Dodaj do ulubionych

Pomożecie?

15.07.19, 19:44
Cześć Kobiety!

Mam 29 lat, od roku jestem mężatką, a z mężem od 2 lat staramy się o dziecko. Mąż zdrowy, a ja cierpię na niedoczynność tarczycy, policystyczne jajniki i insulinooporność. Wszystkie badania w normie, pod kontrolą endokrynologa-ginekologa. Od pół roku wiem, że miałam problem z brakiem owulacji, która jest obecnie indukowana Clostilbegytem. Raz dostałam zastrzyk Ovitrelle. I wiecie co... źle to znoszę... mój mąż stara się mnie wspierać, jest przekochany, ale zupełnie nie rozumie jak się czuję, gdy po raz kolejny na teście jest jedna kreska, a potem przychodzi miesiączka.
Domyślam się, że jest tu wiele takich jak ja... jak sobie radzicie, dziewczyny? Czy jest coś, co Wam pomaga? Dzisiaj beczałam pół dnia, bo miałam nadzieję, że może tym razem się udało, a było jak zwykle... tym bardziej, że miałam dziwne objawy, ale to zapewne tylko siła autosugestii. Gdy jestem u gine, a bywam i 3 razy w tygodniu gdy biorę Clostil, i widzę ciężarne to mam ochotę się rozpłakać. Kiedyś już to zrobiłam, gdy wróciłam do samochodu... jest mi tak strasznie przykro i czuję się wybrakowana...
Edytor zaawansowany
  • m_waitus 05.08.19, 19:02
    A płacz ile wlezie, masz prawo czuć się okropnie. Nie przestawaj się leczyć i nie słuchaj rad "trzeba wyluzować" Ja wiele lat straciłam, bo poddałam się i przestałam chodzić do specjalistów. Wasz związek będzie przechodził ciężkie próby-róbcie jak najwięcej rzeczy razem innych niż staranie się o dziecko. Kurs tańca, wspólne zakupy, masaż-tu pomocny jest YT, gotowanie-cokolwiek. Dbaj nie tylko o swoje samopoczucie ale też o swojego męża. Procedury, które Was czekają, zastrzyki, wizyty u lekarzy mogą być wyniszczające.
  • nunia01 13.08.19, 20:49
    Ja pozwalałam sobie na rozpacz przez jeden dzień, później starałam się przejść do porządku dziennego - mąż mnie wspierał kiedy płakałam i kiedy przechodziłam przez różne dziwne stany (niechęć do ciężarnych, niechęć do dzieci, złość na cały świat, poczucie niesprawiedliwości i tak dalej i tak dalej).
    Staraliśmy się przez 5 lat. Chyba najgorzej było jak wszystko podporządkowaliśmy staraniom (urlopy, szkolenia itp.). W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że tak się nie da. I tak mieliśmy przerwy, bo torbiele, bo choroby. Postanowiliśmy dostosować starania do naszego życia, zaplanowaliśmy urlop i udział w konferencjach, zaplanowaliśmy udział w insertujących wydarzeniach i do tego dołożyliśmy stymulacje. W sumie na jedno wyszło jeśli wziąć pod uwagę ilość podejść w roku (podchodziłam na cyklu naturalnym - źle odpowiadam na normalna stymulację). A było łatwiej emocjonalnie.
    Pamiętaj, że masz prawo do różnych emocji, nie wiń siebie za nie. Nie zawsze będziesz mogła je okazać, ale wśród bliskich i sama przed sobą masz do nich pełne prawo. I nie daj sobie wmówić, że masz do tego podchodzić jakoś - ile kobiet (ile par) tyle innych historii i tyle sposobów radzenia sobie z sytuacją.
    W naszym wypadku w pewnym momencie przestaliśmy mówić o kolejnych podejściach rodzinie - ich reakcje były dla nas zbyt obciążające. Tak samo znajomi 'nie dali rady'. Można powiedzieć, że z innymi kończyłam niż zaczynałam. Ja akurat miałam potrzebę mówić/pisać o tym. Koleżanka, która wspierała mnie na początku, sama miała problemy z zajściem w ciąże. A jak zaszła, przestała mieć do mnie cierpliwośćsmile Na szczęście wtedy mogłam zamęczać kolejnych przyjaciółsmile Byłam też kilka razy po drugiej stronie - jako osoba wspierającą - wszystkie historie zakończyły się sukcesem - tyle, że często bardzo długo to trwało.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka