Bądź świadoma i bezpieczna w ciąży! Moja Ciąża z eDziecko.pl

     

endometrioza = in vitro??? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dziewczyny pomóżcie mi , bo już sobie nie radzę. Zmieniłam lekarza i wczoraj byłam na pierwszej wizycie. Pojechałam pełna nadziei a wróciłam do domu załamana. Lekarz po zbadaniu mnie i przejrzeniu dokumentacji leczenia postawił diagnozę: endometrioza II stopnia, nie uda się naturalnie, leczenie hormonami nie ma sensu, tylko in vitro. Od wczoraj beczę bez przerwy, mąż się nie zgadza na takie leczenie. Napiszcie jakie są wasze doświadczenia w tej chorobie.
    • Moje doświadczenie, kończy się porażką. Endometrioza I stopnia, 4 inseminacje, laporoskopia, in vitro ( tylko jeden zarodek z 6 pobranych komórek ) brak dziecka. Już sie nie leczymy, wybraliśmy drogę adopcji.
      życzę powodzenia
    • A dlaczego mąż się nie zgadza na takie leczenie, skoro to może być jedyna szansa dla Was?
      Niestety, bardzo często w tej chorobie jedynym wyjściem jest in vitro.
    • Moja siostra miala endometrioze (nie wiem jakiego stopnia). Leczyla sie w klinice nieplodnosci prawie 2 lata, w miedzyczasie miala 2 poronienia. Miala torbiele i juz podjeta decyzje o laparoskopii, ktorej nie zdazyla zrobic, bo w ostatniej chwili udalo jej sie zajsc w ciaze. Ona monitorowala kazdy cykl. Pocieszajace bylo to, ze dla tej choroby ciaza to okres "zdrowienia organizmu". U mojej siostry torbiele sie zminiejszyly/wchlonely, zniknely b. bolesne miesiaczki. Okres ciazy i karmienia piersia (bez okresu) spowodowal, ze organizm doszedl do siebie. W druga ciaze zaszla juz za pierwsza proba.
    • Niewazny jest stopien endometriozy, tylko jej umiejscowienie. A mialas juz laparo?
      --
      Gasofnia
    • Laparoskopie miałam już dość dawno. Wtedy wyszły ogniska endometriozy, ale miałam dwa razy torbiel na jajniku. Teraz lekarz podczas usg stwierdził, że endo jest na jajnikach i mimo owulacji nie udaje się bo ta franca uszkadza komórki. Jeśli chodzi o mojego męża to on od początku leczenia był przeciw in vitro. Myślę że boi się porażki.
      • ja miałam endometriozę, laparoskopię, usuwane torbiele z obydwu jajników....zaszłam w ciążę po 6 latach starań, zupełnie naturalnie bez żadnych leków.. właściwie wtedy kiedy załamana juz sobie odpuściłam...
        moja córka ma dziś 3,5 roku
        --
        winkAntosia 20.06.2008
        • to jest tak jak pisze morcheeba 77 - ponizej
          trzeba sie zrelaksowac i odprezyc , zbiegi ktore proponujemy fizjoterapeutyczne - pola magnetyczne Vofor JPS po zastosowaniu odpowiednich programow dzialaja relaksacyjnie i antyzapalnie, rewitalizujaco - dlatego mozna wspomagac leczenie torbieli , cyst i endometriozy
          oraz znamy wiele przypadkow zaplodnienia ktore nastepowalo po wielu latach walki z nieplodnoscia
          powinno wystarczyc 2-3 miesiace codziennych 30 min aplikacji
          taka jest praktyka - udokumentowania naukowego lekarskiego jeszcze nie ma
          ja osobiscie znam 2 pary ktore doczekaly sie w ten sposob dziecka zosia ma 14 mcy a kacperek 8 tyg

          chetnie pomoge innym parom czekajacym na dziecko umowcie sie na rozmowe
          barbara 503 00 84 89 lub mail viofor@onet.pl
          morcheeba77 napisała:

          > ja miałam endometriozę, laparoskopię, usuwane torbiele z obydwu jajników....zas
          > złam w ciążę po 6 latach starań, zupełnie naturalnie bez żadnych leków.. właści
          > wie wtedy kiedy załamana juz sobie odpuściłam...
          > moja córka ma dziś 3,5 roku
    • witam. ja też kilka lat temu miałam zdiagnozowaną endometriozę III stopnia. przeszłam laparoskopię.Lekarz powiedział, że jak będę w przyszłości starała się o dziecko to będę zmuszona przejść kolejną laparoskopię. Przez kilka lat nie starałam się o dziecko. Gdy wreszcie się zdecydowałam to po pierwszej próbie zaszłam w ciążę i urodziłam zdrowego synka. Było to jakieś 8 lat po pierwszej i jedynej laparoskopii. Po 4 latach znowu zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko i bez problemu zaszłam w ciążę. Najważniejszym jest prawidłowe zdiagnozowanie ednometriozy, bo bez jej usunięcia w drodze laparoskopii nawet in vitro nie przynosi spodziewanego rezultatu. W Łodzi jest specjalista od endometriozy - starszy pan, profesor ze szpitala Madurowcza. Powodzenia.
      • Tmirku, piszesz o specjaliście od endometriozy, jeśli masz na niego namiary, to będę wdzięczna.
        Mi lekarz zaproponował in vitro bez wcześniejszej laparoskopii, powiedział,że nie widzi sensu.
    • Ja mam endometrioze i luf. Dwa razy laparoskopia w odstepie poltora roku i usuwanie torbieli lacznie ze zrostami i ogniskami, po pol roku in vitro - coreczka 2 i pol roku a ja mam znowu torbiele po obu stronach jedna ok 5cm i druga mniej ciekawa 6 cm z elemetami litymi ??? Za miesiac kontrola a za dwa pewnie kolejna operacja tym razem nie wiem czy zostanie mi jajnik ;-( Kolejnych dzieci miec juz nie bede - nie stac mnie ani finansowo ani psychicznie na kolejne podejscia. Walcze z tym paskudztwem ponad 7 lat. Ale niczego nie zaluje i dziekuje za Moj Skarb.
      • Endometrioza I stopnia i udanie in vitro z mrozaka
        . Dlaczego twój mąż nie chce skorzystać ze współczesnej medycyny? Jeżeli nie jest członkiem Opus Dei powinnaś go namówić. Prawdopodobnie boi się nie tyle porażki co ewentualnych wad genetycznych. Uświadom go że nic takiego wam nie grozi. Niech trochę poczyta a może nich z kimś porozmawia
        • Oczywiście, że będę go namawiać i nie chodzi tu o względy religijne.
          • A to się udawink bo światopogląd faceta jest niemożliwy do zmianywink
            Powiedz mu że jest to normalna ciąża, ryzyko chorób genetycznych także jak w naturalnym zapłodnieniu. Możecie zrobić wszystkie barania genetyczne.
            Argumentem mocnym za tym że ciąża jest traktowana jak każda inna jest to że każą ci rodzic naturalniewink
            Powodzenia
            • Staram się tak delikatnie sugerować, że to jedyny dla nas sposób. Nie wiem co z tego wyjdzie, mój mąż jest dość uparty i jak sobie coś wbije do głowy to trudno to zmienić, ale muszę się starać, bo jak nie teraz to kiedy? Teraz będę robić badania tarczycy i wydolności jajników. Mam nadzieję, że trochę czasu mi zostało na to by jeszcze powalczyć.
            • zosiu a moze chodzi o to ze powodzenie zabiegu zaplodnienia in vitro jest bardzo czesto pod znakiem zapytania a niezlą fortune na te proby mozna stracic - to taka ekonomiczna blokada dla wielu par
    • jesli jestes z poznania to moge ci polecic zabiegi wiele osob skorzystalo i odczekalo sie potomka
      2-3 miesiace i powinna byc ciaza mysle ze warto sprobowac namowilam 2 par i jest juz Zosia 14mcy i i kacperek 8 tyg,
      na endometrioze cierpi wiele kobiet
      wszelkie zaburzenia czynnosciowe a szczegolnie endometrioza moze byc leczona w ten sposob

      odpowiem na twoje pytania i podam szczegoly zadzwon tylko wspomnij ze z tego forum
      do uslyszenia barbara 503 00 8489
      • ja też mam endometriozę, ciągle torbiele na zmianę z polipami a nawet mieśniakiem, miała 2 laparo, 2 histeroskopie diagnostyczne, jedna operacyjną, już nie wierzyłam w powodzenie ale mój lekarz dodawał mi ciągle siły za co do dziś mu dziekuję. Po 3 latach i 3 iui udało się. Kuzynka męża miała też endo, jej ginekolog od razu powiedział jej że tylko in vitro, zadnych iui bo nie ma szans(dobrze że mój lekarz jest innego zdania) a ona zaszła w ciąże naturalnie, więc głowa do góry, uda się. Powodzenia
        • Dziubku rozumiem, że Ty zaszłaś po inseminacji. Ja już miałam 4 i nic to nie dało. A gdzie Tobie i Twojej kuzynce usadowiła się endometrioza, bo ja mam w jajnikach głównie a to ma wpływ na jakość komórek i obawiam się, że na naturalsa to już nie mam co liczyć. Wogóle to czuje się jak po ogłoszeniu wyroku skazującego na bezdzietność. I jest to straszne uczucie.
          • wiesz nie wiem gdzie kuzynka miała ale ja miałam na jajnikach, w sumie to jeden mam tylko bo drugi po operacji tak za przeproszeniem spieprzony że nie działa, wiec widzisz i z jednym jajnikiem można. Tak po inseminacji zaszłam
            • Mi lekarz powiedział, że skoro mam endometriozę na jajnikach to nawet przy in vitro są małe szanse, bo komórki niby są, ale uszkodzone. Powiedz mi czym byłaś stymulowana i czy leczyłaś przed inseminacją endometriozę jakimiś hormonami.
              • no widzisz mój lekarz nic takiego nie mówił, twierdził że iui ma sens chociaż szczerze mówiąc to ja sensu nie widziałam, ale powiedziałam sobie ze zrobię 6 iui. Po laparo miałam być leczona zoladexem ale lekarz stwierdził że szkoda czasu a niestety leczenie nie zwiększa szans, była stymulowana femarą
                • Ja już miałam 4 inseminacje i lekarz powiedział, że kolejna to strata czasu i pieniędzy. Na naturalsa to już w ogóle straciłam nadzieję (nasze starania trwają 7 lat), skoro do tej pory nic nie wyszło, to już chyba tylko można liczyć na cud.
                  • anm-a powinnaś chyba skonsultować diagnoze i sposób leczenia z innym lekarzem. Oczywiście nie ma sensu w twoim przypadku robić kolejnej inseminacji, ale sprawa z in vitro nie wygląda tak tragicznie jak przedstawił ją twój lekarz. Z tego co pamiętam w moim przypadku ze względu na endometrioze wykonano "heching" nakłucie embrionu po to aby umożliwić zagnieżdżenie się zarodka. Było podejrzenie że obwódka jest ze względu na endometrioze zgrubiała a więc zwiększono szanse. Ja miałam mrozaki i nie wiem czy tego typu zabieg można wykonać na świeżynkach. Ale warto zapytać lekarza. Zorientujesz sie również czy w ośrodku w którym się leczysz tego typu zabieg jest możliwy.
                    anm-a i nie licz na cud tylko na możliwości współczesnej medycyny a z tego co piszesz jeszcze jej możliwości nie wykorzystałaś do końca
                    • Popieram w całej rozciągłości wypowiedź zosi9. In vitro daje większe szanse na powodzenie, nawet w przypadku endometriozy, i rzeczywiście AH (assisted hatching), czyli nacięcie osłonki zarodka może dopomóc zarodkowi w zagnieżdżeniu. Zabieg ten wykonuje się również na świeżych zarodkach.

                      • Dodałyście mi trochę nadziei. Powiem szczerze, że o tym nakłuwaniu jeszcze nie słyszałam. Jeśli mogę zapytać czy Wam się powiodło in vitro i czy powodem też była endometrioza?
                        • Tak mnie się powiodło. Endometrioza 1 stopnia. Mam 3 letniego syna. Medycyna na prawdę wiele może trzeba tylko trafić do dobrego ośrodka gdzie stosuje się zaawansowane techniki. In vitro nie jest wcale takie straszne.
                          • Przeraża mnie to wszystko. Nie wiem czy mam siły, by znieść ewentualną porażkę.
                            • To już zależy od ciebie i twoich decyzji. Ja miałam jasną wizję. Chcę mieć dziecko i postanowiłam zrobić wszystko co oferuje medycyna. Wynik końcowy nigdy nie jest wiadomy, ale również nigdy sobie nie mogłabym powiedzieć że czegokolwiek zaniechałam. W końcu mogłam się bać porażki i ten strach spowodowałby że nie miałabym wciąż dziecka. Tak na zdrowy rozum to bez sensu. Ale podkreślam że to jestem ja. Twoje decyzje mogą być inne. Warto jednak podejmować swoje decyzje a nie sąsiadki koleżanki czy księdza proboszcza, bo to ty za nie poniesiesz odpowiedzialność jakiekolwiek by nie były i tylko ty wiesz czego chcesz i co jesteś wstanie zaakceptować a co nie.
                              • Jeśli o mnie chodzi, to pragnę dziecka ponad wszystko i nie chcę sobie w przyszłości zarzucić, że nie zrobiłam wszystkiego co w mojej mocy. Boję się,że może nie wyjść, ale wolę spróbować niż siedzieć bezczynnie. Problem w tym, że to mój mąż jest przeciwny i nie chodzi tu o względy religijne. On po prostu nie chce dziecka "za wszelką cenę". Mówi, że jest w stanie być tylko ze mną. To są bardzo delikatne sprawy i trudno nam się o tym rozmawia bez emocji. Nie powiedział zdecydowanie nie, ale do tak też wiele brakuje.
                                • zapytaj czego się boi. Bo prawdopodobnie jest za tym jakiś strach. Pewnie pomógłby psycholog. Jak znam facetów sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa.to takie zero jedynkowe stworywink Boją się że dziecko z in vitro może być jakieś inne chore. Porozmawiaj z nim na ten temat i rozwiej wszelkie wątpliwości. Kolejny problem to ogromny stres przy oddawaniu nasienia, też zapewne tego chce uniknąć. Mój mąż nie spieszył się do posiadania dziecka. Teraz z kolei uważa że była to słuszna decyzja. Powodzenia.
                                  • Masz rację za ta niechęcią stoi strach. On się boi rozczarowania i bólu. Poza tym dla niego traumatyczne wręcz jest oddawanie nasienia. Przy każdej inseminacji był strasznie zestresowany. Zobaczymy co będzie dalej w piątek planujemy zrobić badanie, określające wydolność moich jajników, od tego będzie wiele zależeć.
                                    • Jesli jestes z poznania to moge ci polecic zabiegi magnetostymulacji
                                      wiele osob skorzystalo i doczekalo sie potomka
                                      2-3 miesiace i powinna byc ciaza mysle ze warto sprobowac namowilam 2 pary
                                      i jest juz Zosia 14mcy i i Kacperek 8 tyg,czyli mam 100% skutecznosci
                                      chodzi o zaburzenia czynnosciowe ale jesli sa juz zrosty i niedroznosc to raczej ta metoda nie jest rozwiazaniem
                                      na endometrioze cierpi wiele kobiet i lecza sie stosujac tez zabiegi jednak wtedy trzeba zabiegi robic systematycznie najlepiej kupic sprzet do domowego uzytku Viofor JPS ja zajmuje sie doradzaniem jakie programy i zabiegi
                                      wszelkie zaburzenia czynnosciowe a szczegolnie endometrioza moze byc leczona w ten sposob

                                      odpowiem na twoje pytania i podam szczegoly zadzwon tylko wspomnij ze z tego forum
                                      61 88 000 24 lub mail na pw. viofor@onet.pl
                                      do uslyszenia barbara 503 00 8489
                                    • Witam, chciałabym Cię pocieszyć anm-a , mój - nasz przypadek jest dopiero przytłaczający. 4 lata starania się o dziecko, silne bóle miesiączkowe, nierególarne cykle itp... lekarz prowadzący - rutyna, raz usłyszałam : proszę wyjechać z mężem na romantyczny weekend za miasto.....Zmieniłam lekarza, po wielu poszukiwaniach trafiłam w końcu do kogoś kto powaznie potraktował temat, 3 miesiące leczenia - diagnoza = endometrioza... trafiłam do kliniki w Bielsku Białej i kolejnego wspaniałego człowieka, który po 3 kolejnych miesiącach leczenia wykonał laparoskopie. Wynik: oba jajowody były niedrożne, udało się udrożnić prawy, pobudzono prawy jajnik, lewa strona niestety: na jajniku spore pozostałości endometriony - trzykrotna próba udrożnienia jajowodu - bez efektu bo mozna byłoby go całkowicie uszkodzić - ale cóż szanse były a tu w między czasie wynik nasienia męża - już w specjalistycznej klinice w Katowicach i AZOSPERMIA!!!!do tego z posiewu bakteryjnego wyszło, że ma gronkowca złocistego!!!!ZAŁAMANIE!!!!!kolejna wizyta u urologa tym razem i co?jedyną szansą biopsja jąder w celu zobaczenia czy plemniki są produkowane (przypuszcza się, że jest przeszkoda mechaniczna - uraz - mąż był piłkarzem....)po biopsji raczej tylko In vitro....i tak ja mimo, że jest mi ciężko próbuję wierzyć że jakoś to będzie i zostaniemy tymi upragnionymi rodzicami, a mąż....ciągle powtarza, że to już koniec, "pozamiatane"....zatem bądź dzielna. Musimy próbować do ostatnich możliwości. Ja dostałam namiary na dobrego urologa od mojego lekarza, jedziemy po nowym roku i choć nastroje są straszne....nie poddawajmy się!!!!Zobacz - ja myślałam, że u mnie droga zakończona - wszystko wiadomo, jest szansa, a tu, mój mąż na początku tej ciężkiej drogi się znalazł i nie umie się z tym pogodzić...Pozdrawiam, w razie czego chętnie służę "pomocną dłonią" sama z resztą trafiłam na te forum w tej sprawie ... życzę mimo wszystko Wesołych Świąt,
                                      • Syl-31 widzę, że u Ciebie też się pogmatwało. Piszesz, że Twojemu mężowi ciężko pogodzić się z tym wszystkim. Nie wiem jak Twój, ale mój mąż wolałby zrezygnować z leczenia niż przechodzić przez kolejne badania, oddawanie nasienia i ewentualne porażki. Wydaje mi się, że im tak na prawdę trudniej przez to przejść niż nam się wydaje, albo po prostu łatwiej godzą się z rzeczywistością niż my. Bo ja nie potrafię sobie powiedzieć: trudno tak musi być. Mimo tylu porażek chcę jeszcze powalczyć, choć jest mi ciężko. Masz rację musimy się wspierać, pisz jak u Ciebie sprawy wyglądają. Razem zawsze raźniej. Również życzę Ci radosnych i spokojnych Świąt.
                                      • Witam Syl-31!
                                        U nas też podobna sytuacja, ja raczej wszystko w normie(oprócz wysokiego FSH) a u męża azoospermia.Mąż na początku kompletnie się załamał,przeszliśmy trudne chwile...chciał rozwodu bym mogła sobie ułożyć z kimś innym życie...bo on już do niczego się nie nadaje(tak twierdził)...potem wpadł w alkoholizm...to było straszne.Ale się nie poddawałam,tłumaczyłam,rozmawiałam z nim....w końcu poddał się leczeniu...Teraz już jest lepiej,przeszliśmy ICSI bo znaleziono poprzez biopsję plemniki,przeszliśmy crio- i choć nie jesteśmy rodzicami to nadal się staramy RAZEM przez to przejść.A jeśli nie będzie nam dane mieć małą kruszynkę to i tak po wielu trudnosciach losu bedziemy zawsze razem.
                                        Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt!!!!!!!
                                        • Warto było zalogować się na forum smile jakoś raźniej jak ma się świadomość, że nie jesteśmy jedyni...bo ta myśl ciągle się pojawia, wokół przecież jest inaczej, ale będziemy walczyć! Pozdrawiam wszystkich i będę pisać co u mnie na bieżąco, wymieniajmy się naszymi doświadczeniami to może znajdziemy złoty środek na maleństwo smile
                                          • Kiedy inni myslą o świętach i rozmawiają o gotowaniu, pieczeniu itp. u nas rozmowa wieczorno-nocna - co dalej robić... Kochani czy ktoś z Was słyszał gdzie można wykonać udrożnienie nasieniowodów?jesteśmy przed wizytą u poleconego urologa, wizyta w styczniu (drugie podejście) ale cały czas się zastanawiamy, wiemy że czeka nas biopsja jądra i dylemat: jak bedą plemniki - decydować się na zamrożenie od razu czy próbować udrożnić nasieniowody, jeżeli tak to w jakiej klinice?tak mało można znaleźć informacji nt. udrażniania nasieniowodów sad
                                            • My leczymy się w Provicie w Katowicach, co prawda nie na męskie sprawy, ale oni mają szeroki zakres działań w zakresie niepłodności. Wejdź na ich stronę, może się czegoś dowiesz.
                                              • Dzięki, no właśnie polecono nam urologa, który jest także w Provicie, wcześniej byliśmy w Gyncentrum (kolejne badanie nasienia, konsultacja u androloga - tu mieliśmy wbrew wszystkiemu pozytywne odczucia), ale wizyta u urologa nas rozczarowała trochesad dlatego próbujemy dalej. Zobaczymy co będzie, na razie mąż musi "wyleczyć" gronkowca a raczej podleczyć, przez dwa tygodnie ma brać biseptol, potem wykonać badania p.ciała p. plemnikom, FSH, LH, testosteron, prolaktyna, estradiol... zatem kolejna wizyta w granicach po 10 stycznia. Pozdrawiam smile
    • Po świętach odebrałam wyniki badań, które miały dać odpowiedź na pytanie jakie są rezerwy moich jajników. To co usłyszałam od lekarza zwaliło mnie z nóg. Zdrowych komórek zostało mi tak mało, że nawet przy in vitro nasze szanse wynoszą tylko 5%. I cały czas się zastanawiamy czy ryzykujemy i podchodzimy do zabiegu, czy od razu staramy się o adopcję. Zastanawiam się jeszcze czy gdyby się udało to czy endometrioza ma wpływ na przebieg ciąży.
      • Mowisz o FSH, czy AMH? jakie mialas wyniki? ja zaszlam w ciaze przez in vitro przy 15,7 FSH, i 1,1 AMH, czyli nie najlepszych wynikach.
        • Moje AMH wynosi 0,71 (niestety). Ile miałaś komórek zdolnych do zapłodnienia i jak długi miałaś protokół. Mi lekarz powiedział że u mnie będzie ultra długi.
          • To jeszcze nie jest tragedia, przede wszystkim uderz do dobrej kliniki leczenia nieplodnosci i od razu jedz z invitro. Ja akurat jechalam krotkim protokolem, w sumie 3 programy.
            W pierwszym programie, takim pol naturalnym - 2 komorki (1 zarodek).
            W drugim programie (bardzo duza stymulacja) 7 zarodkow i 3 nieudane transfery.
            W trzecim programie wychodowalam 5 zarodkow. Udalo sie przy 1 transferze. Trzy zarodki zostaly zamrozone.
            Nie pamietam dokladnych statystyk, ale mniej wiecej zapladnialo sie 70% komorek. Na przyklad w ostatnim protokole pobrano mi 7, komorek z ktorych powstalo 5 zarodkow.

            Wiem jak sie czujesz, bo sama przechodzilam przez podobna sytuacje. Zaczelam leczenie myslac, ze w sumie to mam jakies tam problemy z zaciazeniem, no bo nie zachodze, ale w koncu sie uda...nie myslalam nawet o invitro....a z biegiem czasu okazywalo sie, ze jest coraz gorzej....
            Najpierw nie zachodzilam przez rok monitoringow, pregnylu itd.
            Dalam sobie chwile odpoczynku od klinki, zaszlam i poronilam.
            Nastepnie znowu monitoringi, pregnyl i znowu nic.
            Znowu postanowilam odpoczac od kliniki, zaszlam w ciaze pozamaciczna i nikt jej nie wykryl, mimo, ze z bolesciami trafilam do szpitala...dostalam antybiotyki i probowano mi wmowic endometrioze.
            Dwa tygodnie pozniej ciaza rozerwala mi drozny i sprawny jajowod (mam juz z niego jedna coreczke), mialam krwotok wewnetrzny i malo nie umarlam.
            Z jednym jajowodem, ktory mi zostal nie zachodzialm juz w ciaze mimo prob, wiec padla decyzja o invitro.
            Zaczelam pochodzenie...i wtedy okazalo sie, ze FSH jest wysokie, a potem, ze AMH obnizone...
            Nie poddalam sie, dwa protokoly i brak ciazy....probowano mi wmowic, ze nie zachodze w ciaze, bo mam kiepskie komorki jajowe....
            Zrobilam histeroskopie, ktora oczywiscie nie wykazala dlaczego zarodki sie nie zagniezdzaja....
            Zmienilam klinike, trzeci protokol i wreszcie udalo sie. Obecnie jestem w 40 tc...czekam na porod.

            Nie poddawaj sie aczkolwiek nic za wszelka cene...jak poczujesz, ze dochodzisz do granicy swoich mozliwosci, to warto pomyslec o innych rozwiazaniach.

            • I jeszcze slowko o AH, czyli nacinaniu oslonki zarodka, o ktorym to dziewczyny pisaly wyzej. Mniei lekarz w klinice to zlecil przy ktoryms tam transferze, ale inny lekarz w tej samej klinice pytal mnie po co sie na to decyduje, nastepnie poinformowal mnie, ze statystyka mowi o ok. 2% zwiekszenia swoich szans na zagniezdzenie dzieki AH....w zasadzie do konca nie wiadomo w czym pomaga ten zabieg, poniewaz czesto problemem zarodka nie jest grubosc oslonki, ale jej elastycznosc, a tego sie juz nie da zweryfikowac. Generalnie dowiedzialam sie w temacie AH i tu cytuje lekarza z tzw. starszyzny Novum, czyli pewnie jedna z najbardziej doswiadczonych osob w Polsce w leczeniu nieplodnosci: "generalnie wiemy, ze nic nie wiemy"...
              Szkoda, ze bylam juz po wizycie w kasie, bo bym sobie darowala te zmarnowane pieniadze....efektu w postaci spodziewanej ciazy oczywiscie nie bylo....
      • Witam smile - anm-a nie poddawaj się!!!! - wiem, że jest bardzi ciężko sad sama mam kryzys, a wizyta u lekarza przełożona na 30 stycznia...., do tego inne problemy natury psychiczno-psychologicznej, ciągłe myślenie czy się uda? invitro? jakie szanse, czy wogóle... adopcja? WIEM JAK TO JEST, ciągle walczymy z "tym światem złym" ale walczmy do końca, spróbujmy wszystkiego co możliwe i co jest w granicach naszej wytrzymałości psychicznej. Pozdrawiam i myślami jestem z Tobą smile dam znać po wizycie - wtedy u nas będzie jaso - mam nadzieję - co dalej robić.
        • Dzięki dziewczyny. Próbuję sobie to wszystko jakoś poukładać. Cały czas, mimo już długiego leczenia, miałam nadzieję na naturalną ciążę. Myślałam, że przecież w końcu musi się udać. A teraz jak usłyszałam, że mam znikome szanse na dziecko, to czuję jakby mi ktoś odebrał prawo do szczęścia, do normalnego życia.
          • przepraszam, ale nie mam czasu na czytanie wszystkich komentarzy;/
            napisze w skrócie, starania ponad 2 lata, za nami 2 IUI i IVF zaplanowane na maj, w lutym laparoskopia ( diagnoza endometrioza koło 2 stopnia, przy okazji ogniska endometriozy zostają usunięte, jajowody udrożnione) miesiąc później ciąza, czego i Tobie zyczę
            --
            Vicky- 4820 gram i 57 cm szczesciakiss
    • NIE!!!!!! Endometrioza nie jest równoznaczna z in vitro. Owszem jak wspominam moją pierwszą wizytę u lekarza w klinice leczenia niepłodności, to również usłyszałam to samo: endo kończy się in vitro. Bzdura! Wprawdzie półtora roku przebeczałam i się załamywałam po każdej nieudanej próbie ale... w 18miesiącu starań udało sięsmile)) całkiem naturalnie, bez większych zabiegów, typu leżenie z pupą do góry. Ot tak się udało, jakby nigdy nicsmile))))) Teraz moje 13 miesięczne największe szczęście leży w łóżku i od 2 gdz śpi. Tak więc nie zadręczajcie się dziewczyny. Nie zawsze endo = in vitro. Mam endo II stopnia, usuwaną torbiel z jajnika, jeden jajowód trochę niedrożny. Głowa do góry trzeba wierzyć!!!!!
      • Niestety trzeba się leczyć a nie liczyć na nie wiadomo co. Ja jestem przeciwna takiemu gadaniu, bo to nikomu nie pomaga. Dziewczyny są w różnym wieku i czasami te 24 miesiące czekania na cud mogą być decydujące.
        W mojej klinice zaszła w ciążę dziewczyna z IV stopniem endometriozy (oczywiście in vitro) wszyscy świętowali. Czyli jednak można
        • ja z moim III stopniem tez juz nie mam czasu ani ochoty siedziec z założonymi rękami i czekac na cud. Oczywiscie, ze z endo mozna zaciazyc naturalnie i niektorym schodzi 18 miesiecy, a niektórym 10 lat. Sorrry, ale już i tak wystarczająco długo czekałam...
          Ciekawe, czy osoba, której udało sie po 18 miesiacach była by taką samą optymistką, gdyby jednak nadal nie zaciazyła. Myśle, ze wybór leczenia to kwestie bardzo indywidualne. W gre wchodzą kwestie wielu, stopnia zaawansowania choroby, jak równiez finansowe. Mozna nie próbowac z pomocą medycyny, bo ma sie jeszcze czas, a mozna mieć wyczerpującą sie rezerwe i wtedy kazda owulka jest na wagę zlota.
          • A więc tak: już po wizycie u dr Krzysztofa Pliszka w Bielsku Białej, jesteśmy bardzo z niej zadowoleni, polecam jako urologa - w porównaniu do poprzedniego ogromna pozytywna różnica. Wyjaśnił nie tylko mężowi jego problem ale również dokonał analizy naszej sytuacji wspólnej. Męża czeka operacja tzn. biopsja obu jąder - szanse są ponoć nikłe na wykrycie plemników - skoro już dwukrotnie wyszła azospermia. Ale niby wszystko może się wydarzyć - trzeba wierzyć.... jeżeli podczas zabiegu okaże się, że plemników brak - dalsze leczenie nie ma sensu bo nawet zakładając zwężenie nasieniowodów itp. w Polsce nikt tego nie robi, a próba udrożnienia za granicą = koszty bez efektu bo tego ponoć się nie da udrożnić jak w przypadku udrożnienia jajowodów. Zatem pozostaje inseminacja z banku nasienia lub in vitro....Mąż nie chce słyszeć o adopcji, na termin zabiegu też ciężko mu się zdecydować - jest załamany choć się do tego nie przyznaje, unika rozmów.... Dla mnie czas biegnie nieubłaganie i ciągłe pytania.......Nie wiem nadal czy w moim przypadku przy niedrożnym jednym jajowodzie i wyciętym jednym jajniku co będzie bardziej możliwe, inseminacja czy in vitro?Koszty .... mąż twierdzi, że na in vitro to szansa może będzie po 3 razie .... niby chce z banku nasienia inseminację ... ja nie wiem sama. dziś mam dzwonić w sprawie jego operacji bo czeka się na nią miesiąc... Co o tym sądzicie?czy ktoś miał przypadek in vitro czy inseminację przy jednym jajowodzie i jajniku - ponoć to nie ma znaczenia, ja nie wiem nadal mam błędne interpretacje w mojej głowie....i choć tyle dalej niewiadomych - myślami jestem na etapie, że w przyszłym roku będę mamą, mąż czarnym humorem żartuje, jak będzie miało po mnie geny związane z ciągłym gadaniem to przekichane... czy to zły optymizm??Ciągle wierzę, że te cierpienie się w końcu skończy, że nadejdą słoneczne dni..... I pytanie na koniec jeszcze jedno, czy ktoś słyszał o szpitalu pod bukami w Bielsku Białej? tam ma mieć mąż zabieg biopsji jąder. Pozdrawiam i będziemy w kontakcie
            • Syl, fajnie, że się odezwałaś. Ja wiem z własnego podwórka, że facetom z pewnymi rzeczami trudniej się pogodzić niż nam i trzeba czasu żeby sobie wszystko poukładać. Mój mąż też wcześniej nie chciał słyszeć ani o in vitro ani o adopcji. A teraz jest zdecydowany na in vitro. Ja mam wątpliwości czy jest sens robić przy tak małych szansach. A Ty też daj swojemu m. trochę czasu, nie naciskaj. Pytałaś czy lepsza inseminacja czy in vitro, najlepiej uzgodnij to z lekarzem, co daje większe szanse.
              • Patrzac na moje doswiadczenie, jakos specjalnie bym nie liczyla na zajscie w ciaze bez in vitro. Oczywiscie sie zdarza, ale generalnie endo to straszne cholerstwo. My staralismy sie 4 lata. Najpier byl torbiel na lewym jajniku - wycieli jajnik i jajowod, ktory byl oczywiscie niedrozny. Potem okazalo sie ze jest torbiel na jedynym jajniku, wycieli- jajowod rowniez niedrozny. Chwile po wyjsciu ze szpitala zaczal pojawiac sie nowy torbiel na tym juz malutkim i tak jajniku. Z miesiaca na miesiac endo "pożerała" moje narządy. In vitro wyszło za drugim razem , mielismy tylko 4 komorki, z tego jedna wyciagneli, jedna sie zaplodnila i za chwile bedzie obchodzic roczek ! smile
                • no właśnie z endo jest delikatnie mówiąc przechlapane...ja też już 4 lata za sobą mam i nie liczę na cuda ...chociaż mam dwa jajniki i drożne jajowody jakoś nie wychodzi...obecnie mam małą torbiel endo ale chyba zdecyduje się na in vitro z nią ...bo już miałam operacje 2x i nie wiem czy jest sens okrajać te jajniki sad ...chociaż wyniki rezerwy mam w miarę dobre...w środe jadę na konsultacje i zobaczymy co będzie dale ! ale dziś patrze na to optymistycznie i myślę że się nie poddam
                • Witajcie,
                  Co słychać ann? joe - dzięki za opinię. U nas ... czekamy na 2 szczepionkę, zabieg męża ... na początku maja, czas biegnie tak szybko - a zarazem powoli, chyba wiecie o czym mówię ... rozmowy, próby rozmów - raz udane, raz kończą się wymianą zdań - w głowie różne myśli - dałam mężowi trochę "luzu" ale to i tak powraca, jak widze jak on to przeżywa - staram się jakoś tę rozmowę poprowadzić. Wczoraj podjęliśmy decyzję, że w między czasie - do zabiegu biopsji jąder - udamy się na konsultacje do Gyncentrum, aby już coś zacząć robić? czy słusznie, nie wiem ... jutro dzwonie aby umówić termin, a co u Was? pozdrawiam wszystkich i do usłyszenia smile
                  • a i zapomniałam napisać, że pod koniec marca mam kontrolę ja - w odniesieniu do mojej laparoskopii z listopada, cykle się wyrównały, skróciły, nie mam póki co boleści i mam nadzieję, że endo poszła w siną dal ....albo przynajmniej "zapadła w głęboki sen" - oby!
                    • anm-a zaglądasz jeszcze na ten watek ? Doczytałam tu, ze miałas w planach ultra długi protokół przy niskim AMH. Ja tez ide tak samo ( i tez mam niskie AMH). Odezwij sie, jesli tu zaglądasz.
                      • Zaglądam, tylko ostatnio miałam dużo pracy i jakoś tak wyszło. U mnie w grę wchodzi tylko długi protokół a nawet ultra długi albo KD. I tu mamy dylemat co zrobić. Stać nas tylko na jeden zabieg i nie wiem czy zaryzykować i się stymulować czy KD. Lekarz uprzedził,że w naszym przypadku to jest tylko 5% szans, z KD więcej. Jaki jest u Ciebie poziom AMH? I co na to Twój lekarz?
                    • Wiem, że takie rozmowy są bardzo trudne, ale bez nich ani rusz. Mój mąż też potrzebował dużo czasu. Trzeba dużo cierpliwości. Z tego co piszesz to cały czas działacie. I dobrze bo bezczynność jest chyba najgorsza.
                      • hej dziewczyny mam pytanko odnośnie torbieli - lekarz przed stymulacją do in vitro chce zrobić jej punkcje i zaraz po zacząć długi protokół ...czy któraś tak miała albo słyszała coś o punkcji torbieli ? czy taka punkcja jest bezpieczna dla jajnika (rezerwy)...mam totalny mętlik wizyta dopiero w kwietniu a ja oczywiście zaczynam schizować !

                        • endopech: ja mialam robiona punkcje torbieli na 3 dni przed punkcja "wlasciwa" komorek. Z tego samego jajnika. Poniewaz nie moglam brac antykow torbiel "wyszla" w trakcie stumulacji. Doktor zdecydowal ze aby miec lepszy dostep do komorek musi najpierw torbiele usunac.
                          Pobrano mi az 11 dobrych komorek, wiec wydaje mi sie ze jest to w miare "bezpieczne" tym bardziej ze Twoj doktor chce zrobic punkcje przezd stumulacja.
                          Pozdrawiam i zycze powodzenia
                          • dzięki smile będe tu zaglądać i dam znać jak cała machina ruszy ...narazie muszę miesiąc po tab anty odczekać, może na naturalnym cyklu się wchłonie...
                            • no u mnie juz machina ruszyla wink
                              dzis 19 dzien na anty... czas szybko leci

                              trzymaj sie smile
                              • anm-a niestety u nas w zwiazku z ultra długim protokołem i moim niskim AMH tez starczy kasy tylko na jedno podejscie. Moje AMH 1.0, FSH 9.28. Mam 31 lat.
                                Moje ivf tez ruszyło. Ponad 40 dni byłam na antykach. Teraz od 4 dni kłuje sie Gonapeptylem. Jednoczesnie jeszcze do soboty biore antyki. Jak tylko w sobote odstawie antyki, to pewno w poniedziałek dostane @ i wtedy mam zrobic LH i E2 i zgłosic sie z wynikiem do lekarza i od 3 dc stymulacja Gonalem F. Na poczatek dawka 225j dziennie i zobaczymy , co dalej.
                                Ja wolałabym swoja komóreczke... Mimo, ze kiepsko to wszystko wygląda postanowilismy z emkiem zaryzykować. Co ma byc to bedzie, chociaz mam cichutka nadzieje, ze moze jednak sie uda...
                                • Dziewczyny, trzymam kciuki, żeby się powiodło. I oby wystarczyło nam sił i kasy. Chiyo Twoje wyniki są lepsze, moje AMH to tylko 0,7, mam 32 lata.
                                  W przyszłym tygodniu jedziemy na wizytę i zobaczymy co dalej.
                                  • anm-a daj znać jak bedziesz juz po wizycie. Trzymam mocno kciuki. Ciekawa jestem, co zaproponuje Twój lekarz.
                                    • Hej dziewczyny!! Ja również mam endometriozę, nie wiem jaki stopień, torbiele miałam 5 i 9 cm na jajnikach, chodziłam po chyba wszystkich "dobrych" lekarzach w Łodzi, również Salve, Gameta, wychodziłam załamana, ryczałam w każdym miesiącu zwieńczonym jedną krecha na teście... do tego miesiączki były tak bolesne, że byłam dwa dni wyłączona z życia sad
                                      W międzyczasie, teść ( wariat na punkcie zdrowia) podsunął mi książkę "Anty rak" , ogólnie o wpływie żywności na nasze organizmy.... przeczytałam , bo ciekawa bardzo i tak postanowiłam zrobić test... odżywiałam się przez miesiąc próbując zastosować się do większości chociaż zasad, jak pamiętam (minęły 3 lata) jadła minimalne ilości mięsa, piłam dużo soku pomidorowego i z buraków , reszty już nie pamiętam dokładnie... słuchajcie, możecie wierzyć lub nie, miesiączka po miesiącu diety był kompletnie bezbolesna!! nie wiedziałam , że mam okres!! po pół roku ( w tym dwa miesiące wyłączone ze starań z powodu ślubu) zaszłam naturalnie w ciążę! a Już nie wierzyłam , że się uda! na usg w 8 tyg w Gamecie, dr Kozarzewski spytał kto mi robił in vitro , powiedziałam , że mąż w nocy smile)) stwierdził, że niemożliwe... a jednak... teraz jestem 1,5 roku po porodzie, diety już nie stosuje , ale chyba do niej wrócę, bo mam wrażenie , że cholerstwo wraca...
                                      Dziewczyny mające problemy, książka kosztuje chyba 25 zł, przeczytajcie nie zaszkodzi na pewno, a kto wie czy nie pomoże... pozdrawiam!!
                                      • Super że Ci się udało. Ja na pewno podejdę do in vitro ale zastosowałabym tą dietkę chociażby ze względu na comiesięczny ból. Pamiętasz tytuł albo przynajmniej szczegóły jakieś. A miałaś jakieś badania robione typu AMH, laparo?
                                        • Książka to " Antyrak" David Servan- Schreiber, autor jest lekarzem, niedawno był na konferencji w Polsce, nie jest to jakaś ściema... mi naprawdę pomogło, zdaję sobie sprawę, że nie jest to sposób na wszystkie dolegliwości, ale może chociaż złagodzi...
                                          Nie było tam konkretnej diety , a raczej wyniki badań, z których można wszystko wywnioskować... Jak wskazuje tytuł chodzi o sprawy nowotworowe, ale dla mnie endometrioza jest pewnego rodzaju nowotworem...
                                  • Witajcie smile
                                    Dawno nie byłam bo tyle się u mnie działo, że.... otóż po wielu konsultacjach i rozmowach z lekarzami i mężem podjeliśmy decyzję. Lekarze przy azospermii dali nam do zrozumienia, ze raczej mamy nikłe szanse a nawet gdyby to tylko in vitro. Te czekanie, te próby, lekarstwa, wizyty i życie, które przemija w między czasie depresje itp....Zdecydowaliśmy się na inseminację z dawcy! Jestem po pierwszej IUI. 21 maja poddała się opiece w Gyncentrum i czekamy.......Pełna nadziei ale i strachu czy sie uda, czytam jak oszalała wszystko co wiąże się z inseminacją. Rodzina nie wie i się nie do wie. Po konsultacji z psychologiem i innymi parami stwierdziliśmy, że po co. Ja się uda mamy cieszyć się z ciąży i ją przezywać a nie dochodzić co i jak..... Trzymajcie kciuki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Test B HCG mam zrobic w przyszłym tygodniu tj. 6/8 czerwca. Dziś nie wytrzymałam i zrobiłam test zwykły ale wyszedł negat - trochę mi smutno ale lekarz kazał mi go nie robić bo ponoć ze zwykłego testu wychodzi najwcześniej po 3 tygodniach a nie po 10 dniach. I tak to u mnie teraz wygląda. Pozdrawiam i będziemy w kontakcie a co u Was dalej?
                                    • Miło, że się odezwałaś. Fajnie, że dalej działacie. My też musieliśmy podjąć kilka ważnych decyzji. Zdecydowaliśmy się na in vitro, bo tak naprawdę to nasza ostatnia szansa. My też się nikomu nie tłumaczymy co i dlaczego. Wychodzimy z założenia, że to są nasze osobiste sprawy i innym nic do tego.
                                    • No i oczywiście trzymam kciuki za powodzenie.
                                      • Miałam na początku obawy czy powiedzieć czy zachować to w tajemnicy, moja rodzina jest bardzo tolerancyjna i obojętnie co by było - jak ma mi to dać szczęście - to są za mną - inaczej u męża....stare konserwatywne podejście i już to znam po 14 latach bycia razem i 6 latach małżeństwa...poza tym po konsultacjach z psychologiem i tak jak napisałam wcześniej przeczytaniu tysiąca wpisów na forach wiem, ze postąpiliśmy słusznie nic nikomu nie mówiąc. Jak się uda - chcemy się cieszyć a nie patrzeć na dąsania innych i ich miny wink Czas stoi mi w miejscu....do tego doszły mdłości, zawroty głowy i nadęty brzuch - nie chcę się nastawiać bo biorę luteinę i estrofem - a to ich działanie ponoć robi z organizmem takie cyrki, poza tym może to objawy, że dostanę okres ..... myśli się plączą bo może ... się udało smile nie wiem jak wytrzymam do 8 czerwca - trzymajcie kciuki, ja trzymam za Was a zwłaszcza za Ciebie Ann!!!Pozdrawiam i do usłyszeniasmile
                                        • dziewczyny trzymam kciuki !!!!!!!!!!!!!!smile ja też zdecydowana jestem na in vitro i myślałam że to będzie w czerwcu ale jak się okazało mimo brania tabletek ant torbiel endo urosła do 6 cm i mój doktorek nie chce mnie stymulować z nią ...więc czeka mnie operacja którą cholernie się martwie bo to już moja 3 będzie.Boje się o swoją rezerwe jajnikową stan obecny jest w miarę ok fsh 6 i amh 2,5 więc jak na endo 3 stopnia, 2 operacje i torbiel to ok. Ile miałyście operacji zanim zdecydowałyście się na in vitro?obecnie jestem na etapie załatwiania w miarę nieodległego terminu zabiegu bo chce na nfz i do tego czasu jadę na decapeptylu...chyba tak się pisze smile???????????czy stymulował się ktoś z torbielą endo ?
    • hey, powiem prawdę jestem leniwa i nie chce mi się czytać waszych wpisów wszystkich. Moja historia jest chyba podobna, wkleję ją z innego wątku może i mnie coś doradzicie bo nie wiem gdzie mam się udać ganiam od gina do endo 2 razy w miesiącu i od dwóch lat. witam wszystkich mam 25 lat jestem w stałym związku od 8 lat w kwietniu 2010 po dłuuuuuuugich staraniach zaszłam w ciążę która zakończyła się w 10 tygodniu, brak akcji serca. Od tego wykryto u mnie chorobe hosimoto, a od marca mój gin podejrzewa dodatkowo endometioze. Sa tu jakies dziewczyny, które mają podbnie?? Dodam jeszcze że miałam owulacje w miare regularne do stycznia tego roku od stycznia zaczeły dziać się cyki z moim cylem wydłuzył się i stał się bardzo obfity oraz bardzo bolesy. Boję się i mam wrażenie że niedoczekam się dzidzi. sad
      • Endopech masz niezłe wyniki. Chciałabym takie mieć. Ja miałam 8 lat temu laparoskopię z powodu torbieli. Parę lat temu znowu się pojawiła, ale udało się to rozgonić lekami. Ale słyszałam o dziewczynie która zaszła mając torbiel i zajęli się tym dopiero po urodzeniu dziecka.

        Świstaczku, myślę, że powinnaś się udać do jakiejś kliniki, gdzie zajmą się tobą specjaliści. Ja też zanim trafiłam tam gdzie trzeba straciłam sporo czasu na bezowocne wizyty u "zwykłych" ginów. Jesteś jeszcze młoda, ale czas niestety nie działa na naszą korzyść. Powodzenia.
    • kurcze mam dylematy 3 operacja !!!!!!!!!!!!!!! a potem in vitro, taki jest plan mojego doktorka a myślałam, że jak się zdecyduje na in vitro to już ominie mnie "przyjemność " operacji i ten stres sad ...teraz to mam takie myśli żeby rzucić wszystko. chciałabym liczyć na cud wchłonięcia się torbieli ale to chyba nie realne ( 6 cm) i podejść do ivf ..zawsze coś mi staje na przeszkodzie!
      co myślicie czy poddać się operacji czy może poszukać innej kliniki i spróbować podleczyć
      • Zawsze można sprawę skonsultować z innym lekarzem, zobaczysz co Ci powie. Rozumiem co czujesz, bo też u mnie nie raz było tak, że plany planami a rzeczywistość zupełnie inna. Daj znać co postanowiłaś.
        • do anm-a wink też mam zdiagnozowaną endometriozę /podobno większość usunęli w listopadzie- miałam laparo/ i chciałam nawet sama zrobić sobie badanie amh, ale lekarz zapewnia, że nie ma takiej konieczności, bo w obrazie usg widać u mnie pęcherzyki w różnej fazie rozwoju - nie wiem czy ma rację, czy nie. Napisz proszę jakie były Twoje wskazania do zrobienia tego badania...Staramy się 2lata, u męża wyniki super, u mnie niby wszystko ok...tylko w ciążę nie zachodzę crying
          • Sylka u mnie też przez wiele tat wszystko było niby ok. tylko efektu brak. Od początku było wiadomi, że mam endimetriozę, ale lekarze do których chodziłam wcześniej nie przywiązywali do tego uwagi. Teraz myślę że jeden działał na oślep a drugi wyciągał kasę. Ale nieważne. U mnie też przy badaniach usg cykl wygląda prawidłowo, są pęcherzyki. Tylko tu chodzi o to czy te pęcherzyki są wartościowe czy nie i badania takie jak AMH oraz FSH pomagają określić rezerwę i jakość pracy jajników. Ja mam endometriozę właśnie na jajnikach i to niby powoduje, że te komórki nie są takie jak trzeba. Mam 32 lata i czas nie działa na moją korzyść. Gdzie się leczysz, może warto się skonsultować.
            • no właśnie AMH pozwala określić lepiej rezerwę jajnika i ewentualną jakość jajeczek ..ja mam endo na jajnikach jak się okazało na lewym na 100 % 55mm ( 2 operacje już były) i na prawym mam jakąś torbiel małą do 25 mm pewnie też endo sad nie reagowała wogóle na tabletki anty i mój lekarz zdecydował że nie będę podchodziła do in vitro z nimi ...muszę usunąć. Na początku jak zgłosiłam się do kliniki to z obrazu USG i przebytych operacji lekarz powiedział że dobrze będzie jak moje AMH będzie 1 ...i był zdziwiony że mam 2,5 przy endo więc nie ma reguły jak widać. Teraz wzięłam zastrzyk decapeptylu i jestem na etapie wyczekiwania na konsultacje u innego lekarza i ewentualnie laparo i zaraz po laparo zacznę długi protokół ( taki jest plan ) a życie zweryfikuje...oczywiście mam obawy czy to nie pogorszy mojej rezerwy sad reszty się nie boje mam doświadczenie niestety w operacjach sad .Podobno in vitro całkowicie omija problem endometriozy która uszkadza komórki . Bo fakt możemy produkować piękne jajeczka ale zanim dotrą do jajowodu i posiedzą w tych stanach zapalnych to niestety potem jest klapa sad . Ja mam 30 l ...prawie smile i licze na cud in vitro , mam nadzieje że na moje ur. w sierpniu się przytrafi ech . Powodzenia
              • Witajcie, no i niestety... jestem załamana ... tak bardzo liczyłam, że się uda ... taką nadzieję miałam i .... wczoraj odebrałam wynik z beta HCG, wynik poniżej 0,1!!!!! w 16 dniu po inseminacji. Na co liczyłam? może na cud, że jako jednej z nielicznych uda się za pierwszym razem....? miałam to na cyklu naturalnym, może to przyczyna, może że w dniu inseminacji miałam nerwice żołądkową????? Dziś dzwoniłam do mojego lekarza bo okres powinien pojawić się wczoraj ale go brak. Kazał odstawić leki i przyjechać w 10 dniu cyklu na wizytę to się zobaczy co dalej. Miałam takie myśli, że może się nie uda ...że dam rade i nie będe się przejmować... jest inaczej - wczoraj wypłakałam wszystkie łzy, dziś jestem w pracy i obojętnie patrze na wszystko ... czy tak ma być? kiedy przejdzie? co dalej myśleć? Mąż mnie pocieszał ale wiem, że sam to bardzo przeżywa... nawet meczu nie ma ochoty oglądać a wczoraj sam w zamknięciu "pomógł" sobie alkoholem.... dziewczyny napiszcie jakąś rade, wiem, że nie powinnam popadać w taki stan - inni mają gorzej, są już po kilku próbach ale....myślałam, że może w końcu będę miała z górki a nie pod......, że mecz uczcimy we "trójkę" i to będzie nowy okres w naszym życiu... pozdrawiam Was i do usłyszenia. To forum to jedyna możliwość "wyryczenia" się inaczej - dziękuję -
                • syl-31 glowa do gory, to jeszcze nie koniec... ja tez jestem po pierwszej nieudanej IUI, zapewne sytuacja u mnie troche inna, bo ze mna wszystko w porzadku tylko u meza slabe wyniki, no i nie jestesmy juz najmlodsi - ja 37lat moj maz 49...
                  rozumiem Cie bo sama przeryczalam dwa dni i stwierdzilam ze juz nie mam sil,ale czas robi swoje i dzisiaj znowu jestem gotowa do dalszej walki... musimy myslec racjonalnie - naprawde niewielu udaje sie za pierwszym razem - a wiec po prostu trzeba probowac dalej... szkoda czasu na zastanawianie sie dlaczego sie nie udalo, patrz przed siebie, na to co przed Toba, bo na to co za Wami juz nie masz wplywu... Musi byc dobrze, kiedys nam sie uda!!! (nie wiem czy ten wpis jest tak na 100% dla Ciebie, chyba napisalam to tez troche sama dla siebie)
                • Syl-31, jednocześnie Ci współczuję ale i zazdroszę.
                  Chętnie zamienię moje 40 lat i dwie nieudane ISCI na 31 lat i 4 nieudane IUI.
                  Uwierz w siebie! Tyle jeszcze mozliwości przed Tobą!
            • Konsultowałam się już u 3różnych lekarzy i z tym amh dwóch powiedziało to samo. Ale za Waszą namową zrobię te badanie, tylko napiszcie dziewczyny czy należy je wykonać w konkretnym dniu cyklu?
              Trzeci powiedział to samo, co Tobie Twój w listopadzie ubiegłego roku - że w przypadku endometriozy szkoda czasu na inne rozwiązania, bo i tak tylko in vitro daje realne szanse...
              Wierzę, że będę wyjątkiem który zmienia regułę wink jestem po II-gim IUI, aktualnie czekam z nadzieją, że @ nie przyjdzie...
              Napiszcie proszę o tym amh-kiedy je zrobić.
              • AMH możesz zrobić w dowolnym dniu cyklu, przynajmniej mi lekarz powiedział, że to bez znaczenia. Ale są hormony, które bada się w konkretnych dniach cyklu np FSH. Zrób badanie i daj znać jaki wynik. Powodzenia.
    • I jakby było tego mało .... w pracy przez moje ręce w tej chwili przypadkiem przewinęły się gratulacje dla rodziców nowonarodzonych dzieci w moim mieście sad !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! skąd zebrać siły na to wszystko????????????????????????
      • syl31 wszystkim jest ciężko, ja też przeżywam porażki ...najbardziej to że nie jest lepiej i nic nie idzie do przodu a już tyle zrobiłam 2 operacje mam za sobą i teraz kolejna, tyle kasy na prywatnych gin wydałam leki i męczarnie po nich itp. i nic...teraz do in vitro nie mogę nawet podejść bo mam 2 torbiele ...ale w chwilach załamania wypłacze się , i myśle sobie że kiedyś doczekam się chociaż 1 dziecka i że ten koszmar się skończy i wszystko ma swój czas...i musi być w przyszłości lepiej, mi pomaga bieganie sport na odstresowanie ducha i ciała, jakieś drobne zakupy smile dla siebie...ja pracuje z dziećmi...i czasem się pytają kiedy Pani będzie mieć dzieci to mówie że mam ich smile a na swoje czekam aż mi bocian przyniesie ...dla dzieci jestem już stara bo mam 30 lat ...mój charakter nie pozwoli mi zrezygnować z dalszych prób, myślę sobie też że są gorsze choroby niż moja
        • Syl-31 ja do inseminacji podchodziłam czterokrotnie, jak wiadomo bez powodzenia. Za każdym razem rozpacz, pytania "dlaczego", zawsze czułam taką niesprawiedliwość. W ostatnich latach w naszej rodzinie i u znajomych dzieci rodziły się na potęgę, były chrzty, roczki i inne imprezy które były i są dla mnie katorgą. Takie porażki zawsze mnie dobijały ale potem przychodzi czas, że trzeba się zebrać do kupy i podejmować kolejną próbę. Wiem, że teraz cierpisz, przeczekaj to, daj sobie czas. I działaj dalej, masz nasze wsparcie. Zobaczysz niedługo przeniesiemy się na forum dla ciężarnych a potem dla mamusiek i będziemy narzekać jak to nasze pociechy nam dają w kość...Oby.
          • Dziękuję Wam wszystkim za te dobre słowa pocieszenia i polecenie aby walczyć dalej smile Będę mimo wszystko. Najgorsze pierwsze dni. Dziś jest już lepiej. Zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja w stosunku co do niektórych z Was - jest nie tak bolesna bo to pierwszy raz, że nie powinnam rozpaczać i zastanawiać się dlaczego. Wiem też , że zegar biologiczny działa na naszą niekorzyść, choć czujemy się młode duchem - dla nas każdy dzień to strach i niepokój w perspektywie dalszych starań o maluszka. Ale choć te dzieciątka rodzą się wokół a ich mamy są "młode", są też mamy "młodsze inaczej" lub będą ... wierzmy w to razem a damy radę - jak mówicie smile Niezwykłą siłę ma to forum. Przeczytanych parę zdań, daje o wiele więcej aniżeli niejedna wizyta u "specjalisty". Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam Was wszystkie smile Dodam jeszcze, że dziś dostałam okres - widzę, że cykl po tabletkach się rozregulował. W 10 dniu mam się zgłosić na wizytę do kliniki i zobaczymy co dalej. Apropo mojej sytuacji - mąż ma azospermię i tylko dawca wchodzi w grę.... a ja po laparoskopii, drożny tylko jeden jajowód.... Ale jak czytałam gdzieś na forum - nie możemy myśleć o genetyce - mamy zostać rodzicami !!!! bo bez względu na to , czy uda się naturalnie czy "inaczej genetycznie" czy poprzez adopcję - będziemy rodzicami czego sobie i Wam życzę z całego serca !!!!!!!!! To taka nasza współczesna wojna o szczęście i nikt tego nie zrozumie, kto tego nie doświadczył... Jutro jadę tam, gdzie zawsze otrzymuję pozytywną energię, jest takie miejsce u nas w regionie - które ma swoją magię - i chyba będę tam jeździć częściej. Macie rację, trzeba "w tym czasie" robić to, co daje nam choć trochę satysfakcji i pozwala zapomnieć o codzienności. Miłego weekendu i do usłyszenia smile))))
            • Witam Was wszystkich smile nie zaglądałam tu dawno bo tak wiele wydarzyło się w moim życiu. Chciałabym sie podzielić tym, co dotyczy wielu z nas a jeżeli jeszcze nie to dać nadzieję a zarazem pewną dawkę zimnego prysznica bo nogdy nie jest tak dobrze ... by mogło być pięknie. Czasami sztucznie próbujemy wmawiać sobie kolorowe rozwiązania a w rzeczywistości dostajemy nieźle popalić ale komu o tym powiedzieć ... to może zrozumiec tylko ten kto choć minimalnie dotknął tego problemu. Kochani Ci co śledzili wątki wiedza już cosik... a zatem w lipcu po drugiej nieudanej inseminacji nasieniem dawcy ... po pół roku nastapiło brak owulacji! wszystko wyglądało źle!!!! i wraz z lekarzem ustalilismy że będziemy ją wspomagać i mogliśmy już wczesniej no ale..... i tak "uchodowały się 2 pęcherzyki ... w sierpniu 3 inseminacja, nie było mi łatwo, byłam na skarju wyczerpania z jednej strony depresja i rezygnacja - miałam dośc z drugiej mały cień wiary... we wrześniu niczego się nie spodziewając okazało się, że jestem w ciąży!!!! radość-starch to uczucie mi towarzyszyło i lęk... czy to możliwe?a jednak.... przez miesiąc czekaliśmy czy są dwa "bąbelki" ... ostatecznie został jeden. Mąż radość i to ogromna, ja .... dalej strach, radości odrobinę. Pojawiły się wątpliwośći ... rodzina zaczeła się cieszyć. Żeby była jasność nikt nie wie i się nie dowie. czas mijał, radość zaczęła mnie ogqarniać pomalutku, cotygodniowe wizyty w klinice, padania prenatalne, wszystko dobrze! poród przewidziany na poczatek maja 2013 ale ta cała euforia nie do końca taka jest ... Mąż raz się cieszył raz ... zaglądając do kieliszka zastanawiał się nad tym wszystkim... jak moje słowa "co jest tatusku" ... obrażał się twierdząc, że z niego kpię... zaczynały się małe kłótnie, niby twiedził, że bardzo się cieszy, ale i .... kieliszek zaczłą pojawiać się coraz częściej, już to przerabiałam... na co dzień nikt by nie powiedział o moim mezu, że potrafi sie upić a na drugi dzień jakby nigdy nic jest szczęśliwy. Pije, zasypia ... przeprasza, ze to wynika że nadal nie pogodził się zym, że nie może być ojcem ... i znowu ta sama dyskusja ...przecież będziesz ojcem itp... mijają dni, potrafi kupić coć do dziecka, mnie gazety o bobasach, planuje jak to będzie, jak go będzie uczył na nartach jeździć itp... i znowu dół.... na zewnątrz jesteśmy niby szczęśliwą rodziną - każdy tak myśli ... ślub po 6 latach, potem budowa domu, dobra praca, wakacje, rozrywki no i w końcu dziecko... jeden ze sąsiadów ze łzą w oku stwierdził, że też by tak chciał bo my to jak z podręcznika .... a oni .... i taki jest obraz rzeczywistości. nie każde opakowanie ma słodki środek a tylko do przełknięcia ... na tym ma polegać to życie? Mamy cieszyć się chociaż opakowaniem, licząc, że następna paczka cukierków okaże się dobra?lepsza? Kochani wiem jedno, niczym ten syzyf będę ten kamień wtaczała, póki braknie mi sił, mam nadzieję, że to maleństwo odmieni w końcu tą zawartość opakowania na zawsze i stworzy lepszy smak... Wiem też, ze warto walczyć chociażby żeby mieć przekonanie, że zrobilismy wszystko co w naszej mocy!!!! Dziewczyny nie czekajcie też, warto jednak wywołać "dodatkową" owulację bo to szkoda czasu i nerwów, nawet gdybyśmy potem miały zostać mamai bliźniaków. Każda szansa na szczęście jest warta aby ją wykorzystać, a to że te szczęście przyjdzie z czasem i na początku nie jest kolorowo ... cóż wtedy mówię sobie, że inni mają gorzej!!! Ja nie mam zamiaru mówić o genetyce i to będę wpajać mężowi gdy najdą go ciężkie dni... zobaczymy co będzie dalej. Nie pracuję już, jestem na L-4, praca mi na to pozwoliła. Zaczyna na nowo organizować swój czas. jest cięzko. jak człowiek 13 lat w ciągłym ruchu... to jest problem. Tyle miałam w domu zrobić...ale mi się nie chce. Muszę polegiwać i tak przechodzę cały dzień, tu obiad, tu spacer z psem itp... minęły 3 tygodnie, ponoć po 1,5 miesiąca dojdę do pionu - tak twierdzą Ci co to przeżyli tylko inaczej.... czwart miesiąc pomału za mną. Kolejna wizyta w klinice w środę- przeszłam już z powrotem z Katowic - Gyncentrum do Bielska - Eskulap - Będziemy w kontakcie. cd nastąpi. Życze Wam wiary i sił w zasadzie to Wy mi ją dałyście na poczatku tego forum - pozdrawiam smile
              • Cieszę się że Ci się udalo, szkoda tylko że radość przeplata się ze smutkiem. Życzę Ci zeby wszystko się dobrze skończyło. Widzisz ja w sierpniu podchodziłam do in vitro ale niestety się nie powiodło, gdyby się udało miałybyśmy obie majowe terminy. Trzymaj się i powodzenia.
                • MI też się nie udało ...właśnie dziś sad b HCG spada ...mimo 2 pięknych blastocyst ...echh
                  • Dziewczyny przykro mi bardzo sad ale walczcie dalej. Ja w lipcu byłam totalnie załamana, brakowało mi sił, miałam dość ciągłych wizyt, wyników badań itp. ale mimo to - mysląć, że jak się nie uda kolejny raz - to będę starała się o adopcję...zorientowałam się gdzie są ośrodki adopcyjne w moim mieście i że się tak wyrażę jak to "działa". W rodzinie mojego męża adoptowali dwoje dzieci, nigdy tego tematu nie podejmowaliśmy ale w końcu się przełamałam i dyskretnie porozmawiałam z mamą tych dzieci - okazało się, że oni byli po 5 inseminacjach i 2 in -vitro! w tym 1 inseminacja udana - poronienie 2 miesiąc, i jedno in vitro to samo!!!!!!!!!!!!!wykończona powiedział mi, że nie chciała słyszeć o dzieciach, że to koniec, ale patrząc na cierpienie męża - facet ma obecnie 42 lata (adoptowali dwa lata temu) to też się przełamała i zaczęli, mając lat: ona 37 on 39, procedura trwała 1,5 roku. Dowiedziałam się tylu rzeczy...., o których nie miałam pojęcia - jak to wygląda od wewnątrz.... nie było łatwo, według wieku powiedziano im, ze mogą otrzymać dzieci powyżej 5 lat i oni też młodszych nie chcieli, mieli dostac jedno, wzięli dwoje ... rodzeństwo 6 i 8 lat... Dzieci są wspaniałe, po roku mieli chrzest!!!bo takigo dokumentu dom dziecka nie posiadał. Ja z męzem zostaliśmy rodzicami chrzestnymi! czas mija a ich dom, który wcześniej był pusty, nudny i smutny - przerodził się "w coś co zaczęło zyć". Dzis nikt nie pamięta już tych poczatków i mysli co jutro i pojutrze - jest rodzina i tyle rodzina smile To też pozwoliło mi myśleć, że i u mnie tak będzie choć mąż nie był do tego nastawiony dobrze. Ale z czasem to się zmienia mam taką nadzieję... Nie traćcie jej i Wy. Jakoś ta karta losu musi się nam ułozyć - może nie do końca tak jak bysmy tego chcieli... ale może tak ma być smile Trzymam za Was kciuki i bedę tu zaglądać i dalej komentować - tak już czuję się związana smile pozdrawiam i do usłyszenia !!!!
              • syl -31 możesz mi napisać coś o katowicach provita ?
                • czytam Wasze wpisy i szukam w tym motywacji. moja historia jest krótka-w sierpniu stwierdzono hashimoto i endometrioze. miesiac temu laparoskopia-usuniecie torbieli i licznych zrostów. od 3 miesięcy jestem na zoladexie,jeszcze jedna dawka przede mną. skutki uboczne straszne,do tego krwawie praktycznie nieprzerwanie-moj lekarz nie wie dlaczegouncertain po powrocie normalnej miesiaczki zacznie mnie przygotowywac do inseminacji...boję się i nie mogę się pozbierać a to że wśród bliskich mi osób od kilku miesięcy pojawiają się dzieci boli jak cholerauncertain
przejdź do: 1-100 101-114
(101-114)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.