Dodaj do ulubionych

Ginekolog-endokrynolog w Warszawie

IP: *.acn.pl 27.05.03, 18:25
No właśnie, możecie mi kogoś takiego polecić. Bardzo proszę o pomoc, bo
powoli zaczynam się sypaćsad
Obserwuj wątek
      • Gość: mel Re: Ginekolog-endokrynolog w Warszawie IP: *.centrala.kbsa / *.kredytbank.com.pl 07.10.03, 11:37
        no ja bym nie miala czystego sumienia, jakbym nie napisala, ze nie polecam dr.
        stopinskiej!!!! badanie hormonow, ktore trzeba zrobic w konkretnym dniu kazala
        mi zrobic wtedy, kiedy chce - no i oczywiscie nie wykazaly tego, co powinny.
        poza tym kobieta ta mowila tez przy okazji i nieproszona takie herezje, ze zeby
        schudnac to trzeba jesc tylko raz dziennie. bylam u niej wiec tylko raz. wizyta
        umowiona na konkretna godzine miala jakies 4 godziny opoznienia, pani dr.
        przyjmowala w obskurnym malym gabinecie, gdzie rozebrac sie trzeba bylo przed
        nia i zostawic ciuchy na krzesle, ktore stalo przed jej biurkiem. brrrr.
    • Gość: Ewa Re: Ginekolog-endokrynolog w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.03, 11:00
      Jesli w Warszawie to tylko do prof.Radowickiego. Najlepszy specjalista w Polsce
      krajowy konsultant i do tego jesli sie jest z mazowieckiej kasy chorych (niby
      juz jest fundusz ale ...) to mozna sie u niego leczyc za darmo. (prywatnie 150
      zl za wizyte) wejdz na strone www.amwaw.edu.pl/endo/drugi.htm to jest strona
      kliniki endokrynologii ginekologicznej akademii medycznej (na karowej). bez
      skierowania mozesz sie tam zapisac najpierw do lekarza do przychodni a on Cie
      potem moze skierowac na specjalistyczne badania w szpitalu - 2 razy w ciagu
      cyklu idzie sie na jedna noc do szpitala i tam Ci robia szczegolowy poziom
      hormonów w ciągu doby, biopsje, usg i rozne takie. I WSZYSTKO ZA DARMO !
      Radowicki jest kierownikiem tej kliniki i ma kontakt z kazdą pacjentką.

      Polecam wszystkim - zapiszcie sie tam i nie wydawajcie fortuny na prywatne
      badania - naprawde to mozna wszystko zrobic za darmo!!!

      pozdrawiam i zycze dzidziusia
      Ewa
          • Gość: Elka Re: Ginekolog-endokrynolog w Warszawie IP: 195.136.122.* 07.10.03, 21:57
            Dlaczego nie Radowicki? To długa historia sprzed kilku lat. Można byłoby
            napisać powieść w odcinkach.

            Pojawiły się u mnie dolegliwości ginekologiczne. Początkowo mało dokuczliwe
            więc je nieco zlekceważyłam. Zaczęło sie to nasilać - bóle miesiączkowe
            doprowadzające do torsji częste plamienia itd. Specjalista USG polecił mi
            Radowickiego jako nallepszego speca w Polsce. I faktycznie, pierwsze wizyty
            były miłe. Facet za głowę się złapał i strofował za wcześniejsze zaniedbania.
            Skierował do kliniki na badania (w tym hormonalne) i zapowiedział jeszcze inne.
            Wydawało mi się, że jestem w dobrych rękach. USG wykonane w klinice wykazało
            małą torbiel na jajniku (o ile pamiętam ok. 2 cm). Zaczęły sie problemy z
            zapisywaniem na wizyty, ale w razie potrzeby w klinice przyjmowały mnie jego
            asystentki, które m.in.zleciły wykonanie markera Ca125 (?) Na szczęście wynik
            był dobry.

            Prywatne wizyty u profesora zaczęły mnie niepokoić. Za każdym razem patrzył
            jakby mnie widział po raz pierwszy w życiu, od początku opowiadałam historię
            choroby, a zalecenia były jakby oderwane jedne od drugich. Profesor jakby nie
            widział torbieli.Ponieważ badania hormonalne były OK, a skarżyłam się na bóle i
            krawawienia zaaplikował mi silny antybiotyk (o ile pamietam doksycyklinę). Żle
            ją znosiłam i zgodnie z zaleceniem odstawiłam. Na kolejnej wizycie, niczego nie
            aplikując, kazał mi przez kilka miesięcy codziennie odnotowywać czy i kiedy
            pojawiają sie moje problemy. Niedługo potemdostałam tak okropnego bólu, że
            musiałam wzywać lekarza do domu. Przyjechał sympatyczny lekarz, zbadał brzuch i
            stwierdził, że ta bolesność nie ma charakteru bolesności ginekologicznej, że
            jego zdaniem podrażniona jest otrzewna. Zrobił mi zastrzyk przeciwbólowy, dał
            zwolnienie lekarskie i ... skierowanie do szpitala. A ja głupia zapisałam sie
            na następną wizytę do profesora. Gdy nadeszła i zaczęłam opisywać mój stan oraz
            przedtswiłam diagnozę lekarza (pokazałam skierowanie) usłyszałam coś w
            rodzaju "lekarz kolejowy, to co on może wiedzieć na temat ginekologii".
            Ponieważ podzieliłam sie też informacją o pojawiających sie problemach z
            tarczycą p. profesor wypisał mi list polecający do swojego kolegi profesora od
            tarczycy (z tekstem "na oko widać, że trzeba panią operować") i kazał się
            zgłosić jak wydobrzeję po operacji. Na szczęście nie posłuchałam i zrobiłam do
            końca zlecone mi przez endokrynologa (tarczycznego) badania. Nie było alarmu.
            Za to przyszedł kolejny atak bólu. Pojechałam na dyżur do szpitala i tam od
            razu chciano mnie kłaść na stół operacyjny. USG wykazało torbiel jajnika
            wielkości 6 cm. Jeszcze mi się dostało za zaniedbywanie spraw zdrowotnych. Tego
            dnia nie mogłam zostać w szpitalu z powodów rodzinnych więc musiałam podpisać
            kwit o odmowie poddania się leczeniu, a dyżurna pani ginekolog podkreśliła, że
            mogę przyjechać w każdej chwili.
            Cóż, ale ja ...polazłam do Radowickiego, cudem wślizgując się na jakiś
            zwolniony termin. Już wiedziałam, że muszę być operowana, ale w swojej
            naiwności ciągle jeszcze nie uświadamiałam sobie z jakim typem mam doczynienia.

            Tym razem profesor zobaczył wyniki ze szpitala i w końcu dostałam skierowanie
            do kliniki. Usłyszałam, że sprawa jest prosta, "położy się pani w poniedziałek,
            we wtorek laparoskopowo usunę torbiel, a w środę pani wyjdzie". Wyszłam we
            wtorek. Moja operacja nie była wpisana do grafiku, a lekarze dziwnie się jakoś
            na mnie patrzyli. Pan profesor pod pretekstem, że mam katar kazał mnie wypisać
            do domu, o czym powiedział mi za pośrednictwem innych lekarzy. Sam ani mnie nie
            zbadał, ani sie nie pojawił na oddziale. Przejął się moim stanem inny badający
            mnie lekarz i po jego pytaniach zaczęłam wnoskować, że coś jest nie tak.
            Ale zostałam wypisana z zaleceniem, że jak wyleczę katar mam zgłosić sie do
            pana profesora na wizytę (czyli nie do szpitala !!!). Lekarz, który mi to
            mówił, nie wiedział co zrobić ze wzrokiem.

            Po niespełna tygodniu byłam z powrotem w klinice. Dostałam kolejnego ataku bólu
            i przyjechałam w nocy, zdeterminowana nie wychodzić, aż mnie nie przyjmą. Ale
            przyjęto mnie bez problemu - wystarczyło pokazać wszystkie wyniki badań, także
            tych szpitalnych sprzed tygodnia (kolejne USG wykazuje tę samą wielką torbiel).
            Niestety miałam pecha - połozono mnie na oddziale p. profesora bo już tam
            byłam. Więc znów wpadłam w jego łapy i znowu zaaplikował mi serię tych samych
            badań (USG, krew, mocz...) jakbym całego pęku nie miała ze sobą. Zauważył
            wysokie OB więc... zaaplikował antybiotyki. I tu mnie dyskretnie ostrzeżono -
            leczenie antybiotykami nie wymaga hospitalizacji. Następnego dnia na obchodzie
            postawiłam się, zażądałam informacji o planach dotyczących dalszego leczenia.
            Zapowiedziałam, że nie dam się wypisać. Profesor był wściekły, ale gdy
            wychodził z sali usłyszałam z ulgą słowa "zostaje na obserwacji".

            Zaczęłam rozpaczliwie szukać pomocy i dotarłam do dyrekcji szpitala. Po
            kolejnych kilku dniach zbadała mnie przemiła pani profesor, zastępca dyrektora
            szpitala ds. lecznictwa. Potwierdziło się, że konieczna jest operacja i to nie
            laparoskopia tylko laparotomia. Torbiel badana dotykiem była w/g niej większa
            od obrazu wykazywanego przez USG. Powtórzone markery Ca125 były już
            niekorzystne.

            Operaja wykonana przez PANIĄ profesor po kilku tygodniach od przyjęcia do
            szpitala (3 lub 4 - dziś juz dobrze nie pamiętam)wykazała rozległą
            endometriozę, z zaatakowaniem jamy otrzewnej (lekarz kolejowy miał rację !!!),
            torbiel jednego jajnika, zrost drugiego jajnika z wyrostkiem robaczkowym
            (wyrostek w stanie już zaognionym został usuniety) Jednym słowem generalny
            remont w ostaniej chwili. Gdyby rozlał się wyrostek nie byłabym w stanie
            stwierdzić, że to nie ból jednego z jajników.

            W sumie profesor "leczył" mnie blisko rok. W szpitalu leżałam blisko dwa
            miesiące, z czego pierwsze tygodnie były walką o zakwalifikowanie mnie na
            operację. Udało mi się przetrwać między innymi dzieki wsparciu psychicznemu
            jakie otrzymałam od innych lekarzy i pielęgniarek. No i dzieki pani profesor,
            która będąc zastępcą dyrekltora szpitala do spraw lecznictwa po prostu mogła mi
            pomóc. Wszyscy, którzy mi pomogli, zrobili to całkowicie bezinteresownie. Będę
            im zawsze wdzięczna, tak jak zawsze przestrzegać będe panie przed leczeniem sie
            u profesora Radowickiego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka