprzez sklepy tradycyjne,
      nie mogą więc sobie pozwolić na oferowanie tych samych win wysyłkowo po niższych
      cenach, bo natychmiast właściciele sklepów tradycyjnych zrezygnowaliby ze
      współpracy z nimi i sprzedaż by się zawaliła. Sklep internetowy ma służyć tym
      klientom, którzy nie mają w pobliżu sklepu tradycyjnego oferującego wina danego
      importera.

      Pozdrawiam!
    • paero123 14.09.05, 17:17
      winoman napisał:

      > W znanych mi przypadkach (niektórzy tzw. mali importerzy) wytłumaczenie jest
      > proste. Importerzy Ci większość swych win sprzedają poprzez sklepy
      tradycyjne,
      > nie mogą więc sobie pozwolić na oferowanie tych samych win wysyłkowo po
      niższyc
      > h
      > cenach, bo natychmiast właściciele sklepów tradycyjnych zrezygnowaliby ze
      > współpracy z nimi i sprzedaż by się zawaliła.

      Moze czegos do konca nie rozumiem: tzn. ze mali importerzy nie maja jakichs
      wyjatkowych win czy wyłącznosci na sprowadzene wina lub sprowadzaja w
      rozsadnych cenach i sklepom specjalistycznym nie zalezy na wspolpracy z nimi a
      jedynie na bonusach jak lodowka, wyposazenie itp? Ale przeciez importer nie
      musi sprzedawac przez www win po cenie jak dla sklepow tylko z własna marżą
      stałą lub zależną np. od wielkosci zakupu - czy tez nie moze sprzedawac w ogole
      detalicznie po jakichkolwiek wysokich nawet cenach bo znow sklepy sie obrażą?

      > Sklep internetowy ma służyć tym
      > klientom, którzy nie mają w pobliżu sklepu tradycyjnego oferującego wina
      danego
      > importera.

      Idea sklepow internetowych to raczej sklep dla
      oszczednych/leniwych/zapracowanych a nie dla mieszkańców odludzi :-)))

      Pozdrawiam
    • giorgio_primo 14.09.05, 18:10
      paero123 napisał:

      > Moze czegos do konca nie rozumiem: tzn. ze mali importerzy nie maja jakichs
      > wyjatkowych win czy wyłącznosci na sprowadzene wina lub sprowadzaja w
      > rozsadnych cenach i sklepom specjalistycznym nie zalezy na wspolpracy z nimi
      a
      > jedynie na bonusach jak lodowka, wyposazenie itp? Ale przeciez importer nie
      > musi sprzedawac przez www win po cenie jak dla sklepow tylko z własna marżą
      > stałą lub zależną np. od wielkosci zakupu - czy tez nie moze sprzedawac w
      ogole
      >
      > detalicznie po jakichkolwiek wysokich nawet cenach bo znow sklepy sie obrażą?
      >
      > > Sklep internetowy ma służyć tym
      > > klientom, którzy nie mają w pobliżu sklepu tradycyjnego oferującego wina
      > danego
      > > importera.
      >
      > Idea sklepow internetowych to raczej sklep dla
      > oszczednych/leniwych/zapracowanych a nie dla mieszkańców odludzi :-)))
      >
      > Pozdrawiam

      Chyba jednak zupełnie nie rozumiesz zasad handlu detalicznego... ;-)))

      Jeszcze raz, w miarę prosto i z przerysowaniem dla ułatwienia zrozumienia
      problemu:

      Z uwagi na mały udział sprzedaży internetowej w ogólnej wielkości spredaży wina
      (a w szczególności w Polsce), może okazać się że uruchomienie sprzedaży według
      twojego pomysłu może się okazać mało opłacalne. Może się ono bowiem zakończyć
      odmową zakupu win oferowanych przez importera w jego sklepie internetowym przez
      sklepy tradycyjne posiadające dużo większy udział w rynku.

      Wygląda to w handlu detalicznym tak, że czym większa ilość punktów
      odbierających od importera towar, tym większa ilość sprzedanego towaru (choć
      często wzrastają koszty obsługi logistycznej, serwisowej czy księgowej większej
      ilości odbiorców). Oczywiście przyrosty nie są proporcjonalne, ale zawsze są.
      Czy zatem warto importerowi ryzykować sprzedaż internetową, zwłaszcza jeśli
      oferuje wina mało znane i potrzebjące pomocy sprzedawcy czy kelnera?

      Dodatkowo dochodzi powszchnie występująca w Polsce praktyka, nie tylko wśród
      handlowców pracujących na prowizjach w dużych firmach importerskich, ale także
      właśnie w sklepach internetowych importerów, sprzedawania klientom detalicznym
      produktów po cenach hurtowych. Oczywiście doskonale rozumiem mechanizm takiego
      zjawiska, ale każdy taki ruch musi pociągać za sobą skutek w postaci znikania
      win takiego importera z oferty sklepu "normalnego", nie będącego własnym
      sklepem tegoż importera.

      Myślę, że dla każdego jest zrozumiałe, że imoporter wykonuje swoją zaplanowaną
      marżę brutto sprzedając w cenie "hurtowej", niezależnie czy sprzedaje
      produkt "do sklepu" czy "indywidualnie". Musi tylko podjąć decyzję, czy przez
      własne kanały sprzedaży (domokrążcy, internet, degustacje w firmach, katalog
      wysyłkowy, sprzedaż telefoniczna, własne sklepy) jest w stanie osiągnąć
      planowane ilości i czy koszty budowania takich własnych kanałów sprzedaży nie
      są czasem droższe niż utrzymanie dobrej współpracy ze sklepami "niezależnymi".
      Każdy z imoprterów musi taką decyzję podjąć indywidualnie i nie ma żadnej
      reguły w tej kwestii.

      Nie ma jednak żadnej możliwości utrzymania obu kanałów sprzedaży bez powstania
      konfliktu interesów.

      Radziłbym nie wpadać w przesadę z tymi "lodówkami" i "boazeriami" bo to nie do
      końca prawda, dotycząca zresztą ograniczonej ilości punktów i raczej dowodząca
      marnej kalkulacji właściciela restauracji lub co gorsza braku nadzoru
      właściciela nad "managerem". Którzy importerzy to praktykują łatwo dosyć
      odgadnąć oglądając ich cenniki. Przecież nikt nic "gratis" nie daje... ;-)


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 14.09.05, 18:50
      giorgio_primo napisał:

      > Chyba jednak zupełnie nie rozumiesz zasad handlu detalicznego... ;-)))

      W jakiej że ja nieswiadomosci zylem przez cwierc wieku zywota mego :-)))

      > Z uwagi na mały udział sprzedaży internetowej w ogólnej wielkości spredaży
      wina
      >
      > (a w szczególności w Polsce), może okazać się że uruchomienie sprzedaży
      według
      > twojego pomysłu może się okazać mało opłacalne. Może się ono bowiem zakończyć
      > odmową zakupu win oferowanych przez importera w jego sklepie internetowym
      przez
      >
      > sklepy tradycyjne posiadające dużo większy udział w rynku.

      Rozumię (tantiem dla J.Wassermana podobnie jak za "czysta czydziesci czy"), ze
      mowisz o imorterach jak Atlantika, nie prowadzacych sprzedazy detalicznej, a ja
      o importerach, ktorzy i spowadzaja, i maja odbiorcow hurtowych i wlasne sklepy
      detaliczne. Chyba, ze sie mylę ale La Bodega tak nie dziala - czy tez sprowadza
      tylko na wlasne potrzeby?

      > Wygląda to w handlu detalicznym tak, że czym większa ilość punktów
      > odbierających od importera towar, tym większa ilość sprzedanego towaru (choć
      > często wzrastają koszty obsługi logistycznej, serwisowej czy księgowej
      większej
      >
      > ilości odbiorców). Oczywiście przyrosty nie są proporcjonalne, ale zawsze są.
      > Czy zatem warto importerowi ryzykować sprzedaż internetową, zwłaszcza jeśli
      > oferuje wina mało znane i potrzebjące pomocy sprzedawcy czy kelnera?

      Chyba nie, ale to nie sklep specjalistyczny wypija zakupione wina a końcowi
      klienci. Ci 'kumaci' to czasem kupuja za granica badz wiedza gdzie i w jakiej
      cenie sie jakie wino oplaca, ci przypadkowi to i tak wola kupic czasem w
      supermarkecie "do obiadu" "uzytku wlasnego", a jak "na prezent" to w sklepie
      specjalistycznym :-). Oczywiscie to przerysowanie ale z powodow finansowych ja
      sam kupuje wina tak do 45 zł/butelka w Polsce ale jak trafi sie okazja kupic
      cos co u nas kosztuje 70 zł za granica za rownowartosc 35 zł to nie omieszkam :-
      ) i to nawet z zapasem :-)

      > Dodatkowo dochodzi powszchnie występująca w Polsce praktyka, nie tylko wśród
      > handlowców pracujących na prowizjach w dużych firmach importerskich, ale
      także
      > właśnie w sklepach internetowych importerów, sprzedawania klientom
      detalicznym
      > produktów po cenach hurtowych. Oczywiście doskonale rozumiem mechanizm
      takiego
      > zjawiska, ale każdy taki ruch musi pociągać za sobą skutek w postaci znikania
      > win takiego importera z oferty sklepu "normalnego", nie będącego własnym
      > sklepem tegoż importera.

      Nie rozumiem; czy dlatego, ze sklep sie o tym dowie i obraża na improtera czy
      dlatego, ze skala tej sprzedazy detalicznej po cenach duzo korzystaniejszych
      niz te ktore ma sklep jest taka, ze zamiera sprzedaz tego wina w sklepie?

      > Myślę, że dla każdego jest zrozumiałe, że imoporter wykonuje swoją
      zaplanowaną
      > marżę brutto sprzedając w cenie "hurtowej", niezależnie czy sprzedaje
      > produkt "do sklepu" czy "indywidualnie".

      No to skoro ma tak operatywnych handlowcow to po co mu inni odbiorcy? Chyba
      jednak skala tego zjawiska jest marginalna typu: bierze gość dla paru znajomych
      kilkanascie win po cenach "dla pracownikow" a nie że sprzedaje obcym ludziom na
      skale sklepową... Ale rozumiem, ze z pozycji sklepu to wlasciciel i własnemu
      bratu sprzedalby z marżą ;-)))

      > Musi tylko podjąć decyzję, czy przez
      > własne kanały sprzedaży (domokrążcy, internet, degustacje w firmach, katalog
      > wysyłkowy, sprzedaż telefoniczna, własne sklepy) jest w stanie osiągnąć
      > planowane ilości i czy koszty budowania takich własnych kanałów sprzedaży nie
      > są czasem droższe niż utrzymanie dobrej współpracy ze sklepami "niezależnymi".

      OK, to zrozumiałe. Ale jesli cena w sklepach "niezależnych" jest za wysoka dla
      klientow aby gwarantowalo to sensowny obrót w określonym czasie to wtedy
      importer nie ma czestych zamowien od tych odbiorców, bo np. klienci czekaja na
      promocje, przeceny... A przedstawiciel importera musi zrobic wlasny plan i moze
      dlatego "upłynnia" wsród detalistów. Ale to tylko takie gdybanie :-)

      > Nie ma jednak żadnej możliwości utrzymania obu kanałów sprzedaży bez
      powstania
      > konfliktu interesów.

      I importer zajmie sie tylko importem dla odbiorców hurtowych a sklep sprzedażą
      dla klientów detaliczny przy obrotach satysfakcjonujacych inportera

      > Radziłbym nie wpadać w przesadę z tymi "lodówkami" i "boazeriami" bo to nie
      do
      > końca prawda, dotycząca zresztą ograniczonej ilości punktów i raczej
      dowodząca
      > marnej kalkulacji właściciela restauracji lub co gorsza braku nadzoru
      > właściciela nad "managerem".

      To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha ale wydalo
      mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.

      > Którzy importerzy to praktykują łatwo dosyć
      > odgadnąć oglądając ich cenniki. Przecież nikt nic "gratis" nie daje... ;-)

      A w konsekwencji za wszystko płaci klient detaliczny :-(
    • winoman 14.09.05, 19:18

      > Nie rozumiem; czy dlatego, ze sklep sie o tym dowie i obraża na improtera?

      No, to chyba łatwo zrozumieć. Jakbyś się poczuł sprzedając z uczciwym narzutem,
      gdyby przyszedł do sklepu klient i zrobił Ci karczemną awanturę, nazywając Cię
      złodziejem, tylko dlatego, że wino, które kupił u importera za 40 zł, u Ciebie
      kosztuje 50? Byłem kiedyś świadkiem takiej awantury.

      POzdrawiam!
    • winoman 14.09.05, 19:20

      > POzdrawiam!

      I proszę nie traktować powyższego pozdrowienia jako deklaracji, na kogo będę
      głosował :-))

      Pozdrawiam!
    • Gość: docg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 19:24
      czy któraś z partii wystawiających kandydatów do Sejmu mówi coś w swoim
      programie o zniesieniu akcyzy na wino?
      P(ozdrawiam) i S(macznego) :-)
    • winoman 14.09.05, 19:34
      > czy któraś z partii wystawiających kandydatów do Sejmu mówi coś w swoim
      > programie o zniesieniu akcyzy na wino?

      Która to akcyza wynosi nieco ponad złotówkę na butelce ... :-)) Dla
      statystycznego wyborcy (2-3 litry rocznie) jest to raptem kilka złotych na osobę
      w rodzinie, więc nie sądzę, żeby głoszenie takich postulatów było warte wiecej,
      niż koszt ich wydrukowania ... Pamiętajcie, że tak jak to napisał GP, jesteśmy
      winnymi "oszołomami", czy to się nam podoba, czy nie.

      Pozdrawiam Oczywiście, choć sentyment kazałby mi Pozdrowić Dobitnie(.pl) :-)
    • docg 14.09.05, 19:49
      winoman napisał:
      > Która to akcyza wynosi nieco ponad złotówkę na butelce ...

      -- właśnie, i to jest absurd, że państwo zarabia na tym złotówkę, a
      importerzy musza się "zabawiać" w całą księgowość akcyzową, naklejanie tych
      durnych pasków itp. Jak słyszałem, to nie kwota akcyzy ale związane z nią
      sprawy organizacyjne utrudniają import wina czy też sprzedaż wina
      wyprodukowanego w Polsce. No i, last but not least, akcyza uniemożliwia legalne
      zakupy wina w europejskich sklepach wysyłkowych. Chyba wystarczy powodów żeby
      znieść to badziewie?
      pozdrawiam
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • Gość: paero123 IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 15.09.05, 14:02
      O czym my tu mowimy? O samopoczuciu sprzedającego? To biznes a nie uczucia :-)
      To przykre ale zdarza się.
      Przeciez nikt nikogo NIE ZMUSZA do kupowania w tym czy innym sklepie. Takie
      awantury to domena staruszkow lub ludzi psychicznie chorych. A jak nazywa
      zlodziejem to za ryj i na policje i pozew o znieslawienie.
      Proste. Moja marża to moja sprawa. Nie chcesz to nie kupuj.
      Przypomina mi tu sytuacje jak ktos awanturuje sie w banku, ze musi zaplacic
      prowizje od wyplaty z kasy lub jak gosc drze sie na tramwajarza, ze jak kupuje
      bilet u niego to z doplata. Zawsze sa do wyboru: karta bankomatowa lub kiosk.
      Koniec :-)
    • giorgio_primo 14.09.05, 19:32
      paero123 napisał:


      > Rozumię (tantiem dla J.Wassermana podobnie jak za "czysta czydziesci czy"),
      ze
      > mowisz o imorterach jak Atlantika, nie prowadzacych sprzedazy detalicznej, a
      ja
      >
      > o importerach, ktorzy i spowadzaja, i maja odbiorcow hurtowych i wlasne
      sklepy
      > detaliczne. Chyba, ze sie mylę ale La Bodega tak nie dziala - czy tez
      sprowadza
      >
      > tylko na wlasne potrzeby?

      Nie kumam za bardzo o czym mówisz. Może tak, na przykładzie:

      Nie kupuję od firmy X, bo firma ta sprzedaje na swojej stronie internetowej w
      ramach "karty stałego" otrzymanej już przed pierwszym zakupem albo od kwoty 300
      zł za zamówienie po cenach czasem niższych niż mi. Po co miałbymn to robić? W
      imie czego? Kupuję od firmy Y, która dbając o swoich odbiorców hurtowych, nie
      prowadzi takich praktyk i nie sprzedaje bezpośrednio klientom w cenach
      hurtowych.

      > Chyba nie, ale to nie sklep specjalistyczny wypija zakupione wina a końcowi
      > klienci. Ci 'kumaci' to czasem kupuja za granica badz wiedza gdzie i w jakiej
      > cenie sie jakie wino oplaca, ci przypadkowi to i tak wola kupic czasem w
      > supermarkecie "do obiadu" "uzytku wlasnego", a jak "na prezent" to w sklepie
      > specjalistycznym :-). Oczywiscie to przerysowanie ale z powodow finansowych
      ja
      > sam kupuje wina tak do 45 zł/butelka w Polsce ale jak trafi sie okazja kupic
      > cos co u nas kosztuje 70 zł za granica za rownowartosc 35 zł to nie
      omieszkam :
      > -
      > ) i to nawet z zapasem :-)

      Jesteś nieistotnym marginesem dla rynku wina w Polsce (bez pejoratywnych
      skojarzeń proszę!). Podobnie jak gro stałych uczestników tego forum, niestety.
      Choć nawet niektórzy stali uczestnicy tego forum, z uporem maniaka, gotowi są
      wydawać pieniądze w sposób skrajnie nieracjonalny byle zgadzało się "u
      Parkera". Czy Wam się naprawdę wydaje, że ktoś poza Wami... no i paroma innymi
      jeszcze ;-P... jest w stanie zapamiętać co pił miesiąc temu i za ile? Błąd tkwi
      w założeniu, że klient prowadzi waszym wzorem tego typu dogłębne analizy.

      > Nie rozumiem; czy dlatego, ze sklep sie o tym dowie i obraża na improtera czy
      > dlatego, ze skala tej sprzedazy detalicznej po cenach duzo korzystaniejszych
      > niz te ktore ma sklep jest taka, ze zamiera sprzedaz tego wina w sklepie?

      Nie sądzę, żeby przyczyną było zamieranie. Jest niezręczną sytuacją dla każdego
      sklepu kiedy wino sprzedane swojemu klientowi nawet z minimalną marżą, zobaczy
      na "promocji" importera w Makro lub na jego stronie www taniej niż je kupił od
      tego właśnie importera. To zwyczajnie podważa zaufanie klienta do sklepu.

      > No to skoro ma tak operatywnych handlowcow to po co mu inni odbiorcy? Chyba
      > jednak skala tego zjawiska jest marginalna typu: bierze gość dla paru
      znajomych
      >
      > kilkanascie win po cenach "dla pracownikow" a nie że sprzedaje obcym ludziom
      na
      >
      > skale sklepową... Ale rozumiem, ze z pozycji sklepu to wlasciciel i własnemu
      > bratu sprzedalby z marżą ;-)))

      Oczywiście że tak, choćby była ona niewielka. No chyba że chce mu zrobić
      prezent. Część marży brutto pokrywa procentowo wyrażoną opłatę za zezwolenie na
      sprzedaż alkoholu i kilka innych stałych kosztów związanych z możliwością
      zakupu alkoholu od hurtownika (w tym wypadku często importera). Tymczasem nie
      jest tak jak piszesz, tylko tak że część handlowców większych firm
      importerskich sprzedaje wino po cenach hurtowych swoim odbiorcom indywidualnym
      wystawiając na "podkładkę" faktury dla odbiorców sklepowych. Każdy ma w tym
      jakiś interes. Firma importerska odprowadza wtedy tylko i wyłącznie procentową
      opłatę za sprzedaż hurtową, gdy powinna sprzedając prywatnemu odbiorcy naliczyć
      i opłatę za hurt i za detal.

      > OK, to zrozumiałe. Ale jesli cena w sklepach "niezależnych" jest za wysoka
      dla
      > klientow aby gwarantowalo to sensowny obrót w określonym czasie to wtedy
      > importer nie ma czestych zamowien od tych odbiorców, bo np. klienci czekaja
      na
      > promocje, przeceny... A przedstawiciel importera musi zrobic wlasny plan i
      moze
      >
      > dlatego "upłynnia" wsród detalistów. Ale to tylko takie gdybanie :-)

      To oczywiście możliwe, ale wierz mi że niewielu klientów prowadzi tak głęboką
      egzegezę. Poza tym czy naprawdę wierzysz w to, że jeśli jeśli coś jest "za
      drogie" to czeka się na "promocję"? Nie wiem, ale ja po prostu kupuję coś
      innego, alternatywnego, tańszego i tyle.


      > I importer zajmie sie tylko importem dla odbiorców hurtowych a sklep
      sprzedażą
      > dla klientów detaliczny przy obrotach satysfakcjonujacych inportera

      Tak wygląda większość rynku wina na świecie i choć zmiany na pewno będą, ale
      szybko ta struktura chyba się nie zmieni.

      > To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha ale
      wydalo
      > mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.

      Trudno mi się za nich wypowiadać. Być może, gdyby oferowali inny lub inaczej
      wyceniony produkt, a restauracja czy sklep mogli by na nim wyrażnie więcej
      zarobić niż na produktach konkurencji, nie byłoby propozycji "korupcyjnych" ;-)
      W końcu nadrzędnym celem dla tego typu przedsięwzięć jest zysk. Czy to się
      komuś podoba czy nie.

      > A w konsekwencji za wszystko płaci klient detaliczny :-(

      Oczywiście. Jak w każdej innej branży. Kto niby ma płacić? Fundacja Rozwoju
      Górnictwa Śląskiego? Też ma kasę z twoich podatków... ;-P

      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 15.09.05, 14:55
      giorgio_primo napisał:

      > Nie kumam za bardzo o czym mówisz.

      Chodzi mi o to, ze np. firma A importuje wina i sprzedaje je odbiorcom
      hurtowym B i C po cenach hurtowych ab i ac, a oni sprzedaja je klientom
      detalicznym po cenach detalicznych abb i acc. Natomiast firma X importuje wina
      i sprzedaje je odbiorcom B i C po cenach hurtowych xb i xc, a oni sprzedaja je
      klientom detalicznym po cenach detalicznych xbb i xcc. Firma X ma rowniez
      wlasne sklepy w ktorych sprzedaje wina klientom detalicznym po cenach
      detalicznych xxx (bez skojarzen proszę). Czy w zwiazku z tym z zasady ceny xxx
      powinny byc wyzsze niz xbb i xcc czy tez powinny byc tylko wyzsze od xb i xc,
      aby B i C sie nie obrazili i nie zaprzestali wspolpracy z X? A jesliby X
      uruchomil e-sklep i sprzedawal tam wina po cenach xx gdzie zachodzi zaleznosc
      xxx> xx > xb v xc (winoman mnie zapewne poprawi za nieprawidlowe uzycie
      kwantyfikatorow logicznych). Wolno mu czy tez narazi sie A i B?

      > Może tak, na przykładzie:
      >
      > Nie kupuję od firmy X, bo firma ta sprzedaje na swojej stronie internetowej w
      > ramach "karty stałego" otrzymanej już przed pierwszym zakupem albo od kwoty
      300
      >
      > zł za zamówienie po cenach czasem niższych niż mi.

      Rozumiem islusznie sie oburzasz - nie sprzedaje sie detalicnzym po cenach
      hurtowych (lub nizszych) i juz. Tego przypadku nie ma co rozpatrywac, nie o ten
      mi w kazdym razie chodzi.

      > Kupuję od firmy Y, która dbając o swoich odbiorców hurtowych, nie
      > prowadzi takich praktyk i nie sprzedaje bezpośrednio klientom w cenach
      > hurtowych.

      To jasne.

      > Jesteś nieistotnym marginesem dla rynku wina w Polsce (bez pejoratywnych
      > skojarzeń proszę!). Podobnie jak gro stałych uczestników tego forum,
      niestety.

      My, marginesy z forum 'Wino' :-))))

      > Czy Wam się naprawdę wydaje, że ktoś poza Wami... no i paroma innymi
      > jeszcze ;-P... jest w stanie zapamiętać co pił miesiąc temu i za ile?

      No jak klient popłynie to nic nie pamięta :-)))

      > Błąd tkwi
      >
      > w założeniu, że klient prowadzi waszym wzorem tego typu dogłębne analizy.

      OK, rozumiem, ze masz na mysli klientow zamoznych dla ktorych cena nie gra
      roli? Tak jak ja nie sprawdzam cen jogurtow, bo dla mnie to nieistotne, stac
      mnie na kazdy a wazne czy smakuje czy nie

      > Nie sądzę, żeby przyczyną było zamieranie. Jest niezręczną sytuacją dla
      każdego
      >
      > sklepu kiedy wino sprzedane swojemu klientowi nawet z minimalną marżą,
      zobaczy
      > na "promocji" importera w Makro lub na jego stronie www taniej niż je kupił
      od
      > tego właśnie importera. To zwyczajnie podważa zaufanie klienta do sklepu.

      OK, ta sytuacja jest rzeczywiscie niedopuszczalna jw. wspominalem. Choc Makro
      to taki sam odbiorca jak Ty; jesli odbiera duzo wiecej od Ciebie, to ma towar
      sporo taniej i moze oplaca mu sie sprzedawac w swoich sklepach z mniejsza marza
      niz Ty. Moze tak byc? To promocje importera w Makro czy promocje Makro?

      > Oczywiście że tak, choćby była ona niewielka.

      OK, pomijam sytuacje, ze brat lubi wino i pije je systematycznie :-) Ale
      okazyjnie to moja znajoma sprzeda swojemu chrzesniakowi szczotkę elektryczną do
      zebow po cenie hurtowej bo pracuje w pewnej hurtowni. Ale nie ma wlasnego
      sklepiku przy hurtowni, gdzie sprzedaje to kazdemu i w kazdej ilosci...

      > Część marży brutto pokrywa procentowo wyrażoną opłatę za zezwolenie na
      > sprzedaż alkoholu i kilka innych stałych kosztów związanych z możliwością
      > zakupu alkoholu od hurtownika (w tym wypadku często importera).

      Wszystko to rozumiem, ale szlag mnie trafia jak slysze, ze dokladam sie w cenie
      wina, ktore kupuje szt.1 w sklepie, do prezentu dla jakiegos restauratora

      > część handlowców większych firm
      > importerskich sprzedaje wino po cenach hurtowych swoim odbiorcom
      indywidualnym
      > wystawiając na "podkładkę" faktury dla odbiorców sklepowych. Każdy ma w tym
      > jakiś interes. Firma importerska odprowadza wtedy tylko i wyłącznie
      procentową
      > opłatę za sprzedaż hurtową, gdy powinna sprzedając prywatnemu odbiorcy
      naliczyć
      >
      > i opłatę za hurt i za detal.

      Wszystko to rozumiem ale jaka jest skala tego zjawiska i jakie ilosci wchodza w
      gre? Ide jutro "z ulicy" aby kupic 2 wina i tak bez problemu mi je sprzedadza?
      Czy ten detaliczny jest jakims gigantycznym odbiorcą? Moze w ramach tego forum
      powinnismy stworzyc jakis podmiot prawny i stac sie odbiorcą hurtowym
      importerow i kupowac wina w nizszych cenach dzieki temu? :-)))

      > niewielu klientów prowadzi tak głęboką
      > egzegezę.

      Trudne słowo. A ja na to "kopytko" ;-)

      > Poza tym czy naprawdę wierzysz w to, że jeśli jeśli coś jest "za
      > drogie" to czeka się na "promocję"? Nie wiem, ale ja po prostu kupuję coś
      > innego, alternatywnego, tańszego i tyle.

      Jako, ze moj staz winopijcy jest krotki to trudno mi cos powiedziec, ale
      wystarczy porownac rynek ciuchowy - wiekszosc regularnie kupujacych i
      interesujacych sie moda kupuje od wyprzedazy do wyprzedazy (łacznie z wyjazdami
      do Mediolanu czy chocby Berlina). A w sezonie to tylko tanie i pierwszej
      potrzeby (skarpetki, majtki itp) rzeczy. Moze z winem jest inaczej

      > > To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha ale
      > wydalo
      > > mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.
      >
      > Trudno mi się za nich wypowiadać. Być może, gdyby oferowali inny lub inaczej
      > wyceniony produkt, a restauracja czy sklep mogli by na nim wyrażnie więcej
      > zarobić niż na produktach konkurencji, nie byłoby propozycji "korupcyjnych" ;-
      )
      > W końcu nadrzędnym celem dla tego typu przedsięwzięć jest zysk. Czy to się
      > komuś podoba czy nie.

      OK, nie wypowiadam sie. Przyklad z branzy farmaceutycznej: (nawet jesli chodzi
      o leki nierefundowane) idzie rep do lekarza, aptekarza itp i w wiekszosci
      przypadkow nikt nie oczekuje od niego merytorycznej informacji a deklaracji co
      firma zrobi dla niego (wyjazd na sympozjum do USA, remont gabinetu itd) w
      zamian za przypisywanie ich leku. Byc moze produkt nie jest taki wyjatkowy albo
      i pacjent nie umrze od innego :-(

      > > A w konsekwencji za wszystko płaci klient detaliczny :-(
      >
      > Oczywiście. Jak w każdej innej branży. Kto niby ma płacić? Fundacja Rozwoju
      > Górnictwa Śląskiego? Też ma kasę z twoich podatków... ;-P

      OK, ale podatki MUSZĘ placic a wino kupuje z wlasnej woli. I nie mam
      satysfakcji, ze fajna lodowke i boazerie ma restaurator tez i dzieki mnie :-))
      Wolalbym, zeby w cenie tego wina byla zamiast tego jakas oplata na jakies
      hospicjum czy dom dziecka - wtedy slowa bym nie powiedzial...

    • ducale 15.09.05, 15:38
      paero123 napisał:

      > giorgio_primo napisał:
      >
      > > Nie kumam za bardzo o czym mówisz.
      >
      > Chodzi mi o to, ze np. firma A importuje wina i sprzedaje je odbiorcom
      > hurtowym B i C po cenach hurtowych ab i ac, a oni sprzedaja je klientom
      > detalicznym po cenach detalicznych abb i acc. Natomiast firma X importuje
      wina
      > i sprzedaje je odbiorcom B i C po cenach hurtowych xb i xc, a oni sprzedaja
      je
      > klientom detalicznym po cenach detalicznych xbb i xcc. Firma X ma rowniez
      > wlasne sklepy w ktorych sprzedaje wina klientom detalicznym po cenach
      > detalicznych xxx (bez skojarzen proszę). Czy w zwiazku z tym z zasady ceny
      xxx
      > powinny byc wyzsze niz xbb i xcc czy tez powinny byc tylko wyzsze od xb i xc,
      > aby B i C sie nie obrazili i nie zaprzestali wspolpracy z X? A jesliby X
      > uruchomil e-sklep i sprzedawal tam wina po cenach xx gdzie zachodzi zaleznosc
      > xxx> xx > xb v xc (winoman mnie zapewne poprawi za nieprawidlowe uzycie
      >
      > kwantyfikatorow logicznych). Wolno mu czy tez narazi sie A i B?
      >
      no odkąd paero zaczął krucjate ,to chyba tylko sstar i winoman znają odpowiedź
      na powyzsze twierdzenia - i to raczej z racji profesjii a nie zamilowania do
      wina :))
      btw. dobrze zes paero nie wprowadzil wiecej zmiennych :))ale na pierwszy rzut
      oka wygląda to chyba na jakąś macierz winną
    • giorgio_primo 15.09.05, 16:40
      paero123 napisał:

      > Chodzi mi o to, ze np. firma A importuje wina i sprzedaje je odbiorcom
      > hurtowym B i C po cenach hurtowych ab i ac, a oni sprzedaja je klientom
      > detalicznym po cenach detalicznych abb i acc. Natomiast firma X importuje
      wina
      > i sprzedaje je odbiorcom B i C po cenach hurtowych xb i xc, a oni sprzedaja
      je
      > klientom detalicznym po cenach detalicznych xbb i xcc. Firma X ma rowniez
      > wlasne sklepy w ktorych sprzedaje wina klientom detalicznym po cenach
      > detalicznych xxx (bez skojarzen proszę). Czy w zwiazku z tym z zasady ceny
      xxx
      > powinny byc wyzsze niz xbb i xcc czy tez powinny byc tylko wyzsze od xb i xc,
      > aby B i C sie nie obrazili i nie zaprzestali wspolpracy z X? A jesliby X
      > uruchomil e-sklep i sprzedawal tam wina po cenach xx gdzie zachodzi zaleznosc
      > xxx> xx > xb v xc (winoman mnie zapewne poprawi za nieprawidlowe uzycie
      >
      > kwantyfikatorow logicznych). Wolno mu czy tez narazi sie A i B?

      Sorry ale nic z tego nie rozumiem. ;-)

      > OK, rozumiem, ze masz na mysli klientow zamoznych dla ktorych cena nie gra
      > roli? Tak jak ja nie sprawdzam cen jogurtow, bo dla mnie to nieistotne, stac
      > mnie na kazdy a wazne czy smakuje czy nie

      Nie. Mam na myśli niemal wszystkich klientów. Sprawa ceny jest tu wtórna. Dla
      jednego 30 zł to już drogo za flaszkę 1,5 litrową, a inny nie kupi takiego bo
      jest zbyt tanie. Więc nie da się szukać przyczyny takiego stanu rzeczy w
      stopniu zamożności.

      > OK, ta sytuacja jest rzeczywiscie niedopuszczalna jw. wspominalem. Choc Makro
      > to taki sam odbiorca jak Ty; jesli odbiera duzo wiecej od Ciebie, to ma towar
      > sporo taniej i moze oplaca mu sie sprzedawac w swoich sklepach z mniejsza
      marza
      >
      > niz Ty. Moze tak byc?

      Jasne że może. Każdy robi jak uważa za słuszne i lepsze dla jego biznesu. Ale
      ja mogę nie kupować od takiego imoprtera dla którego "nie jestem istotny bo
      inny odbiera dużo więcej", prawda? To mój wybór.

      > To promocje importera w Makro czy promocje Makro?

      Importera.

      > > Oczywiście że tak, choćby była ona niewielka.
      >
      > OK, pomijam sytuacje, ze brat lubi wino i pije je systematycznie :-) Ale
      > okazyjnie to moja znajoma sprzeda swojemu chrzesniakowi szczotkę elektryczną
      do
      >
      > zebow po cenie hurtowej bo pracuje w pewnej hurtowni. Ale nie ma wlasnego
      > sklepiku przy hurtowni, gdzie sprzedaje to kazdemu i w kazdej ilosci...

      > Wszystko to rozumiem, ale szlag mnie trafia jak slysze, ze dokladam sie w
      cenie
      >
      > wina, ktore kupuje szt.1 w sklepie, do prezentu dla jakiegos restauratora

      Masz wybór. Kupuj tam gdzie uważasz za słuszne. "Nikt nikogo przcież pod
      pistoletem nie trzyma".

      > Wszystko to rozumiem ale jaka jest skala tego zjawiska i jakie ilosci wchodza
      w
      >
      > gre? Ide jutro "z ulicy" aby kupic 2 wina i tak bez problemu mi je sprzedadza?

      W niektórych firmach tak jest.

      > Czy ten detaliczny jest jakims gigantycznym odbiorcą?

      Nie wiem. Wiem, że to funkcjonuje skali nie znam zjawiska i mało mnie to
      interesuje. Dla mnie istotne jest istnienie takiego zjawiska w konkretnej
      firmie, choćby było to działanie jednostkowe.

      > Jako, ze moj staz winopijcy jest krotki to trudno mi cos powiedziec, ale
      > wystarczy porownac rynek ciuchowy - wiekszosc regularnie kupujacych i
      > interesujacych sie moda kupuje od wyprzedazy do wyprzedazy (łacznie z
      wyjazdami
      >
      > do Mediolanu czy chocby Berlina). A w sezonie to tylko tanie i pierwszej
      > potrzeby (skarpetki, majtki itp) rzeczy. Moze z winem jest inaczej

      Chyba jest inaczej. Jeśli nawet można mówić o modzie na jakieś wina cykle jej
      zmian są dużo dłuższe niż w ciuchach. Wyprzedaże mogą dotyczyć pewnie
      czysczenia magazynu lub zbliżającej się utraty walorów smakowych jakiegoś wina
      z wiekiem.

      > > > To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha
      > ale
      > > wydalo
      > > > mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.

      Nie wiem. Jestem drobnym żuczkiem i mi nikt nigdy nic nie proponował "w zamian".

      > OK, nie wypowiadam sie. Przyklad z branzy farmaceutycznej: (nawet jesli
      chodzi
      > o leki nierefundowane) idzie rep do lekarza, aptekarza itp i w wiekszosci
      > przypadkow nikt nie oczekuje od niego merytorycznej informacji a deklaracji
      co
      > firma zrobi dla niego (wyjazd na sympozjum do USA, remont gabinetu itd) w
      > zamian za przypisywanie ich leku...

      Ale co w związku z tym? Czy to znaczy że leku nie kupujesz, bo fundujesz wtedy
      komuś wycieczkę do Złotych Piasków? Nie łapię o co chodzi. To źle? Czy dobrze?

      > OK, ale podatki MUSZĘ placic a wino kupuje z wlasnej woli. I nie mam
      > satysfakcji, ze fajna lodowke i boazerie ma restaurator tez i dzieki mnie :-
      ))
      > Wolalbym, zeby w cenie tego wina byla zamiast tego jakas oplata na jakies
      > hospicjum czy dom dziecka - wtedy slowa bym nie powiedzial...


      Satysfakcję to chyba można mieć z wina na kilka innych sposobów, w zależności
      od celu picia tegoż. Musisz cierpieć katusze podczas picia wina, bo w końcu
      niezależnie czy ktoś finasuje "boazerie" czy "lodówki", to z
      pewnością "finansujesz" drukarzowi etykiet, producentowi butelek czy w końcu
      właścicielowi firmy spedycyjnej wakacje, samochód, dom, meble, jedzenie i coś
      tam pewnie jeszcze.

      ;-)

      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 15.09.05, 19:19
      giorgio_primo napisał:

      > Sorry ale nic z tego nie rozumiem. ;-)

      No to nic nie poradzę. Moze kiedys przy winie wyjaśnię :-)

      > Jasne że może. Każdy robi jak uważa za słuszne i lepsze dla jego biznesu. Ale
      > ja mogę nie kupować od takiego importera dla którego "nie jestem istotny bo
      > inny odbiera dużo więcej", prawda? To mój wybór.

      Jak najbardziej. Ale to cena hurtowa jest jedna dla wszystkich odbiorcow
      niezaleznie od odbieranych ilosci. Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny hurtowe
      z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumiem, ze jest
      to cena stała dla wszystkich?

      > Masz wybór. Kupuj tam gdzie uważasz za słuszne. "Nikt nikogo przcież pod
      > pistoletem nie trzyma".

      Tak, ale wynika, ze wszyscy w tej branzy maja wliczone "propozycje korupcyjne"
      w swoje ceny... A płaci za to i ten kupujacy, ktory "nie jest istotny bo
      > inny kupuje dużo więcej", prawda?

      > W niektórych firmach tak jest.

      Hmm, a jakies konkrety? Bo tak to ma moc taką jak stwierdzenie "niektorzy
      stosuja nieuczciwą marżę"

      > Nie wiem. Wiem, że to funkcjonuje skali nie znam zjawiska i mało mnie to
      > interesuje. Dla mnie istotne jest istnienie takiego zjawiska w konkretnej
      > firmie, choćby było to działanie jednostkowe.

      Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow czy tez jest
      ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji

      > Chyba jest inaczej. Jeśli nawet można mówić o modzie na jakieś wina cykle jej
      > zmian są dużo dłuższe niż w ciuchach. Wyprzedaże mogą dotyczyć pewnie
      > czysczenia magazynu lub zbliżającej się utraty walorów smakowych jakiegoś
      wina
      > z wiekiem.

      Nie wiedziałem.
      A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?

      > Nie wiem. Jestem drobnym żuczkiem i mi nikt nigdy nic nie proponował "w
      zamian"

      Bo moze jestes znany jako "Nieugiety Giorgio" :-)

      >> Ale co w związku z tym? Czy to znaczy że leku nie kupujesz, bo fundujesz
      wtedy
      > komuś wycieczkę do Złotych Piasków? Nie łapię o co chodzi. To źle? Czy dobrze?

      To znaczy, ze lek nie jest "pisany" przez lekarza a jak ma duzo pacjentow to
      nie jest sprzedawany (poprzez realizacje recepty). A pacjent nie ma zazwyczaj
      wyboru, ze lekarz mowi mu "ma pan do wyboru takie leki na pana dolegliwosc"
      tylko przypisac moze lek za A lub lek B . Lek A kosztuje 50 zł a lek B 200 zł,
      oba dzialaja identycznie. I jesli "smaruje" producent B to wtedy pacjent
      przeplaca 4x tzn. lek jest tyle wart ale skutki leczenia nie sa 4x
      lepsze/szybsze. A w cenie 200 zl są pewnie zawarte "bonusy" dla lekarzy. Tak
      jak w winie bonusy dla restauratorow. Moze nie do konca ten przyklad jest
      trafiony...
      > Satysfakcję to chyba można mieć z wina na kilka innych sposobów, w zależności
      > od celu picia tegoż. Musisz cierpieć katusze podczas picia wina, bo w końcu
      > niezależnie czy ktoś finasuje "boazerie" czy "lodówki", to z
      > pewnością "finansujesz" drukarzowi etykiet, producentowi butelek czy w końcu
      > właścicielowi firmy spedycyjnej wakacje, samochód, dom, meble, jedzenie i coś
      > tam pewnie jeszcze.

      Wszystko to rozumiem, ale jesli cena jest wysoka z powodu bezposrednich
      nakladow na wino lacznie z godziwymi "kokosami i mercedesami" dla
      producentow/importerow to OK. Ale nie jest OK, gdy importer/sprzedawca mowi, ze
      cena jest wysoka bo komus musi dac lapowke, zeby wzial jego towar. I ja te
      łapowke wspołfinansuję, choc na dluzsza mete wcale mi sie to nie oplaci - ani
      ceny nie spadna tak bardzo bo ten restaurator za lapowke wezmie 100x tyle wina
      niz moglby wziac, tak, ze importer uzyska znizki u producenta, ani tez
      restaurator nie da mi znizki w swojej knajpie, bo dbam o to, aby inni mieli za
      co dawac mu lapowki :-)

      Pozdrawiam
    • giorgio_primo 15.09.05, 19:53
      paero123 napisał:

      > giorgio_primo napisał:
      >
      > > Sorry ale nic z tego nie rozumiem. ;-)
      >
      > No to nic nie poradzę. Moze kiedys przy winie wyjaśnię :-)
      >
      > > Jasne że może. Każdy robi jak uważa za słuszne i lepsze dla jego biznesu.
      > Ale
      > > ja mogę nie kupować od takiego importera dla którego "nie jestem istotny
      > bo
      > > inny odbiera dużo więcej", prawda? To mój wybór.
      >
      > Jak najbardziej. Ale to cena hurtowa jest jedna dla wszystkich odbiorcow
      > niezaleznie od odbieranych ilosci. Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny
      hurtowe
      >
      > z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumiem, ze jest
      > to cena stała dla wszystkich?

      Na 100% nie. Tylko jakie to ma dla mnie znaczenie?

      > > Masz wybór. Kupuj tam gdzie uważasz za słuszne. "Nikt nikogo przcież pod
      > > pistoletem nie trzyma".
      >
      > Tak, ale wynika, ze wszyscy w tej branzy maja wliczone "propozycje
      korupcyjne"
      > w swoje ceny... A płaci za to i ten kupujacy, ktory "nie jest istotny bo
      > > inny kupuje dużo więcej", prawda?

      Z czego to wynika? Twierdzę, że jest wręcz przeciwniw i nieliczne firmy mające
      taki pomysł na działanie biorą pod uwagę takie "propozycje".

      > > W niektórych firmach tak jest.
      >
      > Hmm, a jakies konkrety? Bo tak to ma moc taką jak stwierdzenie "niektorzy
      > stosuja nieuczciwą marżę"

      Wybacz, ale ani to miejsce na to, ani nie planuję repom konkretnym "koło pióra
      robić".

      > > Nie wiem. Wiem, że to funkcjonuje skali nie znam zjawiska i mało mnie to
      > > interesuje. Dla mnie istotne jest istnienie takiego zjawiska w konkretnej
      >
      > > firmie, choćby było to działanie jednostkowe.
      >
      > Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow czy tez jest
      > ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji

      Przypuszczam że ma, ale skąd mogę to wiedzieć na 100%? Według mnie nie ma
      żadnego znaczenia dla dalszej dyskusji. Ważne jest istnienie zjawiska a nie
      jego akceptacja lub nie. Jeśli firma nie akceptuje tego a to się dzieje, to
      znaczy najwyżej że jest źle zarządzana.

      > A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?

      No napisałem, że na przykład "oczyścić" magazyn czy upłynnić finanse.

      > To znaczy, ze lek nie jest "pisany" przez lekarza a jak ma duzo pacjentow to
      > nie jest sprzedawany (poprzez realizacje recepty). A pacjent nie ma zazwyczaj
      > wyboru, ze lekarz mowi mu "ma pan do wyboru takie leki na pana dolegliwosc"
      > tylko przypisac moze lek za A lub lek B . Lek A kosztuje 50 zł a lek B 200
      zł,
      > oba dzialaja identycznie.

      Bywam a aptekach. Jestem świadomym konsumentem. Apteka ma obowiązek
      poinformować o zamiennikach. Jeśli konsument jest nieświadomy, to w każdej
      branży może zostać "naciągnięty". Nic nie poradzę.

      > I jesli "smaruje" producent B to wtedy pacjent
      > przeplaca 4x tzn. lek jest tyle wart ale skutki leczenia nie sa 4x
      > lepsze/szybsze. A w cenie 200 zl są pewnie zawarte "bonusy" dla lekarzy. Tak
      > jak w winie bonusy dla restauratorow. Moze nie do konca ten przyklad jest
      > trafiony...

      Może i tak się bywać, ale ja nie wiem właściwie już do czego zmierzasz.

      > > Satysfakcję to chyba można mieć z wina na kilka innych sposobów, w zależn
      > ości
      > > od celu picia tegoż. Musisz cierpieć katusze podczas picia wina, bo w koń
      > cu
      > > niezależnie czy ktoś finasuje "boazerie" czy "lodówki", to z
      > > pewnością "finansujesz" drukarzowi etykiet, producentowi butelek czy w ko
      > ńcu
      > > właścicielowi firmy spedycyjnej wakacje, samochód, dom, meble, jedzenie i
      > coś
      > > tam pewnie jeszcze.
      >
      > Wszystko to rozumiem, ale jesli cena jest wysoka z powodu bezposrednich
      > nakladow na wino lacznie z godziwymi "kokosami i mercedesami" dla
      > producentow/importerow to OK. Ale nie jest OK, gdy importer/sprzedawca mowi,
      ze
      >
      > cena jest wysoka bo komus musi dac lapowke, zeby wzial jego towar.

      Zaraz, zaraz... a co w tym jest takiego znowu złego? Wolny rynek. Czy skoro nie
      można reklamować "normalnie", to takie działanie różni się czymkolwiek od
      płacenia kosmicznych sum przez Pepsi jakimś piłkarzom, za co i tak płaci pijący
      Pepsi? Nie rozumiem. To może nie jest eleganckie, ale to element marketingu i
      tyle.

      > I ja te
      > łapowke wspołfinansuję, choc na dluzsza mete wcale mi sie to nie oplaci - ani
      > ceny nie spadna tak bardzo bo ten restaurator za lapowke wezmie 100x tyle
      wina
      > niz moglby wziac, tak, ze importer uzyska znizki u producenta, ani tez
      > restaurator nie da mi znizki w swojej knajpie, bo dbam o to, aby inni mieli
      za
      > co dawac mu lapowki :-)

      Zbyt to trudne dla mnie co piszesz. ;-)


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 16.09.05, 12:27
      giorgio_primo napisał:

      > Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny
      > hurtowe
      > >
      > > z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumiem, ze
      > jest
      > > to cena stała dla wszystkich?
      >
      > Na 100% nie. Tylko jakie to ma dla mnie znaczenie?

      No jak to? Takie, ze jesli ktos z odbiorcow (Makro) dostal te wina duzo taniej
      niz Ty i pewnego pieknego dnia postanowil dokonac przeceny win od tego
      importera sprzedajac je z minimalna marżą to niby z jakiego powodu Ty masz sie
      obrażać na importera?

      > Z czego to wynika?

      Z swiadectw holity i wienerscha. Ty jako jeden twierdzisz, ze nie ma takiego
      zjawiska. Wiec jest 2:1 na korzysc twierdzenia, ze w cene wina dla wszystkich
      kupujacych wliczone są łapówki dla paru najwiekszych, pomimo zapewne i tak
      nizszych cen win proponowanych dla nich. Czyli za upust+ łapówka dla nich płaca
      ci "zwykli" kupujący.

      > Twierdzę, że jest wręcz przeciwniw i nieliczne firmy mające
      > taki pomysł na działanie biorą pod uwagę takie "propozycje".

      Jakos przedstawiciele innych film nie kwapia sie do potwierdzenia tego
      załozenia. Moze jednak wstyd im o tym mowic...

      > > Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow czy tez
      > jest
      > > ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji
      >
      > Przypuszczam że ma, ale skąd mogę to wiedzieć na 100%? Według mnie nie ma
      > żadnego znaczenia dla dalszej dyskusji.

      Ma ogromne znaczenie. Dla ustalenia skali zjawiska i tego, czy jest to
      akceptowane jako element biznesu czy prywatna inicjatywa pracownikow.

      > Ważne jest istnienie zjawiska a nie
      > jego akceptacja lub nie.

      Ale jesli firma jest nieswiadoma zjawiaska to jak ma zadzialac przeciw?
      Przeciez traca odbiorcow wg Twojej teorii, chyba, ze jej przedstawiaciele
      sprzedaja detalicznie na taka skale, ze utrata paru odbiorcow nie stanowi
      problemu...

      > Jeśli firma nie akceptuje tego a to się dzieje, to
      > znaczy najwyżej że jest źle zarządzana.

      W duzych firmach to ciezko patrzec pracownikom "na rece", bo jest ich sporo a
      skoro sa rozliczani z efektow pracy a nie ze sposobu to o ile sprzedaz jest OK
      to po co takiego pracownika "inwigilowac"?

      > > A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?
      >
      > No napisałem, że na przykład "oczyścić" magazyn czy upłynnić finanse.

      No i OK. Przecenic za wysoko wyceniony towar (nie za wysoko co do jakosci ale
      co do kieszeni kupujacych). Dlaczego cena w B-stoku jest taka sama lub wyzsza
      niz w Wwie? Przeciez zdolnosc nabywcza bialostoczan jest mniejsza niz
      warszawiakow, a jak ktos otworzyl juz sklep w B-stoku to chyba zalezy mu na
      obrocie a nie na sprzedazy "od czasu do czasu"

      > Bywam a aptekach. Jestem świadomym konsumentem. Apteka ma obowiązek
      > poinformować o zamiennikach. Jeśli konsument jest nieświadomy, to w każdej
      > branży może zostać "naciągnięty". Nic nie poradzę.

      No a jesli apteka jest rowniez oblaskawiona przez repa z firmy B? A jesli
      profesor X mowi pacjentowi, ze ma przyjmowac ten i TYLKO ten lek, to pacjent
      poslucha jego czy pani mgr farmacji Y tuz po studiach, ktora zaproponuje mu
      jakis tani odpowiednik? Tak jak ktos poslucha p.Bieńczyka a nie kogos ze sklepu
      z winem. Chodzi o moc autorytetu

      > Zaraz, zaraz... a co w tym jest takiego znowu złego? Wolny rynek. Czy skoro
      nie
      >
      > można reklamować "normalnie", to takie działanie różni się czymkolwiek od
      > płacenia kosmicznych sum przez Pepsi jakimś piłkarzom, za co i tak płaci
      pijący
      >
      > Pepsi? Nie rozumiem. To może nie jest eleganckie, ale to element marketingu i
      > tyle.

      Ale z powodu paru milionow dla trójcy Beckham-Lopez-Knowles nie wzrasta cena
      Pepsi nie tylko w Polsce ale i na świecie. Ani Pepsi nie mowi, ze cena jest
      wysoka bo musi dawac tyle na promocje. Widocznie ten marketing jest tak
      skuteczny, ze powoduje zwiekszenie sprzedazy i ten pare milionow warto bylo
      wydac. A w przypadku wina w Polsce wynika, ze te lapówy sa konieczne aby w
      ogole sprzedac towar, bo klienci detaliczni sa nieistotni a liczą się
      restauratorzy i sklepy specjalistyczne, ktorym nie zalezy na dobrych winach ale
      na winach z "załącznikiem" :-(. A jak detaliczny przyjdzie to i tak kupi co
      sprzedawca mu zarekomenduje

      Pozdrawiam
    • giorgio_primo 16.09.05, 13:06
      paero123 napisał:

      > giorgio_primo napisał:
      >
      > > Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny
      > > hurtowe
      > > >
      > > > z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumie
      > m, ze
      > > jest
      > > > to cena stała dla wszystkich?
      > >
      > > Na 100% nie. Tylko jakie to ma dla mnie znaczenie?
      >
      > No jak to? Takie, ze jesli ktos z odbiorcow (Makro) dostal te wina duzo
      taniej
      > niz Ty i pewnego pieknego dnia postanowil dokonac przeceny win od tego
      > importera sprzedajac je z minimalna marżą to niby z jakiego powodu Ty masz
      sie
      > obrażać na importera?

      Zastanawiam się czu naprawdę nie rozumiesz, czy też może bawi Cię rozwlekanie
      tego w nieskończoność... :-(

      Gdzie napisałem, że się obrażam??? Najzwyczajniej podejmuję decyzję o
      rezygnacji z zkupów u tego importera. Mam prawo? Wolno mi? Czy nie?

      > > Z czego to wynika?
      >
      > Z swiadectw holity i wienerscha. Ty jako jeden twierdzisz, ze nie ma takiego
      > zjawiska. Wiec jest 2:1 na korzysc twierdzenia, ze w cene wina dla wszystkich
      > kupujacych wliczone są łapówki dla paru najwiekszych, pomimo zapewne i tak
      > nizszych cen win proponowanych dla nich. Czyli za upust+ łapówka dla nich
      płaca
      >
      > ci "zwykli" kupujący.

      "Świadectwa" to zostaw DJ Rydzykowi i Radiu Maryja.

      > > Twierdzę, że jest wręcz przeciwniw i nieliczne firmy mające
      > > taki pomysł na działanie biorą pod uwagę takie "propozycje".
      >
      > Jakos przedstawiciele innych film nie kwapia sie do potwierdzenia tego
      > załozenia. Moze jednak wstyd im o tym mowic...

      Może im się nie chce czytać tych wypocin.

      > > > Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow cz
      > y tez
      > > jest
      > > > ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji
      > >
      > > Przypuszczam że ma, ale skąd mogę to wiedzieć na 100%? Według mnie nie ma
      >
      > > żadnego znaczenia dla dalszej dyskusji.
      >
      > Ma ogromne znaczenie. Dla ustalenia skali zjawiska i tego, czy jest to
      > akceptowane jako element biznesu czy prywatna inicjatywa pracownikow.

      A kogo to obchodzi poza Tobą? Jeśli jest to dla Ciebie tak istotne, to podejmij
      działania śledcze na większą skalę i rozwiej swoje wątpliwości.

      > > Ważne jest istnienie zjawiska a nie
      > > jego akceptacja lub nie.
      >
      > Ale jesli firma jest nieswiadoma zjawiaska to jak ma zadzialac przeciw?
      > Przeciez traca odbiorcow wg Twojej teorii, chyba, ze jej przedstawiaciele
      > sprzedaja detalicznie na taka skale, ze utrata paru odbiorcow nie stanowi
      > problemu...

      Jak jest nieświadoma to znaczy że jest źle zarządzana. Jezusie Nazarański! Co
      mnie to obchodzi co oni tracą! Ich wybór co robią.

      > > Jeśli firma nie akceptuje tego a to się dzieje, to
      > > znaczy najwyżej że jest źle zarządzana.
      >
      > W duzych firmach to ciezko patrzec pracownikom "na rece", bo jest ich sporo a
      > skoro sa rozliczani z efektow pracy a nie ze sposobu to o ile sprzedaz jest
      OK
      > to po co takiego pracownika "inwigilowac"?

      A kto pisze że ktoś ma kogoś inwigilować???

      > > > A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?
      > >
      > > No napisałem, że na przykład "oczyścić" magazyn czy upłynnić finanse.
      >
      > No i OK. Przecenic za wysoko wyceniony towar (nie za wysoko co do jakosci ale
      > co do kieszeni kupujacych). Dlaczego cena w B-stoku jest taka sama lub wyzsza
      > niz w Wwie? Przeciez zdolnosc nabywcza bialostoczan jest mniejsza niz
      > warszawiakow, a jak ktos otworzyl juz sklep w B-stoku to chyba zalezy mu na
      > obrocie a nie na sprzedazy "od czasu do czasu"

      Piszesz o rzeczach o jakich nie masz pojęcia. Jest dokładnie odwrotnie. Między
      Poznaniem a Wawą bywa 100% różnicy na marży (w Wawie o tyle więcej...).

      > > Bywam a aptekach. Jestem świadomym konsumentem. Apteka ma obowiązek
      > > poinformować o zamiennikach. Jeśli konsument jest nieświadomy, to w każde
      > j
      > > branży może zostać "naciągnięty". Nic nie poradzę.
      >
      > No a jesli apteka jest rowniez oblaskawiona przez repa z firmy B? A jesli
      > profesor X mowi pacjentowi, ze ma przyjmowac ten i TYLKO ten lek, to pacjent
      > poslucha jego czy pani mgr farmacji Y tuz po studiach, ktora zaproponuje mu
      > jakis tani odpowiednik? Tak jak ktos poslucha p.Bieńczyka a nie kogos ze
      sklepu
      >
      > z winem. Chodzi o moc autorytetu

      Zły przykład. Nietrafiony. Nie znam żadnego klienta który kieruje się przy
      zakupie jakimkolwiek polskim wydawnictwem. Nic nie poradzę, że tak jest w
      aptekach. Zresztą to jakaś hipotetyczna sytuacja, bo się nie spotkałem z takim
      ekstremum a kupuję w aptekach regularnie i to różnych. Jak klient jest
      nieświadomy i wpatrzony w "Pana Profesora" jak w bożka to sam sobie jest
      winien, że został "naciągnięty". Poza tym jeśli apteka nie dopełnia tego
      obowiązku to należy zgłosić ten fakt tutaj: nia@nia.org.pl (Naczelna
      Izba Aptekarska).

      > > Zaraz, zaraz... a co w tym jest takiego znowu złego? Wolny rynek. Czy sko
      > ro
      > nie
      > >
      > > można reklamować "normalnie", to takie działanie różni się czymkolwiek od
      >
      > > płacenia kosmicznych sum przez Pepsi jakimś piłkarzom, za co i tak płaci
      > pijący
      > >
      > > Pepsi? Nie rozumiem. To może nie jest eleganckie, ale to element marketin
      > gu i
      > > tyle.
      >
      > Ale z powodu paru milionow dla trójcy Beckham-Lopez-Knowles nie wzrasta cena
      > Pepsi nie tylko w Polsce ale i na świecie. Ani Pepsi nie mowi, ze cena jest
      > wysoka bo musi dawac tyle na promocje. Widocznie ten marketing jest tak
      > skuteczny, ze powoduje zwiekszenie sprzedazy i ten pare milionow warto bylo
      > wydac. A w przypadku wina w Polsce wynika, ze te lapówy sa konieczne aby w
      > ogole sprzedac towar, bo klienci detaliczni sa nieistotni a liczą się
      > restauratorzy i sklepy specjalistyczne, ktorym nie zalezy na dobrych winach
      ale
      >
      > na winach z "załącznikiem" :-(. A jak detaliczny przyjdzie to i tak kupi co
      > sprzedawca mu zarekomenduje

      Wychodzisz z założenia, że tak jest z tymi "wziątkami" i trzymasz się tego jak
      rzep psiego ogona. Tak bywa, ale regułą to nie jest.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 16.09.05, 16:33
      giorgio_primo napisał:

      > Gdzie napisałem, że się obrażam??? Najzwyczajniej podejmuję decyzję o
      > rezygnacji z zakupów u tego importera. Mam prawo? Wolno mi? Czy nie?

      Uzycie "Ty" miało tu jedynie charakter przykladowy. Moglem rowniez
      napisac "odbiorca X".
      Oczywiscie, ze Ci wolno. Tylko motyw wyglada mi na decyzje "emocjonalną"

      > > Z swiadectw holity i wienerscha...
      >
      > "Świadectwa" to zostaw DJ Rydzykowi i Radiu Maryja.

      A to oni opatentowali te slowa, ze nie mozna ich uzywac? Nie wiem, bo nie
      slucham RM...

      > > Jakos przedstawiciele innych film nie kwapia sie do potwierdzenia tego
      > > załozenia. Moze jednak wstyd im o tym mowic...
      >
      > Może im się nie chce czytać tych wypocin.

      Może.

      > A kogo to obchodzi poza Tobą?

      Pewnie nikogo.

      > Jeśli jest to dla Ciebie tak istotne, to podejmij
      > działania śledcze na większą skalę i rozwiej swoje wątpliwości.

      Pozostawię innym pole do popisu po wygranych wyborach

      > Jak jest nieświadoma to znaczy że jest źle zarządzana.

      Zapewne.

      > Jezusie Nazarański!

      Panowie śledczy z komisji ds. cen wina w Polsce! Pamiętajcie aby przesłuchać
      Jezusa N., moze cos wiedziec w tej sprawie.

      > Ich wybór co robią.

      Ale od ich wyboru zależy wybór odbiorcy X.

      > > No i OK. Przecenic za wysoko wyceniony towar (nie za wysoko co do jakosci
      > ale
      > > co do kieszeni kupujacych). Dlaczego cena w B-stoku jest taka sama lub wy
      > zsza
      > > niz w Wwie?

      > Piszesz o rzeczach o jakich nie masz pojęcia. Jest dokładnie odwrotnie.

      Bez urazy ale w Białymstoku mam okazję być raz na 1-2 tygodnie a w Wwie
      pracuje. I zagladam do sklepow i tu i tam. I ceny w Wwie są nizsze od tych a B-
      stoku. Np. to samo wino w Makro B-stok jest drozsze niz w Leclerc Wwa.

      > Między
      > Poznaniem a Wawą bywa 100% różnicy na marży (w Wawie o tyle więcej...).

      Super. A miedzy Wwa czy Poznaniem a np. zagranica jest tez pewnie ze 100%
      róznicy. I co z tego wynika dla mnie, mieszkanca Wwy czy B-stoku? Zyję/mieszkam
      tam gdzie pracuję a nie tam gdzie mogę tanio kupić wino.

      > Zły przykład. Nietrafiony. Nie znam żadnego klienta który kieruje się przy
      > zakupie jakimkolwiek polskim wydawnictwem.

      A wiec MW czytaja ludzie 'dla rozrywki'? I panowie BB napisali swoj przewodnik
      tak dla wlasnej satysfakcji?

      > Nic nie poradzę, że tak jest w
      > aptekach. Zresztą to jakaś hipotetyczna sytuacja, bo się nie spotkałem z
      takim
      > ekstremum a kupuję w aptekach regularnie i to różnych.

      Czyli jak Ty się z daną sytuacją nie spotkałeś osobiście to jest ono
      tylko 'hipotetyczna'?! Co za niewierny Tomasz!

      > Jak klient jest
      > nieświadomy i wpatrzony w "Pana Profesora" jak w bożka to sam sobie jest
      > winien, że został "naciągnięty".

      Nie klient a pacjent. To b.duza roznica. Bo wina to mogą smakować lub nie i to
      cały dramat z nimi związany a leki recepturowe to moga pomoc lub zaszkodzic
      zdrowiu lub życiu.

      > Poza tym jeśli apteka nie dopełnia tego
      > obowiązku to należy zgłosić ten fakt tutaj: nia@nia.org.pl(Naczelna
      > Izba Aptekarska).

      To pewnie NIA jest źle zarządzana, skoro o tym nie wie. Pozostawiam sprawę
      kolejnej komisji śledczej.

      > Wychodzisz z założenia, że tak jest z tymi "wziątkami" i trzymasz się tego
      jak
      > rzep psiego ogona. Tak bywa, ale regułą to nie jest.

      Z wypowiedzi przedmowcow wynika cos zupelnie odwrotnego:

      Holita: "duza naiwnoscia jest sadzic, ze mozna wejsc gdzies
      z oferta tylko dlatego, ze ma sie tanie i dobre wina albo uznane marki. NIKOGO
      to tak naprawde nie obchodzi. Wazne jest "ILE MI DACIE" i "JAKIE BEDE MIAL Z
      TEGO KORZYSCI". Wazne sa osobiste kontakty. Jakosc wina jest na szarym koncu
      hierarchii waznosci, a i sama cena nie zawsze gra istotna role. Wydawalo mi
      sie, ze to oczywiste..."
      Winiersch: "Obecnie to dokladnie jak mówi Holita. "A co ja z tego
      będę miał, że sprzedaję twoje wina". Na moją odpowiedź że przecież ma marżę,
      tylko smiech, bo marżę ma od każdego ale inni daja jeszcze coś itp. Nielicznym
      zależy na dobrym tanim winie. Wiekszości na inych profitach."
    • giorgio_primo 16.09.05, 17:45
      paero123 napisał:

      > Oczywiscie, ze Ci wolno. Tylko motyw wyglada mi na decyzje "emocjonalną"

      Zapewniam Cię, że całkowicie racjonalną. I tylko jednym z powodów jest ta
      sytuacja którą Ci przytoczył Winoman.


      > Ale od ich wyboru zależy wybór odbiorcy X.

      Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ty podejmujesz decyzję co i za ile i gdzie.
      Nikt inny. Deo jeździ do Drezna, ktoś do Berlina, jeszcze inny do Poznania a
      jeszcze innym szkoda czasu na takie wyprawy, bo na przykład ich czas poświęcony
      na taką podróż czy grzebanie w internecie nie zrekompensuje tego co w tym
      czasie mogliby zarobić. Zresztą przyczyn może być znacznie więcej.

      > Bez urazy ale w Białymstoku mam okazję być raz na 1-2 tygodnie a w Wwie
      > pracuje. I zagladam do sklepow i tu i tam. I ceny w Wwie są nizsze od tych a
      B-
      > stoku. Np. to samo wino w Makro B-stok jest drozsze niz w Leclerc Wwa.

      Ceny w Leclerc i Makro prawdopodobnie są takie same w całej Polsce. Gdyby było
      tak, że w Makro w Wa-wie byłoby taniej niż w Makro w B-stoku to może bym się
      trochę zdziwił, choć polityka cenowa bywa nawet w sieciowych indywidualna dla
      sklepu. Poza tym nie wiem czego to dowodzi. Nie pisałem o pojedynczych
      sklepach, bo w samej Wa-wie pomiędzy sklepami na to samo wino będą różnice
      rzędu 40% czasami, ale o średniej. Czy skoro między sklepami w jednym mieście
      są różnice w cenach to należy sądzić że stoi za tym jakaś specyfika dzielnicy?
      A co jeśli na tej samej ulicy są dwa sklepy i mają różne ceny? To też jakiś
      spisek i "łapownictwo" za tym stoi?

      > Super. A miedzy Wwa czy Poznaniem a np. zagranica jest tez pewnie ze 100%
      > róznicy.

      Bywa i tak, choć sporadycznie. Różnica raczej jest duuużo mniejsza. Za to
      prawie zawsze taniej jest w Poznaniu niż w berlińskim KaDeWe. Są też pojedyncze
      rodzynki taniej tutaj niż (nie tylko) w Niemczech i bywają po nie klienci z
      Niemiec. Nadal nie wiem tylko co z tego ma wynikać?

      > I co z tego wynika dla mnie, mieszkanca Wwy czy B-stoku? Zyję/mieszkam
      >
      > tam gdzie pracuję a nie tam gdzie mogę tanio kupić wino.

      No nic właśnie dla Ciebie nie wynika, dlatego już od jakiegoś czasu nie
      rozumiem co jest celem tych dociekań twoich w tym wątku.

      > A wiec MW czytaja ludzie 'dla rozrywki'? I panowie BB napisali swoj
      przewodnik
      > tak dla wlasnej satysfakcji?

      A czytają? Nic mi o tym nie wiadomo. Wymienione wydawnictwa widuję (i słyszę o
      nich) tylko wśród uczestników tego forum. ...i to też nie każdy forumowicz to
      czyta. Nigdy nie poznałem nikogo więcej powołującego się na nie lub mającego
      świadomość ich istnienia.

      > Czyli jak Ty się z daną sytuacją nie spotkałeś osobiście to jest ono
      > tylko 'hipotetyczna'?! Co za niewierny Tomasz!

      No dla mnie jest hipotetyczna. Potrafię się przed takimi praktykami w miarę
      skutecznie bronić. Nie neguję ich istnienia, tylko sugeruję, że wina leży po
      stronie konsumenta jeśli pozwala na to.

      > Nie klient a pacjent.

      W aptece to chyba klient.

      > To b.duza roznica. Bo wina to mogą smakować lub nie i to
      > cały dramat z nimi związany a leki recepturowe to moga pomoc lub zaszkodzic
      > zdrowiu lub życiu.

      Nie pisałem, że nie ma różnicy. Zresztą wogóle nie widzę związku tej sytuacji z
      tematem tego wątku.

      > To pewnie NIA jest źle zarządzana, skoro o tym nie wie. Pozostawiam sprawę
      > kolejnej komisji śledczej.

      Skąd mam to wiedzieć. Może NIA nie wie o tym, bo jak piszesz nikt nie korzysta
      z prawa jakie mu przysługuje jako klientowi apteki. Tylko znowu... jaki to ma
      związek z tematem? Nieświadomy konsument w każdej branży będzie padał ofiarą
      naciągaczy wszelkiej maści. Może równie wnikliwie spróbuj dociec skąd ceny
      Mango TV za fantastyczne i solidne produkty?

      > > Wychodzisz z założenia, że tak jest z tymi "wziątkami" i trzymasz się teg
      > o
      > jak
      > > rzep psiego ogona. Tak bywa, ale regułą to nie jest.
      >
      > Z wypowiedzi przedmowcow wynika cos zupelnie odwrotnego:
      >
      > Holita: "duza naiwnoscia jest sadzic, ze mozna wejsc gdzies
      > z oferta tylko dlatego, ze ma sie tanie i dobre wina albo uznane marki.
      NIKOGO
      > to tak naprawde nie obchodzi. Wazne jest "ILE MI DACIE" i "JAKIE BEDE MIAL Z
      > TEGO KORZYSCI". Wazne sa osobiste kontakty. Jakosc wina jest na szarym koncu
      > hierarchii waznosci, a i sama cena nie zawsze gra istotna role. Wydawalo mi
      > sie, ze to oczywiste..."
      > Winiersch: "Obecnie to dokladnie jak mówi Holita. "A co ja z tego
      > będę miał, że sprzedaję twoje wina". Na moją odpowiedź że przecież ma marżę,
      > tylko smiech, bo marżę ma od każdego ale inni daja jeszcze coś itp.
      Nielicznym
      > zależy na dobrym tanim winie. Wiekszości na inych profitach."

      Różni ludzie mają różne doświadczenia. Jeżeli posiadają wiedzę tego typu, to
      dotyczy ona zwykle własnych doświadczeń. Nie wydaje mi się, żeby Holita czy
      Winersch wypowiadali się w imieniu wszystkich uczestników rynku wina w Polsce.

      Jeżeli uważasz te wypowiedzi za niepodlegające dyskusji i dotyczą wszystkich to
      się mylisz. Winersch napisał "większości" a nie wszystkim. Podobnie
      wypowiedziała się Holita nie twierdząc, że tak jest zawsze.

      Gro tańszych alkoholi trafiających do gastronomii sprzedawana jest w systemie
      Cash&Carry w hurtowniach. Naprawdę wierzysz w to, że barman któremu skończyła
      się Sofia lub Gin Lubuski który podjechał autkiem by uzupełnić braki na
      powitanie otrzymuje propozycję "łapówki"? Niby od kogo? Od kasjera czy od
      kierowcy wózka widłowego?

      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • Gość: paero123 IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.05, 01:30
      giorgio_primo napisał:

      > Zapewniam Cię, że całkowicie racjonalną. I tylko jednym z powodów jest ta
      > sytuacja którą Ci przytoczył Winoman.

      Hmm, ja zrozumialem, ze jedynym powodem zerwania wspolpracy z importerem
      niezaleznie od tego jak interesujacy jest jego asortyment i jak korzystne ceny
      proponuje, byloby to, ze ktorys z jego handlowcow zrobil lewizne w postaci
      sprzedazy detaliscie jakiejs ilosci win po cenie jak dla odbiorcow hurtowych.
      Nie o tej sytuacji rozmawialismy caly czas?

      > > Ale od ich wyboru zależy wybór odbiorcy X.
      > Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ty podejmujesz decyzję co i za ile i
      gdzie.

      Przez odbiorce X rozumialem odbiorce hurtowego, ktory moze zerwac wspolprace z
      importerem w przypadku "promocji" importera np. w Makro... Nie chodzilo mi tu
      o klientow detalicznych.

      > Ceny w Leclerc i Makro prawdopodobnie są takie same w całej Polsce.

      W Leclerc Ursynow sa inne niz w Leclerc Bielany. Niektore wyzsze, niektore
      nizsze. Makro nie wiem, bo rzadko tam kupuje .

      > polityka cenowa bywa nawet w sieciowych indywidualna dla
      > sklepu.

      Zgadzam sie, choc Makro rzeczywiscie moze to nie dotyczyc.

      > Poza tym nie wiem czego to dowodzi.

      Ze ceny win w B-stoku sa wyzsze niz w Wwie. 3 sklepy z winem, ktore odwiedzilem
      w B-stoku poza Makro, maja wyzsze ceny prawie na wszystko niz w sklepach w
      Wwie, nie mowiac o tym, ze wybor mniejszy i raczej jak supermarketowy w Wwie.

      > Nie pisałem o pojedynczych
      > sklepach, bo w samej Wa-wie pomiędzy sklepami na to samo wino będą różnice
      > rzędu 40% czasami, ale o średniej. Czy skoro między sklepami w jednym mieście
      > są różnice w cenach to należy sądzić że stoi za tym jakaś specyfika dzielnicy?

      OK. Dla przykladu: Real w M1 Marki, Carrefour Wilenska na Pradze, Leclerc
      Ursynow lub Bielany, P&P Blue City Ochota, Bomi CH Klif Zoliborz - powiedzmy we
      wszystkich asortyment win supermarketowy (w 2 ostanich bardziej wydaje sie
      przemyslany i urozmaicony), ceny tych samych win zblizone mimo roznych
      lokalizacji. Nie porownuje sklepow specjalistycznych (La Bodega, Mielzynski,
      Centrum Wina) bo asortyment zbyt rozny od siebie a lokalizacje
      nieco "wypasione" poprzez umiejscowienie w "czynszowo" drogich miejscach (Dom
      Dochodowy, Burakowska 5/7, biurowiec na Pańskiej). Dla ciekawostki w tym samym
      CH Wilenska na Pradze jest obok Carrefour sklep Winehouse i ceny nie sa niskie
      i podejrzewam takie same jak w innym sklepie WH w Wwie...

      > A co jeśli na tej samej ulicy są dwa sklepy i mają różne ceny?

      Moze naleza do tego samego wlasciciela i to taki trick, aby klient nie szukal w
      innym miejscu tylko kupil tam gdzie taniej, byle u niego? :-) I to wcale nie
      hipoteza, bo w niektorych branzach tak sie robi...

      > To też jakiś
      > spisek i "łapownictwo" za tym stoi?

      Tak. Mieciu W. wziął za to kolejny milion:-).
      Poza tym byc moze na tej ulicy w jednym sklepie sa lodowki i boazerie a w
      drugim pasjonat, z ktorym mozna pogadac o winie ;-)))

      > Różnica raczej jest duuużo mniejsza. Za to
      > prawie zawsze taniej jest w Poznaniu niż w berlińskim KaDeWe. Są też
      pojedyncze
      > rodzynki taniej tutaj niż (nie tylko) w Niemczech i bywają po nie klienci z
      > Niemiec. Nadal nie wiem tylko co z tego ma wynikać?

      To, ze w Polsce (biorac srednia z calego kraju) wino jest jednak drozsze niz za
      granicą.

      > No nic właśnie dla Ciebie nie wynika, dlatego już od jakiegoś czasu nie
      > rozumiem co jest celem tych dociekań twoich w tym wątku.

      To bylo moje ulubione pytanie retoryczne, na ktore odpowiem jak to zwykle
      odpowiadam na pytania retoryczne :-) Wynika to dla mnie, ze za wino place sporo
      i nie moge go pic w zalecany przez Ciebie sposob czyli probowac, probowac i
      probowac jak najwiecej win. Prozaiczna przyczyna sa moje ograniczenia
      finansowe, wysokie ceny win w Polsce i tajne degustacje, ktore mnie omijaja :-
      ). I dlatego nieocenione sa dla mnie rekomendacje Twoje i innych forumowiczow,
      bo mimo, ze ludzie sie roznią to jednak maja duzo wspolnego, co pozwala im
      wspolnie cieszyc sie w danym momencie np. jednym winem, jednym filmem, jednym
      koncertem, jednym posilkiem, jednym samochodem, jednym domem itp. I nie ma nic
      zlego w zdaniu sie czasem na gust/wiedze/doswiadczenie innych ludzi, zwlaszcza
      jesli z powodzeniem (bo sie z tego utrzymują - tzn. widocznie ludzie sa
      zadowoleni z ich pomocy) czynia to oni zawodowo od wielu lat, niezaleznie czy
      to krytyk/recenzent/doradca winny, filmowy, muzyczny, samochodowy itp.
      Zwlaszcza gdy w gre wchodza istotne dla kogos w danym momencie pieniadze: dla
      jednego to bedzie kupno biletu do kina, wina, komputera, samochodu, domu,
      jachtu itp. Moze doradzony produkt nie bedzie idealny dla danej osoby ale
      zachowa pewnien poziom, ktory jednak nie zniecheci do dalszych poszukiwan na
      miare jego mozliwosci, pozwalajac sprecyzowac nasze oczekiwania co do idealu.

      > A czytają? Nic mi o tym nie wiadomo. Wymienione wydawnictwa widuję (i słyszę
      o
      > nich) tylko wśród uczestników tego forum. ...i to też nie każdy forumowicz to
      > czyta.

      Czyli te naklady marketingowe, o ktorych mowila holita, na reklamy w MW itp. sa
      nietrafione? To wyrzucone pieniadze? Ktos wie jak sie MW sprzedaje i jaki ma
      naklad? To czysto hobbystyczne wydawnictwo dla paru piszacych i paru
      czytajacych, z niewiadomych powodow (tak na wszelki wypadek) finansowane przez
      reklamodawcow? I to samo przewodnik BB??? Nikt go nie kupuje i nie korzysta z
      jego rad?

      > Nigdy nie poznałem nikogo więcej powołującego się na nie lub mającego
      > świadomość ich istnienia.

      Smutne. Czyli wiekszosc pije wino jak piwo czy wodke? Bo napoj, alkohol,
      smakuje i to wszystko? No moze "wypada" bardziej przy niektorych okazjach bo
      to "eleganciej" jak mowil moj wykladowca? Przypomina mi sie cytat z "Nie ma
      mocnych": "I upil sie nie wodka bynajmniej ale winem importowanym" :-/

      > No dla mnie jest hipotetyczna. Potrafię się przed takimi praktykami w miarę
      > skutecznie bronić.

      I z gory zakladasz sytuacje dla leku jak dla proszku do prania? Skoro efekt ten
      sam to po co przeplacac? Zamienniki to jednak czasami delikatna roznica np. w
      szybkosci/sposobie dzialania, lepszej przyswajalnosci, mniejszych skutkach
      ubocznych itp. W aptekach o tym tak dokladnie nie wiedza, nie informują...

      > Nie neguję ich istnienia, tylko sugeruję, że wina leży po
      > stronie konsumenta jeśli pozwala na to.

      Istnieje tez sytuacja, ze lekarz dostaje bonusy pomimo, ze lek jest i tak
      najlepszy. Bo rep pospieszyl sie z bonusem, a jak daje z wlasnej
      nieprzymuszonej woli to trza brac :-)

      > > Nie klient a pacjent.
      >
      > W aptece to chyba klient.

      Ale nie przychodzi z lista win wynotowanych z przewodnika ale z recepta
      przypisana przez specjaliste, za ktora ten ponosi odpowiedzialnosc zawodowa.
      Zdrowie/organizm to nie pole doswiadczalne dla metody prob i bledow,
      przypisanie leku poprzedza zazwyczaj cala procedura badania/diagnostyka i mgr
      farmacji czy pacjent nie ma prawa wydawac opinii, czy dany lek./dr/prof.med
      przypisal wlasciwy lek czy nie.

      > Zresztą wogóle nie widzę związku tej sytuacji z
      > tematem tego wątku.

      Zwiazek jest taki, ze jest analogia czyli nie dany lek/wino jest wazny tylko to
      co dany lekarz/sprzedawca dostanie "dla siebie" za przypisanie/sprzedaz
      asortymentu danego producenta leku/importera wina. A to przeklada sie na cene
      leku/wina dla klienta docelowego jako pewne "naklady marketingowe" przerzucane
      na pacjenta/konsumenta

      > Skąd mam to wiedzieć. Może NIA nie wie o tym, bo jak piszesz nikt nie
      korzysta
      > z prawa jakie mu przysługuje jako klientowi apteki.

      Nie mowie ze "nikt". Ale w przypadkach o ktorych mowie wiekszosc kupuje to co
      bylo przypisane mimo istnienia zamiennikow.

      > Tylko znowu... jaki to ma
      > związek
    • Gość: paero123 IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.05, 01:32
      giorgio_primo napisał:
      > Zresztą wogóle nie widzę związku tej sytuacji z
      > tematem tego wątku.

      Zwiazek jest taki, ze jest analogia czyli nie dany lek/wino jest wazny tylko to
      co dany lekarz/sprzedawca dostanie "dla siebie" za przypisanie/sprzedaz
      asortymentu danego producenta leku/importera wina. A to przeklada sie na cene
      leku/wina dla klienta docelowego jako pewne "naklady marketingowe" przerzucane
      na pacjenta/konsumenta

      > Skąd mam to wiedzieć. Może NIA nie wie o tym, bo jak piszesz nikt nie
      korzysta
      > z prawa jakie mu przysługuje jako klientowi apteki.

      Nie mowie ze "nikt". Ale w przypadkach o ktorych mowie wiekszosc kupuje to co
      bylo przypisane mimo istnienia zamiennikow.

      > Tylko znowu... jaki to ma
      > związek z tematem?

      j.w.

      > Może równie wnikliwie spróbuj dociec skąd ceny
      > Mango TV za fantastyczne i solidne produkty?

      Nie kupuje tych produktow a wina i owszem...

      > Nie wydaje mi się, żeby Holita czy
      > Winersch wypowiadali się w imieniu wszystkich uczestników rynku wina w Polsce.

      Nie, ale zrozumialem, ze mowia o regule tzn. jesli chca sprzedawac na
      satysfakcjonujaca ich skale, musza ponosic takie a nie inne "naklady"
      niezaleznie od atrakcyjnosci jakosciowo-cenowej swego asortymentu. Bo inaczej
      inni uczestnicy rynku gotowi do ponoszenia tych "nakladow" sprzedadza swoj
      towar a nie oni. Wiecej, kto nie daje "nakladow", nie ma szans wspolpracowac.
      Wynika, ze "naklad" stal sie regula w tym biznesie, a nieliczni jak Ty sa
      wyjatkami potwierdzajacymi te regule :-(

      > Jeżeli uważasz te wypowiedzi za niepodlegające dyskusji i dotyczą wszystkich
      to się mylisz.

      Tak nie uwazam. Mozna o tym dyskutowac i nie dotycza wszystkich.

      > Winersch napisał "większości" a nie wszystkim. Podobnie
      > wypowiedziała się Holita nie twierdząc, że tak jest zawsze.

      Ale ta wiekszosc rzutuje jednak na cene. Taki byl chyba sens ich
      opisu "zwyczajow" marketingowych w branzy i jedno z uzasadnien odpowiedzi na
      pytanie w temacie watku...

      > Gro tańszych alkoholi trafiających do gastronomii sprzedawana jest w systemie
      > Cash&Carry w hurtowniach. Naprawdę wierzysz w to, że barman któremu skończyła
      > się Sofia lub Gin Lubuski który podjechał autkiem by uzupełnić braki na
      > powitanie otrzymuje propozycję "łapówki"? Niby od kogo? Od kasjera czy od
      > kierowcy wózka widłowego?

      Mam dziwne wrazenie, ze autor watku niekoniecznie cierpi własnie z powodu
      wysokosci ceny Sofii czy Ginu Lubuskiego. Czy nawet ceny Carlo Rossi.
      A juz na pewno my obydwaj nie dyskutujemy o tym dlaczego Sofia kosztuje w
      Poznaniu przykladowo 6 zł a w Wwie 10 :-). Jesli nawet importer Sofii buduje
      swemu odbiorcy restaurację od fundamentow po dach i ten "naklad" powoduje
      zawyzenie ceny Sofii w skali całej Polski :-))))

      Pozdrawiam
    • giorgio_primo 17.09.05, 12:46
      Przepraszam. Nie mam już siły klepać w klawiaturę. Z mojej strony "pas".

      Jako wskazówkę dla dalszych twoich dociakań, proponuję abyś spokojnie
      zastanowił się nad tym dlaczego firmy reprezentowane tutaj przez Holitę i
      Winerscha w swojej ofercie mają jedne z najlepszych i uznanych win na Ziemi?
      Dlaczego sobie zadają trud sprowadzania win prestiżowych, drogich, powszechnie
      znanych na świecie z wysokiej jakości i chwalenia się w każdym katalogu ich
      punktacją czy medalami? Jaki niby ma to sens, skoro nikogo podobno nie
      interesuje nic poza "dodatkowymi profitami"? Myślę, że przeciętnie rozgarnięty
      przedsiębiorca zaimportowałby wtedy najtańsze, względnie pijalne wino z
      estetyczną etykietą w 1/10 ceny tych które oferuje Holita i Winersch. Miałby
      więcej na "prezenty", no i rzecz jasna duuuużo więcej dla siebie. Problemem
      tylko są znowu "ci cholerni klienci", którzy coraz lepiej wiedzą czego i w
      jakiej jakości oczekują w miejscu gdzie się stołują lub zaopatrują w wino.

      Acha... jeszcze jedno:

      Sugerowałeś że skoro ktoś nie korzysta z porad BB czy MW to nie korzysta z
      niczego, a tego nigdzie nie napisałem. Jak najbardziej korzysta, zwłaszcza
      typ "hobbysty-badacza": z całych gór wydawnictw i poradników z krajów gdzie
      istnieje bardzo duży i wykształcony rynek winiarski a recenzujący wina zwykle
      (nie zawsze rzecz jasna!) mają nieco lepszą legitymację do wystawiania ocen,
      choćby z powodu doświadczenia. Jeśli ktoś czyta sobie w książce czy periodyku
      gdzie autor pisząc o jakimś winie ma perspektywę jego 30 roczników wstecz
      znanych mu osobiście na różnych etapach dojrzewania, to kategoryczne sądy
      naszych rodzimych recenzentów (z kilkuletnim stażem w piciu wina) gromiących
      wina i producentów z rozbrajającą łatwością na podstawie paru win wypitych w
      hali targowej zaufania po prostu nie wzbudzają.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • Gość: paero123 IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.05, 18:49
      giorgio_primo napisał:

      > Przepraszam. Nie mam już siły klepać w klawiaturę. Z mojej strony "pas".

      Sie nie gniewam ;-). Trudno :-(

      > Jako wskazówkę dla dalszych twoich dociakań, proponuję abyś spokojnie

      Jestem spokojny :-). I wdzieczny za dotychczasową wymianę pogladów. Ponizej
      podam swoje tylko przypuszczenia co do zadawanych przez Ciebie pytan bo
      odpowiedzi znaja tylko Holita i Winersch. Szkoda, ze nie wlaczyli sie ponownie
      do dyskusji po swoich kontrowersyjnych (przynajmniej dla mnie) wypowiedziach

      > zastanowił się nad tym dlaczego firmy reprezentowane tutaj przez Holitę i
      > Winerscha w swojej ofercie mają jedne z najlepszych i uznanych win na Ziemi?

      Bo jako powazne firmy zamierzajace byc na rynku przez dlugie lata:
      - nie tworza asortymentu na wzor dyskontu tj. mamy tylko towary tanie i
      szybkosprzedawalne,
      - wino dla nich to nie tylko biznes ale i pasja i jak kazdy pasjonat probuja
      zarazic innych swoja pasja tj. przekonac do zacnych win (choc dotychczasowa
      praktyka wskazuje ze to Sofia&Co rules!)
      - maja klientow, ktorzy chca kupowac i kupuja te najlepsze i uznane wina
      (przyklad z mojej branzy: jesli znajdzie sie odpowiedni klient w Polsce to
      jestem w stanie sprowadzic mu Kate Moss do jego reklamy, co nie znaczy, ze nie
      mam innych/tanszych/rowniez dobrych modelek)

      > Dlaczego sobie zadają trud sprowadzania win prestiżowych, drogich,
      powszechnie
      > znanych na świecie z wysokiej jakości i chwalenia się w każdym katalogu ich
      > punktacją czy medalami?

      Bo kazdy chwali sie tym co ma 'naj' a niekoniecznie tym co sie najlepiej
      sprzedaje. Teoria gwiazd i dojnych krow.

      > Jaki niby ma to sens, skoro nikogo podobno nie
      > interesuje nic poza "dodatkowymi profitami"?

      Nikogo z najpowazniejszych dla nich w wymiarze finansowym klientow. Skoro
      wszyscy oferenci maja porownywalnie przyzwoita oferte to cos innego niz wzgledy
      merytoryczne decyduje o przyjeciu oferty. Moze byc to boazeria/lodowka, warunki
      sprzedazy czy usmiech Holity :-)

      > Myślę, że przeciętnie rozgarnięty
      > przedsiębiorca zaimportowałby wtedy najtańsze, względnie pijalne wino z
      > estetyczną etykietą w 1/10 ceny tych które oferuje Holita i Winersch.

      A co pokazuja ich statystyki? Co sie najlepiej z ich win sprzedaje? Na czym
      najwiecej zarabiaja jesli chodzi o obrot? Pytanie do Holity i Winerscha. Bede
      wdzieczny za wyprowadzenie mnie z bledu, ze to nie wina z najwyzszej polki
      pozwalaja im na utrzymanie się i rozwijanie biznesu

      > Miałby
      > więcej na "prezenty", no i rzecz jasna duuuużo więcej dla siebie.

      To chyba bylo w innym watku ale czy najwiekszą marzą nie są obłozone własnie
      wina z niższej i sredniej pólki?

      > Problemem
      > tylko są znowu "ci cholerni klienci", którzy coraz lepiej wiedzą czego i w
      > jakiej jakości oczekują w miejscu gdzie się stołują lub zaopatrują w wino.

      Jak to? Sam mowiles, ze dla gros klientow wino to tylko napoj, ktory smakuje
      albo nie i zazwyczaj nie pamietaja nazw itd. I nie sa dla nich istotne punkty,
      recenzje itp. bo jedynym kryterium jest ich smak, ktory moze nie miec nic
      wspolnego z jakoscią, bo to jest dobre co im smakuje...

      > Sugerowałeś że skoro ktoś nie korzysta z porad BB czy MW to nie korzysta z
      > niczego, a tego nigdzie nie napisałem.

      Powiedziales, ze wiekszosc klientow po prostu pije wino i raczej nie przechodzi
      do teorii... A za taka rozumiem literature, publikacje na temat wina etc.

      > Jak najbardziej korzysta, zwłaszcza
      > typ "hobbysty-badacza":

      Ktory jest nieistotny dla rynku sprzedazy win w Polsce jak zrozumialem...

      > z całych gór wydawnictw i poradników z krajów gdzie
      > istnieje bardzo duży i wykształcony rynek winiarski a recenzujący wina zwykle
      > (nie zawsze rzecz jasna!)

      Parker? :-)

      > mają nieco lepszą legitymację do wystawiania ocen,
      > choćby z powodu doświadczenia. Jeśli ktoś czyta sobie w książce czy periodyku
      > gdzie autor pisząc o jakimś winie ma perspektywę jego 30 roczników wstecz
      > znanych mu osobiście na różnych etapach dojrzewania, to kategoryczne sądy
      > naszych rodzimych recenzentów (z kilkuletnim stażem w piciu wina)

      A czy to nie rzecz indywidualna? Czy w przypadku odbioru wina nie mozna mowic o
      talencie, predyspozycjach a tylko istotne jest doswiadczenie? MB w TVN
      powiedzial, ze jego staz (jako zawodowca jak zrozumialem) to 12 lat - to duzo
      czy malo? To utalentowany artysta czy tylko sprawny rzemieslnik w tej
      dziedzinie? A moze ktos nie uprawniony do oceny lub wrecz samozwanczy znawca? A
      WB, AD i inni, piszacy, degustujacy, szkolący, doradzajacy?
      Poza tym wydaje mi sie, ze klienci bardziej cenia doradcow o kategorycznych i
      jasnych wlasnie pogladach i opiniach, bo oczekuja porady "tak/nie" zamiast "jak
      Pan uwaza" "nie chcialbym sugerowac" itp. A decyzja i tak nalezy do klienta,
      ale latwiej mu sie ja podejmuje po jednoznacznej poradzie.

      > gromiących
      > wina i producentów z rozbrajającą łatwością na podstawie paru win wypitych w
      > hali targowej zaufania po prostu nie wzbudzają.

      Jesli to ich autorska publikacja tj. co dobre a co nie wg panow BB, to chyba im
      wolno?

    • winoman 17.09.05, 12:19
      Gość portalu: paero123 napisał(a):

      > giorgio_primo napisał:
      >
      > > Zapewniam Cię, że całkowicie racjonalną. I tylko jednym z powodów jest ta
      > > sytuacja którą Ci przytoczył Winoman.
      >
      > Hmm, ja zrozumialem, ze jedynym powodem zerwania wspolpracy z importerem
      > niezaleznie od tego jak interesujacy jest jego asortyment i jak korzystne ceny
      > proponuje, byloby to, ze ktorys z jego handlowcow zrobil lewizne w postaci
      > sprzedazy detaliscie jakiejs ilosci win po cenie jak dla odbiorcow hurtowych.
      > Nie o tej sytuacji rozmawialismy caly czas?

      Nie wiem o czym rozmawialiście, niestety nie jestem w stanie połapać się w tym
      wątku, ja pisałem o sytuacji, gdy IMPORTER sprzedaje detalicznie po cenach
      równych, lub minimalnie wyższych od hurtowych, lub gdy ten sam importer
      supermarketom sprzedaje wino po tak niskiej cenie, że po doliczeniu narzutu
      supermarketu trafia ono na półkę w cenie niższej, niż cena proponowana
      sprzedawcy detalicznemu przez importera. Powtarzam, chodzi o świadomą politykę
      importerów, nie o "lewizny" handlowców.

      Pamiętaj, że nawet jeśli importer ma oficjalnie tylko jeden cennik hurtowy, to i
      tak ma często system upustów, przez co różni odbiorcy płacą różne ceny. W
      innych cenach kupują sklepy specjalistyczne, w innych supermarkety, jeszcze w
      innych gastronomia itp.

      Pozdrawiam!
    • paero123 17.09.05, 19:17
      winoman napisał:

      > Nie wiem o czym rozmawialiście, niestety nie jestem w stanie połapać się w tym
      > wątku,

      No to zalamales mnie, winomanie :-(. Matematyk i uniwersytecki wykladowca... To
      czas konczyc ten watek, skoro juz umysly scisle gubia sie w strukturze
      odpowiedzi i cytatow ;-)

      > ja pisałem o sytuacji, gdy IMPORTER sprzedaje detalicznie po cenach
      > równych, lub minimalnie wyższych od hurtowych,

      To rzeczywiscie niewlasciwe z punktu widzenia struktury handlu

      > lub gdy ten sam importer
      > supermarketom sprzedaje wino po tak niskiej cenie, że po doliczeniu narzutu
      > supermarketu trafia ono na półkę w cenie niższej, niż cena proponowana
      > sprzedawcy detalicznemu przez importera.

      Ale jesli suprmarket jako siec bierze 1000x wiecej towaru niz dany sprzedawca
      detaliczny (i z tego powodu ma nizsze ceny hurtowe od importera niz sd) i
      dolicza marze jaka uwaza za oplacalna dla niego bo stawia ma obrot to gdzie tu
      wina importera?

      > Powtarzam, chodzi o świadomą politykę
      > importerów, nie o "lewizny" handlowców.
      >
      > Pamiętaj, że nawet jeśli importer ma oficjalnie tylko jeden cennik hurtowy,
      to
      > i
      > tak ma często system upustów, przez co różni odbiorcy płacą różne ceny.

      Wieksi placa mniej. I moze wystapic sytuacja j.w.?

      > W
      > innych cenach kupują sklepy specjalistyczne, w innych supermarkety, jeszcze w
      > innych gastronomia itp.

      Tak, calkowicie to rozumiem. I inne marze detaliczne moga stosowac. P.Pulawski
      napisal, ze niektorzy 5 zl a niektorzy duzo wiecej na tym samym winie...
      Importer moze nakazac odbiorcom, jaka najnizsza marze detaliczna wolno im
      stosowac???

      Pozdrawiam
      >
      > Pozdrawiam!
    • giorgio_primo 14.09.05, 15:28
      paero123 napisał:

      > Giorgio, mistrzu jak już :-)
      >
      > Chodziło mi przede wszystkim o to, dlaczego istniejace sklepy specjalistyczne
      > posiadajace również internetowy kanal dystrybucji (np. La Bodega, Winoteka
      > Nico, Dominius) maja identyczne ceny na polkach i w ofercie internetowej.

      Nie wiem, nie będę się wypowiadał za innych. Ja bym nie mógł mieć tańszych win
      w ofercie internetowej przy obecnych cenach w "zwykłym". Chyba żeby nagle się
      okazało, że rynek internetowy wzrósł niczym poparcie w sonadażach dla Tuska w
      ciągu 4 miesięcy. ;-)

      > giorgio_primo napisał:
      > > Problemem jednak jest to, że przy niskiej świadomości konsumenta w Polsce
      >
      > > klientem takiego sklepu wirtualnego zostaje niewiele więcej osób niż
      > uczestnicy tego forum (potrafiący często dokonać świadomego wtboru bez
      > udziału "realnego" sprzedawcy) plus grupa stałych klientów którą buduje się
      > przez wiele, wiele lat.
      >
      > No i skoro to sa ludzie nie potrzebujacy osobistej konsultacji sprzedawcy itp
      > uslug to dlaczego nie moga przez internet kupowac taniej?

      Bo jest ich za mało...

      > Np. w banku nie place
      >
      > za przelewy internetowe, dokonywane samodzielnie, natomiast w oddziale taki
      > przelew juz cos kosztuje bo obsluga itp.

      ... w przeciwieństwie do klientów banku, których jest bardzo dużo.

      > > W wypadku całej pozostałej rzeszy konsumentów wina, taki sklep niczym się
      >
      > > nie różni od stoiska samoobsługowego w Auchan czy innym Geant lub Tesco a
      >
      > zakup w nim jest nieporównywalnie trudniejszy i wywołujący nierzadko stres
      oraz
      >
      > > niepokój o jakość usługi (niestety często uzasadniony z powodu marketingo
      > wego
      > > bełkotu pojawiającego się na stronach sklepów wirtualnych).
      >
      > OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
      > importerzy/sklepy go uruchamiaja?

      Nie wiem. Myślę, że dla większej firmy koszt jest relatywnie mały w stosunku do
      całości obrotu i zajmują pozycję na przyszłość.

      > Gdyby ceny byly nizsze to czy nie chetniej
      > klienci by jednak ryzykowali i kupowali przez Internet?

      Też nie wiem. Na całym świecie akurat handel winem przez internet nie jest aż
      tak popularny...

      > A od czego jest google
      > aby sprawdzic dane wino? Poza tym wystaczy wprowadzic statystyki 'Najczesciej
      > kupowane wina' 'Wina pasujace do...' itp. wyszukiwarki na stronie i klopot z
      > glowy. A tak to mam cene jak w sklepie + koszt dostawy + ew.ryzyko podanie nr
      > karty kredytowej i taki zakup z gory staje sie nieatrakcyjny, nie tylko
      > cenowo...

      W tym właśnie problem. Poza tym to kto w te "statystyki" uwierzy, skoro często
      tam się pojawia jakaś "mina" której nie da się sprzedać? Na googlowanie to nie
      każdy ma czas, wiedzę i zapał.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 14.09.05, 17:50
      giorgio_primo napisał:

      > Nie wiem, nie będę się wypowiadał za innych. Ja bym nie mógł mieć tańszych
      win
      > w ofercie internetowej przy obecnych cenach w "zwykłym".

      A Ty masz wlasny import, tak? I sprzedajesz tylko w TBE czy tez do innych
      sklepow w Polsce?

      > Chyba żeby nagle się
      > okazało, że rynek internetowy wzrósł niczym poparcie w sonadażach dla Tuska w
      > ciągu 4 miesięcy. ;-)

      Popros kogos z forumowiczow aby zeznal, ze ktorys z Twoich konkurentow pomylil
      sie w oswiadczeniu celnym czy podatkowym a juz jakis pulkownik sie nimi
      zajmie :-))) Zanim sie wytlumaczą to bedziesz miał 40% rynku w Polsce :-D

      > > OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
      > > importerzy/sklepy go uruchamiaja?
      >
      > Nie wiem. Myślę, że dla większej firmy koszt jest relatywnie mały w stosunku
      do
      >
      > całości obrotu i zajmują pozycję na przyszłość.

      Znaczy się tak na wszelki wypadek każdy szanujacy sie winiarz strone
      internetowa miec powinien :-) Tworzoną z pasją jak strona pewnej firmy, ktorej
      nazwy tu nie wymienię, poki mi nie przyślą obiecanego wina :-)))
      A powaznie: np. taki Dominius miesci sie hen, hen jak dla mnie tj na obrzezach
      Wwy i wyprawa do niego to cala wyprawa :-) ale widocznie to zauwazyli i stad
      dekanter.pl; ale poki co niektore rzeczy wole kupic od DCH z Poznania :-) badz
      od SCH z Wwy, a czesto po drodze jest Mielzynski, La Bodega czy Piotr i Pawel

      > > Gdyby ceny byly nizsze to czy nie chetniej
      > > klienci by jednak ryzykowali i kupowali przez Internet?
      >
      > Też nie wiem. Na całym świecie akurat handel winem przez internet nie jest aż
      > tak popularny...

      Ale w niektorych miejscach tego swiata ceny win sa nizsze niz w Polsce albo
      przynajmniej na sensownym poziomie w stosunku do siły nabywczej mieszkańców. I
      nie trzeba szukac oszczednosci/okazji/wyprzedazy/przecen itp

      > W tym właśnie problem. Poza tym to kto w te "statystyki" uwierzy, skoro
      często
      > tam się pojawia jakaś "mina" której nie da się sprzedać?

      Analogicznie, czy jak wchodzi laik do sklepu z winem to nie ma szansy, ze
      sprzedawca mu wcisnie cos co mu nie schodzi? To tylko i wyłącznie kwestia
      uczciwego podejscia do klienta. Zadowolony klient zazwyczaj wraca, i do sklepu
      i na strone www. Wystarczy spojrzec na rozwoj allegro.pl - gdyby siedzieli tam
      sami oszusci/naciagacze to juz dawno by to padlo...
      Jak np. prosze o rekomendacje DCH lub SCH sprzedawanych przez nich win, to
      przez glowe by mi nie przyszlo, ze wlasnie upychaja mi niechodliwy towar - to
      po prostu kwestia renomy tych sprzedajacych, ktorzy szanuja swoich klientow i
      zalezy im na nich

      > Na googlowanie to nie
      > każdy ma czas, wiedzę i zapał.

      Racja, ale zawsze mozna spojrzec na to forum lub zaryzykowac jak cena
      atrakcyjna :-). No i są przewodniki BB, HJ, RP itp.

      Alez nam się chce wałkować ten temat :-)

      Pozdrawiam
    • giorgio_primo 14.09.05, 18:41
      paero123 napisał:

      > A powaznie: np. taki Dominius miesci sie hen, hen jak dla mnie tj na
      obrzezach
      > Wwy i wyprawa do niego to cala wyprawa :-) ale widocznie to zauwazyli i stad
      > dekanter.pl

      Nie wiem tak do końca czy 77 win z całego świata to wybór wystarczający by
      otwierać sklep internetowy. Nie mnie to oceniać. Zastanów się ile wydałeś w tym
      sklepie a ile przez ostatnie na przykład dwa lata w sklepach "tradycyjnych" i
      uwzględnij poważną poprawkę na to, że jesteś winiarskim "oszołomem" ze
      skrzywieniem "googlowym" szukającym okazji w internecie.

      > Ale w niektorych miejscach tego swiata ceny win sa nizsze niz w Polsce albo
      > przynajmniej na sensownym poziomie w stosunku do siły nabywczej mieszkańców.
      I
      > nie trzeba szukac oszczednosci/okazji/wyprzedazy/przecen itp

      To nie ma związku z kanałami sprzedaży. Najtaniej Grand Cru'sy, jak widać, ma i
      tak Auchan a nie żaden internetowy sklep.

      > Analogicznie, czy jak wchodzi laik do sklepu z winem to nie ma szansy, ze
      > sprzedawca mu wcisnie cos co mu nie schodzi? To tylko i wyłącznie kwestia
      > uczciwego podejscia do klienta. Zadowolony klient zazwyczaj wraca, i do
      sklepu
      > i na strone www. Wystarczy spojrzec na rozwoj allegro.pl - gdyby siedzieli
      tam
      > sami oszusci/naciagacze to juz dawno by to padlo...

      Generalnie masz rację, choć oszustów na allegro akurat nie brakuje. Spróbuj
      kupić laptopa a zaleje Cię fala oszustów. Mimo wszystko budowanie relacji
      opartej na znajomości bezpośredniej stawia wyższe wymagania etyczne przed
      sprzedającym. W relacji bezpośredniej dochodzi do wymiany poglądów. W
      internetowej najwyżej zaprzestaniem zakupów lub reklamacją.

      > Jak np. prosze o rekomendacje DCH lub SCH sprzedawanych przez nich win, to
      > przez glowe by mi nie przyszlo, ze wlasnie upychaja mi niechodliwy towar - to
      > po prostu kwestia renomy tych sprzedajacych, ktorzy szanuja swoich klientow i
      > zalezy im na nich

      Dlatego że nie są anonimowi. Związani z tym co robią emocjonalnie. Sklep
      internetowy dużego importera nie posiada tych cech. jest bezosobowy i
      anonimowy. W razie wpadki zawsze można odpisać, że tego pracownika który
      zawalił już zwolniliśmy... "nasza firma proponuje Panu rabat 25% przy
      następnych zakupach". I tyle.


      > Racja, ale zawsze mozna spojrzec na to forum lub zaryzykowac jak cena
      > atrakcyjna :-). No i są przewodniki BB, HJ, RP itp.

      Gdyby na grupie klientów wiedzących o istnieniu tego forum i tych przewodników
      ktokolwiek chciałby chociaż przeżyć o chlebie i wodzie przez tydzień, to życzę
      mu powodzenia... ;-)))

      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 14.09.05, 19:19
      giorgio_primo napisał:

      > Nie wiem tak do końca czy 77 win z całego świata to wybór wystarczający by
      > otwierać sklep internetowy. Nie mnie to oceniać.

      Nie stawiam ich za wzór czy cos takiego, po prostu podalem przyklad jako, ze sa
      w Wwie; Jest jeszcze Vininova.pl i bodega.pl o ktorych wiem, ale tam tez nie
      kupowalem bo w takich samych cenach mam w Piotrze i Pawle Czy La Bodega wine
      bar a oba mam po drodze

      > Zastanów się ile wydałeś w tym sklepie a ile przez ostatnie na przykład dwa
      lata w sklepach "tradycyjnych"

      Najwiecej wydalem kupujac od DCH czy SCH i to wlasnie dzieki kontaktowi
      internetowemu z w/w, ich rekomendacjom, wyslanym cennikom etc. I chwale sobie i
      wcale nie tęsknię do sklepów tradycyjnych. A wina piję w zasadzie od marca 2005
      wiec az takich statystyk nie mam...

      > uwzględnij poważną poprawkę na to, że jesteś winiarskim "oszołomem" ze
      > skrzywieniem "googlowym" szukającym okazji w internecie.

      Mocne słowa. Miały mnie obrazić czy jak? Co złego jest w szukaniu informacji w
      internecie? Czy sprzedawca w sklepie ma być wyrocznią? A porównanie cen chocby
      w obrębie kraju nie zaszkodzi, bo porównanie cen z zagranicą może zaszkodzic.
      Moim nerwom ;-)

      > To nie ma związku z kanałami sprzedaży. Najtaniej Grand Cru'sy, jak widać, ma
      i
      > tak Auchan a nie żaden internetowy sklep.

      Ale oni mają własny import chyba. Poza tym to nie moja polka cenowa...

      > Mimo wszystko budowanie relacji
      > opartej na znajomości bezpośredniej stawia wyższe wymagania etyczne przed
      > sprzedającym. W relacji bezpośredniej dochodzi do wymiany poglądów. W
      > internetowej najwyżej zaprzestaniem zakupów lub reklamacją.

      OK, ale ja nie mowię o sklepie gdzie nie ma ani telefonu ani adresu
      kontaktowego, wlasciciel podaje tylko GG lub mejl, a strona siedzi na serwerze
      w Albanii a partnerem do obslugi platnosci jes plizej nieznany system
      billingowy...
      Jako przykład wlasciwego pojecia sklepu internetowego podam www.superiore.de,
      gdzie podobno mozna nawet umowic sie na osobisty odbior zamowienia i zaplate
      przy odbiorze. Dla tych co sie boja ryzyka. Potem wiedza czego sie spodziewac i
      ze mozna komus zaufac.

      > Dlatego że nie są anonimowi. Związani z tym co robią emocjonalnie. Sklep
      > internetowy dużego importera nie posiada tych cech. jest bezosobowy i
      > anonimowy. W razie wpadki zawsze można odpisać, że tego pracownika który
      > zawalił już zwolniliśmy... "nasza firma proponuje Panu rabat 25% przy
      > następnych zakupach". I tyle.

      Ale o jakiej wpadce duzego e-sklepu mowimy? Nie wyslali wina, wyslali zepsute,
      nie te co trzeba? Przeciez są reklamacje, zwrot towaru w ciagu 10 dni itp.

      > Gdyby na grupie klientów wiedzących o istnieniu tego forum i tych
      przewodników
      > ktokolwiek chciałby chociaż przeżyć o chlebie i wodzie przez tydzień, to
      życzę
      > mu powodzenia... ;-)))

      Widze, ze bylem w mylnym błędzie :-) To kto kupuje wina np. u Ciebie - ludzie
      przypadkowi? a la 'wszedl po cos do picia"? :-)

      Pozdrawiam

    • winoman 14.09.05, 19:27
      > Widze, ze bylem w mylnym błędzie :-) To kto kupuje wina np. u Ciebie - ludzie
      > przypadkowi? a la 'wszedl po cos do picia"? :-)

      Zrób kiedyś eksperyment, wejdź do jakiegoś sklepu specjalistycznego na godzinę i
      posłuchaj, jak ludzie kupują. Mnie to skutecznie wyleczyło z wielu błednych
      "wierzeń".

      Pozdrawiam!
    • paero123 14.09.05, 19:32
      winoman napisał:

      > Zrób kiedyś eksperyment, wejdź do jakiegoś sklepu specjalistycznego na
      godzinę
      > i
      > posłuchaj, jak ludzie kupują. Mnie to skutecznie wyleczyło z wielu błednych
      > "wierzeń".
      >
      > Pozdrawiam!

      Jak sprzedawca nie bedzie mnie sie pytal co chwila czy w czyms mi pomoc i nie
      wezwie policji bo wygladam mu podejrzenie, to wejdę na godzinę :-)))
    • giorgio_primo 14.09.05, 19:57
      paero123 napisał:

      > wcale nie tęsknię do sklepów tradycyjnych. A wina piję w zasadzie od marca
      2005
      >
      > wiec az takich statystyk nie mam...

      To wiele wyjaśnia! ;-)))

      > Mocne słowa. Miały mnie obrazić czy jak? Co złego jest w szukaniu informacji
      w
      > internecie? Czy sprzedawca w sklepie ma być wyrocznią? A porównanie cen
      chocby
      > w obrębie kraju nie zaszkodzi, bo porównanie cen z zagranicą może zaszkodzic.
      > Moim nerwom ;-)

      Rozumiem. Szukanie informacji gdziekolwiek jest chwalebne ze wszech miar, ale
      dotyczy minimalnej ilości konsumentów.

      > > To nie ma związku z kanałami sprzedaży. Najtaniej Grand Cru'sy, jak widać
      > , ma
      > i
      > > tak Auchan a nie żaden internetowy sklep.
      >
      > Ale oni mają własny import chyba. Poza tym to nie moja polka cenowa...

      > OK, ale ja nie mowię o sklepie gdzie nie ma ani telefonu ani adresu
      > kontaktowego, wlasciciel podaje tylko GG lub mejl, a strona siedzi na
      serwerze
      > w Albanii a partnerem do obslugi platnosci jes plizej nieznany system
      > billingowy...
      > Jako przykład wlasciwego pojecia sklepu internetowego podam www.superiore.de,
      > gdzie podobno mozna nawet umowic sie na osobisty odbior zamowienia i zaplate
      > przy odbiorze. Dla tych co sie boja ryzyka. Potem wiedza czego sie spodziewac
      i
      >
      > ze mozna komus zaufac.

      OK. Nie spodziewasz się chyba, że podejmiesz dyskusję o wypitym właśnie winie
      nawet z przemiłym Lutzem ze wspomnianego sklepu... Gdyby miał poświęcać czas na
      takową z każdym kupującym ceny byłyby tam inne. Poza tym zwróć uwagę, że Lutz
      wybiera takie wina wyłącznie aby ich "googlowe" czy inne "sprawdzenie" nie
      pozostawiało wątpliwości co do klasy wina. Nawet nie muszisz szukać, bo sam
      umieszcza punkty i oceny na stronie. To nic złego oczywiście.

      > Ale o jakiej wpadce duzego e-sklepu mowimy? Nie wyslali wina, wyslali
      zepsute,
      > nie te co trzeba? Przeciez są reklamacje, zwrot towaru w ciagu 10 dni itp.

      NIe. Nie takiej. Muszę zawieźć wino.. więc kończę na dzisiaj. Chodzi i o
      chociażby "skalibrowanie" oczekiwań wobec wina.

      > Widze, ze bylem w mylnym błędzie :-) To kto kupuje wina np. u Ciebie - ludzie
      > przypadkowi? a la 'wszedl po cos do picia"? :-)

      Nie. Zwykle stali klienci nie mający ani czasu ani chęci wgłębiania się
      w "źródła" pisane, za to pijający dużo i potrafiący ocenić wino.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 15.09.05, 15:32
      giorgio_primo napisał:

      > OK. Nie spodziewasz się chyba, że podejmiesz dyskusję o wypitym właśnie winie
      > nawet z przemiłym Lutzem ze wspomnianego sklepu... Gdyby miał poświęcać czas
      na takową z każdym kupującym ceny byłyby tam inne.

      Ale ja chce miec wybor czy zaplacic mniej i rozmawiac z ekranem monitora czy
      wiecej i moc porozmawiac z wlascicielem/sprzedawcą, ktory zobowiazany jest
      wtedy do odpowiedzi na moje pytania, fochy itp.
      Troche inny przyklad: ide do sklepu z winem, wlascicielka podchodzi do mnie,
      pyta o moje preferencje (winiarskie), proponuje to czy tamto, zwraca uwage na
      nowosci ksiazkowe itp.; mila rozmowa, kupuję wino i wychodze; inny dzień ten
      sam sklep; wchodze i są dwie inne panie, ktore zajmuja sie panem kupujacym
      wino. Jakos nie zwracam ich uwagi, sam grzebię po polkach, wybieram cos moim
      zdaniem interesujacego wg opisu na etykiecie, place i wychodze. I niezaleznie
      czy ktos sie mna zajmowal czy nie cena jest ta sama :-)

      > Poza tym zwróć uwagę, że Lutz
      > wybiera takie wina wyłącznie aby ich "googlowe" czy inne "sprawdzenie" nie
      > pozostawiało wątpliwości co do klasy wina. Nawet nie muszisz szukać, bo sam
      > umieszcza punkty i oceny na stronie. To nic złego oczywiście.

      Tak, i te znane sa u niego w zachecajacych cenach przy okazji

      > Chodzi i o
      > chociażby "skalibrowanie" oczekiwań wobec wina.

      Poszukam w googlu o co chodzi z tym "skalibrowaniem" ;-)

      > Zwykle stali klienci nie mający ani czasu ani chęci wgłębiania się
      > w "źródła" pisane, za to pijający dużo i potrafiący ocenić wino.

      Tzn. wystarczy pic tuzo aby się wyrobic. To czemu kazdy kurs eno to tyle
      gledzenia o regionach, odmianach, produkcji wina itp. Po co to? Pic i jeszcze
      raz pic?

      Pozdrawiam

    • giorgio_primo 15.09.05, 16:06
      paero123 napisał:

      > Ale ja chce miec wybor czy zaplacic mniej i rozmawiac z ekranem monitora czy
      > wiecej i moc porozmawiac z wlascicielem/sprzedawcą, ktory zobowiazany jest
      > wtedy do odpowiedzi na moje pytania, fochy itp.

      "Chcieć to móc". Zatem masz szanse dać ten wybór innym i założyć sklep
      internetowy o jakim piszesz. Wiedza przyjdzie z czasem, a i tak najważniejsza
      jest wizja i pasja, którą z postow w tym wątku najwyraźniej masz. ;-)

      > Troche inny przyklad: ide do sklepu z winem, wlascicielka podchodzi do mnie,
      > pyta o moje preferencje (winiarskie), proponuje to czy tamto, zwraca uwage na
      > nowosci ksiazkowe itp.; mila rozmowa, kupuję wino i wychodze; inny dzień ten
      > sam sklep; wchodze i są dwie inne panie, ktore zajmuja sie panem kupujacym
      > wino. Jakos nie zwracam ich uwagi, sam grzebię po polkach, wybieram cos moim
      > zdaniem interesujacego wg opisu na etykiecie, place i wychodze. I niezaleznie
      > czy ktos sie mna zajmowal czy nie cena jest ta sama :-)

      I co z tego wynika, bo nie rozumiem? Masz wybór gdzie chodzić przecież.

      > > Poza tym zwróć uwagę, że Lutz
      > > wybiera takie wina wyłącznie aby ich "googlowe" czy inne "sprawdzenie" ni
      > e
      > > pozostawiało wątpliwości co do klasy wina. Nawet nie muszisz szukać, bo s
      > am
      > > umieszcza punkty i oceny na stronie. To nic złego oczywiście.
      >
      > Tak, i te znane sa u niego w zachecajacych cenach przy okazji

      Jak dla kogo. Dla mnie niebardzo atrakcyjne ceny bo, bo każde wino mogę kupić
      jakieś 20-30% taniej niż u niego w innym miejscu, poza tym "znane" i wysoko
      punktowane nie znaczy że dobre.

      > Tzn. wystarczy pic tuzo aby się wyrobic. To czemu kazdy kurs eno to tyle
      > gledzenia o regionach, odmianach, produkcji wina itp. Po co to? Pic i jeszcze
      > raz pic?

      Dokładnie tak. Czas i ilość to jedyne co może dać efekt przy poznawaniu
      własnych preferencji i wiedzy o odmiennościach czy podobieństwach różnych win.
      etc... Pamiętaj, że nie jest to dobre co "dobre", ale to co Tobie smakuje! A to
      całe "hokus-pokus" na kursach służy tylko utrudnianiu życia, straszeniu i chyba
      dowartościowaniu się prowadzących.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 15.09.05, 16:26
      giorgio_primo napisał:

      > Zatem masz szanse dać ten wybór innym i założyć sklep
      > internetowy o jakim piszesz. Wiedza przyjdzie z czasem, a i tak najważniejsza
      > jest wizja i pasja, którą z postow w tym wątku najwyraźniej masz. ;-)

      W gębie to ja jestem b.mocny. I pomysły dobre mam. Ale zapał słomiany ;-)

      > > Troche inny przyklad: ide do sklepu z winem,
      > I co z tego wynika, bo nie rozumiem? Masz wybór gdzie chodzić przecież.

      Twierdzisz, ze warto placic wiecej aby moc podyskutowac itp. Ale jak widac z ta
      obsluga nie jest tak rózowo tj. ta "wartosc dodana" wystepuje losowo/w kratke :-
      )
      > Jak dla kogo. Dla mnie niebardzo atrakcyjne ceny bo, bo każde wino mogę kupić
      > jakieś 20-30% taniej niż u niego w innym miejscu,

      Ty jako improrter jak rozumiem. Ale ktos jako klient detaliczny? Dla niego nie
      bedzie taniej?

      > poza tym "znane" i wysoko
      > punktowane nie znaczy że dobre.

      Rozumiem. Kazdy ma wlasny gust i smak. Nie ma win obiektywnie dobrych.

      > Pamiętaj, że nie jest to dobre co "dobre", ale to co Tobie smakuje!

      Zgoda.

      > A to
      >
      > całe "hokus-pokus" na kursach służy tylko utrudnianiu życia, straszeniu i
      chyba
      >
      > dowartościowaniu się prowadzących.

      No to zaraz odezwie sie paru forumowiczow ;-)

      Pozdrawiam
      Pawel
    • giorgio_primo 15.09.05, 16:46
      paero123 napisał:

      > Twierdzisz, ze warto placic wiecej aby moc podyskutowac itp. Ale jak widac z
      ta
      >
      > obsluga nie jest tak rózowo tj. ta "wartosc dodana" wystepuje losowo/w
      kratke :
      > -
      > )

      Nie to twierdzę. Twierdzę, że masz wybór gdzie chcesz kupować. W jednym miejscu
      masz "wartość dodaną" w innym nie. Jedynie Ty możesz ocenić co dla Ciebie jest
      ona warta w konkretnym przypadku.

      > Ty jako improrter jak rozumiem. Ale ktos jako klient detaliczny? Dla niego
      nie
      > bedzie taniej?

      Nie. Nie jako importer. Jako klient detaliczny. I szlag mnie trafia, że mogę
      kupić taniej jako klient prywatny w sklepie niż jako sklep po cenach
      eksportowych. No ale takie są prawa rynku i nic nie poradzę na to.

      > No to zaraz odezwie sie paru forumowiczow ;-)

      Mam nadzieję, że nie, bo moje zdanie w tej kwestii jest znane i niczego nowego
      nie ogłosiłem teraz. ;-)



      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • docg 14.09.05, 20:00
      winiarski oszołom to określenie pozytywne! :-) oznacza człowieka, który wie,
      ile dane wino kosztuje w 3 różnych sklepach w Polsce i za granicą qraz ile
      dostało punktów WS, MW, PP i serduszek od Małego Bieńczyka. Jak już kiedyś
      pisałem, winni hobbyści (czy też oszołomy) nie są istotni dla rynku wina w
      Polsce, bo po pierwsze jest ich mało, a po drugie rzadko kupuja "normalnie" -
      częściej za granicą, albo na wyprzedażach czy promocjach.
      Druga sprawa: kto kupuje wino. Mi się wydaje, że jest grupa ludzi, którzy nie
      wiedzą, kto to Parker, za to wiedzą, że chcą kupić dobre wino i stać ich na to.
      To oni, a nie hobbyści są istotni dla pozasupermarketowego rynku wina w Polsce.
      --
      niech Ziemia i Owoc będą z Wami
      Deo
    • paero123 15.09.05, 15:41
      docg napisał:

      > winiarski oszołom to określenie pozytywne! :-) oznacza człowieka, który wie,
      > ile dane wino kosztuje w 3 różnych sklepach w Polsce i za granicą qraz ile
      > dostało punktów WS, MW, PP i serduszek od Małego Bieńczyka.

      Hę? www.univ.gda.pl/slang/hasla/o/oszolom.html
      Wynika z tego, ze byłbym oszołomem gdybym byl za "starym porządkiem" tj. bez
      sklepow internetowych :-)

      > Jak już kiedyś
      > pisałem, winni hobbyści (czy też oszołomy) nie są istotni dla rynku wina w
      > Polsce, bo po pierwsze jest ich mało, a po drugie rzadko kupuja "normalnie" -
      > częściej za granicą, albo na wyprzedażach czy promocjach.

      Ale kupuja tak z powodów czysto prozaicznych tj. ze wzgledu na pewne
      ograniczenia finansowe a nie dlatego, ze sa i tak bogaci ale bawi ich
      wynajdowanie obnizek, przecen itp.

      > Druga sprawa: kto kupuje wino. Mi się wydaje, że jest grupa ludzi, którzy nie
      > wiedzą, kto to Parker, za to wiedzą, że chcą kupić dobre wino i stać ich na
      to.

      No ale taki co pije wino i zna sie na nim (jak pisal GP to gros jego klientow)
      to musial slyszec cokolwiek o Parkerze...
      A jesli tylko pije wino i stac je na nie to nie znaczy, ze automatycznie zna
      sie na nim. Moze lekarz zalecil mu 'kaberne' :-)

    • giorgio_primo 15.09.05, 16:59
      paero123 napisał:

      > No ale taki co pije wino i zna sie na nim (jak pisal GP to gros jego
      klientow)
      > to musial slyszec cokolwiek o Parkerze...

      Wręcz przeciwnie. Większość uczestników tego forum prezentuje dość nietypowy
      sposób zafascynowania winami: od teorii do praktyki (w dużym uproszczeniu
      oczywiście), regułą jednak jest raczej droga odwrotna jeśli wogóle kiedykolwiek
      teoria się pojawia... ;-)

      Uczestnik takiego forum jak to, zwykle zanim kupi wino coś o nim wie, a jak nie
      wie to stara się dowiedzieć. Po wypiciu dyskutuje o nim, analizuje i docieka
      dlaczego było OK lub nie. Skrajnym i smutnym przypadkiem jest taki, który
      kupuje punkty Parkera a nie wino, ale to akurat nie jest typowe tutaj. Jednak
      gro pijających wino podchodzi do tego diametralnie inaczej: kupuje wino i albo
      mu ono smakuje albo nie. Kropka. Koniec. Nic więcej. To w 99% przypadków jest
      jedyna refleksja. Sporadycznie zapisze lub spróbuje zapamiętać co było OK, żeby
      kupić to samo następnym razem.

      > A jesli tylko pije wino i stac je na nie to nie znaczy, ze automatycznie zna
      > sie na nim. Moze lekarz zalecil mu 'kaberne' :-)

      A co to znaczy "znać się na winie"??? "Znam się na winie" bo wiem jakie mi
      smakuje, czy "znam się na winie" bo wkułem wszystkie apelacje Bordeaux i
      klasyfikację z 1855?


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 15.09.05, 19:52
      giorgio_primo napisał:

      > Wręcz przeciwnie. Większość uczestników tego forum prezentuje dość nietypowy
      > sposób zafascynowania winami: od teorii do praktyki (w dużym uproszczeniu
      > oczywiście), regułą jednak jest raczej droga odwrotna jeśli wogóle
      kiedykolwiek
      >
      > teoria się pojawia... ;-)

      Ale ludzie nie sa zainteresowani chocby np. tym dlaczego jedne wino kosztuje 10
      drugie 100 a trzecie 1000 zł? I czy smak i doznania sa proporcjonalne do ceny?
      Jak wycenia sie wino?. A czemu taki kolor? A skad ten osad? A czemu trzeba
      dekantowac? Co to te dekantowanie? A czemu ten rocznik smakuje inaczej od tego?
      A dlaczego rozne wina z tego rocznika sa takie dobre (lepiej smakuja) a z
      innego nie? A co tu napisane na etykiecie? A czemu tyle alkoholu w jednym a
      tyle w drugim? A co to te CS czy Malbec?
      Czy na te pytanie nie warto poszukac odpowiedzi skoro pojawily sie podczas
      picia czy kupna wina? O wszystko mam pytac sprzedawce? A moze sie wstydzę tego
      ze nie wiem? A moze cos w tym musi byc wiecej niz dodatek do posilku? Itp itd.

      > Uczestnik takiego forum jak to, zwykle zanim kupi wino coś o nim wie, a jak
      nie
      >
      > wie to stara się dowiedzieć. Po wypiciu dyskutuje o nim, analizuje i docieka
      > dlaczego było OK lub nie.

      Ale ludzie na to forum nie trafiaja przypadkiem i mysla "Fajnie piszą, ciekawe
      rzeczy, moze zobacze o co chodzi z tym winem". Tylko jest to raczej wtorne do
      tego, ze probują, trafiają lub nie, smakuje im to a to nie, i chca sie
      dowiedzic dlaczego jak im nie smakuje to jednak inni tak czesto je kupuja i
      zachwalaja?

      > Jednak
      > gro pijających wino podchodzi do tego diametralnie inaczej: kupuje wino i
      albo
      > mu ono smakuje albo nie. Kropka. Koniec. Nic więcej.

      I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?

      > To w 99% przypadków jest
      > jedyna refleksja. Sporadycznie zapisze lub spróbuje zapamiętać co było OK,
      żeby
      >
      > kupić to samo następnym razem.

      Moj kolega zapamietal Golden Kaan Pinotage i kupuje tylko to teraz. Innych nie
      ryzykuje bo tyle razy sie juz naciał, ze nie ma ochoty probowac innych, chyba
      ze ja przyniose ale w wiekszosci " zbyt wytrawne" ;-)

      > A co to znaczy "znać się na winie"??? "Znam się na winie" bo wiem jakie mi
      > smakuje, czy "znam się na winie" bo wkułem wszystkie apelacje Bordeaux i
      > klasyfikację z 1855?

      Nie wiem. Ty sie znasz na winach wloskich bo wiesz jakie Ci smakuja i tylko te
      sprowadzasz czy moze takie, ktore smakuja Twoim klientom tez? Czy jak ktos ma
      odmienne zdanie na temat wina X niz Ty to on sie zna czy Ty? Czy obaj sie
      znacie, ale ktoremus z Was to wino nie smakuje? Co to znaczy "nie smakuje"? Bo
      zle wyprodukowane czy dlatego, ze nie jestescie fanami tych czy innych gron? A
      skad wiecie, ze zle wyprodukowane? Bo Wam nie smakuje czy porownaliscie
      do "dobrze" wyprodukowanych? A skad wiadomo, ze tamte byly dobrze
      wyprodukowane? Bo tylu a tylu osobom smakuje? Bo tyle i tyle kosztuje? Bo tyle
      i tyle gwiazdek/punktow dostalo?
      Toz Sofia bylaby tu najlepsza! Tylu osobom smakuje, tylu ja kupuje. Koniec i
      kropka :-))))

      Pozdrawiam
    • giorgio_primo 15.09.05, 20:01
      paero123 napisał:

      > Ale ludzie nie sa zainteresowani chocby np. tym dlaczego jedne wino kosztuje
      10
      >
      > drugie 100 a trzecie 1000 zł?

      Jedni są a inni nie. Ludzie są różni.

      > I czy smak i doznania sa proporcjonalne do ceny?

      j.w.

      > Jak wycenia sie wino?. A czemu taki kolor? A skad ten osad? A czemu trzeba
      > dekantowac? Co to te dekantowanie? A czemu ten rocznik smakuje inaczej od
      tego?
      >
      > A dlaczego rozne wina z tego rocznika sa takie dobre (lepiej smakuja) a z
      > innego nie? A co tu napisane na etykiecie? A czemu tyle alkoholu w jednym a
      > tyle w drugim? A co to te CS czy Malbec?
      > Czy na te pytanie nie warto poszukac odpowiedzi skoro pojawily sie podczas
      > picia czy kupna wina? O wszystko mam pytac sprzedawce? A moze sie wstydzę
      tego
      > ze nie wiem? A moze cos w tym musi byc wiecej niz dodatek do posilku? Itp itd.

      j.w. Jednych interesuje etykieta ładna, innych tylko cena a innych kolor i
      zawartość alkoholu. I co z tego niby wynika, bo nie rozumiem?

      > > Uczestnik takiego forum jak to, zwykle zanim kupi wino coś o nim wie, a j
      > ak
      > nie
      > >
      > > wie to stara się dowiedzieć. Po wypiciu dyskutuje o nim, analizuje i doci
      > eka
      > > dlaczego było OK lub nie.
      >
      > Ale ludzie na to forum nie trafiaja przypadkiem i mysla "Fajnie piszą,
      ciekawe
      > rzeczy, moze zobacze o co chodzi z tym winem". Tylko jest to raczej wtorne do
      > tego, ze probują, trafiają lub nie, smakuje im to a to nie, i chca sie
      > dowiedzic dlaczego jak im nie smakuje to jednak inni tak czesto je kupuja i
      > zachwalaja?

      Jak napisałem. Trafia tu niewielki odsetek pijących wino a i tak nie skupia ono
      nawet większości dziwaków takich jak my.

      > > Jednak
      > > gro pijających wino podchodzi do tego diametralnie inaczej: kupuje wino i
      >
      > albo
      > > mu ono smakuje albo nie. Kropka. Koniec. Nic więcej.
      >
      > I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?

      Dokładnie tak.

      > > To w 99% przypadków jest
      > > jedyna refleksja. Sporadycznie zapisze lub spróbuje zapamiętać co było OK
      > ,
      > żeby
      > >
      > > kupić to samo następnym razem.
      >
      > Moj kolega zapamietal Golden Kaan Pinotage i kupuje tylko to teraz. Innych
      nie
      > ryzykuje bo tyle razy sie juz naciał, ze nie ma ochoty probowac innych, chyba
      > ze ja przyniose ale w wiekszosci " zbyt wytrawne" ;-)

      No widzisz...

      > > A co to znaczy "znać się na winie"??? "Znam się na winie" bo wiem jakie m
      > i
      > > smakuje, czy "znam się na winie" bo wkułem wszystkie apelacje Bordeaux i
      > > klasyfikację z 1855?
      >
      > Nie wiem. Ty sie znasz na winach wloskich bo wiesz jakie Ci smakuja i tylko
      te
      > sprowadzasz czy moze takie, ktore smakuja Twoim klientom tez? Czy jak ktos ma
      > odmienne zdanie na temat wina X niz Ty to on sie zna czy Ty? Czy obaj sie
      > znacie, ale ktoremus z Was to wino nie smakuje? Co to znaczy "nie smakuje"?
      Bo
      > zle wyprodukowane czy dlatego, ze nie jestescie fanami tych czy innych gron?
      A
      > skad wiecie, ze zle wyprodukowane? Bo Wam nie smakuje czy porownaliscie
      > do "dobrze" wyprodukowanych? A skad wiadomo, ze tamte byly dobrze
      > wyprodukowane? Bo tylu a tylu osobom smakuje? Bo tyle i tyle kosztuje? Bo
      tyle
      > i tyle gwiazdek/punktow dostalo?
      > Toz Sofia bylaby tu najlepsza! Tylu osobom smakuje, tylu ja kupuje. Koniec i
      > kropka :-))))

      ...i dla wielu Sofiua jest najlepsza.

      To same pytania retoryczne. Odpwiadasz sobie samemu.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • paero123 16.09.05, 12:39
      giorgio_primo napisał:

      > j.w. Jednych interesuje etykieta ładna, innych tylko cena a innych kolor i
      > zawartość alkoholu. I co z tego niby wynika, bo nie rozumiem?

      To, ze wydaje mi sie, ze jak np. ktos cos robi systematycznie i sprawia mu to
      przyjemnosc to jakos tak naturalnie chlonie wiedze na ten temat lub odczuwa
      chec dowiedzenia sie czegos na temat swojego hobby...

      > > I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?
      >
      > Dokładnie tak.

      Wiec oplaca sie aby wina byly dobre i w zachecajacej cenie? Bo to trzeba miec
      nerwy i duza kase aby tak miec pare nieudanych prob pod rzad?

      >
    • giorgio_primo 16.09.05, 13:33
      paero123 napisał:

      > giorgio_primo napisał:
      >
      > > j.w. Jednych interesuje etykieta ładna, innych tylko cena a innych kolor
      > i
      > > zawartość alkoholu. I co z tego niby wynika, bo nie rozumiem?
      >
      > To, ze wydaje mi sie, ze jak np. ktos cos robi systematycznie i sprawia mu to
      > przyjemnosc to jakos tak naturalnie chlonie wiedze na ten temat lub odczuwa
      > chec dowiedzenia sie czegos na temat swojego hobby...

      Dobrze, że napisałeś "wydaje mi się". Dla Ciebie to hobby a dla większości
      napój. Tak jak dla Ciebie pewnie masło. Też można degustować, też ma apelacje i
      dla kogoś pewnie stanowi hobby. Dla mnie jest dobre albo niedobre.

      > > > I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?
      > >
      > > Dokładnie tak.
      >
      > Wiec oplaca sie aby wina byly dobre i w zachecajacej cenie? Bo to trzeba miec
      > nerwy i duza kase aby tak miec pare nieudanych prob pod rzad?

      Albo kogoś kto robi te próby za Ciebie i zna twój gust, bo "skalibrowaliście"
      wcześniej gusta i pojęcia.


      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • amsti 16.09.05, 14:04
      > Dobrze, że napisałeś "wydaje mi się". Dla Ciebie to hobby a dla większości
      > napój. Tak jak dla Ciebie pewnie masło. Też można degustować, też ma apelacje i
      >
      > dla kogoś pewnie stanowi hobby.

      Myślałem że skończy się na szynce i serze. A tu okazuje się,że np. masło reserva
      albo poźno pakowane w papierek :))/


    • giorgio_primo 16.09.05, 14:23
      A co to miało być za zberezieństwo, że portal zamienił to w "@#$%^&*!"?

      ;-)

      --
      ^..^

      - "You killed him?"
      - "No, I shot him. The bullets and the fall killed him." ►►►
    • amsti 16.09.05, 19:29
      sprytny ten soft nie ma co :);)

    • paero123 12.09.05, 16:28
      holita napisała:

      > Wszystkim "domoroslym doradcom" radze
      > zawsze: skoro macie takie proste recepty na prowadzenie winnego biznesu, to
      > smialo! Polscy klienci czekaja na Was i na Wasze uczciwe, niskie ceny!
      > (a Wy macie szanse zarobic KOKOSY i jezdzic mercedesami)

      Czyli ,łapiąc ironię w ostatnim zdaniu :-), rozumiem że albo uczciwe i niskie
      ceny albo KOKOSY i mercedesy? ;-)))

      Pozdrawiam
    • Gość: Pulawski IP: *.acn.waw.pl 12.09.05, 01:46
      Główny powód jest że Polacy nadal za mało piją wina - narazie w granicach 2-2,5
      l na osobę rocznie - i przez to średnia sprzedaż butelek na osobę zatrudnioną w
      branży wina jest o wiele niższa niż w Niemczech i Danii nie mówiąc o Francji i
      Włoszech czy Austrii.

      Nie bierzemy tu pod uwagę wiele win w naszych supermarketach (Sophia po 6,99,
      co biorąc Akcyza 1,02 na butelkę przed VAT i koszty naklejania i
      ewidencjonowania banderol i wyższy u nas VAT, daje jeden z najniższych cen
      wina w całej UE).

      Ale patrzać na pozostałe normalne niezbyt drogie wina jakościowe, moje
      spostrzeżenia mówią, że minimalna marża na butelkę zaczyna się od PLN 5,00
      marży w przypadku win sprzedawanych w supermarketach i sklepach winiarskich.
      Ale jest także grupa sklerpów specjalistycznych gdzie bez minimalnej marży PLN
      10 na butelkę nie jest się w stanie pokrywać bieżące koszty i niewygórowane
      wynagrodzenia.

      Dosyć łatwo jest liczyć do tyłu od totalnego importu 100.000.000 butelek wina
      rocznie do Polski do ilośc sklepów i osób zatrudnionych aby wyliczyć, że 1 czy
      2 lub nawet średnio 3 zł na butelkę maksymalnie daje 300.000.000 zł marży
      brutto, co nie wystarcza !!
      Jeżeli przyjmujemy, że na pełen etat - 100% związane z winem (a nie piwem czy
      mocniejszymi trunkami) w Polsce zatrudnio ok. 7.000 osób i jeszcze trzeba
      płacić najem, czynsz, transport/samochody, ubezpieczenie (characz na szczęście
      nie ma w naszej branży), monitoring, księgowanie, reklama, tel/internet, koszty
      degustacje, podróże, delegacje itd, oczywiste jest że na te 100.000.000
      sprzedane rocznie w Polsce muszi być wygenerowany marża minimalna w granicach
      500.000.000 rocznie aby wszystko się kręciło.

      Więc jeżeli teraz sobie wyobrażamy że Polacy piją 25% tyle wina co Dunczyk
      czyli ok 8 litrów wina rocznie 10-11 butelek, to zamiast 100.000.000 butelek
      rocznie w Polsce byłoby sprzedawane 400.000.000 butelek rocznie. Wtedy nawet
      gdy ilość osób zajmujące się winem w Polsce rośnie dwukrotnie, średnia marża na
      butelce prawdopodobnie spadnie od średnio 8-10 zł do 4-6 zł, co po doliczenia
      VAT daje obniżki cen detaliczny na wino 25-30 zł o ok. 20-30%

      Ale idziemy w dobrym kierunku. Cała nasza branża się zmienia dynamicznie. Za 2
      lata będzie całkiem inaczej. Coraz więcej z nas importerów kupuję teraz wina
      całymi kontenerami, coraz lepiej zajmujemy się logistyką i coraz lepiej
      stosujemy nowe narzędzia docierania i obsługiwania klientów. Klienci także
      coraz bardziej wymagająco i wybiorczo kupują.

      Skaal
    • markiz_de_c-c 12.09.05, 10:35
      1. Holita - "temat wraca jak bumerang" - jak kupuje wino u detalisty w Sitges
      (niezbyt tanie miasto - prawda?) za 12E a potem widze je w Polsce za 70PLN to
      temat wraca i bedzie wracal... nie ma co sie dziwic - nie wszyscy wczytali sie
      w uzasadnienie Petera

      2. Zgadzam sie w 100% z teoria, ze jedyna mozliwoscia spadku cen w Polsce jest
      wzrost spozycia. I dlatego jakis czas temu w ramach obywatelskiej postawy
      zdecydowalem, ze wina do picia "na biezaco" bede kupowal w Polsce. To moj wklad
      w przyszly spadek cen. Ale zeby mial on sens kupuje tem gdzie wierze, ze wzrost
      sprzedazy faktycznie przelozy sie na spadek cen - czyli u Petera czy
      Mielzynskiego ale nie w LPDV chocby
      Chcialo by sie zeby ta logika stala sie coraz powszechniejsza - typowe
      hamerykanskie podejscie : zyj i pozwol zyc innym.

      Ale u nas jak wiadomo wszyscy znaja sie na wszystkim i nie potrzebuja nikogo do
      pomocy :-(

      3. Wina drogie kupuje jednak gdzie indziej bo najnormalniej nie stac mnie by
      samodzielnie postawic cala branze na nogi :-))

      Podsumowujac: mysle, ze im czesciej ten watek bedzie sie pojawial tym lepiej.
      Do zrobienia sa bowiem dwie rzeczy:
      - wzrost spozycia, ktory umozliwi uczciwym firmom spadek marz
      - eliminacja tych, ktorzy za tempego Bordosa wolaja 40PLN bo ma sliczna
      etykiete, a jak ma cos juz z classe to min 200
    • Gość: rural IP: 213.134.140.* 12.09.05, 11:23
      Upraszczając cały mechanizm opisany przez holitę i winerscha dochodzimy do
      wniosku, że całe to zaangażowanie importerów oraz wrogich im restauratorów
      powoduje, że przed polskim konsumentem stoi z reguły kieliszek (albo cała
      butelka) wina, które jest drogie i niedobre. Albo z reguły nie stoi, bo po co
      (skoro jest drogie i niedobre). Dzięki temu wiemy już dlaczego statystyki
      prowadzone przez p. Pulawskiego daja wyniki takie a nie inne (który nomen omen
      stara się sprowadzać wina tanie i dobre).

      pozdrawiam z błędnego koła
    • Gość: Przemkeo IP: 193.111.22.* 12.09.05, 12:47
      Czytając te wypowiedzi można dojśc do wniosku że rynek wina jest trudny i
      prawie nieopłacalny. Ale przecież każdy rynek ma swoje wymagania i trudności. A
      jendak firm sprowadzających wino jest coraz więcej - dlaczego??
    • Gość: fowler IP: *.eckrakow.pl 12.09.05, 13:14
      ponieważ pomimo tych cen my to wino kupujemy. i to kupujemy go coraz więcej bo
      je kochamy. co potwierdza wniosek że miłośc jest nie tylko ślepa ale i
      kosztowna.
      Zastanawiam się tylko czy wino kupuje coraz więcej ludzi, czy cały czas ci sami
      ale coraz więcej
    • Gość: trisze@gazeta.pl IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.09.05, 03:27
      wino w Polsce rzeczywiscie do najtanszych nie nalezy...Aktualnie przebywam w
      Nowym Jorku i za australijskie shiraz place 5 dolarow....w polsce koszt tego
      samego wina to ok.50 zl...ale miejmy nadzieje, z4e zyczenie marka kondrata sie
      zisci i staniemy sie narodem o wiekszej kulturze picia...moze wino stanie sie
      popularniejsze i ceny spadna...
    • prezerwator2 14.09.05, 23:46
      Bardzo niedokladnie. Srednio biorac przy kursie $1 - 3 plz
      wino kosztuje dwa razy wiecej niz w Stanach.
      Wystarczy popatrzec na kilka sklepow np w NYC,
      skoro to miasto zostalo wspomniane,
      www.pjwine.com
      www.garnetwines.com
      www.67wine.com
      albo np tu,wyzsze troche ceny, www.sherry-lehmann.com
      zeby sie nieco na ten temat zorientowac,
      przy okazji popijajac czyms smakowitym.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka