Dodaj do ulubionych

Co robić i mówić, aby nie ranić.

03.11.11, 10:56
Na bazie pomysłu z katkra75 z innego wątku chciałabym poruszyć temat tego, co nas denerwuje w zachowaniach, słowach itp. rodziny, znajomych i personelu medycznego. Jakie rady drażnią, jakie słowa bolą. Być może taki wątek już był, jeśli tak, to może warto go "przypiąć"? Jeśli nie, to stwórzmy listę, niech będzie dostępna dla osób, które zaglądają tu, szukając wiedzy o niepłodności.

Rady, które wyprowadzały mnie z równowagi:
- musisz wyluzować, nie udaje się, bo za bardzo chcesz (to tak jakby osobie spragnionej zalecić nie myślenie o piciu, plus fundowanie poczucia winy za to, że tym wielkim chceniem ściągamy na siebie niepłodność)
- wyjedźcie gdzieś, napijcie się wina, zróbcie romantyczny wieczór (gdyby to było takie proste...)
- to jeszcze nie jest tak długo (w ustach osoby, która zaszła "od razu" doprowadzało do szału)
- ale i "nie udaje się JUŻ 3, 4, 5 miesięcy" drażni
- podkreślanie z dumą przez znajomych, że im udało się szybko (zajście w ciążę to fizjologia, a nie zdobycie Nobla)
- jest jeszcze adopcja (dziękuję za przypomnienie)

Słowa, które bolały najbardziej i które ciężko zapomnieć:
- nie wszyscy muszą mieć dzieci
- nie ty pierwsza nie ty ostatnia
- możesz być wspaniałą ciocią

Wpadki lekarza:
- widzę, że pani smutno, a ja tu gorsze wyniki widuję (rady, że inni mają jeszcze gorzej nie działają w chwili, kiedy dowiadujesz się, że Twoje marzenie może się nie spełnić)
- przynajmniej nie ma pani raka (i cieszy mnie to, ale skakać pod sufit z powodu niepłodności też nie zamierzam)

Czego oczekuję?
Tego, aby niepłodność była traktowana jak choroba, ciężka, a leczenie jako walka o zdrowie, a nie fanaberia posiadania dziecka. Zrozumienia, że muszę nauczyć się żyć z własną chorobą i potrzebuję na to czasu.

To przemyślenia, które nasunęły mi się jako pierwsze.
Piszcie o swoich, może uda nam się z tego wszystkiego stworzyć listę najważniejszych wskazówek.
Edytor zaawansowany
  • katkra75 03.11.11, 11:07
    Ja niestety, amoze stety nie moge za duzo napisac (z wiadomych przyczyn wink ), ale tak mi sie nasunelo. Dziewczyny po poronieniu, stracie dziecka maja swoje Aniolki, obchodza Dzien Dziecka Utraconego i powoli spoleczenstwo przyzwyczaja sie do mysli, ze dla wielu osob "dziecko" to nie tylko to biegajaca, krzyczaca i trzymajaca sie spodnicy mamy istota. A Wy co? Ja tu ciagle widze transfer, mrozoneczki itd. Moze sie myle, ale chyba macie prawo do tego, alby czuc ogromny zal, strate po nieudanym transferze, macie takie same Aniolki, jak i te mamy po poronieniu. Skoro one moga byc nazywane matkami, maja prawo do żałoby to dlaczego nie Wy.... Moze kogos urazilam tym postem to przepraszam, ale tak mi sie nasunęło. Byc moze macie zupelnie inne przemyslenia lub potrzeby.
  • teligo 03.11.11, 11:15
    Ładnie napisałaś. My z koleżanką dałyśmy sobie prawo do myślenia o sobie, że jesteśmy matkami dziecka, które się nie poczęło. Mają nawet imiona. Bo czuje wręcz fizyczną tęsknotę za dzieckiem. Bez względu na to, ile dzieci jeszcze urodzę, jakoś będę musiała uporać się z żalem, który zostanie po niepłodności.
  • lili2010 03.11.11, 11:25
    pod wszystkim co napisalas sie podpisuje, najbardziej wkurza mnie stwierdzenie, ze za bardzo chce a kolejne to, ze mam juz jedno dziecko i z tego powodu powinnam sie cieszyc - tak jakbym sie nie cieszyla...malo kto potrafi zrozumiec pragnienie rodzenstwa dla swojego dziecka. I fakt tych samych staran, nakladow sil i niepowodzen jak przy pierwszym.
  • agaa66 03.11.11, 12:26
    U mnie "hitem" były słowa:

    - "nie płacz, nie panikuj, pomyśl sobie, że mogłabyś jeździć na wózku inwalidzkim" (????????) - wymiękłam po czymś takim
    - w luźnej rozmowie z koleżanką, która jest w ciąży: "wiesz, bo teraz wszystkie dookoła są w ciąży"
  • samotnawbolu32 15.07.13, 20:14
    najbardziej dobija mnie litosciwy wzrok rodziny i...tu zaczyna sie historia pewnej pary,ktora to nie mogla miec dzieci ale po 10 latach....,czuje ,ze zaczynam waryjowac,nie potrafie juz o tym z nikim rozmawiac,z mezem nie rozmawiamy juz o tym wogole---powstal taki mur,ktorego nie przekraczamy---temat tabu...,pragne wybuchnac,wykrzyczec,byc na bezludnej wyspie i krzyczec z bolu w samotnosci ,aby mnie nikt nie slyszal
  • teligo 03.11.11, 12:46
    Na razie stworzyłam taką listę, jeśli macie jakieś uwagi, to piszcie.
    Co jeszcze do niej dopisać?

    1. Niepłodność to choroba.
    2. Nie udzielaj rad o „odpuszczeniu”, „wyluzowaniu”, na niewiele się to zda, a może denerwować. Nie da się wyłączyć chęci zostania rodzicem.
    3. Nie proponuj rozwiązań typu „wyjedźcie na urlop”, „zrelaksujcie się to na pewno się uda”. Większość z nas wyjeżdża, odpoczywa, a problem medyczny od tego nie znika.
    4. Nie proponuj adopcji jako środka leczniczego „adoptujecie i na pewno wtedy się uda”. Dziecko adopcyjne nie może być środkiem do celu.
    5. Nie proponuj komuś adopcji w zamian za starania naturalne, do adopcji się dojrzewa, nieraz latami i jest to zupełnie inne rodzicielstwo, a nie substytut. Dwie równie piękne drogi, ale każdy ma prawo wybrać, którą i kiedy chce iść.
    6. Nie mów osobom, które walczą z niepłodnością, ale mają dziecko, że powinny się cieszyć z chociaż jednego. Ich ból jest wielki i nie da się go zmierzyć czy porównywać. Nie umniejszaj czyjegoś cierpienia.
    7. Jeśli masz dziecko i przyszło ci się mierzyć z niepłodnością przy kolejnym, nie mów tym, którzy starają się o pierwsze, że nie wiedzą czym jest macierzyństwo lub że cierpisz bardziej, bo już wiesz, co tracisz. Cierpienie, to cierpienie.
    8. Nie pocieszaj mówiąc „inni mają jeszcze gorzej”. Wiemy o tym, doceniamy to, co dobrego nas w życiu spotyka. Nie zmienia to jednak faktu, że niemożność zostania rodzicem nas boli.
  • zalamanalala81 03.11.11, 13:17
    Mnie najbardziej jeszcze wkurza, że istnieja osoby, które wiedząc o twoim problemie niepłodności, o wieloletniej walce i ntych juz podejściach, ignorują to zachwycając się swoim dzieciakiem i nadając na jego temat 6 godzin na 8 godzinny tryb pracy. To chyba najbardziej boli, gdy się otworzysz i powiesz osobie o swoim cierpieniu, a ona po jakimś czasie jakby nigdy nic, opowiada ci nagminnie co jej dziecko znowu wspaniałego zrobiło lub powiedziało. Po prostu ZERO wyczucia czy empatii, a najlepsze jest jeszcze to, że robi to parę dni po tym jak się dowie, że kolejne podejście nie wypaliło, logiczne że mam wtedy doła wielkości krateru na księżycu i nie chcę słuchać o jej przekochanym dziecku, prawda?
    Poza tym jest jeszcze na dodatek takie poczucie pogardy wobec osób zmagających się z niepłodnością, że patrz, ci to nawet dziecka nie umieją zrobić, daremni są, a my mamy dwójkę, nie dość że naturalnie, to jeszcze parka nam się udała (przykład z życia wzięty, a dokładnie z mojej rodziny), no i klasycznie odsuwanie się od osób "chorych" jakby byli conajmniej chorzy na tyfus.
  • wypalona_zarowka 03.11.11, 14:10
    zgadzam się ze wszystkim co napisałyście !!
    ale najbardziej mnie boli o tym co napisała zalamana gdy w rodzinie są dzieci, mówie o teściowej i jej córce- gdy tylko tam jesteśmy wyłącznie zachwycają się dziecmi!! co dosłownie 10 min jest temat dziecka- nawet jak zaczniemy nowy temat, to temat dzieci wraca!!
    Powiedzcie!! i jak tam jezdzic? wiem że to nie ten wątek !! ale... trudno mi być tam - i nie wierzę że kiedyś pogodzę się z niepłodnością!! może nauczę się z nią żyć!!
    Czasami słyszę " musisz się przyzwyczaić" " czas się pogodzić"
    Przecież niepłodnośc to ciężka choroba, która odbiera radość życia!! I ja nic nie muszę!!
    A najgorzej się czuje gdy się wstyde niepłodności!!
    nie wiem co odpowiadać !! gdy ludzie pytają ( bo ludzie są beszczelni)
  • wypalona_zarowka 03.11.11, 14:13
    katkra mądrze napisałaś!! dla tych, którzy wiedzieli nawet o naszych podejściach do in vitro!! przez myśl nie przeszło, ze to były moje dzieci !! bo ty "zaemocjonalnie podchodzisz do tego"
    aż cisnął się przekleństwa na usta!! jak to zaemocjonalnie !! a jak mam w takiej chwili podchodzić, kiedy to jedyna droga do tego aby mieć dzieci!! Po transferze obłędu można dostać bo czas się dłuży!! a nadzieja rośnie!!a Ty wiesz że one są w tobie!!
  • zalamanalala81 03.11.11, 14:44
    Doskonale CIę rozumiem, jak ja odwiedzam rodziców, to moja mama (wiedząc do pewnego stopnia, że się leczymy) skrupulatnie wylicza mi, kto jest w ciąży, komu co się urodziło, no i potem przeżywa co dzieci mojego brata zrobiły, powiedziały, jakie mądre itp. A mnie w momencie szlag trafia i mam ochotę wyjść i już więcej tam nie przychodzić. Ja rozumiem, że moja mama się cieszy z wnuków, ale czemu ona nie rozumie, że mnie to boli, że mija 3 rok starań, a 2 rok leczenia w klinice i nadal nie ma efektu !!@!!!!! Płakac mi się chce z bezradności. Zresztą moja mama pobiła rekord w byciu empatyczna w zeszłym roku, gdy dzień przed wigilią powiedziała mi że moja bratowa jest w ciąży z drugim już dzieckiem, 10 minut później wyszłam do domu, gdzie wytrąbiłam 0,7 l wina w godzinę rycząc i przeklinając świat, los, boga co tylko mi na myśl wtedy przyszło i to że jestem do niczego. Ja wiem, że nigdy nie pogodzę się z tym faktem i wiem o tym, że przebywając nadal w tym otoczeniu co teraz, na każdym kroku będzie mi przypomniane o tym, że nie mam dziecka i jestem niepłodna. Zresztą w tym roku postanowiliśmy z mężem otwarcie powiedzieć wszystkim dociekliwym, że nie mamy dzieci i nie jestem w ciąży, bo nie możemy mieć i tak zbadaliśmy się i wiemy o tym. Bo cały problem polega na tym, że my sie dusimy, czaimy, wstydzimy że jesteśmy niepłodni i narzekamy, że społeczeństwo nas wytyka. A powinniśmy otwarcie o tym mówić, żeby społeczeństwo z tym oswoić. zresztą wkurza mnie też to że jak ktoś ma dzieci, to bezczelnie jest roszczeniowy i przeciska się np. w kolejce mówiąc: bo ja mam dziecko, albo że: ja jestem z małym dzieckiem, więc co, ja tez powinnam się przepychac i mówić": bo ja jestem niepłodna???? Szanujmy się nawzajem i bądźmy tolerancyjni, bo to że ktoś nie miał problemów z poczęciem, nie znaczy, że jego potomek tego cierpienia nie zakosztuje.
  • coco7710 03.11.11, 14:55
    zalamanalala81-moja droga mam podobne doświadczenia(wręcz identyczne)więc podpisuje s pod tym...najgorszy jest ból jaki Ci zadają najbliżsi wiedząc o sytuacji...zero empatii, zrozumienia i te pyt,,A Wy kiedy?..." no szlag człowieka trafia...dopiero jak s ktoś znajduje po tej drugiej stronie doskonale rozumie jak człowiek czuje s jakiś gorszy, wybrakowany,niepełnowartościowy no ułomny bo nie może podołać czemuś co jest takie naturalne-mieć potomstwo...nic więcej.A jeszcze jest okropne jak s szybko zapomina o zmaganiach jak s uda...odrazu ciśnie mi s powiedzenie ,,zapomniał wół jak cielęciem był..."
  • samotnawbolu32 15.07.13, 20:20
    mam tak samo,nie mogu sluchac opowiadan o porodach,ostatnio moja szwagierka urodzila,nie odwiedzam jej juz tak czesto,bo sprawia mi to ogromny bol a gdy daje mi dziecko na rece to chce mi sie wyc z bolu,co najgorsze zauwazylam,ze jak zawsze uwielbialam towarzystwo dzieci siostr,to ostatnio ich unikam,po ich spotkaniach mam dola
  • samotnawbolu32 15.07.13, 20:27
    ja juz kilka razy od moich znajomych uslyszalam tekst---jakos slabo ten twoj maz sie stara---to nie jest temat do zartow!!!a moze moj maz rzeczywiscie jest bezplodny i jaka moga mi dac w tym momencie porade?ludzie zastanowcie sie czasami 5 razy zanim cos powiecie--bo takie zarty dla was moga byc dramatem zyciowym dla nas
  • niki-777 23.08.12, 21:04
  • niki-777 23.08.12, 21:13
    Dokładnie mam to samo jak spotyka mnie taka sytuacja, za każdym razem pęka mi serce, mam wrażenie jakbym paliła się w środku, jakbym miała zaraz wybuchnąć, chce uciec, a najlepiej zapaść się pod ziemię i juz nigdy nie wychodzić!!! Wogóle nie mam już sił, mam wrażenie że nikt mnie nie rozumie, tyle ludzi sparwia mi przykrość a najgorsze jest to że często sa to najbliźsi... mąż uważa że "cyrkuje' a ja już nie mogę, nie mam wsparcia i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymie... najchętniej bym uciekla gdzieś gdzie nikt mnie nie zna, gdzie nie było by dogadywań i obgadywania! dlaczego tak jest? dlaczego ludzie tego nie rozumią co czujemy? że jesteśmy bezradne? dlaczego ludziom którzy mają raka nie mówi się np. a czemu masz raka? a nie możesz sie go pozbyć? i nie nawidzę jak Panie które maja dzieci a nie miały problemów z zajściem w ciąże wypowiadaja sie na te tematy!!!!!!!!!!!!!! NIE PRZESZŁYŚCIE TEGO - TO SIĘ K... NIE WYPOWIADAJCIE BO NIE MACIE NIC NA TEN TEMAT DO POWIEDZENIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • teligo 03.11.11, 14:59
    Dodaję dwa nowy punkty. To co piszecie przedstawiam w swoich słowach, ale jeśli macie jakieś uwagi do naszej listy, to piszcie proszę.


    9. Jeśli sami nie rozpoczynamy rozmów o ciążach czy dzieciach znajomych, rodziny, uszanuj proszę to, być może teraz jest moment, gdy nie będziemy mieć siły o tym rozmawiać. Niewinna rozmowa może nieść za sobą ból, z którym trudno sobie poradzić.
    10. Jeśli ktoś powiedział ci o swojej niepłodności, wiedz, że obdarzył cię dużym zaufaniem. Jednak też najprawdopodobniej liczy na to, że wiedza ta pozwoli ci być empatycznym, taktownym i rozumiejącym. O własnej niepłodności nie rozmawia się jak o pogodzie, szanuj uczucia osoby, która obdarza cię zaufaniem.
  • neska.79 03.11.11, 15:48
    Ja tutaj rzadko się wypowiadam, ale z mężem walczyliśmy z niepłodnością 3 lata i chciałam dorzucić 2 rzeczy do listy, czego nie mówić.
    1. wam też kiedyś się uda - wszędzie wkoło to słyszałam, ale jakoś gwarancji na to nikt mi nie dawał, dla mnie to wcale nie było takie pewne, a raczej z biegiem czasu coraz bardziej wątpliwe
    2. coś, od czego otwierał mi się nóż w kieszeni - wy to macie fajnie, żadnych stresów (taaa...), robicie co chcecie, w weekendy śpicie ile chcecie, jeździcie na wakacje gdzie i kiedy chcecie, itd. (bo przecież 4 lata po ślubie nie mamy dzieci tylko dlatego, żeby nam nie przeszkadzały w rozrywkach)
    I jeszcze, tak jak ktoś już to napisał, denerwowało mnie to, że ludzie jakoś szybko zapominają o swoich problemach ze spłodzeniem potomka i przechodzą na tę "drugą stronę", bredząc o wyluzowaniu, itp. Ja za półtora miesiąca rodzę nasze wyczekane dziecko, a już się martwię, jak to będzie z drugim, czy jeśli się nam nie uda przez jakiś czas, to odpuścimy sobie i pozostaniemy przy 1 dziecku, czy będziemy tak samo walczyć. A latka lecą...
  • katkra75 03.11.11, 17:14
    Neska jesli masz mrozoneczki (zwane przez niektore dziewczyny zartobliwe iceman'ami lub icemankami) to z doswiadczenia wiem, ze nie odpuscisz. A jesli nie to czas pokaze. Narazie nabieraj sil na wielkie spotkanie smile

    Jesli chodzi o te "wam to dobrze" tu sie wypowiem jako osoba bedaca dluzszy czas singlem, mnie wkurzal tekst "mozesz zostac dluzej w pracy/wziac nocny dyzur/pracowac w swieta - bo nie masz rodziny". Podobnie bylo z moja kolezanka, ktora starala sie o maluszka 10 lat. Ja wiedzialm o problemie i powiem Wam, ze najgorsze jest milczenie osob nieplodnych. Srodowisko wokol nie wie jak sie zachowac lub co powiedziec. Wiec warto mowic o swojej chorobie. Wracajac do kolezanki - jej tez podobny tekst mowiono, wiesz nie masz dzieci, rodziny to wez dyzur. Kiedys mi sie poskarzyla...Poradzilam, zeby pewnego dnia stanela i odpowiedziala na taki tekst "Ja mam rodzinę, mam kochanego meza, nie mam dzieci, ale to nie oznacza, ze nie mam rodziny. O dzieci staramy sie od X lat i jest to nasz wielki dramat. To, ze jestem nieplodna, nie czyni mnie gorsza osoba, osoba, ktora nie ma potrzeby odpoczynku, bycia z rodzina w swieta. I dlatego w tym roku bede odpoczywac". I..... skonczyly sie teksty w tym stylu. Dziewczyny naprawde powinnyscie byc bardziej asertywne.
    Teraz troche napisze jako osoba majaca dziecko, z tej drugiej strony medalu. Jesli nie wiem, ze osoba rozmawiajaca ze mna ma problem z plodnoscia, to tez moga ja bardziej urazic, niz jakbym wiedziala o jej problemach. Jesli mowie o swoim dziecku to nawet na mysl mi nie przyjdzie, ze moge kogos ranic. Ja zwyczajnie sie bardzo ciesze, ze ja mam, ze wlasnie nie spie po nocach i nie zamienilabym tych nieprzespanych nocy za nic w swiecie. Wiec o niej mowie, az do znudzenia. Jesli ktos by mi powiedzial - sluchaj ja mam teraz ciezki czas, ja nie moge miec dzieci, staramy sie z partnerem i bardzo mnie doluja rozmowy o dzieciach. Nie zebym miala cos przeciwko Twojemu dziecku, ale ja nie mam sil o tym rozmawiac, czy mozemy rozmawiac o czyms innym". Z pewnoscia zmienilabym temat.

    Co do rodziny - ciesze sie, ze zaczelam ten temat. A moze na swieta zrobcie liste wlasnie w punktach co Was denerwuje i wreczcie swojej rodzinie. Oni tez nie wiedza jak postepowac, co mowic. A jesli jeszcze owiane jest to pseudotajemnica.....

    Ja bym do tych punktow dodala jeszcze jesli jestescie po in vitro informacje, ze mialyscie dzieci, jestescie matkami, macie prawo do zaloby, zalu, bo w Wy stracilyscie dzieci.

    i jeszcze jedno. Nie mozecie sie wstydzic nieplodnosci. Czy ja mam sie wstydzic tego, ze jestem krotkowidzem, ze mam krzywy kregoslup? Nieplodnosc to choroba, na ktora moze chorowac kazdy, na kazdym etapie swojego zycia. Osoby nieplodne nie sa ani gorsze, ani mniej wartosciowe niz te plodne.
    "
  • neska.79 04.11.11, 13:17
    > Neska jesli masz mrozoneczki (zwane przez niektore dziewczyny zartobliwe iceman
    > 'ami lub icemankami) to z doswiadczenia wiem, ze nie odpuscisz. A jesli nie to
    > czas pokaze. Narazie nabieraj sil na wielkie spotkanie smile

    Nie mamy mrozaczków, nasze dziecko jest z inseminacji. Dlatego zastanawiam się, co zrobimy, jak zachce nam się następnego smile

    A jeśli chodzi o mówienie o niepłodności, to chyba nie zawsze i nie każdemu ma się ochotę tłumaczyć, na co jest się chorym, tak jak przy każdej innej chorobie. Dlatego istnieje coś takiego, jak tajemnica lekarska.
  • vocativa 03.11.11, 16:07
    teligo napisała:
    > - musisz wyluzować, nie udaje się, bo za bardzo chcesz (to tak jakby osobie spr
    > agnionej zalecić nie myślenie o piciu, plus fundowanie poczucia winy za to, że
    > tym wielkim chceniem ściągamy na siebie niepłodność)

    Właśnie jak słyszę te słowa to dostaję białej gorączki!!smileBo czuję się wtedy jakby ktoś sugerował,że jestem jakąś idiotką, która po prostu sama postawiła "za bardzo chcieć" i przez to uniemożliwia poczęcie dzieckauncertain
    Denerwuje mnie też jak, ktoś sugeruje,że będziemy mieli dziecko we właściwym czasie jak Pan Bóg da, więc po co biegamy po lekarzach...Mam wtedy ochotę odwarknąć,że Pan Bóg owszem da kiedy będzie chciał, ale dał nam też odpowiednie środki, takie jak badania i lekarze.

    Dzięki za założenie tego wątku!!smilesmileUlżyło mismilesmile

    --
    "Miłość nie oznacza emocjonalnego przemijania czy chwilowego oczarowania, ale wyraża wolę i odpowiedzialną decyzję związania się całkowicie „na dobre i na złe”. Jest darem z siebie samego drugiemu człowiekowi." - Jan Paweł II
  • z_oe 04.11.11, 06:26
    Mnie za kazdym razem bola stwierdzenia lekarzy w klinice ,ktorzy zagladaja do Naszej karty i mowia"dlaczego uwaza Pani,ze zle Pania leczymy, przeciez za 1 razem sie udalo, wiec to chyba o czyms swiadczy ...tak tylko,ze to byla ciaza biochemiczna, wkurza mnie,ze klinika zalicza udany transfer po tescie pozytywnym a nie po ilosci urodzonych dzieci...dobija mnie to i za kazdym razem placze.

    Moja tesciowa- moze postarajcie sie w domu o dziecko,bo te ze szpitala to jakies ze skaza moga byc albo a jak sie pomyla i urodzisz czarne dziecko? i po ciazy biochemicznej, w dniu krwawienia nie martw sie, to ze szpitala pewnie polecialo,ale moze F. w miedzyczasie dorobil swoje (...) Unikam tej kobiety jak ognia,po ostatnim transferze i 1 pozytywnym tescie oznajmila [b]nie ma co sie cieszyc, w ciagu 3 miesiecy mozesz poronic,wiec jeszcze nie skaczcie z radosci b]..no zesz Ty!
  • agaa66 04.11.11, 12:47
    Oj dziewczęta jak my się doskonale rozumiemy.
    We mnie jest tyle negatywnych uczuć na tych wszystkich ludzi, którzy wygadują do nas te nietaktowne rzeczy, że szok. Najchętniej wykrzyczałabym to wszystko jak najgłośniej. Ale coś mnie powstrzymuje i duszę w sobie - wiem, że to źle - teraz obiecałam sobie, że już nie będę milczeć.
    - Siostra mojego męża mówi do mnie: "bo my z rodzicami tak rozmawialiśmy o was i najbardziej się baliśmy, że to będzie jego (jej brata) wina". Czyli co, mam rozumieć, że odczuli ulgę dowiadując się, że to ja jestem ta ułomna? Znienawidziłam ich za to.
    - Dwa miesiące po usunięciu mi ciąży pozamacicznej siedzimy przy stole i mój teść tak w rozmowie o przyroście naturalnym: "bo rodzina to powinna być 2+3" - rodzice i troje dzieci (on tak ma) a mi jak w mordę strzelił. Pewnie, że powinna być ale niektórzy po prostu nie mogą, nie da się!
    - Koleżanka, która zaszła w ciążę żeby nie wyrzucili jej z pracy: "wiesz, teraz wszystkie dookoła są w ciąży, albo mają dzieci". A dokładnie zna moją sytuację.
    Jejku, czy to tak trudno zrozumieć, że my cierpimy. Co innego jak ktoś nie zna naszej sytuacji, to wali co mu ślina na język przyniesie. Ale jeśli ktoś wie, zna naszą sytuację i na dodatek jest to osoba bliska to czemu nas jeszcze bardziej krzywdzą?
    Czasami spotykam się z większą serdecznością i zrozumieniem u ludzi prawie, że obcych, dalszych znajomych niż tych najbliższych. I to najbardziej boli.
  • niki-777 23.08.12, 21:29
    Tak dokładnie Cie rozumie... poprostu mam to samo już nie wiem co robić - czemu nas nikt nie rozumie?????????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czemu nas ranią, mimo że i tak cierpiny i przechodzimy takie katusze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dlaczego???? Tak mi ciężko, już mi sie nawet nie chce walczyć...................... czuje się jakbym miała trąd albo była naznaczona - mam wrażenie że ludzie chcieliby mnie zlinczować!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! bo przeciez jak można nie mieć dzieci!!!!!!!!!!!!? A najgorsze uczucie to to, że zmarnowałam mężowi życie bo nie ma normalnej rodziny... to boli mnie najbardziej i to jest gwóźdz do trumny... Jak życ z tym wszystkim w małej miejscowości gdzie nie mozna ise nawet ruszyć żeby każdy nie wiedział i nie obgadał... nie wiem co już robić????
  • teligo 07.11.11, 12:28
    Dodaję kolejne punkty.


    1. Nigdy nie szukaj pozytywów naszej sytuacji. Nie mów: „wy to macie fajnie, bo…” Chętnie zamienilibyśmy naszą chorobę na problemy rodziców.
    2. Możesz dodawać wiary w powodzenie, ale bagatelizowanie czyichś obaw poprzez powtarzanie „nie martw się, wam na pewno też się uda” bywa denerwujące. Nikt nie wie czy i kiedy się uda, właśnie ta niepewność jest ciężka do zniesienia.
    3. Nie próbuj pocieszać słowami „dziecko pojawi się w odpowiednim momencie”, „jak Pan Bóg tak zdecyduje”, „samo wybierze moment”. My pragniemy dziecka teraz i nie ma w tym nic złego. Większość ludzi ma możliwość wyboru, kiedy powiększy się rodzina, my nie i jeśli nie będziemy działać (leczyć się!) to być może nigdy to nie nastąpi.
    4. Nigdy nie wartościuj dzieci ze względu na sposób poczęcia.
    5. Zawsze pamiętaj, że niepłodność to choroba pary, nie ma znaczenia po czyjej stronie leży przyczyna. Nie używaj słów „wina”, choroba nie jest zależna od woli.


    Niesamowite jest to, jak my wszystkie jesteśmy zgodne w tym, co nas rani i denerwuje...
    Piszcie też, co chciałybyście usłyszeć, albo jakie zachowania znajomych, rodziny Wam pomagały, żeby wątek nie dotyczył tylko tego, czego NIE robić.
  • teligo 07.11.11, 12:40
    I jeszcze słowo o mówieniu o własnej chorobie.

    "Dziewczyny naprawde powinnyscie byc bardziej asertywne. (...) Jesli nie wiem, ze osoba rozmawiajaca ze mna ma problem z plodnoscia, to tez moga ja bardziej urazic, niz jakbym wiedziala o jej problemach. Jesli mowie o swoim dziecku to nawet na mysl mi nie przyjdzie, ze moge kogos ranic. Ja zwyczajnie sie bardzo ciesze, ze ja mam, ze wlasnie nie spie po nocach i nie zamienilabym tych nieprzespanych nocy za nic w swiecie. Wiec o niej mowie, az do znudzenia. Jesli ktos by mi powiedzial - sluchaj ja mam teraz ciezki czas, ja nie moge miec dzieci, staramy sie z partnerem i bardzo mnie doluja rozmowy o dzieciach. Nie zebym miala cos przeciwko Twojemu dziecku, ale ja nie mam sil o tym rozmawiac, czy mozemy rozmawiac o czyms innym". Z pewnoscia zmienilabym temat. "

    Katkra75 ja już się nauczyłam NIE MÓWIĆ. Kiedyś mówiłam właśnie po to, aby ktoś mnie przypadkiem nie ranił, żeby uważał na pewne rzeczy, żeby mi było łatwiej. Ale to nic nie daje. Większość ludzi ma to gdzieś. A niektórzy nawet ranią celowo. Kiedy ktoś wie, że mam problem i nie zmienia swojego zachowania, to nawet trudniej jest to znieść. To raz, dwa to naprawdę nie mam ochoty ludziom w pracy, sąsiadom, dalszym znajomym mówić o tak intymnej części swojego życia. Trzy to po prostu ciężko ukryć łzy, kiedy się o tym mówi, a ja nie chcę, aby jacyś przypadkowi ludzi widzieli mnie w takim stanie. Czy wszyscy mówią o swoich chorobach? I żeby było jasne, nie wstydzę się, nie uważam się za gorszą z tego powodu, nie chcę tylko o tym rozmawiać z ludźmi, którzy nie są mi bliscy.
    A na końcu dodam, że rozumiem potrzebę rodziców mówienia o własnym dziecku, to jest sympatyczne i miłe (ale w jakichś racjonalnych granicach). Mam nadzieję, że Cię to nie urazi, ale takie opowieści nudziły mnie nawet wtedy, gdy się nie starałam o dziecko. A teraz nie widzę potrzeby zasłaniania się chorobą, żeby komuś powiedzieć, żeby nie przynudzał wink
    Pozdrawiam.
  • katkra75 07.11.11, 16:46
    Ale mi nie chodzi o przyslowiowa panią z mięsnego. Przeciez logiczne jest, ze nie mowi sie o swoim zyciu intymnym kazdej napotkanej osobie. Nasze spoleczenstwo jest dosc "wscibskie", wiec nie mowiac np rodzinie, bliskim znajomym narazacie sie na takie pytania "a Wy to kiedy wezmiecie sie do roboty", "w Waszym wieku to juz powinniscie miec 2 lub 3 dzieci", "na co czekacie" lub "a do Was kiedy bocian zawita?". Juz nie powiem o beznadziejnym, w moim odczuciu tekście "Powinnas miec dziecko, a co masz miec lepiej niz ja". Jakby cholera ktos za kare wreczal im dzieci z przydzialu i mecza sie uncertain Czasami moze dobrze jest mowic. Zobacz jak wiele sie zmienilo w kwestii poronien, urodzenia martwego malucha. Wciaz nie jest idealnie, ale przynajmniej od dawna nie slyszalam takiego glupiego tekstu "bedzie nastepne" lub "czeg Pani placze to tylko zlepek komorek był". Dlatego namawiam serdecznie do stworzenia listy i przypiecia na samej gorze. Ja ze swoje strony moge np taka liste wreczyc moim studentkom, niektore z nich pracuja, a niektore dopiero zaczynaja swoja przygode z poloznictwem. Moze jakos malymi krokami uda sie zmienic podejscie chociaz garstki ludzi.
    Ja bym to tej listy dodala, ale nie wiem czy Wy sie ze mna zgodzicie (nasunelo mi sie po lekturze postow z_oe). "Nie bagatelizuj mojej straty, nic mi nie "poleciało", ja stracilam swoje dziecko i mam prawo ptrzezywac żałobę"


    PS. Nie nie urazilo mnie to w ogole. Tez uwazalam do 35 roku zycia za nudnawe rozmowy o kupkach, zupkach i innych zabkach wink Ale od maja 2011 sa to najcudowniejsze tematy i jakze nie nudne ;P Z calego serca zycze, zebys kiedys przynudzala smile Tylko nie dziekuj ...... ptfu ptfu ; -)
  • teligo 08.11.11, 15:48
    "Powinnas miec dziecko, a co masz miec lepiej niz ja"
    Ja z ust osoby, która doskonale wiedziała, że mam problem i doskonale wiedziała jak cierpię, bo przy niej płakałam po diagnozie, w czasie rozmowy o tym, że być może zdecydujemy się na adopcję, usłyszałam: "nieeee, nie możesz mieć dziecka bez wyrzeczeń! ja mam rozstępy po ciąży, a ty sobie tak łatwo dzieciaka załatwisz?!" Żałuję, że kiedykolwiek się dowiedziała, mogłam mówić, że wolę karierę wink
    Należy mówić o problemie, ale ogólnie, w społeczeństwie, w mediach. Popieram akcje Bociana. Bardzo wdzięczna jestem ludziom, którzy opowiadają o swojej (najczęściej udanej) walce, występują w tv, piszą książki itp. Ale oni mówią o chorobie, którą pokonali lub ewentualnie już się z nią pogodzili. To jest kawał dobrej roboty.
    Gdybym mogła cofnąć czas nie dowiedziałaby się nawet moja babcia. Gdy nie wiedziała - nic nie mówiła, gdy wie - wali bez oporu, jakby jej to sprawiało przyjemność.

    Listy o poronieniach już są, są bardzo ważne, myślę sobie, że dobrze by było stworzyć taką tylko o niepłodności.
  • ja-motylek 30.07.13, 22:41
    tak... tak, podpisuję się pod "empatyczną" teściową i szwagierką - wy to macie fajnie, możecie pójść ot tak do kina albo wyjechać spontanicznie na weekend.. cieszcie się tym ...
    tak, mamy super... tylko nikt nie bierze pod uwagę, że pomiędzy pomiędzy spontanicznymi wyjściami do kina są kolejne badania, tabletki i czarna rozpacz... sad
  • anm-a 16.11.11, 16:29
    Ja przez lata mojej walki usłyszałam wiele gorzkich słów, większość z nich już tutaj padło. Raz usłyszałam tekst, który boli mnie do dzisiaj : "nie macie swoich dzieci, to chociaż chrześniaków będziecie mieli dużo" - tak jakby te chrześniaki miały mi zastąpić moje własne dzieci. W dodatku powiedziała to smarkula, która o swoje dzieci nie musiała się starać, więc jej zdaniem to żaden problem. Drugi tekst: "kogo Pan Bóg kocha, tego dziećmi błogosławi". Tego nie chcę komentować.
  • 7karola9 29.11.11, 11:51
    Ludzie są okropni i nieczuli. Jak się to czyta, to aż się włosy jeżą na głowie.
    Mnie najbardziej wkurza jak koleżanki opowiadają o swoich dzieciach, a mnie pytają jak się ma mój kot, jakby był dla mnie substytutem dziecka. Ja staram się o dziecko od 3 lat, a kota mam od 7, więc na pewno nie jest dla mnie jak dziecko.
    A najbardziej to mnie chyba wyprowadzają z równowagi koleżanki w ciąży, albo te z dziećmi, które jak ja to mówię „odmóżdżyło”. Zadają ci pytanie i nie słuchają odpowiedzi zajęte dzieckiem. Nie mówią o niczym inny, tylko o dzieciach itd.
    Mam nadzieję że będę miała dzieci i pokażę im ze cały świat się nie kręci wokół dzieci i można mieć inne zainteresowania i prowadzić rozmowę na inne tematy. Bo dzieci są do kochania a nie do chwalenia się nimi!

    ---
    http://www.suwaczki.com/tickers/tb736iye1hjcny4j.png
  • grazkavita 02.12.11, 20:23
    Witam! To jest źle postawione pytanie!Należałoby się zapytać jak nie zostać zranionym....Ci ludzie mają dobre intencje! Czy można winić młodą mamę, że w kółko mówi o swojej pociesze? Może raczej trzeba jej pogratulować i wziąć dzidziusia na ręce, przewinąć, pogadać z nią o nim? W końcu Pani jakby nie było chce mieć dziecko.....
  • teligo 04.12.11, 20:01
    grazkavita napisała:

    > Ci ludzie mają dobre intencje!
    Nie, nie wszyscy mają dobre intencje, poza tym na samych intencjach się nie może kończyć.

    >Czy można winić młodą mamę, że w kółko mówi o swojej pociesze?
    Czy można winić chorą osobę, cierpiącą z powodu niepłodności, że nie ma ochoty tego słuchać?

    >Może raczej trzeba jej pogratulować i wziąć dzidziusia na ręce, przewinąć, pogadać z nią o nim? W końcu Pani jakby nie było chce mieć dziecko....
    A czy ta młoda mama ma ochotę oglądać moje wyniki badań, słuchać o wizytach, zabiegach, trudnościach, czy ma ochotę wspierać i gratulować (np. wytrzymałości, cierpliwości)?
    Czy chodzi tylko o to, że to my mamy się dostosowywać do życia innych ludzi, ale oni do naszego już nie?

    "jak nie zostać zranionym?" nie kontaktować się z ludźmi, którzy ranią wink
  • hugo43 05.12.11, 18:28
    czesto jest tak,ze osoby walczace z nieplodnoscia nie chca o tym mowic na prawo i lewo.w bliskim otoczeniu mamy dwa bezdzietne malzenstwa,z kilkuletnim stazem,tak naprawde nie wiem czy z wyboru nie maja dzieci.moze kryje sie za tym osobisty dramat.to tez jest trudna sytuacja,bo mozna zranic zupelnie nieswiadomie!ciezko jest znalezc zloty srodek.
    ostatnio bylam z dzieckiem na urodzinach synka kolezanki.byly tez inne dzieci z rodzicami i jedno bezdzietne malzenstwo.i trudno,by rozmowy nie zeszly na tematy "dzieciowe".moze temu malzenstwu bylo przykro,a moze oni "wspolczuli" dzieciatym tego calego zamieszania?
  • 7karola9 09.12.11, 13:40
    "Odnośnie ludzi którzy nie mają złych intencji"
    Kolega ze studiów starał się długo o dziecko, łącznie z invitro. W końcu mu się udało i żona zaszła w ciążę.
    Jak to skomentowali nasi wspólni koledzy:
    "W końcu nauczył się jak się dzieci robi"!
  • wroclawianka.1 10.12.11, 17:42
    Na pytanie co robić aby nie ranić - na myśl przychodzi mi jedno być taktownym i uczyć innych nie posiadających tej umiejętności własnie takiego zachowania .
    Nie dawno byłam na przyjeciu z okazji chrztu dziecka ,( nie chce pisac jak trudne to było dla mnie poniewaz staramy sie z meżem o dziecko kilka lat ) , osoba którą ja kompletnie nie znałam
    zaczeła głośno pytać sie przy wszystkich gościach na co my czekamy ....itd , ze powinniśmy juz
    mieć dziecko . Przecież nie będe mówić przy wszystkich o naszych problemach z tym związanych .
  • in-vitro 14.12.11, 21:25
    Miałam tak samo jestem juz prawie 9lat po slubie w zeszlym roku kuzyn meza wziol slub i ,kobieta ktora kapletnie nieznala naszej sytuacji tez przy stole wypalila z takimi tekstami,ale z czasem na to się uodpornilam,ludzie są okropni moja tesciowa nawet teraz gdy jestem w 33tc nie potrafi normalnie sie cieszyć bezprzerwy daje mi do zrozumienia,że powinnam się cieszyć po porodzie nierozumie tego ,że ja już doswiadczam ogromnego szczescia(czego wam życzę)Bolesne były wieści o ciążach w rodzinie,wszytskie,chrzciny,roczki,trudne do zniesienia,chcialam normalnego traktowania a nie jak dziwolonga a jednoczsnie specjalnego uwazania na to co do mnie się mówi,jednak chyba najbardziej bolało mnie brak zrozumienia i poruszanie tematu przez obce osoby.
  • mirianaa 20.01.12, 21:47
    Przeczytałam całość, gdyż moja koleżanka ma problem z zajściem w ciążę. Chciałabym być pomocna, taktowna, właśnie szczególnie dlatego, że ja mam skaczącą dookoła czterolatkę. Ale wszystko co przeczytałam dotąd to to, czego NIE robić. Co robić zatem? Co odpowiedzieć, jak się zachować jak temat zejdzie na ten temat?
  • teligo 22.01.12, 15:06
    Ja najbardziej potrzebowałam przyjaciół po nieudanych zabiegach, trudnych wizytach. Wszyscy mówili "pamiętaj, możesz na mnie liczyć", ale żeby ktoś sam z siebie zadzwonił ze mną pogadać, to nie było chętnych. A ja chciałam, żeby mnie ktoś wyciągnął na kawę, żeby przyjechał, przytulił. Nie miałam siły wyjść z łóżka i przestać płakać, tym bardziej nie znajdowałam siły, żeby poprosić o pomoc. Moja rada: nie czekaj na sygnał ze strony koleżanki, przejmuj inicjatywę w takich momentach.
    Było mi miło, gdy ktoś pytał o postępy w leczeniu, nawet, gdy nie chciałam o tym rozmawiać i krótko mówiłam, co i jak, to wiedziałam, że ktoś o tym pamięta, że ma to dla niego znaczenie. Moja rada: pytaj, ale nie obrażaj się, gdy akurat nie będzie chciała rozmawiać, następnym razem też zapytaj.
    Nie umiałam i nie umiem nadal radzić sobie z opowieściami rodziców o tym, jak bardzo są zmęczeni i jak nie mają z powodu dziecka na nic pieniędzy. O tym, jakie wychowanie jest trudne. Do dziś mam żal do ludzi, którzy mówili mi, że mi zazdroszczą, możliwości spania, jedzenia czego dusza zapragnie (bo nie karmię piersią), jeżdżenia, gdzie mam ochotę itp. Moja rada: jeśli już opowiadasz o swojej córce, to nie próbuj pokazywać, że macierzyństwo to nie jest bajka, to w niczym nie pomoże.
    Przez kilka lat było tylko kilka takich chwil, a mam je wszystkie w głowie i pielęgnuje jak najlepsze wspomnienia - gdy ktoś przeczytał coś na temat naszej choroby i wiedział z czym się borykamy, może nawet trafnie coś podpowiedział. To dla mnie był znak, że jestem dla tego kogoś na tyle ważna, że chciało mu się tym zająć, poszukać informacji. Za to nie znosiłam, gdy ktoś po raz któryś pytał mnie o przyczynę i co ona oznacza, na moje zdenerwowanie, że przecież już o tym rozmawialiśmy, ten ktoś zazwyczaj bez skrupułów odpowiadał, że już zapomniał. To było bolesne. Moja rada: postaraj się pamiętać rozmowy, nie łatwo o tym mówić, jeszcze trudniej powtarzać.
    Gdy temat zejdzie na problemy z zajściem w ciążę nie musisz się jakoś wyjątkowo zachowywać, po prostu słuchaj, zadawaj pytania, po prostu nie udawaj, że sprawy nie ma, daj jej znać, że próbujesz zrozumieć jak jej trudno (ale nie mów, że rozumiesz, bo jeśli tego nie przeszłaś, to nie rozumiesz), wykaż się zaangażowaniem, zainteresowaniem. Możesz śmiało pytać ją o uczucia, o plany.
    I chyba po prostu bądź sobą, bo skoro znalazłaś się tu szukając informacji o tym, jak się zachowywać, to na pewno jesteś osobą, która będzie dużym wsparciem smile
  • lemurka30 02.02.12, 22:49
    Chcialam sie z wami podzielic swoimi doswiadczeniami.Bylam po stronie starajacych sie i znam doskonale wasza sytuacje.Ale kiedy zaszlam juz w upragniona ciaze zostalam zraniona jak nigdy przedtem.Otoz kolezanka z mojej pracy poronila i przekazala mi informacje przez inna kolezanke,ze nie zamierza wiecej ze mna rozmawiac bo boli ja moj widok i to,ze jestem w ciazy oraz nie moze patrzec na moj brzuch.I wiecie co? to ja uciekalam przed nia,to ja spuszczalam glowe na jej widok i ucinalam rozmowe o dzidziusiu kiedy byla w poblizu.Bardzo wspolczulam jej tej straty i nawet nie zamierzalam swoim postepowaniem sprawic jej przykrosci.Mowicie o tym czego nie powinno sie robic wobec osob bezplodnych ok,ale uwazam,ze to jak zostalam potraktowana jako kobieta w ciazy bylo nie wporzadku.Bylo mi przykro,ze ktos na moj widok czuje sie zle ,bo przeciez tak samo jak ona miala prawo do swojego cierpienia tak ja mialam prawo do szczescia i cieszenia sie ta ciaza.Mogla przynajmniej w inny sposob przekazac mi te wiadomosc,bardziej taktownieCzulam sie winna.Dopiero maz wytlumaczyl mi,ze to ona musi uporac sie ze swoim bolem
    .Ps.sorki za niuzywanie polskich znakow ale mieszkam za granica.
  • az-82 03.02.12, 06:35
    Przeczytałam co tu napisałyście i dla mnie, tak jak dla wielu najbardziej wkurzające jest: "odpuścicie i się uda".
    Niedalej jak kilka dni temu w rozmowie z osobą, która wie jak długo się staramy, przyznałam się, że kończymy definitywnie starania, że 6 IUI to wystarczająco dużo. Otrzymałam odpowiedź: "To bardzo dobrze, przerwa wam świetnie zrobi, wtedy na pewno zajdziecie".
    I mnie szlak trafił. Skoro nie udało sięw trakcie stymulacji, wtrakcie inseminacji, to dlaczego niby miałoby się udać jak nie będziemy robić nic?

    A druga rzecz, rozmawiając z osobą, której dość szybko udało się zajść w ciążę, mówię, że boli mnie to, że leczenie niepłodności nie jest refundowane, że za każdą wizytę, każdy zabieg trzeba płacić, że łączny koszt miesięczny wizyt, leków i IUI wynosi ok 2.5tyś zł i to nie jest w porządku, że trzeba samemu za to wszystko płacić, skoro co miesiąc odprowadza się składki zdrowotne. No i ta osoba mi powiedziała, że przecież ona tyle samo wydaje co miesiąc na pieluchy i inne dzieciowe rzeczy, więc o co mi chodzi.
    A chodzi mi o to, że ja bym te pieniądze wydawała na dzieciowe rzeczy i bym nie marudziła, wiedząc, że są dobrze wydane. A płacenie za leczenie, na dodatek nie przynoszące efektów to zupełnie inna sprawa.
    --
    http://lt3f.lilypie.com/Y1VGp1.png
  • krolowasniezka 19.02.12, 19:59
    czesc dziewczyny dawno mnie tu nie bylo i widze ze pojawily sie nowe ciekawe watki w wolnym czasie poczytam...walcze z nieplodnoscia juz 8 lat mam na koncie 3 nieudane IUI i 2 programy ISCI tak ze temat znam bardzo dobrze.. co do tego watku to szczerze mowiac majac doswiadczenie juz nie skorzystalabym z zadnej podanej tu rady poniewaz uwazam ze zadne moje wysilki nie zmienia sposobu bycia otaczajacyh mnie ludzi... czyli w momencie kiedy kolega odczekujac chwile kiedy ja oddale sie na 5m od niego zadaje pytanie "a jak z tym?" (pokazujac reka brzuch) nie robi to dlatego ze ja zapomniala mu powiedziec o nieudanem ISCI a dlatego ze od wspolnych znajomych dowiedzial sie ze ja wlasnie zamieshkalam w nowym ladnym domie i zadne tlumaczenie ze mam problem nie pomoze bo go to boli i on chce mnie urazic krzyczac o tym na cala ulice i ja moge tylko pracowac nad tym zeby mnie to nie bolalo.. do konca sie nie udaje wiec niose ten krzyz dalej
  • jimn 30.07.13, 16:27
    A masz może jakieś sugestie jak postępować wobec krewnej, która nie może mieć dziecka, nie dlatego, że nie może zajść, w ciążę ale dlatego, że nie może być w ciąży (istnieją spore przeciwskazania do ciąży)? Jak jej pomóc gdy ktoś ją rani?
    Niedawno w trakcie rodzinnej uroczystości w bardzo szerokim gronie, jedna z dalekich krewnych (nie znająca istoty problemu) ucięła sobie z nią pogawędkę. Rozmowa bardzo szybko zeszła na dzieci. Starsza pani była niezwykle uszczęśliwiona faktem, że wreszcie doczekała się wnuka (czyt. potomka płci lepszej), bo wnuczki ma 4 i zaczęła wychwalać pod niebiosa klinkę, w której druga żona jej syna miała wykonane in-vitro. Z tego, co mówiła to zaawansowanie wiekowe obojga (35 i 48) było zasadniczą przyczyną zabiegu.
    Na naturalne starania nie chcieli tracić czasu. Gdy w końcu padło względem młodszej krewnej pytanie czy ma już dzieci ta uprzedzając rozwój wydarzań i chcąc zakończyć temat wyjaśniła w czym tkwi problem. Starsza jednak nie dała za wygraną i zaczęła wywód o swoich krewnych i znajomych, które ze schorzenia będącymi przeciwskazaniem do ciąży przeżyły porody, urodziły zdrowe dzieci. Próbując ratować sytuację prosiłem młodszą do tańca, ale czułem, że humor jej zupełnie zepsuto i nie myliłem się, gdyż razem mężem wyszła z imprezy przed czasem.
  • samotnawbolu32 15.07.13, 20:39
    do marianaa najlepiej nie pytac o nic, nie mowic nic ,a tylko sluchac i sluchac jesli to ona pierwsza zacznie temat i nie pchac coreczki w strone kolezanki i rozmawiac o wszystkim oprocz tego co twoja coreczka zrobila,
  • rokitka00 11.03.12, 00:37
    Pozwólcie, że dodam coś od siebie:
    - nic tak nie rani jak życzenia przy każdej okazji, "żeby się w końcu nam udało" - mnie to wkurza i ryczeć się chce jak to słyszę
    - ukrywanie informacji, że ktoś w najbliższej rodzinie jest w ciąży - boli jeszcze bardziej jak dowiesz się przez przypadek, a wszyscy dookoła już wiedzą
    - teksty typu: "rodzina bez dzieci to nie rodzina" - nosz kur... nie będę wszystkim np w pracy opowiadać o swoim problemie
    - "musicie odpocząć psychicznie" - jakie tanie lekarstwo na niepłodność, że też sama na to wcześniej nie wpadłam.. ehh

    U nas to już 3 lata starań, ponad pół roku w klinice, 3 nieudane IUI, naszedł czas na IVF - stac nas na jedno podejście, a co potem? Pojęcia nie mam
  • k_anilorak 13.04.12, 13:45
    - a wy kiedy?
    - może trzeba wam pokazać jak to się robi?
    O wyluzowaniu, odstresowaniu się już nie wsponmę. Koleżanka która zaraz rodzi (udało się przy pierwszym isci) wyleciała z tekstem: to że ci się isci nie udało to przecież żadna tragedia.
    Od kiedy otwarcie powiedizałam rodzinie i znajomym jak jest to mam święty spokój. Każdy życzy mi "wiadomo czego".
    A teraz poztywy:
    Na święta dostaliśmy piękną kartkę od cioci męża. Życzyłam nam spełnienia naszego marzenia czyli dziecka - własnego albo adoptowanego (jeśli wszystko zawiedzie rozwarzamy adopcję).
  • kavainca 20.04.12, 18:40
    k_anilorak
    to kolejny przykład na to, że "coming out" odczarowuje stytuację
    te same słowa wypowiedziane "przed" i "po" maja zupełnie inny sens
    W pewnym sensie sami możemy uniknąć wielu ciosów
    --
    Matylda jest naszym CUDEM
    Teraz liczymy na kolejny smile
  • teligo 16.05.12, 09:52
    Odkąd ja zrobiłam "coming out" spotykam się z dziwnymi, przerysowanymi scenkami miłości rodzicielskiej i ludzie, którzy wcześniej sami przyznawali, że przed dzieckiem uciekają do pracy, teraz aż za bardzo przy mnie pokazują jak to strasznie kochają.
    Naprawdę wątpię, że oni przy mnie odkrywają jaki mają skarb i stąd taka czułość, niezbyt szlachetnie podejrzewam, że im dobrze z moją zazdrością, której staram się nie okazywać, ale przecież doskonale wiadomo, że zazdroszczę i mi ciężko.
    Ale może ja spotykam się jakimiś dziwnymi ludźmi...
  • kavainca 16.05.12, 12:32
    A może jak Cię widzą, to im sie przypomina, że mogliby tego nie mieć, tak jak Ty...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/k0kdcwa1fjts13s9.png

    Czy przydarzy się nam kolejny cud?
  • 4wita 31.05.12, 00:34
    A mnie się wydaje, że nie ma słów "kluczy" i to bardzo osobista sprawa, tak jak każda inna sytuacja zależna od charakteru i wrażliwości odbiorcy. Mnie np. pociesza, że problem z płodnością nie jest chorobą śmiertelną, bo to zawsze daje nadzieję i pozwala żyć, a póki jest życie jest szansa na szeroko rozumiane szczęście. Obserwacja ludzkiego cierpienia i bezsilności w kwestiach ostatecznych pozwala mi spojrzeć z dystansem na moje problemy. Nie uważam też, że większe prawo do cierpienia mają osoby starające się dłużej. Wszystko zależy od okoliczności. Weźmy pod uwagę opowieść dziewczyny, która może i stara się 6 lat, ale ma 26 lat a kogoś kto stara się pół roku i dobiega 40-tki. Czas ma wtedy dwa różne znaczenia i potrafię zrozumieć frustrację ich obu w równym stopniu.
    Co robić i mówić?
    Nie być wścibskim i zachowywać się normalnie. Niestety zazwyczaj jak ktoś próbuje być delikatny to zachowuje się niezręcznie i osoba z problemem płodności zaczyna czuć się napiętnowana. Najgorsze są oczywiście wielkodzietne zjazdy rodzinne z dopytywaniem. Nie wiem co tym "ciotkom" wszystkim dolega, ale zawsze coś palną, nawet jak chcą cię obronić przed czyimś wścibskim pytaniem to i tak im to wychodzi jeszcze gorzej, bo można się tylko domyślać jakie teorie sobie wysnuły, by zaspokoić swoją ciekawość. Ja sobie dorabiam filozofię do każdego gestu i odbieram jako skierowane w moim kierunku przytyki. Zapewne jest to daleko idąca nadinterpretacja, ale niestety już tak mam i pozostaje mi tylko próbować się zdystansować. Nie sądzę, by ktokolwiek źle nam życzył, ale wkurza mnie sam fakt, że ten temat może być poruszany w jakichś dyskusjach rodzinnych i być może kończy się ubolewaniem nad naszą sytuacją (czyli czymś, do czego my jeszcze nie doszliśmy). Wszyscy oczywiście wiedzą lepiej i liczą czas starań od momentu ślubu, niezależnie od planów prokreacyjnych samych zainteresowanych. To pozwala im po 2 lat przestać zadawać pytania w ramach dyskrecji. Przyklejają więc łatkę niepłodności parze, która jeszcze np. wcale nie rozpoczęła starań. Mam wrażenie, że tak to było w naszym przypadku, bo po tym czasie zniknęły żartobliwe pytania na rzecz znaczącej ciszy i pocieszania. A myśmy się zaczęli starać po 4 latach, z tą łatką w psychice ... może to jakaś psychosomatyczna przyczyna tego, że się nie udaje?
  • lemurka30 01.06.12, 12:54
    U NAS BYLO ROZNIE Z TA TOLERANCJA NA NASZA NIEMOZNOSC POSIADANIA DZIECKA,PO SLUBIE JAKOS SZYBKO ZACZELISMY STARANIA I NIE UDAWALO SIE.KUPILISMY DOM I ZACZELISMY REMONT.NIE WIEM CZY TO LUDZKA ZAZDROSC ALE SLYSZELISMY OD OBOB,KTORE MAJA DZIECI,ZE PO CO NAM TEN DOM SKORO JEST PUSTY I,ZE PRZECIEZ TRZEBA BY BYLO GO ZAPELNIC I TAKIE TAM,DOSKONALE WSZYSCY WIEDZIELI,ZE JEST PROBLEM BO NIE ZAMIERZALAM TEGO UKRYWAC.NIBY CZEMU?KAZDY MA JAKIES PROBLEMY,NIESPLACONE POZYCZKI,KREDYTY,BRAK MIESZKANIA,MY AKURAT MIELISMY TAKI.KIEDY ZROBILAM TEST CIAZOWY I DOWIEDZIALA SIE O TYM MOJA DOBRA KOLEZANKA JAKBY DIABEL W NIA WSTAPIL.WRAZ Z MOIM POWIEKSZAJACYM SIE BRZUSZKIEM BYLO CORAZ GORZEJ.NO JAK TO?KUPILI DOM,MAJA SUPER SAMOCHOD A TERAZ JESZCZE SPELNIAJA SIE ICH MARZENIA O DZIECKU.DOCINKOM NIE BYLO KONCA:ALE CI TYLEK UROSL,NIE ZRYJ TYLE,A DLACZEGO SIEDZISZ W CIAZY NA CHOROBOWYM PRZECIEZ TO NIE CHOROBA,(TAK JAKBY TO ONA MI ZA NIE PLACILA),NIE WYTRZYMALAM TEGO I UCIELAM KONTAKT.NIE POZWOLILAM SOBIE NA TAKIE TRAKTOWANIE.KADY ZASLUGUJE NA DOBRYCH PRZYJACIOL ,KTORZY POTRAFIA SIE CIESZYC NASZYM SZCZESCIEM.JA NIGDY NIE OKAZYWALAM JEJ,ZE NAM SIE LEPIEJ POWODZI,NIGDY NIE CHWALILAM SIE ZAGRANICZNYMI WAKACJAMI,TRZEBA LUDZI UCZYC TAKTU,
    POZDRAWIAM WSZYSTKIE STARAJACE SIE
  • daanuta7 28.06.12, 12:18
    Może to zabrzmi dość dziwnie dla Was, ale ja raczej nie zwracam uwagi na tego typu komentarze. Wydaje mi się, że jest to trochę przejawem zwykłego przewrażliwienia na dany temat. Ci wszyscy, którzy tak Wam mówią, starają się jakoś pocieszyć i tyle. Moim zdaniem lepiej założyć wątek, w którym będziemy się wzajemnie motywować do wiary, że będzie lepiej, że się uda, a nie użalać nad tym, jak nas ranią ludzkie słowa.
  • ka_81 17.08.12, 10:21
    ja też często mam wrażenie, że jesteśmy przewrażliwione, to nie znaczy, że odbieram komuś prawo do tego, aby uważać swój problem za największy i najbardziej istotny- to taka ludzka przypadłość. ale czasem słowa interpretujemy pod siebie, oczekujemy empatii i zrozumienia a często same ich nie okazujemy...
    odkąd zauważyłam, że robię się agresywna, że przeżywam wszystko podwójnie, że zazdroszczę innym tego, czego sama pragnę- stałam się bardziej uważna. bo to nie jest 'wina' siostry/przyjaciółki/ koleżanki z pracy, że zaszła w ciążę i się z tego cieszy...to jest jej prawo, pomyślcie jak my się cieszymy, kiedy się nam w końcu uda. ludzie nie robią nam tego na złość. i ZAZWYCZAJ nie robią też na złość innych rzeczy (jak doradzanie, pocieszanie itp). jeśli któraś z Was spotkała się z przejawem jawnej złośliwości, zamierzonego nietaktu, wścibstwa- to bardzo współczuję. ale starajmy się nie robić nadinterpretacji- często to wszystko wynika z "dobrych chęci", mimo, że czasem nietrafionych...ale tacy już jesteśmy, niedoskonali.

    u mnie problem niepłodności jest wciąż ogromny- czuję się oszukana, nie godzę się na to, że to spotyka ludzi. ale też nastąpiło przewartościowanie i teraz wiem, że to ogromne szczęście że nie dotyczy mnie np.choroba nowotworowa. i cieszę się z tego, bo wiem, że są na świecie większe nieszczęścia
  • kasica-and-more 23.08.12, 22:53
    Podczytałam wątek bo sama mam podobną sytuację w najbliższej rodzinie. Z tym, że to ja jestem ta dzieciata, ta, której "się udało". Moja szwagierka z mężem starają się o dziecko od 6 lat. Ja teraz jestem w drugiej ciąży. I powiem Wam, że mnie też jest ciężko. Myślałam, że znajdę tu jakieś pomocne rady. Ale...podsumowując to, co rani starających się to powinniśmy z mężem spakować siebie, dzieci i wyjechać daleko, daleko...Inaczej zawsze będziemy ranić."
    Po drugiej stronie barykady" też jest ciężko. Nie mówię o osobach bezmyślnych, chcących zranić, czy nie znających sytuacji. Ale o sytuacji, gdy człowiek wie, że komuś się nie udaje, a jemu akurat tak. Wiecie jaki to stres powiedzieć o ciąży? A później udawać, że to w sumie nieważny stan? Nie wiadomo, jak się zachowywać. Czy można mówić o tym, że są problemy z ciążą, że może być różnie? A kiedy rodzi się dziecko, z naszej strony chciane i wyczekane? Też udawać, że to nieważne? Nie spotykać się z dziadkami? Nie spotykać się z własnym rodzeństwem bo boli ich widok naszego dziecka?
    A czego życzyć w święta skoro wiemy, że marzą o jednym? Ale czytam, że nieładnie nawiązywać do tego w życzeniach.
    Przeżywam bardzo całą sytuację. Kibicowałam im mocno przy in vitro, cała rodzina żyła ich rozczarowaniami. I bardzo ale to bardzo chciałabym, żeby w naszej rodzinie było normalnie. Żeby dzieciaki pojawiały się raz u nich, raz u nas. Żebym mogła jawnie cieszyć się z ciąży, z bycia matką. Bo niestety mając w pobliżu osobę z takim problemem (czy chorobą) nie można mówić o pełnej radości. Raczej o skrępowaniu własnym szczęściem.
    Radziłabym więc listę przetrzebić. Są tu pozycje słuszne, słowa, które nigdy nie powinny zostać wypowiadane. Ale zakładam, że kto tu trafia, żeby wiedzieć więcej o problemie bliskich osób, nigdy nie palnie takiego głupstwa. Są tu też pozycje, które świadczą li i tylko o przewrażliwieniu i stawianiu siebie w centrum wszechświata. Tak, obok problemu niepłodności toczy się normalne życie. Ludzie się rodzą, chorują, umierają i pragną cieszyć tym, co mają. Nie można odbierać ich normalnego zachowania jako próby dowalenia leżącemu. W większości ludzie mają dobre zamiary. Tylko czasem wychodzi jak wychodzi.
  • niki-777 24.08.12, 20:03
    Ok, może i masz trochę racji ale skoro tak do tego podchodzisz, to jak mi powiesz tylko dlaczego Ty masz dzieci a my nie, to przyznam Ci totalną rację. Wytłumacz mi to...? Dlaczego Ty możesz być szczęśliwa a my nie? jak Ty byś sobie radziła na naszym miejscu...? co byś robiła, jakbyś się zachowywała? bo łatwo jest cokolwiek pisać i wypowiadać się na temat, którego nie przeżyłaś na własnej skórze!!! być ciągle na przegranej pozycji i czuć sie jak ostania ofiara, no powiedz jak sobie z tym poradzić... sad

  • gazeta_mi_placi 10.11.12, 11:03
    Masz bardzo małe poczucie własnej wartości skoro oceniasz siebie i swoje życie wyłącznie w aspekcie swojej płodności (braku płodności).
    Wielu cenionych ludzi nie miewa dzieci (z wyboru lub na skutek choroby), wielu nieudaczników życiowych ma pięcioro dzieci rok po roku.
    Posiadanie dzieci nie świadczy o wartości człowieka.
  • teligo 05.09.12, 12:18
    Kasica-an-more przeczytałam Twój post kilkakrotnie i jednak nie umiem zrozumieć wielu rzeczy. Być może jestem przewrażliwiona, może skupiona na sobie za bardzo...
    Ale wiesz, my też nie żyjemy na pustyni, też mamy wokół siebie ludzi, chorych, nieszczęśliwych, samotnych, też musimy nauczyć się postępować tak, żeby ich nie ranić. Nie jest tak, że istnieje tylko nasza niepłodność i wszyscy się mają do niej dostosować.

    Dla przykładu moja sytuacja - mam przyjaciółkę singielkę, po rozpadzie związku na chwilę przed ślubem. Od 3 lat ona nie umie się po tym podnieść. I mogłabym napisać takiego posta:

    "Przeczytałam wątek, bo sama mam podobną sytuację w najbliższym otoczeniu. Z tym, że to ja jestem mężatką, ta, której "się udało". Moja przyjaciółka chciałaby wyjść za mąż od lat. Ja teraz będę obchodzić 10 rocznicę ślubu. I powiem Wam, że mnie też jest ciężko. Myślałam, że znajdę tu jakieś pomocne rady. Ale...podsumowując to co rani samotnych, to powinniśmy z mężem się spakować i wyjechać daleko, daleko... Inaczej zawsze będziemy ranić. Po drugiej stronie barykady też jest ciężko. Gdy człowiek wie, że komuś się nie udają związki, a jemu akurat tak. Wiecie jaki to stres powiedzieć o ślubie? A później udawać, że to w sumie nieważne? Nie wiadomo, jak się zachowywać. Czy można mówić o tym, że są problemy w małżeństwie, że może być różnie, że czasem jest tak źle, że boimy się rozwodu? A kiedy jesteśmy szczęśliwi, bo między nami jest idealnie? Też udawać, że to nie ważne? Nie spotykać się ze wspólnymi znajomymi? Nie spotykać się z własną przyjaciółką, bo boli ją widok naszego szczęścia? A czego życzyć w święta skoro wiemy, że marzy o jednym? Ale czytam, że nieładnie nawiązywać do tego w życzeniach.
    Przeżywam bardzo całą sytuację. Kibicowałam jej mocno przy kolejnym związku, wszyscy znajomi żyją jej rozczarowaniami. I bardzo ale to bardzo chciałabym, żeby w naszej paczce było normalnie. Żeby co chwilę chodziło się na bajkowe śluby. Żebym mogła jawnie cieszyć się z męża, z bycia mężatką. Bo niestety mając w pobliżu z osobę z takim problemem nie można mówić o pełnej radości. Raczej o skrępowaniu własnym szczęściem."

    Przeczytałam, to co sparafrazowałam i... dla mnie to brzmi trochę egoistycznie. Że moim największym zmartwieniem jest to, że to ja nie mogę się jawnie cieszyć.

    Tylko, że ja rozumiem, że tę moją przyjaciółkę nie boli moje szczęście, bo ona życzy mi jak najlepiej, ale boli ją własne nieszczęście. Taka różnica.
    Ja umiem udawać, żeby jej nie ranić, aż tyle mnie to nie kosztuje. Umiem hamować z opowieściami o naszym szczęśliwym życiu. Nie muszę podkreślać jak ważne jest dla mnie moje małżeństwo i jakim jest dla mnie sensem życia. Nie opowiadam o planowanej wycieczce z powodu rocznicy. Nie składam jej za każdym razem życzeń: "i żebyś szybko męża znalazła". I przede wszystkim nie skupiam się na tym, że to mi w tej sytuacji jest ciężko i że wolałabym, żeby miała męża, bo ja wtedy już nie będę musiała uważać na jej uczucia.
    Rozumiem to, że ona jest w trudniejszej sytuacji, bo ja mam męża, nie mogę mieć dziecka, a ona nie ma męża i nie ma dziecka. Ona wraca do pustego domu. Mam swój świat, nie żyję w każdej sekundzie jej problemem. Czas, który muszę poświęcić na "nie cieszenie się jawne" swoim szczęściem, jest tylko momentami w moim życiu. Gdy jestem wśród innych ludzi, mogę się cieszyć do woli, a we własnym domu mogę się cieszyć w każdej sekundzie.
    I żeby nie było tak, że ze znajomymi jest inaczej niż z rodziną, to moja szwagierka też jest w takiej sytuacji i też staram się uważać na jej uczucia i nie ranić.
    Jeszcze mi się nie zdarzyło pomyśleć, że po mojej stronie barykady też jest ciężko.
    I że chciałabym dla nich jak najlepiej, żeby sobie ułatwić.
  • natti34 07.10.12, 14:02
    teligo,swiéte slowa!!!
    Mozna to tez porównac do sytuacji,gdy ktos w wyniku wypadku stracil nogi,a ja bym myslala: "Kurde,mi tez jest ciezko,nie moge sobie teraz pobiegac przy tej osobie".
    Czy tak trudno jest zrozumiec,ze nieszczéscie jest nieszczésciem? To sa rzeczy niewygodne,smutne,bolesne,nielatwe,ale jesli ktos cierpi,to albo po prostu mu sié wspólczuje,albo nie. Proste. Mamy prawo nie wiedziec,jak sié zachowac,i mozna o tym po prostu pogadac,ale myslé,ze szczytem egoizmu jest mówienie,ze cudze nieszczéscie jest tak poniekád naszym nieszczésciem,bo stawia nas w niezrecznej sytuacji.
    Ja stracilam swoá ciázé w tym roku.Mam swoje lata,i nie wiem,czy dostane jeszcze jakákolwiek szansé.Czasem godzé sié z tym,ze pewnie nigdy nie zostane mamá,a czasem nie . Czasem tez ogarnia mnie zlosc na inne mamy - nawet na te,które poronily,ale jednak potem zaszly w ciázé i urodzily...a ja mam puste serce i puste cialo. Ale staram sié z tym walczyc,walczyc z tá zazdrosciá. Ech,temat-rzeka...
    Mnie drazni bardzo stwierdzenie w stylu "Mi sié udalo (w koncu),to i Tobie sié uda)". Wlasnie takie teksty swego czasu daly mi glupiá nadziejé a potem wpédzily w depresjé.To tak jakby mówic "Skoro wygralam w totka,to i ty na pewno wygrasz".W tym nie ma zadnej logiki nawet.
  • gazeta_mi_placi 10.11.12, 11:05
    Jak pocieszają źle, ja nie pocieszają też źle, same nie wiecie czego sobie życzycie od innych.
  • yadranne 25.06.13, 11:10
    Niestety wszystkim sie nie dogodzi, bo każda para jest inna i jeden tekst moze zostać odebrany inaczej przez każda pare.

    Moja szwagierka ( siostra męża) i jej mąż zaczęli sie starać o ciążę pól roku przed nami, gdy młodszym od nas ludziom nie wychodziło przez 4 mce, jej mąż poszedł na badania. I katastrofa. Młody facet, wtedy 27 lat a miał tylko żywe plemniki klasy c i D, zreszta w małej liczbie, lekarz od razu im powiedział, ze z takimi wynikami będzie bardzo cieżko, rozpisać jakaś dietę, zalecił ruch itp.
    Szwagierka mówiła mi o wszystkim na bieżąco, wspieralam jak umiałam. U nas ciąża od razu, nawet nie wiecie jaki miałam stres by jej powiedzieć, zeby jej nie sprawić przykrości. Widziałam, ze cieszyła sie z naszego szczęścia, rozpaczala z własnego nieszczęścia. Nie opowiadałam jej o ciazy niepytana. Czekałam aż ona zapyta. Nie chciałam sie jej narzucać.
    Gdy moja córka miała juz pól roku, oni przeszli pierwsze ivf, niestety nieudane. Odwrocila sie wtedy ode mnie, przezwyala swoja strate z mezem, A ja nie chcialam sie narzucac. po pewnym czasie Znow nawiazalysmy Kontakt, Bo Szwagierka kochała i uwielbiala moja córkę, często prosiła o spotkanie z nią. Gdy moja córka miała rok, podeszli do drugiego ivf, tym razem udanego. Ich córka urodziła sie 3 lata po rozpoczęciu starań.
    Szwagierka powiedziała mi, ze tylko ja i jej przyjaciółka bylysmy ok, bo nie byliśmy nachalne z naszym macierzynstwem a wspieralysmy jak umialysmy. Ze rozmawialysmy z nia normalnie, nie tylko o dzieciach i nieplodnosci, ale tez o zwyklym zyciu, wakacjach, ksiazkach, fitnesie, filmach, pracy, o zwyklych sprąwach po prostu. Ona jednak wyraźnie potrafiła wyznaczyć granice, na ile chce kontaktów, o czy, chce rozmawiać a o czym nie.

    Sama niedawno wspomniala, ze bedą sie starać o dofinansowanie do kolejnego ivf, bo chcą mieć jeszcze jedno dziecko.
    Gdy zapytałam ja kiedyś, czego jej NIE mówić, by nie sprawić jej przykrości, powiedziała, ze właściwie jej samej trudno to określić, bo wie, ze jest na tyle chwiejna, ze raz moze ja coś ukluc a inny, razem nie.
    Więc jak rozmawiać? Chyba nie ma idealnej rećepty. Trzeba sie kierować intuicja i empatii, wyczucie tez trzeba mieć a i tak można trafić jak kula w płot i zrobić w sposób niezamierzony przykrość.
  • yadranne 25.06.13, 11:15
    Dodam tez, ze nigdy nie pytam bezdzietnych małżeństw, kiedy wy?
    Uważam, ze to ich prywatna sprawa i dopóki ktoś nie poruszy sam tego tematu, nikt nie ma prawa pytać, nawet jesli robi to z troski.
  • mireleczka17 25.06.13, 11:22
    Taaa znam to pytanie bardzo dobrze...wiele osób nie wie o tym, że mamy problemy z mężem, bo jakoś specjalnie się tym nie chwalimy, więc jak przychodzi do spotkania rodzinnego, zawsze pada to pytanie...już sama nie wiem co odpowiadać...
  • koralik35 25.06.13, 12:28
    Jeśli pytają i jeśli na rodzinnym - to może jednak prawdę. Mamy problem, leczymy się, jest to dla nas smutne/bolesne, trzymajcie kciuki, jak będziemy chcieli porozmawiać sami się zgłosimy - może coś w ten deseń?
  • gosia-dublin 05.10.12, 14:21
    Pragniecie dziecka?
    jedna metoda
    skuteczna i niezawodna
    poczytaj na ten temat.
    nawet jesli sie nie zdecydujesz chociaz poczytaj swiadectwa....
    nowenna pompejanska
  • mireleczka17 30.04.13, 15:18
    najgorsze jest to, jak niektórym się "wpada", a Ty się starasz kilka lat i nic....ostatnio mam taki okres, że wszystkie w około zachodzą w ciąże....to jakiś koszmar jest...
    najgorsze teksty:
    - musisz wyluzować, za dużo o tym myślisz....
    - jeździe gdzieś na urlop i się zrelaksujcie

    tekst rodziców, któryś raz z rzędu : - kiedy w końcu zostaniemy dziadkami, ile mamy czekać? byście się w końcu postarali..
  • koralik35 10.06.13, 10:34
    U mnie w rodzinie mimo, że mam 35 lat nadal jestem traktowana jak niepoważna i rozwydrzona nastolatka, bo jako nie-matka - co ja mogę wiedzieć o życiu? Pracuję i jestem samodzielna od 16 lat... Kiedyś dokładnie taki tekst usłyszałam od własnej babci: a co ty możesz wiedzieć o życiu? nie rodziłaś, dzieci nie masz ... nic nie wiesz. Czyli dzieci jako jedyny wyznacznik mądrości życiowej. Pocięło mnie to bardzo mocno. Jeśli tak - to nie rozumiem dlaczego dla tych samych ludzi księża są taaakim autorytetem?
    A, że w rodzinie jest sporo dzieci w różnym wieku i niektóre bywają naprawdę niegrzeczne - jak sobie pozwoliłam spokojnie acz stanowczo zaprotestować, jak dziecko wchodziło wszystkim na głowę, to usłyszałam, że nie mam prawa się wypowiadać... Czyli ludzie bezdzietni tracą też umiejętność obiektywnego widzenia złego zachowania dzieci i nie powinni reagować... Otóż moim zdaniem widzimy tyle samo jeśli nie więcej, bo nie nakładamy na swoją opinię filtra zachowań własnych dzieci. I mamy prawo reagować.
  • tinkerbell07 12.07.13, 10:40
    Mnie najbardziej dołuje odkąd się staramy, ale najbardziej odkąd zdecydowaliśmy, że podejdziemy do IVF "podrzucanie" mi dziecka do opieki z tekstem na zasadzie "dopóki nie masz swoich zajmij się chrześniaczkiem". Albo mam gorszy humor np. dowiedzieliśmy się, ze kolejne badania nas czekają a rodzina na to "to zajmij się maluszkiem będzie Ci lepiej". I wieczne teksty "ciocia chodź zobacz jak dzidzi to, jak dzidzi tamto, czyż on nie jest słodki?" No jest ! Ale mi się serce kraja ze smutku sad

    Rozmowy innych kobiet np. w pracy o dzieciach również są dla mnie trudne. U nas rodzina już raczej nie pyta "A kiedy Wy?" bo wie, że mamy problem z płodnością.
    a tak poza tym to podpisuję się całą sobą pod tą listą. Dokładnie tak to czuję. Tylko nie sądzę, że gdybym ją przedstawiła nawet niektórym bliskim mi osobom czy by zrozumieli połowę z tych punktów sad
  • lorinne 23.07.13, 15:22
    Po co jest tworzyc liste rzeczy ktore Cie denerwuja? Jaki ma sens wypisanie zdan czy sentencji ktore wzbudzaja u Ciebie poczucie winy? W sumie nie powinnas winic ludzi za to ze probuja Ci pomoc, dodaja otuchy w trudnych chwilach. Skad oni moga wiedziec ze ich slowa Cie rania? Jesli czujesz sie zraniona, powiedz im o swoich uczuciach! Poza tym pytanie znajomych o rady, ludzi ktorzy nieznaja twojego organizmu raczej nie pomoze, a przyniesie stres i zdenerwowanie z poczuciem winy. Dlaczego czujesz sie wina z powodu nieplodnosci? Oni maja racje ze w niektorych przypadkach stres ma wplyw na psychike dwojga ludzi i dla wielu kobiet zajscie w ciaze w sytuacji stresowej jest nie mozliwe. Nie oznacza to jednak, ze oni Cie obwiniaja. Zle interpretujesz slowa i rady. Co do picia alkoholu to faktycznie jest to najglupsza rada jaka slyszalam. Wynika ona z nieznajomosci tematyki zwiazanej z nieplodnoscia. Gdy sie stara o dziecko raczej rzeczy typu alkohol, kawa, herbata czy gazowane napoje powinno sie ograniczyc do minimum albo calkowicie wylaczyc. Zamiast romantycznego wieczoru polecam medytacje i spacery. Polecam technike Aleksandra, pomaga wyciszyc sie....
    Nie ma znaczenia kiedy jedna osoba zaszla w ciaze, szybciej czy pozniej. To nie sa wyscigi konne. Staranie sie o dziecko jest skomplikowanym procesem. Adopcja jest wyjsciem tylko dla niektorych par, jesli bardzo pragna miec dziecko. Nie powinno sie traktowac nieplodnosci jako choroby, problemu. A jesli juz jest sie calkowicie bezplodnym, nalezy sie pogodzic z tym faktem zamiast obwiniac wszystkich dookola. Ludzie musza sie pogodzic z innymi rzeczmi, miedzy innymi z wlasna smiertelnoscia, otyloscia, milionem innych rzeczy, rowniez z faktem ze nie wszystkie marzenia sie spelniaja. Zrozumiale jest ze potrzeba nam na to czasu, jeden potrzebuje wiecej drugi mniej ale przestanmy winic siebie i innych za to ze nie mozemy miec dzieci.
  • samotnawbolu32 29.07.13, 18:51
    w niedziele stalam obok dzieci,gdy bylo"PRZEKAZCIE SOBIE ZNAK POKOJU" WSZYSTKIE WYCIAGNELY DO MNIE RACZKE A JA POPLAKALAM SIE!!!WIDOK MALYCH DZIECI I NIEMOWLAT MNIE DOLUJE.WCZORAJ DOSTALAM MIESIACZKE,MAM DOLA,NIE CHCE MI SIE WYCHODZIC Z DOMU.DLACZEGO TO AKURAT MNIE SPOTKALO.PYTAM SIEBIE KAZDEGO PIERWSZEGO DNIA MIESIACZKI.WYJE W SAMOTNOSCI.MOJ MAZ TEGO NIE WIDZI,ALBO NIE CHCE WIDZIEC.WIEM ZE ON TO TEZ PRZECHODZI W SAMOTNOSCI,TAK JAK JA.BOI SIE O TYM MOWIC TAK SAMO JAK JA.BOZE POMOZ.
  • tinkerbell07 29.07.13, 22:23
    samotnawbolu32 - wszystkie tak to przechodzimy niestety sad Ja nie mogę bez łez przejść przez wszystkie pieśni w Kościele... Strasznie mnie one dołują. Kobiety w ciąży i dzieci tak samo sad Myślę, że każdej z nas - starającej się - jest tak samo ciężko. Pamiętaj, że nie jesteś sama!
  • agrafka111 30.07.13, 14:34
    weszłam na temat gdyż był na głównej. To co przeczytałam w pierwszych postach trochę mnie przeraziło. Zgadzam się w zupełności z lorinne. Ja rozumiem, że w życiu ludzkim są różne pragnienia, są różne dramaty. Jestem w stanie wczuć się w osoby borykające się z różnymi problemami (np. chęć posiadania dziecka przy braku partnera, znam też pary bezdzietne w wyniku niepłodności). Nie jest też wykluczone, że i ja kiedyś na skutek choroby będę mierzyć się z problemem niepłodności. Ale nigdy, przenigdy nie pozwolę by coś takiego jak płodność/niepłodność było wyznacznikiem mojej kobiecości i wartości mnie jako człowieka. Rozumiem ból i niemoc ale niektóre wypowiedzi nasuwają mi przez myśl zwyczajną histerię (bo mi się należy). Ja wyznaję filozofię, że wszystko w życiu jest dla nas "po coś, z jakiegoś powodu" chociaż czasem ciężko odnaleźć w tym co nas spotyka sens. Życzę Wam odnalezienia w życiu spełnienia.
  • antrop 30.07.13, 16:46
    Przeczytałem w ostatnie Polityce art. pt. Co tu począć i ręce mi opadły! Problem jest nie zaprzeczam ale skoro powód jest racjonalny to i tak go trzeba zwalczać!
    A więc przede wszystkim żadnych modłów! chyba nie nie ma co liczyć na cudowne poczęcie! modły i książki o charakterze. Nie ŧedy droga. Nie droga też przez naprotechnologię - to dla idiotów!
    Pierwsze należy spojrzeć na wiek do 30 roku można liczyć na poczęcie ale jeśli po roku intensywnego używanie nie będzie dziecka to należy wziąć racjonalne środki!
    Nie należy wychodzić za maż w wieku porębnym! Sprawdzić jakość plemnków męża jeśli się nie nadają należy wyjechać na wczasy i poderwać przystojnego faceta! Wyczuć śliski moment i go wykorzystać, wrócić do domu i jakby nigdy nic cieszyć się w dwójkę z mężem.
    Gdy to ty jesteś niepłodna to gorzej wtedy pozostaje adopcja! Ale też nie myśl w nieskończoność bo zanim wymyślisz "twoje" potencjalne dziecko dorośnie. Im wcześniej tym lepiej. byle dziecko było zdrowe ale gdy widzą psychiczną babę to wciskają jej psychola albo kalekę, nie tędy droga. Kalekami niech się zajmuje kościół. Żadnych pochówków, aniołków itp. bzdur. Matka psychiczna hoduje se psychiczne dziecko! Rodzina ma być zdrowa i normalna. Dzieci się poddaje badaniom prenatalnym! Należy naciskać an rząd i sejm aby badania były i bez takich bzdurnych artykułów! Wiem co mówię!
  • ja-motylek 30.07.13, 22:49
    antrop napisał(a):

    > należy wyjechać na wczasy i poderwać przystojnego faceta! Wy
    > czuć śliski moment i go wykorzystać, wrócić do domu i jakby nigdy nic cieszyć się w dwójkę z mężem.

    ...
  • alama_ferka 30.07.13, 17:59
    Wszystko pieknie, mam tylko problem. Jak to wyglada z drugiej strony. Co wolno nam mowic? o co pytac? Jak reagowac?

    Z moim partnerem bardzo szybo doczekalismy sie pierwszej corki, a pare miesiecy pozniej i drugiej ciazy.

    Nasza znajoma, w sumie mojego partnera przyjaciolka, miala termin blisko mojego. I stracila dziecko. Kurcze, naprawde bym jej nieba uchylila, ale jak sie spotkalysmy, to nie bardzo wiedzialam jak mam reagowac, co mowic, a czego nie. Wiem, ze to dla niej trudne, ale brzucha nie schowam.

    Spotkalismy przypadkiem jedna pare w kawiarni, posiedzielismy, pogadalismy. Bardziej z mowy ciala itp wywnioskowalam, ze chyba maja problem z posiadaniem dzieci (nieplodnosc, czy poronienie, nie wiem, nic nie mowili). Ponownie, ja brzucha nie schowam, pierworodna biega obok, jeszcze w jakims kontekscie wspomnienie, ze w naszej grupie bliskich znajomych akurat w 2012 sie duzo dzieci urodzilo (bo taka prawda). I juz czulam, ze moglismy sprawic komus przykrosc.

    Z twojej listy wynika, ze najlepiej nic sie nie odzywac, bo kazdy ludzki odruch moze druga osobe zranic. I w sumie z jednej strony pewnie to prawda, ze wszystko moze ranic, ale tez zrozumcie druga strone... no co tacy ludzie maja zrobic? Rozczulanie sie nad kims - niedobrze, wspominanie, ze ktos inny tez tak mial - niedobrze, pocieszenie ze sa inne opcje - niedobrze. To co MOZNA mowic, jesli juz ten temat sie pojawi? Pytam szczerze, bez sarkazmu.
  • z_oe 30.07.13, 18:19

    Nie rozumiem .
    Te ktore obrazaja sie na wszystkie ciezarne i dzieciate maja problem z sama soba i tu powinny szukac pomocy psychologicznej by sie z tego problemu uwolnic.
    Sama stracilam dwie ciaze, dwie coreczki i z kazda bylam prawie 9 miesiecy w ciazy , wiec nie bylo to poronienie na poczatku. Byly 2 ciezkie porody, 2 jeszcze ciezsze pogrzeby, ale nigdy spod byka nie patrzylam sie na ciezarne, nigdy ze zloscia w oczach nie patrzylam sie na kobiety pchajace wozek ..bo to nie ich wina,ze zamiast wozka i kolyski kupowalam 2 trumienki!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Nie unikam trudnych pytan i chetnie zawsze na nie odpowiadam, opowiadajac o moich coreczkach, ciesze sie,ze moge to robic, bo w ten sposob One zyja.

    O bezplodnosci, in-vitro, icsi, stracie trzeba mowic glosno..ale najpierw trzeba sie z tym pogodzic, bo taka zlosc i zawisc ktore klebia sie w kobiecie prowadzi tylko do jednego-osamotnienia i choroby psychicznej.
  • cowgirl_ride 30.07.13, 20:18
    " Nie rozumiem .
    > Te ktore obrazaja sie na wszystkie ciezarne i dzieciate maja problem z sama sob
    > a i tu powinny szukac pomocy psychologicznej by sie z tego problemu uwolnic".

    Amen.
    O tym, że nie będę miała dzieci, dowiedziałam się definitywnie kiedy miałam niespełna 19 lat.
    Zaakceptowanie tego faktu i nauczenie się mówienia o tym otwarcie i bez łez zajęło mi trochę czasu, nie przeczę ale to jedyne wyjście. Tak, korzystałam z pomocy psychologicznej. Mój pierwszy mąż wiedział od samego początku, nie przeszkadzało mu to ale do czasu (no, teściowa "pomogła"). Rozwiedliśmy się po 10 latach kiedy znalazł sobie inną, która dała upragnionego (głównie przez wspomnianą teściową) potomka. Bywa. Krzyżyk na drogę. Przeżyłam bo nauczyłam się żyć z tą świadomością, że jestem bezpłodna. Nigdy nie myślałam o adopcji, nie miałam aż takiego "ciśnienia" na posiadanie dziecka. Moja siostra ma troje dzieci, wyrobiłyśmy wspólnie, normęwink
    Dawanie rad jak sobie z tym radzić jest bezsensowne. Można dzielić się własnymi przeżyciami a jakie wnioski ktoś z tego wyciągnie to już inna sprawa. Może ja sobie z tym dałam radę bo jak wielokrotnie słyszałam - mam "jaja". To, w dużej mierze wynik wychowania, zapewne i religii (jestem ewangeliczką) i splotu wydarzeń życiowych. Po latach (minęłam pięćdziesiątkę), w pewnym sensie, doczekałam się nagrody - mój obecny "Pan i Władca" ma dwoje (dorosłych już) dzieci z poprzedniego małżeństwa i od jego córki usłyszałam kiedyś, że żałuje, ze to nie ja jestem jej matką. Mimo miodu na sercu, opieprzyłam ją jak burą sukę, że nie powinna tak mówić. Było to w obecności jej brata, kiedy się żegnaliśmy, on całując mnie na pożegnanie (jak zwykle), szepnął mi do ucha ledwo dosłyszalnie: "Do widzenia, Mamo".
  • z_oe 30.07.13, 21:07

    : cowgirl_ride bardzo pozytywny wpis .
    Duzo kobiet powinno brac Ciebie za przyklad, nie bac i nie wstydzic sie szukac pomocy , sama z niej latami korzystalam i isc do przodu z nadzieja na lepsze jutro. Co nie oznacza ,ze kiedys bede mama...ale oznacza "Bede szczesliwa i spelniona kobieta"



  • nisar 30.07.13, 20:19
    Też nie rozumiem.

    Oczywiście, rozumiem że niepłodność jest dla większości dotkniętych tą chorobą tragedią życiową, ale naprawdę nie pojmuję, że można oczekiwać od otoczenia specjalnego traktowania. Mam dwoje dzieci i jakkolwiek w towarzystwie znajomych, którzy nie mają dzieci staram się nie nadawać o moich cudach na okrągło (bo to zwyczajnie nie musi być interesujące), to jednak nikt nie ma prawa oczekiwać, że będę udawać że nie istnieją!

    Przy okazji - mój ojciec nigdy się mną nie interesował i generalnie miał mnie centralnie w doopie, czy wolno mi żądać, by nikt z mojego otoczenia nie opowiadał mi o swoim kochającym ojcu? Tak, naprawdę zawsze bardzo cierpiałam z tego powodu i do dziś (choć on nie żyje ponad 10 lat) bardzo mnie to boli. Zazdroszczę przyjaciółce wspaniałego ojca, ale naprawdę nie oczekuję, żeby udawała, że go nie ma albo że jest gorszy niż jest.
  • gnago 30.07.13, 19:11
    1 Pofatyguj się ze swym chłopem do radiestety niech wam zbada polaryzację ciała i ewentualnie zmieni. i zrób to koniecznie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Albo spróbuj ocenić to sama net masz. A zdolności jak 90% ludzi pewnie też
    A z tym pragnieniem to też dużo prawdy sąsiadka kombinowała 10 lat , zdecydowali się na adopcję i po 2 latach od niej powiła własną córkę
  • lucjak 30.07.13, 22:27
    długo nie mogliśmy mieć dzieci, ja w tym czasie przeszłam dwie wyczerpujące kuracje hormonalne, a na koniec operację jajnika. Technicznie - wszystko ok, a dziecka nadal nie ma. W końcu się zaczynamy poddawać. Ale też oddalać od siebie. Mąż wyjeżdża na stypendium za granicę. Widujemy się raz na miesiąc. Po dwóch miesiącach - ciąża. Rozłąka wzmocniła namiętność? Być może. Cieszymy się jak głupi. Jest czerwiec. Jadę do Francji do męża, robimy sobie romantyczną wycieczkę do Paryża. Końcem lipca telefon z laboratorium - spada poziom HCG.I koniec. Wszyscy naokoło mówią - to dobry znak, to znaczy że nie jesteś niepłodna. Ale co to tak naprawdę znaczy? Lekarz jest zaskoczony jak szybko mój organizm dochodzi do siebie po zabiegu (niestety, nie ominęło mnie to), Ale mijają kolejne miesiące i nic. Minął ponad rok gdy ponownie zaszłam w ciążę i tym razem udało się urodzić zdrowego chłopca. Przez te wszystkie wydarzenia do dzisiaj nie umiem się w 100% zaangażować w macierzyństwo. Ciągle się boję że coś mi go zabierze, że to nie naprawdę. Niepłodność nie kończy się wraz z urodzeniem dziecka. Ona jest w głowie. Rodzina na szczęście wspierała, choć unikanie dzieci stało sie w pewnym momencie normą. Nie chciałam ich widzieć. Moja koleżanka miała podobny scenariusz. I też usłyszała od położnej, że pierwsza ciąża jest testująca - że organizm sprawdza, czy może sobie pozwolić na ciążę. Te brutalne słowa pomagały mi przetrwać, ale dziś myślę, że były okrutne. I pamiętne słowa koleżanki - że dzięki temu, że ją angażowałam w wizyty i opiekę nad małym ona nie znienawidziła dzieci, a tak się czuła, gdy wszyscy wokół niej ciągle o dzieciach...Minęło 15 miesięcy od narodzin synka. Chcemy mieć drugie dziecko, ale boimy się czy to się znowu nie powtórzy. Wszystko wskazuje na to że raczej tak. Więc znowu strach. A niedawno szczera rozmowa z mężem - gdyby się nam nie urodził synek to nie wiem jak by było z nami...Szok ale też prawda - niepłodność to wspólna choroba, ale każdy ją inaczej przechodzi. U nas nie było winnego - oboje teoretycznie mogliśmy...To czego szczerze nienawidziłam to samotność tej choroby, bo mimo tego, że są inne chore osoby, to w jakiś dziwny sposób nie czuje się wsparcia, raczej ma się wrażenie, że uczestniczy się w wyścigu o los na loterii i inny kupujący zmniejsza nasze szanse...
  • filoletowy_kocyk 30.07.13, 22:45
    Drogie dziewczyny,
    czytam ten wątek od jakiegoś czasu i nasuwa mi się pytanie - JAK z wami rozmawiać o waszym cierpieniu? tytuł brzmi - co robić i mówić... tymczasem tu powstała cała litania "zakazanych" zwrotów. W mojej bardzo bliskiej rodzinie jest osoba zmagająca się z niepłodnością. Ja nigdy nie zagajam na ten temat, ale zawsze jestem gotowa wysłuchać. CO robić, żeby pomóc?
  • cowgirl_ride 30.07.13, 22:51
    Nic nie rób specjalnie, jeśli ten ktoś będzie chciał to Cię znajdzie jeśli w ogóle będziesz przyjaźnie nastawiona i lubiana. Nic na siłę.
    Jak rozmawiać? Szczerze i otwarcie ale nie "wyskakiwać" z tematem. Bez pruderii i hipokryzji ale i bez wylewającego się z każdego zdania, współczucia. Syty nie zrozumie głodnego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.