Dodaj do ulubionych

Nie wiem co dalej robić...

20.01.09, 22:14
Witam, kochani zaglądam często na to forum, aby poczytać różne historie,
czasami zastanawiam się czy ktoś ma podobne problemy jak ja, a moze znajdę
tutaj jakąś odpowiedż.Niestety na razie jestem na etapie nic nie robienia w
temacie.Dzisiaj właśnie doszło do ostrej wymiany zdań z moim mężem a właściwie
mojego monologu( jak zawsze ponieważ on w tym temacie raczej się nie
wypowiada).Miał do końca roku podjać jakąś decyzję co dalej robimy a dziś 20
styczeń i nic.Nie wiem naprawde co powinno się stac abyśmy w końcu coś
postanowili, robimy cos kolejny raz, czy dajemy spokój.Dodam że jesteśmy po
dwóch nieudanych ICSI z pobraniem plemników z jąder(brak w nasieniu)i
inseminacji z banku nasienia - jedno podejście.W tym roku mija nam 13 lat od
daty ślubu, maż ma w tym roku 39 lat a ja 34.Niestey jakos nie możemy sie w
tej kwesii porozumieć, ja mu mówię ze to juz ostatni dzownek i ze męczy mnie
najbardziej to że nie mamy planu co dalej, czy rezygnujemy z ewentualnych
dalszych prób, czy nie, a jeśli nie to decyzja bardzo trudnia trzecie ICSI(
nie za bardzo mamy kasę, inseminacja z banku nasienia- ja już naprawde sama
nie wiem.Pierwsze ICSI mieliśmy w 1998r drugie w 2001, to już tyle
lat.Przedtem jakoś nie mieliśmy takiego problemu z podjęciem decyzji,
oczywiście bardziej może ja naciskałam, ale teraz nie chcę.Działaliśmy jak to
młodzi ludzie bardzo spontanicznie, A TERAZ SAMA SIĘ ZASTANAWIAM CZY TO MA
SENS MOZE TAK MUSI BYĆ MOŻE nie mamy co decydowac za los.Dodam że maż od
urodzenia choruje na zespól nadnerczo plciowy i bierze małe dawki sterydów i
pewnie stąd brak plemników w naieniu.Czasami myślę a moze nasze biologiczne
dziecko też odziedziczyło by tę chorobe. Naprawde im dłużej tym ja sama
bardziej sie zastanawiam i nie wiem co rtobić.Może dlatego ze maż nie chce na
ten temat rozmawiać, to ja sama się oszukuję ze tak musi byc że tak jest
dobrze.Nie walczę już tak ze wszystkich sił, chciałabym aby była to tez jego
przemyślana decycja a nie mój jakiś nacisk.No i cóż następna rozmowa na ten
temat zakończyła się moim monologiem i ze czekam na jakąś odpowiedż.Dziewczyny
ja juz napradę nie wiem czy dalej jest sens walczyć a moze tak musi być.........?
Myślę że gdybyśmy rozmawiali z mężem na ten temat byłoby dużo łatwiej, ale jak
to zrobić, on sam mi czasami napomknął że nie wie jaka podjąć decyzję w tej
sprawie i co ja mam dalej z tym począć?
Edytor zaawansowany
  • luciola9 20.01.09, 23:00
    Myślę,że Twojemu mężowi również ciężko jest podjąć decyzję. Może
    unika rozmów w obawie przed kolejnym niepowodzeniem? Może tak jak Ty
    nie ma sił na walkę?
    Tu dochodzi jeszcze sprawa męskości....
    Wiem jak moj mąż czasami jest zły na to,że tak jest, że musi oddawać
    nasienie to pojemnika za zamknętymi drzwami gabinetu poczekalni....
    Faceci tak jak my przeżywają wszystko, tylko nie potrafią o tym
    rozmawiać, to jest dla nich upokorzające-tak myślę.

    Nie mniej jednak mąż powinien też pomyśleć o Tobie i Waszym dalszym
    życiu, nie wiem czy myśleliście o adopcji? Pytam gdyż w mojej
    rodzinie małżeństwo się zdecydowało po kilkunastu latach i teraz nie
    wyobrażają sobie innego życia.

    Nie naciskaj, daj mu czas na przemyślenia, zapytaj o dzień, kiedy
    będzie gotów Ci powiedzieć co czuje. Mam nadzieję,że znajdziecie
    jakieś wspólne rozwiązanie, gdyż siła tkwi we wzajemnym wspieraniu
    się.
    Ciężko jest rozmawiać o niepłodności ...nawet z własnym mężem, ale
    jeszcze gorzej jest jeśli przez to oddalamy się od siebie.

    Nie załamuj się! Czy tak ma być? Nie wiem. Ciągle zadaję sobie to
    pytanie.
    Czasami może po prostu za dużo myślimy....

    Nie jesteś tu sama. Pisz jak będzie Ci ciężko, zawsze to pomaga a
    myślę, ze tu znajdziesz małe pocieszenie.
    Trzymaj się dzielnie!

  • jogna1 21.01.09, 07:21
    Moj maz tez bral finasteryd na porost wlosow. Ok 1,5 roku. Wynik
    badania nasienia bardzo sredni- duzo martwych plemnikow. Ginekolog
    powiedzial,ze w ten sposob dziala steryd na nasienie.
    Nie jestem w tej sytuacji co Ty, ale robilabym wszystko,zeby zajsc w
    ciaze. jestes mloda..zycie przed Toba.. wiec walcz..
  • magdad5 21.01.09, 08:24
    Ciezko cos poradzic.
    Mysle, ze on przezywa to jako osobista porazke jako mezczyzny.
    Czesto tak jest ze mezczyzni wstydza sie tego, ze maja problem z
    plodnoscia, nie chca o tym mowic bo mysla, ze fakt, ze nie potrafia
    splodzic potomka w naturalny sposob jest dla nich ujma na meskosci.
    Kobiety czesciej akceptuja ten fakt i walcza, mezczyzni wola raczej
    unikac tematu.
    To trudne, ale mysle, ze bez rozmow sie nie obejdzie.

    Co do dziedziczenia - zawsze mozecie skorzystac z metody PGD ktora
    pozwala na wykluczenie zarodkow uszkodzonych genetycznie. Nie
    wyklucza oczywiscie wszystkich chorob ale jest sposob na
    wyeliminowanie tych z wadliwymi genami. wiec jesli choroba Twojego
    meza ma podloze genetyczne to mozna sprobowac sie z tym zmierzyc.
    Wiem, bo wlasnie przechodzimy PGD w Invikcie.

    Pozdrawiam i zycze Wam wytrwalosci i porozumienia
    magdad
  • mytest 21.01.09, 09:28
    Bardzo dawno miałaś 2gie ICSI. Od tego czasu bardzo dużo się zmieniło w tej
    technologii. Znam osobę której mąż też nie miał plemników w nasieniu i dopiero 5
    te ICSI udało się w Novum (pierwsze podejście tam) i to ciąża bliźniacza (już na
    świecie). Najlepsze efekty uzyskuje się do 35 roku życia potem płodność znacznie
    spada. Mogę zrozumieć kwestie finansowe (ze zwlekaniem)że wydaje się tyle kasy a
    jest większa szansa że się nie uda niż uda. Jak podchodzić to tylko teraz (tzn w
    tym roku) i nastawić się na 2 próby a nie jedną, a przynajmniej iść na
    konsultację w tym wypadku wydej mi się że do N.
    Z drugiej strony dlaczego dużo osób mówi o adopcji (przecież każdy wie że jest
    taka możliwosć) a nikt nie mówi że można spokojnie żyć bez dzieci, tyle osób nie
    ma z kim zaciążyć i jakoś żyją.
  • joanna9629 21.01.09, 09:45
    Dziękuję Wam kochane dziewczyny za wsparcie psychiczne, które jest tak
    ważne.Wiem,że czas nas goni, że dawno juz podchodziliśmy do drugiego ICSI, ale
    wtedy było jakos inaczej, teraz nikt nie ma to sił a tak naprawdę jestem sama z
    tym tematem.Wczoraj nie napisałam jeszcze że po drugim ICSI byłam w ciąży do 7
    tygodnia, okazało się że ciąża jest martwa, przeżyłam to strasznie i wtedy
    powiedziałam że nigdy więcej zabiegów i tych przeżyć, ale wiadomo czas leczy w
    jakiś sposób rany i człowiek choć z obawami to chciałby może spróbować.Ale jak
    próbować jak nawet nie wiem co myśli mój maż, jaką metodę jeśli już wybieramy (
    ICSI tak jak pisałam nie mamy kasy,inseminacja ale wchodzi w grę tylko bank
    nasienia a moze adopcja), ale bez szczerych rozmów tak jak mi napisałyście to
    nic z tego nie będzie, więc jak długo czekać na te rozmowy, a czas leci
    nieubłagalnie.
  • asiek334 21.01.09, 13:34
    Witam wink) Przeczytałam z uwaga wszystkie tutaj wypowiedzi i od razu pisze ze
    jestem tutaj raczkująca jeśli mogę się w ten sposób wyrazic.Mam 34 lata,drugie
    życie jak ja to nazywam,bardzo szczęśliwe życie.Dorastającego syna i wspaniałego
    męża,drugiego męża.Od dwóch lat staramy sie o dziecko,dopiero teraz
    zdecydowalismy sie na badania ale wynik męża jest prawidłowy.U mnie wystąpił
    zanik owulacji i przyznam szczerze ze podziewiam was tu wszystkie za
    cierpliwosc,nieznane mi sa te wszystkie skroty badan jakimi sie posługujecie.Ja
    jestem dopiero na etapie brania tabletek o nazwie Clostilbegyt.teraz Teraz jak
    nigdy nie moge sie doczekac cyklu miesiączkowego bo żyje nadzieją ze uda mi sie
    za pierwszym razem ale musze liczyc sie z tym ze moze on również zakonczyc sie
    porazka.Wiem ze popełniłam w zyciu bład faszerując sie tabletkami
    antykoncepcyjnymi co mogło wpłynac na moja zdolnośc.Teraz tylko przechodze ból
    podczas dni płodnych ktorych generalnie nie widac.Zycze Wam wszystkich
    powodzenia i oby spełniły sie Wasze oczekiwania i pragnienia a przede wszystkim
    wytrwałosci wink)






  • mytest 21.01.09, 15:20
    Mam nadzieje ze jakąś decyzje podejmiecie. Wcale się nie dziwię że mąż nie wie
    co robić, ale może Ty byś zastanowiła się co Ty byś chciała i przedstawiła jakąś
    propozycję mężowi i dała mu czas? Bo może on nic nie wymyśli ani na nic się nie
    zdecyduje.
    Wiele z nas jest po poronieniach i to czasami po kilku.
  • joanna9629 21.01.09, 16:43
    Dziękuje za wszystkie podpowiedzi.Tak starałam się podjąć jakąś decyzję, ale
    póżniej to wychodziło ze ja cos narzucam, chciałabym żeby to była nasza wspólna
    decyzja tylko nie wiem czy w tym przypadku do tego dojdzie.Zastanawiam się
    również nad tym ze coraz rzdziej podejmuję ten temat w domu poniewaz zawsze
    przeważnie kończy się milczeniem męża i w związku zt ym ja nie wytrzymuję wtedy
    psychicznie i dochodzi do mojego krzykliwego monologu bo rozmowa to to raczej
    nie jest.Czasami pózniej żałuję że cos powiedziałam, ale to juz się
    stało.Wczoraj też powiedziałam na koniec "rozmowy" że nie wiem jak ją zakończyć,
    ze co, że do następnego razu, ze chyba nigdy nie doczekam sie jakiejś
    odpowiedzi.Powiedziałam mu również że ja nie chcę wyzanczac jakiś dat bo to nie
    na tym polega, temat ten moim zdaniem wymaga wielu długich i powaznych rozmów i
    podjęcia decyzji, ale co z tego że ja sobie mówię a zycie swoje.Czasem mysle że
    ja coraz rzadziej tez staram się o tym mówic w domu z meżem aby był spokój i nie
    było między nami zgrzytów, ale nie wiem czy to dobra metoda, chyba nie bo to
    jakby ucieczka przed problemami.Można powiedzieć że przez ten problem troche
    mysle oddaliśmy się od siebie i nie wiem co teraz z tym zrobić.Może tu jest też
    jakiś powód, ale ja tłumacze mężowi że jak razem nie będziemy chcieli tego
    naprawić to samo to sie nie stanie.Niby wszystko wiemy a nic z tego nie wynika,
    dlatego jest mi tak cieżko i tak dużo piszę.Przepraszam wiem że każda z Was ma
    inne problemy a każdy uwaza że jego jest największy.Zycie niestety czasami jest
    ciężkie i naprawdę nie wiadomo co dalej z tym wszystkim zrobić.Jak sie tutaj
    tochę wypiszę to jest mi lepiej.Wygadać się nie moge prawie przed nikim, bo
    obawiam się że wiele osób powiedziałoby mi że może powinnam zmienić mężczyznę
    jeśli chce mieć dziecko, ja staram się nie myśleć tymi kategoriami, choć czssami
    jest naprawde ciężko.Ludzie którzy przez to wszystko nie przechodzą nigdy nas
    nie zrozumieją.Podpowiadają przeciez tyle biednych dzieci na świecie można
    adoptować, tylko nie wiedza jaka to trudna decyzja i nigdy sami nie musieli jej
    podejmować, zresztą może nie każdy jest do tego stworzony.Sorry że tak znowu sie
    rozpisałam, ale jak nie mogę się wygadać naturalnie to pozostaje mi wirtualnie i
    to jeszcze wśród osób które myślę mnie rozumieją, cos doradza, podtrzymają na duchu.
  • aada.live 21.01.09, 18:13
    Cześć. Czytając Twoje wypowiedzi mogłabym się pod nimi podpisać. My staramy się
    o dziecko od 9 lat. Rok temu byłam w ciąży ale radość szybko prysnęła bo okazało
    się że to ciąża pozamaciczna i trzeba było tyle lat oczekiwaną ciąże usunąć! Od
    tego czasu nie robimy w tym kierunku nic. Tylko czekamy że zdarzy się cud. A
    najgorsze jest to że nawet nie rozmawiamy z mężem o tym. Tak jak u Ciebie każda
    rozmowa kończy się moim monologiem a mąż milczy co doprowadza mnie do furii. Nie
    mamy żadnego planu działania. Z miesiąca na miesiąc odkładam wizytę u gina bo po
    co miałabym iść? Myślę że wszystkie badania i próby już były ( 8xIUI, 2X
    laparoskopie, szereg badań...)
    pozostaje tylko in vitro na które nie mam odwagi się zdecydować. Nie mam już
    siły na kolejne porażki. Boję się całej procedury przygotowań i ewentualnych
    komplikacji. Poza tym mam coraz mniej możliwości żeby w pracy kombinować z
    wolnym a przecież nie powiem prawdy bo z miejsca dostanę wypowiedzeniesad Czuję
    się zupełnie bezsilna. Nie chcę się poddać ale nie mam też już siły szarpać się
    z tym. Na dodatek nie mam co liczyć na szczerą rozmowę z mężem a chciałabym
    wspólnej decyzji a nie tak że ja powiem In vitro to on przytaknie, ja powiem
    poddajemy się to on też przytaknie! Co robić? Czy po tylu latach leczenia ( brak
    konkretnej przyczyny niepłodności) istnieje szansa na ciążę? Może nam nie będzie
    to dane? Mam jednak cień nadziei...
  • ochra 21.01.09, 18:29
    Ja nie mogę tego zrozumieć, dziewięć lat starań i nie
    skorzystaliście z jedynej w miarę skutecznej metody?
  • agazlublina 21.01.09, 21:40
    ja bym próbowała z nasieniem dawcy jeśli was nie stać na ivf ,albo
    wzieła kredyt ,myślę że za długo czekacie z kolejną próbą , mnie
    czeka 4 próba ivf ale jak się nie powiedzie stymulacja to z
    komórką dawczyni -do tej decyzji dojrzewałam prawie dwa lata ,jak
    to nie przyniesie skutku i zbraknie funduszy, to skorzystam z
    gotowych zarodków,( zawsze to lepiej niż adopcja )8L
    starań,niedługo skończę 32l
  • joanna9629 21.01.09, 21:34
    aada.live, widzę że nie jestem sama.Rzeczywiście Twoja historia bardzo podobna
    do mojej i ta bezsilność z naszej strony i czekanie ze moze w końcu coś się
    wydarzy że los sam podejmie za nas decyzje.Czasami tak myślę że można na to
    czekac w nieskończoność.Różnimy sie tym ze ja miałam 2 ICSI TESE ponieważ w męża
    nasieniu całkowity brak plemników, więc jeśli IUI to tylko z banku
    nasienia.Laparoskopię również przechodziłam.Wykryto nawe endometriozę II stopnia
    brałam przez pół roku Dipherelinę w zastrzykach ( cena też niezła).W ogóle to
    wszysko tak jakoś ama zauważyłam pozmieniało mi się po tych zabiegach, póżniej
    łyżeczkowanie i usuniecie martwej ciąży, wiem teraz że to nie jest obojętne dla
    organizmu, przynajmniej w moim przypadku.Dlatego bardzo sceptycznie podchodzę do
    ewentualnego zabiegi i tak jak Ty nie mam juz na to wszystko sił a zarazem boję
    się kolejnej porażki.Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to myślę że jesteśmy
    same z tym tematem, tak jak wcześniej napisałam szczere rozmowy dyskusje a potem
    dopiero podjęcie wspólnej decyzji to jest to czego oczekuję od osoby z która
    jestem.Próbuję go zrozumieć ale nie potrafię.aada.live nie wiem jaki u Was jest
    główny problem czy podobny jak u nas raczej problem po stronie męskiej.Ja teraz
    to juz sama nie wiem pewnie u mnie teżby się coś znalazło, po takich dawkach
    hormonów, tych zabiegach, ale główny czynnik to męski.Z moimi można by było
    jeśli nawet cos poradzić, ale nawe tak naprawdę nie można tego sprawdzić, bo
    jeśli u męża jest brak plemników w nasieniu, to po prostu niemożliwe, no chyba
    że cud.Także takie osoby jak ja tak naprawde nie wiedzą czy one są w pełni
    płodne.Niby badania przed zabiegami były moje w miarę okey, ale do zabiegów to
    mało ważne przeciez to i tak chemia silne zastrzyki wytwarzają za nas te ogromne
    ilości pęcherzyków, pożniej tabletki na zagnieżdzenie zarodka, tabletki
    podtrzymujące a na koniec po tych 14 dniach oczekiwania test i porażka.Nie wiem
    czy tak jak Ty jestem gotowa aby przez to wszystko przechodzić a jesli tak to na
    pewno nie sama, musze mieć wsparcie w mężu i na to nieustannie czekam, tylko
    ciekawe czy się doczekam, trzeba mieć nadzieję.Pozdrawiam.
  • joanna9629 21.01.09, 21:43
    Jeszcze jedno, nie chciałabym Cie wystraszyc przed podjęciem ewentualnej decyzji
    o InVitro.Każdy przechodzi przez to inaczej, ja przez sam proces przechodziłam
    nieżle, gorzej z psychiką po i z tym oczekiwaniem na wynik.W ogóle sobie z tym
    nie radziłam.Jeśli może kiedys dojdziesz do porozumienia z mężem w temacie, to
    moze warto choc raz spróbować zabiegu invitro.Pozdrawiam i zyczę dużo siły i
    wytrwałości, a przede wszystkim niczego na siłę.Może tak musi być,moze to jest
    nam dane z góry,nigdy się o tym nie dowiemy.Może warto życ pełnią życia a nie
    pól życia marnować na zamartwianie się i przekonywanie drugiej osoby do podjęcia
    decyzji, sama już nie wiem.Tylko boję sie że kiedys powiem ze moze nie zrobiłam
    wszystkiego.
  • aada.live 22.01.09, 18:42
    Cześć dziewczyny!
    Dzięki za mobilizację, może rzeczywiście TRZEBA wykorzystać wszystkie możliwości i jeśli in vitro to ostatnia deska ratunku to należy podejść. A opieszałość męża i strach da się pokonać. Bo to nie takie straszne, prawda? Joanno pytasz czy u nas jest problem po stronie męża, otóż sęk w tym że nie. Jego wyniki nie są rewelacyjne ale zdaniem mojego gina faceci z wiele gorszymi wynikami zostają ojcami bez przeszkód. I najgorsze że u mnie przez tyle lat też nic takiego nie znaleźli. Może początek endometriozy co chyba nie stanowi przyczyny. Piszę najgorsze bo nie ma nic co trzeba by leczyć żeby wreszcie zajść w ciąże! A skoro nie ma nic to dlaczego? Bo problem tkwi w głowie? Jak go pokonać? I dlatego czuję taką bezsilność, chce mi się wyć! I jeszcze do tego brak rozmów i działaniasad Muszę podjąć decyzję nie czekając na męża. On też jest tym zmęczony i macie rację, nie podejmie sam żadnych kroków póki to ja nie zdecyduję. Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i życzę dużo siły.
  • ochra 22.01.09, 19:35
    A jakie kroki ma podjąć twój mąż oprócz dostarczenia nasienia, nie
    przesadzaj!
  • luliczek78 21.01.09, 21:52
    Poszukajcie siebie nawzajem, a jak to zrobicie to będzie łatwiej
    przy kolejnej próbie IVF. Walczcie, za wcześnie na zamknięcie
    tematu.Pozdrawiam
  • qlinek 22.01.09, 09:00
    Dziewczyny, przykro czytać o takich sytuacjach w związku, w zasadzie kobieta
    przeważnie jest z tym problemem sama. my łatwiej akceptujemy fakt, że nasza
    płodność pozostawia wiele do życzenia niż mężczyźni. Oni bardzo osobiście to
    przeżywają, umniejszają swoją wartość jako mężczyzny. U nas w Polsce niestety
    nadal pokutuje stwierdzenie, że prawdziwy mężczyzna powinien... same wiecie:
    spłodzić syna... itd. To na pewno nie im nie pomaga. Kobiety po prostu wiedzą,
    że tak w życiu po prostu bywa i potrafią walczyć o swoje największe marzenie.
    Jesteśmy wbrew pozorom odważniejsze i silniejsze psychicznie.
    Dlatego sądzę Joanno, że jeśli Ty masz na to siłę to powinnaś działać, męża po
    prostu postawić przed faktem podjętej przez Ciebie decyzji co dalej. Sama widzę
    po moim mężu, że jeśli powiem: mamy wizytę u gina wtedy i wtedy, idziemy na
    akupunkturę (choć sam bardzo boi się bólu) bo ma dobre wyniki w leczeniu
    niepłodności itp. to wtedy się mobilizuje i aktywnie uczestniczy. Staram mu się
    zawsze wytłumaczyć o co chodzi w danym zabiegu, choć widzę, że większość pojęć
    to dla niego abstrakcja. Nie wyobrażam sobie czekać na jego inicjatywę w
    leczeniu niepłodności, na pewno bym się jej nie doczekała nigdy. To go
    przerasta. I sam mi to przyznaje i jest wdzięczny, że to ja trzymam stery w tej
    sprawie. A ja już dawno przestałam sobie wyobrażać jak powinno być idealnie, bo
    tak nigdy nie będzie.
    Na pewno też nie mogę się równać z Tobą pod względem czasu starań o dziecko i
    doświadczeń w leczeniu. Ale wydaje mi się, że bardzo rzadko zdarzają się
    panowie, którzy po prostu aktywnie, sami z siebie walczą o posiadanie dziecka.
    Na pewno nie jesteś sama w takiej sytuacji.
    pozdrawiam serdecznie
  • kolebeczka 22.01.09, 10:53

    Joanno!
    wiec ja tez bym( sorry- bo to glupie to "jabym", ale tez mam za soba
    wieloletni kieracik- obecnie jestem w 18tc z blizniakami po ICSI)
    - sprobowala raz jeszcze in vitro. Dzieli Was 7-8 lat od ostatniej
    proby. W miedzyczasie powstalo IMSI, rozmaite metody zwiekszajace
    prawdopodobienstwo ciazy(hatching, plukanie macicy, diagnostyka
    preimplantacyjna).
    Kasa chyba u wszystkich byla/jest klopotem. Nawet u tych, ktorzy
    moze az tak cienko nie zyja, ale...to w koncu TOTO LOtek. I czy dla
    zamozniejszego czy nie- taki kupon kosztuje rzeczywiscie mnostwo,
    jesli sie nie wygra. Ale jesli sie nie zagra- tyle wiemy z kolei
    napewno- zadnej szansy. Wiec- moze wczasy, moze cos do domu, moze
    do auta, a TO spycha sie w dal, bo takie niepewne...
    Niepewne takze jak to, czy dziecko bedzie zdrowe- nawet bez bledow w
    kariotypie(bo sie obawiasz chorob genetycznych), czy przezyje, czy
    nie przydarzy sie jemu czy nam wypadek, mozliwy takze w domu przy
    kompie. Co tak naprawde w zyciu poza smiercia jest pewne?
    Twoje lata leca. Moze powiedzcie sobie tak: to ostatnia proba.
    W roku 2009, kiedy technika poszla bardzo daleko.
    Zalowac cale zycie, ze sie zaprzepascilo moze te szanse?
    A jesli nawet sie nie uda- to wiecie oboje- staraliscie sie na Wasz
    czas i Wasze mozliwosci. Wykorzystaliscie, co mozliwe. Z taka mysla
    duzo latwiej sie uklada ewentualny nowy scenariusz na zycie.
    Ja tez- jak jedna z poprzedniczek, uwazam, ze niekoniecznie trzeba
    siegac do adopcji. Znam wiele par, ktore pozostaly bezdzietne pomimo
    staran- bardziej czy mniej zaangazowanych. I te bezdzietne pary
    trzymaja sie nawet lepiej anizeli te dzietne...
    Sprobuj, Joanna, raz jeszcze. Zycze Wam z serca powodzenia-
    jakkolwiek los sie potoczy!!!
  • magdad5 22.01.09, 11:13
    Joanna,

    Moim zdaniem - sprobujcie usiasc i jeszcze raz przegadac temat.
    bedzie trudno ale moim zdaniem warto.
    Co do wad genetycznych - na to tez jest sposob. My wlasnie w ten
    sposob probujemy uniknac choroby u naszego przyszlego, mam nadzieje,
    dziecka. Robimy diagnostyke preimplantacyjna w Invikcie. 100%
    pewnosci nigdy nie bedzie ale 95% juz tak a to bardzo duzo. Druga
    sprawa to fakt, ze dziecko ma wade wcale nie musi oznaczac tragedii -
    wiem co mowie bo moj synek wlasnie ja ma. A jest naszym szczesciem
    i radoscia.
    Pozdrawiam Was serdecznie i zycze powodzenia
    Probujcie
    magdad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.