Podziel się swoją historią
Myślę, że moja wyspiarska historia jest jedną z wielu podobnych. Wyjechałam na Wyspy z chłopakiem - żeby popracować, trochę zarobić, a potem myśleć, co dalej. Mieliśmy o tyle komfortową sytuację, że mieszkaliśmy u rodziny. Od razu zaczęliśmy szukać pracy (wcześniej w Polsce oboje pracowaliśmy "śmieciowo", na umowach o dzieło lub zleceniach, co podczas studiów może było jeszcze komfortem i do przyjęcia, a na dalszą przyszłość raczej nie) - ale okazało się, że w UK praca na ulicy nie leży. Mnie udało się i po dwóch tygodniach miałam już roczną umowę i fajne zatrudnienie - mojemu partnerowi nie szło tak dobrze (albo go odprawiano, albo sam rezygnował po jednym dniu), nie satysfakcjonowało go np. pomaganie w knajpach. Pojawiły się stresy, napięcia, kłóciliśmy się, zaczęłam nawet rozważać rozstanie, bo nie odpowiadało mi to poczucie winy, w które, jak mi się wydawało, facet chciał mnie wpędzić. On też nie czuł się dobrze, siedząc w domu, kiedy ja chodziłam do pracy. Od poznanych tam Polek słyszałam bez przerwy: "Szybko Anglia na was podziałała" - za każdym takim stwierdzeniem szła historia kolejnego rozbitego przez UK związku. Mój się w końcu rozpadł.
Chciałabym prosić Was o podzielenie się swoimi brytyjskimi historiami, takimi, jakie były - z wybojami na drogach uczuciowych i zawodowych. Będąc w Polsce, najczęściej słyszałam o Brytanii mlekiem i miodem płynącej, a rzeczywistość na miejscu okazała się zupełnie inna. Sama, słuchając opowieści o innych parach w UK w podobnych do mojej sytuacji, czułam się mniej osamotniona w tym, co przeżywam (z dala od najbliższych, przyjaciół). Myślę, że jeżeli znajdziecie chwilę na napisanie paru zdań o tym, co Was spotkało, pośrednio możecie pomóc innym czytającym to forum.
Dzięki i pozdrawiam świątecznie :)