Dodaj do ulubionych

Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo?

  • Gość: Kathleen IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 16:26
    Niestety musze sie z tym zgodzic..
    Poziom kultury w naszym kraju spada do minimum..
    Wiekszosc moich znajomych wyjezdza tylko po to, zeby kisic sie w hotelu... to
    ich najbardziej interesuje. nic nie zwiedza, a potem mowia: Tak tak, bylem tam
    i tam... Ale zapytac ich co widzieli, to nie wiedza co odpowiadac...
    Coz... schodzimy na psy moi panswo...

    Ja juz nawet nie mam z kim wyjezdzac... bo znajomi wola siedziec w hotelu. A ja
    aparat do plecaka, plecak na plecy i fru na wycieczki i objazdowki...
  • Gość: kor-t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 16:29
    Trochę prawdy w tym jest.Jednak zapewniam cię że są też i inni turyści -
    ciekawi świata.Właśnie wróciłam z podrózy po Chinach.Najpierw czytalam wiele
    na temat regionu ,kraju,kultury .Wybrałam dobre biuro ,bardzo dobrych
    przewodników i jestem zauroczona tym krajem.Turystów tam niedużo ,bo kraj
    okgromny a Chińczycy także zwiedzają swój kraj. Wchodziłam do knajpek
    gdzie jedzą tylko Chińczycy (choć w hotelach mieliśmy smaczne chińskie
    jedzenie) , na targi i do luksusowych sklepów . Ponieważ targowanei się o
    cene jest tam wskazane - także i ja z uśmiechem targowałam się kupując
    jakieś drobiazgi a sprawiało to mi wiele radości ,także sprzedawcom. Jako
    ciekawostkę podam ,że w pewnym bardzo zabytkowym miejsciu , jedna z
    chińskich turystek - zwyczajna pani z prowincji dalekiej, poprosiła mnie
    na migi żebym z nią zrobiła sobie zdjęcie ,bo ona je pokaże swym
    koleżankom.Bardzo mi było przyjemnie z tego powodu ! Podróz wspominam tak
    ciepło ,wrażenie na mnie zrobił ten kraj, a hotele choć luksusowe typu
    Holliday Inn były dla nas tylko przystankiem na krótki oddech ! Tam
    życie toczy się na ulicy i my też do tego przywyklismy, tańcząc na placach
    i biegając przez nitki wody z tryskających fontann . Zapraszam do Chin!
  • shamsa 20.07.06, 16:39
    czasem ludzie potrzebuja lezec plackiem. roznie bywa. chodzi przeciez o wypoczynek.
    --
    www.flatcoatedretriever.prv.pl
  • Gość: jiji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.06, 16:41
    polactwo?
  • Gość: gość IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.07.06, 16:51
    A poza tym za morze i klimat. To chyba proste? Tak samo w kraju w cenie dobrego
    hotelu jest to, że bezrobotni nie będą ci sie pętać pod nogami?
  • antidotumm 20.07.06, 17:37
    O - sól ziemi, klasyczny wariant "b" turysty w najwiekszym rozkwicie przemowil i
    przedstawil na forum efekt swoich intelektualnych przemyslen. Do Mensy z nim!

    Gość portalu: gość napisał(a):
    "Za to płacę żeby nie oglądać tubylców- A poza tym za morze i klimat. To chyba
    proste? Tak samo w kraju w cenie dobrego
    >
    > hotelu jest to, że bezrobotni nie będą ci sie pętać pod nogami?
  • Gość: gość IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.07.06, 19:14
    Na urlopie chcę wypocząć. Dla mnie oznacza to ciszę, spokój, wygodny hotel,
    ciepłe morze i czyste niebo. Emocje mam w pracy. Jak ci tak pilno do poznawania
    tubylców, to poznawaj (są Polki, dla których "zaliczenie Araba" to stały punkt
    wyjazdu do Maroka czy Tunezji). Nie wiem, dlaczego uważasz swój punkt widzenia
    za jedyny słuszny. Lionel Terray w "Niepotrzebnych zwycięstwach" zgasił
    miłośników "zdobywania niezdobytego" takim mniej więcej stwierdzeniem, że z
    dziewiczością gór jest jak z dziewicami: najczęściej to, że są niezdobyte, nie
    wynika z tego, ze są "trudne", tylko że nieciekawe.
  • Gość: natalia IP: *.crowley.pl 20.07.06, 16:52
    to smutna prawda swiadczaca o tym ze polacy to w wiekszosci zasciankowe, malo
    ciekawe, ksenofobiczne i rasistowskie towarzystwo, zachłystujace sie blichtrem,
    dla ktorego jest wazne ZA ILE pojechal, i w ILU GWIAZDKACH mieszkał, a nie to
    co zobaczyl i przezyl. niestety. z moich obsrwacji wynika równiez, ze spedzanie
    czasu w hotelach i przyległej infrasrukturze wynika tez z kompleksow i czesto
    znajomosci tylko jednego, polskiego, jezyka. i malej otwartosci na innych ludzi
    i inna kulture. aaach, temat rzeka. moze kiedys bedzie lepiej.
  • Gość: rororo IP: *.ruf.uni / *.ruf.uni-freiburg.de 20.07.06, 16:54
    coz, nalezy robic swoje, formy spedzania czasu nie da sie narzucic, nawet pod
    przydrywka wartosci edukacyjnej. W Polsce mozna pojsc do tak pojetego
    Warzywniaka w Miedzyzdrojach Rewalu, ale tez nad Solina, niedawno byl tez
    artykol na GW o Mikolajkach.

    Niemcy paraja sie tez z tym warzywnam "problemem" zwlaszcza na Malorce gdzie sa
    slynni z alkoholowych exscesow.

    Z wlasnego doswiadczenia to chyba jedynie gory, polskie gory sa oaza ludzi
    odmiennych mentalni od "warzyw".
  • Gość: Kuba IP: *.bsk.vectranet.pl / 194.246.108.* 20.07.06, 16:57
    Bardzo dobrze napisane. Pozdrawiam autorkę tematu :)
  • Gość: Bronwen IP: *.rtp.ppdi.com 20.07.06, 17:26
    Mysle, ze wielu ludzi wyjezdza na wakacje z poczucia obowiazku, a nie dla
    wypoczynku. Bo jest lato i w telewizji wszyscy mowia o "urlopie". Dzieci sie
    nudza i trzeba cos z nimi zrobic. Kowalscy z przeciwka juz wyjechali, a ta
    malpa Kwiatkowska z dolu pewno znow bedzie sie caly rok przechwalac swoimi
    eskapadami. Nie mozemy przeciez byc gorsi i tez gdzies jedziemy, najlepiej tam
    gdzie sasiedzi. Potem przechwalamy sie swoim konformizmem jednoczesnie udajac
    indywidualistow.
    "Turysta-warzywo" nie jest zjawiskiem ani nowym ani polskim. Jest za to
    zjawiskiem najbardziej widocznym. Prawdziwy turysta zwykle podrozuje sam i nie
    rzuca sie w oczy

    P.S. Czy moge prosic drogich forumowiczow o powstrzymanie sie od uzycia
    angielskich makaronizmow? Jezyk polski jest naprawde pojemny i nie trzeba sie
    podpierac modna angielszczyzna.
  • Gość: starycynik IP: *.dyn.centurytel.net 20.07.06, 17:32
    Pomidor to owoc a nie warzywo. Dobrze ze na dwoch lezakach nie sfotografowali
    dwoch (takich samych) kartofli.
  • Gość: turysta IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.07.06, 17:41
    Wyobraźmy sobie ze jakiś turysta z obcego kulturowo kraju przyjeżdża do Polski
    i postanawia poznać jak żyją miejscowi. Jeżeli się przyłoży, to czego się
    dowie? Że zyją marnie, bo nie mają pieniędzy, w swoich M-3 zbudowanych za
    komunistycznej dyktatury,z których strach wyjść na zniszczone, brudne i
    zanieczyszczone przez psy ulice. Że raczą się specjalami lokalnej kuchni typu
    mielony "przegląd tygodnia", kiszona kapusta czy ciecz z burakow. Że się w
    większości rzadko myją, a ich życie kulturalne ogranicza się do niedzielnej
    mszy, z której po uiszczeniu datku wybiegaja chyżo, bo akurat promocja konserw
    w hipermarkecie. Itp. itd. Warto? A piszę o kraju - członku UE i OECD,
    należącym do szerokiej czołówki gospodarczej i szerzej - cywilizacyjnej naszego
    globu. Czego można się spodziewać po życiu codziennym w jakiejś Tunezji czy
    Maroku?
  • Gość: GrUbY IP: *.spray.net.pl 20.07.06, 17:46
    Z duzym zainteresowaniem przeczytalem ta dyskusje i uwazam iz jestemy wobec
    naszych rodakow niesprawiedliwi. W porownaniu z innymi nacjami wcale nie
    jestesmy gorsi a czesto to wlasnie naszych rodakow widac w upale z
    przedodnikiem ambitnie zwiedzajacych zabytki jak inni leza na plazach. Szkoda
    iz ogolnie ludzie sa molo ciekawi swiata bo potem postrzegaja go przez
    stereotypowy obraz srodkow masowego przekazu.
    pozdrawiam
    GrUby
    www.angorka.republika.pl
  • Gość: alina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 18:27
    Miałam zacząć: "jestem podróżniczką" ale pomyślałam, że to określenie ma
    zupełnie inne znaczenie; Każdy- nawet ten wybierający się na wyjazd
    integracyjny z firmą- nazywa siebie podróżniczką. No więc inaczej-
    przejechałam, zwiedziłam, poznałam calutką Europę, sporo Azji, Afrykę.
    Zazwyczaj sama, z plecakiem, bez rezerwacji, tomów przewodników i informacji
    internetowych. Plan podróży ustala moje samopoczucie, pogoda, miejscowe
    okoliczności (choćby godzina odjazdu pociągu z Bangkoku do Chiang Mai), zawsze
    interesują mnie ludzie, przyroda, zabytki itd, a nie hotele i drinki. Ale
    oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nieczęste zjawisko. Gdy czytam w necie
    (choćby dot. Egiptu) to żal mi tych ludz. Najwiecej emocji zawierają właśnie
    informacje o pokoju hotelowym, kelnerach i darmowych drinkach. Wczasowicze
    (pasuje to określenie idealnie)przed wyjazdem znają i wiedzą wszystko: nawet
    to, przy jakim rogu w pokoju bęą mieć czajnik. Zero spontaniczności nie mówiąc
    już o próbach samodzielności (co najwyżej wycieczki fakultatywne)> Kiedyś na
    którymś z forów podzieliłam się moimi spostrzeżeniami8 i dostałam niemal same
    nagany. Było to w stylu: pracuję jak dziki wół, więc muszę mieć porządnie
    zaplanowane wakacje. Była też mowa o pieniądzach. A przecież gdy ja np.
    pierwszy raz wybierałam się do Egiptu 20 lat temu- kosztowało to krocie i wcale
    nie jechałam po skóry i złoto (jak wówczas większość naszych rodaków) ale po
    wrażenia i poznanie, czym wówczas budziłam ogólny śmiech. Długo pracowałam w
    biurze podróży i choć dzięki temu mogłabym niemal za darmo mieć wakacje w
    hotelach (choćby współpracujących z nami) wybierałam moją pasję- prawdziwe
    podróżowanie. Sprzedaże wycieczek, pobytów i obsługa klientów (Muszę lecieć na
    Wyspy kanaryjskie, to przecież lepiej brzmi niż Majorka! Co pani powie! Baleary
    są w Europie? Cholera, powiedziałem żonie, ża na oceanie! Nie będzie
    schabopwego w Tunezji? Przecież płacę tyle tysięcy! ). Ktoś taki jak ja długo
    nie pociągnie w tego typu pracy. zrezygnowałam. Myślę jednak, że to dobrze, iż
    masa turystów spędza wakacje na basenie i w hotelu, bo dzięki temu są jeszcze
    nieodkryte miejsca, na pustyni można bezpiecznie nocować nie będąc podejrzaną o
    czyhanie na wakacyjny romans, można podziwiać i kontemplować smaki, zapachy i
    widoki prawdziwe i nie skomercjalizowane na potrzeby gawiedzi.
  • Gość: Arturo 1977 IP: *.leom.ec-lyon.fr 20.07.06, 19:04
    super, to sobie kontempluj te smaki i zapachy, ale tych "wczasowiczow" to sobie daruj, bo ich te rzeczy obchdzodza tyle co zeszloroczny snieg. czy tak trudno zrozumiec ze ludzie maja rozne zainteresowania i nie kazdego obchodzi zwiedzanie kolejnych kosciolow, czy poznawanie lokalnych zwyczajow?? byc moze oni na codzien robia znacznie bardziej pasjonujace rzeczy niz praca w biurze podrozy i w dniach wolnych od pracy maja ochote na cos innego? czy to tak k... trudno zrozumiec?? zal mi was, "podroznicy" bo horyzonty macie bardziej ograniczone niz kon z klapkami na oczach.
    jeden lubi zwiedzac meczety w tunezji inny woli lowic ryby na mazurach albo uwalic sie ze szklanka pastisu na plazy lazurowego wybrzeza, a inny poszwendac sie konno po stepach patagonii. ch... was to powinno obchodzic, jak kto spedza wolny czas, nie wasz czas i nie wasze pieniadze, i nie wy bedziecie decydowac jak kto ma odpoczywac.
  • prawy 20.07.06, 18:54
    Ja na swoje pierwsze zagraniczne wakacje wyjechałem 6 lat temu i była to Majorka.
    Bo na tyle było mnie tylko wtedy stać.
    Przed wyjazdem kupiłem przewodnik i trochę przeczytałem w samolocie.
    Na miejscu byłem zachwycony bo hotel ładny i czysty a jedzenie dobre. Mimo, że
    były to tylko dwie gwiazdki i żadne tam AI.
    Oczywiście pierwsze kilka dni przeleżałem jak wspomniane warzywo na plaży.
    Ale nie dziwcie się - pierwszy raz w życiu na zagranicznych wczasach i nad
    ciepłym morzem i słońce codziennie a nie z łapanki o dziś jest to szybko na
    plażę bo jutro moze padać.
    Po kilku dniach nieco mi się znudziło i zacząłem się rozglądać dookoła.
    Pojechałem do stolicy, obejrzałem katedrę, połaziłem po mieście, wskoczyłem na
    wyprzedaże do El Corte Ingles.
    A weekend spędziłem szalejąc do świtu w klubach co potem odsypiałem do 13.00
    nastepnego dnia.

    Gdy to opowiadałem znajomym i rodzinie - byli wielce zdegustowani.
    Że jak tak mogłem marnotrawić czas i własne pieniądze.
    Pownieniem od rana do wieczora wszystko mieć zaplanowane i korzystać z bytności,
    korzystać, przyswajać i chłonąć, bo przecież inna kultura i inne miejsce.

    Pamiętajmy, że świętą zasadą urlopu powinno być zdanie - NIC NIE MUSZĘ
    Raz skusiłem się na zaplanowaną przez rezydenta wycieczkę i w jej połowie miałem
    ochotę się z niej urwać i wrócić na plażę "powarzywić się" trochę bo było
    straszliwie nudno.
    Sam wziąłem mapę, kupiłem bilety na autobus i pojechałem zwiedzać. Z rozmów z
    pasażerami więcej się dowiedziałem o wyspie niż z jakiegoś tam przewodnika.
    Potem gdy wracałem plułem sobie trochę w brodę, że nie widziałem tego czy tamtego.
    Nic straconego 3 lata później znów poleciałem na Majorkę.
    Zobaczyłem to co czego nie zdążyłem za pierwszym razem i trochę nowych rzeczy.
    I oczywiście przez pierwsze 4 dni warzywiłem się na plaży.

    NIC NIE MUSZĘ to moja zasada urlopowa.


  • Gość: Kris IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 22:06
    Jak ktoś chce się "powarzywić" to może sobie to zrobić u siebie na ogródku
    albo na działce. Jak gdzieś wyjeźdzam to staram się zwiedzać wszystko co
    popadnie (o ile mi sił starczy) Ale najlepsze jest to, że po ciężkim dniu
    zwiedzania czy też jazdy na nartach zimą czy innego aktywnego wypoczynku
    nie marzę o niczym innym jak ciepły prysznic i kolacja w hotelu. Wtedy to
    jest najlepszy odpoczynek w stylu "warzywienie się" i później nie mam już siły
    na nic więcej. Są tacy co przyjeźdzają na wakacje pić alkohol i imprezować lub
    na przykład chodzić po sklepach albo chodzą po okolicy i nazywają to spacerem.
    Ja chcę wszystko wykorzystać za co zapłaciłem i zawsze korzystam ile się da.
  • Gość: dynamiczni IP: *.eranet.pl 20.07.06, 19:55
  • Gość: Paweł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 20:07
    Ja rozumiem tych ludzi. Jak ktoś chce jechać po to żeby tylko wypoczywać to
    jego sprawa.
    Są 2 formy wypoczynku jest aktywny i bierny. Ja osobiście wolę aktywny.
    Lecz dziwi mnie to że ludzie np. jadą na narty do austri czy do włoch - typowy
    aktywny wypoczynek i
    przez kilka godzin Piją kawę na stoku lub przesiadują na stokach (szczególnie
    snowboardziści). Gdy byłem we włoszech na nartach to widziałem
    grupkę ludzi, która stała na stoku chyba od pół godziny ponieważ bała się
    bardziej stromego zjazdu. Tego już nie potrafię zrozumieć, że ktoś wybiera się
    na narty a na nich nie jeździ.

  • Gość: iduyglvg IP: *.jgora.dialog.net.pl 20.07.06, 20:52
    Gdzieś na jakimś innym forum trafiłem na fajne określenie "wannabe". Nie wiem
    czy to słowo jest formalnie używanym angielskim wyrazem , ja skojarzyłem to z
    kimś takim co właśnie chciałbybyć czyli narciarzem, snowbordzistą, rowerzystą i
    w tym celu zakupuje markowy, najwyższej klasy sprzęt po to żeby być na stoku
    profesjonalistą. To nic, że pierwszy zjazd jest przed ostatnim bo piersówka ma
    zazwyczaj 250ml, widoki monotonne i łękotka rwie do knajpy. Tacy osobnicy bez
    większych komenterzy są poprostu ruchomymi tyczkami, jakkolwiek każdy ma prawo
    do aktywnego wypoczynku. To chyba właśnie owoc (lub warzywo) polskiej elity
    biznesu. Podejrzewam, że to ci sami właśnie latem popierdują w leżaki
    hotelowych gett za tysiące PLNów. Wydaje mi się jednak, że nie należy wsadzać
    ich do tej samej buraczanej grządki co poczciwego ziemniaka. Takowy dopiero
    wdraża się w turystykę zagraniczną i niejednokrotnie poziomem intelektualnym
    nie dorównuje autorce topicu, przez co nieziemski zachwyt budzi w nim błekit
    hotelowego basenu i rosnąca obok palma, a podany drink powala go na kolana i
    sił już na chłonięcie historii i kultury brak. Mam pytanie do autorki, czy w
    chwili kiedy jej dziecko powie, że wychodzi na pierwszą w życiu impreze to
    zasypie je stertą książek... sam już nie wiem jakich, może kamasutra? A co się
    tyczy akademickiego podejścia do podróżowania to współczuję "Zobacz tu jest
    napisane że to powinno wyglądać inaczej".

    Pozdrawiam wszytstkich, którzy podróżują nawet jeżeli jest to tylko parę kroków
    do wiejskiego sklepu, nigdy nie wiadomo jak to się może skończyc.
  • Gość: Angel IP: *.z51-106-66.customer.algx.net 20.07.06, 20:50
    A ja bym dala wszystkim wolna reke jezeli chodzi o dobor rodzaju wypoczynku.
    Mnie sie podoba, ze kazdy ma prawo robic co chce, komentowac wszystko jak chce,
    oczywiscie nie raniac innych i nie lamiac praw. Plytkie komentarze sa doskonala
    rozrywka dla ludzi inaczej postrzegajacych i byloby nudno, gdyby wszystko bylo
    poprawne.
    Zycze wszystkim przyjemnosci jakkolwiek pojmowanej.
  • Gość: Terence IP: *.elb.vectranet.pl 20.07.06, 20:51
    Co Ty wymagasz od ciemnego ludu, który zagubił się w konsumpcjoniźmie...
    Jak ktoś jest prostakiem to nawet jak ma dużo kasy to i tak słoma z butów
    wyjdzie. Jak sie jest prostakiem to ma sie proste potrzeby. I tyle, przecież na
    siłe nie będziesz wyganiał z hoteli :)
  • Gość: emijta IP: *.speednet.com.pl / 81.210.12.* 20.07.06, 20:55
    zgadzam się z tobą i dodam jeszcze, że podobna rzecz dzieje się w Polsce.
    ludzie wyjeżdżają by spędzić czas na łonie natury i... siedzą w swoich
    fortecach wybudowanych w pobliżu jakiegoś bajorka zwanego jeziorem, najlepiej
    żeby jeszcze niedaleko było jakiejś średniej wielkości miasteczko i łatwy
    dostęp do sklepów wszelkiej maści oczywiście po pokonaniu straszliwych kilku
    kilometrów samochodem. a jeśli ktoś, tak jak ja, ma ochotę po prostu przejść
    się po lesie to natrafia na płotki i groźne tabliczki z napisem "teren prywatny
    wstęp wzbroniony", zaś siedzący na swoich leżakach wypoczywający patrzą na
    niego z byka jakby miał za chwilę dokonać rabunku. przez to nie czuję już
    takiej swobody, wolności gdy wyjeżdżam na wakacje. to smutne.
  • Gość: podróznik IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 20.07.06, 21:09
    I bardzo dobrze ze to przeważjąca ilośc turystów, których interesują kurorty
    gdzie hotel stoi na hotelu! Oni sami grupują się w getta, dzięki czemu
    pozostaje spro miejsc, w których turystów nie wiele a wiekszość stanowią
    miejscowi i można z nimi siedzieć w knajpach, jeść prawdziwe potrawy regionalne
    itp.A fora GW nie są żadnym źródłem wyszukanej informacji- to jakby ktos chciał
    kupować markowy sprzet, ubranie, meble czy instrument muzyczny w supermarkecie-
    generalnie jest to miejsce dla motłochu.
  • popijajac_piwo 20.07.06, 21:19
    Ja tam się cieszę, że są tacy. I że jeżdżą do tych wszystkich "przetwórni"
    turystycznych. A im więcej tym lepiej.

    W tym samym czasie w jakimś naprawde ładnym zakątku będzie ich mniej. A mnie o
    to chodzi.

    A co do specjałów miejscowej kuchni? Przereklamowana bzdura. Musiałbyś mieć
    jakąś zaprzyjaźnioną rodzinę, która by Ci naprawdę przygotowała specjalność
    miejscowej kuchni, bo to co serwują restauracje (nawet te lepciejsze) czasem nie
    ma nic wspólnego z miejscowym specjałem chociaż tak się nazywa. Wiem, bo
    pomieszkiwałem dłuższą chwilę tu i ówdzie.
  • antidotumm 20.07.06, 22:37
    Zazwyczaj jezdzilam do Grecji -tam nie nalezy raczej chodzic do 'najlepszych
    restauracji" ktore serwuja jedzenie totalnie bez wyrazu, ale tam gdzie chodza
    tubylcy... Zazwyczaj nawet w turystycznych miejscowosciach mozna odszukac jedna-
    dwie tawerny, gdzie zasiadaja glownie miejscowi. Najlepsze jedzenie
    bylow "Giorgios" w Polichrono: podawal szef, a gotowala Jego mama. Bajka.
    Popite zimnym ouzo.

    Autor: popijajac_piwo
    Data: 20.07.06, 21:19 + dodaj do ulubionych wątków


    A co do specjałów miejscowej kuchni? Przereklamowana bzdura. Musiałbyś mieć
    jakąś zaprzyjaźnioną rodzinę, która by Ci naprawdę przygotowała specjalność
    miejscowej kuchni, bo to co serwują restauracje (nawet te lepciejsze) czasem nie
    ma nic wspólnego z miejscowym specjałem chociaż tak się nazywa. Wiem, bo
    pomieszkiwałem dłuższą chwilę tu i ówdzie.




  • voyager747 20.07.06, 23:22
    Nie każdy musi spędzać urlop tak jak Ty, nie musi chodzić po tawernach i robić
    wszystko tak jak Tobie się podoba. Pamiętaj o tym ,że ten z którego się
    nabijasz,że leży nad basenem w Egipcie mógł właśnie miesiąc wcześniej wrócić np.
    z Chin z objazdówki a teraz odpoczywa i nie chce mu się zwiedzać.
    Nie wszyscy muszą lubić to co Ty, każdy ma wolny wybór. Po to są te oferty ALL
    żeby zatrzymać turystę w hotelu. Nie jest też prawdą,że jedzenie w hotelach jest
    aż tak tragiczne i tylko w lokalnych, małych itp. można dobrze zjeść. Pamiętam
    hotel w Meksyku, w którym jadłem mnóstwo meksykańskich potraw( różne kaktusy
    itp.). Te tawerny z miejscowymi to jest właśnie jeden z mitów, który powielają
    ci" wyedukowani" turyści- w każdym przewodniku tak piszą- nie jedz w hotelu
    tylko szukaj miejsca gdzie jedzą miejscowi- to jest właśnie stereotyp.
  • antidotumm 20.07.06, 23:29
    W Sousse bylo, lekko liczac, okolo 50 tys turystow, ktorych nie bylo widac
    nigdzie: ani na plazy, ani na ulicach, ani w muzeum, ani na promenadzie, ani w
    autobusach. Cale 50 tysiecy wrocilo wlasnie z objazdowki po Chinach?
  • voyager747 20.07.06, 23:36
    Niemożliwe, też byłem w Tunezji, tylko w Hammamecie i turyści byli wszędzie: na
    wycieczce na pustynię, w El Jem, w Kairuanie, w Tabarce , w Tunisie itd.
    Swoją drogą to jedzenie w Tunezji niezbyt mi smakowało. A propos tubylców, to
    pamiętam jakiegoś młodego, który to niby nas oprowadził po medinie w Hammamecie(
    nikt go nie prosił i ciżko było go się pozbyć) i chciał za to 20 euro- tego nie
    lubię. Nieźli są też ci to dają pić na pustyni- free, free a potem 10 euro za
    colę, to też jest fajne.
  • Gość: japiszon IP: *.elsat.net.pl 20.07.06, 21:48
    widocznie masz duzo czasu na zwiedzanie i dlubanie w necie no i pisanie
    elabortow na forum, dla mnie to nieistotne gddzie jade, chce sie dobrze zabawic
    i mi wisi czy to tunezja czy tanzania czy tajladnia, jeden czort, afryka to afryka
  • antidotumm 20.07.06, 22:41
    Zwlaszcza Tajlandia to samo serce Czarnego Lądu.

    Gość portalu: japiszon napisał(a):

    > widocznie masz duzo czasu na zwiedzanie i dlubanie w necie no i pisanie
    > elabortow na forum, dla mnie to nieistotne gddzie jade, chce sie dobrze
    zabawic
    > i mi wisi czy to tunezja czy tanzania czy tajladnia, jeden czort, afryka to
    afr
    > yka
  • Gość: :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 21:54
    to teraz trzeba będzie selekcjonować ludzi nie tylko w klubach, ale i na
    wyjazdy (ten, kto będzie wyglądał na takiego, co nie zwiedza tylko odpoczywa
    zostanie zaklasyfikowany jako "burak" i niech lepiej siedzi w Polsce). Myślę,
    że wiele osób chętniej by zwiedzało, ale po prostu nie mają tyle pieniędzy,
    żeby wyjechać, zapłacić za wycieczkę i jeszcze na miejscu jeździć (trzeba
    liczyć 3,4-os rodzinę) i płacić za transport, wstępy itd. Ja w zeszłym roku na
    własną rękę zwiedzałam ze znajomymi Belgię, Holandię i Danię i muszę
    powiedzieć, że ceny samych przejazdów na terenie miast były nawet 10-krotnie
    droższe niż w Warszawie (brak ulg dla studentów, tylko do 18 r.ż), muzea-
    wstępy kilkanaście Euro, jedzenie=4-5 razy droższe niż w Polsce, nie mówiąc już
    o rozrywkach, wypożyczalni rowerów, przejazdach tramwajami wodnymi itp. Za to
    co wydałam mogłabym spokojnie jechać na Dominikanę z opcją AI w dużo lepszych
    warunkach jeśli chodzi o zakwaterowanie i lepszą pogodą (w Holandii i Belgii
    padało właściwie codziennie, przelotnie).
  • antidotumm 20.07.06, 22:45
    W Tunezji przejazd autobusem (jezdza regularnie) do najblizszej miejscowosci
    (12 km) kosztowala nas 1/2 dinara czyli 1,2 zlotego. Przekonales mnie, to
    koszty sa przyczyna tego, ze ludzie nie wychodza nawet na promenade przed
    hotelem, nawet nie przejada sie do sasiedniej miesciny.

    Gość portalu: :-) napisał(a):

    Myślę, że wiele osób chętniej by zwiedzało, ale po prostu nie mają tyle
    pieniędzy,
    > żeby wyjechać, zapłacić za wycieczkę i jeszcze na miejscu jeździć (trzeba
    > liczyć 3,4-os rodzinę) i płacić za transport,
  • Gość: Betty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.06, 19:21
    Przejazdy autobusami w Tunezji są tanie, zgadza się. Tanie są też louges i
    tramwaje i kolejka w Tunisie. Tylko nie każdy , jak myślę, czuje się na tyle
    pewnie w obcym kraju ( może jeszcze wśród groźnych, jak sądzi "arabów"), żeby
    samodzielnie gdzieś się ruszyć. Dla mnie to nie problem- mam internet (mogę
    sobie przed wyjazdem poczytać jak i czym podróżować), znam dobrze angielski
    (więc mam nadzieję, że jakoś się dogadam- choć z tym róznie bywa)i w ogóle
    jestem tak dość samodzielna Mogę więc i poleniuchować na plaży (uwielbiam!) i
    pojechać na wycieczkę fakultatywną (drogo co prawda, ale jestem tu raz i nigdy
    nie wrócę, bo tyle świata jeszcze chcę zobaczyć)i sama się gdzieś wybrać
    (nienawidzę jak mnie popędzają w muzeach!). Ale z moich doświadczeń
    wycieczkowych wynika, że wiele osób podróżujących z biurami nie potrafi
    właściwie niczego załatwić bez pomocy rezydenta (stąd te liczne na nich
    narzekania) - czuję, że są skazani na wycieczki fakultatywne ze swojego biura
    (nawet w Egipcie, pełnym tanich i to nawet polskojęzycznych lokalnych biur)
    wiele osób kurczowo trzymało się "ręki" krajowego touroperatora, a, że te
    fakultety tanie nie są, więc po opłaceniu wycieczki dla całej rodzinki i po
    zostawieniu sobie kieszonkowego na picie i pamiątki, na nic poza plażowaniem
    nie starcza.
  • Gość: bleblak IP: *.e-wro.net.pl 20.07.06, 23:18
    Tak, myślę, że turysta to coraz częściej warzywo. Pojechać, poleżeć na
    leżaczku, posmażyć się na plaży, popływać w przyhotelowym basenie... Oj, jak
    mnie mierzi takie spędzanie czasu...
    No dobra, to jest generalizowanie, ale nie rozumiem tego sposobu spędzania
    urlopu. Na plaży wysiedzę 2 godziny, w basenie też tyle, ale raz, jednego dnia!
    Chcę zwiedzać, poznawać nowe miejsca, nowych ludzi, podziwiać świat, chłonąć,
    doznawać wielu wrażeń. Jak można przez 2 tygodnie smażyć się na plaży? I po co?
    Zawsze wybierałam takie wyprawy, kiedy można było zwiedzić jak najwięcej.
    Widziałam wiele przepieknych miejsc, ktorych nie widzial nikt z moich
    znajomych. Palmy na Majorce? Costa del Sol? Tureckie hotele? Po kiego licha?
  • Gość: antonówka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.06, 00:08
    Cenię sobie leniwych turystów, bo nie da się wszystkiego zobaczyć na raz, a
    gdyby wszyscy byli aktywni i ciekawi świata, wypatrzyliby wszysko co niezwykłe i
    wysłuchaliby wszystkie ciekawe historie (słyszane po raz enty przestają być
    ciekawe, a stają się sztuczne), a tak foczą się kocu lub leżaku, popijają
    conieco, tańczą.
    Wyluzowałam też namawianie do aktywnej turystyki, staram się kilkoma pytaniami
    ustalić, czy mam do czynienia z foką czy kims ciekawym świata.

    nie zgadzam się też, że z 2-latkiem tylko wypasiony full-servis-hotel. Mój syn
    (3 lata) wciąż pamięta zamki i opowieści o rycerzach z ubiegłorocznych wakacji.
    Bawi się w ludzi, których poznaliśmy (rybaka, rolnika itp).
  • przemkowa.bi 21.07.06, 20:19
    kazdy spedza wakacje jak mu pasuje, jesli faktycznie ktos chce spedzic tydzien
    albo dwa tylko na hotelowej plazy , bo jak ktos pisal zapier...lal caly rok i
    che sie wybyczyc to jego sprawa,
    Sama jestem podrozniczka ale wylegiwanie sie na plazy caly dzien jest tez czyms
    super- tutaj mnie pewnie nie zrozumieja osoby ktore nad woda nie usiedza nawet
    godziny ale ciepla woda, slonce i oliwkowa opalenizna to tez cos wspanialego a
    jeszcze w super warunkach hotelowych z opcja wszystko w cenie
    Ja np mieszam swoje wyjazdy i raz to sa luksusowe wczasy a raz wyprawa gdzies
    w nieznane (ostatnio np kambodza i laos) i wtedy wszystko organizujemy sami
    Teraz szykuje wyprawe do Indii


    I jesli teraz pojade gdzies na kilka dni i posiedze na plazy hotelowej to bede
    warzywkiem ? :) - nie badzcie smieszni z takim uogolnianiem
    Kazdy robi jak mu pasuje nie mozna nikogo zmusic zeby lezal na plazy caly dzien
    bo tego nie cierpi a ja moge lezec caly dzien :) , nie mozna tez nikogo zmusic
    zeby zwiedzal
    Ja np wole przyrode kontakt z tubylcami a muzea zaliczam tylko te najwazniejsze
    bo mi szkoda czasu


    --
    Jesli cos jest nie tak
    Róbcie zrzuty ekranów Print Screen-em
  • Gość: gosc IP: *.157-200-24.mc.videotron.ca 24.07.06, 14:24
    czesc,
    tutaj troche o wedrowniczkach
    moze wam cos pomoze w opiniach
    .
    pages.infinit.net/lmcpuryk/index.html.
    suerte

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka