Miasto znam z ciemnej i jasnej strony bo zylem tam za studenta jako ulicznik. W
latach 90-tych bylismy biednym ale dosc specyficznym i malo znanym narodem,
ktory dopiero co zostal odsloniety zza kurtyny. Kolorowi emigranci traktowali
nas jak Niemcow chociaz szaty mielismy nieco przasne w porownaniu do fumfli
niemieckich. Oni przesiadywali w coffeshopach a my na lawkach i w parkach.
Wiekszosc stalych polskich rezydentow squatowych byla sklocona pomiedzy soba i
zajmowali sie oszukiwaniem wzajemnym, do porzadnej roboty isc nie chcieli. Grupy
czeskie czy inne nacje byly o wiele lepiej zorganizowane. Panieny na RedLightach
mialy ciekawe ceny:od 100 do 25 NLG za akcje w okienku, ta ostatnia oferta byla
juz poznym wieczorem albo dla klienta, ktory wpadl w oko. Nie mialem problemow z
napadami na miescie, niestety w Rotterdamie przezylismy napad z bronia w reku.
Ciekawostka: nie sprzatali pamiatek po pupilach na chodnikach i
trawnikach,miasto cale upstrzone psimi kupami.Na dzielnicach poza centrum czesto
brak firan i zaslon w oknach: podobno pozostalosc po opodatkowaniu zaslon w
oknach. Rozwiazywanie problemow mieli na poziomie lokalnym: w przypadku jakichs
klopotow, sprzeczek ludzie zbierali sie i analizowali problem po czym szybko
znaleziono wyjscie z sytuacji. Kilka lat pozniej odwiedzilem miasto z kolegami
Holendrami i z calkiem innego kata A'dam wydal sie tylko weekendowa imprezownia.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.