Dodaj do ulubionych

To oni będą roszczeniowi

25.04.12, 17:44
Przepraszam że zakładam nowy wątek ale tak zazwyczaj bywa, że jak wątek ma ponad 70 postów to ludzie przestają czytać. Tymczasem w dzisiejszej Polityce zamieszczono rozmowę z młodymi ludźmi z dwóch maturalnych klas ( jedna to Witkacy druga jakieś niżej notowane liceum) - uczniowie obu klas mówiąc o studiach właściwie prawie zawsze zaczynają od tego, że marzenia mili zupełnie inne ale postanowili wybrać bardziej przyszłościowy kierunek, podejść rozsądnie do swojej kariery i przyszłości. Teoretycznie godne pochwały, choć przykre bo jak ludzie w wieku 18-19 lat nie mają złudzeń co do możliwości zrealizowania swoich marzeń czy pasji to jest to odrobinę za wcześnie. Ale nie o to mi chodzi - chodzi mi o to, że ci młodzi ludzie już teraz płacą cenę za bycie rozsądnymi - zrezygnowali z tego o czym marzą na rzecz lepszego startu bo wszyscy im mówią, że jeśli teraz nie wybiorą rozsądnie to mają przechlapane - i potem kończą studia, pracy nadal nie ma, równie dobrze mogli studiować to o czym marzyli - nic więc dziwnego, że mają pretensje. Przypomina mi to mojego znajomego, który chciał być rozsądny i nie poszedł na Akademię Muzyczną - spotykam go kiedyś w środku sesji i pytam co u niego - mówi, że nie wytrzymał i poszedł na egzaminy do Akademii Muzycznej i teraz ma problem co ze sobą robić. Pytam gdzie problem a on mi na to, że zdawał do kilku szkół i wszędzie go przyjęli. Teraz jest szczęśliwym muzykiem, z własnym zespołem i dwoma zmarnowanymi latami życia. Nie mówię, że każdemu się uda ale może warto zacząć wspierać szalone plany na życie - w końcu w zróżnicowaniu szansa na przyszłość a nie w tym by wszyscy studiowali bezpiecznie i rozsądnie
--
zpopk.blox.pl/html
Edytor zaawansowany
  • dakota77 25.04.12, 17:47
    Za moich maturalnych czasow ( a troche lat temu to juz bylo) bylo podobnie. Powtarzano nam ciagle, ze trzeba wybierac rozsadne, przyszlosciowe zawody. A wtedy za kierunek przyszlosciowy uchodzilo zarzadzanie i marketing. Kto mogl rzucal sie to studiowac. Rynek zapchal sie bardzo szybko i tyle bylo z wielkich karier.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • verdana 25.04.12, 17:56
    I o tych ludziach mowi się "rozsądni". A o dziewczynie, która porzuca, miłego, choć biednego chłopaka, a wychodzi za maż za starszego, którego nie lubi i który jej się wcale nie podoba, nie mówi się "rozsądna". Dlaczego? Przecież to jest dokładnie to samo. Decyzja, że wybiera i sie pieniądze, bezpieczeństwo, spokój, kosztem tego, co się kocha.
    Fakt, dziewczyna może z czasem pokochać niesympatycznego bogacza, a ta co wyszła za biednego - pluć sobie w brodę. Ale chyba, przeciętnie, szczęśliwsza będzie ta, ktora wyszła za ukochanego.
    --
    zpopk.blox.pl
  • marajka 25.04.12, 18:03
    Pamiętam też krótki szał na stosunki miedzynarodowe, też mówili, że będzie przyszłościowe.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • marajka 25.04.12, 17:57
    Zgadzam się. Ja też studiuję "nieprzyszłościowy" kierunek (czytaj nie inżynierię sanitarną i nie medycynę), ale mam pomysł na życie i wiem, jak te studia wykorzystać. A humanistów z upodobaniem się wrzuca do jednego worka. I jak ktoś nie ma pracy po politologii to absolutnie wina wybranych studiów, a nie tego, że trafił tam przypadkiem, żadnego pomysłu nie miał do czego te studia wykorzystać (branża PR czy doktorat) a tak w ogóle to mama mu kazała/poszedł za dziewczyną.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • seidhee 25.04.12, 18:07
    Z tego co widzę wśród moich znajomych, to najlepiej się wiedzie (finansowo też) zapalonemu akwaryście i podobnym wariatom, którzy robią to, co lubią i co ich kręci. Szkoda, że ci maturzyści nie mają podobnych wzorów w swoim otoczeniu.
  • ding_yun 25.04.12, 18:16
    seidhee napisała:

    > Z tego co widzę wśród moich znajomych, to najlepiej się wiedzie (finansowo też)
    > zapalonemu akwaryście

    Przeczytałam "akwareliście" i w pierwszym momencie lekko mną tąpnęło wink
  • gaja78 25.04.12, 18:33
    Moją pasją była i jest matematyka. Do studiowania wybrałam wydział zajmujący się elektroniką, telekomunikacją i informatyką. Nie żałuję wyboru. Spełniam się całkowicie. Mam pieniądze na rozwijanie innych pasji.

    A przecież - w istocie - powinnam była pójść na matematykę zgodnie z tym, co postulujesz. Szczęśliwie to nie jest tak, że jak się nie wybierze kierunku studiów najlepiej pokrywającego się z pasją , to z marzeniami trzeba się pożegnać. Wydaje mi się, że nierzadko można znaleźć coś w okolicach zainteresowań, co będzie jednocześnie rozsądnym wyborem.


    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • dakota77 25.04.12, 18:38
    Tu nie rzecz w tym chyba, by kierunek studiow dokladnie pokrywal sie z pasja, tylko ze mlodziez wybiera kierunki zupelnie ich nie interesujace, za to popularne i majace ponoc zapewnic pieniadze i kariere.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • verdana 25.04.12, 18:45
    Oczywiście. Zresztą, jeśli młody człowiek jest zapalonym humanistą, to nie istnieje zadna możliwość manewru. Zgodnie z wytycznymi powinien iść na"kierunek zamawiany" i zostać marnym inżynierem.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 18:46
    dakota77 napisała:

    > Tu nie rzecz w tym chyba, by kierunek studiow dokladnie pokrywal sie z pasja, t
    > ylko ze mlodziez wybiera kierunki zupelnie ich nie interesujace, za to popularn
    > e i majace ponoc zapewnic pieniadze i kariere.

    Czyli rzecz w tym, że młodzież nie myśli o przerabianiu swoich pasji na źródła utrzymania. Bo gdyby myśleli, to mieliby plan, jak połączyć przyjemne z pożytecznym.


    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • szarsz 25.04.12, 22:44
    gaja78 napisała:

    > Moją pasją była i jest matematyka. Do studiowania wybrałam wydział zajmujący si
    > ę elektroniką, telekomunikacją i informatyką.

    Matematyka jest jednak wyjatkowa. Studiowanie matematyki to czesto nie to, co sobie wyobrazamy (ja tez lubie matematyke, ale jak sie okazuje bardziej stosowana niz ta, co ucza na studiach na mojej uczelni). Kierunki, ktore wymieniasz, sa dla mnie duzo ciekawsze matematycznie niz matematyka sama w sobie.
  • gaja78 25.04.12, 23:17
    szarsz napisała:

    > Matematyka jest jednak wyjatkowa. Studiowanie matematyki to czesto nie to, co s
    > obie wyobrazamy (ja tez lubie matematyke, ale jak sie okazuje bardziej stosowan
    > a niz ta, co ucza na studiach na mojej uczelni). Kierunki, ktore wymieniasz, sa
    > dla mnie duzo ciekawsze matematycznie niz matematyka sama w sobie.

    A ja właśnie lubię tą matematykę przez duże 'M'. I mam nadzieję mieć w przyszłości czas na to, żeby ją studiować na własną rękę, w domowym zaciszu.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • kindzie 26.04.12, 12:07
    gaja78 napisała:

    > Moją pasją była i jest matematyka. Do studiowania wybrałam wydział zajmujący si
    > ę elektroniką, telekomunikacją i informatyką. Nie żałuję wyboru. Spełniam się c
    > ałkowicie. Mam pieniądze na rozwijanie innych pasji.

    Hmm, ja z kolei studiowałam czystą matematyką (z upodobania) i cieszę, że nie dałam się namówić na "rozsądniejszy" kierunek. Pracuję jako projektantka systemów IT i na dochody nie narzekam.
  • gaja78 26.04.12, 13:52
    kindzie napisała:

    > Hmm, ja z kolei studiowałam czystą matematyką (z upodobania) i cieszę, że nie d
    > ałam się namówić na "rozsądniejszy" kierunek. Pracuję jako projektantka system
    > ów IT i na dochody nie narzekam.

    Czyli nie wykonujesz zawodu, który jest twoją pasją. Dlaczego ?

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • kindzie 26.04.12, 14:07
    gaja78 napisała:

    > Czyli nie wykonujesz zawodu, który jest twoją pasją. Dlaczego ?

    Wykonuję zawód, który bardzo lubię i do którego moje studia były świetnym przygotowaniem - jak też do wielu innych.
    Ale przede wszystkim (to znaczy - dla mnie przede wszystkim, bo to głównie brałam pod uwagę przy wyborze studiów) były pasjonującą przygodą intelektualną.
    Przy tym, pomimo, że studiowałam matematykę, raczej nie brałam pod uwagę pracy naukowej w tej dziedzinie (ani w żadnej innej) - nie mam do tego odpowiedniego temperamentu. No i mam też inne pasje, na które (jak sama pisałaś w swoim poście smile) miło jest mieć środki finansowe.
  • nessie-jp 25.04.12, 18:53
    No cóż -- to przykre, że nie każdy może zarabiać, robiąc to, co lubi. Jakiż piękny byłby świat, gdyby każdy dostawał pieniądze za coś, co jest jego pasją albo hobby!

    Przyznam, że nie do końca rozumiem, dlaczego studia akademickie mają być jedynym sposobem realizacji swoich pasji i rozwijania swojego hobby. Nie żyjemy już w 19. wieku, kiedy dostęp do wiedzy uzyskiwało się na dwa sposoby -- mając bardzo dużo pieniędzy na kupno wielkiego dworzyszcza pełnego książek albo idąc na uniwersytet.

    Wtedy zresztą również studia dla studiów były raczej rozrywką bogatych.

    Pasja to fajna rzecz, ale w pewnym momencie trzeba się zastanowić, czy rzeczywiście można sobie pozwolić na jej realizację. Młody człowiek, który już za chwilę będzie miał na utrzymaniu żonę, dziecko i starzejących się, wymagających wsparcia finansowego rodziców x 2, wykazuje się wyjątkową odpowiedzialnością, rezygnując ze studiowania dla studiowania.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • verdana 25.04.12, 18:59
    Tak, jesli nie ma ambicji intelektualnych i chce wykonywać zawód nie wymagający studiów - to studiowanie wyłacznie dla zabicia czasu jest idiotyzmem. Ale trochę ludzi ma ambicje, a trochę marzy o zawodach, które można wykonywac tylko po studiach.
    Pasja to jedno, nielubiany zawód - to drugie. Nielubiany zawód to taka sama dobra droga do skopania sobnie zycia, jak nielubiany mąż.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 19:16
    verdana napisała:

    > Tak, jesli nie ma ambicji intelektualnych i chce wykonywać zawód nie wymagający
    > studiów - to studiowanie wyłacznie dla zabicia czasu jest idiotyzmem. Ale troc
    > hę ludzi ma ambicje, a trochę marzy o zawodach, które można wykonywac tylko po
    > studiach.
    > Pasja to jedno, nielubiany zawód - to drugie. Nielubiany zawód to taka sama dob
    > ra droga do skopania sobnie zycia, jak nielubiany mąż.

    Ja nie rozumiem tego czarno-białego stawiania sprawy. Przecież jeśli zawód nie jest pasją, to nie znaczy jeszcze, że jest to zawód nielubiany.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 19:22
    Powiedzmy - nie konkretny zawód, ale "grupa zawodów" . Jeśli ktoś uzna, ze uwielbia filologie, a zostanie księgowym, bo to przynosi dochód, to raczej nie bedzie zadowolony z życia. Trzeba wybrać takie wykształcenie (niekoniecznie studia), aby dały możliwość takiej pracy, jaką sie lubi - samodzielnej, z ludźmi, manualnej czy umysłowej, przy biurku czy w terenie. Wybranie czegoś, co w ogóle nie jest zgodne z zainteresowaniami i temperamentem, choćby było dochodowe, nie przyniesie pewnie sukcesu.
    --
    zpopk.blox.pl
  • godiva1 25.04.12, 19:03
    To jest teoretycznie prawda, ale prawda jest tez ze trzeba byc naprawde dobrym, zapalonym i energicznym milosnikiem jakiejs niedochodowej dyscypliny, zeby moc sie z niej utrzymac i robic to co sie lubi. Niestety nie ma na rynku zapotrzebowania na 100 archeologow co roku, pracy jest dla 10. Pozostalych 90 bedzie musialo sie przeszkolic, rozpoczac wlasna dzialalnosc gospodarcza i archeologia zajmowac sie hobbystycznie.

    Nie mam watpliwosci ze Ratyzbona da sobie rade mimo niedochodowego kierunku, bo jest znakomita w tym co robi i ma duzo pasji, tu nie da rady, taka energia i pracowitosc musi zostac nagrodzona, ale ilu z jej kolegow z roku ma rownie popularny blog, kilka ksiazek na sumieniu itp. Wiekszosc wegetuje i narzeka ze nikt ich nie chce.
    --
    I'd rather have questions I cannot answer than answers I cannot question.
  • verdana 25.04.12, 19:11
    Akurat historycy pracę zwykle mają - gorzej jest z absolwentami tych własnie kierunków, na które usilnie namawiali rodzice, bo "przyszłościowe" - z naukami politycznymi, administracją, zarządzaniem, stosunkami międzynarodowymi. WMoże okazac się, że niemodni (to ważne!) i niszowi absolwenci są bardziej poszukiwani na rynku pracy, niż ci, którzy wybrali coś, po czym pracodawcy mieli się o nich bić. Po afrykanistyce człowiek moze przebierać w pracodawcach, jak nie przymierzając po zawodówce gastronomicznejsmile
    Zwracam też uwagę, ze nie znam ANI JEDNEJ osoby, która zrobiła karierę w zawodzie, którego nie lubi. Być moze tacy są - ale sie z tym nie spotkałam.
    --
    zpopk.blox.pl
  • ding_yun 25.04.12, 19:35
    Może oka
    > zac się, że niemodni (to ważne!) i niszowi absolwenci są bardziej poszukiwani n
    > a rynku pracy, niż ci, którzy wybrali coś, po czym pracodawcy mieli się o nich
    > bić.

    Może, choć nie musi smile Ale jak najbardziej zgadzam się z ogólnym tokiem myślenia. Tylko do tego, poza zastanowieniem się, co lubimy w życiu robić, trzeba się jeszcze wyzbyć jednej obowiązującej wizji "dobrej pracy" i "sukcesu zawodowego". I to jest chyba najtrudniejsze - teoretycznie horyzonty się poszerzają, w praktyce wielu osobom kariera kojarzy się wyłącznie z międzynarodową korporacją i taką wizję wpajają innym, między innym swoim dzieciom.
  • verdana 25.04.12, 19:46
    O! Właśnie. Niwe tylko rodzice, cały system szkolny także. Licea, gdzie do rankingu nie liczą sie uczniowie, którzy wybrali prestiżowe szkoły pomaturane czy o zgrozo! uczelnie artystyczne. O dobrych uczelniach prywatnych nie wsponę, bo to sprawa dyskusyjna.
    No i coś, co mi teraz wpadło do głowy. Czym innym jest sytuacja, gdy mamy do czynienia z mlodym człowiekie, który koło drugiej licealnej zaczyna myśleć, na co pójdzie na studia - żeby nie zdawać z historii, zęby nie było matematyki, zeby nie było w Poznaniusmile Takiemu mozna doradzać wybranie jakiegoś rozsądnego kierunku. Czym innym jest mlody człowiek, ktory od podstawówki wie, na co chce iść. Wybijanie mu z głowy jego kierunku jest i głupie i okrutne.
    Żeby nie było - ja jestem przypadkiem pierwszym, wiec wcale takimi przyszłymi studentami nie pogardzam.
    Moje starsze dzieci są przypadkiem drugim. Nie da się przsekonać do studiowania na politecnice faceta, który mając lat 11 oświadczył, zę będzie psychologiem i ani na jeden dzień nie zmienił zdania.
    --
    zpopk.blox.pl
  • godiva1 25.04.12, 19:54
    Ano wlasnie, Twoj syn poszedl na psychologie bo go to interesowalo i teraz, nawet jak bedzie wegetowal za nieduze pieniadze, to i tak bedzie szczesliwy ze robi cos fajnego i nie bedzie roszczeniowy. Ale ci co poszli na psychologie, zeby, jak to okreslilas, "nie bylo matematyki", to niestety wiekszosc, przynajmniej w moim pokoleniu.
    --
    I'd rather have questions I cannot answer than answers I cannot question.
  • verdana 25.04.12, 19:57
    I takim naprawde warto to wybić z głowy. Ale problem w tym, że wybija się wszystkim, nie biorąc pod uwagę ludzi, których coś naprawde interesuje i sa gotowi sporo dla rozwijania tych zainteresowań poświęcić.
    Ale na takiej historii np. własciwie nie ma ludzi, którzy historii nie lubią. I dltego większość kończy i jest zadowolona.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 19:51
    verdana napisała:

    > Zwracam też uwagę, ze nie znam ANI JEDNEJ osoby, która zrobiła karierę w zawodz
    > ie, którego nie lubi. Być moze tacy są - ale sie z tym nie spotkałam.

    Przecież "kariera" nie każdemu jest potrzebna do szczęścia.

    Znam kilka osób, które dzięki nielubianemu zawodowi mają przyzwoity standard życia. Trudno powiedzieć, że zrobiły "karierę", ale wynagrodzenie, jakie dostają za swoją pracę, jest dla nich satysfakcjonujące i koniec końców są zadowoleni z życia.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 19:55
    No, ale osiem godzin każdego dnia robią to, czego nie lubią, bez szans na awans zawodowy.
    Cóż, to zalezy od priorytetów. Zdecydowanie wolę swoja pracę za grosze, którą bardzo lubię, od mozliwości dobrze płatnej pracy, osiem godzin dziennnie, ktorej nie znoszę - i którą odrzuciłam, mimo, zę płacono trzykrotnie więcej...
    I nie pożałowałam nawet przez pięć minut.
    --
    zpopk.blox.pl
  • jottka 25.04.12, 20:05
    ta dyskusja chyba nie tyle dotyczy "właściwego" kierunku studiów dla dowolnej osoby, co pozostawienia prawa wyboru zainteresowanym. a może raczej - umożliwienie im dokonania tego wyboru i nie tłuczenia dzień cały, jaki to delikwent beznadziejny, że nie wybrał tego, co naszym zdaniem jest słuszne.

    no bo jak ta hipotetyczna akwarystka słyszy od dziecięcia, że pasożyt i że nieprzyszłościowa, i że ma natychmniast iść na medycynę (no bo w końcu biologię lubismile, to trzeba charakteru z żelaza, żeby przy tych gupikach pozostać. a z drugiej strony - takie zdecydowane od dziecięcia akwarystki to rzadkość, w większości przypadków najbardziej by się przydał mądry doradca, który by pomógł rozpoznać własne pasje i talenty i zgodnie z nimi sobą pokierować, bo w wieku lat nastu o to trudno. a zamiast tego mamy arbitralne kazania, które - jak choćby przykłady z jakże przyszłościowym dekadę temu marketingiem pokazują - nijak się mają do rzeczywistości.

  • verdana 25.04.12, 20:13
    Tak, dobrze prawisz.
    Moja przyjaciółka uznała, zę pozwoli dziecięciu studiować afrykanistykę, tylko pod warunkiem ukończenia innego kierunku. Problem z afrykanistyką jest taki,że język na niej zminia się co dwa lata. Akurtat był tego roku, gdy młoda startowała, no ale musiała najpierw zacząć co innego. Przez pół roku studiowała marketing, ale przerwała, nie wytrzymała. W nastepnym roku zdała na hhistorię, wytrzymała dwa tygodnie i zaczęła prywatną psychologię. Po roku wrescie dostała sie na afrykanistykę, zmieniła specjalizację na psychologii.
    Efekt - nie skończyła nic.
    Córka drugiej kolezanki miała jedno marzenie - organizację planu w "Filmowce" nie dostała się, zaczęła inne studia, przerwała po roku. Rok przeznaczyła na zdanie matury lepiej, aby dostać się na Uniwersytet, a nie na byle co. Dostała się przepięknie, na wszystkie wybrane kierunki. 2 X przyszła do matki z płaczem - przyznała się,że zrezygnoiwała z indeksu, ze nie wytrzyma, zę zapisała sie do prywatnej szkoły na organizację planu, ze jej okropnie wstyd, ze takie wydatki (rodzina jest zamożna) i co teraz?
    Kolezanka, nieco wstrżśnięta, zaakceptowała jednak bez wahania decyzję córki i zgodziła się płacić . Córka szczęśliwa, studiuje zaoocznie, zarabia.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 20:27
    verdana napisała:

    > Tak, dobrze prawisz.
    > Moja przyjaciółka uznała, zę pozwoli dziecięciu studiować afrykanistykę, tylko
    > pod warunkiem ukończenia innego kierunku. Problem z afrykanistyką jest taki,że
    > język na niej zminia się co dwa lata. Akurtat był tego roku, gdy młoda startowa
    > ła, no ale musiała najpierw zacząć co innego. Przez pół roku studiowała marketi
    > ng, ale przerwała, nie wytrzymała. W nastepnym roku zdała na hhistorię, wytrzym
    > ała dwa tygodnie i zaczęła prywatną psychologię. Po roku wrescie dostała sie na
    > afrykanistykę, zmieniła specjalizację na psychologii.
    > Efekt - nie skończyła nic.

    To jest dla mnie coś niesamowitego - dorosła kobieta nie poszła na wybrane przez siebie studia, bo jej mama nie pozwoliła ...
    Ale to jest właśnie to - jak ci młodzi ludzie mają świadomie wybierać studia, skoro są niesamodzielni i w kwestii życiowych wyborów słuchają mamy i taty. To musi być jakiś brak poczucia tożsamości, niedostateczna (jak na ten wiek) świadomość własnego "ja".

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • ding_yun 25.04.12, 21:08
    gaja78 napisała:


    > To jest dla mnie coś niesamowitego - dorosła kobieta nie poszła na wybrane prze
    > z siebie studia, bo jej mama nie pozwoliła ...
    > Ale to jest właśnie to - jak ci młodzi ludzie mają świadomie wybierać studia, s
    > koro są niesamodzielni i w kwestii życiowych wyborów słuchają mamy i taty. To
    > musi być jakiś brak poczucia tożsamości, niedostateczna (jak na ten wiek) świad
    > omość własnego "ja".

    O rany rany... spokojnie z tą dorosłością w wieku 19 lat. Spokojnie z tą samodzielnością, kiedy jest się finansowo zależnym od rodziców. Spokojnie z tym absolutnie niezłomnym wewnętrznym ja, kazdy ulega jakimś wpływom, a wpływy rodziny nalezą do najsilniejszych.
  • jottka 25.04.12, 21:11
    właśnie miałam napisać cuś w podobiesmile akurat dobrze jest, jeśli można się wesprzeć przy dokonywaniu życiowych wyborów na kimś bliskim i zaufanym, liczenie się ze zdaniem rodziców to nie jest jeszcze synonim maminsynka.

    a wspominana kobieta pewnie nie do końca była pewna słuszności swego wyboru, skoro się tak miotała parę lat z zerowym w końcu efektem. i owszem, przydałoby się jej wtedy wsparcie kogoś, komu by ufała, może być matka czy ojciec, czemu nie. byleby mądrzy i niesamolubni bylismile
  • melmire 25.04.12, 21:13
    Tym bardziej ze dla mlodego czlowieka rezygnacja z marzen na rzecz "rozsadnej przyszlosci" moze byc wlasnie uznana za doroslosc. Patrzcie jaki jestem dorosly i przewidujacy, porzucam te mrzonki o archeologii i ide na zarzadzanie!
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • gaja78 25.04.12, 21:23
    jottka napisała:

    > właśnie miałam napisać cuś w podobiesmile akurat dobrze jest, jeśli można się wesp
    > rzeć przy dokonywaniu życiowych wyborów na kimś bliskim i zaufanym, liczenie si
    > ę ze zdaniem rodziców to nie jest jeszcze synonim maminsynka.
    >
    > a wspominana kobieta pewnie nie do końca była pewna słuszności swego wyboru, sk
    > oro się tak miotała parę lat z zerowym w końcu efektem. i owszem, przydałoby si
    > ę jej wtedy wsparcie kogoś, komu by ufała, może być matka czy ojciec, czemu nie
    > . byleby mądrzy i niesamolubni bylismile

    No cóż, w moim przekonaniu niemożność podjęcia życiowej decyzji w wieku 19 lat wynika z faktu, że taka osoba nie przywykła do podejmowania samodzielnych decyzji w ogóle, więc może tego "wsparcia" (mówienia jej, co ma robić), było do tej pory za dużo ...

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • gaja78 25.04.12, 21:15
    ding_yun napisała:


    > O rany rany... spokojnie z tą dorosłością w wieku 19 lat. Spokojnie z tą samodz
    > ielnością, kiedy jest się finansowo zależnym od rodziców. Spokojnie z tym absol
    > utnie niezłomnym wewnętrznym ja, kazdy ulega jakimś wpływom, a wpływy rodziny n
    > alezą do najsilniejszych.

    Jeśli rodzina narzuca 19-latce, jaki kierunek studiów ma wybrać i ta 19-latka się podporządkowuje, to dla mnie coś jest z tą rodziną grubo nie tak.

    Nie wydaje mi się, żebym przesadzała z dorosłością w wieku 19 lat.
    Ludzie, którzy z powodzeniem rozpoczęli i skończyli dobre, wymagające studia bez żadnej, absolutnie żadnej pomocy finansowej ze strony rodziców, istnieją i wcale nie są rzadkością. Może jedynie poręczenie kredytu studenckiego ktoś im podpisał.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • ding_yun 25.04.12, 22:01
    gaja78 napisała:


    > Jeśli rodzina narzuca 19-latce, jaki kierunek studiów ma wybrać i ta 19-latka s
    > ię podporządkowuje, to dla mnie coś jest z tą rodziną grubo nie tak.

    Tu się zgadzam, na pewno rodzina, która narzuca kierunek studiów i wymaga podporządkowania ma jakiś problem. Ale nie jest to sytuacja aż tak znowu rzadka. Jeszcze częstsze jest manipulowanie młodą osobą w taki sposób, żeby ją przekonać, że decyzja podjęta przez kogoś innego jest dla niej najlepsza.

    > Nie wydaje mi się, żebym przesadzała z dorosłością w wieku 19 lat.

    A mnie sie wydaje, że spotkałam w życiu niewiele w pełni ukształtowanych psychicznie 19-latków, to raczej na okres studiów przypadał czas, kiedy człowiek się rozeznawał w tym, o co może mu w życiu naprawdę chodzić. No ale tu raczej trudno dojść do konstruktywnych wniosków, obie opieramy się wyłącznie o własne doświadczenia.

    > Ludzie, którzy z powodzeniem rozpoczęli i skończyli dobre, wymagające studia be
    > z żadnej, absolutnie żadnej pomocy finansowej ze strony rodziców, istnieją i wc
    > ale nie są rzadkością. Może jedynie poręczenie kredytu studenckiego ktoś im pod
    > pisał.

    A czy ja mówię, że się tego nie da zrobić? Ja też znam takie osoby, ale dla nich to była koniecznośc. Da się odciąć, tylko decyzja o całkowitym odcięciu się od pomocy ze strony rodziny jest niesłychanie trudna.
    Przeciwstawienie się wpływom najbliższego otoczenia, podjęcie decyzji, która poważnie zaważy na dalszym życiu, stanięcie murem za swoim pomysłem, który każdy nazywa głupim i próbuje wybić ci z głowy, wywołanie konfliktu z najbliższymi osobami oraz bycie zdanym wyłącznie na siebie - to są wszystko aspekty tej sprawy i możliwe konsekwencje. Wiele bardzo dorosłych osób nie jest w stanie ich unieśc, nie umie rzucić szkodliwej pracy albo odejść od toksycznego współmałżonka. Nie patrzyłabym na 19-latka, którego taka decyzja przerosła z taką pogardą.
  • gaja78 25.04.12, 22:09
    ding_yun napisała:

    > Przeciwstawienie się wpływom najbliższego otoczenia, podjęcie decyzji, która po
    > ważnie zaważy na dalszym życiu, stanięcie murem za swoim pomysłem, który każdy
    > nazywa głupim i próbuje wybić ci z głowy, wywołanie konfliktu z najbliższymi os
    > obami oraz bycie zdanym wyłącznie na siebie - to są wszystko aspekty tej sprawy
    > i możliwe konsekwencje.

    Dlaczego każdy ?
    Mówimy o tym, co narzucają rodzice. A przecież jest jeszcze dalsza rodzina, są dziadkowie, jest rodzeństwo i w końcu - są przyjaciele.


    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 22:13
    Tylko, ze oni zazwyczaj sa zdania, ze pomysł, aby iść na studia, które pozwolą młodemu człowiekowi zarabiać - nie jest zły. Jest sporo argumentów, które powodują, zę 19-latek zaczyna się wahać. Jesli rodzina zdecydowanie mówi, ze nie bedzie go utrzymywać po studiach, a po tych studiach przecież pracy nie znajdzie, ze nie ma wyzbyc się marzeń, tylko zwyczajnie skończyć coś jeszcze, na wszelki wypadek, ze jest zdolny i sobie poradzi - wiec w czym problem?
    Wtedy okrzyk "Nie, mowy nie ma idę tylko na X i nic innego, nie bedę studiował drugiego kierunku, bo nie" - wcale nie wydaje sie decyzją dojrzałą i przemyślaną, tylko szczeniackim uporem.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 20:20
    jottka napisała:

    > no bo jak ta hipotetyczna akwarystka słyszy od dziecięcia, że pasożyt i że niep
    > rzyszłościowa, i że ma natychmniast iść na medycynę (no bo w końcu biologię lub
    > ismile, to trzeba charakteru z żelaza, żeby przy tych gupikach pozostać. a z drugi
    > ej strony - takie zdecydowane od dziecięcia akwarystki to rzadkość, w większośc
    > i przypadków najbardziej by się przydał mądry doradca, który by pomógł rozpozna
    > ć własne pasje i talenty i zgodnie z nimi sobą pokierować, bo w wieku lat nastu
    > o to trudno. a zamiast tego mamy arbitralne kazania, które - jak choćby przykł
    > ady z jakże przyszłościowym dekadę temu marketingiem pokazują - nijak się mają
    > do rzeczywistości.
    >

    Taka zapalona akwarystka może rozwinąć własną firmę, bo nisza dla niej jest, przynajmniej w moim mieście, w dobie sieciowych sklepów zoologicznych z marnymi doradcami i mało różnorodną ofertą. Ale żeby rozwinąć własną firmę zaczynając od zera, to się trzeba dość dobrze znać na marketingu , nieprawdaż ? smile

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • jottka 25.04.12, 20:52
    nie, nieprawdaż - my nic nie wiemy o tym, że akwarystka chce sprzedawać rybki i z tego żyć, być może całkiem nieźle. to jest dość powszechne myślenie, że każde zajęcie ma być przeliczalne na (dużą) gotówkę, ale to nie jest dobre kryterium, jeśli ma być kryterium podstawowym.

    być może nasza akwarystka interesuje się rybkami w jakimś ich niebywale niszowym aspekcie (linienia letniego u gupików na ten przykład) i chce studiować biologię celem rozwiązania tej zagadki oraz pracować naukowo. albo chronić liniejące gupiki w jakiejś ginącej biocenozie czy jak się to nazywa. i dobrze by było jej to umożliwić, bo nigdy nie wiadomo, co i kiedy okaże się niebywale rynkowe, jeśli już. albo cenne poznawczo. albo cenne dla akwarystki osobniczo, a rozsądna rodzina powinna raczej łożyć na nauczenie jej języków, bo biolog za granicą (łatwiej) pracę znajdzie i może być ona całkiem nieźle płatna.

    jak już mamy rozpoznany talent dziecięcia, to raczej powinniśmy dbać o tegoż rozwój i obudowanie go (talentu) umiejętnościami pobocznymi (jak te języki), a reszta przyjdzie z czasem. brane z sufitu "studia praktyczne" sprawdzają się w niewielu wypadkach.
  • gaja78 25.04.12, 21:20
    jottka napisała:

    > być może nasza akwarystka interesuje się rybkami w jakimś ich niebywale niszowy
    > m aspekcie (linienia letniego u gupików na ten przykład) i chce studiować biolo
    > gię celem rozwiązania tej zagadki oraz pracować naukowo. albo chronić liniejące
    > gupiki w jakiejś ginącej biocenozie czy jak się to nazywa. i dobrze by było je
    > j to umożliwić, bo nigdy nie wiadomo, co i kiedy okaże się niebywale rynkowe, j
    > eśli już. albo cenne poznawczo. albo cenne dla akwarystki osobniczo, a rozsądna
    > rodzina powinna raczej łożyć na nauczenie jej języków, bo biolog za granicą (ł
    > atwiej) pracę znajdzie i może być ona całkiem nieźle płatna.

    Jeśli jest sobie dziewczyna, która w przyszłości ma szansę istotnie dołożyć się do nauki polskiej lub światowej, to zdecydowanie o takim kimś wiadomo już w wieku 19 lat, że będą potencjalne owoce z jego naukowej ścieżki rozwoju i wydaje się być absurdem hipoteza, jakoby rodzina namawiała takie dziewczę na marketing, jak widać, że dziewczę ma naukowe zacięcie i talent do biologii (i na przykład startuje z powodzeniem w olimpiadach wysokiego szczebla). A nawet jeśli rodzina będzie namawiała, to dziewczę nie posłucha, ponieważ jest dorosłe i wie, że ma talent do czegoś innego.

    Jeżeli natomiast dziewczę nie wykazuje symptomów szczególnego utalentowania, a jedynie interesuje się akwarystyką, to ja bym jednak zastanowiła się nad tym marketingiem ...

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 21:59
    Kilka postów wyzej twierdzisz, ze jesli dziewczę nie idzie w zaparte, to nie jest dorosłe. I że posłuchanie rad rodziny "Jak masz 19 lat to nie wiadomo, co bedzie dalej, moze spróbuj marketing, akwarystykę mozesz sobie dobrac jako coś dodatkowego" - oznacza, ze w rodzinie źle się dzieje, a córka jest niedojrzała.
    Trudno majac 19 lat stwierdzić w dziedzinie akwarystyki czy afrykanistyki szczególny talent, najwyżej szczególną pasję czy zainteresowania.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 22:16
    verdana napisała:

    > Kilka postów wyzej twierdzisz, ze jesli dziewczę nie idzie w zaparte, to nie je
    > st dorosłe. I że posłuchanie rad rodziny "Jak masz 19 lat to nie wiadomo, co be
    > dzie dalej, moze spróbuj marketing, akwarystykę mozesz sobie dobrac jako coś do
    > datkowego" - oznacza, ze w rodzinie źle się dzieje, a córka jest niedojrzała.

    Ależ ja napisałam, jak myślałabym o swojej przyszłości na miejscu tej dziewczyny.
    Przecież pisałam wyżej, że sama wybrałam studia bardzo praktycznie. Gdybym nie lubiła matematyki, a interesowałabym się akwarystyką, to wybrałabym studia, dzięki której mogłabym kiedyś z tej ulubionej akwarystyki zrobić źródło przyzwoitego dochodu.
    Tak jak zrobiłam z matematyki źródło przyzwoitego dochodu, wybierając studia, które dały mi dodatkowe narzędzia potrzebne do świadczenia usług innym ludziom, czyli do bycia użytecznym.


    > Trudno majac 19 lat stwierdzić w dziedzinie akwarystyki czy afrykanistyki szcze
    > gólny talent, najwyżej szczególną pasję czy zainteresowania.

    Bardzo łatwo jest stwierdzić w wieku 19 lat, czy ma się szczególny talent w obszarze biologii tudzież języków obcych. No nie wiem jak można nie wiedzieć, w jakiej dziedzinie jest się uzdolnionym najbardziej.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 22:33
    Czyli co? Znaczy się, słusznie zrobili rodzice dziewczyny, ze namawiali ją na inne studia, czy też była to patologia, ze dała sie namówić? Ona własnie poszła na studia, które z pasji miały zrobić jej źródło dochodu - i nie wytrzymała.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 22:42
    verdana napisała:

    > Czyli co? Znaczy się, słusznie zrobili rodzice dziewczyny, ze namawiali ją na i
    > nne studia, czy też była to patologia, ze dała sie namówić? Ona własnie poszła
    > na studia, które z pasji miały zrobić jej źródło dochodu - i nie wytrzymała.

    Źle zrobiła dziewczyna, że opierała się na opinii rodziców, zamiast podjąć decyzję samodzielnie. Wówczas może by wytrzymała, bo realizowałaby swój własny plan na życie, a nie cudzy. Nie dziwię się, że zrezygnowała ze studiów, których wcale nie chciała zaczynać.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 23:05
    "Ja nie rozumiem tego czarno-białego stawiania sprawy. Przecież jeśli zawód nie jest pasją, to nie znaczy jeszcze, że jest to zawód nielubiany." - dokładnie to samo mowili dziewczynie rodzice. Żeby miała w zapasie co innego.
    Rodzice niczego dziewczynie nie zabronili, kazali jej tylko, na wszelki wypadek, studiować też drugi, bardziej praktyczny kierunek. A ona się zgodziła, bo to - teoretycznie - było bardzo rozsadne.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 23:23
    verdana napisała:

    > Rodzice niczego dziewczynie nie zabronili, kazali jej tylko, na wszelki wypadek
    > , studiować też drugi, bardziej praktyczny kierunek. A ona się zgodziła, bo to
    > - teoretycznie - było bardzo rozsadne.

    W jakim celu zdecydowała się studiować ten drugi kierunek ? Jaki miała plan połączenia tego drugiego kierunku z zamiłowaniem do akwarystyki ? Czy celem był rozwój zawodowy w obszarze akwarystyki ? To jest kluczowe - połączyć przyjemne z pożytecznym. Bo jeśli sprawę stawia się tak, że drugi kierunek ma być "na w razie czego" albo "zamiast", to tak jakby stawia się te dwie dziedziny wiedzy w opozycji i trudno oczekiwać, że młody człowiek nie będzie się czuł między młotem a kowadłem. Dlatego byłoby miło, gdyby ten młody człowiek miał na tyle przytomności umysłu, żeby sobie to jakoś w głowie ułożyć i pogodzić jedno z drugim. Niezależnie od tego, co mówią rodzice.


    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • verdana 25.04.12, 23:33
    Tak. Drugie kierunki były dobierane tak, by pasowały do wymarzonego. Przez dziewczynę, nie rodziców. Marketing czy zarządzanie - już nie pomnę, bo z Afryką robi sie coraz wiecej biznesów wszelakich, historia - bo można się zająć historią Afryki, psychologia była międzykulturowa. Więc wszystko idealnie dopasowane, a nie wyszło. Bo nic, prócz afrykanistyki jej nie interesowało, inne studia zabierały czas i tyle. Dziewczyna skończyła afrykanistykę bez licencjatu, drugi kierunek też gdzieś przerwała. Pracuje zresztą w różnych organizacjach, pomagających Afryce. Na razie jest idealnie, robi to co lubi, ale w pewnym momencie sielanka sie skończy - organizacje te wymagają w większości wyższego wykształcenia - i jest to wymóg unijny.
    --
    zpopk.blox.pl
  • gaja78 25.04.12, 23:52
    verdana napisała:

    > Tak. Drugie kierunki były dobierane tak, by pasowały do wymarzonego. Przez dzie
    > wczynę, nie rodziców. Marketing czy zarządzanie - już nie pomnę, bo z Afryką ro
    > bi sie coraz wiecej biznesów wszelakich, historia - bo można się zająć historią
    > Afryki, psychologia była międzykulturowa. Więc wszystko idealnie dopasowane, a
    > nie wyszło. Bo nic, prócz afrykanistyki jej nie interesowało, inne studia zabi
    > erały czas i tyle. Dziewczyna skończyła afrykanistykę bez licencjatu, drugi ki
    > erunek też gdzieś przerwała. Pracuje zresztą w różnych organizacjach, pomagając
    > ych Afryce. Na razie jest idealnie, robi to co lubi, ale w pewnym momencie siel
    > anka sie skończy - organizacje te wymagają w większości wyższego wykształcenia
    > - i jest to wymóg unijny.

    A dlaczego nie skończyła tej wymarzonej afrykanistyki ?
    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • ratyzbona 25.04.12, 23:39
    Jednym z najstarszych motywów powtarzających się w biografiach twórców jest zdanie, że za namową rodziców studiowali prawo, medycynę czy coś równie przydatnego. A potem kończyli pisząc, malując czy robiąc coś innego. Prawda jest taka, że w świecie zależności finansowych nie ma samodzielnych decyzji - jeśli rodzice przestaną łożyć na utrzymanie to nastolatek musi najczęsciej się z nimi totalnie skółcić wyprowadzić, znaleźć pracę i zrujnować sobie życie rodzinne żeby studiować co chce. Wtedy większość się poddaje i idzie na ten marketing dla świętego spokoju. Z resztą kiedy rodzice jak mantra powtarzają, że możesz pójść na wsztystko tylko nie na historię to trzeba całej siły woli by nie dojśc do wniosku, że to buzdura. Wydaje mi się, że problemem naszej dyskusji jest to, ze wszyscy od razu założyli, że chodzi mi o wybór kierunku studiów. Tymczasem z tych rozmów wynikało, ze ktoś by się chciał zajmować końmi, ktoś zostać śpiewaczką - czyli zawody do których studia są właściwie drugorzędne - bo co prawda jest hodowla koni na SGGW ale i bez tego można się nimi zajmować, i oczywiście śpiew się studiuje ale raczej są sto studia warsztatowe. Ale obie te osoby chcą studiować coś rozsądnego co daje zawód. Problem polega na tym, że dzięki takiemu myśleniu na studia trafiają ludzie których nigdy tam nie powinno być bo nie chcą w życiu robić czegoś związanego ze studiami. Z resztą co do pasji - mają to do siebie, że zawsze dają o sobie znać - ludzie zajmujący się czymś z pasją mają po prostu więcej motywacji do działania niż ludzie którzy zajmują się czymś z obowiązku albo po to by zrobić karierę. Z moich znajomych kariery ( takie porządne) zaczeli robić tylko ci ludzie którzy zajmują się tym co ich pasjonuje - czasem w zakresie studiów, czasem zupełnie sprzeczne z tym co studiowali. Ci co poszli na wygodny kierunek dla papierka skończą z papierkiem i nie miłym poczuciem że zmarnowali kawał życia.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • gaja78 25.04.12, 23:51
    ratyzbona napisała:

    > Prawda jest taka, że w świecie zależności finansowych nie ma samodzielnych decyzji - jeśli rodzice przestaną łożyć na utrzymanie to nastolatek musi najczęsciej się z nimi totaln
    > ie skółcić wyprowadzić, znaleźć pracę i zrujnować sobie życie rodzinne żeby stu
    > diować co chce. Wtedy większość się poddaje i idzie na ten marketing dla święte
    > go spokoju.

    Czy my rozmawiamy o nastolatkach i szkole średniej, czy może o dorosłych dwudziestolatkach i studiach ?

    > Problem polega na tym, że dzięki takiemu myśleni
    > u na studia trafiają ludzie których nigdy tam nie powinno być bo nie chcą w życ
    > iu robić czegoś związanego ze studiami.

    Wrócę do przykładu akwarystki. Czy taka osoba, która chce zająć się świadczeniem usług dla innych ludzi w obszarze swojej pasji, powinna się znaleźć na kierunku "marketing i zarządzanie", czy nie ?


    Z resztą co do pasji - mają to do sieb
    > ie, że zawsze dają o sobie znać - ludzie zajmujący się czymś z pasją mają po pr
    > ostu więcej motywacji do działania niż ludzie którzy zajmują się czymś z obowią
    > zku albo po to by zrobić karierę. Z moich znajomych kariery ( takie porządne) z
    > aczeli robić tylko ci ludzie którzy zajmują się tym co ich pasjonuje - czasem w
    > zakresie studiów, czasem zupełnie sprzeczne z tym co studiowali. Ci co poszli
    > na wygodny kierunek dla papierka skończą z papierkiem i nie miłym poczuciem że
    > zmarnowali kawał życia.

    Ta kariera to jest taka niezbędna do poczucia niezmarnowanego życia ?
    Nie można rozwinąć biznesu akwarystycznego, dającego satysfakcję i niemałe pieniądze ?

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • ratyzbona 26.04.12, 00:02
    Mówimy o osiemnastolatkach - wtedy - już decydując o maturze podjemuje się decyzje o studiach z resztą nawet mając dwadzieścia lat nie wszyscy są tak hop do przodu by skółcić się totalnie z rodziną. Nie ci ludzie nie powinni studiować marketingu - większość z nich w ogóle nie chce studiować tylko założyć sklep z rybkami tu i teraz. Dlaczego mają spędzić pięć lat na studiach po to by założyć sklep skoro już wiedzą że chcą założyć sklep? To trochę jak w tym dowcipie o murzynie który " już siedzi pod palmą". A dlaczego ludzie mają nie robić kariery skoro by mogli tylko w czymś zupełnie innym? Pragnienie bycia spełnionym zawodowo i pragnienie realizowania pasji jest dość podstawowe. Po co mieszać się w coś co nas nie bawi i zajmować się rybkami na boku kiedy możemy zajmować się rybkami zawodowo i być w tym lepsi od tych co robią to tylko dla kasy? W pracy spędzamy połowę życia. Czemu za wszelką cenę mielibyśmy robić coś co nas nie bawi, tylko po to by przejść na emeryturę i nareszcie zając się tym co jest naszą pasją?
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • gaja78 26.04.12, 00:33
    ratyzbona napisała:

    > Mówimy o osiemnastolatkach - wtedy - już decydując o maturze podjemuje się decy
    > zje o studiach z resztą nawet mając dwadzieścia lat nie wszyscy są tak hop do p
    > rzodu by skółcić się totalnie z rodziną.

    Dlaczego totalnie ? Skąd takie kategoryczne stwierdzenie ?
    Można się pokłócić o studia, postawić na swoim i kilka miesięcy później dalej cieszyć się życiem rodzinnym. Tak to chyba zwykle wygląda.


    > Nie ci ludzie nie powinni studiować ma
    > rketingu - większość z nich w ogóle nie chce studiować tylko założyć sklep z ry
    > bkami tu i teraz. Dlaczego mają spędzić pięć lat na studiach po to by założyć s
    > klep skoro już wiedzą że chcą założyć sklep?

    Dlatego, że nie interesuje ich osiedlowy sklepik który będzie miał jakiś dochód albo i nie, ale interesuje ich zupełnie nowa wizja sklepu akwarystycznego, który w perspektywie 10 lat ma szansę być poważną konkurencją dla sklepów akwarystycznych w lokalnych centrach handlowych, a docelowo sklepem znanym i sławnym w co najmniej województwie.

    Na dobry początek byłoby miło dostać jakieś dofinansowanie od miasta, może z UE, zdobyć lokal, znaleźć - być może - partnerów z gotówką, znaleźć sprzedawców rzadkich gatunków rybek, zdobyć kredyt w banku. Życzę powodzenia bez fachowego, oryginalnego biznes planu i braku umiejętności rozmawiania z ludźmi o ekonomii.

    > A dlaczego ludzie mają nie robić kariery s
    > koro by mogli tylko w czymś zupełnie innym? Pragnienie bycia spełnionym zawodow
    > o i pragnienie realizowania pasji jest dość podstawowe.

    Wydaje mi się , że podstawowe to jest pragnienie zaspokojenia podstawowych potrzeb egzystencjalnych, takich jak dach nad głową i chleb.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • seidhee 26.04.12, 09:40
    > Wrócę do przykładu akwarystki. Czy taka osoba, która chce zająć się świadczenie
    > m usług dla innych ludzi w obszarze swojej pasji, powinna się znaleźć na kierun
    > ku "marketing i zarządzanie", czy nie ?

    Z akwarystą to ja zaczęłam, akwarysta jest autentyczny, więc podeprę się jego przykładem: skończył coś związanego z biologią, a teraz jest mistrzem świata w projektowaniu akwariów, hoduje jakieś krewetki, które kupują od niego pasjonaci z innych krajów i sędziuje na konkursach akwarystycznych. To jest w sumie nisza, ale na tyle duża, że bardzo wygodnie z tego żyje. Poza tym nie musi wstawać codziennie o szóstej rano i być w jednym miejscu od ósmej do szesnastej. Żadnego marketingu nie kończył. Ma swój sklep, ale akurat sklep cienko przędzie wink Facet po prostu zna się na swojej dziedzinie, ma talent i pasję i to mu przynosi zyski.
  • mamapodziomka 26.04.12, 13:21
    Ujjjjj, jak dla mnie bardzo grzaski grunt. Bo czy sie kierujemy zdaniem rodzicow, czy swoja wlasna pasja, czy uporem ryzyko porazki jest bardzo duze. Ludziom zdanie czesto sie zmienia, wiekszosc nie zdaje sobie tak naprawde sprawy co znacza wybor konkretneg zawodu (w sensie przyszlej rganizacji zycia - tak od poczatku do konca), a i warunki, w jakich zyjemy sie ostro zmieniaja. I czyja jest w koncu wina jak nie wyjdzie?? wink)

    A czy lepiej jest skonczyc niedochdowy kierunek i nie moc znalezc pracy, czy cierpiec w nielubianej? Szczerze mowiac, nie potrafilabym odpowiedziec na to pytanie. Wszystko zalezy od okolicznosci. Ja akurat swojej pracy nie lubie, ani wlasciwie dokladnie tego co robie, ani otoczki dookola tego. Jeszcze zanim mialam dzieci, to kariera i kasa rekompensowaly brak czasu i nielubiane zajecie, pozniej wszystko sie posypalo.

    Ale siedzialam sobie kiedys z kolezanka w podobnej sytuacji rodzinnej (samotna matka, zero alimentow, zero pomocy dziadkow, czy innej rodziny) i wyplakiwalam jej sie z niedzielnego bolu brzuchu przed pojsciem do pracy. A ona na to, ze przynajmniej moge wyslac dziecko na kolonie, stac mnie na w miare zdrowe jedzenie i zajecia pozalekcyjne dla malej. A i tak zyjemy w kraju z dosc wysoka pomoca socjalna w trudnych sytuacjach zyciowych. Co byloby, gdyby tego nie bylo wolalysmy sobie nawet nie wyobrazac.

    Takze roznie sie w zyciu uklada, czasem ma sie szczescie i wieku 25 lat rodzice podrzucaja kase, zeby spokojnie mozna bylo robic doktorat (asolutnie OK mim zdaniem, zeby nie bylo), a czasem w tym wieku stoi sie na ulicy z jedna walizka i brzuchem i naprawde trzeba sobie radzic zupelnie samemu. A trudno przewidziec jak akurat nam sie ulozy. W kazdym razie ja tam dzieciom doradzac nie bede, niech wybieraja na wlasne ryzyko wink))
  • ambivalent 29.04.12, 12:52
    Ja STRASZNIE zaluje, ze nie mialam mozliwosci studiowanie tego co chcialam. Studiow nigdy nie skonczylam.
    Mam nadzieje, ze uda mi sie to niedlugo nadrobic i skonczyc interesujacy mnie kierunek.
    Moj maz, ktory z zawodu i zamilowania jest biologiem zawsze mi powtarza, ze studia trzeba wybierac pod katem zainteresowan a nie przyszlosci finansowej. On nigdy nie zalowal swojego wyborul. Jedyne co go gnebi to to, ze nie udalo mu sie studiowac wiekszej ilosci malo przyszlosciowych kierunkow smile
    Z racji zainteresowan i pracy meza wszyscy nasi znajomi maja kariery naukowe i NIKT nie zaluje. A kierunki geekowate: biologia, botanika, ekologia itp
  • joa66 29.04.12, 21:39
    Cieszę się, że powstał taki temat. Piszę z perspektywy rodzica, którego dziecko (licealista) ma wątpliwości czy wybrać kierunek najbardziej związany ze swoją pasją, ponieważ ma pecha i "jego" kierunek jest wyśmiewany jako "modny", jako taki, który produkuje tysiące bezrobotnych absolwentów (bo i jest wybierany przez ludzi, którzy dokładnie nie wiedzą czego chcą).

    Jako 16 latek opublikował już artykuł związany z przedmiotem zainteresowań (informacyjny, na komentarz nikt by mu nie dał szansy) Od kilku lat systematycznie czyta branżowe pisma (przede wszystkim zagraniczne - taka natura dziedziny), w tym archiwalne sprzed kilkudziesięciu lat. Jego native od konwersacji (j. ang) ściąga mu czasami materiały z końca XIX z róznych bibliotek wieku przez znajomych. Tenże nauczyciel zadzwonił do mnie (!) powiedzieć, że syn powiedział mu, że chyba nie będzie tego studiował, bo "wszyscy to kończą i nikt nie ma pracy" i żebym na to nie pozwoliła.

    Szkoda mi go, bo widzę jego minę jak słyszy/czyta , że skończyłby na kasie w Biedronce gdyby wybrał "swoje" studia.
  • ding_yun 29.04.12, 23:00
    Niestety tak też bywa. Jest wiele kierunków, które zostały w opinii publicznej zdyskredytowane i stają się wręcz legendarnym powodem żartów. A wszystko z prostego powodu, że wybierali je w większości ludzie, którzy nie mieli żadnych zainteresowań związanych z przedmiotem. Ale to nie ci ludzie zostali ośmieszeni, tylko kierunki. Wiadomo, że jak ktoś idzie na zarzadzanie to musi być idiota. Nic to, że po takim kierunku nie zostaje się z zawodu dyrektorem tylko rozpoczyna pracę w marketingu, sektorze finansowym, księgowości, audycie, konsultingu, HR, można się też zajać pracą naukową. Jeszcze gorzej jest z psychologią - studentka psychologii to musi obowiązkowo być rozpieszczona gówniara, która nic sobą nie reprezentuje i poszła na psychologię, żeby odnaleźć siebie.
    Ponieważ takich leserów jest wielu to przy okazju obrywa się tym, którzy interesują się przedmiotem i mają plany z nim związane.
  • gaja78 30.04.12, 05:36
    ding_yun napisała:

    > Niestety tak też bywa. Jest wiele kierunków, które zostały w opinii publicznej
    > zdyskredytowane i stają się wręcz legendarnym powodem żartów. A wszystko z pros
    > tego powodu, że wybierali je w większości ludzie, którzy nie mieli żadnych zain
    > teresowań związanych z przedmiotem. Ale to nie ci ludzie zostali ośmieszeni, ty
    > lko kierunki. Wiadomo, że jak ktoś idzie na zarzadzanie to musi być idiota. (...)
    > Ponieważ takich leserów jest wielu to przy okazju obrywa się tym, którzy intere
    > sują się przedmiotem i mają plany z nim związane.

    Jest też druga strona medalu - studia, które wybierają ludzie bez żadnej pasji, nie mogą być studiami wymagającymi. Ich poziom (studiów) pozostawia wiele do życzenia. Tak więc rozróżniłabym studia na takie robione na na siłę doklejonym kierunku do uczelni, bo jest modny, albo studia w wyższej szkole prywatnej, od studiów na konkretnym kierunku czy uczelni sławnej z tego powodu co najmniej w kraju, na które dostać się nie jest łatwo i trzeba być albo pasjonatem, albo człowiekiem, który wie czego chce.

    --
    myślę nad komentarzem, ale ciężko mi idzie
  • joa66 30.04.12, 07:09
    od studiów na konkretnym kierunku czy uczelni sławnej z tego powodu co najmniej w kraju, na które dostać się nie jest łatwo i trzeba być albo pasjonatem, albo człowiekiem, który wie czego chce.


    Tylko czyja to jest "wina", że stosunkowo łatwo sie dostać studia państwowe dzienne na uw, czyli tam gdzie teoretycznie oferują najwyższy poziom tego kierunku w kraju? Chyba tych którzy spowodowali, że kierunek jest ośmieszony czyli studentów z bożej łaski i mediów ( i systemu, który umożliwia studiowanie prawie każdemu , bez względu na pasje czy umiejętności)

    Do czego zmierzam: przywyczailismy się do dzielenia studentów na grupy: zdolnych i rozsanych wybierających medycynę czy SGH, pasjonatów na kierunkach niszowo-niedochowdowych typu filologia klasyczna i idiotów, którzy wybierają kierunki "modne". A modne oznacza to, że ma je każdy uniwersytet im Janka Tornistra w Pcimu Dolnym.

    I wydaje się, że społeczeństwo oczekuje, że zdolny młody człowiek, powinien studiowac to na co trudno się dostać (zwłaszcza jeżeli kierunek stwarza iluzje kariery), a nie to czym się interesuje. I o ile mniej zdolnym wybacza się pedagogiki i politologie, to od zdolnych oczekuje się się porzucenia pasji.



    Chciałabym Was uczulic , żeby w dyskusjach pamiętac o takich ludziach i nie wyśmiewac bezmyślnie tzw modnych kierunków. Bo ci, którzy mają pecha i akurat tym się interesują nigdzie nie otrzymują wsparcia - ani od "rozsądnych" ani od "pasjonatów".
  • verdana 01.05.12, 09:45
    Mój syn wybrał "modny" kierunek i do głowy mi nie przyszło go zniechęcać. "Nie wszyscy mają pracę" nie oznacza" wszyscy nie mają pracy". Poza tym wydaje mi sie,z ę pasjonat wśród znudzonych ma zawsze znacznie większe szanse.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 01.05.12, 11:23
    Nie chodzi mi o zniechęcanie przez rodziców, bo to zupełnie inna bajka.

    Mam na myśli bezrefleksyjne ośmieszanie modnych kierunków. Automatyczne traktowanie każdego studenta takich studiów jak głupią małpę, która poleciała na studia dla bliżej nieokreslonej WIELKIEJ KARIERY, a wiadomo, ze skończy na zmywaku.

    Czy myślicie, że to pomaga maturzystom wybrać właściwy dla siebie kierunek studiów?
    Swoją drogą ciekawa jestem czy ktokolwiek prowadzi badania nad związkiem między powodem wyboru studiów i przyszłością zawodową.

  • joa66 01.05.12, 11:39
    Btw - rozmawiałam niedawno ze studentem kierunku, który mój syn też bierze pod uwagę. Ocenia, że najwyżej 5% jego kolegów naprawdę interesuje się przedmiotem studiów.
  • paszczakowna1 01.05.12, 13:35
    > Mam na myśli bezrefleksyjne ośmieszanie modnych kierunków. Automatyczne traktow
    > anie każdego studenta takich studiów jak głupią małpę, która poleciała na studi
    > a dla bliżej nieokreslonej WIELKIEJ KARIERY, a wiadomo, ze skończy na zmywaku.
    >
    > Czy myślicie, że to pomaga maturzystom wybrać właściwy dla siebie kierunek stud
    > iów

    Yyyy, ale to zarzut w stosunku do piszących w tym wątku, czy jak? Nie zauważałam, by ktoś coś nawet zbliżonego pisał.
  • joa66 01.05.12, 15:38
    Nie , to nie zarzut do tego wątku smile Raczej do mediów i do tych, którzy bezmyslnie to powtarzają, w tym na wielu forach, w tym gazetowych.

    Punktem wyjściowym dyskusji była motywacja młodych ludzi do wyboru takiego a nie innego kierunku studiów i trochę automatycznie znów zrobił się podział na rozsądane finanse i hobbystyczną filologię klasyczną. I pominięto tu np "modną" politologię (kierunek przypadkowy smile poodbnie jak te powyżej) , a jest to problem, bo modne kierunki to dyżurni chłopcy do bicia.

    O przyszłych politologach z lekką pogardą lub pobłażaniem wypowiadają się i młodzi klasycy i finansiści. I tak zwana szeroka opinia publiczna. Nie przypominam sobie żadnego artykułu, żadnej wypowiedzi publicznej czy na forum, która wskazywałaby na ten problem. A tylko z tego powodu wielu potencjalnie bardzo dobrych politologów ląduje na finansach.

    I ten czynnik też trzeba brac pod uwagę kiedy rozmawiamy o tym co kieruje wyborami młodych ludzi.

    p.s. Wszystkie kierunki są przypadkowe i symboliczne , starałam się nie dawac jako przykładu kierunków studiowanych przez forumki i ich dzieci, ale chyba wiadomo co mam na myślismile
  • ding_yun 01.05.12, 16:43
    joa66 napisała:

    trochę automatycznie znów zrobił się podział na roz
    > sądane finanse i hobbystyczną filologię klasyczną.

    Ja tylko chciałam się nieśmiało wtrącić, że finansistom też się mocno obrywa i to ze wszystkich stron. Inżynierowie uważają ich zabawę cyferkami za przedszkole, a studenci kierunków humanistycznych mają ich za cyborgi. Panuje powszechne przekonanie, że to okropnie nudne studia, które kończą okropnie nudni ludzie. Do tego jeszcze Polska na finansach nie stoi tak, jak stoi choćby Wielka Brytania, tradycje tego zawodu są znacznie krótsze i przez to ludzie pracujący w sektorze finansowym nie cieszą wysokim statusem, jaki mają choćby prawnicy. I obawiam się, że nie będą, bo rozmywają go absolwenci finansów po beznadziejnych uczelniach-krzak, którzy potem pracują w jakiś firemkach, szumnie nazywanych instytucjami zajmującymi się doradztwem inwestycyjnym - a żeby zostać doradcą inwestycyjnym to de facto trzeba zdać egzamin państwowy. Tylko że tytułem doradcy nadal posługują się swobodnie osoby nie mająca rzeczywistych uprawnień, a tytułem mecensa już nie bardzo. Słabo widzę wykształcanie statusu społecznego przy takiej polityce. Rozsądek w wyborze finansów jako kierunku również jest kwestionowany, bo teraz rozsądne, a zatem jedynie słuszne są kierunki politechniczne po których ma się "fach w ręku" a po skończeniu finansów posiadanie tego fachu jest dosyć dyskusyjne.

    Ale to tak w ramach ciekawostki, meritum sprawy to nie zmienia i zgadzam się w pełni z Twoimi obserwacjami.
  • joa66 01.05.12, 19:33
    Myślę, że podobnych problemów i wątpliwości jest więcej tylko akurat nie przychodzą nam do głowy.

    Za "moich" czasów do wyboru studiów wtrącał się maturzyście co najwyżej rodzic. Potem taki młody człowiek mógł mieć pretensje do siebie lub do rodziców. Teraz wtrąca się całe społeczeństwo , a jego prawdziwe i wypaczone przez leniwych dziennikarzy opinie są głoszone niemal codziennie w mediach. Do kogo mieć więc pretensje i roszczenia ? Do społeczeństwa.

    A "społeczeństwo" powinno się zając tym co do niego należy:

    1) uczelnie powinny zając się poprawą jakości kształcenia a nie debatowaniem jak najlskuteczniej zapewnić pracowników dla PZU.

    2) osoby ambitne, które tak naprawdę nie mają ochoty studiować, powinny mieć możliwość awansu edukacyjnego w ramach swojej specjalizacji w prestiżowych organizacjach zawodowych typu związek cukierników polskich. Nawet nie wiem czy taki istnieje, a powinnam wiedzieć jako klient. Nie wiem jaki jest system awansu zawodowego w ramach takich organizacji. Ja nie wiem i większośc ludzi nie wie - pewnie dlatego łatwiej jest iść na cokolwiek ma jakiejkolwiek uczelni. Tylko kto powinien zająć się budowaniem prestiżu takich organizacji?

    A od młodych ludzi się odczepić - niech robią co chcą.
  • joa66 01.05.12, 22:41
    uczniowie obu klas mówiąc o studiach właściwie prawie zawsze zaczynają od tego, że marzenia mili zupełnie inne ale postanowili wybrać bardziej przyszłościowy kierunek, podejść rozsądnie do swojej kariery i przyszłości

    I tak sie rodzi miejska legenda. Ratyzbona - co najmniej 80% licealistów w tej rozmowie wybiera studia zgodnie z zainteresowaniami. Mimo, że autorka artykułu stawia teze podobną do Twojej. Po kolei:

    Grzesiek - zamierza studiowac chemię w Polsce i zagranicą. Marzy (żartobliwie) o Noblu. Czy on rezygnuje z marzeń?

    Karolina - chce studiować rysunek, a że w Polsce nie ma szans (sczegóły w artykule) będzie próbowac dostać się na rysunek uczelni w Szkocji. Czy ona rezygnuje z marzeń?

    Wojtek - chce studiować historię sztuki, bo to jego pasja. Ma tylko nieco pragmatyczny stosunek do tego jak kontynuowac karierę naukową w swojej dziedzinie. Czy on rezygnuje z marzeń?

    Paulina - jej zainteresowania podyktowały wybór (sgh). Czy ona zrezygnowała z marzeń?

    Natalia - planuje studiowanie śpiewu operowego w Nowym Jorku , ale wczesniej będzie studiowała logopedię, żeby móc zając sie korygowaniem wad wymowy śpiewaków. Wie, że w ten sposób będzie mogła realizować swoje pasje. Czy ona zrezygnowała z marzeń?


    Robert - planuje studiowanie ratownictwa medycznego, bo na medycynę jest za słaby. Czy to też rezygnacja z marzeń?

    Eliza - wybiera zarządzanie, ale ponieważ bardziej wierzy w siłę dyplomu amerykańskiego w tej dziedzinie, zamierza studiowac w USA. Czy ona zrezygnowała z marzen?


    I co zostaje nam tylko:

    - Flora, która wybrała stomatologię tylko dlatego, żeby móc kupić sobie konie i je utrzymywać. Nie wiadomo dokłądnie zczego zrezygnowała. Może z weterynarii

    -Ola, która w ogóle zamierza stąd wyjechac i nic nie mówi o studiach i marzeniach.

    -Ada , która rezygnuje z aktorstwa pod naciskiem rodziny i wybiera stosunki międzynarodowe. Praktycznie jedyny przypadek rezygnacji z marzen w tym artykule.


    Czy my na pewno czytałyśmy ten sam artykuł? smile


    Nie chce mi się już pisac o poziomie niektórych artykułów, ale naprawdę nie mozna tego "kupować", bo dokłądamy się do ogłupiania młodych ludzi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka