Dodaj do ulubionych

Leczenie przymusowe

11.01.15, 19:19
wyborcza.pl/1,75477,17237962,Oto_Ameryka__Chemioterapia_pod_przymusem.html#CukGW
Bardzo wątpliwa sytuacja. Ja sama przychylam się do decyzji sądu - dziewczyna nie chce sie leczyć prawdopodobnie dlatego, że ma bezdennie głupią matkę. Problem w tym, ze w tym wypadku nie byłoby w ogóle tematu, gdyby rodzice zmuszali do leczenia 17-latka z minimalnymi szansami na wyzdrowienie. A wiec dyskusja jest nie o prawie nastolatka do decydowania o sobie, tylko o prawie państwa do decydowania o nastolatku. I czy można pozwolić 17-latce umrzeć, jeśli jest zindoktrynowana przez własnych rodziców.
Edytor zaawansowany
  • jottka 11.01.15, 19:56
    ja bym powiedziała, że to jest dyskusja nie tyle o prawie do samostanowienia, tylko o zakresie możliwej ingerencji w cudze życie - a tu mamy sytuację z dzisiejszego punktu widzenia ekstremalną i ekstremalnie czystą, tj. pewną śmierć vs. niemal pewne wyleczenie. a prawo daje w tym wypadku furtkę do ingerencji, bo dziewczyna jest jeszcze nieletnia, w związku z czym można i należy z tej furtki skorzystać, trochę na zasadzie ratowania samobójcy.

    tak, wiem, niejeden samobójca nie podziękuje za ratunek, tylko pójdzie szukać mocniejszego sznurasmile ale jednak istnieje moralny nakaz ratowania zagrożonego życia (nawet będącego zagrożeniem samo dla siebie, jak w tym przypadku), więc dopóki można, dopóty trzeba.
  • kooreczka 11.01.15, 20:02
    Dla porządku- w PL przymusowo można leczyć kilka chorób zakaźnych* i pacjentów psychiatrycznych, jeśli zagrażają życiu swojemu lub innych. Decyzję podejmuje sąd rodzinny, jest rewidowana co jakiś czas.

    Verdano, u nas takie sytuacje są dość częste. Praktycznie zawsze gdy na oddział chirurgii trafia Świadek Jehowy. I jeśli pacjent jest dorosły i zdrowy psychicznie respektuje się jego życzenia, choć zawsze jest to ciężka decyzja i próbuje się wszelkich form perswazji. Czasem człowiek tęskni za przysięgą Hipokratesa, któremu do głowy nie przyszło pytać pacjenta o zdanie.
    Tutaj była akurat uchylona furtka, że dziewczyna ma 17 lat i jednak nie jest kompletnie dorosła. Z ręką na sercu gdyby była moją pacjentką pewnie byłabym pierwsza wstawiła stopę w tą szczelinę.
    Ze świadomością, że pewnie mnie znienawidzi, że robię coś nie do końca zgodnego z etyką i że (w tamtym systemie) ustanawiam niebezpieczny precedens.

    *Na podstawie art. 34 u.z.z.z. obowiązkowej hospitalizacji podlegają: 1) osoby chore na gruźlicę w okresie prątkowania oraz osoby z uzasadnionym podejrzeniem o prątkowanie; 2) osoby chore i podejrzane o zachorowanie na: a) błonicę, b) cholerę, c) dur brzuszny, d) dury rzekome A, B, C, e) dur wysypkowy (w tym choroba Brill-Zinssera), f) dżumę, g) grypę H7 i H5, h) nagminne porażenie dziecięce oraz inne ostre porażenia wiotkie, w tym zespół Guillain-Barré, i) ospę prawdziwą, j) zespół ostrej niewydolności oddechowej (SARS), k) tularemię, l) wąglik, m) wściekliznę, n) zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu, o) wirusowe gorączki krwotoczne, w tym żółtą gorączkę. ).
  • verdana 11.01.15, 20:36
    Ja widzę różnicę między ŚJ, a tą dziewczyną. ŚJ uważa, że lecząc sie, traci znacznie ważniejszą rzecz - zbawienie. Z jego punktu widzenia, strata jest wiec dużo wyższa, niz zysk. I rzeczywiście, jeśli nadal będzie w to wierzył, to może mieć pretensje. Tu sprawa jest inna. Dziewczyna nie chce sie leczyć, bo matka jej wmówiła, że chemia to trucizna. Dziewczyna nie jest dorosła, jest zależna od matki, jest zmanipulowana. Nie sądzę, aby po wyzdrowieniu mogła mieć żal. Jesli chodzi o dyskusje co do możliwości w ogóle ingerencji w cudze życie, cudze ciało itd - to sprawa, w wypadku osób niepełnoletniej jest bardzo skomplikowana. Nie bardzo można uznać ich prawo do decydowania o sobie, bez żadnych ograniczeń - a tym bardziej, w sytuacjach ekstremalnych, nie można przyznać prawa do decydowania ich życiu i leczeniu rodzicom. A tym bardziej nie można uznać, że rodzic ma prawo decydować o śmierci dobrze rokującego nieletniego dziecka.
  • maadzik3 11.01.15, 21:30
    To jest bardzo szeroka dyskusja i nie wszystkie wnioski będą jednoznaczne (nie mogą być). Tutaj sytuacja wydaje się czysta (na podstawie tego artykułu, trudno powiedzieć co tam jeszcze jest). Ale np. w Europie były już precedensy (w Belgii) dotyczące zgody na eutanazję dziecka podczas gdy dla mnie tak naprawdę eutanazja dziecka (zwłaszcza małego czy całkowicie niepełnosprawnego) jest po prostu eugeniką, bo przecież nie może być mowy o zadaniu śmierci na konsekwentne, świadome żądanie nieuleczalnie chorej i cierpiącej osoby. Absurdalne jest to że dopuszcza się gdzieniegdzie w UE eugenikę dzieci a nie dopuszcza (w innych miejscach) eutanazji dorosłych (większość, ale jeśli porównamy belgijskie prawo wobec dzieci z batalią sądową pani Pretty przed sądem UK sprawa robi się zagmatwana). Plus zawsze jest kwestia tego co uratowanemu na siłę człowiekowi jeśli wyjdzie z tego kaleki zaproponujemy. Plus kwestia samostanowienia starszych dzieci (często między 16 a 18 rokiem życia wymagana jest zgoda i opiekunów prawnych i samego chorego). Plus kwestia co gdy przymusowo leczony pacjent osiągnie pełną zdolność do czynności prawnych (tutaj może tak być, być może w najgorszym momencie terapii dziewczyna stanie się pełnoletnia i nie będzie można leczyć jej już przymusowo a przerwanie terapii będzie miało straszne skutki). Nie mam odpowiedzi. Ale to nie jest banalne wszystko. Plus faktycznie pytanie na ile wolno państwu ingerować w życie swoich obywateli. I czy może się to wiązać z wiekiem (nie leczenie osób po którymś roku życia z pewnych chorób, już czasem ćwiczymy, leczenie przymusowo małoletnich, leczenie/ nieleczenie z uwagi na światopogląd itd. itp.). I jak daleko może sięgać taka interwencja. Tylko spraw życia i śmierci? A np. kwestii protezy? A leczenia psychiatrycznego małoletnich? A odmowy takiego leczenia? (wiecie ile dzieci z domów dziecka trafia na oddziały psychiatryczne? mnóstwo, jak do przechowalni). A czy możemy złe wychowanie/ otyłość itp. "leczyć" przymusowo? A szczepić przymusowo? (żeby nie było jestem zwolennikiem szczepień mam świadomość konsekwencji obecności lub nie odporności stadnej, ae czy można administracyjnie zmusić do szczepień? A czy można administracyjnie zmusić do zakazu wyjazdu z kraju z dzieckiem? BYły próby. Szwedzki sąd zakazał matce-lekarce zabrania córki na rok na misję. Żeby nie było, to NIE była wioska gdzie diabeł mówi dobranoc w Angoli, owszem w Afryce misja WHO ze szkołą dla dzieci personelu, szpitalem itd. tylko uznano że dla 12-13-latki to za duża zmianai będzie tęskniła za szkołą i środowiskiem, matka uciekła do Finlandii i wyjechała. Takich pytań jest wiele... Tak naprawdę to pytanie o wolność człowieka i jakkolwiek tu odpowiedź może być oczywista to pytanie jest skomplikowane. Bo odpowiedzi o wolność zawsze są: były w przypadku przypisańców, w przypadku niewolników, w przypadku kobiet (pod "opieką" mężczyzny prawną, finansową i faktyczną) i to wszystko nie było tak dawno temu.
    Jak mówię nie mam gotowych odpowiedzi ale pytanie jest zasadne i trudne a odpowiedź nie może sprowadzać się IMHO do prostego rozwiązania danego doraźnego kryzysu (już to jakoś lepiej czy gorzej zrobiono). To również pytania o to czy wolno przedłużać terapię i agonię, czy wolno ratować płód gdy matka nie żyje (ostatnia batalia w Irlandii, wygrała rodzina która chciała odłączenia aparatury podtrzymującej funkcje fizjologiczne), ale też czy wolno klonować? tworzyć dzieci "na zamówienie" z określonym zestawem genów pod kątem dawstwa? Stosik pytań rośnie a odpowiedzi bywają coraz trudniejsze....

    --
    www.christianzionist.blox.pl
  • pavvka 11.01.15, 21:45
    verdana napisała:

    > A tym bardziej nie można uznać, że rodzi
    > c ma prawo decydować o śmierci dobrze rokującego nieletniego dziecka.

    Ale myślisz, że gdyby dziewczyna była o te kilka miesięcy starsza i miała już skończone 18 lat, to byłaby automatycznie niepodatna na manipulacje matki? A wtedy nie byłoby już prawnej możliwości przymusowego leczenia.
    --
    Why do computer programmers confuse Halloween with Christmas?
    Because Oct 31 = Dec 25.
  • verdana 11.01.15, 22:54
    Byłaby podatna, ale matka nie miałaby nic do powiedzenia w sprawie jej leczenia. A w tym wypadku miała - matka, która mówi córce, ze dla jej dobra nie wyraża zgody, to jednak inna sytuacja, niż gdy matka mówi,że nie radzi. Poza tym od pewnego wieku człowiek decyduje o sobie i ma prawo decydować źle.
    Prawna możliwość zmuszenia do leczenia dorosłego człowieka, zdrowego psychicznie i nie chorego na chorobę zakaźną jest absurdalna. Nie dorosłego jest zawsze leczeniem przymusowym.
  • anndelumester 11.01.15, 23:04
    Osobiście jestem za tym, żeby jednak w przypadku skrajnej głupoty państwo interweniowało.
    Znam dyrektora szpitala, która za każdym razem, gdy lądował nieletni ŚJ miał na podorędziu kuratora z sadu dla nieletnich na wypadek jazd oszołomskich rodziców. Skutkowało.
    Państwo jest świeckie, szpital publiczny, procedury oparte na EBM a nie na szamaństwie.
    Przy pełnoletnich - wychodził z założenia, że maniakalne podchodzenie do wiary, to krótka ścieżka do Nagrody Darwina i nie należny przeszkadzać. Tylko papiery muszą się zgadzać, że taka wola.


    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • ananke666 22.01.15, 22:03
    Bodaj w 1994r widziałam przerażający numer ichniej gazetki Przebudźcie się. Fotografie dzieci i podpis - młodzi dający pierwszeństwo Bogu, czy jakoś. W środku historie dzieci, które zginęły przez religię rodziców, ponieważ nie została im przetoczona niezbędna krew.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • vilez 12.01.15, 11:28
    Uważam, że decyzja sądu była słuszna, Acz sytuacja jest skomplikowana.
    Niestety, ale działania matki były na niekorzyść córki i ich skutki byłyby śmiertelne. Zatem matka powinna mieć ograniczoną władzę rodzicielską co do decydowania o córce w tym obszarze (i ma), ale być może także innych obszarach.
    To jest trudne zagadnienie, bo dotyka zakresów wolności, np. do bycia zindoktrynowanym- zarówno w odniesieniu do dziewczyny, jak i matki, ale każdej inaczej.
    Gdyby dziewczyna byłą dorosła, to mogłaby odmówić leczenia i fakt zindoktrynowania nie miałby tu nic do rzeczy. W przypadku osoby nieletniej państwo decyduje się przejmować rolę rodzica, któremu nie wolno być w tej sytuacji zindoktrynowanym. Wychodzi na to- i chyba słusznie- że jeśli skutki zindoktrynowania dotyczą nas samych, to mamy prawo do takiej wolności, ale jeśli miałoby to dotyczyć naszych dzieci- już nie. I tak jest chyba dobrze.
  • sebalda 26.01.15, 15:34
    wyborcza.pl/1,87648,17308544.html#MTstream
    To jest dopiero horror. Zastanawiam się, jak działa prawo, gdy można z dziećmi robić absolutnie dowolne rzeczy. Rodzice są z wykształcenia nauczycielami, więc mogą uczyć dzieci w domu, szczepień nikt już nie pilnuje i nikogo nie zmusza. Bilanse zdrowia też chyba nie są obowiązkowe. Dwoje ludzi z wypranymi mózgami przez sektę niszczy zdrowie swoich dzieci, z doprowadzeniem do zgonu jednego z nich, przy wydajnej pomocy homeopatki, i nic nie można zrobić??? Oni mają prawo nie wpuszczać służb, mimo że jedno dziecko zmarło, a drugie ledwie odratowano?
    Problem niekonwencjonalnych metod leczenia jest kolejnym niebezpiecznym zjawiskiem społecznym. Sama znam osobę, skądinąd niegłupią, która chodzi wyłącznie do bioenergoterapeutki, stosuje jakieś kosmiczne diety, a mimo to (a podejrzewam, że właśnie dlatego) ciągle się uskarża na różne problemy zdrowotne. Każdą uwagę, że może należałoby zmienić nastawienie, odbiera jako atak na swoje wartości. Właśnie, wartości. Zauważyłam, że pewne rygory dietetyczne zaczynają niemal zahaczać o fanatyzm. Są jak religia. Teraz szał na niejedzenie pszenicy na przykład. Jasne, że dla osoby z celiakią (bardzo niewielki odsetek populacji) pszenica (i inne produkty zawierające gluten) jest niemal zabójcza, ale dla innych??? Mody dietetyczne: szał na kaszę jaglaną. Wszystko z kaszy i z kaszą! Coraz więcej ludzi wkręca się w takie jednostronne, niezbilansowane diety, cytuje książki i opracowania, wierzy święcie w te rewelacje jak w prawdy objawione. Czy tylko ja mam w otoczeniu takie osoby, czy to jest nasilające się zjawisko?
  • sebalda 26.01.15, 15:40
    Kurcze, artykuł zalinkowany już nie do przeczytania.
    Pokrótce. Małżeństwo w sekcie Misja Czaitani, siedmioro dzieci odizolowanych od świata, kilkunastomiesięczne odwodnione, osłabione, leczone przez homeopatkę umiera. Dziesięcioletnie trafia do szpitala w strasznym stanie, wychudzone, z obrzękami, ciężką anemią i innymi niedoborami żywieniowymi, karmione bułkami i makaronami, mimo że właśnie na glutem prawdopodobnie uczulone. Jakieś próby ograniczenia praw tym rodzicom, ale nieskuteczne, bo się odwołują. Pomocy społecznej do domu nie wpuszczają. Sąsiedzi dzieci nie widują na podwórku, raz widzieli na wycieczce rowerowej. Dzieci z nikim się nie kontaktują. Ogólnie masakrasad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka