Młyn nad Barbarką Rudzisko- nie polecam
„Młyn nad Barbarką” Rudzisko na zdjęciach wyglądał bardzo atrakcyjnie, opis sugerował klimatyczne, sielskie i ciche miejsce.
Niestety rzeczywistość srodze nas rozczarowała.
Gospodarze (sympatyczni , owszem) zupełnie zapomnieli że agroturystyka to nie tylko pobyt na wsi w rodzinnej atmosferze, ale również rodzaj usługi, za którą goście płacą i to wcale nie mało ( 100 zł za nocleg z wyżywieniem od osoby w tym gospodarstwie).
Nasze osobiste odczucia są bardzo negatywne zwłaszcza, ze gospodarze są ludźmi wykształconymi i obytymi ( prowadzą również elegancka cukiernię w innej miejscowości ) , Nie polecamy tego gospodarstwa, jest tyle innych …. . Tak naprawdę wg nas daliśmy się nabrać na ładne zdjęcia i fajny opis.
Pierwsze co uderza w tym obiekcie to bałagan ( delikatnie mówiąc ) –wszędzie porozrzucane zabawki gazety, przedmioty osobistego użytku gospodarzy, niedomyte łazienki i wc , brudno na tarasie, stół tarasowy -koszmar , ( na kanapach tarasowych wylegują się mokre psy a dzieci macają brudnymi rekami kanapki). Wszystkie dzieci kochamy, ale odpowiedzialność za dzieci ponoszą dorośli - trzeba obejrzeć w jakim stanie dzieci zostawiają po sobie wc i co pływa w muszli po niedokładnym spłukaniu albo ustawić dla dzieciaków osobny stolik z kanapkami.
Kuchnia to osobny rozdział- jest przechodnia , rano można zobaczyć brudne garnki z dnia poprzedniego, gospodarz pali papierosy w kuchni podczas przygotowywania posiłków dla gości, bywa, ze podaje gościom jedzenie z papierosem w ręce.
Obiady dobre, śniadania i kolacje ubogie ( rozumiemy ze to agroturystyka, ale mówienie gościom, że nie mogą zjeść ryb, które są akurat na stole ,bo cos musi zostać dla dużej rodziny gospodarzy to żenada).Lepiej dać smażone ziemniaki z kefirem, tanio, swojsko i bez obciachu.Brak warzyw, czasem napojów do obiadu, wiejskich potraw.Raz godpodarze upiekli ciasto, ale chyba cichcem zjedli, bo goscie usłyszeli tylko,ze ciasto było ;).
Kolacje niechlujnie podane ( gospodarz wieczorem już nie miał siły ???) Tutaj można poczuć klimat kolonii z dawnych lat – kolacja dla gości w postaci piramidy chleba z kiełbasą na wspólnej plastikowej tacy ( talerze pewnie trzeba było by myć….).
Pokoje bardzo skromnie wyposażone ( 2 łozka, 2 szafki nocne , metalowa rama- stojak na ubrania ,za to bez wieszaków).
Amatorzy relaksu z książka w dłoni lub grilla bardzo się zawiodą .Wokół domu nie ma miejsca grillowego , wygodnych siedzisk, ,spokojnego miejsca na wyciszenie z filiżanka kawy otoczenie zaniedbane ( pierwszy raz widzieliśmy agroturystykę bez jakiegokolwiek ogródka czy klombu przy domu ). Krępujący jest brak miejsc specjalnie dla gości ani gdzie usiąść, ani gdzie poflirtować z lampka wina, wszędzie dopadną cie gospodarze , dzieci lub psy ;).
Słowem - wyrzucilismy pieniadze w błoto :(