Dodaj do ulubionych

Opinie pracowników biur podróży o klientach

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.06, 18:38
Czytam to forum regularnie i zdecydowana wiekszość skarg to skargi klientów na
biura. Z niektórymi postami sie zgadzam, jak sie płaci za hotel 4*, to
niedopuszczalne jest zakwaterowanie klienta w 2*. Z kolei ja jako pracownica
biura podróży mogłabym też dorzucic trochę historii o samych klientach. Moim
przebojem jest ojciec dwóch dziewczyn, które rok temu pojechały na wakacje do
Włoch. Rezydentka i właściciel hotelu, z którym współpracujemy od lat
opisywali mi szczegółowo, jak dziewczyny wrzeszczały na rezydentkę podczas
posiłków, używajć przy tym wyrazów typu k****. Po powrocie dziewczyn
przyleciał do nas ojciec i dosłownie mnie zwyzywał, twierdząc, że córcie sa
przyzwyczajone do luksusowych warunków, itp... a na koniec zażądał faktury,
ale bez pisania, że były to wakacje za granica. Mniej zorientowanym
podpowiadam, że tego typu faktury sa dla ludzi, którzy jada na wakacje za
granicę, a potem ubiegają sie o dofinansowanie z funduszu zakładowego czy
socjalnego - refundowane sa tylko wyjazdy krajowe. Po raz pierwszy odczułam
POGARDĘ względem klienta. Na szczęście tacy ludzie to może 1 % wszystkich
odwiedzającyh nasze biuro, ale słucham opowiadań rezyentów i pilotów.
Obwinianie ich o to, że jest zła pogoda albo na drodze korek, bo zdarzył sie
wypadek i nie mozna tego korku objechac to juz norma.

Może dla odmiany odezwą sie teraz pracownicy biur podróży?
Edytor zaawansowany
  • Gość: MYSZKA IP: *.chello.pl 07.09.06, 19:35
    Droga Aggie, wiesz sama dobrze jak jest. Musze przyznac Ci rację: kombinowanie
    co do faktur , że niby kajowe a były zagraniczne, podobne krętactwa. Mam tego
    dosc, a najbardzie wkurzają mnie rządania klientów typu: all inclusive, dobrze,
    dużo i tanio = LAST MINUTE! i to nas wylot za chwilkę, już. Żal mi tych ludzi. A
    najbardziej żal mi pracowników, którzy przygotowują oferty a klient ucieka z
    tymi ofertami do innego biura!!!! na rzie nie pamiętam ale sobie przypomnę. To
    boli. Pewnie Oni powiedzą wolna wola, konkurencja ale to aż sercxe ściska ta
    nielojalność.
  • Gość: gość IP: *.chello.pl 07.09.06, 21:11
    Tak już jest, teraz klient chce mieć jak najwięcej za jak najniższą cenę.
    Swoją drogą to sami widzicie,że wakacje za granicą są trochę droższe niż kiedyś.
    Zobaczcie jakie są kursy walut, a jakie ceny wycieczek.
  • kszynka 12.09.06, 19:07
    skoro klienci od was wszystkich uciekają to gdzie oni się wszyscy podziewają?

    --
    wakacje 2006
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 10:07
    To prawda co napisała Myszka, wielu klientów przychodzi do nas po katalogi Eximu
    czy Orbisu, wypytują o wszystko, ja dzwonię, wypytuję, udzielam dokładnych
    informacji... a klienci podziękują i pójda sobie do innego biura. Jedna babka
    była na tyle bezczelan, że po półgodzinnym chyba wypytywaniu mnie powiedziała:
    No, ja i tak kupię ten wjazd nie u Państwa, ale w firmie X, bo Państwa biura nie
    znam, a w firmie X to mam wieksza pewność, że wszystko będzie dobrze. Po czym
    poprosiła o... zarezerwowanie jej miejsca, bo to last minute, a ona chciała
    poleciec do domu po pieniądze czy tam kartę i nie chciała, żeby w międzyczasie
    ktoś jej to miejsce wykupił. Po czym oczywiście zamierzała wrócić do firmy X.
    Odparłam, że jesli JA zrobię rezerwacje, to miejsce to może wykupić u nas, nie w
    firmie X, bo na tym polega rezerwacja, że kupuje się tam, gdzie się ją robiło.
    Bab wyszła śmietelnie obrazona, ale broń Boże mieć taką klientkę na własnej
    wycieczce...
    Niestety, przykro sie czasem robi, jak klienci wymagają ofert na JUZ!!!, a potem
    nawet nie zadzwonią, żeby powiedzieć, że rezygnują, ja np. trzymam miejsca w
    hotelach, bo nie wiem, czy grupa się decyduje, czy nie, a jak mi się w końcu uda
    dodzwonić do takiego ćwoka, słyszę: A nie, już coś innego wybraliśmy. Czasem
    człowieka może już nie powiem co strzelić. Ja wiem, że jest konkurencja, ale
    włażenie w d*** klientowi wcale nie jest dobre, bo Ty się człowieku napracujesz,
    a efektów nie będzie. Znacznie lepiej jest, jak sie uistala konkretny termin
    potwierdzenia i trzyma się tego, bo wtedy klient wie, że nikt sie przed nim nie
    będzie płaszczył. Jak nie potwierdzi do danego terminu - zwalniam miejsca i już.
    Niestety, klienci czasem traktują pracowników biura podrózy z wyższością - no
    bo wielka pani przyszła do biura i za 1500 chce polecieć na tydzień z All
    Inclusive, to wszyscy mają ją po rękach całować, bo dzięki niej mamy zarobek.
    Przykre to...
  • Gość: kac_perek IP: 138.227.189.* 13.09.06, 12:35
    Coz, dwie strony medalu - jak zwykle. Nigdy nie korzystalem z ulog polskiej
    firmy bowiem mieszkam w Szwecji, ale powiem tylko ,ze tutaj dokonanie
    rezerwacji zwiazane jest terminem wykupienia. Rezerwuje i mam chyba ze trzy
    tygodnie na wplacenie zaliczki. Reszta do zaplacenia najpozniej na ok. 2 m-ce
    przed wyjazdem. Jesli zaliczka nie wplynie na czas rezerwacja jest
    automatycznie anulowana.
    Gdy termin wyjazdu jest blizszy trzeba od razu wplacic cala sume i tyle. Mysle,
    ze tak jest w ofercie last minute.
    Tak juz jest , ze prostactwo przeklada sie na brak dobrej woli i wygorowane
    wymagania w stosunku do innych, co nie zmienia faktu, ze biura podrozy maja
    pewne obowiazki w stosunku do swoich klientow.
  • Gość: Tania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.06, 15:11
    Kacperku w Polsce to 2 dni max!
  • Gość: ala IP: *.sbr2.nsw.optusnet.com.au 13.09.06, 19:53
    a mnie sie podoba australijskie podejscie do sprawy, tutaj biura rezerwuja
    konkretny hotel, osobno bilet na samolot, samochod itd
    czyli jezeli chce gdzies pojechac to biore do domu broszurke z hotelami i potem
    pani mi rezerwuje ten ktory wybralam i cala reszta jej nie interesuje, wszelkie
    zazalenia sklada sie w hotelu, albo jak rezerwuje samochod przez biuro
    wyjezdzajac za granice to ustalam wszystko przy jego odbiorze z wypozyczalnia,
    nikt w ten sposob nie przyjezdza po wycieczce i nie ma pretensji do biura,
    jezeli chodzi o rezydenta, to czegos takiego tutaj nie ma wiec wszystkie
    dodatkowe sprawy takie jak wyzywienie czy atrakcje zalatwia sie na miejscu w
    hotelu samemu
    zaliczke wplaca sie przy rezerwacji i ona albo przechodzi na nastepna oferte
    jezeli z pierwszej sie zrezygnuje albo przepada, cala reszte placi sie na
    miesiac przed wyjazdem i z glowy, nikt nie marudzi i wszyscy sa zadowoleni
    przy wyjezdzie za granice trzeba pamietac, ze dla polaka wydanie np 1500 ero to
    duzo i on oczekuje ze za to otrzyma luksusowy pobyt, ale ktos kto mieszka i
    zarabia za granica wie, ze nie moze zawiele liczyc za taka sume
    powodzenia
  • Gość: d IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 20:58
    Nie za bardzo rozumiem po co są w takim razie w ogóle biura w Australii skoro
    wszystko załatwia się samemu
  • Gość: ala IP: *.sbr2.nsw.optusnet.com.au 14.09.06, 16:42
    bo to wlasciwie nie sa takie biura w polskim zrozumienu tylko bardziej stoiska
    gdzie sprzedaje sie bilety lotnicze oraz rezerwuje sie wybrane hotele itd,
    jezeli chcesz pojechac do europy to jak masz mniej niz 35 lat to wybierasz
    objazdowke kontiki, a jak starszy to globus i oni to tylko rezerwuja dla
    ciebie , a jak spedzasz wakacje w australii to oni rezerwuja dom wczasowy lub
    hotel i nie mozesz miec do nich pretensji ze w hotelu bylo cos nie tak bo oni
    ci go tylko zarezerwowali, do azji maja takie rozne propozycje typu lot i hotel
    ale to nie oni to organizuja tylko linie lotnicze daja im takie oferty
    a jezeli chodzi o sytuacje jak spozniony samolot, kradziez itd to od tego jest
    ubezpieczenie dodatkowe, ktore zwraca koszty

  • Gość: klient IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.06, 14:21
    Żadania piszemy przez "Ż".
    Drodzy pracownicy biur podróży. Wy od tego jesteście, żeby spełniać zachcianki
    klientów.Się nie podoba, to do innej roboty ! Klient wydaje pieniądze i ma
    prawo grymasić i rezygnować z rezerwacji !
  • magda19853 08.09.06, 14:24
    Ja jestem klientem a nie pracownikiem biura podrozy.
    Ale nie mozna ich wyzywac od s..., h... itp.
  • Gość: karuthers IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.06, 09:33
    I am the travel agent

    I have degrees in accounting, public relations, marketing, computer science and
    Swahili. I also read minds.
    of course I still have that tour booking you put on hold six years ago, even
    though you never came back to me.
    its not a problem to give you 7 inter-connecting, non - smoking, ocean view
    suites with 2 king size beds in each and 4 rollaways. yes I can install a mini
    bar and I realise its my fault that the hotel doesnt have a helipad.
    I am the travel agent
    its obvious that when you booked your flight for friday you really meant
    saturday.
    and yes I am lying when I say the ł100 flight for tomorrow is sold out, but its
    not a problem for me to quickly build another 747. I should have known you were
    going to ring.
    I am the travel agent
    I am quite capable of checking all the flights in high season to see which is
    cheapest, answering 12 phonecalls and compiling 8 sets of documentation while
    finding out from Thomson’s why they wont give you a refund even though you went
    to the wrong airport.
    of course I know which airline serves the best vegetarian meals, and I can tell
    you exactly what to see and do in every city in 15 minutes without spending any
    money.
    I take personal blame for any airline delays, traffic jams, rental car flat
    tyres, bad weather, lost luggage and the national economy.
    I realise you meant me to book you to stay at the Hilton, people always confuse
    it with the Travelodge in Crawley (no offence)
    I am the travel agent
    I smile. empathise, console, upsell, perform, sing, dance , input and fix the
    printer.

    I inne takie:
    www.scaruffi.com/travel/jokes.html#ta
    members.virtualtourist.com/m/tt/60480/
  • kiitek 08.09.06, 14:45
    ty zapewne takim klientem jesteś-co wymaga i wydaje pieniądze...spadówka
  • Gość: zosia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 16:19
    Pewnie, że klient ma prawo wymagać i my od tego jesteśmy ale odrobinę kultury
    osobistej jeszcze nikomu nie zaszkodziło ...a często klient jest niestety
    synonimem "buraka" !!
  • Gość: Oktawik IP: 152.62.109.* 12.09.06, 17:45
    I niestety, ja jako klient pozniej jestem z tymi 'burakami' na wycieczce i sie
    wstydze za wlasnych rodakow. Pamietam jak pojechalam do Egiptu do hotelu 4* All
    inc. No i coz sie okazalo... Towarzystwo z tej samej wycieczki najwyrazniej
    stwierdzilo, ze skoro sa trunki wyskokowe za darmo to trzeba pic ile wlezie...
    Wieczor zakonczyl sie totalna "burda", rzyganiem do basenow i calkowitym
    desguscikiem gosci innych nacji...

    I przebywaj w tym hotelu pozniej przez kolejne dwa tygodnie... Przykre, ale
    prawdziwe. Najgorsze, ze wiecej niz na jednej wycieczke bylam swiadkiem tego
    typu zachowan i to bez wzgledu na to ile za nie placilam. :(

    Pozdrawiam,

    Oktawik.
  • toolkien 08.09.06, 16:41
    uważają, że to my - klienci jesteśmy dla pracowników :). Jest takie stare,
    retoryczne zapytanie: tabakiera dla nosa czy nos dla tabakiery?
  • kiitek 08.09.06, 17:30
    wczytaj się uważnie,o czym w tym wątku jest dyskusja...
  • toolkien 08.09.06, 20:05
    znam temat wątku i zanm treść pierwszego postu. Czytanie ze zrozumieniem
    opanowałam. Nie należę do klientów-turystów co to płacę i wymagam, a jak nie
    podoba się to "spadówka" jak to wykwintnie określasz. Jak jednakże traktować
    Biuro Mona Triada (agent sprzedający m.in. imprezy TRIADY) z Krakowa , które
    przed moim wyjazdem na imprezę u nich zakupioną w razie zaistniałej potrzeby
    potrafi mnie znaleźć zawsze i wszędzie, a po powrocie ledwie mnie zauważa?
    Powód? bo złożyłam reklamację Triadzie, która nie raczyła mi nawet na nią
    odpowiedzieć w terminie. Poproszone przeze mnie o pomoc w mediacji biuro Mona
    Triada, również nabiera wody w usta a ja przez wiele miesięcy jestem traktowana
    jak persona non grata, zło konieczne, dopust Boży itp. Gdy pojawiam się w
    biurze - zawsze GRZECZNA i Z UŚMIECHEM - jestem traktowana wzruszeniem
    ramionami i skwaszoną miną.
    Na szczęście sama sobie poradziłam z Triadą i wygrałam z nimi proces sądowy -
    pieniądze mi zwrócono. Natomiast pośrednika Mona Triada z Krakowa i samo biuro
    podróży TRIADA omijam szerokim łukiem. Jestem przynajmniej zdrowsza. Wolę
    podróżować z profesjonalistami.
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Gość: Aniczka IP: *.chello.pl 09.09.06, 07:32
    To poco jeźdzć z Triadą. Maja najgorsze notowania . Niestety
  • toolkien 09.09.06, 10:04
    żeby o tym wiedzieć, niekiedy czasem trzeba się sparzyć. Moje wcześniejsze
    wycieczki z tym biurem były bardzo udane. Kiedyś to było bardzo dobre biuro -
    dlatego zdecydowałam sie na kolejny wyjazd - zresztą nie tylko ja. Twoje
    pytanie jest więc bezzasadne.
  • Gość: Renia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.06, 10:47
    Ale ona nie pyta, ona stwierdza fakty. Chciałam zauważyć. Jedni pytaja a inni
    odpowiadają. Tak? Ja nie jeżdże z biurami podróży - za często ale przed wylotem
    jakby co zawsze radzę sie swojego agenta.
  • toolkien 09.09.06, 13:00
    jednak zapytała "to po co jeździć z Triadą "?. Stwierdzenie nastąpiło po
    pytaniu :)
    Pozdrawiam ciepło :)
  • kiitek 09.09.06, 10:47
    toolkien napisała:

    > znam temat wątku i zanm treść pierwszego postu. Czytanie ze zrozumieniem
    > opanowałam. Nie należę do klientów-turystów co to płacę i wymagam, a jak nie
    > podoba się to "spadówka" jak to wykwintnie określasz.

    Słowo "spadówka" skierowalam do niejakiego "klienta"(szkoda,ze nie mial odwagi
    się podpisac), w odpowiedzi na jego slowa, cytuję:
    "Drodzy pracownicy biur podróży. Wy od tego jesteście, żeby spełniać zachcianki
    klientów.Się nie podoba, to do innej roboty ! Klient wydaje pieniądze i ma
    prawo grymasić i rezygnować z rezerwacji !"
    A Ty teraz przytaczasz to słowo w innym kontekscie(wg wlasnej interpretacji
    mojego tekstu)


    rowniez pozdrawiam
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 11:20
    Poza tym nie podoba mi sie określenie, że klient płaci, więc ma prawo grymasić.
    Grymaszenie jest dopuszczalne u przedszkolaków albo ewentualnie w niższych
    klasach podstawówki. A to, że klient zamierza wydać 1500 złotych czy nawet 5000
    złotych na osobę nie znaczy, że może zachowywac się jak udzielny Pan i Władca.

    A co do rezygnacji z rezerwacji, to zwykle jest tak, że daje się klientowi
    termin do konkretnego dnia, w którym ma potwierdzić zaliczkę. Niby wszystko w
    porządku, ale kilka razy zdarzyło mi sie, że klient przeciągał termin wpłaty
    zaliczki " do jutra, do piątku, do poniedziałku", a jak w końcu zbliżał sie
    dzień wyjazdu, to on sie rozmyślał. Komuś, kto nie pracuje w biurze turystki
    może się wydawać, że to żaden problem, zrezygnował, to ktos inny wykupi to
    miejsce - ale jesli taki klient rezygnuje parę dni przed wyjazdem, a miejsce za
    hotel jest zapłacone, to w sytuacji, kiedy nie znajdzie się nikogo innego na
    jego miejsce, biuro traci, bo nie wszystkie hotele zgadzaja się zwrócić
    pieniądze za niewykorzystane pokoje. A gdyby na przykład nie przedłużał
    niepotrzebnie rezerwacji, tylko dał konkretną odpowiedź w wyznaczonym przez
    pracownika biuro terminie, nie byłoby problemu. Ale ludziom czasem brak
    pomyślunku czy chocby szacunku dla pracownika obsługującego go - niektórzy
    wychodzą z założenia, że skoro płaca mi za te pracę, to jestem na każde
    skinienie i moim psim obowiązkiem jest... i tu lista życzeń i wymagań.

    Wiadomo, że ktoś, kto podróżuje, ale w zyciu nie przepracował ani jednego dnia w
    biurze podrózy nie zdaje sobie często sprawy ze specyfiki tej pracy, ale jeśli
    prosi się o przetrzymanie rezerwacji do konkretnego dnia (bez wpłacenia chocby
    zaliczki), a potem albo sie przedłuża to w nieskończoność, albo nie odbiera
    telefonu, no to przepraszam, ale taki klient jest u mnie "spalony". Innymi słowy
    nastepnym razem nie ma mowy o przedłużaniu rezerwacji w nieskończoność - po
    prostu mówię, że ze względu na poprzedni raz, kiedy zrobił rezerwację, a potem
    jej nie odwołal i w ogóle nie poinformował o swojej decyzji, rezerwacje trzymam
    do jutra do godziny 12.00 i nie ma mowy o przedłużeniu jej. Jak się klient
    zdecyduje dwie godziny później, odpowiadam, że rezerwacja jest już anulowana,
    ale miejsca nadal są i jeśli chce wykupić miejsce, to proszę o jak najszybsza
    wpłatę, bo drugiej rezerwacji nie zrobię. Niestety, nie mozna nigdy pozwalać
    klientowi na wszystko, trzeba okreslic pewne granice, bo na nadmiernym
    pobłażaniu kiepsko się wychodzi.

    Nie było moim celem wywołanie kłótni między pracownikami biur podrózy i ich
    klientami, chciałam tylko pokazać, że aczkolwiek wiele razy to biura podrózy sa
    winne zaniedbań, to z naszej strony też nie wygląda to często różowo. O ile
    klient wymaga uczciwości i kompetencji ze strony pracownika, tak pracownik też
    chciałby aby klient przestrzegał pewnych zasad, czyli żadnych grymasów, fochów i
    samemu nie wiedzieć czego. Gdyby ktoś z turystów zamienił się ze mną miejscami i
    przez póltorej godziny przyszłoby mu odpowiadac na pytania: Ile kosztuje
    samolotówka do Grecji? A do Turcji? A na Dominikanę? A Kenię Pani ma? A niech mi
    Pani sprawdzi, ile jest miejsc na ten termin? Po czym klient dziekuje i sobie
    wychodzi, to chyba Was wsyzstkich szlag by zaczął trafiać. Jak widzę, że
    trafiłam na klienta, który sam nie wie, czego chce i wychodzi z założenia, że mi
    sie strasznie nudzi, więc mam ochotę odpowiadać na te wszystkie pytania, po
    prostu wręczam katalogi z cennikami i proponuję zapoznanie się z ofertą i
    cennikiem.

    A jak próbuję uściślić, czego dana osoba chce i pytam: w jakim przedziale
    cenowym chce Pan/Pani jechać? Czy samolot, autokar, czy dojazd własny? Jakie
    wyżywienie? Jaki kraj? I slyszę: No, jakis ciepły kraj, Turcja, Egipt, Tunezja,
    Grecja, Chorwacja Włochy, Francja albo coś innego, może być samolot, autokar
    albo dojazd własny, wyżywienie obojętne, może być apartament bez wyżywienia,
    albo HB, albo All Inclusive - JAK JA MAM KOMUŚ TAKIEMU COS WYBRAć???
  • Gość: zosia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 12:04
    Zgadzam sie z Tobą w 100%...albo Ty opowiedasz przez godzinę klientowi
    o "ciepłych krajach" szukasz miejs, sprawdzasz a potencjalny kleint na koniec
    stwierdza że on pójdzie do agenta X, bo tam ma bliżej...i jak ma się
    człowiekowi ciśnienie nie podnieść ??
  • toolkien 09.09.06, 12:09
    z tego co się orientuję, to klient również traci zaliczkę i to całkiem sporą.
    Dwa lata temu ze względów zdrowotnych zrezygnowałam z wycieczki 30 dni przed
    wyjazdem i niestety to mnie kosztowało 1040 złotych. Wycieczka kosztowała 2600
    zł i byłam ubezpieczona od ponoszenia kosztów rezygnacji. Pozostawiam to bez
    komentarza :)
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 12:15
    Toolkien,
    jeśli byłaś ubezpieczona od kosztów rezygnacji, to jakim prawem potrącono Ci
    zaliczkę? Biuro powinno sie w tym momencie rozliczać z ubezpieczycielem, a Tobie
    mieli obowiązek zwrócić cała sumę!!!

    Fakt, że jak klient rezygnuje, to potrąca mu sie przewidzianą w umowie sumę, ale
    ja akurat pisałam o przypadkach, kiedy klinet zaliczki nie wpłacił, bo sie
    zastanawiał. Teraz już wiem, że takie odwlekanie z dnia na dzień oznacza, że
    gośc szuka tańszej oferty, a nasza trzyma w zanadrzu - jak mu sie trafi cos
    lepszego, to się na nas wypnie, a jak nie, to wtedy może pojechac z nami.
  • toolkien 09.09.06, 12:57
    niestety, wszystko odbyło się zgodnie z litera prawa. Wina leży częściowo po
    mojej stronie, bo nie doczytałam widocznie wystarczająco uważnie warunków
    umowy. Natomiast te 1040 PLN, to była własnie 40-procentowa zaliczka, która
    jest wymagana przez biuro przy rezerwacji miejsca :).
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 14:10
    Nadal nie rozumiem, jak biuro miało prawo potracic Ci tyle pieniędzy, skoro
    miałas wykupione ubezpieczenie od rezygnacji. Jesteś pewna, że to było zgodne z
    prawem? Pamiętaj też, że często w warunkach uczestnictwa znajduja się klauzule
    niedozwolone, co znaczy, że nawet, jesli podpisałaś taka umowę, to jeśli
    zawierała ona niezgodne z prawem postanowienia, masz szansę wygrać sprawę w
    sądzie (bo dobrowolnie biuro raczej Ci tych pieniążków nie zwróci). To tak,
    jakby zatrudniająca się kobieta podpisała oświadczenie, że w razie zajścia w
    ciąże pracodawca może ja wylać z pracy. Nawet, jesli coś takiego podpisała, taki
    dokument jest nic niewart. Zreszta nawet potrącanie 100% wartości wycieczki jest
    niezgodne z prawem, bo biuro ma prawo potrącic tylko tyle, ile faktycznie
    wyniosły koszta - czyli np. koszt zakwaterowania w hotelu czy opłata za
    transport (bo jak klient zrezygnuje dzień przed wyjazdem, miejsce w samolocie
    czy autokarze może pozostac puste, gdyz trudno znaleźc klienta, który w ciągu 1
    dnia zdecydowałby sie wykupic to miejsce). Przecież w cenie wycieczki znajduje
    się marża, czyli zarobek biura!

    Tak samo niedozwolone jest pobieraie opłaty przy zmianie uczestnika, jesli np.
    wyjazd jest autokarowy - bo jesli ktos rezygnuje, ale ma osobe, która pojedzie
    zamiast niego, to żaden problem zmienić 1 nazwisko na liście uczestników, liście
    granicznej, wymaganej np. przy przejeździe przez Serbię i Macedonię, czy
    wreszcie liście wysyłanej do ubezpieczyciela.
  • toolkien 09.09.06, 14:35
    w warunka umowy była mowa o zaliczce 40 % wartości wycieczki. Wiem, że istnieje
    coś takiego jak klauzule niedozwolone, ale wiem to od niedawna (od roku :).
    Niemniej to biuro nadal żąda 40% wartości wycieczki przy rezerwacji :). Nie
    moja rzecz, żeby to regulować. Nie jestem władzą ustawodawczą w tym kraju.
    Bardzo dużo biur nadal łamie prawo stosując w swoich regulaminach klauzule
    niedozwolone. Przy okazji procesu z innym biurem, które mi zaszkodziło o wiele
    bardziej, miałam sposbność poznac prawo turystyczne :).
    Ale dzięki za zainteresowanie. Jest mi bardzo przyjemnie, że napisałaś na co w
    przyszłości zwracać uwagę :)
    Pozdrawiam cieplutko :)
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 14:49
    No, szkoda, że biuro tak Cię orznęło. Po czymś takim na pewno idąc do kolejnego
    biura masz na uwadze to, co Ci sie kiedyś przydarzyło i pewnie też nieufnie
    podchodzisz do ofert. Ale pamiętaj, to, że biuro wymaga 40% zaliczki, to jedna
    sprawa, a to, że skasowało od Ciebie kase za ubezpieczeie od rezygnacji to dwie
    różne sprawy. Uważam, że zostałas po prostu okradziona i nie boje sie tego
    powiedzieć wprost. Tak, jak mwię: płacisz dodatkowe pieniądze za ub. od
    rezygnacji (3% wartości wycieczki, nie myle się?), więc biuro ma obowiązek oddać
    ci CAŁOŚĆ, a potem rozliczac się z ubezpieczycielem, to sprawa biura, jak sie
    rozliczy. Ty powinnas dostac zwrot całej kasy.

    Gdybyście mieli jeszcze jakies pytania, to służę pomoca, może w czymś uda mi się
    Wam pomóc?
  • toolkien 09.09.06, 15:08
    bardzo Ci dziękuję jeszcze raz Aggie. Moja kolejna wycieczka będzie dopiero za
    jakieś 10 miesięcy. Czy mogę Cię uprzejmie prosić o adres e-mail na mojego
    priva? Będę bardzo wdzięczna :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    toolkien@gazeta.pl
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 15:26
    Hej, toolkien,

    napisałam Ci maila na adres, który podałaś. Odezwij się, gdybyś miała jakies
    pytania.
  • Gość: LILA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.06, 17:17
    Moze nie doczytałam, ale nigdzie chyba nie pisze z jakiego powodu była ta rezygnacja, a skoro pracujesz w biurze to na pewno wiesz, ze ubezpieczenie od RG obejmuje ściśle określone i udokumentowane przypadki - choroba, zdarzenie bedące nastepstwem przestepstwa, jakas szkoda w mieniu itp. U każdego ubezpieczyciela. Nie obowiazuje jeśli klientowi sie poprostu odwidzi. Moze w tym przypadku chodzi o np cofnięcie urlopu czy coś w tym stylu. Pozdrawiam
  • Gość: ktoś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 09:41
    Jeszcze jedno - klienci nie czytają umów i warunków uczestnictwa w imprezie! Ich
    bład! Czyta sie wszystko i potem nie ma nieporozumień.
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 20:37
    Po pierwsze, umowy sa często napisane tak, żeosoba nie pracująca w turystyce nie
    zawsze jest w stanie dokładnie wszystkiego zrozumiec. Po drugie, często sami
    pracownicy udzielają błędnych informacji, a potem zaśłaniają się stwierdzeniem
    "przeciez Pani podpisała, więc nie mamy o czym mówić". Po trzecie, w umowach sa
    niedozowlone klauzule. Pamiętajcie, że biuro nie ma prawa potrącic 100% kosztów
    wycieczki, nawet, jesli odwołaliście miejsca w ostatniej chwili, bo potrącic
    mozna tylko taka sumę, na jaką sa faktyczne straty, np. opłacone już miejasce w
    hotelu. Pisałam już wcześniej, że pewną częśc ceny wycieczki stanowi marża
    organizatora i tego nie maja prawa Wam potrącać.
  • Gość: margo IP: *.icpnet.pl 09.09.06, 12:46
    Aggie nie wiem w jakim biurze pracujesz, ale chyba to wszystko jedno.
    Ja jestem klientem różnych biur...i no właśnie należę do osób, które wchodząc
    do biura jeszcze nie wiedzą czego chcą. Dlatego myślałam że w biurach siedzą
    ludzie, którzy pomogą mi coś wybrac. A ty piszesz, że w ramach pomocy wręczasz
    katalogi....ładnie to tak? Na szczęście jak dotąd zawsze trafiałam na ludzi,
    którym się chciało. I Chyba dlatego udało mi się wyjechac w tyle ciekawych
    miejsc. Czasem spróbuj pomóc osobie, która chce wyjechac gdzieś na wczasy.
    Aha zawsze pada pytanie : co panią interesuje? wycieczki czy pobytówka, gdzie
    już pani była? I wtedy łatwiej jest ustalic wyjazd dla klienta. A jeśli robi
    się to w uprzejmy, zaangażowany sposób, to trudno jest odmówic.I jeszcze jedno
    chociaż zawsze idę niezdecydowana, gdy już uda mi się coś wybrac to zawsze
    płacęw terminie! Tu się zgadzam, że umowa obowiązuje 2 strony.
    Pozdrawiam i proszę pomagaj jednak klientom w wyborze oferty- ale bądź w tym
    uczciwa. Ludzie odpłacą Ci tym samym- uczciwością
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 15:45
    No tak, ale margo, nawet, jeśli nie wiesz dokładnie, czego chcesz, to chyba
    jesteś w stanie określić, czy interesuje Cie oferta do 2000 złotych za osobę,
    czy Dominikana za cene kilkakrotnie wyższą? Ja też kiedyś jeździłam z biurami
    podrózy i wiedziałam, że jak chcę np. objazdówkę, tobrałam katalogi,
    przeglądałam i jak juz wiedziałam mniej więcej kiedy moge sobie pozwolić na
    urlop i która oferta mi cenowo odpowiada, wtedy dopiero zadawałam pytania. Jako
    klientka nigdy nie byłam nieuprzejmie obsłużona, ale może dlatego, że bylam w
    stanie okreslić konkretnie, czego potrzebuję i pracownicy biura nie musieli sie
    głowić, co tu mi znaleźc, tylko udzielali konkretnych informacji?

    Miałam też chyba szczęście, bo każdy wyjazd, na którym byłam, był dopracowany w
    100%, choć też pamiętam osoby, który na Węgrzech skarżyły się, że na
    obiadokolację podano węgierskie leczo (dodam, że bardzo łagodnie przyprawione).
    Niekótrzy czuli sie zawiedzeni, że w Budapeszcie nie dostali schabowego,
    natomiast reszta grupy z upodobaniem zajadała się specjałami węgierskiej kuchni,
    az sie uszy trzęsły. Musze przyznać, że jedzonko było przepyszne!

    A tak na marginesie: własnie kończę pracę i przed chwila miała wizytę klientki,
    która przeglądała ze mna oferty samolotówek i na każda ofertę pytała: A czemu to
    takie drogie? Dlatego, że za samolot i opcję All Inclusive płaci się znacznie
    drozej, niż za autokar z HB. W końcu Pani powiedziała, że idzie do sąsiedniego
    biura, bo tam na oknie znalazła wywieszkę: Kreta za 800 złotych. Poszła, a ja
    się zastanawiam, co powie, jesli na miejscu dowie sie, że będzie musiała do tego
    doliczyc opłate paliwowa, lotniskową, ubezpieczenie plus wyżywienie. Niestety -
    niektórzy do tego stopnia patrzą na ceny, że jak jada do Egiptu na 2 tygodnie,
    to róznica 50 złotych za osobę jest dla nich decydująca w wyborze oferty.
  • Gość: margo IP: *.icpnet.pl 09.09.06, 16:15
    a więc czasem pomagasz ludziom? Katalog to ja mogę w domu obejrzec, ale z niego
    nie dowiesz się czy warto tam jechac, a jeśli tak to dlaczego właśnie tam.
    Bardzo często to pracownicy biura opowiadają tak ciekawie o czymś, że zmieniam
    zdanie i jadęnie tam gdzie chciałam na początku. Przykład od kiku lat obiecuję
    sobie że pojadę do Norwegii- do dziś tam nie byłam, bo polecają mi....Egipt,
    Izrael, Wschodnią Turcję czy inne.
    Teraz rozumiesz o co mi chodzi?????????
    Ja rzeczywiście wiem ile chcę przeznaczyc na wycieczke....i to wszystko czego
    jestem pewna. Dalej to liczę na pomoc przcownika biura.
    Pozdrawiam....nie wiedziałam ,że dzisiaj też jesteś w pracy.
  • Gość: aleksandra991 IP: *.eranet.pl 13.09.06, 09:05
    Jeżdżę od wielu lat z biurami podróży, upodobałam sobie Triadę, bo solidna (
    nie udaje się tylko Grecja, ale tam chyba trudno zrobić coś porządnie ze
    względu na bałagan Greków...). Komfort w zależności od ilości gwiazdek.
    Objazdówki - super. Wspaniali przewodnicy. Dbający rezydenci. A, że nuworysze z
    wypchaną kieszenią marudzą - to już zupełnie inna historia! Prawie na każdej
    imprezie znajdzie się ktoś, kto stara się popsuć innym wakacje. Może stworzyć
    bank ludzi, którym NIE POWINNO się sprzedawać wakacji w biurach podróży?
  • toolkien 13.09.06, 13:29
    >Może stworzyć
    bank ludzi, którym NIE POWINNO się sprzedawać wakacji w biurach podróży?

    no pewnie, najlepiej założyć takiemu czarną teczkę i od razu do IPN-u z takim!!!
    ŻART!!!!!!!!
    Moja droga, czy nie przejęzyczyłaś się przypadkiem? To biura podróży są dla
    turystów a nie na odwrót. Twój pomysł trąci zeszłą epoką, skończyły się czasy,
    kiedy klient przyjmuje wszystko, co mu dadzą. O klienta teraz się zabiega.
    Rozumiem rozgoryczenie pracowników biur podróży, którym aroganccy turyści daja
    w kość i uważają, że mają do tego prawo, bo za to płacą. Nikt nie ma prawa źle
    traktować drugiego człowieka, bo wszyscy jesteśmy dla siebie. Ale nie
    stwarzajmy też atmosfery czasów nie tak odległych, kiedy pani ekspedientka
    miała niepodzielną władzę w sklepie, bo stała po "lepszej" stronie lady a
    skruszony klient czekała na łaskawie rzucony ochłap.
    Co zrobić z nieznośnymi turystami? Nie mam pojęcia ... Może obozy pracy :):)
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 20:33
    Wiesz, toolkien, to nie jest znowu taki zły pomysl. Nie mówie tu już u
    zwyczajnych upierdliwcach, którzy jadąc do Egiptu mają pretensje do biura
    podrózy, że na obiad nie dostają schabowego, bo taki klient sobie ponarzeka i
    tyle. Ale są tacy cwaniacy, którzy jeżdżą na wycieczki tylko po to, zeby złozyć
    skargę i zarobić na nastepne wakacje. Widziałam sama jedną z takich skarg,
    złożona jeszcze zanim przyszłam tu do pracy. Klienci napisali ileś stron
    reklamacji, powołując się na konkretne paragrafy i podpunkty Karty
    Frankfurckiej, takim językiem, że chyba tylko prawnik by ich zrozumiał.
    Niestety, są tacy cwaniacy, którzy chca sobie pojeździć za darmo. Niedawno
    miałam takiego klienta, który żądał odszkodowania w wysokości sumy, jaka wplacił
    za pobyt dla dwóch osób (siebie i żony). W międzyczasie rozmawiałąm przez
    telefon ze znajomą z inneo biura, z którym współpracujemy i zaczęłam jej
    opowiadać, że mam teraz sporo problemów, bo klient żąda odszkodowania za
    impreze, którą ja organizowałam i opisałam jej cała sytuację. Koleżanka przez
    chwile milczała, a potem zapytała: Czy ten facet nie nazywa się X. i zawsze
    jeździ z żoną? Zatkało mnie... ponieważ wymieniła nazwisko właśnie tego klienta.
    Okazało się, że IDENTYCZNĄ sytuację i zarzuty miała ona sama na jednej z jej
    imprez. Gdyby ktoś opowiedział mi taka historię, nie uwierzyłabym, ale skoro
    koleżanka bezbłędnie odgadła nazwisko tego faceta, o czy to świadczy?

    Podobno w Niemczech jest spore grono takich turystów, którzy jeżdżą na wakacje
    nie pod kątem wypoczynku i relaksu, ale pod kątem wyrwania odszkodowania na tyle
    wysokiego, żeby za darmo spędzić gdzieś kolejne wakacje.
  • toolkien 14.09.06, 10:44
    ja równiez spotkałam się z niezdrowym zjawiskiem "turystów" naciągających różne
    biura na darmowe wakacje. Opowiadała mi o tym pilotka z biura ITAKA. Jednak
    nawet w przypadkach cwanych klientów nalezy zachowac dużą ostrozność w
    działaniu , żeby nie popaść w ośmieszającą skrajność, którą tak świetnie
    przedstawił w jednym ze swoich filmów Stanisław Bareja - epizod "tych klientów
    nie obsługujemy" :). Pozdrawiam cieplutko :)
  • Gość: maitai IP: 80.72.40.* 14.09.06, 11:15
    Kiedyś przyszła do mnie do biura pewna pani, wykupiła wycieczkę, wpłaciła
    zaliczkę. Na 3 tygodnie przed rozpoczęciem imprezy przyszła ponownie zrobić
    dopłatę ale ponieważ pojawiła się oferta last minute na tą imprezę, pani
    poinformowała mnie, że zamierza zapłacić cenę lasta czyli o kilkaset złotych
    niższą niż powinna. Żadne moje tłumaczenia warunków uczestnictwa i zasad
    sprzedaży nie trafiały do niej, klientka twierdziła, że nie ma zamiaru
    przepłacać i jakieś tam warunki jej nie interesują.
    Inny przykład: Pewien klient wykupił imprezę, której organizatorem był
    touroprator z którego usług korzystał już wielokrotnie i jak mnie poinformował
    zawsze był bardzo zadowolony. Biuro po jakimś czasie poinformowało o podwyżce
    ceny o 30 zł od osoby. Informowaliśmy klienta telefonicznie kilkakrotnie o
    konieczności dopłaty (która była oczywiście zgodna z warunkami uczestnictwa i o
    której klient wiedział, że może nastąpić), natomiast za każdym razem
    słyszeliśmy, że on nie ma zamiaru dopłacać i my powinniśmy zrobic wszystko,
    żeby on tej dopłaty nie musiał uiszczać. W rezultacie dopłata poszła z naszej
    prowizji bo stwierdziliśmy, że nie ma sensy szarpać sobie nerwów z powodu jakiś
    60 zł.
    Standard znany chyba każdemu pracownikowi biura podróży: Klientka na wstępie
    zgłosiła swoje oczekiwania względem hotelu: hotel 3,5 gwiazdki przy
    piaszczystej plaży, all inclusive, położony w dużym ogrodzie, bogata oferta
    animacji, blisko miasta, możliwość wypożycznia opiekunki dla dzieci i jeszcze
    kilka warunków. Pokazuję hotel, Pani bardzo się hotel spodobał - pyta o cenę -
    opowiadam i w rezultacie słyszę: OOOOOOO proszę pani za tą cenę to ja
    u ........ to mam 4 czy 5 gwiazdowy. Szczerze mówiąc cena była bardzo
    atrakcyjna i wiedziałam doskonale, że w tym momencie lepszej ceny pani nie
    znajdzie. W tej branża pracuję już kilka lat i wiem jakie ceny w danym czasie
    obowiązują, jakie ceny mają inni touroperatorzy, a na ofertę last minute było
    zdecydowanie za wcześnie. Miałam ochotę odpowiedzieć: W takim razie proszę
    kupic wycieczkę u ........ bo u mnie takiej oferty na pewno pani nie znajdz
  • Gość: ola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.06, 16:01
    Inny przykład: Pewien klient wykupił imprezę, której organizatorem był
    > touroprator z którego usług korzystał już wielokrotnie i jak mnie
    poinformował
    > zawsze był bardzo zadowolony. Biuro po jakimś czasie poinformowało o podwyżce
    > ceny o 30 zł od osoby. Informowaliśmy klienta telefonicznie kilkakrotnie o
    > konieczności dopłaty (która była oczywiście zgodna z warunkami uczestnictwa i
    o
    Śmieszna dopłata, czy biuro nie mogło o 30 zł obniżyć swojej marży a nie
    szarpać klienta ?
  • Gość: Lila IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.06, 17:23
    Tego typu dopłaty zazwyczaj to doplaty paliwowe zwiazane z podwyzka cen paliwa, wprowadzają je linie lotnicze czarterujace samoloty biurom i sie niestety zdarzają. Jednej czy dwóm osobom (np stałym klientom) mozna popuscić, ale pomyśl że masz 150 osób w samolocie, i musiałabyś do kazdemu opuścić. to już trochę większa kwota, pomnożona jeszcze przez ileś tam turnusów. Caritas?
  • papryczka_ag 19.10.06, 15:22
    policz sobie to na 1000 klientów i odpowiedz sama na głupie pytanie
    --
    ...etwas Kultur muss sein...
    DENN DU BIST, WAS DU ISST
  • aka35 18.10.06, 21:03
    Wbrew temu co piszesz Triada nie jest takim solidnym biurem.Tak jak każde biuro
    musi zarobić na kliencie a ponieważ oferty Triady sa generalnie tanie toteż
    standard hoteli jest niski jak równiez jakość usług.Decydując się na tanią
    imprezę należy być przygotowanym na każda ewentualność.Oczywiście standard
    hotelu czy też wyżywienie nie jest tak istotne jeśli chcesz coś zwiedzić za
    niewygórowaną cenę.Mnie najbardziej denerwuje niezgodność ofert katalogowych z
    realem i niekompetencja pań z biur podróży których wiedza sprowadza się do
    informacji katalogowych.Praktycznie każdy wyjazd to wielka niewiadoma.
  • Gość: kazek IP: 83.238.11.* 13.09.06, 16:30
    ale ja chce gdzie wyjechac w fajne miejsce a nie koniecznie za 8000, moze byc za
    8 moze byc za 3, jak Ci powiem ze do 8 to mi wcisniesz koniecznie cos za 7930 a
    nie cos co mnie interesuje bo Ci sie zapala dolarki w oczach...
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 18:09
    Nie, Kazek, ja Ci niczego nie wcisnę, bo chyba swój rozum masz i potrafisz
    ppwiedzieć "to mnie nie interesuje", prawda? A jesli ktoś mówi, że chce wydać na
    osobę do 5000 PLN (na przykład), to nie proponuję dwugwiazdkowego hotelu ze
    śniadaniem, bo taki klient mnie wyśmieje.
  • Gość: mac IP: 193.59.95.* 12.09.06, 11:03
    Ja tak naprawdę to nie rozumiem o co wam chodzi. Pewnie najlepiej byłoby mieć
    tylko takich klientów, którzy przychodzą nie pytaja o nic i płacą. Niestety tak
    nie jest nie było i nie bedzie. I nie jest to tylko problem biur poróży, myśle
    że podobne odczucia maja sprzedawcy z salonów samochodowych, sklepów ze
    sprzętem elektronicznym itd. No przykro mi każda praca ma swoje wady i zalety.
    Raz się trafi na klienta idiotę raz się trafi na klienta który wie co chce i
    przychodzi właściwie wpłacic tylko pieniądze. Taki jest rynek i żadne dąsy
    pracowników biur podróży tego nie zmienią. Ludzie szanuja swoje pieniądze bo
    mają ich mało, a biur podróży, sklepów, salonów etc. jest dużo i własnie o tyo
    chodzi żeby mieć wybór. Wiem że trafia was czasami jasna cholera ale nikt was
    nie zmusza do tej pracy.
    Ja jako klient też mógłbym zgłaszać wiele uwag do pracowników biur podróży, ale
    nie widzę potrzeby ponieważ daję temu wyraz przez to, że jeżeli jestem źle
    obsłużony nie zostawię tam swoich pieniędzy. W tym roku przeznaczyliśmy z żoną
    na wyjazd wakacyjny ok. 20.000 pln liczyliśmy, że biura podróży do których
    będziemy zachodzić będą robiły duzo żeby pozyskać takiego klienta. Niestety
    było różnie od zupełnej ignorancji, przez porażającą niekompetencję po pełen
    profesjonalizm. Oczywiście kupiliśmy tam gdzie pani cierpliwie przez dwie czy
    trzy godziny przedstawiała nam ofertę, porównywała, sprawdzała itd. Tego
    właśnie oczekiwałem po obsłudze i tam zostawiłem pieniądze.

    Pozdrawiam i życzę samych normalnych klientów. Na idiotów trzeba się uodpornić
    bo oni sie wszędzie trafiaja zarówno wśród pracowników biur podróży jak i
    klientów.
  • Gość: platos IP: *.gtc.com.pl 13.09.06, 10:57
    Pomijam chamstwo i "buractwo" klientów bo to kwestia wychowania i kultury.
    Wszyscy wiedzą jak powinno się zachowywać ale nie wszyscy się do tego
    stosują... i jeszcze uważają się za "elitę"
    Tak jest w biurze podczas zakupu i na wyjeździe gdzie zawsze są tacy za których
    trzeba sie wstydzić.

    Nie zgadzam się jednak z pretensjami że ktoś przyszedł do biura i się wypytuje
    o to o tamto, że jest niezdecydowany itp.
    Wydaje mi się że właśnie na tym ma polegać Wasza praca. Na poradach, czasem na
    pomocy w decyzji i wyborze, rekomendacji. Nie możecie mieć pretensji że ktoś
    upierdliwie pyta o wszystko. Najłatwiej jest z takim klientem co sobie wybierze
    na necie lub w katalogu cel/hotel/opcje i o nic nie pyta tylko płaci i nie
    porównuje w innych biurach cen. Nie grymasi i nie kręci nosem...
    Takich klientów jest naprawdę niewielu.
    Szanowni wycieczkowi sprzedawcy - Wasza praca nie różni się wcale od pracy
    sprzedawców samochodów, telefonów kom. czy pań w sklepie mięsnym (może poza tym
    ze rąbać żeber nie musicie)... :) Tam klient też grymasi i idzie do innego
    sklepu czasem awanturę zrobi... Spytajcie sprzedawców telefonów. Wiecie ile
    musi się nagadać sprzedawca samochodu zanim sprzeda jedna sztuke?
    Nie możecie zatem mieć pretensji że ktoś coś od was chce bo dobry sprzedawca
    nie wypuści klienta z biura i wysle go nawet ne Kretę (bo to akurat ma w
    ofercie) choc ten chciał jechać na Majorkę i na pewno nie do Grecji. I co
    najważniejsze klient wróci ZADOWOLONY.

    Jeszcze jedno żeby nie było niedomówień. Nie namawiam Was do manipulowania
    faktami - a tak jest zazwyczaj w katalogach. Napradę cenię sprzedawcę który
    powie mi że ten hotel co go sobie wybrałem w katalogu to nie do końca wygląda
    tak jak na zdjęciu a oddalona 100m plaża to w rzeczywistości urwisko...
    Wniosek: każda praca jest trudna i każdą należy wykonywać dobrze.
  • Gość: crx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 14:53
    > Nie możecie zatem mieć pretensji że ktoś coś od was chce bo dobry sprzedawca
    > nie wypuści klienta z biura i wysle go nawet ne Kretę (bo to akurat ma w
    > ofercie) choc ten chciał jechać na Majorkę i na pewno nie do Grecji. I co
    > najważniejsze klient wróci ZADOWOLONY.

    Taaa... To właśnie jest w tej branży dziwne. Jak przychodzi klient po telewizor
    i twierdzi że jest w stanie zapłacić za niego 1000 zł, to mu nie będę wciskał
    radia bo mam akurat za 200 zł, bo puknie się w głowę i pójdzie do konkurencji.
    A w turystyce taka sytuacja powtarza się często:
    Przychodzi klientka, mówi "mam przeznaczone na wczasy 1600 zł, chcę lecieć do
    Tunezji na tydzień, hotel minimum 3* z HB". Spoko, daję katalogi, przedstawiam
    oferty, sprawdzam dostępność miejsc na wybrany termin, wspólnie znajdujemy
    niezły hotel 4*, dzwonię do organizatora ze szczegółowymi pytaniami, klientce
    hotel się podoba, ma cenę jaką chciała - wydaje się że wykupi wczasy. Ale nie,
    bo "może poczekamy na last minute, dam panu numer, jak cena spadnie to pan do
    mnie zadzwoni, a ja przyjdę i wykupię". Ok, "nas klient nas pan". Po jakimś
    czasie cena spadła o 10%, dzwonie do klientki, a ona że może jeszcze spadnie. No
    to ja się produkuję, że to już ostatnie miejsca, cena jest dobra i mogą zostać
    sprzątnięte sprzed nosa, ale klientka twardo obstaje przy swoim, mówi że
    poczekamy jeszcze 3-4 dni i jak nie spadnie to wykupi. Cena spada jeszcze o 5%,
    myśle kurde fajnie, chciała 3* za 1600, ma 4* za jakieś 1350, hotel jej się
    podobał - będzie zadowolona. Dzwonię, a ona mi na to że w biurze obok
    zaproponowali jej 2* za 950 i już wykupiła.
    Super.
  • Gość: R IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 22:20
    No i co z tego, ze po poltorej godzinie wyszukiwania klient dziekuje i wychodzi.
    Skoro mu nic nie odpowiada lub potrzebuje czasu na zastanowienie a moze jeszcze
    cos innegop to jego sprawa. Konsultanci w biurach podrozy wlasnie po to sa, zeby
    doradzac klientom, wiec nie rozumiem tego narzekania. Trzeba sie przyzwyczaic,
    ze to nie PRL i to klieny, ze klient moze wybrzydzac przy wydywaniu swoich
    ciezko zarobionych pieniedzy nie powinno byc niczym dziwnym dla czlowieka, ktory
    ma choc troche oleju w glowie.
  • Gość: kolejny.klient IP: 128.61.146.* 14.09.06, 09:17
    Aggie,
    Ja jestem klientem i tez nie uwazam, ze klientowi wszystko wolno.
    Ale Ty przesadzasz - klient po to do Ciebie przychodzi, zebys dla
    niego sprawdzila rozne opcje. Jak by byl super zdecydowany to by
    sobie wszystko kupil np. on-line bezposrednio u sprzedajacego usluge.
    Klient do biura podrozy przychodzi po POMOC W DECYZJI. I liczy, ze Ty
    masz wieksze doswiadczenie i mu doradzisz. I jeszcze raz - jesli klient
    jest niekulturalny, jestem po Twojej stronie, ale jesli prosi Cie o
    sprawdzenie roznych opcji i porade - jestem po stronie klienta!
    I zawsze myslalam, ze na tym polega praca pracownika biura turystycznego
    - ze szuka roznych opcji i doradza.... czy sie myle?
    Ja zwykle szukam wszystkiego sama przez internet i prawie w ogole nie
    korzystam z biur podrozy. Jestem wiec bardzo dobrym klientem :) -
    zawsze wie czego chce, nie kaze nic pracownikom szukac. Problem tylko
    w tym, ze na takich klientach jak ja nic nie zarobicie. Biura podrozy
    sa dla klientow niezdecydowanych.

    I jeszcze jedno: narzekacie na klientow, ktorzy wypytuja o oferte a potem
    odchodza do konkurencji.... Tez zupelnie nie rozumiem, dlaczego Was to
    dziwi... Takie sa prawa rynku - sprawdza sie kilka biur i wybiera najlepsza
    opcje. Moze boli, ale trudno. Jesli Wasza opcja bedzie najlepsza, to do Was
    klient wroci. To tak jakby sklep mial pretensje, ze klienci wchodza, ogladaja
    towar i wychodza, nic nie kupujac....
  • toolkien 09.09.06, 12:04
    wiem do kogo to była skierowana "spadówka", wcale nie interpretuję go po
    swojemu ani w innym kontekście. Niestety niepodpisany klient też niczym sobie
    nie zasłużył na potraktowanie go przez Ciebie "z buta". Nawet jeśli jest
    niegrzczny, pracownik biura powinien wykazać się klasą i nie reagować w sposób,
    który go upodabnia do aroganckiego klienta. Taka jest już praca w biurach
    podróży.
    Pozdrawiam ciepło :)
    PS
    nie tłumacz mi proszę, swoich postów po raz klejny, bo naprawdę mam opanowane
    zrozumienie tekstu :)
  • kiitek 09.09.06, 12:39
    toolkien napisała:

    > wiem do kogo to była skierowana "spadówka", wcale nie interpretuję go po
    > swojemu ani w innym kontekście. Niestety niepodpisany klient też niczym sobie
    > nie zasłużył na potraktowanie go przez Ciebie "z buta".

    Otóż zasłużył sobie,ponieważ jest arogancki


    Nawet jeśli jest
    > niegrzczny, pracownik biura powinien wykazać się klasą i nie reagować w
    sposób,który go upodabnia do aroganckiego klienta.

    Zgadzam się-pracownik biura musi go obsłużyć miło i rzetelnie,tak samo jak
    innych klientów-ale ja mogę mu powiedzieć "spadówka"-po pierwsze zasłużył na
    to,po drugie jesteśmy na forum internetowym, a nie w biurze podróży.


  • toolkien 09.09.06, 12:54
    na forum internetowym również nas obowiązują jakieś cywilizowane formy
    wypowiedzi i zasady kulturalnej dyskusji. Niepodpisany klient nic takiego
    obraźliwego Ci nie powiedział, więc nie uważam, żeby sobie zasłuzył na
    niegrzeczny zwrot :)
    Pozdrawiam ciepło
  • Gość: gosc IP: 212.81.200.* 14.09.06, 08:44
    jaki "niepodpisany klient"?? O czym wy mowicie??? Ze niby jak ktos sie
    podpisuje "toolkien" albo "kiitek" to jest w czyms lepszy niz ten co sie
    podpisuje "klient" albo "gosc"? Konto w GW mozna zalozyc w 2 minuty, tylko na
    potrzeby jednego forum (i nigdy go nie sprawdzac), wiec posiadanie konta nie
    jest zadnym podpisem. Moge sie podpisac "brygida wisniewska", ale co to zmieni?
    Tak ze gadajcie na temat, a nie krytykujcie cos calkowicie irrelewantnego
  • toolkien 14.09.06, 18:31
    czy te pretensje są do mnie?
  • Gość: Jolly Roger IP: *.zakoniczyn.net 27.09.06, 21:47
    Jesli Triada nie odpowiedziala w terminie na reklamacje to znaczy, ze ja
    zaakceptowala. Takie sa przepisy:)
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 18:14
    Nie, nie uważam tak, zresztą w moim topiku nie chodziło o tym, żeby pokazywać,
    gdzie jest miejsce klienta-petenta, jak w komediach Barei o czasach PRL-u,
    gdzie petent całował po rękach z wdzięczności, jak mu sie udało coś załatwić.
    To dzięki klientom mam pracę i pensję. Zresztą nie zamierzam sie zwalniać, bo
    swoja pracę lubię, a topik założyłam po to, żeby pokazać, że to nie jest zawsze
    tak, że to biuro podrózy jest be. Zresztą ktoś w tym wątku napisał już "a te
    wasze kłamstwa". Jakie nasze? To, że jakieś biuro podrózy okazało się
    niesolidne, nie znaczy, że biura podróży z reguły kłamią i oszukują. Powiem
    szczerze: pracuję w małej firmie rodzinnej, jak przygotowuje imprezę, to zawsze
    rozmawiam z pilotem, którego chcę zatrudnić, wspólnie omawiamy program,
    osobiście pilnuję, żeby wszystko było potwierdzone, zapłacone, itp. A w
    wielkich firmach, gigantach z zagranicznym kapitałem pracuje tyle osób, że jak
    ktoś dzwoni, to non-stop jest przełączany, bo nikt w zasadzie nie wie, kto się
    dana sprawą zajmuje.
  • Gość: ktoś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 09:39
    Bez przesady! Owszem pracownicy dla klientw ale czasem to co sie dzieje z
    klientami przechodzi ludzkie pojecie. Wymagają cholera wie czego za marne
    pieniadze! Polak zawsze musi pokazac swoją władzę wobec usługodawcy choć groszem
    ani kultura nie grzesz.. To smutne... Nie generalizuję że wszyscy sa tacy ale
    niestety sie zdarza:(
  • Gość: mac IP: 193.59.95.* 13.09.06, 13:15
    Człowieku na jakim świecie ty żyjesz. Co chcesz od klientów, ludzie wydają
    ciężko zarobione pieniądze to wymagają. Dla jednego wakacje za 1500 zł będzie
    to olbrzymi wydatek a dla innego 20.000 to drobna przyjemność. Zobacz jak jest
    w USA albo w krajach starej UE konkurencja wypluwa z rynku takich maruderów jak
    ty. Każdy klient jest na wagę złota. Oczywiście pomijam tu sytuację gdy ktoś
    zachowuje się chamsko i ci obraża dla takich idiotów nie ma pobłażania.
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 20:48
    Ale niektórym nie wtyłumaczysz, że za 1500 złotych nie pojedziesz do 5-cio
    gwiazdkowego hotelu z All Inclusive na cały tydzień. Jak sie nie ma za dużo
    pieniędzy, to trzeba się zadowolić skromniejszymi warunkami... albo iść do
    biura, które obiecuje luksusy za grosze. A na miejscu brud i syf.
  • Gość: kola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 12:38
    pewnie dlatego,ze zarabiamy o wiele mniej od ludzi z USA
  • Gość: Jolly Roger IP: *.zakoniczyn.net 27.09.06, 21:45
    toolkien nie rozumiesz sprawy:) bo nie pracujesz w biurze podrozy.
    Wiele razy klienci wyciagaja info i ida kupic gdzie indziej. To nie jest
    kwestia "bierze pan albo spada". Pracownicy okazuja szacunek klientom, ale
    oczekuja za swoja wiedze i poswiecony czas lojalnosci. Minimum lojalnosci. Mnie
    ku^^^ strzela jak dzwoni klient, udaje kogos obcego, zeby wyciagnac informacje.
    Jak w przedszkolu. Poza tym jesli trzyma sie dla kogos rezerwacje i ten ktos
    rezygnuje, wypada chociazby maila wyslac z info prawda? Poniewaz nas takie
    rezerwacje tez kosztuja. Nie chodzi tu o finanse, ale o cenny czas.
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 17:47
    Własnie, z tym trzymaniem rezerwacji na słowo... my się staramy tak robić, bo
    niektóre biura nie przedłużą opcji nawet o godzinkę, dlatego często idziemy na
    rękę klientowi. Niektórzy wykupuja impreze w wyznaczonym terminie, inni przed
    upływem terminu dzownią i informują, że zrezygnowali i żebyśmy nie trzymali
    miejsc, inni... milczą. Pół biedy, jesli do imprezy jest miesiąc, ale jesli
    zostają trzy dni, to nie zawsze uda się sprzedac miejsca w tak krótkim czasie, a
    bywa, że z powodu takiej rezerwacji informowalismy innego klienta, że juz nie ma
    miejsc. I często zostawalismy z miejscami, których nie udalo się sprzedaź.
    Pewnie, biuro od tego nie zbankrutuje, ale zawsze lepiej jest sprzedac niż nie.
    Mam nawet prywatną "czarną listę" osób, które w przyszłym roku robiąc rezerwację
    otrzymaja konkretny termin, którego nie przesunę im nawet o godzinę. I wtedy
    zdziwi sie taki klient, który przyjdzie tydzień po terminie z informacją, że
    jednak się zdecydował i dowie się, że skoro nie zgłosił się wcześniej, miejsca
    sprzedano komuś innemu.
  • Gość: rodaczka az granic IP: *.alb.east.verizon.net 12.09.06, 17:11
    Się nie podoba, to do innej roboty ! Klient wydaje pieniądze i ma
    > prawo grymasić i rezygnować z rezerwacji !


    ....a moze tak; nie podoba sie,to....- skoro juz tak bardzo dbasz o gramatyke
    jezyka polskiego ?!!!







  • Gość: Andrew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 17:53
    Drogi kliencie:
    typowo polskie myślenie: "płacę się należy" łącznie z wyłożeniem nóg na
    siedzenie: "przecież płace" nie raz słyszałem taki tekst, to nie tak to ze płacę
    tzn wymagam, a nie zachowuje się jak prostak co ma kase i leci se na
    Dominikanę,po przylocie bierze taśmę i mierzy odlewgłość z hotelu do plaży i
    awantura gotowa bo mu wychodzi 207 metrów a w ofercie było 200m, ( nie zmyśliłem
    to fakt ze skargi na niewłaściwy poziom i standard usługi :)) klient ma prawo
    otrzymać rzetelną informację w Biurze, ma być obsłużony przez miłego pracownika
    - fakt, jak klienci innych firm sklepów itp nie mówmy o rzeczach oczywistych-
    ale klienta obowiązują też jakies zasady i formy, czasami trzeba poczekać w
    kolejce bo akurat obsługujemy inne osoby, które też oczekują pełnych informacji,
    przyznać się do błedu np. przy zakupie biletu bo okazuje się że klient podał
    odwrotna relację lotu potwierdził ja gdy czytałem informację przed
    zatwierdzeniem sprzedaży - "ale nie ja mówiłam z Londynu do Krakowa, a nie
    odwrotnie, to pan źle zrozzumiał"- ot samo zycie.
    Poza tym nie traktujcie wszystkichj Biur i ich pracoweników jak ludzi którzy tam
    siedzą i pracują tylko po to żeby wszystkich klientów naciągnąć i oszukać a
    potem zwinąć interes.
    miłych podrózy z uczciwymi Biurami


  • nessuno 12.09.06, 19:38
    Gość portalu: klient wystękał(a):
    > Drodzy pracownicy biur podróży. Wy od tego jesteście, żeby spełniać zachcianki
    > klientów.Się nie podoba, to do innej roboty ! Klient wydaje pieniądze i ma
    > prawo grymasić i rezygnować z rezerwacji !

    Nie wystarczy mieć kasę, trzeba jeszcze mieć KLASĘ. Jak ktoś jest ćwokiem, który
    mysli, że każdego wokół może tresować, bo ma kasę, to ja się nie dziwię, że
    pracownicy biur podróży mają o was takie zdanie.
    --
    "marsz,marsz Dombrooski
    z ziemi polskiej do Wolski"
    wPISdu
  • Gość: spec IP: *.crowley.pl 13.09.06, 15:09
    Masz racje drogi kliencie, ze naszym zadaniem jest spelniac oczekiwania ale nie
    zachcianki klientow. Musisz natomiast pamietac ze jak masz malo kasy to nie
    mozesz oczekiwac ze spotka cie luksus w pobycie i przelocie. Malo placisz to i
    malo dostajesz. Nie kupisz Toyoty RAV4 za cene malucha. Ale przede wszystkim
    nalezy pamietac ze klient z klasa to klient kulturalny. Taki zawsze dostaje to
    za co zaplacil.
  • Gość: Remik IP: *.warszawa.dialog.net.pl 13.09.06, 16:14
    Zgadzam się, należy obsługiwać tylko klientów w krawatach, bo klient w krawacie
    jest mniej awanturujący się.
  • marghot 14.09.06, 08:26
    Gość portalu: klient napisał(a):

    > Żadania piszemy przez "Ż".
    > Drodzy pracownicy biur podróży. Wy od tego jesteście, żeby spełniać
    zachcianki
    > klientów.Się nie podoba, to do innej roboty ! Klient wydaje pieniądze i ma
    > prawo grymasić i rezygnować z rezerwacji !

    ale nie ma prawa być chamski! nie ma prawa nieszanować innych!
    Pracownicy biur nie są niewolnikami, a partnerami w transakcji!


    --
    Grafomani rozmawiają o sztuce, artyści - o kobietach, jedzeniu i pieniądzach
    A. Rubinstein
  • tygryska_28 15.09.06, 10:05
    Obowiązuje też pewna kultura osobista, ale nie wszystkich jak widać ;))
    Dużo więcej można załatwić spokojnie a nie wyżywając się na często bogu ducha
    winnych pracownikach siedzących za biurkiem...
    Nie chciałabym mieć z Tobą do czynienia w żadnej służbowej sytuacji... Boże
    chroń nas od takich petentów ;))

    Klient wydaje pieniądze ale w umowie nie jest napisane, że może wydziwiać,
    obrażać, grymasić. Trzeba tylko dokładnie czytać umowy...

    Takie rzeczy to tylko w Erze ;)))
  • tygryska_28 15.09.06, 10:06
    ;))
  • Gość: oli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.06, 17:03
    Jesteś idiotą
  • Gość: ciekawy IP: 217.97.185.* 13.09.06, 20:57
    Pytanie z innej beczki
    Jakie są zarobki po kierunku studiów turystyka i rekreacjia??
    Na jakich stanowiskach?
  • Gość: MYSZKA IP: *.chello.pl 13.09.06, 21:57
    Niewiele, max 1500 brutto
  • Gość: natalka691 IP: *.um.bielawa.pl 15.09.06, 12:02
    Nie róbncie sobie żartów. Jesteście dla klientów, dzięki nam kilentom macie na
    chleb drodzy Państwo. Piszecie o przekrętach klienta, że chciał 200 zł z
    Funduszu Socjalnego-owszem był nieuczciwy. Ale uderzcie się w piersi i spójrzcie
    w wasza rachunkowośc-tam zapewne s a przekręty większego kalibru. Nier ma dla
    Was nic na usprawiedliwienie. A sam fakt, że krytykujecie klientów i zakładacie
    taki wątej juz świadczy o Was fatalnie. Dno.
  • Gość: svamp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.06, 17:19
    No proszę, sami przekręciarze i oszuści w tej branży pracują :)

    A przy okazji, z pracy piszesz?

    IP: *.um.bielawa.pl
    Gość: natalka691 15.09.06, 12:02
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.06, 17:38
    Nie o to chodziło, że klient chce wyciągnąć 200 złotych z Funduszo Socjalnego.
    Ale skoro tak robi, niech nie zgrywa wielkiego Pana, który jeździł Bóg wie
    gdzie i przyzwyczajony jest do najwyższych luksusów. Bo tylko pogarda człowieka
    ogarnia, jak sie widzi buraka, który nie dośc, że udaje bogacza pełną gęba, to
    jeszcze myśli, że ma prawo zachowywać się jak wielka gwiazda.
  • magda19853 08.09.06, 08:38
    albo inna sytuacja. Jedziemy sobie do Grecji i zatrzymujemy sie na goracy
    posilek na Slowacji, Serbii / zreszta miejsce jest niewazne /
    Wiadomo, sezon urlopowy, wiec zawsze przed knajpa jakis autokar juz stoi i
    trzeba troche poczekac.
    I glosy polowy autokaru :
    Ze specjalnie tu sie zatrzymuja, bo i pilotka i kierowcy chca bezplatnie
    ŻEŻREĆ . A wiadomo, ze nawet jakby sie zatrzymali gdzie indziej to i tak
    bedzie kolejka.
    Albo sprawa odpoczynku kierowcow Oburzenie czesci autokaru, ze po przyjezdzie
    do Grecji kierowcy maja 8 godzin odpoczynku i nie jada z powrotem do kraju . No
    bo wiadom, pokoje trzeba opuscic okolo 10, a wyjazd jest kolo 18. I ta czesc
    nie ma sie gdzie podziac.
    To nie MPK, dla mnie kierowca na tej trasie jest swiety. I jak inni sobie spia,
    ogladaja video ON MUSI MIEC OCZY W DUPIE zeby nas calo i szczesliwie dowiezc.
  • komentator15 12.09.06, 16:11
    No to w czym problem wykupic jeszcze jedna dobe hotelowa i miec pokoj do
    18????? ale polacy sa wyrachowani, gorzej niz szkoci, zeby tylko wiecej
    zlotowki nie przeplacic bo sie nie oplaci.. wstyd.. A zauwazyliscie ze na
    lotniskach polacy siedza na walizkach pod kafejkami a wszycy inni w kafejkach
    pijkac kawe i czytajac gazety?? A polacy wcinaja buly i pija wode z butelek
    siedzac na walizkach,, tak szkoda tych 2 euro na kawe???? zenada...
  • Gość: gosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 15:42
    A te wasze kłamstwa,jaki to piękny hotel i plaża i.t.p,i.t.d.To tak jakby
    wyzwać od k i h.
  • albania1 08.09.06, 16:29
    Aggie - ale Tobie właśnie za to płacą żebyś siedziała, uśmiechała sie i
    spełniała żądania klientów (albo chociaż robiła wrażenie, że chcesz spełnić).
    Na tym polega praca w usługach. Przecież nikt Cię na siłę w tej pracy chyba nie
    trzyma, postaraj się znależć coś co bardziej Ci będzie odpowiadało.
    A Tobie nigdy nie zdarzyło się przymierzyć czegoś w sklepie i nie kupić? Albo
    kupić gdzieś indziej, taniej?
  • Gość: web IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 17:32
    ja rozumiem o co chodzi. W zyciu osobistym odnosze sie z szacunkiem i do
    sprzątaczki i do dyrektora jakiejś firmy. jest spora grupa klientów, którzy
    również wyznają ta zasadę. Ale są tez tacy, którzy zaczynają rozmowę od ataku.
    Właściwie jeszcze nie zaczęli byc obsługiwani, a już wiszą nad biurkiem i innym
    klientem żądając natychmiastowej uwagi. Cała rozmowa odbywa się na "nie".
    napewno ten hotel jest dziadowski, napewno firma go oszuka, dostanie gorszy
    pokój niz niemiec itp.
    Staramy sie być przychologami. Po sezonie jestesmy bardzo zmęczeni.

    ps. w tym roku mielismy jedna ustna reklamację, co oznacza, że chyba trafiamy w
    potrzeby klienta. :)
  • Gość: jasio IP: *.iry.warszawa.supermedia.pl 12.09.06, 11:57
    Kwiecie pracowników biur podrózy
    powiedzcie mi dlaczego pisze sie np ze wycieczka jest 11 dniowa
    Pierwszy dzień to wylot o godzinie 23.00 bo to charter i lata noca
    Jedenasty dzień wylot o 6.00 czyli wycieczka jest 9 dniowa
    Dlaczego mam placic napiwki przez pilota . Jezeli chce placic napiwki to sam
    place a to biuro podrozy powinno placic napiwki podobnie dlaczego mam placic na
    lotnisku za wize
    To wszystko po to aby zanizyc pozornie koszty pobytu
    Dlaczego np w Hiszpanii, Turcji wycieczka fakultatywna kosztuje co najmiej dwa
    razy tyle co wycieczka z miejscowego biura czesto o wiele lepszego niz to co
    oferuje biuro.
    Dlaczego ... może skończe i potem się dziwicie ,że my Was nie najlepiej
    spostrzegamy
  • kiitek 12.09.06, 15:46
    Gość portalu: jasio napisał(a):

    > Kwiecie pracowników biur podrózy
    > powiedzcie mi dlaczego pisze sie np ze wycieczka jest 11 dniowa
    > Pierwszy dzień to wylot o godzinie 23.00 bo to charter i lata noca
    > Jedenasty dzień wylot o 6.00 czyli wycieczka jest 9 dniowa

    Liczy się doba hotelowa,co bylo juz zaznaczane na tym forum wiele razy.


    podobnie dlaczego mam placic na
    >
    > lotnisku za wize

    No jasne,moze za Twoją wizę ma placic biuro podrózy...??


  • wojtek37k 12.09.06, 15:58
    Tak , niektóre biura podróży podają cenę imprezy turystycznej , już z
    doliczonym kosztem wizy np. Scan , Tui , Necerman .
  • wojtek37k 12.09.06, 15:54
    Drodzy pracownicy biur podróży , jakże często skarżycie się na klientów ,
    dzięki którym przecież jednak dostajecie pensje . Tak to już jest , że
    niektórzy klienci muszą niestety dowartościować się waszym kosztem . Ja mimo ,
    że nie pracuję w turystyce , mam doczynienia z "klientem" , zamykam buzię w
    ciup i zarabiam pieniądze , tego również uczę moich pracowników szacunku do
    klienta. Przytaczane przykłady w tej dyskusji , o tym , jacy to ważni są
    klienci dla was , do momentu dokonania pełnej wpłaty , mają miejsce zbyt
    często . W mojej branży , czy klient marudzi , czy nie , obowiązuje zasada , że
    zadowolony klient wraca . W turystyce często chyba o tym zapominacie . Gdzie
    podziewa się cierpliwość pracownika , gdzie programy lojalnościowe dla
    klientów . Sami w pewnym momencie również stajecie się klientami , spójrzcie na
    własne wymagania , później krytykujcie innych .
    Życzę i wam , i sobie jeszcze większej cierpliwości wobec klienta .
    Pozdrawiam Wojtek
  • drzejms-buond 12.09.06, 16:10
    hmmm
    liczę ,ze jednak powrócicie, w końcu ,do GŁÓWNEGO TEMATU TEGO WĄTKU..
    bo zaczęło sie ciekawie...

    temnat klientów dotyczy nie tylko samych biur podróży
    Polakom sie wydaje, że skoro mamy kapyyytalyyyzm, to "wszystko na ten tychmiast,
    na poduszkach i z honorami..."
    najpierw , kurde, niech ZAPŁACI a potem wymaga!
    :-D)
    mam podobnie, choć w innej branży.
  • Gość: Andrew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 18:00
    Drogi kliencie:
    typowo polskie myślenie: "płacę się należy" łącznie z wyłożeniem nóg na
    siedzenie: "przecież płace" nie raz słyszałem taki tekst, to nie tak to ze płacę
    tzn wymagam, a nie zachowuje się jak prostak co ma kase i leci se na
    Dominikanę,po przylocie bierze taśmę i mierzy odlewgłość z hotelu do plaży i
    awantura gotowa bo mu wychodzi 207 metrów a w ofercie było 200m, ( nie zmyśliłem
    to fakt ze skargi na niewłaściwy poziom i standard usługi :)) klient ma prawo
    otrzymać rzetelną informację w Biurze, ma być obsłużony przez miłego pracownika
    - fakt, jak klienci innych firm sklepów itp nie mówmy o rzeczach oczywistych-
    ale klienta obowiązują też jakies zasady i formy, czasami trzeba poczekać w
    kolejce bo akurat obsługujemy inne osoby, które też oczekują pełnych informacji,
    przyznać się do błedu np. przy zakupie biletu bo okazuje się że klient podał
    odwrotna relację lotu potwierdził ja gdy czytałem informację przed
    zatwierdzeniem sprzedaży - "ale nie ja mówiłam z Londynu do Krakowa, a nie
    odwrotnie, to pan źle zrozzumiał"- ot samo zycie.
    Poza tym nie traktujcie wszystkichj Biur i ich pracoweników jak ludzi którzy tam
    siedzą i pracują tylko po to żeby wszystkich klientów naciągnąć i oszukać a
    potem zwinąć interes.
    miłych podrózy z uczciwymi Biurami
  • Gość: jasio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 21:21
    hej ja bulem z JetTourist w Turcji bylo podane ze z hotelu do plazy jest 300 m
    natomiast do plazy jak juz opodano w folderze hotelu bulo 900 m
    ale to byla droga przez hotel ***** a ochrona nie zawsze puszczala nas i
    kazala iść droga a to juz bylo 1800 metrow. Napisalismy reklamacje i
    otrzymalismy odpowiedź, ze sa różne drogi a oni w przyszlym roku rezygnuja z
    tego hotelu
    i co sznowny pracowniku opowiadaszo 200 m i 207 m
    Chyba wiekszość dyskutantów z biur podróży to pracuje w nich przypadkowo i nie
    dostała sie naprzykład do banków, bo z tymi opiniami to na pewno tam nie
    znależliście miejsca
    do mnie przychodzi babcia i przez dwie godziny pyta i pyta a ja jestem tak
    wyszkolony ze odpowiadam cierpliwie i jak umiem uprzejmie i możecie wierzyc lub
    nie ale nie sprawia mi to przykrości to mój job i tyle ale ja aby zając moje
    stanowisko byłem szkolony długo i nie tylko w kraju a Wy kursik i czesto
    robicie dopiero licencjat w Wyzszej Szkole Kaligrafii i Gotowania i do roboty
    Jesteście sfrustrowani i tyle
    Jedyna rada zmienic profesje
  • Gość: Acomitam IP: *.flashnet.pl 25.09.06, 00:38
    Nie dziwię się, że nie pracujesz w biurze podróży. Sądząc po stawianiu znaków
    interpunkcyjnych to pewnie od niedawna masz do czynienia z kompem.
    Pozdrawiam i życzę duuużo sukcesów
  • Gość: oli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.06, 17:07
    jaką pensję? czy wy myślicie że my zarabiamy? to jest egzystencja
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.09.06, 17:12
    Jej placa za to, zeby jak najwiecej sprzedala, a ci ktorzy to kupia byli
    zadowoleni. Mysle, ze do jej obowiazkow nalezy wiec splawianie marudnych i
    roszczeniowych dusigroszy, ktorzy zajma jej czas (a pieniedzy i tak nie
    zostawia), ewentualnie zepsuja humor pozostalym uczestnikom.
    Ps. W sklepie (wiedzac, ze nic nie kupie, bo za drogo albo wybralam gdzie
    indziej) nie gonie ekspedjentki zeby mi z gornej polki podawala 20 rzeczy w nie
    moim rozmiarze - bo chce dotknac.
  • Gość: Cmok IP: *.hsd1.nj.comcast.net 12.09.06, 20:44
    Ludziska naoglądają się kolorowych FOTEK, NA KTÓRYCH NIE WIDAĆ SUFU a potem oczekują CUDÓW za $5. Ostatnio
    dyskutowałem na forum o Indiach z palantem-ekspertem 'od Indii', że tam niby
    można komfortowo za 2-4 USD.
    Owszem, wszędzie można ale zależy co.
  • Gość: ola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.06, 16:27
    Na forum o Indiach to już mają dość Twoich mądrości ...
  • Gość: Arek IP: *.lucent.com 12.09.06, 21:22
    Z doświadczenia wiem, że jako klient w biurze podróży NALEŻY być upierdliwym.
    Jeżeli będzie się grzecznym i sympatycznym to wcisną Tobie najgorsze wycieczki,
    miejsca hotelowe czy atrakcje. Dlatego ja kupuje wycieczki na "buraka", bo wtedy
    mam pewność że nie wcisną mi kitu.
  • Gość: pracownik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 21:31
    czytam i czytam... czemu tyle nienawiści w Was jest? tyle jadu... nie ważne czy
    sie jest pracownikiem czy Klientem, każdy zasługje na szacunek i miłe
    traktowanie...

    a ty Arku jezeli masz takie podejście hm... nie skomentuje... nie można
    wszystkich tak samo oceniać.


    Pozdrawiam
    "Pracownica"
  • www.globaltc.eu 12.01.07, 15:50
    Problem w tym, że pracownicy biur w ich imieniu kantują klientów i po chamsku
    ich traktują nie będąc na tym w niczym stratni...
    ---
    Turysto, turysto... www.globaltc.eu/_svd,pl/173,97,144/
  • Gość: jasio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 21:34
    Witam ja bylem z JetTourist w Turcji w folderze byla informacja, ze z hotelu do
    plazy jest 300 m
    natomiast do plazy jak juz opodano ale w folderze hotelu to 900 m
    ale to byla droga przez inny hotel ***** a ochrona nie zawsze puszczala osoby z
    zewnątrz i
    kazala iść droga obok hotelu przez smietnik a to juz bylo 1800 metrow.
    Napisalismy reklamacje i
    otrzymalismy odpowiedź, ze sa różne drogi a oni w przyszlym roku rezygnuja z
    tego hotelu
    i co sznowny pracowniku opowiadasz o 200 m i 207 m
    Chyba wiekszość dyskutantów z biur podróży to pracuje w nich przypadkowo i nie
    dostała sie na przykład do banków, bo z tymi opiniami to na pewno tam nie
    znależliście miejsca
    do mnie przychodzi babcia i przez dwie godziny pyta i pyta i dziekuje i mówi że
    musi sie poradzić wnuczka czy założyc konto
    a ja jestem tak wyszkolony ze odpowiadam cierpliwie i jak umiem uprzejmie i
    możecie wierzyc lub
    nie ale nie sprawia mi to przykrości to mój job i tyle ja nie mogę wyrazić
    zniecierpliwienia dlaczego ale ja aby zając moje
    stanowisko byłem szkolony długo studia , magisterskie, MBA szkolenia i nie
    tylko w kraju ( podstawowe prawo nie zadowolony człowiek powie o tym 10 innym
    osobom)a Wy kursik i czesto
    robicie dopiero licencjat w Wyzszej Szkole Kaligrafii i Gotowania i do roboty
    jako handlowiec w prestizowej Triadzie ( byłem z nia raz i never)
    Dlaczego tak nie jest np w TUI, Neckermanie kiedys w Wingu
    Jesteście sfrustrowani i tyle
    Jedyna rada uczyć sie i zmienic profesje
  • Gość: Andrew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 22:04
    Twoja opinia jest porażająca, bardzo mnie zmartwiła, chyba rano złoże
    wypowiedzenie z pracy w Biurze Podróży i zatrudnię się w Banku mozesz być
    spokojny o moje wykształcenie, kwalifikacje. Widzę jednak ze masz problemy ze
    zrozumieniem tego co czytasz, ja podałem swój przykład z odległością od plaży a
    Ty swój, więc dlaczego nas wszystkich obrażasz???? Nikt z nas nie twierdził, ze
    po 10 min stajemy sie opryskliwi i przestajemy udzielać informacji klientowi i
    np wyrzucamy go z Biura. Myślę że każdy, którego praca polega na kontakcie z
    ludźmi (obojętne jaki to sektor, czy branża) moze podać wiele opisów
    kontrowersyjnych, trudnych sytuacji z klientami, ale zupełnie czym innym jest
    opisywanie na forum tych zdarzeń, a zupełnie inaczej wygląda obsługa w Biurze,
    my w trakcie obsługi nie wyrażamy swoich opini o kliencie tylko staramy się
    zrobić weszystko by był zadowolony i do nas ponownie przyszedł, np za rok kupić
    kolejne wczasy lub wycieczkę ( ja osobiście nie stosuję amerykańskiego uśmiechu
    bo to nie Mc ....)ale staram się rzetelnie i profesjonalnie rozmawiać z
    klientem. Nie widzę powodu byś nas tu obrażał ( a co do kursów to nie wiem skąd
    i czym poparta jest Twoja opinia- owszem jest coś takiego jak kurs Pilotów
    wycieczek, kurs Przewodników, ale takie są wymagania Ustawy o Turystyce- ale te
    kursy nie są zamiast tylko dodatkowo)Dobrze jest wiedzieć o czym się pisze.
    Piszesz że do Ciebie przychodzi babcia i zdaje pytania a Ty cierpliwie na nie
    odpowiadasz bo tak Cię długo szkolili- widocznie musieli bo byś się pewnie bez
    szkolenia zachowywał jak "burak" za biurkiem - bo do mnie do Biura Podrózy nie
    przychodzi "babcia" tylko klientka i ja też nie wyrażam zniecierpliwienia i nie
    sprawia mi to "przykrości" (dziwny stan w tej sytuacji :) )nie dlatego, że mnie
    "wyszkolili" tylko dlatego że mam szacunek dla swoich klientów, a szczególnie
    dla starszych klientów i wyznaje zasadę że najlepszą reklamą jest zadowolony
    klient- to też dewiza mojego szefa
    W Biurze Podróży nie pracuję jak piszesz przypadkowo tylko dlatego że lubię tę
    pracę, lubię ludzi i mam do nich szacunek, a w Bankach do których się wg Ciebie
    - my pracownicy BP się nie dostaliśmy też nie jest tak idealnie (widocznie nie
    wszystkich zdążyli przeszkolić, lub szkolili za krótko)
    pozdrawiam wszystkich pracowników Biur Podróży
  • Gość: mika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 23:15
    Szczerze to bardzo się dziwię, że istnieją ludzie, którzy przychodzą do biura i
    chcą, aby ktoś im wymyslił wakacje. Jak można nie wiedzieć dokąd chce się
    jechać? W dobie Internetu? A i foldery też są dla ludzi i wiele można z nich
    wyczytać - standard hotelu, wyżywienie, dopłaty, etc. Wielokrotnie przekonałam
    się dzwoniąc do róznych biur, że często lepiej znam ich ofertę niż oni sami,
    a jeśli naprawdę są jakieś kwestie nie ujęte w katalogu, np. jak długi czas
    zwiedzania danego obiektu jest przewidziany- dowiaduję się, że to zależy od
    pilota i nie potrafię mi powiedzieć :( Tak więc z moich doświadczeń wynika, że
    kontakt z biurem jest zupełnie bezcelowy, toteż ograniczam się wyłącznie do
    wpłat na konto i nie jestem narażona na kontakt z zapracowanymi i udręczonymi
    przez natarczywych klientów pracownikami BP.
  • Gość: adamussss@gazeta.p IP: *.chello.pl 13.09.06, 00:00
    Gościu masz chyba bardzo mocno sfrezowaną psychologię, że tak się wyrażę :))
    Masz MBA, masę szkoleń, magistra i Bóg wie co jeszcze, zajmujesz "zaszczytne
    stanowisko w Banku", na które nikogo "po biurze podróży z licencjatem w ręku nie
    chciano wiąć" i zakładasz konta czyli mówiąc krótko siedzisz na pierwszej linni
    obsługi klientów w banku dobrze ja zrozumiałem ???? Buhahahahahahahaa LOL gościu
    zarabiasz maks 1200 na rękę. Pracownicy na takim stanowisku co trzaskają konta
    babciom (nie obrażając osób starszych) są najgorzej opłacaną kadrą w bankach. O
    rzesz w mordę ale się z Ciebie uśmiałem :)))))))))))) MBA heheheheeheheheheheh
  • Gość: jasio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 01:38
    To ja sie usmialem Nie zdales najbardziej prymitywnego podrecznikowego testu na
    badanie odpornosci na stesy.

  • Gość: Aniczka IP: *.chello.pl 13.09.06, 07:06
    Wybacz, ale ja ukończyłam dwuletnią szkołę policealną o sspecjalności obsługa
    ruchu turystycznego w tym pilotaż i przewodnictwo, potem skończyłam AWF w
    Krakowie na kierunku Turystyka i Rekreacja sstudia magisterskie . A więc o
    szkole kaligrafii i gotowaia nie ma mowy. Praacownicy biur podróży to także
    ludzie wykształceni. Pozdrawiam A.
  • Gość: Aniczka IP: *.chello.pl 13.09.06, 07:11
    Przepraszam za literówki
  • ritti 13.09.06, 08:18
    Wyjazdy organizuje sobie sam,wiec "przekrety" i niekompetencja BP mnie nie
    dotykaja. I ZAWSZE wybieram miejsce,bedace z dala od polskich
    lastminutowych "turystów",ktorzy gdzie sie nie pojawia,robia bydło:)
    Pozdrawiam
  • Gość: basia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 17:08
    my wszystkim burakom wciskamy najgorsze miejsca jako naszą zemstę za
    upierdliwość. Każdy sympatyczny klient może liczyć na to, że poświęcimy mu dużo
    czasu żeby znaleźć coś fajnego. Buraka trzeba szybko spławić żeby nam dupy nie
    zawracał. Powodzenia na przyszłość
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 18:44
    To nie jest tak, że biura wciskają najgorszy kit klientom sympatycznym.
    Oczywiście zalezy to od biura, jesli jakies nie dba o to, żeby klient wrócił do
    nich za rok, albo jesli pracownik jestniekompetentni i ma wszystko gdzieś, to
    zapewne wciśnie byle co osobie niewiele się w temacie orientującej. Jeśli ktos
    komuś ma wciskac kit, to prędzej komuś, kto od progu zachowuje się arogancko na
    zasadzie "masz, czego chciałeś". Poza tym jeden arogancki i upierdliwy klient na
    wycieczce potrafi "rozwalić" całą grupę, czyli denerwować rezydenta marudzeniem,
    że na korytarzu była mrówka, a w nocy wiatr wieje i nie mozna siedziec na
    balkonie i uprzykrzać życie swoim marudzeniem reszcie grupy, dlatego takich
    klientów często się po porstu zbywa, bo więcej z nich szkody niż pożytku.
  • Gość: brrrrr IP: *.hsd1.nj.comcast.net 13.09.06, 08:18
    Nie rozumiem tej dyskusji. W cywilizowanych krajach oddaje sie towary bez
    przyczyny z natychmiastowym zwrotem pieniedzy, sklada sie skargi na firmy w
    niezaleznych instytucjach chroniacych konsumenta. Zgodnie z zasada "klient-nasz
    pan". Tak wiec nie rozumiem, po co ta zbedna dyskusja sfrustrowanych Pan z biur
    podrozy, ktorym wlasnie placa za obsluge klientow, a nie krytykowanie tych,
    ktorzy nie zdecydowali sie na Wasze uslugi. Widac znalezli lepsza oferte i takie
    sa prawa wolnego rynku. Ta naturalna kolej rzeczy sprawi, ze "ostana sie"
    uczciwi, godni zaufania i dbajacy o klientow.
  • Gość: jasio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 09:15
    Przepraszam ale chcialem przetestować test z Harvard Business School i
    dziekuje za współprace, moja właściwa specjalność to szkolenie kadry
    menedżerskiej
    I teraz pare wyjasnień
    1. w orginale jest Grand mother czyli babcia bo w końcowej fazie okazuje sie,
    ze jest to babcia najbogatszego człowieka z Texasu i biedaczka nudzi sie i
    dorabia sobie badając wrazliwośc obsługującego na stresy w bankach swego wnuka
    ( nie sa jej potrzebne $ ale chce coś robić)
    2. pracownicy zakładający konta w oddziałach Gold, Prestige, Home Banking sa
    najlepiej wynagradzanymi pracownicy banku. Kazdy może przyiść np do Home
    Banking w BRE i chcieć załozyc konto oczywiście jeżeli ma wolnych co najmniej
    500 tys zł ale ty nie wiesz czy on ma taka kwote czy sie nudzi albo jest
    dzienikarzem albo i to sie zdarza, pracownikiem agencji która ma na celu
    sprawdzic jak pracujesz
    Rozumiem ze tych ostatnich póki co nie macie w firmach turystycznych takich
    metod sprawdzania waszego profesjonalizmu
    A tak powaznie to ja nie lubie JetTravel i Triady bo sie na nich sparzyłem o
    Triadzie słyszałem ale ona tylko jedyna oferowała objazdowa Sycylie
    Jeszcze raz przepraszam za mała prowokacje ale ta dyskusja mnie do tego
    sprowokowała i otrzymałem bardzo ciekawy materiał do dyskusjii z słuchaczmi
    Powodzenia i nie dajcie sie, czasami przed praca trzeba łyknąc w zaleznosci od
    osoby Kalms albo cos mocniejszego( nie za duzo ale dobry koniak nikomu nie
    zaszkodził)
  • Gość: Andrew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 12:59
    Jak myślisz że Ci uwierzymy bardzo profesjonalny pracowniku Banku jakiego bądź
    to jesteś w błędzie- siedź sobie tam za te 1200zł - i nie nawijaj o badaniu
    Harvard Business School i tyle
    pozdrawiam ze słonecznego Krakowa wszystkich klientów i pracowników Biur Podróży
  • Gość: mac IP: 193.59.95.* 13.09.06, 13:26
    No niezły z Ciebie palant takiego bufona na forum dawno nie było !
  • Gość: mac IP: 193.59.95.* 13.09.06, 13:29
    oczywiście chodzi mi o tego pozal sie boże pracownika banku. Co za dupek
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 20:45
    Prawda jest taka, że niedługo ostaną się biura-giganty takie jak Tui-Neckermann
    czy Ecco HOliday. Te firmy kupują w hurtowych ilościach miejsca w hotelach i
    dają bardzo niskie ceny, często kosztem gorszych usług, bo wiedzą, że dla
    polskiego klienta najwazniejsza jest cena. Polski klient pójdzie tam, gdzie kupi
    wycieczke o 50 zlotych tańszą. A potem składa skargi, że rezydent jeden na 50
    hoteli i w dodatku nie mówi po polsku, a kontaktu z nim nie było żadnego. W
    międzyczasie mniejsze biura z rodzimym kapitałem upadną. A jak na rynku zostaną
    tylko najwięksi, wtedy wywinduja ceny tak, że nikogo nie będzie stać na wczasy
    czy to w kraju, czy za granica.
    Wiekszośc klientów kieruje się w wyborze oferty ceną, a nie tym, czy biuro jest
    uczciwe i godne zaufania.
  • Gość: brrrrr IP: *.hsd1.nj.comcast.net 13.09.06, 23:42
    Aggie Twoje rozumowanie nie ma nic wspolego z ekonomia w kapitalistycznym kraju.
    Zostana na rynku Ci, na ktorych oferty znajda sie nabywcy. Nie dla kazdego liczy
    sie tylko cena uslugi.
    A poza tym nie rozsmieszaj mnie- czy to, ze zaplace za wycieczke 50 zl wiecej
    zagwarantuje mi, ze bedzie lepsza obsluga?
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.06, 09:31
    Oczywiście, że za 50 złotych więcej nie dostaniesz 1 gwiazdki więcej czy
    dodatkowego tygodnia. Ale klienci w ten sposób rozumują - tu o 50 złotych
    taniej, więc sie zaoszczędzi. A póżniej sie okazuje, że ten odribnę droższy
    hotel jest przy samej plazy, a teń odrobinę tańszy oddzielony jest od owej plazy
    ruchliwa ulica i idąc na plżę ryzykuje sie śmiercią.
  • agulha 17.09.06, 03:14
    Uśmiałam się. "Wywindują ceny tak, że nikogo nie będzie stać". Jeśli nikogo nie
    będzie stać -> nikt nie kupi -> biuro nie będzie miało klientów -> biuro padnie.
    Moje zmartwienie czy ich? Ja potrafię sobie zorganizować wypoczynek bez biura :-).
  • Gość: ona IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 09:37
    Oo mogłabym opowiadać i opowiadać... Z tym że moimi klientami sa firmy.. I tak
    np. pani chciała polaczenie lotnicze z Poznania do Lublina. Na nic sie zdały
    tłumaczenia że w Lublinie nie ma lotniska. Odpowiedź brzmiała - ale jest w
    Dęblinie to w czym problem?:) Kolejne kwiatki - za luksusowy hotel na spotkanie
    świateczne? Co od kiedy luksusy są złe szczegłonie że cena była świetna.
    Pijaństeo na imprezach i niemorlane propozycje wzgledem pracowników biura
    podórzy. Skargi na przeciągi w samolocie itd.... Ksiażkę mogłabym napisać, z
    duzym podrozdziałem - kontrahenci
  • Gość: jasio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 10:08
    taka praca ale chyba wiecej jest dobrych stron Mysl pozytywnie. Jak lew napadł
    na tesciowa to niech sie sam braoni ( ja mam bardzo dobra tesciową a jak nie to
    patrz punkt pierwszy)
    A tak na marginesie to nie mogłas Pani zaproponować wynajecie awionetki z
    Swidnika i podac jej przyblizone koszty. jeżeli Pani ma forse to co za problem
    Są taksówki lotnicze
  • Gość: ona IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 10:19
    Alez ja cały czas powtarzam że to ciezka praca ale wdzieczna:))) A awionetka:)))
    Hihihi padła z wrażenie gdy usłyszła że to lotnisko szkoły Orląt:) I juz tam
    sama leciała :) Wiec lew sie nie wie mczy obronił:)
  • umeko 13.09.06, 10:35
    FATALNE zachowanie, TRAGEDIA!
    Jesli ktos sie zatrudnia na stanowisku gdzie wymagana jest obsluga klienta i ma
    problemy z odpowiadaniem na pytania, ktore nie prowadza do sprzedazy to niech
    lepiej szuka innej pracy. Pisze powaznie, po co czlowieku sie meczysz? Na
    wlasne zyczenie zadajesz sobie cierpienie, sami masochisci? Moze lepiej idz na
    kase w supermarkecie, tam malo kto pyta i duzo sie sprzedaje :o))))
    Moge sobie zadac 100 pytan w 100 biurach i wybrac to co mi sie podoba. Kazdy ma
    inne wymagania wiec trzeba klienta sluchac, sluchac i jeszcze raz sluchac, nie
    wciskac!
  • Gość: ona IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 11:33
    A skad wiesz jak sie zachowują pracownicy? Czy wybuchają śmiechem w twarz
    klentowi? Czy krytykują? Czy obrażają? Uwierz mi - znamy swoje prawa i obowiazki
    i choćby byli to najgorsi klienci nigdy nie jesteśmy agresywni czy niegrzeczni.
    Masz prawo do 100 pytań w 100 biurach ale uszanuj też tego pracownika. A Ty kim
    jesteś jesli wolno zapytać? Pracujesz z ludźmi? Masz doczynienia z "meczącymi"
    klientami, przy których usmiechasz sie i zaciskasz zęby zeby nie wybuchnać?
    Nigdy ale to przenigdy nie wciskam klientowi nic, sugeruje co moze a co nie,
    staram sie spełnić jeso marzenie. Ale czasem trzeba mu poprostu powiedzieć
    żekolacja na Mont Blanc jest nie mozliwa - i wtedy sie zaczyna... Pozdrawiam
  • Gość: odysseya IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 18:01
    Porazić niewiedzą może każdy, zarówno pracownik biura jaki i jego klient. Mnie
    najbardziej jak dotąd rozbawiła klientka, która pytała o przejazd autokarowy do
    Madrytu. Jej pytanie :" A do Madrytu to przez Hiszpanię trzeba jechać?"

    Serdecznie pozdrawiam.

  • squirrel9 14.09.06, 19:58
    A mnie poraziła pracownica bura w którym chciałam wykupić wyjazd na Sri Lankę.
    Ponieważ lot wypadał tak,ze było międzylądowanie w Emiratach Arabskich
    powiedziała mi,ze muszę sobie załatwić wizę Emiratów. Wyciągnęła taki
    poradnik "Polak w podróży" (hahaha)i sprawdziła,ze najbiższa ambasada jest we
    Wiedniu. Oczywiście, wiem,ze lotnisko jest terenem eksterytorialnym i wiza nie
    jest mi potrzebna by wyjść na lotnisko ale zadzwoniłam do firmy która zajmuje
    się wyłącznie sprzedarzą biletów lotniczych i poprosiłam o dokładną informację
    z wykładnią prawną z przesłaniem kopii do biura w którym wycieczkę chciałam
    wykupić. Posłano :) ale tej pani jakoś to nie przekonywało (a może dlatego,że
    było to po angielsku) i przekonywała mnie,że jednak powinnam sontaktować się z
    ambasadą Emiratów we Wiedzniu. Na moje pytanie czy moja informacja,że oni
    mówią,że nie muszę mieć wizy wystarczy jej czy też ambasada powinna do niej
    zdadzwonić zrobiłą przysłowiową "rybkę". Oczywiście pojechałam ale wykupiłam to
    w innym biurze.
    PS. Pani ta tłumaczyła się,że z jej biura jeszcze nikt na taką imprezę nie
    jechał i jakoś nie dziwię się :)))
  • clariee 20.10.06, 17:13
    Czy Ciebie dziwi, że sprawdzała i dopytywała? Ona oprócz Emiratów sprzedaje
    Kenię,Etiopie, Radzastan, Kambodzę, Alaske i wiele innych. Czy uważasz, że
    powinna miec w głowie informacje na temat wszystkich krajów świata? Ma prawo
    czegos nie wiedziec. Lepiej, że pracownik sprawdza informacje a nie mówi co mu
    ślina na język przyniesie.
    pozdrawiam
    --
    clariee
  • Gość: ina IP: *.orange.pl 18.09.06, 09:47
    juz dawno nie czytalam tak chamskiego i prostackiego postu, jak ten UMEKO
  • Gość: baś IP: 149.156.58.* 13.09.06, 10:56
    uważam że wszędzie obowiązuje kultura - czy się jest pracownikiem, pracodawcą
    czy klientem. Trochę uśmiechu, grzeczności - jeszcze nie zaszkodziło, a napewno
    pomogło w załatwieniu różnych spraw. Dlatego i pracownicy biur i potencjalni
    kliencji powinni być dla siebie mili. Pozdrawiam
  • Gość: wczasowicz IP: *.backiel.com.pl 13.09.06, 11:22
    Ta praca w biurze była bu całkiem przyjemna gdyby nie ci pie... klienci
  • magm4 13.09.06, 11:35
    Moja koleżanka pracowała w biurze podróży i zajmowała sie oprawą pasażerów tegoż biura na lotnisku. Tzn dostarczała im bilety i pilnowała zeby wszystko było ok. Kiedyś samolot miał opuźnienie bo złapał gumę. To była oczywiście wina kolezanki i to ona została osaczona przez klientów. Bo to jej wina, ze samolot ma opóźnienie. Innym, razem się okazało, ze samolot nie odleci z Wrocławia tylko z Katowic. Więc koleżanka i kierowca odwozili dwie emerytowane nauczycielki do Katowic. To też była jej wina, że samolot nie laduje we Wrocławiu. Przy okazji dowiedziała sie, ze jest niekompetentna i głupia. Tylko tyle powiedziała, bo o całej podróżny nie chciała rozmawiać, bo była dla niej stesująca. To było na początku jej pracy. Ale jak mówiła to ja uodporniła i przyzwyczaiła sie ,że jesli są jakieś nieoczekiwane wydarzenia to ona jest winna.
  • Gość: Łodzianka IP: *.astral.lodz.pl 13.09.06, 14:53
    w listopadzie byłam w Sharm z pewnym biurem podróży, i pani rezydentka
    oferowała nam tam wycieczke do Jerozolimy za 250 dolarów i śmiertelnie się
    obraziła, że nie wykupiliśmy jej u niej, a w biurze lokalnym za 110. Nie
    marudziłam, nie krzyczałam na Panią rezydentkę, zachowywyałam sie grzecznie i
    spokojnie odmówiłam (tej i innych 5 wycieczek, z których każda była droższa od
    ofert z lokalnych biur podróży). No i niby żaden problem, ale akurat tutaj Pani
    rezydentka mogła zachować się bardziej elegancko.
  • Gość: bbb IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 18:05
    Aja powiem tak. Jestem pracownikiem biura podrozy. od 10 lat pracuje na zaufanie
    moich klientow do mnie - uwierzcie mi istnieje lojalnosc klientow, ktorym
    pomagam w wyborze wakacji od lat.
    Pracowalam na to dlugo....i jest jedna metoda: wzajemny szacunek, usmiech, dobra
    rada, szczerosc, uczciwosc. Zawsze staram sie dowiedziec czego klient oczekuje.
    jesli wiem, ze hotel ma jakis minus, mowie o tym wprost.
    I wiecie co jest dla mnie najwazniejsze? Chwila, kiedy klient wraca, przychodzi
    i mowi: dziekuje, bylo super.

    Oczywiscie sa klienci (mysle, ze nie tylko biur podrozy), ktorzy od wejscia
    postanawiaja wyrzyc sie na panience stukajacej w klawiature (szczytem byla jedna
    Pani, ktora ode wejscia wydarla sie na mnie: czy moglaby Pani kolo mnie troche
    poskakac (w sensie rozlozyc czerwony dywan, zaparzyc kawe itd). ). Ale to jest
    kwestia kultury i szacunku. Podnosi mi to poziom adrenaliny i zadko mi sie to
    zdarza, ale na bluzgi i chamstwo odpowiada sie chamstwem (jesli klient przede
    mna zajada sie hamburgerem i mowi do mnie plujac mi na biurku, wyciagam gume do
    zucia i zaczynam "clamac" - nastepuje konsternacja).

    Coz... czy klient dla biura, czy biuro dla klienta..... dla mnie wazna jest
    kulturalna rozmowa. I mozna dojsc do porozumienia.

    A to, ze w sezonie klienci mowia: cokolwiek, gdziekolwiek, zeby byla palma i
    cieplo, a najlepiej last minute....to standard :))))
    Biore szesc glebokich oddechow, podaje przykladowe propozycje i przewaznie
    cokolwiek zaczyna sie bardziej precyzowac.

    Jakas metode trzeba znalezc, co nie zmienia faktu, ze nalezy stosowac metode:
    nie czyn drugiemy co Tobie niemile.
  • Gość: jasio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 19:20
    a gdzie pracujesz??? i dla jakiego biura.
  • Gość: z boku IP: *.spray.net.pl 13.09.06, 22:00
    Jestem kasjerem lotniczym wiec moge tylko przygladac sie moim wspolpracownikom,
    ktorzy zajmuja sie turystyka, przygladanie sie z boku ma pewne zalety m.in.
    wylawianie pewnych "kwiatkow" z wypowiedzi klientow
    "prosze znalezc mi cos fajnego i taniego!" (absolutna klasyka 9/10 klientow tak
    zaczynajacych rozmowe na pewno nic nie wybierze ani nie kupi)
    "do Chorwacji raczej nie, tam jest mnostwo tych no ... muzuman"
    "ble Egipt bylismy tam brud smrud i ubustw... i ci arabowie!!!"

    mam kolege ktory jest bardzo profesjonalny i moze wlasnie przez godzine
    spokojnym glosem opowiadac o piasku i zaletach tej czy innej plazy, natomiast
    po wyjsciu klientow, przez bite 5 min nie wypowiada innych slow niz zaczynajace
    sie na k.. i ch... i pie... kiedys w koncu przyniesie kalacha i wygarnie do
    wszystkich tych "klientow naszych panow", takze upierdliwcy miejcie sie na
    bacznosci
  • Gość: Upierdliwiec IP: *.gprspla.plusgsm.pl 13.09.06, 22:13
    Co jest złego w
    - wyrzekaniu na Egipt (który naprawdę jest brudny i smrodliwy, a Arabowie z
    miejscowości turystycznych są naprawdę nie do wytrzymania)
    - upodobaniu do wycieczek fajnych i tanich
    - wypytywaniu o szczegóły w niewinnym przekonaniu, że nie wywoła to ataku
    szału u pracownika BP
    ?
    Rany, zaczynam się bać o swoje życie...
  • Gość: kasia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.06, 18:04
    dobrze, że my w Polsce jesteśmy tak czyści i pachnący, i tak do wytrzymania...
    A może tak więcej precyzji przy określaniu wymogów - coś więcej niż fajnie i
    tanio? Bo dla jednego fajnie to znaczy napić się do oporu, a dla innego
    popatrzeć na zachód słońca. Czasami trzeba przemyśleć pytanie, bo jakie
    pytanie - taka odpowiedź.
  • Gość: Upierdliwiec IP: 212.2.99.* 20.09.06, 13:08
    No, muszę powiedzieć, że po powrocie z Egiptu nauczyłam się doceniać uroki
    Ojczyzny Naszej. TO nie znaczy, że nie zachwycałam się Luksorem i widokiem na
    deltę Nilu. Ale to znaczy, że w Polsce, chociaż nie jest doskonale, to z
    pewnością jest czyściej, spokojniej i przyjemniej niż w Hurghadzie (na
    przykład, sprzedawcy nie zamykają mnie w sklepie na klucz, żeby wmusić we mnie
    rozwodnione olejki, a pokojowi nie rzucają się do mnie z łapami). Można to
    znieść raz w imię obejrzenia Egiptu, ale można też nie chcieć tego przerabiać
    ponownie.
    Jeśli chodzi o pytanie o fajną i tanią wycieczkę, to chyba dość jasne: ktoś nie
    ma konkretnego planu, co by chciał zwiedzać i chce jak najprzyzwoitszy hotel za
    jak najbardziej znośną cenę. Zresztą poniżej są przykłady na to, czym się
    kończy przedstawianie konkretnych wymagań.
    Nie wspominając już o tym, że właśnie upierdliwe dopytywanie się o szczegóły,
    o ile nie spotyka się z agresją pracownika, ma służyć ustaleniu, na ile oferta
    pasuje do naszych bardziej sprecyzowanych oczekiwań.
  • Gość: Baśka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.06, 22:42
    Po przeczytaniu tych wszystkich wypowiedzi j.w to wygląda na to ,że klient
    który przychodzi do biura podrózy wydać swoje własne pieniądze to jest INTRUZ
    który ma tylko wymagania!.Ja wykupiłam ostatnio wycieczke wpłaciłam całą kwotę
    ( ponoc były ostatnie 4 miejsca!tak mowiła pani obsługujaca biuro).. i na
    tydzien przed wyjazdem zostałam na lodzie .Wycieczka została odwołana!. Ponoć
    było za mało chętnych!. Mówienie o ostatnich miejscach to standart!.Szanowny
    personelu biur podróży nie oszukujcie klientów!!!.Klient raz oszukany nie
    przyjdzie więcej do was.A tak na marginesie o oszczędzaniu to biura podrózy
    kombinują zbieraja ludzi z całej Polski i podróżują z nimi do Katowic i juz 1
    dzien wycieczki zaliczony..potem wracamy z wycieczki i znowu po Polsce i drugi
    dzien wycieczki zaliczony.Wycieczka 5 dniowa składa się tylko z dwóch nocy!!!ma
    tylko 2 noclegi w hotelach!!! Hotele znajduja się bardzo daleko od miejsca
    wycieczki.Nawet w drugim ościennym kraju... bo taniej!.W sumie najwięcej czasu
    spędza się w autokarze.A to bardzo niewygodne warunki do spania!.Dzisiaj na
    wycieczki jedzie się w celach tylko turystycznych ,coś
    zwiedzić ,zobaczyć !.Minęły czasy kiedy jeździło sie na handel.Biura podróży
    nie informują o wszystkich wydatkach jakie czekaja klienta.Np.Przewodnik
    płacony jest w Euro! za dwa dni po Wiedniu ( po 4 godziny) zapłaciłam 15
    Euro.Nigdzie taka kwota nie było wynmieniona w żadnym folderze!!!.Można
    policzyć 50 osób wycieczki x 15 Euro=750 Euro za 8 godzin!!Pani przewodnik
    nieźle zarabia!!!Oferowanie klientowi kolacji za 25 euro to czysty wyzysk,
    kiedy obok w innej restauracji można zjeść lepiej i to za 15 Euro.
  • mr.ski 13.09.06, 21:53
    Jeśli chodzi o mnie, w ogóle nie potrzebuję żadnej rozmowy z obsługą biura
    podróży. Wszystko można sprawdzić samemu w internecie, uważam że więcej można
    się dowiedzieć z paru serwisów niż od obsługi biura. Dziwię się w ogóle, że
    biura podróży zatrudniają personel. No tak, ale trzeba znać języki obce. Dla
    znających niemiecki polecam holidaycheck.de. Wpisuje się nazwę hotelu w okienku
    i wszystko wiadomo.
    Są też anglojęzyczne serwisy np. tripadvisor.com
    O ofercie polskich biur nie da się powiedzieć nic dobrego. Przeważnie źle
    położone hotele, długo nie remontowane etc.
    Dzięki internetowi nigdy się "nie naciąłem".


  • margopoznan 13.09.06, 22:16
    hm, czytam sobie i oczom nie wierzę.... miały byc opinie pracowników biur, a tu
    wypowiadają się wszyscy. To ja też dorzucę swoje 3 grosze. Nie jestem
    upierdliwą klientką, ale zawsze niezdecydowaną- czy to grzech? Jeśli pracownik
    biura potrafi mi "ładnie coś sprzedac" to się skuszę, pod warunkiem że jestem
    miło obsłużona..... a przede wszystkim widzę starania pracownika by mi pomoc
    wybrac coś dla mnie. Jeśli wyczuję fałsz, zniechęcenie czy coś w tym stylu...
    mowię dziękuję- muszę się zastanowic i wychodzę .........i nigdy nie wracam!
    Pomyślcie czasem o tym że tracicie klientów, bo akurat coś Was wkurzyło. A co
    mnie to obchodzi w danym momencie? Ja chcę wydac moje pieniądze sensownie, a
    nie wyrzucic w błoto. Stąd różne banalne może pytania...ale dla mnie bardzo
    ważne.
    a tak przy okazji....korzystałam z różnych biur i za wyjątkiem 1 razu, zawsze
    byłam naprawdę miło obsłużona /i co ciekawe dobrze trafiałam na wyjazdach/.
    Dlatego proszę- pracownicy biur, rezydenci itp. starajcie się naprawdę warto
    byc miłym i uśmiechniętym człowiekiem.
  • Gość: baś IP: 149.156.58.* 14.09.06, 09:45
    Popieram uśmiech także przedłuża życie - no i trzeba zawsze stawiać siebie po
    tej drugiej stronie. Pozdrawiam
  • camel_3d 14.09.06, 12:32
    organizuje sobie wyjazdy samemu... bez bior podrozy, bez problemow, bez
    pilotow, bez korkow. Jak cos nie wypali to moge sie najwyzej na siebie
    pozloscic, ale do tej pory wszytsko jest ok.
    Jedyne co kupuje w biurze podrozy to bilety na samolot.

    --
    BERLIN BERLIN!!!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • Gość: Aga IP: *.spray.net.pl 14.09.06, 14:33
    I tak trzymać. My chcieliśmy znaleźć coś na szybko, objechaliśmy kilka biur. Od
    razu mówiliśmy, czego szukamy:
    TAK
    mały rodzinny hotelik/pensjonat w greckim stylu
    apartament dwupokojowy
    bez wyżywienia
    w samym mieście Chania lub Rethymnon, ale w cichej okolicy, bo jedziemy z małym
    dzieckiem, a i sami nie jesteśmy wielbicielami dyskotekowego umpa-umpa

    NIE
    turystyczny moloch
    20 km za miastem pośreodku niczego
    nie w turystycznym gettcie

    WSZYSCY pracownicy biur podróży po krótkim zastanowieniu proponowali nam
    gigantyczne hotele 25 km od miasta w turystycznych gettach, z dyskotekami i
    upiornym all inclusive, nie mające NIC wspólnego z prawdziwą Grecją i
    ABSOLUTNIE NIC WSPÓLNEGO Z NASZYMI ŻYCZENIAMI.

    Cóż, usmieliśmy się nad ich głupotą, znaleźliśmy sobie dokładnie to, czego
    checliśmy bezpośrednio w internecie i było bosko. TYlko bilety na samolot
    niestety musieliśmy od nich kupić.

    jeśli zacznie się w biurach podróży zatrudniać ludzi z IQ powyżej 40, to i
    klienci nie będą "burakami".
  • squirrel9 14.09.06, 17:46
    Tu trochę chyba przesadziłaś. Albo mieszkasz w pipidówce (górnej lub dolnej) z
    dwoma biurami które prowadzi koło emerytowanych gospodyń albo sama nie umiesz
    mówić.
    Ja mieszkam trochę w Krakowie a trochę na Śląsku i w każdym z tych miejsc bez
    trudu znajdę biura w których mi pomogą, postarają się, poszukają i nawet
    oddzwonią lub przyślą e-maila. Faktem jest,że najczęściej sama szukam coś w
    internecie i mniej więcej wiem czego chcę ale ludzie w biurach potrafią
    naprawdę wiele jeśli chcą.
  • Gość: Aga IP: *.spray.net.pl 17.09.06, 15:19
    Straszna pogarda do "pipidówek" bije z twojego postu, ale to typowe dla
    krakusów. Mieszkam w stolicy, gdzie biur podrózy na pewno nie brakuje;), i
    kłopotów z mówieniem też nie mam. To raczej pracownice (bo mieliśmy do czynienia
    z samymi kobietami) biur podróży mają problem ze słuchem. A najprawdopodobniej:
    w dupie mają oczekiwania i zyczenia klientów, chca po prostu wcisnąć to, co się
    nie sprzedało. I tyle. We mnie klientki nie stracą, bo nigdy
    z biur podróży nie korzystałam, to była sytuacja wyjatkowa, na cito - normalnie
    wolę jexdzić na własną rękę, mieszkać w malutkich klimatycznych pensjonatach, z
    dala od tłumów. Ty zapewne należych do typowych, a więc niekłopotliwych
    klientów, co to się zadowolą dwoma gwiazdkami w turystycznym gettcie:) Cóż, tacy
    też muszą żyć, jak karaluchy i tasiemce.
  • squirrel9 20.09.06, 16:00
    Przeczytaj sama to co piszesz, zobaczysz co z tego bije :((
  • Gość: Krzysztof IP: *.chello.pl 14.09.06, 21:23
    Bardzo proszę , usiądź i obsłuż klientów, którzy będą Ci się w twarz śmiać się,
    albo nie będą słuchali tego co do nich mówisz , bo lepiej poimprezować sobie w
    biurze, porobić sobie zdjęcia telefonem i przesyłac je znajomym, i wyśmiewać się
    ze zdjęć w katalogu. Zachowaj spokój, grzecznie odpowiadaj. Ja to potrafię -
    spróbuj Ty.
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.06, 10:21
    Widzę, że mój topik wzburzył niektórych, ale nie było moim zamiarem powiedziec,
    że klienci to upierdliwcy i tylko przeszkadzają. Mówię tylko, że praca w
    usługach wcale nie jest taka różowa, jak by się mogło wydawać, bo wszędzie
    słychać o chamstwie obsługi, ale jest przeciez i druga strona medalu.
    Najlepszy przykłąd miałam tego wczoraj: biuro jest czynne do 18.00, a ja byłam
    na wieczór umówiona do kina, bilety kupione, itp, musiałam więc wyjść o 18.30,
    żeby na spokojnie dojechać do kina i to nie na ostatnią chwilę. Niestety, nie
    zamknęłam po 18.00 drzwi na klucz i o 18.20 weszła jakaś para i od razu mówią,
    że szukają wycieczki. Mówie grzecznie, że biuro jest już w zasadzie zamknięte,
    na to pani, że w takim razie ona wzięłaby tylko katalogi. Wybrałam jej katalogi,
    które mogłyby jej najbardziej odpowiadać, a Pani zaczeła zadawac pytania, ile to
    kosztuje, a jakimi liniami lotniczymi sie leci, itp. W końcu grzecznie
    powiedziałam, że jesli zostawi mi namiar na siebie, telefon bądź e-mail, jutro
    rano udzielę jej wszystkich odpowiedzi, ponieważ w tej chwili musze już wyjśc z
    pracy. Pani z wielkim oburzeniem do mnie:
    - A dokąd Pani wychodzi?
    Zgłupiałam i odpowiedziałam szczerze, że do kina. Pani spojrzała na Pana,
    przewreacając oczami, rzuciła katalogi na biurko, aż spadły na podłogę i
    wychodząc, rzuciła z przekąsem, niby to do męża, ale tak, żebym ja to usłyszała:
    - No pewnie, do kina się idzie!

    No przepraszam, ale to co, mam zrezygnować z kina, tylko po to, żeby odpowiadac
    na pytania Pani, która doskonale wiedziała, że przyszła już po czasie? W
    niektórych biurach zamyka się drzwi punktualnie i możesz sobie stać i pukać, u
    nas zwykle wpuszczamy spóżninych klientów, pod warunkiem, że nie przychodzą o
    19.30 i nie domagaja się obsłużenia.

    Zakładając ten topik miałan na mysli głównie takich klientów.
  • squirrel9 15.09.06, 11:06
    Wszędzie gdzie ma się do czynienia z klientem zdarzają się takie sytuacje czy
    to Urząd, Biuro Podróży czy jakikolwiek zakład świadczący jakiekolwiek usługi.
    Ludzie nie czytają umów, nie pamiętają, mają różne różniaste pomysły lub są
    nieuczciwi, czasem są pieniaczami. WSZĘDZIE gdzie ma się bezpośredni kontakt z
    klientem bywa staresująco. Zwykle za całokształt firmy obrywa się tej osobie z
    którą się rozmawia.
  • cyberski 15.09.06, 11:40
    Witam,
    W "zamierzchłej przeszłości", znaczy tak około roku 1991-92 miałem przyjemnośc być współwłąścielem małego biura podróży (specjalnośc: organizacja wypoczynku w polskich Tatrach"...
    Klient-burak i owszem zdarzał się choć przyznam, że nie było ich wielu...
    Czasami jeśli zaczynał "szaleć" uważając, że skoro on płaci to ja mam "tańczyć, śpiewać i bić pokłony przed nim", miałem zwyczaj mówić:
    "Wie Pan co? Ja naprawdę nie muszę każdemu sprzedawać moich usług. Więc Panu też nie sprzedam!"
    Działało jak kubeł zimnej wody na rozgrzaną głowę :)))
    Ale jak zaznaczyłem wyżej takich buroli było naprawdę niewielu. Większośc sporów które statystycznie muszą się przy takiej działalności pojawić, udawało się rozwiązać bardzo kulturalnie.

    --
    Mądry Polityk w przeciwieństwie do Białego Kruka, nigdy w Polsce się nie pojawił.
  • liloom 15.09.06, 15:14
    Ciekawe tak poczytac wypowiedzi z drugiej strony lady, ja akurat sporo jezdze i
    chetnie wiec mnie ta branza bardzo interesuje. Jezdze zarowno na "pakiety" tzn
    all inclusive (np. Kuba, Dominikana, Afryka) czy dojazd+wyzywienie+mieszkanie
    jak i skladanki tzn oddzielnie lot badz wlasny dojazd, odzielnie mieszkanie,
    wyzywienie wlasne (Azja, Chorwacja), jak rowniez organizuje sobie rozne wyjazdy
    sama - lot kupuje gdzie indziej, hotel gdzie indziej (USA) itd.
    Zdziwilam sie bardzo wypowiedzia osoby z Australii, ze tam kupuje sie wszystko
    indywidualnie, wydaje mi sie, ze w kazdym kraju na swiecie mozna kupic rozne
    warianty podrozy, ot globalizacja.
    Mieszkam za granica, wiec moze mam nieco inne podejscie, tez biore oferty z
    roznych biur podrozy i wybieram sobie najlepsza. A dlaczego niby nie?
    Sama mam zawod handlowca, wiec mam swiadomosc, ze o klienta trzeba juz nie tylko
    podbac, ale i zawalczyc. Bardzo zaskoczona jestem podejsciem do klienta w Polsce
    "jak sie nie podoba to spadaj". Czy wam nie zalezy na klientach???
    Z drugiej strony prawde mowiac umiem wyobrazic rozgoryczenie jesli klient nie
    umie sie zachowac, ale nie bardzo rozumiem co oznacza np.
    >...jeśli zaczynał "szaleć" uważając, że skoro on płaci to ja mam "tańczyć,
    śpiewać i bić pokłony przed nim...< tzn. niby co on robil???
    Spedzilam ostatnio 3 tygodnie wakacji w USA a potem 3 tygodnie w Polsce.
    Musze sie przyznac, ze jestem zachwycona podejsciem do klienta w Stanach.
    Przeciez tylko od zachowania sprzedawcy zalezy czy ten klient do was wroci. Nie
    wyobrazam sobie nie poinformawac klienta do kiedy musi wykupic wycieczke.
    W Austrii rezerwacja = zaliczka, czasem bezzwrotna.
    Z Polska mam rozne doswiadczenia. Rezerwowalam w lutym przez internet wyjazd na
    narty do Wloch z polskiego prywatnego biura podrozy. Wlascielka jest tak mila i
    kompetetna, ze chetnie przy okazji skorzystam jeszcze raz z jej oferty.
    W tym roku w lato bylam kilka dni w Gdyni i juz po przyjezdzie na miejscu pani w
    recepcji usilowala zmienic nam warunki finansowe, bo moje dziecko jest wysokie i
    wydawalo jej sie, ze jest starsze;)
    Mam generalne wrazenie olewania klientow w Polsce, w kazdej branzy - mam tez
    wrazenie, ze wlasnie takie burole wiecej osiagaja, bo nie maja oporu powiedziec
    co mysla, albo isc do innego biura, wykrzyczec swoje i dostana to co chca;)

  • cyberski 15.09.06, 20:02
    Owszem zależy nam na klientach...
    Ale to przecież nie oznacza że każdemu, a zwłaszcza byle komu nie potrafiącemu się zachować, mam poświęcać swój czas...
    Jeśli mam do wyboru kogoś kto zachowuje się kulturalnie, a kogoś kto nawet dzień dobry nie potrafi powiedzieć wchodząc do biura to wybieram tego pierwszego...
    Jak to mówię: "mój biznes i moja sprawa z kim robie interesy"

    --
    Mądry Polityk w przeciwieństwie do Białego Kruka, nigdy w Polsce się nie pojawił.
  • squirrel9 15.09.06, 20:21
    Absolutnie to nie jest tak. Liloom ma rację. W naszej trochę jeszcze zgrzebnej
    rzeczywistosci wiele osób pracujących w usługach myli grzeczność, sympatyczność
    z byciem uniżonym. Ludzie którzy prowadzą swój własny biznes sami widzą i
    wiedzą jak powinno się obsługiwać klienta i oni o to dbają. To ich pracownicy
    czesto nie mają pojęcia jak przyciągnąć i przywiązać klienta. Nie wybiera się
    kilenta "po sympatyczności", kompetentny pracownik potrafi rozmawiać z każdym.
    W dużych korporacjach szkoli się pracownikó a niereformowalnych pozbywa. Mili
    a wręcz nadskakujący są w salonach z drogimi samochodami, drogimi butikami z
    kolekcjami sławnych projektantów, sklepami prowadzonymi przez właścicieli nawet
    niedrogimi. Tam gdzie jest wyraźne "przełożenie". Reszta się uczy.
    Nikt nie wymaga azjatyckiej uniżoności (rany boskie, w Indiach nie wiadomo jak
    się zachować gdy w sklepie obuwniczym Hindus własnoręcznie zakłada buty na MOJE
    stopy i mi je zapina!!!!) . Normalnie ludzie powinni byc sympatyczni mimo
    tego,że "na oko" oceniają,że klient u nich nie kupi. Może teraz nie kupi ale
    wróci. Jeszcze trochę lat przed nami.
  • liloom 15.09.06, 22:22
    Cyberski, ja bym sie starala o kazdego klienta. O burola tez. Bo taki burol ma
    pewnie sporo kasy i jak go przekonasz to ci przyciagnie innych buroli z kasa.
    Jak maja wymagania to ich przekonaj ze im sprostasz, to tylko kwestia twojego
    profesjonalizmu. Oczywiscie mozesz napisac tabliczke "buroli nie obslugujemy",
    ale to juz traci "MISiem" ;)
    No i oczywiscie business jest twoj ;) Powodzenia.

    --
    *** Forum Francuskie***
    WIEDEN
  • cyberski 17.09.06, 08:21
    No i tu się różnimy...
    Ja nie widzę powodu by zabiegać o każdego klienta tak jak nie widze powodu by każdemu podawać rękę, z każdym rozmawiać czy być tolerancyjnym wobec każdego zjawiska...
    Fakt, mogłem sobie na to pozwolić, bo na owe czasy nie było w Poznaniu żadnego poza moim biura, które oferowało takie usługi (i chyba do dzisiaj nie ma).
    Może to po prostu inne podejście do własnego biznesu?
    A może świadomośc tego, że dane "miejsce u gazdy" i tak najprawdopodobniej sprzedam tylko co najwyżej później więc po jaką cholerę mam tolerować buractwo?


    --
    Mądry Polityk w przeciwieństwie do Białego Kruka, nigdy w Polsce się nie pojawił.
  • Gość: ina IP: 217.116.110.* 17.09.06, 22:10
    4 lata temu zrezygnowalam z pracy w biurze podrozy. mialam kupe pracy, mnostwo
    ofert dla klientow, ktorzy chca jechac dokads, szykowalam oferty wyjazdu na
    Galapagos, co zajmowalo mi czas w domu, bo w pracy nie mialam czasu, po to,
    zeby sie dowiedziec, ze pan byl tylko tak ciekawy, a Turcja za 899pln z HB to
    bardzo duzo.i to byla norma. czare goryczy przelala sytuacja, gdy dziewczyna,
    ktorej zalatwilam na jej prosby, telefony itd bardzo okazyjny wyjazd.
    rozmyslila sie i 5 dni przed wylotem zazadala zwrotu gotowki- bo tak-. gdy
    odmowilam- bylo to last minut, przez 1,5 godziny wyzywala mnie od suk, ku... i
    itd. darla sie, ze urzadzi mnie, a ona pracuje w kancelarii prawniczej pana X.
    zagrozila, ze poznam jej kolegow, ze zaraz rozwali mi glowe faxem. to wszystko
    mialo miejsce przy jej przyszlej tesciowej. poczulam obrzydzenie do ludzi. i
    tyle.
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.06, 10:35
    Dokładnie! Inna sprawa, jesli ktos pyta, ile orientacyjnie może kosztować wyjazd
    na tydzień do... - w ten sposób człowiek wie, że na Dominikanę go nie stać, ale
    na Hiszpanię tak, i już mamy konkrety. Ale często klient prosi o przygotowanie
    oferty, dziękuje, zostawia swój numet telfonu do kontaktu... i nie sposób się do
    niego dodzwonić na komórke, bo nie odbiera. Ale jesli w pół godziny później
    zadzwonię ze swojej prywatnej komórki, odbiera od razu isłyuszę: ee... nie, ten
    tego, przepraszam, ale jednak się nie zdecydowałam.
  • Gość: maitai IP: 80.72.40.* 18.09.06, 13:55
    Od kilku lat dzwoni do mnie pewna pani z prośbą o przygotowanie jej oferty do
    kilku krajów w rejonie Morza Śródziemnego dla 3 rodzin z dziećmi. Przygotowanie
    takiej oferty na bazie propozycji kilku touroperatorów wraz ze szczegółową
    kalkulacją dla każdej rodziny zajmuje kilka godzin, wszyscy pracownicy biur
    podrózy wiedzą doskonale jak cenny jest czas w szczycie sezonu i jak niewiele
    go często mamy - Pani do tej pory ani razu nie skorzystała z moich propozycji,
    nie podziękowała, nie zadzwoniła z informacją czy coś jej odpowiada czy nie.
    Nie oczekuję, że wczasy kupi akurat u mnie - mamy wolny rynek, konkurencję i
    może sobie kupować gdziekolwiek zechce, ale mogłaby przynajmniej zadzwonić,
    powiedzieć cokolwiek, wystarczyłoby proste dziękuję. W tym roku obiecałam
    sobie, że to był ostatni raz - niech szuka innego naiwniaka.
    Dużo osób z tego forum strasznie agresywnie odnosi się do pracowników biur
    podróży, racząc nas złośliwymi uwagami i obrażliwymi komentarzami - my jesteśmy
    na pierwszej lini i najłatwiej jest nas obrażać, a często jest tak, że to my
    obrywamy za innych. Nie wińcie nas za to, że samolot się spóżnił, rezydent był
    niekompetentny, a hotel na śniadania serwował monotonne jedzenie. Nie jesteśmy
    w stanie znać dokładnie wszystkich hoteli i wiedzieć czy opis w katalogu jest
    zgodny z rzeczywistością - w ofercie mamy ich setki, nie mamy wpływu na ruchy
    organizatorów, podwyżki cen i zmiany godzin lotów.
    Wy klienci trafiacie czasami na nieuprzejmych czy też niekompetentnych
    pracowników, my też czasami trafiamy na trudnych klientów. Tak jest w każdej
    branży i nic na to nie poradzimy. Natomiast większość moich klientów to
    naprawdę bardzo fajni ludzie i staram się im pomóc najlepiej jak potrafię bez
    względu na to czy wydają na wczasy 10 000 czy 1000 złotych. Pozdrawiam
    wszystkich klientów i pracowników biur podróży.
  • Gość: żbik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.06, 15:13
    Mnie opisywane tu problemy nie dotyczą. Z biur podróży nie korzystam i nie mam
    zamiaru, o pracy w nich w ogóle nie wspominając. Jeżdzę sobie sam: gdzie chcę,
    kiedy chcę, jak chcę i w porównaniu z ofertą biur podróży - niemal za grosze.
    Rozumiem, że trudno jest samemu zbudować dom (nawet tzw. metodą gospodarczą),
    ale samemu zorganizować sobie wyjazd czy wypoczynek? W czym tu kłopot?
  • alinaw1 17.09.06, 07:35
    ja też nie korzystam bo ze mnie prawdziwy globtroter! Ale... Pracowałam przez
    wiele lat w bp (jednocześnie jeździłam nie- jak to by było normalne na
    wczasowisko do zakontraktowanego hotelu ale np. z plecakiem do Birmy albo
    Indonezji- bez planów, rezerwacji itd). Przyznam, że ciężko mi było połączyć
    moją pasję podróżowania z pracą (choć na pierwszy rzut oka podobna rzecz!).
    Kiedy zjeździłam jakiś kraj, "przejadłam" go z tubylcami, przejechałam
    autostopem, mieszkałam w najgorszych hostelach ale klimatycznych- potem np.
    sprzedawałam jakieś pobytówki w tymże kraju- serce mi się ściskałao, gdy
    klienta interesował tylko hotel i hotelowe atrakcje (których z kolei ja nie
    znałam). Długo tak nie wytrzymałam- zmieniłam pracę. Nie wytrzymywałam też
    postawy rioszczeniowej klientów (przychodzę do biura, macie mnie traktować jak
    pana!), negatywnej z założenia (na pewno będzie źle, ale ja mam znajomego
    prawnika, dziennikarza- i tu zaczyna się korowód znajomości). Wymagających
    ponad normalność, zrzędzących, prostaków, plastikowych blondynek (najchętniej
    kierunek tunezyjsko-egipski, w zanadrzu romansik z animatorem) już wspominać
    nie będę. Najmilej wspominam ludzi z klasą i kasą.
    Mogłabym przytaczać całe mnóstwo prawie-anegdor dot. reklamacji. Pamiętam np.
    domaganie się zwrotu za sukienkę kupioną jeszcze w czasach Pevexu. Sukienka
    zginęła. Wisiała na sznurku na balkonie hotelowym, był wietrzny dzień. Zdarza
    się. Nie było przecież włamania, a ta chrzaniona kiecka pewnie wyfrunęła na
    plażę (hotelik był na samej plaży). Jest też grupa klientów, którą nazywam A
    NÓŻ... A nóż się uda wyciągnąć jakąś rekompensatę od biura (to przecież takie
    modne domaganie się praw konsumenckich!). Dostawałam więc po wycieczce, czy
    pobytówce takie mniej więcej pisma: "W zwiążku z niespełnieniem oczekiwań
    dotyczących takiego i takiego wyjazdu- domagam się zwrotu 10% wpłaconej kwoty.
    Nadmieniam, że w przypadku, gdy moja reklamacja nie zostanie rozpatrzona-
    sprawę zgłoszę... tu następuje wykaz szanownych instytucji z Sądem w
    Strasburgu".
    Wtedy odpisuję, że reklamację można rozpatrzyć tylko w takim przypadku jeśli
    podane są jakiekolwiek fakty, które byłyby sprzeczne z zawartą umową bądż
    kodeksem cywilnym.
    Ludzie nie mają żadnych konkretów, ale próbują a nóż się uda... Swego czasu
    dostałam kilka listów o identycznej, bardzo ogólnej treści (choć dotyczyły
    pobytów w różnych krajach). Pomyślałam, że to albo znajomi albo gdzieś w necie
    pojawił się taki oryginalny pomysł na wyrwanie paru groszy i ludziska
    bezmyślnie spisali takiż list. To było żenujące!
  • luiza-w-ogrodzie 18.09.06, 01:57
    Mieszkam w Australii i nigdy nie kupowalam wakacji w biurach podrozy, bo nie
    interesuje mnie turystyka zorganizowana. Natomiast dla ludzi, ktorzy chca
    wyjezdzac na zorganizowane wycieczki, w Australii istnieje cala gama biur
    podrozy i sa one zazwyczaj dobrej jakosci (zajrzyjcie na link z mojej
    sygnaturki). Przyklady osob korzystajacych z ich uslug mam pod reka (a raczej
    przy sasiednich biurkach): w tym roku matka kolezanki z pracy byla na rejsie
    Australia-USA statkiem wycieczkowym, druga kolezanka pojechala na wycieczke do
    Chin, trzecia byla na Nowej Zelandii. Wszystkie chwalily organizacje wycieczek
    i jedyne narzekania jakie od nich slyszalam dotyczyly turystow z grupy -
    wiecznie narzekajacych pieniaczy.

    Ale to inny kraj niz Polska, w Australii turystyka jest wielkim przemyslem i
    zarowno sprzedajacy jak i kupujacy wycieczki maja pojecie o tym, co robia.

    Jak juz mowilam, sama nie uzywam biur podrozy, jezdze w miejsca, ktore
    znalazlam na Internecie, przeczytalam o nich w ksiazkach albo o ktorych
    slyszalam od znajomych. Zamawiam hotele, wynajem samochodu, bilety lotnicze,
    wejscia na imprezy itp przez Internet - zadne biuro podrozy nie ma takiego
    wyboru. Albo jade przed siebie bez zadnych rezerwacji - wystarczy spakowac
    samochod terenowy i namiot. Po kilkunastu latach przeroznych wakacji (3-4
    wyjazdy w roku) nie mialam ani jednego negatywnego doswiadczenia.

    Luiza-w-Ogrodzie
    ·´¯`·.¸¸><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
    Australia-uzyteczne linki
  • Gość: INA IP: *.orange.pl 18.09.06, 09:58
    powiedzcie mi, dlaczego uwazacie, ze nalezy tracic bezproduktywnie czas dla
    tych klientow, ktorzy dla zabawy przychodza i ktoremu trzeba zrobic oferte na
    hotele 2,3,4,5* z dojazdem wlasnym, busem, samolotem. nie mialam na to czasu w
    godzinach pracy, zabieralam te robotke do domu, tracilam kilka godzin na darmo!
    bo pan X, Y i tak nie chcial nigdzie jechac, tylko chcial sprawdzic, czy go
    stac.tak jak byl ciekawy, ile moze kosztowac wyjazd na Galapagos. dla
    porownania, potrzebowalam ostatnio porady z prawa spadkowego. pytanie bylo
    proste, w ostatecznosci odpowiedz znalazlam sama w kodeksie w ciagu 10 minut.
    ale wczesniej wyslalam to zapytanie do poradni prawniczej- przyslano mi nr
    konta i wyceniono na 70 PLN. a moze, gdybyscie klienci placili chociaz 2 pln za
    przygotowanie oferty, byscie sie zastanowili, czy naprawde chcecie jechac do
    Mexyku czy do Turcji?
  • liloom 19.09.06, 08:39
    Skad wiesz z gory, ktora oferta jest bezproduktywna, a ktora nie? Jesli wiesz to
    z gory, to nie licz tylko szacuj. To ty oceniasz czy masz wiecej klientow niz
    mozliwosci ich "przerobienia" i czy zaryzykujesz, ze zrobisz interes czy nie.
    Jak nie chcesz obslugiwac klienta, to twoja sprawa.
    Przeciez przygotowanie oferty i koszty opracowania wycieczki sa tak czy owak w
    cenie, zas niewykorzystana oferta swiadczy tylko o tym, ze albo za droga (czyli
    konkurencja ma lepsza), albo detale ciekawsze, albo hotel ladniejszy albo za
    duzo przesiadek, albo sto innych przyczyn o ktore warto zapytac i zrobic oferte
    alternatywna.
    Gdyby szukajacy mieli jeszcze placic oddzielnie za przygotowane oferty, to w
    koncu sami zaczeli by sobie szukac, a ty zostalabys bez pracy. Przeciez po to
    tam jestes, zeby te oferty robic.
    Handel wycieczkami to tez handel, trudno miec pretensje, ze ktos nie kupil a
    tylko obejrzal. A ty kupujesz zawsze pierwsza rzecz, ktora ci w rece wpadnie?
  • Gość: Aggie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.06, 10:04
    Jak sie pracje w biurze podrózy, to widać, kto z klientów chciałby sobie
    pomarzyć o Dominikanie, a kto faktycznie planuje sie tam wybrać i trzeba go
    zachęcić. Liloom, oburzasz się na autorkę poprzedniej wypowiedzi, ale jak widać,
    inne jest podejście do sprawy tych, którzy klientów obsługują. Poza tym
    dziewczyna pisała o kliencie, który prosił o przygotowanie oferty dla
    ciekawości, a nie dlateo, że szukał najlepszej oferty, a to różnica.

    Nie, ja też nie kupuje pierwszej rzeczy, jaka mi w ręce wpadnie, ale jesli chce
    tylko poglądać, a nie od razu kupować, to nie zmuszam sprzdawcy, żeby biegał za
    mną z naręczemciuchów. Biorę np. dany ciuch i sama idę do przymierzalni, potem
    odkładam daną rzecz na miejsce. Pomocy sprzedawcy potrzebuję wtedy, kiedy chce
    kupić coś konkretnego. Ale wtedy wiem, że potrzebuję np. dzinsów o rozmiarze 36
    czy 38, w kolorze ciemnogranatowym, biodrówek o rozszerzanych nogawkach. A nie,
    że chcę dżinsy, ale sama nie wiem jakie, albo biodrówki albo nie, jasne albo
    ciemne, z aplikacjami lub nie.

    Wcale się nie dziwię autorce poprzedniej wypowiedzi, bo przygotowywanie ofert
    jest faktycznie pracochłonne, a bardzo często nie mozna się nawet dodzwonićdo
    klienta, czy zdecydował się czy nie, czy cos trzeba zmienić, a może w ogóle
    zrezygnował. Albo taki klient prosi o przedłużanie w nieskończoność. Jak prosze
    o szybka decyzję, bo wstepnie zarezerwowałam ośrodek, żeby miejsca nie zostały
    zajęte przez inną grupe, najczęściej słyszę: to nie, może Pani nie trzymac tej
    rezerwacji. Tylko podziękować za informację, że MOGĘ zwolnic miejsca. A jak juz
    sie ktoś namęczy przy przygotowaniu oferty, co nie zajmuje bynajmniej 5 minut,
    to chciałoby sie usłyszec chociaż: Dziekuję, oferta jest dobra, ale wybraliśmy
    lepszą. Przynajmniej tyle, a nie milczenie i unikanie.
  • lena575 19.09.06, 11:52
    A ja pozdzielam zdanie Liloom. Weszlismy do Unii Euriopejskiej ale do Europy to
    nam jeszcze sporo brakuje. Na pewno brakuje nam podejścia do własnej pracy i do
    klienta. Czy to pani w biurze podrózy, czy panienka w butkiu często uważa,że
    klient powinien przyjść zdecydowany, sam się obsłuzyć i doopy niepotrzebnie nie
    zawracać szanownej pani. Szanowna pani woli kontemplować własne paznokcie lub
    układać pasjans w komputerze i do głowy by jej nie przyszło, że płaci jej się
    za pracę a nie za pilnowanie biura lub ciuchów na wieszakach. Nawet do głowy by
    jej nie przyszło,że szukanie opcji na ciekawe wycieczki jest częścią jej pracy
    i to czy robi to dla klienta zdecydowanego czy takiego który na razie się
    przymierza i przymierza opcję do możlwiosci finansowych to część jej pracy za
    którą bierze pieniądze. Powiem więcej, że sama się uczy!!! (klient który ma
    wybraną opcję i miejsce do którego chce jechać nierzadko więcej wie od tej pani
    na temat tego co ona sprzedaje). Ten niezdecydowany klient jeśli już zdecyduje
    się na wyjazd to wróci do biura w którym moze liczyć na uprzejmość i
    zainteresowanie a nie na nieprzyjemną fizjonomię wyrażającą zniercierpliwieniem
    bo przecież na oko oceniła klienta,że on niczego nie kupi. Lub nie daj boże
    szanownej pani "dzień dobry" nie powiedział, burak jeden.
    Jeżdżę sama (z mężem) po świecie, czasem z biurem i wcale nie muszę być
    zdecydowana gdzie pojadę w listopadzie lub grudniu. Byłam w wielu miejscach ale
    w wielu nie byłam i np. chętnie pojechałabym do Indonezji i załapała się na
    objazdówkę żaglówką miedzy wyspami a potem na kilka dni pozostać np. na Bali. A
    może objazdówka po Brazylii. Może Kambodża i Wietnam. Nie muszę korzystać z
    pierwszego lepszego biura które opracuje mi takie wyjazdy. I wybrać mogę coś
    zupełnie innego tym bardziej,że nigdy nie podejmuję konkretnych decyzji o
    wyjeździe wcześniej niż 2 tygodnie przed wyjazdem (ta moja praca!!).
    To samo mam w sklepach. Czasem szukam czegoś konkretnego a przymierzam coś
    zupełnie innego. Ostatnio jakiemuś młodemu sprzedającemu naprawdę chciało się
    szukać i wyciągać moje rozmiarowo rzeczy i choć weszłam po zobaczony na
    wystawie szary sweterek (którego nie kupiłam) to kupiłam fantastycznie leżące
    na mnie granatowe spodnie,szare spodnie do tego granatowy sweter i 3 koszule i
    oliwkową szturuksową marynnarkę. Gdyby chłopakowi się nie chciało szukać innego
    niż przymierzony przeze mnie ten szary sweter to po prostu wyszłabym. Nie lubię
    przerzucać stosu szmat i wolę gdy ktoś mi pomoże. Po to włąśnie zatrudnia się
    obsługę w sklepach a nie robi samoobsługowego molochu. Po to jest biuro podrózy
    a nie strony internetowe. Tylko obsługa trochę jeszcze psotkomunistyczna.
    Obawiam się,że Liloom nie przekona przekonanych,że klienta nalezy wychować,
    samemu się jest ok, że klient powinien przyjść zdecydowany, kupić i on wtedy
    jest tym akceptowanym w przeciwieństwie do buraków, natrentów, oglądaczy,
    marzycieli. Tylko takie panie nie wiedzą dlaczego tracą pracę, a były takie
    dobre....
  • Gość: ina IP: *.orange.pl 21.09.06, 10:28
    powiem tak- na szczescie nie pracuje juz w turystyce i za ta praca nie tesknie.
    klienci patrzacy na mnie jak na panienke z biura p. to nie dla mnie. nie
    dziwcie sie jednak, ze pracownik nie obsluguje was w sezonie na 100%. bo tak
    sie nie da, jesli przed wami 5-10 klientow robilo se jaja i ktos teraz
    przygotowuje dla nich oferte na Madagaskar czy Galapagos. a potem jezszcze
    jedna do Tybetu, a potem itd. Ja rowniez jestem klientem. Budowalam z mezem
    dom, kupowalismy okna, drzwi, podlogi, meble, agd- wszystko. w ciagu godziny
    kupilam pralke, lodowke, zmywarke, mozna? mozna. wystarczy wiedziec czego sie
    chce, ile sie ma gotowki i SZANOWAC SWOJ CZAS I INNYCH. ale jesli komus sie
    nudzi i wyjscie do sklepu czy biura podrozy traktuje na zasadzie- a teraz mi
    buty wyczysc i zrob dobrze, a jak ci sie nie podoba to idz na kase do
    supermarketu, to sorry.
    i do pani, ktora moj poprzedni post skomentowala, ze lepiej paznokcie ogladac i
    sie dziwic, ze sie prace stracilo- nie stracilam pracy, sama odeszlam z
    turystyki. bylam dobra, znam rzadki jezyk, pilotowalam, sprzedawalam w wielkim,
    niemieckim biurze podrozy, studiowalam za granica. I po co ta zlosliwosc?
    naprawde nic sie nie wie o obslugujacych ludziach, wiec moze minimum kultury?
  • lena575 21.09.06, 12:40
    Od razu ci powiem,że nie wierzę w to,że w godzinę kupiłaś sprzęt AGD - to sobie
    możesz między bajki włożyć, jest tak dużo rodzajów zmywarek, lodówek, lodówko-
    zamrażalek, mirofalówek,tosterów, opiekaczy, kuchenek,pralek, że potrzeba sporo
    czasu by to "obczaić" . Chyba,że samą sprawę sprawdzania sprzętu i płacenia
    traktujesz jako "w godzinę". Albo posżłaś i kupiłaś to samo co koleżanka.
    Chyba,że tak .... Sama kompletowałam różne rzeczy do domu, przebudowałam
    kuchnię, wyposażyłam i wiem ile czasu spędziłam szukając w internecie tego co
    chcę a nie tego co w godzinę znajdę w jednym czy nawet dwóch sklepach. A bywało
    i tak,że kupowałam pewne rzeczy bezpośrednio w hurtowni bo z tych ogromnych
    sklepach nie do końca wiedziano czy w ogóle mogą sprowadzić mi to co chcę. I
    wbrew pozorom nie jest tak,że im więcej pieniędzy tym lepiej. Kupując dobre i
    solidne rzeczy za spore pieniądze trzeba solidnie się naoglądać. Chyba,ze ma
    się małe pieniądze i i tak kupuje najtańsze - wtedy łatwo.
    Prezentujesz ten sam typ arogancji jaki może zaprezentować sprzedawca w sklepie
    ze sprzętem AGD - szanuj jego czas, poszukaj sobie w internecie i przyjdź jak
    chcesz kupić i zapłacić bez pytania o szczegóły, oglądania sprzętu (o których
    bardzo często nawiasem mówiąc niewiele osób tego sklepowego personelu ma
    pojęcie). Człowiek który chce pooglądać przed kupieniem, dowiedzieć się jak to
    działa może być potraktowany jak intruz i zawracjadoopa dla "zapracowanego
    personelu".
    Guzik prawda, sklepy a nawet i niektóre biura podróży pootwierane są również do
    późnych godzin wieczornych w soboty i nawet w niedziele, często
    pełne "pokrzywdzonego" personelu którym klienci jakby troche przeszkadzali.
    Rozżalonych,że musi być w sklepie w takim czasie w jakim jego zdaniem klienci
    powinni siedziec w domach, i personel sklepu też. Oczywiście pensji nie powinni
    obniżać.
    Polska pełna jest "stworzonych do wielkich celów" którym robienie czegoś dla
    innych ludzi wręcz uwłacza. Tekst iny właśnie jest tego przykładem. Tacy ludzie
    nadają sie świetnie do pracy w usługach dopóki nie maja pracy, gdy już ją mają
    (czy to sklep, czy biuro czy bezpośrednia czy telefoniczna obsługa klienta) to
    szybko okazuje się,że dla pracownika jest to tylko krótki etap we własnym
    wyobrażeniu o kierowniczej karierze. Tak jakby ogrom ludzi nie lubiło tego co
    robi!!!!!!!!!!!!!!! Chyba ogrom ludzi w ogóle nie lubi robić czegokolwiek poza
    chyba"byciem dyrektorem" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Albo własnym wyobrażeniu o byciu
    nim.
    Taki tekt "odeszlam z
    > turystyki. bylam dobra, znam rzadki jezyk, pilotowalam, sprzedawalam w
    wielkim,niemieckim biurze podrozy, studiowalam za granica"

    jest dla mnie mało zrozumiały. Sama studiowałam, dokształcam się cały czas,
    uczę nowego języka, jestem podwładną, przełożoną, mam częsty kontakt z
    klientami w mojej firmie (a bywają też jak to nazywamy "wysokoroszczeniowi" - z
    roszczeniami uzasadnionymi i nieuzasadnionymi) i lubię to co robię, lubię ludzi
    i nie widze powodu do zwalniania się. A tu pracownicy biur podróży jakby
    chawlili się "już nie pracuję,sama się zwolniłam". Pewnie słusznie, gdybym
    robiła coś czego nie lubię to też bym się zwolniła a nie czekała aż mnie
    zwolnią.

  • Gość: INA IP: *.orange.pl 22.09.06, 11:44
    wymiane naszych zdan mozemy sobie podarowac. jesli chodzi o szczegoly-
    zwolnilam i zalozylam swoja firme. a po dwa tak, kupilam w godzine zmywarke,
    pralke, lodowke. jak piszesz- nie mialam pieniedzy i wybieralam z najtanszych
    towarow. dokladnie tak- tak maja ludzie, ktorzy buduja dom!!! ha ha! rozbawilas
    mnie. rozumiem, ze nie dociera do ciebie, ze sa ludzie, ktorzy wiedza, czego
    chca? ze szkoda im czasu, bo maja duzo do roboty. nie musza czekac, az
    przybiegnie do nich pan z obslugi i powie- sliczna pani, chciala pani sweter
    ale tu sa takie sliczne bojowki i one tak slicznie na pani leza. sliicznie.
  • lena575 22.09.06, 12:10
    Przekonałaś mnie prawie,że są ludzie któzy wchodzą i kupują - proszę
    najtańsze !!! I biorą od ręki. Robią tak bo nie mają czasu a mają mało
    pieniędzy. I tak budują dom.... hahahahahahahahahahahahaha :)W
    godzinę ...wersja dla zdecydowanych ....:) Dobre ....tylko nieprawdziwe :)
  • lena575 22.09.06, 12:52
    Jest jeszcze taka możliwość,że to co uważasz za "wiem czego chcę" przekładająca
    się na błyskawiczne zakupy powoduje,że przy dużej ilości pracy musisz kupować
    najtańsze rzeczy bo robisz to w sposób nieprzemyslany. "Zdecydowanie" to wcale
    nie takie postępowanie o jakim ty piszesz.
  • Gość: KIKI IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.06, 12:58
    Lena, czy ty sie z choinki urwałaś? Skąd te wiadomości. Dobrze wiem jak działa
    taki mechanizm zakupów. Pisałam o tym zagadnieniu pracę magisterską i wiem co i
    jak, więc zaglądnij do fachowej lektury. Polecam.
  • lena575 22.09.06, 13:26
    Sorry, jaki mechanizm zakupów? to że w godzinę kupujesz całe wyposażenie do
    kuchni? To,ze wchodzisz do sklepu zdecydowana np. na granatowy kostium i
    bierzesz to co wisi na wieszaku? To,że wchodzisz do biura podrózy zdecydowana
    np. na Tunezję i kupujesz to co podsunie ci sprzedawca? To,że ktoś wchodzi,
    kupuje "najtańsze" i tak dom buduje? Nie rozumiem o czym piszesz, możesz tak
    dokładniej i w skrócie opisać taki mechanizm?
  • Gość: maitai IP: 80.72.40.* 22.09.06, 15:46
    Rozumiem niezdecydowanych klientów bo nie każdy z góry wie gdzie chce pojechać.
    Natomiast każdy klient decyzje podejmuje na podstawie swoich możliwości
    finansowych, oczekiwań jakie ma spełniać dana oferta i różnego rodzaju innych
    czynników, dlatego przychodząc do biura powinnien podać sprzedawcy jakąkolwiek
    informację o ofercie jaką chciałby otrzymać, wystarczyłby przedział cenowy albo
    informację czy to ma być pobyt bądź objazd, góry czy morze, samolot czy
    autokar. Jeśli przychodzi klient i mówi: "Proszę mi zaproponować coś ciekawego,
    wszystko jedno gdzie" to sprzedawca w tym momencie może klientowi proponować
    setki ofert niewiedząc zupełnie jakim kluczem się kierować przy ich wyborze.
    Dla mnie ciekawą propozycją jest Meksyk, ale klient słysząć o tym kierunku
    wzdycha tylko i mówi: Tyle pięniędzy za wycieczkę, nigdy w życiu tyle nie
    wydam. Proponuje za to tańszy Egipt, ale tam dla klienta jest niebezpiecznie i
    brudno bo to Arabusy. Może Chorwacja autokarowa - klient się krzywi - 24
    godziny w autokarze to nie dla mnie. Tak można wymieniać w nieskończoność, ale
    po co - wystarczyłoby żeby klient powiedział, że chce wydać góra 2000, albo że
    chce lecieć tylko np. Centralwingsem i już szukamy wszystkich ofert, które
    spełniają te dwa warunki.
    Jeśli idę do sklepu kupować pralkę to nie mówię do sprzedawcy: Proszę mi
    zaproponować jakąś pralkę bo sprzedawca pokaże mi ich kilkadziesiąt, tylko
    mówię: Proszę mi zaproponować pralkę, która wiruje z prędkością 1000 do 1200
    obrotów i kosztuje do 2500.
  • Gość: ina IP: 217.116.110.* 21.09.06, 11:45
    i juz ostatnia sprawa. jak przygotowywac oferty "dla niezdecydowanych" w
    sezonie, gdy przez caly dzien masz przed soba klientow? odbierasz w tzw.
    miedzyczasie telefony, faxy, podpisujesz umowy i "dopinasz" je, pytania sypia
    sie z poczty email. gdy przez caly dzien nie masz czasu nic zjesc, isc do
    ubikacji, bo co chwila kogos obslugujesz? ja tak mialam, pracowalam 6 dni w
    tygodniu przez sezon. wygladalam jak smierc, krecilo mi sie w glowie ze
    zmeczenia. biuro podrozy to nie poczta- nie postawisz tabliczki- stanowisko
    chwilowo nieczynne. a w domu przygotowywalam tzw.oferty. po to, zeby ktos
    skomentowal- no drogo ten wietnam/ kambodza/ co tam chcecie. i nie mialam
    wynagrodzenia prowizyjnego. po prostu pracowalam rzetelnie. i tak uslyszalam
    wiele razy podle slowa od klientow- lacznie z suka, o czym pisalam powyzej. i
    to tyle do tematu. jak pisalam, ciesze sie,ze nie mam juz nic wspolnego z
    turystyka.
  • voyager747 21.09.06, 20:45
    A myślisz,że w innych branżach jest inaczej? Przychodzi zapytanie o jakiś towar
    mailem i trzeba na niego odpisać. Potencjalny klient wysyła sobie hurtem takie
    maile i czeka na odpowiedź. Prawdopodobieństo,że przyjdzie do Ciebie kupić jest
    małe, ale odpisywać trzeba i tyle.
    --
    voyager747.fotosik.pl/
  • liloom 24.09.06, 14:41
    Wlasnie pisalam wczesniej, ze w kazdej branzy handlowej tak jest, i pisalam, ze
    sama w niej jestem i wiem jak dlugo trzeba pracowac nad klientem, zeby go zdobyc
    i ile, zeby do nas wrocil. To nie jest latwa praca, nie kazdy sie do niej
    nadaje, uwazam nawet wiecej, ze trzeba miec talent, a jak ktos go nie ma, ale
    chce w tej branzy (handlowej ogolnie) pracowac, to musi dobrze zacisnac zeby
    zeby isc do przodu. Konkurencja w kazdym galezi handlu jest po prostu ogromna.

    Co do dyskusji na temat kupowania sprzetu domowego, to akurat zgadzam sie, ze
    mozna kupic w godzine, pod warunkiem wczesniejszego przygotowania, przejrzenia
    ofert konkurencji i w internecie.
    Ina, jesli jestes na tyle przycisnieta, ze wchodzisz, kupujesz najtansze i
    wychodzisz, to jest to sytuacja przymusowa, co sama dajesz do zrozumienia.
    Wejscie zakup "biore najtansze wszystko jedno co" wyjscie - nie jest modelem
    standardowym. Ludzie maja rozne priorytety. Dobry sprzedawca powinien to
    wiedziec i rozpoznawac.
    W innym watku odezwala sie Alessa, u ktorej kupowalam wycieczke na narty.
    Odpisuje na wszystkie emaile, dba o klientow, jest z nimi w kontakcie. Mozna na
    niej polegac. Mysle, ze ma zdrowe podejscie to interesu i wie, ze wszedzie sa
    rozni ludzie, co nie jest powodem, by sie poddac. Widzialam, ze bywala
    wykonczona, ale zawsze miala czas dla kazdego. Stara sie dac z siebie wszystko,
    nie slyszalam zeby jeczala. Bierzcie z niej przyklad.
    Powodzenia i usmiechu wszystkim tutaj.
  • danziger 24.09.06, 22:27
    Droga Pani,
    jedno pytanie, wylot do Turcji miał być o 8.00, po czy się okazało że będzie o
    15.00. Dla mnie to jest strata ośmiu godzin, ale dla osoby z biura podróży z
    którą rozmawiałem to jest wszystko w porządku, w końcu data wylotu się zgadza.
    Na moją informacje że jak kupowałem wycieczkę to konsultantka podała taką
    godzinę usłyszałem uwagę że być może tak było ale nie ma to nic do rzeczy,
    zresztą teraz to ja mogę wszystko wymyślić jak to nie było nagrywane. Oczywiście
    usłyszałem narzekanie na przewodnika, że nie ma samolotów, że lotniska są
    pozajmowane że są przeloty prezydentów itp. Dlaczego to ma być mój problem a nie
    biura, ja podpisuję umowę z biurem, a biuro z przewoźnikiem i niech to
    załatwiają, oczywiście nie muszę wspominać że o żadnej gratyfikacji jako
    zadośćuczynienia nie może być mowy. Kolejne pytanie, dlaczego jak biuro
    sprzedaje wycieczkę to jest miłe i ok, a jak skracają wycieczkę to nie ma w tym
    nic złego? Czy to też wina klienta, tego buraka który przeszkadza pracownicom
    biur podróży w ich pracy? Przecież jak kupi wycieczkę to niech sobie obejrzy
    folder zobaczy ciekawostki w necie, zapłacił to niech spada?
  • Gość: burak od pani Zosi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.06, 21:08
    Z biurami jest bardzo różnie.Często mniejsze bardziej dbają o klientów,starają
    się mieć stałą grupę,która stale z nimi jeżdzi.Bardzo mile wspominam eskapady
    po Europie i Turcji z ATT Master pana Tuleji,który był organizatorem ,pilotem i
    przewodnikiem zawsze dobrze przygotowanym i chcącym pokazać więcej miż to
    zawierał program imprezy.Często wyciągał nas nocą na zwiedzanie niektórych
    miast.Niestety spotkał się ze śmiercią w Andach.Bardzo zadowolony byłem i wiele
    się nauczyłem z wycieczki objazdowej po egipcie organizowanej przez pana Tereka
    Azmego z Krakowa ,Biuro Zamelek.Z dużych biur nie zawiodłem się na Oassis i
    Eximie,Chociaż w pierwszych latach piloci i rezydenci byli beznadziejni.Obecnie
    Exim robi chyba najlepsze rejsy po Nilu i dopracował się dobrych
    pracowników,zwłazcza pochodzących z Bliskiego Wschodu.Bardzo zawiodłem się na
    Triadzie i Swego czasu na Selekturze głownie ze względu na beznadziejne
    rezydentki i pilotki,ktore zapominają że niestety ale to one są dla klientów
    biura a nie odwrotnie.
  • Gość: Genia IP: 83.238.130.* 28.09.06, 18:41
    My zaczęliśmy spisywać co niektóre "wejścia" naszych kochanych klientów i
    powstał juz z tego niezły zbiór. Oto kilka przykładów "z życia wziętych": (K-
    klient, A- agent)
    K: -ma pani coś fajnego?
    A: -a kiedy?
    K: -nie wiem
    A: -a gdzie?
    K: -nie wiem, ja tylko o cenę chciałem spytać
    --------------------------------------------------------------------
    K: -w jaki dni są te wyloty?
    A: -codziennie
    K: -aha, to znaczy, ze w jakie dni???
    ---------------------------------------------------------------------
    K:-Wylecieć dziś, wrócić jutro. Nie ma???!!! XXI wiek proszę pani mamy!!!
    --------------------------------------------------------------------
    K:-Proszę pani, czy może mi pani rozszyfrować ten skrót KOS??????

    To na dobry początek. Wkrótce ciąg dalszy...pozdrawiam

  • Gość: Ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.06, 23:41
    To ja też coś dodam od siebie:)
    Po pierwsze klienci przyzwyczaili się do ofert Last Minute - skoro w sierpniu
    można wykupić wczasy na wrzesień za 1000 PLN - to dlaczego za taką samą cenę nie
    można wykupić tych samych wczasów w kwietniu, maju?? Ale do tego sami klientów
    przyzwyczailiśmy. Niestety w chwili obecnej 90% to klienci, których interesuje
    standard 4* za cenę 2,5* - w moim przypadku jedynie pozostałe 10% zdaje sobie
    sprawę, że za super kurort turystyczny, za idealne położenie hotelu, za dobrą
    kuchnię i komfortowe warunki trzeba zapłacić określoną sumę.

    Coś z śmieszych sytuacji:) Pani pyta jaka jest cena za psa. Ja: 4 EUR / dzień.
    Pani - czy piesek ma w cenie wyżwienie?? ( si:) w formie bufetu:)) ), Pani - w
    jakim kolorze jest pościel w pokoju?? Ja - ????:) Pani ( no może Pan ) - w
    którym miejscu dokładnie stoi łóżko w pokoju, bo nie może stać pod samym oknem.

    A z przykrych sytuacji - dla wszystkich pracowników biur podróży, dla
    organizatorów również - proponuję ( możliwe, że odkryliście to przede mną )
    bardzo uważnie wysłuchiwać czego oczekuje klient, za co chce zapłacić i
    najlepiej niech takie informacje znajdują się na umowie zgłoszeniu z jego
    podpisem. W moim przypadku klient chciał A, B, C - co było określone w
    korespondencji mailowej. Po przyjeździe z wczasów okazało się, że klient
    oczekiwał D, E, F. Okazało się również, że pomimo tego, że miałam około 7
    różnych dokumentów, które wskazywały na to, że klient otrzymał to co chciał, a
    po jego stronie było jedynie słowo - "powiedziałem, że chciałem to i to" -
    przegrałam z kretesem. A słowo klienta kosztowało mnie sporo pieniędzy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka