Skrót DDA znany jest z licznych publikacji prasowych. Celują w jego
rozpowszechnianiu redakcje czasopism. Zwłaszcza tych rozrywkowych zwanych
kobiecymi. Zwykle jednak odnosi się ów skrót do dzieci alkoholików. Ale
przecież alimenciarz i alkoholik to w naszym społeczeństwie jedno i to samo.
Podobno DDA mają problemy w życiu codziennym. Są niezorganizowane lub wręcz
przesadnie zorganizowane, niezdecydowane lub pochopnie podejmujące decyzje,
odpowiedzialne lub odwrotnie są nieodpowiedzialne, często kłamią albo
przejawiają hyzia na punkcie prawdomówności i lojalności, mają trudności z
nawiązywaniem kontaktów lub nawiązują kontakty zbyt często i przypadkowo,
przesadnie reagują, ciągle potrzebują uznania, są nadmiernie wrażliwe, lub
niewrażliwe zupełnie, itd.
Wszyscy więc gorliwie spieszą im z pomocą, moralnym wsparciem i
usprawiedliwieniem. A raczej deklarują chęć niesienia takiej pomocy. Głównie
poprzez publikację coraz wymyślniejszych list cech DDA, oczywiście w pakiecie
z ich uczoną interpretacją. Listy te dziwnie przypominają horoskopy. To znaczy
wydają się być tak pisane żeby każdy znalazł w nich coś dla siebie.
I wszystko jest fajnie. Gazety piszą bzdury, słodkie idiotki bzdury te
czytają, tfurcy inkasują honoraria, a reklamy podpasek i proszków do prania
dobrze się sprzedają.
Problem zaczyna się wówczas kiedy gorliwą czytelniczką takich periodyków
okazuje się jakaś socjalna aktywistka, sędzina rejonowego sądu rodzinnego, lub
biegła sądowa psycholożko-pedagożka. A właściwie problem zaczyna się dopiero
wówczas kiedy los jakiegoś DDA znajdzie się w rękach takich osóbek. O losie
jego rodziców nawet nie wspominając.
ciąg dalszy na
alime.pl