Po pierwsze: moi rodzice się rozwiedli, a tata mieszka w USA. Większości kretynów wydawałoby się, że to idealna stuacja do "ucieczki od duchów przeszłości". Ale tak się składa, że ja pochodzę z rodziny nnormalnych wykształconych ludzi, nie prościuchów ograniczonych swoim małym móżdżkiem. W każdym razie mój tata nigdy mmnie nie zostawił. Co więcej ma drugą żonę i trójkę innych dzieci. Moja macocha nie traktuje mnie jak kulę u nogi, tylko jak kolejne dziecko, a ja ich kocham wszystkich tak jakby byli moim "prawdziwym rodzeństwem", choć nigdy bym nie pomyślał o nich inaczej. Oczywiście mamę też kocham. I tak mam dwa życia: w Polsce i w Stanach. Właściwie to podoba mi się takie życie. Jak chcę jestem jedynakiem (z mamą), a jak chcę mieć pełną i "zdrową rodzinę" to mam ją u taty. Nie chce mi się rozwodzić na ten temat, ale życie mam na prawdę idealne i niczego mi nie brakuje.
No i właśnie o to chodzi. Rodzina to rodzina. Jeśli ojciec jest porządny stworzy dom dla wszystkich swoim dzieci. Bez wyznaczania specjalych terminów. Dzieci, których rodzice się rozwiedli powinny mieć dwa domy, oba tak samo "swoje", niezależnie kto w nich mieszka. Mówię to, bo wiem jak mi dobrze, kiedy wiem, że mam dwa swoje miejsca na świecie. Problem pojawia się, kiedy mamy doczynienia z patologicznym reproduktorem i zagubioną w swoim życiu matką. Te wszystkie problemy u dzieci "z rozbitych rodzin" biorą się z tego powodu, że mają żłych, głupich rodziców, tak samo to działa, jak ma się takich rodziców w pełnych rodzinach.
Nie dziwię się więc tej pani, że nie chce utrzymywać kontaktu z dziećmi swojego męża, bo tylko bardziej zaczyna do niej dochodzić, że jest pozbawionym uczu draniem i z ich wspólnych dzieci nic nie wyrośnie.
A, i jeszcze jedno. W klasie jestem jednym z najlepszych uczniów, najbardziej lubianych osób. Chodzę do najlepszej szkoły w Warszawie (to już chyba wszyscy wiedzą gdzie - bo się snobuję na szkołe... ;P) i nigdy nie było ze mną problemów. Dochodzę więc do wniosku, że wszystko zależy od rodziców. Jeśli dzieci twojego męża są zdemoraliwoane, to znaczy, że twój mąż nie jest niczego wart i wasze dzieci będą gorsze niż śmieci (bo tak głupiej wypowiedzi jeszcze nie czytałem - a wasze połączenie, sorry)...
Dzieci z rozbitych rodzin jest teraz bardzo dużo, a ja oprucz siebe znam tylko jedną osobę zupełnie nie cierpiącą z tego powodu. Więc dzieciom, którym jest ciężko trzeba poamgać, a nie odrącać i klasyfikować jako gejów i prostytutki (ale się obśmiałem.... xDD)
No to tyle....