Mam 7-mio letnie dziecko. Rozwiodłem sie z zona niecały rok temu,
bez orzeczenia o winie (ale rozwód był z jej winy - interesowała ja
tylko kasa, nie pracowała, nie chciała pracować, nie zajmowała sie
domem ani dzieckiem to tak między innymi liczyło się tylko co i za
ile kupi i ile wysle do swojej rodziny na wschodzie).
Po rozwodzie poznała swojego aktualnego partnera - dobrze
sytuowanego - nie mieszka w Polsce (poza zachodnimi granicami).
Ostatnio oświadczyła mi, że po zakończeniu roku szkolnego zabiera
nasze dziecko i wyprowadza się do tego faceta i jego dziecka i juz
nie wraca do Polski. Tam przepisze dziecko do szkoły. Zatrzymuje
alimenty i mieszkanie (kwaterunek, nieuregulowany stan prawny).
Podpytywałem nasz dziecko. Mysli że jedzie na wakacje, cieszy sie bo
obiecali mu, że dostanie zwierzaki, drogie zabawki i bedie miało
rodzeństwo (dziecko partnera) - a w ogródku bedzie basen. Nic wiecej
nie wie. Ciągle tylko mówi co to mu nie kupią.
Moge je odwiedzać co drugi weekend i spotykać sie będąc u nich. Przy
tej odległości jest to praktycznie nierealne (także koszty dojazdu).
Ich wyjazd równa się z odcieciem mnie od dziecka i wpajanie
mu "nowego tatusia".
Nie moge patrzec jak jest manipulowane przez matkę, cieszy sie na
ten wyjazd. Dotychczas nie chciało wracać do domu płakało gdy
słyszało, że jedzie do mamusi.
Poradzcie co mam robić, nie chce stracic dziecka, a jesli juz nie
zaradze wyjazdowi... jak mam utrzymać z nim kontakt i relacje?
Jak to widziecie?
Nie chce zeby potem całe zycie wierzylo w to co mu matka nakłamie.
Prosze o powazne posty.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.