Dodaj do ulubionych

niepłodność - pomoc

IP: *.olsztyn.ppp.tpnet.pl 20.02.01, 23:27
Okazuje sie ze w calej Europie tylko w Polsce placi sie za zaplodnienie invitro. Moim zdaniem takie zabiegi powinny byc dofinansowywane przez kasy chorych.
Pisze o tym dlatego ze od trzech lat nie moge zajsc w ciaze - invitro jest ostatnia deska ratunku. Jak na ironie losu pracuje w Domu Malego Dziecka i bardzo, bardzo kocham dzieci. Niestac mnie na kredyt - nasza zarobki razem z mezem wynosza 1200 zl.Jak mam sie pogodzic z takim losem?
  • Gość: M IP: 213.77.91.* 23.02.01, 09:37
    Ewo czy nie myślałaś nigdy o adopcji. Czy potrafisz pogodzić się z tą całą batalią badań przed takim zabiegiem, wytrysku na rządanie i innych koniecznych i dla mnie upokarzających konieczności przy metodzie invitro? Ja też nie mogę, jak na razie mieć dzieci, ale wiem że jeżeli już będę wybierać to wybiorę adopcję. Boję się tak dużej ingerencji w człowieka - w moje dziecko. pozdrawiam.
  • Gość: miki IP: *.veracomp.com.pl 23.02.01, 12:19
    zgadzam sie z M. , gdybym miała wybierac wybrałabym adopcje ( zresztą juz o niej mysle mimo iz jestem zdrową kobietą ).
  • Gość: M IP: 213.77.91.* 23.02.01, 13:36
    nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić, żeby ktoś miał robić takie eksperymenty na moim ciele i przyszłego dziecka. osobiście uważam, że jeśli już nie mogę mieć dzieci swoich, to znaczy że powinnam (jeśli już tak bardzo chcę je mieć) dać szansę jakiemuś maluszkowi, które do tej pory nie miało zbyt wiele szczęścia w tym cholernym życiu.
  • Gość: kasia IP: *.btinternet.com 23.02.01, 23:06
    ja bym probowala chociaz raz....
    zawsze to wlasne...
  • Gość: Ewa IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.01, 22:54
    Mysle dokladnie tak samo i zrobie wszystko zeby tak sie stalo. Bardzo prosze trzymaj za mnie kciuki moze wtedy invitro nie bedzie potrzebne, z pozdrowieniami Ewa
  • Gość: DONA IP: 62.4.207.* 22.04.01, 22:44
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Mysle dokladnie tak samo i zrobie wszystko zeby tak sie stalo. Bardzo prosze tr
    > zymaj za mnie kciuki moze wtedy invitro nie bedzie potrzebne, z pozdrowieniami
    > Ewa
    Wiem o czym mowicie
  • Gość: Ewa IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.01, 22:51
    Myslalam i o adopcji ale jak wiesz pracuje w Domu Malego Dziecka i oprocz dzieci mam tez kontakt z ich rodzicami nie sa oni niestety zachecajaca wizja mojego dziecka. Mam w swojej grupie wielu ulubiencow, no moze raczej ulubienic kocham te dzieci ale niewyobrazam sobie tego abym mogla je adoptowac.Chce miec wlasne dziecko moze to zle zabrzmi ale tak po prostu jest.
    Serdeczne pozdrowienia - Ewa
  • Gość: DONA IP: 62.4.207.* 22.04.01, 22:42
    O Jejku wiem o czym mowicie
  • Gość: zuzia IP: *.btinternet.com 24.02.01, 00:02
    a ile kosztuje invitro ?
  • Gość: Ninka IP: *.MS1.srv.t-online.de 24.02.01, 14:22
    Popieram adopcje, duzo dzieci jest potrzebujacych ciepla rodzinnego, milosci-domu.
    jednakze sa osoby, ktore by chcialy miec dzieci wlasne. mozliwosc invitro. Uciazliwe, niezawsze skuteczne, cholernie drogie jak na polskie zarobki. jedna proba okolo 1200zl., z tego co mi wiadomo.
    Znam jednak ludzi, ktorzy nie mogli miec dzieci wg medycyny, a je maja bez zaplodnienia invitro.
  • Gość: Ewa IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.01, 22:45
    z tego co sie dowiadywalam wszystko zalezy od wieku czyli im starsza kobieta tym wiecej musi zaplacic za swoje szczescie. w moim przypadku jest to ok 10000zl wchodza w to koszty lekow stymulujacych, szereg badan no i oczywiscie zaplodnienie. Za zadne skarby nie zamierzam jednak z tego zrezygnowac. Chce miec wlasne dziecko - mysle ze to rozumiesz.
    z pozdrowieniami Ewa.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 25.02.01, 21:14
    Ewa, rozumiem Cie doskonale - sama nie moge zajsc w ciaze (z powodu zbyt slabego nasienia meza). Przeszlismy w zeszlym roku 2 proby in vitro- nieudane niestety. Po drugiej zalamalam sie. Przez ponad pol roku plakalam z powodu bezsilnosci. In vitro to nie tylko wydatek pieniezny. To ogromna nadzieja na nowe zycie i jednoczesnie gwalt na organizmie kobiecym i meskim. Jednak ani przez chwile nie pomyslam ze moglabym przestac probowac. Nawet w chwilach najwiekszej rozpaczy, gdy po transferze 3 zarodkow zaden sie nie przyjal i czulam jakby ktos umarl. Teraz psychicznie wychodze na prosta i bede probowac jeszcze raz, az do skutku.
  • Gość: ala IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.04.01, 21:17
    Doskonale Ciebie rozumiem. My z mężem również staramy się o dziecko bardzo
    długo. Właśnie teraz jestem w trakcie badań do zabiegu in vitro. I nie
    pieniądze tutaj są najważniejsze mimo że ich na ulicy nie znajduję ale ta
    istotka którą mam nadzieję kiedyś przytulić. Jeśli możesz odezwij się i powiedz
    gdzie przeprowadzałaś poprzednie próby Pozdrawiam i życzę powodzenia ALA
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 05.03.01, 20:24
    Ja już raz próbowałam in-vitro. Nic z tego nie wyszło. Byłam załamana.
    Mimo iż in-vitro wywołuje burzę na organizmie i niesie za sobą wiele ujemnych
    skutków, to dałabym się "pokroić i posolić" na żywca, byleby z tego było
    dziecko. Na jesień będę próbować znów in-vitro, z tym, że nie wiem, czy
    przeżyję porażkę, jeżeli się nie uda.
    Co do adopcji-to straszna odpowiedzialność i nie wiem, czy bym mogła się
    zdecydować. Dzieci adoptowane też mają swoją osobowość, której nie znamy, więc
    nigdy nie wiadomo, co, mimo największych starań wyrośnie z takiego dziecka, a
    nigdy bym nie chciała żałować swojej decyzji.
    SWOJE, TO JEDNAK SWOJE.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 05.03.01, 21:40
    Iwona, zostan w kontakcie - Juz od dawna mysle o tym aby nas, jeszcze nie
    matki - testujace na swoim ciele in- vitro, zgromadzic, abysmy sie mogly
    nawzajem wspierac. "Normalni" nas nie moga zrozumiec, bo przeciez poczęcie
    dziecka wydaje się byc najłatwiejszą rzeczą na świecie. A przeciez jest nas
    prawie 200,000 - co siodme małżeństwo w Polsce.

    Chcialabym aby wszystkie kobiety, ktore decyduja sie na in- vitro zdawaly sobie
    sprawe z psychicznych konsekwencji kazdej proby -z nadzieji jaką niesie i
    poźniejszych rozczarowan.O "dramacie" i sprzecznościach jakie pojawiają w
    sercu sie po transferze zarodkow do macicy, nikt mi nie mowil. Bede probowac w
    kwietniu po raz 3. Czy ktos zna recepte jak to przezyc ????
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 06.03.01, 13:56
    Dziewczyny! Ja też nie chciałam wierzyć, że in - vitro
    uda się w moim przypadku. Za pierwszym razem stał się
    cud! urodziłam zdrową śliczną córeczkę. To prawda, że
    to bardzo dużo kosztuje - nie tylko pieniędzy, ale
    również nadziei itp...ale warto. Bałam się
    potwornie.Polecam wypróbowaną placówkę w Warszawie
    Novum. Mają duże sukcesy. Służę radą i pomocą bo szlak
    mam już przetarty! POWODZENIA.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 06.03.01, 20:03
    mama. Co do NOVUM, to mam nie najlepsze wspomnienia. Przed próbą in-vitro
    (nieudaną zresztą) w Białymstoku byliśmy z mężem w Novum trzy razy i niestety
    miałam wrażenie,że najbardziej lekarzom zależy na pieniążkach, a nie na
    rozwiązaniu mojego problemu. Jako, że nie ma ewidentnej przyczyny niepłodności
    w naszym małżeństwie odmówiono mi podejścia od razu do zabiegu in-vitro--
    stawiano przede mną lata leczenia, kolejne inseminacje(zupełnie bez sensu-
    jestem przed trzydziestką i nie mam czasu na lata leczenia, a kilka inseminacji
    też już przeszłam). Zdenerwowana i zdeterminowana pojechałam do Białegostoku-
    obecnie jest to najlepszy ośrodek tego typu w Polsce, nikt nic mi nie
    sugerował, przejrzeli wyniki i bez problemu przystąpiłam do programu. Niestety
    nie udało się, ale kolejną próbę też tam przeprowadzę.
  • Gość: Ewa IP: *.olsztyn.ppp.tpnet.pl 10.03.01, 01:04
    Iwonko to ja rozpoczelam te dyskusje na temat invitro, jak najbardziej jestem
    za tym aby probowac wszystkiego czego sie da aby miec dziecko. W naszym
    przypadku podobnie jak w twoim lekarze nie potrafia wskazac przyczyny
    nieplodnosci, jeden z lekarzy stwierdzil nawet ze wszystko u mnie gra jak w
    szwajcarskim zegarku... i nic. Dlatego postanowilismy zdecydowac sie na
    invitro.Piszesz ze bedziesz probowac w Bialymstoku - napisz mi prosze jakie
    wyniki badan trzeba miec zeby kwalifikowac sie do invitro {mam hsg, badanie
    nasienia meza,}
    Trzymam za ciebie kciuki - z pozdrowieniami Ewa.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 11.03.01, 22:44
    Co do wyników, to weź wszystkie jakie masz. Ja miałm
    kilka wyników męża, HSG, HSC, USG, badania na
    przeciwciała przeciwplemnikowe (mąż ma takie
    przeciwciała, co może, ale nie musi być przyczyną
    naszych niepowodzeń).
    Oni u siebie jeszcze Wam powtórzą USG i badanie
    nasienia.
    Teraz jeszcze mam dodatkowo wynik laparoskopii-no
    wiesz dałam się pokroić, żeby wyjaśnić czy coś może u
    mnie nie jest w porządku(oczywiście wszystko jest
    OK), ale ten wynik ich nie będzie obchodził, bo do in-
    vitro jest zbędny-wystarczy im HSG, żeby zobaczyć jak
    wygląda macica.
    Pewnie chciałabyś wiedzieć ile mnie to kosztowało-coś
    około 6000 zł z groszami. W tą sumę wchodziło
    1700-leki
    850-konsultacje
    600-mikromanipulacja
    1000-transfer
    1300-pobyt w Białymstoku+podróże.
    Jeszcze raz pozdrawiam.
  • Gość: Pedagog IP: 212.191.70.* 16.03.01, 19:28
    Temat wzbudzil niezwykle zainteresowanie pan. Jest
    spora liczba malzenstw bezdzietnych. W mlodym wieku
    czesto nie przeszkadza to malzonkom, ale nie da sie
    ukryc, ze malzenstwo bezdzietne jest zwiazkiem dosc
    smutnym dla obojga partnerow , zwlaszcza gdy patrzy
    sie juz z perspektywy wieku i ma sie za soba wiecej
    niz przed soba. Jest na to rada praktyczna , choc
    osobom wierzacym moze wydac sie nie do przyjecia :
    mlodzi zanim zdecyduja sie na malzenstwo czyli slub
    niech sprobuja, czy sa zdolni do posiadania
    potomstwa. Panna mloda w ciazy to w naszych czasach
    nic gorszacego. A i ksiadz udzieli rozgrzeszenia , bo
    to tylko grzech powszedni a nie glowny ani
    smiertelny. A jak sie urodzi zdrowy niemowlak to i
    tak wszyscy zapomna i wybacza. Nieplodnosc nie
    jest dolegliwoscia bezwgledna . Kobieta nie mogaca
    zajsc w ciaze z jednym mezczyzna czesto zachodzi z
    innym. Czyli : dziewczyny patrzcie trzezwo! Co z
    tego , ze chlopak przystojny, madry czy z innymi
    zaletami ? Jesli nic z nim nie wychodzi to
    zamienic na innego ! A nawet jesli by nie chcial
    sie potem zenic to mozna go scigac o alimenty i
    bedzie placil , jesli nie on to jego rodzice. Mam
    swoje lata i dobrze wam radze. Moja pasierbica
    posluchala mojej rady i jest zadowolona, ma zdrowego
    syna i dobrego meza.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 17.03.01, 21:48
    Sprowadzanie czegos tak pieknego, jak zwiazek dwojga ludzi, do prokreacji jest
    sprowadzeniem samego czlowieka do poziomu zwierzecia, ktorego glownym celem
    jest posiadanie potomstwa w celu przedluzenia gatunku. Wstyd Panie Pedagogu !!!!
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 10.04.01, 07:49
    do Pedagoga. A co z tymi dziewczynami, ktore nie moga zajsc w ciaze ani z
    jednym, ani z drugim ? czy one nie maja prawa do milosci i musa byc odrzucone,
    jako osoby drugiej kategorii ? Ty Peragogu, chyba jestes mezczyzna i na prawde
    nie rozumiesz wszystkiego, co czuja kobiety (i te z dziecmi, i te ktore maja
    problemy).
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 06.03.01, 19:52
    Hathor. Miło mi, że ktoś chce mówić o in-vitro, tym bardziej, że w Polsce uważa
    się, że jest to niemoralne i grzeszne. Rodzina, znajomi, nikt nie wie, że
    jeździmy na in-vitro.
    Tobie Hathor życzę powodzenia!!!
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 07.03.01, 08:08
    Iwona. Mam wrażenie, że trafiłaś do złego lekarza w
    Novum. Polecam dr. Wojewódzkiego. Jednak jeżeli
    zdecydowałaś się na Białystok też Zyczę Ci powodzenia
    bo warto!!!
  • Gość: Ala IP: 157.25.122.* 07.03.01, 09:46
    Dziewczyny, nie załamujcie się, trochę optymizmu,
    wiary i jednocześnie poczucia że jeśli się nie uda to
    trudno.

    Dlaczego to napisałam?, bo lekarze nie umieją tego
    wytłumaczyć ale kobiety nie mogące zajść w ciążę
    przez lata po np. adopcji rodza własne dzieci.
    Organizm nie jest wtedy nastawiony tylko na
    rozmnażanie , odpoczywa i nagle błysk. Dziecko, a
    włsciwie dwoje dzieci - własne i wybrane.

    Jednocześnie chce napisać że warto żyć i nie pytajcie
    jak przeżyć. In vitro nie jest gzrechem, ale takie
    myśli są.
  • Gość: Maja IP: 157.25.178.* 07.03.01, 09:47
    Ja tez mam zle doswiadczenia z Novum. Przez pare
    miesiecy bralam hormony stymulujace owulacje -
    estrogeny, tylko, ze nie podawano mi hormonów drugiej
    fazy cyklu. Efekt - czulam sie fatalnie! W koncu
    jednak zaszlam w ciaze. I wtedy zdazylo sie
    najgorsze. Podczas wizyty kontrolnej, pani dr.
    stwierdzila, ze ciaza jest obumarla i ze za pare dni
    poronie. Bylam w szoku i niezdolna do wyduszenia
    slowa. Pani dr. natomiast zimno cos mi tam zapisala,
    na to wparowala pielegniarka z jakimis papierami,
    zadzwonil telefon... A ja siedzialam jak skamieniala.
    Potem zaplacilam, wyszlam i nikt nawet nie zapytal
    jak sie czuje - a przeciez moglam sie rzucic pod
    samochód - bo nawet taki pomysl mi przyszedl do
    glowy. Oto brak elementarnych ludzkich uczuc i przede
    wszystkim wiedzy, bo byl to klasyczny przypadek szoku
    pourazowego, gdzie pozostawienie pacjenta samemu
    sobie jest zbrodnia. Ja musialam wrócic sama
    samochodem do domu 30 Km od Warszawy. Nie wiem jak to
    zrobilam. Pies z kulawa noga sie nie zainteresowal
    pacjentka, która zaplacila za wizyte i wyszla!
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 07.03.01, 10:06
    Maja. mam wrażenie że wiem do której PANI DOKTOR
    trafiłaś. nikomu jej nie polecę bo miałam przyjemność
    na szczęście tylko raz po pobraniu jajeczek. była
    oschła niegrzeczna i nie chciała mi odpowiedzieć na
    zadane pytania dla niej może proste ale wtedy dla mnie
    cenne i potrzebne. zraziłam sie do niej i choćby nie
    wiem co nigdy do niej nie pójdę. natomiast po zabiegu
    pielęgniarki i lekarze tzn dr. Lewandowski i
    anestezjolog obecny przy zabiegu wykazali wiele
    zainteresowania moją osobą. jest to bardzo budujące.
    zmień lekarza. dodam jeszcze, że nigdy nie miałam
    odczucia, że tam ktoś wyłudza ode mnie pieniądze.
    miałam "przyjemność" leczyć się u wielu lekarzy z
    których większość specjalizowała się w wyłudzaniu
    pieniędzy. O Novum tego powiedzieć nie mogę.
  • Gość: ewa IP: *.lodz.ppp.tpnet.pl 07.03.01, 11:37
    Ja dałam sobie spokój z leczeniem niepłodności.Po
    tych wszystkich lekarstwach dostałam zapalenia jelita
    grubego i leczyłam się z niego przez 4 miesiące.
    Apotem cieszyłam się,że mogę wszystko jeść i nic mnie
    nie boli,nie miałam ochoty poddawać się kuracją by
    mieć dziecko.Daliśmy sobie spokój z tym tematem i
    zaczęliśmy normalnie żyć-kochalśmy się kiedy mieliśmy
    na to ochotę nie myśląc kiedy jest "najlepszy
    dzień",skoncentrowaliśmy się na innych sprawach.
    I niedawno okazało się,że jestem w..
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 07.03.01, 18:45
    mama. Byłam u dwóch lekarzy w Novum-u kobiety( nie pamiętam nazwiska)i u
    doktora Wojewódzkiego-zaproponował mi inseminację, na którą zresztą już nie
    pojechałam, bo się wkurzyłam. Już na dzień dobry każdemu z nich mówiłam, że
    wiem, czego chcę spróbować: in-vitro, a oni mi na to,że jeżeli nie ma przyczyny
    niepłodności to do in-vitro jeszcze długa droga i takie tam ple, ple, ple.
    Wiem, że Novum ma dobre rezultaty szczególnie w in-vitro, tyle,że cięko się
    tego u nich doprosić, a leczenia progesteronem, estrogenami, klomifenem,
    gonadotropinami, już wszystkiego próbowałam u siebie nie musząc jeździć 350
    kilometrów.
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 08.03.01, 10:56
    Iwona, błagam Cię nie rezygnuj. ja jak podchodziłam do
    programu in-vitro, bardzo sceptycznie odnosiłam się do
    rezultatów. rozmawiałam z dziewczynami, które
    kilkakrotnie podchodziły i przyjeżdżały setki
    kilometrów. wiem jakie to uciążliwe, ale zapewniam Cię
    WARTO!!!!!
  • Gość: A IP: 195.94.207.90, 195.94.192.* 14.03.01, 16:41
    Też leczę się w Novum. Jeśli chodzi o dr. Wojewódzkiego to mam jak najgorsze
    wspomnienia - bezduszny arogancki palant. Np. od razu, bez żadnych badań
    stwierdził, że na pewno nie mam owulacji (???) i zapisał mi lek z
    komentarzem "I tak to pani nic nie pomoże" itd itd. Pomogło, tylko, że okazało
    się, że to mój mąż ma problem, a nie ja, i zupełnie niepotrzebnie brałam
    nieobojętny przecież dla organizmu lek. Poza tym stwierdził, że jestem za gruba
    (???) i na in vitro liczyć nie mogę, bo on nie będzie psuć statystyk
    kliniki. "Chyba, że chce pani wyrzucić w błoto sto milionów". O badaniach,
    ktore zrobiłam na zlecenie swojego ginekologa powiedział, że są bez sensu i
    kazał wszystkie powtórzyć (oczywiście, wyniki wyszły takie same, za to musiałam
    podwójnie zaplacić).. Polecam dr Taszycką. Ma serce.
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 15.03.01, 12:07
    no widzisz, a na mnie dr. Taszycka / na moich
    kole?ankach te?/ zrobi3a z3e wra?enie. A co do tuszy,
    to nie obra?aj sij bo niejednokrotnie s3ysza3am opinij,
    ?e tj?sze kobiety maj1 mniejsze szanse. s3ysza3am jak
    wielu kobietom mswili to lekarze i nie uwa?am, ?e to
    z3o6liwo6f z ich strony.
  • Gość: A IP: 195.94.207.90, 195.94.192.* 15.03.01, 14:52
    mama, wszystko OK, tylko że ja nie mam nadwagi (165/62 kg), jestem za to mocno
    zbudowana, bo przez całe życie uprawiałam sport. Wiem, że nadmiar tłuszczu
    szkodzi w tych sprawach, ja mam 21% tłuszczu, podobno kobieta musi mieć koło
    20% żeby w ogóle zacząć jajeczkować. Co ty na to?
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 15.03.01, 16:00
    ok. nie będę polemizowała. każdy ma inne odczucia Ty
    też masz takie prawo. ja bylam zadowolona z
    Wojewodzkiego. wielu lekarzy przetestowalam i do niego
    pojde po raz kolejny. natomiast Taszycka nie potrafila
    odpowiedziec mi na proste pytania /moze nie chciala/
    nie wnikam . przy tym byla opryskliwa. ja zycze Ci
    powodzenia. zadowolenie z lekarza to polowa sukcesu.
    czy juz kiedys probowalas in vitro? Pozdrawaiam
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 15.03.01, 22:52
    Problemy A jak sadze wynikaja jak sadze z faktu, ktorego wielu lekarzy nie
    docenia - psychicznego obciazenia jakim jest brak dziecka. Oczekujemy od nich
    tego czego powinnysmy oczekiwac od lekarza - wsparcia fizycznego i
    psychicznego. Latwo naruszyc delikatna psychike kobiety, ktora nie moze zajsc w
    ciaze, gdy wszyscy dookola bebnia o nie chcianych ciazach.

    Od lekarza wymagamy takze "czulosci", ktora pomoze przejsc przez trudne chwile.
    Niestety nie kazdy specialista od in vitro jest tez dobrym psychologiem. I
    skutkiem tego moze byc tak rozny odbior przez A i Mame tego samego lekarza.
    Trzeba trafic albo miec w zanadrzu wlasnego ginekologa czy psychologa, ktory
    bedzie nas w tych chwilach wspomagal. Niestety w zadnej z istniejacych klinik
    nie jest zatrudniony psycholog, dlatego dobrze ze mozemy wylac swoje zale na
    forum. Nie chcialabym tu brzmiec jak alfa i omega, ale wiem jak bardzo w tym
    procesie istotne jest zaufanie, ze to co nam robia na naszych cialach, a czego
    nie widzimy (kto mi udowodni ze pobrano 5 komorek a nie 10 albo ze zaplodnily
    sie 3 a nie 7, ze transferuja mi 2 zarodki a nie zwykla wode) jest prawdziwe.
    Poprawcie mnie jezeli tak nie jest !!!!
  • Gość: Hathor IP: 212.160.4.* 07.03.01, 18:00
    Iwona - nie zamykaj sie przed tymi, ktorzy Ci moga
    pomoc. Ja tez trzymam w tajemnicy nasze proby in
    vitro ale juz teraz (czyli od niedawna) wiedza o nich
    nasi najblizsi (rodzice)oraz grastka naprawde dobrych
    przyjaciol. Dzieki ich zdroworozsadkowemu podejsciu
    odzyskuje radosc zycia, nadzieje i sily do dalszych
    prob. Takze dzieki tym wszystkim przemilym listom od
    dziewczyn, ktorym sie udalo i maja dzidziusia -)))
    (naturalnie czy tez sztucznie). Niestety, przyczyna
    nieplodnosci w moim malzenstwie wyklucza cud (b.
    slabe nasienie meza - choc nigdy nie mowię nigdy).
    Zaloz sobie konto internatowe na www.sekretykobiet.pl
    i napisz do mnie: invitro@sekretna.pl, kiedy bedziesz
    potrzebowac. Wiem co znaczy samotnosc w tej
    konkeretnej sprawie...
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 08.03.01, 10:50
    Hathor. Twój ostatni list jest budujący. w moim
    przypadku zajście w ciążę również uniemożliwiało słabe
    bardzo!!! nasienie męża. w tym momencie lekarz nawet
    nie zaproponował mi inseminacji tylko od razu in
    vitro. udało się. chociaż wcześniej miałam inseminację
    i nie udaną /zanim trafiałam do Novum/. To co napiszę
    jest może nie do wiary, ale są kobiety, których
    mężowie nie mają w ogóle plemników i też mają szanse
    zostać matkami. w takim wypadku lekarz jednocześnie
    pobiera od męża komórki plemnikotwórcze (niestety za
    pomocą zabiegu) a kobiecie nkomórki jajowe, które są
    później łączone. wiem, że takie kobiety są więc nie
    załamujcie się.
  • Gość: Hathor IP: 212.160.3.* 08.03.01, 22:16
    Dzieki za cieple slowa, tym bardziej wlewasz nadzieje
    w moje serce bo Tobie sie udalo. Wierze ze i mnie sie
    uda, jedyne z czym mam problem to poczucie
    bezsilnosci wobec natury i samego zabiegu.
    Opowiedz mi prosze jak dawalas sobie rade zaraz po
    transferze i jeszcze pozniej gdy juz wiesz ze jestes
    w ciazy ale ciagle jest ryzyko. Bylas na
    zwolnieniu ?? Pracowalas, co sie dzialo ??? jak sobie
    radzic z niepewnoscia i strachem. Napisz do mnie
    prosze!!!
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 09.03.01, 10:01
    Cieszę się, że moje słowa podniosły Cię na duchu.
    trzymam kciuki i wierzę głęboko, że uda się. Ja jak
    juz wcześniej pisałam, podchodziłam do tematu bardzo
    sceptycznie. kiedy przyszedł moment /po dwóch
    tygodniach/ kiedy miałam zrobić próbę ciążową -
    poprostu bałam się pójść do łazienki.... a jak już ją
    zrobiłam......dopiero po kilku minutach miałam odwagę
    pójść i zobaczyć wynik. Najgorsze jednak było dla mnie
    pobranie jajeczek a w zasadzie moment kiedy "puściło"
    znieczulenie. bardzo mnie bolało. to był piątek. w
    sobotę z trwogą dzwoniłam czy i ile komórek się
    połączyło. a w poniedziałek miałam wyznaczoną datę
    transferu. To już była betka w porównaniu z tym co
    wczesniej przeszłam. cały czas jednak towarzyszyła mi
    niepewność: uda się czy nie - z przewagą nie! Później
    byłam dwa tygodnie na zwolnieniu. leżałam pokotem w
    łóżku i biegałam tylko siusiu. po dwóch tygodniach
    zrobiłam test. nie wierzyłam, kiedy zobaczyłam dwie
    kreseczki. zadzwoniłam do męża i do dr.
    Lewandowskjiego, który natychmiast kazał mi do siebie
    przyjechać. wyściskał jak by conajmniej było to jego
    dziecko /poniekąd tak jest/. zrobiłam test na hcg
    który definitywnie rozwiał moje wątpliwości. po
    kolejnych dwóch tygodniach poszłam na usg gdzie już
    było widać ziarenko wielkości łebka od szpilki z
    BIJĄCYM SERDUSZKIEM. w tym momencie dotarło do mnie,
    że TAM jest dziecko żywe!!!! no i później leki leki
    leki usg itp... bardzo o siebie dbałam. nic nie
    dźwigałam nie wolno było się kąpać w wannie - tylko
    prysznic i to nie za gorący. już nie pamiętam czy było
    to w 3 czy 4 miesiącu dr. Lewandowski powiedział, że
    coś mu się nie podoba....oszalałam z rozpaczy. dał mi
    70% szans na urodzenie zdrowego dzidziusia. wtedy to
    było dla mnie dużo a zarazem mało. po dwóch tygodniach
    poszłam na usg kolejne do dr Roszkowskiego, który
    znowu szczęśliwie rozwiał moje wątpliwości. do pracy
    chodziłam, chociaż dość długo byłam na zwolnieniu.
    później tzn od 7 m-ca leżałam w szpitalu bo miałam
    łożysko przodujące. poród odbył się w 39 tygodniu
    ciąży przez cesarskie cięcie. jeśli masz jakieś
    pytania wątpliwości zawsze możesz się do mnie zwrócić.
    pomogę. ważne jest w tym całym zamieszaniu aby
    pozytywnie się nastawić. ja będę jeszcze raz próbowała
    bo mam jeszcze w zapasie 7 zarodków. może około maja
    zacznę......mogę na ten temat pisać i mówić całemu
    światu, bo to co dokonała medycyna można nazwać mianem
    cudu. czy Ty jesteś z Warszawy? czekam na wiadomość od
    Ciebie. serdecznie pozdrawiam.
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 09.03.01, 10:52
    Hathor, nie pisałaś gdzie podchodziłaś do in vitro.
    napisz. napisz także jakie były Twoje wrażenia w tym
    temacie. pozdrawiam
  • Gość: KaCha IP: 192.168.1.75, 157.25.128.* 09.03.01, 15:43
    Też jestem po in-vitro (pierwsze - w grudniu 2000). Nieudanym. Teraz
    rozmrożenie czterech zarodków nie udało się - nie przeżyły. Dowiedziałam się o
    tym wczoraj. Ale już w poniedziałek idę do Novum rozpisać sobie nowy cykl
    stymulacji. Muszę mieć nadzieję, bo inaczej albo zwariuję, albo po latach będę
    sobie wyrzucać, że nie zrobiłam wszystkiego. Dziękuję Bogu, że dał mi i mojemu
    mężowi dobrze płatną pracę i przechodzę to leczenie bezstresowo bez główkowania
    skąd wziąć pieniądze? Gdzie jest nasze w 99,9% katolickie i prorodzinne
    państwo? Czemu nie ma przynajmniej dofinansowania zabiegu? Czemu wszystkie leki
    stymulujące są pełnopłatne?
    Adopcja? Być może po tej drugiej próbie. Co mnie powstrzymuje? Grono
    ewentualnych "życzliwych dewotek" z otoczenia, po ingerencji których dzieciak z
    rykiem wróci do domu, przerażony: bo mamo ja nie jestem twój!
    Wszystkie niepowodzenia: poronienia (w ciągu 9-ciu latach małżeństwa przeszłam
    8 poronień), inseminacje, szczepienia w Łodzi (bo mój organizm odrzuca ciążę),
    itp. - przechodziłam dołkami psychicznymi. Ostatnio stwierdziłam: nie myśleć,
    zająć się czymś i jak najszybciej wrócić do pracy. Nie dyskutuje o tym, co się
    stało ani z mężem, ani z moją Rodziną (nota bene: stanowią dla mnie silną
    podporę psychiczną - wtedy kiedy tego chcę i potrzebuję), bo oni wiedzą, że im
    szybciej przestanę o tym myśleć, tym szybciej będę gotowa do następnej próby.
    Wszystkie kobiety z problemami z zajściem w ciążę: trzymajcie się i miejcie
    nadzieję!
  • Gość: Ewa IP: *.olsztyn.ppp.tpnet.pl 10.03.01, 00:50
    Tak sie sklada za to ja rozpoczelam te dyskusje na temat invitro itd.
    Caly czas czytam nowe wiadomosci od kolejnych kobiet i jestem bardzo zaskoczona
    ze jest nas az tyle. z drugiej strony ciesze sie ze nie jestem sama z takim
    problem. Tylko kiedy czytam o kilku nieudanych próbach invitro coraz bardziej
    sie boje - zbieramy pieniadze na pierwszy zabieg i pewnie zadluzymy sie po
    uszy, boje sie tego ze jesli teraz nic z tego nie wyjdzie to przez kolejne
    trzy lata bedziemy splacac dlugi i dalej marzyc o dziecku...po jaka cholere sa
    te kasy chorych?
    Wybieramy sie do Białegostoku, czy ktoras z was tam byla? Jak tam jest, jacy są
    lekarze?
    Ewa
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 11.03.01, 22:25
    Do Ewy. Byłam w Białymstoku na in-vitro i chociaż się
    nie udało, to i tak polecam. Sama również tam jadę na
    jesień(no wiesz trzeba zebrać pieniążki). Lekarze są
    OK-przynajmniej Ci z którymi ja się zetknęłam(dr
    Domitrz, doc.Wołczyński, dr Szamatowicz-młody, bo
    jest jeszcze jego ojciec). Do Białegostoku na
    pierwszą wizytę trzeba zabrać wszystkie Wasze wyniki.
    Lekarz je obejrzy, zaleci zrobienie jeszcze jakichś
    wyników u nich i zaproponuje tok postępowania. Jeżeli
    zdecydujecie się od razu na in-vitro, to lekarz może
    kazać Wam przyjechać jeszcze raz lub od razu wypisać
    recepty na leki, ale ostrzegam, że może ich w ogóle
    nie być w Twoim mieście, albo da Wam leki, za które
    trzeba im zapłacić, a które niestety są bardzo drogie
    i trzeba je przewozić w lodówce-Decapeptyl(ja kupiłam
    sobie taką przewoźną lodówkę-termos).
    Wszystko wytłumaczą, dadzą kartę stymulacji, gdzie
    też jest wszystko opisane.
    Życzę powodzenia.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 10.03.01, 15:45
    Jestem z Krakowa, ktory (z calym szacunkiem do tego
    miasta) jest pod wzgledem nieplodnosci...zacofany.
    Problemem bylo wszystko, od zastrzykow po zrobienie
    wlasciwego usg (kazdy lekarz widzial inne pecherzyki
    i inna ich wielkosc)- dlugo by opowiadac. Oba in
    vitro robilam w Consilium w W-wie, czego ostatecznie
    nie polecam, byc moze bardziej z powodow osobistych-
    zrazilam sie. Teraz wybieram sie do Bialegostoku - na
    caly okres stymulacji i przynajmniej krotki okres po
    transferze. Chce to zrobic na spokojnie, zastrzyki u
    usg na miejscu bez ryzyka, ze w ciagu paru godzin
    musze dojechac do W-wy i bez pracy zawodowej na
    glowie. Przy okazji bede miala zasluzony urlop - bez
    tlumaczenia dlaczego mam zwolnienie ginekologiczne po
    raz 3.
    Poza tym w domu swiruje - podziwiam Cie Mamo, ze
    wyleżałas 2 tygodnie. Ja wprawdzie też niby leżalam -
    ale okropnie znosilam ten stan podniecenia (nadzieji
    i niepewnosci zarazem). Dodatkowo, jestem bardzo
    aktywna zarowno zawodowo jak i prywatnie. Nakaz
    leżenia przez 2 tygodnie byl jak zamkniecie w klatce.
    Planowalam czytanie (co uwielbiam), spacery i inne
    przyjemnosci. Nic nie moglam robic tylko lezalam,
    cala sztywna, bojac sie poruszyc. To byl koszmar - bo
    nie spodziewalam sie tego. Wszystkie moje kolezanki
    co normalnie zachodza w ciazę, normalnie egzystuja -
    ja sie czulam nagle odcieta od wszystkiego. Teraz
    wiem juz że jest to naturalny stan, który przechodzi
    każda kobieta po in vitro. Wtedy myslałam, że
    zwariowalam. Dlatego cudownie, że możemy sie
    podzielic swoimi doświadzczeniami - może kolejnej
    dziewczynie to pomoże. Ewa - nie poddawaj sie,
    upewnij sie tylko, że to ostatnia deska ratunku. To
    trudny zabieg - ogromne psychiczne obciazenie dla
    kobiety, materialne dla portfela, ale jak sama
    widzisz warto. Ale sie rozpislam - dziewczyny,
    zalozylam specjalne konto e-mailowe
    invitro@sekretna.pl - jezeli chcecie sie osobiscie ze
    mna skontaktowac. Po paru latach milczenia, teraz
    chce mowić, nikt nas nie zrozumie tak jak my siebie
    nawzajem. Pozdrawiam wszystkie probujace i te ktorym
    sie udalo !!!!
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 12.03.01, 08:10
    Witam Hator po krótkiej przerwie. szkoda że nie od
    razu podeszłaś w Novum. oni się specjalizują w tym
    natomiast Consilium niestety nie jest to taka
    prestiżowa placówka. moja koleżanka podchodziłą w
    Białymstoku 11 razy niestety bezskutecznie. z tego co
    mówiła to pobieranie jajeczek /żeby było taniej / jest
    bez znieczulenia ogólnego. określiła to jako horror.
    cały czas polecam klinikę Novum. tam robią w
    znieczuleniu i profesjonalnie. współpracują z kliniką
    o tym profilu w Essen. niestety zabieg nie jest tani
    /in vitro wtedy gdy robiłam ja - 4 tys zł ,
    mikromanipulacja 500 zł, leki ok. 3 tys zł/. i jeszcze
    jedna ważna uwaga!!! samo in vitro w Twoim przypadku
    może nic nie dać. z tego co wiem słabe nasienie męża
    kwalifikuje do mikromanipulacji. ja właśnie miałam
    taki zabieg. ponieważ była to w zasadzie główna
    przyczyna prawdopodobnie dlatego udało się za
    pierwszym razem. ja też jestem bardzo aktywna i
    leżenie było dla mnie czymś potwornym, ale mając w
    świadomości to po co leżę.......bardzo ułatwiało
    monotonię.
  • Gość: Iwona IP: *.wroclaw.ppp.tpnet.pl 12.03.01, 11:58
    Co do Białegostoku, to mama ma rację pobieranie
    komórek jest bardzo bolesne, ale można dopłacić ok
    100 zł.i pobierają wtedy komórki w znieczuleniu.
    Ja osobiście też znam osoby, którym w Białymstoku
    udało się za pierwszym razem, no i jest o wiele,
    wiele taniej niż w Novum. Poza tym Białystok robi in-
    vitro już od 14 lat, także mają bardzo duże
    doświadczenie, a kobiety jeżdżą tam po kolejne dzieci.
    Oczywiście wybór placówki należy do samej
    zainteresowanej.
  • Gość: mam IP: *.kir.com.pl 12.03.01, 14:47
    całkowicie się z Tobą zgadzam Iwona. myślę, że gdybym
    mieszkała w Białymstoku, albo w Warszawie nie byłoby
    Novum, pewnie i ja bym tam trafiła. stało się jednak
    inaczej. mieszkam w Warszawie i na miejscu mam dobrą
    klinikę. zdania na ten temat są bardzo różne - cel
    jeden! wszystkim dziewczynom, i tym które podchodzą w
    Warszawie i tym z Białegostoku i innych placówek życzę
    tego szczęścia, które mnie spotkało. pozdrawiam
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 12.03.01, 17:16
    Dzieki za słowa otuchy. Każda dziewczyna, której się udało jest najlepszym
    przykładem, że trzeba próbować.
    PS Ja jestem z południa Polski, ale u nas nie ma żadnego dobrego ośrodka tego
    typu.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 12.03.01, 21:52
    Iwona, wybieram sie juz za miesiac do Bialegostoku, powiedzieli mi przez
    telefon, ze mozna przyjechac i od razu zostac, przez cala stymulacje do
    transferu. Jak Ty sobie poradzilas logistycznie (rozumiem ze mieszkasz blizej
    Krakowa niz Bialegostoku - jak dlugo zostaliscie w Bialymstoku, gdzie
    spaliscie, gdzie robilas zastrzyki (ja bralam Humegon do tej pory), usg, po ilu
    dniach od pobrania jest transfer, do ktorego konkretnie lekarza sie zglosic ?
    I co pozniej, po transferze - wrocilas do domu -zwolnienie czy praca.
    Prosze o wszystkie informacje , jakie pamietasz.
    Dzieki i pozdrawiam,
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 13.03.01, 20:27
    Hathor. Do Białegostoku pojechałam miesiąc przed stymulacją po recepty
    i "rozpiskę" cyklu. Następnie od pierwszego dnia cyklu brałam Decapeptyl, od
    trzeciego Metrodin i tak wszystko do ósmego dnia cyklu-wszystko w domu.
    Dziewiątego dnia cyklu trzeba się zgłosić o 8.00 do szpitala w Białymstoku na
    badanie estradiolu, a po południu na usg i tak co dzień aż do punkcji. Potem za
    dwa dni transfer (po Pregnylu) i jakieś dwa dni należy zostać w Białymstoku aby
    odpocząć-no wiesz bolą jajniki. Na pobyt w Białymstoku dają zwolnienie
    lekarskie jeśli chcesz. A potem do domu i czekasz prawie dwa tygodnie do testu.
    Następnie dzwonisz do nich i powiadamiasz ich o wyniku testu oraz możesz się
    dowiedzieć czy przeżyły w chodowli nadliczbowe zarodki, do zamrożenia.
    Co do lekarza, to jadąc tam możesz sobie wybrać u kogo chcesz być, chyba, że
    nie będzie tego, którego chcesz, to trafiasz do tego, który jest, ale w trakcie
    stymulacji i tak możesz trafić czasem nie na "swojego", bo oni wszyscy zajmują
    się tym samym. Nie ma tego jednego jedynego, który robi in-vitro tak jak w
    Novum. Ja chciałam być u doc Wołczyńskiego, nawet dzwoniłam wcześniej kiedy
    będzie, ale jak zajechałam okazało się, że nagle wyjechał i trafiłam do dr
    Domitrza-on współpracuje z dr Wołczyńskim-mają wspólny prywatny gabinet i
    przymują rotacyjnie-jeden w jeden dzień drugi w następny. Wiesz tam jest taki
    hurt, że w zasadzie nie ma znaczenia do kogo trafiasz, bo najczęściej komórki
    pobiera jeszcze kto inny.
    Wiesz oni mają taki przerób, że czy to świątek czy piątek, to co dzień
    transferują trzem do dziewięciu pacjentkom. Ale przy tym wszystkim są całkiem
    mili.
    Kolejny problem, to zakwaterowanie. Ja jechałam w ciemno. W rejestracji, tam
    gdzie Cię będą przyjmować jest mnóstwo ofert zakwaterowania, to sobie coś
    wybierzesz. Zresztą jak zajedziesz do Białegostoku, to będziesz miała wrażenie,
    że to miasto to wielka fabryka dzieci.
    A kiedy chcesz tam jechać. Oni robią in-vitro tylko od września do czerwca we
    wszystkie dni nawet niedziele i święta. W lipcu i sierpniu przygotowują sprzęt
    do nowego "sezonu" i "wybierają" urlopy.
    Powodzenia!
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 13.03.01, 14:58
    Iwona, kiedy ja wysiadywałam swoje chwile w klinice
    rozmawiałam z wieloma dziewczynami. wśród nich były
    panie z Katowic Bielska Białej, Wrocławia, Kielc a
    nawet.......z Anglii i skośnoocy /chyba Japończycy/.
    wiem że to jest uciążliwe ale WARTO!!!!! nawet kosztem
    przyjeżdżania kilka razy w tygodniu do Warszawy. a może
    masz się u gogo zatrzymać? są pokoje do
    wynajęcia....itp....piszę o Warszawie bo tutaj masz
    chyba najbliżej. pozdrawiam i życzę wytrwałości.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 13.03.01, 20:36
    Dzięki Ci mama za słowa otuchy. Faktycznie z Katowic mam bliżej do Warszawy,
    ale na razie pozostanę przy Białymstoku-tam też przyjeżdżają ludzie z całej
    Europy. Jak tam byłam ww wrześniu to była tam i Niemka i "dobrze postawiona"
    Rosjanka. Z Czech też tam przyjeżdżają.
    Może kiedyś spróbuję Novum (chociaż nie mam najlepszych wspomnień z tej
    przychodni). Odpukać obym nie musiała.
    Pozdrawiam!
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 14.03.01, 12:21
    Dziewczyny, nie nadazam za Wami - jeden dzien mnie nie bylo i tyle informacji !!
    Cudownie - dzieki Iwona za wszystkie szczegoly, wybieram sie dokladnie za
    miesiac (jak moj cykl nie splata figla) wiec beda okolice Wielkanocy. Moze sie
    dolaczysz - planuje tam zostac przez 2-3 tygodnie. Zawsze przyjemniej w grupie
    znajomych. Zachecam jak dasz rade.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 14.03.01, 17:38
    Sorry, ale wybieram się dopiero na jesień-no wiesz finanse.
    Jak wrócisz, to podziel się z nami swoimi wrażeniami.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 14.03.01, 20:21
    Moze zabrzmie cynicznie ale jezeli to tylko finanse to Ci zazdroszcze, ja przez
    pół roku nie mogłam nawet myslec o kolejnym zabiegu bez fontanny łez. Fontanna
    na szczescie wyschla i mam nadzieje ze utrzymam ten stan luzactwa bo jak nie to
    pewnie sie spotkamy jesienia w Bialymstoku. Swoja droga skoro jestes z Katowic
    to czy masz jakie doswiadczenia z tajemniczym dr Horakiem i jego klinika.
    Bylismy tam z wizyta w nadzieji ze bedzie nam blizej ale okazalo sie ze na in
    vitro trzeba tam czekac 1-2 lata, a caly zabieg jest owiany lekka mgielka
    tajemniczosci, generalnie nie budzi sympatii.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 18.03.01, 11:27
    nie miałam okazji spotkać się z tajemniczym dr Horakiem. Przed decyzją o in-
    vitro obdzwoniłam wszyskie ale to wszystkie ośrodki w Polsce, o każdym z nich
    poczytałam w internecie oraz rozmawiałam z wieloma lekarzami i najpierw
    zdecydowałam się na Novum, gdzie mnie dosłownie mówiąc "olali", a potem od razu
    na Białystok. A co do formy psychicznej, to lepiej nie pytaj. Zaraz po zabiegu
    in-vitro, gdy dowiedziałam się,że nic z tego nie wyszło od razu chciałam
    próbować jeszcze raz. Oczywiście nie wolno tak raz za razem, no i jeszcze
    trzeba mieć na to pieniądze. Należę do osób bardzo niecierpliwych.
    Pzdrowionka.
  • Gość: Joanna IP: *.dip.t-dialin.net 18.03.01, 18:43
    Jestem po 4 nieudanych zabiegach ICSI. Wiem jak taki zabieg potrafi psychicznie
    "zniszczyc". Z doswiadczenia wiem ze wymiana slow i przezyc z osobami o tych
    samych problemach bardzo pomaga.
    Nastepna probe chce podjac w kwietniu albo w maju w Pradze. Jesli ktos tez
    rozpoczyna terapie w najblizszym czasie to razem bedzie razniej i mozemy sie
    nawzajem wymieniac informacjami.
    Tym razem chcielibysmy transfer zarodkow w stadium blastocysty.
    Czy polskie kiliniki tez to wykonuja?
    Wszystkim ktorzy zdecydowali sie na takie leczenie zycze powodzenia.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 18.03.01, 21:25
    W Polsce Białystok proponuje transfer zarodków w etapie blastocysty (pod
    warunkiem, że zapłodni się duża ikość komórek i będzie co hodować). Ja też
    chciałabym tym razem, aby tranferowano mi blastocysty.
    Poprzednim razem były tylko trzy zarodki, dwa mi podali(4-ro komórkowe, jeden
    pozostawili do hodowli, a potem do zamrożenia, ale niestety obumarł.
    Powodzenia!
    ps gdzie robiłaś poprzednie cztery próby?-też w Pradze?
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 19.03.01, 21:49
    Najpierw sie upewniam- transfer blastocytow jest to 4-5 dniach a nie po 2 ?
    Jesli tak to ja tak wlasnie mialam w Consilium, po 3 komorki po 4-5 dniach
    (2krotnie i bez rezultatu). Wyczytalam na jakis angielskojezycznych www ze to
    jest standard na zachodzie i podobno daje lepsze rezultaty. Jednak jak moj
    przyklad wskazuje, rezultat nie zalezy niestety tylko od techniki. Ale faktem
    jest ze kliniki zachodnie chwala sie 40% skutecznoscia podczas gdy nasz
    najlepszy w Polsce Bialystok mowi o 20-25%. Inne kliniki nie prowadza
    statystyk, co niestety potwierdza ich slabosc. Niestety co bysmy nie
    powiedzialy o tym zabiegu jest to "produkcja" a mistrzem jest ten co ma wprawe.
    Poza tym ktora z nas ma pewnosci, ze nie transferowano jej tylko nadzieji, bo
    zaden zarodek nie przezyl. Bo ja nie choc widzialam te komorki pod mikroskopem.
    Sorry, jezeli troche brzmie malo optymistycznie, bo wolalabym sama siebie
    przekonac, ze to wszystko ma sens. Pozdrawiam
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 20.03.01, 13:38
    Przeczytałam wszystkie Wasze listy. Dzieki, ze jestescie. Jestem wlasnie po
    drugiej probie in-vitro w Bialymstoku (lecze sie u prof.Szamatowicza w
    Medgynie). Mimo, ze obie proby nie powiodly sie na Bialystok zlego slowa nie
    moge powiedziec, za to nasluchalam sie o Novum rzeczy przeroznych w tym ani
    jednej pozytywnej. Wsrod warszawskich dobrych lekarzy tez nie maja dobrej
    opinii i mowi sie, ze dobrzy lekarze stamtad odchodza. Mieszkam w Warszawie,
    ale do Novum nie pojde, mimo, ze w Bialymstoku musze dodatkowo placic za
    noclegi.
    Ja po kazdej probie lezalam prawie bez ruchu, choc zdaniem lekarzy to nie ma
    znaczenia. Obciazenie psychiczne jest jednak straszne. Poniewaz u mnie nie ma
    zadnych medycznych przyczyn, coraz czesciej mysle o jakiejs psychologicznej
    terapii, ktora pomogla by mi odblokowac moj organizm i to ciagle myslenie o
    dziecku. Czy ktoras z Was slyszla o czyms takim ? Slyszalam tez o badaniu na
    przeciwciala w organizmie. Na czym to polega, co ma na celu i jakie sa efekty ?
    Pomysl Hathor z grupa wsparcia jest swietny. Moze wszystkie razem cos
    wymyslimy ? Pozdrawiam. Bacha
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 20.03.01, 13:52
    Widzę, że grono powiększa się. W Twoim przypadku wydaje
    mi się, że przyczyna leży w Twoim wnętrzu. Za bardzo
    nastawiasz się psychicznie i to może powodowac blokade.
    nic nie piszesz czy Twoj maz jest plodny. Teraz okazuje
    sie ze w wielu przypadkach wina lezy po stronie meza.
    Jeśli możesz to napisz cos o Novum. Jestem ciekawa
    jakie sa opinie. Ja tam przeszłam udaną próbę in vitro
    i urodziłam dzieki temu dziecko. Zamierzam skorzystać
    jeszcze raz. Do tej pory nie mogę powiedziec o
    lekarzach tam pracujących z którymi miałam stycznosc
    nic zlego. z malymi wyjatkami.Jestem jednak ciekawa
    Twojej opinii. pozdrawiam i więcej optymizmu
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 20.03.01, 14:12
    O optymizm trudno, ale dzieki. Moj maz jak na in-vitro jest bardzo O.K., ale
    masz racje, ze chyba cos siedzi we mnie. Musze sie z tym uporac, bo zwariuje.
    Do Novum od poczatku nie mialam przekonania, bo zrobilam wywiad wsrod lekarzy.
    Ci co zwodzili mnie latami mowili o Novum dobrze, ale mam dobrego ginekologa -
    Pania profesor, ktora bez owijania w bawelne i wyciagania pieniedzy
    zaproponowala mi in-vitro, ale jesli w ogole to w Bialymstoku u
    prof.Szamatowicza. Mowila tez o tym, ze u niej na oddziale bardzo czesto
    trafiaja sie przypadki z Novum wlasnie z ciaza pozamaciczna. To mnie nie
    zniechecilo i wybralam sie tam, ale na wizyte nie poszlam, bo zobaczylam, ze
    przyjmuja tam lekarze medycyny i ewentualnie doktorzy, a ja mam uraz i wierze
    tylko w doswaidczonych lekarzy. Wszyscy inni do tej pory wyciagneli ode mnie
    bez skrupulow kupe kasy. I nic nie poradzili. Na poczatku marca po raz drugi
    bylam w Bialymstoku i w klinice prof. Szamatowicza spotkalam dwie dziewczyny po
    Novum z jak najgorszymi odczuciami. Przyznaje jednak, ze duzo zalezy od
    zaufania do lekarza - w koncu w tym przypadku trzeba komus zaufac. Jesli Twoje
    odczucia, no i efekty sa pozytywne to nie zrazaj sie tym co pisza inni (w tym
    ja). To co wiem na pewno to to, ze Bialystok jest tanszy (z wyjatkiem Kriobanku
    w Bialymstoku. Caly zabieg, wraz ze stymulacja, lekami i zakwaterowaniem (w
    super warunkach) kosztowal mnie w tym roku ok. 7 tys. zl Pieniadze sa jednak w
    tym przypadku najmniej wazne i to co nmie przekonuje to doswiadczenie lekarzy i
    calego osrodka, ich zdrowe do tego podejscie i dobra atmosfera. Zazdroszcze Ci
    pozytywnego efektu. Pozdrawiam. Bacha
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 20.03.01, 15:04
    nie zrażaj sie do mlodych lekarzy. oni sie szkola a
    profesorowie niejednokrotnie poprzestają na wiedzy,
    ktora nabyli wiele lat temu. pytam o Novum, bo tam za
    pierwszym razem mnie sie udalo. rozmawialam z wieloma
    lekarzami naciagaczami zanim tam trafilam - dlatego
    ciekawia mnie opinie na temat Novum. opowiadali
    totalne, jak sie pozniej okazalo bzdury. rozmawialam
    tez z dziewczyna ktora podchodzila w Bialymstoku ,
    razem mialysmy zabieg - i nie byla zachwycona
    Bialymstokiem. zdania jak widac sa podzielone. mysle ze
    w Twoim przypadku wina lezy po stronie psychiki. masz
    zbyt duze obciazenie psychiczne. wyluzuj sie i
    powodzenia. ja bede tez probowala jeszcze raz. mam
    kilka zarodkow w zapasie.
  • Gość: Paulina IP: *.tek.com 20.03.01, 15:05
    Szanowne moje Panie,

    Napewno widzialyscie moj temat dot. leczenia hormonalnego. Pisze wlasnie prace
    magisterska na temat osobowosci kobiety probujacej zajsc w ciaze leczac sie
    hormonalnie. Niestety mam ograniczone dostep do takich osob, gdyz jest to temat
    dosyc mocno intymny i nie kazdy chce o tym glosno rozmawiac. Mam prosbe, jezeli
    ktorakolwiek z pan bylaby w stanie pomoc mi i opowiedziec na kilka pytan (2
    kwestionariusze) prosilabym o kontakt email: paulina.pabisiak@tek.com
    A moze znaja Panie osrodki, gdzie moglabym sie zglosic z podobna prosba? Wiem,
    ze jest to temat drazliwy dlatego nikogo nie chce do niczego zmuszac. Wszystkie
    badania sa anonimowe. Z gory dziekuje i zycze duzo szczescia. Paulina
  • Gość: Zosia IP: 195.82.160.174, 212.106.159.* 09.04.01, 23:35
    Cześć dziewczyny!
    Przeczytałam dzisiaj wszystkie Wasze listy, bo od
    półtora roku też borykamy się z problemem "dzidziuś".
    Mam wrażenie, że nasza droga do sukcesu przebiega
    trochę inaczej, więc chciałabym się z Wami podzielić
    wrażeniami. Po trzech nieudanych inseminacjach, mój
    lekarz podał mi adres kliniki w Łodzi "Gameta". Na jej
    stronie (www.nieplodnosc.pl) wyczytałam, że przyjmuje
    tam profesor immunologii rozrodu. Mój mąż od dawna ma
    problemy z układem odpornościowym, więc pojechaliśmy
    prosto do niego. Tymczasem on w ogole nie
    zainteresował się wynikami męża, tylko zlecił mi
    wykonanie serii testów odpornościowych. Wydawało mi
    się to idiotyczne, bo jestem zdrowa jak koń i nie
    podejrzewałam u siebie zaburzeń immunologicznych.
    Okazało się, że mam przeciwciała antyplemnikowe w
    ilości powyżej 250 (norma: poniżej 70). Stało się
    ewidentne, że tu pies pogrzebany. Przepisał mi sterydy
    i po miesiącu nie mogłam uwierzyć własnym oczom:
    antyplemniki w normie!!! Teraz profesor zabrał się do
    dalszych szczepień na nieodrzucanie zarodków.
    Oczywiście wszystko są to przygotowania do in vitro.
    Czy któraś z Was miała doświadczenia z Łódzką kliniką
    i z leczeniem niepłodności z punktu widzenia
    immunologii?
    Pozdrawiam, Zosia
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 10.04.01, 08:31
    ja mialam kontakt z GAMETA, ale wowczas nie bylo jeszcze prof. Tchorzewskiego;
    sprawy immunnologiczne lecze takze w Lodzi, ale u prof. Malinowskiego (Gynemed,
    w bardzo bliskim sasiedztwie Gamety - podobno to on jest pierwszym specjaista w
    Polsce, ktory opracowal szczepionke na przeciwciala blokujace i odpornosciowe,
    w tym dla par o roznych RH (ja Rh-, maz Rh+);
    co do Gamety, leczylam sie u doc. Radwana przez 1,5 roku; HSG, laparoskopia,
    kilka inseminacji, 2x in vitro; bez powodzenia; oczywiscie nie wiadomo,
    dlaczego sie nie udaje (obecnie lecze sie w Novum, jak na razie tez nic), ale z
    przykroscia musze stwierdzic, ze w Gamecie wiele rzeczy robia bardzo
    instrumentalnie, bez organizacji i niestety bez dokonania wielu badan, ktore
    moga niekiedy wyjasniac problemy i pomoc je przezwyciezyc; doc. Radwan mil
    metode stymulowania "na jedno kopyto" - wszystkie pacjentki dostawaly prawie
    takie same dawki lekow stymulujacych, choc wiadomo, ze kazdy organizm reaguje
    inaczej; w efekcie, za pierwszym razem "wyprodukowal" 15 komorek, ale tylko w
    dwoch byly jajeczka; za drugim razem bylo lepiej (7 z 10). W NOvum podejscie
    bylo bardziej indywidualne (dodatkowo lekarze podeszli do tego ambicjonalnie "w
    Gamecie nie wyszlo, ale chcielibysmy zeby u nas sie udalo")- udalo sie pozyskac
    17 komorek z jajeczkami; dwie "podarowalam" innej parze, 8 obumarlo przy
    zwyklym zaplodnieniu (okazalo sie, ze nasieniu byly jakies bakterie), 7
    zaplodniono metoda mikromanipulacji; niestety "wykorzystalam" juz wszystkie i
    bede probowac dalej; caly czas mysle, ze warto i staram sie nie zrazac
    niepowodzeniami - w koncu statystycznie jest 25-30% sukcesow (dokladnie tak jak
    w przypadky drogi naturalnej); zaczynam podchodzic do tego "rutynowo", co
    pozwala mi zmniejszyc obciazenie psychiczne i stres zwiazane z niepowodzeniami
    (choc nadal najgorszy jest moment, kiedy musze robic test ciazowy). Pozdrawiwam
    wszystkich.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 20.03.01, 21:28
    Psyche rzecz najwazniejsze - koniecznie idz do psychologa, nawet sie nie
    zastanawiaj. Tylko zaufanego !!!!!! Zly moze niezle popsuc. W Krakowie moglabym
    pomoc ale o W-we musze sie dowiedziec. Dam znac jak bede cos wiedziec - to
    potrwa pare dni, w miedzyczasie szukaj na wlasna reke. W ktorys "Wysokich
    obcasach" wypowiadala sie p. psycholog znajaca temat i chyba z W-wy (byl caly
    artykul na ten temat -niestety zginal mi). Zadzwon do Gazety Wyborczej i popros
    o ten artykul. A poza tym pisz i mow o tym - na tym forum wszystkie Cie
    rozumiemy i czujemy to samo - BEZSILNOSC !?!
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 21.03.01, 09:57
    Dzieki za wsparcie. Od rana szukam tego artykulu. Do wieczora pewnie znajde. To
    ze jest nas tak duzo z jednej strony mnie pociesza, a z drugiej przeraza. Temat
    i problem jest powazny choc traktowany jak tabu, nawet przez sluzbe zdrowia.
    Moglybysmy zaczac cos robic, by przynajmniej zaczeto odpowiedzialanie traktowac
    problem. O depresji w koncu tez sie dlugo nic nie mowilo. Przeciez nie szukamy
    wspolczucia tylko pomocy. Ale i tak dobrze, ze Was znalazlam bo przynajmniej
    nikt nie robi duzych oczu ze zdziwienia i nie patrzy z politowaniem. Ja jestem
    dosc silna, ale obawiam sie, ze jest duzo dziewczyn, ktore ze strachu przed
    otoczeniem boja sie w ogole o tym rozmawiac. Dobra, biore sie za szukanie...
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 20.03.01, 20:13
    My z mężem robiliśmy badania na przeciwciała przeciwplemnikowe-tzn takie
    przeciwciała, które zabijają plemniki. Ja nie mam żadnych przeciwciał we krwi-
    czyli nie unicestwiam plemników i mogą sobie one swobodnie dopłynąć do komórki
    jajowej, ale co z tego?
    Mój mąż też nie ma przeciwciał we krwi, natomiast ma przeciwciała w spermie-sam
    zabija swoje komórki-to tak w uproszczeniu. Jego plemniki, a dokładnie 55%
    plemników są oblepione przeciwciałami i unieruchamiają je.
    Spojrzyj na wynik swojego męża, jeżeli w pozycji aglutynacja jest + lub ++ lub
    +++, jest bardzo prawdopodobne, że może je mieć. Jednak lepiej wykonać
    specjalistyczne badanie.
    Przeciwciała obniżają płodność, ale nie zawsze są przyczyną niepłodności.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 21.03.01, 10:06
    Dzieki za odpowiedz, ale czy w takim razie warto w ogole robic te badania ? Co
    sie robi w przypadku, gdy mam takie przeciwciala ? Pytam bo mam cala teczke
    roznych badan, ktore nic nie wniosly do sprawy. A czy Tobie w czyms pomogly ?
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 22.03.01, 19:33
    Nie wiem, czy warto robić, myśmy zrobili-ale powiem Ci
    szczerze niewiele ginekologów wie cokolwiek o
    przeciwciałach-leczyć ich też specjalnie skutecznie
    się nie da. Jedno wiem na pewno do in-vitro nie są
    przeszkodą.
  • Gość: Joanna IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.01, 22:51
    Te 4 proby robilam w Duesseldorfie. Z kliniki jestem bardzo zadowolona ale
    prawo tutaj zabrania transferowania embrionow w stadium Blastozysty oraz
    badania genetcznego. Poza tam koszty so tez ogromne.
    Dlatego zdecydowalam sie na Pronatal w Pradze oni wspolpracoja z klinika tutaj.
    Lekarze sa tam bardzo mili i zostawiaja sobie duzo czasu na rozmowe. Ja bylam
    tam 14.03.01 i jestem zadowolona.
    Klinika ta jest takze polecana na niemieckim forum.
    Dzisiaj mialam Laparaskopie i jutro dowiem sie o wynikach. Jezeli wszystko
    bedzie OK to koncem kwietnia chce zaczac nastepna probe.
    Stymulacje bede robila tutaj a punkcje i transfer w Pradze.
    Pozdrawiam
    Joanna
  • Gość: Tido IP: *.MS1.srv.t-online.de 08.05.01, 20:23
    Dziewczyny, opowiem wam moja historie. Po slubie chcielismy miec slicznego dzidziusia. Niestety
    nie wychodzilo. Wkoncu udalismy sie na badania. Okazalo sie , ze ja mam niedorozwoj macicy, a moj
    maz ma bardzo slabe nasienie. Zajsc w ciaze moglam, ale kwestia bylo donoszenie tej ciazy. dawali
    gora 3 miesiace. Zdecydowalismy sie na in-vitro. Mielismy juz nawet termin. I pewnego pieknego
    dnia, po porannym sexie poszlismy do wesolego miasteczka. Jezdzilam na kolejce wagonikowej.
    wielka predkosc i prawie caly czas do gory nogami. po jakims czasie nie dostawalam miesiaczki.
    Bylam zalamana, bo myslalam, ze to znowu kwestia mojego niedorozwoju( czasami krwawilam non
    stop 2-m-ce, a potem zatrzymywal sie na tyle samo. Balam sie isc do mojego ginekologa, bo balam
    sie znow kuracji hormonalenej, ktora bardzo zle znosil moj organizm, a po za tym , balam sie, ze
    bedzie mialo to ujemny wplyw na zaplodnienie in-vitro. Okazalo sie, ze jestem w ciazy. Nie wierzylam.
    bylam taka szczesliwa. matka natura sama zrobila nam niespodzianke. Mamy sliczna coreczke,
    podobna do tatusia jak dwie krople wody. Maz chodzi dumny i po za Klaudia swiata nie widzi.
    Jestesmy szczesliwi. Chce miec drugie dziecko, i chyba bede probowala znow na karuzeli.
  • Gość: dona IP: 62.4.207.* 22.04.01, 22:15
    Nawet nie wiecie jak sie ucieszylam znajdujac przez przypadek ta strone
    internetowa.Mam 28 lat od 10 lat mieszkam w Belgi w tym momencie jestem po 2
    nie udanych probach insyminacji i jednym IVF a ostatnio proba odmrozonych
    embrionow zakonczyla sie kleskom.Bylam strasznie zrospaczona ale na szczescie
    mialam obok meza ktory bardzo mi pomogl w tym strasznym okresie.Nawet sobie nie
    wyobrazalam ze Invitro jest tak ciezkie emocjonalnie jak i fizycznie.W Belgi
    jest bardzo duzo klinik i duzo stron poswieconych nieplodnosci a takze
    programow,ale w Holandi jeszcze wiecej jest strona internetowa w ktorej
    znajduje sie chat i mozna sobie pogadac i wyzalic sie a to pomaga .Jest tam
    mnostwo kobiet ale tez duzo panow ktozy otwarcie mowia o tym problemie .Jestem
    codziennym bywalcem na tej stronie wspieramy sie na wzajem i oplakujemy
    niepowodzenia.Brdzo sie ciesze ze z moimi Rodaczkami moge sie na ten temat
    komfrontowac.A tak na marginesie HATHAR*** ja mieszkalam w Krakowie jestem
    rodowita Krakowianka moja rodzina mieszka tam jeszcze.Buziaczki dla wszystkich
    i z calego serca zycze wam pozytywnych wunikow nie jestescie same z tym
    problemem .DO uslyszenia Dona
  • Gość: dona IP: 62.4.207.* 22.04.01, 22:18
    Nawet nie wiecie jak sie ucieszylam znajdujac przez przypadek ta strone
    internetowa.Mam 28 lat od 10 lat mieszkam w Belgi w tym momencie jestem po 2
    nie udanych probach insyminacji i jednym IVF a ostatnio proba odmrozonych
    embrionow zakonczyla sie kleskom.Bylam strasznie zrospaczona ale na szczescie
    mialam obok meza ktory bardzo mi pomogl w tym strasznym okresie.Nawet sobie nie
    wyobrazalam ze Invitro jest tak ciezkie emocjonalnie jak i fizycznie.W Belgi
    jest bardzo duzo klinik i duzo stron poswieconych nieplodnosci a takze
    programow,ale w Holandi jeszcze wiecej jest strona internetowa w ktorej
    znajduje sie chat i mozna sobie pogadac i wyzalic sie a to pomaga .Jest tam
    mnostwo kobiet ale tez duzo panow ktozy otwarcie mowia o tym problemie .Jestem
    codziennym bywalcem na tej stronie wspieramy sie na wzajem i oplakujemy
    niepowodzenia.Brdzo sie ciesze ze z moimi Rodaczkami moge sie na ten temat
    komfrontowac.A tak na marginesie HATHAR*** ja mieszkalam w Krakowie jestem
    rodowita Krakowianka moja rodzina mieszka tam jeszcze.Buziaczki dla wszystkich
    i z calego serca zycze wam pozytywnych wunikow nie jestescie same z tym
    problemem .DO uslyszenia Dona
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 157.25.192.* 20.03.01, 17:08
    To, co przeczytałam tutaj na temat Novum jest wstrząsające i - niestety -
    potwierdza moje pierwsze wrażenie. Po prostu fabryka do robienia kasy.
    Pozwólcie, że teraz ja się trochę poużalam. Leczę się tam (no, leczę się to
    nieco za dużo powiedziane - przychodzę) od dwóch miesięcy. Pierwsze wrażenie -
    to recepcja, w której siedzą cztery pielęgniarki, ale żadna nie ma przez 10
    minut czasu, żeby przerwać plotki i przyjąć przerażonego (pierwsza wizyta!)
    pacjenta. To, że sugerują płacenie bezpośrednio lekarzom. Już nawet nie chodzi
    mi o to, czy później umyje ręce (zakładam, że tak), ale od razu mam wrażenie,
    że daje się im kasę prosto do kieszeni (jeśli wiecie, co mam na myśli). Dla
    mnie - na szczęście - pieniądze nie stanowią problemu, ale epatowanie mnie na
    każdym kroku okrzykami, jak drogie jest leczenie, wkurza mnie nieludzko. Poza
    tym tak ahistoryjka - badania robione w zeszłym roku pokazywały znacznie
    podwyższony poziom prolaktyny. Pani Dr (wspominana tu zresztą) zapisała mi
    jakiś tydzień temu temu lek na jej obniżenie. Wczoraj byłam na kolejnych
    badaniach i wyszło, że prolaktyna jest PONIŻEJ normy. Kiedy poprosiłam, żeby
    skserowali mi poprzednie wyniki, okazało się, że już tydzień temu (tj. przed
    lekiem) miałam zupełnie dobry poziom. Czyli pani Dr musiała znać te wyniki parę
    godzin po mojej wizycie. Gdyby to zdarzyło się u mojej pani ginekolog, jeszcze
    tego samego dnia zadzwoniłaby do mnie i powiedziała, czy mam brać lek, czy nie.
    A w Novum sama muszę dobijać się do lekarza, który kończy rozmowę "Przecież
    chciała Pani, żeby obniżyć", jakbym to ja była wszystkiemu winna i odkłada
    słuchawkę... Czuję się podstawiona pod ścianą, bo do Białegostoku jeżdzić nie
    możemy ze względu na pracę, a zegar tyka... Mam nadzieję, że zobaczę wreszcie
    te dwie kreeski, i nie będę musiała się z nimi więcej użerać.
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 21.03.01, 11:33
    Amal, zmień lekarza w Novum. Wspomniana niejednokrotnie
    Pani "dr" jest niekompetentna. kiedy byłam u niej jeden
    jedyny raz odniosłam wrażenie, że jest kiepskim
    samoukiem.
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 195.94.192.* 21.03.01, 15:30
    mama, ale na którego???? Panią Dr wszyscy mi bardzo polecali, wspominanego tu
    również Dr W skreśliłam przy pierwszej wizycie (sorry, ale mam podobne
    wrażenia, co A) i zmieniłam go na panią Dr, właśnie pod wpływem opinii
    znajmowych... Dodatkowy kłopot ze mną, to 'wyedukowanie', jak z przekąsem
    zauważają lekarze, dużo szukam na sieci, zwłaszcza na amerykańskich stronach,
    ktore są pod tym względem świetne, i spotkałam dotychczas tylko dwóch lekarzy
    (moją panią gin i endokrynologa) którzy się nie oburzali, tylko podejmowali ze
    mną dyskusję na trochę wyższym poziomie szczegółowości. Jestem na kilku listach
    amerykańskich dyskusyjnych 'w tym temacie' i naprawdę informacja otrzymywana
    przez pacjentów w Stanach nie ma nic wspólnego z tym, co mamy tutaj. A nie
    sądzę żeby nasi lekarze byli mniej naumieni. Jak pani Dr przyniosłam wydruk,
    jakie testy rutynowo robi się w Stanach na to co ja mam, i czy ona zamierza je
    wykonać to spojrzała na mnie tak, jakby chciała mnie wyrzucić z gabinetu. O
    jezu, znowu się rozgadałam, zwięzłość to nie jest moja mocna strona smile)
  • Gość: mama IP: *.kir.com.pl 21.03.01, 16:07
    Amal, myślę, że powinnaś tak jak ja to zrobiłam, nie
    zwracać uwagi na pewne rzeczy, tzn np. gadające
    panienki w recepcji, oschłość lekarzy....itp itd. Ja po
    prostu postawiłam sobie jeden cel i osiągnęłam go.
    podchodziłam do zabiegu w 1998 r. i wtedy nie było tak
    jak teraz widze co dziewczyny pisza. bylam tam kilka
    dni temu i tez spotkalam sie z zyczliwoscia. moim
    lekarzem prowadzacym byl dr Wojewodzki.odpowiadal na
    wszystkie zadane pytania bardzo szczegółowo. nie mam
    wiec do niego zarzutu. jestem osoba ktora zna sie
    troche na medycynie szczegolnie interesuje mnie sprawa
    in vitro wiec mam tez swoje zdanie na ten temat.
    jeszcze raz z czystym sumieniem moge napisac, ze ludzie
    z ktorymi mialam do czynienia we wspomnianej klinice sa
    kompetentni / poza wczesniej wspomnianym wyjatkiem/.
    poza tym jak mi sie cos nie podobalo to wale prosto z
    mostu!!! wcale to nie jest takie glupie. Pozdrawiam.
    nie wykluczone ,ze nie znajac sie tam sie spotkamy.
    zamierzam w okolicach maja sprobowac szczescia po raz
    drugi. pozdrawiam.
  • Gość: Arek IP: *.pp.rzeszow.pl 21.03.01, 12:03
    Proponuje odwiedzić w Lublinie szpital na Staszica i doktora może już teraz
    profesor nie wiem dokładnie p.Czajkę jest dobry nam z żoną pomógł. Poprostu
    dowiedzcie się czy jeszcze tam przyjmuje bo teraz ja nie wiem ,odkąd urodziło
    się dziecko nie interesuje się tym, ale wiem jedno naprawdę gość się bardzo
    interesował przez cały okres leczenia i ciąży aż do urodzenie i polecając tego
    lekarza mam nadzieję że się nie zmienił w tych głupich czasach .Pa i powodzenia
  • kujta 21.03.01, 12:57
    Ja także byłam w szpitalu w Lublinie na Staszica. Muszę przyznać, że tak jak
    wszędzie lekarze są tacy sami. Ja leczyłam się u dr Bakalczuka i nie było zbyt
    wielkich efektów wręcz żadnych.
  • Gość: ART IP: *.pp.rzeszow.pl 21.03.01, 10:11
    Wspułczuje ale musisz napisać przyczynę choroby bo może pomogą Ci zwykłe zioła
    moia żona też miała problem lekarze nie dawali nadziei ale przez przpadek
    trafiłem na zestaw ziół używała ich i urodziła piękną córeczkę .Życzę
    powodzenia i pamiętaj nie zawsze lekarstwa są jedyną drogą a lekarze często się
    mylą zbyt często a ty jesteś jeszcze młoda więc wszystko przed Tobą. Nam się
    udało i Wam się uda.
  • Gość: Lila IP: *.tek.com 21.03.01, 12:14
    Czesc Art,
    moze napisac co t oza ziola i w czym pomogly Twojej,
    zonie?
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 21.03.01, 13:11
    Jakie zioła ? Podaj więcej informacji, choć może w Waszej sytuacji to był
    akurat przypadek. Ja byłam u bioenergoterapeuty, który miał być skuteczny w
    200% i nic. Pytał nawt czy wolę chłopca czy dziewczynkę. To może zabawne, że
    rozsądny człowiek ucieka się do zabobonów, ale jeśli miałyby pomóc to czemu
    nie.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 24.03.01, 12:03
    Cos malo sie ostatnio odzywacie wiec powiem Wam, ze
    kupilam przez Internet ksiazke pt. Niepłodność, pod
    red prof. Szamatowicza. Pisze w niej ponad 20 lekarzy
    (wiekszosc pewnie znacie z Białegostoku lub Novum) i
    choc jest skierowana do lekarzy to da sie zrozumiec.
    zacytuje Wam tylko fragment niewielkiego rodzialu o
    psyche w leczeniu nieplodnosci. "Straty poniesione z
    powodu braku dziecka sa porownywalne ze stratami
    ponoszonymi w przypadku smierci bliskiej osoby lub
    rozwodu". Kobiety opisuja wtedy swoje zycie "jako
    balansowanie pomiedzy nadzieja i smutkiem". "w
    znacznej czesci leczonych malzenstw stres jest
    skutkiem a nie przyczyna niemoznosci zajscia w ciaze".
    Na razie tyle. Ksiazka jest to kupienia
    www.medbook.com.pl/towar/1453.htm, niestety kosztuje
    ponad 50zl
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 27.03.01, 14:16
    Dzieki za pomysl. Ksiazke zamowilam. Oprocz tej ksiazki znalazlam na stronie
    ksiegarni kilka innych, w ktorych jest cos o nieplodnosci. Wszystkie wypisalam,
    znalazlam tez troche na innych stronach. W zwiazku z tym wybiore sie najpierw
    do biblioteki lekarskiej i zobacze co tam jest. O wynikach poinformuje Cie
    niezwlocznie. Wpadlam na trop artykulu, tego o ktorym mi pisalas. Udaje sie
    wiec na poszukiwania.
    A jak samopoczucie ?
    Pozdrawiam.
  • Gość: Ava IP: *.poznan.pl 29.04.01, 09:57
    Cieszę się, że Was znalazłam. Siedzę i czytam listy od pczątku dyskusji, ale
    chyba nie dam rady przejrzeć wszystkich. My z mężem walczyliśmy o ciążę ponad 4
    lata. Lekarzy zmieniałam też cztery razy, ale kiedy trafiłam do , jak krążą
    opinie w naszym mieście, najlepszego to postanowiłąm się do niego przyssać z
    całych sił i trwać do skutku. Okazało się, że przyczyna leży i po mojej stronie
    PCO i męża - niska jakość nasienia. Były różne próby, ja przeszłam laparoskopię
    jajników, a potem całą serię inseminacji. I nic. Potem przed ostatnią próbą, a
    przed decyzją o in vitro, lekarz dał nam odpocząć, bo nie czuliśmy się
    najlepiej , a właściwie mąż miał kłopoty ze zdrowiem. Wtedy trafiłam w
    księgarni na taką książkę " Dlaczego nie możemy mieć dzieci?". Przejrzałam,
    nawet nie całą, ale jedno wpadło mi w oko. Pisali tam, że lepsze rezultaty daje
    domowe AIH - no wiecie same sobie to robicie...W szpitalu jest za duży stres i
    zero intymności. Dziewczyny!!!!Jestem w drugiej połowie ciąży i nigdy nie
    czułam się szczęśliwsza, choć przede mną jest parę miesięcy wyczekiwania...
    Pozdrawiam Was i trzymam kciuki za każdą, bo wiem co czujecie. Ze mną nie można
    już było wytrzymać - miałam pretensje do całego świata.
  • Gość: Jagoda IP: *.ae.poznan.pl 10.08.01, 10:10
    Ja tez od dluzszego czasu usiluje zajsc w ciaze ... i nic. Czy moglabys mi
    polecic lekarza, u ktorego sie leczylas w Poznaniu? I dlaczego po usunieciu PCO
    nie moglasc zajsc w ciaze? Z powodu niskiej jakosci nasienia, czy moze byly
    inne przyczyny po Twojej stronie? Pytam, bo tez czeka mnie laparoskopia w
    zwiazku z PCO. Pozdrawiam.
  • Gość: KRYSTYNA IP: *.022.popsite.net 24.03.01, 22:18
    JA TAK SAMO MAM PROBLEMY Z ZAJSCIEM W CIAZE, MOIM OSTATNIM RATUNKIEM JEST IV
    ZAPLODNIENIE ALBO ADAPCIA DZIECKA, TAKRZE ROZUMIM TWOJE POLORZENIE, JEDNO I
    DRUDIE KOSZTUJE DUZO PIENIEDZY A UBESPIECZENIE NIE CHCE POKRYWAC TEGO,
    SZCZEGULNIE TU W AMERCE.JA BENDE PRUBOWAC IVF PO MIMO WSZYSTKO, CO SWOJE TO
    SWOJE.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 27.03.01, 13:07
    Dyskusja trwa od ponad miesiąca, a ja dopiero teraz tu trafiłam. Mam nadzieję,
    że się do mnie odezwiecie...
    Od czterech lat wraz z mężem walczymy o dziecko... bez skutecznie. Przeszłam
    badania hormonalne, HSG, stymulacje, podawanie nasienia, laparoskopię, znowu
    stymulację (żeby zwiększyć szansę, bo laparoskopia stwierdziła małe ogniska
    endometriozy - które wypalono i "zasuszono" Danazolem), jestem przed ponownym
    podawaniem nasienia, a jeśli nie przyniesie wiadomego efektu - przed in vitro.
    Cztery lata - wiecie co to znaczy, co miesiąc przez te lata pęka mi serce...
    Ile można wytrzymać? Czasem myślę , że łatwiej mi by było, gdybym się z tym
    pogodziła... napewno łatwiej, tylko jak się z tym pogodzić?! Kiedy problem
    zaczynał mnie przerastać postanowiłam się podzielić nim z moimi bliskimi
    znajomymi, to był błąd - oni tego nie rozumieją, a teraz wiem, że jestem
    tematam rozmów w ich kręgach znajomych - bliższych i dalszych (jak ktoś nie ma
    poważnych problemów to musi się karmić cudzymi). Nie mam z kim o tym
    porozmawiać... Już teraz nie mam siły, aby dalej się borykać, mój mąż jednak
    nie odpuszcza - mówi, że dopuki jest nadzieja, trzeba próbować. Ma rację - po
    latach nie wybaczyłabym sobie, że nie spróbowałam wszystkiego...
    Adopcja - brzmi piękinie, pomijając stawiane warunki przyszłym rodzicom, ale
    gdy przychodzi czas na decyzję (zgłosić się do Ośrodka, czy nie) wtedy odchodzi
    gdzieś idylliczny obrazek adoptowanego dziecka, jest pytanie - kogo ja
    adoptuję, czy dam sobie radę?
    Chciałabym należeć do wspomnianej wyżej "organizacji" kobiet "wyczekujących
    dwóch kresek".
    ola
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 13:15
    witaj Ola, ja czekałam na dzidziusia 14 lat. z małymi
    przerwami. za pomoca lekarzy i metody in vitro udalo mi
    sie za pierwszym razem. Twoj maz ma calkowita racje.
    dopoki jest szansa nalezy probowac. WARTO!!!!! uwierz
    mi. mam cudowna coreczke, ktora przeslonila mi swiat.
    napisz ile masz lat? czy wina lezy po Twojej stronie
    czy tez meza? daj znac gdzie sie leczysz. pozdrawiam
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 27.03.01, 13:48
    Czy nigdy nie miałaś wątpliwości... Nie myślałaś, że
    może Ci jest pisane być bezdzietną...
    O winie wolałabym nie mówić, bo jakaż jest w tym moja
    czy męża wina?
    Jeśli chodzi o badania... Mąż nie ma rewelacyjnych
    wyników, ale są w normie. Ja mam (miałam?)
    endometriozę, podobno niewielką, nie wiem czy może być
    przyczyną.
    Leczę się u dr Jędrzejczaka (Klinika Niepłodności i
    Endokrynologii Rozrodu AM w Poznaniu) - mam do niego
    zaufanie... ale zaczynam się niecierpliwić.
    Dr Jędrzejczak uczestniczy w zespole "in vitro" w/w
    Kliniki i jeśli pójdę na ten zabieg to właśnie tam.
    Bałystok jest dla nas za daleko, choć i ja słyszałam o
    nim wiele dobrych rzeczy.
    Pochodzę z rodziny, w której kobiety miały problem
    raczej z płodnością, a nie bezpłodnością i w życiu mi
    nie przyszło do głowy, że u mnie będzie inaczej.
    Wyszłam za mąż w wieku 21 lat i po roku zaczęliśmy się
    starać... aż do tej pory.
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 14:05
    nawet nie wiesz ile razy myslalam, ze nie bede miala
    dzieci. po wielu latach chodzenia po lekarzach, ktorzy
    niewiele mi mogli pomoc trafilam w ostatecznosci do
    kliniki specjalizujacej sie w in vitro. tam poddalam
    sie zabiegowi ktory za pierwszym razem sie udal.
    przedtem przeszlam jedna nieudana probe inseminacji. Ty
    jestes jeszcze bardzo mloda. medycyna bardzo idzie do
    przodu. zanim Twoj dzwonek zabrzmi moze sie okazac, ze
    posiadanie dziecka to drobiazg. mam nadzieje ze jednak
    nie bedziesz musiala dlugo czekac i uda Ci sie osiagnac
    ten cel. czego serdecznie Ci zycze.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 27.03.01, 14:09
    Ola, i co zrobilo Ci sie razniej ? Musze Ci powiedziec, ze mi tak. Znalazlam te
    strone przez przypadek zaraz po powrocie z kolejnej proby in-vitro w
    Bialymstoku. Nastroj mialam raczej kiepski, i choc to male pocieszenie, ale od
    tej pory zagladam na Forum i jest mi lepiej. Znajomymi sie nie przejmuj, i tak
    zaczeli by mniej lub bardziej delikatnie pytac. Brak odpowiedzi z Twojej strony
    bylby jeszcze gorsza pozywka dla plotkarzy. A tak moze akurat znajdzie sie ktos
    kto gdzies czegos nowego sie dowie i bedzie mogl pomoc. Ja wlasnie wyszlam z
    takiego zalozenia. Tym bardziej, ze nie mozna wszystkim dookola wymyslac
    historii typu: nie lubie dzieci, albo nie stac mnie na nie. To przeciez
    infantylne no i nieprawdziwe. Posluchaj "mamy" ona jest dobrym przykladem
    skutecznosci in-vitro. Zawsze to milej wiedziec, ze chociaz komus sie udalo.
    POzdrawiam.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 27.03.01, 14:45
    Dziękuję, faktycznie mi lepiej...
    Dziekuję za słowa otuchy.
    Ale czy któraś z Was poradziła sobie z tym przemożnym pragnieniem, a później z
    bólem... Obojetnie czy się ma 26 czy 36 lat - zawsze boli. Czy jest jakiś
    sposób uspokojenia duszy? Inaczej - wyluzowania się? Może jakaś terapia...
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 14:54
    jesli chodzi o mnie, to mnie pomoglo myslenie. staralam
    sie podchodzic bardzo sceptycznie do proby inseminacji
    i rozczerowalam sie, do proby in vitro podchodzilam
    jeszcze bardziej sceptycznie. nie wierzylam, ze sie
    uda. bardzo pomogla mi moja przyjaciolka. ona wlewala
    we mnie slowa otuchy. poniewaz nie wierzylam w
    powodzenie....mile sie rozczarowalam. zawsze lepiej
    rozczarowac sie mile niz odwrotnie. polecam to dobra
    metoda!
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 27.03.01, 15:20
    Tarapia... Wlasnie jestem na etapie poszukiwania jakiejs psychologicznej metody
    natretnego niemyslenia o tym. Wyglada na to, ze to moj glowny problem, bo jak
    na razie lekarze nie wymyslili nic innego. Dobry psycholog bylby wskazany. A
    juz na pewno przed kolejnym in-vitro. Czasem tez mysle o tym, ze jakas grupowa
    terapia moglaby pomoc. To Forum to i tak duzo, bo chociaz mozna sie wymienic
    doswiadczeniami. Gdyby ktos oczywiscie slyszal o jakims dobrym psychologu czy
    tez innej metodzie na zaprzestanie ciaglego myslenia to jak najbardziej czekam
    na znak. Pisalam do HAthor, ze wlasnie zaglebiam sie w zdobycie odpoiwedniej
    bibliografi. Moze w ksiazkach wyczytam cos czego lekarze nie powiedzieli.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 27.03.01, 15:55
    Szukasz wiedzy... Robisz dokładnie to co ja, to pomaga, ale nie likwiduje
    nadziei ani bólu.
    Na temat cyklu, ciąży wiem niemalże wszystko (służę radą i pomocą każdej mojej
    ciężarnej koleżance - są zadowolone), na temat endometriozy, pewnie tak samo,
    również na temat in vitro. Ale co z tego?...
    Wiesz chyba najlepsze jest właśnie to - dyskusja z "równymi" sobie.
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 16:05
    doświadczenie nauczylo mnie, ze nikt nie jest w stanie
    nas zrozumiec oprocz nas samych. i to Forum to swietny
    psycholog dla naszych nadwrazliwych dusz.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 27.03.01, 19:30
    Co do pozytywnego działania psychologicznego tegoż forum, to i ja potwierdzam.
    Czuję się dużo lepiej czytając wszystkie Wasze listy. Tu przynajmniej wiem, że
    nikt krzywo na mnie nie spojrzy, bo wiecie niektóre starsze "babska" uważają,
    że np. takie dziecko z probówki jest na pewno jakieś inne, dziwne,
    niemalże "plastikowe", bo przecież nie zrobione, tylko wyprodukowane.
    Bardzo mnie to złości.
    Pożaliłam się trochę, ale mi lepiej!
    Pozdrawiam.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 27.03.01, 15:33
    Próbowałam tej metody, ale zawsze zdażyło się coś, po czym wracała nadzieja w
    powodzenie, np. ostatnio po stymulacji nie wierzyłam, że się uda, ale miałam
    piękny sen ... jestem w ciąży, rozmawiam o niej z koleżanką (notabene ona
    niedługo urodzi) i wiedziałam, że tam w środku (we mnie) jest córeczka.
    Obudziłam się z nadzieją, a następnie stwierdziłam (po paru godzinach), że
    jednak nie... (dostałam okres).
    Czy to nie jest szczyt okrucieństwa?!
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 15:45
    Ja swoj sen z przed 2 lat pamietam doskonale. snilo mi
    sie ze pcham dwa wozki. jeden z nich byl pusty. mialam
    przetransferowane dwa zarodki. przyjal sie jeden....i
    jak tu nie wierzyc w sny?
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 27.03.01, 15:46
    Wiesz z tym snem to chyba cos jest. Po in-vitro lezalam 2 tygodnie w domu. Pod
    koniec pierwszego tygodnia mialam sen, ze ze wszystkich dziewczyn ktore mialy
    transfer tego samego dnia, tylko ja jestem w ciazy. Moja przyjaciolka
    pocieszyla mnie, ze skoro tak mi sie snilo to juz na pewno nic z tego nie
    bedzie. Ale ja mialam nadzieje, do konca. Nawet jak zaczal mi sie okres
    ludzilam sie, ze to tylko na chwile. Coz zycie jest okrutne, a sny wcale nie
    lepsze.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 27.03.01, 16:05
    Dziękuję za rozmowę - jest mi dużo lepiej...
    Na dziś muszę skończyć...więc do zobaczenia/napisaniasmile (mam nadzieję!).
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 27.03.01, 19:21
    Mówisz, że nie wierzyłaś, że się uda in-vitro. Ja jednak myślę, że gdzieś w
    głębi serca miałaś ogromną nadzieję i nie dopuszczałaś myśli, że będziesz
    ponownie podchodzić do zabiegu. Tak było ze mną i ze wszystkimi, którym się
    udało bądź nie. Wiesz, po zabiegu starałam się żyć normalnie, nie leżałam w
    łóżku, podróżowałam (powrót samochodem do Katowic), robiłam zakupy, gotowałam,
    spotykałam się z ludźmi---przecież kobiety w ciąży normalnie funkcjonują.
    Niestety ta "normalność" w niczym nie pomogła i teraz, kiedy będę znów próbować
    Twoim śladem położę się do łóżka, a wszystko niech się wali i pali, ja
    przynajmniej będę miała spokojne sumienie, że ze swojej strony zrobiłam
    wszystko!
    Pozdrawiam.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 27.03.01, 19:08
    Ola. Ja też jestem załamana, podobnie, jak ty cztery lata próbujemy z mężem
    (mimo, iż podobno wszystko gra). Przeszłam wszystkie badania HSG,
    histeroskopię, laparoskopię, 5 inseminacji, jedno in-vitro---bez powodzenia
    zresztą. Ale będę próbować do końca, dopóki mi pieniędzy wystarczy i dopóki mój
    organizm będzie mógł produkować komórki jajowe. Powiem Ci szczerze, że dzięki
    temu forum powoli odzyskuję chęć życia, bo wiem, że nie tylko ja cierpię i mam
    się z kim tym podzielić.
    Pozdrawiam.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 28.03.01, 13:19
    Witam! I jestem w szoku, że u Ciebie jest tak podobnie...
    Myślałam, że winni są lekarze, że coś przegapili, że przyczyna tkwi w moim
    organizmie, a nikt tego nie widzi. Kiedy mi lekarz zasugerował, że
    się "zblokowałam", to się wściekłam...(pomyślałam, że wymyśla bo nie ma
    koncepcji leczenia). A może coś w tym jest? Jak myślisz?
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 28.03.01, 18:22
    Być może coś w tym jest, choć nikt nikt tak na prawdę tego nie wie. Ale znam
    małżeństwo, które dopiero po 10 latach doczekało się dziecka-i to drogą
    naturalną. Jak to wytłumaczyć? Ja póki co wolałabym usłyszeć jakieś racjonalne
    fizyczne wytłumaczenie, ale może medycyna jeszcze nie wie wszystkiego o
    ludzkiej płodności. My możemy mieć tylko nadzieję, bo przecież po coś warto żyć.
    Pozdrawiam.
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 27.03.01, 16:06
    Czy widzicie ile jest osób biorących udział w tej
    dyskusji.
    To przerażające jak jest to potrzebne to wygadanie się
    lub nawet posłuchanie (czytanie).
    To daje siły. Wszyscy wiemy, że gros problemu siedzi w
    głowie.
    Gdzieś to trzeba wyrzucić.
    Wychodzi na to, że jest to wielka loteria (zwał jak
    zwał). Nie ma żadnych gwarancji.. ale jest nadzieja.
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 27.03.01, 16:50
    Drogie Panie,
    czy pozwolicie, ze dołączę się do Was, od 3 lat próbujemy z mężem tego co i Wy. Zaczęliśmy do badań na
    własną rękę, potem była wizyta w Consylium, z którego uciekliśmy z krzykiem - na początek chcieli zacząć od
    lapoaroskopi, pomimo że poprzednie badania nie wskazywały na taką potrzebę. Potem znajoma lekarka poleciła
    nam Novum. Leczymy się tam 2 lata. Oczywiście wszystko to droga przez piekło; roczne leczenie zakażeń
    nasienia u męża, potem polip u mnie, trzy inseminacje a w trakcie czwartej torbiele, decyzja o in vitro, świetne
    wyniki - 23 komórki, a potem z górki - tylko 8 komórek się zapładnia, 6 degeneruje (nikt nie wie dlaczego), jestem
    mocno przestymulowana ale Doktor po moich prośbach godzi się na transfer 2 zarodków - nic z tego, w
    następnym cyklu ponownie torbiele, potem mimo stymulacji nie ma owulacji dopiero 3 miesiące później jest
    owulacja - radość ale co z tego - żadem z zamrożonych zarodków nie przeżywa rozmrażania - łzy i straszny
    ból, żal, zniechęcenie - ale chyba wszystkie to znacie. Teraz szykujemy się do kolejnej próby, nie wiem co będzie,
    tak trudno mieć nadzieję, w grudniu skończyłam 35 lat - czy jeszcze zdążę??
    EwaP
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 16:57
    ja dzieki Novum mam dziecko. zdazysz. nie martw sie na
    zapas. moze sie spotkamy w Novum. ja prawdopodobnie w
    maju sprobuje jeszcze raz. jesli uda sie rozmrazanie
    moich 7 dzieciaczkow.
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 27.03.01, 17:05
    czytajac Wasze listy doszłam do wniosku, ze mialam
    wiele szczescia. sama w to nie wierze!
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 28.03.01, 19:23
    Czy mogę mieć do Ciebie prośbę?
    Jakbyś mogła, to opowiedz, jak wyglądała Twoja stymulacja, jakie leki(nazwy) i
    w jakich dawkach brałaś, o jakich porach dnia, jak się czułaś, jak wyglądał
    transfer(czy przy USG, czy tak "na wyczucie"), i tak w ogóle ile masz lat, bo
    to poniekąd bywa ważne. Jakie badania Ci wykonywano, czy co dzień?, Jakie
    miałaś wyniki?(estradiol,grubość endometrium, ilość komórek, ile się
    zapłodniło, jakiej klasy były embriony,ilo komórkowe Ci tranferowano,dlaczego
    zastosowano ICSI, czy mrożono embriony czy po hodowli blastocysty). Wszystko,
    wszyściusieńko mnie i pewnie nie tylko mnie, ale nas wszystkie interesuje
    (chyba). Jak wyglądał szczęsliwy program-według jakiego protokołu. Czy
    chodziłaś wtedy do pracy?
    Wybacz, że tak natrętnie pytam, ale to dla mnie bardzo ważne.
    Pozdrawiam.






  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 29.03.01, 11:10
    Moja stymulacja przebiegała wg. /chyba/ długiego
    protokołu. Dokładanie już nie pamiętam, bo było to trzy
    lata temu. Codziennie przez ok miesiąc brałam Synarel
    krople do nosa dwa razy dziennie po jednym psiknięciu
    do dziurek nosa na zmianę. Brałam też pergonal w
    zastrzykach i tu musiałam się zmieścić z zastrzykiem do
    godz. 10.00 /rano/. Scisle przestrzegalam
    obowiazujacych godzin. "Wyprodukowalo" sie 18 komórek
    jajowych z czego 11 zostało zakwalifikowanych do
    zapłodnienia, a zapłodniło się 9. W czasie całej
    stymulacji czułam się dość dobrze /nie liczac obolalych
    posladkow od zastrzykow/. Dopiero w samej końcówce
    stymulacji /cały czas kontrolowanej/ zaczelam czuc
    obciazenie w dole brzucha / 18 duzych komorek/. Kiedu
    dr. Lewandowski uznal, ze juz czas, podano mi pregnyl
    jednorazowo /chyba 1 i 1/2 ampułki/ o godz. 22.00. Na
    zajutrz o 10. 00 rano miałam sie zglosic na pobranie
    komorek na czczo. Pobrano jak juz wczesniej pisalam w
    narkozie pod kontrola usg jajeczka. Zabieg mial miejsce
    w piatek a w poniedziałek mialam transfer. Najpierw
    transwaginalne usg, po ktorym dr. Lewandowski
    stwierdzil ze mam duze szanse /podbudowalo mnie to
    nieco/ ze wzgledu na grube endometrium. Nastepnie po
    rozmowie z dr. Lewandowskim podano mi dwa embriony 8
    komorkowe /najlepsze jakie sie wyhodowaly/. Z czego
    przyjal sie jeden. Pozostale embriony mialy od 7 do 2
    komorek. Po zabiegu nie wolno bylo dzwigac, kapac sie w
    wannie - tylko pod prysznicem i to w wodzie niezbyt
    gorącej. Zalecil mi tez lezenie. Scisle sie stosowalam
    do tych wskazan.Po 2 tygodniach mialam zrobic test.
    około czwartku czyli 1 i 1/2 tygodnia po transferze
    zaczelam miec mdłosci, ale nie wiedzialam czy od ciazy
    czy tez od utrogestanu, ktory bralam dopochwowo /5
    kapsulek dziennie/. w poniedzialek po uplywie 2 tygodni
    zrobilam test.........nie wierzylam wlasnym oczom. maz
    nie chcial wierzyc. OSZALALAM z radosci i zarazem z
    niepokoju. czy uda sie do konca? Mialam wtedy 37 lat.
    Mikromanipulacje mialam z powodu bardzo slabego
    nasienia meza. z tego co wiem to mrozone sa
    niewykorzystane embriony. Do pracy chodzilam z
    przerwami. pierwsze dwa tygodnie w domu, a pozniej
    pracowalam. meczyly mnie mdlosci do 4 miesiaca. pozniej
    jak "reka odjal". ale to nic w porownaniu ze szczesciem
    jakie w sobie nosilam. Od 7 miesiaca ciazy lezalam w
    szpitalu ze wzgledu na lozysko przodujace. porod odbyl
    sie przez cesarskie ciecie w szpitalu brodnowskim. w
    terminie. zapomnialam napisac, ze podcas stymulacji
    srednio co drugi dzien przez ostatnie dwa
    tygodnie chodzilam na badanie krwi na poziom hormonow.
    wszystkim Wam zycze powodzenia. nie wiem Iwona, czy
    napisalam wszystko co Ciebie interesuje. jesli nie
    pytaj bez skrepowania. odpowiem na wszystkie pytania.
    do kogo chodzisz w Novum? pozdrawiam
  • Gość: EwaP IP: 194.181.127.* 29.03.01, 12:55
    Twoja opowieść Mama dużo mi dała. Tak naprawdę to nie wiemy czy nasze wyniki są dobre czy złe, czy jak
    lekarz nam mówi, że jesteśmy za stare - to na ile to ma wpływ na nasze seanse, czy lepiej mieć dużo komórek
    czy mniej ale lepszych? Mam koleżankę, która miała dwie próby, za każdym razem produkuje powyżej 20
    komórek, wszystkie się zapładniają i wszystkie potem rozmrażają. W porównaniu z nią jest u mnie fatalnie (choć
    do tej pory i tak jej się nie udało). Proszę dziewczyny napiszcie jak to było u Was, dobrze jest wiedzieć jak to było
    u innych w praktyce a nie tylko znać statystyki.
    EwaP
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 29.03.01, 13:12
    do mojej opowiesci moge jeszcze dodac, ze zawsze chcac
    wiedziec czy moje badania sa prawidlowe, czy
    kiedykolwiek cos mnie intrygowalo, zawsze pytalam
    lekarza i konsekwentnie dazylam do otrzymania
    odpowiedzi. pozniej oczywiscie oblozona fachowa
    literatura studiowalam to wszystko. polecam dobra
    metoda!
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 29.03.01, 18:32
    Dziękuję za wszystkie informacje. Ja jeżdżę do Białegostoku, a pytałam o to
    wszystko, ponieważ chciałam porównać metody stosowane w Novum z Białymstokiem.
    W Białymstoku wyglądało to nieco inaczej. Miałam krótki protkółsurprisedd pierwszego
    dnia cyklu codziennie Decapeptyl podskórnie, od trzeciego równolegle Metrodin,
    niestety w niskich dawkach, bo podobno jestem na tyle młoda, że więcej nie
    trzeba. Niestety przez to urosło tylko 8 komórek-z czego 6 było dojrzałych(tzn
    nadawały się do zapłodnienia), powstały trzy zarodki-(komórki pobrali we środę,
    w piątek tranfer dwóch czterokomórkowych-podobno extra jakości klasy A,
    niestety endometrium miałam dość kiepskie-niecałe 8 mm.Ostatni zarodek hodowali
    do zamrożenia-obumarł.
    Nie udało się. Do następnej próby staram się przygotować merytorycznie, bo
    często nawet niewielkie sugestie od strony pacjentki są cenne dla lekarza w
    dalszym postępowaniu. Ja kiepsko znosiłam stymulację, myślę, że dlatego, że po
    przyblokowaniu przysadki byłam zbyt słabo stymulowana-do dziewiątego dnia cyklu
    miałam okres, a za sześć dni zrobili transfer-z tego pewnie było tak kiepskie
    endometrium.
    Jeszcze raz dziękuję za informacje.
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 30.03.01, 08:02
    dla dopelnienia informacji powiem, ze ja transfer
    mialam w 33 dniu cyklu. endometrium bylo super.
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 27.03.01, 17:06
    Dzięki Mama za pocieszenie, jeśli nic ponownie nie stanie na przeszkodzie to w maju powinnam mieć zabieg, więc
    całkiem możliwe, że się spotkamy. A tak w ogóle to cieszę się, że gdzieś można porozmawiać z tymi 70
    procentami, którym się nie udało, do tej pory w artykułach pisze się głównie o tych szczęśliwcach co mogą
    nazwać się rodzicami, nikt nie wspomina co czują ci podchodzący do kolejnej próby z coraz to mniejszą nadzieją.
    EwaP
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 27.03.01, 19:54

    Nie chcialabyma by to zabrzmialo przemadrzale ale sadze, ze musimy uwierzyc w
    to, ze to czy bedzie dzidzius z in vitro czy nie to nie jest ani nasza zasluga
    ani wina, nie ma tez w tym zaslugi lekarz czy osrodek. I wtedy bedzie nam
    latwiej. Dziecko to dar i oczywiscie im lepiej sie przygotujemy tym lepiej ale
    zadne "cuda" nie sprawia ze bedzie dzidzius, nie ma patentu na to. I w to
    musimy wierzyc aby sie nie dac zwariowac.
    Bacha, pamietam o Tobie, na pewno moge polecic w W-wie Anne Dodziuk z Instytutu
    Psychologii Zdrowia (pisze w Wysokich obcasach), inne kontakty bede miala
    dopiero po weekendzie.

  • Gość: Joanna IP: *.dip.t-dialin.net 28.03.01, 17:38
    Hathor zgadzam sie z Toba zupelnie. Natury nie da sie
    oszukac wszystko we wlasciwym czasie i na wlasciwym
    miejscu.Pozostaje nam tylko pozytywnie myslec dalej
    probowac i czekac na sczesliwy los
    Pozdrawiam
    Joanna
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 27.03.01, 19:50
    Pocieszę Cię. W Białymstoku byłam z dziewczyną w twoim wieku, której się udało
    za pierwszym razem. Ja mam prawie 30 lat, a po stymulacji było tylko 8 komórek,
    z czego tylko 3 się zapłodniły (ICSI), dwa transferowali, jeden nie przeżył w
    hodowli. Też mam ...nadzieję.... Czasami nie wiek decyduje o powodzeniu.
    Trzymam kciuki.
    Pozdrawiam.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 28.03.01, 13:06
    Ciekawa jestem jak przechodzicie nasza wspolna
    terapie. Mi pomaga. Hathor dzieki, zaraz tam dzwonie,
    jak mi sie uda dam Ci znak. Masz calkowita racje, to
    nie jest nasza wina, ze tak sie z nami dzieje. Tak jak
    nie ma w tym zadnej zaslugi, ze ktos moze miec dzieci
    bez liku, wystarczy ze stanie przy facecie. No moze to
    przesada, ale w tym wzgledzie naprawde niewiele od nas
    zalezy. Obserwowalam lekarzy w Bialymstoku, oni sa
    szczerzy w tym co robia. Brak ciazy u nas jest dla
    kazdego z nich porazka, bo kazdy chcialby miec wyniki
    w pracy. Nawet jesli dla nich sprowadza sie to tylko
    do kasy, to i tak robia co moga. Nikt tez nie potrafi
    powiedziec dlaczego nie udaje sie za pierwszym razem a
    udaje sie za piatym - przeciez jestesmy wtedy starsze.
    Czasem tak chyba musi byc, ktos to tak wymyslil, moze
    po to zebysmy inaczej patrzyly na swiat, albo tak
    jak "mama" byly swiadome szczescia, ktore przyjdzie.
    Ale sie zrobilam moralizatorska.
    Pozdrawiam wszystkie, dobrze ze jestescie.
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 28.03.01, 13:13
    Winy naszej w tym niema na pewna. Ani po stronie Pań
    ani facetów.
    Jednak jest to cholernie niesprawiedliwe….
    Jak słyszę że jest to dar od losu (czy kogo tam
    jeszcze) to ja serdecznie dziękuje za taką
    opiekuńczość.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 28.03.01, 13:33
    Ja też się obraziłam na Pana Boga...
    Obowiązkiem i niezbywalnym prawem każdej żywej istoty (od bakterii po
    człowieka) jest przekazywanie własnych genów (tak z biologicznego punktu
    widzenia), dlatego nie rozumię dlaczego zostało mi to odebrane!
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 28.03.01, 18:53
    Ola, Uwierz mi ze przez przeszlam przez wszystkie stany uczuc o jakich na tym
    forum kiedykolwiek wspomniano - smutek, bol, poczucie niesprawiedliwosci i
    bezradnosci, bunt, radosc, niecierpliwosc - moglabym tak wymieniac w
    nieskonczonosc. Przezylam cudowny rok 2000 w ktorym wydarzylo sie 1000
    wspanialych rzeczy i tylko 2 okropne zabiegi in vitro i wydawalo mi sie ze to
    byl najgorszy rok w moim zyciu. Nie pamietalam o dobrych rzeczach, ktore mnie
    spotkaly, tylko o wielkim moim nieszczesciu, ze nie mam dziecka. Jakby to ze
    ono sie pojawi mialo zmienic moje postrzeganie swiata i moja wiare i uczynic
    mnie wiecznie szczesliwa. Ach, ile klotni przeprowadzilam z Panem Bogiem,
    ile "dlaczego ?" wykrzyczalam w niebo. Nie zlicze. Teraz po polrocznej przerwie
    i terapii wiem ze jestem tu i teraz i jezeli tu u teraz nie bede szczesliwa i w
    zgodzie z tym co mam i czego nie mam to mam szanse przezyc nastepne 10 lat (mam
    30 w tej chwili) walczac o ciaze i nie widzac swiata poza nia. Czy tak chce
    zyc, czy chce mojemu dziecku sprawic prezent w postaci obciazenia, ze tyle sie
    dla niego nacierpialam a ono jest takie niewdzieczne bo bedzie zyc swoim
    zyciem. Albo po tych 10 latach stwierdzic, ze dalej cierpie bo nie mam dziecka
    i tak juz pozostanie do konca moich dni. Brrr....
    Wiem, ze latwo tak mowic i nie wiem czy to jest droga do dziecka. Na pewno jest
    to moja droga do szczescia - mojego i mojego meza - bez wzgledu na to czy
    bedziemy we dwojke czy w innej konfiguracji. Badzcie szczesliwe Dziewczyny tu i
    teraz.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 29.03.01, 14:24
    To co napisałaś ma sens, ale oznacza pogodzenie się z losem i oczekiwanie, że
    może kiedyś stanie się cud.
    Ale nie potrafię się z tym pogodzić, jeszcze nie... może kiedyś przyjdzie do
    mnie taka mądrość życiowa. Przynajmniej byłoby mi łatwiej.
  • Gość: Ewa IP: 194.181.127.* 29.03.01, 14:40
    Ja tak naprawdę najbardziej boję się tej chwili kiedy będę musiała podjąć decyzję o zaprzestaniu prób, dopóki
    próbuję jest nadzieja, czy będę potrafiła żyć wiedząc że już nic nie mogę zmienić?
    EwaP
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 29.03.01, 14:52
    Ale dlaczego Ty sie zamartwiasz na zapas? Przecież może
    uda Ci się za pierwszym lub drugim razem i już nie
    bedziesz musiala sie martwic co bedzie
    pozniej.......
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 29.03.01, 22:04
    Pogodzenie sie z sytuacja nie oznacza rezygnacji z marzen ale na pewno w moim
    przypadku oznacza spokoj i wiecej swiatla w moim zyciu. Tez sie boje i nie chce
    nawet myslec o tym ze bede musiala zrezygnowac z dalszych prob ale nie pozwole
    aby chec dziecka doprowadzila do autodestrukcji a w tym kierunku zmierzalam
    jeszcze pare miesiecy temu. Mamy jeszcze i pare lat przed nami i nauka idzie
    naprzod i wspieramy sie wzajemnie. Czyz to nie cudowne. Rok temu siedzialam w
    domu w oczekiwaniu na wynik pierwszego invitro sparalizowana strachem i
    marzylam o takim forum. Teraz bede siedziec w domu i kazdego dnia pisac jak mi
    zle albo dobrze wiec glowa do gory, z kazdym dniem coraz wiecej slonca
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 30.03.01, 09:00
    W jednym muszę przyznać Ci rację - należy dostrzegać inne dobre rzeczy jakie
    się dzieją w naszym życiu. Robię w tym kierunku postępy... Mam swoje czarne
    dni - wtedy płaczę i nie wierzę w nic - ani w dziecko, ani w Boga, ani w dobrą
    naszą przyszłość. Ale w pozostałe dni mam wspaniałego, kochającego męża, mam
    (od pół roku) dom, o którym zawsze marzyłam. A wczoraj mąż kupił mi
    wieloczynnościowego robota (robot robi wszystko - od ciasta po frytki), którego
    od dawna chciałam mieć - i w związku z tym dziś mam dobry chumor!
    Pozdrawiam!
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 28.03.01, 13:34
    Rany Boskie, ja nie mowie, ze to jest dar od losu, bo tego daru wlasnie nie ma.
    Mowie tylko, ze czasem tak jest, ze na to czego sie bardzo, bardzo chce czekac
    trzeba dlugo i cierpliwie. Nie jestem Hindusem i nie mam az takiej pokory, zeby
    twierdzic, ze cierpienie sluzy czlowiekowi. Kazdy ma inny sposob na pocieszanie
    sie. Ja wole myslec, ze tak musi byc, ze czemus to sluzy i ze na pewno doczekam
    sie dzieci, moze na przyklad piecioraczkow wlasnie za to oczekiwanie. I tyle.
    Nie moge walczyc ze wszystkim: z losem, z lekarzami, sama ze soba, bo zwariuje.
    Tez jest we mnie duzo buntu, ze gdzies w patologicznej rodzinie alkoholokow
    rodzi sie jedno dziecko po drugim i wszystkie trafiaja do domu dziecka.
    Tymczasem gdzie nie czytam, to wszedzie pisza, ze alkohol sprzyja nieplodnosci.
    I co ? Mam wrazenie, ze jest wrecz przeciwnie. Ale z doswiadczenia wiem, ze jak
    sie tak bardzo czegos chce, to sie dostaje, tyle ze nie zawsze od razu. Nie
    moge czekac bezczynnie, bo szlag mnie trafia, musze cos robic. Nie moge do
    nastepnego in-vitro czekac bezczynnie, bo tez mi lata leca. Nie moge tez robic
    jednego in-vitro za drugim, bo to nie jest sport, tu sie rekordow nie osiaga. A
    po kazdym zabiegu psychika jest w strzepkach. To tyle, tytulem wyjasnienia.
  • Gość: Ewa IP: 195.205.122.* 28.03.01, 17:03
    Od początku śledzę Wasze wypowiedzi. Wasz problem mnie nie dotyczy, ale mam
    nadzieję, że mnie nie pogonicie. Z uwagą "przysłuchuję" się temu, co piszecie.
    Sama nie mam dzieci, ale oboje z mężem chcemy bardzo je mieć. Przestałam brać
    tabletki i teraz będziemy próbować. Mam nadzieję, że się nam uda. Czytając
    jednak to, co piszecie wiem, że to nie musi być taka prosta sprawa. Trzymam za
    Was wszystkie kciuki i wierzę, że przyjdzie i dla Was ten szczęśliwy moment już
    niedługo. Mam nadzieję, że to szczęście spotka również mnie i wszystkie
    będziemy mogły cieszyć się z posiadania potomstwa.
    Pozdrawiam gorąco.
    Ewa
  • Gość: anna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.03.01, 12:47
    Cieszę się, że znalazłam tą stronę ponieważ dopiero teraz uzmysłowiłam sobie
    jak poważny to problem i jak wielu z nas dotyczy. Jestem na początku tej drogi,
    ale wasze doświadczenia pomogą mi mieć wyobrażenie o tym co mnie może czekać.
    To pozwoli oswoić się z myślami. Staramy się od pół roku, ale wcześniej też
    szczególnie nie uważaliśmy. Pomimo tego, że lekarze jeszcze nie skierowali nas
    na żadne badania wysłałam męża do Novum na badania. Okazało się, że on jest
    prawdopdobnie powodem, a właściwie żylaki. Zaczynamy więc leczenie i bardzo się
    tego boję. Jutro pierwszy raz ja pójdę do Novum, trzymajcie za mnie kciuki.
    Pozdrawiam
  • Gość: Ewa IP: 194.181.127.* 29.03.01, 13:51
    Aniu, napisz do kogo jesteś zapisana w Novum?, powodzenia i nie zrażaj się naszymi niepowodzeniami, Tobie
    może się udać. A tak poza tym, to dr Wolski (jak rozumiem Twój mąż leczy się u niego) jest świetnym i bardzo
    sympatycznym lekarzem, mój mąż leczył się u niego i miał dobre wyniki a sprawa nie była łatwa. Za to nastaw się
    że leczenie mężczyzny jest długie i dość uciążliwe a na wyniki trzeba czekać miesiącami. Do in vitro jest łatwiej
    bo u partnera mogą być słabe wyniki, jak mój pierwszy lekarz mówił "wystarczy jeden plemnik, tylko go trzeba
    złapać za ogonek". Jeszcze raz powodzenia, głowa do góry,
    EwaP
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 195.94.192.* 29.03.01, 15:39
    Anno, czy twój mąż zdecydował się już na zabieg? My jesteśmy dokładnie w tej
    samej sytuacji, oprócz tego ja mam też pewne problemy hormonalne, ale na
    szczęście bardzo dobrze reaguję na leki. Też leczymy się w Novum, właśnie dziś
    dostaniemy wyniki powtórnego badania. Szperałam trochę w internecie, znalazłam
    informację, że przy żylakach w pierwszym roku po operacji jest
    49% 'naturalnych' ciąż, a w ciągu dwóch pierwszych lat - 69% (to wszystko nie
    uwzględnia problemów po stronie kobiety, więc to świetna wiadomość), wyniki
    nasienia podobno poprawiają się w 80%. Przy tym wszystkim łatwiej znieść
    perspektywę odłożenia dzidziusia na następne kilka miesięcy (my tak
    odkładaliśmy i odkładaliśmy, i jak się wreszcie w zeszłym roku zdecydowaliśmy,
    to się okazało, że i tak samo 'nie pójdzie'). Pozdrawiam i powodzenia.
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 29.03.01, 15:58
    Dziewczyny, jeśli coś mogę poradzić to zróbcie u męża przez operacją badanie genetyczne CFTR (to sporo
    kosztuje - ale moim zdaniem warto), jeśli wynik jest dodatni to i tak operacja może niewiele pomóc (mam przykład
    w rodzinie) i wtedy może trzeba spróbować czegoś innego.
    EwaP
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 29.03.01, 16:17
    Czegoś innego... naprzykład dawcy.
    Jest to jakieś wyjście. Bolesne ale może skuteczne.
    Lepiej 1/2 niż wcale lub loteria (adopcja).
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 29.03.01, 18:42
    Proszę wytłumacz mi co to za badania genetyczne CFTR i po co się je robi oraz
    gdzie je można zrobić.
    Pytam z taką ciekawością, bo u nas niby wszystko w porządku, a może to geny są
    winne.
    Czekam na twoją odpowiedź z niecierpliwością.
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 29.03.01, 14:58
    Przekazuje info od gazety (po małej sugestii):

    "Witam,
    w najblizszym czasie (najpozniej w przyszlym tygodniu)
    ruszy forum eksperckie z lekarzem ginekologiem,
    poswiecone leczeniu nieplodnosci i sztucznemu
    zaplodnieniu. Dziekuje za zwrocenie naszej uwagi na
    temat - prosze dalej zagladac na nasze Forum!
    Pozdrawiam

    Marta Sikora
    maas@gazeta.pl
    Projekt Internet, Gazeta Wyborcza"

    Co wy nato ? Czy to może pomóc ? myślę, że nie
    zaszkodzi wysłuchać innych speców.

  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 29.03.01, 15:00
    mysle, ze to wspanialy pomysl. ciekawe co na to lekarz.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 29.03.01, 15:51
    Może być ciekawie, zapowiada się terapia grupowa smile
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 29.03.01, 16:39
    To swietna idea. Oprocz lekarza - eksperta od nieplodnosci i sztucznego
    zaplodnienia prosze o dobrego psychologa i reprezentanta z ministerstwa
    zdrowia. Ekspertem od nieplodnosci i sztucznego zaplodnienia jak sie okazuje
    jest niejedna z piszacych tu dziewczyn. Kazda wie bardzo duzo, chyba az za duzo
    jak na przecietna kobiete. Psycholog potrzebny, bo jak na razie same sobie
    udzielamy psychologicznych porad i swiadczymy uslugi terapeutyczne. No i ktos z
    Ministerstwa Zdrowia, bo moze wreszcie tak przy okazji prowadzenia polityki
    prorodzinnej ktos pomyslalby o finansowej stronie leczenia, nie mowiac juz o in-
    vitro. To ewenement w skali europejskiej i niestety bardzo bolacy problem. Ale
    i tak dzieki za zainteresowanie.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 29.03.01, 19:28
    znalazłam coś ciekawego w internecie
    Może Was to zainteresuje


    Dr hab. n. med. Sławomir Wołczyński
    Instytut Położnictwa i Chorób Kobiecych
    Akademii Medycznej w Białymstoku

    HUMANISTYCZNE WARTOŚCI I WSPÓŁCZESNE METODY LECZENIA
    NIEPŁODNOŚCI MAŁŻEŃSKIEJ

    Na początek spróbujmy zdefiniować co to jest zdrowie.
    Zdrowie zostało określone jako «coś, co doprowadza do
    dobrego samopoczucia w aspekcie fizycznym, psychicznym
    i społecznym», a nie jest to wyłącznie brak chorób.
    Odnosi się to również do procesów związanych z
    rozrodem. A więc taką samą definicję należałoby
    przyjąć w odniesieniu do zdrowia reprodukcyjnego. Jest
    to całokształt zagadnień związanych z funkcjonowaniem
    systemu rozrodczego. Jest to zatem bardzo złożone
    pojęcie, dotyczące najbardziej intymnej strefy
    ludzkiego życia. Jest to pojęcie, mające swoje
    reperkusje w sferze biologicznej, medycznej,
    psychicznej i społecznej.

    Najbardziej elementarnym pragnieniem każdego człowieka
    jest pragnienie posiadania dziecka. Jest to również
    elementarne prawo człowieka, zarówno do zdrowia, jak i
    do wszystkiego, co to zdrowie może zapewnić. Zdrowie
    reprodukcyjne, to, co przyjęto na świecie w
    standardach systemów demokratycznych, obejmuje
    poradnictwo, profilaktykę, edukację. W tym mieszczą
    się takie pojęcia jak zapobieganie i leczenie
    niepłodności, zapobieganie niepożądanej ciąży, opieka
    przed, w trakcie i po porodzie. Również w tym mieszczą
    się bezpieczne zabiegi przerywania ciąży (300 kobiet
    dziennie ginie na świecie z powodu niebezpiecznych
    zabiegów przerywania ciąży). Z tym wiążą się problemy
    dotyczące przekwitania. Prawa reprodukcyjne zostały
    zawarte w prawach człowieka, w ustawodawstwach
    krajowych i dokumentach międzynarodowych. Stanowią
    one - Polska je podpisała - że człowiek ma prawo do
    wolnego decydowania o tym, ile, w jakich odstępach
    czasu chce mieć dzieci, że decyzje w sprawach rozrodu
    powinien podejmować bez dyskryminacji ze względu na
    poglądy, wyznanie, bez przymusu, bez przemocy.
    Jednocześnie Państwo zobowiązuje się do zapewnienia
    najlepszego zdrowia seksualnego i rozrodczego.

    Postawmy pytanie: czy niepłodność jest chorobą? Bo
    jeśli tak, to jest to inna choroba niż pozostałe,
    dotyczy dwojga osób. Kiedy osoby są oddzielnie choroby
    nie ma, tylko wtedy, kiedy są w parze, wtedy jest
    choroba. Każda choroba ma pewne, podstawowe objawy:
    zaczerwienienie, ból, upośledzenie funkcji, itd.
    Tutaj, natomiast, podstawowym objawem jest brak
    dziecka. Wiemy, że bardzo wiele różnych przyczyn
    powoduje to, że ona występuje. Światowa Organizacja
    Zdrowia określiła, że jest to choroba i to choroba
    społeczna, bo właściwie dotyczy bardzo dużej grupy
    ludzi, 12-15% w zależności od populacji, i to w wieku
    rozrodczym, czyli w wieku maksymalnej działalności
    psychofizycznej.

    Do czego doprowadza brak dziecka w sytuacji pary? Do
    bardzo wielu zmian w funkcjonowaniu układu
    partnerskiego. Pojawia się smutek, zawiedzione
    nadzieje, poczucie winy, lata frustracji, wzajemne
    oskarżenia o utratę zrozumienia. W społeczeństwie
    niepłodni uważani są za mniej wartościowych. Państwo
    możecie sobie wyobrazić jakimi epitetami obdarza np.
    teściowa niepłodnego zięcia. Czyli niepłodność jest
    problemem.

    Jak wygląda płodność u człowieka? Człowiek należy do
    gatunku o względnie ograniczonej płodności. Miesięczny
    wskaźnik ciąż wynosi 23 na 100 par, czyli na 100 par
    współżyjących, będziemy mieli tylko 23 ciąże. Dlaczego
    tak jest? Ano dlatego, że 80% zarodków obumiera na
    wczesnym etapie przedimplantacyjnym, lub wczesnym
    postimplantacyjnym. Kiedy dochodzi do ciąży, do
    urodzenia dziecka to my wiemy, że był stosunek,
    plemniki się skapacytowały, uległy przeróżnym
    procesom, było jajeczkowanie, było zapłodnienie,
    dokonał się rozwój zarodka, była implantacja, nie było
    poronienia. Ale wtedy, kiedy ciąży nie ma to już nie
    jesteśmy aż tak mądrzy. Przyczyny niepłodności możemy
    podzielić na przyczyny leżące po stronie kobiety i po
    stronie mężczyzny i szukać przyczyn u obu partnerów.
    Narasta w obecnym czasie problem niepłodności męskiej.
    Jak wygląda leczenie przypadków niepłodności?
    Zaburzenia czynności jajnika stosunkowo dobrze,
    potrafimy je łatwo leczyć (40-50% poddaje się leczeniu
    farmakologicznemu). Czynnik jajowodowy - 10-15%,
    czynnik szyjkowy - 5-10%, czynnik maciczny, oddzielna
    sprawa, ale wyniki też nie najlepsze, endometrioza,
    praktycznie leczenie nie poprawia wyników. U mężczyzn
    leczenie jest skuteczne rzędu 3-5%. To takie bardzo
    wygórowane wyniki.

    Należałoby jednak wrócić do pytania czy niepłodność
    jest chorobą. Bo jak niepłodność jest chorobą, to nie
    ma problemu, należy ją leczyć. Ale niektórzy mówią, że
    nie jest chorobą. Na dziecko należy oczekiwać jako
    na ,,dar Boży''. Skoro nie jest chorobą, to czy należy
    diagnozować. Diagnostyka budzi przecież ogromne
    zastrzeżenia. Pierwsze zasadnicze badanie to badanie
    nasienia, a do badania nasienia trzeba je pobrać, a tu
    nie ma innego sposobu, jak poprzez masturbację. Jeżeli
    nie diagnozować to i nie leczyć banalnych przyczyn
    uniemożliwiających zajście w ciążę. Jeżeli diagnozować
    i leczyć to czy etyczne jest stosowanie w leczeniu
    metod, które nie budzą żadnych zastrzeżeń w wymiarze
    moralnym, tylko mają jeden szkopuł, przynoszą zerowe
    efekty.

    Postawmy inne pytanie: będziemy leczyli do jakiegoś
    etapu, to czy etyczne jest selekcjonowanie pacjentów
    do leczenia? Ze względu na co? Jakie kryterium
    selekcyjne przyjąć? Ze względu na moje poglądy?
    Niestety, postępowanie lekarskie przynosi też swoje
    bardzo ujemne skutki. Wielu pacjentów zbiera tragiczne
    żniwo, gdzie niepłodność jest konsekwencją
    postępowania lekarskiego, czy wręcz błędu lekarskiego.
    Czy takie przypadki należy leczyć? Czy powiedzieć nie,
    bo to jest nieetyczne? Jest to pytanie. A jeżeli np.
    pacjentka straciła trójkę dzieci w wypadku, który
    spowodował pijany kierowca, a ona wcześniej straciła
    płodność na skutek błędu przy operacji wyrostka. To
    należy ją leczyć, czy nie? Zostawić ją z jej dramatem?

    Jak wygląda strategia postępowania z niepłodną parą?
    Na początek należy rozpoznać przyczyny, należy
    skutecznie leczyć. Tym jedynym kryterium leczenia
    niepłodności jest tzw. ,,dziecko zabrane do domu''.
    Ale jeżeli leczyć skutecznie to przy najmniejszych
    kosztach, w najkrótszym czasie i najprostszymi
    sposobami. Techniki rozrodu wspomaganego medycznie
    obejmują bardzo wiele przeróżnych technik:
    inseminację, pozaustrojowe zapłodnienie, i cały szereg
    modyfikacji, takich jak mikroiniekcja plemników do
    komórki jajowej, kokultura, mrożenie zarodków,
    inseminacja nasieniem dawcy, podarowany oocyt,
    podarowany zarodek, matka zastępcza,
    przedimplantacyjna diagnostyka genetyczna. Cały probem
    polega na tym, że bardzo często podkreśla się ten
    nieetyczny wymiar. Większość religii, judaizm,
    buddyzm, islam i większość religii chrześcijańskich
    zaakceptowało metodę leczenia niepłodności techniką
    pozaustrojowego zapłodnienia. Zaakceptowało w myśl
    tego jednego z pierwszych poleceń Boga: «Bądźcie
    płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludniali ziemię i
    uczynili ją sobie poddaną». Kościół katolicki
    sprzeciwił się tej metodzie. Ja nie rozumiem stosunku
    Kościoła katolickiego do tej metody. Przez wiele lat
    podstawowym składnikiem do produkcji lekarstw na
    niepłodność był mocz, zbierany przez zakonnice. W
    latach '50 Papież wyraził na to zgodę i tak naprawdę
    to było impulsem, nie żaden Edwards, tylko właśnie
    uzyskanie gonadotropii menopauzalnych było impulsem do
    leczenia niepłodności. Jeśli to jest takie naganne to
    dlaczego tego nie zablokowano? W '85 odbyło się w
    Rzymie spotkanie Kongregacji Nauki Wiary. Wraz z
    kilkoma innymi występowałem tam jako ekspert. Były
    trzy dni obrad. Wszyscy wyjechali przekonani, że
    metoda została zaakceptowana. Mniej więcej po dwóch
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 29.03.01, 19:49
    Aha. Jeszcze jedno.Gdzieś czytałam, że były plany refundacji in-vitro w Polsce
    od 2002 roku, ale wydaje mi się, że to obiecanki cacanki, a my kobiety
    starające się o dziecko jesteśmy najczęściej zmuszone rezygnować z wszystkiego
    i "ciułać" na każdą kolejną próbę in-vitro, mimo,że Państwo nam odciąga na Kasy
    Chorych takie krocie. Co to za niesprawiedliwość. Pijaka, którego znaleziono na
    ulicy wiezie się do szpitala, robi mu się wiele specjalistycznych badań, często
    nawet tomografię komputerową-co jest bardzo drogim badaniem, w obawie, że jeśli
    umrze z winy szpitala, to będzie musiał płacić odszkodowanie, a nam, które na
    to wszystko płacimy odmawia się nawet częściowej refundacji za hormony
    stosowane przy stymulacji. Odmawia się nam nawet zrobienia zastrzyku w
    państwowej placówce w swoim mieście, bo skierowanie nie jest z tej placówki,
    tylko np.z Białegostoku. Pytając, to gdzie mam te zastrzyki zrobić otrzymałam
    odpowiedź: "w Białymstoku"-to ja mam na każdy zastrzyk jechać 650 kilometrów???
    I tak oto nawet za głupie podanie zastrzyku trzeba płacić po 20 zł. dwa razy
    dziennie.
    To woła o POMSTĘ DO NIEBA!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Mam taką nadzieję, że Gazeta Wyborcza stanie na wysokości zadania i pofatyguje
    się po kogoś z Ministerstwa. Chętnie byśmy wysłuchały, co mają do powiedzenia
    na ten temat. W Niemczech, Czechach, nawet na Węgrzech refunduje się zabiegi in-
    vitro, a w Polsce póki co są to tylko pobożne życzenia kobiet, którym nie dość,
    że się nie pomaga, aby mogły dać Polsce nowego obywatela, który będzie przecież
    kiedyś na panów ministrów pracował, to wręcz utrudnia się jakiekolwiek
    korzystanie z usług medycznych.
    Pozdrawia zbulwerowana dzisiaj Iwona.
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 157.25.192.* 30.03.01, 11:27
    Iwona, nie wszędzie refunduje się wszystkie zabiegi, czasem tylko jeden, czasem
    nie więcej niż trzy, np. w Stanach nie ma żadnej refundacji, i nie wszystkie
    prywatne ubezpieczenia medyczne to pokrywają. Nie mówiąc już o tym, że tam jest
    to nieporównanie droższe - kilkadziesiąt tysięcy dolarów za jedną rundę, co dla
    niektórych może być równowartością dwuletnich zarobków. Jestem na kilku
    amerykańskich listach dyskusyjnych (polecam, na niektórych jest ruch kilkaset
    wiadomości dziennie) i babki ciągle to wałkują. Nie chcę mówić, że w Polsce
    jest dobrze - bo jest gorzej niż źle, ale nie wszędzie indziej jest różowo. Ja
    czekam na prywatne ubezpieczenia zdrowotne, ale takie z prawdziwego zdarzenia.
    Od szan. państwa nic nie chcę, obym tylko mogła to w całości odliczyć od
    podatku smile
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 157.25.192.* 30.03.01, 11:31
    Dlaczego tylko do cholery 'małżeńskiej'??? W Novum ciągle jakaś panienka pyta
    się ze zdumieniem 'to mąż się inaczej nazywa?' Nawet pani Dr pozwoliła sobie na
    uwagę 'No jeśli jest pani pewna, że to właśnie TEN...' Ciekawe, czy mężatki też
    pyta, czy są pewne, że to właśnie ten... To tak na marginesie
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 29.03.01, 21:55
    Bravo Bacha !!!!!
    100% popieram pomysl psychologa - mysle ze pani Dodziuk bedzie tu swietna (to
    uwaga do Gazety Wyborczej) - na te potrzebe wskazuje wiekszosc (bez obrazy)
    opinii tutejszego forum. Dobrze byloby tez zachecic naszych mezow do
    odwiedzenia tego forum, niech i oni wiedza co w naszych duszach piszczy i niech
    nie mysla, ze tylko ja jedna tak reaguje ale MY wszystkie. Moze Panowie sie
    objawia ???
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 30.03.01, 11:46
    Jesteśmy, jesteśmy… to przecież nie tylko problem
    jednej strony.
    Przeżywamy to wspólnie…
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 30.03.01, 12:16
    REBAS, czy Ty jestes facetem ? To niebywale. Mam nadzieje, ze nie patrzysz na
    nas jak na roztrzesione panny ? Obserwowalam wszystkich Panow w Bialymstoku, za
    kazdym razem zachowywali sie podobnie: spuszczone glowy, ponure miny. Moj maz
    stwierdzil, ze troche sie czuje jak w klubie AA i wszyscy pytaja o to samo: jak
    dlugo czekacie, ile razy probowaliscie, gdzie, za ile itd. Nam kobietom jak
    widac to pomoga, mezczyznom moze potrzebne jest inne podejscie, mniej
    psychoogiczne, bardziej konkretne. Moj maz przed pierwsza proba in-vitro
    wypytywal profesora o ewentualne powiklania przy zabiegu. Wszyscy wiedza, ze
    zawsze cos sie moze zdarzyc, ale bez przesady, on natomiast bardzo dlugo to
    rozwazal i analizowal w obawie, ze cos mi sie moze przytrafic. Kazda forma
    leczenia jest z cala pewnoscia ogromna proba dla kazdej pary. Jest przeciez
    przy tym stres, niepewnosc, lzy. Gdy kobieta placze to nie zawsze trzeba od
    razu szukac ratunku, musi sie po prostu wyplakac i tyle. Facet natomiast widzac
    placzaca kobiete od razu szuka ratunku dla niej, nie wie co robic. CZy Wasze
    opinie sa podobne ? Jak zachowywali sie Wasi partnerzy ? I Ty REBAS - jesli
    jestes facetem ?
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 30.03.01, 14:36
    Tak, jestem chyba jeszcze. W trakcie tej całej zabawy
    to już czasami nie wiem jak się nazywam a co dopiero …
    Jak każdy facet jestem zdesperowany nie daje rady
    pomóc najukochańszej osobie.
    Wiem, że właśnie w tych chwilach należy wykazać się
    spokojem, opanowaniem, ochroną itp.
    Tak to prawda ale nie zawsze jest to oczywiste.
    Wchodzą tu przecież najbardziej podstawowe instynkty –
    rozmnażanie.
    Facet, który nie ma potomstwa jest automatycznie
    wykluczany ze stada.
    Gros zachowań „męskich” bazuje na pokazywaniu siły
    witalnej. Duży samochód, wielkie bicepsy , wielki …. A
    tu doktor Wojewódzki (NOVUM) mówi, że faktor męski
    jest nie istotny, że zawsze jest dawca. To czasami nie
    jest łatwe do przełknięcia. Co moja żona ma nosić
    dziecko kogoś innego. Lwy, przejmując stado zagryzają
    wszelkie młode.. Wiem nie jesteśmy zwierzakami… ale
    wcale nam do nich nie jest daleko.
    Nawet fakt, że obcy facet (instynktownie konkurent)
    coś majstruje przy mojej żonie nie był tak oczywisty
    do zaakceptowania.
    Bawimy się z żoną na tyle długo, że tego typu
    rozważania są już poza mną. Liczy się tyko cel (choć
    czasem nie jest łatwo być opoka spokoju)
    Pogadajcie ze swoimi mężami. Jeśli są szczerzy z wami
    i sami ze sobą to wam naopowiadają aż hej.

    hej.
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 157.25.5.* 30.03.01, 14:49
    Dr Wojewódzki myli się - można także zrobić to z
    udziałem dawczyni komórki jajowej (nie wiem tylko, czy
    w Polsce coś takiego się robi). Ale rozumiem cię
    doskonale, nie po to jestem właśnie z tym konkretnym
    facetem, żeby mieć dziecko (choćby tylko w sensie
    genetycznym) z kimś innym.
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 30.03.01, 14:49
    przeciez w NOVUM praktykuja zaplodnienie in vitro nawet
    wtedy gdy facet nie ma ani jednego plemnika! pobieraja
    wtedy komorki plemnikotworcze z najadzrza i dalej cykl
    jest podobny. facet rownolegle z zona ma robiony
    zabieg.
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.90, 157.25.5.* 30.03.01, 14:52
    Pod warunkiem, że facet ma te komórki. Może nie mieć.
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 30.03.01, 14:55
    Tak, jeśli genetyka jest ok.
    Poza CFTR ją zapewne inne czynniki po tej stronie
    włyajace na przykład na przeżywalnośc embrionu, jego
    zdolność wzrostowe itp. To nie tylko sprawa matki.
    A najłatwej jest (wg. Wojewódzkiego) wyaliminować
    podejżany element i zastąpić go innym sprawdzonym
    Brrrr.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 30.03.01, 08:46
    I Bacha, i Iwona mają rację.
    Lekarz niewiele tu zmieni - bo wiemy dużo więcej niż niejeden lekarz.
    Dobre źródło wiedzy na temat in vitro znajduje się na stronie
    www.dziecko.sitech.pl - polecam.
    Tak naprawdę to powinnyśmy przekonać do idei świadomego macierzyństwa (to
    znaczy możność decydowania i otrzymania wsparcia od Państwa jeśli chcemy mieć
    dzieci a nie możemy i jeśli nie chcemy - to choćby częścowa refundacja środków
    antykoncepcyjnych) jakąś organizację polityczną, która przforsowałaby tę ideę w
    parlamencie przełożywszy najpierw na ustawę.
  • maas 30.03.01, 15:03
    Witam,

    dziekujemy za wszystkie sugestie! Ciesze sie, ze Forum pomaga Wam rozmawiac i
    wymieniac doswiadczenia. Wkrotce ruszy forum eksperckie zwiazane z tematem
    nieplodnosci. Nie moge jeszcze powiedziec, jakiego specjaliste zaprosimy, ale
    wezmiemy pod uwage Wasze opinie, ktore przekazalam redaktorom dzialu Zdrowie.

    W przypadku forow eksperckich pytania mozna zadawac na nich juz od momentu
    otwarcia forum, a zaproszony ekspert odpowiada na nie z czestotliwoscia
    odpowiednia dla liczby pytan. W najblizszych tygodniach zagladajcie wiec na
    strone glowna Forum, do dzialu "Zapytaj Eksperta".

    Pozdrawiam!

    Marta Sikora
    (redaktor Forum)


    Gość portalu: Bacha napisał(a):

    > To swietna idea. Oprocz lekarza - eksperta od nieplodnosci i sztucznego
    > zaplodnienia prosze o dobrego psychologa i reprezentanta z ministerstwa
    > zdrowia. Ekspertem od nieplodnosci i sztucznego zaplodnienia jak sie okazuje
    > jest niejedna z piszacych tu dziewczyn. Kazda wie bardzo duzo, chyba az za duzo
    >
    > jak na przecietna kobiete. Psycholog potrzebny, bo jak na razie same sobie
    > udzielamy psychologicznych porad i swiadczymy uslugi terapeutyczne. No i ktos z
    >
    > Ministerstwa Zdrowia, bo moze wreszcie tak przy okazji prowadzenia polityki
    > prorodzinnej ktos pomyslalby o finansowej stronie leczenia, nie mowiac juz o in
    > -
    > vitro. To ewenement w skali europejskiej i niestety bardzo bolacy problem. Ale
    > i tak dzieki za zainteresowanie.

  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 30.03.01, 09:30
    CFTR = cystic fibrosis
    gen, który powoduje Mukowiscydozę
    więcej informacji pod adresem www.muko.med.pl
    lub www.mukowiscydoza.pl

    to paskudna sprawa i należy to zweryfikować przed całą
    zabawą.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 30.03.01, 17:45
    Dziękuję za informacje.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 30.03.01, 15:58
    Zaczynam się zastanawiać nad in vitro w Białymstoku. Napisz ile dni spędziłaś
    tam, ile razy jeździłaś najpierw na badania, później obserwację cyklu. Jak to
    się odbywa, czy najpierw się umawiałaś telefonicznie na wizytę, czy jechałaś w
    ciemno. Jak wygląda pierwsza wizyta, etc.
    Mam do Białegostoku 365 km (w jedną stronę) i chciałabym jakoś to sobie
    zaplanować.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 02.04.01, 16:55
    Juz odpowiadam na wszystkie pytania. Do Bialegostoku masz faktycznie daleko,
    ale spotkalam tam wielku ludzi z bardzo daleka, dla ktorych taka odleglosc nie
    stanowila przeszkod. Ja za namowa opiekujacej sie mna od wielu lat pani
    profesor trafilam do prof. Mariana Szamatowicza, do jego prywatnego gabinetu,
    gdzie oprocz niego przyjmuje syn dr Jacek Szamatowicz. Gabinet nazywa
    sie "Medgyn", miesci sie przy ul.Dabrowskiego 20, telefony: 0-85 652-20-25. Bez
    problemu mozna sie umowic na wizyte. Wizyta kosztuje 80 zl.Wiem jednak, ze
    oprocz profesora wlasciwie wszyscy lekarze zajmujacy sie in-vitro w Klinice w
    Bialymstoku przyjmuja pacjentow. Dr Kuczynski, o ktorym wiele razy byla mowa na
    forum przyjmuje w swojej klinice w Kriobanku (zajrzyj na ich strony
    internetowe),inni z kolei w samej klinice (tez sa w internecie). Roznica jest
    taka, ze w Kriobanku jest dosc drogo, bo za kazde badanie krwi, USG itd placisz
    dodatkowo juz w trakcie trwania programu in-vitro, ale za to maja bardzo
    luksusowe warunki, wlacznie z pokojami goscinnymi.
    Jesli po zapoznaniu sie z Twoja dokumentacja prof. Szmatowicz (u innych jest
    podobnie)od razu zakwalifikuje Cie do programu in-vitro to wyglada to tak, ze
    przepisuje Ci jakis lek, ktory bedzie podstawa programu, pozniej zglaszasz sie
    w wyznaczonym dniu na badanie krwi i USG. Po badaniu prof. wyznacza dzien, w
    ktorym nalezy sie zglosic do niego i byc przygotowanym na pozostanie w
    Bialymstoku, bo badania odbywaja sie codziennie. Gdy juz sie zjawisz chodzisz
    na badania - w Medgynie za nie nie placisz dodatkowo, tylko za caly program,
    ok. 800 zl, no i osobno leki (ceny sa rozne, ale raczej nie wymysla
    najdrozszych). Nie bede Ci pisac o wszystkich cenach, bo to jest naprawde
    bardzo indywidualne, o wszystkich szczegolach mozna sie dowiedziec przez telefon
    (pielegniarka jest bardzo zyczliwa). Kiedy wreszcie wszystkie badania (krew i
    USG) beda wskazywaly na to, ze jestes gotowa dowiesz sie kiedy masz sie zjawic
    w klinice - razem z mezem. Do Kliniki trafiaja wszystkie pacjentki, od
    wszystkich lekarzy przyjmujacych prywatnie, tu placisz 1100 zl. lub wiecej w
    zaleznosci od nasienia meza. Cala procedure zabiegu objasnia Ci na miejscu wiec
    nie bede Ci jej dodatkowo opisywac. Na biezaca dowiadujesz sie o wszystkich
    badaniach. Gdy bedziesz tam na pierwszej wizycie dowiedz sie od razu o noclegi.
    Sa rozne, jest akademik, prywatne kwatery, hotele. Ja bylam w hotelu Pastel, bo
    jest najblizej kliniki, no ale to dodatkowy wydatek. Blisko kliniki jest tez
    jakis hotel pielegniarek czy cos takiego. Trzeba zapytac na Forum kogos innego,
    kto z niego korzystal. atmosfera jest przyjazna, zdziwisz sie tylko jak wiele
    jest tam par. ja za pierwszym razem bylam przerazona ich liczba. Najlepiej wiec
    umowic sie na wizyte. Gdziekolwiek zdecydujesz sie pojechac wszedzie Ci
    wszystko dokladnie wytlumacza i odpowiednio pokieruja. Powiedza Ci tez o
    kosztach. Nie ma wiec na co czekac. Ja z Medgynu jestem zadowolona, choc po
    dwoch razach sie nie udalo. Nie przypisuje jednak winy lekarzom, bo jak sie
    zorientowalas to raczej nie ich wina. POjade tam znowu moze pod koniec roku,
    moze na poczatku przyszlego. Na razie musze troche psychicznie odpoczac. A to
    Forum bardzo mi w tym pomaga. Serdecznie pozdrawiam i bierz sie do roboty.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 21:33
    Ile kosztowal ten hotel i czy masz na niego jakies namiary (tel). Pojedziemy
    tam 9 dnia cyklu (zaraz po Wielkanocy) i chce pobyc w samym Bialymstoku nie
    dluzej niz to konieczne. Potem udac sie w okoliczna dzicz - czyli do
    Biebrzanskiego Parku Narodowego i tam mam namierzone gospodarstwo
    agroturystyczne. Podczas tej 1no dniowej wizyty zafundowalismy sobie
    Golebiewskiego (taryfa weekendowa 150zl) ale jest to kolos a ja nie gustuje w
    takich. Napisz prosze po ilu dniach mialas transfer ? Bo po moich poprzednich
    doswiadczeniach (12 dni) tak tez sobie planuje miedzy 12 a 14.
    Acha wiem ze ciagle Ci "wisze" kolejnego psychologa w W-wie ale niestety
    opoznienie nie wynika z mojej winy. Choc chyba coraz mniej go potrzebujesz, dla
    pocieszenia Ci powiem, ze choc wydawalo mi sie ze jestem juz spokojna to rano
    podczas robienia zastrzyku (a raczej dyskusji jak go zrobic) nerwy mi puscily.
    Czy mi straczy optymizmu, gdy co krok takie glupoty wytracaja mnie z rownowagi.
    Coraz mniej w to wierze. A moze wlasnie o to chodzi albysmy sie calkiem
    zniechecily ....KOniec juz tych czarnych mysli, herbatka z melisy i do snu.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 21:38
    Ja mam ponad 600km a oni naprawde maja doswiadczenie i
    sa jedyna klinika oprocz Novum, ktora uczciwie podaje
    wyniki - popatrz na wymieniona gdzies strone
    www.dziecko.sitech.pl (gdzies tam sa ich rezlultaty
    rok po roku) w pierwszych latach skutecznosc =10%. A
    teraz zastanow sie ile lat robia in vitro w Poznaniu
    (1 rok ???). No chyba ze chcesz eksperymentowac, ja
    juz to przeszlam w Consilium - nie warto byc krolikiem
    doswiadczalnym.
  • Gość: Krystyna IP: *.cs.bialystok.pl 30.03.01, 19:23
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Okazuje sie ze w calej Europie tylko w Polsce placi sie za zaplodnienie invitro
    > . Moim zdaniem takie zabiegi powinny byc dofinansowywane przez kasy chorych.
    > Pisze o tym dlatego ze od trzech lat nie moge zajsc w ciaze - invitro jest osta
    > tnia deska ratunku. Jak na ironie losu pracuje w Domu Malego Dziecka i bardzo,
    > bardzo kocham dzieci. Niestac mnie na kredyt - nasza zarobki razem z mezem wyno
    > sza 1200 zl.Jak mam sie pogodzic z takim losem?

    To nie jest ostatnia Twoja deska ratunku.Nie musisz godzic sie z losem, a nawet
    powinnas pomoc sobie sama: zainteresuj sie DIETA OPTYMALNA, wystarczy troche
    dobrej woli i troche czasu i wszystko sie ulozy bez drogich zabiegow in vitro.
    Wprawdzie ten problem mnie nie dotyczy, ale wiem, ze nieplodnosc, zanik
    miesiaczki u dziewczat (wystepujacy czesto razem z bulimia, czy anoreksja)
    depresja, depresja poporodowa, predwczesna menopauza, choroby tarczycy, nerwica,
    agresja itp.biora sie z niedoborow tluszczu zwierzecego w jedzeniu (chormony
    organizm wytwarza z cholesterolu). Pozdrawiam. Krystyna.
  • Gość: Ewa IP: *.olsztyn.ppp.tpnet.pl 31.03.01, 23:52
    Krysiu zacytowałaś mój list; moze napiszesz mi o co chodzi z tą optymalną
    dietą. Pytam bo próbowałam już wszystkiego nawet wizyty u bioenergoterapeuty -
    stwierdził że mam w sobie bardzo dużo energii i kazał mi wsoółżyć z mężem kiedy
    będę bardzo bardzo zmeczona - czyli mam przyjść z pracy wypastować podłogi,
    zrobic pranie, wyprasowac sterte ubran i do roboty... dobre co?
    Przepraszam ale nie wierze w zadne cholerne cuda. Ja po prostu potrzebuje
    pieniedzy na invitro i szlak mnie trafia jak słysze o polityce prorodzinnej.
    Jesli juz nie mamy dzieci to moze powiini nas zwolnic od placenia podatkow.

    DO WSZYSTKICH

    Dziewczyny bardzo wam dziekuje ze jestescie, ze piszecie...
    Niestety nie moge zbyt czesto korzystac z netu, ale jak tylko tu wchodze czytam
    wszystkie listy od poczatku i jest mi troche lzej na sercu.
    Baaaaardzo dziekuje i serdecznie pozdrawiam wszystkie PRZYSZLE MAMY!!!!!!
    Ewa
  • Gość: Krystyna IP: *.cs.bialystok.pl 02.04.01, 15:00
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Krysiu zacytowałaś mój list; moze napiszesz mi o co chodzi z tą optymalną
    > dietą. Pytam bo próbowałam już wszystkiego nawet wizyty u bioenergoterapeuty -
    > stwierdził że mam w sobie bardzo dużo energii i kazał mi wsoółżyć z mężem kiedy
    >
    > będę bardzo bardzo zmeczona - czyli mam przyjść z pracy wypastować podłogi,
    > zrobic pranie, wyprasowac sterte ubran i do roboty... dobre co?
    > Przepraszam ale nie wierze w zadne cholerne cuda. Ja po prostu potrzebuje
    > pieniedzy na invitro i szlak mnie trafia jak słysze o polityce prorodzinnej.
    > Jesli juz nie mamy dzieci to moze powiini nas zwolnic od placenia podatkow.
    >

    Bardzo Ci wspolczuje, ale wiem, ze bardziej niz mojego czy czyjegokolwiek
    wspolczucia potrzebujesz konkretnej pomocy i niekoniecznie pieniedzy na kosztowny
    zabieg.NAJBARDZIEJ CENNA RZECZA JEST WIEDZA, niewiedza kosztuje, za niewiedze
    czlowiek drogo placi. Dieta optymalna, to bardzo rozlegly temat i wymaga czasu na
    czytanie, skupienia i cierpliwe poznawanie tego, co sie czyta. Wszak nawet
    niektorzy lekarze i dietetycy z poznaniem istoty przemian biochemicznych w
    organizmie ludzkim maja klopot, choc sa absolutnie przekonani, ze wszystko wiedza
    najlepiej i do konca.A stan zdrowia spoleczenstwa jest coraz bardziej tragiczny.
    Zajrzyj do watku: Dieta "?" z 28.03.2001 r.- tam sie odezwalam po raz pierwszy i
    30.03.2001 r. wymienilam adresy stron zawierajacych duzo tresci na temat diety
    przywracajacej prawidlowe funkcjonowanie gospodarki hormonalnej miedzy innymi
    zaburzeniami wynikajacymi z niewlasciwej i niedostatecznej diety. To brzmi
    banalnie, ale nie ma i nie bedzie nigdy lepszego sposobu na odzyskanie zdrowia
    jak dieta zawierajaca optymalna proporcje bialka, tluszczu i weglowodanow.Masz na
    prawde ogromna szanse na spelnienie marzen. Serdecznie pozdrawiam. Krystyna.
  • Gość: ola IP: 212.244.46.* 02.04.01, 09:52
    Bardzo lubię słuchać (czytać) ludzi, którzy wypowiadają się na jakiś temat nie
    mając o nim najmniejszego pojęcia...
    W ciągu czterech lat starań o dziecko trafiałam do różnych "specjalistów".
    Pierwszy, do którego trafiłam twierdził, że posiada pewne właściwości
    powodujące, że jego pacjentki z takim problemem zachodzą w ciągu trzech
    następnych miesięcy w ciążę. Więc kazał mi czekać, a jak nic nie wyjdzie, to
    miałam przyjść po pół roku. Więcej do tego lekarza nie poszłam. Następny kazał
    obserwować cykl (wykresy temerarury itp). Zrobiłam też badania hormonalne.
    Pomimo dobrych wyników zalecił mi dietę bogatą w tłuszcze zwierzęce. Przytyłam
    3 kilogramy i... zmieniłam lekarza.
    To tyle o cudownych alternatywnych sposobach - skuteczność ich silnie się wiąże
    z wiarą (wiara czyni cuda).
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 02.04.01, 14:55
    ja tez Olu miałam do czynienia ze specjalistami pokroju
    o jakim wspomniałaś. dlatego tez ostatnia deska ratunku
    jaka wykorzystalam zreszta, okazala sie dla mnie
    klinika leczenia nieplodnosci w Warszawie. takich
    miejsc jest w Polsce kilka. nie jest to leczenie tanie,
    ale pracuja tam ludzie ktorzy sie specjalizuja w
    leczeniu nieplodnosci. w Warszawie Novum w Bialymstoku
    wspomniana juz tutaj nie raz klinika i w innych
    miastach. nie trac czasu tak jak ja tracilam u
    niesolidnych lekarzy wyludzaczy pieniedzy /czestokroc/i
    zastanow sie gdzie masz najblizej do takiej
    placowki.pozdrawiam
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 02.04.01, 21:10
    Byc moze zbyt mocno chodze po ziemi ale jeszcze nie spotkalam nikogo, kogo by
    taki "cudotworca" wyleczyl w diety cud tez nie wierze, powod -czytaj powyzej.
    Ale ja z innym problemem. Zastanawialam sie co moge napisac o Bialymstoku czego
    o czym nie mowilyscie tu do tej pory. Moje wrazenia po sobotniej wizycie sa
    podobne. Obsluga przemila i szybka, moze nawet zbyt szybka jak na mnie.
    Poniewaz od dzis biore pierwsze zastrzyki na poczatek wpadlam w zly nastroj,
    kiedy pani pielegniarka pol godziny czytala skierowanie po czym oswiadczyla ze
    nic nie moze odczytac i mam czekac na lekarza. Na te okolicznosc postanowilam
    sama sobie robic zastrzyki (podskornie) bo mam dosc. Co za paranoja, ze
    zrobienie zastrzyku urasta do problemu 2 godzinnego. Oczywiscie jak wspominala
    Iwona na panstwowe placowki nie ma co liczyc, ale nie dziwie sie bo na zleceniu
    nie ma pieczatki szpitala tylko prywatnego gabinetu. Pani w koncu po aferze
    zrobila mi zastrzyk rzucajac z pod nosa co to za lekarz ze tak niewyraznie
    pisze. Dobra rada na przyszlosc - zlecenie wypisane na maszynie lub pismem
    technicznym.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 03.04.01, 10:32
    Zastrzykami sie nie przejmuj, ja robilam je sobie sama. Najpierw oczywiscie
    chcialam chodzic do pielegniarki, ale przy drugim zastrzyku tak jakos zrobilo
    sie zimno, ze nie chcialo mi sie ruszac z domu. No i wzielam sie na odwage (a
    pod tym wzgledem raczej odwazna nie jestem). Po pierwszym bylo juz lepiej,
    potem to juz rutyna. Po co masz sie jeszcze denerwowac na jakies przemadrzale
    baby, ktore ciagle wypytuja po co i na co i w ogole. Zycia szkoda. Ten zastrzyk
    nie jest tak trudny jak sie wydaje. Kochana, jesli nawet ja sie przemoglam to
    Tobie uda sie tym bardziej. Co do hotelu to mieszkalismy w hotelu Pastel, cen
    nie pamietam, ale chyba jest tanszy od Golebiewskiego (wszystko jest w
    internecie na stronach hoteli). Hotel jest bardzo ladny, czystosc bez zarzutu
    raczej kameralny i przytulny, z restauracja, i znajduje sie zaraz na przeciwko
    kliniki AM. Jest tam tez silownia - wazne byc moze dla faceta, bo przynajmniej
    bedzie mial sie gdzie wyladowac. Z tymi dniami transferu to nie zawsze da sie
    tak wyliczyc. Za pierwszym razem bylo idealnie: 9 dzien wizyta, wyniki byly w
    porzadku, pozniej codziennie badania krwi (poziom estradiolu) i USG, 12 dnia
    pobranie, 14 transfer- jak w zegarku. Za drugim razem - teraz gdy bylam w
    marcu, troche sie to poprzesuwalo, bo mialam za niski poziom estradiolu i
    dodatkowo musialam brac zastrzyki Gonalu F, pobranie odbylo sie w 15 dniu, a
    transfer w 17. Pobyt wiec troche mi sie przedluzyl. To wszystko zalezy od
    wynikow poziomu estradiolu i pecherzykow. Nie denerwuj sie tak, bo to w niczym
    nie pomaga. Sama wiesz. Z nastawieniem tez jest roznie, jednym pomaga skrajny
    pesymizm innym optymizm. Rob tak zeby sobie nie szkodzic a bedzie dobrze. Nerwy
    sa niewskazane zwlaszcza po transferze, nieuwaznie chwycisz cos ciezszego itp.
    i bedziesz sie zamartwiac. Ja tak sobie mysle, ze lepiej sie na zapas nie
    martwic, bo i tak zmartwien jest dosc, moze wiec lepiej przez ten krotki czas
    zwiazany z przygotowaniami i oczekiwaniem na wyniki myslec o tym, ze sie uda,
    bo przeciez kiedys w koncu musi. Ja w kazdym razie bardzo w to wierze, trzymam
    za Ciebie kciuki i bardzo, bardzo bym chciala, zeby Ci sie udalo. Czy po
    powrocie do domu bedziesz chodzic do pracy ?
    Glowa do gory. Pozdrawiam i czekam na wszystkie wiadomosci z przygotowan.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 03.04.01, 11:09
    Nie miej mi za złe, ale muszę się zapytać - czy już wiesz?
    Robiłaś test?
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 03.04.01, 11:44
    Chodzi Ci o wynik ? Zabieg in-vitro mialam na poczatku marca, transferowano mi
    trzy zarodki - to duzo, ale sama o nie prosilam, bo poprzdnio byly dwa i bez
    rezultatu. Lekarz popatrzyl, pomyslal i sie zgodzil, mimo ze trzy transferuje
    sie kobietom ok.35 roku zycia. No wiec lezalam cierpliwie i czekalam, testu
    jednak kupic nie zdazylam, bo zaczal mi sie okres. ZGROZA. Wyplakalam wiec
    wszystkie lzy zalu, bezsilnosci, wscieklosci i smutku. Szybko wrocilam do
    pracy, zeby nie myslec, no i dalej czegos szukac. Z tego szukania znalazlam
    Forum i moglam sie troche odstresowac. Nadal szukam psychologa i czekam na
    ekspertow, ktorzy maja byc, bo jak wiesz napisalam do Pani Marty z Gazety,
    ktora ktoregos razu obiecala, ze zainteresuje sie tematem. Ogolnie mowiac Forum
    bardzo mi pomaga, bo jest to jedyne miejsce, gdzie mozna sie wygadac i spotkac
    ze zrozumieniem. Przyjaciolki sa dobre, ale zwykle mowia, ze wspolczuja, patrza
    litosciwie itd. A my nie potrzebujemy wspolczucia, bo nie jestesmy ani
    tredowate ani ulomne. Potrzebujemy skutecznej pomocy i tyle. Mi pomagaja
    informacje od innych, proponowane na Forum artykuly i ksiazki do przeczytania i
    ZROZUMIENIE. No ale to tez sprawa indywidualna, bo kazdy jest inny i czego
    innego potrzebuje. A test - wierze, ze przyjdzie taki dzien, ze bedzie
    potrzebny.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 03.04.01, 15:05
    I czemu nas to spotyka?! Bezsilność, prawda? U mnie
    też kolejna stymulacja nic nie dała (oprócz straconych
    600,00zł). Właśnie wczoraj się o tym przekonałam i w
    związku z tym jestem dziś cierpiąca. Wiem, że Twoje
    rozczarowanie jest większe, ponieważ w jakiś sposób
    miałaś te dzieci...
    Zobaczysz, następnym razem będzie inaczej. A ja muszę
    przejść jeszcze pewną drogę do in vitro (jeszcze
    inseminacja mnie czeka czyli powtórka z "rozrywki").
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 03.04.01, 16:00
    Czym Cie stymulowali ? Ja na poczatku stycznia zczelam stymulacje Synarelem i
    wyszla klapa, bo w ogole nie zadzialal. Bardzo sie profesor dziwil, ale dal mi
    co innego. Coz czasem tak bywa, oprocz kasy szkoda czasu, bo tego juz nikt nie
    zwroci. POzdrawiam.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 04.04.01, 09:38
    Ostatnio brałam Humegon (jeden zastrzyk pięćdziesiąt pare zł), a wcześniej -
    nie pamiętam, bo to było ponad rok temu (przed laparoskopią, po lap. leczyłam
    się Danazolem, a potem pare miesięcy "inwencji własnej").
  • Gość: Julka IP: 212.244.180.* 25.05.01, 13:34
    Dziewczyny, dajcie sobie spokój z dietą optymalną, proszę was!!!
    Krystyna i inni "optymalni" wierzą, że ich dieta jest lekiem na całe zło i
    pomaga każdemu - jeśli zajrzycie na jakąkolwiek stronę "optymalnych" lub
    poczytacie o nich na Forum same dojdziecie do podobnych wniosków, nie dajcie
    sobie nic wmówić. Szczerze życzę powodzenia w osiągnięciu upragnionego celu.
  • wrona 03.04.01, 11:51
    Witam Was Panie po raz pierwszy. Ja i mój mąż jesteśmy na początku drogi w
    walce o dziecko w przychodni "Novum". Już po pierwszej wizycie wróciła mi
    nadzieja, że może nasze życie wreszcie będzie miało sens. Trafiłam do doktora
    Wojewódzkiego, mam wrażenie że jest to człowiek konkretny i wie o co
    chodzi.Trochę przeraża mnie tempo w jakim to wszystko się odbywa.
    Zaczęliśmy w Klinice w Lublinie, bezmyślnie wierząc w fachowść doktora nauk
    medycznych straciliśmy 6 lat na wykonywanie inseminacji (11 razy)bez żadnej
    kontroli, tak na chybił trafił. Przez ten okres pan doktor przypisał mi tylko
    kwas foliowy i czekaliśmy na cud.
    W tej chwili jesem oburzona na samą siebie, że wcześniej nie zmieniłam lekarza,
    pomimo że czułam bezsens tego leczenia. Zmyliły mnie tzw. "dobre rady
    życzliwych", którzy znali renomę tego lekarza z przeszłości. W tej chwili pan
    doktor jest na emeryturze i mam nadzieję, że nie będzie zajmował się leczeniem
    niepłodności prywatnie.
    Smutne jest to, że jesteśmy pozostawione z naszym problemem same sobie. Trudno
    jest się czegoś dowiedzieć z prasy czy z telewizji, nie mówiąc o rodzinie. W
    mojej rodzinie nikt z tym problemem nie miał do czynienia. Dziękuję Wam za tą
    dyskusję. Mam propozycję byśmy zebrały nasze doświdczenia i skierowały je do
    naszej Pani Prezydentowej, która szczyci się działalnością społeczną na rzecz
    kobiet i dzieci. Może będzie miała jakąś możliwość zwrócenia uwagi na nasze
    problemy ludziom na najwyższym szczeblu?
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 03.04.01, 11:58
    nareszcie dobre słowo o Novum. Ja też chodziłam do tej
    kliniki i miałam podobne odczucia do Twoich. Nie
    przerażaj sie szybkością. ja poszłam pierwszy raz 28
    listopada, a 23 marca juz byłam w ciąży. pisz o swoich
    odczuciach w Novum. jestem bardzo tym zainteresowana.
    życzę powodzenia.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 03.04.01, 12:05
    Witamy rowniez, Pani Prezydentowa czy ktokolwiek kazdy pomysl jest dobry.
    Jeszcze troche i bedziemy stanowily niezle lobby. Pozdrawiam.
  • Gość: EwaP IP: 194.181.127.* 03.04.01, 12:33
    Co do Novum i dr Wojewódzkiego, to też na początku leczenia u niego myślałam że jest za szybki. Ale teraz wiem,
    że to czas jest za szybki a nie on. To, że od dwóch lat nie zmarnowałam ani miesiąca zawdzięczam również
    jemu. Czas leci nieubłaganie i po kilku latach usłyszysz "gdyby Pani przyszła trochę wcześniej....": Zaufaj mu,
    Novum naprawdę jest profesjonalne (przynajmniej w porównaniu z innymi - a mam porównanie). Tak naprawdę to
    wszystkie c ciałybyśmy aby lekarze poświęcali nam więcej czasu, cierpliwie tłumaczyli, pocieszali itp. itd. Ale z
    drugiej strony zobaczcie co się dzieje, ile pacjentek jest przyjmowane dziennie - jak wielki jest to problem i jak
    przemilczany przez nasze wspaniałe Państwo. Trzeba być wdzięcznym tym niewielu którzy starają się to robić
    dobrze, że w ogóle są w takiej sytuacji.
    Ja w tej chwili zaczynam kolejne podejście do in vitro w Novum, więc do zobaczenia.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 03.04.01, 19:33
    Bacha masz racje z tymi zastrzykami, zrobilam sobie sama rano i super...
    jeszcze zyje. Koszmar z pielegniarkami polega na tym ze panicznie boja sie
    odpowiedzialnosci. Mnie lekarz przepisal po 1/2 ampulki Decapeptylu a to jest
    jednorazowy zastrzyk, wiec dowiedzialam sie ze nie zrobi mi z tej samej
    ampulki, czyli powinnam do zastrzykow na wstepie doplacic 16x 40zl, dla jej
    komfortu. Komfort stworzylam sobie sama i polecam wszystkim ktorzy jeszcze tego
    nie probowali (oczywiscie zastrzyk podskorny a nie domiesniowy).

    A teraz do Oli- dowiedz sie dokladnie jakie szanse daja Ci inseminacje.
    Osobiscie nie slyszalam o zadnym przypadku ciazy z inseminacji a i doswiaczenie
    Wrony i innych swiadczy o tym ze niekoniecznie jest to najlepsze wyjscie.

    Co do nerwow (ktore jak doswiadczam niewiele maja wspolego z nadzieja)to
    niestety martwienie sie na zapas jest wpisane w moje geny (cala rodzina taka)
    wiec moze ktoras z Was ma jakies sposoby - medytacje, gra w scrabble itd. Do
    konca majowego weekendu jestem na urlopie (najpierw w bialymstoku i okolicach
    potem nad pl morze (lekarz o dziwo zezwolil). Chyba ze bede sie zle czula (oby
    to byly potworne mdlosci !!!!). Wiec pewnie cos do tej pory bede wiedziec czy
    jest dzidzius czy nie.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 04.04.01, 09:24
    A`propos inseminacji; jest to element, a raczej etap, który muszę przejść w
    drodze do in vitro. Lekarze muszą mieć pewność, że inaczej niż in vitro się nie
    da, więc próbują najpierw alternatywnych sposobów tj. stymulacja i inseminacja.
    Mój mąż też ma nadzieję, że się uda bez in vitro... Ja też bym tak chciała, ale
    czas pokaże. Zgodziłam się na dwie inseminacje, a jeśli nie pomogą - to
    oczywiście idę na zabieg in vitro.
    Nie wiąże nadziei z tym zabiegiem, ale (jak już napisałam) muszę go przejść,
    żeby coś tam udowodnić lekarzom i mojemu mężowi.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 04.04.01, 21:15
    Rob tak aby dla Ciebie bylo najlepiej - to Ty bierzesz hormony (w koncu
    nieobojetne dla zdrowia w dluzszej perspetywie) - nic wbrew sobie, a juz na
    pewno nie musisz niczego udowadniac lekarzom - oni sa dla Ciebie (za te ogromna
    kase jaka biora) a nie Ty dla nich -
    cokoklwiek zdecydujesz i tak zawsze trzymam kciuki za CIEBIE.
  • Gość: Ava IP: *.poznan.pl 29.04.01, 11:45
    Ja też leczyłam się w Poznaniu. I też wydawało mi się, że po inseminacjach się
    raczej nie udaje. Tym bardziej, że nikt nie chciał powiedzieć jakie mają wyniki.
    Przeważnie udawało się dziewczynom zajść w ciąże we własnym łóżku i to po wielu
    latach prób. Ostatnio był wysyp wśród moich znajomych - i to takich gdzie
    mężowie mieli zero plemników.... Słyszałam kiedyś od jednego starszego lekarza,
    że on ma najlepsze wyniki w grudniu...Nie umiał wytłumaczyć jak to jest...Ale
    potwierdza się to w moim przypadku... Samo z siebie po latach przyszło w
    ostatnim miesiącu roku właśnie...Pozdrawiam
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 04.04.01, 09:47
    To Ci sie szykuja wakacje przy nadzieji. Badz dobrej mysli, co ma byc to
    bedzie. Ja Ci zycze wiec "potwornych mdlosci" i rozowych kresek na tescie. I
    dla poprawy nastroju lepiej martw sie co zrobisz jak jak beda trojaczki.
    Serdecznie pozdrawiam.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 03.04.01, 19:53
    Popieram Twoją propozycję. Opinia społeczna nic nie wie o problematyce
    niepłodności, a przecież dotyczy to co szóstego małżeństwa. Dla nas kobiet
    pragnących dziecka każda pomoc jest potrzebna, tak psychologiczna, finansowa
    jak i medyczna-a mam tu na myśli dostęp do usług medycznych, który niestety
    jest żaden.
    Pozdrawiam Was wszystkie moje bezsilne koleżanki.
  • Gość: zaza IP: 213.123.25.* 03.04.01, 22:05
    moja siostra probowala wszystkiego i w Polsce i za granica przez 10 lat i nic.
    zaadoptowali dwojke dzieci i......ciaza ta upragniona. cuda sie zdazaja. trzy
    lata pozniej .....kolejna ciaza blizniaki, Mowie wam ludzie nigdy nic do konca
    nie jest stracone.
  • Gość: Wrona IP: 195.117.192.* 04.04.01, 08:13
    Podtrzymuję propozycję zwórecia się do Pani J.K. zdobyłam adres do jej fundacji
    http://www.j.kwasniewska.aid.org.pl/html/glowna.html. Zastanawiam się nad
    treścią , bo chciałabym by to brzmiało tak by nie można było przejść obok
    naszego problemu obojętnie. Nie jestem polonistką i jeśli ktoś miałby pomysł ,
    proszę o kontakt.
    Wczoraj byłam u ginekologa w moim rodzinnym miasteczku , chciałam zrobić
    badanie cytologiczne, niestety ginekolog stwierdził, że nie ma na to kontraktu
    i nie zrobi żadnego badania , bo bada tylko kobiety w ciąży. A ja nie mogę
    dostać od niego nawet skierowania do gabinetu zabiegowego na pobranie krwi do
    badań WR,HBS,HCV,HIV."Świetna" jest nasza reforma zdrowia. Wczoraj na badania
    wydałam 700 zł a mieięcznie zarabiam 900 zł.



  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 04.04.01, 09:07
    Proponuję zamieścić ładny wstęp - celem zainterecowania, a następnie dołączyć
    link do tego forum. Nikt lepiej tego nie opisze...
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 04.04.01, 09:51
    Co nam szkodzi napisac. Proponuje, by kazda zastanowila sie nad trescia listu,
    a pozniej jakos to polaczymy.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 04.04.01, 21:11
    Dlaczego by przy okazji nie wykorzystac profesjonalnego dziennikarza do
    zwrocenia uwagi na nasz problem - oczywiscie dziennikarza, ktory potrafi
    napisac nie tylko o kosztach finansowych (bo one sa ogromne i to jakby nie
    ulega watpliwosci- czytalam juz na ten temat z 5 artykulow) ale o fizycznych i
    psychicznych. O zwodzeniu nas latami roznymi kuracjami, o nieprofesjonalizmie i
    niewiedzy lekarzy domowych i ginekologow, ktorzy nie potrafia postawic
    wlasciwej diagnozy latami, o wykorzystywaniu przez roznych "cudowtworcow".
    Kazda z nas ma swoja historie - pomiedzy 15 lat a 1 rokiem, kiedy
    lekarze "przpisuja" nam urlop i niemyslenie o dziecku, nie uczac nas jak nie
    myslec. A tu kolejny list wskazuje na to, ze mozna sie poddac i wtedy dziecko
    przychodzi. Tylko ze zadna z nas nie chce, nie umie sie poddac, ja np nie moge -
    zaden cud w moim malzenstwie sie nie zdazy - natura wykluczyla nas naturalnego
    maciezynstwa. Ad rem... Mysle tu o Barbarze Pietkiewicz z "Polityki", ktora
    uprawia doskonale dziennikarstwo dotykajac trudnych tematow. Ostatni artykul
    (www.polityka.pl) mowi o tym czy matki schizorfeniczki maja prawo do dzieci.
    Chce sie z nia skontaktowac i zaprosic do naszego forum - co Wy na to ?
    Jedno jest pewne jak rozpetamy te burze to bedziemy sie musialy ujawnic -
    przynajmniej dziennikarzom i prezydentowej. Czy jestesmy gotowe na to ?
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 04.04.01, 21:18
    Dziewczyny mam 10 ampulek Metrodinu, wazne do czerwca tego roku. Z
    przyjemnoscie przekaze je komus kto potrzebuje - prosze o kontakt
    invitro@sekretna.pl
  • Gość: wrona IP: 195.117.192.* 05.04.01, 07:13
    Uważam, że to dobry pomysł by zaangażować w naszą akcję dziennikarza, bo zwykły
    list e-mail od anonimowych osób mógłby przejść bez echa, a prasa ma jednak
    większą siłę przebicia. Ale czy ktoś z dziennikarzy będzie chciał nam pomóc tak
    tylko dla samej idei? Jeśli by się udało było by świetnie.
    A swoją drogą możemy wysyłać pojedyncze e-maile na adres Fundacji J.K. może jak
    będzie ich więcej to kogoś zainteresuje.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 05.04.01, 09:57
    Hathor, jesli masz tylko czas i mozliwosc to nie ma
    przeszkod bysmy zainteresowaly nasza sprawa
    red.Pietkiewicz. Artykul czytalam, zreszta nie ten
    jeden porusza istostne problemy ludzkiego zycia.
    Faktem jest jednak, ze artykuly, ktore ukazywaly sie
    do tej pory gdziekolwiek na temat in-vitro zawsze
    skupialy sie na promowaniu danej placowki i jej
    skutecznosci, opisywaly te przypadki, ktorym sie
    udalo. Jak jest naprawde same wiemy najlepiej. Z
    ujawnieniem sie nie ma problemu, przynajmniej z mojej
    strony. Zdaje sobie bowiem sprawe, ze zwiazkow z
    podobnym problemem jest duzo duzo wiecej, tylko po
    pierwsze nie kazdy chce o tym mowic, po drugie do
    naszego Forum maja dostep niektorzy, no a po trzecie
    sa pewnie i tacy, ktorzy nawet nie wiedza jak to
    powiedziec, bo presja otoczenia jest silniejsza od ich
    uczuc. Ktos kto nie zaczal sie w ogole tym zajmowac i
    tylko przypuszcza, ze cos jest nie tak nawet nie zdaje
    sobie sprawy, ze nie jest sam. Wiekszosc z nas ma
    podobne doswiadczenia z lekarzami, ktorzy mowia, ze
    wszystko jest OK i ze trzeba cierpliwie czekac, a
    pozniej sie okazuje, ze jest juz bardzo pozno. Ewa,
    ktora zaczela te cala dyskusje pewnie sie nie
    spodziewala takiego odzewu, a niejedna dziewczyna,
    ktorej sie nie udalo po pierwszym zabiegu, a pozniej
    gdzies czyta, ze innym udaje sie to za pierwszym razem
    stracila nadzieje i wiare, ze to w ogole mozliwe.
    Zrobmy wiec cos, bo na pewno nikt inny za nas tego nie
    zrobi. Moze komus pomoze to przelamac psychiczna
    bariere wstydu, niepewnosci i leku i przekona sie ze
    nie jest inny czy gorszy. Dla mnie niewyobrazalne jest
    to, ze w XXI w ludzie lataja w kosmos, a nie potrafia
    sobie poradzic z natura. Zrobmy wiec wszystko, by
    pomoc sobie i nie miec kiedys wyrzutow sumienia, ze
    czegos tam nam sie nie chcialo.
    A tak na marginesie;
    Hathor jak Twoje samopoczucie ? jest piekna wiosna a
    to dobry znak. Trzymajcie sie wszytskie.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 05.04.01, 10:21
    Zapomnialam jeszcze o jednym. Ja mam dostep do redakcji miesiecznika
    Zwierciadlo, bo firma w ktorej pracuje jest wydawca pisma. To bardzo dobre
    czasopismo i prezentuje pewien poziom, bez plotek i straganiarstwa. Jesli sie
    zgodzicie to zaczne dzialac. Pozdrawiam wszystkie.
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 05.04.01, 10:53
    To dobra propozycja, jeśli rzeczywiście możesz spowodować, że Zwierciadło zainteresuje się tym tematem, to
    zawsze będzie krok do przodu. Przydałoby się żeby ktoś wreszcie napisał o tych co im się nie udaje a mimo to
    podchodzą do kolejnej próby po przepłakanych dniach i nieprzespanych nocach. Jeśli którejś się uda to sadzę, że
    te wszystkie łzy, depresje, baterie leków i kilogramy nadwagi przez nie spowodowane nie mają najmniejszego
    znaczenia. Ale co jeśli trzeba ponowne wziąć się w garść i zaczynać całą zabawę od nowa?
    Co do lekarzy, to wynika z naszych listów, że mamy "wspaniały" wybór jak na 40-milionowe społeczeństwo
    gdzie ten problem dotyczy 20 % małżeństw, a wybór jest Novum czy Białystok - bo cała reszta to mrzonki i
    stracone lata.
    Jeśli chodzi o ujawnienie to nie ma najmniejszego problemu, po tych wszystkich badaniach i zabiegach to co to
    jest publiczne pokazanie twarzy - banał.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 05.04.01, 18:33
    Jeżeli tylko masz taką możliwość, to działaj. Każdy nawet najmniejszy kroczek w
    tym kierunku jest dla nas opuszczonych przez świat i Pana Boga krokiem
    siedmiomilowym. Każde echo się liczy. Górnicy, pielęgniarki krzyczeli i
    dostali, to czemu my mamy być gorsze. Niczego więcej nie chcemy jak tylko prawa
    do posiadania dziecka-własnego dziecka, bo człowiek chyba powinien mieć takie
    prawo. Traktuje się ten temat jak temat tabu, a osoby dotknięte przez los
    brakiem potomstwa jak trędowate.
    Myślę, że wpadłaś na wspaniały pomysł i będę Cię popierała, jak tylko umiem.
    Pozdrowienia.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 09.04.01, 15:42
    Dziś ponownie przeczytałam wszystkie wypowiedzi. Bacha jesteś bardzo konkretną
    osobą - co podziwiam. MASZ RACJĘ, zgadzam się z Twoim zdaniem.
    Mam pytanie do WSZYSTKICH.
    Czy ktoś już coś zrobił w sprawie nagłośnienia problemu?
    I czy na pewno tego chcemy?
    Generalnie jest nas prawie 2 miliony, jak ruszymy kamień, może skończyć się
    lawiną. Chcemy tego? To co nas dotyczy i tak boli może okazać się wkrótce
    modnym tematem (albo tzw. tematem zastępczym). I co wtedy?
    Mogę napisać do "Polityki" do red. Pietkiewicz, mogę wysłać maila do p.
    Prezydentowej. Ale nie wiem czy dałabym zrobić sobie zdjęcie do artykułu lub
    wystąpić pod prawdziwym nazwiskiem... Chyba nie mam aż takiej odwagi.
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 09.04.01, 16:05
    Pamiętaj, że nie jest to problem wyłącznie kobiet. To
    problem pary i zawsze powinien być rozpatrywany w
    kontekście rodziny. Jak widać nasze Prorodzinne
    Państwo ma nas w …
    Nie należy się poddawać ani wstydzić. Może jak się
    potupie to dostęp do lekarzy będzie łatwiejszy, a i
    ich podejście do tematu należy zmienić.
    Ja jako facet nie mam nic przeciwko pokazaniu twarzy i
    ujawnieniu nazwiska jeśli to w choć najmniejszym
    stopniu komuś pomoże. Pomoże zrozumieć nasz "dramat"
    bo to jest dramat

    Napiszcie proszę jak to tematu podchodzą wasi
    partnerzy.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 09.04.01, 16:38
    Jesli tak, to lepiej sie zastanowmy, bo zaczac latwo, ale konsekwencje niestety
    nie musza byc dla nas pomyslne. Moze po prostu zacznijmy od jakiegos
    kameralnego spotkania z dobrym psychologiem, bo tak sobie mysle, ze jesli nawet
    problemy sa czysto zdrowotne, anatomiczne itd. to psycholog i tak kazdej z nas
    jest potrzebny. I po probie in-vitro i przed nia. Te wszystkie nasze lzy, zlosc
    i smutek z cala pewnoscia oddzialywuja na psychike. Hathor jest przed kolejna
    proba i miala chwile slabosci nawet przy glupim zastrzyku. To sa wszystko
    bardzo delikatne sprawy, wymagajace wyczucia. O grupie wsparcia prowadzonej
    przez psychologa myslalam tez wczesniej, zastanawiajac sie nad tym, co bedzie
    jesli sie nigdy nie uda, bo i tak przeciez moze byc. A przeciez jest wiele par,
    ktorym sie to nigdy nie udalo, choc probowaly wiele lat. Niech nie zabrzmi to
    pesymistycznie, bo i tak dopoki biologia pozwoli probowac bede wszystkiego,
    tyle tylko, ze przy tym wszystkim nie mozna dac sie zwariowac. 11 prob in-vitro
    (co sie zdarza) daloby dom kilku dzieciom pokrzywdzonym przez los. Nie oceniam
    bron boze kobiet, ktore te 11 probe podejmuja, bo pewnie tez przezyly niejedno,
    zastanawiam sie tylko nad tym, co bedzie jesli nie wyjdzie.
    Nie musimy nic robic pochopnie, to nie zagadnieniem marketingowe i nikt nas w
    tym nie wyprzedzi. Lepiej pomyslec i byc na 1000 % przekonanym, ze tak trzeba
    niz zalowac. Tym bardziej, ze oprocz nas w jakims tam stopniu azangazowac by
    sie musieli nasi partnerzy. Czy oni tego chca ? Odkad mam to Forum bardzo sie
    wyciszylam i uspokoilam, wiem, ze nie jestem sama z moim problemem. Z duza tez
    niecierpliwoscia czekam na kazdy list. Pozdrawiam.
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 10.04.01, 08:33
    Bacha!!!!! zapewniam Cie ze warto!!!! jezeli Cie stac -
    to warto. Nie da sie opisac tego szczescia. To trzeba
    samemu doświadczyć. Nie zastanawiaj sie teraz co bedzie
    jak Ci sie nie uda za 11 razem. Może uda sie za 3 lub
    4. a moze wczesniej.
  • Gość: ART IP: *.pp.rzeszow.pl 05.04.01, 15:30
    Jeśli chodzi o zioła to proszę spróbować zestawu ziół
    Klimuszki na niepłodność w naszym przypadku to pomogło
    troszkę to było uciążliwe ważenie ,parzenie i
    przeztrzeganie terminu picia ale co tam jak już
    pisałem udało się.Zestaw ziół jest w podany w
    książce "Wróćmy do ziół leczniczych " warto
    spróbować .Dzieciak urodził się dopiero po 4 latach
    małżenistwa i nic nie pomagało totalne załamanie ale
    przez przypadek trafiliśmy na te zioła i
    postanowiliśmy je zastosować trwało około 3 miesięcy.

    ŻYCZĘ POWODZENIA
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 05.04.01, 15:48
    Nie wszyscy mają 4 lata na zabawę w zioła.
    My bawiliśmy się w zioła tybetańskie.
    Skończyło się alergią i tyle. Na żołądek pomogło, ale
    to wszystko.
    Wychodzimy z założenia, że i diabła wypije, aby coś to
    dało. Zioła ok. ale nie zamiast leczenia. Wspomagać
    można i ziołami, spacerem, spokojem, medytacją i czym
    tach kto sobie życzy.
    Jak ma być to będzie. A jak nie…..?
  • Gość: ART IP: *.pp.rzeszow.pl 05.04.01, 16:10
    Przykro nie masz racji po pierwsze żona uzywała tylko 3 miesiące a ten zestaw
    jest naprawde dobry i skuteczny to nie jest wynalazek. Medycyna nie zawsze jest
    skuteczna i mogę powiedzieć że w naszym przypadku taka nie była.

    Powodzenia
  • Gość: REBAS IP: unknown, 62.32.156.* 06.04.01, 11:05
    Czy możesz coś więcej opowiedzieć o tych ziołach.
    Nigdy nie wiadomo co nam pomoże. Oczywiście poza
    sukcesem
  • Gość: ART IP: 217.96.9.91, 193.219.28.* 09.04.01, 17:32
    Podaje zestaw ziół na niepłodność ale warto przeczytać wogóle książkę o ziołach
    O.Czesława Klimuszki "Wróćmy do ziół leczniczych" JA przytoczę tylko to co
    napisał na temat niepłodności:
    Przyczyną niepłodności są przeważnie zrosty pozapalne jajowodów, niedorozwój
    narządu płciowego, niewydolność jajeczkowania a także tożsamość układu biegunów
    bioelektrycznych u obu partnerów całkowicie zdrowych.

    Po 50g zół
    1. Szyszka chmielu
    2. Ziele przywrotnika
    3. Ziele krwawnika
    4. Liść ruty
    5. Ziele nostrzyka
    6. Kwiat lawendy
    7. Kłącze tataraku
    8. Kwiat nagietka
    9. Owoc róży
    Pić 3 razy dziennie przed posiłkami po szklance. Przed stosunkiem zrobić
    irygację Vagosanem.

    Wiesz mi przy ziołach naprawdę trzeba unormować styl życia. Ale co tam jak już
    pisałem w naszym przypadku pomogło.Najlepiej zaopatrz się w książkę powinna być
    w księgarniach ja takową posiadam są tam też zestawy ziół na inne choroby.
    Cześć i powodzenia
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 09.04.01, 21:16
    Pamietajcie ze nie musimy sie dac zfotografowac ani podawac prawdziwych
    nazwisk, rozmawiajac z dziennikarzami o naszych problemach i uczuciach z nimi
    zwiazanych. Moim zdaniem sprawe nalezy ruszyc. Sa przeciez stowarzyszenia
    kobiet bitych, dreczonych, anonimowych alkoholikow i wlascicieli neurotycznych
    kotow. Dlaczego ktos nie moglby stowarzyszac malzenstw z problemem
    nieplodnosci. Gdzie mogliby sie zwrocic po wsparcie psychiczne i rade lekarska.
    Anonimowo, bez leku, bez lekcewazenia. Ale bez nas to sie nie stanie, samo sie
    to nie zrobi. Lekarze, ktorzy nas lecza, tez nie za bardzo maja w tym interes.
    Ja niezaleznie napisze do Pietkiewicz od siebie (ale dopiero w przyszlym
    tygodniu, jak juz bede w Bialymstoku - bede miala wtedy wiecej czasu). Mialam
    to juz dawno zrobic - ale wtedy myslalam ze moze to tylko ja tak to przezywam,
    ze inne dziewczyny co robia to 5,7,10 razy to na pewno maja do tego zupelnie
    inne podejscie. Teraz wiem (i za to WAM wszystkim serdecznie dziekuje) ze to
    nie tylko mnie tak bolalo. I wiem ze to boli za kazdym razem i z pelna
    swiadomoscia tego ruszam do kolejnej proby. Jednego dnia jestem spokojna,
    nastepnego cala sztywna z przerazenia. Rozumiem to i akceptuje, mam wsparcie. I
    za kazdym razem bede sie bala i bedzie mi smutno - ale jest to jak pory roku,
    zawsze nam smutno na koniec lata. Ale wracajac do tematu - jezeli ktos moze o
    tym napisac aby przeczytaly to inne malzenstwa to jezeli nam pomaga to forum to
    innym na pewno pomoze artykul z gazety. Ja na razie nie jestem gotowa aby sie
    ujawnic swiatu - ale moge sie kontaktowac za pomoca e-maila czy forum. Moze
    kiedys ....
    Na koniec do Bachy - dotarlam do Wysokich Obcasow z 25/11/00 i tam jest
    wymieniona Anna Kwasniewska - Bieniak, psycholog kliniczny z Ambulatorium
    Psychoanalitycznym. To o niej wlasnie myslalam. Swoja droga to Wyborcza chyba
    zapomniala ze nam cos obiecala ....
  • Gość: Zosia IP: 195.82.160.174, 212.106.159.* 09.04.01, 23:43
    Cześć dziewczyny!
    Przeczytałam dzisiaj wszystkie Wasze listy, od
    półtora roku też borykamy się z problemem "dzidziuś".
    Mam wrażenie, że nasza droga do sukcesu przebiega
    trochę inaczej, więc chciałabym się z Wami podzielić
    wrażeniami. Po trzech nieudanych inseminacjach, mój
    lekarz podał mi adres kliniki w Łodzi "Gameta". Na jej
    stronie (www.nieplodnosc.pl) wyczytałam, że przyjmuje
    tam profesor immunologii rozrodu. Mój mąż od dawna ma
    problemy z układem odpornościowym, więc pojechaliśmy
    prosto do niego. Tymczasem on w ogole nie
    zainteresował się wynikami męża, tylko zlecił mi
    wykonanie serii testów odpornościowych. Wydawało mi
    się to idiotyczne, bo jestem zdrowa jak koń i nie
    podejrzewałam u siebie zaburzeń immunologicznych.
    Okazało się, że mam przeciwciała antyplemnikowe w
    ilości powyżej 250 (norma: poniżej 70). Stało się
    ewidentne, że tu pies pogrzebany. Przepisał mi sterydy
    i po miesiącu nie mogłam uwierzyć własnym oczom:
    antyplemniki w normie!!! Teraz profesor zabrał się do
    dalszych szczepień na nieodrzucanie zarodków.
    Oczywiście wszystko są to przygotowania do in vitro.
    Czy któraś z Was miała doświadczenia z Łódzką kliniką
    i z leczeniem niepłodności z punktu widzenia
    immunologii?
    Pozdrawiam, Zosia
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 10.04.01, 09:51
    Z kliniką w Łodzi miało doczynienia znajome mi małżeństwo. Też byli szczepieni
    na przeciwciała, które podobno ona wytwarzała w reakcji na ciążę (roniła każdą
    ciążę około 3 m-ca). Wydali masę pieniędzy (kilka tysięcy - nie pamiętam
    dokładnie). Wreszcie usłyszeli, że już mogą się starać. Zaszła w ciąże i
    cieszyła się nią do 4 m-ca... Okazało się, że jednak nie w tym tkwił problem.
    Jest nosicielem toksoplazmozy i za każdym razem to ta choroba zabija płód. Ale
    tego dowiedziała się dopiero w klinice w Poznaniu.
    Zdania na temat wytwarzania przeciwciał przeciwko nasiemiu są podzielone, a
    przy in vitro nie mają znaczenia, bo zapłodnienie jest in vitro a nie in vivo.
    A przeciwciała przeciw ciąży? No cóż... Nie byłaś jeszcze w ciąży - więc nie
    wiadomo, może i lepiej "chuchać na zimne", niż się później nieprzyjemnie
    zdziwić.
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 10.04.01, 11:33
    Ja też mam znajomą parę po leczeniu w Łodzi, niby powinno być wszystko OK ale nie jest, są po drugim in vitro z
    tym samym negatywnym skutkiem, teraz robią badania genetyczne. Ile to jeszcze o niczym nie świadczy może
    Wam pomogą.
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 11.04.01, 14:34
    Wpisalam sie juz wczesniej, ale dopiero 3 dni temu, dlatego moglas nie zauwazyc
    mojej opinii, dletgo przytocze ja raz jeszcze tutaj;
    ja mialam kontakt z GAMETA, ale wowczas nie bylo jeszcze prof. Tchorzewskiego;
    sprawy immunnologiczne lecze takze w Lodzi, ale u prof. Malinowskiego (Gynemed,
    w bardzo bliskim sasiedztwie Gamety - podobno to on jest pierwszym specjaista w
    Polsce, ktory opracowal szczepionke na przeciwciala blokujace i odpornosciowe,
    w tym dla par o roznych RH (ja Rh-, maz Rh+);
    co do Gamety, leczylam sie u doc. Radwana przez 1,5 roku; HSG, laparoskopia,
    kilka inseminacji, 2x in vitro; bez powodzenia; oczywiscie nie wiadomo,
    dlaczego sie nie udaje (obecnie lecze sie w Novum, jak na razie tez nic), ale z
    przykroscia musze stwierdzic, ze w Gamecie wiele rzeczy robia bardzo
    instrumentalnie, bez organizacji i niestety bez dokonania wielu badan, ktore
    moga niekiedy wyjasniac problemy i pomoc je przezwyciezyc; np. tam nie bylo
    zadnych badan na toksoplazome, czy badan cytogenetycznych lub np. przeciwciala;
    w wyniku laparoskopii stwierdzili u mnie endometrioze i to niejako mialo
    wyjasniac, dlaeczego sa problemy w naturalnym poczeciem; a ze in vitro nie
    wychodzi - no coz w koncu to tylko 20-30% skutecznosci; doc. Radwan mial
    metode stymulowania "na jedno kopyto" - wszystkie pacjentki dostawaly prawie
    takie same dawki lekow stymulujacych, choc wiadomo, ze kazdy organizm reaguje
    inaczej; w efekcie, za pierwszym razem "wyprodukowalam" 15 komorek, ale tylko w
    dwoch byly jajeczka; za drugim razem bylo lepiej (7 z 10); oczywiscie ani slowa
    o "przestymulowaniu" (w Novum mialam np. po przestymulowaniu podawane jakies
    leki). W NOvum podejscie
    bylo bardziej indywidualne (dodatkowo lekarze podeszli do tego ambicjonalnie "w
    Gamecie nie wyszlo, ale chcielibysmy zeby u nas sie udalo")- udalo sie pozyskac
    17 komorek z jajeczkami; dwie "podarowalam" innej parze, 8 obumarlo przy
    zwyklym zaplodnieniu (okazalo sie, ze w nasieniu byly jakies bakterie, ale
    trudno za to winic lekarzy, bo badania bakteriologiczne meza sprzed m-ca byly
    OK, a po prostu mieslimy pecha i "cos" sie przyplatalo), 7
    zaplodniono metoda mikromanipulacji; niestety "wykorzystalam" juz wszystkie i
    bede probowac dalej; caly czas mysle, ze warto i staram sie nie zrazac
    niepowodzeniami - w koncu statystycznie jest 20-30%sukcesow (dokladnie tak jak
    w przypadku drogi naturalnej); zaczynam podchodzic do tego "rutynowo", co
    pozwala mi zmniejszyc obciazenie psychiczne i stres zwiazane z niepowodzeniami
    (choc nadal najgorszy jest moment, kiedy musze robic test ciazowy).
    Generalnie nie chce powiedziec, ze Gameta jest beznadziejna; mam wrazenie
    tylko, ze kilka spraw sie tam zaniedbuje (wg mnie nie wykluczone, ze lekarze
    chcac oszczedzic dodatkowych kosztow finansoych badan pacjentom, po prostu ich
    nie zalecaja - choc wg mnie mogliby chociaz informowac, a wybor zostawiac
    pacjentom). Poandto, koszty zabiegow sa nizsze niż w W-wie, co nie jest bez
    znaczenia (nawet o polowe). Jak widac z powyszej dyskusji zdania sa bardzo
    podzielone jesli chodzi o poszczegolne kliniki lub lekarzy, dlatego trudno
    cokolwiek komus doradzac. Koszty, odleglosc i inne elementy sa z reguly
    decydujace. Mozna oczywiscie sie "poswiecic" i wziac urlop i jechacnp. do
    Bialegostoku na stymulacje, tylko jak czesto - po nieudanych probach chce sie
    powtorzyc ponownie, ale trzeba na to zapracowac (=zarobic) i w koncu nie mozna
    calego urlopu poswiecac na leczenie, bo naprawde mozna zeswirowac.
    Pozdrwaiam wszystkich.
    wszystkich.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 11.04.01, 14:51
    CZy stwierdzono, ze endometrioza jest przyczyna niemoznosci zajscia w ciaze ?
    Pytam, bo sama szukam przyczyn. Z tego co wyczytalam robilas wiele badan, ale
    czy po tych wszystkich ustaleniach lekarze postawili jakas konkretna diagnoze,
    czy po prostu probuja ? Pozdrawiam
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 11.04.01, 14:54
    podobno endometrioza jest jedna z przyczyn trudnosci zajscia w ciaze i
    wskazaniem do in vitro; tyle dowiedzialam sie od kilku lekarzy i jakis tam
    artykulow czytanych jakis czas temu; niestety nie zglebilam tego tematu i
    mysle, ze kilka innych uczestniczek dyskusji jest zdecydowanie bardziej
    poinformowanych; pozdrawiam
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 12.04.01, 08:33
    Śluzówka, która złuszcza się co miesiąc wędruje również do jamy brzusznej.
    Tam "osiada" na różnych organach wewnętrznych, np. na jajnikach, w jajowodach i
    wtedy powoduje niepłodność. Zachowuje się tak jak śluzówka w macicy - co
    miesiąc się złuszcza. Niszczy jajniki (jeśli się na nich osadzi),
    albo "zarastają" jajowody. Przyczyny jej występowania (endometriozy) nie są
    wyjaśnione, sama choroba może być jedynie zaleczona (nie wyleczona). Ostatnio
    przyczyn upatruje się w jakimś niedorozwoju immunologicznym, ponieważ u
    zdrowych kobiet zaobserwowano też przemieszcznie się takiej śluzówki do
    otrzewnej jednak komórki te były niszczone przez przeciwciała, a u kobiet
    chorych nie ma tej "samoobrony".
    To tak wygląda w dużym skrócie i uproszczeniu.
    Tzw. ogniska endometriozy likwiduje się laparoskopem, a póżniej "zasusza"
    lekami hormonalnymi wstrzymującymi naturalny cykl. Zalecana jest również ciąża,
    ale jak tu w nią zajść?
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 11.04.01, 16:41
    Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź - przeczytałam ją już wczoraj, tzn. tę
    poprzednią, ale dzisiejsza jest bogatsza w informacje. Pierwszy raz wśród
    listów pojawił sie problem bakterii. My też z bakteriami strasznie walczymy i
    tracę już nadzieję, że uda się je zwalczyć. Nie wiem kto jest nosicielem,
    leczyliśmy się oboje, ale ciągle są nawroty. Czy masz jakieś bodatsze
    doświadczenia w tej kwestii? Czy ktokolwiek ma??? Czym się leczy Twój mąż i czy
    ma jakieś objawy zabakteriowania? Albo może Ty masz? Przymierzam się do in
    vitro więc chciałabym się tego pozbyć, tym bardziej, że jest to dość dokuczliwe
    we współżyciu ( w każdym znaczeniu)
    pozdrawiam
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 12.04.01, 08:34
    u mnie tez byly czeste nawroty bakterii i wlasciwie
    nie wiadomo z jakiego powodu; ostatnio bedac u innego
    ginekologa zauwazyl, ze mam spora nadzerke i
    zastosowal leczenie farmakologiczne; stwierdzil, ze to
    mogl byc jeden (moze jedyny ?) powod powtarzajacych
    sie zapalen; niestety w Novum tylko dr. Taszycka
    zwrocila uwage na nadzerke (bylo to juz przy
    transferze; wczesniej prowadzil mnie inny lekarz)
    sugerujac, ze przed rozpoczeciem kolejnych przygotowan
    nalezaloby ja zaleczyc; zrobilam to gdzie indziej -
    akurat moj pracodwca wykupil uslugi medyczne dla
    pracownikow i mam moliwosc bezplatnego korzystania
    wlasciwie bez ograniczen; chcialam jednak przy okazji
    zrocic uwage na jeszcze jeden aspekt leczenia w Novum
    czy Gamecie - lekarze tam zajmuja sie "tylko"
    leczeniem nieplodnosci i jak juz podejma decyzje np. o
    in vitro to badajapecjentke tytlko pod tym katem -
    poziom hormonow, wzrost komorek itp; nigdy nie pytaja
    sie czy dolega cos innego, nigdy np. nie zbadaja
    piersi, ktore przezywaja przeciez "rewolucje
    hormonalna" przez te wszystkie cykle itd. (o psychice
    i innych skutkach ubocznych byla juz mowa powyzej,
    dlatego nie bede sie powtarzac, ale calkowicie sie
    zgadzam).
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 13.04.01, 13:10
    Ja również miałam często problemy z zakażeniami, ale najczęściej były to
    drożdżaki. Po ostatniej kuracji kupiłam "Citrosept" i zastosowałam wg zaleceń w
    ulotce inforamacyjnej. Odpukać - pół roku spokoju, miewam upławy ale one nie
    kończą się jak poprzednio zakażeniami, które trzeba było leczyć antybiotykami
    przez kilka tygodni.
    Citrosept jest to bardzo gorzki preparat zrobiony z twardych części
    grapefruita, ma właściwości bakteriobójcze (nie niszczy przy tym naturalnej
    flory), grzybobójcze, nawet likwiduje niektóre wirusy. Polecam, bo sprawdziłam.
    Dzieki niemu nie chorowałam na grypę ani żadne inne przeziębienie.
    Acha jeszcze jedno, stale podwyższona temperatura ciała (np. zapalenie gardła,
    zapalenie migdałków - tzw. ropne migdały, itp.) też bywa przyczyną niepłodności.
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 17.04.01, 10:16
    Olu, wielkie dzięki za radę. Jak tylko przeczytałam Twój list, pobiegłam do
    apteki i do dzisiaj zdążyliśmy już wypić pół buteleczki. Czy zastosowałaś
    kurację jedno czy trzymiesięczną? To już jest chyba ostatnia deska ratunku w
    walce z drożdżakami i innymi potworami, więc bardzo wierzę, że to działa.
    Pozdrawiam, Zosia
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 18.04.01, 08:40
    Zastosowaliśmy kurację 3-miesięczną. Mój mąż pod koniec trochę się wyłamał, ale
    jest o.k. Do tej pory w stanach takich niepewnych (katar albo ból gardła) biorę
    Citrosept i mi pomaga - nie choruję.
    Zresztą na pewno czytałaś ulotkę i już wiesz, że ten preparat bardzo podnosi
    odporność organizmu - a ja potwierdzam.
    Trzymaj się (trzymajcie się)! Będzie dobrze.
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 19.04.01, 09:25
    Jakimi lekami leczyliście się, czy brałaś Orungal i co zażywał Twój mąż?
    Przepraszam, że nudzę, ale bardzo mi to dokucza.
    Pozdrawiam, Zosia
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 20.04.01, 12:08
    Zosia! Brałam wszystko. Oprócz dostępnych standardowych leków dopochwowych, do
    ustnych, miałam robione wg antybiogramu. I tak prędzej czy później wracało.
    Najdłuższa przerwa to pół roku... Mam nadzieję pobić teraz swój rekord. Aha,
    zwróć uwagę na to, że nadżerka ma tu swój duży "wkład". Właśnie w tym miesiącu
    ją likwiduję, jest mała więc wystarczą środki chemiczne, "biorę" Solcogyn (w
    cudzysłowiu bo preparat podaje lekarz w ambulatorium).
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 23.04.01, 14:31
    jeżeli bierzesz antybiotyki polecam zapobiegawczo
    również środki grzybobójcze. Wiem z doświadczenia, że
    antybiotyki są w wielu przypadkach przyczyną
    powstawania drożdżycy i to nie tylko pochwy. Miej wiec
    to na uwadze.
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 23.04.01, 17:16
    Dzięki za uwagę, jednak ja nie pamiętam kiedy ostatnio brałam antybiotyki. No ,
    poza tymi na zwalczenie drożdżaków, ale one chyba nie powodują tego co mają
    leczyć...??
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 24.04.01, 09:38
    pierwsze słyszę, aby drożdzaki leczyli antybiotykiem.
    Jest lek dość powszechny Orungal i skuteczny doustny.
    dopochwowo natomiast polecam pevaryl - bardzo
    skuteczny. A do lekarzy mam z natury ograniczone
    zaufanie. Życze Ci powodzenia w walce pozdrawiam
  • Gość: Amal IP: *.gessel.com.pl 10.04.01, 11:51
    Hathor - jestem jak najbardziej za, tylko mówcie o parach a nie o małżeństwach.
    Wiem, wiem, jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale nawet słowo krótsze i
    łatwiejsze smile
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 10.04.01, 11:53
    Ja jestem gotowa publicznie pokazać twarz i podać nazwisko, czy to taki wstyd, że walczę o swoje szczęście,
    że próbuję otrzymać od losu to co inni dostają bez problemu?
    Kilka lat temu kiedy jeszcze nie myślałam poważnie, że muszę się leczyć i czytałam o in vitro to poruszany był
    tylko problem moralny a nikt nie pisał o cierpieniach psychicznych i skutkach i niebezpieczeństwach czysto
    medycznych. W folderku Novum, który dostaje się przed przystąpieniem do programu straszą wszystkimi
    nieudanymi zabiegami, powikłaniami i niebezpieczeństwami a cały opis kończy się lakonicznym zdaniem
    "obydwoje partnerzy przed przystąpieniem do próby powinni być w dobrej formie fizycznej i psychicznej" - łatwo
    powiedzieć, ale jak to zrobić 4 miesiące po poprzednim nieudanym zabiegu, codziennie chodząc do pracy i udając
    że się żyje "normalnym" życiem a w środku jest tylko jedna myśl, jeden cel? Początkowo reagowałam na ulicy
    tylko na kobiety w ciąży teraz również na dzieci, przełączam telewizor jak pokazują szczęśliwe tak zwane
    normalne rodziny - pytanie jak długo to wytrzymam. Teraz modnym tematem jest depresja - a może ktoś by nam
    pomógł, albo po prostu nie przeszkadzał - zanim w nią wpadniemy?
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 11.04.01, 14:42
    Hathor - ja sie zgadzam, mozesz wystepowac rowniez w moim imieniu. Ja z kolei
    sprobuje w Zwierciadle. Zabiore sie za to zaraz po swietach. Co prawda nie ma
    sie co ludzic, ze to nagle skaly poruszy,a le moze komus cos uswiadomi. To ze
    jest nas wiecej to argument dla nas, ze warto sie tym zajac.
    Rebas, ktoregos razu pytales jak do problemu podchodza nasi partnerzy. Mojemu z
    cala pewnoscia nie jest lekko, choc on ma dosc zdrowe podejscie. Zrobi tak jak
    ja tego chce, jesli bede chcial in-vitro do skutku - prosze bardzo, jesli co
    innego tez. Niby OK, ale z drugiej strony meczy sie z tym bardzo. Kobiety
    cazsem musza sie po prostu wygadac, pobiadolic, poplakac i juz jest lepiej,
    czasem to pomaga, czasem nie. Zauwaz, ze na tym Forum wypowiadaja sie raczej
    dziewczyny - i to juz daje ulge, choc problemu nie rozwiazuje. Mezczyzni gdy
    maja problem raczej skupiaja sie na sposobach jego rozwiazania niz na omawianiu
    go. Od pewnego czasu malo na ten temat rozmawiam z moim mezem, bo brak
    rozwiazania zle na niego wplywa, a samo rozprawianie o tym bardzo go doluje.
    Dlatego tak mysle, ze potrzebna by byla grupa wsparcia, bo niektorym tez pewnie
    po prostu chce sie o tym pogadac, posluchac. Mnie to dodaje sily, choc innych
    tak jak mojego meza moze to po prostu meczyc. Z moich bialostockich obserwacji
    wynika, ze nie tylko on tak reaguje. Byli tam tacy faceci, ktorzy gdy kobiety
    lezaly po zabiegu wychodzili np. na papierosa i chetnie gadali (ktory raz,
    dlaczego itd), a byli tacy, co raczej unikali kontaktu, choc przeciez mieli
    swiadomosc dlaczego sie tam wszyscy zanlezlismy.
    CZy ktos oprocz ART-a probowal tych ziol ? Dajcie jakis znak. Pozdrawiam.
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 12.04.01, 12:14
    Wszystkim bardzo polecam artykuł Barbary Pietkiewicz,
    o której była juz mowa na Forum, w ostatniej Polityce
    (nr 15 z 14 kwietnia)"Stworzeni jesteśmy do ....". Nie
    o nas co prawda, ale przezycia bliskie. Ja bym nie
    miala obaw przed powierzeniem autorce rowniez i naszej
    sprawy. Pozdrawiam.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 12.04.01, 17:57
    Co do podejścia mężczyzn do tematu niepłodności, czy in-vitro, to o swoim mężu
    mogę powiedzieć tylko tyle, że przeżywa wszystko dużo mniej sponatanicznie ode
    mnie. Nie wiem, czy się tak mocno nie przejmuje, czy tylko tak się zachowuje,
    żeby nie było widać, czy się przejmuje. Na zdrowy rozsądek, jak jedno zamartwia
    się do nieprzytomności, to chyba drugie jednak musi myśleć jakoś przytomnie,
    żeby w ogóle związek jeszcze miał jakąś przyszłość. Moim zdaniem, jeżeli nie ma
    się dzieci, to chyba nie ma na dobrą sprawę po co żyć, a raczej dla kogo. Mój
    mąż stale próbuje mnie z tego stanu depresji jakoś wyprowadzić, ale wydaje mi
    się, że depresja mogłaby się skończyć dopiero wtedy, gdybym mogła przytulić
    własne maleństwo. Mam wrażenie, że mężczyźni ten problem przeżywają w zupełnie
    inny swój własny sposób.
    Pozdrawiam.
  • Gość: Joanna IP: *.dip.t-dialin.net 12.04.01, 22:14
    znalazlam wlasnie bardzo ciekawa strone internetowa www.dziecko-info.com. Jest
    tam tez forum dotyczace IVF jesli macie ochote mozemy sie tez tam spotykac i
    wspolnie podtrzymywac na duchu w naszym upragnionym celu?
    Strony otwieraja sie bardzo szybko, duzo informacji na temat dzieci, ciazy itp.
    Moze sie wam spodoba?wink.
    Ja zaczynam moje 5 inv juz za 2 tygodnie i probuje sie duchowo pod tym wzgledem
    nastawic. Pozdrawiam was wszystkich i zycze zdrowych swiat i duzo, duzo, duzo
    "jajeczek"smile.
    Pozdrawiam Joanna
    Joanna
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 13.04.01, 09:46
    My również zapraszamy do nas, na tym forum jest nas juz troche wiecej wiec moze
    lepiej nie rozdrabniac sie. Uczestniczki z forum, ktore odwiedzasz z cala
    pewnoscia znajda odpowiedzi na pytania, ktore je nurtuja, bo jak zdazylam sie
    zorientowac sa mniej wiecej w tym samym miejscu problemu co my. Serdecznie
    zapraszamy do przylaczenia sie. Pozdrawiam
  • Gość: EwaP IP: *.cofund.org.pl 13.04.01, 10:01
    Ja już zaczęłam przygotowania do 2 próby, Hathor startuje zaraz po Świętach, Mama rozmraża maluchy w maju -
    trzymajmy się, którejś z nas powinno się udać, a życzę nam z całego serca żeby wszystkim.
    Po Świętach z baterią strzykawek i ampułek wybywam na zasłużony odpoczynek, więc do zobaczenia za dwa
    tygodnie. Życzę wam wszystkim dorodnych jajeczek i spełnienia tego o czym wszystkie marzymy.
    EwaP
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 13.04.01, 11:10
    Dolaczam sie do zyczen i do spotkania po Swietach.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 13.04.01, 12:48
    Życzę Nam wszystkim, aby Święta te z symbolem płodności - jajkiem, były dla nas
    prorocze (obyśmy za rok narzekały na nadmiar płodności). Wszystkim podchodzącym
    do in vitro - życzę co najmniej mendla jajeczek najlepszego sortu.
  • Gość: Hathor IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 16.04.01, 19:45
    Takze pozdrawiam Was serdecznie poswiatecznie- moje jajeczka juz rosna (mam
    nadzieje) jutro dzien 8 i wyjazd do Bialegostoku. Samopoczucie coraz lepiej,
    znaczy sie bez specjalnych "dolow" i niepewnosci - w koncu "urodzilimy sie aby
    zmartwychwstac". Zrozumialam to co przeszlam przez poprzednie zabiegi i teraz
    gdy mam nawroty tego bolu i niepewnosci to akceptuje je i nie walcze wbrew nim.
    To trudne i nie zawsze daje efekty ale w glebi duszy po prostu ciesze sie ze
    mam kolejna szanse i pozwolilam sobie na poczucie bycia najwazniejsza w calym
    tym zabiegu i przestalam walczyc ze soba (ze niby cos ze mna nie tak), z Bogiem
    (za co mnie tak doswiadcza) z "opinia publiczna" (mam ich teraz juz gdzies).
    Nie wiem co z tego bedzie, ale na pewno musze troche sie wreszcie wyspac i
    popatrzec w niebo - kompletnie bezmyslnie i odnalezc wiosne. Mam nadzieje
    ze "mysli" nie przytlocza mnie i najwyzej bede miala dluzszy urlop. Nastepny
    list do Was bedzie z Bialegostoku. Tym dziewczynom, ktore ciagle nie wiedza co
    sie z nimi dzieje polecam tez ksiazke "Przemoc- uraz psychiczny i powrot do
    rownowagi" J. Herman - wprawdzie jako case study sa tu przypadki gwaltow i
    ofiar wojny ale kazda z nas znajdzie tam wytlumaczenie swojego stanu. I byc
    moze odkryjecie ze to co czujecie to taki tylko malenki uraz ale kazda z nas ma
    prawo do przezycia go i samodzielnego uleczenia sie i powrotu do harmonii
    ducha - czego serdecznie zarowno Wam jak i sobie zycze.
    Acha - jak obiecalam bede pisac do p. Pietkiewicz
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 17.04.01, 10:05
    Powodzenia!!!!
    strasznie mocno trzymam kciuki.....
    Zosia
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 17.04.01, 16:15
    Czy jest tu ktos komu udala sie inseminacja?
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 17.04.01, 20:17
    Z tego, co mi wiadomo, to nie ma tu takiej, a biorę udział w tym forum niemal
    od początku. Ja osobiście miałam równiutko 5 inseminacji - bez efektu, chociaż
    jestem podobno zdrowa jak ryba. Na pocieszenie powiem Ci, że znam dziewczynę,
    która miała ich około 10-bez rezultatu, a po jakimś czasie zaszła w ciążę
    naturalnie. Natura ma tyle tajemnic...
    A może właśnie Tobie uda się inseminacja.
    Pozdrowionka.
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 18.04.01, 08:37
    No to mnie pocieszyłaś! No i co teraz planujesz: siłami natury czy moze in
    vitro?
    U mnie problemem sa obnizone parametry nasienia meza i mimo, ze twierdza, ze
    inseminacja powinna sie udac mamy duze watpliwosci w skutecznosc tej metody.
    Jestesmy pacjentami Novum.

    Pozdrawiam.
  • Gość: Hathor IP: *.zetobi.com.pl 18.04.01, 16:01
    Jezeli macie srednio do dyspozycji mniej niz 10MM plemnikow lub wiecej ale sa
    kiepskiej jakosci to szkoda czasu na inseminaje -Na dodatek trzba byc swiadomym
    ze wystepuja spore wahniecia w ilosci i jakosci, wiec trzeba wiecej niz 1
    badanie. Mam nadzieje ze pisze trywialy ale ostatnio okazalo sie ze kolezanka
    leczaca sie od roku nie miala o tym pojecia.
    W ogole pozdrawiam Was z Bialegostoku - Cybercafe na ul. Grochowej 2, jeszcze
    minie pare dni do pobrania (na razie 9mm jajeczka). Slonce swieci wiec humor mi
    dopisuje, wiosna w koncu dochodzi do glosu. RObimy obchod gdzie tu zamieszkac
    ale wybor kiepski i drogi. Spalismy w Pastelu ale 210 zl to lekkie przegiecie
    gdy na sniadanie marnie daja, w Golebiewskim wprawdzie drozej ale jest i basen
    i sniadania pyszne. Chyba wyniesiemy sie poza Bialystok, w koncu zubry i bagna
    biebrzanskie czekaja.
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 18.04.01, 16:22
    Miałam inseminację przed laparoskopią - dwa razy, teraz przed in vitro też
    miałam ją mieć, ale nie byłam do niej przekonana - i zrezygnowałam z tego
    zabiegu (szczerze mówiąc to Bacha i Hathor pomogły mi podjąć decyzję), czekam
    na in vitro. Ponieważ na czerwiec nie zdąży mnie lekarz przygotować, będę
    zaczynała przygotowania po wakacjach (przerwa wakacyjna lipiec-sierpień).
    Nie wiem czy słuszną podjęłam decyzję - z mojego punktu widzenia -TAK, ale
    przeważnie do in vitro lekarze kwalifikują parę, gdy już miała np. 10 nie
    udanych inseminacji.
    Malina - to twój wybór, zrób tak jak czujesz - bo to na tobie będą "trenować"
    różne konfiguracje stymulowania cyklu.
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 19.04.01, 08:32
    Ostatnio przeprowadzilam powazna romowe z pania doktor i mowie jej:
    "Pani kochana, ja NIE WIERZE
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 19.04.01, 08:55
    Przeprowadzilam ostatnio z Pania Doktor powazna rozmowe i mowie jej:
    "Pani Doktor kochana, ja NIE WIERZE w inseminacje. Raz sie nie udalo wiec chyba
    nie ma potrzeby probowac. JA CHCE IN VITRO!"
    A moja mila (naprawde jest mila) Pani Doktor mowi: "Dziecko kochane, przy
    takich parametrach (15MM z tego 50% prawidlowych) nie ma na razie mowy o czyms
    bardziej skomplikowanym niz inseminacja. Niech mi Pani uwierzy, ze nie robimy
    inseminacji po to, zeby wyciagnac pieniedze. My wiemy, ze to sie UDAJE. A
    jezeli druga proba sie nie uda zrobimy Pani bardziej zaawansowane badania tzn.
    HSG. "
    Ja - "HSG - Boze to pewnie strasznie boli"
    Doktorka - "Nie jest zbyt przyjemne ale mozna znieczulic. A na pocieszenie
    powiem Pani, ze przed Pania byla pacjentka, ktorej parametry meza byly gorsze
    i zaszla w ciaze po drugiej inseminacji".
    No i co Wy na to? Chce wierzyc, ze to prawda!!!
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 18.04.01, 16:27
    Kochana! Trzymam za Ciebie kciuki - niech rosną jak na drożdżach!
    [Skojarzenie stosowne do okoliczności Świąt Wielkanocnych (baby drożdżowe)smile]
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 18.04.01, 17:05
    Sprobujcie zapytac po nocleg w Kriobanku. Maja bardzo ladne pokoje. Ja tak
    zrobilam w marcu chociaz wcale sie tam nie leczylam. Akurat mieli miejsca wiec
    nie robili problemu. Cena przyzwoita, obsluga rewelacja, atmosfera w sam raz.
    Lokalizacja tez calkiem niezla, bo mieszcza sie na ul.Stołecznej 11 (w
    okolicach Kościoła św.Rocha) telefon: (0-85) 744-13-78, 742-10-56, 746-03-75.
    Trzymam za Ciebie kciuki (az trudno mi przez to pracowac). Serdecznie
    pozdrawiam i odzywaj sie. Bacha
  • Gość: mama IP: 157.25.125.* 23.04.01, 14:47
    mnie w Novum powiedzieli, że przy złych parametrach
    nasienia męża do inseminacji nie ma co podchodzić bo to
    strata czasu i pieniędzy. wcześniej miałam jedną
    inseminację ale nie w Novum. Pozdrawiam.,
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 19.04.01, 08:39
    ja mialam 4 inseminacje i bez skutku, ale moim znajomym za pierwszym razem
    udalo sie; innych par takich nie znam (tzn. nie znam wiecej tych co probowali)
    mysle, ze w niektorych przypadkach jest skuteczna, w koncu lekarze nie
    probowali by tej metody tylko po to zeby nam przedluzyc dostep do in vitro.
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 19.04.01, 09:05
    Mój pan doktor też na pocieszenie mi mówił, że przede mną była para której
    udała się już pierwsza inseminacja. A nam się niestety nie udała nawet trzecia
    próba. Ja też w to niezbyt wierzę. Mam wrażenie, że tym, którym się to udaje,
    udałoby się też i bez inseminacji, z tym że trochę poźniej.
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 19.04.01, 09:06
    Ale czy mialas inseminacje z "winy" meza?
    Ciekawa tez jestem jakie mialas robione badania po np. 2 inseminacji.

    Pozdrawiam,
    Malina
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 19.04.01, 09:21
    Nie pytana też odpowiem na pytanie skierowane do Agi. Nasze inseminacje też
    były niby "z winy męża", a niby dlatego, że ja nie zostałam dokładanie zbadana -
    standardowy zestaw hormonów. Dopiero w Łodzi okazało się, że mam przeciwciała
    antyplemnikowe, więc inseminacja nie miała prawa się udać. Przed kolejnymi
    inseminacjami nie miałam robionych innyc badań, tylko mąż został "podleczony".
    Ale to wszystko nie działo się w żadnym znanym ośrodku, tylko u zwykłego
    ginekologa, który twierdził, że się na tym zna. Więc może gdzieś indziej nie
    robią inseminacji w ciemno...
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 19.04.01, 10:12
    Jak wyglada to badanie? Cos mi sie wydaje, ze go nie mialam!
    A co u meza bylo "nie tak" i czy jest juz wszystko dobrze?
    Jezu! strzelam pytaniami jak z karabinu ale MUSZE to wszystko wiedziec.
    Dzieki za wszystkie odpowiedzi.
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 19.04.01, 11:49
    Nie wiem o które badanie pytasz, więc opiszę Ci wszystkie.
    Pisząc o hormonalnych miałam na myśli: FSH,LH, prolaktyna - ja i mąż.
    Ponadto mąż miał badane nasienie i wyszło nieciekawie, tzn. mało i słabe. Po
    leczeniu lekarz twierdził, że jest trochę lepiej, ale chyba tylko tak na oko, bo
    nie dał nam nic na papierze. Natomiast w Łodzi nasieniem męża się nie przejęli
    (bo do in vitro jest OK), tylko mnie zrobili badania immunologiczne: przeciwciała
    antykardiolipinowe -ACA, antyplemnikowe ASA i IMK-Limfocyty. Ale nie przejmuj
    się, że Ty ich nie miałaś. Każdy lekarz ma swojego konika. My akurat trafiliśmy
    do immunologa rozrodu, stąd taki profil badań. Podejrzewam, że można zrobić
    jeszcze tysiąc różnych badań z których wyniknie tysiąc problemów, które wcale nie
    muszą mieć wpływu na płodność, a taki immunolog zacznie je namiętnie leczyć. A
    jakie Ty miałaś robione badania?
  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 19.04.01, 12:50
    Czy te wszystkie badania Was nie wykanczaja. Przed kazdym kolejnym, wymyslonym
    badaniem czuje, ze znowu dostaje jakas szanse, a pozniej okazuje sie, ze na
    prozno. Kolejna kasa idzie bez sensu, bo np.badanie potwiedzilo wczesniejsze
    przypuszczenia. Najmniej badan ze wszystkich dotychczas odwiedzanych lekarzy
    zalecil mi prof. Szamatowicz w Bialymstoku. Choc i tak z dwoch in-vitro nic nie
    wyszlo (ale do 5 razy sztuka) to i tak ciesze sie, ze nie wymeczyl mnie
    kolejnymi badaniami, ktore nie wnosza nic do sprawy. Przekonalam sie o tym
    pozniej, gdy kolejny lekarz zajmujacy sie leczeniem nieplodnosci po zapoznaniu
    sie z moimi dotychczasowymi wynikami wzial wielka kartke A4 i zaczal wypisywac
    badania, ktore kolejno musze wykonac od USG po laparoskopie. Przy kazdym z nich
    zapisal placowke badz lekarza, do ktorego mam sie udac. Poprosilam wiec, by pod
    spodem dopisal adnotacje, ze on lekarz taki a taki bezwzglednie zaleca powyzsze
    badania jako niezbedne w sprawie, i ze bez tych badan zajscie w ciaze jest
    niemozliwe. No i zeby sie podpisal imieniem i nazwiskiem. Zapytal po co mi to,
    wiec mu powiedzialam, ze moja historia leczenia trwa siedem lat, ze kazdy ma na
    ten temat swoja opinie, ale niestety nikt nie bierze odpowiedzialnosci za
    kolejne badania i za to ze rzeczywiscie sa potrzebne. I wyobrazcie sobie, ze
    PAn Doktor popatrzyl na swoja kartke, skreslil 3/4 badan, bo nie sa az tak
    wazne - powiedzial i tyle. Wiecej do niego nie poszlam, ale mam nauczke, zeby
    zanim cokolwiek dodatkowego zrobie przeprowadzic konsultacje z pania profesor -
    moim ginekologiem. PO takich wizytach, jak ta u Pana Doktora, czlowiek nabiera
    obrzydliwego przekonania, ze w tym wszystkim liczy sie tylko kasa, dla siebie i
    kolegow. Nie zdaja sobie sprawy, ze czlowiek znowu robi sobie jakas nadzieje i
    ze tak naprawde zaplacil by kazde pieniadze, zeby tylko przyniosly efekt. Co
    znamienne im mlodszy stazem lekarz tym stawka za wizyte wyzsza. Zycze Wam
    jednak, zebyscie nie mialy takich doswiadczen i zeby lekarz, do ktorego
    trafiacie nie zwodzil Was latami wyciagajac kolejne pieniadze i mamiac
    nadzieja.
    Jesli zas chodzi o inseminacje, to wszedzie pisza, ze dopiero po 10 mozna
    stwierdzic, ze pacjentka nadaje sie do in-vitro. Czemu wiec poprzestaja na 3 ?
    Czyzby znowu chodzilo o pieniadze ?
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 20.04.01, 09:29
    Inseminacje robilam w Lodzi (Gameta) – tam w zasadzie poza standardowymi
    badaniami (nasienie meza, PCT test, a wczesniej HSG i laparoskopia) nic innego
    mi nie polecono, ani przed kolejnymi probami inseminacji, ani przed in vitro.
    Co do zakresu badan to niezupelnie zgadzam sie z Bacha. Jak zaczelam
    przygotowanie do in vitro w Novum dostalam ich standardowa liste badan – juz
    dokladnie nie pamietam co, ale m.in. hormony w roznych fazach cyklu, oczywiscie
    bsadanie nasienia, i kilka jeszcze innych z krwi mojej i meza. Ponadto robiono
    badanie cytogenetyczne, co jest raczej niezbedne (bardzo pomocne w dostarczeniu
    informacji czy nie ma wad genetycznych) w przypadku mikromanipulacji, ktora mi
    przeprowadzono mimo, ze wstepnie nie bylo bezposredniego wskazania (od razu
    wyjasniam, ze nie dlatego, zeby wyciagnac ode mnie dodatkowa kase – wyszlo to
    troche “w nagrode” za to, ze “podarowalam” dwie komorki innej parze i po prostu
    czesc moich komorek poddano normalnemu zaplodnieniu, a czesc mikromanipulacji –
    za co wzieli polowe ceny, ale dzieki temu okazalo sie, ze mialam 7 embrinow, a
    wszystkie z normalnego zaplodnienia obumarly – pisalam o tym wczesniej).
    Dodatkowo zrobiono badania na przeciwciala antykardiolipinowe ACA, ktore mam i
    z tego powodu obecnie biore leki i zastrzyki. Po nieudanym
    transferze “swiezych” embrionow, poradzono mi zebym skonsultowla sie z prof.
    Malinowskim z Lodzi – w sprawie uwarunkowan immunologicznych. Po wykonaniu
    testow ASA i MLR (to tylko pobranie krwi) okzalo sie, ze wytwarzam przeciwciala
    blokujace i odrzucajacve zarodek. Zostalam poddana szczepieniom limfocytami i
    poziom tych przeciwcial spadl, dajac nadzieje na mozliwosc ciazy. Mozna
    oczywiecie nie wierzyc w skuetcznosc tych szczepien i zadawc sobie ytanie, czy
    to mozliwe, zeby w naszym przypadku, kobiet ktore maja problemy, nastapilo
    takie nagromadzenie czynnikow negatywnych i utrudniajacych, a u innych
    kompletnie nic nie wystepuje. Ale z drugiej strony sa badani, czy ich
    rezultaty, ktore w jakis sposob przemawiaja do mojej wyobrazni i przekonuja
    mnie, ze trazba podjac jakies dzialania czy leczenie. Jak na razie co prawda,
    po dwoch kolejnych transferach zamrozonych embrinow, nie udalo sie, ale bede
    podchodzic raz jeszcze do calego zabiegu in vitro z wieksza wiara, ze zrobilam
    (w miare) wszystko co bylo mozliwe. Oczywiscie, calkiem prawdopodobne, ze inny
    lekarz wymyslilby jeszcze jakies inne dodatkowe badania, i moze wtedy tez bym
    sie opamietala, ale jakie jeszcze badania mozna wymyslec ?
    Jeszcze a propos sceptycyzmu Zosi – moi znajomi, ktorym udala sie inseminacja
    za pierwszym razem, wczesniej leczyli sie przez ponad 6 lat (szczegolow nie
    znam, ale wiem, ze mieli negatywny wynik PCT testu i dlatego sprobowano
    inseminacji i udalo sie).
    Bardzo przepraszam, ze sie tak rozpisalam,ale niestety nie moge korzystac z
    internetu na biezaco i jak juz sie dorwe to staram sie nadrobic wszystkie
    zalegle wypowiedzi.
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 19.04.01, 20:32
    Droga Malinko. Ja przed inseminacjami miałam robione niemal wszystkie badania:
    hormonalne, HSG, HSC, na toksoplazmozę, na przeciwciała antyplemnikowe oprócz
    twgo płukano mi jajowody "tak dla lepszej kondycji"---wszystko wyszło OK. Mąż
    też miał badania nasienia (niezbyt rewelwcyjne), badania hormonalne, badania na
    przeciwciała antyplemnikowe-niestety takowe posiada, ale do inseminacji się
    nasienie nadawało. Jak już mówiłam miałam 5 inseminacji i nic. Przy pierwszej
    lekarz był niemal przekonany, że się uda, bo wszystko na dobrą sprawę mogłoby
    na to wskazywać, ale niestety. Nie to, żebym Ci radziła niepróbować, bo gdyby
    tak było sama bym nie próbowała aż 5 razy. Tylko chcę Ci powiedzieć, że teraz z
    perspektywy czasu jak pomyślę, ile mnie wymęczyli i ile pieniędzy wyciągnęli,
    to żałuję, że się łudziłam, bo czas leci nieubłaganie, a ja już nie mam czasu.
    Powiedz, ile masz lat, bo jeżeli jesteś bardzo młoda, to możesz do całej sprawy
    podejść trochę spokojniej i próbować jeszcze inseminacje.
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 20.04.01, 10:30
    Jak wiesz po drugiej nieudanej inseminacji (Boze, dopomoz - to juz jutro!) mam
    miec robione HSG i cos tam jeszcze. A w zwiazku z tym, ze jestem strasznym
    strachulcem chcialabym widziec jak to wyglada, czy boli, co ze znieczuleniem.
    Dzieki za wszystkie uwagi.

    Malina
  • Gość: Joanna IP: *.dip.t-dialin.net 20.04.01, 11:27
    Czesc Malina,
    ja mialam robione HSG po 4 negatywnym ivf na wlasna prosbe, bo chociaz u mnie
    wszystko ok ja w zegarku to jednak chcialam sie upewnic czy nie mam zadnych
    innych przyczyn negatywnych zabiegow. HSG mialam robione pod 10 min narkoza
    dozylna i nic nie czulam a tez strasznie sie balam jak Ty. HSG tez wykaonuja
    przy miejscowym znieczuleniu to zalezy juz od kliniki i od lekarza. Nie masz
    czego sie bac to nie takie straszne. Byc moze ze Twoja jutrzejsza inse. sie uda
    i nie bedziesz musiala mie HSG.smile Zycze powodzenia.
    Joanna

    Joanna
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 20.04.01, 10:40
    Witaj,
    Do tej pory mialam robione hormony (wyszly piekne)
    cytologia (j.w)
    posiew (j.w)
    toksoplazmoza (ok.)
    rozyczka (ok.)
    100 razy USG (no, troche przesadzilam)aby stwierdzic jak tam moje jajeczko
    (jest ksiazkowe: rosnie, peka).
    Maz mial robiony posiew i badanie nasienia (tylko raz!!!)i niestety tu upatruja
    przyczyny wszystkich naszych nieszczesc. To chyba wszystko. Oczywiscie mam
    swiadomosc, ze to zdecydowanie za malo aby stwierdzic, ze winny jest maz a ja
    jestem zdrowa szczesciara. Co o tym myslisz?
    Malina
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 20.04.01, 11:14
    Jesteście w takiej sytuacji jak my mniej więcej rok temu, tzn. ja zdrowa jak
    ryba, a mąż ze słabym nasieniem, czyli winny. Hurra! Już wszystko jasne i
    proste. Nie wiem, co Ci poradzić. Być może u Was jest to rzeczywiście jedyna
    przyczyna i kolejna inseminacja może sprawę rozwiązać. Ale z drugiej strony jak
    zdążyłaś się na pewno zorientować czytając listy wygląda na to, że jak para ma
    problemy z płodnością, to znaczy, że prawdopodobnie ma cały zestaw chorób do
    wyleczenia (nieszczęścia chodzą parami)smile)
    W moim przypadku sytuację wyjaśniły (i znów naiwna w to wierzę...) badania
    immunologiczne, o których poprzednio pisałam - miałam przeciwciała
    antyplemnikowe. Po kuracji sterydami już niby ich nie mam, ale rewolucja nie
    nastąpiła...
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 23.04.01, 10:54
    Hurra?!?! Jezeli to mialo mnie pocieszyc, ze nieszczescia chodza parami to
    chyba nie jestem zadowolona.
    Wierze, ze jestem zdrowa. I mam nadzieje, ze juz tych nieszczesc wystarczy.
    To, ze moj maz ma problem nie znaczy, ze przeszlo cos na mnie (no wiesz, zeby
    mu nie bylo przykro).
    Czuje sie zdrowa i MUSZE byc zdrowa bo inne myslenie mnie zabije. Koniec,
    kropka.

    Malina
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 23.04.01, 13:22
    Szczerze i z całego serca życzę Ci, żeby tak było. Przepraszam, jeżeli moja
    wypowiedź Cię uraziła czy zdenerwowała - nia miałam takiej intencji. Ja po
    prostu opisałam Ci mój przypadek. Pozdrawiam ,Zosia
  • Gość: Ava IP: *.poznan.pl 29.04.01, 12:24
    Już pisałam, ale wcześniej... Miałam kilka prób, a w ciążę zaszłam po
    własnoręcznie zrobionej w domu... Ale moja koleżanka ze szpitala zaszła po
    lekarskiej chyba 8 - mej...Ava
  • sarah 19.04.01, 21:56
    Ceść malina. Szukasz kogoś komu udała się inseminacja? Mnie się udała. 5 z
    koleji. Właściwie ten ostatni raz spróbowałam tylko żeby nie tracić czasu. Pan
    doktor w Novum stwierdził że skoro 4 poprzednie próby się nie udały to należy
    spróbować in vitro. No i udało się za piątym razem! Było to ponad rok temu.
    Moje słonećko ma pół roku i śpi teraz słodko w łóżeczku. Myślę żę jeżeli lekarz
    proponuje inseminację to warto spróbować. To jednak prostszy zabieg niż in
    vitro, można powtarzać praktycznie każdym kolejnym cyklu, bierze się mniej
    leków, no i kosztuje mniej. Ja jako jedyna zdaje się na tym forum od początku
    pokładałam nadzieję w inseminację i raczej nie bardzo wierzyłam w in vitro.
    moja rada - spróbuj. Sarah
  • Gość: Malina IP: 157.25.86.* 20.04.01, 10:22
    To jest cudowna wiadomosc. Dzieki!!!
    Co bylo powodem, ze zaproponowano Wam inseminacje?
    Czy po drugiej inseminacji tez mialas robione te
    straszne badania takie jak HSG itp.?

    Poprawil mi sie humor!!!

  • Gość: Bacha IP: 195.205.13.* 20.04.01, 12:32
    Kochana, nie wiem skad u Ciebie taki strach przed HSG,
    jesli w ogole do niego dojdzie, bo przeciez tak jak Ci
    tu wszyscy pisza moze sie uda inseminacja, to o
    badaniu zapomnisz szybciej niz Ci je zrobia. Moze
    troche przesadzilam, nie mniej jednak badanie trwa
    krotko, po badaniu, lepiej zeby ktos przy Tobie byl,
    bo jestes oslabiona (ja zemdlalam). Ale nie czujesz
    bolu, trwa krotko, potem odpoczniesz i tyle. Nie
    nakrecaj sie wiec sama strachem, bo to nic nie da.
    Pamietaj tylko po co to robisz i jaki jest cel. No a
    poza tym, po co martwic sie na zapas. Jesli uda Ci sie
    inseminacja i zobaczysz upragniana "niebieska kreske"
    to jest OK, a pomartwic sie jeszcze zdazysz jesli
    bedzie taka potrzeba. Zycze powodzenia. Bacha
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 20.04.01, 13:49
    Tyle miałam różnych badań, ale nie robili mi HSG ani PTC test. Czy możecie mi
    wytłumaczyć, o co w nich chodzi?
    Dziękuję, Zosia
  • Gość: AGA IP: 195.116.107.* 20.04.01, 14:01
    HSG to badanie droznosci jajowodow; jesli sa nie drozne, to jajeczko nie moze
    przebyc naturalnej drogi i spotkac sie z plemnikiem;ja np. HSg mialam robione
    na samym poczatku ustalania przyczyn nieplodnosci;
    PCT test to badanie, ktore przeprowadza sie 8-12 godzin po stosunku; ze sluzu
    kobiety pobiera sie "resztki" nasienia i bada ruchliwosc plemnikow; jesli sa
    bardzo slabe lub jest ich malo, to nigdy nie dojdzie do spotkania z twoja
    komorka; wtedy stosuje sie np. inseminacje, gdzie nasienie podaje sie
    bezposrednio do macicy;
    polecam przy okazji jeden z artykulow zamieszczonych w tematyce "nieplodnosc" w
    tym portalu - jest to powtorzenie w Wysokich Obcasow z ub. roku, ale mozna
    znalezc pare uzytecznych informacji
  • Gość: Sarah IP: *.ipartners.pl 20.04.01, 21:37
    Powód dla którego zaproponowano nam inseminację to kiepskie parametry
    nasienia.Po drugiej próbie miałam robione HSG. Bolesne ale da się wytrzymać.Tym
    się kochana nie martw, poród boli dużo bardziej i do tego dłużej trwa!
  • Gość: ewa IP: 213.25.186.* 20.04.01, 19:22
    Bardzo chętnie z toba o tym porozmawiam mam ten sam problem
  • Gość: Iwona IP: 212.160.79.* 21.04.01, 12:08
    Mam ogromną prośbę-czy mogłybyście mi wytłumaczyć(jako, że jesteście
    już "oblatane" w tej dziedzinie) co to są przeciwciała antykardiolipinowe ACA,
    IMK-Limfocyty oraz co to jest MLR. Czy któreś z tych to przeciwciała blokujące
    i odrzucające zarodek. Mam też prośbę o telefon do Gynemedu do
    prof.Malinowskiego.
    Wiecie, ja na jesień szykuję się do drugiej próby in-vitro---pierwsza nieudana
    i jeżeli wytwarzam jakieś przeciwciała przeciw zarodkowi, to może mogłabym się
    odczulić i może to właśnie jest przyczyną moich niepowodzeń, skoro lekarze do
    tej pory niczego nie wypatrzyli.
    Z góry dziękuję. Pozdrawiam. Iwona
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 21.04.01, 15:37
    Iwonko, muszę Cię zmartwić i przyznać się szczerze, że nie wiem, co to są
    przeciwciała ACA i test IMK , z bardzo prostego powodu. Otóż wyniki tych badań
    miałam poprawne, więc nie zainteresowałam się o co chodziło. Natomiast MLR to
    jest mieszana hodowla limfocytów żony i męża i tutaj rzeczywiście chodzi o to,
    aby odczulić kobietę, żeby nie odrzucała limfocytów męża i ostatecznie - zarodka.
    Jeżeli test wypada niepomyślnie, pobierają od męża krew (po badaniach takich
    jakie muszą mieć dawcy krwi. Jeżeli mężowi coś dolega to od trzech dawców)i z
    niej preparują szczepionkę dla kobiety. Mnie najpierw podali taką spreparowaną
    szczepionkę - tak na wszelki wypadek, a dopiero potem posłali na test. Wyników
    jeszcze nie znam. Z argumentacji lekarza zrozumiałam, że jeżeli się tego nie
    sprawdzi to nie ma sensu podchodzenie do in vitro. Test robią w Gynemedzie w
    Łodzi, na wyniki czeka się trzy tygodnie i kosztuje 270zł od pary.
    Oto telefon do Gynemedu: 0-42 645-92-75.
    Mnie leczy prof. Tchórzewski z Gamety (www.nieplodnosc.pl).

    Pozdrawiam, Zosia
  • Gość: Ola IP: 212.244.46.* 23.04.01, 09:35
    Ja mam wątpliwości w stosunku do tych badań. Pisałam wcześniej o znajomej mi
    parze, która też się odczulała, bo podobno koleżanka wytwarzała przeciwciała
    przeciw zarodkowi. No cóż... a pomimo tych przeciwciał bardzo łatwo zachodziła
    w ciążę, którą nosiła przeciętnie 3 miesiące, później roniła. A roniła z innej
    przyczyny, co się okazało dopiero przy ostatniej (bodaj że 5) ciąży. No i co o
    tym sądzić?
  • Gość: Zosia IP: *.BMJ.net.pl 24.04.01, 10:25
    W coś trzeba wierzyć. Każda z nas ma swoją strategię leczenia i raczej chce
    wierzyć, że to właśnie pomoże...
    Olu, przykład pary, o której pisałaś zmobilizował mnie do zbadania u siebie
    toksoplazmozy. Na szczęście jestem zdrowa, więc tym bardziej mam nadzieję, że
    szczepienia pomogą.
    Zosia
  • Gość: ania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.04.01, 19:49
    Uważnie czytam całą dyskusję. Już wcześniej pisałam o
    moim problemie, może więc skorzystam z Waszej
    uprzejmości bo widzę, że chętnie dzielicie się swoją
    wiedzą. Może byłyście w podobnej sytacji, więc
    powiecie mi więcej szczegółów. Mój mąż będzie
    operowany w Novum na żylaki powrózka nasiennego, czy
    jest to poważna operacja i czy po niej jest poprawa?
    Czy powinnam już robić sobie badania, czy czekać na
    wyniki zabiegu? A jeśli tak to jakie? Jak mam
    sprawdzić czy ze mną jest OK? Zauważyłam, że z moim
    jajeczkowaniem jest różnie, raz jest, a raz nie ma?

    Z góry dziękuję,
    Ania
  • Gość: Amal IP: 195.94.207.* 23.04.01, 10:28
    Aniu, jedziemy na tym samym wózku, mój partner będzie mieć taką samą operację,
    ja mam PCOS, czyli też nie różowo. Operacja jest raczej zabiegiem (choć pod
    narkozą), na drugi dzień może trochę boleć, ale wystarczy zwykły apap (to wiem
    od kobiet, których faceci mieli coś takiego). Czytałam, że daje bardzo
    pozytywne rezultaty, jakość nasienia poprawia się u 80% mężczyzn (bez względu
    na wiek i inne czynniki, np. hormonalne), nie wiem, kiedy robią u nas powtórne
    badanie nasienia, ale w Stanach jest po 72-78 dniach. Najczęściej poprawia się
    przynajmniej na tyle, że można robić inseminację, gdzieś w Internecie znalazłam
    informację, że wskaźnik naturalnych poczęć w pierwszym roku po operacji to 49%,
    w drugim 69% (również bez uwzględniania problemów po stronei kobiety) czyli
    nieźle. Poza tym w Polsce robi się ją najbardziej tradycyjną metodą (tj.
    skalpelem), która jest najbardziej skuteczna (w porównaniu z laparoskopią i
    terapiami kombinowanymi).
  • Gość: ania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.01, 10:55