22.04.12, 16:01
W wątku obok rozmawiamy o kodach ubraniowych. Moim zdaniem, ta dyskusja zasługuje na odrębny wątek. Jak to jest z deskodem?
- Dlaczego na koncert w filharmonii zakładamy wieczorowe kreacje?
- Dlaczego staramy się uświetnić jakieś wydarzenia odrębnym od codziennego strojem?



Edytor zaawansowany
  • verdana 22.04.12, 16:31
    Bo taki jest obyczaj. Żadnej innej racjonalnej odpowiedzi nie ma i nie będzie.
    Dlaczego facet nie założy na premierę eleganckiej sukni? Z tego samego powodu.
    Jednak mam wrażenie, zę nie wszystkie obyczaje należy bezrefleksyjnie kultywować. Elegancki strój na operę jest dobry, pod warunkiem,że turysta, który ma ze sobą tylko sprane dżinsy, a cudem dostał bilet, moze na tęże operę iść i nie spotka go ostracyzm. I że jeśli mam ochotę na własny slub iść w statym swetrze, to mogę.
    Jeden z młodych krytyków muzycznych, którego znam, chodzi wyłacznie w dresie. Starym. Bo jest to jedyny strój, który akceptuje. Na premierze w La Scali takżesmile
    --
    zpopk.blox.pl
  • kajaanna 22.04.12, 16:45
    Ale czy dreskod nie chroni nas samych?

    Skoro robimy sobie święto (idziemy na koncert, do kina, na randkę) wyznaczamy sobie ten świat jako odrębny od szarej codzienności.
  • alanta1 22.04.12, 16:54
    kajaanna napisała:

    > Skoro robimy sobie święto (idziemy na koncert, do kina, na randkę) wyznaczamy s
    > obie ten świat jako odrębny od szarej codzienności.

    A nie możemy w głowie sobie tego zrobić li i jedynie?

    Ja chadzam prawie wszędzie w dżinsach. Czasem dla podkreślenia uroczystości zakładam czarne wink
  • kajaanna 22.04.12, 16:57
    Nooo, właśnie!
  • ding_yun 22.04.12, 17:06
    Też uważam, że to głównie obyczaj. Plus może subiektywne upodobania danej osoby.
    Ja lubię ubrać się bardziej elegancko i nie mam problemu z wbiciem się ani w szpilki i kostiumik ani w sukienkę koktajlową, dlatego z radością witam okazje, które proszą się o bardziej oficjalny strój.
  • verdana 22.04.12, 17:08
    Nienawidzę oficjalnych strojów, a kostiumików w szczególności. W związku z tym, uczczenie czegokolwiek tego typu strojem kończy dla mnie odświetność i radość z imprezy. Owszem, lubię włożyć coś ładnego, pod warunkiem, zę nie jest to strój solenny.
    Ślub brałam w sukience z bawełnianej surówkismile
    --
    zpopk.blox.pl
  • alanta1 22.04.12, 19:57
    verdana napisała:

    > Nienawidzę oficjalnych strojów, a kostiumików w szczególności.

    Ja też.
    Mam trzy garnitury (bo marynarka ze spodniami to chyba nie kostium?), nienawidzę nosić ich w komplecie, bo mi się wydaje że mam mundur smile
    Zakładam je osobno, czarne dżinsy+marynarka albo spodnie materiałowe+zupełnie inna, sportowa marynarka. Albo bluzka. I tylko, gdy absolutnie muszę.

    A w szpilkach bym się zabiła na bank. Nie wspominając już o tym, że chyba patrzyłabym z góry na wszystkich wkoło tongue_out
  • verdana 22.04.12, 20:03
    Jak powiedział mój przyjaciel, świadek na naszym ślubie "Cholera, w tym garniturze czuję się jak przebrany w strój kaszubski".
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 22.04.12, 22:48
    Lubię "garnitur". Mój mąż też lubi. Czuję się w nim swobodnie a jednocześnie jakoś specjalnie. "Garnitur", bo nie kupuję drogich kompletów w specjalnych sklepach. Kupuję marynarki, spódnice, spodnie, koszule w odzieżowych sieciówkach typu Orsay czy H&M.

    Garnitur jest taką wisienką na torcie pt. "dzieje się coś ważnego". Dodaje pewności siebie tam, gdzie jest wysoki poziom stresu. Jest przebraniem ułatwiającym wejście w rolę, której się od nas oczekuje.
    "Czuję się wtedy tak, jakbym zakładał krawat" - powiedział jeden z bohaterów pewnego filmu, opowiadając o swojej pasji. Coś w tym jest.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • kajaanna 22.04.12, 17:16

    > Bo taki jest obyczaj.

    Zapytałam Rutę Sakowską*), co myśli o tym, że w czasie największego głodu w getcie, na koncerty czy sztuki teatrzyków amatorskich należało płacić choć kilka groszy.
    Ruta miała jedną odpowiedź: "jeśli ktoś kupił bilety na występ, starał się jak mógł wrócić do czasów wolności. Umył się, przyszył guzik do złachmanionego garnituru".

    No właśnie.
    ___
    *) Autorkę książki: Ludzie z dzielnicy zamkniętej.
  • verdana 22.04.12, 17:18
    Tak, a służącej nie wypadało nosić kapelusza.
    To nieco inne czasy były, wybacz.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kajaanna 22.04.12, 17:32
    Nie piszę o swobodzie lat trzydziestych, ale o ratowaniu swojego kulturalnego człowieczeństwa w tym krótkim okresie 1941-'42, czyli wtedy, gdy półmilionowe miasto ograniczone murem próbowało jakoś żyć...
  • kajaanna 22.04.12, 17:37
    I ratował ich dreskod.
  • verdana 22.04.12, 18:04
    Śmiem wątpić. Ratowała ich nadzieja.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kajaanna 22.04.12, 18:08
    Nadzieja na to, że skoro wyglądać będą dobrze, to dostaną numerek na życie...

  • verdana 22.04.12, 18:23
    Nie. Nadzieja na to, zę jesli będą zachowywać sie normalnie, to będzie normalnie. Typowe zachowanie w warunkach bardzo silnego stresu - coś jak dobieranie dodatków do żałobnej sukienki. Nie o drescode tu chodzi, ale o próbę odseparowania sie od nienormalnego świata. To samo dotyczyło czasem nakrywania do posiłku złozonego z suchego chleba - nie dlatego,z ę tak "wypadało", tylko dlatego,z ę negowało to rzeczywistość.
    Poza tym, nie ukrywajmy - jeśli kogoś w getcie było stać na bilet, to był w całkiem niezłej sytuacji finansowej. W getcie byli nie tylko biedacy, byli i ludzie zupełnie zamożni.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kajaanna 22.04.12, 18:44
    >W getcie byli nie tylko biedacy, byli i ludzie zupełnie zamożni.

    Nie lećmy po ekstremach, ale po średniej z krzywej Gaussa. To światy Ratajzera, Blady-Szwajgerowej, Mary Berg i Krystyny Żywulskiej. Skromnych, niezbyt bogatych ludzi, starających się przeżyć.
    Ich było najwięcej.
  • jota-40 22.04.12, 18:33
    Wydaje mi się, że to jednak trochę inna sytuacja. Trudno jest porównywać dzisiejsze zasady dresscodu i starania o jaki taki wygląd w getcie. Sądzę, że kierowali się koniecznością zachowania pewnych form, które dawały im (nieco złudne zapewne) poczucie bezpieczeństwa. "Dbam o siebie, ogolę się, umyję włosy, założę lepszą sukienkę, przyszyję guzik - znaczy, że jeszcze tak nisko nie upadliśmy, jeszcze się staramy, jeszcze nas psychicznie stać na to, znajdujemy w tym namiastkę dobrego, dawnego życia."
    Pisała o tym Monika Żeromska, w drugim, wojennym tomie swoich wspomnień. Mieszkała co prawda po aryjskiej stronie, jednak z pewnością bardzo silnie odczuwała koszmar wojny i wiążące się z nią upokorzenia. Wspominała, jak bardzo się cieszyła, kiedy dostała jedwab i cienkie pończochy w paczce od Marii, swojej przyjaciółki z Włoch. Jak starała się malować paznokcie, jak wydzielała sobie po kropli ulubionych perfum.

    To trzymanie się pewnych zewnętrznych znaków przeszłości, które pozwalały trzymać się w ryzach, dawały jakąś siłę.

    Dresscode dziś jest z jednej strony odzwierciedleniem tradycyjnych obyczajów (tak, a nie inaczej powinno się wyglądać w operze/teatrze/restauracji/biurze/na imprezie firmowej), bywa też upierdliwym kodeksem korporacyjnym.
    Cieszę się, że nie pracuję w instytucji, wymagającej takiego, a nie innego wyglądu, ponieważ z natury rzeczy najlepiej czuję się w dżinsach i tak też na ogół chodzę (też mam wyjściowe czarne, nawet kilka par wink).

    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • jota-40 22.04.12, 18:35
    W moim poście odnoszę się do wpisu Kajaanny:
    "Nadzieja na to, że skoro wyglądać będą dobrze, to dostaną numerek na życie... "
    nie Verdany, rzecz jasna.

    --
    "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
    lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
    w strzępach munduru ślepą drogą,
    to póki co uchylę drzwi.
  • zla.m 22.04.12, 18:23
    kajaanna napisała:

    > I ratował ich dreskod.

    Fizycznie ich raczej nie ratował, natomiast psychicznie - tak. Jako namiastka normalnego życia, kiedy za występ się płaciło i ubierało się nań odświętnie. Jako potwierdzenie, że wciąż jesteśmy "tamtymi", cywilizowanymi ludźmi, którzy nie myślą tylko o fizycznym przetrwaniu. Więcej - jako potwierdzenie, że wbrew obrzydliwej propagandzie jesteśmy ludźmi, takimi jak ci za murem.
    --
    Są ludzie, którzy zawsze są ze wszystkiego niezadowoleni. Można ich określić jednym słowem.
    Kobiety.
  • kajaanna 22.04.12, 18:21
    Nie uciekajcie! To jest dyskusja o tym, czym może być zachowanie s-v w trudnej sytuacji.
  • verdana 22.04.12, 18:25
    W walącym się świecie s-v moze byc kołem ratunkowym. W świecie ustabilizowanym trzymanie się sztywno zasad s-v raczej jest kotwicą - ze sie tak malowniczo wyrażęsmile
    Zasady s-v są bardzo płynne i bardzo zmienne, nie warto obstawać przy tym, ze te wcześniejsze są lepsze od tych, które właśnie nadchodzą.

    --
    zpopk.blox.pl
  • nessie-jp 22.04.12, 18:33
    Zasadniczo bardzo cenię dwie rzeczy związane z zasadami odzieżowymi, czyli zasadę decorum i poszanowanie tradycji. Przykładem tej pierwszej jest niezakładanie mini i stringów (nawet czarnych!) na pogrzeb albo brudnych gumofilców na premierę do teatru, a przykładem tej drugiej niezakładanie małej czarnej na polskie wesele.

    Poza tym wszystkim jednak wyjątkowo nie lubię oceniania innych ludzi po stroju i wartościowania ich na tej podstawie. Uważam to za wybitny przykład braku kultury u oceniającego.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • dakota77 22.04.12, 20:29
    Ja tez cenie decorum i poszanowanie decoru, do pewnego stopnia. Wyznam absolutnie szczerze, jesli tego jeszcze nie wiecie, ze we mnie nie ma cienia egalitaryzmuwink. Trzeba przestrzegac pewnych zasad. Uwazam, ze dresscode to jest cos cennego, co nalezy przestrzegac, i nigdy nie mialam problemu z zalozeniem bialej bluzki i zakietu na egzamin, sukienki koktajlowej na przyjecie, sukni wieczorowej i operowej dlugosci rekawiczek na bal. Ale rownoczescie wciekle trzymanie sie zasad z przeszlosci wydaje mi sie mocno drobnomieszczanskie i "twee", Nie wyobrazam sobie oblania kogos na egzaminie za to, ze przyszedl w swetrze i porzadnych spodniach, a nie w garniturze. A z czarnym na weselu mam tylko taki problem, ze nie wypada go zalozyc przed godz. 18wink



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • nessie-jp 22.04.12, 20:46
    > A z czarnym na weselu mam tylko taki problem,
    > ze nie wypada go zalozyc przed godz. 18wink

    Ja mam inny problem -- dziewczyny zapatrzone w seriale z USA czy Kanady nie są w stanie zrozumieć, że u nas zwyczaje weselne były i są inne, że nie ma druhen ubranych wszystkie tak samo na koszt panny młodej, że zwyczaj "nie zakładaj czarnego na wesele" jest tak samo fajny, jak zwyczaj, że w krajach anglosaskich panna młoda zakłada "coś pożyczonego i coś niebieskiego..." Słowem, przykrość, że zwyczaje nasze i lokalne są określane mianem przaśnych i zaściankowych, bo ważne są zwyczaje Holyłódu, sypanie ryżem i małe czarne.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • dakota77 22.04.12, 20:58
    Mnie nie interesuje kompletnie, co mowia o zasadach ubierania seriale z Hollywood. Ale jedynym uzasadnieniem, dla ktorego nie mozna w Polsce ubrac sie na czarno na slub jest to, ze to przyniesie pecha mlodej parze. Nigdy nie ugne sie do takich wzgledow przy wybieraniu koloru, tak jak nigdy nie bede nosic obraczki na prawej rece ze wzgledu na wdowy po powstancach stycznowych. Zadne przesady, zadna martyrologia.... Sama na slubie mialam czarna spodnice i zakiet, obie matki byly ubrane na ciemno i WARA malomiasteczkowym zasadom od tego, w czym slub biore i na ktorym palcu ktorej dloni nosze obraczke.... A jak mowilam, nie ukrywam, ze jestem mocno ę i ą na punkcie pewnych zasad.

    Cudna scenka z "Podrozy z Charleyem" Johna Steinbecka. Otoz John malowal dom na wsi, przy pomocy pewnego parobka. W ktoryms momencie skonczyla sie farba, i John poprosil parobka, by ten pojechal do miasta i sokupil farbe. Chlopak na to " ale jak to?? ja mam na sobie brudny, popaprany kombinezon, jesli mam pojechac do miasta, musze sie wykapac, przebrac!" Pisarz stracil cierpliwosc i powiedzial, ze w takim razie on sam pojedzie, w tym swoim brudnym kombinezonie. Na co chlopak popatrzyl na niego z naboznym zachwytem i powiedzial " Ooo, pan to musi byc strasznie bogaty!"

    I niestety, u nas panuje podobna sztywnosc obyczajow. Moja sasiadka o mocno wiejskim rodowodzie nie byla w stanie wyjsc ze smieciami bez makijazu i szpilek....



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • alanta1 22.04.12, 21:07
    dakota77 napisała:

    > Ale jedynym uzasadnieniem, dla ktorego nie mozna w Polsce ubrac sie na czarno na slub jest to, ze to przyniesie pecha mlodej parze.

    Ja się po cichutku przyznam, ze dopiero na tym forum się o tym dowiedziałam <wstydzi się>
    A na ostatnim weselu byłam na czarno-szaro.
    Bezwiednie, bo najczęściej te kolory noszę.
    Ale obciach tongue_out
  • dakota77 22.04.12, 21:23
    Dla mnie zaden obciach, tylko terror przesadnychwink. Plus nie mozna na bialo ani ecru, bo cie pomyla z panna mloda, niezaleznie od stopnia ozdobnosci strojow. Czytalam tez gdzies kiedys, pewnie na Forum Moda, ze nie wypada na czerwono, ani zaden instensywny kolor. Generalnie wychodzi na to, ze gosc powinien przyjsc w worku jutowymsmile)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • nessie-jp 22.04.12, 21:36
    dakota77 napisała:

    > Mnie nie interesuje kompletnie, co mowia o zasadach ubierania seriale z Hollywo
    > od. Ale jedynym uzasadnieniem, dla ktorego nie mozna w Polsce ubrac sie na czar
    > no na slub jest to, ze to przyniesie pecha mlodej parze. Nigdy nie ugne

    No tak, ale "ugniesz" się do tego, żeby panna młoda zakładała coś starego, coś pożyczonego i coś niebieskiego, żeby... uniknąć pecha? Bo takie są obce zwyczaje, czyli LEPSZE od naszych, przesądnych zabobonów?

    Ja ogromnie cenię te wszystkie nasze tradycje i zwyczaje, od topienia Marzanny przez święcenie jajek po zwyczajowe stroje weselne i w ogóle format pewnych uroczystości, które u nas po prostu wyglądają inaczej niż w innych krajach -- i wbrew pozorom nie ma w tym nic złego, przesądnego i zabobonnego.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • dakota77 22.04.12, 21:44
    Kazdy zabobon jest zly, i nie zamierzam sie do niego uginac. Jak pisalam, mialam ma swoim slubie fioletowy gorset i czarna spodnice, czarny zakiet pozyczony od dziewczyny swiadka, bo dzien byl chlodny, a ja nie do konca mialamn opracowany wierzchniwink. Obraczka na lewek rece, bo tak zawsze chcialam. Babcia meza nie byla zachwycona ta czernia, cos tam pokrzykiwala w czasie slubu o zlej rece, ale to byl nasz slub nie jej, prawda?
    Nasz zabobon czy zachodni, zadna roznica. Mnie to nie interesuje. Podobnie jak malomiasteczkowa mentalnosc. I tak, bylam na cudzych slubach ubrana na czarno,i niczego nie zaluje. Nie odbywaly sie w letnie poludnie.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • nessie-jp 22.04.12, 21:49
    > I tak, bylam na cudzych slubach ubrana na czarno,i
    > niczego nie zaluje.

    I nie szkoda ci troszkę straconej okazji? Bo mnie by było jednak szkoda. Cała na czarno możesz pójść dokładnie wszędzie, jedną jedyną okazją, kiedy warto NIE iść cała na czarno jest właśnie wesele. Dlaczego traktujesz to jak jakiś mur do obalenia? Przecież to jest doskonała okazja do zabawy modą.

    Ja jednak nie jestem taka kategoryczna i wbrew. Gdybym była w Chinach, to na 100% ubrałabym się na chińskie wesele zgodnie z lokalnymi tradycjami. Na chiński pogrzeb też. Mimo, że to tylko "szkodliwe zabobony".


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • dakota77 22.04.12, 21:56
    Nie, nie bylo. Czulam sie dobrze i nie odroznialam sie in minus od innych gosci.
    Pewnie na chinskie wesele ubralabym sie zgodnie z zasadami lokalnej kultury, w krajach arabskich zalozylabym dluzsza spodnice i chuste. Ale nie widze sensu naginania sie do lokalnych zabobonow, nie majacych nic wspolnego z savoir-vivre. Nie poszlabym nigdy na white tie event w krotkiej sukni koktajlowej. Nie poszlabym na slub w poludnie w czarnej sukienkce. Nie pilabym wina rano. Ale to sa zasady s-v, a nie "oj, to pech dla mlodej pary"...
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • nessie-jp 22.04.12, 22:17
    > Pewnie na chinskie wesele ubralabym sie zgodnie z zasadami lokalnej kultury, w
    > krajach arabskich zalozylabym dluzsza spodnice i chuste. Ale nie widze sensu na
    > ginania sie do lokalnych zabobonow,

    Eeee, zaraz, a nie widzisz totalnej sprzeczności między powyższymi zdaniami? Lokalne zwyczaje i zabobony w Chinach i Arabii są cacy, ale u nas są be? Nie rozumiem tego. Kultura jest fajna, lokalne mody i tradycje są fajne, lokalne zwyczaje są wartościowe. Warto to kultywować.

    Przyznam, że jakoś nie widzę powodów do takiego płomiennego buntu akurat przeciwko temu jednemu polskiemu zwyczajowi...

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • alanta1 22.04.12, 22:29
    nessie-jp napisała:

    > akurat przeciwko temu jednemu polskiemu zwyczajowi...

    Ale to nie jest jeden zabobon. Nie wiążę też czerwonych wstążeczek przy wózku, przechodzę pod drabiną, nie zawracam przez czarnego kota i.t.d. Bo to nie są zwyczaje, tylko durne zabobony.
    No dobra, drabina ma jeszcze uzasadnienie, bo na łeb może coś spaść, ale reszta?
  • nessie-jp 22.04.12, 23:34
    > Ale to nie jest jeden zabobon. Nie wiążę też czerwonych wstążeczek przy wózku,
    > przechodzę pod drabiną, nie zawracam przez czarnego kota i.t.d. Bo to nie są zw
    > yczaje, tylko durne zabobony.

    Ale przecież to W OGÓLE nie jest zabobon! To po prostu zwyczaj, który w naszej kulturze się utarł, że pewne kolory są kolorami wesela, a inne kolory są kolorami żałoby.

    Dlaczego nie idziesz na pogrzeb w jaskraworóżowej sukience? Przecież to zabobon, że trzeba na czarno, bo to żałoba...

    Serio, po raz pierwszy usłyszałam o tym, że niezakładanie żałoby na wesele przynosi "pecha" (i w związku z tym jest głupim zabobonem) właśnie od osób, które upierały się, że właśnie czarna sukienka jest najlepszym strojem na wesele... Brzmi to jak jakaś dziwaczna racjonalizacja: chcę złamać zwyczaj, to dorobię teorię, że to zabobon i dlatetgo głupi...


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • alanta1 22.04.12, 23:40
    nessie-jp napisała:

    > Dlaczego nie idziesz na pogrzeb w jaskraworóżowej sukience? Przecież to zabobon
    > , że trzeba na czarno, bo to żałoba...

    Bo nie chodzę w ogóle w jaskraworóżowych sukienkach?
    Na pogrzeby ubieram się stonowanie, co nie znaczy, że całkiem na czarno. Noszę czarne, szare i niebieskie kolory. Mam kupować coś ekstra, żeby nosić żałobę?
    Sorry, żałobę noszę w sobie, a nie na widoku.

    > Serio, po raz pierwszy usłyszałam o tym, że niezakładanie żałoby na wesele przy
    > nosi "pecha" (i w związku z tym jest głupim zabobonem)

    nie wypowiem się, bo ja naprawdę pierwsze słyszę, że na wesele to nie na czarno smile
  • nessie-jp 22.04.12, 23:44
    > Bo nie chodzę w ogóle w jaskraworóżowych sukienkach?

    A jakbyś chodziła, to poszłabyś na pogrzeb w jaskraworóżowej sukience? Odpowiedz serio i zgodnie z prawdą.


    > Na pogrzeby ubieram się stonowanie, co nie znaczy, że całkiem na czarno. Noszę
    > czarne, szare i niebieskie kolory. Mam kupować coś ekstra, żeby nosić żałobę?

    Przecież nosisz żałobę. Stonowane, ciemne kolory.


    > Sorry, żałobę noszę w sobie, a nie na widoku.

    Yyy? Przecież napisałaś, że zakładasz stonowane kolory. Po co, skoro żałobę nosisz w sobie?


    Dlaczego na pogrzeb zakładasz stonowane kolory, a buntujesz się tak strasznie przeciwko identycznej zasadzie w przypadku wesela: że zwyczajowo przyjęły się pewne kolory, a inne nie? Przecież obowiązuje dokładnie ta sama zasada. I też można się tłumaczyć, że wesele nosisz w sobie i tak dalej. Ale jednak jakoś nie ma tego straszliwego poczucia przymusu w przypadku pogrzebu i jakoś ludzie potrafią na ogół ubrać się stosownie do okoliczności: założyć ciemne, przygaszone barwy. I nikogo nie boli, że taki zwyczaj, że taki zabobon...

    Totalnie tego nie rozumiem.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • alanta1 22.04.12, 23:53
    nessie-jp napisała:

    > A jakbyś chodziła, to poszłabyś na pogrzeb w jaskraworóżowej sukience? Odpowied
    > z serio i zgodnie z prawdą.

    Gdyby wszyscy byli na ciemno? Nie założyłabym, ale nie z powodu zwyczaju. Tylko dlatego, ze nie lubię być "na świeczniku" a tu bym się bardzo wyróżniała. Na weselu w ciemnym się zlewam z innymi, bo większość facetów jest na ciemno.

    > Przecież nosisz żałobę. Stonowane, ciemne kolory.

    Nie, ciemne, stosowne kolory noszę na co dzień. Bo takie lubię, plus błękity i jasnoszare. Dlatego nie pójdę na wesele w jasnej kiecce, bo czułabym się jak pajac smile
  • alanta1 22.04.12, 23:54
    BTW dlaczego facetowi wypada pójść na wesele w czarnym, a kobiecie nie?
  • nessie-jp 23.04.12, 01:17
    alanta1 napisała:

    > BTW dlaczego facetowi wypada pójść na wesele w czarnym, a kobiecie nie?

    Bo kobiety przynoszą pecha, a faceci nie...? big_grin big_grin big_grin

    Wydaje mi się, że ten zwyczaj ustalił się już w tym okresie, gdy kolory w ogóle przystoiło nosić wyłącznie kobietom, a panowie występowali niemal zawsze w ciemnych barwach.

    Ot, po prostu zwyczaj. Nie upieram się, że koniecznie TRZEBA się do niego stosować, ale nie widzę też powodu obruszania się, że taki zwyczaj jest, czy uznawania Polski za ciemnogród, bo ma własne tradycje.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • dakota77 23.04.12, 06:50
    Tez facetowi nie wypada w czarnym, jesli wesele nie jest wieczoremwink.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • nikadaw1 22.04.12, 23:53
    w przypadku polskiego wesela jedna tradycja walczy z drugą. czarny=pech, to raz. dwa, czerń to kolor dobry na wieczór, specjalne okazje i w ogóle elegancki, mniej więcej od czasów Coco. w pewnym momencie czerń stała się kolorem uniwersalnym ,dobrym na dzień, do pracy, na fitness i dla egzystencjalistów, co nie znaczy że wszyscy oni noszą żałobę.
    --
    Spacerowiczka
  • nessie-jp 22.04.12, 23:41
    > Serio, po raz pierwszy usłyszałam o tym, że niezakładanie żałoby na wesele przy
    > nosi "pecha"

    Łomatko. Ze zakładanie = pech, oczywiście. Uściślając, taką argumentację widziałam tylko w jednym miejscu -- na forum Moda. Nigdy przedtem o tym pechu nie słyszałam, ot, zwyczajnie na wesele nie zakłada się kolorów żałoby i tyle.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • alanta1 22.04.12, 23:46
    Aaaaaaa, już wiem czemu mi to brzmiało znajomo. O kwiatach słyszałam, że nie daje się parze młodej kalii i chryzantem, bo to "pogrzebowe" kwiaty big_grin
  • dakota77 23.04.12, 06:45
    Skoro juz przy czerni na pogrzebach jestesmy- to jest kolor zarezerwowany dla najblizszej rodziny. Inni uczestnicy ceremonii powinni byc ubrani stosownie do okolicznosci, w spokojne kolory, ale raczej nie czern.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • ding_yun 23.04.12, 10:03
    > Skoro juz przy czerni na pogrzebach jestesmy- to jest kolor zarezerwowany dla n
    > ajblizszej rodziny. Inni uczestnicy ceremonii powinni byc ubrani stosownie do o
    > kolicznosci, w spokojne kolory, ale raczej nie czern.

    O tej zasadzie to już chyba mało kto pamięta. Jakiś czas temu bylam na pogrzebie w którym uczestniczyły w większości młode osoby. Wszyscy niemal co do jednego byli ubrani od stóp do głów na czarno, łącznie z tym, że dziewczyny miały czarne rajstopy zamiast cielistych. Byłam jedyną osobą ubraną w szarości i nieco nieswojo się czułam - jakbym popełniła faux pas, choć tak przeciez nie było.
  • dakota77 23.04.12, 11:01
    Otoz to, malo kto pamieta, ale wszyscy pouczaja innych co do tej zalobnej czerniwink

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • alanta1 22.04.12, 22:18
    dakota77 napisała:

    > Ale nie widze sensu naginania sie do lokalnych zabobonow, nie majacych nic wspolnego z savoir-vivre.

    O to to...
  • nessie-jp 22.04.12, 22:25
    Słuchajcie, ale wyjaśnijcie mi, bo ja zupełnie nie rozumiem -- dlaczego zasadę "na wesele nie zakłada się kolorów żałoby" uważacie za złośliwie narzucany wam zabobon, natomiast zasadę "na uroczystość żałobną nie zakłada się kolorów wesołych" już nie?

    Przecież to dwie strony tego samego medalu, świadectwo dawnych czasów, kiedy kolorem stroju podkreślano charakter uroczystości.

    (Zresztą, sam fakt, że zwyczaj niezakładania żałobnych kolorów na wesele jest traktowany jako zabobon, że niby "przynosi to pecha" jest świadectwem, jak bardzo szybko ginie nasza kultura -- ludzie już nie pamiętają, dlaczego taki zwyczaj istnieje i dorabiają sobie jakąś etymologię ludową...)

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • ding_yun 22.04.12, 22:33
    > (Zresztą, sam fakt, że zwyczaj niezakładania żałobnych kolorów na wesele jest t
    > raktowany jako zabobon, że niby "przynosi to pecha" jest świadectwem, jak bardz
    > o szybko ginie nasza kultura -- ludzie już nie pamiętają, dlaczego taki zwyczaj
    > istnieje i dorabiają sobie jakąś etymologię ludową...)

    Przyznaję ze wstydem, że ja nie wiem. Podziel się wiedzą Nessie bo jestem ciekawa.
  • alanta1 22.04.12, 22:44
    nessie-jp napisała:

    > ludzie już nie pamiętają, dlaczego taki zwyczaj istnieje

    No to po co kultywować coś, o czym ludzie nawet nie mają pojęcia?

    To mi przypomina Elojów z Wehikułu Czasu, którzy szli na żer Morloków wzywani sygnałem. Który kiedyś ostrzegał przez zagrożeniem ...
  • gaja78 23.04.12, 07:18
    alanta1 napisała:

    > No to po co kultywować coś, o czym ludzie nawet nie mają pojęcia?

    Bo to jest część naszej tożsamości kulturowej. Robi się to dla podtrzymania tradycji, choćby była w istocie zupełnie bezsensowna.
    W czasach globalizmu, życia z dala od rodziny, takie niemodne kultywowanie "zabobonów" obyczajowych jest cenne - dla mnie.

    >
    > To mi przypomina Elojów z Wehikułu Czasu, którzy szli na żer Morloków wzywani s
    > ygnałem. Który kiedyś ostrzegał przez zagrożeniem ...

    Ludzie od wieki wieków pielęgnują różne tradycje i (chyba) jeszcze ich to na żaden żer nie zaprowadziło.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • truscaveczka 23.04.12, 09:39
    alanta1 napisała:
    > No to po co kultywować coś, o czym ludzie nawet nie mają pojęcia?

    Zapytaj uczestnika procesji co to jest tzw. "Boże Ciało".
    Zapytaj przeciętnego obywatela, skąd się bierze farbowanie jajek, stawianie choinki.
    Zapytaj, dlaczego piątek trzynastego jest uważany za pechowy.
    Zapytaj, czemu zostawia się pusty talerz w czasie wigilii.
    Zapytaj, po co się pisze K+M+B na drzwiach. (I zadziw wszystkich, że to CMB jest prawidłowo).
    I tak dalej.

    Całe nasze życie składa się z niezrozumiałych zwyczajów o niejasnych korzeniach. Pamiętasz dowcip o obcinaniu piętek z szynki?
    --
    Homoseksualizm występuje u 450 gatunków, homofobia u jednego. I co tu jest nienaturalne?
  • dakota77 23.04.12, 09:46
    Hm, nie obchodze Bozego Ciala, bo nie jestem katoliczka. Nie pisze tez sila rzeczy K+M+B na drzwiach. Choinke stawiam, jak mam ochote, ze wzgledow dekoracyjnych. Nie zostawiam pustego talerza na Wigilii. Nie boje sie piatkow 13-go, bo nie jestem przesadna. Za chwile sie dowiem, ze zadna ze mnie Polka, bo nie przestrzegam tradycjiwink

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • nessie-jp 23.04.12, 11:05
    > Za chwile sie dowiem, ze zadna ze mnie Polka, bo nie przest
    > rzegam tradycjiwink

    Dajże spokój sad

    Wspomniałam o jednym polskim zwyczaju odzieżowym, który JA lubię, a który niknie i jest coraz powszechniej olewany, a potraktowałyście mnie jak starą ciotkę, która się upiera, żeby KMB na drzwiach pisać i polskości odmawia.

    JA lubię niektóre polskie zwyczaje i tyle. Kto ich nie zna albo nie lubi przecież w ucho na weselu nie dostanie, że przyszedł od stóp do głów w czerni.

    Lubię też niektóre odzieżowe zwyczaje innych krajów, obowiązujące przy konkretnych świętach i wydarzeniach w tych krajach. I tyle.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • dakota77 23.04.12, 11:14
    Ej no, ja KMB nie wyciagalamsmile
    Ja jak widac po tej dyskusji nie jestem szczegolna milosniczka wielu polskich tradycji. Nie czuje sie zobowiazana do ich przestrzegania, nie uwazam, ze ich brak w moim zyciu pozbawia mnie tozsamosci narodowej. Ale nie oznacza to, ze uwazam, ze wszyscy inni maja ich nie przestrzegac. Tylko niech dadza mi spokojnie nieprzestrzegac ich, skoro mi na tym nie zalezywink

    A jesli o stroj weselny chodzi, zgadzam sie co do joty z tymi poradami: weddings.about.com/cs/weddingguests/a/guestattire.htm

    Wlacznie z "don't wear black to a daytime wedding"


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • alanta1 23.04.12, 11:22
    dakota77 napisała:

    > Ja jak widac po tej dyskusji nie jestem szczegolna milosniczka wielu polskich t
    > radycji. Nie czuje sie zobowiazana do ich przestrzegania, nie uwazam, ze ich br
    > ak w moim zyciu pozbawia mnie tozsamosci narodowej. Ale nie oznacza to, ze uwaz
    > am, ze wszyscy inni maja ich nie przestrzegac. Tylko niech dadza mi spokojnie n
    > ieprzestrzegac ich, skoro mi na tym nie zalezywink

    Bingo smile Mogę się pod tym podpisać wszystkimi łapkami smile

    No dobra, na wesela mogę chodzić w jasnych szarościach i błękitach, skoro komuś mogłabym sprawić przykrość w tym dniu. Ale żadnej kiecki/spódnicy nie ubiorę, o!
    Choć ostatnio nie mam okazji, nie znoszę takich masowych spędów rodzinnych i się migam jak mogę (a że czasem pracuję w soboty, to mam dobry pretekst) tongue_out
  • zla.m 23.04.12, 20:21

    dakota77 napisała:

    > Ja jak widac po tej dyskusji nie jestem szczegolna milosniczka wielu polskich t
    > radycji. Nie czuje sie zobowiazana do ich przestrzegania,

    a wcześniej:
    dakota77
    >Pewnie na chinskie wesele ubralabym sie zgodnie z zasadami lokalnej kultury, w krajach >arabskich zalozylabym dluzsza spodnice i chuste.

    Dlaczego? Dlaczego tradycja jednego kraju jest niegodna przestrzegania, a innego nie? (Pomijając aspekt fizycznego zagrożenia przy niestosownym stroju w kraju arabskim). Nie chcesz obrażać gospodarzy u których gościsz? Ale przecież jak idziesz na wesele to też u kogoś gościsz...


    --
    Są ludzie, którzy zawsze są ze wszystkiego niezadowoleni. Można ich określić jednym słowem.
    Kobiety.
  • nikadaw1 23.04.12, 21:00
    dlatego, że skoro to moja tradycja, to mogę ją olać. w innej tradycji jest się gościem, więc wypada ją uszanować. mniej więcej tak jak z zachowaniem we własnym i cudzym domu.
    --
    Spacerowiczka
  • dakota77 23.04.12, 21:26
    Z ust mi to wyjelassmile

    A co tradycji jako takich- ja nie uwazam, ze sa zle z zasady i nalezy o nich wszystkich zapomniec. Ale nie mam ochoty bezrefleksyjnie przestrzegac wszystkiego, przyjmowac za pewnik rzeczy, ktore za pewnik przyjmowali inni przede mna. Nie kazda tradycja jest madra i sensowna, a to, ze podtrzymywalo ja iles osob nie musi oznaczac, ze i my musimy, bo tak.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • ding_yun 23.04.12, 23:11
    dakota77 napisała:

    Nie
    > kazda tradycja jest madra i sensowna, a to, ze podtrzymywalo ja iles osob nie
    > musi oznaczac, ze i my musimy, bo tak.

    Ale jednak jeśli wiemy, że ludzie tę tradycję podtrzymują i jest ona dla nich ważna, to czy elementem s-v nie jest dostosowanie się do tej tradycji? Ot tak, przez szacunek dla gospodarza?

    Tak jak napisałam wcześniej - jeśli panna młoda uważa tradycję nie zakładania czerni na wesele za pozbawioną sensu to na własnym ślubie ma pełne prawo ubrać się w czerń od stóp do głów, a mnie jako gościa ta decyzja i jej motywy powinny obchodzić w bardzo niewielkim stopniu.

    Ale jeśli idę na wesele jako gość i nie mam pewności co do tego jaka jest opinia młodych na temat noszenia czerni i bieli na weselu, to jednak na wszelki wypadek stosuję się do tej powszechnie znanej w Polsce zasady i wybieram kolorową sukienkę. Takie jest moje zdanie na temat s-v w tej sytuacji.

  • the_dzidka 24.04.12, 13:21
    > skoro to moja tradycja, to mogę ją olać. w innej tradycji jest się
    > gościem, więc wypada ją uszanować. mniej więcej tak jak z zachowaniem we własny
    > m i cudzym domu.

    No ale to wesele to właśnie "w cudzym domu" jest, prawda? I nie chodzi mi o to, że w budynku, ale że tak powiem na cudzym terenie, gdzie gospodarzem jest ktoś inny, a ty jesteś gościem właśnie.

    --
    "Shrek jest tak brzydko narysowany, że za nic bym nie wysiedziała dwu godzin w kinie, patrząc na tę zieloną, nieinteligentną twarz" - Małgorzata Musierowicz.
  • nikadaw1 23.04.12, 21:13
    istnieje coś takie jak "rytuał pusty". taki, który nie jest wypełniony żadnym sensem i tylko ciąży. prędzej czy później taki rytuał przepadnie w mrokach historii.

    ludzie mogą nie rozumieć pewnych zwyczajów czy zachowań - a dokładniej, nie znać ich genezy. ale to nie znaczy że są one dla nich pozbawione sensu. to nie to samo.
    --
    Spacerowiczka
  • ding_yun 22.04.12, 22:31
    > Pewnie na chinskie wesele ubralabym sie zgodnie z zasadami lokalnej kultury, w
    > krajach arabskich zalozylabym dluzsza spodnice i chuste. Ale nie widze sensu na
    > ginania sie do lokalnych zabobonow, nie majacych nic wspolnego z savoir-vivre.
    > Nie poszlabym nigdy na white tie event w krotkiej sukni koktajlowej. Nie poszla
    > bym na slub w poludnie w czarnej sukienkce. Nie pilabym wina rano. Ale to sa za
    > sady s-v, a nie "oj, to pech dla mlodej pary"...

    Ale własne wesele, a wesele na którym jest się gościem to jednak dwie różne sprawy. O tym, co przystoi na własnym ślubie decyduje młoda para i jeżeli panna młoda ma ochotę wystąpić na czarno to nie przyszłoby mi do głowy komentować takiej decyzji. Ale jeśli jest się gościem to sytuacja wygląda nieco inaczej. Moim zdaniem zasady s-v to to również naginanie się od czasu do czasu do pewnych zwyczajów, nawet jeśli ich źródła tkwią w głupich dla nas zabobonach. Jest powszechnie wiadome, że na ślub w Polsce nie zakłada się czerni i bieli. Trudno mi sobie wyobrazić wśród moich znajomych osobę, która naprawdę wierzyłaby, że moja mała czarna przyniesie jej pecha w przyszłości, ale gdybym miała choć cień wątpliwości co do tego, jak mój strój będzie odebrany przez parę młodą, zmieniłabym sukienkę na kolorową. Łatwiej mi sobie wyobrazić pannę młodą niezadowoloną z faktu, że ktoś ubrał się od stóp do głów na biało. I również nie sądzę, żeby stała za tym realna obawa o pomylenie gościa z panną młodą, ale o fakt, że to jest dzień młodej i jej strój powinien się wyróżniać - w tłumie i na zdjęciach. Kolor jest w tym wyróżnianiu bardzo pomocny, nie bez powodu królowa angielska często ma na sobie jaskrawe kostiumy. Także za moimi decyzjami o rezygnacji z czarnego i białego nie stoi raczej wiara w zabobony tylko również zasady s-v, tak jak ja je rozumiem.
  • klymenystra 22.04.12, 23:08
    Eleganckie kiecki w operze są tym samym, co elegancki język w sytuacjach oficjalnych. Umiejętnośc dobrania ciucha do okazji jest taka sama, jak umiejętnosc doboru rejestru.
  • alanta1 22.04.12, 23:11
    klymenystra napisała:

    > Eleganckie kiecki w operze

    Znaczy nie mogę iść do opery, bo kiecek nie noszę? Bo mnie za chama uznają?
  • nessie-jp 22.04.12, 23:39
    > Znaczy nie mogę iść do opery, bo kiecek nie noszę? Bo mnie za chama uznają?

    Tak samo, jak osobę nieumiejącą się kulturalnie wysławiać w oficjalnych sytuacjach. Oczywiście nie każdy musi umieć i chcieć przemawiać kulturalnie, ostatnio zresztą upadek kultury publicznej wypowiedzi jest niesamowity.

    Oczywiście nie ma sensu trzymać się kurczowo sukienki, równie eleganckie mogą być spodnie -- byleby był to strój po prostu schludny i dopasowany do okoliczności. Nie jestem zwolenniczką strojenia się godzinami do opery, ale w dziurawym szlafroku frotte czy poprzecieranych na tyłku dżinsach bym raczej nie poszła, GDYBYM miała planować strój na to wyjście.

    Głównie dlatego zresztą, że wyjście do opery jest dla mnie, w dzisiejszych czasach, raczej okazją towarzyską, a nie poszukiwaniem doznań muzycznych, bo doznania muzyczne mamy przecież na co dzień, w jakości CD i bez kaszlącego pana w trzecim rzędzie i chrząkającej pani nad nami i wiercącego się dziecka tuż obok... wink

    No nic nie poradzę, lubię takie drobne rytuały odzieżowo-kulturalne.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • alanta1 22.04.12, 23:44
    nessie-jp napisała:

    > Oczywiście nie ma sensu trzymać się kurczowo sukienki, równie eleganckie mogą b
    > yć spodnie -- byleby był to strój po prostu schludny i dopasowany do okolicznoś
    > ci.

    A to ok, ubiorę materiałowe stonowane spodnie smile

    > a nie poszukiwaniem doznań muzycznych, bo doznania muzyczne mamy przecież na co dzień, w jakości CD

    Ale nic nie zastąpi wykonania na żywo.
  • klymenystra 23.04.12, 08:08
    Ależ możesz. Nic mi do tego, jak się ktoś inny ubiera.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.