Dodaj do ulubionych

Macedonia i Serbia 2010 własnym autem relacja

01.06.10, 23:09
Witajcie

Niedawno odbyłem z żoną podróż na Bałkany (już drugą) i chciałem
podzielić się wrażeniami – kiedyś czytając takie relacje zdobyłem
sporo info pożytecznych w moich wojażach, być może teraz ktoś inny te
sobie skorzysta :-)

Podróż zaczęliśmy w rodzinnym Rzeszowie. Przejechaliśmy granicę ze
Słowacją w Barwinku i omijając główne drogi chcieliśmy dotrzeć (przez
Stropkov, Vranov i Trebiszów) na Węgry. Dojechaliśmy do przejścia w
Slovenskim Nowym Mescie i tu niestety niemiła niespodzianka – granica
z Węgrami totalnie nieprzejezdna – Bodrog wylał na szerokość jakichś
150 metrów, kryjąc całkowicie drogę i most – nurt w środku z daleka
widać było taki, że wjeżdżając tam na pewno popłynęlibyśmy sobie do
Miszkolca – musieliśmy więc zrobić zwrotkę i przejechać na około
przez Koszyce. Nie było nam to na rękę, bo chcieliśmy zahaczyć o
Rumunię – mieliśmy już zabookowany nocleg w Timisoarze.

Granicę z Węgrami przekroczyliśmy koło Seny – droga, jak to na
Węgrzech, świetna, tyle że znów woda dała o sobie znać. Nieco przed
Miszkolcem trzeba było jechać zadupiastymi objazdami, bo i tu wylały
rzeki. Po przejechaniu objazdu, wszystko już było pięknie, poza
jednym detalem – łożysko w kole przednim się wyeksploatowało i trzeba
było zmienić. Mieliśmy jeszcze ładnych kilkaset km do Timisoary, ale
postanowiliśmy zaryzykować – na Węgrzech jest pięknie, ale dogadać
się tam… Przejechaliśmy więc Miszkolc i Debrecen, a w Artand
zaliczyliśmy kolejną granicę (od razu tankowanie – paliwo o jakieś
15% tańsze niż w PL i obowiązkowa winietka – 4 euro na osobówkę).

Szkoda, że Rumunia drogi ma gorsze niż Węgry – jadąc już po ciemku (w
Timisoarze byliśmy po 23 naszego czasu) walnęliśmy w kilka
konkretnych dziur – na szczęście bez konsekwencji. W Timisoarze
niespodzianka, ponieważ Pensiunea Cochet (korzystaliśmy rok temu i
byliśmy wtedy zadowoleni) zapomniała nam powiedzieć, że pominęli
naszą rezerwację i nie mają miejsc. Skierowali nas jednak do
pensjonatu Casa Tania i tam już nikt z nami w kulki nie leciał –
bardzo miła obsługa; nocleg w czystym pokoju, z kablówką, łazienką i
śniadaniem – 110 RON (ok. 100 PLN). Obsługa pomogła nam z autem –
skierowali nas do zaprzyjaźnionego mechanika, gdzie następnego dnia
załatwiliśmy sprawę z łożyskiem – spłynęliśmy z 50 euro – w PL dałoby
się taniej, ale mimo wszystko nie czuliśmy się wykorzystani – gościu
rzucił inną robotę, żeby nam pomóc.

Pojechaliśmy potem w kierunku Belgradu (drogi w Serbii moim zdaniem
bardzo przyzwoite) – w stolicy b. Jugosławii trochę pobłądziliśmy, bo
przegapiliśmy 1 zakręt, ale w końcu udało się nam dojechać na
autostradę i skierować do Niszu (do tego miejsca za ok. 230 km
autostrady zapłaciliśmy 7,5 euro – tak, euro, oprócz denarów,
Serbowie na bramkach akceptują eurowalutę).

W Niszu zajęliśmy hostel pod samą twierdzą (Hostel Nis) – za 2 os
pokój z kilkoma wspólnymi łazienkami w korytarzu daliśmy ok. 90 PLN,
oferowali darmowy dostęp do neta (był komputer oraz sieć
bezprzewodowa) oraz, bez dodatkowych opłat, herbatę i kawę. Miasto
nie jest mekką turystyczną, ale jest kilka ciekawych miejsc –
pozostałości zabytkowej twierdzy, trochę starych kamienic, przyjemne
bulwary wzdłuż rzeki Niszawa. W centrum są bazary (ciekawy klimat )
oraz sporo knajp różnego rodzaju i budek z fastfoodami (McD, budki z
pljeskawicą – coś w rodzaju hamburgera, ale lepsze i chyba zdrowsze
;-) ) i innych; sporo kantorów, ale co ciekawe, nigdzie nie można
wymienić rumuńskich LEI – tylko kilka głównych walut – dolce, euro,
franki…Serbowie bardzo mili, pomocni, wielu choćby a’la Kali mówi po
angielsku; przy okazji wspomnę o serbskim policjancie, który rok temu
(kilkadziesiąt km od Niszu) zatrzymał mnie jak z prędkością ok.
100km/h wyprzedzałem na zabudowanym przez podwójną ciągłą – jak się
okazało, że jesteśmy turystami, to płynną angielszczyzną życzył nam
szerokiej drogi, wskazując, którędy jechać i prosząc, żeby jednak nie
łamać przepisów… Po tamtej i obecnej podróży całkowicie prysł u nas
mit Serbów dzikusów, przestępców, ksenofobów i zbrodniarzy, który od
początku lat 90. przewijał się w mediach…

Kilka godzin wieczorem i rano i opuszczamy Nisz, udając się już do
punktu docelowego – macedońskiego miasta Ochryd. Do granicy wiedzie
autostrada (od Niszu ok. 45 km, płatna 2 euro), potem droga
jednopasmowa przez górki (piękne widoki – tak w dół jak i w górę :-)
), a następnie, od Vranje – coś jakby autostrada, ale w remoncie
(bezpłatna), wiodąca do przejścia Preszewo.

Przejazd przez granicę bezproblemowy i suniemy już autostradą w
kierunku Skopie (niestety, do strefy płatnej dziurawa jak ser –
ograniczenia nawet do 40-60 km/h); w stolicy omyłkowo wjeżdżamy do
miasta, czego żałujemy bardzo – co prawda oznakowanie jest w miarę
ok., ale jednak ruch tam dość spory, a przejeżdżając przez islamską
dzielnicę auto obsiadują żebrzące dzieci (ku naszemu przerażeniu,
jedna 10latka kładzie się nam na masce) – na szczęście udaje się
wymiksować i dojechać do autostrady.

Droga dobra, ale ciekawe zjawisko - po autostradzie chodzą sobie
ludzie, miejscowi sprzedają truskawki. Nigdzie indziej czegoś takiego
nie widziałem, ale ot koloryt :-)

W Gostivarze kończy się autostrada i potem mamy jednopasmówkę, która
wiedzie przez wysokie góry (niesamowite widoki, z ośnieżonymi
szczytami, serpentyny, wysokie mosty nad przepaściami –
niezapomniane) i przed wieczorem dojeżdżamy do Ochrydu.

Miasto znamy, ale prosimy gospodarza naszego domu, żeby po nas
wyjechał. Wynajęliśmy apartament 30 m od jeziora (w starej, choć z
nową zabudową rybackiej osadzie Kaneo) – żeby tam dotrzeć, trzeba
pokonać bardzo stare uliczki, strasznie kręte, wąski i mylące (istny
labirynt) – pieszo nie problem, ale autem wolimy mieć przewodnika.
Wreszcie możemy odpocząć na dłużej.

Ochryd to miasto zamieszkałe ponoć od 7000 lat, z zabytkami ery
średniowiecza (dziesiątki dużych i maleńkich, dostępnych z lądu i z
wody cerkwi, kamienice) i starożytności (rzymski teatr). Mnóstwo jest
galerii; odwiedzić można Muz. Narodowe, twierdzę (na szczycie
wzgórza, nad centrum miasta) oraz starożytne/wczesnośredniowieczne
ruiny m.in. na wzgórzu Plaosznik.

Byliśmy z żoną w wielu pięknych miejscach, ale to bezsprzecznie jest
miejscem najpiękniejszym, z niesamowitym klimatem autentycznej
Słowiańszczyzny zmieszanej nieco z Orientem (Turcy, islam). Tutejsze
jezioro jest najstarszym w Europie i 4 na świecie. Woda czyściutka,
przezroczysta. Podobno zachowały się tu liczne gatunki zwierząt
typowych dla poprzednich epok geologicznych. Dookoła góry (w tym, po
stronie albańskiej, wysokie, białe szczyty). Miasto ma świetnie
rozwiniętą bazę i infrastrukturę turystyczną (statki wycieczkowe,
taxi po jeziorze, knajpy, kluby, sklepy z pamiątkami i nie tylko;
mnóstwo hoteli i apartamentów). Jest świetną bazą do wypadów w góry
oraz do Albanii i Grecji. Jednocześnie jednak, przynajmniej w maju,
nie stwarza wrażenia zadeptanego przez turystów – pozostaje nadal
bardzo autentyczne, bez zbytniej ilości lukru…

Co ważne, ceny, poza niektórymi tylko knajpami, są bardzo atrakcyjne
– cały apartament (ok. 35 m2) kosztował nas 25 euro/noc (nie
ukrywam, że była to promocyjna cena); bardzo przyzwoity obiad w
restauracji dla 2 os. przy deptaku kosztował 30-40 PLN; kebab w bułce
– 4 PLN; blisko centrum jest też fajny bazar, ze świeżutkimi
warzywami i owocami (nie jedzcie zielonych papryczek, chyba że
chcecie się nimi golić ;-P )

Nie chcę tu się nadmiernie rozpisywać – w Internecie sporo jest
przewodników, gdzie Ochryd jest dobrze opi
Edytor zaawansowany
  • anastazy1982 01.06.10, 23:10
    ...cd

    W Nowym Sadzie postanowiliśmy pobyć 2 noce – zatrzymaliśmy się w
    Hostelu Podbara (to bardziej pensjonat), prowadzonym przez rodzinę, a
    zlokalizowanym 10 min. spacerkiem od centrum. Cena za pokój to 30
    euro (z pysznym, „lokalowym” śniadaniem pod domowemu, kablówką w
    pokoju, Internetem (bezprzewodowy i stacjonarny na 2 kompach), z
    pokojem dziennym. Miasto bardzo czyste i całkiem nowoczesne. Toczy
    się życie. Jest pełno knajp, a na deptaku piwo kosztuje 5 pln .
    Ludzie mówią po angielsku, ale serbski jest dość zrozumiały dla
    Polaków. Bardzo przyjemnie jest pochodzić po szerokich uliczkach
    centrum. Warto zajrzeć do tutejszych cerkwi i kościołów. Duże
    wrażenie robi ogromna twierdza Petrovaradin, która pełniła rolę
    Gibraltaru na Dunaju. Widok i spacer po jej murach – niesamowite.
    Przy dłuższym pobycie można udać się na szlaki pobliskiej Fruskiej
    Hory, ale nam się już trochę tęskniło do domu i postanowiliśmy sobie
    zostawić tą przyjemność na kolejny raz :-).

    Zwróciło naszą uwagę, że ludzie (tak kobiety, jak i faceci) są tu
    bardzo ładni (pryska mit Polaków – najpiękniejszej nacji świata ;-) )
    i bardzo modnie i gustownie się ubierają.

    Droga powrotna mija bezproblemowo (choć na granicy węgierskiej
    tradycyjnie trzepią bagaże w poszukiwaniu wódy i fajek) i na wieczór,
    po zaliczeniu wegierskich autostrad oraz nieco mniej przyjemnych dróg
    słowackich (nie zgadzam się z opinią, że są lepsze od polskich)
    jesteśmy w Krakowie (gdzie mieszkamy).

    Pewnie nie była to nasza ostatnia podróż w te rejony :-)

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że relacja komuś się przyda
  • Gość: basia IP: 213.25.104.* 03.06.10, 11:14
    Hej Anastazy, bardzo nam sie podobała Wasza opowieść. Głównie temu, że w sierpniu wybieramy się w podobną trasę i też już mamy zarezerwowany nocleg w Hostelu Nis. Do tego też jesteśmy z podobnych okolic, bo z Krakowa i Wadowic ;) Mozesz sie odezwac do mnie emailowo, gdybym miala jakies pytania (a pewnie sie znajdą)? Moj email: barka@op.pl
    Pozdrawiam
    Basia
  • Gość: zw64 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.11, 16:45
    Witam,zastanawiam się nad wyjazdem w ten rejon,szukam namiarów na noclegi,mój adres mr.who@onet.pl,dziekuje za pomoc
  • Gość: moses IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.11, 21:13
    witam. ja odbyłem bardzo podobną podróż z żonką, troszkę dłuższą i wiecej zwiedzania. wiecej państw zwiedziliśmy bo mielismy 3 tygodnie wakacji:) moja żona była na wymianie studenckiej w Serbii. Hmmm Serbia, specyficzne miasto, miasto wielu kontrastów, dla Nas piekne miasto. jest bardzo wiele atrakcji, duzo do zwiedzania, piekna historia... i bardzo tanio:) ja mieszkalem przez tydzien w domu studenckim, mozna kazdy tam przenocowac lub zostac na dluzej... a spotkalismy na miejscu rodzine z Krakowa. cena jednej doby w 2008 roku ok 12 zł. teraz moze byc drozej ale chyba nie wiele:) i wszedzie euro akceptuja:) ul. Zdravka Cielara nr nie pamietam:( przy okazji polecam zwiedzic Bosnie i Herzegovine, oraz Albanie :) no i jak juz bedziecie w Macedonii musicie jechac do czarnogóry... bajkowy kraj od razu mozna sie zakochac:) a cena malutkie :) polecam
  • ann.aa 03.06.11, 22:02
    Planuję wakacje w rejonach opisanych przez Ciebie i w związku z tym mam ogromną prośbę. Czy mógłbyś opowiedzieć o możliwościach noclegowych w Ochrycie? Czy trzeba rezerwować, czy można pojechać w ciemno (druga połowa czerwca)? Mój adres: ann.aa@gazeta.pl. Pozdrawiam:)
    Anna
  • Gość: seboc IP: *.ip.netia.com.pl 14.06.11, 13:48
    > opowiedzieć o możliwościach noclegowych w Ochrycie? Czy tr
    > zeba rezerwować, czy można pojechać w ciemno (druga połowa czerwca)?

    W Ochrydzie nocleg prawdopodobnie będzie sam Was szukał.
    S.
  • ann.aa 14.06.11, 21:28
    Trochę mnie uspokoiłaś/eś:)
    Wyjeżdżam pojutrze. Nie mam żadnej rezerwacji, ani po drodze (Rumunia, Serbia), ani na miejscu, a plany wielkie (prócz Mecedonii, Albania i Czarnogóra), aczkolwiek niesprecyzowane:)
    Czy masz może jakieś godne polecenia miejsce w Serbii, gdzie nie trudno byłoby o nocleg, a do tego można by coś ciekawego zobaczyć?
    Będę bardzo wdzięczna za podpowiedź.
    Pozdrawiam:)
    Anna
  • bah77 29.07.11, 07:54
    > godne polecenia miejsce w Serbii, gdzie nie trudno byłoby
    > o nocleg, a do tego można by coś ciekawego zobaczyć?

    Polecam przede wszystkim największy Cud Natury w Serbii, czyli rezerwat Đavolja Varoš.
    Nocować można w pobliżu:
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,97614212,102624314.html

    Pozdrawiam

    bah77
  • Gość: pawels IP: *.153.246.94.ip4.artcom.pl 27.06.11, 09:17
    Czy widzieliście sklepy wolnocłowe na granicy węgiersko-serbskiej ,czy też serbsko-bułgarskiej?
  • Gość: Marian IP: *.ump.edu.pl 04.07.11, 12:50
    Bardzo interesujący opis trasy...i przydatny. Dobra inicjatywa.
    Warto pamiętać o "Zielonej karcie" na przejazd przez Serbię. Trochę już zapomnieliśy o tym "najważniejszym" kiedyś dokumencie . Okazuje się, że brak Zielonej karty skutkuje wykupieniem ubezpieczenia na granicy za 112 Euro (na minimalnie 30 dni!).
  • kanzashi 15.01.12, 20:44
    Przejechaliśmy latem 2011 przez Serbię, Macedonię, Albanię, Czarnogórę i Chorwację. Jeśli komuś przyda się relacja z naszej podróży - zapraszam. W Ochrydzie rzeczywiście nocleg sam szuka turysty, ale warto jechać w sprawdzone, polecone miejsce. My trafiliśmy świetnie do B&S apartments, ale zależy kto ma jakie wymagania.
    Zielona karta jest koniecznie potrzebna, z tym, że nie obowiązuje ona na terenie Kosowa, o czym warto pamiętać.
    --
    mój kawałek internetu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka