Dodaj do ulubionych

rozpad związku a udane in vitro

16.01.17, 12:50
Witajcie, założyłam ten wątek bo zastanawia mnie jedna rzecz. Czy rzeczywiście walka o dziecko jest w stanie rozwalić dobry związek bądź małżeństwo i jak często się to przytrafia?
Nie ukrywam, przeszłam wiele, 3 intensywne lata leczenia, 2 inseminacje, potem procedurę in vitro z dwoma nieudanymi transferami, histeroskopię, scratching, kolejną procedurę i transfer tym razem udany. To było w grudniu 2012r. Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście, poczułam się jakby coś się zakończyło, jakbyśmy w końcu pokonali naszego największego wroga. Ciąża przebiegła bezproblemowo, fakt urodziłam w 34 tc ale tylko dlatego że mały z nudów zaciskał sobie pępowinę i groziła mu zamartwica. Był lęk o jego życie, przeleżał w inkubatorze pod respiratorem tydzień, miał wylew II stopnia do mózgu i niedotlenienie. Wyszedł z tego doskonale, kangurowanie zdziałało cuda, 3 tygodnie w szpitalu też, pierwszy rok rehabilitacji bardzo mu pomógł i teraz jest żywiołowym 3,5 latkiem. Fakt, że w momencie urodzenia się naszego wyczekiwanego szkrabka, mąż rozpoczął działalność, która była bardzo czasochłonna i nerwowa, i nie szła niestety tak jakby tego oczekiwał, bo zaczęły się przez to problemy finansowe. Ale zamknął ją i rozpoczął inną, która lepiej już idzie i przynosi dochód, który pozwala uwolnić się z obciążeń działalności wcześniejszej. I nie wiem czy te wszystkie doświadczenia związane ze staraniami, czy też sytuacja po porodzie, czy natłok tego wszystkiego spowodował, że to co teraz ze mną i mężem się stało to jest dramat. Rozjechały nam się drogi kompletnie, mijamy się, nie rozmawiamy, nie spędzamy czasu wspólnie, jak już to we trójkę, mąż stracił zainteresowanie mną. Doszliśmy do punktu, w którym zapałaliśmy do siebie wręcz nienawiścią, chociaż mamy już wszystko czego pragnęliśmy, mamy gdzie mieszkać, mamy psa, ja mam pracę, mąż firmę i naszą wisienkę na torcie czyli synusia. Moglibyśmy teraz żyć pełnią życia i być szczęśliwi, podejść do kolejnego transferu, bo zawsze chcieliśmy więcej niż jedno dziecko, a teraz stoimy przed widmem rozwodu. Mąż zaczął wręcz rozglądać się za innymi kobietami, bo uwikłał się w "romans" ze swoją pracownicą. Nie przyłapałam ich na gorącym uczynku, znam tylko dwuznaczną treść smsa i zauważyłam totalną zmianę zachowania męża, jakby ktoś mi podmienił osobę w domu. Po ujawnieniu wszystkiego postawiłam warunki: terapia małżeńska, psycholog i zwolnienie pracownicy do końca roku i wtedy możemy próbować naprawiać małżeństwo, wtedy dam mu szansę. Nie ukrywam, że oboje doprowadziliśmy do mega kryzysu w naszym małżeństwie, bo nie robiliśmy wcześniej nic, żeby mu zapobiec i stało się jak się stało. Ale z tych wszystkich warunków żadnego nie spełnił, nie poszedł do psychologa, nie chce terapii i pracownica nadal pracuje, choć twierdzi że niczego między nimi nie ma i nie będzie, bo był głupi i zrozumiał swój błąd i że nigdy mnie już w taki sposób nie zawiedzie. I teraz jestem w patowej sytuacji, jak to ma dalej wyglądać, jak miałabym zrezygnować z tego wszystkiego do czego latami dążyłam i on też, w imię czego? Wiem, że brzmi to trochę jak żale nad swym losem, ale jestem zrozpaczona, że mój synuś, o którego tak walczyliśmy, i on sam też walczył o życie, ma na to wszystko teraz patrzeć, bądź żyć w rozbitej rodzinie? Czy nas to wszystko przerosło? Czy ktoś ma jakąś złotą radę? Czy Wy też przeszliście jakiś kryzys w związku z tym horrorem jakim jest walka o dziecko aby te pojawiło się na świecie???
Edytor zaawansowany
  • 28.04.17, 13:14
    Czytam i myśle, ze ktoś napisał o mnie! Jestem w identycznej sytuacji! Jak rozwikłała się Twoja sytuacja?
  • 24.08.17, 10:22
    Hej, sytuacja jest nadal kiepska, z tą różnicą tylko, że trochę stał się milszy. Nagle na wakacjach poruszał temat drugiego dziecka, że przecież szkoda żeby był sam, że przydałoby mu się rodzeństwo, że przecież i tak co ma być to będzie, że będziemy i tak razem. Nie powiem, zdziwiło mnie to, bo jeszcze w zeszłym roku słyszałam że jedno dziecko w zupełności mu wystarczy. Ostatnio coraz częściej słyszę o drugim dziecku, stał się milszy, rozmowny bardziej i w ogóle. Więc przeprowadziłam dochodzenie i co się okazało? Że pracownica się zwalnia i rozwodzi się z mężem. Nie wiem teraz jak mam rozumieć zmianę w jego zachowaniu, nie wiem co mnie czeka w najbliższym czasie, czy mam spodziewać się jej wizyty, odejścia męża, czy czegokolwiek innego nieoczekiwanego. Prawdę mówiąc sama ciut wcześniej zaczęłam zastanawiać się na poważnie nad separacją i rozwodem, no bo jak tu żyć, jak znajomi? Jestem nieszczęśliwa, nie żyję przecież za karę, w imię czego mam znosić takie zachowanie? Jeszcze po drodze okazało się, że moje wyniki cytologii okazały się złe, z podejrzeniem stanu przedrakowego i wirusa hpv i dostałam skierowanie na kolposkopię. Prawie 4 tygodnie oczekiwania na wyniki wykończyło nie psychicznie, ale dało też do myślenia. Że jak to, że nie mogłabym mieć więcej dzieci, gdyby coś się okazało w wynikach? Że chcę bardzo mieć jeszcze dziecko i postanowiłam wtedy, że jeśli wyniki wyjdą dobrze, to się zdecyduję na transfer, nawet jak z mężem się rozpadniemy, gdyż usłyszałam od niego, że jeśli wyniki będą ok to on odchodzi. WYniki wyszły dobrze, nie znaleziono nic. Od tamtej pory biję się z myślami co zrobić ogólnie i jeszcze teraz ta sytuacja z pracownicą. Strasznie zagmatwało mi się życie, nawet nie sądziłam, że mnie to w jakikolwiek sposób spotka, ale jednak...
    Margaritka84 a jak wygląda Twoja sytuacja? Może nawzajem sobie jakoś pomożemy, wesprzemy?
  • 28.08.17, 16:18
    hej , ja jestem po udanym IVF 10 lat temusmile tak tak moja coreczka to juz urodziwa piekna mloda panna. niestety zostalam sama z mala gdy ta miala 7 miesiecy. nagle uslyszalam od meza przez telefon ( bo on mieszkal i pracowal za granica) ze to juz koniec. ciezko przezylam pare lat, mimo alimetow mialam klopoty finansowe, wynajmowalam mieszkanie, moje zarobki ze szkoly starczaly nie na wszystko. ale jakos z tego wyszlam. mala podrosla, zatrudnilam nianie , zaczelam pracowac udzielajac korepetycji, wzielam kredyt na mieszkanie. cieszyalm sie z kazdego drobiazgu w moim mieszkaniu, z kazdej rzeczy w pokoiku coreczki. i tak sama przezylam kilka pieknych lat.... i los mnie zaskoczyl bo poznalam mojego obecnego meza, pobralismy sie rok temu a teraz jestem w 10 tc NIESPODZIEWANIE i bez leczenia. cud? nie wiem co wiele reazy slyszalam ze ja juz miec dzieci nie bede...bo moja nieplodnosc zupelnie niezdiagnozowana. moze bariera psychiczna byl po prostu pierwszy maz ktory zawsze mi mowil ze "z Toba czy z kims innym ale dziecko miec jeszcze bede". no coz...jesli zle sie dzieje z twoim zwiazku radzilabym ci chwile odczekac z drugim. szczerze ci pisze. moze wy wyjdziecie zwyciesko z tej proby ale moze tez nie i jak sobie poradzisz z dwojka?masz kogos do pomocy? mame? rodzine? jak stan twoich finansow? wiesz mezowie czasem obiecuja zlote gory... ja mialam obiecane alimenty 2 tys a skonczyo sie na 600 zl i sadownie musialam walczyc o wiecej ( eks maz jest bardzo majetny) jak twoja forma psychiczna? fizyczna? czy masz sile aby podolac ...to tylko kilka pytan ktore mi wpadly do glowy. zawsze chetnie z Toba porozmawiam i pomoge jesli bede umiec.
  • 28.08.17, 23:19
    Czytam wasze posty, mam niezdiagnozowana bezpłodności, chciałbym podejść do innych vitro ale boję się że moje życie pójdzie w podobna strone
  • 29.08.17, 14:59
    masz klopoty w zwiazku?
  • 06.09.17, 11:11
    Tak ale jak to wytłumaczyć dziecku 4 letniemu? Jak dać radę psychicznie? Jestem taka zalekniona sad
  • 04.09.17, 22:57
    jollyb pamiętam razem się staraliśmy o maluszka ,tylko ja byłam pod innym Nickiem, gratulacje dla ciebie, ja walczyłam 14lat i mam synka ma 2latka jest cudowny.
  • 06.09.17, 12:19
    edytka -cudownie ciesze sie. mozesz mi sie cokolwiek przypomniec? smile
    zalamana -nie tlumacz za bardzo. ja swojej corce powiedzialam ogolnikowo ze jestesmy razem i razem bedziemy bez taty juz zawsze. dzieci duzo rozumieja o wiele wiecej niz nam sie wydaje.
    psychicznie? to wszystko zalezy bo ja akurat bylam szczesliwa gdy sie rozstalismy. mialam dosyc poniewierania wysmiewania szydzenia itp itd. po rozstaniu odetchnelam z ulga. bardzo duzo pomogli przyjaciele i znajomi.
  • 07.09.17, 23:56
    cześć dziewczyny, pierwszy raz w życiu jestem na jakimś forum. Zaczęłam szukać takich tematów właśnie w związku z kryzysem w moim dziesięcioletnim związku. Problemy, przez które przechodziliśmy odkąd się poznaliśmy, osiągnęły apogeum. O początkach rozpisywać się nie będę, chciałam Wam tylko wspomnieć o invitro. Dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Zdrowia udało nam się skorzystać z procedury. Był to najwyższy czas, gdyż oboje mamy już swoje lata. Uważałam wtedy, że jest to jedyne wyjście i absolutnie się z tego nie wycofuję. Pierwszy transfer nieudany, ale za drugim razem się udało i mamy naprawdę złotego synka, który niedługo będzie miał półtora roku. Oczywiście było trudno, bo nie mamy dziadków do pomocy. Niestety odeszli zbyt wcześnie. Ale ze wszystkim można sobie poradzić, choć to obciążenie codziennymi obowiązkami już daje o sobie znać w postaci naszej nerwowości. Cały czas jest przeciąganie liny, czyje obowiązki są ważniejsze, a to powoduje coraz częstsze kłótnie. Ale do sedna. Po porodzie od razu zaczęłam myśleć o tym, żeby synek miał rodzeństwo, żeby nie był sam na świecie, jak przyjdzie nasza kolej odejść. Odstawiłam go od piersi po 6 miesiącu, żeby dostać okres i podejść do kolejnego transferu. Myślałam, że to czysta formalność. Niestety, zarówno pierwszy jak i kolejny transfer się nie powiódł. Nie muszę mówić o zawodzie, jaki przeżyłam, huśtawce hormonalnej wywołanej przez stosy leków i wpływie tego wszystkiego na małżeństwo. Dzisiaj jestem drugi dzień po trzecim i już ostatnim transferze, niestety już bez zupełnego wsparcia ze strony męża. To jest taki twardy typ, więc nie oczekuję wiele, ma też swoje problemy, ale dziś chyba mi już po prostu serce pęknie, dlatego napisałam, żeby nie być sama. najgorsze, że nie mogę powstrzymać płaczu, a brzuch się napina, więc moja dzidzia nie będzie pewnie miała szans się utrzymać sad
  • 08.09.17, 11:45
    Ale to znaczy że rozstalas się z mężem? Czy poprostu odciął się od sytuacji?
  • 08.09.17, 12:20
    moja kochana. przede wszystkim lez i odpoczywaj. nie mysl co bedzie z mezem -teraz wazne zeby transfer sie udal. musisz teraz myslec tylko o sobie -wiem co mowie. jesli sie uda i bedziesz w ciazy to moze jemu serce stopnieje i bedzie ci pomagal i wspieral. jesli sie nie uda-moze rozwaz rozstanie. nie mysl ze nie wiem co pisze , ja bylam cala ciaze sama bo eks pracowal za granica a jak coreczka miala 6 miesiecy uslyszalam przez tel ze to koniec. z kazde3j sytuacji jest wyjscie. prosze pisz co u ciebie. trzymam kciuki.
  • 06.10.17, 09:36
    Co u Ciebie?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.