Dodaj do ulubionych

Odchudzanie

17.03.12, 17:58
Na wstępie uwaga drobna, ale istotna - w tym wątku chodzi li i jedynie o odchudzanie kosmetyczne. Czyli o parę kilo za dużo, a nie sto.
Zastanawiam się, czy fakt,ze niemal wszystkie kobiety się odchudzają, ze połowa populacji dała się nabrać na rzecz niemożliwą - ze kobieta powinna wazyć tyle samo jako nastolatka, pani w średnim wieku, czy dama po 60-ce, nie jest wyłacznie spowodowane modą. Czy nie jest to jednak pozostałość myslenia "Kobiecie nie przystoi być hedonistką, nie przystoi uganiać sie za przyjemnościami, kobieta ma być skromna i sobie nie folgować." Kiedyś przyzwoita kobieta nie lubiła seksu, a jak lubila, to się przynajmniej nie przyznawała. Teraz przyzwoita kobieta nie lubi jeść, a jak lubi - to tylko zdrową marcheweczkę. Ta co lubila seks, była rozpustnicą. Ta , co lubi jeść, nie umie się opanowywać, nie ma samokontroli.
Czy nie jest tak, że niezależnie, o co chodzi, wymaga sie od kobiet wyrzeczeń i tego, aby ich życie bylo raczej ascetyczne? Nie w tej dziedzinie, to innej?
--
zpopk.blox.pl
Edytor zaawansowany
  • slotna 17.03.12, 18:09
    Moze tak maja gimnazjalistki. Moje znajome nie ukrywaja tego, ze lubia jesc, ani co lubia jesc (wcale niekoniecznie marchewki). Oczywiscie tylko te, ktore naprawde lubia jesc wink Chudosc jest po prostu w modzie i tyle. Jak wynajdziemy skuteczna, bezpieczna i tania pigulke na otylosc, znajdziemy sobie cos innego.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • kaliope3 17.03.12, 18:11
    I,tam. Kto wymaga? I kto się przejmuje? Z jednej strony diety i chudość modelek, z drugiej tony przepisów wyzierające z każdego niemal kobiecego pisma i stron w necie. Osobiście, jako kobieta, mam w głębokim poważaniu wszelkie oczekiwania od mojej osoby ( o ile ktoś je naprawdę masmile. Co do seksu, to teraz, zdaje się, w dobrym tonie jest go ostentacyjnie lubić ( u nas sprowadza się to umiejętności sprawiania przyjemności facetom głównie, ale w każdym razie nie jest to już temat tabu)
  • ding_yun 17.03.12, 18:37
    Co do seksu, to teraz, zdaje si
    > ę, w dobrym tonie jest go ostentacyjnie lubić ( u nas sprowadza się to umiejętn
    > ości sprawiania przyjemności facetom głównie, ale w każdym razie nie jest to ju
    > ż temat tabu)

    Czy ja wiem... moim zdaniem w dobrym tonie jest ostetntacyjnie lubić "seksualne przygody". Co jest hobby tak upierdliwym i czasochłonnym, że naprawdę niewiele kobiet uprawie je w pełnym tego słowa znaczeniu czyli polowania na potencjalnych partnerów i spuszczania ich na drzewo po jednym do kilku spotkań.
  • ding_yun 17.03.12, 18:41
    Co do meritum: po części zgadzam się z Verdaną. Na pewno odmawianie sobie jedzenia jest traktowane jako objaw siły charakteru, a obżeranie się jest od dawna passe. Ale nie dotyczy to tylko kobiet, przynajmniej nie w młodym pokoleniu. Większość znanych mi facetów bardzo dba o wygląd i o sylwetkę i mówi głośno o tym, że aktualnie nie je np. żadnych węglowodanów.
  • verdana 17.03.12, 19:06
    Młodych facetów. Starsi IMO sobie odpuszczają. Kobiety, przynajmniej te, które ja znam, nie odpuszczaja sobie nigdy.
    Jedzą, jedzą, bo lubia. Z poczuciem winy - bowiem przyzwoita kobieta nie powinna się obzerać. Przepisy - tak, bowiem przyzwoita kobieta powinna gotować rodzinie.
    --
    zpopk.blox.pl
  • slotna 17.03.12, 19:13
    > Młodych facetów. Starsi IMO sobie odpuszczają. Kobiety, przynajmniej te, które
    > ja znam, nie odpuszczaja sobie nigdy.

    Z wiekiem obniza sie metabolizm i odpuszczenie sobie grozi nadwaga lub otyloscia, juz nie kosmetyczna. A kobiety dbaja o zdrowie bardziej niz mezczyzni.

    > Jedzą, jedzą, bo lubia. Z poczuciem winy - bowiem przyzwoita kobieta nie powinn
    > a się obzerać. Przepisy - tak, bowiem przyzwoita kobieta powinna gotować rodzin
    > ie.

    Ja sie obzeram bez poczucia winy. A ze gotowanie, sprzatanie, prasowanie itp. sa uwazane za kobiece obowiazki to troche inny temat.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • kaliope3 17.03.12, 19:37
    Czy ja wiem, czy ci młodzi tak dbają...Z moich własnych obserwacji wynika,że młodzi faceci wcale tak sylwetki nie pilnują i 80% z nich albo już ma piwny brzuch, albo są na dobrej do tego drodze. Z kolei starsi, niektórzy oczywiście, tacy, co to kiedyś za przystojnych uchodzili, bardzo się starają zatrzymać jeszcze trochę tego czasu i katują się niejedzeniem słodyczy oraz siłowniami ( jak mój dyr nie szukając daleko). Kobiety albo sobie totalnie odpuszczają, albo narzucają potworny reżim ( to z obserwacji koleżanek)
  • mary_ann 17.03.12, 20:16
    No, Ty wiesz, Verdano, ze ja się zgadzamsmile
    Wszystkie uwagi o metabolizmie, zdrowiu - są jak najbardziej słuszne, ale moim zdaniem służą statystycznie (nie mówię, ze w przypadku konkretnych, wypowiadających się tu osób) tylko racjonalizacji tego, co jest i tak - dążenia do szczupłości w każdym wieku. Za wszelką cenę, albo prawie.

    Zdrowie? To dlaczego odchudzają się zawzięcie i obsesyjnie osoby "krągłe" (nie otyłe i nawet niekoniecznie z nadwagą, ale po prostu "krągłe"), które mają w porządku cholesterol, trójglicerydy, kręgosłup i stawy? Ba, które same zauważają i mówią otwarcie, że odchudzanie pogarsza im gospodarkę hormonalną, stan skóry, samopoczucie itd?

    Jeśli chodzi tylko o zdrowie, dlaczego artykuły o otyłości.osobach otyłych wywołują taką erupcję zjadliwych, nienawistnych i pogardliwych komentarzy? Widzieliście podobnie wściekłe uwagi pod artykułami o alkoholikach?

    Moim zdaniem Verdana może mieć rację. Każda epoka ma swój obszar kontroli społecznej, czegoś dowartościowanego abstrakcyjnie, irracjonalnie, co pozwala jednym górować moralnie nad drugimi. Kiedyś to było opanowanie "chuci", dziś - w gospodarce obfitości - to umięjetność panowania nad apetytem.

    I, oczywiście, od kobiet zawsze wymaga się więcej niż od mężczyznsmile
  • nessie-jp 17.03.12, 21:46
    Tezę o odchudzaniu jako nowej cnocie -- nowej metodzie kontroli społecznej i szykanowania "chutliwych" -- potwierdza nawet nie to, ile ludzi się odchudza, tylko to, ile ludzi pochyla się z troską nad wagą INNYCH.

    Gdzie by się nie obejrzeć ktoś poucza i łaje, że lenie i tłuste świnie obciążają społeczeństwo, bo ich trzeba leczyć potem.

    Na forum Uroda był swego czasu wątek "Szczyt niechlujstwa". Zgadnijcie, co dla niektórych było szczytem niechlujstwa. Brudne paznokcie? Nieumyte stopy? Nie, OTYŁOŚĆ.

    Nie nadwaga, czyli kilka dodatkowych kilogramów, które ewentualnie mogą przybyć z lenistwa. Otyłość -- choroba. Szczytem niechlujstwa jest być chorym.

    Czy to dlatego, że otyli "sami są sobie winni"? Alkoholicy, palacze i sportowcy także, ale jakoś nikt sportowcom nie ubliża z tego powodu...

    Dogłębne przekonanie, że osoba z nadwagą lub otyłością jest "sama sobie winna" i trzeba ją jak najszybciej nawrócić na drogę szczupłej ascezy jest tak silnie wdrukowane, że nie da się z tym dyskutować. Na nic przekonywanie, że zaburzenia odżywiania należą do najtrudniejszych w leczeniu przypadłości psychicznych, że powodem otyłości może być chora tarczyca, chora przysadka, chore jajniki, chore serce. Nic to. Tłuścioch ma się "za siebie wziąć" i schudnąć MIMO choroby psychicznej czy fizycznej.

  • ding_yun 18.03.12, 12:07
    Tego krytykowania cudzej wagi pod pretekstem dbania o czyjeś zdrowie nienawidzę chyba najbardziej. Już wolę jak ktoś mówi "lepiej byś wyglądała gdybyś zrzuciła kilka kilo" niż udaje, że kieruje nim troska o moje serce, stawy i nie wiadomo co jeszcze.

    Czy to dlatego, że otyli "sami są sobie winni"? Alkoholicy, palacze i sportowcy
    > także, ale jakoś nikt sportowcom nie ubliża z tego powodu...

    Ano właśnie. Wystarczy zdać sobie sprawę z prostej rzeczy: pod zdjęciem osoby z nadwagą zawsze pojawi się tysiąc komentarzy dotyczących tego, jak rujnuje sobie ona zdrowie. Nie wyobrażam sobie tych samych komentarzy pod zdjęciem przedstawiającym osoby spożywające alkohol. A przecież chodzi tylko o zdrowie, prawda?
  • ibelin26 19.03.12, 19:10
    > Dogłębne przekonanie, że osoba z nadwagą lub otyłością jest "sama sobie winna"
    > i trzeba ją jak najszybciej nawrócić na drogę szczupłej ascezy jest tak silnie
    > wdrukowane, że nie da się z tym dyskutować. Na nic przekonywanie, że zaburzenia
    > odżywiania należą do najtrudniejszych w leczeniu przypadłości psychicznych, że
    > powodem otyłości może być chora tarczyca, chora przysadka, chore jajniki, chor
    > e serce. Nic to. Tłuścioch ma się "za siebie wziąć" i schudnąć MIMO choroby psy
    > chicznej czy fizycznej.

    Nie twierdzę, że szczupła sylwetka jest wartością samą w sobie.

    Zadziwia mnie jedno - znam JEDNĄ osobę, która ma nadwagę i otwarcie przyznaje, że lubi jeść i odchudzać się nie zamierza.

    Znam też całkiem sporo kobiet narzekających na tuszę, które nic nie robią aby schudnąć z powodu ogólnego "niedasię" - na ćwiczenia nie ma czasu (na siedzenie przed TV i oglądanie seriali ten czas jest), prowadzenie dietetycznej kuchni jest męczące, ciasto na niedziele musi być, a z leczenie tarczycy jest uciążliwe "bo musiałabym brać cały czas tabletki".

    W sumie nie moja sprawa jak ktoś żyje i jak wygląda. Do momentu, w którym mój wygląd nie jest przedmiotem komentarzy. A często, z racji szczupłej sylwetki jestem podejrzewana o katowanie się dietami i ćwiczeniami.
    "Chodzisz na aerobik?? Przecież nie musisz, chuda jesteś" - jakby ludziom w głowie się nie mieściło, że można lubić ćwiczyć, jeździć na rowerze czy pływać i nie traktować wysiłku fizycznego jako kary.

    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • jottka 19.03.12, 19:20
    ibelin26 napisała:

    > "Chodzisz na aerobik?? Przecież nie musisz, chuda jesteś" - jakby ludziom w głowie się nie mieściło, że można lubić ćwiczyć, jeździć na rowerze czy pływać i nie traktować wysiłku fizycznego jako kary.


    o, coś w tym jest. jeżdżenie w sezonie rowerem jako głównym środkiem lokomocji jest jednakowoż przez wiele znanych mi osób traktowana jako wyraz mego a/ skąpstwa, b/ niezrozumiałego katowania się dla idei. powtarzanie z ponurą furią w oku "ale-ja-lubię-ale-ja-lubię" niewiele daje.
  • osscylacja 19.03.12, 19:42
    jottka napisała:

    >> o, coś w tym jest. jeżdżenie w sezonie rowerem jako głównym środkiem lokomocji
    > jest jednakowoż przez wiele znanych mi osób traktowana jako wyraz mego a/ skąps
    > twa, b/ niezrozumiałego katowania się dla idei. powtarzanie z ponurą furią w ok
    > u "ale-ja-lubię-ale-ja-lubię" niewiele daje.
    Ha, skąd ja to znam. Dojeżdzanie na rowerze do pracy jest traktowane przez niektóre osoby
    z mojego otoczenia jako nawet nie skąpstwo, ale rzecz wynikająca z biedy. Na nic holenderskie czy duńskie blogi.
  • nessie-jp 19.03.12, 19:32
    > Znam też całkiem sporo kobiet narzekających na tuszę, które nic nie robią aby s
    > chudnąć z powodu ogólnego "niedasię"

    Ale zdajesz sobie sprawę, że one na tę tuszę narzekają po to, żeby uprzedzić krytykę i dlatego, że czują się WINNE, że są grube i nie chcą schudnąć? Wdrukowano w nie przekonanie, że są ZŁE, niepełnowartościowe, bo są grube.

    To, że ktoś woli rozrywki umysłowe od fizycznych nie jest niczym dziwnym, jak i to, że przy rozrywkach umysłowych raczej wiele kalorii się nie spali. A jednak osoba, której hobby to teatr, pisanie, dzierganie i układanie krzyżówek, musi się tłumaczyć, dlaczego nie starcza jej czasu na bieganie, rower, aerobik i wspinaczkę.

    Osoby szczupłej nikt nie skrytykuje, nawet za plecami -- a dlaczego ona właściwie nie poczyta raz czegoś wartościowego, zamiast tak biegać na tę siłownię. Ponieważ każdy zdaje sobie sprawę, jakim nietaktem by to było i w jakim stopniu taka ingerencja w cudze życie jest niedopuszczalna.

    Ale skrytykować, że grubaska nie ma czasu na odchudzanie, bo woli robić coś innego -- o, to w dobrym tonie!


    > "Chodzisz na aerobik?? Przecież nie musisz, chuda jesteś" - jakby ludziom w gło
    > wie się nie mieściło, że można lubić ćwiczyć,

    Możliwe, że im się nie mieści. Przecież ludzie są różni. Niektórym się w głowie nie mieści, że można lubić szydełkować smile Ktoś, kto nie lubi siłowni i aerobiku, będzie to postrzegał jako torturę. Ja przyznam, że sama za aerobikiem nie przepadam, głośno, pot się leje, zaduch, przykry zapach, krew dudni w uszach wink Wolę rower.

  • verdana 19.03.12, 19:40
    Otóż to własnie.
    Obowiazkiem kobiety jest się odchudzić, poświęcić czas wolny na chydnięcie, a nie na coś, co lubi. Taka, co nie chce chodzić na silownie, powinna przynajmniej nie jeść, a nie narzekać - gdyby miała samozaparcie, to bylaby szczuplutka i piekna.
    Problem w tym, ze sylwetka w dużym stopniu zalezy od szczęścia. Kazdy z nas zna szczuple kobiety, jedzace dużo - i to jest OK. Natomiast kobieta z nadwagą powinna zrezygnować z przyjemnosci jedzenia i spokojnego czytania, być stale glodna i biegać, chce czy nie. Inaczej nie ma prawa narzekać,że nie wygląda tak ładnie, jak obżerajaca się szczuplutka koleżanka, której jedynym ćwiczeniem fizycznym jest naciskanie przycisków windy.
    --
    zpopk.blox.pl
  • osscylacja 19.03.12, 19:52
    verdana napisała:

    > Taka, co nie chce chodzić na silownie, powinna przynajmniej
    > nie jeść, a nie narzekać - gdyby miała samozaparcie, to bylaby szczuplutka i p
    > iekna.
    Ale wiecie, odnośnie mnie to akurat prawda. Gdybym dzisiaj okazała siłę woli, nie zjadłabym (ze smakiem !) całkiem sporej ilości pieczonych ziemniaczków (cium cium pyszulka) oraz kilku ciastek (vanitas etc.). A co tam. Zwalę to na "Listy do M", które dzisiaj obejrzałam. Na cukier najlepszy jest cukier, no nie? No wiecie, klin klinem. Zacznę się odchudzać od 21 albo 22.
    > Problem w tym, ze sylwetka w dużym stopniu zalezy od szczęścia. Kazdy z nas zna
    > szczuple kobiety, jedzace dużo - i to jest OK. Natomiast kobieta z nadwagą pow
    > inna zrezygnować z przyjemnosci jedzenia i spokojnego czytania, być stale glodn
    > a i biegać, chce czy nie. Inaczej nie ma prawa narzekać,że nie wygląda tak ładn
    > ie, jak obżerajaca się szczuplutka koleżanka, której jedynym ćwiczeniem fizyczn
    > ym jest naciskanie przycisków windy.
  • jota-40 19.03.12, 20:43
    Onion napisała:

    "Naprawdę, nie ma przymusu dostosowywania się do tych akurat wyśrubowanych i niezdrowych wzorców. Póki co, w zwykłych sklepach jest garderoba w rozmiarach 32 - 46, więc w "normalnym" świecie nie ma raczej jakiejś dyskryminacji. "

    Przymusu nie ma. Ale wyśrubowane wzorce pozostają wzorcami i ciężko jest czasem je zlekceważyć. Nawiasem mówiąc, rzadko bardzo widuję w sklepie rozmiar 32, podobnie, jak 46.
    Znasz zapewne firmę Ulla Popken? "U nas znajdziesz przepiękne sukienki ... dla kobiet puszystych, dzięki którym zatuszujesz pewne niedoskonałości swojej figury."

    Ulla Popken oferuje rozmiary od 42. Regularnie dowiaduję się zatem, że jestem puszysta i z definicji mam niedoskonałą figurę wink.

    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • onion68 19.03.12, 21:00
    > Przymusu nie ma. Ale wyśrubowane wzorce pozostają wzorcami i ciężko jest czasem
    > je zlekceważyć

    A to już jest nasz problem wówczas smile
    Wydaje mi się, że teraz naprawdę lepiej się żyje pod tym względem, różnorodność sama w sobie stanowi wartość, nie ma sztywnych kanonów dotyczących sylwetki lub stroju.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • nessie-jp 19.03.12, 21:09
    > Ale wiecie, odnośnie mnie to akurat prawda. Gdybym dzisiaj okazała siłę woli, n
    > ie zjadłabym (ze smakiem !) całkiem sporej ilości pieczonych ziemniaczków (cium
    > cium pyszulka) oraz kilku ciastek (vanitas etc.). A co tam. Zwalę to na "Listy

    Ale dlaczego miałabyś okazywać silną wolę akurat w ten sposób? Równie dobrze mogłabyś napisać, że gdybyś dzisiaj okazała siłę woli, to zamiast siedzieć na forum myłabyś chorych w hospicjum. Albo modliła się, leżąc krzyżem. Albo leżała pod schodami, żeby ktoś na ciebie wylewał pomyje.

    Potwierdzasz tezę, że odchudzanie stało się ascezą 21 wieku. Dzisiaj święty Alojzy zamiast leżeć pod tymi schodami musiałby zapylać na rowerku treningowym i wyciskać sztangi.



  • verdana 19.03.12, 21:12
    Własnie!
    przyzwoity człowiek nie jada ziemniaczków. Jadanie ziemniaczków stało się czynnoscią nacechowaną moralnie(okropny zwrot, ale wiadomo o co chodzi). W kazdym razie nikt nie ma wątpliwosci, ze dobre jest niejedzenie, a jedzenie jest co najmniej wątpliwe i trzeba się z tego tłumaczyć.
    Stąd poczucie winy u wielu kobiet, które wprawdzie jedzą, bo lubia, ale czują jednoczesnie, ze powinny nie jeść i nie lubić. A jak przytyją, to nei są szersze, tylko gorsze.
    Chciałam przy tym dodat, że 2-4 kg nadwagi w wieku starszym gwarantuje kilka lat życia dodatkowo. Czyli w gruncie rzeczy uznaje się za norme coś, co szkodzi zdrowiu...
    --
    zpopk.blox.pl
  • jota-40 19.03.12, 22:06
    Przyzwoity człowiek spędza nie wiadomo, ile czasu, obliczając jakieś indeksy glikemiczne, BMI i nie wiadomo, co jeszcze. Nie znam osoby, która by się choć raz w życiu nie odchudzała.
    Onion napisała:
    "A to już jest nasz problem wówczas smile
    Wydaje mi się, że teraz naprawdę lepiej się żyje pod tym względem, różnorodność sama w sobie stanowi wartość, nie ma sztywnych kanonów dotyczących sylwetki lub stroju. "

    W kwestii stroju - zgoda, różnorodność panuje wszem i wobec, jednak jeśli chodzi o sylwetkę kanon owszem, usztywnił się na poziomie, plus minus, 36 - 38 ;/
    I nikt nie miałby takiego problemu, gdyby nie panował dyktat szczupłości.


    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • osscylacja 20.03.12, 07:59
    Ziemniaki są takie pospolite. Poza tym skrobia etc. Wszyscy dietetycy je wyklinają i żadna celebrytka nie przyzna się publicznie, że lubi np. ziemniaki z kefirem. Zajadać się sushi to tak. Karczochami? Prosz bardzo. Ale kartofle?
    A propos, czy pieczone ziemniaczki będa dobre po odgrzaniu, bo zostało trochę z wczoraj? (Aha, widzicie, mam trochę silnej woli, bo nie zeżarlam wczoraj wszystkiego). Miłego dnia wszystkim. Lece do roboty i spalać kaloriesmile.
  • nessie-jp 20.03.12, 12:50
    > Chciałam przy tym dodat, że 2-4 kg nadwagi w wieku starszym gwarantuje kilka la
    > t życia dodatkowo. Czyli w gruncie rzeczy uznaje się za norme coś, co szkodzi z
    > drowiu...

    Jest jeszcze trzecia strona tego medalu -- kobiety są pod taką presją zachowania szczupłej sylwetki, że często nie biorą leków, które mogą powodować przyrost masy ciała.

    Tak więc wybór nie jest między "szczupły i zdrowy" a "gruby i chory". Bardzo często to jest wybór "szczupły i chory" versus "gruby i zdrowy". Obserwuję to np. u znajomych migreniczek, które z lęku przed wstydem otyłości skazują się na autentyczne, dotkliwe cierpienie, wyłączający z życia ból.

    Nawet lekarze potrafią palnąć "no właściwie powinnam zapisać pani większą dawkę leku X, ale pani utyje".

  • osscylacja 20.03.12, 07:49
    nessie-jp napisała:

    Nessie, kochana! Dziękuję ci bardzo.
    >
    > Ale dlaczego miałabyś okazywać silną wolę akurat w ten sposób? Równie dobrze mo
    > głabyś napisać, że gdybyś dzisiaj okazała siłę woli, to zamiast siedzieć na for
    > um myłabyś chorych w hospicjum. Albo modliła się, leżąc krzyżem. Albo leżała po
    > d schodami, żeby ktoś na ciebie wylewał pomyje.
    >
    > Potwierdzasz tezę, że odchudzanie stało się ascezą 21 wieku. Dzisiaj święty Alo
    > jzy zamiast leżeć pod tymi schodami musiałby zapylać na rowerku treningowym i w
    > yciskać sztangi.
    Ehem, To był święty Aleksy. A swoją drogą ciekawe czy po silowni też pachniałby fiołkami a nie potem i co, w związku z tym pomyśleliby inni faceciwink.
    >
  • nessie-jp 20.03.12, 11:12
    > Ehem, To był święty Aleksy.

    Oborze! No wiedziałam że Alik jakiś, ale mi się pomiąchało.


  • ibelin26 20.03.12, 20:38
    > Osoby szczupłej nikt nie skrytykuje, nawet za plecami -- a dlaczego ona właściw
    > ie nie poczyta raz czegoś wartościowego, zamiast tak biegać na tę siłownię. Pon
    > ieważ każdy zdaje sobie sprawę, jakim nietaktem by to było i w jakim stopniu ta
    > ka ingerencja w cudze życie jest niedopuszczalna.

    No właśnie. Dlaczego zakładasz, że jak ktoś chodzi na siłownie to już nie czyta. Jedno nie wyklucza drugiego.

    A co do krytyki szczupłych czy raczej komentarzy - spotkałam się z nią wielokrotnie i to wprost. Ostatnio na spotkaniu rodzinnym. Mój mąż sporo schudł (zamienił pracę na fizyczną). No i usłyszeliśmy - jak ty schudłeś, twoja żona sama taka chuda to i pewnie tobie nie gotuje.

    Jakoś nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś, że jest gruby bo zamiast pójść na spacer leży na kanapie. A ja wielokrotnie słyszałam, że nic dziwnego, że taka chuda jestem bo ciągle albo rower albo co innego. Czy mam czuć się winna że lubię aktynie spędzać czas, a moja sylwetka to zasługa genów odziedziczonych po wysokich i chudych przodkach.
    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • mankencja 20.03.12, 20:48
    > > Osoby szczupłej nikt nie skrytykuje, nawet za plecami -- a dlaczego ona w
    > łaściw
    > > ie nie poczyta raz czegoś wartościowego, zamiast tak biegać na tę siłowni
    > ę. Pon
    > > ieważ każdy zdaje sobie sprawę, jakim nietaktem by to było i w jakim stop
    > niu ta
    > > ka ingerencja w cudze życie jest niedopuszczalna.
    >
    > No właśnie. Dlaczego zakładasz, że jak ktoś chodzi na siłownie to już nie czyta
    > . Jedno nie wyklucza drugiego.

    ty dla odmiany założyłaś, że jak ktoś nie ćwiczy, to z całą pewnością wyleguje się przez pól dnia na kanapie przed telewizorem.

    nie widzę wielkiej różnicy.
    --
    kot
  • nessie-jp 20.03.12, 21:02
    > Jakoś nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś, że jest gruby bo zamiast pójść na s
    > pacer leży na kanapie. A ja wielokrotnie słyszałam, że nic dziwnego, że taka ch
    > uda jestem bo ciągle albo rower albo co innego.

    No tak, bo widzisz, tak już się dziwnie w relacjach międzyludzkich składa, że powiedzieć komuś komplement można, natomiast skrytykować go -- już nie wypada.

    To taka sama "krytyka" jak ze wzrostem -- możesz powiedzieć komuś wprost "ale ty wysoki jesteś". Ale powiedzenie komuś "ale ty niski jesteś" już nie uchodzi, prawda? Mimo że wzrost jest kwestią znacznie bardziej neutralną i niezależną od nas, niż tusza czy szczupłość.


    > Czy mam czuć się winna że lubię

    Skoro osoby, które nie lubią, mają się czuć winne, że nie chcą schudnąć...?

  • ibelin26 20.03.12, 21:21
    > > Jakoś nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś, że jest gruby bo zamiast pójś
    > ć na s
    > > pacer leży na kanapie. A ja wielokrotnie słyszałam, że nic dziwnego, że t
    > aka ch
    > > uda jestem bo ciągle albo rower albo co innego.
    >
    > No tak, bo widzisz, tak już się dziwnie w relacjach międzyludzkich składa, że p
    > owiedzieć komuś komplement można, natomiast skrytykować go -- już nie wypada.
    >
    > To taka sama "krytyka" jak ze wzrostem -- możesz powiedzieć komuś wprost "ale t
    > y wysoki jesteś". Ale powiedzenie komuś "ale ty niski jesteś" już nie uchodzi,
    > prawda? Mimo że wzrost jest kwestią znacznie bardziej neutralną i niezależną od
    > nas, niż tusza czy szczupłość.

    Czyli chudemu/szczupłemu można prawić "komplementy" dotyczące wyglądu i trybu życia a grubemu już nie?

    > > Czy mam czuć się winna że lubię
    >
    > Skoro osoby, które nie lubią, mają się czuć winne, że nie chcą schudnąć...?

    Czekam aż zaczną mnie przymusowo tuczyć jak gęś, żeby ci co nie chcą/nie mogą schudnąć nie musieli czuć się winni.
    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • nessie-jp 20.03.12, 22:41
    > Czyli chudemu/szczupłemu można prawić "komplementy" dotyczące wyglądu i trybu ż
    > ycia a grubemu już nie?

    Tak. Ponieważ szczupłość jest cechą pożądaną społecznie i postrzeganą jako zaleta. Zartobliwie wypominać zalety można. Wytykanie wad, nawet żartobliwe, jest już niegrzeczne.

    Gdyby ci wynajdywano choroby, np. oskarżano o anoreksję, kompleksy albo chorobę psychiczną -- to byłoby właśnie równoznaczne z tym, jak traktuje się osoby grube.


    > Czekam aż zaczną mnie przymusowo tuczyć jak gęś, żeby ci co nie chcą/nie mogą s
    > chudnąć nie musieli czuć się winni.

    Nie wiem, czy ja nie umiem tego dobrze przekazać? Spróbuję napisać jeszcze raz, odnośnie podkreślonego fragmentu: ci, co nie chcą schudnąć, nie mają żadnego powodu do poczucia winy. W to poczucie winy są wpędzani przez społeczeństwo i osoby, które stawiają im światłe diagnozy medyczno-psychologiczno-socjologiczne.

    Dlaczego uparcie czynisz założenie, że osoby grube MUSZĄ czuć się winne? Czy ty się czujesz winna swojej tuszy?
  • ibelin26 21.03.12, 09:41
    > > Czyli chudemu/szczupłemu można prawić "komplementy" dotyczące wyglądu i t
    > rybu ż
    > > ycia a grubemu już nie?
    >
    > Tak. Ponieważ szczupłość jest cechą pożądaną społecznie i postrzeganą jako zale
    > ta. Zartobliwie wypominać zalety można. Wytykanie wad, nawet żartobliwe, jest j
    > uż niegrzeczne.
    >
    > Gdyby ci wynajdywano choroby, np. oskarżano o anoreksję, kompleksy albo chorobę
    > psychiczną -- to byłoby właśnie równoznaczne z tym, jak traktuje się osoby gru
    > be.

    Właśnie chodzi o to że spotykam się z takimi "żartobliwymi" pseudokomplementami - nie chodzi o tylko treść ale o ton, kontekst.

    Jeśli na rodzinnym obiedzie dziękuję za dokładkę czy kolejny kawałek ciasta i słyszę "A co? Odchudzasz się?" albo "Nałóż sobie, przecież nie utyjesz", "TY to akurat możesz jeść bez obaw" to chyba nie jest uprzejme (niestety nie jestem w stanie oddać tonu jakim jest to wypowiadane") bo sugeruje że mam jakiś problem np. przesadnie dbam o wagę, co nie jest prawdą.

    Osobie, która kolejny raz sobie nakłada na talerz powiedzenie "Nie jedz tyle bo jesteś gruba/gruby" jest chamskie.

    > Nie wiem, czy ja nie umiem tego dobrze przekazać? Spróbuję napisać jeszcze raz,
    > odnośnie podkreślonego fragmentu: ci, co nie chcą schudnąć, nie mają żadnego p
    > owodu do poczucia winy. W to poczucie winy są wpędzani przez społeczeństwo i os
    > oby, które stawiają im światłe diagnozy medyczno-psychologiczno-socjologiczne.
    >
    > Dlaczego uparcie czynisz założenie, że osoby grube MUSZĄ czuć się winne? Czy ty
    > się czujesz winna swojej tuszy?

    Nie, ja nie czynię takiego założenia. Jak napisałam wcześniej nie uważam szczupłości za wartość samą w sobie i nic mi do tego, że jak ktoś żyje i wygląda.
    Jeśli ktoś czuje się winny z tego powodu jak wygląda, to życzyłabym sobie, żeby nie odbijał sobie tego na mnie i po prostu nie komentował jak ja wyglądam.

    Nie czuję się winna swojej tuszy (a raczej jej braku). Wkurza mnie tylko wieczne narzekanie i to w takim kontekście jakbym to ja osobiście była odpowiedzialna za problemy i samopoczucie innych

    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • pavvka 21.03.12, 10:01
    nessie-jp napisała:

    > > Czyli chudemu/szczupłemu można prawić "komplementy" dotyczące wyglądu i t
    > rybu ż
    > > ycia a grubemu już nie?
    >
    > Tak. Ponieważ szczupłość jest cechą pożądaną społecznie i postrzeganą jako zale
    > ta. Zartobliwie wypominać zalety można. Wytykanie wad, nawet żartobliwe, jest j
    > uż niegrzeczne.
    >
    > Gdyby ci wynajdywano choroby, np. oskarżano o anoreksję, kompleksy albo chorobę
    > psychiczną -- to byłoby właśnie równoznaczne z tym, jak traktuje się osoby gru
    > be.

    A kojarzysz co niedawno powiedziała w wywiadzie Marta Grycan? Coś w deseń, że szczupłe osoby są z definicji nieszczęśliwe, bo się tylko męczą i umartwiają zamiast żyć pełnią życia.
    --
    I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown
  • nessie-jp 21.03.12, 16:34
    > A kojarzysz co niedawno powiedziała w wywiadzie Marta Grycan? Coś w deseń, że s
    > zczupłe osoby są z definicji nieszczęśliwe, bo się tylko męczą i umartwiają zam
    > iast żyć pełnią życia.

    Nie kojarzę nawet, kto to jest Marta Grycan, poza tym, że zapewne rodzina tego Grycana od lodów smile Nie wiem, jaką ma posturę (tzn. czy jej uwagi o osobach szczupłych były "o sobie" czy "o tych, którymi bym chciała być").

    Tak czy inaczej, jeśli jest gruba, to takie zachowanie to klasyczny przykład akcja-reakcja. Wy mnie, to ja was. Wy mi dokuczacie, to ja was też dotknę i zranię.
  • pavvka 21.03.12, 17:16
    nessie-jp napisała:

    > > A kojarzysz co niedawno powiedziała w wywiadzie Marta Grycan? Coś w deseń
    > , że s
    > > zczupłe osoby są z definicji nieszczęśliwe, bo się tylko męczą i umartwia
    > ją zam
    > > iast żyć pełnią życia.
    >
    > Nie kojarzę nawet, kto to jest Marta Grycan, poza tym, że zapewne rodzina tego
    > Grycana od lodów smile

    To jego żona, a poza tym celebrytka (z gatunku znanych z bycia znaną i pojawiania się w kolorowych magazynach).

    Więc ja też stwierdziłem, że ktoś kto żyje ze sprzedaży lodów ma interes w tym żeby ludzie się nie odchudzali smile Co nie zmienia faktu, że tekst był wredny wobec szczupłych.

    > Tak czy inaczej, jeśli jest gruba, to takie zachowanie to klasyczny przykład ak
    > cja-reakcja. Wy mnie, to ja was. Wy mi dokuczacie, to ja was też dotknę i zrani
    > ę.

    Mnie już w przedszkolu uczyli, że "bo to ona zaczęła" to słaby argument tongue_out
    --
    I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown
  • turzyca 21.03.12, 18:37
    pavvka napisał:


    > >
    > > Nie kojarzę nawet, kto to jest Marta Grycan, poza tym, że zapewne rodzina
    > tego
    > > Grycana od lodów smile
    >
    > To jego żona, a poza tym celebrytka (z gatunku znanych z bycia znaną i pojawian
    > ia się w kolorowych magazynach).
    >
    > Więc ja też stwierdziłem, że ktoś kto żyje ze sprzedaży lodów ma interes w tym
    > żeby ludzie się nie odchudzali smile Co nie zmienia faktu, że tekst był wredny wob
    > ec szczupłych.

    No to sie Elzbieta Grycan zdziwi, ze maz-bigamista. I to jeszcze z wlasna synowa, zgroza:
    manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/zbigniew;grycan;umiem;juz;odpuszczac,24,0,1015832.html#utm_source=google.pl_imgres&utm_medium=organic&utm_term=zbigniew%20grycan&utm_campaign=grafika
    --
    24 kilo klonow.
  • pavvka 22.03.12, 08:51
    turzyca napisała:

    > No to sie Elzbieta Grycan zdziwi, ze maz-bigamista. I to jeszcze z wlasna synow
    > a, zgroza:

    Marta jest żoną Adama Grycana, syna Zbigniewa, założyciela Zielonej Budki, i również biznesmena z branży cukierniczej. Więc dobrze, nie miałem racji mówiąc o nim "ten od lodów", ale nie widzę co to zmienia w sensie merytorycznym.
    --
    Marriage is like a bank account. You put it in, you take it out, you lose interest. - Irwin Carey
  • ibelin26 21.03.12, 19:03
    Czyli grubym wolno komentować i oceniać wygląd szczupłych, bo są usprawiedliwieni wkodowanym społecznie i kulturowo poczuciem winy z powodu swojego wyglądu. I tymi "żartobliwymi komentarzami" tylko uprzedzają ewentualne niemiłe uwagi pod swoim adresem.

    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • slotna 20.03.12, 21:39
    > A co do krytyki szczupłych czy raczej komentarzy - spotkałam się z nią wielokro
    > tnie i to wprost. Ostatnio na spotkaniu rodzinnym. Mój mąż sporo schudł (zamien
    > ił pracę na fizyczną). No i usłyszeliśmy - jak ty schudłeś, twoja żona sama tak
    > a chuda to i pewnie tobie nie gotuje.

    Zgadzam sie. Wypominanie chudosci, nawet najwredniejsze, jest traktowane co najmniej z przymruzeniem oka, wypominanie tegosci zawsze jest obraza.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • nessie-jp 20.03.12, 22:53
    > Zgadzam sie. Wypominanie chudosci, nawet najwredniejsze, jest traktowane co naj
    > mniej z przymruzeniem oka, wypominanie tegosci zawsze jest obraza.

    Bo ja wiem, to zależy jednak od kontekstu i relacji, jakie cię łączą z wypominającym. Mam pewne porównanie, bo najpierw pół życia wypominano mi, że jestem chuda jak szczapa, teraz że jestem gruba jak pączek. Wszystko zależy od tego, kto i jak te przytyki robi. Ciotki, przyjaciółki -- nie mam nic przeciwko, też się z nimi przekomarzam, która z nas grubsza, a jako młoda nastolatka nic sobie nie robiłam z uwag w stylu "czy ty coś w ogóle jadasz, bo biednie wyglądasz".

    Natomiast ze strony osób obcych znacznie mniej przykre były docinki dotyczące chudości niż kaszalowatości.

    Docinki dotyczące chudości bardzo łatwo mi było skontrować, podobnie jak docinki dotyczące np. tego, że jestem kujonem czy że jestem oczytana. Przede wszystkim dlatego, że -- oczywiście -- ani szczupłość, ani dobre wyniki w nauce, ani oczytanie nie są niczym negatywnym. Trudno dokuczyć komuś, wytykając mu coś, czego nie uważa za wadę.

    Natomiast złośliwości dotyczące nadwagi, migren, depresji czy kifozy albo innych chorób bardzo trudno zignorować czy obrócić w żart -- łatwiej dotknąć kogoś, wypominając mu coś, co nie jest społecznie akceptowane.

  • jota-40 20.03.12, 23:01
    Ness, nic dodać, nic ująć.


    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • slotna 21.03.12, 01:11
    > Docinki dotyczące chudości bardzo łatwo mi było skontrować, podobnie jak docink
    > i dotyczące np. tego, że jestem kujonem czy że jestem oczytana. Przede wszystki
    > m dlatego, że -- oczywiście -- ani szczupłość, ani dobre wyniki w nauce, ani oc
    > zytanie nie są niczym negatywnym. Trudno dokuczyć komuś, wytykając mu coś, czeg
    > o nie uważa za wadę.

    Szczuplosc nie jest czyms negatywnym, autentyczna chudosc owszem. Jest postrzegana jako rownie nieatrakcyjna jak otylosc i stanowi rownie latwy cel atakow. I jak najbardziej bywa przez samych chudych uwazana za wade, naprawde nie spotkalas nigdy nikogo kto chcialby utyc?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ibelin26 21.03.12, 09:49
    > > Docinki dotyczące chudości bardzo łatwo mi było skontrować, podobnie jak
    > docink
    > > i dotyczące np. tego, że jestem kujonem czy że jestem oczytana. Przede ws
    > zystki
    > > m dlatego, że -- oczywiście -- ani szczupłość, ani dobre wyniki w nauce,
    > ani oc
    > > zytanie nie są niczym negatywnym. Trudno dokuczyć komuś, wytykając mu coś
    > , czeg
    > > o nie uważa za wadę.

    Nadmierne, przesadne, częste komentowanie jest po prostu uciążliwe.

    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • verdana 21.03.12, 16:12
    Spotkałam osoby, które chciały utyć, aby być ładniejsze. Natomiast zadna nie chciała utyć, ponieważ czuła, ze ma gorszy charakter od tych, które mają prawidłową wagę - ze jest osobą, która nie ma nad sobą kontroli, zaniedbaną z własnej winy, niechlujną itd. Te, ktore chciały utyć, robily to raczej ze względu na wygląd zewnętrzny, te, które chcą schidnąć -z e względu na to, że społeczeństwo spostrzega ich wygląd jako źle świadczacy o ich charakterze.
    --
    zpopk.blox.pl
  • slotna 21.03.12, 16:21
    > Spotkałam osoby, które chciały utyć, aby być ładniejsze. Natomiast zadna nie ch
    > ciała utyć, ponieważ czuła, ze ma gorszy charakter od tych, które mają prawidło
    > wą wagę - ze jest osobą, która nie ma nad sobą kontroli, zaniedbaną z własnej w
    > iny, niechlujną itd.

    Jejku, jak ty kompletnie nie umiesz sie wczuc w chudzielca. Chudzielec w komentarzach przeciez jest osoba o nadmiernej kontroli, wredna, zimna (w przeciwienstwie do cieplych, uroczych grubasow) suka, ksiazki nie poczyta, tylko zapitala na silowni...

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • nessie-jp 21.03.12, 16:41
    > Jejku, jak ty kompletnie nie umiesz sie wczuc w chudzielca. Chudzielec w koment
    > arzach przeciez jest osoba o nadmiernej kontroli, wredna, zimna (w przeciwienst
    > wie do cieplych, uroczych grubasow) suka, ksiazki nie poczyta, tylko zapitala n
    > a silowni...

    Muszę powiedzieć, że gdy byłam chudzielcem, nigdy się tak nie czułam... Chociaż może to dlatego, że wtedy nie było tak rozpowszechnionego Internetu i komentarzy.
  • slotna 21.03.12, 16:46
    > Muszę powiedzieć, że gdy byłam chudzielcem, nigdy się tak nie czułam... Chociaż
    > może to dlatego, że wtedy nie było tak rozpowszechnionego Internetu i komentar
    > zy.

    A moze dlatego, ze lubilas byc chuda i ci to nie przeszkadzalo? Poza tym sa tez grubsze osoby, ktore nigdy sie zle nie czuly, ale to o niczym nie swiadczy. Wredne komentarze dotyczace cudzej figury sa zle niezaleznie od tego, czy ich target jest gruby, chudy, czy w sam raz. Uwazasz, ze jak mi ktos z przekasem powie, ze mam cycki jak ... (wstaw dowolne: arbuzy, donice, pilki lekarskie), to mi milo, bo cha cha, pewnie zazdrosci, plaska decha jedna? A przeciez je bardzo lubie i uwazam, ze dobrze wygladam.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ibelin26 21.03.12, 19:17
    Chyba trochę przesadzasz z tą nagonką społeczną.
    O dziwo istnieją jednak osoby, które schudły same dla siebie
    --
    Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie. Oto prawo Kosmosu, od którego nie ma odwołania.
  • kaliope3 21.03.12, 22:08
    Przeczytałam cały wątek i muszę uczynić pewną spowiedź tutajwink Jakkolwiek w bardzo głębokim poważaniu mam wizerunek jaki serwują np wszelakie "pisma kobiece"(których nie czytam),albo reklamy, czy ogólnie tzw showbiz, to od kiedy pamiętam, od zawsze właściwie, chciałam być chuda.Nie szczupła, czy smukła i wiotka-CHUDA. Nie byłam taka przez ani jedną chwilę w swoim życiu i zawsze, nawet jak miałam wagę absolutnie odpowiednią do wzrostu, czułam się gruba i "nie w swoim rozmiarze". Zawsze mi się wydawało,że jak tylko solidnie schudnę to ho,ho, zadbam o siebie i dopiero zacznę się odpowiednio ubierać itp bo w obecnym stanie rzeczy to nawet wysilać się nie warto...Ciekawa jestem kto, lub co oraz kiedy zaszczepiło mi tę chorobę, hm. No i to niestety nie mija. Mogę sobie myśleć pozytywnie i potępiać w czambuł wszelkie diety i głodówki twierdząc że mam to gdzieś, ale ostatecznie, zadowolona z siebie tak po prostu nie jestem i nie umiem być.To chyba już jest jakaś społeczna choroba.
  • osscylacja 22.03.12, 20:08
    kaliope3 napisała:

    > Przeczytałam cały wątek i muszę uczynić pewną spowiedź tutajwink Jakkolwiek w bar
    > dzo głębokim poważaniu mam wizerunek jaki serwują np wszelakie "pisma kobiece"(
    > których nie czytam),albo reklamy, czy ogólnie tzw showbiz, to od kiedy pamiętam
    > , od zawsze właściwie, chciałam być chuda.Nie szczupła, czy smukła i wiotka-CHU
    > DA. Nie byłam taka przez ani jedną chwilę w swoim życiu i zawsze, nawet jak mia
    > łam wagę absolutnie odpowiednią do wzrostu, czułam się gruba i "nie w swoim roz
    > miarze". Zawsze mi się wydawało,że jak tylko solidnie schudnę to ho,ho, zadbam
    > o siebie i dopiero zacznę się odpowiednio ubierać itp bo w obecnym stanie rzecz
    > y to nawet wysilać się nie warto...Ciekawa jestem kto, lub co oraz kiedy zaszcz
    > epiło mi tę chorobę, hm. No i to niestety nie mija. Mogę sobie myśleć pozytywni
    > e i potępiać w czambuł wszelkie diety i głodówki twierdząc że mam to gdzieś, al
    > e ostatecznie, zadowolona z siebie tak po prostu nie jestem i nie umiem być.To
    > chyba już jest jakaś społeczna choroba.
    Kaliope, tośmy siostry. Mam bardzo podobnie. Od siebie jeszcze dodam, że parę lat temu schudłam ok. 8 - 10 kg. Z rozmiaru 42 - 44 zeszłam do 38, a niekiedy mieszczę się nawet w 36 (tak, wiem, oversizing), a i tak nie czuję się szczupła. Zresztą nim schudłam 38 stało się size plus.
  • kaliope3 22.03.12, 20:24
    > Zresztą nim schudłam 38 stało się size plus.
    Yyy??? To nie możliwe chyba?
    A ja jeszcze o jednym chciałam napisać. Mam siostrę, 4 lata młodszą. Jest wyższa, figurę ma modelki, smukła, długie nogi etc. Otóż siostra miała w swoim życiu epizod anorektyczny, dziwnym trafem wtedy, kiedy ja, po maturze, wyjechałam do Londynu. Byłam tam w sumie pół roku, wróciłam, przeraziłam się na jej widok. Od chwili kiedy wróciłam,siostrze powoli zaczęło się poprawiać. Tak się zawsze zastanawiałam, co miało na to wpływ...Czy aż tak za mną tęskniła (hm), czy może brakowało jej tej wiecznej skali porównawczej ( story of my life i to od samego dzieciństwa:ona chudziak, ja okrąglak). Może jestem małostkowa, ograniczona i wredna, ale coś mi zawsze podpowiadało, że powrót mojej okrągławej obecności miał tu swoje znaczeniewink
  • osscylacja 22.03.12, 20:38
    kaliope3 napisała:

    > > Zresztą nim schudłam 38 stało się size plus.
    > Yyy??? To nie możliwe chyba?
    Niemożliwe, ze 38 to size plus? Ano właśnie tak jest. Też sobie wyobrażałam, ze to są jakieś damessy r. 44 - 46. A tu taka niespodzianka. Zresztą spytaj ciotki Gugli. Mnie uświadomiła koleżanka przy pomocy jakiejś gazety.

    > A ja jeszcze o jednym chciałam napisać. Mam siostrę, 4 lata młodszą. Jest wyższ
    > a, figurę ma modelki, smukła, długie nogi etc. Otóż siostra miała w swoim życiu
    > epizod anorektyczny, dziwnym trafem wtedy, kiedy ja, po maturze, wyjechałam do
    > Londynu. Byłam tam w sumie pół roku, wróciłam, przeraziłam się na jej widok. O
    > d chwili kiedy wróciłam,siostrze powoli zaczęło się poprawiać. Tak się zawsze z
    > astanawiałam, co miało na to wpływ...Czy aż tak za mną tęskniła (hm), czy może
    > brakowało jej tej wiecznej skali porównawczej ( story of my life i to od samego
    > dzieciństwa:ona chudziak, ja okrąglak). Może jestem małostkowa, ograniczona i
    > wredna, ale coś mi zawsze podpowiadało, że powrót mojej okrągławej obecności mi
    > ał tu swoje znaczeniewink
  • kaliope3 22.03.12, 20:49
    No to jestem size plussmile TO mnie jakoś nie ruszasmile
  • onion68 23.03.12, 05:42
    >Mnie uświadomiła koleżanka przy pomocy jakiejś gazety

    Dziewczyny czytające "gazety" same są sobie winne wink
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • ateh7 22.03.12, 10:59
    Ja całe życie jestem chuda, obecnie 165/45 kg. Lubię swój wygląd, ale czasami, kiedy częstotliwosc komentarzy w stylu "chudzinka", "ty cos w ogóle jesz?" jest zbyt duża, doprowadza mnie to do szału. Jakoś ja nie mówię wprost ludziom ""ale grubasek".
  • retro-story 19.03.12, 22:24
    Zabawne i znamienne jest to, że ćwiczenia niekoniecznie prowadzą do szczupłej sylwetki. Mam sporo naprawde nieźle wysportowanych znajomych - jedna biega maratony, uprawia kolarstwo i biegi przełajowe, druga bierze udział w ćwiczeniach wojskowych, trzecia jest wioślarką, czwarta i piąta trenują do ekstremalynych wyścigów typu Tough Guy (przez śnieg, lodowatą wodę, druty kolczaste itd) - wszystkie mają figury bardzo kobiece - spore uda i łydki, tyłek też niezłych rozmiarów... No bo w końcu gdzieś te mięśnie się muszą pomieścić. A szczupłe znajome to te, które siedzą i się głodzą - albo mają świetną przemianę materii, bezczelne.
    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • onion68 18.03.12, 12:15
    Moim zdaniem nie jest to takie proste.
    Lansowanie szczupłej sylwetki jako pożądanej i zdrowej dotyczy nie tylko kobiet i nie jest wcale jedynym kryterium różnicowania ludzi i ich oceny. Wykształcenie. Kariera. Umiejętności społeczne. Siła przebicia. Status materialny. I wszystko to może być przykre i dolegliwe dla kogoś, kto z różnych względów daną drogą nie chce lub nie może iść, o ile ma tzw. zewnętrzny ośrodek kontroli.
    Po drugie, szczupła sylwetka rzeczywiście jest zdrowsza (bez ekstremów) i w historii kultury jednak przeważnie taka była uznawana za zdrową, pożądaną i modną. Kwestią jest, czy chcemy się tej modzie poddawać czy nie.
    Ja lubię jeść, ale czynię to z poczuciem winy, bo także lubię wyglądać szczupło, lepiej się wtedy czuję w swojej skórze. Nie wiem, na ile jest to moje własne, a na ile zewnętrznie wygenerowane dążenie.
    Aha, szczupłą sylwetkę, o ile jest
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • onion68 18.03.12, 12:18
    ucięło mnie, cd:

    łatwiej jest ją osiągnąć niż inne wyznaczniki prestiżu (majątek, wykształcenie, pozycję), więc może dlatego niektóre osoby są tak bardzo na tym zafiksowane. Albo po prostu lubią się lepiej czuć czyimś kosztem (to a propos komentarzy w internecie).
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • ding_yun 18.03.12, 13:18
    Tylko ja mam wrażenie, że jednak to ekstremum się przesuwa. Kiedyś mianem szczupłej sylwetki określano już wzrost minus 110, teraz jest to raczej wzrost minus 120 dla młodych kobiet. Innymi słowy wszystko powyżej Anji Rubik jest już średnio fajne.
  • onion68 18.03.12, 13:23
    Nie trafiłam na takie wytyczne, jestem szczęśliwą osobą wink Minus 120? Kto by się tym przejmował.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • onion68 18.03.12, 13:25
    Chcę przez to powiedzieć, że ten wyznacznik idealnej sylwetki to chyba tylko w jakichś specyficznych kręgach musi funkcjonować? Zwłaszcza że waga wcale nie jest do końca wiarygodnym wyznacznikiem, czy dana osoba jest szczupła czy też zgrabna.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • zla.m 18.03.12, 20:04
    ding_yun napisała:

    > Tylko ja mam wrażenie, że jednak to ekstremum się przesuwa. Kiedyś mianem szczu
    > płej sylwetki określano już wzrost minus 110, teraz jest to raczej wzrost minus
    > 120 dla młodych kobiet.

    Że ile? Że minus 120? To ja (jako oczywiście i bezdyskusyjnie młoda kobieta) miałabym ważyć 38 kilo? Świat oszalał...
    --
    Są ludzie, którzy zawsze są ze wszystkiego niezadowoleni. Można ich określić jednym słowem.
    Kobiety.
  • jota-40 19.03.12, 00:39
    onion68 napisała:
    "Po drugie, szczupła sylwetka rzeczywiście jest zdrowsza (bez ekstremów) i w historii kultury jednak przeważnie taka była uznawana za zdrową, pożądaną i modną."
    Nie do końca się zgodzę. Szczupła sylwetka uważana jest za modną od mniej więcej stu lat - konkretnie od czasu I wojny, zmiany w modzie, wiążącej się z odrzuceniem gorsetów, zanikiem biustu etc.
    Wcześniej bywało, że człowiek solidnej tuszy uważany był za atrakcyjnego (gruby, znaczy zasobny). Nie muszę chyba przypominać kobiet Rubensa. Tak czy inaczej, kanony urody zmieniały się dramatycznie. Mało kto mógłby się doszukać olśniewającego seksapilu w wizerunkach średniowiecznych ideałów kobiet.
    Koncepcja Verdany wydaje mi się ciekawa, z drugiej strony moda domaga się szczupłej sylwetki od obu płci. Tyle że poprzeczka wisi dużo niżej w przypadku mężczyzn, to fakt.

    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • onion68 19.03.12, 06:09
    Kultury starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu - szczupła sylwetka, kult sprawnego ciała, Średniowiecze - bardzo szczupła sylwetka, Odrodzenie - nadal szczupła, choć nie tak jak w odrodzeniu, Barok - no Barok, wiadomo, ok; XVIII, XIX, XX w. - wciąż szczupła sylwetka. Po coś się te kobiety ściskały gorsetami, prawda? smile
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • mary_ann 19.03.12, 08:40
    onion68 napisała:
    XVIII, XIX, XX w.
    > - wciąż szczupła sylwetka. Po coś się te kobiety ściskały gorsetami, prawda? smile

    Talia miała być jak u osy, ale do kuperka przytroczona poduszka (tiurniura), a biustonosz w razie potrzeby dopchany jedwabnymi chusteczkami. O kontrast bowiem między talią a całkiem obfitą resztą chodziło - skądinąd temat dla socjobiologasmile

    Co do szczupłości jeszcze. Nie fiksujmy się na słowie. Jak sobie przypominam zachowane u babciociotek - i namiętnie wertowane - roczniki czasopisma "Świat" (lata 20-te), to, owszem, w ramach postępu trąbiono tam o zbawiennym działaniu wyjazdów do wód, słońca, gimnastyki /także dla panien/ oraz szczupłości. Z załączonych rycin (a nawet z późniejszych, przedwojennych, pocztówek i fotografii) wynika jednak niezbicie, że szczupłość ta rozumiana była nieco inaczej niż dziś...
  • jota-40 19.03.12, 10:46
    Ciężko ten temat rozwinąć w kilku zdaniach, wkraczamy bowiem w kwestię stosunku człowieka do własnego ciała, łącząc to z kwestią estetyki, mody, gustu.
    Starożytność promowała, owszem, klasycznie harmonijne kształty, chociaż Wenus z Milo uważana byłaby dzisiaj za tęgawą, nie wspominając już o tej pani:

    antiquitates.blox.pl/2010/01/Pozegnanie-z-Muzeum-rzezba.html
    ... tymczasem to figura Afrodyty, mniemać zatem należy, że musiała być zgodna z ideałem kobiecej sylwetki.
    Średniowiecze promowało sylwetkę szczupłą w tym sensie, że zaprzeczało niemal w ogóle istnieniu ciała ;/. Ciało było siedliskiem zła i szatana, jako takie nie mogło być piękne. W tym sensie w ogóle dyskusyjne jest rozważanie, czy promowali szczupłą sylwetkę dla jej urody - kobiety przedstawiane były, jako istoty eteryczne, pozbawione cielesności, zakryte szatami i najczęściej pogrążone w modłach.
    Renesans wraca triumfalnie do antycznej harmonii ciała, nadal jednak twierdzę, że żadna z piękności Botticellego nie załapałaby się za okładkę Vogue'a - z powodu nadmiaru tłuszczu tu i ówdzie. Popatrzcie na Wenus, Gracje i inne - śliczne, smukłe, owszem, ale czy gdyby to były współczesne zdjęcia nagich kobiet, powiedzielibyście, że są szczupłe ( w dzisiejszym tego słowa znaczeniu)?...

    botticellipaintings.com/

    O Baroku szkoda nawet wspominać, co do XIX wieku - owszem, jak już Mary_ann wspomniała, modna talia osy. I tyle. Zerknijcie no na "Śniadanie na trawie". Trudno posądzać Maneta, że specjalnie utknął tu jakiegoś kaszalota, czyż nie?...

    otwarta.blox.pl/2007/04/Sniadanie-na-trawie.html
    Reasumując: dziś, moim skromnym zdaniem, promowana jest sylwetka anorektyczna. Ma to swoje źródło w absolutnych rządach kreatorów mody, którym łatwiej ubierać chude modelki. Plus photoshop.


    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • ding_yun 19.03.12, 11:30
    jota-40 napisała:

    > Ciężko ten temat rozwinąć w kilku zdaniach, wkraczamy bowiem w kwestię stosunku
    > człowieka do własnego ciała, łącząc to z kwestią estetyki, mody, gustu.
    > Starożytność promowała, owszem, klasycznie harmonijne kształty, chociaż Wenus z
    > Milo uważana byłaby dzisiaj za tęgawą, nie wspominając już o tej pani:

    O własnie, Wenus z Milo zaleconoby aerobiczną szóstkę weidera na pozbycie się brzuszka wink
  • onion68 19.03.12, 19:42
    > O własnie, Wenus z Milo zaleconoby aerobiczną szóstkę weidera na pozbycie się b
    > rzuszka wink

    Co by nie przyniosło żadnego efektu, bo najpierw trzeba odchudzić, potem rzeźbić (tak czytałam, nie próbowałam, bo uważam, że życie jest za krótkie na szóstkę wink
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • onion68 19.03.12, 19:40
    > Starożytność promowała, owszem, klasycznie harmonijne kształty, chociaż Wenus z
    > Milo uważana byłaby dzisiaj za tęgawą, nie wspominając już o tej pani:

    Zależy przez kogo. Sylwetki te są zdrowe, a BMI tak zbudowanej kobiety z całą pewnością mieściłoby się w granicach normy. Nie bardzo szczupłe, zgoda.
    Ale przecież anorektyczny ideał kreują tylko niektóre środowiska, związane zazwyczaj ze światem mody, a i to bywa kontestowane w ramach tego samego lub zbliżonego środowiska (akcja Dove, na przykład, okładka Vogue z puszystymi modelkami).
    Naprawdę, nie ma przymusu dostosowywania się do tych akurat wyśrubowanych i niezdrowych wzorców. Póki co, w zwykłych sklepach jest garderoba w rozmiarach 32 - 46, więc w "normalnym" świecie nie ma raczej jakiejś dyskryminacji.
    Komentarze, o których wcześniej pisano, nie są normą, tylko przejawem chamstwa i maskowanego kompleksu niższości.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • verdana 19.03.12, 20:22
    W normalnych sklepach, które znam (poza M&S i jeszcze dwoma czy trzena) rozmiary kończą się na 42.
    Poza tym w normalnych sklepach z butami - im mniejsza stopa, tym szczuplejsza ma być łydka. Dam z numerem obuwia 35-36 i nóżką nia jak sarenka się nie przewidujesmile
    --
    zpopk.blox.pl
  • onion68 19.03.12, 20:32
    > W normalnych sklepach, które znam (poza M&S i jeszcze dwoma czy trzena) rozmia
    > ry kończą się na 42.

    No zobacz, a jak ja coś ciekawego na wyprzedaży wypatrzę, to zawsze to jest w rozmiarze 42+. No, może prawie zawsze wink

    Dam z numerem obuwia 35-36 i nóżką nia jak sarenka się nie przewid
    > ujesmile

    A, no to jest pewnie insza inszość. Są np. różne tęgości obuwia w tej samej długości? Bo ja nie zauważyłam.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • verdana 19.03.12, 21:02
    A tak. Ja też bym nie wiedziała, ze tęgość obuwia zalezy od długosci stopy i sadzila, ze mam monstrualnie grube nogi, gdybym nie kupowała butów dla córki.
    Nogi mamy mniej-wiecej podobne na grubość. Ale ona, świnia jedna, ma rozmiar 40 i kozaki może kupić, a ja 35-36 - i zadne się nie dopinają. A buty córki - bez problemu.
    --
    zpopk.blox.pl
  • turzyca 20.03.12, 19:10
    Duoboots - rozmiar 36H czyli stopka mala a cholewka spokojnie obstanie lydke 40 cm. W outlecie ceny maja bardzo przyjazne
    --
    24 kilo klonow.
  • nessie-jp 19.03.12, 20:48
    verdana napisała:

    > W normalnych sklepach, które znam (poza M&S i jeszcze dwoma czy trzena) rozmia
    > ry kończą się na 42.

    A spróbujcie kupić stroje do ćwiczeń (np. do aerobiku, na rower) w rozmiarze powyżej 46!

    Paradoksalnie, dresów czy strojów dla kobiet w rozmiarze powyżej 50 w ogóle nie widuję. Zapewne takie kobiety powinny najpierw schudnąć w domowym zaciszu, zanim ośmielą się pójść na siłownię.

  • melmire 19.03.12, 21:12
    No, w decathlonie gory dla kobiet nie przewiduja wiekszego biustu, maksymany obwod w biuscie to 101 cm bodajze. Wiec musze brac meskie, zeby moc rekami ruszyc smile
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • dakota77 19.03.12, 08:19
    Czlowiek solidnej tuszy oznaczal czlowieka bogatego, owszem, ale moim zdaniem nie rownalo sie to zwiekszonej atrakcyjnosci, a raczej czynilo czlowieka wazniejszym, godniejszym szacunku.

    Sredniowieczne idealy kobiet byly z naszego punktu widzenia pozbawione seksapilu, ale jednak byly szczuplem i to bardzowink

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • ding_yun 19.03.12, 11:29
    dakota77 napisała:

    > Czlowiek solidnej tuszy oznaczal czlowieka bogatego, owszem, ale moim zdaniem n
    > ie rownalo sie to zwiekszonej atrakcyjnosci, a raczej czynilo czlowieka wazniej
    > szym, godniejszym szacunku.
    >

    A "Chłopi"? Chuda Hanka - "Ni to z pierza ni z mięsa". A wedle słów Matuesza "dziewucha musiała być spaśna kiej lepa, że jak człowiek się do niej przyprze to jak do pieca gorącego" smile

    To oczywiście jest bardzo wąski wycinek rzeczywistości, to raz, a dwa, że nie wiemy jak tęga była naprawdę Jagna. Od mojej prababci i jej sióstr, wychowanych na wsi nieopadal Lipiec Reymontowskich wiem, że spora otyłość też bywała przedmiotem kpin i raczej nie była w cenie, bo odbierała sprawność fizyczną. Ale dziewczyna mocno zbudowana jak najbardziej stanowiła obiekt atrakycjny seksualnie.
  • mankencja 20.03.12, 09:44
    Ja 45. Już to sobie wyobrażam... Wyglądałabym jak obciągnięty skórą szkielecik.
    --
    kot
  • melmire 20.03.12, 11:26
    Ja 54. Tyle to wazylam jak mialam 12 lat. W okresie gdy bylam piekna , zgrabna i wysportowana wazylam 64, czyli wedlug tej reguly bylam otyla smile

    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • verdana 20.03.12, 13:12
    Czyli ja powinnam ważyć 30 kg. Sądzę, ze nie wyszłoby mi to na zdrowie. Watpie, czyn nawet waząc 40 kg bylabym zdrowa.
    --
    zpopk.blox.pl
  • jota-40 20.03.12, 13:41
    Chciałabym tylko zwrócić Waszą uwagę na fakt, że w czasach mojej chmurnej młodości odejmowało się sto od wzrostu. Sto.
    Potem długo było sto dziesięć, a teraz dowiaduję się z prawdziwym rozbawieniem, że sto dwadzieścia. To ja z kolei powinnam ważyć 57 kilo, och, och.
    Na szczęście nie ma na to najmniejszej szansy wink.


    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • nessie-jp 20.03.12, 19:42
    jota-40 napisała:

    > Chciałabym tylko zwrócić Waszą uwagę na fakt, że w czasach mojej chmurnej młodo
    > ści odejmowało się sto od wzrostu. Sto.
    > Potem długo było sto dziesięć, a teraz dowiaduję się z prawdziwym rozbawieniem,
    > że sto dwadzieścia.

    Mnie się zdaje, że "idealna kobieca sylwetka" przesuwa się coraz bardziej w kierunku sylwetki niedorosłej dziewczynki.

    Gdy miałam 14 lat, faktycznie ważyłam nawet 30 kg mniej niż mój wzrost. W wieku lat 18 to już było 'tylko' 15 kg mniej, a po trzydziestce 15 zmieniło się w 10, potem 5.

    Co gorsza, urosły mi tak niepożądane u kobiety przymioty, jak biodra i cycki, zaokrągliły się łydki i kolana, wypełniły policzki... Nie miałam szans zmieścić się w rozmiar 36, bo gdzieś te paskudne biodra trzeba było włożyć. Zdrowa kobieta przecież bioder nie ma! wink

    Niemniej, gdybym mogła bez ogromnych wyrzeczeń schudnąć, to nie wierzę, że oparłabym się presji i nie pozbyła tych bioder i biustu na rzecz chłopięcej sylwetki i rozmiaru 36... uncertain

  • paszczakowna1 21.03.12, 16:47
    > Czyli ja powinnam ważyć 30 kg. Sądzę, ze nie wyszłoby mi to na zdrowie. Watpie,
    > czyn nawet waząc 40 kg bylabym zdrowa.

    Ale takie liniowe zależności mozna stosować tylko w b. ograniczonym zakresie wzrostu (nawet kwadratowe BMI ma ograniczenia na końcach skali - waga powinna zdaje się skalowac jakoś z potęgą 2,4). Wiadomo, że o ile dorosły osobnik rasy ludzkiej wzrostu 180 cm może ważyć 60 kg i być zdrowy (acz chudy), osobnik wzrostu 160 cm ważący 40 kg kwalifikuje się do natychmiastowej hospitalizacji, a wzrostu 150 cm ważący 30 kg na cmentarz.

    A w ogóle to skąd żeście wzięły to absurdalne 120, bo ja pierwsze słyszę.
  • onion68 21.03.12, 16:58
    > A w ogóle to skąd żeście wzięły to absurdalne 120, bo ja pierwsze słyszę.

    No ja też i się zastanawiam, jak to w ogóle można brać poważnie.
    Rozumiem, że jest teraz presja na szczupłe i (jednak) zdrowie ciało, ale to ma swoje granice.
    Może te zasada obowiązuje dla modelek, bo one są i wysokie i powinny być chude (odpowiednio do zaprojektowanych strojów i wizji projektantów), ale to tyle.

    Po namyśle stwierdzam, że może jednak w koncepcji Verdany jest coś, tylko że prześladowania nie dotyczą wcale tylko figury. Tyle jest rzeczy, których zdaniem większości kobiecie nie wypada (albo musi robić) w określonym stanie, wieku, na określonym urzędzie. Ech.
    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • kebbe 19.03.12, 22:05
    verdana napisała:
    Czy nie jest to jednak pozostałość myslenia "Kobiecie nie
    > przystoi być hedonistką, nie przystoi uganiać sie za przyjemnościami, kobieta
    > ma być skromna i sobie nie folgować." Kiedyś przyzwoita kobieta nie lubiła seks
    > u, a jak lubila, to się przynajmniej nie przyznawała. Teraz przyzwoita kobieta
    > nie lubi jeść, a jak lubi - to tylko zdrową marcheweczkę

    Hm, to ja znam jeszcze inny gatunek dziewczyn, które zapewniały (bardzo głośno), że zawsze jedzą, co chcą, w każdej ilości i o każdej porze dnia i nocy, a sylwetka smukła to ot, zasługa genów, taka uroda, bo "ja mam szczęście jem co chcę, a Ty nie? ojej..." (ja też jadłam, co chciałam-strucle głównie-ale raz w miesiąc utyłam 5 kilo, psia mać winksmile ) Oczywiście, w jednym, może dwóch przypadkach to były geny i młodość. W pozostałych ściema do potęgi. To były dziewczyny z rodzaju "coś Ty, wcalę się nie uczyłam na egzamin, przejrzałam notatki w tramwaju". Kiedyś, podczas sesji, spotkałam mamę jednej takiej koleżanki w xero, jak robiła dla niej odbitki, bo koleżanka siedziała w domu i ryła ("nie, nawet mi się nie chciało poczytać, haha"). Myślę, że za parę lat usłyszę od tych koleżanek, że nadgładka buzia to geny, a zgrabna sylwetka to wynik wyłącznie picia zielonej herbaty smile
    ...powiedziała kebbe o sile woli głodnego komara, podgryzając słodką bułeczkę smile
  • verdana 19.03.12, 22:15
    Ale, cholera, ja mam w domu taki egzemplarz, plci wprawdzie męskiej. I gdybym ja jadła 1/4 rzeczy kalorycznych z tego, co ten ohydny egzemplarz je ( to w jego wieku oczywiście), to bym przez drzwi nie przeszła.
    A on, drań niemyty, przyniósł ze szkoły karteczke, czym grozi niedowaga... No ma niedowagę 10 kg. Ja mu tego nie daruję, nie.
    I jak się nie załamać?
    --
    zpopk.blox.pl
  • onion68 19.03.12, 22:32
    > Ale, cholera, ja mam w domu taki egzemplarz, plci wprawdzie męskiej. I gdybym j
    > a jadła 1/4 rzeczy kalorycznych

    Ach, rozumiem Twoją frustrację wink Mam w domu osobnika, u którego zawartość tłuszczu w organizmie wynosi 10%, jak mówi waga-z-piekła-rodem. Je wszystko, ile chcieć. Fakt, że rusza się sporo.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • kebbe 19.03.12, 22:58
    Ale ja wiem, że takowi istnieją smile
    Tylko akurat to nie były te przypadki, zaręczam smile
  • bei 21.03.12, 16:39

    Lubię jesc, lubię gotować i mam prawie 50 la i od zawsze mam niedowagę i bardzo ją lubię.
    To zadna moja zasluga, taki metabolizm i tyle.
    Co nie zmienai faktu, ze odbija mi, glupieję i co jakis czas staram się dopilnowac, by niedowaga stala w oreslonym miejscu, jak tylko przybędzie 2 kg to wlacza się jakas anorektyczna natura i temperuję się do okreslonej wagi....a DLACZEGO???- bo glupia ulegam wymyslonemu przez siebei wzorcowi mego "idealnego" wymiaru. I tak go nie osiągnę, ale pomaltretowac sie probami muszęsad
    --
    olaromanska.blox.pl/html

    www.dlaleszka.cba.pl/
  • truscaveczka 27.03.12, 09:31
    kobieta.newsweek.pl/czym-sie-rozni-cipka-od-waginy,89906,1,1.html
    CytatDr Alicja Długołęcka: [...] cofamy się w kwestii emancypacji kobiet na poziomie ich własnej cielesności. Kobiety pracują już na czterech etatach: prowadzą gospodarstwa domowe, wychowują dzieci, pracują zawodowo i dostosowują ciała do medialno-pornograficznych modeli. Stają się niewolnicami własnego ciała – bezkrytycznie podążają za modą, notorycznie się odchudzają, walczą z upływem czasu i decydują się na kolejne operacje plastyczne. Teraz okazuje się, że nawet ich seksualność objęta jest kontrolą kultury masowej. I one się tej kontroli poddają.
    --
    Kobieta może poczuć się szczęśliwa, błyszczeć i emanować zadowoleniem nawet wtedy, gdy żaden mężczyzna nie umieścił niedawno swojej wtyczki A w jej gniazdku B. /by Nessie-jp/
  • ding_yun 27.03.12, 18:52
    No niestety, mnie najbardziej niepokoi to panoszenie się medycyny estetycznej.

    Jeszcze 10 lat temu w gazetach pisało się głównie o chirurgii plastycznej i to w kontekście usuwania wad urody będących daleko poza spektrum tego, co mieści się w granicach norm społecznych. Czyli innymi słowy do lekarza biegli ci, którymi latami sen z powiek spędzały odstające uszy, widoczne blizny, ewentualnie dla urody poprawiało się piersi. Powiększanie ust to była jakaś awangarda, zresztą pamiętam, że w latach 90 było sporo niebezpiecznych metod powiększania warg, chyba potem zabronionych.

    Teraz medycyna estetyczna powoli staje się normą i wkracza w to, co najnormalniejsze w świecie czyli chociażby pojawiające się z wiekiem zmarszczki. Niedługo znakiem zaniedbania będzie nie dać wszczepić sobie złotych nici albo nie ostrzyknać się botoksem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.