utracony naturalny cud Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Po kilku latach, w cyklu po nieudanym ivf, po rezygnacji z leczenia, zaszłam naturalnie w ciążę (pierwszą i jedyną). Nie na długo, pod koniec 5 tc było po wszystkim. Ledwo żyję...
    Lekarz powiedział, że to jakieś światełko w tunelu, mnie trudno w to uwierzyć.
    Czy są to dziewczyny, które po kilkuletnim leczeniu bez rezultatu zaszły w ciążę, poroniły, a potem zaszły jeszcze raz, ale ze szczęśliwym zakończeniem? Czy to faktycznie może być światełko w tunelu? Czy raczej powinnam myśleć, że skoro wreszcie doszło do zapłodnienia, do implantacji a dziecko przestało się rozwijać, to oznacza to już tak poważny problem, że nie ma sensu wierzyć w cuda?
    • bardzo serdecznie wspolczuje...
      wprawdzie nie mam az tak dlugiego leczenia w sensie ilosci i jakosci zabiegow (bo ivf musialam sie tak wystraszyc, ze zaszlam naturalnie), ale zaszlam, po 5 latach
      pierwszy raz, naturalnie, po 3 latach i tez stracilam ciaze, wtedy blizniacza
      teraz jestem dopiero w 30 tygodniu, wiec jeszcze wszystko moze sie zdarzyc...
      znam tez inna dziewczyna, z tego m.in,. forum, ktorej leczenie nie pomoglo, a potem zaszla
      ludzie z ktorymi rozmawialam, kiedy zaszlam w te ciaze, specjalisci od ciala i psyche, tylko sie usmiechali i mowili, ze to sie czesto bardzo zdarza, ze leczenie sie nie udaje, a natura swoje
      ale tez wiem, co znaczy czekanie na nature, zwlaszcza po tylu latach i tylu zabiegach
      jeszcze raz bardzo wspolczuje
      • Dziękuję.
        Tak, wiele wątków czytałam o tym, że się nie udaje leczenie, a potem natura robi swoje i teraz krótko myślałam, że może też będę przykładem na to...
        Pocieszająca jest Twoja historia, że to może się wydarzyć jeszcze raz, tylko szczęśliwiej.
        Bardzo trudne jest to, że ja ten etap uważałam za zamknięty, że już nie marzyłam, że godziłam się z tym, że w ciąży nigdy nie będę, nie wiem jak będzie teraz, jak to od nowa poukładać...
        • pewnie potrzeba czasu
          ta cholerna nieplodnosc koszmarnie rozwala emocjonalnie...
          mnie sie wydaje, ze o jednak jest pozytywny znak, bo mozesz zajsc, do tego bez wspomagania, jakiekolwiek mialas Ty czy partner problemy zdiagnozowane, natura jakos je obeszla
          moglas miec po prostu gigantycznego pecha, ze akurat trafilo na wadliwy plemnik albo infekcja sie akurat wtedy trafila
          tak tez mowili w mojej klinice, ze mam przynajmniej te przewage nad innymi kobietami, ze wiem, ze moge (srednio to pocieszajace wtedy dla mnie bylo)
          jesli potrzebujesz infomacji albo zwyczajnie wsparcia po poronieniu, to jest na gazecie naprawde bardzo fajne forum zamkniete, Promyczek
          • Dzięki za informację o forum.
            Może właśnie tak powinnam myśleć, że to był tylko pech i jest szansa...
            Trzymam kciuki za szczęśliwą końcówkę ciąży i szczęśliwe rozwiązanie. Dzięki za wsparcie.
            • nie ma sprawy i dziekismile
              a wsparcie sobie tak czy inaczej zalatw, moze przejdziesz wszystko gladko, czego Ci zycze, ale moze byc tez tak, ze ta strata bedzie szczegolnie bolesna, bo tyle przeszlac, tyle nadziei
              przezywa sie tez to falowo, sa okresy, ze zero, nic nie boli, a potem przychodzi dzien, ze jest sieczka emocjonalna
              moje osobiste zdanie jest takie, ze poronienie po leczeniu nieplodnosci i z perspektywa, ze mogla to byc jedyna ciaza jest wyjatkowo trudnym doswiadczeniem
              uff, zrobilo sie strasznie smutno, a przeciez naprawde wszystko sie jeszcze moze wydarzyc i za rok mozesz byc czyjas mamasmile
    • teligo napisała:

      > Czy są to dziewczyny, które po kilkuletnim leczeniu bez rezultatu zaszły w ciąż
      > ę, poroniły, a potem zaszły jeszcze raz, ale ze szczęśliwym zakończeniem?

      Tak, ja.
      Nawet udało mi się potem stworzyć dwa niezwykle ruchliwe egzemplarze.
      Nie trać nadziei.
      --
      W przypadku gdy matka daje potomstwo złośliwe i leniwe, należy niezwłocznie usunąć ją z rodziny i zastąpić nową.
      by "Poradnik pszczelarza"
      • ja troche inaczej, bo odwrotnie (tracilam naturalne, urodzilam z icsi), ale chcialam tylko napisac, ze bardzo ci wspolczuje i wiem, jak boli utrata takiego naturalnego cudu po leczeniu. kiedys myslalam, ze to los sobie ze mnie drwi, ale potem zaczelam myslec o tym w kategoriach szansy. dobadalam kilka spraw i leczylam sie dalej.
        trzymaj sie
        • Dzięki za słowa otuchy.
          Trudno mi myśleć, że to szansa, raczej myślę i boję się, że to jakiś chwilowy efekt po ivf i więcej taki cud się nie zdarzy, tym to wszystko trudniejsze.
          • teligo, bardzo Ci współczuję. Samej nigdy nie udało mi się zobaczyć 2 krech - ale znam dziewczynę która przeszła 7 iui, kilka ivf, raz była w ciąży po iui i poroniła i wkońcu podarowała sobie i zaszła naturalnie i na razie jest ok i strasznie za nią trzymam kciuki i za Ciebie też?
            A swoją drogą miałaś robione badania immunologiczne? No i zapraszam do "kawiarni pod bocianem"smile
            • cześć zula
              Z immunologii miałam zbadane NK, 20% przy normie do 19%, mam też podwyższone ANA, do tego trombofilię i problemy męża, uznaliśmy, że jest tego za dużo, żeby kiedykolwiek się udało, skoro zabiegi z obstawą lekową nie dają rezultatu. No i bez obstawy efekt był lepszy niż kiedykolwiek uncertain
              • Ja szpecem nie jestem ale o immunologii czytałam dużo i mam w pracy dziewczynę która walczyła jakieś 8 lat z nią i wkońcu się udało. Podziwiam ją za wytrwałość bo ja nie wiem czy dam radę tak długo się nie poddawać natomiast do czego zmierzamsmile wydaje mi się, że Ty możesz być właśnie przypadkiem "immunologicznym". Nie wiem czy leczysz się u jakiegoś typowego immunologa ale może warto się przejść skonsultować? Ja zauważyłam, że w klinikach przez które przeszłam immunologia jest spychana na dalszy plan. Od razu proponują iui i ivf i pewnie w większości przypadków jest to dobra droga ale nie w przypadku problemów immunologicznych. Miałaś robione MLR?
                • Tak, też mi się wydaje, że jestem przypadkiem "immunologicznym" i właśnie po tych badaniach zrezygnowałam z leczenia. Uznałam, że ciężko z tym wygrać, że na żadne szczepienia i wlewy nie mam już ani sił, ani pieniędzy. Doszłam do wniosku, że często jest tak, że przyczyna immunologiczna prowadzi do poronień, a skoro ja nawet w ciążę nie zachodzę, to to jest jakiś duży kaliber i dla mnie oznaczało to koniec leczenia. Nie konsultowałam, innych badań nie robiłam. MLR bada się o ile dobrze pamiętam w przypadku, gdy chociaż jedna ciąża była, bo u kobiet, które nigdy w ciąży nie były, hamowanie zawsze jest 0%, no więc wcześniej nie badałam... A teraz mam mętlik w głowie, bo skąd ta ciąża tak nagle i co się zmieniło, że do niej doszło?
                  • ja donosilam dopiero ciaze na heparynie. nie wiem czy to jedyny czynnik ze sie udalo, czy tez jakosc zarodka, ale wczesniej bywalam w ciazy "na chwile" doslownie. teraz do krio tez juz jestem zaopatrzona w leki.
                    • Miałam jedną iui i ivf z heparyną od dnia owulacji/punkcji. Teraz od 18 dpo, czyli od dnia testu też, być może za późno zaczęłam podawać...
                      • ja zaczęłam się leczyć u Maliny w Łodzi. Robiłam przeciwciała i szczepiłam się w związku z tym, że wyszły mi pozytywne ANA, ASA. MLR kazał mi lekarz zrobić po 2 szczepieniach. Ta dziewczyna tez tak miała, że do pierwszej ciąży się szczepiła i robiła MLR więc nie wiem jak to jest... pierwszy faktycznie miała o% ale po kolejnych szczepieniach jej rósł MLR i wkońcu przekroczył 40% i wkońcu wtedy zaszła i donosiła więc nie wiem jak to jest.
                        • jedni mowia ze nie ma to nic do rzeczy a inni ze warto. ja bym pewnie w temacie grzebala znajac siebie

                          heparyna powinna byc od razu, od procedury. podawanie jej od testu w zasadzie nie zmienia faktu, ze moznaby miec ciaze biochemiczna bez heparyny.
                          • Tak, ja wiem, że heparyna powinna być podawana wcześniej i przy zabiegach była, ale wtedy to nic nie dało. A ta ciąża była zaskoczeniem.

                            Co do leczenia immunologicznego, to wiem, że może być pomocne i że dzieci się po nim niektórym rodzą, itp., ale ja się na nie po prostu nie zdecydowałam i było mi z tym ok, ale teraz sama już nie wiem, co robić uncertain
                            • dla mnie immunologia zawsze spychana była na skraj mojego myślenia i tak jak pisałam przez lekarzy z kliniki też. Natomiast odkąd wgłebiłam się w temat myślę, że jak już nic nie pomaga to problem może być właśnie w tej dziedzinie. U mnie faktycznie tak jest a czy szczepionki i leczenie farmakologiczne pomogą to się dopiero okaże bo dopiero zaczynam "przygodę z leczeniem immunologicznym"
                              • teligo, ja bym tego nie traktowała jako złej wyroczni, tylko wręcz przeciwnie! To dobry znak! Moze warto skonsultować to np z dwoma lekarzami, żeby mieć porównanie. Jeśli chodzi o niepłodność immunologiczną, to może dobra droga, może warto zacząć drążyć ten temat. Z doświadczenia wiem, ze lekarzom czasami warto samemu coś zasegurować!
                                • Masz rację, lekarzom trzeba czasem sugerować. I większość problemów odkryłam sama, sama decydując o badaniach. Tak też było z badaniami immunologicznymi. Pogrzebałam w temacie, owszem, a potem podjęliśmy decyzję, że tu kończy się nasza walka o dziecko biologiczne. Po prostu nie mieliśmy ochoty na kolejne lata spędzone na czekaniu. Tylko wtedy było prościej, bo nie zachodziłam w ciążę...
    • U mnie dwie ciąże po IVI - obie stracone na tym samym etapie - 5tc. Zarodek przestaje się rozwijać. Immunologia ok. Żaden lekarz nie umie mi powiedziec dalczego tak jest. Brałam acard, clexane i to też nie pomogło. Pierwsze poronienie bolało bardzo długo ... wpadłam w depresję, odezwała się nerwica. Kolejna strata bolała mniej ... pod koniec roku podchodzę ostatni raz ale coraz częściej rozmawiamy o adopcji.
      • k_anilorak przykro mi z powodu Twoich strat. Pewnie nikt nam nie powie dlaczego sad
        My na adopcję jesteśmy zdecydowani, leczenie było definitywnie zakończone.
        Teraz głowię się co zrobić skoro nagle udało się zajść w ciążę. Zdaję sobie sprawę, że to się może nie powtórzyć i to będzie taki jednorazowy cud.

        Kiedyś myślałam, że jak już uda się zajść w ciążę, to reszta potoczy się gładko, o naiwności.
        • wiesz co teligo, jesli jestescie zdecydowani na adopcje, to moze warto pojsc ta droga jednak? zamknac tamten etap, dac sobie spokoj z leczeniem
          sadzilam, nie wiedziec czemu, ze dla Ciebie w ogole konczy sie temat dzieci, ale jesli adopcja Wam odpowiada, to rewelacyjnie
          przeciez juz sciezka adopcyjna bedzie dosc dluga i ciezka do przejscia, a jeszcze gdybys miala rozwazac dalsze leczenie...wykonczysz sie
          pewnie latwo mi sie pisze i co wiecej jest to moje prywatne zdanie, ale faktycznie, gdybym miala mozliwosc adopcji, chrzanilabym leczenie; dla mnie to za duze obciazenie, w kazdym wymiarze
          wazne jest dziecko, a czy je urodzisz, czy adoptujesz...co za roznica w ostatecznym rozrachunku? (nie upraszczam tematu, naprawde, zdaje sobie sprawe, ze adopcja jest pod wieloma wzgledami znacznie wiekszym wyzwaniem niz dziecko bio)
          • i kariotypy tez zbadane?
            skoro mialas iui to nie wiemy, jak rozwijalyby sie zarodki w ivf. moze cos z wada komorek, moze budowa plemnika?
            • Miałam i iui, i ivf, i zbadane kariotypy (w porządku). Zarodek w ivf był prawidłowy.
            • dagmara-k przeszłam dwie pełne proceduru in vitro, 3 transfery w tym dwa blastocyst. Zarodki rozwijały się bardzo dobrze. Kariotypy bez zarzutu. Nie ma już właściwie żadnego badania które moglibyśmy zrobić. 3-i miesiąc biorę biosteron - podobno może poprawić jakość komórki jajowej. Mąz brał 2 miesiące tamoxifen (ponownych badań nasienia jeszcze nie robiliśmy).
          • Jesteśmy zdecydowani na adopcję i na pewno pójdziemy tą drogą. Na razie muszę odłożyć wizytę w ośrodku, bo trochę w kiepskiej formie jestem i uśmiechnąć się to gigantyczny wysiłek.
            I mogłabym się podpisać pod każdym Twoim słowem, bo myślę tak samo. Tylko jak mi tak lekarz nagadał o światełku w tunelu to zaczęłam się zastanawiać. Szczytem mojego leczenia teraz mogłoby być co najwyżej branie "magicznego zestawu" (encorton, heparyna), na więcej na pewno się nie zdecyduję, a i tak nadal się zastanawiam czy iść jeszcze raz do lekarza po ten zestaw. I jak długo go stosować... Różnica pomiędzy bio a ado teraz była tylko jedna - cieszyliśmy się, że może dziecko będzie za niecałe 8 miesięcy a nie za dwa lata, a może nawet więcej. I to jest ta kusząca perspektywa.
            • cieszyliśmy się, że może dziecko będzie za niecałe 8 miesięcy
              szczerze mowiac, nie myslalam o tym, ale calkowicie zgadzam
              czasem, kiedy czytalam o adopcjach, to ta droga moze byc tak ciezka, a zakonczenie niepewne, ze juz to cholerne leczenie wydawalo sie mniejsza mordega
              paradoks, prawda?
              zrobisz jak czujesz; pewnie, ze teraz musisz przebolec to wszystko
              nie wiem, czy to ma sens i jakie moga byc tego konsekwencje psychologiczne, dla Was i dla dziecka (bio i adoptowanego), ale moze zostawic sobie otwarta furtke, bardziej we wlasnej glowie, ze mozesz naturalnie, ze masz taka szanse, ze w kazdej chwili mozesz wrocic do kliniki, za 2-3 lata
              a jednoczesnie zaczac procedure adopcyjna
              chodzi mi o to, zeby zawsze miec jakas opcje, swiatelko w tunelu i wiedziec, ze tak czy inaczej czekasz na dziecko, ze ono w koncu bedzie, ta czy inna droga
              rzecz w tym, ze kazda kolejna porazka-podejrzewam- w leczeniu, czy to nieudane ivf, czy jeszcze gorzej, poronienie, zostawia poczucie totalnej rezygnacji i na wszystko coraz mniej sil
              rzecz, zeby nie przekroczyc swojej prywatnej granicy (nie chce Cie do niczego przekonywac; po prostu przeszlam to wszystko i do tego najwyrazniej podobnie odczuwamy, wiec dziele sie tym, co u mnie dzialalowink)
              a juz w ogole byloby rewelacyjnie, gdybys miala dziecko bio i adoptowane, taki przypadek tez znamsmile
              • Wcześniej wiedziałam, że zamknięcie furtki na milion zamków jest pomocne, że radośniej i pewniej przejdę przez adopcję wiedząc na 100%, że nie będę w ciąży (tak myślałam, skoro nie zachodziłam w nią nawet podczas zabiegów). Teraz wiem, że ta furtka się otworzyła i chyba już nie zdołam jej zamknąć, skoro była to ciąża najzupełniej naturalna. Chyba muszę nauczyć się z tą furtką żyć i może nawet cieszyć z tego.
                Dzięki audrey za mądre rady!
                • teligo, to jest wlasnie w trudnej drodze adopcyjnej najwazniejsze - to dziecko bedzie... predzej, czy pozniej, ale bedzie. namieszala ci w glowie ta ciaza, ale w ostatnim poscie jest wystarczajaco pewnosci w tobie, zeby isc za tym.
                  • ja też myślę, że ciąża nie wyklucza adopcji. Będziesz miała najwyżej dwa cudysmile znam z forum taką dziewczynę, która nie mogła donosić ciąży i adoptowali synka i jeszcze w trakcie procedury adopcyjnej zaszła w ciążę i donosiła. I ma dwóch synkówsmile Jak się zajmiesz adopcją to psychika zajmie się czymś innym niż staraniami i może właśnie tak zaskoczysz naturalnie
                • Po poronieniu też myślałam że adopcja nie dla mnie bo przecież jest jakaś szansa żebym miała własne dziecko. Po drugim poronieniu pomyślałam że może natura wybiera za mnie ale i tak nie poddam się bez walki. Wszyscy nasi znajomi (bliscy i ci dalsi) mają dzieci - my zaczęliśmy starać się o dziecko jaki pierwsi i jako jedyni nie mamy dzieci. Dzisiaj mimo tego że jeszcze raz podejde do ifv wiem że chcę być mamą a nie tylko być w ciąży. W ciąży już byłam i to dwa razy a dziecka jak nie było tak nie ma. Leczymy się 8 lat. Adopcja to przy tym "tylko" 3 lata. Ostatnio mąż mi powiedział "nasze czy nie nasze ale dziecko będziemy mieli więc po co się martwić i przejmować". Decyzja o adopcji nie jest łatwa. Ja mimo tego że chcę to jeszcze nie mam odwagi nawet zadzwonić do ośrodka adopcyjnego.
                  • Adopcja to już u nas podjęta decyzja i w ogóle nie mam z tym problemu. Zadzwonimy do ośrodka jak tylko stanę na nogi, a widzę, że z każdym dniem jest lepiej, choć nadal nie jest łatwo. Mamy już część dokumentów skompletowanych itp.

                    k_anilorak przed ivf też mówiłam, że jak się nie uda, to oczywiście adopcja, ale zmierzenie się z tym, że ostatni zabieg się nie udaje, z tym, że się traci jakąkolwiek nadzieję i podjęcie decyzji było bardzo trudne. Za to czas po decyzji był rewelacyjny.

                    Teraz mam tylko jeden dylemat, czy skoro coś jakoś zaskoczyło, to czy zostawić w spokoju czy jednak szukać sposobu, żeby ewentualnie pomóc takiemu cudowi? (ja w ciąży leki musiałabym brać jak najwcześniej, gdyby nie to, nie byłoby sprawy, zaskoczyłoby albo nie i potrzebny by był tylko czas). Jeszcze nie mam odpowiedzi, pewnie przyjdzie sama.
                    • teligo poczytaj może jeszcze o immunologii. Ja leczę się u prof Malinowskiego w łodzi. Opinie o nim są różne oraz o jego metodach leczenia, zdzierania kasy itd... dla mnie to ostatnia deska ratunku, żeby mieć biologiczny cud. Do innego lekarza już nie pójdę bo nie miałabym sił żeby zaczynać znów od nowa. Lekarz ten pomógł 2 moim koleżankom a trzecią wyprowadził z problemów immunologicznych - mimo, że jeszcze nadal czekają na swój cud...
                      • Poczytam, może coś mądrego wymyślę.
                        • Dziewczyny,postanowilam Wam napisac o sobie.O pierwsza ciaze staralismy sie ponad 2 lata,niestety obumarla w 9 tyg(przezylam to strasznie),po tej stracie zrobilismy wszystkie badania+genetyka,wszystko ok.Potem bylo dlugie leczenie,4 iui(bez rezultatu),jedena ciaza naturalna,potem ivf(ciaza obumarla),nastepny program ivf i kolejna ciaza.W 5 tyg,trafilam do lekarza poleconego na forum(totalny zbieg okolicznosci,bo mieszkam w usa,ny i ona tez),po pierwszym usg,lekarz nie dawal zbytnio nadzieji,ale powiedzial,ze sprobuje i przepisal mi:progesteron 200mg-globulki,zastrzyki p/zakrzepowe,wapno 1000,fish oil,witaminy(ten zestaw bralam przy 2 ostatnich ciazach) do tego dodal mi PREDNISON-z tej ciazy urodzilam corke(ciaza bardzo ciezka,zagrozona,wylezana od 5 do 37 tyg),ale sie udalo.Po 18 miesiacach podjelismy decyzje o nastepnym dziecku i udalo sie,po pozytymnym tescie wrocilam do swojego lekarza,ten sam zestaw lekow(ciaza juz ok,przechodzona) i od 7 miesiecy jest z nani synek.
                          Podczas tego leczenia,lekarze mowili,ze jak raz sie udalo,to "powinno"sie udac kolejny.W moim przypadku pomogl Prednison-steroid.
                          Dziewczyny zycze Wam powodzenia,sly do walki i wytrwalosci.Trzymam za Was wszytkie kciuki
                          • olivia, gratuluje dzieciakow i wspolczuje przejsc
                            ale jednak niczyja historia nie moze byc dla nas wskazowka tak naprawde; wyjatek zrobilabym na poczatku staran, kiedy fajnie poczytac cos pozytywnego, ale i tak ma sie ogromny zapas sil
                            po latach prob sytuacja sie jednak zmienia
                            nie dla kazdego dziecko bio jest priorytetem, wazne jest po prostu dziecko
                            nie wiem, skad jedne kobiety biora sily di 5 ivf, jezdzenia po calym kraju za kolejnym specjalista, o kwesti finansowej juz wspomne
                            ale przeciez te, ktore oceniaja swoje sily i mowia dosc nie sa gorsze, nie znaczy, ze im mniej zalezy
                            to, ze sie 10 osobom na forum udalo nie znaczy, ze nam sie uda; i odwrotnie- 10 moze sie nie udac, a mnie sie uda
                            nie ma regul, niech kazdy podejmuje takie decyzje, na jakie ma sily
                            • audrey,nie chcialam nikogo urazic.Ja staralam sie tylko 5-6 lat.Kazdy wie co jest dla niego najwazniejsze,nikogo nie oceniam,ani nie naklaniam do lat staran.
                              • a ja nie chcialam urazic Ciebie, domyslam sie, ze chcesz dobrzesmile
                                po prostu, podobnie jak dagmara, ciaza namieszala teligo w glowie, a dziewczyna miala juz wszystko dobrze poukladane
                                • audrey,nie urazilas mnie.Zycze Wam wszystkim spelnienia Waszych marzen...
                                  • ja sie wtracam w takie watki, bo urodzilam dziecko a 3 ciaze stracilam i podsuwam pomysly, bo moze ktos czegos jeszcze nie robil, nie sprawdzal. moglam nie miec tego szczescia i iformacje, ktore gdzies tam kiedys mi pomogly, mogly nie wystarczyc. albo moglam sie wkurzyc na kolejne rzeczy do sprawdzenia, trzasnac tym wszystkim i miec inne szczescie.
                                    • tylko ze mnie o cos innego dagmara chodzi- informacje sa cenne, jesli ktos ich szuka
                                      a jesli nie lub wolalby juz ich nie szukac, to pewnie mieszaja mu dodatkowo w glowie
                                      ale to tez nie znaczy, ze ludzie maja siedziec cicho, niech sie dziela wiadomosciami, czemu nie
                                      tez sie wtrcam w watki, jak widacwink a teraz to juz w ogole jestv dyskusja nie o teligo chyba, tylko naszych przekonaniach
                                      • hm, a ja pomyslalam, ze raczej watek sie robi o tym, ze nie wazne ktoredy, wazne, ze do domu
                                        • Dla mnie ten wątek się zrobił na temat "ważne, że każdą drogą" smile
                                          Dzięki audrey trochę się uspokoiłam i zaczęłam myśleć, że dziecko może przyjść z różnych stron i nie ma w tym nic złego, że nie muszę zamykać w głowie jednej możliwości przed otwarciem drugiej. Że to, że zaszłam w ciążę nie oznacza, że muszę teraz koniecznie zawrócić z drogi do adopcji i korzystać z "szansy".
                                          Olivia, prednison to najprawdopodobniej nasz stary dobry polski encorton, chyba większość pacjentek prędzej czy później go bierze, ja brałam i możliwe nawet, że ta ciąża to jego zasługa, bo cykl wcześniej brałam go cały miesiąc.
                                          Czuję, że swoją drogę już znam i znów zaczyna być spokojniej. A jeśli będę chciała jeszcze ostatnim zrywem podziałać naturalnie z lekami, to chyba też nie jest nic złego...
                                          Dzięki dziewczyny!
                                          • Teligo, ja mam PCO, przeszłam laparoskopie, potem kilka stymulacji clo, tylko torbiele się robiły. Potem zaszłam w ciażę naturalnie, ale też pod koniec 5tc było po wszystkim. Potem ivf - nieudane, stymulacje i monitoringi (brak kasy na kolejne ivf), jak odpuściłam, zaszłam znów naturalnie, w momencie, kiedy przestałam wierzyć że się "samo" moze udac. Teraz mój Maluch czeka na 1. urodziny. W sumie trwało 3 lata, zanim zaszłam w tę "owocną" ciażę.
                                            --
                                            http://www.suwaczki.com/tickers/bhywcwa1am2s11xl.png
                                            • a jak już nic i nikt nie pomaga, to ja polecam prof.dr. Jerzak z Limu.... ona potrafi czasem pomóc takim, którym kilkakrotne in vitro nie pomogło.
                                              No i chyba jeszcze modlitwe....
                                              bo na psychike to nie sadze żeby Bogna Pawelec i jej podobni mogli pomóc........
                                              • Ja uważam że pomoc psychologa jest niedoceniona. Ja trafiłam na wspaniałą kobietę - emerytowaną psycholog. Otoczyła mnie opieką, wpsarciem a przede wszystkim otworzyła oczy na samą siebie. Problem bezdzietności był dla mnie numerem jeden, największą tragedią. W trakcie psychoterapii okazało się że tak naprawdę to nie jest problem. To jest moja droga. Kręta, długa, pełna porażek. Ale moja. Dziecko będzie. Nie wiem jeszcze kiedy i nie wiem czy będzie mi dane je urodzić ale będzie. Po dwóch poronieniach wiem że nie chodzi o ciążę. Chodzi o bycie mamą. Wizytę u (podkreślam) dobrego psychologa, takiego który nie patrzy tylko na zegarek i liczy kasę polecam każdej kobiecie, parze. Jeszcze rok temu patrzyłam w lusto i nie lubiałam kobiety która widziałam. Kobiety ... co to za kobieta która nie może urodzić dziecka. Bo przecież dziecko to sens życia. Cel sam w sobie. Dziś patrzę w lusto i się uśmiecham. Jest mi ciężko, jest mi smutno, buntuję się, przeklinam los. Pomiędzy to wszystko wciska się silne poczucie że kiedyś będę mamą. Jak mi sie to uda - nie wiem. Sama to sobie wmawiam - nie trać nadziei. Jak przestaniemy walczyć to na pewno nam się nie uda. Kiedyś trzeba będzie powiedzieć sobie dość i może to jest czas na otwarcie kolejnych drzwi. Podobno natura płata figle smile
                                              • bizenka,
                                                jesli mnie ktos zapyta czy dziecko mam dzięki klinice czy dzięki psychoterapii, to odpowiem tak: bez psychoterapii żadna klinika by mi nie pomogła !
                                                --
                                                http://www.suwaczki.com/tickers/k0kdcwa1fjts13s9.png

                                                Czy przydarzy się nam kolejny cud?
    • Nachalna reklama.
      Kosz.
      --
      W przypadku gdy matka daje potomstwo złośliwe i leniwe, należy niezwłocznie usunąć ją z rodziny i zastąpić nową.
      by "Poradnik pszczelarza"
      • Mam koleżankę, kilka lat leczenia 2 in vitro - przy drugim była w ciazy 3 miesiące i w 12 tygodniu krwotok i koniec. To był miesiąc styczeń. W grudniu tego samego roku urodziła swoje pierwsze dziecko - zaszła naturalnie. Po kilu miesiącach od narodzin wpadła i urodził się synek. Obecnie córka ma 4 latka, synek 2 i pół.
        Tak więc dziewczyny wszystko jest możliwe. Przed urodzeniem dzieci koleżanka była w tak kiepskim stanie psychicznym, że nie chciała się spotykać z osobami które mają dzieci - teraz jest super
        --
        Karina i moje szczęściasmirkzymek,Igorek i Karolinka
        • Zapomniałam wspomnieć o mnie - ja mam pco - 2 dzieci po leczeniu a trzecie to znakomita wpadka. Pco to nie koniec świata - to dla tych które mają -[ potrzebny tylko dobry lekarz.
          Przy drugim dziecku miałam tak kiepskie wyniki estrogenów, że brałam leki na menopauzę. Po leczeniu szybciutko zaszłam w ciążę.

          --
          Karina i moje szczęściasmirkzymek,Igorek i Karolinka
          • A i w kwestii psychiki - mam przyjaciółkę pracującą w ośrodku adopcyjnym i mówiła mi, że bardzo często szkoląc osoby starające się o adopcję pod koniec szkoleń trwających kilka miesięcy któraś z rodzin zaciąży - sam fakt odpuszczenia i poukładania sobie w głowie iż chcemy adoptować dziecko powoduje, że osoby zachodzą w ciążę.
            Ta sama psiapsióła rodząc swoje drugie dziecko leżała w szpitalu z babką, która urodziła synka, a a drugiego miała rocznego adoptowanego.
            --
            Karina i moje szczęściasmirkzymek,Igorek i Karolinka
    • Tak, są takie sytuacje - po kilku latach leczenia w 2005 miałam inseminację. Niestety w 8 tc okazało się, że płód jest martwy. Ale lekarka kazała się cieszyć, że wogóle do ciąży doszło - to znaczy że wogóle jest to możliwe. Przez następne kilka lat niestety się nie udawało, w końcu odpuściłam chodzenie po lekarzach - już nie dawałam psychicznie rady. Mniej więcej rok temu zrobiłam test ciążowy (wybierałam się na zabieg do kosmetyczki z użyciam lasera i coś mnie naszło, żeby zrobić test - chociaż nie było ku temu powodów). I okazało się, że jestem w ciąży. Bardzo dobrze czułam się w ciąży, wyglądałam pięknie jak nigdy smile Jedyną komplikacją była cukrzyca - ale dzięki pilnowaniu diety wszystko było ok. Dziś mój synek ma już ponad 4 miesiące i jest najcudowniejszą niespodzianką w moim życiu.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.