recepta na szczesliwe wychowanie DDR
Jestem DDR na drodze do własnego rozwodu . Małżeństwo moich rodziców było od
początku nieudane , wynik wpadki ,więcej czasu osobno niż razem, jeśli już
nawet razem to nie potrafili się zgrać , dogadać ,w końcu ojciec odszedł do
kochanki i rozwód. Moim szczęściem w nieszczęściu byli dziadkowie od których
otrzymałam jako dziecko potężny zastrzyk miłości , akceptacji i wsparcia
.Myślę ze moja sytuacja rodzinna wpłynęła tak na mnie jak i na moja siostrę
(ona miała 15 lat jak rodzice się rozwiedli , ja 20). Moja siostra przeszła
przez depresje w młodości , brak jej wiary we własne siły , ma słomiany zapal
, poddaje się przy pierwszym niepowodzeniu , nie potrafi ułożyć sobie zdrowego
normalnego związku z mężczyzna ,
jest co prawda mężatka ma dwoje dzieci , ale w małżeństwie zachowuje się jak w
życiu , ucieka przed problemami i dlatego już od dłuższego czasu jej dzieci
przebywają z mężem w innym kraju , ona ciągle mówi ze to się zmieni ale nie
wiadomo kiedy. Ja jestem inna , konsekwentna , ambitna , od kiedy związałam
się z moim mężem dążyłam do stworzenia pełnej , szczęśliwej rodziny , urodził
się synek , niestety mój maż mnie zdradził w wyjątkowo paskudny sposób z
konsekwencjami , od tamtego czasu zrozumiałam ze wszystkie moje starania
poszły na marne , a nasz szczęśliwy związek to mit stworzony przeze mnie , mój
maż na początku się kajał obiecywał , ale później wszystko wróciło do normy ,
a konsekwencje zdrady nie dały nam o tym zapomnieć , to co wydarzyło się
pomiędzy nami od tego czasu sprawiło ze dojrzałam do decyzji o rozstaniu , dla
swojego dobra , moje małżeństwo nie jest już do uratowania , nie mogę patrzeć
na mojego męża , cały czas albo się kłócimy (nie przy dziecku) albo jesteśmy
do siebie chłodni i obojętni . Dziecko ma prawie 4 lata i tez są z nim
problemy (opóźnienie w mowie) ja się martwię , jeżdżę po lekarzach a mój M mi
w tym wcale nie pomaga , wręcz przeciwnie przez niego żyje w stresie i wiem ze
jedyna szanse na szczęście mam bez niego. Jedyne co mnie przy nim trzymało to
dobro dziecka , ale czy życie w takiej rodzinie gdzie rodzice się nie cierpią
jest dla niego najlepsze ? czy nie lepiej by było gdybyśmy się rozeszli i miał
osobno szczęśliwa mamę i tatę (mój M jest dobrym ojcem , kiedy miał możliwość
miał świetne kontakty ze swoja nastoletnia córka z pierwszego małżeństwa) . Ja
nie mam zamiaru powielać błędów mojej mamy , która nastawiała nas przeciw ojcu
i jest do dziś do niego wroga , ani eksi mojego M dla której córka była karta
przetargowa , i tak sobie myślę ze jak dobrze ułożę sobie układy z M , to mamy
szanse wychować syna dobrze , na szczęśliwego człowieka ,choć osobno. co
myślicie ?