Dodaj do ulubionych

Niemcy, moje Niemcy...

20.09.12, 20:05
Żebrzącym o zainteresowanie nasze dedykuję.
Edytor zaawansowany
  • wscieklyuklad 20.09.12, 20:10
    Obiektywizm spojrzenia. Unikanie małostkowości. Omijanie niedoskonałości łukiem szerokim.
    Czy trudna to umiejętność ? Czy sztuka dostępna jedynie nielicznym ? Czy takie postawy wymagają wyjątkowego heroizmu, zakłamania ? Czy może są przejawem tolerancji i traktowania drugich z - może na wyrost - ale jednak życzliwością ?
    Spróbujmy oderwać się na chwilę od monachijskich peregrynacji - wrócę do nich w innym terminie, bowiem tempo wydarzeń jest tak błyskawiczne, że trzeba modyfikować założenia wyjściowe.
  • wscieklyuklad 20.09.12, 20:18
    Tym, którzy schlebiają sobie, iż nabywam umiejętności wklejania czegoś pod wpływem zjawisk, odsyłam do postu sprzed kilku tygodni, w którym w rozmowie z Mirkiem wkleiłem nie tylko fotkę, ale i zaczerpnięty z Youtube fragment muzyczny. Osoby o tak doskonałej pamięci co, kto,gdzie, kiedy i do kogo napisał,a co mają zeskanowane, zarchiwizowane, zescreenowane, z twardo i miękko spamięciowane, winny to mieć w pamięci, inaczej stwarzają niebezpieczną sugestię megalomanii by nie powiedzieć manipulacji czytelnikiem. Winny też mieć na uwadze, iż nie tak dawno wklejały na swoim forum fotki wykonane przez psiapsiółkę, która ujęła m.in. ciekawe elementy falliczne na jednej z wysp.
    Nie ośmielę się nawet wysunać nieprawomocnej tezy, iż autorka fotek nie umie ich wkleić na forum, bo to naprawdę proste.
    Ja nie przepadam za wklejaniem fotek. Tym razem zrobię wyjątek i w kolejnych cyklach pożegnań z kolejnymi zjawiskami, pozwolę sobie na kilka takich wklejek.
    No, ale zbaczamy z tematu. Zatem :
  • wscieklyuklad 20.09.12, 20:51
    Zatem - jakie Niemcy ? Czy kraj to piękny i godny zwiedzenia ? Czy - przechadzając się ulicami miast, jadąc autostradą należy wyławiać wśród postrzeganych obrazów takie, które napawać będą złośliwą satysfakcją, jaką natychmiast będzie się można podzielic publicznie, by obnażyć "całą prawdę i tylko prawdę" - niczym w aureoli przysięgi na Biblię ?

    Pierwsze foty, które tak uradowały adresata, prezentują kible.
    Czym są owe - Polakom nieznane kible ? Kible, które tak wielu Rodaków mogło zobaczyć po raz pierwszy w życiu, właśnie tylko dzięki moim - pieczołowicie wykonywanym fotom ?
    Bo przecież gdzie załatwia swoje potrzeby BYDŁO ? Z lekcji biologii większość z nas pamięta, iż BYDŁO robi "pod siebie". Nie, nie, żeby tak od razu jakieś paraliże, lub nie trzymanie zwieraczy. Po prostu BYDŁO pasie się na łączce jakiejś, trawkę se wtranżala, no i - jak to jest u wegetarian ( ale i mięsożerców takoż ) musi to przetrawić i wydalić. No to pstrzy trawkę pod racicami tylnymi - czy to na niwie, czy w jakiejś obórce. Zapobiegliwy chłop ( i to nie tylko polski -o czym świadczy zapach zza uchylonej samochodowej szyby, gdy gna się autostradami ( a zwłaszcza sołeckimi ) większości państw zachodnioeuropejskich ) rozrzuca to potem po polu uprawnym, żeby wyrosła bujniejsza soja, którą inne bydło będzie se wtranżalać uczestnicząc w cyklu obiegu już nie azotu ( czego uczono na lekcjach biologii ) ale - co widać - kupki.
    Polactwo o cechach BYDLĘCYCH, załatwia swoje potrzeby nie na łączce ( choć akurat pod blokiem mam spory skwerek a opodal takiż park, że nie wspomnę o największym w Europie kompleksie leśnym zwanym Lasem Łagiewnickim o jakieś pół godziny marszu - ale przecież nie będę biegał po lesie ani do lasu, gdy kiszka ciśnie ), ale za stodółką czyli na tyłach czworaków. Zatem nigdy w życiu nie widziała kibla prawdziwego.
    Nieco więcej szczęścia mają mieszkańcy blokowisk na "ścianie wschodniej". Tu zastosowano rozwiązania ruskie. Na każdym piętrze znajduje się wspólny dla lokatorów kibel, w którym jednak ( kibel właściwy = kibel vulgaris, lub kibel simplex) ma postać tzw. muszli tureckiej - ceramicznego kwadratu gdzieś metr na metr, z zagłębieniem na stopy, i otworem w częsci tylnej "odbierającego" fekalia. Zatem tak Polactwo z centrum, jak i ściany wschodniej ( bo Polacy z zachodnich zakątków kraju przejęli już zapewne wzorce niemieckie i mają takie prawdziwe jak na zdjęciu kible ) ucieszy się, gdy zobaczy, jak wygląda Prawdziwa Cywilizacja.
    Ta ukazana jest na zdjęciu górnym. Miałem z tym kiblem niemałe kłopoty. Bo kiedy w hotelu- zajrzałem do "kiblarni" ( nie wiem, jak w świecie cywilizowanym zwie się to miejsce ), zobaczyłem to "coś" i szczena mi opadła. Myślałem, że to krzesło, czy cuś. Tak, żeby se posiedzieć przy myciu zębów, lub po goleniu. Uchylna klapa ( z niemałym lękiem odważyłem się ją uchylić ) odsłaniała wprawdzie jakieś dziwnie wyżłobione naczynie, ale nie wiedząc do czego ma służyć ( i nie znając ni w ząb języka, by spytać o to pokojówkę ) zdecydowałem się pierwszą fizjologiczną potrzebę załatwić w miejscu, które znałem z podróży do polskich wschodnich blokowisk - w ceramicznym kwadracie metr na metr - nowocześniejszym jednak, bo wyposażonym w jakieś dziwne urządzenie spłukujące (tak mi się przynajmniej początkowo wydawało ).
    Szczęśliwie w grupie "kongresmenów", byli mieszkańcy ściany zachodniej - a ściślej laseczki z Poznania, które wyjaśniły mi, że to co uznałem za muszlę turecką, jest w rzeczywistości prysznicem ( nie wiem, czy dobrze zapamiętałem nazwę ) a potrzeby załatwia się do kibla właśnie.
    Tę cenną informacj dedykuję Polactwu, BYDŁU oraz mieszkańcom blokowisk wschodnich. Gdyby was kto porwał do niemieckiego domu publicznego ( bo innej szansy na przekroczenie zachodniej granicy z powodu nędzy nie macie ) to wbijcie sobie do głowy tę fotę. I nie przynieście wstydu Narodowi - tam macie się wypróżniać, a nie pod prysznicem ( czy jak go tam zwą ).
  • wscieklyuklad 20.09.12, 21:10
    Wydawać by się więc mogło, że załatwianie fizjologicznych potrzeb, to w Niemczech istna sielanka. Wchodzisz se do budowli dowolnej ( naprawdę !), a tam kibli od metra ( a nie metr na metr ). Dla inwalidów, dla sprawnych. Możesz na stojaco, na siedząco - jak chcesz. Dziesiątki (setki ?) razy wchodziłem do tych łeryzłoterklozetów (nazwy tej dowiedziałem się przypadkiem, podsłuchawszy, jak ktoś zagadał - przestępując z nogi na nogę- do polskiej sprzątaczki mówiąc "łeryzłoterklozet ? " a ona mu pokazała drzwi kilka metrów dalej - polazłem za nim i się okazało, że bingo ! KIBEL ( czyli po niemiecku łeryzłoterklozet).
    Włażę tam ( a było to nie na zadupiu jakimś tylko na samym lotnisku monachijskim ) a tam co ? A tam to, co widzicie na drugiej focie !
    Kibel - trup ! I identycznie do nieboszczyka - przykryty folią z jakimś tajemniczym napisaniem ( wot kultura - nawet sprzęt-nieboszczkę folią ode świata odgrodzą !).
    Naturalnie ni w ząb nie pojąłem co tam nakreślili. Zaświtało mi tylko, że to pewnie jest kibel dla VIP-ów, bo tam stało, że tylko dla tych co mają ordery. No to ja się trochę zmartwiłem i zatęskniłem za Ulissesem. Bo jakby był akurat w pobliżu ( żałowałem, że Go nie zaprosili ), to zaraz byśmy tę folię odkryli i skorzystali. A tak, to musiałem czekać w kolejce do jedynego czynnego. Chciałem nawet iść do kawiarenki internetowej i wejść na stronę www. co podali na i im namuczeć, ale bałem się kolejnej prowokacji monachijskiej - zwłaszcza, że już byłem po nieudanym bombowym zamachu na mnie - z jednej strony, a z drugiej nie chciałem wydawać 2 euro za pół godziny korzystania z kompa.

    Jaki morał płynie z tej historyjki ?
    Czy rozwiał się mit o niemieckiej doskonałości ? Czy ów jeden kibel-nieboszczyk ważył na mojej ocenie doskonałości niemieckich kibli ? Czy folia będzie tematem dla satyryków ? Czy obśmiejemy "niemieckie metody rozwiązania problemu siusiania" ?
    Tylko idiota śmieje się z jednostkowych przykładów. Bo ten wyjątek nie potwierdza negatywnej reguły.
    Kible niemieckie są teges ! Może kiedyś zagoszczą też w BYDLĘCYCH i Polackich czworakach ?
    OBY !
  • wscieklyuklad 21.09.12, 10:10
    https://lh6.googleusercontent.com/-h8-NhLi-OHs/UFjWmVRRLEI/AAAAAAAAW0c/YRQefRGQNxU/s551/2012-09-18

    https://lh5.googleusercontent.com/-z6W9FWBbPJ8/UFjWmT38DLI/AAAAAAAAW0c/lX8Ag4diOeo/s551/2012-09-18

    Jak myślicie - co to takiego ?
  • wscieklyuklad 21.09.12, 19:10
    Promienie sierpniowego - niemieckiego jak najbardziej - Słońca, leniwie omiatały tynki - niemieckich jak najbardziej - urokliwych kamieniczek. Ja - w światach dotychczas niebywały - wybrałem się na przechadzkę do centrum Monachium. Oczy se nasycić Cywilizacji widokiem postanowiwszy, do U2 linii metra wsiadam, stojac cierpliwie ( mimo wrzasku niemieckich kilkulatków ulokowanych buciorami na siedziskach ) czekając, aż usłyszę Marienplatz.Zaczem za klamkę chytam i drzwi na oścież rozsuwam.Schody ruchome mnie na placu płaszczyznę niesą. A tam budowla jakiej oczy me nie widziały ( bo cóż nad czworaki w pamięci mej utkwić mogło ?) O wrażeniach z tego oglądu w miejscu inszym.
    Zachodzę od tylca strony, coby "afront" obejrzeć. Tamże na obrazek z foty nr 1. napotykam a "Rany Boskie" ( przez B wielkie ) zakrzyknę. No bo to przecie niedziela gębą pełną. No bo to przecie miasta wielkiego centrum samo. No bo to przecie 14 z minutami.
    A tu taki widoczek ! Dwurząd stoliczków razy krzesła cztery. Ustawione pod sznurek, z serwetkami, że cacy ! No nic, tylko usiąść i golonę jaką z piwskiem białym, bawarskim wtrynić ! A tu takie puchy ! A tu ducha żywego ( mnie nie licząc ). A tu ni zarysu kelnera postaci bodaj !
    No to z boku se staję - może ony niewidoczni dla ocząt moich ? Może oni do nadmiaru bogactwa własnego szyba niczem - dlatego nie do postrzeżenia ? No, ale myślę se - widok, widokiem, ale przecie innym zmysłu talentem jakąś życia cząstkę chyba odkryłbym?
    Tedy ślepia zawieram, by słuch wyostrzyć !Ale nic. Talerzy brzęku ni dudu. Siorbania głosów ni śladu. Bezdźwięczność totalna. Jak wszędy, gdzie nikt nie bywa.
    Kombinować tedy poczynam, dwa zagadki onej wyjaśnienia (co najmniej) najdując.
    Po pierwsze primo - nic , tylko przed komputyjerami siedzą a w klawisze walą, póki Polactwo nie śpi ! Nic tylko Youtuba słuchają, by BYDŁA muczenie zagłuszyć. To wiele tłumaczyć mogło.
    Ale - gdym drugie uznał - myśli mnie smutne naszły, że wyć bym począł. Bo co, jeśli w klawisze nie walą, ale z biedy tu nie zaszli ?
    Sprawdzić trzeba - ot postanowienie podjąwszy, w boczne się uliczki zapuszczam. A tam Restauracja Indyjska - z foty drugiej. Ledwie dwóch "pożuwaczy", przy stoliku skrajnym.
    U drzwi troje Hindusów z uśmiechami od ucha ( własnego ) do ucha ( mojego ) !

    Kiedy te uśmiechy kontestuję, do wniosku bieżę, iż jeno idiota uważa, że stolików restauracyjnych zapełnienie jest czegokolwiek dowodem. Stoją puste bez uszczerbku dla bytu. Stoją, cierpliwie czekając na klientelę, dzięki której mają rację istnienia.
    Nie czekają więc na kretynów.
    Ci siedzą tymczasem przy komputerach.
  • wscieklyuklad 22.09.12, 08:28
    A to niby co ? Czy aby "polski obszczymurek ?"

    https://lh3.googleusercontent.com/-deN5hwfiJMA/UFjWmS7-VII/AAAAAAAAW0c/_zKEzdIAHSE/s551/2012-09-18

    https://lh4.googleusercontent.com/-lHoB0kUw1nI/UFjWmbysNpI/AAAAAAAAW0c/PHaO5SpCOY8/s413/2012-09-18
  • mirekms 22.09.12, 08:50
    kol.WU

    w Niemczech występują duże braki w zaopatrzeniu
    nawet koleżanka Magazynierka to uczciwie przyznała

    w/w Koleżanka używa bardzo wyszukanego zapachu
    i nawet podała markę,ale przez moje roztargnienie
    zapomniałem czym Bardzo Ważna Osoba pachnie

    i katastrofa
    w Niemczech nie ma jej ulubionego zapachu

    i kol.Magazynierka musi sprowadzać swój ulubiony
    perfum z Ameryki,nie podała z jakiej Ameryki,a Ameryki są dwie

    także w Niemczech nie jest tak dobrze jak niektórzy myślą


    PS.
    Magazynierka - od magazynować,zbierać wpisy
    na innych,to taki IPN na portalu gazeta.pl
  • wscieklyuklad 22.09.12, 09:17
    Fota namber łan : Elegancka "podmurówka", czyż nie ? Trzy opróżnione butelczynki, ustawione "pod sznurek". Towarzystwo miało - co widać- odmienne potrzeby smakowe, bo marki napoju są różne. Ten murek, to bok "jednorodzinniaka" należącego do niemieckiego prawnika. To może wiele tłumaczyć ! Pierwsze - jakże zasadne - pytanie. Autochtoni ? Anarchiści ? Al-Kaida, która w butelkach umieściła nitro ? A może tylko jakieś lumpy ( emigracyjne Polactwo ? tzw. "bambusy"? ) szukały płatnej porady ? ( płatnej, bo socjal podobno nie gwarantuje darmochy ). Na wszelki wypadek więc nie podchodzę.
    Zresztą - skoro nie stać ich na kulturalne picie w eleganckich kafejkach i restarianach opodal Ratusza i na poboczach urokliwych, wąskich monachijskich uliczek, to może nie mają wyjścia i muszą pić z gwinta na skwerku ? Ogarnia mnie prawdziwe i bezgraniczne współczucie ! Połączone jednak ze sporą dozą dziegciu, bo jednak można to było wszystko wrzucić do pobliskiego kosza, a nie stawiać ( choć rzędem ) pode murczyną.
    Widok kosza tegoż, skłania mnie ku koncepcji anarchistyczno-alkaidzkiego terroryzmu !
    W butlach pewnie jest jednak nitro !. Oczami wyobraźni ( przerażonej !) widzę swoje członki naszpikowane mutrami, zardzewiałym gwoździem i inszym draństwem. W uszach dzwoni mi syrena karetki, co mnie(rozczłonkowanego ) przyjedzie składać w całość.
    Otrząsnąwszy się z paraliżującej drętwoty, czym prędzej zmykam ku zieleni Ingliszgardensów , odległych o jakie metrów dwieście. Truchtem przez mostek, do uroczej pagody. Jak pierdyknie, to chyba choć tu mnie nie rozwali ?
    Ale tak, czy tak tylko idiota powie, że "picie uliczne" to niemiecka tradycja.
    Niemcy piją kulturalnie ( nawet na "october fest" ).
    A niemieckie restauranty są naprawdę "teges" !
  • wscieklyuklad 22.09.12, 09:45
    Fota namber tu :
    To bzdura, że diabeł ubiera się u Prady ! I nieprawdą jest, że Pan Papież ( najwidoczniej na złość Belzebubowi ) ubiera się u Prady ! To podłe, antykościelne, antychrześcijańskie i antyludzkie pomówienie ! Stałem ( naturalnie w oddali, by mnie kto nie przegonił, albo -co gorsze - myśląc, żem nabab nie napadał i nie ograbił z ostatnich 50 eurocentów, jakie mi zostały z wyjściowego" euraka") naprzeciw eksljusivnego sklepu z pół godziny, obserwując potencjalnych nabywców. Za tych uznałem wszystkich, którzy wchodzili, lub wychodzili do/ze środka. W tym krótkim czasie doliczyłem się 8 wchowychodzaczy.
    Wyłącznie w ubrankach i z okolic świata - jak na focie !
    Zatem to nie nasz najukochańszy Benedkt XVI ( ani Jego najukochańsi poprzednicy ) ubierają się u Prady. Żaden ksiundz nie przeszedł nawet obok sklepowej witryny.A sklepik mieści się jakieś 500 metrzaków od Katedry ! ( ta ostatnia - cucyś !)
    Ale - co gorsze - przed witryną przez pół godziny, przed witryną przez dwa kwadranse, przed witryną przez 30 min, i wreszcie przed witryną przez całe 1800 sekund, nie przystanął żaden przedstawiciel innej Rasy. Nikt nie był zainteresowany choćby różowiutkimi bucikami ( paseczki oplatające piętę i nasadę kształtnych paluszków ) na koturanie cirkaebałt 15 cm. ! Nikt inny nie zamierzał nabyć tam niczego z oferowanych towarów !
    A jednak sklep prosperuje ! Zadrżałem na myśl samą, co by jednak było, gdyby zabrakło obcokrajowców ? Sklep by walnął na łopatki i Pan Papież znów musiałby kupować buty marki "Chełmek" !
    Zauważmy przy tym, w jaki sposób zachowuje się grupka kobiet, nabywająca towar w niedrogim dla nich sklepiku.
    Obchuszczone panie stoją sobie z wózeczkiem, beztrosko na samym środeczku chodnika, a przypadkowo tam przechodząca, musi ominąć je, skręcając ku krawężnikowi ( musiała uważać, gdyż jechał uroczy tramwaj ).
    Ale tylko matołek stwierdziłby, że Niemców nie stać na zakup u Prady.
    I tylko kretyn zapłakałby nad obrazkiem, z którego mogłoby wynikać, że oto Niemcy zalała muzułmańska fala.
    Wieczorem ( naturalnie udałem się tam z czapeczką w dłoni,kornie schylony z kartką napisaną łamaną niemczyzną z prośbą o wsparcie, w nadziei, że wchodzący wrzucą do niej jakiegoś w miedziaka ) znalazłem taki oto widoczek. Schody Monachijskiej Opery ( 25 stopni !) obsiadły zakwefione na czarno panie.
    Niczego nie wystawiali w tym dniu - wiadomo, wakacje. I dlatego nie przystanąłem. I dlatego nie zastanawiałem się jeszcze nad tym zjawiskiem. Ale kiedyś się pewnie zastanowię.
  • wscieklyuklad 22.09.12, 11:18
    A to co znowu?

    https://lh3.googleusercontent.com/-VG3oCDgjTcs/UFjWmSD-bwI/AAAAAAAAW0c/vr6VxK6vP4o/s551/2012-09-18

    https://lh3.googleusercontent.com/-1Dtlk2Vfqwc/UFjWmTVfOFI/AAAAAAAAW0c/0QvELtPnhzA/s413/2012-09-18
  • wscieklyuklad 23.09.12, 09:35
    Zacznijmy tą razą od foty nr 2.
    Czyżby to preludium "alkoholowej afery czeskiej" ? Uwertura do "Państwa ślepców" ?
    Albo sugestia : wypijesz , czachę ci dwoma szablami zetną ? Czy może jakieś specyficznie niemieckie poczucie humoru ?
    Na etykiecie pod czachą szereg nazwisk. My- Polactwo w świecie niebywałe, zara se pomyśleliśmy, że to pewnie wspomnienie tych, co w restauracji tejże strach wielki przełamując, kielonek jeden i inszy wychylili.
    Wypić więc, czy nie wypić ?- hamletyzujemy. Lęk, z łakomstwem na "ryj krzywy" ścierać się poczęło. Z jednej strony żal z dala od Oyczyzny umierać trutką zapiwszy, z drugiej zaś żal z dla od Oyczyzny tejże napitku eksljuziwnego za darmochę zupełną nie wytrąbić.
    Polacki więc wybieg obmyślamy - najpierw warg umoczenie dyskretne. Mlaskam, czubkiem bydlęcego ozora tykamy. Nic nie pękło ! Język nie skołowaciał ! Kubków smakowych nie wypaliło ! Języka w durszlak nie zamieniło takoż ! Po kilkuminutowej zwłoce strachem wypełnionej, a i baczną otoczenia obserwacją, maleńki łyczek pociągamy - z efektem, jak wyżej. No to potem już bez zahamowań - do dna. I jeszcze jedną, i kolejną ( bo gratis). Bo my też nie lubimy po próżnicy jeurocentami szastać. Zresztą - kto wie - polackie wątroby do wszelakiego badziewia trawienia nawykłe, w niejednym "Autovidolu" skąpane. Widać- tachyfilaksja ! WIdać trening, który "wątroby hartowaniem" nazwać można, przez lata trenowany, pomógł.

    Lecz tylko idiota powiedziałby, że ta czacha, to przejaw specyficznej niemieckiej gościnności, lub wątpliwego poczucia humoru !
    Niemieckie restauracje ( co raz kolejny podkreślam ), jako i napitki - TEGES SĄ !

    Fota nr 1.
    A ciotocioto ? Elegancko przystrzyżony trawniczek, soczyście zielony, z czymś takim oczy niesmaczącym ?
    Czyżby na prerii hameryńskiej tę fotę kto ustrzelił ? Po bizonów stada przejściu nieodległym, libo też mustangów inszych ?
    Z bokum sem stanął, w Szerlokaholmsa na moment się przemieniwszy. Długość "przecinki" - ze trzy z połową metra. Szerokość metr nieco ponad ! Gdybym widoczek taki mógł przed podróżą przewidzieć, pewnie bym lupę na wyprawę zabrał, by ogląd uzupełnić, tropów szukając by identyfikacji szczegółowej poddać.
    Wydept ów rozpoczyna się na wysokości wyjścia z monachijskiego metra. Po drugiej stronie "monaszasse" mieści się ... sklep spożywczy.
    Zatem nic, tylko Polactwo po żarcie na "przełaj" gnało ? Toż widoczekze stron naszych wielce znajomy ! Każdy polski trawniczek, w dowolnym miasteczku i polackim mieście ma przecież takiego "bizonka" !
    Wiadomo - naród to niekulturalny nad wyraz i bez estetyki poczucia ! Niczego nie szanujący ! Gotów zadeptać na amen nie tylko trawniczek, ale świętość dowolną ! A architekci przestrzenni - wydzielając przestrzeń klombów, nie uwzględniają, iż naród to niezmotoryzowany, poruszający się co najwyżej tramwajami, autobusiwem lub - najczęściej per pedes, a nie jakimiś tam taksówkami, lub autem własnym. A, że każdy wciąż zalatany z pracy do pracy, by na suchą choć ułę zarobić, więc gna się na skróty ! To przemyślenie wielce mnie uspokoiło. Radosny wręcz nawet byłem, bo se scenkę z "Seksmisji" przypomniałem, gdy Jurek S. (nazwisko do wiadomości autora, bo nie mam kopytrajda na publikację dany pełnych na forum publicznym, a ja w tym względzie staram się prawa przestrzegać ) butelczynę w enklawie dekadencji naszedłszy "Nasi tu byli !" wykrzyknął. Bo to niemożiwe jest przecież, by kto jak Polactwo inny mógł coś takiego wytratować ?! No może jeszcze jaki Turek, albo inny biedak ze slumsów ! ( tylko co tacy robią 5 stacji metra od Centrum ?).
    Tutejsi kupują wyłącznie w megasamach, pod które podjeżdżają full-wypas brykami. W "drobnicy" zaopatrują się wyłącznie mieszkańcy państw obcych.
    Zaświtało mi też we łbie, że może tędy jakieś zwierzęta z ZOO pobliskiego do wodopoju chadzają ? Wiem, co mówię, bo w klatce z bawołami mieszkałem i z tegośmy samego paśnika żarli ! Naprawdę ! Po przyjeździe od razu dojrzeli we mnie zwierzę i do ZOO powieźli.
    Co za BYDŁO ! - sarknął ktoś na bramie ( nie wiem czemu, bom milczał "potenczas" a i nie muczał wcale ) .
    No i stąd to podejrzenie, że to bawoły. Pić mi się chciało, więc wychłeptałem łapczywie poidło do dna. więc co miały robić ?
    Tak , z pewnością to musiało wydeptać jakieś BYDŁO !

    Ale tylko bezmózgowiec absolutny stwierdzi, że Monachium popstrzone jest takimi widoczkami. Miasto jest super ! Czyściusieńkie ! Wymuskane ! Może niezbyt nachalna ilość zieleni (pomijając Ingiszgardensa) , ale ta co jest - jest doprawdy cacy !

    Przez cały tygodniowy czas pobytu widziałem jednak :
    1. Jedną pszczołę.
    2. Jedną muchę.
    3. Jednego .... gołębia .

    Nie zastanawiałem się jeszcze skąd takie ubóstwo fauny. Ale pewnie się jeszcze zastanowię.
  • wscieklyuklad 23.09.12, 12:34
    Wobec licznych zapytań rozentuzjazmowanych czytelników - niedowiarków, wklejam "koturn" z wystawy u "Prady".
    Papież - choć niskiego wzrostu ( ale tylko idiota nazwałby go karłem ) - podobno jednak w takich nie chadza.

    https://lh6.googleusercontent.com/-bUGheH4YegI/UF7XOkPKkbI/AAAAAAAAW1g/5drrGbhePnA/s551/2012-09-23

    ACHTUNG ! Po lewej moje boskie odbicie w witrynie "Prady" Po prawej odbicie klientek sklepu. Dowód, że stały dłużej i zdążyłem oddalić się, by je ufocić z drugiej strony ulicy.
  • wscieklyuklad 23.09.12, 21:04
    https://lh6.googleusercontent.com/-9jCmhqwux0c/UFjWmSO5grI/AAAAAAAAW0c/EE2ucdHuy3E/s551/2012-09-18

    https://lh5.googleusercontent.com/-s-gQSel-5NY/UF7XOn2-iMI/AAAAAAAAW1g/pxSfeOLnYPQ/s413/2012-09-23

    Obciach, czy też nie ?
  • wscieklyuklad 24.09.12, 14:30
    Arkady w pobliżu Ratusza. Dwie metalowe tralki z przymocowanymi ( pewnie z obawy przed złodziejskim Polactwem ) do nich rowerami. Tyle ich, że trudno zliczyć.I nie jest to żadna wypożyczalnia, dla chętnych aktywnego zwiedzania miasta/śródmieścia.
    Zatem jakie wyciągnać wnioski ?
    To rowery obcokrajowców, których nie stać na samochodzik ze szrotu ? Rowery biedoty, która kupiła je z zasiłku socjalnego ? Rowery sprzątaczek i personelu niższego zatrudnionego w okolicznych sklepach/instytuacjach, restauracjach ? Stoją w godzinach ich pracy, czekając na właścicieli, którzy oszczędzą na bilecie do metra ?
    A może to dowód biedy ... autochtonów ? Benzyna dotkliwie droga. Nie każdego stać pewnie na pełny bak - zwłaszcza, gdy trzeba go często napełniać ! No to przesiedli się na welocypedy !Podwójna korzyść - mniej wydatków na benzynę. Mniej zanieczyszczeń środowiska - także i z powodu rezygnacji z jazdy samochodem. No i - ruch, ruch, ruch ! Goethe dopraszał się wprawdzie więcej światła, ale od czego jest narodowa ewolucja ?

    Ale tylko idiota stwierdzi, ze nawet jeśli niemiecki pracownik dociera do pracy rowerem, to znaczy to, że nie stać go na utrzymanie auta.
    Dobitnym tego dowodem są korki w godzinach szczytu - pomimi doskonałych autostrad.

    FOTA nr 2.

    Szczęśliwy, że strajkujący personel naziemny przepuścił bez dodatkowych opłat spory nadbagaż ( cóż - te książki !) spaceruję sobie po strefie wolnocłowej. Oglądam wystawy ( naturalnie dla mnie za drogie są nawet skromne dropsy ) przyglądam się klienteli i harówie kasjerek przesuwających bagaże godne Dżambodżeta i oto wpadam na taki cudnieńki widoczek !
    A skąd my znamy ten napój ? Tu stoi sobie w uroczym półkolu flacha przy flaszce, na niewielkim stoliczku. Aż mi ślinka pociekła. Ubrana na ludowo ekspedientka przywołuje mnie ruchem dłoni. Zatem podchodzę - może poczęstują, jak wiedeńskim mikstem - za darmochę ?
    NIC Z TEGO ! Żyłuska zaproponowała kupno w ramach promocji.
    A gdyby kto kupił, miał jako dodatek gratis.
    Pewnie już wiecie jaki. Urocze, pomarańczowe japoneczki ( niestety tylko gumiaki ).
    Z drugiej strony stoliczka drugi gratis - w tym samym kolorze i równie gumowane - rękawice kuchenne.

    Ale tylko idiota powie, że takie gratisy to obciach i przejaw zupełnego bezguścia.
    Można to pić w japonkach, trzymając kieliszek w dłoni odzianej w gumorękawicę. Zatem połaczyć przyjemne ( picie ) z pożytecznym - w lecie chłodzenie stóp wietrzykiem ogrodowym. W zimie ochrona dłoni przez zmarznięciem.

    Niemieckie alkohole są przy tym teges ! Nawet w gumowym opakowaniu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka