Dodaj do ulubionych

Po 9 latach w hotelach zadowolony z apartamentu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 18:24
Od 9 lat wakacje oznaczaly dla mnie jedną rzecz oczywistą - hotel. Z wszystkimi jego plusami i niedogodnościami. Te pierwsze są wszystkim znane, wiec je pomine. A niedogodności ?

W ostatnich kilku latach spedzilem 10 tygodni wakacji w rożnych hotelach na Costa Brava. Powody ? Dziecko (plaza i morze), gwarantowana pogoda, hiszpanskie klimaty i kuchnia. ALE HOTELE ?

Byly wśrod nich wylacznie 3-gwiazdkowce (a 2 mialy nawet 4 gwiazdki). Minusy: - rozwrzeszczani goście hotelowi (i mlodzież i dorośli), chamstwo na stolowce (kto pierwszy przy paelli, ten zgarnia wszystkie krewetki i temu podobne), sztampowe jedzenie CZESTO NIE DO JEDZENIA.

Tak, tak, moi mili. Czlowiekowi, trudno sie do tego przyznac nawet przed samym soba. Jak wydales na wakacje 12-14.000 to chcesz WIERZYC, ze wszystko bylo ok. Nawet jesli co drugi pomidor, ktory jadles w salatce byl w polowie zielony. Nawet jesli wiekszosc sliwek, brzoskwin, moreli itd, serwowanych przy posilkach byla niedojrzala. Nawet jesli lody na deser byly bez smaku (nie wspomne juz, ze bez zadnej marki). Nawet jesli jogurt do sniadania ma konsystencje zsiadlego mleka, a wedlina NIE MA ZADNEGO SMAKU. Nawet jesli zamowione do stolika wino za 5 euro okazalo sie winem stolowym, ktorego w Polsce bym nie wypil. A mimo to, w relacjach rodzinnych opowiada sie o liczbie dan (3/4 z nich w smaku 'takie sobie'), o innych frykasach i poniekad czlowiek sam w to zaczyna wierzyć.

Mialem sporego stracha przed apartamentem, do ktorego w tym roku pojechalismy po raz PIERWSZY w życiu (Liguria czyli wloska Riwiera). Przede wszystkim - mialem obawy co do jedzenia. Czy przygotowanie nie bedzie dla żony zbyt klopotliwe ? Czy nie jest wygodniej zejsc rano na sniadanko na dol, do sali hotelowej, a nie samemu je szykowac ?

Okazalo sie, ze bylo REWELACYJNIE.

Przy dziennych wydatkach na produkty spozywcze rzedu 20-25 euro MIELISMY WSZYSTKO, CZEGO DUSZA ZAPRAGNIE. Paelle z krewetkami TYLKO DLA NAS (1/3 kg krewetek jumbo - ok. 6 euro), dobre wino z indykacja za 2,5 euro w hipermarkecie! Codziennie markowe lody. Codziennie dojrzale owoce i smaczne pomidory.

Oczywiscie apartament oznacza gotowosc rezygnacji z pewnej ilosci czasu wolnego czlonkow rodziny. Ale i tak przeciez nie jestescie w stanie przebywac w sloncu od 9:00 do 18:00. Jakos wiec godzilismy obowiazki w kuchni z planem wypoczynku, a nagrodą bylo EXTRA JEDZENIE. Fakt, ze moja zona dobrze gotuje, ale pominmy obiady - na sniadania dobra szynka wloska, smaczny jogurt (o dziwo bardzo smaczny kawowy pod marką handlową COOP), dobry dzem, krem czekoladowy, jajecznica i inne frykasy, ktorych w życiu nie mialem na śniadanie w hotelu (choć spedzalem wakacje nawet w takim, w ktorym do sniadania codziennie serwowano szampana).

A pomyslcie tylko o schlodzonym piwku do obiadu - jakis kurczak curry z ryzem i chlodne piwko. W hotelu na Costa Brava 2 piwa lokalne 0,33 l = 3,5 euro. Ja za 1,1 - 1,2 mialem butelke 0,66 l dowolnej znanej, europejskiej marki.

POLECAM.
Edytor zaawansowany
  • Gość: Fredzio IP: *.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 06.08.05, 18:07
    Wykorzystuję apartamenty od 9 lat (taki zbieg okoliczności!), hotele tylko w
    tranzycie lub dla pobytów 2-3 dniowych - pełny luz i swoboda godzin spożywania
    posiłków i ich kompozycji, a czas stracony na przygotowania? Nie trudno sobie
    wytłumaczyć, że te 1/2 godziny to jest to co tygrysy lubią najbardziej (...potem
    zjeść), no i taniej.
    Pozdrawiam
  • vojager29 07.08.05, 09:09
    w hotelu bylismy pierwszy i ostatni raz, hm iks lat temu, mlodzi i piekni
    Hiszpania, Costa Brawa wowczas to HIT
    jednym slowem, od tamtego czasu jezdzimy tylko i wylacznie do apartamento
    pelna wolnosc, nic na czas ani pod dyktando
    na plazy przebywamy najczesciej od 9 rano do 18 po poludniu z utesknieniem
    wyczekujac, na "troche niepogody" aby cos w okolicy zobaczyc
    najczesciej, traktujemy ferie jako totalny wypoczynek pod blekitnym niebem, nie
    robiac absolutnie nic, jestesmy "aktywni" dopiero wieczorem po zmyciu olejkow i
    wyszykowaniu sie na kolacje
    urlopy spedzamy najchetniej gdzies miedzy Genua a Tulonem, ktos powie e tam,
    tam taki tlok, fakt jest tloczno ale my mamy "swoje miejsca", gdzie lezac na
    plazy mozna swobodnie oddychac i jest mniej ludzi niz nad Wisla w Warszawie
    inni powiedza alez to nie turystyka i beda mieli racje z ich punktu widzenia
    tylko, ze wedle nowoczesnego nazewnictwa my tam jestesmy TURYSTAMI
    niech wiec tak pozostanie, dzisiejsza turystyka ma wiele oblicz

  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.05, 11:57
    Po prostu, miod na moje uszy !

    Z niepokojem zaczalem u siebie podejrzewac jakies dewiacje - w wiekszosci wypowiedzi czytam, jak to wszyscy wszystko zwiedzaja, ogladaja, same muzea i galerie sztuki.

    A ja z rodzinka, owszem, czasami gdzies wpadniemy, ale 80 % czasu na wakacjach to dla nas NIC NIE ROBIENIE. Myslalem, ze tylko ja tak lubie, ale na szczescie okazuje sie, ze inni tez.

    Klimat tych miejsc, kultura rozumiana nie tylko przez pryzmat galerii sztuki (stojac w srodku i ogladajac obrazy czesto trudno nawet zgadnac w jakim kraju sie przebywa - wszystko tak do siebie podobne) i NIC NIE ROBIENIE tak przez dwa, trzy tygodnie - to jest to (co jak wczesniej slusznie zauwazyl Fredzio), co tygrysy lubia najbardziej ;)

    A tymczasem Niemcy choruja na to, co okreslam jako 'syndrom jokera'. W kraju Salzburskim sprzedawana jest bowiem taka karta upowazniajaca do znizek albo wrecz darmowych wejsc do muzeow. Nazywa sie Joker Card. PODOBNO Niemcy slyna z tego, ze 'odfajkowuja' poszczegolne zaliczone muzea i wrecz sa chorzy, jesli czegos, co im sie 'nalezalo' nie zdarza zaliczyc przed koncem urlopu.

    Ja jestem chyba nienormalny, bo choruje tylko wtedy, kiedy piwko do obiadu nie zdarzylo sie schlodzic ...

    Pozdrawiam
  • kubissimo 07.08.05, 16:27
    smiejesz sie z Niemcow, ale sam piszesz z rozgoryczeniem, ze ktos zjadl
    krewetke z paelli, za ktora ta krewetke Ty slono zaplaciles i jej nie dostales!
    no to ja juz bardziej rozumiem Niemcow, ktorym zal, ze nie odwiedzili jakiegos
    miejsca, ktore mogli.
    no ale jak widac niektorzy sie szczyca tym, ze przedkladaja bezmyslny
    konsumpcjonizm za jak najnizsza cene. wspomniane galerie prawdopodobnie omijasz
    dlatego,ze za bilet trzeba zaplacic. rasowy polski turysta :/
    pozdrawiam
  • Gość: kl IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.08.05, 18:49
    Polscy "turyści" są fatalni. W hotelach jako jedyni: 1) wynoszą jedzenie z
    jadalni, 2) wnoszą własne napoje do jadalni, (i tu i w poprzednim przypadku
    napisy o zakazach sa tylko po polsku), 3) obsikują kible na stacjach
    beznynowych w krajach, w których WC na stacjach jest płatne, 4) nie chodzą na
    plaże lub nie wypożyczają tam parasoli i leżaków - bo płatne, 5) nigdy nie
    korzystają z miejscowych knajpek, wsuwając zabrane ze śniadania kanapki, 6) ale
    jak już skorzystają, to nigdy nie dają napiwków, etc. Jednym słowem buractwo.
    Rzeczywiście lepiej, by większośc z nich wybierała tzw. studia, szumnie
    zwane "apartamentami" (przez tych, którzy z nichkorzystają) . A że do naszych
    rodaków sztuka (ani architektura, ani rzeźba czy malarstwo) nie przemawia - to
    już odrębna historia. Smutne, ale taka jest nasza kultura. I nikt mi nie wmówi,
    że normalnej kobiecie, gotującej mężowi i dzieciom przez cały rok nie należy
    się od tego odpoczynek.
  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.05, 19:49
    Szanowny kl,

    Pragne Cie poinformować, ze (1) NIGDY nie wynosilem z jadalni jedzenia, poniewaz zawsze zamwaiam VP, a poza tym wydaje na dodatkowe owoce, slodycze, lody itp, tyle zeby dziecku i zonie jedzenia nie zabraklo, (2) moze nie doczytales w pierwszym moim poscie, gdzie dawalem przyklady napojow alkoholowych (niealkoholowe tez zamawiam) dobieranych do posilkow, (3) na stacjach beznynowych przy autostradach siusiam, choc i tam stoi ktos, kto oczekuje na pare centow - i te 20-50 centow ode mnie zawsze dostaje (ciekawe gdzie Ty siusiasz ?), (4) na plazy w San Remo za komplet lezakow placilem wiecej, niz moznaby sadzic biorac pod uwage fakt, ze jestem z Poznania (niestety spalem wtedy w hotelu 4-gwiazdkowym i nie wypadalo nie skozystac z hotelowej plazy, he, he, he), (5) z lokalnych knajpek korzystam czesto i chetnie (bo oszczedzam na muzeach :) (6) napiwki daja rzadko, jesli obsluga faktycznie sie starala, a nie jak nuworysz kazademu, zeby potem sie tym chwalic. Popatrz zreszta na innych turystow, z krajow bogatszych od nas (np. z Niemiec) - jak zauwazam, zwykle rozliczaja sie z kelnerem co do centa, halerza, forinta, czy grosza. Poza tym, apartamenty to faktycznie czasami studia, ale jesli masz trzy pokoje i 50-60 m2, to standard chyba lepszy, niz w niejednym hotelu ? A o swojej kulturze osobistej nie bede polemzowal, bo wiadomo, zem cham i burak ... A zona sama chciala gotowac, bo to lubi (takie kobiety tez sie trafiaja - jak ktos ma szczescie) ...

    Pozdrawiam i zycze wiekszej frajdy w trakcie przyszlorocznych wakacji - moze wreszcie uda sie wyjechac ....
  • kubissimo 07.08.05, 21:04
    oczywiscie, ze polscy turysci traktowani jednostkowo sa zawsze wzorem cnot i
    ucielesnieniem dobrego zachowania, wiec nie watpie, ze w zaleznosci od sytuacji
    Ty nigdy i zawsze i za nic w swiecie i obowiazkowo. ciekawe tylko czemu w
    grupie nagle sie to wszystkie takie bezrozumne robi?
  • dunia77 07.08.05, 15:40
    Mam nadzieje, ze zona tez byla zadowolona ;-)
  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.05, 19:27
    Żona jak najbadziej. Moze to w pelni potwierdzić.

    W przeciwienstwie do dwoch dżentelmenow, ktorzy wczesniej wypowiedzieli obrzucajac mnie blotem i wyzywajac na polskich turystow in gremio.

    Otoz Panowie ci chyba nigdy nie widzieli zachodniej tluszczy, jaka przybywa do hoteli na Costa Brava, żrącej co popadnie, byle dużo. A jak już nie mają sily wcisnąc siodmego kawalka melona, to go zostawia na talerzu, podobnie jak kawalek osmy, dziewiaty i dziesiąty, ktore wzieli tak na wszelki wypadek.

    Nie mam nic przeciw galeriom sztuki i muzeom, kiedy wyjedzam do Londynu, Paryża czy Pragi. Ale ludzie, ktorzy na wakacje wybierają typowe środziemnomorskie wybrzeża, a potem na Forum wyliczają dziesiątki muzeow i zabytkow, ktore KONIECZNIE trzeba zobaczyć - mam wątpliwości, czy oni faktycznie WYPOCZYWAJĄ ?

    Obawiam sie, że problem mają ci wlaśnie, ktorzy kalkulują nastepująco 'skoro już wydaje tyle pieniedzy na wakacje, to warto przy okazji zobaczyć w okolicy wszystko, o czym pisza przewodniki'. OK. Ale czy maja przy okazji wpasc do lokalnej knajpki ? Zjesc jakies lokalne danie ? Byli na lokalnym targu rybnym ? Mieli czas tak zwyczajnie przypatrzec sie ludziom ? A moze zalizcali 14 muezum z 72 polecanych i caly czas kalkulują, że przed koncem urlopu wszystkich nie zdążą zaliczyć ...
  • Gość: Fredzio IP: *.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 07.08.05, 20:43
    Jak ktoś słusznie zauważył - najbardziej tolerancyjni są palacze tytoniu, im
    zupełnie nie przeszkadza jak ktoś nie pali - analogicznie - ja jeżdżę żeby
    zwiedzać ( nie koniecznie muzea)i w tym znajduję urok podróży, nie rozumiem
    wypoczywania jako leżenia przez 15 godzin na plaży, ale jeśli ktoś to lubi, to
    niech sobie...Śniadania jadam własnoręcznie przyrządzone, podobnie większość
    pozostałych posiłków, stąd m.in. przywiązanie do apartamentów (z aneksem
    kuchennym), ale gdy mam ochotę, idę do restauracji (uprzednio sprawdziwszy ceny
    posiłków, napiwki daję, gdy czuję się dobrze obsłużony, krewetek i innych
    cudactw nie jadam, więcej grzechów nie pamiętam.
  • aseretka 08.08.05, 07:15
    Ja od ponad 10 lat korzystam tylko z apartamentów lub z namiotu i zawsze jestem
    zadowolona. Razem z bratową przyrządzamy posiłki dla 10-12 osób i wcale nas to
    nie męczy. Wiele osób dziwi się, ze tak robimy, bo to przecież nie wypoczynek.
    Sama też układam program tego, co chcemy zobaczyć, chociaż raczej nie są to
    muzea. Bardziej męczę się w hotelu, gdy mam aż za duzo wolnego czasu. A
    wycieczki grupowe to dla mnie koszmar.
  • vojager29 08.08.05, 08:43

    halo Fredzio, nie rozumiem czego Ty nie mozesz zrozumiec w lezeniu na plazy
    przez iks godzin, przecie najlepiej wypoczywa sie lezac !!!
    wypoczywa cialo i umysl, wygrzewaja sie kosci, doladowuje sie akumulator, fale
    masuja cialo a slona woda je pielegnuje i jesli ktos moze przebywac tyle godzin
    na sloncu bez obawy, ze go spali RAK to czego tu nie rozumiec ?
    rownie dobrze ja moge powiedziec, ze nie rozumiem tych "chloniacych kulture",
    tych spiacych pod namiotem, tych pedzacych z miejsca na miejsce nabijac
    kilometry na licznik, ktorzy po za tym, ze przejechali i zobaczyli pstryknawszy
    kilka zdjec nic wiecej nie moga powiedziec o zadnym "zaliczonym" miejscu,-
    nie, osobiscie uwazam, ze kazda forma spedzania urlopu jest jednakowo dobra w
    zaleznosci od temperamentu urlopowicza-turysty
    ja preferujac "plazowa" forme urlopu, napewno nie widzialem tyle roznych miejsc
    co Ty ale to co widzialem znam dobrze a Ty tylko powierzchownie a to jest
    przelotne i po stosunkowo krotkim czasie, zupelnie sie w pamieci zaciera





  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 12:42
    Mnie bardzo odpowiada stanowisko, ze kazdy odpoczywa, jak lubi. Osobiscie nie wytrzymuje na plazy wiecej, jak 3-4 godziny dziennie i chetnie 'szwedam sie' tam i tu w tak zwanym miedzyczasie. Rozumiem jednak tych, ktorzy lubia sie wygrzac i podladowac akumulatory. Proponuje zachowac wiecej szacunku dla stylu spedzania czasu wolnego przez bliźnich. Moje uwagi o turystach 'odfajkowujacych muzea' nie byly wbrew pozorom krytyką takiej formy wakacji - jeśli ktoś to lubi, prosze bardzo, Paryż, Florencja stoją otworem. Dziwi mnie tylko turysta wybierajacy sie do Rimini czy Lloret de Mar, ktory kombinuje, ze skoro juz wydal pare tysiecy na wakacje, to 'przy okazji' przydaloby sie zaliczyc tyle muzeow, ile tylko sie da. Raz czy dwa mozna gdzies podskoczyc, ale to 'japonskie' obskakiwanie atrakcji turystycznych w stylu 'autokar - zwiedzamy - autokar' w trakcie wyjazdow stricte wypoczynkowych jest dla mnie takim 'dwa w jednym'. Pytanie tylko, czy to sie da pogodzic ? Czy rezim, jaki narzuca taki 'aktywny' wypoczynek jest kompatybilny z leniuchowaniem plażowym ? Ale jeśli ktoś potrafi, to prosze bardzo...

    Poniewaz rozpocząlem ten wątek wiec pozwole sobie na pewne uporządkowanie dystkusji. Pisalem z perspektywy faceta, ktory od paru lat 3-4 tygodnie w roku spedzal na wakacjach wylacznie w hotelach. I caly czas mialem wątpliwości, czy przejście do apartamentow nie bedzie zbyt bolesne. Moj post mial na celu upewnić tych, ktorzy podobnie jak ja jeszcze rok temu wahają sie - jest bardzo fajnie, w mojej ocenie liczba zalet takiego rozwiązania przeważa nad liczbą negatywow.

    Oczywiście wielu forumowiczow i tak pozostanie przy wakacjach hotelowych. W porządku. Moja zacheta skierowana jest to tych, ktorzy troche sie wahają - sprobujcie, może bedziecie zadowoleni, tak jak ja.
  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 12:10
    Wlasnie odrabiam wakacyjne zaleglosci w lekturze pism ekonomicznych. Czerwcowy Forbes donosi (s. 57), ze "nieoficjalne dane biur podrozy mowia, ze z wycieczek fakultatywnych korzysta az 75 % Polakow i zaledwie 15 % Niemcow".

    Czyzby nasze 'dwa w jednym' (wakacje na plazy plus zwiedzanie) bylo spowodowane checia jak najbardziej ekonomicznego wykorzystania 'inwestycji wakacyjnej' ?
  • petromin 11.08.05, 13:47
    > Wlasnie odrabiam wakacyjne zaleglosci w lekturze pism ekonomicznych.
    Czerwcowy
    > Forbes donosi (s. 57), ze "nieoficjalne dane biur podrozy mowia, ze z
    wycieczek
    > fakultatywnych korzysta az 75 % Polakow i zaledwie 15 % Niemcow".

    Te dane można też inaczej odczytać. Wiem to po sobie. Jeżeli gdzieś lecę na
    wyspy to nigdy nie korzystałem z wycieczek fakultatywnych. Z bardzo prostej
    przyczyny - czas organizuję sobie sam. Czyli samochód z wypożyczalni i w
    drogę. Prawie żadana wycieczka fakultatywna nie bywa w takich miejscach do
    których ja jadę. Czyli mnie zaliczyli by do tych 25%, którzy nie korzystają i
    co z tego wynika?
    A to, że czas wolny lubię spędzać aktywnie to znaczy,że nie mam takiego prawa
    na wyjeździe?
  • aseretka 12.08.05, 08:49
    Zależy co rozumiesz przez "najbardziej ekonomiczne wykorzystanie inwestycji".
    Jeżeli chodzi o finansową strone, to forma zwiedzanie + wypoczynek wcale nie
    jest najtańsza. Jeżeli zaś chodzi ci o najbardziej efektywne ekonomicznie
    wykorzystanie czasu, to przyznaję racje. Należę jednak do tych ludzi, którzy
    bezczynnie nie mogą usiedzieć w jednym miejscu, a poza tym ciekawa jestem tego,
    co mnie otacza, nie tylko zabytków, ale i piekna naturu. Szkoda byłoby
    mi "ciągnąć się" 2000 km w okolice Neapolu, gdybym po drodze nie mogła zobaczyć
    chociażby wodospadu Marmore albo nie wykorzystałabym możliwości pospacerowania
    po Capri, bądź przejazdu malowniczymi, kretymi drogami wokół wybrzeża Półwyspu
    Sorrento. Aby poleżeć na słoneczku ( co też bardzo lubię )wystarczą mi wyjazdy
    weekendowe na działkę i to nie częściej niż raz na dwa tygodnie. W pozostałe
    weekendy też zachowuję sie nieekonomicznie tracąc czas i pieniądze na krótkie
    wypady np. po Jurze krakowsko-częstochowskiej. Ale kazdy przecież ma prawo
    robić to, co lubi.
  • aseretka 12.08.05, 09:06
    Bardzo ładnie ujęła sedno podróżowania jita w poście
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=184&w=2843088&a=27508131
    "Wprawdzie za tą kasę, którą wydajemy na nasze podróże
    mielibyśmy fajny hotel all inclusive w jednym miejscu, ale... :-))"
  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 10:08
    Moja wina - źle sie wyrazilem !

    Nie chodzilo mi o to, ze ZABRANIAM komus zwiedzania czy ogladania okolic, w trakcie pobytu wakacyjnego w Chorwacji, Wloszech czy na Krecie. Ostatecznie, w jakims wymiarze sam to robie - trudno faktycznie usiedziec na miejscu trzy tygodnie. I sam przyznaje, że odkrywanie nowych miejsc (jak choćby starego Final Borgo w trakcie tegorocznych wakacji) sprawia dużą frajde.

    ALE

    Moje 'watpliwosci' wzbudza pojawiajaca sie na forum opinia, jakoby to (przedstawie to moze z uproszczeniem, ale za chwile rzecz cala postaram sie wyjaśnic) jakość spedzonych za granicą wakacji sprowadzala sie wylącznie do liczby 'zaliczonych' zabytkow czy odbytych wycieczek fakultatywnych.

    W dyskusjach przewija sie wrecz sugestia, że jesli ktoś z owych fakultatywnych wycieczek nie korzysta, to czyni tak 'z oszczedności'.

    Dlatego też podalem te dane o turystach niemieckich (co szosty korzysta z wycieczek fakultatywnych) oraz polskich, wśrod ktorych aż 3/4 w trakcie pobytu z jakiejś wycieczki fakultatywnej skorzystalo (dane nie moje, ale tour operatorow). Chcialem pokazac, iż paradoksalnie, bogatsi od nas Niemcy nie wydają pieniedzy na wycieczki fakultatywne, zatem argument o oszczedności jest nietrafiony.

    Moja interpretacja zacytowanych danych jest nastepująca:

    Polak, ktory jedzie np. na wybrzeże Adriatyku do Wloch czy tez do jakiejś miejscowości na wybrzeżu toskanskim, stara sie 'przy okazji' (dlatego moj argument 'dwa w jednym', albo o najbardziej efektywnie wykorzystanej inwestycji w wakacje) zobaczyć Wenecje czy Florencje. Kalkulacja jest prosta - jeśli wydalem (powiedzmy) 10.000 zl na te wakacje, to oplaca sie wydać jeszcze 500 zl, żeby cos ciekawego 'przy okazji' zobaczyć. Przecież Polakow jeżdżących 'specjalnie' na zwiedzanie Wenecji czy Florencji i spedzających tam po dwa tygodnie nie ma zbyt wielu ! Wiekszość z nas zna te miasta 'z przejazdu', z jednodniowego wypadu.

    Jest to wytlumaczalne ekonomicznie, bo przeciez hotel z wyżywieniem w Bibione czy Lido de Jesolo kosztuje polowe tego, co hotel w Wenecji !

    Niemiec udający sie na wakacje do tych samych miejsc, nie korzysta tak chetnie ze zorganizowanych możliwości zwiedzania, bo żeby zobaczyć Wenecje czy Florencje to on sobie pojedzie SPECJALNIE na kilka dni i zobaczy to, co trzeba (czy wypada). Dla Niemca 'Bibione to wakacje', a wyjazd w innym terminie do Wenecji to czyste zwiedzanie - dla nas niestety pozostaje 'dwa w jednym'.

    Dlatego też (choc wycieczki fakultatywne to faktycznie dodatkowy wydatek) uważam, iż polączenie plażowania ze zwiedzaniem czesto wynika z zimnej kalkulacji i niedostatku funduszy, na to by zwiedzać pobliskie atrakcje przy innej okazji.
  • vojager29 12.08.05, 10:33
    tu masz racje, chyba tak wlasnie jest
    pamietam "niestety" czasy, kiedy to wyjazd na zachod byl darem od Boga albo
    raczej "prezentem za dobre sprawowanie od sekretarza komitetu PZPR"
    wowczas jezdzilo sie nad polskie lub bulgarskie wybrzeze i nikomu nie
    przychodzilo do glowy na fakultatywne "rozrywki umyslowe" chyba, ze drobny
    handelek zaliczymy do takich rozrywek
    ten, kto juz wypuscil sie za zachodnia granice, chcial wchlonac wszysko co bylo
    mozliwe do wchloniecia w tak krotkim czasie
    dzisiaj, wyjazd do Wloch czy Francji na urlop to wlasciwie normalka i
    wchlanianie wszystkiego co po drodze, mija sie moim zdaniem ze zdrowym
    rozsadkiem
    Niemcy to odkryli juz dawno i dlatego taki maly procent korzysta z
    fakultatywnych propozycji, Polakow bija napewno tylko Japce

    osobiscie nie jezdze z wycieczkami i trudno mi sie wypowiadac ale wakacje mozna
    spedzic w hotelu jadac indiwidualnie, to sprawa zamoznosci i temperamentu
    tak jak napisalem, kazdy powinien miec prawo do spedzania urlopu wedle wlasnych
    potrzeb
    aseretka, bah7 i inni lubia siedziec w samochodzie i dobrze, to ich sprawa ale
    ja moge rownie dobrze powiedziec, ze sobie tego nie wyobrazam, dla mnie to
    kompletny nonsens no i mozna tak bez konca tylko po co !!!
    lubimy turystyke indiwidualna i to nas laczy, reszta powinna byc informacja a
    nie rekolekcja

    pozdrowienia



  • aseretka 12.08.05, 13:07
    > wowczas jezdzilo sie nad polskie lub bulgarskie wybrzeze i nikomu nie
    > przychodzilo do glowy na fakultatywne "rozrywki umyslowe" chyba, ze drobny
    > handelek zaliczymy do takich rozrywek

    Chociaż też po części masz sporo racji, to jednak nie do końca. Należę do tego
    pokolenia, które w latach 70 jeździło z rodzicami na wczasy do Bułgarii, ale
    rozrywki umysłowe typu drobny handelek nie były moim rodzicom w głowie. Odkąd
    ojciec dostał talon na trabanta nosiło nas po krajach „demoludu”, tylko po to,
    by coś zobaczyć. ( Wcześniej, jak sięgam pamięcią, czyli od czasu, gdy miałam
    jakieś 5-6 lat, rodzice co roku wyjeżdżali z nami na wczasy w Polskę, starając
    się w miarę możliwości pokazać coś ciekawego w najbliższej okolicy, gdzie można
    było dotrzeć pociągiem lub PKS-em. )
    Kiedy już jednak ojciec miał ten upragniony samochód nie było weekendu, żebyśmy
    gdzieś nie wyjechali poza Łódź, a na dłuzsze wyprawy poza granice PRL-u.
    Zwiedzaliśmy ( podkreślam ZWIEDZALIŚMY ) Węgry, Czechosłowację, Rumunię,
    Bułgarię, enerdówek. Niestety nie dano nam paszportów do Jugosławii, chociaż
    rodzice chcieli tam pojechać. O Zachodzie, zwiedzaniu Włoch, Francji,
    Hiszpanii, Portugalii, Holandii, Belgii, Szwajcarii, a nawet leżącej trochę na
    wschodzie Grecji, to mogłam tylko pomarzyć czytając książki, bo nawet telewizja
    nie pokazała tych krajów zbyt często.
    Jeździliśmy tylko indywidualnie, nigdy nie na wczasy zorganizowane, które jak
    piszesz faktycznie były "prezentem od sekretarza komitetu PZPR za dobre
    sprawowanie. Ale chociaż ojciec należał, jak prawie cała kadra kierownicza, do
    PZPR-u, to widocznie niezbyt dobrze sie sprawował, bo wczasów zagranicznych
    nigdy nie dostał.
    Wracając jednak do tematu wyjeżdzaliśmy tylko na wycieczki indywidualnie.
    Nocowaliśmy pod namiotem, a czasem bywało, że i w samochodzie ( Tak, tak... aż
    nie do uwierzenia, że dało się przespać w trabancie w 4 osoby ). Jedyną rzeczą,
    jakiej żałuję z tego okresu jest to, że nie było wtedy tak dobrych
    przewodników, jakie można kupić dzisiaj oraz że nie było internetu, w którym
    można wyszukać wiele informacji o interesujących miejscach. I żałuję, chociaż
    staram się to nadrobić, że wiele pięknych miejsc zostało przez nas pominięte (
    jak np. zespół pałacowo-parkowy w Pillnitz niedaleko Drezna ).
    Zgadzamy się natomiast z tobą w jednym: każdy człowiek ma prawo do
    indywidualności i do spędzania urlopu według własnych potrzeb. Zapewniam cię
    również, że nawet obudzona w środku nocy jestem w stanie powiedzieć ci kilka
    słów o miejscu w którym byłam i żadne z tych miejsc nie umyka mojej pamięci. :)
  • vojager29 13.08.05, 21:09
    > Chociaż też po części masz sporo racji, to jednak nie do końca.

    dzieki Bogu i ja sobie takich racji nie przypisuje
    kiedy bylem jeszcze troche mlodszy, to i mnie chcialo sie jak najwiecej
    zwiedzac, teraz juz nie mam ochoty wychodzac z zalozenia, ze i tak nie umre
    szczesliwszy, widzac jeden zabytek czy piekno natury wiecej
    dobry wypoczynek nic nie robiac, dobre jedzenie przy lampce dobrego wina w
    innej niz codzienna atmosferze, bardziej mnie cieszy niz uganianie sie
    za "kultura" i gdybym nie lubil jezdzic samochodem, pewnie bym siedzial gdzies
    na Majorce latajac tam samolotem
    to moze nie jest tak do konca jak tu opisuje ale cos w tym rodzaju i wiem, ze
    taki poglad ma wielu, bardzo wielu tych tzw. turystow
    przyjmujac to tak bardzo ogolnikow: jesli widzialas ladny wodospad, ciekawa
    jaskinie, piekne wybrzeze, bylas w Alpach czy Pirenejach, zaliczylas piramide,
    widzialas mur chinski czy nowoczesne drapacze chmur, widzialas fjordy norweskie
    i Nord Cap, widzialas zamki nad rzeka i piaski w Afryce to co cie moze jeszcze
    zachwycic ?
    wszystko bedzie sie juz tylko w lepszym lub gorszym wydaniu powielac, twoj
    zachwyt nie bedzie szczery a li tylko rutynowo aktorski zachwyt dla rodziny czy
    znajomych
    wiem, nie latwo sie do tego przyznac ale tak jest i dlatego, staram sie
    fakultatywnosc dozowac z umiarem, przetrawic to co widzialem, puscic troche w
    zapomnienie po to aby moc podziwiac nowe przygody na nowo, bez automatycznego
    porownywania z poprzednimi

    pozdrawiam
  • aseretka 12.08.05, 12:53
    Po twoich wyjaśnieniach po troszę się z tobą zgadzam. I przyznaję, ze bardzo
    chętnie poleciałabym np. nawet na ten dłuższy weekend ( 13-15.08 ) powiedzmy do
    Florencji, a w następny zagrać w ruletkę w Monaco, gdybym miała na to
    odpowiednie fundusze. Sama będąc w Egipcie korzystałam z tzw. fakultetów,
    jadąc na wycieczkę do Kairu i na drugą do Luksoru. Osobiście nie byłam nimi
    zachwycona i muszę przyznać, że wolałabym polecieć do tych miejsc na dwa, czy
    trzy dni i zwiedzać je na własną rękę. Ale z drugiej strony patrząc, to gdybym
    tych wycieczek nie wykupiła, to wyłabym z nudów smażąc się nad basenem, czy na
    plaży ( bo głównie tam, nie licząc wieczornych spacerów po Hurghadzie )
    spędziłam 4 z 7 dni. Więc nie wiem, czy kierowała mną czysta kalkulacja
    ekonomiczna, czy bardziej ciekawość, żeby zobaczyć Kair z piramidami i
    Sfinksem, świątynię w Karnaku, czy Dolinę Królów i Świątynię Hatszepsut. Przy
    czym na pewno nie kierowała mną chęć pokazania, że byłam w tych miejscach, bo
    po takich fakultetach tylko czuję tylko niedosyt i chciałabym więcej i więcej.

    > Kalkulacja jest prosta - jeśli wydalem (powiedzmy) 10.000 zl na te wakacje,
    > to oplaca sie wydać jeszcze 500 zl, żeby cos ciekawego 'przy okazji' zobaczyć.

    Zapewniam cię jednak, że jeśli następnym razem wybiorę się do Egiptu, to
    zwiedzę go już na „własną rękę” opierając się na opisach i wskazówkach
    wiarygodnych ( według mnie ) internautów, którzy podróżowali już bez biur
    podróży po tym kraju.
  • Gość: Fredzio IP: *.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 08.08.05, 13:37
    Chyba zrozumiałem, że się zgadzamy -każdy wypoczywa, jak mu podchodzi, ale z
    tymi kilometrami to nie bardzo. Jeśli zdarzyło ci się czytywać moje (fascynujące
    w formie i treści) sprawozdania z podróży, to łatwo zauważysz, że najdłuzszy
    dzienny przebieg zazwyczaj nie przekracza 200 km, wyjątkiem są trasy tranzytowe
    przez Niemcy (o co mam do siebie stałe pretensje), gdy dochodzi do 900 km, a że
    zwiedzam niedokładnie (skąd ty to wiesz?) - zgoda, prawie nigdy np. nie
    zwiedzam nowoczesnych dzielnic odwiedzanych miast, ograniczam się do "centro
    storico", oczywiście są wyjątki np. Defence - bo to właśnie lubię - a urok
    sypiących się średniowiecznych lub jeszcze starszych murów (ale nie lubię
    zwiedzania ewidentnych ruin np. Solona) właśnie ładuje moje akumulatory. Nie
    widzę niczego zdrożnego w żadnym innym sposobie spędzania wakacji - to dla
    jasności. Pozdrowienia

  • dunia77 08.08.05, 13:28
    Ja bylam raz na takich wakacjach, na Gran Canarii. Zaleta dla mnie jest fakt, ze
    nie musialam trzymac sie sztywnych godzin posilku w hotelu. Sporo jezdzilismy po
    wyspie i wracanie na 18:00, zeby dopasc do gara bylo by rzeczywiscie klopotliwe.
    No, ale to tez da sie wykonac w hotelu ze sniadaniem...

    Jedlismy rzeczywiscie w roznych restauracjach i bylo rewelacyjnie, no bo
    wiadomo, jaka kuchnia jest na Kanarach. Niestety, koszta tego byly dosc wysokie.
    W apartamencie malo gotowalismy, bo i w domu nie robimy tego na jakas wielka
    skale. Cala impreza ograniczyla sie do robienia sobie sniadan i ze dwa razy (na
    10 dni) ugotowania prostego obiadu.
    Powiem szczerze, gotowanie dwudaniowych obiadow na wakacjach to _dla_mnie_
    pomylka, nie wyobrazam sobie, zeby na urlopie czas spedzac przy kuchni. Tylko
    blagam, no offence, wierze, ze niektorym to w ogole nie przeszkadza.

    Ten apartament, w ktorym bylam, to byl wlasciwie bungalow w kompleksie zlozonym
    z kilkudziesieciu takich domkow. Mala roznica w stosunku do hotelu. Mysle, ze
    kiedys jeszcze chetnie sprobuje, ale pewnie raczej wynajme jakis rustykalny maly
    domek czy cos w tym stylu.

    Wydaje mi sie, ze opcja z apartmentem, jest szczegolnie korzystna dla rodzin
    (finansowo), bo dwa pokoje w hotelu sa jednak dosc drogie, a osobna sypialnia
    zapewnia troche intymnosci rodzicom ;-)
  • Gość: Jackowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 14:08
    Zapewniam, ze przygotowanie obiadu nie trwalo nigdy dluzej jak 35-40 minut. Melon z szynką (pychota) plus kurczak curry albo pomidory z bazylią i gnocchi (gotowe) z pesto (sam ucieralem z orzeszkow pinii) ? Smaczne, przyjemniejsze w konsmpcji niz grochowka z golonką po bawarsku (w tym upale byloby to chyba niezjadliwe) i jesli przystepowalismy do 'dzialania' o 12:30 to o 13:15 obiad juz byl konsumowany. Do tego dobre winko albo chlodne piwko ...

    Po co ja stamtad wyjezdzalem ...
  • zuzu2004 12.08.05, 11:04
    i po co sie licytować? Każdy spędza urlop tak jak lubi i ma do tego święte
    prawo.
    Ja byłam w hotelu raz jeden jedyny w Hiszpanii chyba 10 lat temu, było średnio,
    już wtedy mi się nie podobało ale wtedy nie miałam zasobnego portfela i to
    była jedyna najtańsza opcja.
    A jak naprawdę lubię spędzać wakacje?
  • zuzu2004 12.08.05, 11:19
    zuzu2004 napisała:

    > i po co sie licytować? Każdy spędza urlop tak jak lubi i ma do tego święte
    > prawo.
    > Ja byłam w hotelu raz jeden jedyny w Hiszpanii chyba 10 lat temu, było
    średnio,
    >
    > już wtedy mi się nie podobało ale wtedy nie miałam zasobnego portfela i to
    > była jedyna najtańsza opcja.
    > A jak naprawdę lubię spędzać wakacje?
    - w miejscach mało dostępnych polskim turystom i wogóle turystom
    - zupełnie niezależnie, bez ograniczeń godzinami posiłków
    - często zmieniać miejsce zakwaterowania
    - poznawać "tubylców" i ich zwyczaje
    - przemieszczać się i zwiedzać niekoniecznie muzea ale przede wszystkim
    miasteczka, przyglądać się ludziom i ich kulturze.
    - od czasu do czasu spędzić cały dzień na leniuchowaniu na plaży
    - nie przejmować się gotowaniem i jedzeniem, jak mam ochotę to idę do
    restauracji a jak nie to jem śniadanie na ławce w parku, lub piję kawę w
    kawiarence leniwie spoglądając na przechodniów. itp itd....
    Tego nie zapewni mi żadne biuro podróży więc zawsze sama załatwiam każdy wyjazd
    d A-Z przez internet i jak coś jest nie tak to mam pretensję tylko do siebie.
    Znam język angielski, trochę włoski i po trochu inne więc nie mam bariery
    komunikacyjnej.
    Dzięki takim podróżom mam bogatą wiedzę na temat każdego miejsca, które
    odwiedziłam, mam sporo znajomych osób w tych miejscach. Z wakacji zazwyczaj
    wracam "pozytywnie zmęczona" i przeważnie troche chudsza (nie poświęcam tyle
    czasu na jedzenie. Chciałabym w takim sposób zwiedzić każdy zakątek na ziemi,
    nawet te niebezpieczne.
    Dla zainteresowanych powiem, że takie wyprawy kosztują wiecej niz wyjazd z
    biura podrózy więc nie chodzi tu o wakacje tanim kosztem.

    Już się nie mogę doczekać następnej wyprawy :-)i wszystkim polecam wolnośc na
    wakacjach, w moim rozumieniu to wszystko tylko nie hotel i zgraja polaczków.
    Proszę mnie nie obwiniać o brak patriotyzmu :-), ja tylko chcę oddpoczywać a to
    słowo ma dla mnie właśnie taką definicje.


    Ps. dziwię się, że twórca tego wątku dopiero po 9 latach zrozumiał, że było mu
    żle na urlopie :-)
  • Gość: misia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.05, 11:26
    Brawo! Podpisuję się na obie ręce pod tym co napisał(-a) zuzu2004
    Życzę udanych 'wolnych' wypraw w przyszłości i mocno pozdr.
  • vojager29 12.08.05, 11:24
    no i dziwie sie, ze sie licytujesz

    ps: to jest sposob na wakacje w twoim wydaniu i fajnie, i my to akceptujemy, i
    o to chodzilo w tym watku
  • bynek 15.08.05, 02:23
    Tak, to trochę dziwne, że trzeba aż 9 lat, by dostrzec ,że jest coś nie tak.
    Dobrze jednak, że to się w końcu stało i nastąpiła zmiana ku lepszej formie.
    To oczywiste , że występują dwie skrajne formy spędzania wakacji.
    Pierwsza – polegająca na wypoczynku biernym i tu należy raczej mówić
    nie o turystyce ale o wypoczynku (wczasach). Druga - polegająca na
    aktywnym wypoczynku , bez względu na to jaka jest forma tej aktywności.
    Może to być zwiedzanie ciekawych miejsc, wędrowanie po górach , żeglowanie,
    wędrowanie ... i tu mówimy już o turystyce , podróżowaniu.
    Oczywiście , są także formy pośrednie będące kombinacją powyższych.
    Która z tych form jest lepsza? Na to pytanie można odpowiedzieć tylko w
    kontekście konkretnej osoby a na dodatek pewnie zmienia się to w czasie.
    Tylko nazywajmy rzeczy po imieniu. Jeżeli ktoś jedzie do Bibione i przez
    2 tygodnie nie opuszcza leżaka , to nie nazywajmy tego turystyką , nawet
    jeżeli zobaczył w tym czasie Wenecję.
    Jedno jest poza dyskusją ,że każdy może swój urlop spędzać tak jak chce.
    Jednak, żeby świadomie dokonać takiego wyboru, trzeba się trochę wysilić
    i spróbować różnych form jego spędzania. Dopiero wtedy możemy być w
    pełni przekonani , że to co robimy to jest właśnie TO .
    Dlatego zachęcam do eksperymentowania w różnych formach spędzania
    swojego urlopu . Taka ewolucja to najlepsza droga do wypracowania sobie
    swojego własnego sposobu. Nawet jeżeli ktoś dojdzie do wniosku, że najlepiej
    dla niego jest leżeć przez 12h dziennie przez 2 tygodnie na leżaku

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka