Dodaj do ulubionych

Matura z matematyki

06.05.14, 19:30
>W zeszłym roku maturzyści liczyli na łatwiejszą maturę i się nie przeliczyli. Po tym, jak w 2012 roku ponad 20% uczniów nie zdało matury z matematyki na poziomie podstawowym, w 2013 roku arkusze zostały chyba lepiej dostosowane do umiejętności i wiedzy zdobytej przez maturzystów w czasie trzech lat nauki w liceum.

A może dostosować naukę i wymagania do matury?
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 06.05.14, 19:40
    Nauka i wymagania są dostosowane do matury, a właściwie do jej celu. Celem jest jak najwyższy wskaźnik młodzieży formalnie posiadające wykształcenie średnie i kontynującej naukę po ukończeniu 18. roku życia.
    Albo selekcja albo egalitaryzm. Albo limitowanie dostępu do studiów albo obniżanie poprzeczki tak, że zda tę maturę osoba, która 25 lat temu skończyłaby najwyżej zawodówkę.
  • jhbsk 08.05.14, 19:21
    Czy zeszły rok czy ten - matura z matematyki jest żenująco łatwa.
    --
    JS
  • verdana 08.05.14, 20:10
    Matura z roku pańskiego 1926.
    Nie, nie była trudniejsza, naprawdę.
    www.facebook.com/photo.php?fbid=785997498119580&set=a.196727030379966.78729.196686280384041&type=1&theater
    --
  • iwoniaw 09.05.14, 14:53
    Była o tyle trudniejsza, że trzeba sobie było samemu rysunki robić wink
    W tym roku to nawet jeśli ktoś nie miał pojęcia o właściwościach funkcji, ale miał sprawne oczy, mógł sobie odpowiedzi odczytywać z obrazków bez zbędnych wyliczeń big_grin
    Kolorowanie drwala zdecydowanie wydaje się być coraz bliżej (mówię oczywiście o poziomie podstawowym, który jest jaki jest z uwagi na to, o czym pisze Triss).
    Ale przyznaję, że irytują mnie te zrzędy, które w necie wszędzie wypisują, że "za naszych czasów, panie, to była matura, a teraz to co" - bo to jest zwyczajna nieprawda, matura rozszerzona nie jest wcale taka hop siup, zwłaszcza jeśli mówimy o przyzwoitym wyniku pozwalającym myśleć o studiach z wyśrubowanymi kryteriami przyjęć (czyli +80/90% z rozszerzonej, nierzadko z kilku przedmiotów).
    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • verdana 09.05.14, 15:15
    "Za moich czasów, panie dziejku" na maturze było pięć zadań. Trudność zależała od tego, czy matura była humanistyczna czy matematyczna.
    Należało na piątkę wybrać i rozwiązać trzy. Czyli na zdanie matury na maximum wystarczyło 60% wiedzy. Abu zdać, trzeba było rozwiązać 1,5 zadania. 30 %. Bo to inne czasy były, a matura taka trudna...
    --
    zpopk.pl
  • szarsz 09.05.14, 23:38
    A jednak za moich czasów było więcej, szczególnie o pochodne, których teraz nie ma w ogóle:
    www.maturzysta.info/matura_standardy_2011.php
    i to ja chodziłam do klasy ogólnej. W mat-fizie całki trzaskali naprawdę. Bez tego nie może być mowy o ekstremach funkcji, punktach przegięcia i w ogóle jakiejkolwiek poważnej analizie funkcji.
  • anndelumester 09.05.14, 15:19
    Ten rozrzut - podstawa a rozszerzony - jest imo paranoiczny. Z tego co pamiętam z "moich czasów" różnice owszem były, ale nie tak zabójcze. Byłam na biol-chemie i zakres materiału do matury owszem był większy niż w klasach ogólnych, ale nie tak drastyczny, żeby osoby z klas ogólnych nie mogły potem się podostawać na przykład na medycynę (chodzi o przyswojoną wiedzę i czas na przyswojenie materiału).
    I tak samo- będąc na owym biol-chemie w ciągu roku przygotowałam się (równolegle do przygotowań do matury) z historii/polskiego/geografii na studia uniwersyteckie (egzaminy ustne i pisemne).
    Z tego co widzę obecny program nauczania w swojej podstawie jest jak dla uczniów z deficytami IQ przy czym, żeby dostać się na przyzwoite studia trzeba zdawać i znać treści grubo ponad ową podstawę. Dlatego wiele osób nie wyrabia czasowo a z przedmiotów poza profilowych ich wiedza ogólna jest żałosna.


    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • iwoniaw 09.05.14, 22:03
    mają zadziwiająco mały "rozrzut" pomiędzy poziomem podstawowym a rozszerzonym. Na rozszerzonym trzeba wytłumaczyć dowcip rysunkowy i to jest chyba podstawowa różnica big_grin

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • verdana 09.05.14, 22:30
    W dodatku zazwyczaj rozszerzony polski - przynajmniej jako wypracowanie - bywa łatwiejszy niż podstawa. Ale zawsze tak było...
    --
  • triss_merigold6 09.05.14, 23:19
    W sumie rozszerzony WOS z fragmentami artykułów/publikacji uważam za nawet łatwiejszy niż podstawowy.
  • guineapigs 28.12.14, 18:46
    Sięgam po temat 'za górami, za lasami, kiedyś...' - 'czyli bardzo stary, innemi słowy: odgrzewam. Tak, matura z roku 1926 może nie była trudniejsza, ale zważ Verdano na postęp nauki i kultury/sztuki, wydarzenia historyczne. Od roku 1926 tyle się nowego zrobiło. Kto w 1926 byłby pytał o - a tak spod ręki - druga wojnę światową? Toz nawet w skrócie ciężko to omówić w pół roku. Specjalista nie jestem ale podejrzewam, że nawet zwykłe, trafiające do podręczników ustalenia archeologów sa teraz zupełnie inne niz niemal sto lat temu. Co o budowie atomu powinien wiedzieć uczeń w 1926 a co w 2006? Toz to przepaść. O geografii politycznej czy gospodarczej nie wspomnę - to już kompletnie inne 'wiedze'., ba - inne światy (tak obrazowo napiszę: gdzie Rzym, gdzie Krym). Nawet gramatyka się zmieniła - coś kiedyś nie odmieniano - teraz na dobre jest w języku polskim i się odmienia, ba - w 1926 niektórzy nawet nie wiedzieli, co to 'radio', a teraz musza to odmieniać, bo to juz 'polski' wyraz..
    Kiedy wogóle takie pojęcia jak całka czy pochodna weszły w użycie i to popularne? Przypuszczam, że jakoś właśnie w latach 20.- stych a i to w środowisku studentów.
    Z tym, że weź pod uwagę kwestię 'rozprzestrzania się' wiedzy' - teraz bez trudu w necie znajdziesz i ustalenia archeologów, i przykłady na uzycie pochodnych, i sposoby obliczania całek, i sekretne życie seksualne każdego Króla (co jakoś tam zawsze wpływało na politykę). W 1926 tak nie bylo. Więc trudno było oczekiwac, że licealiści z Poznania wiedzą co ustalili matematycy ze Lwowa.
    Jedno wiem - materiał obecnej szkoły licealnej czy technikum jest duzo bardziej obszerny niz z 1926 roku, a lat nauki nie przybywa.
    Ci z 1926 spokojnie się obeszli bez młodopolski, dwudziestolecia, literatury wojennej, łagrowej itp. Nie mieli tez happeningów, tęcz i różnych nowoczesnych spraw. A to już oznacza, że mieli po prostu więcej czasu na 'Pana Tadeusza'. Teraz maturzysta ma znać i Pana Tadeusza, i łagrową. i dwudziestolecie, i cholera wie co jeszcze. A doba non stop ta sama - 24 godziny.
    Kończę wywód, wiadomo, o co chodzi. Chodzi o czas.
  • verdana 28.12.14, 19:39
    Ależ to absurd. W 1926 nie pytano o II wojnę światową, ale pytano bez porównania bardziej szczegółowo o historię z czasów zaborów, a omawianie Rewolucji Francuskiej zajmowało tygodnie. W nauce historii jest tak,że starsze wydarzenia po prostu z biegiem lat omawia sie bardziej pobieżnie.
    Uczeń z 1926 roku musiał zazwyczaj znać łacinę. Miał znacznie więcej lektur , niż uczeń dzisiejszy. Przecież to nie jest tak, ze Jak nie było Młodej Polski (a oczywiście była, dlaczego nie?) , to było więcej czasu na "Pana Tadeusza". Po prostu czytano więcej literatury z poprzednich epok, książki, które potem wypadły z lektury. To trochę tak, jakbyś powiedziała, że przecież dzisiejsi uczniowie mają więcej czasu, bo nie musza czytać tego, co ukazało sie w latach 2050-2100.
    To, że gramatyka sie zmienia, nie znaczy, że jest łatwiejsza czy trudniejsza.
    I nie, zdecydowanie rok 1926 to nie sa czasy kamienia łupanego i uczniowie z Poznania mogli czytać gazety, gdzie opisywano współczesne odkrycia naukowe.
    Naprawdę sądzisz, ze do programu szkolnego tylko sie dodaje nowe rzeczy, a niczego nie usuwa?
  • verdana 28.12.14, 19:46
    (Grupa I dla oddziałów 1 i 2 szkoły powszechnej, Grupa II dla oddziałów 3 i 4 szkoły powszechnej i klasy I szkoły średniej, Grupa III dla oddziałów 5 i 6 szkoły powszechnej i klas I-III szkoły średniej, Grupa IV dla oddz. 7 i klas IV-V, Grupa V dla klas VI-VIII; oraz podano ocenę Ministerstwa). Innymi słowy, dzisiejsza podstawówka i gimnazjum. Jak widać, to nie jest tak,z ę dziś po prostu "dorzuca" sie kolejne książki.

    Allorge "Walka światów" GIV Dozwolona
    Asnyk "Wybór poezji" GV Konieczna
    Bagiński "Zagadnienie dostępu Polski do morza" GV Pożądana
    Bandrowski "Na polskiej fali" GIV Konieczna
    Bonsels "Pszczółka Maja i jej przygody" GII-III Dozwolona
    Bruchnalska "Czytajcie dzieci" GI Dozwolona
    Burnett "Tajemniczy ogród" GIII Pożądana
    Bystroń "Artyzm pieśni ludowych", "Historja w pieśni ludu polskiego" GV Pożądana
    Casanova "Podróże Karmeli" GII Dozwolona
    Chateaubriand "Atala Rene. Ostatni z Abensażerów" GV Dozwolona
    Choynowski "Pokusa" GV Pożądana
    Chrząszczewska "Cud bajeczki" GI Dozwolona
    Curwood "Najdziksze serca" GV Dozwolona
    tegoż, "Władca skalnej doliny" GIV-V Pożądana
    Czyżewski "Jim Żeglarz" GIII Dozwolona
    Dąbrowska-Gerson "Choinka polska" GIII Pożądana
    Dębicki "Portrety" GV Dozwolona
    Dickens "Dwa miasta" GV Dozwolona
    Domańska "Ave Maria", "Czeladnik majstra Szymona" GIII Dozwolona
    tejże, "Złota przędza" GII Dozwolona
    Dygasiński "Beldonek" GIV Dozwolona
    Dynowska "Dylu, dylu na badylu" GI Pożądana
    German "O Janku co walczył we Lwowie" GII Dozwolona
    Gomulicki "Syrena" GV Dozwolona
    Guyon "Na Dalekim Zachodzie" Dozwolona
    Gorczyńska "Frania sierotka" GI Dozwolone
    Hearn "Czerwony ślub" GV Dozwolona
    Hellin "Tajemnice Egiptu" GIII Pożądana
    Jachowicz "Wiersze i bajki" GRI-II Pożądana
    Jeleński "Mała Miriam", "Woda żywa" GII-III Pożądana
    Jerwiczowa "Tajemnice starego gobelinu" GIII Dozwolona
    Jezierski "O skarb Gwajkurów" GII Dozwolona
    Kasprowicz "Księga ubogich" GV Konieczna
    Konopnicka "Filuś, Miluś i Kizia, wesołe kotki" GI Konieczna
    tejże, "Kto policzy te obrazki", "Ku-ku-ry-ku!" GI Dozwolona
    Kossuthówna "Dzieci i lalki", "W moim ogródeczku" GI Dozwolona
    Kwiecińska "Serce Hanki" GII Dozwolona
    London "Przygody w zatoce S. Francisco" GIV-V Dozwolona
    Łoziński "Dwunasty gość" GIV_V Pożądana
    Machczyński "Mozaika wilcza" GIV Pożądana
    Mann "Pan i pies" GV Dozwolona
    Margaret "Irena" GIV Dozwolona
    Marryat "Wśród koralowych raf" GIII Pożądana
    Mayne Reid "Młodzi żeglarze" GIII Pożądana
    Mieszkowska "O żabkach i wróżce" GI-II Dozwolona
    Mickiewicz "Pani Twardowska" GII Pożądana
    Monalur "Promień" GIV Pożądana
    Montgomerry "Dwaj malcy" GII-III Dozwolona
    tejże, "Szafirowy szal" GIII Dozwolona
    Morawska "Skarbiec faraona" GIII Dozwolona
    Motylińska "Momarto syn brzoskini" GII Dozwolona
    Niewiadomska "Słoneczny światek" GII Dozwolona
    Niezabitowski "Huragan od Wschodu" GIV Pożądana
    Oppman "Baśń o szopce" GIII Dozwolona
    Orsza "Z życia królowej Jadwigi" GIII-IV Pożądana
    Pawłowicz "Franek na szerokim świecie" GIII Dozwolona
    Piasecka "Koledzy Romcia" GII Pożądana
    Piekarczyk "Skarby na Czorsztynie" GIII Dozwolona
    Porazińska "Wesołe Małgorzatki" GII Pożądana
    Rosinkiewicz "Fatalna trzynastka" GIII-IV Dozwolona
    Rosny "Walka o ogień" GV Pożądana
    Selmer "Nad dalekim, cichym fiordem" GIII Konieczna
    Szczepkowski "Kosmaty gość" GI-II Dozwolona
    Sienkiewicz "Na Oceanie Atlantyckim" GIII-IV Pożądana
    Szczęsny "Baśnie wiosenne" GII Dozwolona
    Szelburg "Jak Bożątko z Niebożątkiem nową bajkę znaleźli" GI Dozwolona
    Ostrowska "Marysina służba" ("Płomyk"), "Najmilsi" GI-II Pożądana
    Szpyrkówna "Godzina bije" GV Pożądana
    Thompson "Czerwonokryzek" GII-III Pożądana
    Tuchołkowa "Dziewica Orleańska" GIV Dozwolona
    Urbanowska "Róża bez kolców" GIV Pożądana
    Umiński "Młody jeniec indyjski" GIII Dozwolona
    Verne "Dzieci kapitana Granta", "20 tysięcy mil...", "Wyspa tajemnicza" GIII-IV Pożądana
    Wiggin "Rebeka z nad Słonecznego Potoku" GIII Pożadana
    Witkowska i Krzyżanowska "Wodzowie narodu" GIV Dozwolona
    Włodkówna "Przeciw złej doli" GIII Dozwolona
    Wojnar "O naczelniku Kościuszce" GIII Dozwolona
    Woroniecki "Gawęda o gawędzeniu" GIV_V Dozwolona
    Zagórowski "W puszczy Teksasu" GV Dozwolona
    Zaleska w/g Coopera "Pogromca zwierząt" GIII Dozwolona
    Zielińska "Opowiadania babuni" GI-II Dozwolona
    Żurakowska "Trzy srebrne ptaki" GIII Dozwolona
  • mmoni 29.12.14, 00:27
    Fascynujące. 3/4 pozycji w ogóle nie znam. Casanova? TEN Casanova na liście lektur dla podstawówki? A z Dickensa akurat "Dwa miasta", czyli domyślam się, że "Opowieść o dwóch miastach", książka o Rewolucji Francuskiej, z jakichś niedocieczonych powodów wydana w Polsce po wojnie tylko raz.
    --
    Nika
  • pavvka 29.12.14, 15:35
    Ale 'dozwolona' oznacza chyba lekturę nieobowiązkową? A 'koniecznych' jest raptem 5 pozycji na 8 lat nauki, więc bez przesady...
    Swoją drogą ciekawy wybór... o dziwo nie ma na liście nawet 'Pana Tadeusza', a Sienkiewicza jest jedna, dziś w ogóle nieznana, pozycja. Słowacki w ogóle nieobecny.
    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • verdana 29.12.14, 20:47
    Bo był w liceum. Wtedy w szkole powszechnej poziom musiał być stosunkowo niski, szczególnie w 7 klasie, do której szli tylko ci, którzy na tej klasie kończyli edukację.
  • paszczakowna1 28.12.14, 22:18
    > Kiedy wogóle takie pojęcia jak całka czy pochodna weszły w użycie i to popularn
    > e? Przypuszczam, że jakoś właśnie w latach 20.- stych a i to w środowisku stude
    > ntów.

    Co to znaczy "weszły w użycie"? Rachunek różniczkowy i całkowy to robota Newtona i Leibnitza, koniec 17-go wieku.

    > Więc trudno było oczekiw
    > ac, że licealiści z Poznania wiedzą co ustalili matematycy ze Lwowa.

    Ale o czym ty opowiadasz? Nic z tego, czego z matematyki uczy się w szkołach, nie powstało po roku, powiedzmy, 1830. Nie przypominam też sobie, by obecnie jakoś intensywnie kształcono młodzież w fizyce 20-wiecznej.
  • guineapigs 29.12.14, 20:03
    Hmmm, opieram się na filmie dokumentalnym, co oczywiście juz moze razić, bo to film: otóz jak H. Steinhaus 'wyłapał' Banacha? Bo usłyszał, jak kilku młodych ludzi, studentów. rozmawia i padają takie słowa jak; całka, pochodna. Zainteresował sie, bo ta wiedza i te pojęcia były wtedy nowe, nie używane, nie uczone.
    Ja wiem dobrze, że całka i Rienmann to nie nowoczesność - ale wówczas jednak to było cos, skoro Steinhaus zainteresował się Banachem. I dalej mamy Przestrzenie Banacha, od których głowa boli i ogólnie dajcie mi z tym spokój, na maturze tego nie ma, ale może za 20 lat będzie i to na podstawowej?
    Acha, nie mówię o obliczaniu całek, ale o zastosowaniu. Obliczyć całki czy pochodne to łatwe ze wzoru funkcji. Problem jest inny: po co, jak, kiedy, dlaczego. Tylko nie pisz o pudełkach i zadaniach optymalizacyjnych - ja wiem, że matematyka jest jak kobieta: nie masz jej rozumieć, masz ją umieć wykorzystać - ale bez przesady.
  • verdana 29.12.14, 20:48
    No tak, poziom nauczania matematyki był niższy. Podobnie jak obecnie w USA.
  • iwoniaw 29.12.14, 23:43
    No, gwoli ścisłości to poziom nauczania (biorąc pod uwagę dramatyczne wyniki z poziomu podstawowego) nie był niski, niski jest teraz. Mimo - teoretycznie - wyżej postawionej przez podstawę programową poprzeczki.
    Swoją drogą, jak to jest (piszę cały czas o nieszczęsnej matmie nierozszerzonej, bo rozumiem, że niekoniecznie każdy ogarnie całki czy rachunek różniczkowy, a nawet kwestie znacznie prostsze), że aż tyle osób jest kompletnie nienauczonych tak prostych rzeczy, jak sposób liczenia procentu czy czytania tabelek/wykresów (bo do tego sprowadzały się wymagania na zaliczenie tego egzaminu)? Przecież - biorąc nawet poprawkę na to, że dziś liceum jest masowe, że maturę zdaje "każdy" - to niemożliwe, żeby aż taki procent populacji był upośledzony umysłowo. Coś jest dramatycznie nie tak z metodą nauczania matematyki w polskiej szkole.

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • verdana 30.12.14, 09:57
    Moim zdaniem dramatycznie nie tak są początki nauczania. Przez pierwsze lata dziecko powinno opanować prostą arytmetykę. W tej chwili dla wielu dzieci już na samym poczatku matematyka jest za trudna, co przekłada sie na dosyć masowe jej znienawidzenie.
    Potem dzieci uczy się wykonywania zadań, bez tłumaczenia po co. Ile osób naprawdę wie, do czego służą funkcje?
    Poza tym uważam, że matematyka powinna być w liceum uczona jak angielski - na dwóch różnych poziomach. Dla ogółu powinny być procenty, statystyka (w podstawowym zakresie), rachunek prawdopodobieństwa). Dla zaawansowanych mogą być i całki.
  • paszczakowna1 30.12.14, 22:10
    > Moim zdaniem dramatycznie nie tak są początki nauczania. Przez pierwsze lata dz
    > iecko powinno opanować prostą arytmetykę. W tej chwili dla wielu dzieci już na
    > samym poczatku matematyka jest za trudna, co przekłada sie na dosyć masowe jej
    > znienawidzenie.

    Verdano, nie masz pojęcia, jak uczona jest teraz matematyka. Gdyby nie nauka pozaszkolna, moja córka cofnęłaby się przez pierwszą klasę o dwa lata. "Matematyka" w pierwszej klasie to pisanie cyfr i dodawanie/odejmowanie w zakresie dziesięciu (dwudziestu dopiero pod koniec roku). Tabliczka mnożenia występuje dopiero w trzeciej klasie. Ułamków (nawet wprowadzenia) w nauczaniu wczesnoszkolnym brak. Elementów statystyki brak. Nauki o zbiorach brak. Geometrii brak. Równań brak. Jednostki miary w jakiejś żałośnie zredukowanej formie.

    I owszem, dzieci się zniechęcają, ale nie dlatego, że cokolwiek jest "za trudne", ale przeciwnie, bo są zmuszane do działania znacznie poniżej ich wiedzy i możliwości. (Poziom w pierwszej klasie jest nie sześciolatka, ale czterolatka.)
  • verdana 30.12.14, 22:20
    Ale to , wbrew pozorom, może być całkiem dobra metoda. Tak uczono matematyki w czasach, które kończyły edukację na tych słynnych całkach.
  • szarsz 31.12.14, 17:19
    Mam syna, aktualnie w trzeciej klasie.

    > Tabliczka mnożenia występuje dopiero w trzeciej klasie.

    Tak, od razu w zakresie 10x10 i do kompletu z dzieleniem.

    > Ułamków (nawet wprowadzenia) w nauczaniu wczesnoszkolnym brak.

    Jest wprowadzenie do ułamków.

    > Elementów statystyki brak.

    Niestety tak.

    > Nauki o zbiorach brak.

    Dodawanie zbiorów, część wspólna - graficznie jest.

    > Geometrii brak.

    Są proste, odcinki, punkty. Proste równoległe, proste prostopadłe, bez wprowadzenia pojęcia kąta.

    > Równań brak.

    Są równania. Jest również samodzielne układanie równań do zadania z treścią.
    Śą przekształcenia równań typu 8 - x = 5 => x = 8 - 5

    > Jednostki miary w jakiejś żałośnie zredukowanej formie.

    Są jednostki fizyczne (głównie temperatura, ale też waga, z przeliczaniem, czy 10 dag jest większe od 1 kg) i długości.

    Ja tam z matmy jestem w ogólności zadowolona. W pierwszej klasie były nudy, natomiast teraz robią dość solidną podstawę.
  • iwoniaw 31.12.14, 17:41
    Cytat > Tabliczka mnożenia występuje dopiero w trzeciej klasie.
    >
    > Tak, od razu w zakresie 10x10 i do kompletu z dzieleniem.


    No chyba jednak nie: mam dziecko w klasie II i właśnie przed świętami zaczęli mnożenie (bez dzielenia póki co). Najpierw jest przez 2, 3 i 5, potem 4 i 6, generalnie idzie to stopniowo i z dużym naciskiem na ogarnięcie samej idei (milion przykładów typu 4+4+4=3x4=4x3 z ilustracjami i manipulacją przedmiotami układanymi w grupach). Ergo - sposób realizacji podstawy może być różny i pewnie dużo zależy tu od nauczyciela i wybranego podręcznika. Ciekawe, jak się osławiony EleMENtarz za to weźmie?


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • szarsz 01.01.15, 12:47
    > milion przykładów typu 4+4+4=3x4=4x3 z ilustracjami i manipulacją
    > przedmiotami układanymi w grupach

    Masz rację, było w drugiej klasie. Nie zapamiętałam, a powinnam, bo wiecznie wojowaliśmy o kolorowanie dziesiątek, piątek i innych czwórek.
  • mary_ann 31.12.14, 19:18
    "> Równań brak.

    Są równania. Jest również samodzielne układanie równań do zadania z treścią.
    Są przekształcenia równań typu 8 - x = 5 => x = 8 - 5"

    Z moich obserwacji dot. podstawówki - nie ma, ew. pojawiają się w ostatniej chwili. Z uporem godnym lepszej sprawy zadania rozwiązywane są jakimiś pokrętnymi "na chłopski rozum" sposobami, w których właściwie nie bardzo wiadomo nawet, jak zapisać przebieg rozumowania, co skutecznie i na długo uniemożliwia podejście do bardziej skomplikowanych problemów i moim zdaniem, nie wpaja dobrych nawyków (dot zapisu właśnie i umiejętności operowania niewiadomą).
  • verdana 01.01.15, 12:30
    No własnie. Prostych rzeczy uczy się w sposób skomplikowany. Do dziś pamiętam kretyńskie grafy, jakich uczono moje dzieci. Nie wiem, czy to się zmieniło teraz, czy nie.
  • szarsz 01.01.15, 12:45
    Są grafy. Mój syn również najpierw liczył w pamięci, a potem przekładał to sobie na grafy. Na szczęście jakoś to przeszło, nie zostawiając zbyt wiele w pamięci.

    Co do równań - mój trenuje je bardzo mocno. Nie ma tylko równań postaci n x = coś tam, zawsze x występuje samotnie.

  • mary_ann 01.01.15, 16:38
    "Co do równań - mój trenuje je bardzo mocno. Nie ma tylko równań postaci n x = coś tam, zawsze x występuje samotnie."

    Moja młodsza (obecnie w I gimnazjum) chodziła do naprawdę niezłej podstawówki i miała dobrą matematyczkę. .A mimo to te równania pojawiły się chyba dopiero w 6 klasie, kiedy już naprawdę na dobre utrwalone były inne nawyki podchodzenia do zadań. I teraz moja córka w ogóle nie ma odruchu zapisu problemu z zadania tekstowego w formie równania. Rozmawiałam z nauczycielką z gimnazjum, twierdziła, że to reguła - taki jest program i takie jego skutki.

    Może nie jest tak wszędzie (oby), ale takie są niestety nasze doświadczenia.
  • szarsz 01.01.15, 21:33
    > I teraz moja córka w ogóle nie ma odruchu zapisu problemu
    > z zadania tekstowego w formie równania.

    Ale to może coś się międzyczasie zmieniło?
    Mój (III klasa sp) siedzi i płacze wiecznie nad zadaniami, bo musi bardzo formalnie do nich podchodzić i zapisywać działania i równania, które nawet nie do końca sobie uświadamia, że robi w pamięci. Nauczycielka bardzo tego wymaga i pilnuje, jeszcze w grudniu przyniósł uwagę, bo się z nią pokłócił właśnie o zapis - gdzieś wstawił wynik pośredni, który z niczego nie wynikał i upierał się, że tak jest ok.
  • mary_ann 01.01.15, 16:46
    Ale dlaczego grafy są kretyńskie? Problem chyba nie w grafach, tylko czy używasz ich do czegoś, czy wprowadzasz sobie a muzom. Grafy mogą być całkiem sensowne, np. już na etapie elementarnej arytmetyki ładnie wizualizują odwracalność działań i ich "sparowanie" (zapomniałam słowa, ale chodzi mi o stosunek odejmowania do dodawania i dzielenia do mnożenia).

    To jest w ogóle szerszy problem - powiązania treści. Wiele rzeczy wydaje się w szkole nie mieć sensu albo wręcz go nie ma, bo nie pokazuje się ich znaczenia i przydatności. Zarówno w obrębie jednej dziedziny, jak i interdyscyplinarnie (nie wiem dokładnie jak jest teraz, ale już za moich czasów matematyka, nawet w mat-fizie, była bardzo słabo zgrana z fizyką: na fizyce już była mechanika, a w matematyce nieruszona funkcja kwadratowa).
  • szarsz 01.01.15, 21:38
    > Grafy mogą być całkiem sensowne, np. już na etapie elementarnej arytmetyki
    > ładnie wizualizują odwracalność działań

    Z tego co ja obserwuję, to dzieci do przodu z materiałem traktują je jako kolejną upierdliwość w szkole, a tym, które dodawania i odejmowania (i działań odwrotnych w ogóle) nie rozumieją, niczego nie wyjaśniają, nie są dla nich intuicyjne.
  • pavvka 02.01.15, 12:02
    mary_ann napisała:

    > Z uporem godnym lepszej sprawy zadania rozwiązywane są jakimiś pokrętnymi
    > "na chłopski rozum" sposobami, w których właściwie nie bardzo wiadomo nawet, ja
    > k zapisać przebieg rozumowania, co skutecznie i na długo uniemożliwia podejście
    > do bardziej skomplikowanych problemów i moim zdaniem, nie wpaja dobrych nawykó
    > w (dot zapisu właśnie i umiejętności operowania niewiadomą).

    Nie znam programu podstawówki, ale generalnie podejście wychodzące od chłopskiego rozumu nie wydaje mi się głupie. Mam wrażenie, że za moich czasów właśnie zbytnio skupiano się na kwestiach formalnych, takich jak zapis, a całe mnóstwo uczniów nie pojmowało o co naprawdę chodzi. I że takie podejście produkowało więcej dorosłych nie potrafiących wyliczyć ile wynosi cena po udzieleniu 10% rabatu.
    --
    Why do computer programmers confuse Halloween with Christmas?
    Because Oct 31 = Dec 25.
  • mary_ann 02.01.15, 13:15
    Pavvka napisał:

    "Nie znam programu podstawówki, ale generalnie podejście wychodzące od chłopskiego rozumu nie wydaje mi się głupie. Mam wrażenie, że za moich czasów właśnie zbytnio skupiano się na kwestiach formalnych, takich jak zapis, a całe mnóstwo uczniów nie pojmowało o co naprawdę chodzi"

    Ja się może źle wyraziłam. Rozwiązywanie intuicyjne jest ok, pewnych rzeczy pewnie w ogóle inaczej się nie da. Ale jednak wdrażanie do pewnej formalizacji (osobna sprawa, kluczowa - jak i kiedy) jest ważne, bo szybko wchodzimy na poziom, na którym nie da się już policzyć czy sprawdzić poprawności rozumowania bez prześledzenia etapów rozwiązania.

    Ja się nie upieram, nie znam się, psychologiem dziecięcym nie jestem. Z obserwacji świata, własnych dzieci i uczenia się ludzi na innych etapach edukacji wyciągam wniosek, że umiejętność poprawnego zapisu działań jest ważna: umiejętność wyróżnienia we własnej refleksji poszczególnych etapów warunkuje bardziej złożone procesy myślowe i komunikacyjne.
  • pavvka 02.01.15, 13:59
    mary_ann napisała:

    > Ja się może źle wyraziłam. Rozwiązywanie intuicyjne jest ok, pewnych rzeczy pew
    > nie w ogóle inaczej się nie da. Ale jednak wdrażanie do pewnej formalizacji (os
    > obna sprawa, kluczowa - jak i kiedy) jest ważne, bo szybko wchodzimy na poziom,
    > na którym nie da się już policzyć czy sprawdzić poprawności rozumowania bez pr
    > ześledzenia etapów rozwiązania.

    No tak, co do zasady chyba się zgadzamy. Ja tylko, podobnie jak Verdana, chciałem podkreślić, że najważniejsze jest dobre zrozumienie stojącej za wszystkim logiki. Formalny zapis jest sprawą wtórną.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • paszczakowna1 30.12.14, 22:02
    > Hmmm, opieram się na filmie dokumentalnym, co oczywiście juz moze razić, bo to
    > film: otóz jak H. Steinhaus 'wyłapał' Banacha? Bo usłyszał, jak kilku młodych l
    > udzi, studentów. rozmawia i padają takie słowa jak; całka, pochodna.

    W ogóle teraz nie rozumiem, jaka jest twoja teza. Film dokumentalny żadnym dowodem na nic nie jest, bo nie wiadomo w oŋóle, do jakiego stopnia scenarzysta dbał o realia historyczne.

    > Acha, nie mówię o obliczaniu całek, ale o zastosowaniu. Obliczyć całki czy poch
    > odne to łatwe ze wzoru funkcji. Problem jest inny: po co, jak, kiedy, dlaczego.

    W sensie, że co? Jak sądzisz, po co Newtonowi były całki? Czym się człowiek zajmował?

    >> Tylko nie pisz o pudełkach i zadaniach optymalizacyjnych

    ???

    >że matemat
    > yka jest jak kobieta: nie masz jej rozumieć, masz ją umieć wykorzystać - ale be
    > z przesady.

    Czemu ten dowcipas mnie nie bawi?
  • jottka 30.12.14, 22:17
    nawiązując do wiedzy ogółu, to ja do tej pory nie mogę się otrząsnąć z ubiegłorocznego przeżycia - w pewnym krakowskim barze, niedaleko rozmaitych budynków uczelnianych (i ujot, i agh, i inne takie), a więc masowo uczęszczanym przez studentów, stałam ci ja sobie w kolejce po pożywienie. kolejka liczyła już tak z dziesięć osób, bo zepsuła się kasa, czyli m.in. automatyczny kalkulator. panienka za ladą, na oko 20-21 latek, w każdym razie robiąca wrażenie dorabiającej sobie studentki, miała rozpacz w oku, gdyż wskutek powyższego nieszczęścia musiała liczyć ręcznie rabat studencki.

    horror i zgroza, rabat ten wynosi 10 - uwaga: dziesięć - procent od dowolnego zamówienia.

    panienka w końcu szczerze wyznała, że to zadanie z zakresu matematyki wyższej przekracza jej siły i zwróciła się o pomoc do publiki, konkretnie nie była pewna, czy owe 10% z 12zł to nie będzie przypadkiem dwa złote... kolejka, złożona głównie z jej rówieśników krótko się naradziła i doszła do wniosku, że chyba to będzie to. uprzedzę podejrzenia - widać było, że nie kieruje nimi błyskawiczny refleks i chęć naciągnięcia lokalu, wręcz przeciwniesmile

    po jakim kwadransie osłupienia doszłam do wniosku, że nie mogę, no nie mogę tego tak zostawić, zostawiłam posiłek i poszłam po raz pierwszy w życiu udzielić korepetycji z matematyki. niestety, nie mam zdolności pedagogicznych i po dramatycznym tłumaczeniu, że przecież, do cholery, wystarczy przecinek przesunąć! panienka, patrząc na mnie wzrokiem dręczonej sierotki, odpowiedziała mi na pytanie kontrolne, ile to też będzie 10% z 525 - dwadzieścia pięć, tak?

    no więc nic mnie nie zdziwi, mimo że z nauk ścisłych raczej matoł jestem. a raczej sądziłam, że jestem, bo najwyraźniej mogę śmiało równać się ze wspomnianym tu banachem czy innym geniuszemsmile
  • ginny22 31.12.14, 13:28
    No to ja też anegdotycznie.
    Poproszono mnie o poprowadzenie kursu z elementów statystyki dla doktorantek polonistyki (ze starą maturą niewątpliwie). Wybrałam owe podstawy i poszłam uczyć. Na wstępie zażartowałam, że daruję sobie wyjaśnienie, jak się liczy średnią arytmetyczną.

    Beznadziejny to był żart, albowiem owszem, trzeba było wyjaśniać... Od tej pory niewiele mnie zdziwi.
  • retro-story 31.12.14, 23:42
    Uff, moi pożal się Boże studenci (kierunek przyrodniczy!) używali kalkulatorów do obliczenia pierwiastka z 0.25. I z 0.36. I z 0.49. A także jakże skomplikowanego 1+2*0.5+1. To dopiero lekcja cierpliwości! Ale to Brytyjczycy są - oni już tylko drwali kolorują na maturze.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • verdana 01.01.15, 12:31
    OK. Mamy kalkulatory. Dlaczego uczyć sie rzeczy, które można obliczyć z ich pomocą?
  • szarsz 01.01.15, 14:08
    Nie rozumiem pytania. Czy pytasz o sens nauki czegokolwiek, pisania, liczenia etc. skoro cała wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki? Czy to sarkazm?
  • jottka 01.01.15, 17:12
    też nie jestem pewna sensu odpowiedzi verdany, bo na przykład w przytoczonym przeze mnie przykładzie problem nie polegał na tym, że kalkulator był niedostępny, tylko na tym, że dziewczyna nie rozumiała w ogóle pojęcia procentu. a w tej sytuacji można z powodzeniem założyć, że gdyby miała dostęp do kalkulatora, a np. klawisze czy ikonki były nieco zamazane, to spokojnie wciskałaby liczenie dowolnej innej zmiennej i w ogóle nie zauważyła różnicy... zresztą ginny pisze o czymś podobnym, kalkulator policzy średnią, ale trzeba jednakowoż wiedzieć, jak się zabrać do tego niełatwego wszak przedsięwzięcia.
  • szarsz 01.01.15, 21:43
    > kalkulator policzy średnią, ale trzeba jednakowoż wiedzieć,
    > jak się zabrać do tego niełatwego wszak przedsięwzięcia.

    Ja też, jako "przyrodnik" w ogólności, jestem szczególnie wrażliwa na bezgraniczne zaufanie do maszyny. Która oczywiście nie zrobi błędu, ale też policzy wyłącznie to, co jej każemy, a nie to co chcemy, żeby policzyła.
    Bezwzględne zaufanie do wyniku odczytanego z kalkulatora prezentuje przeciętny student, wypisując jako właściwą odpowiedź nieziemskie i na pierwszy rzut oka niefizyczne bzdury.
    Na: "bo excel mi taki wykres narysował" dostaję dreszczy.
  • verdana 02.01.15, 11:38
    W szkole powinno się uczyć, co to sa procenty, do czego służą, jak je wyliczyć. Gdyby uczono ich zrozumienia, a nie przede wszystkim wyliczenia, prawdopodobnie ludzie nie zapomnieliby tak szybko, jak sie je liczy.
    I tak, jestem zdania, ze staranne uczenie techniki liczenia tam, gdzie są kalkulatory (nie procentów, te się przydają w życiu codziennym, ale pierwiastków) mija sie z celem. Kaligrafii też już nie uczymy.
    Innymi słowy - trzeba uczyć matematyki tak, aby wykonywane zadania były logiczne, aby uczeń wiedział, czemu służą. Obecnie uczy sie obliczania, a to wylatuje z pamięci jako pierwsze.
  • airborell 02.01.15, 12:25
    Przecież w przypadku pierwiastka z 0.25 nie chodzi o technikę liczenia (ja tam nie umiem i nigdy nie umiałem pierwiastkować pisemnie), tylko o dość elementarną znajomość tabliczki mnożenia i umiejętność wyciągnięcia z niej wniosków.

    --
    airborell.blox.pl
  • verdana 02.01.15, 13:09
    No właśnie.
    Gdyby szkoła dobrze uczyła, co to jest pierwiastek, do czego służy i do czego jest przydatny - a nie techniki działań na pierwiastkach, to nie zapominałoby sie tego po dwóch latach od ukończenia szkoły.
    Szkoła jednak uczy w pierwszym rzędzie techniki, często zapominając powiedzieć, jakie jest praktyczne wykorzystanie i do czego służy pierwiastek, funkcja itd. Dlatego ludzie nie pamiętają.
  • szarsz 02.01.15, 13:21
    Mom zdaniem człowiek potrzebuje dwóch rzeczy naraz - bazy w pamięci, bazy do którem można sięgnąć w dowonym momencie bez przekopywania biblioteki i jednocześnie logicznych związków między nimi.
    Skłaniam się coraz bardziej ku myśli (z obserwacji, anegdotycznie), że umysł ludzki dość późno zaczyna umieć kojarzyć i dopiero wtedy, kiedy baza jest wystarczająco duża.

    Doskonale uczymy się na przykładach i ich uogólnieniach.

    I moim zdaniem ludzie zapominają nie tylko dlatego, że szkoła ich źle nauczyła, ale też dlatego, że tej wiedzy nie używają.
  • pavvka 02.01.15, 13:25
    szarsz napisała:

    > I moim zdaniem ludzie zapominają nie tylko dlatego, że szkoła ich źle nauczyła,
    > ale też dlatego, że tej wiedzy nie używają.

    Ale z tego powodu zapomina się rzeczy typu rozmnażanie jamochłonów, które człowiekowi w życiu faktycznie nie są potrzebne. Natomiast liczenie procentów to umiejętność, którą każdy człowiek ma szansę, a nawet potrzebę, ćwiczyć regularnie, i w tym przypadku to żadna wymówka.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • verdana 02.01.15, 17:05
    Jakoś nie odczuwam potrzeby liczenia procentówsmile
  • mary_ann 02.01.15, 17:57
    Verdana napisała:
    "Jakoś nie odczuwam potrzeby liczenia procentów" smile

    Co do potrzeby - nie mnie oceniać, ale że nie liczysz, nie wierzę. Dyskutujesz o rozkładzie sił w sejmie, analizujesz sondaże, porównujesz oferty banków, prawda?

    Za to Terlikowski nie odczuwa i nie liczy - pamiętam jakiś straszliwie bzdurny artykuł o zgubnych skutkach antykoncepcji, z którego wynikało niezbicie, że nie umie się tym prostym narzędziem matematycznym posługiwać smile
  • verdana 02.01.15, 19:56
    Umiem analizować procenty, sprawnie - bo wiem, co to jest procent.
    Ale 23% z 83 nie wyliczę bez kalkulatora.
  • zla.m 02.01.15, 20:04
    Dokładnie nie, ale jak ktoś ci powie, że dostaniesz tyle rabatu, to chyba umiesz określić mniej-więcej ile to będzie (chodzi o rząd wielkości, nie o końcówki groszy)?
    --
    Ten Józek to jest jak baobab!
  • verdana 02.01.15, 20:33
    Rząd wielkości tak. Ale gdybym była sprzedawcą, to bym sobie nie ufała.
    Poza tym 15 % od 100 - żaden problem. Ale jak ktoś mi powie, ze 22% od 243 to juz będę się wahała - tzn w końcu mniej-więcej sobie wyliczę, ale automatycznie i szybko raczej nie.
  • iwoniaw 02.01.15, 20:39
    W opowieści powyżej x osób miało z tym problem mając do dyspozycji kalkulator. I to jest chyba ten problem: ludzie nie wiedzą JAK to (matematyka) działa ani PO CO to jest... To i uczenie idzie opornie.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • szarsz 02.01.15, 23:17
    No i właśnie o to chodzi. Żeby umieć skontrolować kalkulator. Żeby wiedzieć, że jak mam policzyć 22% od 243 to wynik nie może być 1 ani 100.
    Do tego trzeba dwojga - wiedzy, czym jest procent i umiejętności jego obliczania, pewnej biegłości, która pozwoli zgrubnie oszacować wynik.
  • mary_ann 03.01.15, 11:42
    "W opowieści powyżej x osób miało z tym problem mając do dyspozycji kalkulator. I to jest chyba ten problem: ludzie nie wiedzą JAK to (matematyka) działa ani PO CO to jest... To i uczenie idzie opornie."

    A może w czym innym tkwił problem? Przyznaję się bez bicia, że nie posługuję się funkcją procenta na kalkulatorze. Jak muszę wyliczyć procent, po prostu liczę ułamek (np. 0,23 razy liczba). Z klawiszem procenta zawsze miałam problemy sad
  • pavvka 03.01.15, 13:22
    mary_ann napisała:

    > Przyznaję się bez bicia, że nie posługuję si
    > ę funkcją procenta na kalkulatorze. Jak muszę wyliczyć procent, po prostu liczę
    > ułamek (np. 0,23 razy liczba). Z klawiszem procenta zawsze miałam problemy sad

    Ale rozumiesz czym jest procent, i potrafisz go policzyć. I to jest właśnie przykład świadczący o tym, że zrozumienie jest ważniejsze od techniki.
    --
    3 logicians walk into a bar. The bartender asks "Do all of you want a drink?" The first logician says "I don't know". The second logician says "I don't know". The third logician says "Yes!"
  • mary_ann 03.01.15, 11:45
    "Umiem analizować procenty, sprawnie - bo wiem, co to jest procent.
    Ale 23% z 83 nie wyliczę bez kalkulatora."

    No, ale chyba nie o tym rozmawiamy?
    I nikt w szkole nie wymaga sprawnego operowania takimi liczbami.
    Natomiast w podstawówce mojej córki przykładano - co pamiętam - dużą wagę do umiejętności OSZACOWANIA wyniku, nie tylko w kontekście procentów. I to wydaje mi się ważne.
  • szarsz 02.01.15, 22:50
    > Ale z tego powodu zapomina się rzeczy typu rozmnażanie jamochłonów,
    > które człowiekowi w życiu faktycznie nie są potrzebne.

    Tyle że nie da się uczyć wyłącznie rzeczy potrzebnych, bo nie da się przewidzieć, co komu będzie potrzebne. Ludzie uczą się na początku wszystkiego, specjalizacja następuje znacznie później - edukacja to wszak powtarzania i uszczegółowianie poprzez szereg "kłamstw dla dzieci". I dlatego i jamochłon jest potrzebny, i procent i Jan III Sobieski.
  • verdana 04.01.15, 11:01
    Tylko trzeba liczyć sie z tym, ze to, co niepotrzebne, wyleci z pamięci. Ja o jamochłonach wiem, ze istnieją. Nic ponadto.
    Są jednak rzeczy, które będą potrzebne wszystkim - i tych należałoby uczyć nie raz, tylko powtarzać w różnych wariantach. I jednak odchudzić programy z rzeczy dokładnie zbędnych. Sobieski - tak, ale klasówka z dat jego życia - nie.
  • szarsz 04.01.15, 15:38
    Można się sprzeczać, co jest potrzebne, co nie. Moim zdaniem szkoła przede wszystkim naucza źle, a dopiero w drugiej kolejności niepotrzebnie.

    Tak jak piszesz - klasówka z dat nie. Ale moim zdaniem, logiczny ciąg przyczynowo skutkowy i wpływ na inne zdarzenia - jak najbardziej tak. Na osi czasu.

    Tyle że to jest trudne, być może za trudne dla przeciętnego nauczyciela. W końcu uczymy się przez powtarzanie i większość z nas powtarzając 7 razy w tygodniu "bitwa pod Beresteczkiem 1651" zapamięta ten rok i będzie go uważać za oczywisty. A skomplikowana sieć decyzji i wpływów jest ...hm... skomplikowana. Po prostu.
  • pavvka 05.01.15, 23:15
    verdana napisała:

    > Są jednak rzeczy, które będą potrzebne wszystkim - i tych należałoby uczyć nie
    > raz, tylko powtarzać w różnych wariantach.

    Otóż to. I nie udawajmy, że cykl rozmnażania jamochłonów jest tak człowiekowi tak samo potrzebny w życiu jak umiejętność poprawnego konstruowania zdań czy liczenia.
    --
    I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.