Dodaj do ulubionych

Czy istnieją jeszcze mezalianse?

23.05.12, 09:52
Pytanie teoretyczne - co uznałbybyście za autentyczny mezalians? Mam koleżankę, która sprawdza nawet, kim są rodzice przyjaciół jej dzieci i nie mogła sie nadziwić, że mój syn przyjaźni sie z synem stolarza (A cóż on się od niego nauczy? Nadmieniłam,że czytać "Ulissesa", choć syn wymiękł, a syn stolarza nie). Dla niej potencjalna rodzina partnerów dzieci bedzie na pewno istotna i wykształcenie bedzie kluczowe. Wiem, ze czasem za mezalians mieszkańcy dużych miast uważają związanie sie z kimś ze wsi. Ale czy dziś mezalians istniueje - mam poczucie, że tak, ale nie wiem kiedysmile
--
zpopk.blox.pl
Edytor zaawansowany
  • ding_yun 23.05.12, 10:12
    Dla mnie mezaliansem mogłoby chyba być związanie się z kimś o zupełnie innym poziomie i potrzebach intelektualnych. I nie, nie mam na myśli, że fanka wyłącznie jazzu nowoorleańskiego wiąże się z kimś słuchającym popu, albo że poniżej pewnych osiągnięć naukowych się nie schodzi. Pochodzenie i wykształcenie tak naprawdę również mają tu niewiele do rzeczy. Ale jednak gdybym widziała naprawdę ogromną różnicę w poziomie dwóch osób to dla mnie byłby to mezalians.
    W każdym razie nie rozpatrywałabym mezaliansu w kategoriach tradycyjnych czyli pochodzenia i majątku. Raczej chęci i możliwości inetelektualnych, które ktoś ma.
  • triss_merigold6 23.05.12, 10:13
    Istnieją w postaci różnic kulturowych nie do pogodzenia. Nie tyle chodzi o różnice w formalnym wykształceniu (aczkolwiek to zależy od wieku), co o kody rodzinne, lifestyle, model wychowania dzieci, podejście do kasy i pracy.
  • verdana 23.05.12, 10:27
    Różnice kulturowe to nie jest mezalians. To raczej przypadek niedopasowania. W tym wypadku bowiem byłby to "mezalians" obustronny, a to kłóci sie z potocznym rozumieniem mezaliansu.
    --
    zpopk.blox.pl
  • triss_merigold6 23.05.12, 10:35
    Widziałam kiedyś wiele lat temu z bliska skutki mezaliansu: ona po polonistyce, nauczycielka, bystra, fajna, on - ślusarz po zawodówce z upodobaniem do ryb, kolegów, wódki i przaśnych dowcipów. Połączyła ich wpadka jak łatwo się domyśleć. Ona z tradycyjnie religijnej rodziny więc skrobanka (wtedy legalna) czy brak ślubu, nie wchodziły w grę.
  • marajka 23.05.12, 15:51
    Ale problemem był mezalians polonistka-ślusarz, czy wóda i chamstwo pana? Bo równie dobrze też mógł być polonistą.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • triss_merigold6 23.05.12, 22:36
    Problemem było zderzenie nieprzystających do siebie światów, odmiennych systemów wartości, kodów komunikacyjnych, potężna i widoczna natychmiast różnica w wykształceniu i obyciu. Początek lat 90-tych - panna po studiach i facet po zawodówce to była przepaść.
  • croyance 23.05.12, 13:49
    Ale kiedys roznice klasowe/kastowe to byly wlasnie roznice kulturowe. Do tej zreszta w pewnym stopniu sa (inny styl zycia, wartosci, ubranie, jedzenie, czesto slownictwo, akcent etc.)
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • joa66 23.05.12, 10:31
    Mezalians zakłada chyba wartościowanie czyli ktoś jest lepszy/gorszy.

    Czy same różnice, które nie muszą się nam podobać to już mezalians? Na przykład czy rodzic katolik niezadowolony ze związku córki z np z buddystą, uważa , że to mezalians?
  • retro-story 23.05.12, 12:57
    Nie, same roznice to jeszcze nie mezalians. Chrzescijanka wychodzaca za wyksztalconego, ambitnego, pracowitego muzulmanina nie popelnia mezaliansu, ale byc moze nadal - w mniemaniu rodzicow - lamie sobie zycie.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • menodo 23.05.12, 10:27
    Te mezalianse mogą być i zapewne są różnie rozumiane.
    Dla mnie - ogromnym dyskomfortem byłoby to, gdyby mojej dzieci związały się z osobami z bardzo odległych kręgów społecznych/kulturowych. No nie wiem - jakaś dziewczyna z edukacją zakończoną na zawodówce, opalona cud blondyna-tipisiara, miłośniczka mtv i piwa, z dzieciaczkiem z poprzedniego związku.
    Albo - w przypadku córki - mięśniak kibol, handlujący handlujący samochodami, w spólce ze szwagrem, który potrafi te samochody podrasowywać ...

    Nie byłoby mojej zgody na takie związki moich dzieci. Nie słuchałabym argumentów - że on/ona tak naprawdę jest inny/a albo że się zmieni. Zerwałabym kontakt, wydziedziczyłabym - pozostawiając sytuację otwartą, gdyby dzieci jednak się opamiętały.


  • joa66 23.05.12, 10:32
    Jeszcze pytanie - czy nasze oczekiwania dotyczą wybranków naszych dzieci czy ich rodziców i rodzin?
  • verdana 23.05.12, 10:43
    No właśnie. Dla mnie postawienie sprawy "wydziedziczam, bo mi sie wybranek nie podoba" jest w ogóle niezrozumiałe. Oznacza to bowiem, że rodzice nadal chcą decydować o zyciu dorosłych dzieci. I wiedzą na 100% lepiej, jak powinny ułożyć sobie życie.
    Najlepsze małżerństwo jakie znam, to facet bez wykształcenia i pani psycholog. Facet z patologicznej rodziny, na któerego patrzyliśmy podejrzliwie przez parę lat.
    Okazał sie doskonałym przedsiębiorcą, założył prężną firmę, wiedzę ma większą od połowy towarzystwa, bo lubi czytać - ale zapowiadało sie cholernie nieciekawia.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 23.05.12, 11:01
    Ale to znowu nie jest przykład zwiazku w którym oboje mają podobne apiracje, wykształcenie, styl żcia, ale jedna z rodzin jest np patologiczna.
  • joa66 23.05.12, 11:16
    No właśnie. Dla mnie postawienie sprawy "wydziedziczam, bo mi sie wybranek nie podoba" jest w ogóle niezrozumiałe. Oznacza to bowiem, że rodzice nadal chcą decydować o zyciu dorosłych dzieci.

    BTW To jest decydowanie o życiu dzieci czy o swoim majątku? wink

    I pytanie: Gdyby na przykład Twój syn związał się z dwukrtoną rozwódką, która obrosła w majątek po dwóch poprzednich mężach, czy byłabyś taka chętna na przekazaniu mu swojego majątku?
  • menodo 23.05.12, 11:30
    Dla mnie postawienie sprawy "wydziedziczam, bo mi sie wybranek nie podoba" jest w ogóle niezrozumiałe. Oznacza to bowiem, że rodzice nadal chcą decydować o zyciu dorosłych dzieci. I wiedzą na 100% lepiej, jak powinny ułożyć sobie życie. "

    To jest jak najbardziej decydowanie o własnym - moim życiu, o własnym majątku, którym mam prawo dzielić się wg własnego uznania, o świętach - których nie muszę spędzać z patologią, o własnej starości - którą zamierzać spędzić w spokoju, nieobciążona wnusiami, których rodzice nie byli w stanie utrzymać itd.

  • mamapodziomka 23.05.12, 21:18
    Zadne wydziedziczanie nie pomoze w przypadku pozwania dziadkow o alimenty na wnuki wink))))

    I padlam przy mezaliansie z osoba posiadajaca dziecko z poprzedniego zwiazku, faktycznie chyba zyje w troche innym swiecie wink)
  • joa66 23.05.12, 21:41
    Ja nie wierzę we współczesne mezalianse w tradcyjnym znaczeniu tego słowa. Zdarzają sie konflikty wynikające ze spotkań różnych grup kulturowych, nie nazwałabym jednak tego mezaliansem


    BTW Czy można mówic o mezaliansie w związku Kulczyk-Lubomirski? I jezeli tak, to kto jest tym lepszym?
  • ding_yun 23.05.12, 22:03
    joa66 napisała:


    > BTW Czy można mówic o mezaliansie w związku Kulczyk-Lubomirski? I jezeli tak, t
    > o kto jest tym lepszym?

    Niedawno rozmawiałam ze znajomymi na dokładnie ten sam temat smile
  • croyance 23.05.12, 13:06
    Roznice w wyksztalceniu formalnym to nie problem, roznice w poziomie intelektualnym tak. W przypadku, ktory opisujesz, takiej roznicy nie ma: oboje sa inteligentni i ambitni, maja podobne zainteresowania, tylko facet papieru nie ma.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • slotna 23.05.12, 13:11
    > Roznice w wyksztalceniu formalnym to nie problem, roznice w poziomie intelektua
    > lnym tak.

    Moja mama jest teraz w takim zwiazku. Facet nie tylko nie ma wyksztalcenia, ale tez zainteresowan (poza sportem), zawodu, nie uczy sie, nie czyta. Ale JEJ to nie przeszkadza. Sympatyczny jest, mama go kocha, on ja tez. Poza tym on sprzata i gotuje big_grin Wiec problem to moze byc tylko dla otoczenia (np. dla mnie), nie dla niej.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • croyance 23.05.12, 13:38
    Masz racje, indywidualne dopasowanie/niedopasowanie to jeszcze nie to samo co mezalians.
    Mysle, ze to faktycznie pojecie mezaliansu sie zmienilo, glownie przez to, ze kategorie spoleczne sie rozluznily i kazdy nalezy do wielu kategorii.

    Kiedys arystokrata poslubiajacy sluzaca to bylby faktycznie ewenement, bo takie malzenstwo laczyloby dwa swiaty, ktore nie mialy ze soba wiele wspolnego, a roznice KULTUROWE miedzy osobami z roznych klas/kast byly wieksze, niz roznice dzisiaj miedzy powiedzmy Polakiem a Anglikiem. Teraz to sie zatarlo: moj znajomy np., wybitny geolog, ozenil sie z kasjerka z Tesco (poznal ja, gdy robil zakupy), i nie ma miedzy nimi wielkich roznic. Ale kiedys to byla przepasc, nie tyle intelektualna faktycznie, co kulturowa.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • menodo 23.05.12, 11:14
    Nie, no ja miałam na myśli wybranków dzieci.
  • verdana 23.05.12, 12:55
    Nie, to jest próba manipulowania dziećmi przy pomocy własnego majątku. Rozumiem wydziedziczenie, gdy wybranek dziecka i ono samo zachowują się skandalicznie wobec rodziny, gdy sa niewdzięczni itd, ale kompletnie nie rozumiem "wydziedziczenia" bo dziecko naszym zdaniem źle wybrało. I próbę nakłonienia go pieniędzmi mamusi, aby wybrało lepiej.

    --
    zpopk.blox.pl
  • menodo 23.05.12, 13:30
    Verdana, daj spokój big_grin

    Prowokujesz czy maskujesz hipokryzje?
  • verdana 23.05.12, 13:41
    Nie, po prostu nie rozumiem.
    Rozumiem wściekłość, zawód itd. Natomiast nie rozumiem , ze próbuje się użyć pieniędzy do zmiany decyzji dziecka - i kiedy ono tę decyzję zmieni, to można je nadal szanować.
    Serio. Ale ja być moze wielu rzeczy nie rozumiem. Szantażu np.
    --
    zpopk.blox.pl
  • slotna 23.05.12, 13:45
    Ja tez uwazam, ze to szantaz. I w ogole pomysl, ze dorosle dziecko mialoby sie tlumaczyc i usprawiedliwiac z wyboru partnera jest dla mnie oblesny.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • menodo 23.05.12, 14:04
    I w ogole pomysl, ze dorosle dziecko mialoby sie tlumaczyc i usprawiedliwiac z wyboru partnera jest dla mnie oblesny. "

    Obleśne to jest zadawanie się z patologią na koszt rodziców. Utrzymywanie swoich kochanek/kochanków oraz ich potomstwa na koszt rodziców.
    To jest obleśne.
    W ogóle żądanie czegokolwiek od rodziców przez dorosłe dzieci - zwłaszcza jeśli towarzyszy temu oczekiwanie wspierania finansowego własnych chuci oraz ich konsekwencji - wydaje mi się obleśne.
  • slotna 23.05.12, 14:09
    ??? A kto tu cokolwiek mowi o wykorzystywaniu rodzicow?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • menodo 23.05.12, 13:52
    Ojezu, pytałaś - to Ci odpowiedziałam.
    Co jest dla mnie mezaliansem - podałam przykład patologii społecznej. Przykład abstrakcyjny - coś z lęków moich dzieci; w przypadku mojej córki - opity piwem kibolbig_grin W przypadku syna - jakaś dresiara, matka kacperka, której konkubent jest w więzieniu za pobicie kacperka.

    A Ty mi teraz mówisz, że ja manipuluje dziećmi i chce je wydziedziczyć big_grin
    Dzięki! sad

    A Ty mi teraz mówisz, że szantażuję


  • verdana 23.05.12, 14:11
    Na jaki koszt rodziców? Facet, który chce sie ozenić z tipsiarą z dzieckiem (to nie jest jeszcze żadna patologia, nawet jak tipsiara nie ma matury i lubi piwo) to nie to samo, co facet, który chce się ozenić z damą, doktorem filozofii i uwaza, że rodzice powinni całkowicie i jego i zonę utrzymać. Kazdy ma prawo odmówić utrzymywania dorosłego dziecka, związanego z patologią, czy też pracujacego jako wolontarusz z chorymi na raka bezdomnymi sierotami. Czym innym jest powiedzenie "Chcesz się zenić, toi nie za moje pieniądze", a czym innym jednak powiedzenie "dziecko, jak sobie wybierzesz kogoś, kogo ja uznam za patologię, to cię wydziedziczę".
    Naprawdę, nie rozumiesz różnicy?
    --
    zpopk.blox.pl
  • menodo 23.05.12, 14:50
    Czym innym jest powi
    > edzenie "Chcesz się zenić, toi nie za moje pieniądze", a czym innym jednak powi
    > edzenie "dziecko, jak sobie wybierzesz kogoś, kogo ja uznam za patologię, to ci
    > ę wydziedziczę".

    A nie- to Ok.

    Z innej strony - moja córka właśnie skończyła bardzo dobre liceum, do którego chodziły dzieci z najrozmaitszych środowisk. I to co mnie się podobało - dzieciaki podobierały się w tej szkole przeróżnie - na pewno nie wyłacznie wg statusu majątkowego.
    Zresztą, akurat moje dzieci znalazły sobie partnerów z rodzin znacznie bardziej zamożnych - i to ja ewentualnie mogłabym mówić o ewentualnej dyskryminacji big_grin

  • verdana 23.05.12, 15:56
    Chyba mamy tu tzw. "nieporozumienie towarzyskie"smile
    Jeśli chodzi o moje dzieci, to niech sobie znajdą kogoś zamożnego, ja nie będę protestować. Chociaż mój najstarszy kiedyż był bliski związania sie z bardzo, bardzo, bardzo bogatą dziewczyną - i zrezygnował, twierdzac, że zawsze byłby zalezny od jej pieniędzy. Ale podejrzewam,z ę gdyby mu sie naprawdę podobała...
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 23.05.12, 16:53
    verdana, to nie dokładnie moje pytanie - nie pytałam o bogatą kobietę, tylko o kobietę, która pozbawiła majątku poprzednich mężów (to pytanie teoretyczne, nie chciałabym dywagowac jak bardzo to jest trudne)

    Nie miałabys oporów, żeby przekazac synowi jakikolwiek majątek w takiej sytuacji?
  • joa66 23.05.12, 16:58
    1)czy mezalians dotyczy partnera czy jego rodziny

    2) czy stosunek rodziców do partnera dziecka jest dowodem na istnienie (lub nie ) mezaliansu czy może do mezaliansu trzeba jeszcze tzw opinii publicznej?
  • verdana 23.05.12, 17:09
    Wiesz, na pewno nie powiedziałabym "Jak się ożenisz z rozwódką X" to Cię wydziedziczę. Na wydziedziczenie naprawdę jest sporo czasu. Pomijam już fakt, ze spadek nie wchodzi do majątku wspólnego.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 23.05.12, 17:16
    Wiesz, na pewno nie powiedziałabym "Jak się ożenisz z rozwódką X" to Cię wydzie
    > dziczę
    .

    Myślę, że bardzo, bardzo niewiele rodziców mówi w tym sposób - społeczeństwo mamy uświadomione i wszyscy wiedzą jak taki przekaz wyrazić w bardziej cywilizowany sposób smile
  • verdana 23.05.12, 17:23
    No więc ja bym cywilizowanie powiedziała "Nie podoba mi się twoja X, to wredna suka, zastanów się, co robisz" i na tym poprzestała. Trudno. Próba sterowania życiem dorosłego dziecka zawsze jest fatalna w skutkach.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 23.05.12, 17:39
    A za tym pewnie by poszły odpowiednie decyzje materialne ("wydziedziczenie" w zawieszeniu i tym podobne) ? smile

    To chyba nie jest takie proste. Rodzice mogą widziec niektóre związki nie jako mezalians, tylko jako związki toksyczne (a granice między jednym a drugim mogą byc cienkie). A kiedy podjerzewają, że taki toksyczny związek może zniszczyć ich dziecko , podejmują decyzje w ich rozumieniu najlepsze , w tym m.in. zablokowaniem finasowania dziecku czegokolwiek. Iczy można wtedy powiedzieć, że sterują życiem dzieci?



  • verdana 23.05.12, 17:45
    Mówimy o dorosłych ludziach, a więc raczej takich, którzy potrafią utrzymać się sami. Obowiązku dofinansowania nie ma. Jesli jednak zablokowanie polega na przykład na wyrzuceniu dziecka z rodzinnego przedsiębiorstwa - to podejrzewam, że nic z tego dobrego nie wyjdzie.
    I nie wierzę w to "dobro dziecka", które jest dorosłe. Dobro polegałoby tu najwyżej na tym, ze jeśli bedzie chciało sie pozbyć gada, to pomożemy.
    Natomiast odciećie dziecka od wszelkiej pomocy (nie tylko finansowej) spowoduje tylko, zę stanie się ono kompletnie zalezne od osoby, przed którą chcemy je chronić.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 23.05.12, 17:54
    Tylko tutaj wchodzimy bardziej w temat mniej lub bardziej mądrej pomocy, a nie mezaliansu i sterowania dorosłymi dziećmi, bo partner z "niższej sfery" (a o tę niższą sferę chodzi w mezaliansie).



    BTW znam parę związków "mezaliansoywch", które się rozpadły i bez względu na to jaka była faktycznie przyczyna rozpadu związku, ZAWSZE w kłótniach pojawiał się argument o kiepskim pochodzeniu partnera.



  • retro-story 23.05.12, 18:00
    > BTW znam parę związków "mezaliansoywch", które się rozpadły i bez względu na to
    > jaka była faktycznie przyczyna rozpadu związku, ZAWSZE w kłótniach pojawiał si
    > ę argument o kiepskim pochodzeniu partnera.

    A to akurat jak najgorzej swiadczy o partnerze z "lepszym" pochodzeniem. Cios ponizej pasa.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • joa66 23.05.12, 18:11
    A to akurat jak najgorzej swiadczy o partnerze z "lepszym" pochodzeniem. Cios p
    > onizej pasa


    Wbrew pozorom takie argumenty padają z obu stronsmile Bo zawsze stwierdzają, że to ta druga rodzina jest zła (bo inna).

    Kiedy społeczny podział na lepsze i gorsze jest rozmyty (i dobrze) , miejsce zostało zajęte przez "inny". Tylko czy to cały czas jest mezalians?
  • verdana 23.05.12, 18:19
    Żeby padały argumenty o okropnej rodzinie partnera, nie jest potrzeby żaden mezalians.
    --
    zpopk.blox.pl
  • slotna 23.05.12, 18:23
    > To chyba nie jest takie proste. Rodzice mogą widziec niektóre związki nie jako
    > mezalians, tylko jako związki toksyczne (a granice między jednym a drugim mogą
    > byc cienkie). A kiedy podjerzewają, że taki toksyczny związek może zniszczyć ic
    > h dziecko , podejmują decyzje w ich rozumieniu najlepsze , w tym m.in. zablokow
    > aniem finasowania dziecku czegokolwiek. Iczy można wtedy powiedzieć, że sterują
    > życiem dzieci?

    No jasne. Przeciez przy mezaliansie w tradycyjnym rozumieniu tego slowa rodzic tez sobie raczej wyobraza, ze dziala dla dobra dziecka, bo taki zwiazek jest szkodliwy, "gorszy" partner sciagnie dziecko w dol, zwiazek szybko sie rozpadnie i dziecko bedzie cierpiec czy co tam jeszcze mozna sobie wymyslic. A nie tylko robi dziecku na zlosc.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • joa66 23.05.12, 19:06
    Przeciez przy mezaliansie w tradycyjnym rozumieniu

    W tradycyjnym rozumieniu chyba bardziej liczy się opinia środowiska i obawa przed ostracyzmem, w mniejszym stopniu to czy dziecko będzie szczęsliwe w związku czy nie.
  • slotna 23.05.12, 19:39
    No i taki rodzic uwaza, ze nie bedzie, bo spotka je ostracyzm i krytyka srodowiska.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • retro-story 23.05.12, 10:45
    Przychodza mi do glowy dwa przypadki "mezaliansow".

    Pierwszy przypadek: znajomi moich rodzicow maja corke, wyksztalcona, dobrze zarabiajaca, z ciekawym hobby. Corka spotyka sie od kilku lat z facetem, ktory nie robi NIC. Nie pracuje (nawet nie szuka pracy), nie ma wyksztalcenia ani nie probuje go zdobyc. Ona go utrzymuje, probuje znalezc mu jakas robote, ale bez skutku; poza tym jemu pozycja pachnacego utrzymanka bardzo pasuje. Rodzice w histerii, ona zakochana po uszy.

    Drugi przypadek: moj facet dawno temu mial dziewczyne z dosc - w mniemaniu jego rodzicow - nieciekawej rodziny (ojciec nieznany, matka nie pracowala nigdy - cale zycie na zasilku). Do tego nie miala zamiaru isc na studia, mature tez zdala ledwo-ledwo. Rodzinie jajoglowych profesorow matematyki panna wybitnie nie podpasowala, mimo ze miala jakies wlasne pasje i byla w sumie mila. Mezalians.

    Wychodzi na to, ze mezaliansy opieraja sie jednak o pochodzenie i ambicje zawodowe i zyciowe.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • joa66 23.05.12, 10:59
    z dosc - w mniemaniu jego rodzicow - nieciekawej rodziny (ojciec nieznany,


    Ależ to bardzo ciekawe smile
  • ding_yun 23.05.12, 11:53
    retro-story napisała:

    > Przychodza mi do glowy dwa przypadki "mezaliansow".
    >
    > Pierwszy przypadek: znajomi moich rodzicow maja corke, wyksztalcona, dobrze zar
    > abiajaca, z ciekawym hobby. Corka spotyka sie od kilku lat z facetem, ktory nie
    > robi NIC. Nie pracuje (nawet nie szuka pracy), nie ma wyksztalcenia ani nie pr
    > obuje go zdobyc. Ona go utrzymuje, probuje znalezc mu jakas robote, ale bez sku
    > tku; poza tym jemu pozycja pachnacego utrzymanka bardzo pasuje. Rodzice w histe
    > rii, ona zakochana po uszy.
    >

    O, o taką sytuację właśnie mi chodziło.

    Generalnie nie uważam, że pochodzenie tutaj musi być decydujące bo znam (chyba każdy zna) osoby z naprawdę nieciekawych środowisk, które mają sporą siłę przebicia i wiele chęci. Ale jeśli jednak ktoś pochodzi z rodziny w której od zawsze żyło się na zasiłku, na "jakoś to będzie", przejął te wzorce i chce się związać z osobą, która ma jakiś plan na życie - to tak, jest to mezalians.

    Często się mówi przy takich okazjach o osobach, które na początku wydawały się nie rokować zbyt dobrze, ale potem okazały się być bardzo zaradne etc. Rzadziej jakoś słyszę historie w której współczesny mezalians doprowadza do tego, że jedna osoba ciągnie drugą w dół. Obserwuję właśnie taki przypadek: ona wyjechała z domu na studia, skończyła, pracowała tu i tam, poznała jego. On bez żadnego zawodu i bez chęci zdobycia jakiegokolwiek zawodu, pracował jako pomocnik kuchenny, ojciec nn, matka całe życie na zasiłku, brat zamieszany w lewe interesy. Aktualnie oboje na zasiłku, z małym dzieckie, jakie plany dalej - nikt nie wie.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 23.05.12, 12:51
    Aaa! Bardzo dobrze się składa, że jest ten wątek. Bo właśnie miałam ochotę zapytać, czy znacie taki film Zanussiego "Stan posiadania"?
    Właśnie obejrzałam go z ciekawości, bo red. Sosnowski z Trójki uważa go za jeden z lepszych filmów o miłości.

    I co się okazało. Dla mnie bohaterowie tego filmu to zupełny kosmos. I nie wiem, czy w 1989 roku ludzie naprawdę przywiązywali wagę do takich rzeczy, czy Zanussi (podobno dyżurny katolicki rezyser) wymyślił nieprawdopodobną psychologicznie historię. Bo dziś byłaby chyba raczej nieprawdopodobna.

    Film jest o mezaliansie. Jest matka i syn - katolicka, inteligencka rodzina. Syn poznaje kobietę upadłą: Pracowała w cenzurze. Sama rzuciła tę pracę, ale i tak to ZUA kobieta była. Bo przerwała ciążę i ukradła jabłko ze straganu. Samo zło - jak ktoś pracuje w cenzurze, to na pewno przerywa ciążę i kradnie. wink Aha, i była w depresji, truła się lekami i w ogóle raczej by potrzebowała pomocy psychologicznej.

    No i syn się zakochał, ale potem wspólnie z matką mieli długie inteligenckie rozkminy: A czy należy się wiązać? Nie, nie dlatego, że kobieta niezrównoważona psychicznie. Tylko dlatego, że "z innego środowiska", "ma inne wartościowanie". Chłopak był zdania, że on pannę nawróci. I że wtedy ona jemu też zaoferuje coś dobrego. "Sama mi, mamo, mówiłaś, że nie należy się zamykać w swoim środowisku." Zaczął ją zabierać na spotkania oazowe, a ona zaczęła się przed nim kajać i obiecywać, że uwierzy i się ochrzci.

    Serio, w tamtych czasach ludzie mieli takie problemy z mezaliansami? Przecież ja te czasy pamiętam i nie wydaje mi się.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • menodo 23.05.12, 13:15
    OMG - widziałam. Fim- gniot.
    Ale mam do niego stosunek emocjonalny; ten film inspirowany jest losami ludzi, których ja znam - i których na pewno znał Zanussi. Ale w filmie ich historia została spłaszczona; podejrzewam, że zbyt wiele osób majstrowało w scenariuszu - tak, aby nie wydało się, o kim mowabig_grin
    W realu - chłopak pannę naprawdę nawróciłsmile
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 23.05.12, 15:49
    > OMG - widziałam. Fim- gniot.

    Gniot scenariusz, bo film całkiem ładnie zagrany. W dodatku oni wszystko improwizowali na planie.

    > Ale w filmie ich histo ria została spłaszczona; podejrzewam, że zbyt wiele osób
    > majstrowało w scenariuszu - tak, aby nie wydało się, o kim mowabig_grin

    Aa, może właśnie dlatego zepsuli scenariusz, bo improwizowali??

    > Ale mam do niego stosunek emocjonalny; ten film inspirowany jest losami ludz
    > i, których ja znam - i których na pewno znał Zanussi.

    O! Ciekawe!
    Ale w realu to też był taki mezalians?

    Jeszcze a propos aktorów - jak zobaczyłam twarz tego młodego katolickiego inteligenta to pomyślałam: Laboga! Hołownia!
    Hołownia uwiedziony przez złą kobietę!! big_grin

    A potem - nie do wiary - okazało się, że to był młody Żmijewski...

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • menodo 23.05.12, 16:10
    O! Ciekawe!
    Ale w realu to też był taki mezalians? "

    Nie wiem, w każdym razie - tu opozycja, tam reżim - rodzice z różnych opcji - a dzieci się kochają big_grin ...Hmmm, mama jednego z dziecka postawionego w bardzo trudnej sytuacji -zagrała jedną z ważniejszych ról w tym filmie.

  • slotna 23.05.12, 13:04
    Moja mama popelnila cos w rodzaju mezaliansu. Moj ojciec sie potem dorobil i wyksztalcil, ale wiele to nie pomoglo, i tak sie rozwiedli. Ogolna opinia (rowniez samej zainteresowanej) jest taka, ze gdyby babcia nie byl tak bardzo przeciwko, to moja mama by sie tak nie uparla. I tyle mam do powiedzenia ambitnym mamusiom.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • verdana 23.05.12, 13:19
    Ale jak rozumiem Twoja mama popełniła mezalians po raz drugismile
    Może też być tak, zę nie każdy szuka osoby "równej" mu wykształceniem, zdolnościami itd. Że woli kogoś zupełnie innego od siebie. I tylko on powinien mieć w tej sprawie coś do powiedzenia, nie rodzice.
    --
    zpopk.blox.pl
  • ding_yun 23.05.12, 13:28
    A tak poza tym to wierzycie, że związek z osobą, która naprawdę ma mniejsze ambicje, potrzeby intelektualne, chęci jakiegokolwiek rozwoju nie ściąga tej ambitniejszej osoby w dół? Na pewno zależy to od etapu życiowego i trochę osobowości - taki układ, jaki na przyklad opisuje slotna dotyczy dwojga dorosłych i w pełni ukształtowanych osób, które na tym etapie życia mają takie a nie inne potrzeby i ich układ im nawzajem odpowiada - super.
    Ale w przypadku osób młodszych jednak wdepnięcie w taki związek bywa niebezpieczne. Jeden przykład z mojego otoczenia już wyżej opisałam. Przyszedł mi teraz na myśl drugi: on wykształcony w dochdowym zawocie i pasjonat (informatyk), miał plany wyjazdu za granicę, poznał kilka lat starszą dziewczynę, z małym dzieckiem, bez zawodu ani wykształcenia. Plany poszły w kąt, na razie zarabia na siebie i na nią pracując w bardzo marnym miejscu w mieście sporym, ale z wysokim bezrobociem z którego wszyscy uciekają. Czyli zero perspektyw.
  • slotna 23.05.12, 13:42
    Rownie dobrze moglby poznac dziewczyne, ktora ma w tym miescie niezle prosperujacy biznes i nie wyjechalby ze wzgledu na to. Albo ona musialaby zostawic ten biznes i wyjechala z nim. Roznie bywa.

    Gdybym miala biednego faceta, pewnie bym sie spiela, zeby sie doksztalcic i wiecej zarabiac, a tak to mi sie nie chce - mnie samej wystarcza, a on swoje ma.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ding_yun 23.05.12, 13:52
    slotna napisała:

    > Rownie dobrze moglby poznac dziewczyne, ktora ma w tym miescie niezle prosperuj
    > acy biznes i nie wyjechalby ze wzgledu na to. Albo ona musialaby zostawic ten b
    > iznes i wyjechala z nim. Roznie bywa.

    Tylko że wtedy mieliby na dwójkę przynajmniej jeden rozwojowy biznes albo jedna osoba miałaby pracę z perspektywami. A tak to ona nie pracuje, a on się marnuje w słabej pracy. Jasne, że różne moga być przyczyny niepowodzeń i w ogóle różnie mierzymy życiowe powodzenie i niepowodzenie.

    > Gdybym miala biednego faceta, pewnie bym sie spiela, zeby sie doksztalcic i wie
    > cej zarabiac, a tak to mi sie nie chce - mnie samej wystarcza, a on swoje ma.

    A ja nie wiem, moje spięcie chyba nie wynika z tego z jakim partnerem bym się związała. A jeśli już to działałoby to w drugą stronę - wolałabym się bardziej spiąć, żeby mu dorównać.

    Chyba rzeczywiście jednak osobowość jest tu istotniejszą kwestią bo ten sam partner może pewnie różnie wpływać na różne osoby.
  • slotna 23.05.12, 14:08
    > Tylko że wtedy mieliby na dwójkę przynajmniej jeden rozwojowy biznes albo jedna
    > osoba miałaby pracę z perspektywami. A tak to ona nie pracuje, a on się marnuj
    > e w słabej pracy. Jasne, że różne moga być przyczyny niepowodzeń i w ogóle różn
    > ie mierzymy życiowe powodzenie i niepowodzenie.

    Moze jak jej dziecko podrosnie, gdzies sie przeniosa, a teraz sie nie da.

    > A ja nie wiem, moje spięcie chyba nie wynika z tego z jakim partnerem bym się z
    > wiązała. A jeśli już to działałoby to w drugą stronę - wolałabym się bardziej s
    > piąć, żeby mu dorównać.

    To ja nie mam takich cisnien. Nie nadaje sie do kariery i nie mam motywacji. Mam rozne koniki, doksztalcam sie sama z paru dziedzin, ktore mnie interesuja, pracuje i zarabiam tyle, zeby mi bylo wygodnie, ale nie przepracowuje sie, mowiac szczerze. Nie mam wielkich potrzeb chyba, wystarczy mi komfortowe zycie. Przypuszczam, ze dla niektorych zwiazek ze mna bylby mezaliansem tongue_out

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • slotna 23.05.12, 13:34
    > Ale jak rozumiem Twoja mama popełniła mezalians po raz drugismile

    No smile Ale tym razem babcia sie juz nie czepiala. Poza tym to zupelnie inny rodzaj, bo moj ojciec mial "zle" pochodzenie, ale ambicje wrecz chorobliwa, a tu jest przeciwnie.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • bi_scotti 23.05.12, 14:11
    A mnie sie skojarzyl ten film: en.wikipedia.org/wiki/White_Palace_(film)
    Nie wiem czy byl wyswietlany w PL i jesli tak to pod jakim tytulem, sorry.
    Wydaje mi sie, ze najwazniejsze zdanie w watku juz padlo: mezalians jest/bywa/moze byc problemem dla otoczenia/rodziny/znajomych ale przeciez nie dla samych zainteresowanych. Nie rozumiem zupelnie problemu z "solara-dresiara" jako potencjalna synowa - jesli czyni syna happy, jesli nie kradnie i nie ma niebezpiecznych nalogow to w czym problem? Ze nie bardzo bedzie o czym z nia pogadac? Ze zdjecia rodzinne wymkna sie z jednego stylu? Ja akurat mam doswiadczenia ze znajomymi, ktorzy powchodzili w zdecydowanie nie-mezaliansowe zwiazki i co? I pstro - wiele nie zadzialalo i sie posypalo a tych kilka, ktore by mozna podciagnac pod "mezalians" trwa i ma sie OK. Moze wrecz sceptycyzm otoczenia pomaga im w tym trwaniu na zasadzie "nas dwoje przeciwko swiatu" smile
  • verdana 23.05.12, 14:13
    No bo jakże - tipsiara w mojej rodzinie? Nie po to kształciłam syna, aby on się zwiazał z niewykształconą idiotką, wart jest więcejsmile
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 23.05.12, 15:07
    verdana, spróbuj odpowiedzieć na moje pytanie (te o podwójnej rozwódce i twoich decyzjach z tym związanych)


  • pierwszalitera 24.05.12, 15:48
    joa66 napisała:

    > verdana, spróbuj odpowiedzieć na moje pytanie (te o podwójnej rozwódce i twoich
    > decyzjach z tym związanych)
    >

    O matko jedyna, po co takie uprzedzenia? Rozwódka z pieniędzmi po dwóch mężach, to osoba zaradna i możliwe, że ma już wystarczająco dużo, by wyjść teraz za mąż z miłości. No i dlaczego nie dać jej tej szansy? Przecież akurat nasz syn może okazać się dla niej przystanią życiową na zawsze. Uważasz, że biedna i niewinna dziewuszka jest lepszą partią? A jak za kilka lat poprzewraca się jej w głowie i zechce akurat naszego syna wykorzystać jako pierwszego męża na drodze do bogactwa?
    A co do tematu wątku. Mezalians nie ma nic wspólnego z posiadanym majątkiem. Inżynier z nieco wyższą pensją i panna z Tesco to nie jest jeszcze mezalians. Mezalians to jest sprzeczność pochodzenia i tu chodzi o zupełnie inną klasę społeczną. Czegoś takiego w Polsce po latach komunizmu jeszcze nie ma. Wystarczy bowiem troszkę więcej forsy, troszkę więcej wykształcenia, jakaś tam szansa na lepszą pracę i już można poszpanować kulturą oraz skoczyć z niższej klasy w wyższą. Czegoś takiego na przykład w UK się nie da. Biedna panna z arystokratycznego domu poślubiając ociekającego forsą fabrykanta drobkiewicza z worker class popełnia ciągle mezalians.
  • pavvka 24.05.12, 16:01
    pierwszalitera napisała:

    > Czegoś takiego na przykład w UK się nie da. Biedna panna z arystokratyczneg
    > o domu poślubiając ociekającego forsą fabrykanta drobkiewicza z worker class p
    > opełnia ciągle mezalians.

    Przesadzasz. O ile jeszcze 30 lat temu na księcia Karola były naciski żeby żonę znalazł sobie z właściwej rodziny, o tyle już Kate Middleton nikt się nie czepiał, że ma nieodpowiednie pochodzenie. A w końcu następca tronu to nie pierwszy lepszy arystokrata.
    --
    Marriage is like a bank account. You put it in, you take it out, you lose interest. - Irwin Carey
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 24.05.12, 16:03
    pierwszalitera napisała:

    > Mezalians nie ma nic wspólnego z posiadanym majątkiem. I
    > nżynier z nieco wyższą pensją i panna z Tesco to nie jest jeszcze mezalians. M
    > ezalians to jest sprzeczność pochodzenia i tu chodzi o zupełnie inną klasę społ
    > eczną. Czegoś takiego w Polsce po latach komunizmu jeszcze nie ma.

    Jeszcze... Daj Boże, żeby nigdy. O dziwo, jest kilka pozytywnych rzeczy, które zawdzięczamy komunie i to jest jedna z nich. (Dlatego właśnie pisałam w innym wątku, że dziwi mnie młoda polska lewica, która tak jakby w gruncie rzeczy marzy o odbudowaniu społeczeństwa klasowego.)
    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • ding_yun 24.05.12, 16:04
    pierwszalitera napisała:

    Rozwódka z pieniędzmi po dwóch mężach,
    > to osoba zaradna i możliwe, że ma już wystarczająco dużo, by wyjść teraz za mą
    > ż z miłości.

    LOL. Ty tak na serio?


    >No i dlaczego nie dać jej tej szansy? Przecież akurat nasz syn moż
    > e okazać się dla niej przystanią życiową na zawsze.

    Jasne, że może, ale obawy rodziców są naturalne.
  • dakota77 24.05.12, 16:08
    Worker class, powiadasz?smile
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuściwink"-by Marslo55
  • ding_yun 24.05.12, 16:32
    pierwszalitera napisała:

    Biedna panna z arystokratyczneg
    > o domu poślubiając ociekającego forsą fabrykanta drobkiewicza z worker class p
    > opełnia ciągle mezalians.

    Chyba troszkę jednak Prus i Reymont ze współczesną Wielką Brytanią Ci się pomieszali. Ci współcześni brytyjscy fabrykanci-dorobkiewicze z working class to jest szczególnie ciekawy konstrukt.
    Ogólnie nie, mimo faktu, że Wielka Brytania jest społeczeństwem klasowym to nie jest to taki czarno-biały podział.
  • triss_merigold6 24.05.12, 17:59
    No dobrze, to inny przykład:
    - dziewczę z inteligenckiego domu, studiujące, z perspektywami ale emocjonalnie głupie jeszcze jak szczaw, upiera się, żeby przywieźć z egzotycznych wakacji jakiegoś Boba z hotelu Roma trudniącego się rozkładaniem leżaków na plaży
    - chłopak jw. przypadkiem na imprezie poznaje pannę w typie matka Madzi (po gimnazjum, bezrobotna, patologiczna rodzina, ubóstwo) i twierdzi, że chce wziąć z nią ślub

    Różnice klasowe i wszystkie inne jak złoto.
  • joa66 24.05.12, 19:15
    A ja zadam pytanie trochę z innej strony smile

    Jaki jest Wasz stosunek emocjonalny do tego, że córka Waszej ciotki lekarki, sam też lekarka, wychodzi za mąż za hydraulika?

    Bo mój jest żaden.
  • verdana 24.05.12, 20:21
    Pierwszy odruch "Nareszcie ktoś w rodzinie będzie miał pieniądze".
    Drugi mógłby byc inny, ale to juz by zalezało od hydraulika.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joa66 24.05.12, 20:58
    Ale czy w ogóle budziłoby to w Tobie większe emocje? Na pewno na szybko coś sobie pomyślimy, ale generalnie chyba więksozści z nas wisi i powiewa z kim się wiąże dalsza rodzina.

    I chyba tym to sie różni od tradycyjnego mezaliansu - emocje związane z wyborem partnerów dotyczą tylko wąskiej grupy najbliższych osób. A wśród najbliższych to i niewąłściwy kolor włosów jest problemem (tak-znam jeden przypadek kiedy matka nie mogła tego przeboleć i płakała, bo wybranek córki był rudy)
  • triss_merigold6 24.05.12, 21:13
    Brawo, zaradnego chłopa znalazła.
  • joa66 24.05.12, 21:57
    Co prawda nie widzę większegio związku między hydraulikiem i zaradnością, ale mniejsza o to.

    Chyba jednak jestem nietypowa, bo ja nic nie myślę i jest mi to totalnie obojętne i jako obojętne nie podlegające ocenie .
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 24.05.12, 21:51
    joa66 napisała:

    > A ja zadam pytanie trochę z innej strony smile
    >
    > Jaki jest Wasz stosunek emocjonalny do tego, że córka Waszej ciotki lekarki, sa
    > m też lekarka, wychodzi za mąż za hydraulika?
    >
    > Bo mój jest żaden.

    A ktoś w Polsce miałby z tym w ogóle problem?
    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • joa66 24.05.12, 22:04
    A ktoś w Polsce miałby z tym w ogóle problem? --

    Nie pytałam czy to problem tylko czy to kogokolwiek obchodzi. Tradycyjny mezalians jest związany z opinią środowiska, nie tylko rodziców.

    I owszem, miałabym jakieś stosunek emocjonalny do informacji, że narzeczony kuzynki pracuje w cyrku i co wieczór wkłada głowę w paszczę lwa albo jest słynnym fałszerzem obrazów, bo to jest ciekawa informacja. Ale generalnie mam gdzieś z kim sie wiąże kuzynka.

    I myslałam, że tak ma wiekszośc, co byłoby dowodem na to, ze współczesnie trudno mówić o mezaliansach.
  • ding_yun 24.05.12, 23:27

    > A ktoś w Polsce miałby z tym w ogóle problem? --
    >

    Problem może nie. Ale mówię z pełnym przekonaniem, że w niektórych środowiskach związanie się z osobą wykonującą pracę fizyczną byłoby postrzegane jako dość dziwne. Nie mówię, że para spotkałaby się z ostracyzmem, wrogością, czy publicznym wytykaniem palcami. Ale jestem pewna, że wzbudziłoby to (przynajmniej na początku) spore zdziwienie wśród znajomych i niekończące się dociekania "ale właściwie dlaczego". Nie byłoby to postrzegane jako coś normalnego: aha, znalazła sobie chłopaka. Tylko raczej: znalazła sobie chłopaka, ale wyobraź sobie, że on jest hydraulikiem! Co nie wyklucza późniejszej akceptacji środowiska i zwykłego wygaśnięcia tematu. Ale początkowe zdziwienie bo to ktoś "z zewnątrz" byłoby spore. I mam wrażenie, że ten podział my-oni rozgrywa rozgrywa się w głowach młodych ludzi głównie na poziomie wykształcenia i ambicji intelektualnych. To znaczy pochodzenie (wieś/miasto/zawód rodziców) ani stan posiadania naprawdę nie mają nic do rzeczy. Często te kwestie nawet nie są wśród znajomych znane. Ale kto gdzie studiował i czym się zajmuje zawodowo i w wolnym czasie - to wyznacza przynależność do grupy społecznej.

    Zaznaczam, że to są moje obserwacje, a nie moje poglądy smile
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 25.05.12, 20:28
    A w jakich środowiskach prowadziłaś te obserwacje? Bo, serio, czasy są takie, że nauczyciele przekwalifikowują się na operatorów walca, socjolodzy robią kurs spawacza, albo kurs wysokościowy do malowania kominów, albo kładą płytki... Akurat prace wykończeniowo-remontowe w mieszkaniach to jest dziś dobry zarobek. Parę lat temu, nie wiem, czy teraz, doskonale się zarabiało przy budowie autostrad. A malowanie kominów, słyszałam, jest uważane za dobry zarobek w Anglii - podobno jedzie się tam raz na jakiś czas, pomaluje, i przywozi do Polski przyzwoite pieniądze.

    Tak że te środowiska, o których mówisz, muszą być albo cholernie bogate - że rodzaj pracy mocno przedkładają nad wysokość zarobków - albo cholernie dobrze wykształcone - że żal im marnować to wykształcenie.
    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • ding_yun 25.05.12, 20:34
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    >Aku
    > rat prace wykończeniowo-remontowe w mieszkaniach to jest dziś dobry zarobek. Pa
    > rę lat temu, nie wiem, czy teraz, doskonale się zarabiało przy budowie autostra
    > d. A malowanie kominów, słyszałam, jest uważane za dobry zarobek w Anglii - pod
    > obno jedzie się tam raz na jakiś czas, pomaluje, i przywozi do Polski przyzwoit
    > e pieniądze.

    Ale dlatego właśnie napisałam, że "ocenie" nie podlegają poziom majątku/zarobki tylko to, co się robi.

    >
    > Tak że te środowiska, o których mówisz, muszą być albo cholernie bogate - że ro
    > dzaj pracy mocno przedkładają nad wysokość zarobków - albo cholernie dobrze wyk
    > ształcone - że żal im marnować to wykształcenie.

    Jedno i drugie. Oraz bardzo młode, co wiele wyjaśniać.

    --
    In God we trust, all others must bring data.
  • verdana 25.05.12, 21:44
    No, ja znam takich ludzi. Sporo. Naprawdę. Takich, co zastanawiają się, kto kogo rodził (wykształcenie się liczy, nie szlachectwo), którzy o mało nie padali trupem, gdy jako młody doktor roznosiłam ulotki,z ęby dorobić, bo "nie przystoi" i którzy całkiem serio pytają kim są rodzice mojej synowej. I dziadkowie.
    A kim byli dzadkowie to ja nie wiem, cholera.
    --
    zpopk.blox.pl
  • menodo 25.05.12, 22:04
    > No, ja znam takich ludzi. Sporo. Naprawdę. Takich, co zastanawiają się, kto kog
    > o rodził (wykształcenie się liczy, nie szlachectwo), którzy o mało nie padali t
    > rupem, gdy jako młody doktor roznosiłam ulotki,z ęby dorobić, bo "nie przystoi"
    > i którzy całkiem serio pytają kim są rodzice mojej synowej. I dziadkowie.
    > A kim byli dzadkowie to ja nie wiem, cholera. "

    Twoi znajomi wypytują Cię o dziadków synowej? Skąd Ty wzięłaś takich znajomych?
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 25.05.12, 22:30
    Jeśli nie rozumieją, jak wygląda sytuacja zarobkowa większości Polaków, to świadczy, że są to środowiska snobów odklejonych od rzeczywistości... sad I zaczynam rozumieć niektórych, co mówią, że inteligencja jako klasa społeczna zasługuje na zanik, bo tylko bujają w obłokach i zadzierają nosa. Bo domyślam się, że to tzw. inteligenci. Ludzi biznesu bym o takie podejście nie podejrzewała.

    A tak z ciekawości - te środowiska to w Warszawie, czy w innych też miastach?

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • verdana 25.05.12, 22:42
    To są środowiska niezwykle pobożne i tradycyjne.
    --
    zpopk.blox.pl
  • ding_yun 25.05.12, 22:53
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    Bo domyślam się, że to
    > tzw. inteligenci. Ludzi biznesu bym o takie podejście nie podejrzewała.

    Heh, wiesz... to są inteligenci, a przynajmniej chcą nimi być, ale też często pracują, albo chcą pracować w biznesie, szeroko pojętym. Nie są to absolwenci afrykanistyki i historii sztuki godzinami rozprawiający o sensie życia, o nie. To są bardzo dobrze wykształceni ludzie na ogół z dość zamożnych domów z biznesplanem na życie i dużym entuzjazmem do działania. Wcale nie tak odklejeni od rzeczywistości jak mogłoby się wydawać, natomiast często nieco zamknięci w swoim świecie - na razie. Jestem pewna, że to jest okres przejściowy w życiu i on minie po 2-3 latach pracy albo szukania pracy.

    > A tak z ciekawości - te środowiska to w Warszawie, czy w innych też miastach?
    >
    I Warszawa i inne miasta oraz zagranica wink

    --
    In God we trust, all others must bring data.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 25.05.12, 22:59
    Bardzo ciekawe rzeczy mówicie. Ile to się człowiek może dowiedzieć o ludziach, czytając forum. smile Bardzo młode środowiska, nieobeznane z rynkiem pracy - rozumiem. Zagranica - rozumiem, rynki pracy bywają różne w różnych krajach. Ale ci pobożni z pięciorgiem dziatek, to dla mnie zagadka.
    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • verdana 25.05.12, 22:41
    Cholera, sama nie wiem... Przypełzli.
    Jedna, bardzo miła, znajoma męża, przy czym dziewczyna miła, z nia się nawet zaprzyjaźniłam, tylko co pewien czas mną trzęsiesmile
    Reszta to tradycyjni, bardzo pobożni rodzice co najmniej pięciorga dziatek.
    --
    zpopk.blox.pl
  • menodo 23.05.12, 15:11
    erdana napisała:

    > No bo jakże - tipsiara w mojej rodzinie? Nie po to kształciłam syna, aby on się
    > zwiazał z niewykształconą idiotką, wart jest więcejsmile

    Verdana, ja akurat nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby mój syn związał się z solarą - wieśniarą - oczywiście pod warunkiem, że miałaby "dobre serduszko" itd. - akurat mój syn nie przepada za kobietami przesadnie wykształconymi ; mam wrażenie, że szuka ciepłej matki dla swoich dzieci ; niech szuka big_grin
  • ding_yun 23.05.12, 16:09
    menodo napisała:

    akurat mój syn nie przepada za kobietami przesadnie wykształconymi ; mam w
    > rażenie, że szuka ciepłej matki dla swoich dzieci

    Bo kobieta przesadnie wykształcona, cokolwiek to znaczy, ciepłą matką dla dzieci być nie może...
  • menodo 23.05.12, 17:08
    na pewno nie szuka kobiet z nadmiarem wolnego czasu - realizujących się na forach internetowychbig_grin
  • ding_yun 23.05.12, 17:14
    menodo napisała:

    > na pewno nie szuka kobiet z nadmiarem wolnego czasu - realizujących się na fora
    > ch internetowychbig_grin

    Ech, widzę, że poziomem kolejnej dyskusji gonimy forum kobieta oraz emama.
    No nic, tyle w temacie jeśli chodzi o tę odnogę wątku.
  • menodo 23.05.12, 17:25
    Hehe, nie rozumiem - skąd ta pogarda dla ematki czy cośtam kobieta?
    Poziom agresji, niechęci do zrozumienia interlokutora czy wręcz pogardy dla niego nie odbiega na tym forum od poziomu ematkowego - za to zadaricie nosa niektórych forumek...ulalala... - jakieś forum dla noblistek co najmniejbig_grin
  • ding_yun 23.05.12, 17:32
    menodo napisała:

    za to zadaricie nosa niektó
    > rych forumek...ulalala... - jakieś forum dla noblistek co najmniejbig_grin

    Wpada na forum nowa osoba i jak tylko wytknie jej się, jakieś zachowanie -na przykład posługiwanie się krzywdzącym stereotypem - zaczyna uświadamianie wszystkim jakie to beznadziejne miejsce.
    Jakbym to już gdzieś widziała.
  • menodo 23.05.12, 17:39
    > Wpada na forum nowa osoba i jak tylko wytknie jej się, jakieś zachowanie -na pr
    > zykład posługiwanie się krzywdzącym stereotypem - zaczyna uświadamianie wszystk
    > im jakie to beznadziejne miejsce.
    > Jakbym to już gdzieś widziała."

    Dla ciebie jestem nowa tak samo jak ty dla mnie. Hehe, nNo i to to poczucie wyższości ..,jestem tu starsza, więc mam prawo pouczać każdego nowego - jak się ma zachowywać na moim terytorium big_grin To właśnie jest bardzo ematkowebig_grin
  • nikadaw1 23.05.12, 18:01
    Ding Yun nie denerwuj się, Menodo ci zwyczajnie sugeruje, żebyś nie startowała do jej syna... smile
    --
    Spacerowiczka
  • ding_yun 23.05.12, 18:16
    nikadaw1 napisała:

    > Ding Yun nie denerwuj się, Menodo ci zwyczajnie sugeruje, żebyś nie startowała
    > do jej syna... smile

    Ależ ja i tak nie mam na to czasu ponieważ pracuję na moje przesadne wykształcenie wink
  • verdana 23.05.12, 17:36
    Nie ma, naprawdę, obowiązku czytania tego forum.
    I prosiłabym jednak o nieco więcej kultury.
    --
    zpopk.blox.pl
  • menodo 23.05.12, 17:46
    Ja mam za mało kultury czy niektórym paniom brakuje argumentów, więc im nerwy puszczają?
  • verdana 23.05.12, 17:53
    Ty masz za mało kultury. Przykro mi, ale taka jest prawda.
    W dyskusji o Twoim synu rzeczowe argumenty wprawdzie nie padły, ale chyba powinnas sie z tego cieszyć, bo to chyba świadczy o kulturze dyskutantów. --
    zpopk.blox.pl
  • menodo 23.05.12, 18:01
    Acha, ok. Twoje forum- Twoja władza. cześć.
  • marajka 23.05.12, 15:47
    Skoro nawet rodziny królewskie masowo popełniają "mezalianse" (Norwegia, Szwecja, Dania, Anglia oczywiście na szarym końcu) to chyba już takie pojęcie nie istnieje wink

    Mezalians popełniało się nie tylko w rodzinie, to była sprawa całego środowiska. Jeśli ta Twoja koleżanka będzie się oburzac jak dziecko weźmie męża/żonę z Huty czy innej Pragi, to raczej jej otoczenie nie będzie się z nią burzyć równym chórem?

    BTW, co będzie miał syn inteligentów po przyjaźni z synem stolarza? Hm... powiedziałabym tej pani, że kontakty w dochodowej branży, jakby stypendium doktoranckie na chleb nie starczyło tongue_out
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • paszczakowna1 23.05.12, 21:54
    > Skoro nawet rodziny królewskie masowo popełniają "mezalianse" (Norwegia, Szwecj
    > a, Dania, Anglia oczywiście na szarym końcu) to chyba już takie pojęcie nie ist
    > nieje wink
    >
    > Mezalians popełniało się nie tylko w rodzinie, to była sprawa całego środowiska

    Ano właśnie. Kiedyś po prostu funkcja małżeństwa była inna. To nie była sprawa prywatna, to był kontrakt, który powinien przynieść odpowiednie korzyści rodzinom, bo przez małżeństwo całe rodziny wchodziły ze sobą w związek (poszerzały bazę kontaktów zawodowych, tworzyły alians ekonomiczny, a w najwyższych sferach polityczny). Ktoś, kto się z tego wyłamywał poprzez mezalians, przynosił rodzinie realne straty , bo nie tylko nie pozwalał rodzinie osiągnąć oczekiwanych zysków ze swojego małżeństwa, ale odbierał jej prestiż.

    Teraz w naszym kręgu kulturowym raczej tego nie ma i 'mezalians' jest prywatnym zmartwieniem rodzica, który ma taką a nie inną wizję szczęścia dziecka.
  • joa66 23.05.12, 22:15
    Ano właśnie. Kiedyś po prostu funkcja małżeństwa była inna. To nie była sprawa prywatna, to był kontrakt, który powinien przynieść odpowiednie korzyści rodzinom, bo przez małżeństwo całe rodziny wchodziły ze sobą w związek (poszerzały bazę kontaktów zawodowych, tworzyły alians ekonomiczny, a w najwyższych sferach polityczny). Ktoś, kto się z tego wyłamywał poprzez mezalians, przynosił rodzinie realne straty , bo nie tylko nie pozwalał rodzinie osiągnąć oczekiwanych zysków ze swojego małżeństwa, ale odbierał jej prestiż.

    Teraz w naszym kręgu kulturowym raczej tego nie ma i 'mezalians' jest prywatnym zmartwieniem rodzica, który ma taką a nie inną wizję szczęścia dziecka.


    I to jest chyba najlepsze podsumowanie.
  • triss_merigold6 23.05.12, 22:42
    Na użytek prywatny potraktowałabym, to jako zmarnowanie potencjału dziecka i włożonych weń starań edukacyjnych, wychowawczo-opiekuńczych, finansowych.
    I sorry, mam prawo uważać, że wiążąc się z kimś o określonych cechach społecznych, moje dzieci popełniłyby mezalians, aczkolwiek nie użyłabym tego słowa, bo brzmi archaicznie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka