Dodaj do ulubionych

Dlaczego ludzie to nieokrzesane chamy?

14.05.12, 18:00
Podpowiedzcie, jak sobie radzicie ze wścibskimi dalekimi i bliższymi ciotkami, wujami i kuzynkami/kuzynami oraz innymi ludźmi, którzy przy KAŻDEJ okazji muszą wygłaszać pytania i komentarze w stylu "a kiedy dziecko?", "a staracie się?", "chyba czas na powiększenie rodziny" itd. Nie widzę powodu, dla którego miałabym dawać tym niewychowanym ludziom materiał do plotek i satysfakcji tłumacząc, że od trzech lat leczymy się na bezpłodność i że ten temat bardzo nas boli. Proszę, podrzućcie jakieś propozycje, jak w miarę kulturalnie, ale ostatecznie zamknąć im usta. Zbliża się kolejna impreza rodzinna i już mnie skręca jak o niej pomyślę.
Edytor zaawansowany
  • kozica111 14.05.12, 18:33
    Powiedz prawdę, to nie chamy tylko brak wyobraźni.
  • any-time 14.05.12, 19:17
    Nie zawsze i nie każdemu chce się mówić tą prawdę.
    Dziś np. miałam taką sytuację w pracy: pracuję w korporacji, na 'ołpenspejsie' - biurka blisko siebie, bez ścianek działowych i przegród - siedzi ok.20 osób, ja mniej więcej po środku, więc o tym o czym rozmawiam słyszą prawie wszyscy. Podchodzi do mnie do biurka kolega z innego działu, po załatwieniu sprawy służbowej zaczyna luźny temat - jak minął mi urlop z którego niedawno wróciłam, po czym na cały głos wypala tekst "a wy już tyle po ślubie, ciągle gdzieś jeździcie, co się nie bierzecie za robienie dziecka?".
    Dobrze że dziś był ten lepszy dzień, gdzie takie pytanie nie spowodowało łezki w oku, a może tak mnie zamurowało, że nie było na taką reakcję czasu.
    Generalnie w pracy atmosfera w miarę luźna, towarzystwo raczej zgrane, ale przewaga mężczyzn, więc rozmawiamy na różne tematy ale bez wgłębiania się w te prywatne, zwierzania się, ale i czy miałam tam na cały głos, przy wszystkich powiedzieć, że mamy problemy, leczymy się?
    I co, brak tu wyobraźni czy chamstwo? Raczej stawiam na to drugie....
    Najbliższa rodzina wie, więc na spotkaniach rodzinnych z nimi tego typu pytania i docinki skończyły się. Pytania dalszej rodziny ignoruję - po prostu nie odpowiadam, nie uśmiecham się, robię kamienną twarz, bo wiem, że każda moja odpowiedź byłaby z rodzaju tych niemiłych.
    Cały czas mam problem z jednymi znajomymi. Spotkamy się sporadycznie i za każdym razem drążą temat, moja postawa ignorowania nie odnosi skutku, nie chce mówić im o problemach, mam dosyć obracania tematu w żart, bo śmieszny on dla mnie nie jest, boję się że w końcu wybuchnę i znajomość się zakończy...
  • only_she 14.05.12, 19:32
    Sama chciałabym znać sposób na tego rodzaju pytania. Niestety im dłużej trwają starania, tym mniej odporna się na nie staję. W przeciągu tygodnia spotkały mnie dwie przykre sytuacje. Najpierw w pracy - koleżanka ogłasza, że spodziewa się trzeciego dziecka. Za chwilę jedna z pracownic (nawet nie moja koleżanka) wyjeżdża do mnie z tekstem "A pani to się nic nie stara!" Odpowiedziałam, że staram się jak nikt inny. Druga sytuacja - spotkanie po latach klasy z liceum. Kolega odpala (nie na osobności, tylko gdy wszyscy się przysłuchują): "To wy już pięć lat po ślubie? Macie może jakiś problem? Bo wiesz, pięć lat, bez dzieci..." Zatkało mnie. Kolega nie był pijany, więc nad językiem i głową był w stanie panować. Jego uwagę przechorowałam w weekend. Jednak do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że niektórzy potrafią być takimi chamami.
  • horpyna4 14.05.12, 19:41
    Odpowiadaj, że jak widzisz dzieci najbliższych znajomych (w domyśle: również osoby zadającej pytanie), to w ogóle nie chcesz mieć dzieci.

    Inny sposób, to zrobienie zdziwionej miny i powiedzenie "no popatrz, a mnie uczono, że wypytywanie o tak intymne sprawy jest grubym nietaktem, delikatnie mówiąc..."
  • lili2010 14.05.12, 21:35
    też się wielokrotnie nad tym zastanawiałam, ale chyba dobrej odpowiedzi nie ma, ja mam jedno dziecko i staramy się od 5 lat o drugie, pytania typu czy nie chcemy rodzeństwa, bo inni mają, kiedy chłopczyk, jesteśmy egoistami, porady typu bioenergoterapeuta i multum innych, brak pomysłów co takim odpowidac, więc generalnie "przemilczam" i tak delikwent wymyśli sobie swoją teorię. Dziś np. usłyszałam tym razem nie o sobie, ale o znajomej, która stara się wiele lat, że oni napewno to mają problem taki, że nie wiedzą kiedy są dni płodne, albo źle liczą, no Qwa brak słów co ludzie o innych potrafią wymyślic, więc tłumaczenie chyba jest bezsensu ;-/
    --
    Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.
  • k_anilorak 14.05.12, 21:36
    A ja ci napiszę co przećwiczyłam na sobie i potraktowałam jako rodzaj terapii. Rodzinie na głupie pytania powiedziałam, że nie możemy mieć dzieci i głupie żarty są nie na miejscu. Od tamtej pory jest spokój i wszyscy nam kibicują.
    Znajomi - wiedza wszyscy. Większość miała ten sam problem. Wszyscy mają dzieci poza nami.
    Praca - zdziwiłabys się jakby koledze opadła kopara jakbyś mu prosto z mostu powiedziała coś w stylu: nie mogę mieć dzieci albo jakbym mogła je miec to bym je miała. Jestem pewna że dalszego drążenia tematu nie będzie i to twój rozmówca będzie zawstydzony. Wiem że nei zawsze chce się wszystkim mowic o swoich sprawach ale powiedzenie prawdy gwarantuje święty spokój.
  • horpyna4 14.05.12, 22:17
    Niekoniecznie. Bo jak się trafi na upartego rozmówcę, to będzie dalej drążył temat. Na przykład namawiał na adopcję.

    Niestety, istnieje sporo ludzi nierozumiejących, że to nie ich sprawa i że swoje dobre rady powinni sobie wsadzić w ...
  • rucolka 15.05.12, 19:00
    Każda sytuacja jest oczywiście inna ale ja na ogół spotykam się zamknięciem buzi gdy powiem np. "wiesz, to, o co mnie pytasz jest dla mnie bardzo trudną sprawą i proszę cię żebyśmy o tym nie rozmawiali". Ale wiadomo, że są niestety przypadki ludzi, którym to nie wystarcza, tak, jak piszesz. Po prostu jak widzę, że coś niefajnego zaczyna się dziać, to się wycofuję i potem już unikam kontaktu z takim człowiekiem. Najgorsze, że nigdy się nie przewidzi, że ktoś nas o to spyta a każde takie pytanie boli jak cholera. Czasem trzeba później to odchorować. To niestety kolejna część naszej rzeczywistości, na którą nie mamy wpływu.
  • franulina 14.05.12, 23:09
    Rozumiem, co przeżywasz. Ale - spróbuj się wczuć w tę drugą stronę. Pytania - w rodzinie - o plany małżeńskie, o dzieci, o przeprowadzkę, o zmianę pracy itd. to nie jest nic chamskiego. Jeśli chcesz, żeby rozmówca wiedział, że to jest dla Ciebie delikatna sprawa, to musisz mu powiedzieć. Jak, na Boga, ludzie mają się domyśleć, że sprawiają Ci ból, skoro na ich pytania uśmiechasz się i odpowiadasz "no, się zobaczy?". Jedynie jasna odpowiedź da jakiś efekt. Nie musi być szczegółowa. Wystarczy "staramy się od dawna" albo "bardzo chcemy mieć dzieci, ale nie każdy może", albo "niestety nie możemy mieć dzieci. Staramy się temu zaradzić".

    Odzywki agresywne "nie Twoja sprawa" itp. nie zdają egzaminu. Powodują niepotrzebne napięcie, ale jednocześnie rodzaj ekscytacji u rozmówcy. Jeśli obawiasz się plotek, to właśnie w ten sposób najłatwiej je wywołać. Takie "coś się za tym musi kryć, że jest taka nerwowa".

    Pomyśl o takiej sytuacji: pytasz znajomego o zdrowie żony, a on odpowiada, że wszystko w porządku. A potem okazuje się, że jego żona jest ciężko chora, tylko on nic nie mówi, "bo nie chce plotek". Po pierwsze, samo takie zachowanie jest nieracjonalne. Ale - jeśli ktoś się przy nim upiera, to jest jego prawo. Tylko nie może przecież potem oskarżać Cię, że jesteś chamska! Skoro nic nie wiedziałaś o jego sytuacji, a Twoje pytanie było zadane w dobrej wierze, to ten znajomy jest odpowiedzialny za niezręczność całej sytuacji, a nie Ty.

    Sorry, że walę prosto z mostu, ale też przez to wszystko przechodziłam. I uwierz mi - nie było przypadku, żeby po dowiedzeniu się, o co chodzi, ktoś zachowywał się niestosownie. Ludzie nie są chamami, ot tak sobie. Może i są jakieś wyjątki, ale to możesz stwierdzić dopiero, jak sytuacja będzie jasna.

    Wyobraź sobie taką konwersację, jak z tym kolegą z pracy czy z ciotką. On/ona: "i kiedy dziecko?" Ty: "staramy się z mężem od lat, na razie bezskutecznie".
    Jaką sobie wyobrażasz odpowiedź? Przegraj tę konwersację w głowie, będzie Ci łatwiej. Np:
    1. - Och, przepraszam, nie wiedziałem!
    - Nie szkodzi.
    2. - To na pewno nic takiego. Moja żona nie mogła zajść w ciążę, ale potem wypiła takie ziółka i rach-ciach mieliśmy bobasa.
    - Zapewniam, że sprawa nie jest taka prosta. A tego rodzaju rady sprawiają mi przykrość.
    3. - Ojej, nie wiedziałam. A co Ci dolega?
    - To osobista sprawa między mną i moim mężem. Wolałabym, żebyś szanowała naszą prywatność.
    4. - Ee, tam, przesadzasz! Adoptujcie dzieciaka i będzie po sprawie.
    - Pozwól, że sami z mężem zadecydujemy, jak zmierzyć się z naszym problemem.
    5. - O kurcze, to prawdziwa plaga! Iksiński z Iksińską też nie mogą mieć dzieci. W ogóle to słyszałam, że on jest impotentem, a ona chce się z nim rozwieść i w dodatku ma depresję. Zresztą, po co im dzieci, jej ojciec miał schizofrenię, to jest genetyczne...
    - Przepraszam, ale nie interesują mnie plotki o innych ludziach. Również nasz problem jest naszą sprawą i proszę, żebyś zatrzymała tę informację dla siebie.
    6. - O rety, strasznie Ci współczuję. Chcesz, żebym Ci jakoś pomogła? Może chcesz porozmawiać?
    - Dziękuję za dobre chęci. To jest dla mnie bolesna sprawa i największą pomocą będzie nieporuszanie tego tematu. [Chyba, że akurat chcesz porozmawiaćwink]


    Zapewniam, że najczęstszą reakcją jest pierwsza i ostatnia. Ludzie mają dobre chęci. Jeśli chcesz, możesz to wykorzystać, rozmowa przynosi ulgę.

    Pozdrowienia, F.
  • wiewiorka76 15.05.12, 14:02
    Ja może rzucę na sprawę trochę inne światło. Sama jestem mamą megaenergicznego i trudnego do opanowania 2,5latka z inv. Pamiętam jak się o niego staraliśmy przez dwa i pół roku, też było krucho z moją psychiką, wnerwiały mnie pytania, komentarze, dostawałam deprechy, kiedy ktoś ze znajomych spodziewał się dziecka. Wyczuwam też, że ludzie mało tego, że są wści...cy i poszukują tanich sensacji, to jeszcze odnoszą się do bezdzietnych z pewną złością i czymś w rodzaju agresji, zarzucają, że pewnie dzieci brak, bo są wygodni, leniwi, egoistyczni.... A teraz z pozycji matki: naprawdę nie jest lekko, chociaż macierzyństwo to największy w życiu dar, to bywają chwile, kiedy ma się wszystkiego dosyć, kiedy chce się płakać ze zmęczenia, bezsilności, braku chwili dla siebie, kiedy chce się po prostu uciec.... Myślę, że takie właśnie pytania są podszyte frustracją, na zasadzie "ja mam tak ciężko, jakim prawem ona ma lżej" (bo np może się wyspać). Takie komentarze przychodzą łatwo zwłaszcza ludziom, którzy nie musieli się specjalnie starać o dziecko, nie potrafią sobie nawet wyobrazić, co to znaczy nie móc urodzić dziecka i żyć bez dziecka. Albo może nawet byliby w stanie sobie to wyobrazić, gdyby nie codzienne zmęczenie, nerwówa, bo dziecko nie chce spać, nie chce jeść i choruje trzy razy w miesiącu. Wg mnie wiele z takich tekstów wynika z tego, że ludzie sobie nie radzą sami ze sobą, że rodzicielstwo ich przerasta.
  • franulina 15.05.12, 15:40
    Ja też źle znosiłam rozmowy z ludźmi na temat dzieci, ale przyjęłam strategię informowania i bardzo mi to pomogło.
    A co do Twojej teorii (nt. osób nieradzących sobie z rodzicielstwem): może coś w tym być. Jasne, bywa tak, że pytający chce mieć mściwą satysfakcję pt. "sama sobie zobaczy, na czym polega prawdziwe życie. Dzieciak jej da popalić, będzie miała za te swoje lata nicnierobienia i zrozumie, jak ciężko bywa w życiu (czytaj: jak ja mam/miałam ciężko)". Ale nie przesadzajmy. Ja np. bardzo się cieszę z każdej wiadomości o ciąży koleżanki, bo wiem, że macierzyństwo to fajna sprawa i życzę wszystkim tej radości. Bywa ciężko, jasne, ale to jest trud, który się opłaca i który procentuje. Poza tym bliżej mi teraz do ludzi, którzy mają dzieci i po prostu fajnie jest, jak z kimś, kogo lubisz, możesz też na luzie pogadać o najważniejszych dla siebie sprawach. Staram się nie być nachalna, ale owszem, zdarza mi się zapytać o plany prokreacyjne - raczej oczywiście bliższe mi osoby, nie luźnych znajomych i raczej w rozmowie w cztery oczy, a nie w towarzystwie. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma coś przeciwko moim pytaniom, to mi po prostu da do zrozumienia. A jeśli nie da, to co ja za to mogę?

    Tak na marginesie: to jest jakaś polska plaga, że ludzie oczekują, że inni będą im czytać w myślach. To jest zmora małżeństw, biur, rodzin, kółek hobbystycznych i wszelkich stosunków międzyludzkich w tym kraju. W połączeniu z drugą plagą, tzn. przekonaniem, że wszyscy wokół mają złe intencje daje to efekt porażający. Przydałby się nam wszystkim porządny kurs komunikacji.
  • peggy_su 15.05.12, 14:51
    Tak sobie myslę, że mi tego typu pytania nie sprawiaja bólu, raczej często wprawiają w zakłopotanie bo:
    a. osoba która pyta, nie jest mi w żaden sposób bliska i uważam że g. ją obchodzi dlaczego nie mam dzieci oraz czy i kiedy planuję się rozmnożyć.

    Takim zwykle odpowiadam, coś ogólnikowego w stylu, że jak przyjdzie czas to będa dzieci. Albo że jeszcze mężem się nie nacieszyłam. I zmieniam temat.

    b. osoby, które drążą temat wiele razy i przy każdej okazji, jak np moja teściowa bezpardonowo pytająca, najczęściej w większym gronie kiedy wreszcie zostanie babcią. Może gdyby zapytała kiedyś na osobności, w normalnej rozmowie, to bym jej powiedziała prawdę, ale że pyta zawsze przy kimś albo w głupi sposób, to też ja głupio jej odpowiadam. Zresztą wolę żeby rozkminiała z rodziną i znajomymi temat: kiedy wreszcie zrobią mi wnuka, niż temat naszych rzeczywistych problemów, chorób i starań.

    c. dalszym znajomym, którzy spytaja ot tak, którym niekoniecznie chcę się wywnętrzać, ale też nie sądzę żeby mieli złe intencje, odpowiadam po prostu że: niestety nie zawsze jest to takie proste. Większość kulturalnie więcej o nic nie pyta.
  • rucolka 15.05.12, 17:15
    Ja zauważyłam, że jak się wprost powie o co chodzi (oczywiście bez szczegółów) to ludzie zazwyczaj się odczepiają. Większość osób po prostu nie ma pojęcia w jakiej sytuacji jesteśmy i po naświetleniu im sprawy zazwyczaj "łapią", że chodzi o to by się o to nie pytać po 100 razy. Widzą wtedy, że to boli. No chyba, że trafi się na wyjątkowo trudne egzemplarze ale wtedy to chyba najlepiej unikać i chronić się w ten sposób.
  • wiewiorka76 15.05.12, 17:28
    Albo się odczepią, albo zaczną gadać o wyluzowaniu albo adopcji czyli o tym, o czym słuchać nie zawsze chcemy. Zależy kto pyta i z jakich pobudek.
  • rucolka 15.05.12, 19:08
    Ja jak widzę, że klimat jest ciężki (rady w stylu adopcja i wyluzowanie), to wycofuję się z rozmowy. Po prostu mówię, że nie chcę o tym rozmawiać. Nie spotkałam się jeszcze żeby pomimo tego ktoś pilił dalej.
  • kajka09 15.05.12, 19:09
    jakaś tam irytująca mnie od zawsze znajoma zaczęła przy każdym spotkaniu wypytywać o dzieci,kilka razy ignorowałam a kilka obracałam w żart,ale nie pomogło,więc przy kolejnym spotkaniu palnęłam 'jak się zaczniemy starać to pierwsza się o tym dowiesz'.Inni kiey pytaja 'kiedy dzieci ' ja odpowiadam pytaniem 'a dlaczego Cię to interesuje/dlaczego pytasz?'i temat się urywa.
    Powodzenia,wiem że to nie jest łatwe.
  • kajka09 15.05.12, 19:11
    i jeszcze jedno,powiedzieliśmy tesciom i do dziś tego żałujemy,moja rodzina wie i od biedy może być,ale nie widze powodu żeby spowiadac się innym z naszego problemu.Potem dopiero posypia sie dobre rady na temat napro,klinik,diet ,pielgrzymek i innych cudów,więc nie ma mowy.
  • thursday.next 16.05.12, 00:16
    dziecko - "kiedy przyjdzie jego czas"
    czy się staramy - to już przekracza granice dobrego smaku i należy zwrócić uwagę, że o sprawach intymnych publicznie nie rozmawiam... bo kolejne pytanie to będze "a w jakich pozycjach" i "czy z nogami do góry po stosunku" ..

    --
    http://lb1m.lilypie.com/5QIFp1.pnghttp://lb3m.lilypie.com/wCe3p1.png
  • agaa66 16.05.12, 08:59
    Ja też tego nie mogę zrozumieć. Straciłam 2 ciąże, nie jest lekko. Teraz już trochę doszłam do siebie, już jest dobrze. Ale właśnie otoczenie potrafi przybić.
    Na początku zamykałam się w sobie, łzy w oczach i ogromna wewnętrzna złość ale teraz postanowiłam, że nie będę milczeć. Wykorzystam wszystkie wasze teksty i rady.
    Co prawda odstawiłam już znajomych, którzy "jakoś" nie potrafili wykazać minimum taktu.
  • itobietaksamo 16.05.12, 13:19
    Nie każda chce o tym mówić, albo nawet - nie potrafi. Ja gdybym zaczęła mówić głośno, że mamy z mężem problem to powiedziałabym 1 zdanie i zaraz bym się rozpłakała - tak było to dla mnie bolesne.
    Zawsze bardzo bolały mnie takie pytania - rodziny, znajomych, ciągłe aluzje w pracy - "nie czekaj, bo będziesz żałować że za późno się zdecydowałaś". Ostatnio nawet koleżanka z pracy powiedziała mi, żebym zachodziła w ciążę bo w naszej firmie żadna krzywda mnie nie spotka i nie muszę obawiać się np. zwolnienia czy innych kłopotów z powodu ciąży.

    Na szczęście mi się udało - po 13 miesiącach, które były dla mnie wiecznością. I powiem Wam dziewczyny, że właśnie moja obojętność na takie pytania najbardziej zaskoczyła mnie na początku ciąży - wszystko odeszło jak ręką odjął. Byłam może w 3 tygodniu ciąży jak poszliśmy z mężem na święta Wielkanocne do rodziny - i tam znowu pytania i głupie żarty, że chyba trzeba nam pokazać jak to się robi, że trzeba pomóc mojemu M, bo nie daje rady itp. Takie teksty w kręgu najbliższej rodziny - rodziców i teściów! A ja byłam obojętna - jakby rozmawiali o rosole czy sałatce którą właśnie zjedli.
  • lamciad 29.05.12, 13:26
    Wydaje mi się,że ludzie kompletnie nie potrafią o bezpłodności rozmawiać,a przeciez to choroba cywilizacyjna. O cukrzycy i nadcisnieniu wszyscy mówią i nikt się nie dziwi to dlaczego o braku dzieci tak ciężko...? Dla mnie od początku było jasne,że skoro jest problem to o nim mówię.Nie muszę się wdawać w szczegóły,zazwyczaj wszystkim wystarcza informacja:staramy się,ale jak widac nie każdy może mieć dzieci od razu.U mnie się nagle okazało,że nie jedna koleżanka miała problemy albo poroniła.A te,które miały dzieciaki za tzw.pierwszym strzałem chyba najmocniej kciuki trzymały i wszystkie były wzruszone na wieści,że jednak nam się udało.Ludzie to nie chamy i prostaki,ot,ludzka ciekawość. A tylko i wyłącznie od nas zalezy,czy im pozwolimy zrozumieć stan naszej psychiki czy nie.
    To,że koleżanka zachodzi w 3,4 czy 8 ciąże mnie osobiście cieszy.I wcale nie zazdroszczę,bo to w końcu nie moje dziecko będzie tylko jej,a sama czekam na mój upragniony cud (tzn.ja już się doczekałam,ale tak myslałam jeszcze do niedawna). Zamykając się w 4 ścianach w własnymi problemami daleko nie zajedziemy,można co najwyżej popaść w depresję i odsunąć się od towarzystwa,a życie nie na tym polega. Daję sobie ręce i nogi poobcinać,że 99% ludzi obdarzy każdą z was wsparciem a nie kolejnym kopem w tyłek.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/9f7janlihdwzxfuu.png
    http://www.suwaczek.pl/cache/42eaa31a72.png
  • anew.therapy 29.05.12, 20:51
    kajka , nie wiem czemu tak reagujesz? czuję się zaatakowana, wiec odpowiadam
    staram się pomóc tylko tym osobom, które tego chcą, niczego nie wciskam, a na pewno nie mam chamskiego podejścia
    mam już dorosłe córki i wiem , że bardzo by mnie bolało gdyby nie mogły doczekać się dziecka
    rozumiem stres i napięcie jakie towarzyszy staraniu i przechodzenie przez wszystkie procedury
    te dwie rodziny, które dzięki tej metodzie doczekały się dziecka, są mi wdzięczne, że miałam odwagę zaproponować coś takiego
    w Polsce jest takich przykładów dużo więcej
    to jest opcja dla osób które wykorzystały wszystkie możliwe sposoby
    lekarze specjaliści bez najmniejszych oporów kasują za każdą konsultację i wizytę , badanie

    profesor specjalista od leczenia bezpł. . z którym rozmawiałam na ten temat powiedział ze to jest indywidualna sprawa - ktoś może ćwiczyć jogę i tak sobie odpuścić że wreszcie "zachodzi"
    zastosowanie mojej metody jest próbą z której warto skorzystać i dlatego tak jak napisałam
    uważam że skoro komuś powierzam na 3 m-ce sprzęt warty kilkanaście tysięcy i terapia przyniesie oczekiwany efekt to chyba jest fair wziąć kasę? tak czy nie ????
    ja mogłabym działać charytatywnie "co łaska" jeśli to tylko kogoś ma uszczęśliwić ale skoro za in vitro i inne terapie płacicie grube tysiące i po kilku latach nadal nic a wszystko sypie ...
    Kajka , daj szanse innym nawet jeśli sama nie masz ochoty chwytać tej deski ratunku

    poza tym mam tu profil i pw i możesz do mnie pisać co chcesz


  • kajka09 29.05.12, 22:30
    anew,nie podnoś mi ciśnienia kobieto,bo po transferze jestem,i takich sprzedawczyków jak Ty co działają cuda znam kilkunastu.
    To że dwie kobiety zaszły w ciążę-halo!Cóż za wspaniałe statystyki!

    Nie chce mi się z Tobą już gadać.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka