Dodaj do ulubionych

in vitro bez mrożenia zarodków - ?

25.11.10, 11:26
Jak pewnie większość z Was mam dylematy natury moralnej, etycznej na temat in vitro, które jest dla nas jedynym ratunkiem, oprócz inseminacji nasieniem dawcy, którego w ogóle nie bierzemy pod uwagę. Czekamy teraz na badania genetyczne, które są ostatnim krokiem w kierunku in vitro. Więc termin podjęcia decyzji zbliża się nieuchronnie. Jestem osobą wierzącą, niemniej mam spory dystans do niektórych przekonań, w duchu których zostałam wychowana.
Wiadomością o niepłodności żyjemy od 3 m-cy. Najpierw była rozpacz, potem doszedł bunt, potem kompletne załamanie, które mocno odbiło się na naszym związku, teraz zobojętnienie i cisza, jakby nie było tematu. Czekając na termin badań udajemy, że wszystko jest normalnie, ale każde z nas wie, że nie jest. Już ze sobą rozmawiamy, zaczynamy się do siebie zbliżać, ale wszelka czułość, seks odeszły w zapomnienie. To moja wina, ale nie potrafię się przełamać. Choć nie powinnam, czuję żal do męża, że to przez niego, że ja jestem zdrowa, a on mi odbiera szansę na bycie mamą. Czasem myślę, że gdybym wiedziała o tym przed ślubem, przynajmniej miałabym wybór. Z tym wszystkim wciąż jestem sama, nie mam komu o tym opowiedzieć. Nikt nie wie o naszym broblemie. Wśród ludzi udaję, że wszystko jest w porządku. Może dlatego wciąż się pogrążam. Potrzebuję pomocy, ale nie wiem do kogo się o nią zwrócić. Mój mąż ma inne podejście do in vitro, dla niego jest to normolna forma leczenia, taka jakie stosuje się w przypadku innych chorób. Według niego zarodek to tylko komórki, a dla mnie to cząstka mnie samej, nas, dlatego nie wyobrażam sobie, żebym mogła zgodzić się na zamrożenie. Wiem, że często zarodki tego nie przeżywają, więc jak mogę świadomie na to przyzwolić. I co z resztą zarodków, nawet jeśli przeżyją? Oddać do adopcji i żyć ze świadomością, że gdzieś w świecie żyje nasze dziecko, którego nigdy nie poznam? Proszę pomóżcie, mam tak silne wyrzuty sumienia, że wręcz czasem mam ochotę zrezygnować, poddać się. Czasm czuję ogromną złość, że mąż wszystko tak upraszcza, bagatelizuje, a przecież to przez niego jestem zmuszona do podejmowania tak trudnych decyzji. Myślę, że większość z Was ma bardziej liberalny stosunek do in vitro i może oburzą Was moje słowa, ale dla mnie to moralny dramat i nie wiem jak sobie z tym radzić...
I tu kluczowe pytanie: czy wykonuje się zabiegi z dwoma lub trzema zarodkami, bez konieczności mrożenia ich większej liczby? Czy w ogóle jest to możliwe, a jeśli tak, jaka jest skuteczność, czy ktoś z Was ma tego typu doświadczenia? Proszę o pomoc
Edytor zaawansowany
  • ulaula 25.11.10, 11:40
    3 miesiące to bardzo krótko jak na borykanie się z niepłodnością, czy na pewno in-vitro to Wasza jedyna szansa? jaki jest problem?
    a in-vitro na cyklu naturalnym jest możliwe (brak lub bardzo delikatna stymulacja) - ale daje mniejsze szanse, a koszta są porównywalne. najlepiej porozmawiaj na ten tema z zaufanym lekarzem

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i49sg18z2pq6604.png
  • 19kasia 25.11.10, 19:40
    Naszym problemem jest bardzo mała ilość plemników w nasieniu, mniej niż 0,5 mln, w dodatku bez ruchu. O dziecko staraliśmy się ponad 3 lata i lekarz od razu stwierdził że jedyną szansą jest invitro. Ja mam cykl prawidłowy, morfologia w normie, teraz tylko czekamy na badania genetyczne
  • az-82 26.11.10, 06:58
    19Kasia, ja też myśląc o invitro mam takie same myśli jak ty. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zamrozić własne dzieci, że mogłyby tego nie przeżyć, albo że mogłabym je komuś oddać i do końca życia zastanawiać się co się z nimi dzieje.
    Póki co jeszcze nie muszę podejmować takiej decyzji, ale już o tym myślę.

    Powinnaś iść jak najszybciej do psychologa, żeby uporać się z uczuciami w stosunku do męża. To nie jest jego wina, że nie może mieć dzieci. Tak się zdarzyło i on nie ma na to wpływu, więc nie możesz go za to winić.

    Możecie też rozważyć adopcję. Może na początek będziecie czuć oboje, że nie i koniec, ale jak trochę pożyjecie z tą myślą, może dojdziecie do wniosku, że to jednak jest dla was? Wtedy twój dylemat dotyczący invitro będzie rozwiązany.
  • chiyo28 26.11.10, 07:36

    sofi75 bardzo mądrze napisała. Według mnie nie jesteś jeszcze gotowa na in vitro.
    Dla mnie też niezrozumiałe jest obwinianie partnera i dywagowanie, czy warto było z nim brac ślub. Straszne jest to, co piszesz, ale może targają Tobą chwilowo silne emocje...
    Czy nigdy wcześniej nie rozmawialiscie, co jeśli...? My przed ślubem dużo rozmawialiśmy o tym jak wyobrażamy sobie rodzinę, dzieci, co jeśli nie moglibysmy ich mieć, albo co jeśli urodziło by sie chore. Wiem, że to cieżkie tematy, ale pozwalają później uniknać rozczarowań.
  • diabel_thazmansky 01.12.10, 19:20
    Pozwolisz,ze nie zgodzę się z tobą w kilku kwestiach:
    1.z 0,5 mln plemników w nasieniu istnieje szansa na dziecko metoda naturalną-więc niekoniecznie tylko z mężem jest problem.Parametry nasienia w czasie zmieniają się ,tak jak i ruch postępowy plemników.
    2.nie wiesz co czuje twój mąż wiedząc ,że nie może dać ci dziecka-nawet sobie tego nie wyobrażasz.Mam podobną sytuację do twojej-tylko,że ja kocham męża.
    3.kwestia natury katolickiej-jak poinformujesz księdza ,że dziecko które chcesz ochrzcić (założenie) pochodzi z in vitro zobaczysz jak pięknie jest być katolikiem.
    4.jak już będziesz podchodzić 5 raz do ivf robiąc z siebie worek na monstrualne dawki hormonów,zapożyczona we wszystkich bankach ,z totalnie rozstrojoną psychiką będziesz skomleć ,aby jakiekolwiek jajeczko wyrosło na jajniku,a potem w ogóle się zapłodniło i zaczęło prawidłowo dzielić,a endometrium w ogóle reagowało przyrostem na przyjęcie zarodka,który wcale nie musi być prawidłowy genetycznie.
    Wtedy mrożenie zarodków uznasz za przywilej ,a nie za problem.

  • sofi75 02.12.10, 09:05
    diabel_thazmansky napisał:

    > Pozwolisz,ze nie zgodzę się z tobą w kilku kwestiach:
    > 1.z 0,5 mln plemników w nasieniu istnieje szansa na dziecko metoda naturalną-

    Wiesz - moze i prawa statystyki tak mowia - w koncu nie ma rzeczy niemozliwych, sa tylko te malo prawdopodobne. Jednak nie kazdemu chce sie 5 lat czekac na naturalne zajscie w ciaze przy taich parametrach.

    > 2.nie wiesz co czuje twój mąż wiedząc ,że nie może dać ci dziecka-nawet sobie t
    > ego nie wyobrażasz.

    Z tym sie zgodze
    > 4.jak już będziesz podchodzić 5 raz do ivf robiąc z siebie worek na monstrualne
    > dawki hormonów,zapożyczona we wszystkich bankach ,z totalnie rozstrojoną psych
    > iką będziesz skomleć ,aby jakiekolwiek jajeczko wyrosło na jajniku,a potem w og
    > óle się zapłodniło i zaczęło prawidłowo dzielić,a endometrium w ogóle reagowało
    > przyrostem na przyjęcie zarodka,który wcale nie musi być prawidłowy genetyczni
    > e.
    > Wtedy mrożenie zarodków uznasz za przywilej ,a nie za problem.

    Nie strasz dziewczyny. 70% podchodzacych do IVF konczy na drugiej - max trzeciej procedurze. Jak lekarz jest dobry, to na wyzej wymienione przez Ciebie problemy tez umie znalezc rozwiazanie, stosujac rozne kombinacje lekow.
    >
  • lady_groszek 02.12.10, 11:06
    sofi, druga, max trzecia procedura - to masz na myśli drugie podanie zarodków, czy drugi protokół? możesz jeszcze raz te statystyki?
  • sofi75 02.12.10, 14:25
    Druga czy trzecia procedura oznacza w tym wypadku niestety (bo domyslam sie ze wolalabys to zinterpretowac inaczej) pelna procedure ze stymulacja.

    Tutaj masz sliczny wykresik z jednej z lepszych klinik belgijskich (cyferki na dole oznaczaja procedure):
    www.brusselsivf.be/media/docs/Grafiek_02.gif
    Lekarze nie licza transferow, bo:
    w przypadku transferu swiezaka szanse na ciaze wynosza jakies 10-15% na jeden transferowany zarodek
    w przypadku mrozaka jest to prawdopodobnie nawet mniej niz 10% (chyba ze transferowana jest blastocysta - wtedy sznase rosna znacznie). Stad w srodowisku przyjelo sie nie przejmowac sie transferami mrozonych 8 komorkowcow. Tak mi przynajmniej to wytlumaczyl moj dok - a ma taki zwyczaj (ktory trzeba przyznac sobie cenie) kladzenia kawy na lawe.

    Stad na przyklad tutaj kasa chorych refunduje max 6 podejsc do IVF - wyszlo mi na podstawie mniej wiecej takich wykresow, ze przy 6 razach 90% powinno byc w ciazy, a jesli nie jest, to znaczy ze fundowanie nastepnych to niejako wylewanie dziecka z kapiela.
  • lady_groszek 03.12.10, 09:48
    no, wolałabym smile
    pierwszy raz widzę taki wykres, lekarz nam mówił, że szansa iv wynosi 30%. na jeden transfer, nie rozrożniał na świeze i mrozaki. z grubsza to sie pokrywa, ale jednak Twoj wykres i wyliczenie mniej optymistyczne i takie tez wole.

  • sofi75 03.12.10, 09:57
    pierwszy raz widzę taki wykres, lekarz nam mówił, że szansa iv wynosi 30%.

    - czasami wynosi smile ale to zalezy od wielu czynnikow: wiek, przyczyna nieplodnosci, historia poloznicza, ilosc transferowanych zarodkow, doswiadczenie lekarza, doswiadczenie kliniki i tysiace innych.
    - mnie lekarz wspominal optymistycznie nawet o 40%, a na razie dwie pelne procedury, jedno crio i doopa zbita

    BTW: do polskich danych mam srednie zaufanie, bo nikt ich nie weryfikuje ...
  • lady_groszek 03.12.10, 10:37
    sofi, polskich danych to w ogole nie widzialam, bo w Niemczech robie icsi. do 3 pełnych procedur to mi troche czasu jeszcze zejdzie: z pierwszej mam jeszcze 8 mrozaków do transferu. wiec podejrzewam, ze liczac caly program z krio TF łącznie pewnie szanse wyjda te 30-40%.

    a u Ciebie - teoretycznie powinnas przy nastepnych programach juz wpadać w widełki tych wyższych szans, lekarz Ci to potwierdza?
  • sofi75 03.12.10, 11:03
    a u Ciebie - teoretycznie powinnas przy nastepnych programach juz wpadać w widełki tych wyższych szans, lekarz Ci to potwierdza?
    - one nie sa wyzsze - one sa caly czas takie same - ok. 25% na program.
  • lady_groszek 07.12.10, 11:14
    sofi - miałam na myśli, im wyższa próba (druga, trzecia itd.), tym % kobiet z ciążaą większy.
  • sofi75 07.12.10, 11:19
    No tak, co nie zmienia faktu, ze z kazda proba jest 25%.

    smile

    Nic to - gramy dalej smile
  • kolitka 25.11.10, 12:21
    Lepsze jest in vitro ze stymulacją, ale możesz poprosić o zapłodnienie tylko 2-3 komórek. A pozostałe komórki jajowe, jeszcze nie zapłodnione zamrozić, zeby nie przechodzić stymulacji i punkcji gdyby się nie udało za I razem. Salve w Łodzi mrozi komórki juz dość dawno i mają z tego dobre wyniku, podobnie Provita w Katowicach.
  • sofi75 25.11.10, 13:03
    19kasia napisała:

    > Jak pewnie większość z Was mam dylematy natury moralnej, etycznej na temat in v
    > itro,
    - nie. dlaczego? ja tam takowych nie mam. To forma leczenia i tyle.

    Choć nie powinnam
    > , czuję żal do męża, że to przez niego, że ja jestem zdrowa, a on mi odbiera sz
    > ansę na bycie mamą.

    - to jest najlepsza droga do rozwodu za kilkanascie - kikadziesiat miesiecy.

    Czasem myślę, że gdybym wiedziała o tym przed ślubem, przyn
    > ajmniej miałabym wybór.

    - jaki wybor?! Naprawde jakbys wiedziala przed slubem, to bys tego slubu nie wziela? I ty masz dylematy moralne w zwiazku z IVF? a w zwiazku z przedmiotowym podejsciem do partnera nie masz?! Zaiste ciekawe!

    Z tym wszystkim wciąż jestem sama, nie mam komu o tym o
    > powiedzieć. Nikt nie wie o naszym broblemie. Wśród ludzi udaję, że wszystko jes
    > t w porządku.

    - to jest z kolei najlepsza droga do depresji za rok, dwa ...

    Wiem, że cz
    > ęsto zarodki tego nie przeżywają, więc jak mogę świadomie na to przyzwolić.

    - zarodki nie przezywaja, bo prawdopodobnie i bez mrozenia by nie przezyly.

    I c
    > o z resztą zarodków, nawet jeśli przeżyją? Oddać do adopcji i żyć ze świadomośc
    > ią, że gdzieś w świecie żyje nasze dziecko, którego nigdy nie poznam?

    - zakladasz rozumiem, ze IVF wyjdzie Ci za pierwszym razem. Optymistyczne podejscie do tematu sie chwali smile Jednak niestety nie zawsze tak bywa. Mrozenie pozwala Ci oszczedzic pieniadze i zdrowie, bo zamaist podchodzic do nastepnej stymulacji, podchodzisz do criotransferu.

    a przecież to przez niego jestem zmuszona do podejmowania tak trudnych de
    > cyzji.

    - nie jestes zmuszona. Przeciez nie ma przymusu mania dziecka ... sorry, ale prezentujesz strasznie infantylne podejscie do tematu. Proponowalabym najpierw je zmienic, bo balabym sie z takim podchodzic do IVF. Jesli IVF Wam wyjdzie za pierwzym razem (czego zycze), to fajnie. Ale jesli nie wyjdzie - obawiam si ze Wasz zwiazek sie rozleci, bo nie bedziesz w stanie z tak nagromadzonym zalem tolerowac obecnosci meza przy Tobie. Sprobuj w klinice, gdzie podchodzisz, spotkac sie z psychologiem, bo wedlug mnie wymagasz ewidentnie wytlumaczenia sobie, na czym polega IVF od strony psychologicznej.

    > I tu kluczowe pytanie: czy wykonuje się zabiegi z dwoma lub trzema zarodkami, b
    > ez konieczności mrożenia ich większej liczby? Czy w ogóle jest to możliwe, a je
    > śli tak, jaka jest skuteczność, czy ktoś z Was ma tego typu doświadczenia? Pros
    > zę o pomoc

    - skutecznosc pojedynczego IVF to okolo 30%. Jeden zarodek ma przecietnie 10% szans zagniezdzenia sie w macicy, stad w zaleznosci od stopnia jego rozwoju i mnostwa innych czynnikow wychodzi skutecznosc 30%. Oczywiscie ze mozna zrobc IVF bez mrozenia albo na cyklu naturalnym, ale w PL chyba znaczacym czynnikiem jest kwestia finansowa.
  • arpona 26.11.10, 21:23
    Ja nigdy nie miałam takich dylematów, o jakich piszesz. Oboje z M. uważamy, że skoro nie udaje się naturalnie zajść w ciążę, a medycyna legalnymi, uznanymi od dawna na świecie metodami może mi w tym pomóc, to trzeba tylko się cieszyć, a nie dodatkowo komplikować sobie życia oporami natury moralnej czy religijnej.

    Twój mąż podchodzi do sprawy racjonalnie i rozsądnie, wierz mi, że tak jest lepiej. Po co roztrząsać, co dzieje się z zamrożonymi zarodkami, co zrobicie z tymi nadliczbowymi? Przed Wami pierwsze podejście i na tym powinniście się skupić. Nie wiesz, jak zareagujesz na stymulację, czy w ogóle zapłodnią się jakieś komórki, czy zarodki zagnieżdżą się, a jeśli tak, to czy ciąża będzie rozwijać się prawidłowo i urodzisz zdrowe dziecko. Nie zastrzegaj się więc, że nie zdecydujesz się na mrożenie nadliczbowych embrionów, bo w ten sposób w jakimś stopniu zmniejszasz swoje szanse na ciążę, jeśli pierwszy transfer okaże się nieudany. Z mrozaczków powstają zdrowe ciąże, więc opinia, że proces mrożenia szkodzi zarodkom, jest nieuzasadniona.

    Absolutnie nie poddawaj się, naprawdę nie warto w imię moralnych rozterek (moim zdaniem zupełnie niepotrzebnych) rezygnować z tego, co dla wielu jest jednym z najważniejszych i najpiękniejszych, choć i najtrudniejszych spraw w życiu - rodzicielstwa.

    Zadbaj też o swoje małżeństwo. Niepłodność (nieważne, z czyjego powodu) to Wasz wspólny problem i oboje musicie się wspierać w tym trudnym okresie. To bardzo ważne! Inaczej nie będziesz w stanie poradzić sobie sama z tym wszystkim, zwłaszcza, że - jak piszesz - nikt inny nie wie o Waszych problemach.

  • lady_groszek 26.11.10, 22:55
    19kasia, ja tez akurat mialam wiele rozterek morlanych. tu chyba nie ma drogi na skroty i uwierzenia na slowo przeciwnikom albo zwolennnikom iv i mrozenia: musisz sie dokladnie przyjrzec wszystkim argumentom, ktore padaja, oddzielic demagogie i argumenty pozorne od prawdziwych (a takie padaja i po jednej i po drugiej stronie) i sobie sama odpowiedziec na pytanie, co dla Ciebie jest dopuszczalne, a gdzie przebiega granica. moim zdaniem tak jak Ty masz do tego prawo, tak Twoj maz ma prawo podejsc do sprawy, jak piszesz - "upraszczajac". wez pod uwage, ze z jego punktu widzenia to Ty komplikujesz, a nie on upraszcza. ale jak juz bedziesz znala swoja opinie to bedziesz do niej na sto % przekonana, i spokojniejsza, i tez szanse powodzenia procedury wieksze.

    a dlaczego mrozenie odrzucasz?
  • 19kasia 27.11.10, 12:02
    Bardzo mi pomagają Wasze słowa i te pełne krytyki i te które niosą zrozumienie dla moich problemów. Znaczą, że jest ktoś, kto chce mi pomóc. Wiem, że zadręczam się strasznie. Mój mąż zawsze był tym, który mniej się przejmował niż ja. Długo nie chciał mieć dzieci, nawet po ślubie twierdził, że najpierw praca, mieszkanie a potem dopiero rodzicielstwo. To ja nalegałam, on zawsze miał czas. Do badań też ja, po długich rozmowach, wreszcie go namówiłam. Przerażało mnie to, że czas leci nieubłagalnie i w końcu może być po prostu za późno. Staraliśmy się o dziecko 3 lata, ale wszelkie rozmowy na ten ten temat, że wciąż się nie udaje, że może warto zacząć działać, prowadziły do konfliktów. On cały czas powtarzał, że jak się bardzo chce i jeśli się wciąż o tym myśli to zwykle następuje blokada psychiczna, która jest powodem takiego stanu rzeczy. Wciąż odwlekał, być może bał się prawdy. Po tym jak się dowiedzieliśmy jaka jest faktyczna przyczyna, mąż bardzo się załamał. Nie odtrąciłam go, pocieszałam, trwałam przy nim. W miarę szybko się pozbierał i jak już pisałam podszedł do tego bardzo racjonalnie, a ja pozostałam ze swoimi dylematami. Tłumaczę sobie, że każde z nas jest inne i nie powinnam go winić za takie podejście do tematu. Zgadzam się z Wami - ma do tego prawo. Ale ja nie jestem w stanie poradzić sobie z tym sama, dlatego szukam pomocy tu, na forum. Czy Wam z łatwością przyszło podzielenie się swoim problemem z rodziną, przyjaciółmi? Czy podobnie jak ja radzicie sobie same?
    O tym, że czasem winię męża opowiedziałam tylko tu. Nigdy nie powiedziałałabym o tym wprost mężowi, bo wiem, że to nie jego wina, równie dobrze ja mogłabym mieć problem z płodnością. Ale takie myśli niestety się pojawiły i doskonale zdaję sobie sprawę do czego mogą doprowadzić. Dzięki za wszystko. Każda Wasza opinia jest dla mie bardzo cenna.
  • kaczucha31 27.11.10, 13:02
    19kasia, ja też myślę, że potrzebujesz jeszcze czau na podjęcie decyzji. Nie można decydować się na iv wbrew sobie. Myślę, że musisz dojrzeć do tematu. To trudna decyzja dla każdego i rzadko kto podejmuje ją z marszu. Mąż podchodzi do tematu zadaniowo, jak to facet, Ty bardziej emocjonalnie, co też normalne. Myślę, że jeśli nie chcesz mrozić zarodków możesz poddać się normalnej stymulacji, poprosić o zapłodnienie tylu komórek, ile zarodków jesteście w stanie przyjąć jednorazowo, a jeśli zostaną Ci jakieś komórki to je zamrozić - jak proponowała już jedna dziewczyna. Lub poddać się lekkiej stymulacji, by uzyskać niewielką ilość zarodków i próbować tak jednorazowo. Zawsze to całkiem spora szansa na ciężę.
    I dobrze, że Twój mąż ma takie podejście, bo gdybyście razem zatopili się w wątpliwościach, to nigdy byście decyzji nie podjęli. Doceń tę jego stabilność. Powodzenia.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/ykio43assr3xqzay.png
  • tekla12 27.11.10, 14:31
    kaczucha31 napisała:

    > 19kasia, ja też myślę, że potrzebujesz jeszcze czau na podjęcie decyzji.

    Taa, najpierw dojrzewali do decyzji o dziecku, potem trzy lata dojrzewali do stwierdzenia faktu, że są niepłodni a teraz sobie podojrzewa do decyzji o in vitro. Dojrzeje jak się okaże, że jest zbyt dojrzała do macierzyństwa, bo wcale nie jest tak, że na in vitro zawsze jest czas.
    Do czego tu dojrzewać?
    Może warto uzmysłowić sobie, że in vitro to prosta procedura i z wyjątkiem łatwego do przewidzenia zespołu hiperstymulacji jajników w ciężkiej postaci, in vitro to mały pikuś przy nawet najlżejszym porodzie.
    Oczywiście, że można zapłodnić tylko jedną losowo wybraną komórkę jajową a resztę wyrzucić. Tylko jaki to ma sens, skoro i tak na końcu okaże się, że zapłodnienie pozaustrojowe odarło zarodek z godności?
    Zamiast cieszyć się tym, że istnieje metoda dająca realne szanse na macierzyństwo autorka topiku przeżywa rozterki z powodu nieistniejących zarodków, którym może się stać krzywda. Zamiast pomyśleć o tym, jak trudne to musi być dla jej istniejącego męża.
  • kaczucha31 27.11.10, 18:06
    tekla, owszem, jest do czego dojrzewać, iv, tak jak adopcja, nie jest dla wszystkich. Lepiej niech dziewczyna zdecyduje, czego i jak chce, niż robi iv wbrew sobie, tylko dlatego, że medycyna daje taką możliwość. Z negatywnym nastawieniem, wyrzutami sumienia, podświadomą złością i złymi emocjami też cudów nie zdziała, a tylko nabawi się kaca moralnego. To nie dla wszystkich jest łatwa decyzja i ja to rozumiem.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/ykio43assr3xqzay.png
  • tekla12 27.11.10, 19:35
    kaczucha31 napisała:

    > tekla, owszem, jest do czego dojrzewać, iv, tak jak adopcja, nie jest dla wszys
    > tkich.
    Dojrzewać można do decyzji o medycznej interwencji w przypadku niepłodności. Różnica między iui i in vitro polega tylko na niższej skuteczności tej pierwszej i bezsensie jej stosowania w niektórych przypadkach.

  • 19kasia 29.11.10, 19:21
    Myślę, że po pierwsze muszę się jak najszybciej skontaktować z dobrym psychologiem. Potrzebuję pomocy i rady fachowca, kogoś kto spojrzy na mój problem w miarę obiektywnie. Wydaje mi się, że gdybym powiedziała o tym komuś ze znajomych czy rodzinie, w zamian otrzymałabym współczucie, a tego akurat najmniej teraz potrzebuję. Zrozumienie owszem - tego mi brakuje, ale litości nie zniosłabym w tym momencie. A ponieważ i moje małżeństwo mocno ucierpiało, ktoś musi mi wskazać drogę jak je ratować.
    Od Was dostałam niemałego kopa i muszę przyznać - pomogło. Uświadomiłyście mi, że bardzo krzywdże męża. Dzięki Wam przeprowadziłam z nim szczerą rozmowę, jakiej dawno nie podejmowaliśmy. Wiem, że zadręczając się nie pomogę ani sobie, ani mężowi, dlatego rzeczywiście pora zgłosić się do psychologa, a dopiero potem przyjdzie czas na decyzję. Dziękuję!
  • sofi75 30.11.10, 11:21
    19kasia napisała:

    > Myślę, że po pierwsze muszę się jak najszybciej skontaktować z dobrym psycholog
    > iem. Potrzebuję pomocy i rady fachowca, kogoś kto spojrzy na mój problem w miar
    > ę obiektywnie.

    ufff - milo sie to czyta - generalnie nie spieszylabym sie na twoim miejscu z tym IVF. Jak dasz sobie ze 2-3 miesiace na przetrawienie tego, co masz w srodku to nic Ci nie ucieknie (byleby to nie byly kolejne 3 lata smile) A sam IVF z fizycznego punktu widzenia nie jest trudny, niestety z emocjonalnego jest - szczegolnie jesli konczy sie nie tak, jak sobie zyczysz.

    Wydaje mi się, że gdybym powiedziała o tym komuś ze znajomych cz
    > y rodzinie, w zamian otrzymałabym współczucie, a tego akurat najmniej teraz pot
    > rzebuję.

    Plus ewentualne nagabywania 'i co? co slychac w temacie?' z czestotliwoscia co miesiac smile Wiec nad tym krokiem bym sie powaznie zastanowila (ja sie nauczylam na bledach).

    powodzenia
  • zuzka.82 14.01.11, 23:55
    To fajnie, że chcesz iść do psychologa. smile Proponowałabym jednak, żebyście wybrali się razem z mężem. To nie jest "Twój" problem tylko Wasz, a to jak sobie z nim radzisz wpływa na Wasz związek - jak sama zresztą widzisz. Dzięki temu będziecie mogli lepiej zrozumieć się nawzajem i być bliżej siebie.
    Cały czas zastanawiam się, czy Twój mąż naprawdę tak lekko to przechodzi, czy to tylko pozory, które stwarza przed innymi i samym sobą? W końcu to po jego stronie leżą przyczyny (nie lubię słowa "wina"), a u mężczyzn to trafia w najczulszy punkt. Jednak faceci często nie potrafią i nie chcą radzić sobie z trudnymi uczuciami, okazywać słabości itd.
    My korzystaliśmy najpierw z terapii indywidualnej, a potem wspólnej i - moim zdaniem - ta druga forma jest o wiele lepsza.
    Życzę powodzenia i trzymam kciuki! smile
  • 19kasia 29.11.10, 19:23
    Myślę, że po pierwsze muszę się jak najszybciej skontaktować z dobrym psychologiem. Potrzebuję pomocy i rady fachowca, kogoś kto spojrzy na mój problem w miarę obiektywnie. Wydaje mi się, że gdybym powiedziała o tym komuś ze znajomych czy rodzinie, w zamian otrzymałabym współczucie, a tego akurat najmniej teraz potrzebuję. Zrozumienie owszem - tego mi brakuje, ale litości nie zniosłabym w tym momencie. A ponieważ i moje małżeństwo mocno ucierpiało, ktoś musi mi wskazać drogę jak je ratować.
    Od Was dostałam niemałego kopa i muszę przyznać - pomogło. Uświadomiłyście mi, że bardzo krzywdże męża. Dzięki Wam przeprowadziłam z nim szczerą rozmowę, jakiej dawno nie podejmowaliśmy. Wiem, że zadręczając się nie pomogę ani sobie, ani mężowi, dlatego rzeczywiście pora zgłosić się do psychologa, a dopiero potem przyjdzie czas na decyzję. Dziękuję!
  • lady_groszek 27.11.10, 13:46
    19kasia napisała:

    Czy Wam z łatwością przyszło podzielenie się swoim p
    > roblemem z rodziną, przyjaciółmi? Czy podobnie jak ja radzicie sobie same?

    ja się podzieliłam dopiero, jak podjęliśmy decyzję, że robimy iv. rodziców wprost pytaliśmy o zdanie, jednych i drugich. czy uważają, że to dopuszczalna metoda. z dwoma przyjaciółkami i koleżanką rozmawiałam mniej więcej na bieżąco, ale nie pytałam ich o rady, tylko tak informacyjnie bardziej, po prostu sprawa iv wyszła w rozmowie jakoś naturalnie. jedna przyjaciółka iv zupełnie nie popiera, jedna popiera iv gorąco, a koleżanka tak bardziej neutralnie - nie rozmawiamy w zasadzie o tym. przyjaciółki obie - ta co iv nie popiera też - na bieżąco są z wszystkimi terminami i się interesują i pytają. chyba można uznać, że wspierają, chociaż z daleka.

    to jest miłe, ale ich nastawienie na samą decyzję nie miało wpływu. w tym zakresie radziłam sobie sama, jedynie z założeniem, że mam prawo zarówno dojść do decyzji o iv albo i odrzucić iv. ponadto, poniewaz to sa moje przyjaciółki, bylo cenne dla mnie ich spojrzenie, ale nie chciałam sie zbytnio sugoerować czyimś zdaniem, żeby czyichś poglądów błędnie nie uznać za swoje. poza tym nie chciałam też, żeby im bylo przykro, jak nie podzielę ich zdania wink

    a mój mąż też nie śledził ze mną wszystkich argumentów i stanowisk kościołów, bo tego było dla niego za dużo i za dużo czasu i nerwów go to kosztowało. czytał, ale mało w porównaniu ze mną. bo nie ma nigdzie jednego porządnego opracowania z argumentami za i przeciw, tylko trzeba się przez ten gąszcz przedzierać. ale z nim dużo rozmawiałam, jak jakiś argument był nad któym długo myślalam to sobie rozmawialismy. ja nie chciałam, zeby strona emocjonalna i fakt, ze chce efektu = dziecka wpływał na moją ocenę i dlatego sprawę starałam się traktować bardzo rozumowo.

    a teraz to nie chodzę i nie opowiadam naokoło, że robię iv, nie mam potrzeby, żeby dużo osób mi współczuło albo pomagało, a osobom, które są szczerze zainteresowane to mówię. ani mi to szczególnie ciężko, ani szczególnie lekko nie przychodzi.
  • aguladarek24 28.11.10, 23:47
    A pomyśl sobie tak.... może nie bedziesz wiedziec co sie dzieje "z Twoimi dziećmi " mozna je oddac do adopcji ale pomysl w ten sposob ze nie dostanie ICH zadna patologia tylko rodzice na poziomie ktorzy najbardziej w swiecie pragna dziecka smile
  • pigulka1 29.11.10, 10:45
    My nie mieliśmy większych dylematów jeśli chodzi o podejście do IVF, bo w naszym otoczeniu wielu osób dotyczy problem nieposiadania dzieci. Jeśli chodzi o dylemat z mrożeniem- nie mam oporów moralnych. Podczas naszej pierwszej próby stymulację przechodziłam niezbyt dobrze. Czułam się opuchnięta, przytyłam, brzuch był wielki jakbym już była w ciąży, w głowie też gonitwa myśli i co godzinę zmiana nastroju. Niestety, udało się uzyskać tylko dwa zarodki, więc nie było mowy o mrożeniu. Ale gdybym miała wybór - zamrozić, czy do każdego podejścia się stymulować, to wybrałabym mrożenie. Jak sobie myślałam o tej całej procedurze, to podchodziłam do tego tak lekko - przyjmę leki, wyhodujemy komórki, zrobimy transfer. Dziś wiem, że wcale tak lekko nie jest. Każda próba kosztuje mnóstwo starań i lęków, nie mówiąc już o finansach. Więc jeśli jest jakaś szansa, żeby choć trochę ułatwić tę drogę, to ja bym z niej skorzystała.
  • 19kasia 29.11.10, 18:52
    Niestety nie wiem jeszcze jak wygląda stymulacja, tzn. znam teorię, ale z pewnością każdy reaguje inaczej. Czytałam trochę tu i tam i wiem, że czasem jest to trudne do przejścia. Bardzo kibicuję wszystkim tym, którzy się na to decydują, byc może ja też będe kiedyś do nich należeć
  • slonko81marta 29.11.10, 13:09
    Kasiu. Ja uważam, że jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, to tego nie rób. Ten kto pisze Ci, że dziwi się, że masz " tak głupie" wątpliwości, zapomniał, że żyjemy w wolnym kraju i wygłaszanie poglądów innych, niż ma większość społeczeństwa, nie ma racji. Nie każdy kto nie może mieć dzieci musi przystąpić do in vitro. Ja przeszłam in vitro na cyklu naturalnym. Nie udało się, choć przede mną jeszcze dwie próby. Wydałam na to dużo więcej niż na in vitro stymulowane. I wiesz co? Nie żałuję. Gdybym miała wybierać jeszcze raz wybrałabym znowu to samo i zapłaciłabym trzy razy więcej - a z kasa u nas wcale nie wesoło. Jestem pogodzona sama ze sobą - wiem że nie robię nic na przekór sobie. Przeszłam jedną ciążę biochemiczną po inf - opłakałam to dziecko - nie pieniądze które straciłam ale dziecko - bo dla mnie to nie jest komórka. I mam prawo tak myśleć i nikt tego nie zmieni. Przemyśł wszystko sobie i nie rób nic na siłę. Powodzenia.
  • 19kasia 29.11.10, 19:01
    Czy możesz opowiedzieć mi o tym więcej?
    Tzn o tym jak wygląda in vitro na cyklu naturalnym, ewentualnie jakie są szanse, dlaczego przed Tobą akurat dwie próby (czym to jest uwarunkowane) no i o kosztach, bo i to muszę wziąć pod uwagę.
  • zosia9 30.11.10, 11:14
    Kasiu,
    masz prawo do własnych decyzji. Ale popatrz na to co masz, czyli bardzo fajnego zdecydowanego męża ( oj to jest problem zaciągnąć takiego na badania). Zaskocze cię ale to zwykle faceci mają wątpliwości moralne, nie kobiety. Jak mówi mój lekarz jak się kobieta uprze że będzie miała dziecko to zrobi wszystko i nie będzie słuchać nikogo (nawet biskupówwink)
    I jescze jedno. przekonanie że trzymanie komórek w niskiej temperaturze to szkodzienie im, brzmi po wielu latach leczenia jak kiepski dowcip. Zwykle komórek jest mało i tzw mrozaczki się wykorzystuje. Pomyśl masz 4 zarodki? Czy myślisz że wszystkie są w stanie się rozwinąć? Mało prawdopodobne. Podają ci 2 a 2 mrożą. Jeżeli uzyska się ciąże. To przy drugim dziecku podchodzisz tylko do transferu.
    Zarodki które się źle rozmrażają i tak by nie przezyły.A sama mam dziecko z mrozaka.
    A i jezeli chcesz przydatne strony to jest Nasz bocian są tez dyskusje z psychologiem. Polecam
  • slonko81marta 30.11.10, 14:21
    Ja zdecydowałam się na in vitro na cyklu naturalnym ze względu na moje podejście do produkowania kilku albo kilkunastu zarodków. To po pierwsze. Po drugie mój lekarz nie widział potrzeby faszerowania mnie lekami. Zaproponował - na początek - in vitro na naturalnym cyklu. Polega to na tym, że monitorują mój cykl. Czekaja aż pęcherzyk dojrzeje. Pobierają komórkę i zapładniają. Po pięciu dniach jest transfer. Płacę z góry za trzy próby, to jest ok. 5 tys. Z tym że do każdej próby dodać trzeba następne 5 tys. na badania i dodatkowe procedury, takie jak ICSI, AH - zdejmowanie otoczki z zarodka, co ułatwia zagnieżdżenie, hodowla zarodka do ostatniego stadium czyli do blastocysty, znieczulenie i takie tam, średnio wychodzi ok. 5 tyś dodatkowo. Nie trzeba robić trzech prób od razu, można odczekać kilka cyklów - i nazbierać trochę pieniążków przy okazji smile Niestety trzeba liczyć się z tym, że szanse wtedy są też niższe. Nie wiem ile procent dają, nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
  • thursday.next 03.12.10, 23:12
    Kasiu,

    Ja Cie rozumiem. Mój mąż w nasieniu nie ma żadnych plemników, jedynie w jądrach. Dowiedzialam się tego po 10 latach związku i 3 latach po ślubie, ale nie obwiniam go o to - bo nie można obwiniać że ktoś jest chory, to naprawde nie na miejscu, jak obwinianie że ktos ma raka, itd. Zdecydowaliśmy się na ivf z biopsją jąder, bo nie było wyjścia. Długo rozważałam różne opcje, chciałam podchodzić na cyklu naturalnym, żeby właśnie nie było zamrażania, ale lekarze przekonali mnie, do normalnego podejścia. Dla organizmu kobiety najlepiej jest przejść to raz a skutecznie no i przeszłam. Udało się za 1-szym razem, mam synka i 10 zarodków. Cieszę się że je mam, bo naprawde chcialabym mieć więcej dzieci. Ale nie jest mi dobrze z myślą że one tam czekają, myśle o nich codziennie.
    Nie wydaje mi się żeby było dobre wyjście z tej sytuacji i dylematy zawsze pozostana, niestety dla nas było to jedyne wyjście. Mamy super-synka i jasne że wolałabym go mieć naturalnie, no ale wybralismy taką drogę jaką moglismy.
    3 miesiace to krótko, przykro mi że musisz to wszystko rozważać, ja z perspektywy czasu podchodze do tego mniej emocjonalnie - chce jak najszybciej wrocic po mrozaczki aby wszystkim dać szanse i żyć dalej z moją szczęśliwą rodziną.
  • 19kasia 04.12.10, 15:23
    Rozmumiem, że z Tobą fizjologiczne wszystko jest w porządku?
    Czy szanse na powodzenie, wówczas gdy kobieta jest zdrowa są większe?
    Czy możesz mi powiedzieć, ile zarodków powstaje podczas ivf i ile jest podawanych przy pierwszym podejściu? Wiem, że na życzenie można ograniczyć ich liczbę, ale jeśli pacjentka godzi się na wszystko to jak to wygląda?
    Chciałabym się również dowiedzieć, jak wygląda drugie podejście, w przypadku gdy za pierwszym razem sie nie uda i na jaki koszt trzeba się nastawić? Dziękuję za informację
  • thursday.next 04.12.10, 19:48
    tak, moja płodność jest ok. i oczywiście że szanse na ciąże są wówczas większe - od kobiety zalezy tu bardzo dużo.
    Niestety liczba zarodków jest nie do przewidzenia - może powstać zero jak i kilkanaście - zależy to od tego ile komórek wyprodukuje kobieta i czy po połączeniu z plemnikamai zarodki bedąc chiały się dzielic - słyszałam już o wszelkich możliwościach od zera do kilkunastu. I to ile powstanie to kwestia szczęścia i losu, nie wiadomo ile będzie nawet jak się godzisz na wszystko. Możesz jedynie powiedzieć że:
    - nie chcesz aby było więcej niż ileś - to Twoja decyzja, bo np. boisz sie że wszystkim się uda a nie chcesz mieć gromadki dzieci
    niestety może się zdarzyć i jest to niestety częstsza sytuacja że pierwsze podejście się nie uda (70-60%) i wówczas jeśli nie masz zarodków przechodzisz wszystko od nowa. Stymulacja niestety nie jest obojętna dla kobiety, także mi lekarze rzeczowo wytłumaczyli że najlepszym wyjściej jest przejść ją raz a owocnie.

    Drugie podejście jak nie masz zarodków wygląda podobnie jak pierwsze, a jak masz zarodki no to jest dużo latwiejsze - idziesz na sam transfer, bez stymulacji i punkcji.

    A koszt też może być różny - całość wyszła chyba ok.12k, ale u nas były np. 2 biopsje. Nie wiem najmniej to pewnie z 8-10k chyba.
  • lilit2005 04.12.10, 21:44
    z mojego doswiadczenia - przy I in vitro chcialam jak najwiecej zarodkow by wystarczylo na rodzenstwo. Niestety z 9 powstalych zarodkow mialam tylko jedna coreczka. W II in vitro na cyklu naturalnych uzyskalam jedna komorke i jeden zarodek, ktory poronil sie na bardzo wczesnym etapie. III in vitro to krotka stymulacja z ograniczona hodowla komorek, bo nie chcialam mrozic nadliczbowych zarodkow. Powstaly tylko 3 zarodki i jestem w ciazy z blizniakami! Czyli to ostatnie in vitro bylo najskuteczniejsze, choc wiek juz dosc zaawansowany i FSH gorsze niz przy I IVF. Niestety trzeci, rowniez bardzo ladny zarodek musialam zamrozic. Teoretycznie moglam poprosic tylko o stworzenie dwoch zarodkow, ale do glowy mi nie przyszlo ze zajde z blizniakami! Nie wyobrazam sobie w tej chwili miec wiecej niz troje dzieci - takie byly nasze plany.
    --
    Mój prywatny cud świata:
    http://www.suwaczki.com/tickers/iv09rl68pwvcwq7e.png
    http://lbdf.lilypie.com/T22Cp2.png
  • annajustyna 05.12.10, 10:20
    A nie beirzesz ewentualnie pod uwage, ze moze plany (los? przeznaczenie? sila wyzsza?) byly inne niz Wasze? Ja bym tam temu ostatniemu tez dala szanse...
    --
    Gasofnia
  • 19kasia 05.12.10, 14:52
    Czy chcesz przez to powiedzieć, że powinnam odpuścić i zacząć układać sobie życie bez dzieci?
  • annajustyna 05.12.10, 15:02
    To bylo do Lilit.
    --
    Gasofnia
  • 19kasia 05.12.10, 15:01
    Wiele z Was mówi, że stymulacja dla zdrowia kobiety nie jest obojętna. Co to oznacza? Jakie są jej skutki uboczne?
  • sofi75 05.12.10, 16:00
    Nie wiem jak odpowiedziec na Twoje pytanie.

    Ja stymulacje przechodze fantastycznie (przeszlam juz dwie - na razie bez efektu w postaci ciazy - przyczyna jest po stronie partnera).
    Nie mam zadnych skutkow ubocznych, organizm chodzi jak w zegarku od razu w pierwszym cyklu po. W trakcie stymulacji czuje sie dobrze, chodze na joge, i wlasciwie prowadze normalny tryb zycia (seksu nie ma, bo jednak troche to boli, ale to jedyna wada).
    Lekarze twierdza ze sa jakies skutki dlugofalowe, ale prawde mowiac nie pytalam sie o to, bo na razie jestem zainteresowana efektem krotkofalowym smile


    Jednak same leki do stymulacji kosztuja jakies 700 EUR (ja mam refundacje, ale wiem, ze PL jej nie ma) - wiec chocby z tego powodu warto starac sie ograniczyc te przyjemnosc.
    Poza tym punkcja da sie zniesc, ale tez nie jest to przyjemnosc, ktorej chcialabym zazywac co dzien.
  • annajustyna 06.12.10, 11:44
    Skutki uboczne, to moga wylezc chocby po paru latach. Ja juz przy stymulacji clo mialam torbiel czynnosciowa piersi (przeszla sama z siebie po paru miesiacach).
    www.medigo.pl/a,i,1653,in_vitro_watpliwosci_i_zagrozenia
    --
    Gasofnia
  • lady_groszek 07.12.10, 11:13
    ja miałam jako skutek uboczny przejściowy wzrost wagi. o jakies 2 kg, przeszło po zakończeniu stymulacji.
    i przestymulowanie. nie miałam od tego dolegliwości, ale objawiało się to zbyt wysokim poziomem hormonów widocznym po badaniu krwi. przeszło w nast. cyklu.
    o skutkach ubocznym poczytaj najlepiej w ulotkach informacyjnych leków stosowabych w stymulacji i jak często one występują (gonal, analogi, progestreron).

    te dawki hormonów są ogromne. nie wiem jak konkretnie, ale na pewno są nieobojętne dla organizmu. choćby dla wątroby. sama mam do tego nastawienie takie, że nie zamierzam w zw. z tym przechodzić 10 stymulacji i pewnie skończę na max trzeciej, ale w przypadku jednej to mam podejście: bez przesady, nie dramatyzować.
  • zosia9 07.12.10, 20:13
    Ja przeszłam przez najbardziej prawdopodobny skutek uboczny, czyli hiperstymulacje. oczywiście już podczas stymulowania było wiadomo że moje komórki rosną w ogromnej ilości i oczywiście że nie będzie transferu. pobrano mi 35 komórek i pojechałam do szpitala na tydzień. Wyniki zapłodnienia oczywiście już nie były tak imponujące ale jak na przestymulowanie podobnio genialne. Mrozaków miałam 7.
  • camela-5 19.01.11, 10:45
    U nas również problem był z plemnikami męża, u mnie teoretycznie było ok. Zawsze wspieraliśmy się w staraniach (7 lat starań, 6 inseminacji), nigdy go nie obwiniałam, chociaż w emocjach, w nerwach, po kłótni w myślach miałam .... i nawet dziecka nie potrafisz mi dać. Nigdy mu tego nie powiedziałam, bo zresztą kiedy tylko emocje i nerwy opadły sama byłam na siebie zła, że takie straszne myśli mi do głowy przyszły sad
    Do invitro to ja musiałam męża przekonywać, on nie za bardzo się do tego garnął, mówił będzie dobrze, będziemy mieli dziecko i tyle, ale że lata mi leciały powiedziałam, ze nie chcę już czekać (34 lata - pierwsze dziecko). Mąż miał opory bo myślał, ze to takie wszystko zaprogramowane w laboratorium, zero przypadku, losu, przeznaczenia. Ale potem jak podczas procedury wychodziło, ze najpierw miałam 18 komórek, po pobraniu 11 było ok, z tego zrobiło się 8 zarodków i po 5-ciu dniach tylko 6 było prawidłowo rozwiniętych - zobaczył że to wcale nie jest takie "zaprogramowane", ze tyle jest niewiadomych i szanse wcale nie takie wielkie. Miałam podane 2 zarodki, 4 zamrożone, mam 7-mio miesięcznego synka, którego kochamy ponad życie, chcemy mieć więcej dzieci więc z zamrożonych zarodków jeszcze skorzystamy.
    Ja akurat problemów z mrożeniem zarodków nie miałam ale w mojej klinice (Invicta) była możliwość mrożenia komórek jajowych a nie zarodków - to właśnie jest opcja dla tych z rozterkami moralnymi - może z tego skorzystaj zamiast cyklu naturalnego.

    O invitro mówiłam wszystkim najbliższym mi osobom (ale ja z tych co potrzebują się wygadać) i było dla mnie ważne że mogę z kimś bliskim się tym dzielić. Nigdy nie odczułam litości , natomiast cały czas wsparcie i czułam że przyjaciele i rodzina naprawdę nam kibicują "są z nami" i to bardzo było dla mnie miłe.

    Na co się nie zdecydujesz, życzę powodzenia
  • nena_v 20.01.11, 17:33
    W temacie obwiniania meza - chce Ci tylko napisac, ze to nie ma najmniejszego sensu. Nawet gdyby Twoj maz byl zdrowy nie byloby gwarancji, ze Ty zajdziesz z nim w ciaze. Rozejrzyj sie po forum i wsrod bezplodnych znajomych - wiele par, w ktorych mezczyzna jest rowniez zdrowy, nie moze zajsc w ciaze. Jest wiele przypadkow niewyjasnionej bezplodnosci, gdzie oboje mezczyzna i kobieta sa zdrowi. Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka