Dodaj do ulubionych

ja już nie wytrzymam

IP: 10.129.226.* / *.acn.pl 13.08.01, 17:53
Wiem, znowu nastepna narzekająca powiecie, ale ja mam dość. znowu dzis
comiesięczna tragedia. Czemu nie mogę tak jak inne kobiety zajśc w ciąże.
Jestem z tym problemem sama. Mój mąż nawet nie chce słyszec o wizycie u
lekarza. Mówi ze samo się ulozy, ze jak przyjdzie czas to bedzie dziecko.
Kiedy ???????????? Ja mam 29 lat i za chwilę ten mój czas się skończy. nie mogę
już patrzec na kobiety w ciązy i na niemowlaki w wózkach. Satarm się , bardzo
się staram. Ale jak długo mozna. Ja pewnie ejstem do niczego. Co miesiąc patrze
na ten moj brzuch z nadziję, i co miesiąc , tak gorzkie rozczarowanie. Co
zrobiąłm tak zzłego, ze nie mogę zajśc w ciąze. Nie mam już siły. siedzę i
placzę w łazience, a on pyta "czemu" . Mam dość, nie wiem, on nie rozumie
tego ? Czy moze ja jestem nienormalna, za jakiś czas dostatnę pewnie obsesji w
tym temacie. Ale ja chcę mieć dziecko. Chyba nie chcę od zycia za duzo ?
Dlaczego.Dlaczego ?
Obserwuj wątek
    • Gość: ADA DO;KASI IP: 217.67.198.* 13.08.01, 18:53
      Ja też miałam podobny problem z mężem.Też słuchałam -że jakoś się
      ułoży .Miesiące mijały a tun ic .Teraz będę miała 2 wizytę w Novum.Poszedł na
      badanie.Ale wiesz co zrobiłam -pewnego dnia już nie wytrzymałam i mu
      powiedziałam,że jeżeli nie może tego zrobić dla mnię i dla dziecka to niech się
      pakuje i wyprowadza -poskutkowało.Oczywiście nie wiem jak to by było w twoim
      przypadku.Zyczę powodzenia ale nie ustępuj mężowi.Ciągle z nim o tym
      rozmawiaj .Teraz mój mąż się z tego śmieje i mówi,że po co było tyle nerwów.
      Nie załamuj się będzie dobrze-Paaa
      • Gość: Mika Re: DO żon opornych mężów IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.01, 22:23
        Ja zrobilam inaczej. Był to gest desperacji, a nie wyrachowania, ale bardzo
        skuteczny. Powiedzialam do męża: "Nie masz czasu jechać ze mną na kolejne in
        vitro? To nie jedż. Skorzystam z banku nasienia! Może urodzę jakiegoś słodkiego
        Murzynka?" Od razu znalazł czas i nabrał chęci na kolejna próbę. Myślę, że do
        badania też tak można zachęcić (choć pewnie Rebas mnie potępi wink)
    • Gość: Muszelka Re: ja już nie wytrzymam IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 13.08.01, 19:52
      Kasiu,
      ja dzisiaj również chcialam napisać list podobnej treści, jestem w pierwszym
      dniu cyklu sad i mam takie same uczucie żalu, bólu, rozdarcia,
      niesprawiedliwości i zawiedzionych nadziei. U mnie do tego doszlo jeszcze w
      pewnym sensie oddalenie sie od Boga, choc wciąż nie przestaję sie modlić.
      Nie napisalam, bo nie chcialam sie użalać i marudzic dziewczynom, ktore wiele
      juz przeszly i potrzeba im sporo uwagi, ale napewno nie marudzenia.
      Cierpialam sama.
      Jestem po 4 nieudanych inseminacjach i na rozdrozu z myślą: gdzie wybrac sie na
      invitro.
      Jeśli chodzi o męża: jego zachowanie jest powiedzmy typowe, lecz napewno
      niewlaściwe. Nie możesz przez to przechodzic sama. Obojętnie jakim sposobem,
      ale wytlumacz mu, że musi poddac sie badaniom. Nie tylko tym, ale i nastepnym i
      jeszcze nastepnym + ewentualne inseminacje czy invitro: to jest normalne. Mój
      mąż na początku zachowywal sie tak samo, a potem jakoś z czasem wszystko powoli
      zrozumial. Wiedz, że on cierpi i napewno równiez bardzo to przezywa. Dla
      facetów to trudne.
      Życzę Tobie (i sobie) z calego serca, aby ta miesiączka byla naszą ostatnią, w
      przeciągu tego roku smile
      Trzymam Cie mocno za ręke, będzie dobrze...
      Muszelka
      • Gość: Kredka Re: ja już nie wytrzymam IP: 213.77.105.* 14.09.01, 08:11
        Muszelko!
        Postanowiłam od dziś modlić się o rozwiązanie Twoich problemów. Gdy spotykam
        się z problemem, z którym nie mogę sobie poradzić, zawsze biegnę do Boga, który
        zawsze wysłuchuje. Nie znaczy to że zawsze spełnia. Ale "Jeśli dwaj z was na
        ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który
        jest w niebie." Mt 19:18

        Jestem sercem z Tobą i ze wszystkimi dziewczynami, w których jest tyle bólu ale
        i tyle nadziei.
        Pozdrawiam serdecznie
    • Gość: malgosia do Kasi IP: 213.158.195.* 13.08.01, 21:09
      Kasieńko mam kilka ciepłych słówek dla Ciebie. po pierwsze to co przezywasz to
      normalne. Nie jesteś wariatką ani jakąś dziwną niepełnowartościową kobieta .
      macie po prostu problemy natury zdrowotnej. I musicie jea RAZEM rozwiązać.
      Razem , sama nie dasz rady. Musisz go namówić na badania. Chyba, ze problem
      jest natury ogólniejszej i np. Ttwój mąz w ogóle nie chce mieć dzieci tak mocno
      jak Ty. Musisz z nim porozmawiać jak najszybciej. Kasiu kochana, każda z nas to
      przeżywa co miesiac. Potem jakoś się podnosimy . Nawet nie wiemy jakie jesteśmy
      silne. Trzymaj sie, napisz M.
    • Gość: Aśka Filozofie kobiety na temat mężczyzn IP: 213.25.190.* 13.08.01, 22:48
      Ja myślę, że mężczyzn bardziej niż nas przerasta problem niemożności zajścia w
      ciążę. Dlatego chowają się w skorupę "wszystko się ułoży". W pewnym momecie
      dochodzą nawet do wniosku, że są skonni zrezygnować z posiadania dziecka, jeśli
      ma ono kosztować tyle wyrzeczeń i trudów. I być może to jest tak, że ten strach
      czy niechęć przed całą procedurą leczniczą zagłusza chęć zostania ojcem?
    • Gość: Anika Re: ja już nie wytrzymam IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.01, 00:04
      Cześć Kasiu,
      przeczytałam Twój list i nie po raz pierwszy i nie jako jedyna stwierdzam, że
      ja przeżyłam to samo. Dopóki nie trafiłam na to forum wydawało mi się, że ja
      jestem taka jedyna biedna, bezdzietna, pokrzywdzona przez los, a wokół mnie
      same rozwojowe rodzinki. Wszystkie mamy podobne problemy.
      Ja również przez długi czas nie mogłam zrozumieć mojego męża bo nie rozpacza,
      nie histeryzuje, nie ma potrzeby ciągłego wałkowania tego tematu i twierdzi, że
      jest szczęśliwy i że jest fajnie we dwójkę, a jak będzie dziecko to też będzie
      fajnie, ale nic na siłę. Już sobie myślałam, że pewnie mnie nie kocha, bo gdyby
      tak było to pragnął by tego tak samo jak ja. Ale większość facetów po prostu
      przeżywa to inaczej i Twój do tej większości należy. Nie potrafię Ci tylko
      podpowiedzieć, jak Go namówić na wizytę u lekarza. Każda z nas ma jakiś sposób
      na męża i trzeba to wykorzystać. Gdyby było tutaj więcej mężczyzn mógłby sobie
      poczytać i przekonać się, że to nic strasznego, ale jest tylko jeden, i jest to
      potwierdzeniem mojej tezy. Na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, że tydzień, w
      którym stwierdziliśmy, że coś jest nie tak, że jest to problem, że bez pomocy
      lekarza nic z tego nie będzie i wykonaliśmy pierwsze badanie był chyba
      najtrudniejszy i najbardziej burzliwy w całym leczeniu. Potem było coraz
      łatwiej.
      Ja również miewam myśli, że nie zasługuję na dziecko, że jestem do niczego.
      Przez bardzo długi czas również nie czułam się kobietą. Mam świetny sposób na
      odpędzenie takich myśli. Jest tu przecież wiele sympatycznych i wrażliwych
      dziewczyn, żyjemy sobie przez lata w udanych związkach bez ,,plastra" w postaci
      dziecka, i choć czasem bywa ciężko to wtedy jeszcze bardziej chcemy być razem.
      Czy udało by się tego dokonać, gdybyśmy nie były kobietami?
      Trzymaj się Kasiu, czytaj nas, pisz do nas, to nie jest tak, że nie chcemy
      słuchać tu ,,marudzenia". Jeśli ktoś nie chce to nie czyta, ale zawsze znajdzie
      się ktoś kto Cię pocieszy. Korzystaj ze skarbnicy wiedzy medycznej, jaką są
      forumowicze i pamiętaj człowiek nie kura - wszystko zniesie Całuski, A.
    • Gość: Ola Witaj w "klubie" ;-) IP: 212.244.46.* 14.08.01, 08:50
      Kasiu, nie mam do napisania nic nowego, co by dziewczyny wcześniej nie
      napisały. Dlatego napiszę krótko: każda z nas to przeszła lub przechodzi. Zanim
      dotarłam do Forum czułam się DOKŁADNIE TAK SAMO! Ale po kilku miesiącach
      rozmawiania z ludźmi (sorry, że tak powiem) sobie równymi, czuję się zupełnie
      inaczej. Mam dół co miesiąc, ale nie histeryzuję, nie płaczę godzinami do
      poduszki i nawet nie monitoruję cyklu. Mam plan leczenia na najbliższy rok i to
      mi wystarczy żeby się zdystansować. Dlatego zostań z nami, a po paru miesiącach
      ułożysz sobie jakoś życie z TYM problemem, a może nie zdążysz nawet(?)...
      (Czego Ci oczywiście życzę - aby problem rozwiązał się sam.)
    • Gość: Kasia Dziękuje Wam IP: 10.129.226.* / *.acn.pl 14.08.01, 12:04
      Dziekuję wam , dziewczyny za wszystkie słowa otuchy, własnei je przeczytałam i
      łzy mi pociekły. Nie chcialam wam zawracać głowy, ale ja nie mam z kim o tym
      porozmawiać. Moze coś blizej napiszę o sobie. Jesteśmy małżeństwem dwa lata. Na
      początku nie było problemu, zjmowalismy się mieszkaniem i innymi rzeczami, ale
      sama się zastanawiam czemu tak długo chowałam glowe w piasek? Nie wiem.
      Jestesmy ze soba 5 lat i od lat 4 za bardzo się ciązy nie wystrzegalismy. I
      czemu dopiero teraz zaczynam się tak bać, że nie zdązę miec dziecka ? Mój
      małzonek,( bardzo go kocham) , ale nie chce rozmawiać na ten temat, a
      przynajmniej jest nam bardzo trudno, moze ja nie potrafię dobrze zacząć ?
      dziękuję wam z całego serca, za te slowa otuchy, macie rację, trzeba znowu
      spróbować, ale jak mam przyjąć następna porażkę ? Sama nie wiem. Znaczy się
      wiem, pewnie znowu popłacze, powściekam się i podniosę głowę i bedę próbowała
      od początku. Ale wiecie co? Powoli zczynam watpic, w to ze moge zostac matką.
      Kiedyś miałam takie marzenie : jak zajdę w ciąże , bedę już tego pewna, załoze
      piekna piżamę(nawet ją kupiłam , kosztowała mnie pół pensjismile)) zrobię super
      snaidanie, zjemy w lóżku i powiem o tym męzowi. ALe czas mija ,a tu nic. Pizama
      leży czeka,chyba ją wyrzucę, zeby mi przypominała, tych porazek, tych
      idiotycznych co miesięcznych nadziei.
      • Gość: ada Re:Wyniki męża IP: 217.67.198.* 14.08.01, 13:12
        Kasiu pisałam ci już,że też miałam problem żeby mąż zrobił badania.Ciągle
        słyszałam od niego, że mnię zawsze coś boli.Właśnie wróciłam od lekarza -jego
        wynik -ma 10% płodności.Jednak i moje wyniki są okropne. Ale cieszę się, że
        wiem na czym stoję i co jest przyczyną braku dziecka. Mam tylko nadzieję,że
        wszystko będzie w porządku bo tylko to mi pozostało-na marginesie ja jestem 9
        miesięcy po ślubie.Paa
      • Gość: Ola do Kasi IP: 212.244.46.* 14.08.01, 15:20
        Kasiu, ode mnie nie usłyszysz "nie martw się, bo na pewno się uda". Uważam to
        za czcze gadanie - nic nie warte. Boli jak cholera to co nam się przydarza co
        miesiąc. Ja czułam jak mi serce pęka (dosłownie!). Pomyśl o dziecku jak o czymś
        w przyszłości, powiedz sobie, że musisz najpierw zrobić badania, męża przekonać
        do badań i zaplanować wydatki na ewentualne leczenie. Może pochłonięta
        planowaniem nagle "zaskoczysz" co będzie dla Ciebie miłą niespodzianką. Jeśli
        jednak nie "zaskoczysz" to przynajmiej Ci serce nie pęknie, bo będzesz
        wiedziała, że jeszcze przed Tobą jest jakaś droga do przejścia. Masz 29 lat -
        to nie tragedia, masz przynajmniej 10 lat na zabiegi wspomaganego rozrodu (oby
        Ci były zbędne!) - to nie jest mało, zważywszy, że nauka tak szybko idzie
        (leci) do przodu. Nie wiem czy to, co napisałam coś Ci pomoże, bo każdy ma inny
        sposób na własne problemy, ale mam nadzieję, że choć trochę podpowiedziałam Ci
        jakieś rozwiązanie.
        A tak na marginesie; pisz jak najwięcej, wygadaj się, to pomaga! Serio!
        • Gość: Hathor Re: do Kasi IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.01, 18:38
          Kasia - a moze wolisz sie spotkac ?
          Napisz skad jestes i na pewno znajdziesz kolezaki w poblizu - jest nas juz duzo
          i to w roznych miastach. Organizujemy sie w grupy wzajemnego wsparcia
          (obrzydliwie to brzmi ale to szczera prawda) i spotykamy w Warszawie i Krakowie
          (tyle ja wiem bo jestem z K-kowa).
          Wspolne ponarzekanie pozwala pozbyc sie emocji i przystapic do dzialania - a to
          jest najwazniejsze. Trzymaj sie dzielnie i wstap do naszego stowarzyszenia.

      • malgosiak do Kaśki 14.08.01, 18:42
        Kaska nie wyrzucuj piżamy !!!!!!!! Przyda Ci się i to jak pisża dziewczyny sama
        nie wiesz kiedy. Tak to juz jest, poczytaj ludzie dostają wózki od znajomych,
        łóżeczka i czekają , a sprzęty w sąsoednim pokoju się tylko kurzą. Ja tez mam
        kilka ładnych ciuchów ciążowych ( raz było mi dane być w stanie bł. przez 13
        tyg.),a le zdążyłam juz pożyczyć je trzem koleżnkom . Wierzę, ze je kiedys
        założę i powiem Ci jeszcze, Tobie je pożycze. Jjak masz rozmiar i skąd jesteś? M
        • Gość: Iwona Re: do Kaśki IP: 212.160.79.* 14.08.01, 20:38
          Kasiu. Pozwól,że i ja się dołączę do pocieszycielek. Też mam 29 lat, cztery
          lata zmagań z lekarzami, ale mam plan i to mnie trzyma przy życiu, chociaż już
          też nie potrafię sobie wyobrazić siebie przy nadziei. Z moim mężem było
          standardowo to znaczy jak u wszystkich, też nie był chętny do zrobienia badań.
          Podpowiem Ci co zrobiłam, bo z moim mężem nie da się powalczyć.
          Lekarka "państwowa" wypisała skierowanie na zrobienie wyniku nasienia dla
          mojego męża. Ja po cichutku dowiedziałam się, gdzie można takowe zrobić.
          Któregoś wieczorku dałam to skierowanie mojemu mężowi, mówiąc mu, że byłam u
          lekarza, dała mi dla niego skierowanie, a wynik można zrobić tam i tam, jak się
          namyślisz, a nie ma pośpiechu, to możesz je zrobić. Włożył to skierowanie bez
          słowa do portfela i tak nosił jakiś czas(długi ho, ho, ja mu przez ten czas nie
          wspominałam ani słowa), aż któregoś dnia powiedział:jutro pójdę zrobić wynik(no
          wiesz poczuł, że to jest jego męska decyzja, a nie gderanie żony). I tak
          poszło, potem następny raz i następny i jeszcze parę razy i kolejne 5 razy do
          inseminacji i kolejny do in-vitro. Teraz czasem nawet sobie żartujemy, że jak
          tak dalej pójdzie, to ja będę zbędna, bo sobie sam tak świetnie radzi. Kasiu,
          grunt, to obierz sobie cel, ułóż jakiś harmonogram działania, a do męża
          podchodź spokojnie i powoli. Ja to naazywam na zasadzie ulepiania z gliny, tak
          powolutku. Zobaczysz, że on też bardzo chce mieć dziecko, tylko mu trudniej
          jest siebie przemóc. Poradziłam tak samo swojej koleżance, a ma butnego męża.
          Zajęli się bardzo mocno diagnostyką (też trzy lata nie mogła zajść w ciążę,
          miała nawet kilka nieudanych inseminacji i bum jest w ciąży). Może i Ty w ten
          sposób...
          Jestem całym sercem z Tobą. Całuski.
    • Gość: Aśka Jak przekonać mężczyznę, że chce zostać ojcem? Rebas ratuj!!!!!!!!!!!! IP: 213.25.190.* 14.08.01, 21:30
      No dobra przyznam się, ja też mam ten sam problem z mężem. Nawet jestem świeżo
      po jednej z takich rozmów. I wcale mi się lepiej nie zrobiło, bo żadne z nas
      nie zmienia swojego stanowiska. Dopiero jak sobie poczytałam Wasze liściki, to
      poczułam ulgę. Nie jestem sama!
      Ten, którego wybrałam na męża i ojca moich dzieci twierdzi, że "jak będzie
      dziecko, to będzie, a jak nie będzie to nie będzie." Proste jak konstrukcja
      cepa.
      On nie rozumie mnie, ja nie rozumiem jego.
      Nawet zaczęłam go po cichu posądzać o sabotaż (no wiecie z tymi parametrami
      nasienia).
      Rebas, co zrobić, żeby mężczyzna zechciał zostać ojcem?????
      • Gość: Kasia Re: Jak przekonać mężczyznę, że chce zostać ojcem? Rebas ratuj!!!!!!!! IP: 10.129.226.* / *.acn.pl 15.08.01, 22:18
        Kochana, mój chce , bardzo chce zostać ojce, chyba tak samo jak ja matką. Ale
        nie bardzo chce iść zaliczać badania, chyba jeszcze wierzy w "normalne", nie
        wspomagane przez lekarzy poczęcie. Moj po prostu chyba nie przyjmuje do
        wiadomości ze mamy problem i jak najszybciej trzeba go zdiagnozować, nie czekac
        na jeszcze jakiś cud, bo takowe się nie zdarzają, albo ja już przestałam w nie
        wierzyć. Jak przekonać ukochanego faceta, ze to dla mnie bardzo duzy problem?
        Oto jest pytanie. Moje hormony szaleją, instynky macierzyński drze się w
        niebogłosy, a ja co ? Kończy mi się okres, wiem ze bedę próbowała znowu, ale
        czyt to coś da ? Tak jak pisałam, pewnie juz nie. Ale wiem chyba jedno. Tak
        bardzo chcę miec malutkiego, mojego własnego bajbuska ze zrobię wszystko, zeby
        przekonac mojego męża do badań i innych rzeczy . A tak przy okazji, chcę wam
        podziękować, za słowa otuchy jakie tu zostawiłyście dla mnie. Za cudowne
        propozycję pozyczenia ciuszków ciążowych, za radę zebym nie wyzucała piżamy
        (tak, na marginesie, w chwili stresu poszła do zsypu, - a fajna była , z
        brukselskiej koronki) ale co tam , gdyby miało mi to pomóc, to nie żałuję.
        Jestem wam tak bardzo wdzięczna. Chętnie bym się spotkała, jezeli jest taka
        mozliwość. Jestem Z Warszawy. Wiem, macie swoich mnóstwo kłopotów, ale ja tak
        bardzo potrzebuję rozmowy z kims kto mnie nie będzie pocieszał "jakoś się
        ułozy, trafi się i wam w końcu " Ja znajduję się dopiero na początku tej drogi,
        wierzę w to że mi pomożecie. Dziewczyny : Ada, Ola, Małgosia, Iwona, Aska i
        wszytskie inne, które zostawiły mi miłe słowa, dzięki. To tak wiele znaczy.
        Aleksandra25@poczta.onet.pl
          • Gość: Marta Re: spotkanie - do Kasi IP: 212.180.136.* 16.08.01, 13:23
            Sabaty sa zaj........!!!!
            Przepraszam, ale czasami mi sie tak wyrywa.
            Kasia w Wa-wie jest z kim pogadac.
            Cala reszta - w calym kraju tez sie ktos znajdzie.
            Wracajac do sprawy jak przekonac meza - moj dostal skierowanie i numer
            telefonu - zadzown - umow sie - badania sa robione w ten i ten dzien tygodnia -
            caluski. Poszedl od razu. Prawda Mąż??, czyta to forum, tylko caly czas nie ma
            odwagi sie odezwac. I bardzo bardzo chce mieć dzidzie, czasami zastanawiam sie
            czy nie tak bardzo jak ja???? Hmmmmm.
            Kasia - bedzie dobrze. Dalczego wyrzucialas pizame - trzeba bylo wlozyc na
            najwyzsza półke w szafie.
    • Gość: AsiaW Re: Do kasi IP: 212.160.138.* 16.08.01, 09:11
      Cze�ć Kasiu ja też jestem z Warszawy. Nie mam kłopotów z namówieniem męża do badan. Teraz jest 8.53 a on wła�nie dzisiaj od 8.30 siedzi u lekarza. Co ciekawsze wogóle się tym nie stresowałn natomiast ja strasznie. Chyba juz niedługo wywalš mnie z pracy bo conajmniej kilka dni w miesiacu nie my�lę o niczym innym. A tak na marginesie to u mnie w pracy wszyscy wiedza o moich problemach co bardzo ułatwia mi robienie badań.W domu też o niczym innym nie mówię. Mój mężulko twierzdzi, że wkrótce wpedzę się w cišżę urojonš. Jak tylko wspominam o bezpłodno�ci on zmienia temat, albo marudzi, wcale mu się nie dziwię bo przeciez o tym gadam 24 h na dobę. I dlatego też chetnie z kim� porozmawiam. Asia
      • malgosiak Do kasi i wszystkich 16.08.01, 19:11
        Kasiu zapomniałam , ze spotkamy się na sabacie. jak jesteś z W-wy, to nawet nie
        ma o czym mówić, musisz być. Ale gdybyś do tego czasu chciała się spotkać, 0501
        197 513. Zadzwoń. Sabaty sa zaj...... M
    • Gość: docent Re: ja już nie wytrzymam IP: *.prosoft.com.pl 07.09.01, 22:30
      Czy się zbadaliście? Najłatwiej zbadać męża bo to badanie jest proste i nie
      obciąża zdrowia męza (poza tym ,że trzeba dać nasienie do badania, ale
      idiotyzmem byłoby się wstydzić). Pamietajcie , że niepłodność po stronie
      męskiej to około 50%. Musi się też zbadać kobieta , ale nigdy tylko ona. sam to
      przeszedłem. Problem był po mojej stronie.mamy dwoje zdrowych, naszych dzieci.
      Musicie walczyc razem, ale chyba kobieta będzie tą siłą napędową.
      Powodzenia.
      Docent
    • Gość: Darek Re: ja już nie wytrzymam IP: 195.205.149.* 19.10.01, 02:41
      29 lat to jeszcze nic. Mozna powiedziec ze jesstes niemowlakiem. Moja zona
      urodzila (we wrzesniu), majac 38 lat nasze pierwsze dziecko po 9 latach staran,
      zakonczonych sukcesem (w Novum). Z drugies strony nawet Novum tego za Was nie
      zalatwi, musicie sie uzbroic w ciepliwosc, dodac do tego upór i troche wlasnego
      zdrowego rozsądku i próbować, próbować, próbować ...
      Mężowi wytłumaczyć lub się z nim rozwieść (chyba ze mozecie zyc bez dzieci),
      bez Jego wsparcia nie dasz sobie rady w trudnych chwilach i odpuścisz. A takie
      chwile będą (oby jak najmniej).
      Inny mąż.
    • Gość: Ala Re: ja już nie wytrzymam IP: 212.244.173.* 16.11.01, 11:17
      Kasiu , to boli . Wiem . Przeszlam przez to . Malo, poddalam sie leczeniu po
      kolejnych dawkach hormonow wygladalam jak zombii, nerwy jak postronki . Samej
      ze soba bylo trudno wytrzymac , nawet w pracy zawalam. W koncu wywalilam
      lekarstwa do kosza . Po miesiacu bylam w ciazy . Teraz mam synka.Nie mowie Ci
      ze wszystko bedzie OK , ale rozumiem , rozumiem ... Jesli jest to jakiekolwiek
      pocieszenie. Ala
      • Gość: Kinga Re: ja już nie wytrzymam IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.01, 13:34
        Ja też mam podobny problem, staramy się od 2 lat o dzidziusia.Mój mąż też nie
        chciał słyszeć o wizycie u lekarza, ale po kilku awanturach zgodził się.Okazało
        się,że ma bardzo mało plemników i małą ruchliwość.Teraz obecnie leczy się.Myślę
        że powinnaś namówić męża na badania, bo po co macie się łudzić tak jak my .
        Powodzenia
          • Gość: aga71 Do Adama IP: *.MAN.atcom.net.pl 19.11.01, 13:38

            Gość portalu: adam napisał(a):

            > Czy możesz Kingo powiedzieć czym leczony jest Twój mąż?

            Nie jestem Kinga, ale moj maz tez ma slabe wyniki nasienia i moze nasze doswiadczenia cos Ci pomoga.

            Ja biorę clo, cynk,
            > magnez i witaminy. Moze bierze cos jeszcze co mółbym zasugerować naszemu
            > lekarzowi?

            Sluchaj, co to jest za lekarz, przede wszystkim? Nie chodzi mi o nazwisko, tylko specjalizacje. Jesli androlog, to czy wspolpracuje z jakas klinika leczenia nieplodnosci? Bo mikroelementy i takie tam, sprawy raczej nie rozwiaza. Moj maz leczyl sie przez dwa lata, oprocz wymienionych przez Ciebie specyfikow bral tez rozliczne hormony, ktore mialy polepszyc parametry nasienia. Kiedy to nie pomoglo specjalnie (liczba plemnikow nieco sie zwiekszyla, ale i tak bylo malo zywych i ruchliwych), zaproponowanu mu usuniecie zylaka powrozka nasiennego - tez nie pomoglo (zero efektu, oprocz wydanych grubych pieniedzy). Wreszcie, po jeszcze uporaniu sie przeze mnie z bakteriami, mielismy zrobione ICSI (nie IVF, bo przy slabych parametrach nasienia raczej nie ma sensu). Teraz czekamy, czy sie udalo.

            Wam radzilabym zglosic sie do dobrej kliniki leczenia nieplodnosci i rozmowe na temat podejscia do mikromanipulacji. Szkoda czasu, chyba ze jestescie jeszcze bardzo mlodzi obydwoje, na samo leczenie farmakologiczne. Mysle, ze nic nie stoi na przeszkodzie, zeby zrobic mikromanipulacje (czy IVF, jesli u Was mozna) i jednoczesnie kontynuowac Twoje leczenie.

            Powodzenia,
            Aga
            • Gość: EwaP Re: Do Adama IP: *.cofund.org.pl 19.11.01, 13:50
              Ago,
              Przecież CLO, o którym pisał Adam to hormon a nie witaminki. Wiem, że mężczyzn leczy się trudno ale może
              spróbować zanim się zacznie z "grubej rury". In vitro to naprawdę ciężkie przeżycie fizyczne i psychiczne, i
              należy go wykorzystywać jako ostatnią metodę leczenia a nie zaczynać od niej. Nie piszę już o kosztach, nie
              każdego po prostu na nie stać.
              Uważam Adamie, że warto spróbować z leczeniem, jeśli po 3 miesiącach nie będzie efektu to można myśleć o
              czym innym.
              EwaP
              • Gość: aga71 Re: Do Adama IP: *.MAN.atcom.net.pl 20.11.01, 12:40

                Gość portalu: EwaP napisał(a):

                > Ago,
                > Przecież CLO, o którym pisał Adam to hormon a nie witaminki.

                Masz racje, jakos mi umknelo. Dodam tylko, ze moj maz tez to bral, z efektem, jak pisalam wyzej.

                Wiem, że mężczyzn
                > leczy się trudno ale może
                > spróbować zanim się zacznie z "grubej rury".

                Oczywiscie, ja tylko nie chce, zeby inni tez marnowali lata, zanim przejda do IVF czy ICSI, tak jak my. Jesli Adam leczy sie od niedawna, to oczywiscie nalezy dac szanse farmaceutykom.

                > In vitro to naprawdę ciężkie przeż
                > ycie fizyczne i psychiczne,

                To chyba zalezy od indywidualnego przypadku. Jestem po pierwszym ICSI (niedlugo bede wiedziala, czy sie udalo) i stymulacje znioslam bardzo dobrze. A i jajeczek "wyhodowalam" calkiem sporo. Wlasciwie nie mialam zadnych nieprzyjemnych objawow (moze poza obrzydzeniem do igly smile, psychicznie tez czulam sie duzo lepiej, niz gdy maz bezskutecznie byl leczony przez dwa lata.

                > należy go wykorzystywać jako ostatnią metodę leczenia a nie zaczynać od niej.

                na pewno nie zaczynac, ale brac od poczatku pod uwage. Mysle, ze w przypadku slabego nasienia, a w sytuacji gdy kobieta jest calkowicie zdrowa (a szczegolnie jesli jest okolo lub po 30-tce) nie powinno sie czekac zbyt dlugo. Wiadomo, ze im kobieta starsza, tym trudniej zajsc w ciaze, rozwniez "naturalnie".

                > ie piszę już o kosztach, nie
                > każdego po prostu na nie stać.

                Koszta sa wysokie, ale my na przyklad na leczenie meza wydalismy juz co najmniej tyle samo, co na ICSI.

                > Uważam Adamie, że warto spróbować z leczeniem, jeśli po 3 miesiącach nie będzie
                > efektu to można myśleć o
                > czym innym.

                Popieram rade Ewy, i trzymaj sie Adamie. Pozdrow tez zone,

                Aga
            • Gość: DeDe Re: Do Adama IP: 10.10.1.* 19.11.01, 14:06
              Adamie,
              mój mąż od razu dostał silniejsze leki. Na nich jest napisane, ze stosuje się
              je gdy Clo nie daje właściwych rezultatów.
              Myślę, że lekarz zdecydował się tu od razu na dawkę uderzeniową, bo ma
              świadomość jak trudno i mozolnie przebiega leczenie mężczyzn.
              Pytałeś o leki: Pentohexal 600 retard, Zitazonium 10 mg, Witamina C 500 mg (2
              szt. dziennie), Koenzym Q 10 mg (2).
              Po 2 miesiącach będzie kolejne badanie i dalsze leczenie z ewentualnym
              dopasowaniem lepszej dawki. Maksymalnie 6 miesięcy leczenia. Jeśli w tym czasie
              nie będzie efektów w postaci ciąży lub przynajmniej poprawy wyników pozostaną
              nam inseminacje. Potem moze in vitro.
              Pozdrawiam
              D.
              • Gość: adam Re: Do dziewczyn IP: *.chello.pl 19.11.01, 19:05
                Bardzo serdecznie dziękuję za odpowiedzi. Bylismy z zoną w Warszawskim
                Consylium, ale ja miałem zrobione jedynie badanie nasienia (bez bakterii!!).
                Szczerze mówiąc oddawanie nasienia jest dla mnie bardzo klopotliwe, ale
                marzenie o naszym wspólnym dziecku jest jednak silne. Mamy z żoną nadzieję, że
                po leczeniu clostilbegytem się uda. Jeżeli nie - zaproponujemy lekarzowi leki,
                które zaproponowałaś DeDe - jeszcze raz bardzo serdecznie dziekuję!!! Ja już
                biorę koenzym Q10 - a czy te dwa pozostałe to hormony i czy któryś z nich ma
                działanie zbliżone do clostilbegytu?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka