Dodaj do ulubionych

Góry latem - Bezludne szlaki

IP: 195.205.250.* 10.06.03, 11:55
mam wrażenie, iż Autor tego tekstu nigdy w życiu nie był latem w
opisywanych przez siebie miejscach. Ta "baśń z tysiąca i jednej
nocy" (bo inaczej powyższego tekstu nie da się nazwać) niewiele
ma wspólnego z rzeczywistością. Chciałbym zobaczyć te puste
Gorce, Pieniny, brak ludzi w Szczawnicy i Krościenku - i
bezproblemowe kwatery. A wszystko to w środku sezonu, gdzie, aby
przejść główną ulicą Szczawnicy czy Krościenka trzeba się
łokciami przepychać (tak pusto...), żeby przejść np. Sokolą
Percią w Pieninach, trzeba się minąć z setkami osób, na Grzesiu
i Wołowcu w tatrach zachodnich nie ma gdzie usiąść (i to nie
dlatego, że nie ma łąwek - lecz dlatego, że siedzi tam człowiek
przy człowieku...).
Drogi Autorze ! Bajkopisarzem Waść powinien zostać !
Edytor zaawansowany
  • a.pilewska 13.06.03, 12:19
    Zgadzam się. Ja sama latem wchodzę na Grzesia - Rakoń -
    Wołowiec. Uważam, że są tam lepsze widoki niż z Giewontu.
    Anita.P
  • Gość: grzesiek IP: *.if-pan.krakow.pl 13.06.03, 12:44
    Zeby dojsc w pol godziny z Nowego Targu na Stare Wierchy
    to "dobry piechur" musialby miec buty siedmiomilowe. Pol godziny
    na SW idzie sie z ostatniego przystanku autobusowego w Obidowej.
    Poza tym latem na Turbacz chodzi nie mniej ludzi niz w Tatrach.
    Oczywiscie, Gorce sa b. ladne - tu zgoda :)
  • piscis 13.06.03, 15:16
    Prawdziwie puste szlaki to widziałem w Beskidzie Niskim. Nieraz
    idąc z Komańczy do Barwinka nikogo się nie spotka - ewentualnie
    2-3 osoby. A w Pieninach rzeczywiscie kiedys byłem i było pusto
    dosyć. Ale od tygodnia prawie bez przerwy padał deszcz...
    Więc może lepiej sprwdzić coś przed pisaniem takiego artykułu.
    Chociażby ludzi popytać...
  • sledzik4 13.06.03, 21:10
    W ubiegłym roku wychodziliśmy z żoną na Wołowiec z ominięciem Grzesia i Rakonia
    i muszę przyznać, że spotkaliśmy dosłownie kilka osób. To było 23 lipca.
    Jednak - jak już byliśmy pod Wołowcem - zobaczyliśmy sporą liczbę turystów.
    Doszliśmy do wniosku, że jednak większość ludzi chodzi na Wołowiec właśnie
    przez ww szczyty. My poszliśmy na Jarząbczy Wierch i znów ludzi było mało.
    Może z 10 osób. Na górze byliśmy tylko my i dwie Słowaczki ze swoimi
    sympatiami (mężami czy chłopakami - nie pytaliśmy, ale wyglądali na bardzo
    zakochanych w sobie). Rozmawialiśmy chwilę - porobiliśmy sobie zdjęcia i w
    dalszą trasę. My na Kończysty i Szlak Papieski, Oni do schroniska Ornak.
    Jak będzie w tym roku? Mamy w planie właśnie Grzesia i Rakonia.
    Pozdrowienia dla miłośników GÓR i do zobaczenia na szlaku.
  • Gość: ania s IP: *.lo-urszulanki.wroc.pl 14.06.03, 11:25
    Pieniny ze Szczawnicą i Krościenkiem również odradzam. Zachęcam
    jednak do wybrania niebieskiego szlaku ze Szczawnicy przez
    Wysoką (Małe Pieninki) aż do Suchej Doliny (Piwniczna).
    Zachęcam do zatrzymania sie kilka dni w Kosarzyskach - sporo
    pięknych przejść i dobre miejsce wypadowe. Ładny szlak przez
    Rogacze, Niemcową do Rytra. Przepiękny szlak zielony z Obidzy
    lub [Suchej Doliny (tutaj do szlaku trzeba dojść dróżkami
    lokalnymi - zapytać miejscowych)] do Piwnicznej.
    Bardzo ładny szlak z Piwnicznej przez Łabowską Halę. Zejście do
    Łomnicy lub dla wprawionych piechurów przez JAworzynę do
    Krynicy czy Muszyny.
    Tam też coraz więcej turystów ale stosunkowo pusto - parę osób
    na szlaku.
  • a-r 15.06.03, 10:08
    Należę do grona osób, które nie lubią wędrować samotnie, a w
    większych grupach. Kiedyś organizowałem grupy wycieczkowe,
    korzystając z położonych wysoko w górach schronisk PTTK. Takich
    jak ja pasjonatów było więcej. Nadal byśmy to robili, gdyby nie
    fakt, że w polskich górach od jakiegoś czasu stało się to...
    nielegalne.

    W biegłym roku jeden z moich kolegów klubowych, posiadający
    zresztą uprawnienia przodownika turystyki górskiej PTTK, w
    trakcie prowadzenia przez niego obozu wędrownego został
    zaczepiony na szlaku przez jakiegoś ważniaka, który zaczął mu
    cytować przepisy i straszył karą administracyjną. Człowiek ten
    zupełnie go skompromitował w obecności prowadzonej przez tego
    kolegę grupy turystycznej (znam sprawę z jego relacji). Chodzi o
    okryte sławą Rozporządzenie RM mówiące, że wycieczki piesze w
    górach powyżej 1000 m n.p.m. mogą prowadzić tylko zawodowi
    przewodnicy górscy.  

    Chyba zrozumiałe, że nikt z nas nie ma zamiaru narazić się na
    podobne incydenty, zwłaszcza, że po ostatnim wypadku w Tatrach
    pod Rysami należy się spodziewać zaostrzenia przepisów i
    kontroli na szlakach. Jak się okazuje - nawet śmierć ludzka nie
    jest tu żadnym tabu. Od samego początku ten wypadek w Tatrach
    wykorzystuje się jako argument do umocnienia interesów pewnej
    wąskiej grupy ludzi - przewodników i urzędników państwowych.  
    W moim regionie działalność górska od lat opiera się wyłącznie
    na społecznych inicjatywach, wśród których prym wiodą
    przodownicy turystyki górskiej PTTK, a nie na przewodnikach.
    Istnieje kilka prężnie działających klubów górskich, w tym
    Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej. Te kluby, z
    których najstarszym jest Klub Górski "Grań" przy O/Poznańskim
    PTTK, od lat zrzeszają i szkolą przodowników turystyki górskiej.
    To one przez całe lata organizowały wycieczki w góry i
    korzystały tam z bazy noclegowej, gastronomii itp., dając
    miejscowym ludziom zarabiać na turystyce. CZY TO BYŁO ZŁE?
     
    W tak dużym ośrodku akademickim jakim jest Poznań, nie ma ani
    jednego, nawet studenckiego koła przewodników górskich. Nie ma
    ich również w takich ośrodkach jak Zielona Góra czy Gorzów
    Wielkopolski, choć w góry (Sudety) mamy bliżej niż przewodnicy
    ze studenckich kół przewodników górskich z Warszawy czy
    Lublina. Teraz góry się od nas jakby oddaliły. Organizujemy
    wycieczki do Czech czy na Słowację, gdzie tysiące turystów
    spaceruje spokojnie samotnie i w grupach, jak się komu podoba i
    bez obawy, że to "nielegalne".  

    Koledzy, którzy mogliby korzystać z górskich schronisk PTTK, od
    czasu wprowadzenia wspomnianego przepisu stopniowo wycofują się
    z organizowania takich grup wędrownych, które kiedyś wypełniały
    PTTK-owskie schroniska górskie wieczornym śpiewem przy
    akompaniamencie gitary, rozmowami o przygodach na trasie i
    wesołym gwarem przy śniadaniu w jadalni. Czy tego ma już nie być?

    Tekstem tym chcę po raz kolejny (z uzasadnionym uporem)
    sprowokować dyskusję na temat możliwości wyeliminowania z
    naszego życia choćby części, najbardziej realnych zagrożeń dla
    turystyki kwalifikowanej a zwłaszcza młodzieżowej w polskich
    górach, związanych z wprowadzaniem monopolów przewodnickich.

    Histeryczna reakcja niektórych moich adwersarzy na moje posty
    (zablokowanie strony, usuwanie niewygodnych głosów w dyskusji na
    Forum PTTK, blokowanie dostępu itp.) świadczy o powadze
    problemu. Dlaczego? Wiadomo. Być może właśnie teraz ich klienci
    zastanawiają się nad sensem wydania własnych pieniędzy na
    wynajęcie i opłacenie przewodnika; czy nie lepiej pojechać nad
    morze i poleżeć sobie na piasku albo na Mazury i popłynąć
    kajakiem szlakami wodnymi wzdłuż rzek i jezior (tam nikt nie
    wymaga zatrudnienia przewodnika, choć wypadków śmiertelnych -
    utonięć jest bez porównania więcej niż wypadków w górach)?
    Związane jest to z nieoczekiwaną (dla mnie) prawidłowością
    socjologiczną. Otóż dla większości Polaków, niezależnie od
    zajmowanego przez nich miejsca w hierarchii społecznej, góry
    kojarzą się niemal wyłącznie z Tatrami. Dotyczy to w równym
    stopniu elit umysłowych (twórców, dziennikarzy, lekarzy itp.),
    jak i zwalnianych grupowo pracowników PGR, hut i kopalni. Niemal
    nikt nie widzi też nic niewłaściwego w nadawaniu przez media
    programów o górach pokazujących niemal wyłącznie Tatry i
    straszących ludzi zatłoczonymi szlakami i niebezpieczeństwami
    odnoszącymi się w tym kontekście do wszystkich polskich gór.

    Zainteresowanie społeczeństwa w większości nizinnego kraju,
    jakim jest Polska, sprowadza się najczęściej do sensacji, a więc
    do relacji z wypadków w górach lub widowiskowych programów o
    wyprawach wysokogórskich. Początek tego roku dał kolejną
    sensacyjną pożywkę dla dziennikarskich hien: w lawinie w
    Karkonoszach ginie ratownik, pod Rysami traci życie grupa
    młodych ludzi, zimowa wyprawa na K2 wycofuje się tuż spod
    szczytu... To wszystko jest perfidnie wykorzystywane przez wąską
    grupę ludzi - urzędników państwowych powiązanych ze środowiskami
    przewodnickimi - jako argument przemawiający za wprowadzeniem
    kolejnych restrykcyjnych zarządzeń i monopolistycznych przepisów
    dławiących tanią turystykę młodzieżową, nakazujących
    organizatorom wycieczek wynajmowanie do ich obsługi zawodowych
    przewodników, bo tylko to może zagwarantować - ich zdaniem -
    bezpieczeństwo i pozwoli zapobiec wypadkom.

    Nie będę tu ukrywał, że jestem przekonany, iż kierunek w jakim
    zmierzają nasi decydenci w kwestii uregulowania organizacji
    ruchu turystycznego w polskich górach dławi społeczne inicjatywy
    i skłania potencjalnych społecznych organizatorów wycieczek do
    rezygnacji z organizacji imprez górskich. Te przepisy
    jednocześnie uderzają w szalenie pozytywny model pracy
    wychowawczej z młodzieżą, który sprawdzał się przez dziesiątki
    lat. I to jest zasadnicza różnica między dawnymi a obecnymi
    laty. Nie dziwmy się więc, że niektóre tradycyjne ścieżki i
    górskie polany powoli zarastają, a schroniska straszą pustkami.
    Czy nie warto do nich powrócić?

    Tylko niewielka grupa osób kojarzy opisane wyżej zjawisko z
    działalnością oszustów medialnych i rozumie związane z tym
    zagrożenia dla ruchu turystycznego w naszych górach. Wystarczy
    przypomnieć dowcip, który do niedawna co tydzień serwowała nam
    TV, czyli tzw. energetyzowanie wody mineralnej przez pana Nowaka.

    Logika wskazuje, że spośród dwóch diametralnie różnych sposobów
    zapobiegania niebezpieczeństwom w górach (np. zamykanie odcinków
    niebezpiecznych szlaków albo chodzenie po tych szlakach z
    wynajętym przewodnikiem zawodowym) tylko jeden sposób może być
    naprawdę skuteczny, jeśli turyści się do niego zastosują. Drugi
    jest błędem lub oszustwem (zarówno w Polsce jak i w innych
    górach zdarzają się wypadki wycieczek z przewodnikami). Ale
    jakże łatwo logikę można obejść lub zlekceważyć. Przykład? Kto
    mi powie: kiedy członkowie obecnego lewicowego establishmentu
    kłamali? Wtedy gdy byli członkami totalitarnej organizacji o
    nazwie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i wspierali
    społeczną turystykę młodzieżową udzielając dotacji z państwowej
    kasy?… czy teraz, kiedy jako socjaldemokraci uchwalali
    monopolistyczne przepisy oddające monopol na prowadzenie grup w
    górach w ręce zawodowych przewodników górskich? Nie ma przecież
    dwóch różnych prawd.

    Problemu bezpieczeństwa w górach w oparciu o kadrę zawodowych
    przewodnikow górskich, tak jak medycyny niekonwencjonalnej i
    różnych szarlatanów czyniących chorym ludziom fałszywe obietnice
    uzdrowienia, nie da się rozwiązać żadnymi środkami
    administracyjnymi. Wypadki w górach zdarzały się i mogą zdarzyć
    się nawet najlepszym, z przewodnikami włącznie. Jedyne co można
    zrobić to publicznie demaskować to oszustwo.

    Z poważaniem  
  • Gość: Poznańczyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 10:49
    Myślę, że jest tylko jeden kraj na świecie, gdzie regulacje
    prawne dotyczące przewodnictwa mogą być zbliżone do tak
    totalitarnych jak w Polsce. Tym krajem jest - być może ...Korea
    Północna.

    Przeglądam te czy inne turystyczne fora dyskusyjne, te dywagacje
    o tych przewodnikach, przodownikach, uprawnieniach, klasach,
    tysiącu czy sześciuset metrów nad poziomem morza i po prostu
    jestem przerażony!!! Czy ja mieszkam w Polsce, w praworządnym,
    wolnym kraju, czy rzeczywiście w jakeiś Korei Pn? Czy Polska
    jest aż taką klatką, czy nie widzicie co jest na zewnątrz?

    Normą prawną w krajach Europejskich jest to, że:

    - Przewodnictwo turystyczne jest _wolnym zawodem_ - tak jak
    zawód dziennikarza, aktora, piosenkarza czy ulicznego żebraka.
    Organizowanie kursów, szkoleń itp. jest dobrowolne.

    - Odpowiedzialność za swoje czyny wobec prawa każdy ponosi
    jednakową. Jeżeli organizator narazi uczestników wyprawy na
    niebezpieczeństwo, dojdzie do wypadku z jego ewidentnej winy, to
    prokurator go osądzi tu nie ma ma absolutnego znaczenia, czy ten
    ktoś miał jakieś papiery, czy za swoje usługi wziął jakieś
    pieniądze, czy tylko całusy uczestniczek, czy może z własnej
    kieszeni do interesu dołożył.

    Raz po raz czytam, że przewodzenie grupie bez licencji itp. to
    jest łamanie prawa. W podobny sposób łamał prawo - jeszcze w
    latach 80-tych pewien handlarz na podkarpaciu, który woził bułki
    z miasta na jakąś wioskę gdzie nie było piekarni i sprzedawał je
    z jakąś marżą. Tego handlarza jak pamiętacie skazali jako
    spekulanta - tą historię do dziś cytuje się jako przykład
    głupoty
    totalitarnego państwa. W podobny sposób miliony ludzi co dzień
    łamali prawo np. handlując walutą czy robiąc dziesiątki innych
    czynności, które w totalitarnym były zabronione. Gdyby wtedy
    całe społeczeństwo było takie jak poplecznicy przewodnickich
    monopoli, to żylibyśmy do dziś nawet nie w komuniźmie tylko w
    jakimś niewolnictwie.

    W połowie lat 90-tych wprowadzono ustawę turystyczną przy
    wielkim szumie medialnym, że jest to "dla ochrony klienta".
    Tymczasem przy okazji ustalania zabezpieczeń finansowych biur i
    kategoryzacji hoteli, udało się tylnymi drzwiami przemycić do
    ustawy cały pokomunistyczny bagaż kretyńskich regulacji dot.
    przewodnictwa.

    Czy wiecie, że np. według tejże ustawy każda grupa obcokrajowców
    _obligatoryjnie_ musi mieć przewodnika ? przecież to jest
    przepis rodem z najgłębszego stalinizmu. Szczegóły można mnożyć -
    ustawa w obecnym kształcie jest potwornie szkodliwa dla rozwoju
    gospodarczego, społecznego, psuje obraz Polski w świecie, nie
    uwzględnia konstytucyjnych praw człowieka i służy jedynie
    wąskiej garstce urzędników. Nie wróżę jej dłuższego
    funkcjonowania.

    Na szczęście mamy teraz w kraju bardzo dobry klimat do
    demaskowania i likwidowania tego typu ustawodawczych bubli.
    Trzeba sprawą zainteresować media. Wśród dziennikarzy możemy
    znaleźć świetnych sprzymierzeńców. W tym zawodzie większość
    aktywnych dziś ludzi zrobiło kariery po 1989r. Jakakolwiek próba
    powrotu do komunistycznych regulacji tego wolnego zawodu nie
    miałaby
    najmniejszych szans. Wyobrażacie sobie np. Adama Michnika
    zdającego egzamin dziennikarski przez jakimś podrzędnym
    redaktorkiem z "Trybuny" ? Paranoja! Właśnie w takiej
    upokarzającej sytuacji zostało postawionych przed kilku laty
    mnóstwo osób, którzy po 1989r. zaczęli swoją nowoczesną wiedzą i
    zaangażowaniem budować polski biznes turystyczny na zdrowych
    zasadach.

    O to że zakusy na państwowe regulowanie i korumpowanie biznesu
    są w tym kraju od paru lat normą, to wiedziałem. Ho, ho! Teraz
    widzę, że ustawa również zrobiła kuku społecznym organizatorom -
    przodownikom jak i wychowawcom - opiekunom szkolnych kół PTTK -
    to już zakrawa na jakiś kabaret.
  • Gość: ani IP: 62.111.232.* 15.06.03, 20:49
    Artykuł owszem jest nieco powierzchowny, ale trochę prawdy w tym jest...

    Nie da się "bezproblemowo" załatwić na ostatni moment w sierpniu noclegu w
    Krościenku (jeśli się np. wymaga jakiegoś minimalnego standardu). Ale
    zapewniam, że jest możliwe znalezienie pustych lub prawie pustych szlaków w
    Tatrach czy Gorcach. Moim zdaniem, aby znaleźć takie szlaki, są 3 pomocne
    sprawy:
    1. wybierając szlaki, nie iść na łatwiznę - coś w tym rodzaju, jak pisze w
    artykule - trzeba jednak znajomości turystyki i polskich gór, żeby patrząc na
    mapę zorientować się który szlak jest mniej uczęszczany. Okrężne drogi, z
    mniejszych przysiółków, dłuższe...

    2. Wychodzić na szlak bardzo, bardzo wcześnie. Najlepiej tuż przed świtem.
    Letnią porą, to do ósmej, kiedy schroniska się budzą, będziemy mieć sporą część
    trasy za sobą w spokoju - no i można obserwować zwierzęta wtedy najlepiej:)

    3. Iść kiedy pada deszcz - świetny sposób na samotność!!!:)))

    pozdrawiam:)
  • Gość: aha IP: 195.136.14.* 16.06.03, 13:59
    Masz rację ani. Sama uwielbiam góry, ale chodzenie po nich w tym
    tłoku jkaichś za przeproszeniem baranów w klapkach lub
    tenisówkach nie jest najprzyjemniejsze. Niech oni lepiej
    wjeżdzają sobie kolejką na Kasprowy, a chodzenie po górach
    zostawią tym, którzy naprawdę to lubią. W tamtym roku
    obserwowałam ludzi wchodzących na Giewont. Większość z nich
    zastanawiała się co ona tu robi, za jakie grzechy ktoś kazał im
    tak się męczyć, czy muszą ulegać "modzie" na góry? Jedna z
    dziewczyn leżąc na trawce jęczała "Boże, ja mam dopiero 16 lat,
    ja nie chcę umierać!" Pytam się: po co tacy ludzie chodzą w góry
    robiąc niepotrzebnie tłok?
  • Gość: pawel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.03, 13:32
    popieram ten najdłuszy wątek.
    Jak tak dalej pójdzie to na przystanek autobusowy
    będziemy musieli chodzić z kwalifikowanym przewodnikiem.
    Sam jestem z gór choc tam już nie mieszkam, ale wyczieczki
    szkolne (z nauczycielem a nie z "przewodniekiem" zostały
    mi w pamięci do dziś. Nadal chodze po górach polski i słowackich
    do dzis i żaden przewodnik mi nie jest potrzebny tylko zdrowy rozsądek (jak go
    ktoś niema to idąc na przystanek też bedzie miał problem).
    Paweł lat 40.
  • Gość: ARJ IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.07.03, 15:40
    Owszem puste szlaki są i w Gorcach, Beskidzie Sądeckim, a także
    Karkonoszach i Izerach. Wszystko zależy od pogody i czasu w
    którym jedziemy (np. poł. czerwca lub koniec sierpnia, pocz.
    września). Są dni, że nikogo nie spotykamy na szlaku przez cały
    dzień, a w schronisku śpimy tylko w towarzystwie gospodarzy (np.
    na Szrenicy, Przełęczy Karkonoskiej !!! - dziwne ale prawdziwe).
  • Gość: podkarpacki IP: *.rzeszow-staszica.sdi.tpnet.pl 30.09.03, 21:58
    Jedź w Beskid Niski i Bieszczady.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka