Kurcze, tak sobie czytam i myślę. Czujemy się gorsi, niekochani.
Mimo, że wiemy (bo czasem ktoś powie)że ceni lubi, kocha. Ale nie,
wciąż szukamy "haczyka". Jak to jest?
Ja mam tak: nie wierzę, że można mnie lubić, rozumieć, kochać
itd....wszystkich "zainteresowanych" traktuję z ogromną
podejrzliwością. W relacjach z innymi boję się zaangażować, boję
się że...nie jestem dość dobra? że coś będzie miało koniec. Nie
lubię końców. Chcę zawsze. Chcę długo i szczęśliwie, ech...Masakra.
Nie radzę sobie. Mimo zauważalnego poukładania