Panie 36-40 lat dajcie znac jak sobie radzicie? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam
    a moze jakie nowe PODFORUM , dla tych starszych - pewnie ich rozterki i
    problemy sa troszke inne ? Jak sobie radzicie ?, ile prob macie za soba?, w
    jakich Klinikach bylyscie?- udalo Wam sie kiedys?
    Ja mam 38 lat niestety i 7 lat prob za soba - 1 raz sie udalo w zeszlym rku ,
    ale poronilam w 9 tyg - NIE PODDAM SIE TAK LATWO !
    • Melduję się na podwątku! Nareszcie ktoś wiekowo bardziej do mnie zbliżony, już
      myślałam, że jestem sama na placu boju i trochę (a nawet bardzo) głupio się z
      tym czułam. Ale widze, że nie, jest ktoś jeszcze... Jak sobie radzę? Marnie.
      Byłam w Kriobanku w Białymstoku, potem w Klinice na Staszica w Lublinie i w
      lubelskim Ovum. Mam za sobą 7 IUI i ostatni prowadzący lekarz powiedział, że wg
      niego nie ma sensu dalej tego ciągnąć, że pozostaje in vitro (a na to mnie
      nijak nie stać). Mam 37 lat. Ale jeszcze się nie poddaję, mam na oku jeszcze
      jednego lekarza i jak tylko uzbieramy trochę kasy to się u niego zameldujemy.
      Może "nowe oke" odkryje coś, czego nie zauważyło poprzednie.
      • Powiem szczerze, ze zabiegow i lekarzy juz nie licze (troche sie juz
        pogubilam) - a teczka wypchana po brzegi - niezla ksiezke juz mozna byloby
        napisac. To prawda w polsce trzeba byc bogatym , aby sie na cokolwiek leczyc.
        Ja robie to na zmiany - raz cos standardowego, a raz niekonwencjonalnego. Nie
        ma juz nic do stracenia - mozemy tylko zyskac. Ja probuje czego sie da:
        standardowe dzialania in-vitro, inseminacje , ale tez homeopatia, akupresura,
        bioenergoterapeuci... Mam mocno stresujaca prace , a sama szybko sie denerwuje,
        wiec nawet mysle teraz o joge, aby sie wyciszyc i nabrac dystansu do zycia.
        Glowa muru nie przebijemy.
        • Gdzie robiłaś in - vitro i ile cię to kosztowało? Ja już nie mam stałej pracy -
          mój były pracodawca jak dowiedział się, że staram się o potomka to mnie po
          prostu zwolnił pod jakimś tam pretekstem. Joga? Hmm... czemu nie? Może ja też
          spróbuję? na pewno zauwazyłaś, że prócz nas dwóch nikt tu się nie dopisał -
          czyżbyśmy były jednynymi takimi "wiekowymi" foremkami?
          • na Starynkiewicza. Obecnie tam jest najtaniej , a osiagniec choc
            nieudokumentowanych i opublikowanych (jak w Novum czy Invimedzie) tez maja
            duzo. Przy braku pieniedzy nie tracilam mieisecy tylko robilam inseminacje -
            zawsze to wiekszy procent prawdopodobienstwa na sukces.
            Hm ... jesli chodzi o wiek to sadze , ze wiekszosc Pań ma odruch nie
            przyznawania sie do niego juz po 30. Sadze , ze jest nas duzo wiecej.
            Jesli krucho z zebraniem odpowiedniej kwoty to trzeba nietracac miesiecy
            probowac inaczej. Rozumiem z Towjego listu , ze nie robilas jeszcze in-vitro? A
            co Ci zalecano i jakie hormony bralas? Rozumiem, ze zadnej choroby u Ciebie
            nie wykryto?
            Ja mam wrazenie, ze to jakas wredna blokada wewnetrzna - ktora wlasnie
            zamierzam pokonac joga - sila spokoju i opanowania. Juz sparwdzilam , z enerwy
            i wscieklosc na caly swiat nic nie dajasmile)
            • Najtaniej tzn. ile biorąc wszystko do kupy? Nie, jeszcze nie robiłam in vitro i
              chyba nigdy mnie nie będzie na to stać. W czerwcu ubiegłego roku (dosłownie w
              trakcie VI IUI) wykryto u mnie subkliniczną postać niedoczynności tarczycy,
              później hiperprolaktynemię... ale chyba udało mi się to unormować (oczywiście
              cały czas zażywam leki). Ja chyba nie mam żadnej blokady wewnętrznej i znam
              dziewczyny, które wcale nie marzyły o zajściu w ciążę i zaszły i takie, które
              tego bardzo pragnęły i też zaszły (dzięki IUI). Tak więc myślę, że
              nasze "chcenie" tak naprawdę nie ma tu nic do rzeczy. Ale stres na pewno może
              działać negatywnie choćby podwyższając poziom PRL, a to może prowadzić do
              kłopotów z owulacją albo później z zagnieżdżeniem się itd... Tak więc joga
              brzmi całkiem rozsądnie - tak mi się wydaje. koniecznie daj znać jak takie
              zajęcia wyglądają i czy naprawdę pomagają się wyciszyć?
    • Bardzo dobry temat z tym podforum! I tak założę się, że jestem najstarsza...
      Mam córkę 17 lat, powikłania po porodzie są najprawdopodobniej przyczyną
      niepowodzeń. Nie zdawałam sibie sprawy, że mogą być takie konsekwencje, gdy
      poród jest, elegancko mówiąc, prowadzony nieprawidłowo. Mam noworoczne
      postanowienie konrynuowania starań do końca roku, a potem bedę się leczyć u
      psychiatry smile bo nie sądzę, by mi minęła potrzeba posiadania więcej dzieci.
      Zdecydowaliśmy się na IVF (choć dr R nie jest zbyt dobrej myśli), odkładamy
      życie na półkę, nie chodzimy do sklepów, omijamy "wyprzedaże", zrywamy stosunki
      towarzyskie, by ktoś przypadkiem nie zaprosił na urodzinki, urlop planujemy za
      5 lat. To ostatni "prom", a nie chcę żałować do końca życia, że nie spróbowałam
      rozwiązań radykalnych. Boję się tylko porażki. tzn boję się, że tego nie
      przetrwam.
      • Witajcie dziewczyny!
        Ja tez bardzo sie ciesze,ze powstal taki temat,bo faktycznie mam wrazenie,ze
        dziewczyn do 30 jest tutaj znacznie wiecej.Mam 37 lat i od kilkunastu lat z
        przerwami leczylam sie z powodu nieplodnosci.Ale moze od poczatku...
        Gdy 3 lata po slubie nie bylo widac dzidzi,zglosilismy sie z mezem do
        lekarza,ktory zrobil nam podstawowe badania oraz wzial mnie na
        laparoskopie,ktorej wowczas bardzo sie balam,ale niepotrzebnie,bo diagnoza byla
        dla mnie przychylna,poniewaz stwierdzono tylko brak owulacji.I w tym kierunku
        zaczal lekarz mnie leczyc,niestety bez skutku.Kiedy uslyszalam,ze mam pojsc na
        in vitro,spanikowalam i postanowilam zmienic lekarza,bo przeciez wowczas bylam
        jeszcze mloda,mialam czas....Kolejny lekarz i kolejny i kolejny i NIC.Wszyscy
        opierali sie wylacznie na clo,ktorego mialam juz dosyc i po kazdym
        niepowodzeniu lzy,lament i pustka sad Po 2 latach przerwy poszlam znow do innego
        lekarza,ktory zaczal od tego samego,czyli clo,usg - monitoring cyklu,biogonadyl
        i znow NIC...i tak przez 3 lata ciagnal ode mnie kase az moj organizm
        zastrajkowal i powiedzialam sobie DOSYC...ale wiecie jak to jest,siedzi sie w
        domu i mysli o uplywajacym czasie zamiast dzialac...Po kolejnych 2 latach
        przerwy zglosilam sie do innego lekarza,ale to nawet nie warto opisywac,bo
        calkowita porazka.Dodam,ze moj maz jest kilkakrotnie przebadany i zawsze ma
        rewelacyjne wyniki,u mnie nigdy nic innego nie stwierdzono jak niepekajacy
        pecherzyk,niby latwa przyczyna do usuniecia a jednak.Moze jedynym minusem byla
        tarczyca,ale jestem pod kontrola lekarza,zazywam tabletki i podobno nie ma ona
        wplywu na brak ciazy..sad Raz usmiechnal sie do mnie los,3tyg.opozniala mi sie
        miesiaczka,pobieglam do lekarza zrobil mi beta HCG i mowi,ze ciaza.Tej radosci
        dziewczyny nie musze Wam opisywac,bo wiadomo co czlowiek mogl czuc w takim
        momencie.Za 3 dni mialam znow powtorzyc bete,niestety zmalala a wraz z nia moj
        optymizm..sad
        Teraz wybieram sie do kolejnego lekarza,ale juz do prywatnej kliniki,chce go
        zapytac czy widzialby u mnie IUI, czy to ma sens,bo przeciez wiek juz
        mam "zaawansowany" jak na ciaze i zobaczymy co bedzie.W przyszlym tygodniu mam
        wizyte,to dopisze co powiedzial...
        To zycie jest takie niesprawiedliwe .... crying
      • Lucjanka - pamietaj , ze masz wspaniala corke- Twoje serduszko jest
        przynajmniej w jakiejs czesci pelne - nasze na razie puste.
    • Cześć! Ja mam 36 lat.
      Myślę, że nasze problemy są podobne do tych co mają młodsze dziewczyny.
      Oczywiście u nas dochodzi presja czasu, ale uważam, że nowe podforum jest
      zbyteczne. pozdrawiam
    • Witajcie, ja nie mam co prawda 36 lat ale jakoze skonczylam niedawno 32
      pozwalam sobie zabrac tu glos. Naprawde pocieszajace jest to, ze nie jest sie
      samym po 30-ce z takim problemem.
      Ja dopiero zaczynam, diagnoze pco postawiono mi niedawno. 5 lat temu bylam w
      ciazy ale poronilam w 6 tyg. Nie podano mi przyczyny, nie rozwodzilam sie nad
      tym tematem zreszta, przeciez jeszcze mamy czas itd. Gdy 1,5 roku temu
      odstawilam pigulki i nic sie nie dzialo poszlam do lekarza, ktory nie przejal
      sie tylko kazal probowac. Dopiero niedawno poszlam do innego lekarza, ktory
      zrobil mi 3 razy usg, skierowl na badania i do innej Pani doktor, specjalistki
      od nieplodnosci. Badania hormonow potwierdzily pco, lekarka dala mi clo 1/2x1 i
      w miedzyczasie kazala przebadac meza. Clo dopiero zaczne brac, maz pojdzie sie
      przebadac w przyszlym tygodniu. Jestem troche przerazona, jakos do tej pory
      bagatelizowalam brak ciazy, wszak seks uprawiamy rzadko i wszystko skladalam na
      karb tego. A tu problemy, lata leca....
    • Witajcie! Mam 35 lat i właściwie to jestem na początku drogi. Od kilku cykli
      świadomie i z pełną determinacją staramy się o dziecko. Póki co mam bromek na
      obniżenie prl, a mąż idzie się przebadać. Presja czasu moim zdaniem jest
      najgorsza! Tak sobie nieraz myślę: "czy ja wnuków doczekam ?!"smilesmilesmile
      Generalnie, to ja już nie myślę tzw. miesiącami tylko cyklami.
      Teraz *na początku cyklu jestem dobrej myśli...najgorsze są dni oczekiwania pod
      koniec cyklu. No i te moje schizy smile Pozdrawiam serdecznie
      p.s jeśli ktoś jeszcze raz mi powie-" trzeba było wcześniej się starać" to
      oświadczam, że mu walnę jak słońce na niebie, walnę!!! Nie całkiem jak nobliwa
      pani po 30-stce smilesmilesmile
      • No uśmiechnełam się normalnie jak czytałam Twój post - walnij, kiniu walnij
        porządnie! A z tą nobliwością po 30stce to nie przesadzajmy, we mnie nie ma
        chyba nawet grama nobliwości (a może się mylę, może inni inaczej mnie
        postrzegają?). Też pozdrawiam wszystkie dobrze już dojrzałe foremki.
        • ja was troche potrzymam na duchu w tym roku koncze 34latka jestem mezadka od
          13lat wiec nieodrazu chcielismy dziecko ale jak juz chcielismy to niewychodzilo
          i tal od 30 chodzilam do lekarzy bralam hormonki az wreszcie zrobilam
          lalaproskopie i diagnoza niedrozne obydwa jajowody w grudniu mielismy ivf i
          zaczynam 9tydz ciazy blizniaczej jestesmy w totalnym szoku i szczesliwi i wam
          sie uda trzeba tylko trafic na odpowiedniego specjaliste
          --
          co ma być będzie!!!!
          • Ja mam 37 lat i 13 lat starań za sobą- 4IUI, operację na jajniku, endometriozę,
            jedno poronienie. Właśnie rozpoczynam procedurę in vitro. Trzymajcie kciuki.
          • Dzięki donata, powiało optymizmem. Gdzie miałaś IVF? Trzymam kciuki za
            bliźniaki i dobre samopoczucie ich mamuni
            • Pozwolę sobie zabrać głos w tym wątku. Mam 31 lat, leczę się od ponad 4 lat.
              Jak znajdujecie siłę na długoletnie leczenie? Jak wzmacniacie nadzieję? Pytam,
              ponieważ sama czuję się już bardzo zmęczona. Chyba nie mam motywacjisad I dodam
              jeszcze jedno - moim zdaniem nie wiek tu się liczy, ale determinacja, silne
              pragnienie i siła w dążeniu do celu. życzę powodzeniasmile
              • Witaj gg24, Czasami tej siły na leczenie już mi brakowało. Upadałam, ale potem
                znów się podnosiłam... bo powiem ci, że rozczarowania przy każdej pojawiającej
                się @ są okropne. Ale świadomość, że już w ogóle nie mam na co czekać, że nic
                nie robię, jest jeszcze gorsza.
          • Witajcie dziewczyny. No ja moge czytac i pisac tylko wieczorkiem. Nawet nie
            wiecie jak sie ciesze, a szczegolnie z tego listu DONATY. Daj znac u kogo i
            gdzie Cisie udalo - ktory specjalista UCZYNIL WAM TO CUDO, a wlasciwie 2 cuda
            (nie ukrywam , ze to moje marzenie ...). Ja przeszlam juz chyba wszystkie
            odcienie szarosci i mam nadzieje, ze to wlasnie odbicie od przyslowiowego
            dolka. Teraz kolejne in-vitor przed nami za jakies 2 tygodnie - a na rzie
            kucie brzuszka sad
            • Zabba, nie miałaś oporów przed samodzielnym kłuciem??? Jakoś to mnie strasznie
              stresuje, mam nadzieje, że jak dojdzie do faktu, to może się przełamię. Jak sie
              czujesz po tych lekach?
              Masz rację, córka to coś najlepszego co mnie spotkało, ale jak się nie sprężę
              to może się zdarzyć kinowy przypadek, że mój wnuk bedzie starszy od mojego syna
              (płeć przykładowa)smile))
              Fajnie Donata, że się odezwałaś, powodzenia!
              • Lucjanka - ja sam nie robie sobie zastrzykow - moge zrobic kazdemu, ale
                sobie ??? probowalam milony razy - kiwajac sie na wannie, z dobra muzyka itd...
                nie umiem sobie wbic igly. To w sumie paradoks , bo nie boje sie zastrzykow i
                honorowo oddaje krew, ale jakos nie daje rady wbic igly. To tak troche jak z
                laskotkami jak wiesz kiedy sie bedziesz laskotac sama to wcale nie jest fajnie,
                a jak ktos to zrobi - jest element zaskoczenia smile) Zmusilam meza - plakal ,
                krzyczal, a teraz jest dzielny - jestem z niego dumna - wiele sie nauczyl.
                Zmusil nas moment kiedy mialam brac pozna nocka leki, a codzienne jezdzenie z
                okolic W-wy do szpitala czy nocnej przychodni - czas dojazdu i benzynka -
                przestaly nam sie komponowac. Zdobylwam nowa sprawnosc - znam sie na rodzajach
                igiel i strzykawek. Wiem, ze przy malej ilosci leku najlepsze sa strzykawki
                insulinowki(z odzeilna igla-polskie!)-bo do konca jest wstrzykniety lek - bez
                straty!
      • Najbardziej denerwuje mnie tekst o robieniu kariery, poniewaz tak nasz problem
        przedstawiaja gazety. Jak wiele nas, tak wiele oddzielnych historii - pewnie
        zebralby sie pokazny zbiorek opowiadan nie koniecznie do poduszki. Ja juz
        przestala myslec o wnukach, wystarczy mi jak wyksztalce malucha do tej 20-
        stki,aby mogl dzialc samodzielnie. Jedno jest pewne beda mialy pozniej nie co
        trudniej, ale nie znaczy gorzej smile)
        • 17.01.06, 01:29
          no to i ja sie dopisze
          mam 33 lata od 8 lat nam sie nie udaje..leczymy sie od roku
          jestem po 3 iui ..niestety
          u mnie jakby juz wszystko ok ..nie miałam owulacji i za wysoka prl
          juz unormowana, owu jest ,ale plemniczki słabe
          do iui podobno wystarczy ,ale widac u nas nie wystarcza
          teraz nic nie robimy ..a czekam na hcg
          a czs leci ..i juz jesteśmy zdecydowani na ifv..jak finanse pozwolą
    • Ja mam 36 lat.Właściwie nie mam zdiagnozowanej przyczyny niepłodności.
      Miałam 4IUI, 1 in vitro ( w trakcie, w lutym jadę po śnieżynki ).
      Od czasu do czasu sobie odpuszczam, a potem siły wracają i wola walki też.


    • I ja sie dopisze. Mam 37 lat i staramy sie od 2 lat, bez rezultatow. Mam za
      soba 2 poronienia, ostatnie 2 tyg. temu, w 7 tyg., po pierwszej iui i wrazenie,
      ze stanelam pod murem, ktorego glowa nie przebije. IUI to koniec naszych
      mozliwosci finansowych, wiec tylko to nam pozostaje.
      Niby ogolnie wyniki moje sa w porzadku i lekarze sa dobrej mysli, ale presja
      czasu, przynajmniej dla mnie, jest ogromna. Martwie sie nie tylko kazdym
      zmarnowanym miesiacem (np teraz tym czekaniem az organizm dojdzie do siebie po
      poronieniu) ale i tym ile jeszcze iui bede w stanie zniesc. Tak fatalnie sie po
      stymulacji czuje, ze ledwo moge funkcjonowac, a tu praca, znajomi, rodzina,
      przed ktora trzeba robic dobra mine.... momentami mam dosc.
      • Dziewczyny strasznie sie ciesze, ze mozemy sobie w nie co kameralniejszym
        gronie pogadac. Zawsze to lepiej jak rozmawia sie z osoba, ktora wie dokladnie
        jak to sie czuje. Ja moge smialo powiedziec, ze przeszlam chyba przez wszystkie
        formy chodzenia po scianach i wlasnie zauwazylam, ze po kolejnej nieudanej
        probie mysle, ze nie moze byc juz gorzej, ze nie dam rady po raz kolejny...a
        potem przychodzi chwila otrzezwienia-przeciez MUSZE!DAM RADE! JAK odpuszcze to
        nie daruje sobie do konca zycia, ze nie wykorzystalam wszystkich szans i
        mozliwosci. Nawet nie wiecie jakie potrafimy byc sile - wszystkie BABY to maja
        w genachsmile) nasza sila moze nas czasmi zaskoczyc nieoczekiwanie - walka o
        potomstwo!!! Najgorzej jest po poronieniu - mi pomogla terapeutka, pozniej
        homeopatka, a teraz akupresura, masaze i rozpoczynam joge - zeby umiec
        zapanowac na emocjami i zlapac choc malutki dustansik. Jak mnie zamkna w
        kaftanie to juz nie powalcze, a ile CZASU mozna STRACIC smile)) i tym
        optymistycznym akcenetem koncze moj przydlugi wywod.
        • no dobra ..a powiedzcie jaki stosunek do tej walki mają Wasi mężowie??
          facet jednak inaczej to czuje...
          jeśli to nie za bardzo osobiste napszcie?
          bo ja czasem ,czuje ,że zmagam się sama......
          • Witam ponowniesmile
            Co do podejscia mojego meza to ono sie zmienia i to na niekorzysc sad
            Jak zaczynalam leczenie, jak bylam na poczatku tej drogi,to maz byl bardziej
            optymistyczny,mowil,ze bedzie dobrze, ale jak przychodzily kolejne
            rozczarowania,nieudane proby i poronienie,to zmienil zdanie i twierdzil,ze nie
            warto juz probowac,szkoda mnie bym zazywala tyle hormonow,szkoda czasu i
            pieniedzy i ze bez dzieci tez da sie zyc...wlasciwie moge powiedziec,ze nawet
            mnie zniechecal.
            Teraz jak znow po dluzszej przerwie czekam na wizyte u gina i chce podejsc po
            raz pierwszy do IUI, to tez mam wrazenie, ze walcze sama, on niby jest obok,ale
            jednak daleko crying I tak sie ciesze, ze udalo mi sie go namowic na wizyte u
            lekarza razem ze mna, ktora mam w piatek a co bedzie dalej to opisze w
            pozniejszym czasie.Trzymajcie kciuki dziewczyny smile
            • Ja 35-latka prawie-prawie mieszczę się w tej grupie. Walczę też dopiero (?) od
              4 lat, a tak naprawdę walkę w klinice podjęliśmy pod koniec 2003 roku. Oboje.
              Bardzo pragniemy dziecka. Czasami M - mam takie wrażenie - bardziej. Ja jestem
              skoncentrowana na procedurach: co, kiedy, jak. On: jak będę wyglądała z
              brzuchem. Ja: jeszcze się w tą rolę nie wczułam (i chyba dobrze, bo psychikę
              choć mam mocną, to zawsze ukruszyć się da). Aktualnie w trakcie programu w
              Salvie. Za dwa tygodnie poznamy wyniki kolejnych badań. I podejmiemy kolejne
              kroki.
          • Mój facet jest "techniczny", dla niego fizjologia to coś przerażającego, choć
            się maskuje. Jak padło hasło in vitro to wiecie co? Wyobrażał sobie, że jak
            będą te nasze "jaja" i plemniki łapać to je uszkodzą! W głowie mu się nie
            mieści, że to nie jest jak z silnikiem! Myślę też, że boi się ew ciąży
            bliźniaczej, w sensie odpowiedzailności za tak nagle powiększoną rodzinę, chyba
            się obawia, że go to przerośnie w sensie materialnym. Oczywiście nie nazywa
            rzeczy po imieniu, po prostu przemilcza pewne moje wywody, ja mogłabym
            godzinami mówić o koleżankach w ciązy, procedurach itp a on patrzy i milczy.
            Ale widzę po jego minie że zszedłby najchętniej na jakiś bardziej "namacalny"
            temat. Ale jak przychodzi co do czego, to stoi za mn murem. Faceci są inni,
            dlatego mamy nasze forum, żeby się wygadać.
          • Moj M jest moja wielka podpora psychiczna. On jest mocno przekonany, ze uda sie
            i ze to tylko kwestia czasu. Bardzo mi pomaga ten jego optymizm. Wiem, ze on
            tez bardzo pragnie tego dziecka, choc z poprzedniego malzenstwa ma juz 2 synow,
            i szczerze mowiac, na poczatku myslalam, ze zgodzil sie na nasze starania tylko
            dla mnie. Ale gdy widze jego zainteresowanie wszystkim, przez co musze przejsc
            (hehe, gdy sie dowiedzial, ze mam sobie sama dawac zatrzyki z gonalu to prawie
            zemdlal))), i gdy widzialam jego radosc a potem smutek po iui, to wiem, ze tak
            nie jest. I cale szczescie - nie dalabym rady przejsc przez to wszystko sama.
        • Witam Was koleżanki.Dołączyłam się do Was bo ciekawie się rozpoczyna.Mam 31 lat
          i w lutym zaczynamy przygotowania do in vitro.Przeszliśmy 4 IUI bez
          skutku,wcześniej mąż brał różne leki,na zmniejszoną ruchliwość
          plemników.Niesamowicie się boję,tego że się nie uda,powikłań typu
          hyperstymulacja jajników i mojego stanu psychicznego.Nie wspomnę o swoich
          reakcjach na pytania o potomstwo osób nie wtajemniczonych.Czuję że zaczynam
          wysiadać
    • M mi zawsze mówi,że choć jedno dziecko muszę mieć ( on ma już swoje
      dzieci ), .No i mnie wspiera, nie komentuje wydatków,zawsze jest obecny tam
      gdzie trzeba.

      Ja też chodzę na jogę. Zeby nie zwariować. A swoją drogą to świetna sprawa dla
      wszystkich.Polecam.
      • no to reraz wiem,ze facet to jednak zawsze chłop
        a podoba mi sie stwierdzenie...TECHNICZNY...bardzo ładne
        widać mój też taki techniczny ..ale mówi ,ze jest ze mna..
        też ma syna wiec jemu jakby inaczej na tym zależy
        ale gadać o tych próbach i leczeniu za bardzo nie chce..moze to i dobrze
        bo jak sie nie udaje to ja sie nie rozklejam ..i tyle dobrzego
        pozdrawiam
        • co prawda mam 31 lat, ale mam nadzieje że mogę tu być, tez czuje dzika presje
          czasu, jestem 7 lat po slubie, leczę się 4, zrobiłam 4 próby in vitro -
          wszystkie nieudane - i co z tego ze jest jeszcze czas na dzialania,jak nie
          bardzo wiadomo jakie.
          --
          4 icsi, 7 transferów nieudanych
          Czas na cud!
    • Ja też tłumaczę a on tylko słucha patrząc się w dal nieobecnym wzrokiem.
      Ale M dał ciała, gdy przed punkcją zapytał się gina " to co my dziś robimy
      dokładnie ? ".
      Myślałam, że się zapadnę pod ziemię. He,he.
      • musze powiedziec, ze ja wlasciwie wiekszosc zalatwiam sama - staram sie go nie
        ciagac bez potrzeby do lekarzy , ale wiem , ze kiedy trzeba pojedzie bez
        zadnych komentarzy. No obecnie ma wyzwanie w postaci codziennych zastrzykow w
        brzuch (oczywiscie w moj brzuchsmile) i przy kazdym bardzo cierpi, ze musi mi
        zadawac bol. Wspolczujemy sobie nawzajem (ja jemu obskurnych toalet na
        Satrynkiewicza i braku jakichkolwiek warunkow do "pracy") i wspieramy -
        nauczylismy sie rozmawiac o wszystkim. Oczywiscie jego zdaniem ostanim jest
        stwierdzenie - ze we dwoje tez da sie przezyc i to wcale nie najgorzej, ale
        jesli udaloby sie lepiej to trzeba probowac. Polecam szczerze masaze - swietne
        na odprezenie - zagoncie facetow do roboty !- niech wam masuja nozki (mala
        akupresurka - moze znajda fajny punkt na plodnosc ? - albo plecki , kark ...
    • Ale doskonale trafiłas w to czego szukałam na form. Prześledziłam tę cała
      dyskusję i chciałaby mi się napisać ksiązkę na temat tego, jak się czuje i
      sobiradzę a własciwie jak sobie NIE RADZĘ. Własnie wczoraj dowiedziałam sie, że
      znowu sie nie udało, choć wydwało mi sie, że mam wszystkie objawy (in-vitro 2).
      Moj organizm robi mi psikusy i udaje, ze wszystko jest w porządku ale test
      pokazuje jasno - zero. W tatym roku też mi się udało i tez poroniłam w 9
      tygodniu, potem jescze próbowała z morozaczków i nic.
      Dziś wydaje mi się, że już nie zawalczę, ze musze po prostu odpuścic i nauczyc
      się zyć bez, ale jak to zrobić????
      Moj maz mnie wspiera, ale ja czuje sie po prostu niepełna kobietą, kobietą
      która nie może dać rodziny i tak na prawdę to czuje, ze nie mogę się dziwić,
      jak bedzie chciał odejść!!!! Płacze i pisze, pisze i spie ale się nie polepsza.
      Jogi próbowałam ale mi nie pomaga. mam 35 lat i presja a własciwie ciagle
      pytania mnie zabijają, nie umiem powiedzieć głosno jestem niepłodna i odwalcie
      sie wszyscy.
      Czy znacie jakiegoś dobrego psychologa, czy innego maga, który by mnie troche
      wyciagnał
      • Iga ma racje - do 40-stki jeszcze troszke Ci zostalo. Jak Ci to pomoze to
        pamietaj , ze wlasnie skonczylam 38 - i jestm blizej tej magicznej granicy.
        WYPLACZ SIE -DAJ SOBIE TROCHE CZASU NA ZAL I CIERPIENIE - NIE HAMUJ TEGO TO
        SZYBCIEJ PRZEJDZIE, A POTEM POWOLUTKU, POWOLUTKU WSTAWAJ !!! - JAK FENIKS Z
        POPIOLOW - ŁEPEK DO GORY . Jak mowi chinskie przyslowie: slonce jest zawsze-
        tylko sa mniejsze lub wieksze chmury !
      • Witam przeczytałam wszystkie Wasze listy. Bardzo mi przykro,że problemy z
        zajściem w ciążę tak bardzo Was obarczyły psychicznie. Ja mam 38 lat od 15-u
        jestem mężatką, ale odpuścilam sobie juz dawno. Zatrzymałam się przed in vitro.
        STOP. Proszę zajmijcie się ciekawym życiem, dajcie sobie miłość. Myślę,że bez
        potomków też można być szczęsliwym. Pozdrawiam Wszystkie Panie.
    • Ja na pytania "kiedy dziecko" mówię, że nie wychodzi i tyle.
      --
      "Ty się nie rozpylaj, jest jak jest, Maryla "
      • baboczka moja odopowiedź gdzieś przepadła.Piszę uparcie po raz drugi: Gdzie
        widzisz swoją winę? Co zależało od ciebie? Jeżeli M z którym jesteś tego nie
        zrozumie to to nie On.. Będzie dobrze, trzynam paluchy..
        • BABECZKA no coś TY bierz sie do roboty ja mam 33 lata i jeszcze in vitro
          przedemna
          Ty juz masz dwa za sobą ..wiec twoja nagroda blizej
          wiec sie nie poddawaj tylko do roboty ....
          masz jeszcze conajmniej 5 lat spokojnaego leczenia ,bedziesz sie martwić po
          40tce
          jedna kobieta w mojej rodzinie urodziła w wieku 40 lat po ok 18latach z mężem
          oboje mieli problemy ...wiec sie udaje...
          nam tez sie uda
          • Bylam u gina po dluzszej przerwie od ostatniego leczenia.Poszlam nastawiona na
            IUI, ale okazalo sie, ze mam torbiel 3cm na prawym jajniku i lekarz
            powiedzial,ze najpierw musimy ja wyeliminowac.Mam przepisane
            tabl.antykoncepcyjne,dostalam zastrzyk z pregnylu,maz choc ma swietne wyniki
            musi jeszcze raz swoje powtorzyc, ja mam zrobic LH,FSH,Estradiol i prolaktyne i
            dopiero wtedy bedziemy przymierzac sie do IUI.Od razu lekarz zaznaczyl,ze ze
            wzgledu na moj "zaawansowany wiek" dostane leki z gornego pulapu,by juz nie
            bawic sie w clostilbegyt.
            Problem jednak polega na tym,ze od jutro powinnam zazywac juz leki przepisane
            przez niego ale jestem przeziebiona,dostalam antybiotyki a oprocz tego zle sie
            wczoraj poczulam i okazalo sie,ze mialam nagly skok cisnienia,wiec tez dostalam
            tabl.na obnizenie cisn.I dlatego nie wiem,czy ten miesiac sobie odpuscic skoro
            biore juz tyle lekow czy "doladowac" sie hormonami sad Naprawde zle sie
            czuje,ale szkoda mi czasu....
            Co mi radzicie???
            • Powiem szczerze, ze zawsze balam sie takich sytuacji. Slyszalam , ze raczej jak
              organizm oslabiony chorobą -a jak mowisz dali Ci antybiotyk (chociaz teraz
              lekarze na wszystko wpychaja antybiotyki - tak szybciej i prosciej)to nie
              powinno sie podchodzic do dzialan. Wiem , jak sie przezywa strate kolejnego
              pustego miesiaca - ale chyba lepiej sie wstrzymac. Ja nawet jestem
              rozdrazniona , ze musialam obecnie do in-vitor robic dlugi protokol - jak to 1
              miesiac bez prob ??? ale jakos wytlumaczylam sobie , ze skoro tak nie
              probowalam jeszcze to trzeba zrobic raz inaczej. Przy torbielach - a mialam ich
              kilka tez kazali usunac, a potem dalej do gry ! Musze powiedziec, ze z
              rozrzewnieniem wspominam miesiac, kiedy mialam polipka (mowie pieszczotliwie-bo
              byl szczesliwy- jak sie pozniej okazalo). Lekarz jeden zabronil , adrugi
              powiedzial - a co tam robimy probe i ...udalo sie , ale nie na dlugo - tylko 8
              tygodni. Ja mysle, ze powinnas zagrysc wargi i dac na chwile oddetchnac i
              wyleczyc organizm.
              • zabbba,serdecznie dziekuje za odpowiedz,chyba potrzebowalam wsparcia by moc
                podjac taka decyzje.Zal mi stracic tego miesiaca,ale w koncu zdrowie wazniejsze
                a dolozenie sobie porcji hormonow na oslabiony organizm,sadze,ze niczego nie
                przynioslby dobrego.
                Jutro rano zadzwonie do mojego gina i skonsultuje sie z nim,ale chyba bedzie
                mial takie samo zdanie.W ogole juz trace nadzieje na dzidziusia,znow mam dola
                echhhh
                pozdrawiam sad
                • gramol sie z doła do góry!!!!

                  --
                  Ania o Nusi
                • jeden miesiac straty - biorac z perspektywy czasu to tak naprawde zadna strata
                  po 9 latach staran juz troszke inaczej patrze na to - glowa muru nie przebije ,
                  a przez takie choroby i bledy mozna miec malenstwo , ale ulomne. Troszke sie na
                  patrzylam na dzieci na wozkach inwalidzkich i nie poradne w wieku 25 lat jak
                  male dziecie. Kazda z nas przeciez chce miec malenstwo , ale ZDROWE ! Jak jest
                  mi bardzo zle to mysle o tym, ze lepiej odczekac i dac mu szanse na normalnosc.
                  Jestes OPTYMISTKA - dasz rade! smile))
    • przepraszam, że się wtrącam. Mam 31 lat, a o dziecko staram się od 7 lat. teraz
      podchodze do in vitro i mam takie pytanie- powiedzcie proszę, czy po
      diphereline w 21 dc występuje @ czy już nie?

      Dzięki i pozdrawiam
      • jesteśmy,jam ,.w tym samym wieku i przed tym samym zabiegiem.Ztego co do tej
        pory się naczytałam o in v,to chyba będzie miesiączka po dipherelinie.Gdzie
        podchodzisz do zabiegu,zaczęłaś już brać leki?
        • iwa- ja podchodzę w białymstoku.Miałam już zastrzyk z diphereliny( własnie
          rozmawiałam z prof. i powiedział, że okres wystąpi)i 29go stycznia zaczynam
          przez 5 dni gonal po 2 ampułki a 6go dnia 1 gonal i 1 menopur. Dalej nie wiem
          jak będzie- jadę na wizytę.Trochę się zastanawiam- bo zobacz: dziś wg obliczeń
          mam mieć okres( po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych). Jak 29go mam brac
          leki z gomalu, potem menopur a potem ponoć przez tydzień jeszcze coś- to czy
          pobranie komórek będę miała 21 dc? To kiedy mi je podadzą- 22\23 dc? To może za
          późno -zgłupiałam sama.
          A jaka u Ciebie przyczyna niepłodności- u mnie nasienie ( tzn. u mężabig_grin)
          pozdrawiam
          • ja po dipherelinie nie mialam problemow , a pobranie zazwyczaj jest ok. 14-16
            dnia i po 2-3 dniach transfer. W czwartek wizyta - apobranie bede miala w
            niedziele lub poniedzialek - czyli za tydzien - juz sie ciesze !
            • wiesz co -to sama już nic nie wiem. Bo ja miałam diphelerinę 21 dc.; dziś@, a
              za tydzien dopiero gonal przez 6 dni, a potem menopur. Kurde, to kiedy mi
              pobiorą jajeczka przed @? Czy jkasmile. powiedz proszę
              • Powiem jakie mam przygotowanie do in-vitro w dlugim protokole ( pamietaj , ze
                Ty mozesz miec troszke inaczej - kazdej , tak jak dawki leku , tak terminy sa
                ustalane indywidualanie.) Ja od 22dc biore do 12.00 godz. kazdego dnia
                Diphereline, w drugim cyklu od 4dc doszedl Menopur -potrojna dawka 3x75j -
                podawane podskornie w godz.19-21.00 - i to do odwolania.Na wizyte ide w
                czwartek czyli 11 dc i zobaczymy ile i w jakim wymierze urosly i co robimy
                daleje, aby bylo dobrze. Ok. 14-16 dnia (szczerze powiem ostatnio mialam
                pregnyl tuz przed, a potem pobranie po 36 godzianch i po 2 dobach transfer, ale
                jak bedzie teraz to nie wiem). Zobacze co powiedza w czwartek. Jak chcesz to
                moge o cos zapytac lekarza-zeby rozwiac Twoje watpliwosci?
                • zabbba, znow dziekuje za slowa otuchy.Dzwonie dzis i dzwonie do gina,ale nawet
                  komory nie odbiera,wiec sama podjelam decyzje i czekam do nast.cyklu.
                  Mam do Was jeszcze pytanie - jak przystepujecie do in-vitro, to lekarz ile daje
                  Wam % szansy,ze sie uda? pytam po prostu z ciekawosci....
          • witaj jam,cieszę się że piszesz.nie martw na pewno mie pobiorą ci za
            szybko,wszystko będzie pod kontrolą usg.A z drugiej strony to całe dojrzewanie
            może być przyśpieszone po stymulacjii.Może napiszesz do mnie na adres
            mailowy,to byłybyśmy w kontakcie,niedługo ja zacznę przygotowania,będziesz mi
            coś tam czasem pisała,póżniej ja ci opiszę co u mnie.Może będzie łatwiej to
            znieść.Napisz co ty na to,wtedy napiszę adres
    • No to ja też się zamelduję. Mam 35 lat, 12 cykli starań, ale z konkretnymi
      badaniami połowę z tego. Może dużo, może mało - dla mnie wieki. Co dziwne,
      zawsze podświadomie wiedziałam, że będą problemy z poczęciem. Skąd? Nie wiem,
      być może intuicja, tym bardziej, że pozornie nic na to nie wskazywało.
      Przeszłam już sporo badań - poniekąd na własne życzenie, bo z lekarzami różnie
      bywa. Tylko mój upór i maniakalne studiowanie forów, literatury itp. sprawiły,
      że jakiś postęp w diagnozie jest, ale wiele jeszcze przede mną. Póki co, mam
      podejrzenie pco (z typowych objawów tylko niepękające pęcherzyki). M - nasienie
      wzorcowe. Inne badania w normie. W marcu laparoskopia. Po niej pewnie
      inseminacja, o ile się nie uda naturalnie i... koniec, bo na in vitro mnie nie
      stać. Jak sobie radzę psychicznie? To zależy od dc - czasem jest ok., a czasem
      (jak dziś) fatalnie, bo nawet jak wszystko pęka po pregnylu, to ciąży brak.
      Oddech czasu na plecach najbardziej mnie dobija. Zazdroszczę dziewczynom, które
      mają dużo czasu. Ja daję sobie jeszcze rok. Jeśli nie, no cóż, życie we dwoje
      też może być piękne, czego doświadczam każdego dnia. Podziwiam mojego M za
      cierpliwość, wyrozumiałość, zainteresowanie, umiejętność pocieszania i bycia,
      kiedy jest potrzebny. to tyle, bo i tak się rozpisałam.
      • Ja przy okazji takich informacji - jak ostatnia: dziecko wyrzucone w gazetach i
        torbie do smietnika - mam ochote wyc. Dlaczego takie kobiety zachodza w ciaze.
        Ktos mi powiedzial, ze pewnie nie jestm gotowa, jak bede to samo przyjdzie, a
        przepraszam one sa gotowe !!! na co? zeby dzieci topic lub wyrzucac do beczek z
        kapusta - ten swiat ZWARIOWAL !!!
    • ja sie powiesze - liczylam , ze po takim doladowaniu hormonow i dlugim
      ptotokole bedzie przynajmniej 6 pecherzykow, a tu raptem 3 w lewym i to nie za
      specjalne. Jutro kolejne usg - moze cos sie zmieni - zobaczymy. O rany , a to
      jeszcze nie koniec ...
      • Zabba, nie łam się, wystarczy i 3, byle się powiodło! Trzymam kciuki! Nie
        możesz teraz myśleć negatywnie! Zamykaj oczy i wyobrażaj sobie same pozytywne
        zmiany w orgnizmie, jak rosną te pęcherzyki, jak dojrzewają, jak będą pękać...
        I uszy do góry,ciesz się, już się zaczęło!!!
        • dzieki, no wlasnie po piatkowej wizycie nastrajam sie pozytywnie - mimo
          wydanego kolejnego 1.000,- na dalsza stymulacje poranna i wieczorna smile)
          zaczynam tez uczyc sie robic samej zastrzyki w brzuszek - musze sie przelama. W
          poniedzialek wizyta , a we wtorek lub srode punkcja. Staram sie muslec
          pozytwynie , bo w sumie racja lepiej 3 niz zadnego . A moze te 3 beda
          bardziej wartosciowe , a takie 6-8 jakies niewyrosniete moglyby byc smile) tak
          szklanka jest w polowie pelna ! a jak dobrze pojdzie zapelni sie na full !!!!
          Dobrze robi to forum smile) Uszka juz ida do gory !!!
    • Przeczytaj sobie załączony wątek. Może właśnie tyle komórek wystarczy.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34097&w=35655678
      --
      "Ty się nie rozpylaj, jest jak jest, Maryla "
      • Sylasia nie moga tam wejsc - musze byc polecona sad( moje komentarze nie sa
        wedlug nich wystarczajace.
        • HEJ! urodziłam pięknego zdrowego syna po 16 latach starań w wieku 36 lat,droga
          była długa i wyboista,mnóstwo inseminacji, i dopiero trzecie in vitro udane
          (przy gigantycznej stymulacji 3 komórki,naprawde nie było łatwo zważywszy
          jeszcze,że jestem przewlekle chora,i przyjmowanie hormonów w moim przypadku to
          był hazard.Naprawde warto walczyć póki sił i funduszy wystarczy!Zycze
          powodzenia!!
          • Bardzo dziekuje Co za list - juz jestem silniejsza i co raz bardziej naladowana
            pozytywna energia. Staram sie zawsze dosc szybko otrzepywac ze zlych mysli. Mam
            male swiatelko w tunelu - raz w koncu sie udalo (choc radosc nie trwala dlugo.
            To trudna droga, ale tym wieksza bedzie radosc , a dar cennniejszy - mam te
            swiadomosc - takie zwyciestwo inaczej smakuje - wtedy docenia sie zycie i cud
            narodzin smile) Pozdrawiam Was wszystkie - tym bardziej, ze dzisiaj dzien
            szczegolny - wiesci z Katowic sa nie dobre - coraz wiecej ofiar. To tez daje do
            myslenia - jakie to nasze zycie jest kruche ...i pelne nieoczekiwanych zwrotow.
            Ja zawsze mowie, ze zycie samo koryguje nam wszystkie plany - warto je miec ,
            ale nie przywiazywac sie zbyt mocno.
    • Witajcie,
      lat 38, nie rodziła, nie roniła, nie próbowała in vitro,
      staż małżeński - pełnoletni +.
      Nasze oczekiwanie dziecka rozpoczęło się tuż po ślubie, nie miałam 20 lat.
      Było chodzenie po lekarzach, łzy, oczekiwanie, badania, jakieś wspomaganie,
      opinia brzmiała - z punktu widzenia medycyny - żadnych problemów.
      A dziś ja nie mam problemu, rozmawiam otym spokojnie, na pytające spojrzenia
      odpowiadam, że czas łez mam za sobą i nie chcę do tego wracać. Staram się, żeby
      to nie był temat tabu, żeby nauczyć ludzi, że można o tym rozmawiać. Nawet
      jeżeli piszę to w tej chwili i jest mi smutno,to wiem, że mam dobrego
      kochającego męża, mam gdzie mieszkać, pracę, nie brakuje nam jedzenia ani
      niczego co jest nam do życia potrzebne, a nasza decyzja o tym, żeby nie robić
      in vitro, jest świadoma, a taką propozycję dostaliśmy od ostatniego lekarza
      koniec lat 1990- 2000, tak samo nie skorzystam z usług bioenergotarapeutów, ani
      innych gdzie podłoże ma filozofia wschodnia. I tylko proszę nie rzućcie się na
      mnie, bo każdy ma prawo do takiego pojmowania świata, jakie wypływają z
      wewnętrzych przekonań.
      Pozdrawiam, życzę powodzenia
      • Mari!oczywiście że cię rozumiem,ja miałam kilkuletni okres kiedy całkowicie
        sobie odpuściłam,powiedziałam nie!dłużej tak nie można,z całą pewnością można
        być szczęśliwym nie mając dzieci,i to trzecie in vitro miało być
        ostatnim,lekarz nie dawał nam dużych szans,powiedziałam do męża:"jeszcze ten
        raz ostatni a póżniej może adopcja,a może życie we dwójkę...jestem wierząca
        więc modliłam się i prosiłam Boga żeby nam pomógł,no i udało się...Jestem
        naprawdę szczęśliwa,ale rozumiem i szanuje twoją decyzję...kto wie może jeszcze
        i wqam się uda? ot tak po prostu Pozdrawiam!
      • Najwazniejsze zeby nie krzydzic nikogo.
        Staram sie nie oceniac innych. Podjeta przez Was decyzja jest bardzo wazna dla
        Was - zrobiliscie wedlug wlasnego sumienia i swojej oceny sytuacji i
        potecjalnych mozliwosci. Masz racje, ze z wiekiem przychodzi moment kiedy
        wiecej mozesz zniesc i wiecej zaakceptowac. Mnie maz przekonuje caly czas, ze
        we dwojke tez mozna sie kochac i byc szczesliwym. Ja wiem, ze poki srodkow i
        checi do tej walki wystarczy bede probowac wszelkimi mozliwymi sposobami, aby w
        momencie kiedy przegoni mnie juz czas - nie miec zalu do siebie
        za "zaniechanie". Najgorsza jest w zyciu bezsilnosci, ale ja nie chce stac
        obok - poprostu nie moge.
        Punkcja przewidziana na piatek ...
        • Opowiedz na jakim jesteś etapie bo się pogubiłam, w końcu założyłaś ten wątek
          to teraz musisz meldować smile)
          Czy wiemy gdzie leczyła się Donata?
          Czy wiesz coś o krótkim protokole? I na koniec: UKUŁAM SIĘ SAMA! No proszę, do
          jakich czynów jesteśmy zdolne...
          • Mam już prawie 39lat,skończę w kwietniu,z obecnym M staramy się od 26 cykli,bez
            rezultatów. Czasu już nie mam za wiele,prawie wcale go nie mam. Słyszałam co
            prawda o pierwszych ciążach po 40-tce,ale tylko słyszałam,żadnej kobitki która
            zaszła i urodziła w tym wieku pierwsze dziecko nie znam.Mój obecny M bardzo
            wierzy w to,że się uda,że będzie dobrze,ale od roku nie mogę się doprosić o
            badanie nasienia. I tak co cykl przeżywam gehennę oczekiwania i łudzenia się
            nadzieją. Mój poprzedni m był totalnie bezpłodny,a teraz ma roczną córkę
            (wiem,że z inseminacji,my też próbowaliśmy przed rozwodem z 5 razy i nic nie
            wyszło),obecny M ma 21-letnią córkę i jaki stąd wniosek? Wychodzi na to,że to
            moja wina,że mści się na mnie aborcja sprzed osiemnastu lat,ale to chyba nie
            tak do końca jest. Hormony mam ok jak na mój wiek,hcg prawidłowe,żadne usg nie
            wykazało nic negatywnego-nic tylko zachodzić i rodzić,a tu...klapa. Stresuję
            się tym bardzo-dziwicie się?! Nie umiem się wyluzować.Sama już nie wiem co
            robić i czy mogę jeszcze na coś liczyć. Wydaje mi się,że pozostaje tylko in
            vitro,dobrze,że obecny M chce tego,chce dziecka ze mną tak bardzo jak ja, i że
            możemy sobie na to pozwolić finansowo,choć ciągle staramy się "zajść"
            naturalnie. We mnie jednak coraz mniej nadziei a coraz więcej zwątpienia. I jak
            mam sobie dać z tym radę? Chyba nie potrafię....
            I z miesiąca na miesiąc coraz mniej we mnie entuzjazmu,nadziei,chęci.Potrzebuję
            wsparcia.Potrzebuję budujących słów,postów,zapewnień,ale potrafię jeszcze
            cieszyć się czyimś szczęściem!
            I gratuluję wszystkim które się starają pomimo wszystko i się nie poddają!!!
            Trzymam za was kciuki!!!
            • Witaj Marzonko! Wiesz, kiedyś krążyła na forum taka tabelka, gdzie dziewczyny
              wpisywały różne rzeczy odnośnie starń i jedną z rubryk była ilość cyki. Była to
              zastraszajaca statystyka, ale wniosek z niej jeden, jak się ma 10 lat na próby
              to sie może i można leczyć na różne dolegliwości i próbować zajść. Ale jak
              czasu nie ma to po prostu nie ma go i na miesiące badań, brania leków, kontroli
              i prób. Trzeba szybko IVF. Duża szansa na sukces, a jak uczciwie spojrzeć na
              kwestię czasu, to też raptem możliwe są ok 3 próby IVF na rok. Pomijam finanse.
              Jak masz faceta który się zgadza, od razu biegnijcie do kliniki. A badanie
              spermy i tak zleci mu lekarz, ciekawe jak się wtedy będzie migał smile) Do roboty
              mMrzonko!
            • Marzonko! wiem z doswiadczenia, ze po burzy i wielkim zwatpieniu przychodza
              lepsze chwile - wiekszej wiary i sily! Jesli wydaje Ci sie ze sama nie jestes w
              stanie sie podniesc-daj szanse pomoc innym -idz do psychologa, homeopaty czy na
              masaz - to co w twoim wypadku moze Ci pomoc! Nie mozna sie w takich chwilach
              zamykac sie - musisz te negatywne mysli wyrzucic na zewnatrz- nie mozna
              gromadzic w sobie !. Latwiej jest gdy swoje niepokoje i zale przelejesz na
              kogos luz przedyskutujesz z kims. Dla Wlasnego zdrowia nie tylko psychicznego
              tzreba nauczyc sie rozmawiac i nie traktowac jak wrogow tych, ktorzy chca
              pomoc. Nosek do gory !
          • Przepraszam , nie odzywalam sie - ostatnie dni to spora dawka nerwow. W piatek
            mialam punkcje i z pieknych zdrowych pecherzykow uzyskano jedynie 2 jajeczka -
            powod? na moje pytania -jakos nikt mi nie potrafil tego sensownie wyjasnic poza
            stwierdzenie: W TYM WIEKU TAK BYWA. Czasami sa puste pecherzyki. Zdarzylo Wam
            sie to? wiecie cos na ten temat? W poniedzialek czyli 06.02 mialam transfer i
            znowu nie dobra widomosc - zarodki SREDNIE o niregularnym ksztalcie (czekam tez
            na wisci od WAs na ten temat!-jesli sa strony , ktore znacie to podeslijcie mi
            link - prosze!). Zostaly podane i wlasnie dla zwiekszenia bezpieczenstwa
            postanowilam do srody polezec i znowu najtrudniejszy czas - OCZEKIWANIE.
            Trzeba znalezc sobie spokojne zajecie , aby czas sie nie dluzyl... Nie jest mi
            za wesolo, ale zwyciestwo moze bedzie lepiej smakowalo smile
            Lucjanka - gratulacje!!!-praktyka czyni mistrzem - przy kolejnych razach zadasz
            sobie pytanie - dlaczego tak pozno zaczelas ? to takie proste !
    • ja tez sie tu wpisze. mam 35 lat.
      dziewczyny pociszcie mnie, bo mi sie plakac chce.
      wlasnie dostalam @...
      staramy sie od (prawie) roku, jeszcze bez lekarzy- bo nie kazdego miesiaca maz
      byl w odpowiednim czasie obecny (duzo jezdzi zawodowo). ale zaczynam sie juz
      bac. moje kolezanki -w moim wieku -zachodzily niemal od pierwszego podejscia.

      buuuu


      • No to ja Cie pocieszę - masz dopiero 35 lat (w porównaniu ze mną na przykład),
        staracie się jeszcze bez interwencji lekarzy: no to wszystko przed wami, może
        tylko mała pomoc z ich strony wystarczy. Ciągle macie wiele do zrobienia.
        Gorzej jak lekarz rozkłada ręce i mówi: pozostaje tylko in vitro, które może
        coś pomoże... a in vitro jest poza zasięgiem (ach, te finanse). Głowa do góry;
        nie załamuj rąk, tylko bierz się do roboty. M niech sprawdzi nasienie, a Ty
        sprawdź hormony i czy w ogóle masz owulację. to już będzie ten pierwszy krok.
        Powodzenia. Acha - i nie marnujcie już czasusmile
        • dziekismile)))
          ja tylko zaczynam sie bac (no i wlasnie beczesmile)).
          i mam troche wyrzutow- malzenstwem jestemy od dwoch lat- trzeba bylo od razu
          zaczynac.
          finansowo- (jak by co --odpukac) przynjamniej nie ma problemow (ale za to meza
          tez ciagle nie ma..)

          jak juz jestes- to poprosze o rade-
          dostalam @ i od wczoraj boli mnie w prawym boku- niby jajnik. wlasciwie- to
          uklucie czulam od kilku dni (juz sie cieszylam- ze to moze to to)- a dzis-
          prawie boli...
          czy mial ktos tak? czy mam sie niepokoic? (bo mi od razu czarne mysli
          przychodza- ze moze pozamaciczna---brrr). do gin. isc nie moge bo praca (no
          chyba zeby jutro jescze bardziej bolalo- to wtedy- biegiem).

          no nic.
          witam was wszystkie (troche zaplakanasmile))))
      • W porownaniu z niektorymi z nas to jestes mlodziutka , ale POWAZNIE: sadze ze
        najlepsza opcja jest od razu akceptacja , ze to potrawa 2-3 lata (pol roku
        staran-to wybacz ale w zasadzie nic - lekarze dopiero po roku staran mowia o
        nieplodnosci i wszedzie o tym pisza , jak poczytasz) Jak zaakcetujesz czas -
        bedzie Wam latwiej , nie bedziesz slyszala nieznosnego cykania zegara , a jak
        sie uda niepczekiwanie wczesniej - bedzie tym wieksza radosc.
        • no dokonalo sie teraz najwzniejsze to czas oczekiwania - tych nieszczesnych 2-
          tygodni - jak je skrocic ? czym wypelnic ? W poniedzialek mialam transfer
          jedych 2 zaradkow jakie udalo sie pobrac - byly srednie , ale mam sie nie
          przejmowac. Zrobilam sobie 3dni wolnego polegiwania. Jutro do roboty ,a le na
          bardzo zwolnionych obrotach - juz nie beda taka ambitna jak ostatnio.
          Trzymajcie kciuki mocno ! smile))
          • trzymam mocno wszystkie kciukismile
            dzisiaj jest czwartek, to zostalo Ci juz tylko 10 dni.
            pozdrowka


            • to prawda, ale im blizej tym kazdy dzien staje sie dziwnie DLUUUUUUZSZY smile)
              Powiem szczerze , ze popadam w paranoje - boli mnie juz wszystko. Boje sie
              wszystkiego nawet kaszlu i kichniecia , ze brzuch mi w sposob niekontrolowany
              podskakuje. Kaze mezowi jezdzic 20km/1 godz, zeby mnie na wertepach nie
              wytrzeslo. To jakis obled - jak sie ptzestrasze to za chwilke przestraszam sie
              jeszcze bardziej , ze sie przetsraszylam... tak wiem dziwnie to brzmi , ale
              jakos nie moge sie wyluzowac ... dodam , ze wlasnie dzisiaj poszlam do pracy i
              niby jestem zajeta smile)))
              • Zabba - dasz rade, nie popadaj w paranoję. Zastanów się co naprawdę lubisz
                robić (tylko nie jogging!smile) i na tym się skup. Sama zaczęłam nowy cykl
                (wczoraj) i zastanawiam się, co zmienić żeby tym razem było inaczej, może
                zrezygnować zupełnie z kawy albo już sama nie wiem co? Wyniki mam dobre, z
                wyjątkiem cholesterolu - za wysoki (jedzenie czy stres, czy może jedno i
                drugie?)
                • no wlasnie - ja tez za kazdym razem wprowadzam jakies urozmaicenia, a noz cos
                  to zmieni i moje cialo zaskoczy ? Grunt to nie popadac w monotonie dzialaniasmile
                  Kawke jeszcze pije , ale dodalam sobie wczesniej wiesiolka. Obecnie to mam
                  wrazenie , ze juz jestem w 9 m-c , bo nawet zauwazylam , ze jakos podswiadomie
                  podnosze sie ciezarnie z krzesla - czy ja nie wariuje .... ratunku !
                  Stabilne dluuugie oddechy i spacery i dobra ksiazka lub filmik w wekend i moze
                  dam rade przetrzymac ten nastepny tydzien smile)))))))))
    • Witam po długiej przerwie! Przeczytałam wszystkie zaległe posty i czegóż się
      dowiedziałam?! Jestem młoda!!smile35 lat!!! Dzięki Wam za te słowa! A tak na
      poważnie to na 3 miesiące daję sobie spokój z wszystkim i nie dlatego, że chcę
      wyluzować!!! O nie! Na to mnie nie stać psychicznie! Ja po prostu biorę bromek
      no i zaczęłam się odchudzać. Jestem za gruba! I tak sobie pomyślałam: zajdę w
      ciążęsmilei co ?! Greenpeace mnie złapie i na siłę do morza wciągnie?!- wielorybie
      choć do wody!!! Wiem ,że to problem zastępczy, ale coś w tym jest!!!smile
      No i jeszcze coś. Kuzynka mojego M. zaszła w ciążę! 39 lat, starali się o
      dziecko 8 lat! Leczyli, cudowali, invitrowali 2 razy i nic. Aż tu nagle
      zachorowała dziewczyna na zapalenie ucha i dostała od jakis antybiotyk na tę
      przypałość, ot tak. W następnym miesiącu zaszła w ciążę|smile Lekarze powiedzieli,
      że widocznie jakiś składnik tego antybiotyku widocznie pomógłsmile Bo Ona nie
      odpuściła sobie, o nie!!!smile Czego i sobie i Wam życzę z całego sercasmile Tzn.
      upragnionej ciąży!!!! Nie zapalenia ucha, żeby było jasnesmile!
      A Tobie zabba wielkie dzięki za założenie tego wątku!
      • Kinia - ile Ty wazysz kobieto - nie wstydz sie powiedz, bo ja od momentu
        brania hormonow przytylam 10 kg - to tak co roku przybywalo ukratkiem po 1-2 kg
        i jakos zostawalo ze mna . Nie jeste obecnie dumna ze swojej wagi i wiem , ze
        nie moge pozniej dopuscic do obzarstwa , bo dzwigiem beda musieli mnie
        przewozic smile) W sumie od kilku lat mam dylemat czy sie odchudzac czy nie - a
        tendecja do tycia jest! Ja sama sie ciezko mobilizuje - wiec musze w stadzie,
        jak w stadzie to trzeba sie zapisac gdzies - a tu nie chca zapisywac na 2
        tygodnie tylko sad( caly miesiac sie nie da - bo 2 tyg wylaczoen z kazdego.
        Ale to chyba dobry pomysl , ze by dac sobie zcas i przygotowac cialo -NIE DAJ
        SIE SCHUDNIESZ I WYPIEKNIEJESZ ! Zycze z serducha !
        P.S,. Sluchaj - napisz co to za antybiotyk - kurza stopka! moze trzeba
        nastepnym razem pobrac smile))) zartowalam (ale swoja droga ciekawe co brala-daj
        znac to sobie skladniki tego cudownego leku sprawdze )
    • O Boszze! Zeby tak mi przybywało 1-2 kg!!! U mnie to od razu hurtem!smile Obecnie
      ważę 96 kg. Wzrost 175 cm. Nie palę 2 miesiące i przytyłam 6 kg! Było źle
      teraz jest jeszcze gorzej. Rzuciłam palenie, rzuciałam pieczywo, ziemniaczki,
      smażonki, słodycze, dołożyłam kilkukilometrowe codzienne spacery. I co ?! I
      tyję! Normalnie przy takim rygorze chudłam,a taraz.....Chyba zrobiłam błąd.
      Powinnam się pierw odchudzić, potem rzucać nałóg. Teraz muszę się odchudzić, bo
      przyodziewać mogę swe obłe ciało tylko w 1 spodnie i 1 kamuflujący sweterek.
      Nie mam a ni ochoty ani kasy na zakup nowych ciuchów. Chyba zacznę palićsmile,
      choć na krótko. Babeczka jest obecnie w USA, ale oczywiście dowiem się co to za
      specyfik, bo sama jestem ciekawasmile
      Czytałam wątek o kobitkach, które z taką i większą wagą zachodziły w ciąże i
      wcale tak strasznie dużo nie przybierały na wadze, ale ja tak coś myślę, że u
      mnie to by było jak zwykle- hurtowo smileCóżsmile
      Pozdrawiam
      • Kinia - tylko zycia NIE RZUC - (jak Ty tak hurtem) - no przepraszam - czarny
        zart . A na powaznie to niestety sama u siebie z trwoga obserwuje szybkosc
        tycia z wiekim (no podobno szczegolnie po 35 roku spada szybkosci przemiany
        materii i trzeba sie bardziej pilnowac). Na pewno na poczatku jest najtrudniej
        przy odchudzaniu - bo malo spada a wysilek duzy i tyle wyrzecze na raz -
        brzuszek i Ty musicie to zaakceptowac (a to ciezka sprawa smile, ale pamietaj , ze
        miniesz za jakas chwilke magiczna bariere i kilogramki w galopujacym pedzie
        poleca . TAK trzymaj !- dzialasz w slusznej sprawie - trzymam kciuki ! nie
        poddawaj sie smile))
przejdź do: 1-100 101-116
(101-116)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.