Dodaj do ulubionych

podpowiedź jeśli umiesz

IP: 155.91.64.* 26.07.04, 12:02
jestem tu po raz pierwszy. 11 lat malżeństwa, 30 życia, oboje zdrowi.
Najpierw nie chciałam, poźniej nie mogłam. 2x in vitro po którym dół jakiego
nie znałam i diagnozy w stylu: blokada psychiczna. Poźniej padłam w ramiona
kariery. Minęły dwa lata, zastanawiam się nad powrotem do walki, boję się że
znów uderzę o ścianę.
Obserwuj wątek
      • Gość: wysiedlona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 26.07.04, 12:37
        dawno temu jakoś mi sie wydawało, ze nie będę miała dzieci. Poxniej nie
        chciałam ich mieć ( w przeciwieństwie do męża). Pięć lat temu przestalam się
        zabezpieczać, i nic. Okazało się że mam torbiel. No to punkcja, potem dwie
        laparoskopie ( bo odrastały. Poza tym ja i mąż jesteśmy zdrowi. Jedyny problem
        o którym wiemy to tzw "wrogi śluz".
          • Gość: wysiedlona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 26.07.04, 12:47
            mam diagnostykę. Wiem że śluz nie powinien miec wpływu na in vitro, a mimo to
            nie wyszło.
            Dziękuję Ci za kontakt, jest mi potrzebny. Chcę spróbować, ale to co mnie
            spotkalo po nieudanej próbie działa jak skuteczna blokada. Do tego stopnia, ze
            nie jestem pewna czy chcę mieć dziecko...zwyczajnie boję się, a ja jestem z
            tych co nie lubia przegrywać, głupie ale tak jest.
            • Gość: mila Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 12:55
              Rozumiem, że resztę badań macie w normach. Czyli startujecie, uwierz mi, z
              bardzo dobrej pozycji, o wiele lepszej niż znakomita większość użytkowniczek
              tego forum. Fakt, nie udało Wam się wcześniej. Ale to nie znaczy, że nie uda
              Wam się następnym razem, albo jeszcze następnym... Nikt nie lubi przegrywać,
              zwłaszcza jeśli materia tej przegranej jest tak życiowo istotna. Tylko musisz
              (musicie!) odpowiedzieć sobie na pytanie, czego naprawdę chcesz (chcecie).
              • Gość: wysiedlona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 26.07.04, 13:03
                jasne reszta badań w normie.
                Wiesz jestem zdania, ze nie mozna przejść spokojnie przez ileśtam prób in vitro
                i poźniej ( po wielu dołach jak mój ostatni)być zdolną do roli matki. Do tego
                by wychowywać dzieci. Dostaję dreszczy kiedy słyszę od profesora zdanie " jedna
                z pacjentek odniosła sukces za 12 podejściem..."
                nie mówiąć już o stanie zdrowia fizycznego.
                • Gość: mila Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 13:20
                  Może - jeśli zdecydujecie się na kolejną próbę, a nawet lepiej przed nią -
                  powinnaś porozmawiać z psychologiem? Może ktoś mądry pomógłby Ci lepiej
                  przygotować się na, możliwą przecież, kolejną porażkę? Nauczyłby czerpać siłę z
                  wiary w zwycięstwo?
                  Tak teoretyzuję, bo Cię nie znam, nie wiem, jak reagujesz, do jakiego stopnia
                  się załamałaś po tamtych próbach. Każda z nas przeżywa swoje dramaty bardzo
                  indywidualnie, na swój sposób.
                  A co do bycia dobrą matką po tych wszystkich przebojach to myślę, że gdyby Ci
                  się w końcu udało nią zostać, spojrzałabyś na to zupełnie inaczej, bardziej
                  optymistycznie. Dzieci uczą mądrości, pomagają właściwie ustawić priorytety.
                  Być może profesora, który tak nieudolnie Ci pomaga psychicznie (w końcu ma z
                  Tobą bezpośredni kontakt i widzi, jak to przeżywasz), warto zmienić. A
                  fizycznie też można się zawsze odregenerować, coś o tym wiem.
                  • Gość: wysiedlona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 26.07.04, 15:14
                    Dziękuję wszystkim za "dłoń"
                    Ja jestem osobą dla której nie istnieje wiele odcieni szarości, najlepiej widzę
                    czarne i białe. Po porażce, bolało strasznie ( fizycznie i psychcznie) ale
                    szłam przez rzeczywistość twardo i raczej niełatwo było "to" zauważyć.
                    Bezpośrednio po nieudanym, drugim in vitro wylądowalam w Domu Małego Dziecka -
                    chciałam jak najszybciej "poprawić" rzeczywistość. Mądra kobieta powiedziała mi
                    o wielu desperatkach jak ja. Ona również zaproponowała bliższe spojrzenie na
                    przyczynę tkwiącą w psychice i poleciła poczekać ( wtedy miałam 28 lat).
                    Zaczęlam chodzić do psychologa. Grzebanie w przeszlości i lizanie ran
                    powszednich poprawiły mój stan "po" , bardzo dobrze zrobiły na jakość
                    nienajlepszych moich relacji łóżkowych z mężem, ale nie zmieniły stanu
                    bezdzietności. Po pół roku musiałam przerwać terapię ponieważ wzmożona
                    aktywność zawodowa przyniosła awans. Wyprowadziłam się do Stolicy. Rzuciłam się
                    w pracę i przestałam myśleć o wspomaganiu. Podobno "nie myślenie" tez potrafi
                    pomóc. Nie pomogło. Nie lubie Warszawy, wartości jakie większość ludzi tu
                    wyznaje, tempa w jakim żyją. Co tydzień zasuwam do domu i słucham ciszy. Często
                    powraca olbrzymie poczucie bezsensu tej gonitwy - wygrawam w zawodach w których
                    nie bardzo chcę brać udział. Odczuwam brak "czegoś". Nie wiem jak określić
                    czekanie na dziecko - czy ten brak - to jest to. Nie chciałabym się pomylić.
                    Maleństwo niczemu nie jest winne...
                • tekla12 Re: podpowiedź jeśli umiesz 26.07.04, 13:25
                  Gdzieś przeczytałam, że po nieudanej próbie in vitro obciążenie fizyczne i
                  psychiczne jest takie jak po chemioterapii. Dół kończy się kiedy zaczyna się
                  ciąża (przynajmniej takie są moje doświadczenia). Zastanów się nie nad tym, co
                  czujesz teraz, ale co będziesz czuła za 10-15 lat jeśli odpuścisz z powodu
                  mglistych wątpliwości i lęku przed ewentualną porażką.
                  • aniusza Re: podpowiedź jeśli umiesz 26.07.04, 13:43
                    Cześć Dziewczyny,

                    Tekla, Mila macie rację, że nie wolno sie poddawać,
                    że należy skorzystac z rady psychologa.
                    Na początak należy zrobic bilans zysków i strat, potem wyznaczyć nowe cele.
                    Moze specjalista pomoze. Mi pomagaja ksiażki, Joga, a za 2 tyg. jadę na
                    warsztaty nt relaksacji itp.
                    W usystematyzowniu mysli, drogi życiowej może pomóc pisanie pmietnika.
                    A propos prób; ja bym próbowała i walczyła ze swoja niecierpliwoscią, smutkiem,
                    depresją.
                    Wysiedlona popracuj nad swja psychiką, tak aby idea poczecia i akceptacja
                    dziecka powstały w Twojej głowie.
                    Znajdź cel i bądź wytrwała. Zufaj sobie, Bogu, moze będzie prosciej przetrwać
                    przez ta drogę.

                    Życzę szcześcia
                    Ania

                    --
                    Aniuszka
                • ewazygmunt Re: podpowiedź jeśli umiesz 26.07.04, 16:47
                  wysiedlona, myślę, że wiem o co ci chodzi kiedy piszesz o "wygrywaniu zawodów,
                  w których wcale nie chesz startować" też tak mam. Rbię w swoim życiu rzeczy,
                  które potwirnie mnie stresują, których wcale nie chce i wcale tak naprawdę nie
                  potrzebuje, ale jednak robię je (chodzi mi o pewne elementy mojej pracy). Ja
                  jestem dopiero na początku drogi starań o dzidzię, jestem pełna nadziei. Ja też
                  wcale nie jestem tak w 100% przekonana czy jestem gotowa na dziecko, ale jednak
                  jest we mnie taki głosik czasem mocniejszy a czasem słabszy, który mówi
                  mi "staraj się własnie teraz, nie odkładaj na później". Wiem, że może być ci
                  ciężko, może oprócz kwestii dziecka przemyśl, czy sytuacja karierowo-waszawska
                  nie ma jeszcze gorszego wpływu na twoje samopoczucie. Kilka miesięcy temu
                  dostałam świetną propozycję pracy w stolicy. Tak sie nakręciłam, że praktycznie
                  byłam zdecydowana (choć kończąc studia w Wa-wie przysięgłam, że nigdy nie
                  wrócę, do tego okropnego miasta). W końcu powiedziałam nie, ale strasznie
                  żałowałm przez jakiś czas. A teraz wiem, że jakiś Anioł Stróż stał nade mną.
                  Nie przejmuj się. Jesteśmy z tobą!
    • Gość: mila Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 16:07
      Posty wchodziły ostatnio jakoś chyba nie po kolei i dopiero po kilku następnych
      teraz wskoczył mi, Wysiedlona, ten Twój dłuższy, w którym piszesz o psychologu,
      Warszawie itd.
      Tak mi coś przyszło do głowy: skoro tak bardzo nie lubisz Warszawy, tak źle się
      w niej czujesz, to może wróć do miejsca, skąd do niej przyjechałaś? Myślę
      bowiem, że takie złe nastawienie i samopoczucie, codzienna frustracja na pewno
      nie pozostają bez wpływu na Wasze starania. Nie mogąc się przystosować, pewnie
      czujesz się wiecznie nieszczęśliwa, a to nie pomaga. Czasem warto zwolnić; żyć
      skromniej, ale szczęśliwiej.
      Ciepło pozdrawiam.
      Mila
      • Gość: wysiedlona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 26.07.04, 16:24
        Przepraszam wszystkich warszawiaków i tych, którzy tu trafili i im dobrze.
        Mnie niestety nie.
        Mila, to nie jest takie proste - wróć. Nie trafiłam tu po pieniądze. Miałam
        wybór: awans, albo rychłe dowidzenia. W tzw międzyczasie mojemmu mężowi
        powiększył się teren o Mazowsze.
        Jeśli teraz wrócę, będę siedziała w domu i czekała - na męża i cud - to też =
        frustracja.
        Jednak wiem gdzie jest moje miejsce i jeśli tylko dojrzę mozliwość sensownego
        powrotu - wracam natychmiast. Ale nie po to by czekać z założonymi rękoma.
        • Gość: mila Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 16:37
          Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię rozumiem. Widzisz, ja też właśnie stoję przed
          podobnym dylematem, bo właśnie dostałam propozycję awansu... do Warszawy.
          Poprzednim postem do Ciebie chyba sobie właściwie odpowiedziałam na pytanie, co
          zrobię, choć to u mnie też wcale nie będzie takie proste.
          Żałuję, że Ty nie masz wyboru. Mam nadzieję, że mimo to ułoży Ci się.
          Wejście na to forum jest już b. dobrym krokiem, bo tym samym otwierasz się na
          ludzi, w pewnym sensie rozmawiasz o problemie, a nie każdy ma taką możliwość w
          realu.
          • Gość: wysiedlona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 26.07.04, 16:43
            Posłuchaj i postaraj się nie obrazić.
            nie wątpię w to że jesteś dobra w tym co robisz. pewnie znacznie lepsza od
            innych. Jednak po kilku już w swoim życiu awansach mogę Cię zapewnić, że
            awansowani nie są ludźmi wyjatkowo mądrymi, geniuszami, których dzieli
            intelekualna przepaśc w stosunku do innych.
            To są ludzie dobrzy w tym co robią, ale przede wszystkim są ludźmi którzy
            bardziej niz inni są w stanie poswięcić sie pracy, zrezygnować ze swoich
            potrzeb i prywatności...
            Nie pomyśl, ze pracuję dla jakiegoś krwiożercy. Nie. Takie po prostu są realia.
            • Gość: mila Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 08:51
              W mojej branży to niezupełnie tak wygląda. Ale to nie ma znaczenia.
              Tak jak Ci pisałam, trzeba sobie odpowiedzieć, co jest dla każdego w życiu
              najważniejsze. Ja już sobie odpowiedziałam. Mam swój cel, i choć nie jest w
              moim przypadku prosty (czego dowodem uczestnictwo w tym forum), będę go
              realizować. Też miewam trudne chwile - one są niestety wpisane w starania tego
              typu. Ale wiem, że warto.
              • aquarius72 Re: podpowiedź jeśli umiesz 27.07.04, 13:06
                Dziewczyny, dobrze czuję klimaty, o których piszecie. Też mieliśmy z mężem
                pokrewne problemy z tą różnicą, że to jego praca była bardziej absorbujaca,
                więc ja siłą rzeczy też postanowiłam "realizować się" (hmmmmm...) w pracy. I to
                nie, żebyśmy byli jakimiś karierowiczami, po prostu tak wyszło - życie
                wciagnęło nas w swoje trybki i zaczęło mielić. Potem przyszła jakś pustka - nie
                cieszyły nawet te pieniadze, przedmioty, które mogliśmy sobie kupić. Ciągle
                wydawało mi się, ze prawdziwe życie płynie gdzieś obok mnie, a mnie wszystko
                przesypuje się jak piasek miedzy palcami.
                Często myślałam, ze gdybym miała dziecko, to życie nabrałoby smaku,
                zatrzymałabym się w tym pędzie codzienności, ale niestety życie nie ułatwiło
                nam zadania - dziecko się nie pojawilo, ale wiem jedno - czy mam dziecko, czy
                nie - na dłuzszą metę tak nie można żyć. Życie jest zbyt cenne, żeby je
                zmarnotrawić. Mam teraz 32 lata i czuję, że muszę na nowo wszystko
                przewartościować, jest jeszcze czas, na to, żeby coś sensownego w życiu zrobić,
                żeby po latach powiedzieć : warto było żyć... Myślę, że dziecko tak, czy
                inaczej się pojawi, jeśli nie biologiczne to adoptowane. Ono jest dla nas
                bardzo ważne, ale poza dzieckiem, ważne jest byśmy nie zatracili w życiu samych
                siebie. Tak często zapominamy na co dzień, ze życie w końcu po to jest, żeby
                pożyć...smile))

                pozdrawiam Was bardzo serdecznie
                        • Gość: wysiedona Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: 155.91.64.* 27.07.04, 15:51
                          Jak nie próbuję to mniej czuję, ze różnię się od wszystkich tych które mogą.
                          Mam bardzo duzą rodzinę w której jest wiele dzieci, mam wiele koleżanek, które
                          sa mamami, mam wiele zyczeń na święta - "no i potomstwa". Znasz to przecież...

                          A tak żyję sobie, wykonuję codzienne czynności, pracuję - a tu, na tym polu
                          rzadko ponoszę porażki i jest miło...
                          Boję się bezsensownej nadziei, w trakcie ktorej siłą rzeczy budujesz w sobie
                          taki rodzaj ciepła, "puchu" w którym ma się tworzyć dziecko. Staję się lekka,
                          dobra, ciepła ale i bezbronna, bo kiedy przyjdzie klops smilejest
                          ciężko.Jestem "po" wściekła na siebie, że dałam się zwieść nadziei, zrobiłam
                          samam przed sobą z siebie idiotkę.
                          Wiesz jak boli uderzenie w rozluźnione mięśnie, a jak masz napiete i nałozysz
                          pancerz - jest ok.
                          • Gość: mila Re: podpowiedź jeśli umiesz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 16:09
                            Twoja bezbronność może stać się twoją siłą. Spróbuj "przełożyć" ten budowany
                            dla dziecka rodzaj ciepła najpierw na ciepło dla samej siebie. Bądź dla siebie
                            dobra. Nie oskarżaj się. Nie wściekaj po porażkach. Masz do nich prawo, zresztą
                            to nie ty je ponosisz, tylko natura nie odpowiada na twoje pragnienia (ale
                            tylko na razie!). I nie robisz z siebie idiotki, mając nadzieję. Gdyby człowiek
                            nie znał nadziei, jego życie nie miałoby sensu.
                            Muszę już dzisiaj kończyć. Jak będziesz miała ochotę, wróć tu jutro.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka