Dodaj do ulubionych

Opowiem Wam Moją Historię ...

17.01.06, 18:03
Piszę te słowa nie do tych, który są pelni nadziei na posiadanie
biologicznego potomstwa,ale do tych, którzy tę nadzieję powoli tracą, a nie
widzą za bardzo innej drogi. Ja sama dwa lata temu byłam w podobnej sytuacji.
Z dnia na dzien ubywało nadziei i przybywało trosk o przyszłość. Każde
rozwiązanie inne niż walka za wszelką cenę i do końca wydawało sie zlożeniem
broni i oddaniem całej sprawy walkowerem. Myśli o adopcji, choć tak mi
bliskie wczesniej, przed podjęciem prób zajścia w ciąże, wydawały się pasmen
upokorzeń i poniżania na drodze o staranie się o dziecko. To były
najczarniejsze dni w moim życiu. Stopniowo, z ogromnym wysiłkiem i z ogromną
wiarą, że nasze cierpienie, czyli niemożność zostania naturalnymi rodzicami,
ma sens, zaczeły przebijać się do mojej świadomości myśli o adopcji dziecka.
Pragnienie bycia rodzicem, pragnienie tulenia i wychowywania dziecka było tak
silne, że w końcu z mężem zdecydowaliśmy się zainteresować tym tematem. Droga
od zdobywania pierwszych informacji do znalezienia odpowiedniego ośrodka była
długa i pełna wątpliwości. Ale dzisiaj mogę wam powiedzieć, ze warto było i
nie żałuję tego czasu. Co więcej mam poczucie, ze go nie straciłam. Nie, nie
mamy jeszcze dziecka, ale samo prygotowywanie się na jego bardzo
niespodziewane przyjście daje mi tyle radości, a świadomość, że informacja o
tym, ze dziecko na nas czeka może nas zastać w każdej chwili jest
niesamowitym przezyciem, porównywalnym, wierzcie mi, z oczekiwaniem na dzien
rozwiązania. Wszystkim, którzy nie mają już sił walczyć lub walczą tylko
dlatego, ze nie widzą nnego wyjścia lub którzy myslą nieśmiało o adopcji, ale
się tego boją z różnych względów, chciałabym Wam dzisiaj powiedzieć, ze Wy
także możecie byc Rodzicami. Poznaniakom i wielkopolanom, polecam ośrodek
adopcyjny w Pile. Przemiła, "domowa" atmosfera, gdzie mimo braku odpowiednich
warunków, osoby tam pracujące starają sie traktowac ludzi jak ludzi, a nie
jak kolejnych petentów. Szkolenie adopcyjne wcale nie było upokarzające,
tylko bardzo pouczające, a jego zakończenie, na którym rozmawialiśmy z
rodzicami adopcyjnymi, po prostu piękne i wzruszające. Jeżeli ktoś byłby
bardziej szczegółowo zaintersowany, zapraszam do kontaktu mailowego na priv.
Mogę pomóc, bo sama wiem co przeżywałam i bardzo brakowało mi kogoś z kim
mogłabym skonfrontować swoje odczucia. Nie chciałam nikogo urazić tym
wątkiem, ale raczej wskazać niektórym światełko w tunelu, które byc może
widzą, ale nie chcą patrzeć w tę stronę.
Pozdrawiam wszystkich i życzę Wam wszystkim i sobie tez udanych pociech.
Biretka
Edytor zaawansowany
  • 56at 17.01.06, 18:10
    Takie światełko kazdy musi dostrzec sam bez niczyjej pomocy.
    Jestem pełna podziwu dla rodziców adopcyjnych,ale nie uszczesliwiajmy nikogo na
    siłe i nie powównuj bycia w ciązy i oczekiwania na dziecko i na oczekiwanie
    dziecka wziętego do adopcji.
    pozdrawiam,ania
    --
    Ania o Nusi
  • alizeis 17.01.06, 19:11
    Ciesze sie, ze znalazlas swoja droge do macierzynstwa. Dla mnie tez pragnienie
    bycia matka jest silniejsze niz pragnienie urodzenia dziecka, lecz niestety dla
    nas droga adopcyjna jest zamknieta. Pozostaje walka z wiatrakami...
    Powodzenia!
  • korlewna 17.01.06, 19:48
    Bardzo ładne to, co opisałas. Cieszy, ze bedziecie mieć swoje upragnione
    dzieckosmile)) Ja uwazam, ze więzy biologiczne maja srednie znaczenie, ważne to co
    w sercach.
    Natomiast....nie każdemu taka możliwośc jest dana. Żeby zakwalifikowac sie do
    programu adopcyjnego trzeba mieć odpowiedni metraż, trzeba mieć oficjalne
    zarobki na odpowiednim poziomie - ja takiej możliwości teraz nie mamsad Nie
    wspomne o tym, ze trzeba tego chcieć, bo nie kazdy jest zdolny wychowywać
    dziecko zrodzone z innych.
    Pozdrawiam
    ps. Trzymam kciuki za to, zeby szybko zadzwonił tel. z informacją o czekajacym
    Waszym dziecku
  • gg24 18.01.06, 19:46
    Biretko, dziękuję Ci za najwspanialszy wątek, najwspanialszą historię, którą na
    tym forum ostatnio czytałam. Rozumiem Cię doskonale. Sama dochodzę do skraju
    mojej drogi leczenia. Jeszcze parę chwil, parę zabiegów i myślę, że skończymy
    starania wspomagane. Pewnie podświadomie starać się będę zawsze.
    Nie zgadzam się ze zdaniem, że adopcji nie można porównać z urodzeniem
    dziecka. Radość, szczęście, które niesie adopcja jest na pewno takie samo jak
    przy urodzeniu biologicznego dziecka. Przy adopcji wyzwania, życiowe problemy
    mogą być poważniejsze, ale nigdy nie wiemy co nas w życiu czeka.
    Są ludzie, którzy chcą walczyć, leczyć się do upadłego. Pytanie tylko, jakim
    kosztem? Ja czuję, że w życiu coś mi ucieka, coś tracę. Przez lata skupiłam się
    tylko na liczeniu dni, chodzeniu do lekarzy, setkach badań i zabiegów itd.
    Rezultat: dałam życie moim dzieciom, ale na bardzo krótko, za krótko.
    Życzę Ci Biretko duuużo szczęścia, gdy już będziesz trzymała w ramionach SWOJE
    adoptowane dziecko. I niech nikt nie odważy się napisać na tym forum, że ono
    nie będzie Twoje!
  • gizaa28 18.01.06, 23:29
    Biretko!to piekne co napisalassmilejestem z Taba i zycze Ci duzo szczescia i
    energii na kazdy dzien.
  • kasialu 21.01.06, 22:22
    Biretka bravo!
    Jeszcze 1,5 roku temu okupowałam to forum.
    Moja historia jest długa i zamotana. Zniknęłam stąd Jakoś we wrześniu ubiegłego
    roku i wracam tu dzisiaj, ale nie widzę znajomych podpisów. Chyba wszyskim
    dziweczynom się udało ;o)

    To co piszesz jest super bo sama to przechodziłam. Decyzja o adopcji była czymś
    naturalnym ponieważ po pierwsze zawsze chcieliśmy adoptować dziecko, a po
    drugie mamy przyjaciół z adopcyjną córeczką.

    Królewna - nie jest prawdą, że trzeba mieć jakieś specjalne metraże, czy duze
    zarobki. Osrodki adopcyjne podchodzą do tematu normalnie i najważniejsza jest
    miłosć do dziecka.

    56at zgadzam się z Toba, ze do decyzji o adopcji trzeba samemu dojrzeć. myślę,
    że Biretka nie chciała nikogo namawiać ani zmuszać - poprostu chciała się
    podzielić soją radoscia.
    Co do porównywania ciąży adopcyjnej do biologicznej to masz rację - trudno
    prównywac stan, ale czeka się na to samo tzn na upragnione dziecko.

    Ja byłam w ciąży adopcyjnej i biologicznej jednocześnie. Córeczkę ado
    poznaliśmy 18 września 2004 a w ciaze biolo zaszłam ok 26 września. O oboje
    musiałam walczyć - sytuacja córeczki była skomplikowana, a ciąża bilo
    zagrożona. Walczyłam i o jedno i o drugie. Było cięzko bo zagrożona
    ciąża /wczesniej pozamaciczna, biochemiczna i nieudane IVF/ kalifikowała mnie
    do leżenia, a nie latania po sądach itp.
    Wygrałam tą walkę. Nataszka jest prawnie naszym dzieckiem po 9 mies walce - 12
    maja 2005 otrzymalismy prawa rodzicielskie, Szymon urodził się 4 czerwca.

    Obie ciąże zagrożone, obie drogi do macierzyństwa cudowne. Nie zrezygnowałabym
    z żadnej za nic w świecie. Kocham moje dzieci nad życie. Jest między nimi 13
    mies różnicy, ale traktuję je jak bliźniaki ;o)
    I o dziwo Nataszkę kochałam od pierwszego wejrzenia, a miłości do Szymona
    musiałam się uczyć. Po porodzie w szpitalnej sali chlipałam w poduszkę za
    Nataszką. Miłość do Szymka czaiła sie za drzwiami. Wchodziła nieśmiało. Potem
    wybuchła i tak zostało.
    Dwa moje skarby ;o)

    Ja nie namawiam tylko dzielę się swoim szcześciem.
  • 56at 21.01.06, 22:39
    Gratuluje!!!
    Ja naprawde jestem pełna pdziwu dla rodziców adopcyjnych.
    Ale te porównania w historii biretki mnie powaliły.
    Przepraszam nie chcę nikogo urazić to tylko moje zdanie i odczucia po przeczytaniu
    opowieści biretki.
    pozdrawiam,ania
    --
    Ania o Nusi
  • zabbba 21.01.06, 22:41
    no to sie poryczalam !
    i Wam zazdroszcze . Ja nie widząc szans zdecydowalabym sie na adapcje. Mysle o
    niej co raz czesciej - choc jestem pelna obaw ,ale zostalo mi juz malo czasu do
    40-stki . Niestety moj maz kategorycznie - odmawia, wiec nie moge tego zrobic
    sama - to musi byc wspolna decyzja. Jestescie dzielne ! Uratowalyscie siebie i
    druga potrzebujaca ciepla istotke. GRATULUJE !
  • 56at 21.01.06, 22:43
    Nie rycz.
    moze się wszystko odmieni
    --
    Ania o Nusi
  • lucjanka 22.01.06, 11:57
    Kasialu! Biretko!
    Możecie być dumne, taka ilość miłości jest najlepszym dowodem człowieczeństwa!
    Nie sztuka chować własne dziecko, sztuka przestać być egoistą i kochać bez
    granic. Życzę wam samych szczęśliwych chwil w życiu i pomocnych ludzi wokół!
  • ewkos74 22.01.06, 20:05
    gratuluję.akurat wiem co czujesz,bo jestem mamą adopcyjną 4,5 letniej panienki
    i przeszłam przez 5 lat bezskutecznego oczekiwania na własne potomstwo.teraz
    jestem szczęśliwa mogąc ją przytulać i patrząc na jej uśmiech.a cudne jest też
    jej siadanie na kolanach i wyznawanie miłości:mamo,mamusiu,maminko,mamciu
    kocham cię nad życie.DLA TAKICH CHWIL WARTO ŻYĆ.a pomyśleć,ze ona kiedyś była
    zaniedbana,bez opieki lekarskiej,niedożywiona i bez kontaktu-taka trafiła do
    domu dziecka.....ale już po koszmarze.tego szczęścia i wam życzę!!!
  • kasialu 22.01.06, 21:03
    Lucjanka to dwoje MOICH dzieci ;o) Nie czuję ządnej różnicy poza tym, ze
    Nataszka jest dziewczynką, a Szymon chłopcem ;o)
    To naprawdę zaden heroizm.
    Czytam opowieść Biretki po raz trzeci i nie widzę tam ządnych złych prównań.
    Trzeba to przezyć żeby zrozumieć.
  • dagps 22.01.06, 21:20
    milosc jezeli jest czysta to nie jest egoizmem kiedy kochasz urodzone przez siebie dzieci, w twoim wydaniu "wlasne". no chyba ze ktos traktuje jak "wlasne" np zaspokojenie potrzeb czy opiekunki na starosc. jezeli ktos rodzi albo adoptuje dzieci dla siebie, to jest wtedy egoizm. jezeli dla tych dzieci (posrednio)i dla swiata, to jest milosc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka