Dodaj do ulubionych

IUI czy IVF?

11.08.06, 15:03
Staramy sie z mezem juz dwa lata i nic. Wiekszosc badan zrobiona i przyczyny
jak dotad nie ma. Wszytko u nas w porzadku. Lekarz wspomina o IVF, natomiast
nie proponuje inseminacji jako malo skuteczna.

Co Wy o tym sadzicie? Jakos przyzwyczailam sie do mysli, ze przed ostatecznym
rozwiazaniem sprobujemy inseminacji. Boje sie stymulacji, boje sie
negatywnych skutkow dla organizmu. A moze nie ma sie czego bac?

Jakie sa Wasze opinie i doswiadczenia?
Edytor zaawansowany
  • tekla12 11.08.06, 17:10
    Nie wydaje mi się, żeby stymulacja do ivf mogła mieć negatywne skutki dla
    organizmu. Ale ja bym spróbowała iui w klinice, w której masz się przygotowywać
    do ewentualnego ivf. Iui przy niepłodności idiopatycznej często się udaje a
    jeśli się nie powiedzie dostarczy lekarzowi prowadzącemu informacji o tym jak
    reagujesz na łagodniejsze formy stymulacji.
  • kobiettka7 16.08.06, 14:37
    A jak to jest ze statystyka? Jakie jest prawdopodobienstwo sukcesu przy UIU a
    jakie przy IVF przy nieplodnosci idiopatycznej?
  • ivoral 16.08.06, 16:12
    Stymulacja hormonalna przed IVF ma czasami negatywne skutki dla organizmu. Np.
    niektore osoby po wielokrotnych stymulacjach przed IVF skarza sie na pojawienie
    sie bardzo wczesnie menopauzy (np. u mojej znajomej po 3 pelnych cyklach ICSI i
    zaprzestaniu stymulacji menopauza pojawila sie w wieku 37 lat).
    Nie wiem tez, czy nie ma negatywnych konsekwencji samej punkcji jajnikow.

    Przed iui tez czasami stymuluje sie pacjentki (np. gonatropinami, ale wydaje mi
    sie (nie zapytalam lekarza i bylabym wdzieczna jesli ktos moglby napisac jesli
    cos na ten temat wie, wnioskujac z samej ceny - gonadotropiny do iui - 1500 zł,
    leki do in vitro 5 tys. zł,), ze przy iui z gonadotrpinami jest to znacznie
    mniej inwazyjne niz ivf (ale niestety prawdopodobienstwo jest tez znacznie
    mniejsze).

    Dla mnie za probowaniem iui przed ivf przemawia fakt, ze jest to metoda duzo
    mniej inwazyjna, chociaz znacznie mniej skuteczna.
    Boje sie stymulacji przed IVF/ICSI i tego jak bede sie po tym czula, jak to
    zniose. Zdecydowalismy sie na 1 iui na cyklu calkowicie naturalnym i pozniej
    kolejne juz po hsg jesli okaze sie, ze mam przewodne jajowody (nie wiem jeszcze
    ile, literatura podobno zaleca lacznie max 5-6 iui) na gonadotropinach.

    Z drugiej strony boje sie tego tzw. nakrecania sie przed in vitro i dlatego
    wolalabym zeby caly proces trwal jak najkrocej. - Ja wierze, ze niestety wiele
    z trudnosci jakie spotyka sie podczas przygotowan do iui czy in vitro - np. z
    za wysoka prolaktyna - zwiazanych jest ze stresem jaki same sobie fundujemy
    przeprowadzajac analize/"paralize" swoich wynikow/szans etc. Czym dluzej cale
    to leczenie trwa, tym jestesmy bardziej nakrecone. Jestem gleboko przekonana
    (rowniez przez swoje kolezanki, ktore zachodzily w ciaze w wieku 37 lub 39
    lat), ze zajsciu w ciaze sprzyja swiety spokoj i rownowaga wewnetrzna. Dlatego
    za omijaniem/skracaniem etapu iui przemawia do mnie fakt, ze bez 5-6 kolejnych
    iui wszystko trwa krocej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.