Dodaj do ulubionych

jak namówić Go na bank spermy?

22.04.06, 19:46
Nasz pierwszy cud po in vitro nie trwał długo. Niestety skończyło się
poronieniem.
Teraz opracowujemy plany rezerwowe. Spróbujemy jeszcze ze dwa, trzy razy i
zaczniemy realizować inne opcje. I tu niestety jest pat.
Mój M myśli o adpocji. Dla mnie jest to opcja nie do przyjęcia. W pracy mam
często do czynienia z ludźmi ze środowisk patologicznych i może to obłudne,
ale nie chcę dziecka z takiej rodziny. Nie wierzę, że proces socjalizacji
może wykrzewić wszystko, co wynika z genów. A nie oszukujmy się, dzieci
przeznaczone do adopcji, nie pochodzą z "normalnych" domów.
Proponowałam mężowi skorzystanie z banku spermy (naszym problemem są prawie
neiistniejące plemniki). Moglibyśmy cieszyć się naszą ciążą i naszym
dzieckiem. Wiem, że przemawia przeze mnie egoiz, ale z drugiej strony wiem,
ze to dobre wyjscie. Mąż jest zdecydowanie anty. Twierdzi, że woli
świadomość, że nasze dizecko nie ma genów żadnego z nas, niż moje i obcego
faceta. Ja nie rozumiem, jak może zakładać, że potrafi pokochać zupełnie obce
dziecko, a urodzonego przeze mnie nie.
Może któraś z Was już przez to przechodziła.
Edytor zaawansowany
  • kociaczek22 22.04.06, 19:58
    Jeśli adoptujesz dziecko to już jest obciążone genetycznie
    A jak jest z nasieniem dawcy? Skąd wiesz od jakiego dawcy nasienie pochodzi i
    jakie geny dziecko przejmie od "tatusia"?
    Bo chyba dawca nasienia jest anonimowy?
  • dagps 22.04.06, 19:58
    nie mam zamiaru pzrekonywac cie do adopcji, jedynie nie wytrzymam jesli tego nie napisze: nie wszystkie dzieci czekajace na adopcje (przeznaczone do adopcji, brzmi jak przeznaczone do utylizacji, ale moze tylko dla mnie) sa z jakis "nienormalnych" domow. to po pierwsze. po drugie skad pewnosc ze dawca nasienia byl "normalny". nikt go nie pytal o jego "socjalizacje".
    moze bardziej pomoga ci dziewczyny ktore przepracowywaly temat z mezami, mi sie wydaje ze tak samo latwo moze byc jego przekonac do banku spermy, ajk ciebie do adopcji. dwa obozy, trzeba znalezc wspolny.

    powodzenia i udanych decyzji.

    --
    Moje wykresy
  • magasi9 22.04.06, 20:12
    biologiczne tez moze byc "potworkiem", znam takie jedno..
    i dawca anonimowy to tez nieznane geny..
    moze lepiej przekonuj go ze chcesz byc w ciazy, chcesz to przezyc, a przy
    adopcji brak takiej mozliwosci..
    i pomysl sobie jeszcze czy skorzystalabyc z dawcy jajeczka, jakbys ty miala
    takie problemy, a twoj maz super sperme..
    Pozdrawiam
  • elfik31 23.04.06, 15:15
    no tak, ale za dawcą przemawia chociaz to, że wiadomo jak przebiega ciąża, że
    dziewczyna nie będzie się narkotyzować, pić alkoholu, palić, będzie się dobrze
    odżywiać a matka która oddała dziecko do adopcji - nie wiadomo.
    Nie twierdzę że ta decyzja jest gorsza albo lepsza, ale każdy musi sam
    zdecydować. Dochodzi jeszcze uświadomienie otoczenia, zyczliwe sąsiadki,
    zwłaszcza z m ałych miasteczek lub wsi, zawsze gotowe przekazac dziecku info o
    adopcji. Dawca jest bardziej anonimowy - wie tylko zainteresowana para a nie
    cała wieś
    --
    aniołek 10.05.2005
    aniołek 05.09.2005
  • pollla 23.04.06, 15:28
    Wiem, co czujesz. Też poroniłam po in vitro i bardzo Ci współczuję.
    Co do Twojego dylematu - ja wolałabym bank spermy. Zgadzam się z Tobą, że
    dzieci oddawane do adopcji pochodzą w większości z marginesu. Jeżeli nie są to
    rodziny patologiczne, to po prostu biedne. Osobiście stoję na stanowisku, że po
    pierwsze genu się nie wydłubie (a więc skłonność do nałogów, często obniżony
    poziom intelektualny, choroby psychiczne), po drugie zachowanie matki i jej
    podejście do ciąży mają ogromny wpływ na dziecko (alkohol, narkotyki,
    niedożywienie). Oczywiście nie wszystkie dzieci adpocyjne, to jakieś potworki,
    ale ja mam w swoim otoczeniu raczej kiepskie przykłady. Jeżeli decydujesz się
    na adpocję musisz być pewnaw 100%, że będziesz akceptować i kochać to dziecko,
    bo inaczej możesz go bardzo skrzywdzić.
    Tymczasem nasienie dawcy w dobrych ośrodkach jest selekcjonowane - dawcy są
    badani itd.
    Może Twojego męża przekonają względy racjonalne. Pewność posiadania zdrowego
    dziecka, które będzie przynajmniej przypominało mamę.
    Dla faceta to trudne, podejrzewam, że mój mąż też byłby oporny...
  • magasi9 23.04.06, 15:53
    dla mojego meza stalo sie tez problemem gdybym to ja zdecydowala sie na
    jajeczko od dawczyni, a spermie nawet nie wspominam...

    czasami mysle ze jednak tego nie wytrzymamy (ale to juz inna historia)
    ja sobie juz coraz czesciej nie wyobrazam zycia za granica bez dzieci...

  • dagps 23.04.06, 17:36
    dawcy to rownie trudny wybor, na prawde nie wiemy co facet robil przez cale zycie ani jakie ma geny, sa informacje ktore mozna zataic latwiej niz sie wydajesad

    --
    Moje wykresy
  • maretina 24.04.06, 14:58
    boze co ja czytam..... bieda dyskredytuje dzoecko.... rece opadaja.
    --
    Mój Kajtuś
    --
    Kajtek ma siedem miesięcy!smile
  • tekla12 23.04.06, 18:08
    ninoczke napisała:

    > Nasz pierwszy cud po in vitro nie trwał długo. Niestety skończyło się
    > poronieniem.

    W ciążę trudniej zajść niż ją utrzymać. Jeśli raz się udało to szansę na kolejny
    są duuże.
    > Teraz opracowujemy plany rezerwowe.
    Po co? I tak jest inaczej niż zakładamy. Nie ma sensu się szarpać i stawać pod
    wyimaginowaną ścianą.
    Spróbujemy jeszcze ze dwa, trzy razy i
    > zaczniemy realizować inne opcje. I tu niestety jest pat.
    Adopcja zarodków powinna zadowolić obie strony. Nie każdy jest gotowy do
    adopcji, nie każdy jest w stanie jej sprostać. Wątpliwości w tej kwestii są
    wyznacznikiem dojrzałości emocjonalnej a nie braku uczuć. A nasienie dawcy - czy
    jesteś pewna, że nie powiesz nigdy swojemu mężowi w złości - to przecież nie
    twoje dziecko.

  • figa1111 23.04.06, 18:11
    nie mam pojęcia jak namówic Twojego męża na bank spermy, mój zgodził się od
    razu, pragnąc żeby dziecko miało chociaż moje geny! Prawdopodopodobnie nam się
    udało( 2 sikańce wyszły pozytywnie)i jeśli wszystko będzie ok to razem będziemy
    wszystko przeżywać! Odpycham od siebie wszystkie myśli od kogo były te nasionka
    i wiem, ze mój mąz będzie bardzo kochał to dziecko!
  • korlewna 24.04.06, 09:42
    Figa... GRATULUJĘ!!!! smile))
    A mąż będzie dzidziusia kochal, bo to tak samo jego maleństwo, jak Twojesmile))
  • alicja0 23.04.06, 23:06
    W sprawie adopcji mogę tylko tyle powiedzieć:
    moja była (bo zmieniłam pracę) przełożona w firmie była adoptowana.
    Jednocześnie jest bardzo inteligentną, pracowitą, myślącą wielopoziomowo
    kobietą z poczuciem humoru i taktu. Bardzo uczynna i zaradna życiowo, że nie
    wspomnę, iż o przyjemnej dla oka prezencji smile
    Jest szczęśliwą mężatką, ostatnio została matką i sama zakłada, że w
    przyszłości adoptuje dziecko, choć nie miała problemów z ciążą, ale chce pomóc
    innym, jak i jej ktoś pomógł. Wychowała się w fajnej rodzinie, ma jeszcze dwie
    siostry (niebiologiczne). O swojej adopcji wiedziała od dawna i w pracy przy
    jakiejś okazji "dzieciowej" akurat podzieliła się swoimi doświadczeniami, stąd
    wiem, że była adopotowana.
    Ja także swego czasu z racji studiów, miałam praktyki w domu dziecka i o ile
    starsze dzieci są już nienajlepiej ukształtowane, to młodsze, nawet kilkuletnie
    dzieci są wspaniałe - trzeba tylko się z nimi zetknąć w realu, a nie we własnej
    wyobraźni. Zresztą teraz obecnie uczę w szkole, gdzie jedna z "pierwszaków" na
    forum klasy przy jakiejś okazji powiedziała, że jest adoptowana (i faktycznie
    jest) - obie wówczas stwierdziłyśmy, że "po prostu ją rodzice wybrali spośród
    innych dzieci" - brzmiało to jak nobilitacja smile
    Dziewczynka moim zdaniem jest jedną z inteligentniejszych w klasie, ma bardzo
    wrażliwe serce na cudze nieszczęście i silne poczucie sprawiedliwości. Jest
    nieco nadpobudliwa, ale .. ja byłam taka sama w jej wieku smile I nikt mnie nie
    adoptował.
    Także moi znajomi mają dwójkę adoptowanego rodzeństwa - chłopca i dziewczynkę.
    Oczywiście, że są z nimi problemy, ALE takie same jak z innymi dziećmi.
    W genach to można sobie przenieść słabsze zdrowie, wygląd, impulsywność, ale
    wrednego charakteru nabywa się z wychowaniem, a nie z genami. Pod tym względem
    jesteśmy wszyscy równi,nieprawdaż?
    A co do ilorazu inteligencji.. cóż - jeśli rodzice przyłożą się od maleńkiego
    do stymulacji rozwoju dziecka, jego inteligencja nie będzie odbiegała od
    standardowej, a nawet ją przewyższy. Po prostu dzieci z rodzin patologicznych,
    o ile nie są opóźnione w rozwoju ze względu na upośledzenie umysłowe, to są
    mniej inteligentne ze względu na zaniedbania w stymulacji ich rozwoju.
    Sama mam obecnie 16-miesięczną, biologiczną córkę, która ma problemy zdrowotne
    (neurologiczne i genetyczne) i każdy lekarz, na jakiego nie trafię mówi mi, że
    dobra rehabilitacja czyni cuda. Dzieci nawet z dużymi opóźnieniami jeśli są
    stymulowane, osiągają bardzo wiele, a przecież nie mówimy tu o adopcji dziecka,
    które widać, że ma zaburzenia rozwoju, jakieś upośledzenie, ale o zwykłym
    dziecku.
    Myślę, że Twój mąż właśnie tak rozumie adopcję dziecka i to naprawdę fajne, że
    nie jest kurczowo przywiązany do wizji "przekazywania genów", ale po prostu
    chce kochać jakieś małe dziecko smile
    Natomiast biorąc spermę z banku, w jakiś sposób wyłączasz go z tej aury
    rodzicielstwa, w której będziesz się unosić, bo ostatecznie jakby nie było -
    będziesz matką zasłuchaną w swoje i dziecka reakcje itp. A on będzie stał z
    boku i miał poczucie, że w jakiś sposób jest tu zbędny.
    Przy adopcji oboje będziecie tak samo brali nowego człowieka do siebie.
    Ja tak to rozumiem,ale zrobicie jak .... ustalicie smile
  • korlewna 25.04.06, 13:29
    Dopisze sie do pięknej wypowiedzi Alicji....
    Znam 3 adoptowane osoby i jedna z rodziny zastepczej. O żadnej z nich nie moge
    powiedzieć, że jest w czymkolwiek gorsza od reszty moich znajomych. Mają
    podobne problemy, podobnie są wyedukowani, są normalnymi ludzmi, nie
    zauważyłam żadnych zachowań patologicznych. Wszyscy mają wieksze, bądz mniejsze
    rodziny i są normalnymi żonami i mężem, normalnymi rodzicami.
  • azzurrina 24.04.06, 10:25
    Witaj! Mam podobne dylematy. Wlasnie trwają przygotowania do mojego 3 in vitro -
    i prawdę mówiąc jeśli się nie uda nie chcę podchodzić do następnego w
    najbliższym czasie. A mój M. nie widzi problemu - mówi: "pooszczędzamy najwyżej
    jeszcze jeden rok". A ja mam już dosyć! Mam 36 lat i boję się że życie
    przepłynie nam przez palce. Adopcję obydwoje wykluczamy (bardzo szanuję ludzi,
    którzy się na nią decydują, ale ja do tego chyba nie dojrzałam). Zostaje tylko
    zrezygnować z kolejnych starań albo skorzystać z dawcy. Wiem jednak, że nie
    tylko będę musiała przełamać opory męża ale i swoje - w końcu zależy mi na
    naszym wspólnym dziecku. Jego i moim. Więc jeśli on kategorycznie i - przez
    dłuższy czas - będzie przeciwny to...powinnam pogodzić się z bezdzietnością sad
    Sama nie wim co robić ale życzę żeby Tobie przede wszystkim udało się kolejne in
    vitro. Jeśłi jednak dojdziesz już prawie do muru tak jak ja to myślę, że musisz
    dać mężowi trochę czasu na przetrawienie decyzji - i musicie podjąć ją razem,
    tak aby w przyszłości niczego sobie nie wypominać. Na forach dużo jest głosów
    dziewczyn, które właśnie urodziły dzięki dawcy - tatusiowie sa zwykle
    wniebowzięci. Brakuje mi ednak głosów osób, które skorzystały z takiego zabiegu
    kilka lat temu. Bardzo chciałabym wiedzieć jak układają sie teraz ich rodzinne
    relacje.
  • magasi9 24.04.06, 11:39
    kilka dni temu dostalam "propozycje" ( byl moj watek na forum)
    jedna kobieta (julita312) przyslala mi ze moze urodzic za mnie dziecko (nie
    bede dalej tego komentowac)..

    zaczelam sie zastanawiac, nie chcialbym zeby inna kobieta urodzila nawet moje
    dziecko (i moje meza), geny nasze... ten list (chociaz myslalam ze zemdleje jak
    go przeczytalam) dal mi duzo do myslenia, czy w takim razie geny sa takie
    wazne... czy ciaza jest wazna...?
    chce miec dziecko
    byloby pieknie zebym zaszla w ciaze (najlepiej w 1 cyklu, albo niespodziewanie
    bez planow), urodzila zdrowego bobaska i zylibsymy dlugo, razem i szczesliwie..
    a jesli tak nie moze byc, jesli ta bajka sie nie spelni..

    jak sie dowiedzialam rok temu ze moj maz ma slabsza sperme, to napoczatku tez
    myslalam, dawca, chociaz geny sa moje..
    ale jak w miare leczenie wyszlo szydlo z worka i sie okazuje ze "wina" moze byc
    po mojej stronie, to juz dawca jajeczka nie byla dla mnie taka oczywista
    (bo wlasciwie ciaza to nie tylko plusy)... geny mojego meza, tylko on jest tez
    przeciwny takiemu rozwiazaniu

    najwazniejsze zeby w zwiazku bylo dobrze i zeby sie nawzajem rozumiec, jesli
    jest dobrze we dwoje to decyzja "jak z tym trzecim" zostanie podjeta i bedzie
    prawidlowa

  • maretina 24.04.06, 14:56
    ciesze sie, ze wykluczasz adopcje. skrzywdzilabys dziecko, bo masz o nim
    wypaczone pojecie. braki wiedzy zakrywasz genami, na nie wszystko mozna
    zwalic...
    rozumiem facetow, ktorzy nie zgadzaja sie na banki spermy.
    gdybym byla zlosliwa napisalabym, ze idac Twoim tokiem, myslenia: tylko
    patologiczni ludzie sprzdaja swoja sperme. a z patologicznej spermy
    =patologiczne dziecie.
    a na powaznie: nie dalabym rady wychowywac cudzego dziecka.... Ty z tego co
    piszesz tez nie... to nie dziw sie chlopu. wierze, ze uda sie Wam to in. musi i
    juz. powodzenia i nie wybiegaj myslami az tak daleko... tym bardziej, ze chcesz
    probowac jeszcze kilka razy!
    --
    Mój Kajtuś
    --
    Kajtek ma siedem miesięcy!smile
  • korlewna 25.04.06, 13:24
    zastanawiam się od wczoraj co tu napisac. Jestem, szczerze powiedziawszy, wcale
    nie lekko, zniesmaczona.
    Sama piszesz, ze nie chcesz dziecka adoptowanego (baa....jest to opcja nie do
    przyjecia), a do adopcji namawiasz męza (bo dla niego będzie to swego rodzaju
    adopcja) i jeszcze dziwisz mu sie, że nie chce.
    Uważam, że bardzo egoistycznie podeszlas do tej sprawy. Może pokuś się o
    odrobinę empatii względem męża, a na pewno uda Wam sie dojść do porozumienia.
    Ja na Twoim miejscu też namawialabym chłopa na bank nasienia, ale przynajmniej
    sama zdecydowałabym sie, gdybym musiała, na adopcję jajeczka, albo na adopcję
    dziecka, nawet z rodziny patologicznej (robiąc wszystko, żeby nie powielało
    błedów swoich rodzicow).
    Pozdrawiam i zycze, żeby udało się in vitro i żebyście nie mieli podobnych
    dylematów.
  • dejv1234 10.05.18, 23:18
    Pokaż mu nasz blog : bankspermy.yet.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.