Dodaj do ulubionych

Szwajcaria 4

IP: *.zwm.osi.pl 21.10.06, 13:12
28.08.
Pogoda mętna, jedziemy więc znowu "w miasta", na początek Murten: miasteczko
prześliczne, znowu główna uliczka z podcieniami na całej długości, sklepy,
restauracje. Większość domów ma bardzo (do ~ 2 m) wysunięte okapy dachów. Z
oburzeniem przyjmujemy ceny jabłek po 4,80 i pomidorów po 3,50. Obchodzimy
część murów miejskich po ich koronie, z przyjemnością patrząc na malownicze
podwórka i mini-ogródki, a z drugiej strony na jezioro Murten/Lac Morat.
Znowu mnóstwo studzienek i innych wodocieków , domy wszystkie ukwiecone i
niektóre przybrane flagami z krzyżem św. Jerzego, ale w jednym kolorze
czarnym lub czerwonym na białym tle. Kawę pijemy w bardzo eleganckiej
kawiarni i wobec tego dajemy się skusić także na ciastka: eklera
czekoladowego i po kawałku świetnej tarty brzoskwiniowej i śliwkowej - 22,80
SF. Murten jest miejscowością dwujęzyczną (Murten/Morat), więc szyldy i
napisy są albo po francusku (przeważnie) lub po niemiecku, więc ciastka
zamówiłem po francusku bo na szyldzie było "Confisierie Tea Room"(chyba to
jednak nie do końca po francusku?). Ale przy stoliku kelnerka przywitała nas
po niemiecku, i tak zamówiliśmy kawę, co zresztą uprościło sprawę, bo "drei
Kaffeen bitte" jest jednoznaczne, ale o rachunek machinalnie
poprosiłem "L’addition, s'il vous plait", panienka przyjmując należność
powiedziała "merci", na co ja też "merci", choć jak to poliglota powinienem
był chyba posłużyć się „Thank you”. Po za tym w miasteczku mnóstwo hoteli, bo
leży nad jeziorem i ma port jachtowy, a wokół są liczne pola golfowe.
Następna miejscowość to Avenches z rzymskim cyrkiem ładnie odrestaurowanym i
w połowie wyposażonym w plastykowe siedziska, właśnie instalują w nim
urządzenia nagłaśniające, obok tego znowu zupełnie bajkowy zamek (wieżyczki,
przybudówki ...), ale o wyraźnie obronnym charakterze. Potem Payerne - tu
ogromny (największy w CH) kościół (bardzo) romański, ale wnętrze
niedostępne, bo poniedziałek. Obok duża Temple Parosial , wyglądająca też na
przerobiony na gotyk kościół romański. Dalej jazda przez najwyraźniej teren
Szwajcarii B, jednym miejscu nawet nie sprzątnięto krowich ... śladów i
spotykało się na asfalcie resztki ziemi naniesionej kołami traktorów
zjeżdżających z pól, drogi b. kręte i strome. W Romont zamek wysoko na
wzgórzu, skąd rozległy widok na okolicę i piękny kościół gotycki z ładnymi
witrażami i niezbyt widocznymi w mrocznym wnętrzu, bogatymi w rzeźby
stallami. Tu zaczyna padać , potem lać i tak lało przez całą drogę powrotną i
leje do teraz (21.00), a rzeczka przybiera ...
Obserwuj wątek
    • zula25 Re: Szwajcaria 4 21.10.06, 22:03
      sorry ale za kawę i ciastka, mielibyście ponad 6 kilo pomidorów, które mogłyby
      umilyć wam zycie po powrocie do namiotu
      myślę, iż przyjmiesz to z humorem
      • Gość: Fredzio Re: Szwajcaria 4 IP: *.zwm.osi.pl 22.10.06, 12:20
        Ale te ciastka i kawa to jest to co tygrysy lubią najbardziej, a pomidory w tej
        w samej (nominalnej) cenie kupuję teraz w osiedlowym sklepie za złotówki -
        trzy tygodnie bez pomidorów da się wytrzymać, a ciatka kuszą. Pozdrowienia
        PS. Jabłka są u nas po 1,29 zł.
          • Gość: Fredzio Szwajcaria 5 IP: *.zwm.osi.pl 23.10.06, 18:29
            29.08.
            W nocy lało, rzeczka mocno przybrała i głośno szumi, bałem się że nas zmyje,
            bo mieszkamy przecież nad samym brzegiem, także „nasz” wodospad powiększył się
            co najmniej trzykrotnie, ale ok. 3.00 deszcz ustał*. Rano rozpogodzenie, nawet
            trochę słońca, rzeczka spokojna, ale bardzo zimno, grzejemy się gazowym
            kominkiem, wczoraj gaz „kuchenny” się skończył, ale rano zgłosiliśmy to i
            Michael przywiózł na rowerowej przyczepce nowa butlę. Potem walczę z
            bankomatem, który na moje rękoczyny stale proponuje mi użycie innej karty lub
            rezygnację z transakcji, wreszcie orientuję się, że naciskam nie ten co trzeba
            klawisz z napisem „Cash/Geldabnahme” (bo są takie dwa), bierzemy 100 SF.
            W zasadzie wybieramy się do Mürren pod Eiger, ale w ostatniej chwili decydujemy
            się na podróż Jungfraubahn’ą na Kleine Scheidegg, też pod Eiger. Idziemy
            pieszo do stacji w Lauterbrunnen i kupujemy bilety po 50 SF i po chwili
            siedzimy w wąskotorowej elektrycznej kolejce zębatej i w górę. Po drodze
            wspaniałe widoki na urwiska i ściany skalne i dolinę Lauterbrunnen. Po szarych
            skałach spływają strumienie wodocieków wyglądających jak białe nitki lub na
            swych biegu rozpylające się do zniknięcia, pozostawiając czasem czarne pionowe
            smugi. Za Wengen i Wengenalp, sporymi stacjami z licznymi hotelami itp.,
            rozpościera się widok na ogromny cyrk skalny z lodowcem u góry i licznymi
            płatami śniegu i lodu poniżej. Zbocza jego są fantastycznie wyrzeźbione w
            poziome fałdy i pionowe bruzdy, o brzegach zaokrąglonych przez erozję. Po
            godzinie jazdy wysiadamy na stacji Kleine Scheidegg, wokół liczne hotele
            (ciekawostka są hotele, nie ma ruchu samochodowego – jedyny dojazd dla turystów
            to kolejka, bagaże ładuje się na oddzielny pociąg). Liczne rozchodzące się
            ścieżki do pieszych wędrówek oraz linia kolejowa w dół, na drugą stronę
            grzbietu górskiego. Spacerujemy po tych ścieżkach wsłuchując się w uroczy
            polifoniczny koncert na krowie dzwonki, których stadko pasie się na stokach.
            Jeden dzwonek o wyraźnie niższym brzmieniu realizuje najwyraźniej basso
            continuo, w pewnym momencie zmieniając rytm muzyki, widać krowa z tym basowym
            dzwonkiem dyryguje z za instrumentu. Ze stojącego przy ścieżce domku dobiega
            nagle wtórujący tej rapsodii jodłujący glos i dźwięk jakiegoś instrumentu
            dętego. Jednym słowem koncert promenadowy. Po drodze spotykamy stadko czarnych
            kóz, też z dzwonkami, ale nie tak zestrojonymi. W restauracji pijemy kawę i
            kupujemy kawałek Bergkäse o smaku przypominającym cheddar. Widoczny tu, i to z
            najefektowniejszej widokowo północnej strony Eiger, w otoczeniu innych gór
            zazdrośnie zasnuł się chmurami, ale z odsłanianych chwilami fragmentów ściany
            można złożyć w wyobraźni groźną całość. Jazda w dół to znowu godzina widoków w
            odwrotnej kolejności, wracamy do domu na obiad.
            Od początku pobytu w Szwajcarii zauważyliśmy liczne napisy ostrzegające, że
            zaczyna (zaczął się?) się rok szkolny i trzeba uważać na dzieci, rzeczywiście
            wczoraj we wszystkich miasteczkach spotykaliśmy grupy dzieci z plecakami i
            jeżdżące autobusy szkolne, widać tutejszy minister uważa, ze szkoła jest jednak
            dzieciom do czegoś potrzebna. Wszędzie też snują się w stadach i pojedynczo
            Japończycy, w pociągach zajmowali całe składy wagonów**.
            ------------------------------------------------
            *A żadnych przyrządów pływających nie zabezpieczyliśmy.
            ** Dlaczego z uwagą śledzę za granicą liczbę Japończyków to sprawa z innej bajki






















            • zula25 Re: Szwajcaria 5 23.10.06, 22:28
              >> W zasadzie wybieramy się do Mürren pod Eiger,

              mała korekta - jeśli się nie przejęzyczyłeś, to Mürren nie leży pod Eiger ale
              po zachodniej stronie doliny Lauterbrunnen

              ps: chętnie czytam bo sama nie umiem opisywać







                • Gość: Fredzio Szwajcaria 5 IP: *.zwm.osi.pl 24.10.06, 14:50
                  30.08.
                  Rzeczka wyraźnie wezbrana, ale od nocy chyba trochę opadła, z powodu
                  zachmurzenia nie widać odległych zawsze ośnieżonych gór, za to na szczytach
                  bliższych leży świeży śnieg . Mimo zapalonego kominka w domku chłodno. Pogoda
                  niezbyt wyraźna, decydujemy się na zwiedzanie zamków, najpierw jedziemy do
                  Spiez: na pięknym tle ośnieżonych dziś gór rysuje się malowniczo. Dochodzimy i
                  spotykamy sympatycznego kontaktowego rudego kotka, pozwala się głaskać, łasi
                  się , aż w końcu wywraca się do góry brzuchem. Dochodzimy do (bardzo)
                  romańskiego kościółka i zaraz potem do zamku. Na pytanie czy seniorzy mają
                  tu „ermässigung” pani w kasie z uśmiechem odpowiada, że „natürlich” i wydaje
                  nam bilety ulgowe (po 5.-SF).. Zamek z zewnątrz i wewnątrz zadbany i piękny w
                  pięknym ogrodzie, podłogi i stropy z surowego drewna, zbroje, miecze, sporo
                  zabytkowych mebli, ładne piece kaflowe. W jednym pomieszczeniu interesujące
                  intarsje pod sufitem. W pełni wyposażonej kurnej kuchni (z otwarty paleniskiem
                  pod wielkim okapem) podłoga ceramiczna, miedziane naczynia, baniaki. Szczyt
                  egzotyki: drewniana maselnica, drewniane „sito” do cedzenia mleka (sądząc z
                  wielkości szczelin, służyło do odcedzania myszy?), obok mały pokoik z zabawnym
                  skrzyniowym łóżkiem (zamykanym drzwiami). Na trzecim piętrze sala balowa, na
                  ścianach portrety rodowe kolejnych dynastii właścicieli, pięknie rzeźbione
                  drzwi, potem pokój z drewnianym malowanym sufitem. Ciekawe (ale chyba kopie)
                  średniowieczne „graffitti” – wydrapane w miękkim piaskowcu ścian sceny walk
                  rycerskich, wreszcie pokój mieszkalny z gigantycznym kominkiem. Zamek zbudowany
                  z kamienia, ale niektóre ściany są szkieletowe. Z obejrzanej tu pocztówki z
                  pobliskimi zamkami wybieramy do zwiedzania Oberhofen, też ładny, raczej pałac,
                  wewnątrz kompletnie umeblowany, zbiory porcelany ze wskazaniem, że pojawienie
                  się obyczaju picia kawy i herbaty spowodował ewolucję rozwoju naczyń do tego
                  służących. Tutaj podłogi są też drewniane, ale kasetonowe, także liczne piece
                  kaflowe. Zwraca uwagę dziwna dzwonnica, nie dość, że na parterze, to jeszcze
                  bez otworów zewnętrznych – dzwoniła do wewnątrz zamku? Kaplica zamkowa ze słabo
                  widocznymi freskami, pokoje ze ścianami pokrytymi tapetami i tkaninami, w
                  korytarzach okna witrażowe. Na najwyższym piętrze, wyraźnie odseparowany od
                  reszty budynku „Türkischer Rauchzimmer” – rozległe pomieszczenie z licznymi
                  posłaniami, pufami i kanapami – chyba palono tu nie tylko tytoń. Wreszcie
                  zbrojownia z licznymi zbrojami, „wachlarzem” złożonym z kilkudziesięciu
                  przymocowanych do ściany wielometrowych pik, mieczami itp. W czasie zwiedzania
                  trzeba pokonać kilka różnych klatek schodowych, niektóre, węższe, drewniane.
                  Gdy wychodzimy, stwierdzamy, że wobec wyraźnego wypogadzania się warto
                  spróbować wycieczki kolejką na Schynige Platte, jedziemy więc na stację,
                  automat na parkingu nieoczekiwanie po wrzuceniu 3,- SF sygnalizuje nam, że
                  możemy tu parkować do jutra 8.00, anulujemy więc transakcję, odbieramy
                  pieniądze i za 2.- SF zapewniamy sobie parkowanie do godziny 18.00 (dziś).
                  Wtedy spostrzegamy na wiszącym obok parkometru rozkładzie jazdy, że pociąg nas
                  interesujący odjeżdża za 3 minuty, próbując go złapać wpadamy na peron, gdzie
                  nasz pośpiech spostrzega obsługa (jednoosobowa) i kieruje nas do kasy, kupujemy
                  bilety za 164.- SF i wsiadamy do uprzejmie czekającego na nas pociągu – znowu
                  jest to elektryczna „zębatka” o bardzo staroświeckim wyglądzie z zabawnymi
                  wagonami boczniakowymi, przy czym drzwi zamykane są od zewnątrz przez
                  wspomnianą jednoosobową obsługę, a nie mają klamek od środka. Każda para
                  przeciwległych drzwi otwiera/zamyka jeden przedział oddzielony od innych
                  drewnianą w poprzek zamocowaną ławką. Pod sufitem w regularnych odstępach na
                  zawieszonych pod sufitem sznurkach kołyszą się pluszowe misie. Trzymajmy się
                  dotychczasowej nomenklatury: jednoosobowa obsługa wsiada i uruchamia lokomotywę
                  i ruszamy bardzo stromym torem malowniczą trasą z olśniewającymi widokami na
                  góry i doliny. Nachylenie toru przy normalnej podłodze powoduje, że budynki
                  stojące wzdłuż trasy wyglądają jakby stały krzywo. Mijając granicę śniegu, po
                  godzinie jazdy wysiadamy na stacji Schynnige Platte. Ze względu na świeży śnieg
                  wszystkie ścieżki są zamknięte, ale z peronu i tarasu przed restauracją widok
                  na góry wspaniały, tym bardziej, że ustępujące chmury stopniowo nam je
                  odsłaniają: cuda.. Idziemy na kawę (z tartami owocowymi i rożkiem francuskim) i
                  zjeżdżamy w dół. Po drodze do rozmowy przyłącza się młody człowiek mówiący
                  płynnie po polsku, choć z wyraźnym niemieckim akcentem: jest kolejarzem, jego
                  Muttersprache to Hochdeutsch, a po polsku nauczył się od przyjaciół Polaków.
                  Gdy pytam go o „język szwajcarski” czyli tutejszą wersję niemieckiego,
                  wyjaśnia, że takiego języka niema i właściwie w każdej miejscowości mówi się
                  inną gwarą., natomiast na temat roku szkolnego mówi, że tutaj każda szkoła sama
                  ustala termin rozpoczęcia nauki.
                  I do domu na obiad, po którym idziemy na spacer w głąb doliny. Wydaje się
                  niemożliwe, aby taki ogromny kanion o pionowych ścianach wyżłobiła bystra, ale
                  przecie mała rzeczka. Po ścianach spływają liczne strugi rozpylających się w
                  powietrzu wodospadów.
                      • Gość: Fredzio Re: IP: *.zwm.osi.pl 24.10.06, 21:15
                        A mnie miło, że byłem w tych samych stronach co aseretka (POZDROWIENIA) prawie
                        w tym samym czasie, bo rzeczywiście odnoszę wrażenie,że nasze sprawozdania się
                        uzupełniają. Uwaga: moje "sprawozdania" to pobieżnie zredagowane notatki mające
                        w zasadzie ułatwić uporządkowanie zdjęć, stąd możliwe błędy i niedoróbki
                        stylistyczne i gramatyczne.
                      • petromin Re: 25.10.06, 11:35
                        zula25 napisała:

                        > ja bym poczuła się urażona takim porównaniem
                        >
                        > wybacz

                        A to pewnie dlatego, ze piszesz z Danii. Dla niektorych pewnie ma to znaczenie.
                        • zula25 Re: petromin 25.10.06, 16:24
                          > A to pewnie dlatego, ze piszesz z Danii. Dla niektorych pewnie ma to
                          znaczenie.


                          nie publikujesz mojego IP, tylko podstępnie, tak niby z głupia frant podajesz
                          kierunek, dlaczego ?
                          uważaj, żebyś nie przecholował, kolego



                    • aseretka Re: Szwajcaria 5 25.10.06, 06:19
                      Zawsze mówiłam, że Fredzio (POZDROWIENIA) ma wielki talent do opisywania wnętrz
                      kościołów, zamków, muzeów. I zawsze z przyjemnoscią czytam jego relacje.
                      • zula25 Re: Szwajcaria 5 25.10.06, 11:18
                        a co najważniejsze, Fredzio wyraża się i formułuje myśli własnymi słowami

                        tak Fredzio, ciebie czyta się z zainteresowaniem, my też byliśmy w tamtym
                        rejonie i chyba w zbliżonym okresie, a może tydzień później bo mieliśmy
                        wspaniałą pogodę ale tylko częściowo w tych samych miejscach i przyjemnie jest
                        konfrontować własne widzenie z widzeniem innych
                        my robimy stosunkowo mało zdjęć, raczej zdjęcia postaci na jakimś tam tle,
                        najchętniej na tle natury, raczej w formie przypomnienia sobie miejsc nam
                        szczególnie bliskich z jakiegoś tam powodu, nigdy specjalnie na pokaz i z
                        rzadka zdjęcia budynków, dlatego chętnie czytam opisy ale opisy niepowielane
                        tylko opisy wnoszące coś nowego, coś osobistego
                        uważam, iż mało interesujące a nawet nie na miejscu jest pisanie o tym, co kto
                        jadł i za ile (czy mam np. opisywać co sobie położyłam na talerz z bufetu
                        śniadaniowgo, czy co zamówiłam na obiad lub kolację a może jeszcze jak był
                        ubrany kelner czy kelnerka, jaki obróz był na stole i jakie sztućce podawano,
                        bzdurność ? )
                        natomiast podawanie cen biletów może być bardzo praktyczne i chwała ci za to !!

                        to, że Eiger jest tam gdzie jest, wiedzą wszyscy co się nim interesują ale to
                        jak Ty go odebrałeś, wiesz tylko Ty i dzieląc się SWOIMI odczuciami dajesz
                        okazję innym do porównań
                        wydaje mi się, że "opisy wrażeń z podróży" powinny iść właśnie w tym kierunku,
                        odnoszę wrażenie, że właśnie Twoja relacja jest bliska temu, ciągnij dalej

                        czekam

                        "nie każdy ma dar do pisania książek ale każdy może je krytykować"

                        • alicja_z_krainy_czarow2 Re: Szwajcaria 5 25.10.06, 18:11
                          zula25, jeden watek zostal juz przez ciebie spaskudzony, teraz widze, ze
                          zamierzasz spaskudzic drugi. twoje ostatnie wypowiedzi niewiele maja wspolnego
                          z tematem tak pieknym jak szwajcaria. chociazby ze wzgledu na szacunek do
                          fredzia, ktory tak podkreslasz, nie powinno tu byc innych uwag niz zwiazane z
                          tematem. twoje animozje i uprzedzenia niewiele obchodza nas czytelnikow. pozwol
                          wiec autorowi dokonczyc watek w spokoju.
                          • Gość: Fredzio Szwajcaria 7 IP: *.zwm.osi.pl 25.10.06, 21:16
                            31.08.
                            W nocy bardzo zimno, za to rano pogodne niebo, decydujemy się więc na następną
                            rujnację: wyprawę na szczyt Schildhorn. Jedziemy do Stechelberg, gdzie kupujemy
                            bilety na kolejkę linową po 96.-SF ... wolę nie sumować, a tym bardziej nie
                            przeliczać na złotówki. Wagonik kolejki duży, zabiera do 100 osób (+1, jak
                            precyzuje tabliczka czyli operator przy klawiaturze i telefonie). Jest też
                            hamulec bezpieczeństwa, ale kształt uchwytu niepokojąco przypomina przyrząd
                            do przecinania liny nośnej, która zresztą jest podwójna, pomiędzy nimi trzecia
                            pociągowa. Obok biegnie pojedyncza lina nośna kolejki służbowej, służącej m.in.
                            do przewożenia bagażu turystów. Widoki z drogi przewspaniałe, rozśmieszają nas
                            poruszające się pod nami samochody długości trzech mm i dwumilimetrowe krowy,
                            widoki coraz ciekawsze z wzrastającą wysokością. Pierwszy etap to odcinek
                            Stechelberg-Gimmelwald (1400m), przesiadka do Mürren (1634), znów przesiadka do
                            Birg i już Schildhorn 2971 m. Z przybliżonych wyliczeń wypadło mi, że kolejki
                            pokonują prawie 2 km w górę z szybkością ok. 100 m na sekundę. Gdzieś w połowie
                            drogi z niepokojem zauważyliśmy, że wjeżdżamy w chmurę, ale po prostu minęliśmy
                            ją i mieliśmy już pogodne niebo. Ze stacji ruchomymi schodami wjeżdża się na
                            platformę widokową. Na górze ośnieżony taras biegnący wokół restauracji -
                            widoki na wszystkie strony świata - w pełnym słońcu. Wielka Trójca czyli Eiger,
                            Mönch i Jungfrau w pełnej krasie, dziesiątki innych potężnych szczytów, w dali
                            widać nawet fragment Mt.Blanc, którą można zidentyfikować na podstawie
                            schematycznych odwzorowań widocznych szczytów na licznych metalowych
                            tabliczkach. Niema mrozu, ani wiatru, jest chłodno ale przyjemnie. Po
                            przeciwnej stronie tarasu wzdłuż odległego horyzontu ciągnie się pas cumulusów,
                            chyba nad Wogezami, które ponoć są stąd widoczne. W sklepie z pamiątkami
                            kupujemy za 5 SF mały dzbanuszek do domowej kolekcji, zdumiewa nieprawdopodobna
                            liczba oferowanych do sprzedaży pluszaków, w szczególności kotków i miśków, ale
                            i osiołków i innych zwierzaków, ponieważ takie sklepy są tu w każdej
                            miejscowości musi tu zatem panować jakiś lokalny kult. W tłumie zachwycających
                            się widokami przeważa język angielski i niderlandzki, ale sporo też Polaków. W
                            jeździe powrotnej wysiadamy w Mürren, uroczej, bajkowo rozkosznej miejscowości
                            z widokiem na Wielką Trójcę i okolice, bez ruchu samochodowego, jak wiele
                            tutejszych miejscowości. Ku naszemu zdziwieniu za kawę w płacimy tu o 1 SF
                            mniej niż "na dole", pocztówki są tu po 0,75 , a nie po 0.80 - 1,00 SF,
                            czekolada z rumowanymi rodzynkami po 1,75 , a nie 1,95 , nawet jest czekolada
                            mleczna za 0,45, także brzoskwinie po 3,50, a nie po 5,- itd. Potem już w
                            dół , za parking płacimy 4,-SF i do domu.
                            • zula25 Re: Szwajcaria 7 26.10.06, 12:01
                              informacja:
                              tak, kolejki są drogie, nawet bardzo drogie ale są rozwiązania nie do
                              odrzucenia, leśli ma się na ten region 6 dni urlopu i trochę kasy
                              można kupić tzw. Fahrausweis za 190 CHF (około 500 zł) i każdego dnia, inną
                              trasą zaliczyć cały region, też drogo ale sporo taniej niż pojedyncze bilety
                              jeśli ktoś wybiera się w tamte rejony, taką alternatywę warto przemyśleć

                              jechaliście samochodem tylko do Stechelberg, parking i kolejka czy byliście na
                              samym końcu tej drogi, jak mylnie gdzieś pisałam w Gimmelwald - może to i
                              Gimmelwald tylko że jakieś 400 metrów niżej a może raczej należące do
                              Stechelberg w uroczym zakątku, gdzie kończy się kotlina - Canion, o
                              przecudownej zieleni, otoczona po ubu stronach pionowymi skalnymi ścianami i
                              skąd prowadzi droga "prościutka" do Jungfrau, jest to jedno z najmilszych
                              miejsc w Szwajcarii jakie dane było nam wizytować, opisać to można jednym
                              słowem - idylla, wdrapując się troszkę pod górkę, siedząc na ławeczce można
                              godzinami wdychać zapach suszonego siana, czuć lekki szum i zapach spadającej
                              wody - czuć tuż tuż za plecami lodowiec a przed sobą sycić oczy krajobrazem
                              tak wspaniałym, że aż trudym do opisania, to trzeba poprostu widzieć, to jest
                              piękniejsze niż patrzenie na surowe szczyty
                              żeby to odczuć, trzeba mieć szczęście do pogody i do małej ilości turystów,
                              najlepiej jak ich tam wogóle nie ma, najlepiej kiedy jest się sam na sam z
                              przyrodą
                              pierwsza połowa września jest porą idealą, jeszcze bywa ciepło a turyści góry
                              opuścili, są tylko ci co je naprawdę kochają i szanują






                              • Gość: Fredzio Re: Szwajcaria 7a IP: *.zwm.osi.pl 26.10.06, 15:46
                                Tylko dwa i pół dnia mieliśmy pogodę odpowiednią do wyjazdu w górę, dlatego nie
                                kupowaliśmy karnetu kolejkowego (rzeczywiście drogi, ale opłacalny), nie
                                zrealizowaliśmy też planowanej wycieczki pod Matterhorn. Ale... spełnione
                                marzenie staje się wspomnieniem, a niezrealizowane jest nadal marzeniem, to też
                                miłe. Za drugim pobytem we Florencji pogłaskaliśmy Dzika po ryju, no i marzymy,
                                że kiedyś (kiedy?) tam wrócimy, może Szwajcaria jeszcze nam się trafi.
                                • zula25 Re: Szwajcaria 7a 26.10.06, 20:00
                                  Zermatt, Matterhorn to też miejsce, do którego chętnie wracamy
                                  Zermatt to urocza turystyczna wieś jak sami Schwize chętnie o tym mówią, duża
                                  wieś, pełna sklepów, od prostych do eleganckich, deptak tętniący nieprzerwanie
                                  życiem turystycznym chyba przez cały rok, piękne hotele i rezydencje dla
                                  bogatych ale też dla mniej zamożnych jak i dla braci studenckiej, przeciętny
                                  standard wysoki nie tylko cen ale i wyposażenia
                                  żeby tam dojechać, trzeba zostawić samochód kilka kilometrów niżej, na jednym z
                                  płatnych parkingów w Täsch, godzina od 0,50 CHF bowiem Zarmatt jest wioską
                                  wolną od pojazdów spalinowych, po wiosce kursują tylko taxi elektryczne
                                  jeśli się nie mylę, bilet kolejką z Täsch do Zermatt, kosztuje 16 CHF retur na
                                  osobę, w Zermatt wysiada się na północnym końcu deptaka i chcąc dojść do
                                  kolejek linowych, trzeba idąc pod górkę przejść cały deptak, co jest dość
                                  praktyczne bo musisz zaliczyć po drodze wszystkie sklepy, dochodzi się do
                                  małego, górskiego kościółka, przy którym jest historyczny cmentarz tych,
                                  których miłość do Matterhorn kosztowała życie a zapewniam, można się w górce
                                  zakochać ale lepiej nie sprawdzać czy się odwzajemni
                                  idąc dalej wzdłuż rwącej rzeczki, dochodzi się po kilkuset metrach do stacji
                                  kolejki linowej, która wiezie na tzw. mały Matterhorn skąd roztacza się niczym
                                  nieograniczony widok na jego Majestat Matterhorn, cena retur około 45 CHF
                                  Matterhorn, to Majestat wśród szczytów, jedyny w swoim rodzaju, taki samotny a
                                  jakże urokliwy, groźny a jak pociągający, czarny tylko z lekka pokryty
                                  śniegiem, najczęściej jakby wstydliwie chowający czubek w obłokach nawet przy
                                  pięknej wokół pogodzie, tak jakby chciał zaproponować, chcesz mnie ujżeć to
                                  przjdź do mnie i ludziska zachęceni idą i oddają życie
                                  Matterhorn jest tak fascynujący, iż trudno oderwać od niego oczy, z Zermatt
                                  ogląda się jego północno-wschodnią stronę
                                  można też cieszyć się nieograniczonym widokiem z tarasów kilku restauracji,
                                  które napotka się idąc dalej pod górkę za stacją kolejki linowej, lub poprostu
                                  wędrując w tym kierunku, to nowa część Zermatt ale budowana w typowo górskim
                                  stylu
                                  trochę zmęczeni wędrówką pod górkę, cupnęliśmy na tarasie restauracji, nie
                                  mogąc oprzeć się przed komplimentem pod adresem właścicielki, stwierdzilśmy, iż
                                  jest to najpiękniejsze miejsce w Szwajcarii, jedząc dobre dania można
                                  równocześnie całkiem darmo, zachwycać się najpiękniejszą górą świata, czy może
                                  być coś wspanialszego, bardziej pociągającego dla miłośnika górskiego pejzażu ?
                                  tak, ten zakątek Szwajcarii trzeba koniecznie poznać, to mus dla wszystkich
                                  tych, "którzy chcą twierdzić", że byli w typ pięknym kraju
                                  serdecznie polecam, ci co nie byli a będą, napewno podzielą nasz zachwyt, ci co
                                  byli napewno już dzielą z nami uwielbienie dla Matterhorn, Majestatu alpejskich
                                  szczytów
                                  Fredzio, jestem pewien, że głaskanie po ryju swini florenckiej sprawi, że nie
                                  tylko wrócisz do Florencji ale i znajdziesz czas na Matterhorn


                                  • zula25 Re: hej fredzio 27.10.06, 11:54
                                    mam zdjęcia tych kolejek z dołu i przy odrobinie fantazji, można sobie tam
                                    ciebie wyobrazić
                                    robione 6 września tego roku
                                    są nawet na internecie, budujemy swoją stronę www. i akurat te zdjęcia zostały
                                    przypadkowo wykorzystane na próbę



                            • bah77 Re: Szwajcaria 7... 27.10.06, 08:27
                              > Widoki z drogi przewspaniałe, rozśmieszają nas
                              > poruszające się pod nami samochody długości trzech mm i dwumilimetrowe krowy,
                              > widoki coraz ciekawsze z wzrastającą wysokością.

                              Fredzio, kiedy zamieścisz na Forum swoje fotki ze szwajcarskimi widokami?

                              Pozdrawiam

                              bah77
                                • Gość: Fredzio Re: Szwajcaria 7,6... IP: *.zwm.osi.pl 28.10.06, 14:32
                                  PS PS.1. W Bernie w znalezionej darmowej lokalnej gazecie natknąłem się na opis
                                  niebywałego sukcesu tutejszych służb celnych: otóż uniemożliwiły one piątce
                                  Polaków przemycenie do Szwajcarii 72 kg świeżego mięsa i przetworów mięsnych,
                                  ukarano przemytników grzywną w wysokości "wieluset €" i deportowano wraz z
                                  kontrabandą z powrotem do Niemiec.
                                  PS.2. Porównanie cen w Szwajcarii (głównie jedzenia w sklepach i cen w lokalach
                                  gastronomicznych) wzbudziło moje wątpliwości odnośnie słuszności powszechnego
                                  przekonania o mitycznej szwajcarskiej drożyźnie np. ceny dań restauracyjnych są
                                  nominalnie podobne, a przecież 1 CHF to 2,50, 1 € to 4,- zł itd.
                                  PS.3 A może jeszcze sobie coś przypomnę?
                                  • zula25 Re: Szwajcaria 7,6... 29.10.06, 07:39
                                    w maju tego roku, za obiad we dwoje, w warszawskiej restauracyjce Roma na
                                    Mokotowskiej (znana ale mała restauracyjka), zapłaciliśmy 250 zł, równe 100
                                    CHF,
                                    w hotelowej restauracji, hotele *** w Szwajcarii, podobny obiad na dwoje to
                                    około 80 CHF
                                    przepraszam, że o tym piszę
                                    zaczynam mieć problemy orjentacyjne, gdzie jest drożej
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka