Dodaj do ulubionych

Ubaw, ubawowi

08.08.14, 18:19
nierówny.

Koguciku, przyjmuję do wiadomości Twoją prośbę i w pełni ją akceptuję.
Pozwól jednak, że na zakończenie naszych to tak długich działań dokonam ostatecznego podsumowania.
Wiem, że trójcy motylków nic nie zmieni.
Ale jednak podsumuję, gdyz wreszcie odniosłem sukces.
Może nawet sama Renia zajtrzy na wątek, żeby się pośmiać?
Edytor zaawansowany
  • kogucik.2872 08.08.14, 18:38
    prośba dotyczyła jedynie powstrzymania się od rozkręcania kolejnej afery. Bo to, że np ja - nie zaczepiawszy - jestem cyklicznie zaczepiany - to pisałem nie raz - i zwykle jak się wkurwię to w końcu reaguję. Tak jak i tym razem.
    Tak, ich nic nie zmieni. To betony.
    Mnie poraża jedynie wałkowanie paranoiczne jakichś forumowych wątków sprzed 8-9 lat. Jest to po prostu chore i nienormalne.
    Rozumiem, że można nie mieć swojego życia, rodziny, pracy, nikogo do pogadania - wtedy człowiek w dzisiejszych czasach często wyżywa się właśnie w sieci. Ale ta histeryczna archeologia jest objawem czegoś skrajnie patologicznego.
    Mnie już to po prostu męczy - ebole, Sonie, znany lekarz, a ten powiedział w 2007 to, a tamten tamto, a ten to karzeł, a tamten pożycza. To jest zidiocenie.
    Jest teraz fajnie - zniknęly rankingi, nie walą po oczach tytuły głupich forów - po diabła tam w ogóle zaglądać i kręcić kolejne afery. Nawet nie ma co liczyć, że trolle stracą tematy, bo wałkują te same tematy od lat 8 czy 9.
    Wklejają, powtarzają stare posty z jakichś odległych forów, pieprzą trzy po trzy, obrabiają wam dupy, bo nieszczęśliwie kiedyś tam miały do was dostęp - olać to.

    Ja nie jestem ślepy WU. Potrafię czytać. Nawet jeśli kiedyś coś gdzieś pisałeś - to było kiedyś. Mnie to nie dotyczy i piszę z Tobą teraz a nie w oparciu o jakieś kiedyś.

    wpis ze znanego lekarza już omówiliśmy jakiś czas temu
    takie portale jak znany lekarz służą również do poprawiania swojego image a np firmy oferujące swoje produkty lub usługi - wręcz zatrudniają ludzi do pisania pozytywnych komentarzy. Napisałeś - zresztą nie dziwi mnie to, bo komentarz na który odpowiedziałeś był dziełem nie Twojego pacjenta, tylko jednej z panienek - o tym, jak łatwo sprawdzić autora - rozpisywały się jakiś czas temu media - właśnie odnośnie tego portalu znany lekarz. Do tego fakt, że wiedziały o komentarzu napisanym lata temu - świadczy sam za siebie. Trzeba być nieźle walniętym żeby przeszukiwać net i wyszukiwać o kimś informacje w celu wojny na debilnym forum. Usuń ten post zwyczajnie ze swoich komentarzy i po kłopocie. Taka wpadka może się zdarzyć każdemu.

    pisz co chcesz, byle nie wałkować tematów Soni, eboli i innych prehistorycznych wątków. To jest naprawdę bez sensu.
    --
    http://www.egify.pl/gify/transport/pociag/big/0002.gifhttp://artal.republika.pl/strzalka.gif
  • wscieklyuklad 08.08.14, 18:54
    Zajtrzy, poniewż motylki są trzy.

    Najsamprzód - jeśli pozwolisz - obiecane rano podsumowanie oparte na prawdziwej wiedzy psychologicznej (raczej nie klinicznej, ale z pewnością be-hawioralnej i konsultowanej z kolegami a wywiedzionej z kiluletniego studiowania tysięcy postów - dla czystej, naukowej ciekawości).

    Oryginał jest dostępny wyłącznie w języku angielskim, wiec żeby motylki i Renia zakumały, od razy posłużę się przekładem na "nasze".

    Znany psycholog dr Thomas Armstrong, aby skutecznie udowodnić nierealny charakter dziecięcych marzeń, wyróżnił 4 następujące poziomy interpretacji opisywanych przez nie zjawisk:

    * poziom prepersonalny - odnosi się do wyobrażeń dzieci w wieku przedszkolnym, które stwarzają zazwyczaj postaci negatywne, na przykład potwory (również w postaci budzącego grozę wyglądu).

    Autor uznaje, iż taka interpretacja wywodzi się z okresu prenatalnego, kiedy to istniała całkowita więź matki (ale nie ojca - często tyrana) z dzieckiem.
    Uzewnętrznianie takich wyobrażeń i skupianie się na nich w życiu dorosłym, przemawia za zahamowaniem dojrzewania na tym etapie.

    * poziom subpersonalny - dotyczy późnego okresu przedszkolnego (i zwykle<ale nie zawsze> wygasa wraz z rozpoczęciem nauki w szkole) - większość badanych dzieci wyobraża sobie wówczas swoich towarzyszy (czytaj (przypisek mój) - rozmówców forumowych)jako MAŁYCH LUDZI, niewidzialne duchy lub siły tajemne (przypisek mój - sekta). W tym okresie PRAWDOPODOBNIE dziecko samo czuje się małą istotką, zagubioną w ogromnym świecie niewyobrażalnych mocy (przypisek mój - które wciąż rzucają mu np. kłody pod nogi).

    * poziom personalny - towarzysze-fantomy, przybierają postać "realnych" wyobrażeń istot, stwarzanych w celu zrozumienia charakteru relacji społecznych (np. sytuacji przeżywanych w szkole), lub (przypisek mój - w necie, w którym poszukuje się tak stworzonego w wyobraźni własnej autora dowolnej manipulacji, by go prześladować, zdemaskować i unicestwić)

    * poziom suprapersonalny - (powyżej 7 roku życia) - dominującym typem wyobrażanego towarzysza jest w tym pzypadku "mistrz duchowy" (guru! - przypisek mój), który pojawia się niczym szaman (chyba wyjaśniać nie trzeba) i daje dziecku mądre rady.

    Gdyby tego rodzaju kontakt zacieśnił się i trwał dłużej (np. kilka lat - przypisek mój), to według dr Edith Fiore, w określonych warunkach mogłoby dojść do "przejęcia" - wedle autorki tezy - opętania człowieka żyjącego - w wyniku procesu przebiegającego w sposób niezauważalny w nieświadomości danej osoby. Musiałaby paść ona wówczas ofiarą rozszczepienia osobowości.

    Wypisz wymaluj - nasze motylki, razem i osobno!

    Co z tego wynika, Koguciku?
    Ano to, że rozwój istot zatrzymał się na poziomie dziecka, co ma swe korzenie rawdopodobnie w wieku lat kilku z powodów - jak wyżej.

    Tym podsumowaniem zakończę rozbiór psychologiczny motylków. Naturalnie to rozbiór ostateczny.
    Nie ma do czego wracać, Koguciku.
    Infantylizm zatrzymany na etapie młodszoszkolnym - ot co.

    Spyta ktoś może po co ta analiza?
    Ano z tego powodu, że wyodrębniając poziom subpersonalny dr Armstrong użył określenia "prawdopodobnie", czyli postawił znak zapytania zachęcający do dalszych analiz- także polemicznych. Świeżo upieczony doktorant psychologiczny, opierając się na treściach pozyskanych z wiemy jakiego forum, potwierdził słuszność koncepcji dr Armstronga.

    No to jak motylki? Śmiejemy się?
    No to jak Renatko? Chichoczemy, czy ryczymy?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka