A co z Dorosłymi Dziećmi...
A co z Dorosłymi Dziećmi Ludzi, którzy się niestety nie rozwiedli a
powinni? Dobijam pomału trzydziestki i jestem zdecydowanie
skrzywiona. Nie zwalam winy na rodziców, bo czynników jest tu wiele,
przede wszystkim mój francowaty uparty charakter.
Ale jak traktować porady na życie od ludzi, którzy już od 30 lat
wiedzą, że się nie dobrali, ale mimo że dzieci już dawno odchowane,
siedzą ze sobą skacząc sobie do oczu przy byle okazji?
Jednym z zakrętów mojego życia był pewien nieudany związek, w wyniku
którego zostałam sama z dzieckiem. Czego absolutnie nie żałuję, ale
ja nie o tym. Lubię od czasu do czasu wyjść do ludzi - ale moja mama
najbardziej na świecie boi się, że "jeszcze sie z kimś zwiążę". I co
rusz powtarza mi, jak to ja mam świetnie że jestem z dzieckiem sama.
I że jak myśmy byli mali, to ona nigdzie nie chodziła i było jej z
tym świetnie, bo "przecież całą miłość na nas przelała". Ja nie wiem,
ale to, co mi wbija do głowy chyba nie jest do końca zdrowe?
Niby co, poszłam o krok dalej niż moi rodzice i wyszłam ze
szkodliwego związku. Jak się będę tłumaczyć kiedyś córce, to już inna
bajka.
Ale co dalej? Zaczynam się okopywać w swoim świecie, w którym jest
miejsce na katorżniczą pracę, czas dla dziecka i wieczory spędzane
samotnie i na ogół w milczeniu,bo nie chcę już wysłuchiwać złotych
myśli moich rodziców. Jakiś czas temu jeszcze próbowałam dyskutować,
potem wkurzałam się, że nie dociera, a teraz najgorsze - teraz mi
wszystko jedno i nawet się nie odzywam. Jeszcze gorzej, że zaczyna mi
być dobrze z tą izolacją.
Zamieszałam chyba, ale chciałam powiedzieć, że rodzice, którzy się
nie rozwiedli też czasem potrafią wpędzić w kanał.