Dodaj do ulubionych

Wpływ rozwodu rodziców na dalsze życie

16.11.10, 21:09
Mam 21 lat, 2 lata temu rozwieli się moi rodzice, lecz to nie była nagła decyzja, wiem, że nie byłam planowanym dzieckiem, powodem małżeństwa moich rodziców, którzy znali się zbyt krótko, którzy nie byli dopasowani charakterami, osobowością. Całe dzieciństwo i okres dorastania były dla mnie olbrzymim cierpieniem - często słyszałam rozmowy których nie powinnam słyszeć, po których miałam wyrzuty sumienia że spiepszone życie rodziców i moje jest moją winą, tym że pojawiłam się na świecie. Nigdy nie czułam się szczęśliwa, kochana, pomimo posiadana wielu rzeczy którzy nie mieli inni(poza poczuciem bezpiecznej rodziny), pochodzenia z "dobrego domu" . Teraz po rozwodzie rodziców ich relacje są zupełnie inne - szacunek, wspólne obiady w święta itd, wszystko akceptuję, ale wiem że te wszystko miało wpływ na moją psychikę - teoretycznie powinnam być radosną, korzystającą z życia młodą kobietą. Jednak tak nie jest, czuję się źle psychicznie, nie potrafię zaakceptować samej siebie, nie potrafię o sobie powiedzieć żadnego dobrego słowa mimo, że ludzie spostrzegają mnie jako miłą i ładna dziewczynę, a ja w żadne z tych słów nie wierze - składam się z samych kompleksów. Nigdzie nie wychodzę poza pracę a w weekendy poza uczelnię, nie wierzę w własne możliwości, do niczego nie mam zapału, chęci. Nie potrafię okazywać uczuć, nawet gdy mi na kimś zależy i się staram, kocham, to słyszę, że jestem oziębła i lodowata. To chyba jakaś automatyczna obrona przed popełnieniem błędów rodziców, przed cierpieniem, odrzuceniem?? Czy każdy DDR czuje to samo co ja?? Czy macie problemy z akceptacją siebie? Czujecie się gorsi, słabsi, zawiedzeni? Co z miłością? Jak sobie z tym radzić? Czy obwiniacie, za coś swoich rodziców? Proszę o szczere wypowiedzi, może jakieś porady.
Edytor zaawansowany
  • 22.11.10, 14:42
    Z tego co piszesz wnioskuję, że masz toksycznych rodziców + ten rozwód. Dom dysfunkcyjny. Idź dziewczyno na terapię, znajdź psychologa a zobaczysz jak życie nabierze ostrości i blasku, poczujesz kim jesteś i czego chcesz od życia. Wiem co piszę. Mam 3 lata, od 3 m-cy chodzę do psychoterapeuty, i pluję sobie w brodę że tak późno do tego dojrzałam. Nie potrzebnie czekałam ąz zaczną się problemy ze snem, wiele rzeczy mogłoby inaczej wyglądać.
    Moi rodzice rozstali się kiedy miałam 7 lat, nie co wczesniej były nocne kłótnie i próba samobójcza mojej matki. Ojciec (też z rodziny dysfunkcyjnej) nigdy nie umiał być ojcem - łatwo u przyszło olanie nas (czasami latami go nie widzieliśmy nie wspominając o alimentach), a matka wszelkie frustracje i problemy wyładowywała na nas, wystarczyło byle co abyśmy lanie dostali (kat, tyran a najmniej matka). Jeśli chodzi ojca szybko nauczyłam się go rozliczać za to jaki był (a raczej nie był) natomiast z matką miałam duże problemy... w końcu przez całe dzieciństwo miałam tylko ją. To że obciążała nas nadmiarem dorosłych obowiązków (gotowanie, sprzątanie, zakupy, prasowanie itp. - miałam raptem 7-9 lat!) tak że nie miałam czasu być dzieckiem, wymagała ślepego posłuszeństwa i wymuszała je pasem, że z siebie zrobiła męczennicę która się dla nas poświęciła - dostrzegam dopiero teraz na terapii. Jak to na mnie wpłynęło? Brak pewności siebie, brak wiary we własne możliwości, nie umiejętność funkcjonowania w partnerskim związku (np. musi być jak ja chcę); poczucie odpowiedzialności za moją matkę ( która jest dorosłą osobą!), podejście "jestem beznadziejna", autodestrukcyjna postawa, dużo gniewu i złości które najczęściej kumulowały się na moich dzieciach i mężu - choć obiecywałam sobie że nie będę jak moja matka, tyranizowałam moje maluchy krzykiem, klapsami. Nie umiem utrzymywać znajomości, oziębłość uczuciowa w stosunku do rodziny mojej matki, matki i brata. Dopiero na terapii zaczęłam uwalniać emocje - efekty odnośnie mojej rodziny przekroczyły moje najśmielsze oczekiwania (ani dzieci ani mąż mnie nie poznają - praktycznie nie krzyczę, klapsy? , pracujemy nad związkiem), ustąpiły problemy ze snem, jestem bardziej świadoma źródła gniewu, oraz mojego stosunku do matki - mocno zmieniły się nasze relacje, chociaż tu jeszcze długa droga przede mną. Mój brat? Ma 31 lat, nie zbudował do tej pory trwałego związku, silnie uzależniony od myśli " co mama by powiedziała/ zrobiła itp.." , od bezpośredniej kontroli przez matkę uciekł do UK, ale na skypie z mamą przynajmniej 2 x tygodniowo rozmawia.
    Polecam ci książkę Suzan Forward "Toksyczni rodzice" - znajdziesz tam obraz siebie, oraz co z tym zrobić na lepsze.
  • 22.11.10, 14:44
    aglaonike77 napisała:
    Mała poprawka

    "> Z tego co piszesz wnioskuję, że masz toksycznych rodziców + ten rozwód. Dom dys
    > funkcyjny. Idź dziewczyno na terapię, znajdź psychologa a zobaczysz jak życie n
    > abierze ostrości i blasku, poczujesz kim jesteś i czego chcesz od życia. Wiem c
    > o piszę. Mam 3 lata, od 3 m-cy chodzę do psychoterapeuty,..."

    Mam 33 lata wink
  • 23.11.10, 17:00
    Odetchnąłem smile
    --
    Wonderfull life
  • 23.11.10, 17:31
    smile
  • 14.03.11, 08:56
    Odnośnie tematu - piszę pracę na temat wpływu rozwodu rodziców na decyzję o małżeństwie - porównanie z decyzją dzieci z rodzin pełnych.
    Najbardziej zależy mi na wypełnieniu ankiety przez osoby w wieku 20-30 lat, które nie zawarły jeszcze związku małżeńskiego i ich rodzice są po rozwodzie lub które wywodzą się z rodziny pełnej.
    Z góry dziękuję smile

    www.ankietka.pl/ankieta/55733/wplyw-rozwodu-rodzicow-na-decyzje-o-malzenstwie-porownanie-z-decyzja-dzieci-z-rodzin-pelnych.html
  • 23.05.13, 10:09
    Szanowni Państwo, jestem studentką III roku pedagogiki społeczno-opiekuńczej na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie.
    Piszę pracę licencjacką na temat " Wpływu rozwodu na psychikę dziecka". W związku z tym zwracam się z prośbą do osób od 18 roku życia o udzielenie anonimowego wywiadu. Chciałam poprosić Państwa o wzięcie udziału w wywiadzie, który posłuży mi, jako narzędzie w realizacji pracy.
    Jednocześnie pragnę zapewnić, że wszelkie informacje uzyskane w wyniku tych badań będą traktowane, jako anonimowe, poufnie i zostaną wykorzystane wyłącznie do celów naukowych.


    moje-ankiety.pl/respond-38039.html
  • 11.07.13, 11:32
    A ja wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, czy to faktycznie sam rozwód rodziców był dla mnie traumą, czy życie przed ich rozwodem (a także po).
    Oczywiście było mi bardzo smutno i przykro, kiedy rodzice się rozwodzili (miałam 12 lat), ale jak się głębiej zastanowię, to chyba ich wspólne życie bardziej mnie pokiereszowało.
    Długo by opowiadać - postaram się napisać krótko - dopiero niedawno, kilka lat temu, kiedy udało mi się wejść w związek, (pierwszy w życiu, można powiedzieć) dotarło do mnie - niejako przypadkiem i niechcący, na zasadzie "olśnienia", że przez całe życie miałam NIEUŚWIADAMIANE poczucie, że ludzie wiążą się ze sobą po to, żeby się ranić i krzywdzić. Nie zastanawiałam się nigdy nad tym, bo przecież nie zastanawiamy się nad oczywistościami. Tak jest i już.
    Aż tu nagle okazało się, że można żyć ze sobą i być dla siebie miłym, serdecznym, można się wspierać, a nie szukać okazji do przysrania, wyśmiania i skrytykowania. NIE DO WIARY! Nigdy wcześniej we własnej ani bliższej i dalszej rodzinie nie widziałam podobnych rzeczy. Po to jest mąż albo żona, żeby się kłócić, albo się do siebie nie odzywać.
    Długo trwało, zanim "PRZYPADKIEM" dowiedziałam się, że można tworzyć związek także po to, żeby razem było milej i łatwiej żyć.
    Miałam dużo szczęścia smile. Którego wszystkim życzę.
    Gdyby spotkało mnie to wcześniej, może i zdecydowałabym się założyć rodzinę. W tej chwili nie wyobrażam sobie wzięcia na siebie największej na świecie odpowiedzialności - czyli rodzicielstwa. I tak czuję się odpowiedzialna za pół świata i mamę, która jest samotna, a którą "opuściłam" po niemal 40 latach...

    Ale powróciła nadzieja, że MIMO WSZYSTKO życie może się zacząć układać. Może zaczęło by wcześniej, gdybym poszła na jakąś psychoterapię. Tyle, że żeby pójść na psychoterapię, trzeba wiedzieć, że jest potrzebna. Nie zawsze samemu łatwo to stwierdzić - zresztą wszyscy wiemy smile.

    --
    problemy ekstremy
  • 11.07.13, 12:45
    Hej, zdecydowałem sie odpowiedzieć na Twój post bo miałem bardzo analogiczna sytuację do Twojej. Znam to więc z autopsji. Na zewnątrz pozory tzw. dobrej rodziny a tak naprawdę kompletna ruina. Moja matka zdecydowała się na rozwód jak miałem 16 lat, dopiero po tym jak została pobita przez starego. Jako dziecko nie miałem więc dobrych, pozytywnych wzorców. Dorastałem w domu, w kórym panowała "zimna wojna" między starymi. Miała to oczywiście gigantyczny negatywny wpływ na moje życie. Podobnie jak Ty nie akceptowałem siebie, miałem kompleksy, niepotrafiłem nawiązywać relacji z innymi, w tym intymnych.

    Moja rada - musisz mimo wszystko spróbować otworzyć się na ludzi. Absolutnie nie zamykać sie w domu, w pracy, na uczelni. Dzięki temu możesz spotkać kogoś komu zaufasz i będziesz miała wsparcie - przyjaciółkę, chłopaka. To bardzo ważne, że będziesz mogła o tym komuś opowiedzieć i kto będzie Cie w pełni akceptować.

    Może to banalne stwierdzenia ale absolutnie nie jesteś w niczym gorsza, nie wolno Ci sie niczego wstydzić. To nie jest Twoja wina, że dorastałaś w takim domu. W 100% sa za to odpowiedzialni Twoi rodzice. Ja na Twoim miejscu, jeśli tylko masz takie możliwości oczywiście, to wyjechałbym nawet do innego miasta na studia czy do pracy. Nie mieszkałbym razem z matka czy ojcem. A napewno nie mieszkałbym w domu, w którym dorastałem. Takie symboliczne odcięcie się jest bardzo ważne moim zdaniem.

    Pozdrawiam,
    Jurek
  • 05.10.16, 10:29
    Dobra porada z tym wyjazdem. Ja tak własnie zrobiłam - wyjechałam, odcięłam się, zapomniałam. Najpierw kontakty były sporadyczne, na święta np. z przymusu, a potem nawet na święta nie param się wizytami. Na początku było mi bardzo przykro, że nie mam rodziny, że nikogo bliskiego, a potem nauczyłam się z tym żyć. Smutno było na weselu, że prawie nikogo z rodziny nie było, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że odcięcie się było najlepszym rozwiazaniem.
  • 13.10.13, 16:54
    Dorosłe dzieci rozwodnikow, dzieci alkoholikow, dzieci narkomanow...BLA BLA BLA. kazde dorosłe dzieci ludzi z problemami ma swoje problemy. Problemy a raczej sposoby ich rozwiazywania dziedziczymy spolecznie

    ____________
    Forum samopomocowe:
    www.samopomoc.zz.mu
  • 16.10.13, 01:52
    Ja bym tak nie uogólniała, bo w ten sposób najłatwiej się usprawiedliwić. Wcale tak nie musi być. Rozwodzący się rodzice są przecież dorośli, myślący i powinni panować nad emocjami, szczególnie przy dziecku i w imię miłości do tego dziecka. Bardzo dobrze pisze o tym prawnik Marzena Baurska w artykule Jak rozmawiać z dziećmi przy rozwodzie
  • 24.04.16, 20:07
    Dzień dobry!
    Jestem studentką psychologii. Prowadzę badania na temat funkcjonowania osób dorosłych w wieku 20-35 lat, które pochodzą z rodzin pełnych oraz osób, które doświadczyły rozwodu rodziców. Bardzo byłabym wdzięczna za pomoc i wypełnienie poniższego kwestionariusza:

    docs.google.com/forms/d/10HOGpC0395KqPSS9jWA3zcgMelYwQduk8sxhfC0xxRI/viewform

    Zapewniam, że badanie jest anonimowe, a wyniki będę sprawdzać zbiorczo. Wypełnienie kwestionariusza zajmuje nie więcej niż 20 minut (wiele osób kończy już po 10 minutach).

    Z góry dziękuję za pomoc!
  • 02.06.16, 11:51
    na forum jest prośba o nie wstwianie ankiet...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.