Planuję rozwód tej wiosny. 10 lat małżeństwa, 2 cudowne córki (9 i
7 lat), które kochają zarówno mnie jak i męża. Zdaję sobie sprawę z
krzywdy jaka im wyrządzę robiąc to co chcę zrobić. Będzie sie to
dodatkowo wiązało z wyprowadzką: moją z dziećmi i z zaczęciem
wszystkiego od nowa gdzie indziej.
Moja sytuacja dziś wyglada tak, że całe lata trwał kompletny chłód
z izolowaniem sie męża np. przez zamykanie się w pokoju. Niemal
każdego wieczoru się upijał (dbajac wszelako, aby dzieci nie
widziały go pijanym). Do tego wszystkiego od lat podejrzewałam że
może być gejem, a od roku wiem napewno.
Problem dodatkowy wygląda tak, że od dokładnie 9 dni mąż zmienił
sie w anioła chodzącego (kiedy się stało jasne że odchodzę). Chce
naprawić wszystko cokolwiek było złe przez te 10 lat. Pomaga w
domu, grucha z dziećmi, robi im kanapki do szkoły, ścieli łóżka.
A ja patrzę na to i nie umiem uwierzyć w naprawę. Tym bardziej, że
wcześniej juz tak bywało i dobre czasy trwały zaledwie kilka dni po
tym kiedy powiedziałąm: ok spróbujmy jeszcze raz. Teraz też pewnie
liczy na to że ja sie złamię i wróci stare.
Poza tym można zmienic wszystko, ale nie orientacje seksualną, a i
z piciem bez terapii długo na sucho nie wytrzyma.
Nie mniej jednak patrzę na szczęście dzieci i umieram z rozpaczy.
Nienawidzę tego faceta, brzydzę sie nim, jego hipokryzją i tym jaki
był dla mnie przez te lata. Jestem jednak uprzejma i spokojna -
nigdy nie byłam typem awanturnicy i czepialskiej. Pewnie dlatego
uklad ze mną jest dla niego tak wygodny.
Jednak jak tego nie zerwę - albo zwariuję albo cholera umrę (to nie
jest egzaltacja)
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.