Dodaj do ulubionych

hustawka nastrojow

29.04.05, 15:19
no wlasnie jak tam z Wami, bo ja zamieniam sie w prawdziwa wiedzme. Te
wszystkie tabletki, teraz jeszcze zastrzyki powoduja ze staje sie po prostu
nieznosna. Ja sama nie wiem jak ten moj biedny mezulek wytrzymuje ze mna.
Czepiam sie wiecznie o wszystko, jak wariatka- jedna chwile jestem cala w
skowronkach za chwile jak burza gradowa. Lekarz ostrzegal przed tym, ale
nigdy bym nie przypuszczala, ze bedzie az tak zle. Poza tym sama nie czuje
sie najlepiej psychicznie, ciagle jestem zmeczona i nic mi sie nie chce, a
zawsze moja energia to mnie rozrywala tera gdzies zniknela. Nigdy wczeniej
nie przychodzilam przez stymulacje do ivf wiec nie mam zadnego porownania jak
to pownino byc. Na razie nie wyglada to najlepej..
Magda
Obserwuj wątek
        • tekla12 Re: hustawka nastrojow 29.04.05, 20:31
          Na razie to tylko psyche ci siada. Gorzej będzie jak dołączą do tego efekty
          uboczne stymulacji i zmęczenie. Ja jestem zdecydowanie za wspomaganiem
          farmakologicznym -jakieś uspokajające, nasenne i to wcale nie ziołowe kropelki
          tylko solidne pile.
    • magdamajewski Re: hustawka nastrojow 29.04.05, 21:07
      lekarz mowil, ze zastrzyki z lupron-u (ktore teraz biare)maja skutki uboczne
      podobne do menapouzy czyli wlasnie hustawka nastrojow, bole glowy i fale goraca.
      Na konkretna stymulacje z follistin-u/gonal-u to ja reaguje normalnie. Tym mnie
      poprzednio stymulowali do iui. To ten cholerny lupron... Oby ta dzidzi wkoncu
      do nas zawitala bo ja wszystkich wykoncze.
      Magda
      • tekla12 Re: hustawka nastrojow 29.04.05, 23:20
        Nie znam lupronu ale z moich własnych doświadczeń wynika, że efekty o których
        piszesz daje postać depot - jednorazowa, długodziałająca. Efekty utrzymują się
        6 tygodni, bywa gorąco i beznadziejnie.
    • rotkaeppchen1 Re: hustawka nastrojow 30.04.05, 01:14
      No niestety tak to funkcjonuje...hormony... ja tez mam z nimi problemy, nie
      poznaje siebie, zawsze bylam pelna zycia, aktywna, radosna, "bezproblemowa" a
      teraz...lepiej nie mowic. Pare lat temu pomalowalam cale mieszkanie, a teraz
      czasem nie mam sily posmarowac twarzy kremem... Lykam prochy i licze na zmiany...
      Szkoda tylko, ze najblizsi czesto nie potrafia zrozumiec powodow naszych
      "nastojow", co potrafi zdolowac jeszcze bardziej...
      --
      Wer den Dichter will verstehen, muss in Dichters Lande gehen
      • magdamajewski Re: hustawka nastrojow 30.04.05, 16:38
        wczoraj w pracy to na przerwie polozylam glowe na biurku i normalnie zastnela.
        Az moja szefowa weszla do pokoju zapytac sie czy mi sie nic nie stalo. No moja
        odpowiedz ze jestem po prostu zmaczona byla bardzo zdziwiona (nigdy mi sie
        wszczesniej nie zdarzylo zasnac na biurku). Wogole to w pracy poszla plotka, ze
        jestem w ciazy sad. Brzuch wydety (od zastrzykow i ciagle zmaczona poza tym 6,5
        roku po slubie). Nikt nie wie o moich problemach oprocz 2 dziewczyn wiec ludzie
        sobie nawet nie zdaja sprawy ze takie stwierdzenia czasami bywaj bolesne, choc
        mam nadzieje, ze sa dobrym prorokiem.
        Magda
        • rotkaeppchen1 Re: hustawka nastrojow 01.05.05, 14:22
          Kiedys trudno mi bylo uwierzyc, ze hormony sa w stanie az tak mna zawladnac,
          wydawalo mi sie, ze przesadzam i ze poprostu sobie odpuszczam i trzeba sie wziac
          w garsc. Szczerze mowiac tak naprawde w role hormonow uwierzylam, kiedy
          poronilam. Wiadomo, w ciazy rozne sa objawy dzialalnosci hormonow, zmeczenie,
          sennosc, brak lub nadmiar apetytu, zachcianki na okreslone pokarmy. Mialam to i
          przeszlo mi wszystko dokladnie nastepnego dnia, kedy bylo juz "po wszystkim;-(".
          Teraz staram sie oczywiscie walczyc z nadmierna sennoscia (z bezsennoscia tez,
          ale to chyba trudniejsze), z nadmiernym apetytem lub jego brakiem i z innymi
          dolegliwosciami. Kiedys, zanim zaczelam sie leczyc hormonalnie, mialam przez
          kilka lat depresje, ktora tez byla jednym z objawow zaburzen, z tym ze nie
          leczona poglebiala sie, do tego stopnia, ze stracilam nadzieje, ze kiedys minie.
          Leczono mnie lekami antydepresyjnymi, ale tak naprawde, dopiero po rozpoczeciu
          leczenia hormonalnego moge powiedziec, ze problem depresji juz mnie nie dotyczy.
          Staram sie nie poddawac psychicznie, bo fizycznie czesto mi sie zdarza. Ale
          tlumacze sobie, ze to nie ode mnie zalezy, tak do konca, i walcze z poczuciem
          winy. Teraz na przyklad mam problem, bo po poronieniu, odkad biore duphaston
          bardzo utylam. Na szczescie wyroslam juz z wieku, kiedy sie przejmowalam swoim
          wygladem w kontekscie spolecznym, ale martwie sie o zdrowie, poprostu czesto
          jest mi nie wygodnie w moim ciele. Denerwuje mnie, kiedy ktos, kto nie widzial
          mnie jakis czas, zauwaza, ze przytylam i ze moze warto by jakas dietke
          zastosowac... Mowie, ze to sprawa hormonow, ale tak na prawde nie chce mi sie
          tlumaczyc o co chodzi. Pocieszam sie, ze moze lekarka zmieni mi leki, i moze
          bedzie lepiej. Wlasciwie nawet nie moze a na pewno, juz z doswiadczenia wiem, ze
          w zaleznosci od hormonow pojawiaja sie w moim zyciu okresy aktywnosci i jej
          braku. Staram sie nie poddawac frustracji.
          --
          Wer den Dichter will verstehen, muss in Dichters Lande gehen

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka